FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony 1, 2  Następny
  Fani wczoraj i dziś:
Wersja do druku
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 20-11-2006, 10:08   Fani wczoraj i dziś:

Temat inspirowany dyskusją na Falkonie.

Od czasu, gdy określające pewne zjawisko terminy Manga i Anime zagościły w naszym kraju, a w telewizji leciało Sailor Moon minęło już jakieś dziesięć lat. Świat nie stał w miejscu, wszystko się zmieniało, także nasz Fandom.

Co (i dlaczego) najbardziej się waszym zdaniem zmieniło? I czy to dobrze, źle, czy nijako?

1) Diabli wzięli Kawaii i Mangazyn

Można się kłócić, czy w ostatecznym rozrachunku wyjdzie to na dobre czy złe... Kawaii było zjawiskiem, które niejako spinało Fandom. W owych czasach nie było jeszcze serwisów (a w tej dziedzinie nadal jesteśmy 4 lata za fantastami), które przekazywałyby wieści, a dostęp do zagranicznych stron był niewielki. Praktycznie każdy, kto chciał coś wiedzieć o Mandze i Anime musiał otrzeć się o Kawaii, które nie miało konkurencji. Było jedynym, opniotwórczym zjawiskiem. Dyskusje w listach, reklamy imprez, inicjatywy pokroju Mangowych Spotkań i tym podobne kształtowały życie fandomu. Jednocześnie wyjątkowo łatwo było dotrzeć do wszystkich zainteresowanych: wystarczyło przebić się do Kawaii.

2) Światek się wziął i rozdrobnił

Wraz ze zniknięciem kręgosłupa, na którym opierało się środowisko fani utracili ze sobą kontakt. Pozostało tysiące małych klubów, spotkań mangowych, stron, serwisów etc. z których znaczna część do tej pory opierała swą egzystencje o to, co robi Kawaii. Teraz znalazły się w pustce.

Zniknięcie oparcia dla wielu najsłabszych oznaczało zgon. Te, które były mocniejsze przetrwały, lecz w nowych warunkach skarlały i karleją nadal. Są jednak i silne inicjatywy, z których część nigdy nie była związana z innym pismem (ba! niektóre nawet nie związane z Polską). Te - do pewnego stopnia - przejęły rolę Kawaii.

Jednocześnie żadne z nich nie było na tyle silne, by samo zapełnić lukę. W efekcie mamy kilka lub nawet kilkanaście średniej siły serwisów. Jeśli chodzi o poza internetowe inicjatywy, to niestety radzą one sobie słabo, brakuje im ludzi, którzy rozumieliby nowe realia (bo - powiedzmy sobie szczerze - póki co takowych osób nie ma).

3) Epoka Piratów Wód Wirtualnych

Jednocześnie - i zupełnie niezależnie - zawitał u nas internet. Stało się to nagle. Gdy 4 lata temu zaczynałem pisać na tym Forum SDI i Modemy były zabawkami fanatyków komputerów. Dziś Neostrady dostępne są w większości domów, Tibia dorasta pomału do rangi problemu społecznego, maile zaczynają zastępować listy.

Nagle okazało się, że jest taki program, jak Kaaza, którym każdy może sobie naściągać tyle anime, ile tylko zechce. Te anime mieściły się po 10 odcinków na płytę CD, ale wtedy jeszcze nie było porządnych łączy. Nie to, co teraz...

Bardzo szybko to, co kiedyś było rzadkością stało się powszechne, a guru, którzy widzieli po 100-200 tytułów obrodzili jak grzyby w ciepły, wilgotny, wrześniowy poranek.

Wiązało się to z kolejnym faktem:

4) Wymarcie fanów Mangi i Anime

Dawne legendy opowiadają o osobnika, którzy przyjeżdżali na konwent, by przez dwie noce i dwa dni, bez snu gapić się na ekran (co może wyjaśniać kilka kwestii) pochłaniając wszystko, co tylko było anime. Ludzie tak wyposzczeni, że nabywali każdy śmieć, byle by japoński.

Dziś już ich nie ma.

Prawdopodobnie dlatego, że każdy najadł się już piratami do syta. Ludzie spostrzegli, że manga i anime nie jest monolitem, że w jej wnętrzu wyróżnić można tysiące podgatunków i szukają produkcji bardziej odpowiadających im gustom. Dziś nie ma już miłośników mangi i anime. Są fani Evangeliona, Dragonballa, GitSa. Japońskich komedii, japońskich mordobić, japońskich seriali science fiction, japońskich horrorów...

Jednocześnie nie ma dwóch fanów, którzy w jednym momencie oglądaliby ten sam serial.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Harkonnen2 Płeć:Mężczyzna
inż. ElektroMechoOptyk


Dołączył: 19 Lis 2006
Status: offline
PostWysłany: 20-11-2006, 21:03   

Cóż, zasadniczo można powiedzieć, że opisujesz całkowicie naturalne dla fandomu zjawisko. Wystarczy spojrzeć na jakikolwiek fandom, który nie skupia się na pojedynczej rzeczy. Podam przykład ze "swojego" podwórka, czyli fandom fantastyczny: to jest naprawdę podzielona grupa. Szczególnie to widoczne w podziale na miłośników fantasy oraz miłośników SF. Termin "Manga i Anime" jest bardzo pojemnym worem, tak samo jak termin Fantastyka (choć cała masa ludzi nagminnie używa słowa Fantastyka zamiennie z Fantasy, co już jest raczej błędem). Tak samo jak w fantastyce istnieje podział na mnóstwo gatunków, podgatunków i podpodgatunków (SF, Fantasy, Fantasy historyczna, Hard SF, SF bliskiego zasięgu, Cyberpunk, Steampunk, SF socjologiczna, polityczna, klerykalna, etc. etc) tak i w anime prędzej czy później fani musieli dostrzec różnice gatunkowe. To musiało zrodzić podział.
Zegarmistrz napisał/a:
Wraz ze zniknięciem kręgosłupa, na którym opierało się środowisko fani utracili ze sobą kontakt. Pozostało tysiące małych klubów, spotkań mangowych, stron, serwisów etc. z których znaczna część do tej pory opierała swą egzystencje o to, co robi Kawaii. Teraz znalazły się w pustce.


I to był błąd. Opieranie swojej działalności na działalności pojedynczego pisma jest absolutnym nonsensem. Oczywiście możnaby to porównać do sytuacji forum NF czy forum SFFH, ale to są tylko dwa fora związane bezpośrednio z czasopismami. Mnóstwo innych serwisów żyje oddzielnie, a nawet stanowią dla nich pewną konkurencję (Fahrenheit, Esensja, Nowa Gildia, Carpe Noctem itp). Być może gdyby kluby ruszyły w tę stronę, byłoby dzisiaj inaczej.

Zegarmistrz napisał/a:
Te, które były mocniejsze przetrwały, lecz w nowych warunkach skarlały i karleją nadal.


Tu należy zadać sobie pytanie, czy faktycznie to dlatego, że utraciły "protektorat" Kawaii, czy może dlatego, że osoby, które prowadziły tam działalność, po prostu straciły do tego serce i cierpliwość?
Zegarmistrz napisał/a:
Jeśli chodzi o poza internetowe inicjatywy, to niestety radzą one sobie słabo, brakuje im ludzi, którzy rozumieliby nowe realia (bo - powiedzmy sobie szczerze - póki co takowych osób nie ma).


Niestety, dopasowywanie się do realiów też nie zawsze wychodzi na dobre. Przykład- Nowa fantastyka. W pewnym okresie zakończyła się kadencja Macieja Parowskiego jako naczelnego. Jego miejsce zajął Arkadiusz Nakoniecznik, który chcąc dopasować się do realiów rynku i chcąc znaleźć nowy, świeży target, zaczął zmieniać pismo. Jego reformy spotkały się z bardzo silną krytyką ze strony fanów pisma i obecnie widzimy powrót pisma do poprzedniej, dobrej formy.
Zegarmistrz napisał/a:
Dawne legendy opowiadają o osobnika, którzy przyjeżdżali na konwent, by przez dwie noce i dwa dni, bez snu gapić się na ekran (co może wyjaśniać kilka kwestii) pochłaniając wszystko, co tylko było anime. Ludzie tak wyposzczeni, że nabywali każdy śmieć, byle by japoński.

Dziś już ich nie ma.


To również naturalne. Zalew tytułów i zróżnicowanie jakościowe musiało obrodzić wyrobieniem gustów oraz podziałem. Skoro mam w czym wybierać, to wybieram to co mi się podoba. Nie możemy się na to zżymać, tylko musimy zaakceptować. O podziale gatunkowym już pisałem.


Cytat:
Jednocześnie nie ma dwóch fanów, którzy w jednym momencie oglądaliby ten sam serial.


Również identycznie możesz spytać mnie co sądzę o "Grze Endera" i spytać o to samo kilku innych fantastów i prawdopodobnie otrzymasz różne odpowiedzi.

Podsumowując: to co teraz dzieje się w fandomie M&A jest całkowicie naturalne. Fandom przeistacza się i teraz to do jego członków należy co z tym zrobią. To, że zmieniły się realia, wcale nie musi oznaczać, że np skończą się konwenty. Nie!, W ostatnim numerze NF, Łukasz Orbitowski w swoim felietonie opisywał co wg niego zrobił internet z fantastycznym fandomem. Przytoczył tam pesymistyczną wizję śmierci Klubów Fantastów, konwentów itp, zastąpionych przez fora "bo tak szybciej i łatwiej". A to przecież nieprawda. Konwenty nadal istnieją. Ludzie nadal zjeżdżają się, żeby posłuchać autorów, porozmawiać ze znajomymi między innymi właśnie z for internetowych, czy nawet pograć w RPG lub bitewniaka. Powiem więcej: członkowie for internetowych zaczynają się nawet spotykać pozakonwentowo na zlotach, byle tylko móc podyskutować ze sobą, wymienić opinie czy po prostu napić się piwa w dobrym towarzystwie.

Konkluzja jest prosta: to od fanów zależy co się stanie fandomem. Jeśli fani będą chcieli to umrze tak jak Kawaii, Mangazyn czy Anime+ (nie oszukujmy się, to nie wina "Innych" tylko samych fanów, którzy po prostu NIE CHCIELI - z takich czy innych przyczyn - kupować tych pism). Znowu przykład ze świata Fantastyki: dwa pisma branżowe - NF i SFFH (oraz fanziny jak Magazyn Fantastyczny) - i wszystkie żyją. Lepiej lub gorzej sobie radzą, ale są - bo to my, fani, czytelnicy pozwalamy im żyć. Bo co miesiąc wysupłujemy te 7,90 PLN byle tylko dostać nasze ulubione pismo. Bo piszemy do redakcji listy, maile i upraszamy się o zmiany na forum.

Wszystko zależy od nas i TYLKO od nas :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 21-11-2006, 10:29   

Po pierwsze i przy okazji, witamy na forum ;) Trochę pechowy czas, bo strona chwilowo leży, a i forum się kładzie - ale nie takie problemy już przeżywaliśmy (i przetrwaliśmy).

Ale ad rem. Mam wrażenie, że ten pierwszy etap fandomu, o którym pisał Zegarmistrz, zaowocował powstaniem owych Autorytetów, które teraz wydają się mocno wątpliwe. Wtedy byli to zapewne jedyni ludzie, którzy dzielili się zdobytą skądeś a niedostępną dla zwykłych śmiertelników wiedzą. Teraz nagle przestali być szanowani (może niesłusznie), a ich inicjatywy albo padły, albo na zawsze pozostały w sferze marzeń. Nie mówię, że to jest ich wina, po prostu tak się akurat poukładało.

Fandom faktycznie rozpadł się na setki klanów i szczepów, ale mam wrażenie, że jest jedna rzecz, bardzo poważnie różniąca fanów mangi i anime (ze szczególnym uwzględnieniem anime) od fanów fantastyki. Na pewno można mówić o wielu podobieństwach: "fantastyka", podobnie jak "anime" to tak naprawdę określenie "kontenera" mieszczącego w sobie w zasadzie dowolne treści, klimaty i przesłania. Natomiast podstawowa różnica jest taka, że fan m&a jest skazany (przynajmniej we własnym odczuciu) na materiały pirackie, przede wszystkim w formie fansubów.

Pominę tu całą moralno-prawną stronę zagadnienia, bo to dyskusja na wiele bezsennych nocy. Chodzi mi o konsekwencje dla fandomu: otóż z konieczności pozostaje on czymś w rodzaju półświatka, czymś, co nie powinno za bardzo wyłazić na światło dzienne. Oczywiście, wydawcy mang, którzy rozstawiają na konwentach swoje stoiska, są zapewne doskonale świadomi, że w sali obok pokazywane są pirackie fansuby. Nie przeszkadza im to, a już na pewno nie przeszkadza na tyle, by robić z tego powodu aferę. Ale taka półlegalność (pokazywać materiały półlegalne to coś jak być trochę w ciąży) sprawia, że konwenty nie mogą przekroczyć pewnej określonej masy krytycznej i na przykład przebijać się do mediów. Nie mogą, bo wszyscy wiedzą, że ktoś może się w końcu zainteresować tym, co tak naprawdę jest tam puszczane i wymieniane i tym, kto ma do tego prawa autorskie.

Tu małe wyjaśnienie: rynek jeszcze raczkuje i nie bardzo działają na nim prawidłowe mechanizmy. Kiedy jakiś czas temu myśleliśmy o urządzeniu pokazu legalnego anime, dwie firmy wydawnicze nas spławiły, a trzecia zażądała stawek jak za pełnoprawny seans kinowy. Może coś się w tej materii zmieni, ale dopóki wydawcy nie dojdą do tego, żeby na konwentach puszczać np. po kilka pierwszych odcinków swoich nowości, nie miałabym na to nadziei.

W każdym razie ja bym właśnie obstawiała, że to ta "szara strefa" w dużej mierze powoduje tak duże rozbicie fandomu, skupionego w internetowych niszach wokół lokalnych źródełek ukochanych produkcji. Oczywiście, na Zachodzie piractwo TEŻ w dużej mierze kształtuje fandom (wbrew pozorom tak w dobrym, jak i w złym znaczeniu), ale tam istnieje wystarczająco silny nurt "legalnych produkcji", by stanowić istotną alternatywę dla osób, które wolą być w zgodzie z prawem.

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 21-11-2006, 12:21   

Harkonnen2 napisał/a:
Konkluzja jest prosta: to od fanów zależy co się stanie fandomem. Jeśli fani będą chcieli to umrze tak jak Kawaii, Mangazyn czy Anime+ (nie oszukujmy się, to nie wina "Innych" tylko samych fanów, którzy po prostu NIE CHCIELI - z takich czy innych przyczyn - kupować tych pism).


To trochę postawione na głowie rozumowanie. NIGDY nie jest winą klientów to, że jakiś produkt się nie sprzedał. Zawsze jest to winą producentów, którzy nie potrafili tak go wykonać, rozprowadzać i reklamować, żeby sprzedał się należycie.

Avellana napisał/a:
Fandom faktycznie rozpadł się na setki klanów i szczepów, ale mam wrażenie, że jest jedna rzecz, bardzo poważnie różniąca fanów mangi i anime (ze szczególnym uwzględnieniem anime) od fanów fantastyki.


W fantastyce równierz istnieje straszne rozdrobnienie, różnica polega głównie na tym, że istnieją inicjatywy mające znacznie szerszą ilość odbiorców. Niedawno np. Nowa Gildia chwaliła się 250 tysiącami unikalnych użytkowników, prawdopodobnie Poltergeist ma podobną ilość, istnieją liczne, mniejsze serwisy w rodzaju Wrót Wyobraźni, Cytadeli (to właściwie jest sklep, a nie serwis, ale co tam) mające na oko 20-50tys. gości. Ile jest stron planktonowych nie wiem...

Ułatwia to przekaz wszelkiego rodzaju informacji: reklama produktu, serwisu lub imprezy może dotrzeć do większej liczby ludzi, nawet jeśli umieszczona jest tylko na jednym z nich. Natomiast u nas trzeba ogromnej dreptaniny... (To, że marketing leży, to już zupełnie inna sprawa).

Generalnie jednak wynika to z tego, że serwisy fantastyczne zaczęły powstawać kilka lat przed naszymi, często kontynuując tradycje klubów, są więc lepiej rozwinięte. Po prostu niektóre rzeczy wymagają czasu.

Cytat:
Nie!, W ostatnim numerze NF, Łukasz Orbitowski w swoim felietonie opisywał co wg niego zrobił internet z fantastycznym fandomem. Przytoczył tam pesymistyczną wizję śmierci Klubów Fantastów, konwentów itp, zastąpionych przez fora "bo tak szybciej i łatwiej". A to przecież nieprawda. Konwenty nadal istnieją. Ludzie nadal zjeżdżają się, żeby posłuchać autorów, porozmawiać ze znajomymi między innymi właśnie z for internetowych, czy nawet pograć w RPG lub bitewniaka. Powiem więcej: członkowie for internetowych zaczynają się nawet spotykać pozakonwentowo na zlotach, byle tylko móc podyskutować ze sobą, wymienić opinie czy po prostu napić się piwa w dobrym towarzystwie.


Generalnie internet może powodować spadek zainteresowania starymi formami uczestnictwa w swoim hobby, przynajmniej tak długo, jak długo nie nauczymy się używać go na swoją korzyść. Magię i Miecz przestałem kupować, gdy odkryłem, że teksty na tym samym poziomie, lub lepszym oferuje się w necie za darmo (co więcej często robili to ci sami ludzie).

Z drugiej strony - jeśli nauczymy się z niego korzystać - może stać się niesamowitym środkiem promocji. Reklama w internecie może dotrzeć do setek tysięcy ludzi i to często prawie za darmo. Wystarczy, żeby wydawnictwo, czy organizator konwentu pilnowali, by - przynajmniej na najważniejszych serwisach - pojawiały się w miarę regularnie informacje o nich typu: "jest dostępny spis treści nowego numeru XXX / plan atrakcji konwentu YYY" albo "już jutro w Falejuwce Górnej odbędzie się wspaniała impreza" tudzież "dziś do sprzedaży trafiło ZZZ".

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Harkonnen2 Płeć:Mężczyzna
inż. ElektroMechoOptyk


Dołączył: 19 Lis 2006
Status: offline
PostWysłany: 21-11-2006, 18:55   

Avellana napisał/a:
Natomiast podstawowa różnica jest taka, że fan m&a jest skazany (przynajmniej we własnym odczuciu) na materiały pirackie, przede wszystkim w formie fansubów.



Avellana napisał/a:
wydawcy nie dojdą do tego, żeby na konwentach puszczać np. po kilka pierwszych odcinków swoich nowości, nie miałabym na to nadziei.


Czy jest skazany? Nie jestem pewien. Być może rynek by ruszył się bardziej/szybciej, gdyby właśnie nie fakt piractwa. No bo po co wydawcy mają wchodzić na rynek skoro to i tak się nie sprzeda? Kółko się zamyka. Fani "piracą" bo nie mogą kupić, dystrybutorzy nie sprzedają bo fani "piracą", więc i tak nie kupią, a oni nie zainwestują w coś niepewnego. Tutaj mogłaby pomóc jakaś silna, zorganizowana akcja, która udowodniłaby szerszemu ogółowi, że fani anime jeśli dać im możliwość, to zaczną kupować i przestaną piracić. Jednak inicjatywa musi wyjść od fanów :)

Tak samo z postrzeganiem anime przez oficjeli rządzących telewizjami: trzeba ich (i nie tylko ich, ale także zwykłych ludzi) przekonać, że anime, to nie "zboczone chińskie bajki", ale że mogą być i powinny być traktowane na równi z animowanymi produkcjami europejskimi. Inicjatywa znowu musi wyjść od fanów.


Avellana napisał/a:
Ale taka półlegalność (pokazywać materiały półlegalne to coś jak być trochę w ciąży) sprawia, że konwenty nie mogą przekroczyć pewnej określonej masy krytycznej i na przykład przebijać się do mediów.


Ale zwróć uwagę, że fantastyka wcale bardzo łatwiej nie ma. Osobiście nie za bardzo słyszałem w jakichkolwiek innych niż internet mediach o konwentach fantastycznych. Gdy Polcon był w Lublinie, nie pamiętam czy chociaż w TVP3 lubelskiej była jakakolwiek wzmianka o tym.
Również to samo dotyczy gazet. Postrzeganie fantastyki w kategoriach innych niż tzw. "eskapizm i fifoludki", też tak naprawdę dopiero zaczyna się w naszym kraju zmieniać. Krytycy, zarówno literaccy jak i filmowi raczej nie rozpisują się na łamach gazet i w programach telewizyjnych o dziełach fantastycznych.

Zegarmistrz napisał/a:
To trochę postawione na głowie rozumowanie. NIGDY nie jest winą klientów to, że jakiś produkt się nie sprzedał. Zawsze jest to winą producentów, którzy nie potrafili tak go wykonać, rozprowadzać i reklamować, żeby sprzedał się należycie.


Tak, ale nawet najlepiej rozreklamowanego i najlepszego produktu nikt nie kupi, jeśli nie zechce. Ale z drugiej też strony, klienci potrafią utrzymać nawet najbardziej niedochodowy produkt przez jakiś czas, o ile będą chcieli. W przypadku Kawaii, Mangazynu itp, klienci przestali chcieć. Przyczyny mogą być różne. Zapewne jednym z krytycznych była cena. Ale to nie zmienia faktu, że nawet najlepsze reklamy nie pomogą jeśli klient nie chce lub nie może kupić pisma.


Zegarmistrz napisał/a:
Magię i Miecz przestałem kupować, gdy odkryłem, że teksty na tym samym poziomie, lub lepszym oferuje się w necie za darmo (co więcej często robili to ci sami ludzie).


Przykład idealny: przestałeś chcieć kupować. I tak zapewne przestało chcieć kupować mnóstwo innych ludzi no i efekt widzimy - nie ma Magii i Miecza.

Zegarmistrz napisał/a:
W fantastyce równierz istnieje straszne rozdrobnienie, różnica polega głównie na tym, że istnieją inicjatywy mające znacznie szerszą ilość odbiorców. Niedawno np. Nowa Gildia chwaliła się 250 tysiącami unikalnych użytkowników, prawdopodobnie Poltergeist ma podobną ilość, istnieją liczne, mniejsze serwisy w rodzaju Wrót Wyobraźni, Cytadeli (to właściwie jest sklep, a nie serwis, ale co tam) mające na oko 20-50tys. gości. Ile jest stron planktonowych nie wiem...


Cóż, ale samo to się nie zrobiło. To była naprawdę ciężka i zapewne mozolna praca redakcji, która pewnie niejednokrotnie musiała dokładać do tego serwisu własne, zarobione gdzie indziej, pieniądze.

Zegarmistrz napisał/a:
Natomiast u nas trzeba ogromnej dreptaniny... (To, że marketing leży, to już zupełnie inna sprawa).


Oj podejrzewam, że gdyby popytać o początki Gildii, Esensji, czy Fahrenheita, to dreptania tam było ojojoj i jeszcze trochę :)

Zegarmistrz napisał/a:
Generalnie jednak wynika to z tego, że serwisy fantastyczne zaczęły powstawać kilka lat przed naszymi, często kontynuując tradycje klubów, są więc lepiej rozwinięte. Po prostu niektóre rzeczy wymagają czasu.


Biorąc pod uwagę wiek internetu w naszym kraju, to serwisy fantastyczne nie różnią się aż tak bardzo wiekiem od serwisów anime. Faktem jest, że fandom fantastyczny jest znacznie starszy, ale to tylko potwierdzenie tezy, że trzeba czasu i cierpliwości :)

Inna rzecz, że fandom fantastyczny miał zupełnie inny problem, chyba znacznie poważniejszy. Mianowicie w momencie powstania Nowej Fantastyki problemem była władza i cenzura, z którą trzeba było również się borykać. Władza podejrzewam dosyć krytycznie patrzyła na sprowadzanie fantastyki z zachodu. Już pomijam fakt, że każdy zlot, czy inne spotkanie mogło być widziane przez rządzących jako potencjalnie groźne. Zresztą biorąc jeszcze pod uwagę fakt, że cała masa osób związanych z fantastyką miała raczej poglądy "anty" :)

Fandom Anime ma w sumie łatwiej na wejściu, ale to znowu zależy od fanów co z tym zrobią :)

Wniosek jest jeden: cierpliwości i zaangażowania trzeba fandomowi M&A, żeby się rozwinął.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 21-11-2006, 19:58   

Cytat:
Fani "piracą" bo nie mogą kupić, dystrybutorzy nie sprzedają bo fani "piracą", więc i tak nie kupią, a oni nie zainwestują w coś niepewnego.


Nie, fani piracą, bo ceny są zaporowe. Jedyny dystrybutor wydający anime w ludzkich cenach skupia się na produkcjach wygrzebanych chyba ze śmietnika w Tokio, między innymi o przygodach Rushuny, kobiety-fallusa.

Cytat:
Tak samo z postrzeganiem anime przez oficjeli rządzących telewizjami: trzeba ich (i nie tylko ich, ale także zwykłych ludzi) przekonać, że anime, to nie "zboczone chińskie bajki", ale że mogą być i powinny być traktowane na równi z animowanymi produkcjami europejskimi.


Wiesz, zachodnich kreskówek też się w głównych telewizjach wiele nie widzi...

Cytat:
W przypadku Kawaii, Mangazynu itp, klienci przestali chcieć. Przyczyny mogą być różne. Zapewne jednym z krytycznych była cena.


Nie, akurat cena była znośna, jak na dwumiesięcznik. Ale MZ przeszedł na tryb miesięczny, dodał kolorków, pierdółek, brał się za wydawanie anime, które okazało się porażką. Wszystko to ciągle w sytuacji, gdy nie odzyskało się większej części czytelników Kawaii było jak dla mnie seppuku.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Harkonnen2 Płeć:Mężczyzna
inż. ElektroMechoOptyk


Dołączył: 19 Lis 2006
Status: offline
PostWysłany: 21-11-2006, 20:42   

Cytat:
Nie, fani piracą, bo ceny są zaporowe. Jedyny dystrybutor wydający anime w ludzkich cenach skupia się na produkcjach wygrzebanych chyba ze śmietnika w Tokio, między innymi o przygodach Rushuny, kobiety-fallusa.


W zasadzie podobnie można powiedzieć o książkach. Dla wielu koszt rzędu 40 zł za tytuł, to właściwie górny pułap. Ale mimo wszystko cała masa ludzi skrobie grosiki, byleby tylko dorwać upatrzony tytuł.

Ceny są zaporowe, bo każdy chce zarobić, a jeżeli nie jest pewne, czy ktoś to kupi, to cena musi być taka, żeby chociaż się zwróciły nakłady, a jeśli zainwestujesz w 100 szt, a wszystko wskazuje na to, że sprzedasz 10, to chyba nie chciałbyś na tym stracić no nie?

Cytat:
Wiesz, zachodnich kreskówek też się w głównych telewizjach wiele nie widzi...


Cóż, ale większe jest prawdopodobieństwo ujrzenia w "Głównej TiVi" Shreka, Madagaskaru, czy nawet "Zakochanego psa" niż jakiegokolwiek anime. Jedna "Mononoke" dwa razy na tivipi cwaj :P

Cytat:
dodał kolorków, pierdółek, brał się za wydawanie anime, które okazało się porażką. Wszystko to ciągle w sytuacji, gdy nie odzyskało się większej części czytelników Kawaii było jak dla mnie seppuku.


Cóż, Fantastyka też się o to otarła jak pisałem. W pewnym okresie zaczęto szukać nowego targetu, postawiono na grafikę, zaczęto robić z pisma literackiego coś na kształt tabloidu, ale dzięki silnej krytyce fanów i zmianie naczelnego wszystko wraca do normy.

Fani M&A muszą uwierzyć, że kształt fandomu i rynku zależy także od nich. Oni są klientem i mają pieniądze. Teraz trzeba pokazać decydentom, że umie się wydawać te pieniądze :) A tam gdzie będą pieniądze, tam pojawi się też dopasowywanie do gustów.

Inna sprawa, że zarówno M&A jak i fantastyka są jednak pewnymi niszami i nie należy tutaj oczekiwać nie wiadomo czego. A wracając do NF, ponoć nakład cały czas spada, a już w przypadku świetnego Czasu Fantastyki, pismo krąży na granicy opłacalności.

hmmm 28 i wypłata niedługo, chyba czas wysupłać na "Czas" i zaprenumerować. :P
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mai_chan Płeć:Kobieta
Spirit of joy


Dołączyła: 18 Maj 2004
Skąd: Bóg jeden raczy wiedzieć...
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 21-11-2006, 20:57   

Harkonnen - generalnie masz rację. Niemniej jednak będę upierać się, że ceny SĄ zaporowe. Oczywiście, nie mówimy tu o Anime Gate, które faktycznie stawia na niskie ceny - co im się bardzo chwali, sama mam na półeczce wybrane ich produkcje. Nie miałabym też większych oporów przed wysupłaniem 60 złotych na dobry film kinowy...

...ale 80 złotych z groszkiem za dwa odcinki Wolf's Rain?! To jest już skecz i paranoja. I, chociaż bardzo chętnie bym kupiła, to nie kupię - bo jedna taka płyta to jednorazowy wydatek WSZYSTKICH moich pieniędzy przeznaczonych na jeden miesiąc - a 1. istnieją też inne, znacznie istotniejsze wydatki 2. ja i tak mam spore fundusze 3. skoro teoretyczna grupa docelowa nie może sobie na to pozwolić, to kto?

_________________
Na Wielką Encyklopedię Larousse’a w dwudziestu trzech tomach!!!
Jestem Zramolałą Biurokratką i dobrze mi z tym!

O męcę twórczej:
[23] <Mai_chan> Siedzenie poki co skończyło się na tym, że trzy razy napisałam "W ciemności" i skreśliłam i narysowałam kuleczkę XD

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora
wa-totem Płeć:Mężczyzna
┐( ̄ー ̄)┌


Dołączył: 03 Mar 2005
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
WIP
PostWysłany: 21-11-2006, 21:13   

Harkonnen2 napisał/a:
W zasadzie podobnie można powiedzieć o książkach. Dla wielu koszt rzędu 40 zł za tytuł, to właściwie górny pułap. Ale mimo wszystko cała masa ludzi skrobie grosiki, byleby tylko dorwać upatrzony tytuł.
Tylko desperaci. Koło mnie są 2 empiki, 2 księgarnie niezależne i 3 antykwariaty. W empikach ludzie książki czytają, w antykwariatach zapisują się na listy do kupienia wybranych tytułów, a z księgarń korzystają frajerzy i desperaci. Niedawno były 4, zostały 2 z tego jedna ma 50% powierzchni zajęte przez figurki do warhammera...

Harkonnen2 napisał/a:
Ceny są zaporowe, bo każdy chce zarobić, a jeżeli nie jest pewne, czy ktoś to kupi, to cena musi być taka, żeby chociaż się zwróciły nakłady, a jeśli zainwestujesz w 100 szt, a wszystko wskazuje na to, że sprzedasz 10, to chyba nie chciałbyś na tym stracić no nie?
Cóż, większość wydawnictw prowadzą ludzie z komunizmem odciśniętym w mózgach. Nawet jeśli mówią do rzeczy, w tyle łba wciąż pokutuje u nich "dyktatorskie" podejście do "głodnego" rynku z czasów komuny kiedy można było sprzedać dowolną książkę... prawie żadne wydawnictwo nie prowadzi rzetelnych badań rynku i żadne nie szanuje klientów (fatalna jakość edytorska, złe tłumaczenia, niekończenie wydawania cyklów...). Nawet jeśli ktoś robi badania, częściej jest to parodia niż prawdziwe badanie. Jako student robiłem coś takiego w ramach praktyki... mój "przełożony", tzw. "wydawca", bardzo szybko dowiedział się od szefa wydawnictwa który z kilku alternatywnych tytułów szef preferuje, a potem wszystkie "badania" przyginał tak coby wyszło na szefa... Nie muszę mówić, że jeśli zgodnie ż rzetelnym badaniem coś się ma sprzedać w 10, nie zamawia się 100 egzemplarzy? Ale wielu naszych geniuszy tak robi. Nie wspomnę o tym że pracownicy wydawnictw zazwyczaj dają się robić w du***la akwizytorom z drukarń którzy bez litości wmuszają lepszy papier i droższe formaty... W efekcie najpopularniejszy na świecie styl wydawania paperbacków u nas de facto nie istnieje. I dlatego właśnie wolę kupować książki w USA - choćby na amazonie, gdzie ogromną większość tytułów można dostać w okolicach 3-5$ czyli 10-15 zeta...
Oczywiście jest też żadza pieniądza tak u wydawców, jak pośredników. Sztuka przy popularnym tytule może kosztować nawet poniżej 1 euro; ale kretyńsko zarządzanie sieci księgarń muszą na czymś zarobić aby tuszować błędy w wyborze lokalizacji i źle zarządzany stock - więc domagają się kosmicznych marż od wydawców, a kto nie jest w tych sieciach, równie dobrze mógłby nie istnieć. Niestety, okienko wystawowe to wciąż podstawa.

_________________
笑い男: 歌、酒、女の子                DRM: terror talibów kapitalizmu
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3869750
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 21-11-2006, 21:41   

Harkonnen2 napisał/a:
W zasadzie podobnie można powiedzieć o książkach. Dla wielu koszt rzędu 40 zł za tytuł, to właściwie górny pułap. Ale mimo wszystko cała masa ludzi skrobie grosiki, byleby tylko dorwać upatrzony tytuł.


Ale książki są dostępne w dużych ilościach, w każdym mieście i bogatym wyborze tematyki. Nie mówiąc już o dużych, dbających o marketing i klienta księgarniach internetowych.

Natomiast mang i anime wychodzi u nas mniej, niż 5 tytułów miesięcznie, a żeby je kupić trzeba się niekiedy solidnie nagimnastykować.

Cytat:
Fani M&A muszą uwierzyć, że kształt fandomu i rynku zależy także od nich. Oni są klientem i mają pieniądze. Teraz trzeba pokazać decydentom, że umie się wydawać te pieniądze :) A tam gdzie będą pieniądze, tam pojawi się też dopasowywanie do gustów.


Niestety mam wrażenie, że tak naprawdę w naszym fandomie nie działają prawa rynku. Owszem, są jacyś wydawcy, którzy coś tam wydają. Nie mniej jednak ich podejście wygląda raczej: Ja coś wydam, teraz obowiązkiem wszystkich jest to kupić. Reklama leży, dystrybucja leży...

Harkonnen2 napisał/a:
Czy jest skazany? Nie jestem pewien. Być może rynek by ruszył się bardziej/szybciej, gdyby właśnie nie fakt piractwa. No bo po co wydawcy mają wchodzić na rynek skoro to i tak się nie sprzeda? Kółko się zamyka. Fani "piracą" bo nie mogą kupić, dystrybutorzy nie sprzedają bo fani "piracą", więc i tak nie kupią, a oni nie zainwestują w coś niepewnego. Tutaj mogłaby pomóc jakaś silna, zorganizowana akcja, która udowodniłaby szerszemu ogółowi, że fani anime jeśli dać im możliwość, to zaczną kupować i przestaną piracić. Jednak inicjatywa musi wyjść od fanów :)


Taka silna, zorganizowana akcja miała miejsce raz w historii wszelkich hobby niszowych.

Nazywała się "Tłumaczenia CD-Projectu" i jest bodajże jedynym przykładem dostosowania się jakiejś branży do wymogów rynku. Kiedyś gry wychodziły u nas z rocznym opóźnieniem, w maleńkich nakładach, kosztowały po 300 złotych. Potem ktoś poszedł po rozum do głowy i zaczął wypuszczać świetnie przetłumaczone, tanie (150 złotych za 5CD było w cenach ówczesnych piratów), świetne gry takie jak np. Baldurs Gate. Dodatkowo z masą dodatków.

I dziś mamy gry na każdą kieszeń i serie tanich gier po 20 złotych.

Cytat:
Tak, ale nawet najlepiej rozreklamowanego i najlepszego produktu nikt nie kupi, jeśli nie zechce. Ale z drugiej też strony, klienci potrafią utrzymać nawet najbardziej niedochodowy produkt przez jakiś czas, o ile będą chcieli.


To może znaczyć dwie rzeczy: albo produkt był zły, albo kampania marketingowa.

Fani nie mogą ciągnąć niedochodowego produktu. Jeśli coś jest niedochodowe, to znaczy, że nawet mimo ich wysiłków przynosi straty.

Mogą natomiast sprawić, żeby coś, co nie spełnia wymogów rynku utrzymało się na nim. Pytanie brzmi tylko, czy nie będzie to psuciem branży i - w konsekwencji - działaniem na własną szkodę?

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Harkonnen2 Płeć:Mężczyzna
inż. ElektroMechoOptyk


Dołączył: 19 Lis 2006
Status: offline
PostWysłany: 27-11-2006, 07:55   

Mai_chan napisał/a:
.ale 80 złotych z groszkiem za dwa odcinki Wolf's Rain


Dziękować bogu jest jeszcze oprócz anime gate mozliwość dostania anime chociażby razem z Kinem Domowym :) Prosta akcja, która mogłaby pokazać jak silny jest fandom anime: 20 zeta chyba większość z was może z raz wysupłać? zbierzcie się w kupe i niech każdy w którejś edycji kina domowego z anime kupi jeden egzemplarz. Jeśli z półek zniknie nagle cały nakład, to dla wydawcy będzie to chyba ewidentny sygnał, że coś jest na rzeczy i warto w to zainwestować nie?

wa-totem napisał/a:
(fatalna jakość edytorska, złe tłumaczenia, niekończenie wydawania cyklów...


Uaa, ciężkie oskarżenia. O którymś konkretnie wydawnictwie piszesz? Nie obserwuję wszystkich wydawnictw fantastycznych, jednak w tych, z których zwykłem czytać książki (Fabryka Słów, Solaris, Wydawnictwo Literackie, Prószyński i S-Ka, czy Amber) jakość książek jest dobra. Fakt, u Prószyńskiego zdarzają się dość koszmarne babole w tłumaczeniu, czy kiepsko zaprojektowane serie wydawnicze, jednak nie jest to reguła. Wystarczy właśnie popatrzeć na książki Fabryki, które są na naprawdę solidnym poziomie.


wa-totem napisał/a:
W efekcie najpopularniejszy na świecie styl wydawania paperbacków u nas de facto nie istnieje.


znowu się nie zgodzę. Fabryka Słów i Prószyński paperbackiem stoją. Wchodząc do empików również raczej poza słownikami nie widzę hardcoverów. W tej chwili czytam sobie "MIasta pod skałą" Marka S. Huberatha z Wydawnictwa Literackiego i to także jest paperback. Myślę, że nie pomylę się jeśli powiem, że 80% fantastyki wydawanej obecnie to właśnie paperback (w mainstreamie nie mam pojęcia :P). W domu hardcoverów mam może z 10, cała reszta to najzwyczajniejszy paperback. Z jakością papieru też nie jest aż tak strasznie. O dziwo w tych książkach, które ja czytuję i kupuję jest to najzwyklejszy z możliwych papier. Nie mam pojęcia jak prowadzi się badania w tych wydawnictwach, ale także nie napisałeś w którym z wydawnictw miałeś praktyki. Tak czy siak, na rynku książek fantastycznych jakoś nie wygląda to aż tak czarno.


Zegarmistrz napisał/a:
Nazywała się "Tłumaczenia CD-Projectu" i jest bodajże jedynym przykładem dostosowania się jakiejś branży do wymogów rynku. Kiedyś gry wychodziły u nas z rocznym opóźnieniem, w maleńkich nakładach, kosztowały po 300 złotych. Potem ktoś poszedł po rozum do głowy i zaczął wypuszczać świetnie przetłumaczone, tanie (150 złotych za 5CD było w cenach ówczesnych piratów), świetne gry takie jak np. Baldurs Gate. Dodatkowo z masą dodatków.


Patrz moja wypowiedź wyżej. O ile pamiętam z dyskusji na falkonie, fandom M&A liczy około 100 tys. osób. W przypadku, gdybyście chcieli wykupić nakład "Kina domowego" z anime, myślę, że nie byłoby problemu. Moze właśnie czas znów zorganizować taką akcję?

Ogólny mój wniosek polega jedynie na tym, że czas przestać marudzić :) Naprawdę można coś zmienić, sami znacie metody. trzeba tylko to zorganizować :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 27-11-2006, 09:33   

Post Ci się rozdwoił, posprzątałem.
Harkonnen2 napisał/a:

Patrz moja wypowiedź wyżej. O ile pamiętam z dyskusji na falkonie, fandom M&A liczy około 100 tys. osób. W przypadku, gdybyście chcieli wykupić nakład "Kina domowego" z anime, myślę, że nie byłoby problemu. Moze właśnie czas znów zorganizować taką akcję?

Ogólny mój wniosek polega jedynie na tym, że czas przestać marudzić :) Naprawdę można coś zmienić, sami znacie metody. trzeba tylko to zorganizować :)


Podejrzewam, że informacje z Falkonu są mocno zaniżone, opierają się bowiem na wyświetlalności serwisów, ignorując osoby, które nie mają internetu, lub wyznają inny styl życia. Równie dobrze może nas być nawet 500 tysięcy lub nawet milion.

Jeśli chodzi o akcje społeczną, to mam mieszane uczucia. Nie jestem pewien, czy oddolna akcja, która wyklułaby się w fandomie nie przyniosłaby więcej szkód niż kożyści. Owszem, zapewniłaby jednorazowy, monstrualny zbyt, ale jednocześnie zafałszowałaby obraz rynku. Wydawcy, wiedzeni fałszywymi danymi zalaliby nas jakimiś nietrafionymi produkcjami, które nie dotarłyby do odbiorców, bo akurat nikt nie organizowałby żadnego zbiegowiska.

Po drugie odbyłoby się to ze stratą dla klienta. Każdy z nas musiałby kupić serie, która tak naprawdę go nie obchodzi.

Niestety problem z tego typu inicjatywami jest taki sam, jak z robotami interwencyjnymi: przynoszą efekt tylko tak długo, jak długo są organizowane. A nie można ich organizować bez końca.

Z drugiej strony: gdyby komuś udało się odgórnie wykrzesać podobny entuzjazm na zasadzie np. "dziś wszyscy kupujemy mangi JPF, bo wiemy, że są dobre". Byłoby to akurat tym, co trzeba... Niestety organizowanie tego typu akcji medialnych, wpływających pozytywnie na wizerunek firmy lub branży jest jedną z mniej kosztownych i podstawowych akcji marketingowych. Tego dzieci uczą się w technikach ekonomicznych.

Bo niestety w normalnych okolicznościach to do producentów i dystrybutorów należy zachęcanie ludzi do nabycia ich produktów.

A czy narzekam? Dość umiarkowanie... Generalnie to, czy komuś się coś się nie sprzedało nie jest moim zmartwieniem. Problem polega na tym, że a) ja bym to chyba umiał lepiej zrobić b) gdyby ktoś nauczył się wreszcie, co to jest "Marketing" to ja też bym na tym skorzystał.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 27-11-2006, 11:55   

Ja myślę, że warto tu przywołać konkretne przykłady. Oczywiście faktycznych danych dotyczących sprzedaży wyciągnąć się z żadnej firmy nie da... Ale jest coś, co w zasadzie może posłużyć jako przykład.

Otóż czas jakiś temu (będzie z rok) Kino Domowe znienacka wypuściło Ghost in the Shell. W dobrej jakości, z dobrym tłumaczeniem i w ogóle takie, że nie wstyd się tym pochwalić. Plotka po fandomie za pośrednictwem forów internetowych rozlazła się błyskawicznie. Płyty zostały widocznie "skonsumowane" w dostatecznym nakładzie, żeby IDG to zauważyło. Ktoś tam poskrobał się w głowę i wypuścił w podobnej jakości Akirę. Zapewne też się sprzedało, bo jako następna poszła seria - Ghost in the Shell: Stand Alone Complex. Nie wiem, jak dalej będzie, ale seria została z "Kino Domowe" przesygnowana na "Anime", z czego można wnioskować, że IDG będzie dalej eksperymentowało z tym, co da się wydać. Widać tu jednak wyraźny układ: wypuszczono kinówkę "klasyki", cyberpunku. Następnie inną równie klasyczną kinówkę cyberpunkową. A potem serię, bardziej przystępną od tych obu tytułów, ale skierowaną do podobnej publiczności i powiązaną z jednym z tych filmów. IDG miało bowiem prawo zakładać, że ludzie, których zainteresowała kinówka GitS, będą też zainteresowanie GitS SAC. Natomiast jak by wyglądała sytuacja, gdyby uznali, że skoro ktoś kupił cyberpunkowe anime, to na pewno z równym zapałem złapie niewybredną komedię ecchi, sztampowe magical girls oraz na dokładkę romantyczny romans shounen-ai?

Tak właśnie postępuje Anime-Gate, które wydaje kompletną sieczkę, zarówno jeśli chodzi o gatunek, jak i dobór "grupy docelowej". Wystarczy rzucić okiem na ich tytuły, by stwierdzić, że prawdopodobnie jedynym w miarę wspólnym punktem była cena licencji. Nie wydaje mi się, żeby nawoływanie do kupna ich produktów "żeby się utrzymali na rynku" było dobrym pomysłem. OK, dojdą najwyżej do tego, że mogą wydawać chłam, a zyski i tak osiągną. A skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać (za licencje)? Większość tego, co Anime-Gate wydaje, to pozycje w najlepszym razie przeciętne, a co gorsza - dobrane całkiem przypadkowo.

Żeby było jeszcze śmieszniej, produkcje Anime-Gate miałyby szansę sprzedać się POZA ścisłym fandomem. Wśród ludzi, którzy ze światem fansubów i mrocznymi otchłaniami piractwa nie mają do czynienia. Oni znają mało anime i dla nich takie tytuły byłyby nawet niezłe - w sam raz na początek. Tyle, że do nich trzeba dotrzeć jakoś inaczej. Fandom, każdy fandom zresztą, składa się z konsumentów wymagających. Jeśli nie poziomu (bo niekoniecznie), to różnorodności, dostarczania tego, co sobie życzą, w formie, w jakiej sobie życzą. Czy warto się nimi przejmować? A chyba właśnie niekoniecznie. Widać to po fandomie w USA, gdzie roi się od agresywnych wypowiedzi o tym, co powinno się zrobić z firmami, które ośmielają się ciąć/dubbingować anime. A jednak anime jest dostarczane dubbingowane i często cięte, bo to nie tacy fani utrzymują wysoką sprzedaż, tylko stado anonimowych ludzi, którzy nie identyfikują się z fandomem i lubią mieć anime po angielsku. Więc rynek anime w Polsce też powinien przestać się wdzięczyć do fandomu i apelować o wsparcie/solidarność, tylko zająć się reklamą.

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Teukros Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 09 Cze 2006
Status: offline
PostWysłany: 27-11-2006, 12:20   

Nie sądzę, aby Anime Gate, czy też inne wydawnictwo zedecydowało się na profesjonalną reklamę (mam na myśli kampanię reklamową, nie kilka ogłoszeń w necie). To kosztuje, i to sporo, a przed samą kampanią trzeba zrobić badanie rynku, co znowu kosztuje... Obawiam się, ze firma rozmiwarów Anime Gate nigdy nie wygrzebałaby się z takich wydatków. Natomiast działanie IDG jest przykładem podejścia zdroworozsądkowego - ale na małą skalę. W obecnych warunkach, gdy rynek anime praktycznie nie istnieje, to wystarcza, ale w żadnym razie nie pozwala myśleć o rozwoju. Strategia w rodzaju "skoro sprzedało się parę produkcji cyberpunkowych, to je wydajemy" działa, nie jest to jednak genialny pomysł na zbudowanie wielkiego wydawnictwa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 27-11-2006, 17:22   

Cytat:
Prosta akcja, która mogłaby pokazać jak silny jest fandom anime: 20 zeta chyba większość z was może z raz wysupłać? zbierzcie się w kupe i niech każdy w którejś edycji kina domowego z anime kupi jeden egzemplarz.


To ma cień sensu - chyba kupię Vampire Hunter D:Bloodlust, jak dostanę wypłatę (i jak się skończy cholerny strejk listonoszy...). Jest to jednak niemalże jedyna pozycja, jaka by mnie interesowała z ich oferty (zresztą film obejrzałem już kilka razy i dalej mi się podoba).

Jak Avellana mówiła - strasznie duża różnorodność sprawia, że nikt zdrowy psychicznie nie kupiłby wszystkiego, co proponują, ale czy to takie złe rozwiązanie? Celują w różne nisze, nie nadwerężając finansów żadnej z nich, jednemu dają ghothyckhie wampiry, drugiemu cellshadingowy sajbapank, trzeciemu kawaii panieneczki walczące kawaii różowymi gundamami, jeszcze innemu balony zaporowe z różowego lateksu, z bonusem w postaci przymocowanej do nich blondynki. Różnorodność nie jest złym pomysłem, na pewno gorszym jest to, że większość ich oferty skierowana jest właśnie do fandomu, a nie ogółu narodu. Jeśli ktoś zacząłby przygodę z anime od Tristii i Rushuny nabawiłby sie traumy i wstrętu do końca życia.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 2 Idź do strony 1, 2  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group