FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Drzewo światowe
Wersja do druku
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 18-05-2008, 09:54   Drzewo światowe

Słońce stało w zenicie i niemiłosiernie zasypywało powierzchnię ziemi gorącem i jasnością, rozgrzewając do miękkości asfalt, nad którym falowało parne powietrze. Najbliższa Ziemi gwiazda królowała niepodzielnie na błękitnej tafli nieba, bez obawy ze strony jakichkolwiek chmur czy obłoków.
Szklane gmachy wieżowców i drapaczy chmur odbijały blask, jakby próbowały dorównać potędze i majestatowi słońca. Bezskutecznie starały się zaprezentować przed nim kunszt ludzkiej myśli technicznej i pomysłowości, bo przecież czym były wobec życiodajnego ciała niebieskiego?
W pewnym jednak momencie coś zakłóciło tryumf gwiazdy, przesłaniając na krótki moment jej obliczę i rzucając długi cień na sylwetki niebotycznych budynków. Słońce jednak zdawało się puścić tę zniewagę mimo uszu i dalej torturowało powierzchnię ziemi.
Cień przemieszczał sie dalej nad miastem, deformując się na nierównościach terenu i budynkach, od czasu do czasu pogrążając się w innym, głębszym cieniu, panującym na ulicach miasta, by za moment znów przyćmić blask drapaczy chmur. Po kilku minutach zaczął się zmniejszać i znalazł się nad wolną od wysokich zabudowań przestrzenią.
Czarna sylwetka, dotychczas przemieszczająca się po nieboskłonie, zaczęła szybko powiększać się opadać ku ziemi. Powietrze przeszył basowy huk podobny do gromu, a biały kolos opadł z gracją i majestatem na czarną płytę lotniska. Do basowego grzmotu dołączył pisk hamulców, a po chwili oba te dźwięki ustąpiły miejsca głośnemu szumowi obracających się siłą bezwładności turbin silników odrzutowych.
Właz w boku maszyny otworzył się z sykiem siłowników hydraulicznych, a pod otwór wyjściowy podjechał pojazd ze schodami na dachu.

Z ciemnego wnętrza samolotu zaczęli wylewać się strudzeni długim lotem pasażerowie. Dla jednych był to pierwszy podniebny rejs, inni byli już zaprawionymi weteranami. Byli wśród nich zarówno młodzi, ambitni biznesmeni, jak i poszukujący pracy w bogatszym kraju imigranci. Jedni ubrali garnitury lub szykowne suknie, inni tanie swetry z tureckim wzorkiem lub luźne bluzy. Nikt z nich jednak nie wyróżniał się nazbyt ze społeczeństwa. Tylko jedna osoba była inna.
Chłopak był ubrany w zielony, wpadający w brąz mundur, złożony z marynarki z długimi klapami i dwoma guzikami, oraz wyprasowanych na kant spodni. Na zapiętej pod samą szyję, ziemno kremowej koszuli kontrastował krawat w kolorze roślinnej zieleni. Chłopak na głowie miał komponujący się z resztą ubioru kapelusz, a jego szaro-błękitne oczy skryły się za okularami, osadzonymi na masywnym, lecz proporcjonalnym nosie.
Młodzieniec wykrzywił usta w grymasie przypominającym nieco uśmiech i zszedł spokojnie na płytę lotniska. Za nim z samolotu wyłoniło się jeszcze trzech podobnie ubranych do niego osobników. Szybko i bez zbędnych formalności zamienili ze sobą kilka słów w niezrozumiałym języku, a potem wsiedli jak jeden mąż do taksówki czekającej kilkaset metrów od samolotu.
- Dokąd? - spytał podstarzały kierowca o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, przesłoniętym nieco przez gęstą, czarną brodę i okulary przywodzące na myśl wielkie oczy muchy. Na desce rozdzielczej pojazdu idiotycznie kiwał głową dziwny zwierzak, kojarzący się z pokemonem, a pod sufitem przy przedniej szybie falowały frędzelki i koraliki.
Chłopak rozsiadł się wygodnie na przednim siedzeniu i położył kapelusz na prawym kolanie, odsłaniając obcięte na jeża, ciemne włosy. Zapiął pas i bez spoglądania na kierowcę odparł z nutką zadowolenia w głosie:
- Do Drzewa Światowego.




zamiesciłem to już na czytelni, ale z uwagi na to, że kształtuje jeszcze mój warsztat, to chciałbym o owym prologu podyskutować. Wiem, krótkie, ale takie ma być. Ma stworzyć atmosferę tajemniczości. Na czytelni raczej dyskusja nie wchodzi w grę, tutaj mozna swobodniej porozmawiać. Liczę na konstruktywne zmieszanie mnie i mojej pracy z błotem.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 18-05-2008, 13:10   

Początek jest straszny. Te monotonne, wielopiętrowe opisy bynajmniej nie tworzą nastroju, zwłaszcza jeśli nadętym i górnolotnym stylem opisują zupełnie prozaiczne rzeczy. Co gorsza przykładasz olbrzymią wagę do opisywania rzeczy zupełnie oczywistych - jak choćby charakterystyka pasażerów. Na Twoim miejscu zostawiłbym takie elaboraty na opisy nieznanych krajów, obcych światów i rzadkich zjawisk.

Tekst mógłbyś skrócić przynajmniej o połowę (prawdę mówiąc nawet o 70-80%) nic nie tracąc na wartości czy przekazie, za to czyniąc go dużo przyjemniejszym do czytania.

Cytat:
Nikt z nich jednak nie wyróżniał się nazbyt ze społeczeństwa. Tylko jedna osoba była inna. [...]
Za nim z samolotu wyłoniło się jeszcze trzech podobnie ubranych do niego osobników.


Rozumiem, że trzej, mimo iż podobnie ubrani, już się ze społeczeństwa nie wyróżniali. Pomijam, że "społeczeństwo" do kontekstu zupełnie nie pasuje - ludzie wysiadający z samolotu nie są częścią lokalnego społeczeństwa, a swoje własne zostawili daleko za sobą.

Cytat:
Dokąd? - spytał podstarzały kierowca o nieprzyjemnym wyrazie twarzy, przesłoniętym nieco przez gęstą, czarną brodę i okulary przywodzące na myśl wielkie oczy muchy.


Opis kierowcy przerzuciłbym do następnego zdania.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 18-05-2008, 13:35   

miałem podobne wrażenie, ale byłem zdania, że skrócenie tekstu uczyni go... własciwie, to kilka zdan by było, czyli musiałbym wstawić tam coś innego, a niemam czego, bo nie che ani nic na początku ujawniać, ani nic poza lotniskiem nie mam do opisania. No, chyba, że wstawiłbym opis miasta z perspektywy pasażera samolotu. Ale postaram się to zmienić, dzięki za radę.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 18-05-2008, 16:26   Drzewo światowe, pierwszy rozdział

Przed chwilą skończyłem pisanie, ale zanim wrzucę tekst na czytelnie chce, byście go w ramach możliwosci przeczytali i wychwycili błędy, a także powiedzielni ogólnie, co o mojej pracy sądzicie. Sam nie jestem w stanie wszytskiego wychwycić.





Dwa miesiące wcześniej...


Śmiech niósł się po szkolnym korytarzu, zaburzając ciężką, wszechobecną w szkole ciszę. Był wysoki i składał się z krótkich fraz, bez wątpienia żeński. Po chwili inne odgłosy radości zaczęły rozbrzmiewać przy drzwiach sali 2A, aż w końcu zbiły się w jeden, chóralny rechot blisko trzydziestu uczennic.
Negi Springfield oparł się rękami o biurko i stojąc próbował rozszyfrować, co tak rozbawiło jego uczennice. Rozejrzał się uważnie po zgromadzonych, ale nie był w stanie zobaczyć nic poza morzem wykrzywionych w wesołym grymasie twarzy. Tylko nieliczne dziewczęta miały na tyle samokontroli, by powstrzymać śmiech, lub siedziały zszokowane nie wiedząc, co rozbawiło resztę koleżanek. Inne wyłożyły się na ławkach, próbując zapanować nad atakiem głupawki, lub złapały się za brzuch z powodu bólu przepony wywołanego szybkim i płytkim oddechem.
Negi w końcu zebrał się w sobie uznając, że zachowanie dziewczyn jest nie tyle niepoprawne, co karygodne. W końcu mógł się wykazać jako wzorowy wychowawca!
- Dziewczęta! Proszę o spokój! Jesteście na lekcji, nie w lesie! Pośmiejecie się po szkole!
Momentalnie w sali zapanowała cisza. Jedna z dziewczyn dalej cicho rechotała się pod nosem, ale koleżanka z tylnej ławki uspokoiła ją kopniakiem w łydkę. Uczennice siedziały w bezruchu, wbijając czujne, przepełnione szacunkiem i trwogą spojrzenia w swojego wychowawcę.
Nagle dziewczęta na powrót wybuchły gromkim śmiechem, jakby jakaś struna nie wytrzymała napięcia i pękła, na nowo uwalniając nieskończone pokłady radości uczennic.
Negi skamieniał zszokowany, a na jego zdziwioną twarz zaczął napływać rumieniec. Schował twarz w dłonie zakrywając nieobecne oczy. Nagle poczuł, jak ktoś chwyta go za krawędź marynarki, a po chwili upadł na ziemię pod naporem rozweselonych dziewcząt.
- Negi-kun jest taki słodki, kiedy chce być taaki męski!
- No już Negi - sensei, nie bądź takim sztywniakiem!
Nic nie widział. Nie wiedział czemu, ale nie był w stanie dostrzec twarzy "napastniczek", a w motłochu nie był w stanie rozróżnić głosów. Widział tylko buty.
Nagle zorientował się, że leży na brzuchu, przygnieciony przez kilka uczennic. Głupie zabawy! Zerknął nieco w górę w nadziei, że dowie się, kogo ma skarcić. Niefortunnie jego pole widzenia było w tej sytuacji mocno ograniczone, a wzrok Negiego spoczął na udach jednej z licealistek.
- Negi - sensei, świntuszku, nie ładnie, oj nie ładnie! masz tu karę!
Negi kątem oka ujrzał opadającą z góry rękę, zamknął oczy. Próbował sie skulić, albo zasłonić, ale nie był w stanie, kilka innych uczennic trzymało za ręce i nogi, rozłożonego jak placek.
Poczuł, że ktoś przejeżdża mu palcami po żebrach pod pachami. Chwilowy ból szybko zamienił się w mimowolne skurcze mięśni. Atak łaskotek! Nie słyszał nic, poza własnym śmiechem, ale wiedział, że ktoś zdejmuje mu buty.
Nagle wszystko ustało. Śmierć przez zagilgotanie? Nie czuł nic. Spróbował otworzyć oczy, o dziwo bez trudu. W około nie było nikogo, a przez otwarte drzwi dobiegały z korytarza odgłosy długiej przerwy. Chłopak nawet nie wiedział, kiedy zadzwonił dzwonek. Wstał, poprawił marynarkę, przewiązał krawat, związał z tyłu rude, opadające na kołnierzyk włosy, założył okulary na mały nos i wyszedł z klasy kierując się w stronę pokoju nauczycielskiego.

Mahora to naprawdę ogromna szkoła, nawet biorąc pod uwagę jedynie budynki szkoły średniej. Szerokie korytarze zdawały się ciągnąć w nieskończoność, ale wszystkie poziomy i pomieszczenia były przejrzyście oznaczone, a przy każdym wejściu na klatkę schodową widniał plan piętra.
Negi uczył licealistki języka angielskiego już kilka miesięcy, ale mimo to nadal nie zwiedził całego kompleksu, zawsze brakowało mu czasu, a wszystkie prowadzone przez niego zajęcia odbywały się na tym samym piętrze, na którym mieścił się pokój nauczycielski.
Przed drzwiami czekała na niego Shizune - sensei, nieformalna opiekunka Negiego. Była ubrana w biały sweter i błękitną, długą do kostek spódnicę. Jasne, długie włosy spływały kaskadami na delikatne ramiona i opadały dalej, zwisając luźno aż do krągłych bioder. Niewielki naszyjnik z czerwonym oczkiem w kształcie kropli ułożył się idealnie na wydatnym biuście kobiety. Negi spojrzał w górę, na twarz nauczycielki. Owalne okulary dopełniały ciepłe spojrzenie wąskich oczu, nad którymi rysowała się wąska, staranie wymodelowana linia brwi. Kilka kosmyków włosów sięgało do linii oczu, ale nie przeszkadzało w patrzeniu. Shizune była bez wątpienia piękną kobietą, dla wielu najatrakcyjniejszą w całej szkole.
- Czy coś się stało, Shizune - sensei?
Kobieta spojrzała na niego wzrokiem troskliwej matki, po czym odpowiedziała gładkim głosem:
- Dyrektor ma do ciebie pilną sprawę, powinieneś niezwłocznie się do niego zgłosić. Pochyliła się nad nim i dodała szepcząc mu nad uchem:
- Podobno przyszło do ciebie ważne pismo z Europy.
Negi oniemiał. Z Europy? Ze szkoły magów? Od siostry? Nie miał pojęcia. Shizu ponownie się wyprostowała i wbiła wzrok w zamyślonego chłopca.
- Panno Shizune, to ja może nie będę więcej tracił czasu, tylko od razu zgłoszę się do dyrektora.
Nie czekał na odpowiedź. Tuszył szybkim krokiem w stronę gabinetu na drugim końcu korytarza, przepychając się przez tłum uczennic.

Dyrektor był bardzo starym człowiekiem, o niemal łysej, silnie wydłużonej i odchylonej w tył czaszce, z czubka której zwisał związany przy nasadzie pęk wyblakłych, długich włosów. Krzaczaste brwi rozrosły się tak mocno, że zwisały luźno po bokach głowy i zasłaniany wąskie oczodoły. Ciężkie, okrągłe kolczyki rozciągnęły płat skóry na uszach i przypominały teraz wahadła. Starzec siedział tyłem do gigantycznego, zdobionego witrażami w kształcie rąbów okna, przed którym ustawione było długie, masywne biurko wykonane z wysokiej jakości hebanowego drewna.
Gładził dłonią siwą brodę i kręcił w zamyśle długie wąsy.
Negi rozejrzał się po pomieszczeniu. Stał twarzą do biurka, przed którym ustawiony niski stolik dla gości, a obok niego ciemny fotel i tapicerowana białą skórą kanapa. Po prawej stronie pod ścianą stał wypchany książkami regał, nad którym pięły się w górę wąskie schody z ozdobną poręczą wykonaną z jasnego, połyskującego lakierem drewna sosnowego.
- Panie dyrektorze, podobno przyszło do mnie jakieś ważne pismo.
Starzec wyrwał się z zamyślenia. Wyprostował się nieco i wyjrzał za okno.
- Niezupełnie - opowiedział i sięgnął do szuflady.
Euforia chłopaka gdzieś znikła. "Nie zupełnie". Nic juz z tego nie rozumiał.
- To pismo przyszło z Polski, z pewnej szkoły. Jest całkowicie oficjalne. Mianowicie, to propozycja wymiany uczniowskiej, a raczej klasowej. Z resztą, masz i sam przeczytaj, za dużo, by mówić.
Dyrektor wyjął białą, złożoną w pół kartkę poznaczoną kilkoma pieczątkami z otwartej wcześniej koperty i podał Niegiemu. Chłopak otworzył pismo, czytając i jednocześnie słuchając słów dyrektora. List był całkowicie po angielsku.
- Przy okazji, jak przeczytasz, to streść to jakoś i mi opowiedz, bo mi osobiście nie chciało się wszystkiego czytać.
Nauczyciel spojrzał na swojego przełożonego domyślając sie, że ten po prostu za słabo zna angielski. Za to on sam z Anglii pochodził.
- Tu jest napisane, że zapraszają jedną z wyznaczonych przez pana licealnych klas do Polski w ramach wymiany kulturalnej i naukowej. Uczniowie mieliby tam pozostać przez dwa tygodnie. Mieliby zapewniony nocleg w czterogwiazdkowym hotelu, przewodnika władającego biegle japońskim, angielskim, rosyjskim i białoruskim oraz liczne atrakcje, a także możliwość obcowania z dziką i nienaruszona przez człowieka przyrodą naturalnych, pierwotnych lasów Polski. Przelot, dowóz autokarem na miejsce, a także całość drogi powrotnej byłyby opłacone, to samo tyczy się noclegu i wyżywienia, łącznie z kosztami dodatkowymi. Na końcu jest wzmianka o tym, że organizatorzy liczą na wzajemność.
Negi na powrót złożył list i odłożył go na biurko. Dyrektor wpatrywał się zamyślony w niewidoczny punkt na przeciwległej ścianie. W końcu zapytał:
- Co o tym sądzisz, Negi - kun?
- Ja? - zaczął niepewnie chłopak - Uważam, że to ciekawa propozycja. Praktycznie darmowa wycieczka do Europy, a jedynym kosztem byłoby odwzajemnienie się tym samym goszczącym nas uczniom. Myślę, że powinien się pan zgodzić.
Starzec zlustrował wzrokiem Negiego.
- Która klasa najlepiej napisała egzamin semestralny w tym roku?
Nauczyciel zawahał się, ale udzielił pewnej odpowiedzi.
- Druga "A" proszę pana. Dzięki moim staraniom uczennice podciągnęły się w nauce i zdobyły puchar.
Dyrektor ponownie zmierzył go wzrokiem. Negi z początku nie wiedział, o co staruszkowi chodzi, ale po chwili jego umysł przeszyła niezwykle oczywista myśl. Chłopak wzdrygnął się zszokowany, po czym zebrał wszystkie siły, by przezwyciężyć chwilowy zanik mowy i wykrzyknął:
- Ależ dyrektorze, przecież ja mam dopiero dziesięć lat! Nie wiem, czy sobie poradzę!
Dyrektor stanął na nogi i podpierając się laską podszedł do okna. Odpowiedział pozbawionym uczuć głosem.
- Idź i powiadom swoje podopieczne, że mają miesiąc na przygotowanie się do wyjazdu. Ja zajmę się potwierdzeniem.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nami Płeć:Kobieta
Ruda! xD"


Dołączyła: 21 Paź 2006
Skąd: Syberia
Status: offline
PostWysłany: 18-05-2008, 20:48   

Cytat:
Tuszył szybkim krokiem w stronę gabinetu


Taka tam, literówka ^^

Cytat:
Za to on sam z Anglii pochodził.


Ładniej by było "pochodził z Anglii", czyli tylko zmienić szyk xD


Ogólnie mi się baaaardzo podobało, ale fakt, że on ma 10lat był...szokująco dziwny XD

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8054079
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 18-05-2008, 20:55   

specjalnie trzymałem tę informaxcje na koniec, by osoby nie znające Mahou Sensei negima były nieco zszokowane. Ale to fakt, manga pana Akamatsu jest o 10 letnim nauczycielu.
a co sadzicie o opisach postaci/miejsc? mogą byc takie, czy coś podrasować?

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Nami Płeć:Kobieta
Ruda! xD"


Dołączyła: 21 Paź 2006
Skąd: Syberia
Status: offline
PostWysłany: 18-05-2008, 21:42   

Hmm, moim zdaniem jest dość ładnie opisane, ale na samym początku jakoś powtarza się słowo "dziewczęta". Znaczy, to mi najbardziej rzuciło się w oczy, a tak poza tym mi się podoba ^_^

Łatwo sobie wyobrazić całą sytuację i miejsce.

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8054079
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 18-05-2008, 21:54   

Uff, to dobrze, bo własnie o przekazanie sytuacji głównie mi chodziło, ale bałem się, że mogło mi to nie wyjść, bo w sumie mam wrażenie, ze moje opisy sa nieco sztywne.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 16-07-2008, 21:54   Drzewo Światowe: Rozdział drugi

Tak na wstępie: Właściwie, to jeszcze szkic. Planuję dodać opis przechadzki głównego bohatera od restauracji do internatu (ale nie wiem, czy to dobry pomysł) i może rozwinąć kilka scen. Podczas pisania tego rozdziału doszedłem do wniosku, że mam wielki problem z konstruowaniem ciekawych dialogów, by nie wyjawić w nich za dużo. Chciałem oddać klimat panujący w Internacie Technikum leśnego i myślę, że tak w 3/4 mi się udało. Wprawdzie sporo rzeczy przejaskrawiłem, ale trzyma się "oryginału". UWAGA WULGARYZMY!

HERE WE GO!



Szare chmury spowiły niebo aż po horyzont, tworząc jednolitą masę zasłaniającą skutecznie słońce. Nie padało, było wręcz sucho i jak na środek wiosny nieco chłodno, ale Czarek lubił taka pogodę. jak zwykł mawiać pewien jego kolega z gimnazjum "nic nie świeciło mu na ryj" i to było najważniejsze.
Siedział teraz w restauracji hotelu "Żubrówka" i popijał herbatę. Co za zdzierstwo, sześć złotych za filiżankę! Za tyle to mógł przeżyć cały dzień w internacie i by jeszcze na piwo zostało. Ale nie miał wyboru. Musiał tu teraz czekać, a tak bez niczego nie wypadało. I tak miał szczęście, że z rana było raczej mało klientów. Właściwie to nikogo nie było, nawet kelnerki siedziały, a barman czyścił kieliszki na drinki.
Czekanie nie było ciekawym zajęciem, zwłaszcza gdy czekało się na coś, czego się tak naprawdę nie chce. "Nie chcem ale muszem". Czarek miał wrażenie, że mógłby to uznać za swoje motto życiowe. Ale nie tyle już wytrzymywał. Trzy godziny czekania na wizytę u okulisty, a wokół tylko starsi ludzie. Nawet nie było do kogo gęby otworzyć, nie mówiąc już o popijaniu ciepłej herbaty za sześć złotych. A mimo to w tedy nawet nie pomyślał o nudzeniu się.
Ale tamta sytuacja była inna. Teraz odczuwał zdenerwowanie, a może ekscytację. Sam nie umiał tego dokładnie określić. Nieświadomie stukał opuszkami palców w blat stołu, wybijając tylko sobie znany rytm. Robił tak często, kiedy chciał dać ujście nerwom.
Podparł ręką głowę i wyjrzał przez duże prostokątne okno podzielone na mniejsze kwadraty. Wbił wzrok w szare niebo i powoli zaczął odczuwać ukojenie. Chmury były takie spokojne. Wydawać by się mogło, że stoją w miejscu, ale Czarek doskonale wiedział, że zmierzają w tylko wiatrowi znanym kierunku. Jakie to dziwne, że są tak duże, a nie mogą decydować o sobie samych. To trochę jak on sam.
Miał wrażenie, że takie obłoki są tylko nad Białowieżą. Kiedy przyjechał tutaj pierwszy raz był oczarowany atmosferą wioski. Przez trzy lata to wrażenie minęło. Czar prysł, miejscowość nie miała juz przed nim tajemnic. Ale chmury wiszące nad puszczą pozostały jakby te same.

Stukot klamki wyrwał go z zamyślenia. Koniec czekania. Delikwent zmierzał w stronę jego stolika. Czarek uważnie śledził każdy ruch nowego gościa restauracji.
Kroki stawiał z gracją i wdziękiem, jakby nic nie ważył, albo nie dotykał podłogi. Wyglądało to tak, jakby sunął się w powietrzu, ruszając nogami dla niepoznaki. Młodzian miał całkowicie białe włosy. Bez żadnego połysku, po prostu czysta biel. Leżały jakby w nieładzie, stercząc tu i ówdzie i zbijając sie w spiczaste kosmyki. Te z przodu zwisały swobodnie do linii oczu, te na karku opadały na kołnierzyk marynarki uszytej w azjatyckim stylu.
Ich wzrok się spotkał w chwili, kiedy gość dosiadał się do stolika Czarka. Oczy przybysza były całe niebieskie, łącznie ze źrenicami odcinającymi się od tęczówek jedynie nieco ciemniejszym odcieniem. Białowłosy zwrócił nieobecne spojrzenie w stronę Czarka.
- No i jak? Zgodzili się?
- Dyrektor Mahory wyraził zgodę już dwa tygodnie temu, ale nie miałem jak wcześniej tego przekazać. Przyjadą za następne dwa - odparł przybysz.
- A co z naszymi postanowieniami?
Białowłosy spojrzał za okno i odpowiedział
- A chciałbyś coś zmienić? Z mojej strony wszystko jest jasne. Ty wystawiasz mi małego, a potem udajesz się do Japonii i robisz to, czego się uczyłeś.
Cezary pociągnął łyk herbaty.
- Dobrze, ale rdzeń jest mój.
Przybysz skrzywił się, jakby ktoś rzucił mu w twarz najgorszą obelgę.
- To najbardziej wartościowa część... - odrzekł z oburzeniem, ale lodowate spojrzenie Czarka natychmiast go ostudziło - Ale niech stracę. Pamiętaj jednak, że jeżeli mnie wystawisz, to nie tylko ty ucierpisz... Wiem, do czego potrzebny ci ten rdzeń i lepiej się miej na baczności, jeżeli nie chcesz mieć kogoś na sumieniu...
Chłopak skrzywił się ze złości. Dopił dopił do końca herbatę i spojrzał wilkiem na rozmówcę.
- Jeżeli coś mu zrobisz...
- To co? Nawet ty nie możesz mi zagrozić. Lepiej dla ciebie, jeżeli będziemy w dobrych stosunkach.
Cezary wiedział, że przybysz ma rację. Nie chciał z nim jednak dłużej rozmawiać. Położył sześć złotych na spodku od filiżanki i opuścił restaurację bez słowa. Chciałby już więcej nie spotkać tego gnojka z mąką na głowie. Musiał odpocząć.

Internat Technikum Leśnego nie sprawiał dobrego wrażenia, zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz. Wysoki na cztery piętra, obity falowaną blachą relikt Polski Ludowej był dziełem uczniów szkoły, którzy kiedyś zmuszeni byli cisnąć się w starym budynku, w którym dzisiaj mieści się Instytut Badania Leśnictwa. Dawny internat był ładniejszy - wymurowany z cegły i pokryty czerwoną, prostą blachą, nawiązujący do powszechnego kiedyś w Białowieży carskiego stylu budownictwa, ale sale dla uczniów były w nim jedenastoosobowe i nie mógł pomieścić tylu mieszkańców, co "konserwa". Tak, opinie mieszkańców o interku nie były za dobre. narzekano na zimno, brud w łazienkach, zimno, częsty brak ciepłej wody, zimno, starszacy narzekali na koty, że nieposłuszne, pierwszaki na starszych kolegów, że niemili, na niedobre posiłki, na zepsuty alkomat wskazujący trzeźwej osobie 1,35 promila, a mocno pijanej osiem. Wiele było skarg na zły stan mebli, drobne kradzieże, za wysokie opłaty, brak bułek na drugie śniadanie, nie działające gniazdka... Powodów do rozpaczy było zapewne tyle, ilu mieszkańców. Ci jednak szybko się aklimatyzowali i potrafili naśmiewać się z niedogodności, które doskwierały im na każdym kroku.
Za siatką okalającą budynek, duży parking, boisko do siatkówki i tenisa ziemnego rosły wysokie i rozłożyste Dęby szypułkowe, które zasłaniały większą część widoku z okien na panoramę Białowieży, a abażurowe korony strzelistych brzóz rzucały cień na drogę dojazdową.

Czarek wszedł do środka. Do jego nozdrzy natychmiast dotarł smród środków czyszczących wymieszany z aromatami ulatniającymi się ze stołówki. Były to powszechne zapachy panujące na parterze. Chłopak wszedł do sklepiku i zajął miejsce w ogonku.
W końcu kupił Nestea i dosiadł się kolegów siedzących przy jednym z plastikowych stolików, jednak rozmowa z nimi niezbyt się kleiła, gdyż bardziej zainteresowani byli oglądaniem telewizji. Chciał już wychodzić, kiedy do środka, bujając się teatralnie na boki wparował Waszka, od progu wołając do sprzedawczyni:
- Szefowo półtoralitrową herbatę dla mnie proszę! O, Czyżu, cześć! - dorzucił zauważając Czarka
- Waszka, mam z tobą do pogadania.
- Dobra Czyżu, spoko, nie ma problemu. Tylko coś do szamy kupię - odpowiedział swoim prześmiewczo - ziomalskim tonem, a potem dodał cicho - Za dziesięć minut u mnie w pokoju.

W internacie panowało kilka złotych zasad: koty wstają, jak do pokoju wchodzą trzecio lub czwartoklasiści; koty nie mogą palić i pić; koty robią frytki starszym; koty wynoszą śmieci dla starszych; koty muszą mieć łóżka pościelone o 21, bo inaczej "padnij pińcet"; koty złapane po 22 w łazience zostają tam do rana; drugoklasiści nie mogą być koceni i nie mogą kocić; do pokoju pukają tylko wychowawcy.
Znajomość tych kilku prostych reguł była kluczem do spokojnego i szczęśliwego życia w internacie. Nie tyczyło się to jednak pierwszaków, gdyż ci odgórnie byli skazani na udręki.
Czarek przemierzał zaciemniony i obskurny korytarz pierwszego piętra. Waszka mieszkał mniej więcej przy trzech czwartych jego długości. W powietrzu unosił się zapach środków czyszczących.
Męska część mieszkańców internatu w większości nie przykładała zbytniej uwagi do porządku, a pokój Waszki był na to niezbitym dowodem. Na podłodze można było wykonać orkę pełną z wykorzystaniem pługa lemieszowego dwuodkładnicowego LPZ 75 z pogłębiaczem i dociążnikami, a następnie przeprowadzić mikoryzację gleby i zasiać marchew. Szafka z koszem na śmieci zabezpieczona była przed otwarciem prowizoryczną blokada wykonaną z zagiętego gwoździa. Na czterech, pościelonych na szczęście, łóżkach walały się ubrania i przybory szkolne, a obok biurka Waszki, na którym panował największy rozgardiasz, stała gitara. Sam jej właściciel leżał brzuchem do góry na łóżku i co jakiś czas spluwał do metalowej miski, w której pływało kilka niedopałków. Czarek rozejrzał się po oklejonych plakatami ścianach u przysiadł na ustawionym w poprzek pokoju wyrku, intuicyjnie zaglądając do żywieniówki kolegi. Poza niemiłym zapachem, papierkami po słodyczach i zakręconym na amen słoiku fermentującego dżemu nie znalazł w środku niczego. Chłopak wziął do ręki to ostatnie i puknął lekko w wypukłe od nagromadzonych w środku gazów wieczko.
- Po chuj ci ten słoik? Tylko miejsce zajmuje - stwierdził
- Jak mnie Martwa udupi na koniec roku, to jej tym taką bombę w ryj zajebie, że chyba ją naprawdę zabije. Chłopak przekręcił się na bok i ponownie splunął do miski.
- No ale śmieci to wynieść mogłeś...
- A no mogłem... Waszka poderwał się z łóżka i wyszedł na korytarz, wracając po chwili z pierwszym lepszym kotem, jakiego spotkał.

Koledzy przez dłuższą chwilę przyglądali się pracy pierwszaka. Nieszczęśnikowi robota się w rękach nie paliła, więc konieczne było ponaglanie go co chwilę różnymi epitetami. Śmieci nazbierało się dwa duże worki, więc Waszka łaskawie odprawił kota i zadeklarował, że osobiście dokończy sprzątanie, po czym przepędził go słowami "a teraz wypierdalaj".
Jednak w rzeczywistości taka nagła zmiana decyzji była spowodowana wyłącznie koniecznością rozmowy w cztery oczy.
- Rozmawiałem z Nim, - oznajmił Czarek - przyjadą za dwa tygodnie. Nocleg, autokar i rozkład zajęć już są przygotowane. Byłeś w nadleśnictwie?
Waszka przytaknął skinieniem głowy
- Powiedzieli, ze na dwa dni mogą dać trzydzieści dwa komplety drelichów i gumiaków. Chcesz, żeby trochę na odnowieniach popracowały?
- Dla turystów zawsze to jakaś atrakcja. Poza tym fajnie jest popatrzyć na trzydzieści dwie pary ślicznych rączek przy pracy.
- No ty, takie dupy to jo! - skwitował Waszka i razem ryknęli śmiechem, kiedy to do pokoju weszła wychowawczyni grupy, podziwiając panujący w pokoju bałagan. Po krótkim przywitaniu i szybkiej wymianie zdań na temat wpuszczania tajfunu do internatu kobieta chciała wyjść wyraźnie oburzona beztroską lokatorów, ale ostatni raz obróciła się i kątem oka ujrzała wypełnioną śliną i petami miskę znajdującą się tuż obok jej nogi. Czarek wypadł z pokoju zalewając się śmiechem, a tuż za nim wybiegł Waszka, niosąc esencję obrzydliwości w kierunku ubikacji.

Wchodząc do jaskini Czarodzieja prosto z pokoju Waszki człowiek odzyskiwał wiarę w ludzi. W prawdzie wszechobecne przyniesione z lasu grzyby fitopatogeniczne zapełniały większość wolnej przestrzeni nad biurkami, ale jednak lokatorzy tego pomieszczenia bardziej dbali o porządek. No, może niepościelona przez cały dzień pseudokanapa Tośka powstała w wyniku połączenia pod kątem rozwartym dwóch normalnych łóżek nie zachwycała, to pod butami nie chrzęścił piasek, a garderoba była pochowana do szaf.
Sala Czarodzieja i Tośka była najbardziej gościnną spośród zajmowanych przez chłopaków (nie tyczyło się to pierwszaków, którzy mieli obowiązek ugoszczenia starszaków, jeżeli ci raczyli zaszczycić ich swoją obecnością). Zawsze częstowali tym, co mieli, a mimo wszystko im zostawało.
- Nie, dzięki - powiedział Czarek, gdy Czarodziej wciskał mu keks - przyszedłem wam tylko powiedzieć, że przyjadą za dwa tygodnie.
Kolega odstawił ciasto na żywieniówkę. Tosiek podniósł się znad książki do matematyki i zapytał
- No a co dalej?
Czarek zamyślił się. To było dobre pytanie.
- Myślę, że nawet, jak weźmiecie mało drewna, to i tak starczy wam kasy na własny dom z basenem, samochód i może jeszcze dla szkoły na remont, żeby dobrze to wyglądało. uważam, że to będzie dobra zapłata.
Chciał powiedzieć coś jeszcze, ale jego uwagę przykuł krzyk dobiegający z kierunki niedaleko położonej łazienki. Czarek wystawił głowę za drzwi odchylając sie przy tym zgrabnie w tył. Kilkanaście metrów dalej stał Waszka, cały czerwony ze złości. Z sąsiednich pokoi także zaczęli wyglądać ludzie.
- Te, czego morde dżesz!? Ze swojej pieczary wyszedł Szejk, jeden z czwartoklasistów, wyraźnie zaspany. Cezary podszedł bliżej, za nim ruszyło kilku innych gapiów.
- No kobiecina lekkich obyczajów sam zobacz jak się koty rozhulały! No jak fale Dunaju!
- A co zrobiły? - zapytał maturzysta, zaglądając do łazienki. Czarek chciał uczynić podobnie, ale w tej samej chwili ze środka wypadło dwoje pierwszoklasistów, ciągnąc za sobą smród papierosów.
- Hulaj dusza, piekła nie ma, co panowie? - rzucił ktoś z tyłu.

Czarek otworzył swój pokój. Miał teraz w kieszeni paczkę papierosów i elegancką, metalową zapalniczkę. W prawdzie nie palił, ale miał już dobry towar do wymiany, a zapalniczką łatwo się otwierało piwo.
Położył się na łóżko. Był sam. Większość osób go lubiła, a jednak nikt nie chciał z nim mieszkać. Mała przestrzeń ciasnego pokoju wydawała mu się teraz przepastna. Był sam i wiedział, czemu tak się stało. Ludzie unikali go podświadomie. Jego "dar" był zarazem najgorszym przekleństwem. Pozostał mu już tylko sen.[/i]

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group