FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  PBEM - Zapiski ze starożytnej księgi
Wersja do druku
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:29   

[BG]

Usmiechnęłam się, ale nic nie powiedziałam. Od kiedy jesteśmy w tej kotlince dziwnie się czuję. Zastanawiam sie, dlaczego nic jej nie odpowiedziałam. "Każdy popełnia błędy. Niektórzy nie zwracają na to najmniejszej uwagi, po prostu odchodzą, wracają do swych zajęć, a po sobie pozostawiają zniszczenie i gruzy. Nawet tego nie dostrzegają... Inni natomiast za bardzo się tym przejmują, głęboko przeżywają nawet najdrobniejszy błąd... Nawet wtedy, gdy nie został on zauważony przez nikogo. Sumienie? Przecież każdy je ma, dlaczego niektórzy potrafią je tak oszukać... a może już dawno je stracili? Kiedyś tak nie było, o wiele mniej się działo... Czyżby matka miała rację mówiąc, że nasz świat chyli się ku upadkowi? Że niedługo ludzie, elfy, krasnoludy i inne rasy skłócą się na tyle, że gdy nadejdzie ogólne zagrożenie, to nie będą potrafili zjednoczyć się nawet między sobą? U ludzi to już jest widoczne... Elfów nie widziałam od dawna, krasnoludzi to podobno twarda rasa, nie tak prędko się zmienią... ale przecież... Nie!" Obraz końca tego świata rozmył się. Przymknęłam oczy starając się uspokoić oddech. "Co mnie to właściwie obchodzi? To ich sprawa! Ja sobie poradzę! Ale..." Skuliłam się, oplotłam rękami nogi, przyciągając je do siebie. Głowę ułożyłam na kolanach. "Taaa... dużo się zmieniło, jeszcze przed miesiącem nie zaprzątałam sobie tym wszystkim głowy. Pewnie dlatego, ze nic mnie nie interesowało. Zawsze byłam obok, a świat się kręcił. Wszystko jedno, w którą stronę... A teraz? Naraz zaczęło mi na wszystkim zależeć. Wróciły te dawne wspomnienia, a wraz z nimi uczucia, które dotąd tak perfekcyjnie tłumiłam. Chyba jeszcze się nie przyzwyczaiłam." Spomiędzy włosów, które jak zwykle opadły mi na twarz, spoglądałam na ognisko, a właściwie na ten taniec płomieni. Zawsze mnie intrygował. Nie zwracałam uwagi na Yenny, słyszałam, że gdzieś się tam krząta, ale czułam się jakby jej nie było. Tylko ja i ognisko. "Muszę odpocząć. Za dużo myśle nad sobą i tym wszystkim. 'szczescie polega na tym, by z prostych rzeczy nie tworzyc intelektualnych labityntow...' - moze powinnam go jednak posłuchać, bo miał rację... Tylko, że to nie takie proste. Nie w moim przypadku..." Z transu wyrwał mnie głos Yenny:

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:30   

[MG]

- Jeszcze raz dzięki za trening... jutro ja cię pomęczę - mrugnęła okiem - tylko muszę się zastanowić od czego by tu zacząć, i co jestem w stanie ci przekazać, a co ważniejsze chyba jest to czy dasz radę to zrobić... - wyciągnęła dłoń w stronę ogniska... po czym cofnęła ją a na jej twarzy dało się zauważyć
lekkie zdziwienie... po chwili powtórzyła gest.
- Dziwne...
- Co dziwne? - spytałaś odruchowo.
- Nie czuję przepływu energii... to znaczy nie mogę jej zaabsorbować... bo jak wiesz sama posiadam moc, ale mogę też ją czerpać w bardzo ograniczonym stopniu z zewnątrz... a tu nic nawet z tak aktywnego źródła jak ognisko. W ogóle coś ze mną ostatnio jest nie tak, nie chciałam ciebie wcześniej martwić, pewnie i teraz też nie powinnam o tym wspominać... sądziłam że to efekt ostatnich starć i szybko przejdzie, ale to nie to... na dodatek jest ze mną trochę gorzej... Zaczynam odczuwać zmęczenie po wykonaniu czynności które do tej pory nie sprawiały mi kłopotów i w ogóle czuję się słabsza i z dnia na dzień się to pogłębia... nie wiem co się dzieje nigdy mi się to nie zdarzyło, nie wiem co o tym myśleć... dlatego powiedziałam że to dziwne. Może za bardzo się ostatnio obciążałam... pójdę może już spać, sen dobrze mi zrobi... zresztą ty też powinnaś się już położyć bo jutro cię pomęczę moim treningiem. Pa! - i odeszła do swojego posłania... zostawiając cię samą przy dogasającym powoli ogniskiem.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:31   

[BG]

Patrzałam na nią gdy odchodziła, nic nie odpowiedziałam. Musiało to trochę dziwnie wyglądać, znaczy sie moje spojrzenie, bo myślami byłam wciąż daleko stąd, a teraz próbowałam zrozumieć to co powiedziała. Jej głos dozedł do mnie jak echo. Wytrącił mnie z moich rozmyślań, ale nadal był odległy. "Może to jednak wina tej kotlinki... nie. Raczej nie. Teraz terzeba się przespać, a później się zobaczy." Przerzuciłam znowu moje rzeczy. Nie chciało mi się ich układać. Spojrzałam na nie ze zrezygnowaniem, po czym zwinęłam się w kłębek na boku i przykryłam płaszczem.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:32   

[MG]

Obudziłaś się wcześnie rano, co było znać po tym że pierwsze promienie słońca dopiero co zaglądały do doliny, oświetlając jej dno i taflę wody w jeziorze. Otworzyłaś szerzej jeszcze nie przebudzone oczy by bliżej przyjrzeć się temu fascynującemu zjawisku... po paru chwilach zaczął lekko kropić deszcz, co ciekawsze na górze padał śnieg, co znaczyło że ciepło emanujące z gorącego źródła które utrzymywało przy życiu kwiecistą polanę w samym środku ośnieżonych i zamarzniętych gór roztapiało również śnieg próbujący się przedostać do tego sanktuarium na lodowym pustkowiu. Wstałaś i rozejrzałaś się w poszukiwaniu Yenny... po momencie wypatrzyłaś ją biegającą koło wodospadu... skierowałaś się w tamtą stronę... zauważyła cię i pomachała na powitanie...
- Widzę że wcześnie wstałaś!
- Jeśli ja wcześnie to ty kiedy? W nocy, przecież maiłaś odpocząć? - spytałaś dla zaczepki na co ona uśmiechnęła się i odpowiedziała rozumiejąc aluzję...
- Tak chyba coś koło tego... No dobra... patrz co znalazłam koło wodospadu w wodzie..- odróciła się i odeszła parę kroków po czym sięgnęła za jeden z kamieni... wyciągając średnich rozmiarów jednoręczny miecz - jest trochę zardzewiały, ale zawsze to miecz i przyda się nam, a właściwie mi bo ty swój miecz masz... oczyści się go trochę i będzie jak nowy... przynajmniej mam taką nadzieję... zresztą sama zobacz co się da z tym zrobić... bardziej się na tym znasz niż ja... aha, przymierzyłam się do niego i jest prawie w sam raz. - po czym podała ci miecz. - I jak... chyba woda bardzo go nie zniszczyła?

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:32   

[BG]

Podniosłam się z miejsca i sennym jeszcze krokiem ruszyłam w strone Yenny i jej nowego znaleziska. "Ciekawe skąd się tu wziął." Pomyślałam gdy Yenny podawała mi miecz. Przyjrzałam mu się, nie wiele mogłam stwierdzić, musiałabym go najpierw porządnie wyczyścić.
- Zobaczymy... nie mam ze sobą nic do czyszczenia, wszystko zostało przy koniach... - urwałam na chwilę - Nie. Tam były jedynie rzeczy tego faceta, moje rzeczy są daleko stąd. Gdybym je miała to z pewnością potrafiłabym go doprowadzić do stanu używalności. Teraz mogę tylko spróbować, przetrzeć go szmatką, tak jak zrobiłam to z moim... tyle, ze mój nie był zardzewiały, tylko oblepiony krwią.
Ruszyłam spowrotem do mojego prymitywnego 'posłania', gdzie leżało wszystko co zabrałam ze sobą.
- Chodz - rzuciłam jej przez ramię - tego też bedziesz musiała się nauczyć. Nie wystarczy tylko umieć walczyć, bo jak zaniedbasz swój miecz to nie bedziesz miała nawet czym się bronić.
Siadłam na trawie, przy sadzawce. Skinieniem wskazałam miejsce Yenny, a jej znalezisko położyłam sobie na kolanach.
- Taaa - mruknęłam do siebie.
Oczyszczanie tego miecza z rdzy zajęło sporo czasu, choć efekt i tak nie wydawał mi się imponujący. Czegoś mi brakowało, tego błysku, gdy słońce odbija się od ostrza... Odbarwienia po rdzy zostały jeszcze w wielu miejscach i nie byłam w stanie usunąć ich teraz.
- Hmmm... - wstałam oglądając go ze wszystkich stron, mając nadzieję, ze czegoś się o nim dowiem, albo o jego właścicielu. Nadal obracając go w dłoniach spojrzałam na Yenny - Na razie może być, ale jak tylko dostanę się do mojej jaskini... do tej groty, gdzie zostawiłam wszystkie moje rzeczy, to nikt nawet nie zauważy, że ten miecz choć przez chwilę leżał gdzieś zapomniany.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-06-2003, 14:33   

[MG]

Oględziny miecza jednak nie przyniosły rozwiązania kwest do kogo on należy lub należał, gdyż brak było żadnych wyrytych ornamentów, napisów czy herbów lub jakichkolwiek innych rzeczy mogących wskazać jego właściciela. Podałaś miecz Yenny, ta wzięła go od ciebie za rękojeść, przyjrzała mu się mrużąc przy tym oczy...
- Ho, ho... nieźle to wygląda... nawet się nie spodziewałam, świetna robota, nawet da się w nim przejrzeć! Spójrz... – powiedziała nadal wpatrując się w miecz, a na ostrzu dało się zauważyć niewyraźne i przekreślone licznymi smugami rdzy odbicie twarzy Yenny, twojego tam rzecz jasna nie było... Zauważyłaś jak jej spojrzenie prześliznęło się przez chwilę po tobie po czym wróciło z powrotem na miecz... lekko drgnęła.
- Przepraszam... zapomniałam że... że ty nie masz odbicia... trochę poniosły mnie emocje.. właściwie to nie to, tylko... – urwała. Przez chwilę milczała jakby zbierała myśli.. wolałaś się więc na razie nie odzywać by ta dokończyła jednak to nie następowało... minęło parę chwil już miałaś się odezwać kiedy Yenny potrząsnęła lekko głową i odezwała się – tylko to nie to, to... – leczy tym razem mieczy wysunął się jej z dłoni i ze zgrzytem wbił się w dno zanurzając się przy tym na kilka centymetrów w wodę wzbijając przy tym wodę... po czym przechylił się i zanurzył się już tym razem cały w wodę wydając przy tym głośny plusk oraz rozbryzgując przy tym wodę w której kropelkach pojawiła się tęcza... przyglądałaś się temu zjawisku z zaciekawieniem jednak drugie znacznie głośniejsze uderzenie o wodę i wzbijające pokaźną falę oderwało cię od obserwacji. Tym co to spowodowało była Yenny, a raczej jej ciało które teraz bezwładnie leżało prawie w całości zanurzone w wodzie.
- Yenny!! – krzyknęłaś i jednocześnie poderwałaś się z miejsca i po chwili uniosłaś ją do góry... miała otwarte swoje niebliskie oczy, jednak nie błyszczały tak jak zwykle.. były zamglone wręcz matowe i całkowicie nieruchome... po twarzy spływała woda...
- Co ci jest? Jak ci mogę pomoc..? Powiedz cokolwiek... – zwróciłaś się do niej, bo w takim przypadku trudno było cokolwiek zrobić, bo ani nie wyglądała na chorą jak i również zewnętrznie nie miała żadnych obrażeń.. oczywiście pomijając te które poniosła ostatnio, ale one już były prawie niewidoczne co świadczyło o bardzo szybkiej regeneracji jej organizmu.
- Deed...? – odezwała się ledwo co słyszalnym szeptem, oczy nadal pozostawały nieruchome. – Jesteś tu nie widzę cię... jest tak ciemno...
- Tak, słucham jestem tu przy tobie? Co się stało, co ci jest?
- Khyy... khyyy –zakrztusiła się – Nie wiem co się ze mną dzieje... – urwała na moment by zaczerpnąć powietrza ale było znać że mówienie sprawia jej ból – wspominałam wcześniej że coś ze mną jest nie tak.. myślałam że szybko przejdzie i wszystko wróci do normy, jednak tak się nie stało.. jest znacznie gorzej, to pogłębia się coraz szybciej... zaczynam zatracać zmysły... już prawie nic nie czuję... to straszne.. co się dzieje? Czyżby... to.. to był koniec... umieram? Nie chcę nie teraz... – łzy popłynęły jej szeroką strugą, część z nich kapnęła ci na dłoń.. reszta spadła w toń wody wzbijając wodne kręgi
- Nie! Nie mów tak nie wolno ci tak nawet myśleć... – pogładziłaś ją po czole rozgarniając jej kosmyki złocisto blond włosów... cofnęłaś po chwili rękę, gdyż głowa Yennyfer była cała rozpalona... choć przed momentem była normalna.
- Co mówiłaś? Ja... już nic nie słyszę... cisza.. okropna cisza – łzy jeszcze w większej ilości spłynęły jej po policzkach... – wiem że tu nadal jesteś... że mnie nie opuścisz.. tylko że ja już nic nie czuję.. nawet nie słyszę własnego głosu... boję się... choć jest tak spokojnie. Czuję się tak lekka... jakbym nic nie ważyła.. jak w domu... tak... jak... – przerwała i nastała cisza wydłużająca się chyba w nieskończoność przez którą nawet nie mógł się przebić do ciebie szum wody z wodospadu rozbijającej się na pobliskich skałach... siedziałaś jak sparaliżowana tuląc w swych ramionach do siebie Yenny... żyła jeszcze ale jej energia zanikała... chciałaś coś zrobić, jakiś czar, cokolwiek ale nie mogłaś się skoncentrować, przez umysł przetaczały się całe tabuny myśli z prędkością błyskawicy... to nie mogła być prawda, odrzuciłaś złe myśli ale te wracały ze zwielokrotnioną siłą... Zaczęłaś sobie powtarzać „Ona żyje, nic jej nie jest i nie będzie... to pewnie zły sen, tak to zły sen... zaraz się obudzę i powita mnie jej radosny uśmiech...”
- Deeed...? Siedem... – niespodzianie twoje rozmyślenia przerwał tak miły dla uszu głos Yenny...
- Co? – spytałaś się odruchowo.
- Siedem... jest ich siedem... zaraz tu będą... lecą do nas... uciekaj.. zostaw mnie!
- Co? – jeszcze raz się spytałaś dla pewności.. że się nie przesłyszałaś... ale rzeczywiście Yenny odzyskała przytomność..
- Siedem... nie już dziewięć... gonią ją... ona zaraz tu będzie...
- Kto? O czym ty w ogóle mówisz...?!?
- To dziecko... ktoś w je goni... ale jest za daleko, bardzo daleko... nie czuję go... ale on strzela w nią.. już dziesięć... zaraz tu będzie... one są tuż, tuż za nią... tam... – i wskazała dłonią kierunek, prawie dokładnie w tym momencie nastąpiła na szczycie potężna eksplozja która wzbiła w powietrze tumany śniegu i pokruszonych skał, cała ta masa zaczęła powoli opadać w duł doliny... jednak przedtem dostrzegłaś jakiś kształt który spadł do wody zanim nastąpiła eksplozja. To musiała być ona... ta osoba o której mówiła Yenny... teraz i ty ją poczułaś bo znalazła się wystarczająco blisko... dostrzegłaś jej zarys w wodzie, płynęła a z góry zaczęły osuwać się na nią odłamki skalne... w tym momencie Yenny wysunęła ci się z uścisku i upadła na ziemię...
- Nie stój tak rusz się... sama nie da rady... zginie... o mnie się nie martw, widzisz już dochodzę do siebie.. to był tylko chwilowy kryzys.. no już biegnij.. – uśmiechnęła się przy tym jak zwykle... choć ten uśmiech wydał ci się jakiś sztuczny wręczy wymuszony choć nie zwróciłaś na to teraz uwagi.. pobiegłaś w stronę jeziorka gdzie na małą schodziła istna lawina skalna. Po momencie znalazłaś się przy brzegu... wszędzie wzbijały się tumany kurzu, a nikogo nie było widać... „Jest!” dostrzegłaś sylwetkę bezradnie szamoczącą się w wodzie „.. nie umie pływać” Nagle jeden z odłamków trafił ją i znikła pod wodą... niespodziewanie za twoimi plecami nastąpiła kolejna eksplozja podobna do tej na górze, w powietrze uniosły się zwały ziemi wymieszana z kwiatami ją porastającymi... po czym wszystko to opadło na ziemię częściowo cię przysypując... uniosłaś wzrok w górę i znad krawędzi doliny wystrzeliły dwie ogniste smugi, to właśnie one po zetknięciu się z jakimś obiektem powodowały te eksplozje... zmieniły lekko trajektorię i skierowały się w mniej więcej w kierunek w którym znajdowałaś się ty i ta mała w wodzie. Omiotłaś szybko otoczenie... jakieś sto pięćdziesiąt metrów od ciebie znajdował się ten tunel którym się tu dostałaś wraz z Yenny... „Yenny.. „ pomyślałaś i obejrzałaś się do tyłu.. leżała nieruchomo w miejscu w którym ją zostawiłaś, dopiero teraz zrozumiałaś jej dziwny uśmiech.. wiedziała że nie da rady, okłamała ciebie... mogłaś jeszcze zdążyć i zabrać ją do tunelu.. ale nie zdążyła byś wtedy uratować tej dziewczynki, która teraz unosiła się na plecach na wodzie... i powoli tonęła.. ale jeszcze żyła. Obojga nie byłaś w stanie uratować... Yenny to przewidziała...

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:22   

[BG]

Nie było teraz czasu na przemyślenia. Mała tonęła. Rzuciłam się do wody odruchowo, właściwie bez myślenia. Instynkt, dawno przećwiczone zachowania. Jak w walce na miecze, nie myśli się tylko działa. Ciało samo wykonuje ruchy zanim jeszcze mózg zdąży o tym pomyśleć. Poderwałam dziewczynkę z wody i nie oglądając się już na nic pobiegłam, z nią na rękach, do wylotu tunelu. Nogi same mnie niosły na miejsce. Gdy już się tam znalazłam rzuciłam się do ściany, zasłaniając siebie i mała płaszczem przed pyłem i odłamkami skalnymi, które rozprysnęły się na zewnątrz. Nastąpiła chwila ciszy. Obejrzałam się za siebie, pył powoli opadał, ale jeszcze nic nie było widać. Trzymałam dziewczynkę przytuloną do siebie i próbowałam przeniknąć wzrokiem wszechobecny pył. "Jak mogłaś mi to zrobić!" Opuściłam głowę, tak, że twarzą dotknęłam włosów dziewczynki. Zmrużyłam oczy, z których potoczyły się łzy, smugami zmywając pył. "Dlaczego to się tak zawsze kończy?" Znów skierowałam wzrok w miejsce skąd przed chwilą uciekłam. Nadal nic nie było widać. "Wszyscy odchodzą... zawsze odchodzą. Nawet jeśli tego nie chcą. Dlaczego? Dlaczego?!" Dłonie trzymające nieruchome, mokre ciało drżały. Moje dłonie. Cała drżałam. Głośno wciągnęłam powietrze przez nos starając się uspokoić. Przymknęłam oczy zwijając dłonie w pięści. "Nie zniszczą mnie. Nie tak jak innych. Będę dalej trwać. I będę się starać, żeby to trwanie nie było bezowocne. Dla Yenny. Yenny..."
- Przyrzekam, że nigdy nie zapomnę co znaczy żyć. Dla ciebie, gdziekolwiek teraz jesteś... Dziękuję...
Podniosłam się na kolana. Ciało dziewczynki wzięłam na ręce nie przyglądając mu się zanadto. Zarzuciłam kaptur na głowę, owinęłam się i ją płaszczem i ruszyłam w głąb tunelu. Szukałam jakiegoś załomu skalnego, za którym można by się schować, gdyby to co tam było zamierzało tu za nami podążyć. Gdy się uspokoi zamierzałam tam jeszcze wrócić. Teraz gdy pył jeszcze nie opadł należało się niepostrzeżenie oddalić. A później wrócić i dokładnie zbadać sytuację. Nadal idąc w głąb tunelu spojrzałam na dziecko, które niosłam na rękach. "I dowiem się kim jesteś i kto cię ścigał..."

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:35   

[MG]

Chwilę po tym na zewnątrz dało się słyszeć parę kolejnych detonacji, jedna z nich nastąpiła najwidoczniej w pobliżu wlotu do tunelu gdyż, doszło aż do ciebie ciepło wydzielone podczas eksplozji, tworząc gorący podmuch powietrza wymieszany z wszechobecnym pyłem. Skuliłaś się mocno zasłaniając siebie i dziecko płaszczem... po chwili wszystko ucichło.. w sumie naliczyłaś dziesięć wybuchów... co znaczyło tyle że Yenny się nie pomyliła w ocenie... „Yenny!..” Pył powoli opadał... dziewczynka zakaszlała... i powoli otworzyła swoje zielne oczy, popatrzyła się na ciebie i niespodziewanie ugryzła cię w rękę którą ją obejmowałaś, zwolniłaś na chwilę uścisk co jej wystarczyło na wydostanie się z twoich ramion i już po chwil znalazła się na ziemi, odgarnęła przy tym kruczo czarne włosy które zasłoniły jej twarz... zaskoczona jej czynem oraz mając ciągle w pamięci to co się stało na zewnątrz nie zareagowałaś od razu i dostało ci się w oczy piaskiem...
- Zostaw mnie... nie dam się... jak będę musiała to cię zabiję... zostaw mnie w spokoju! – wykrzyczała mała i zaraz po tym dało się słyszeć tupot jej stóp... „Ucieka... w którą stronę? Na zewnątrz na polanę...”
- Stój... poczekaj! Nie idź tam, tam jest niebezpiecznie... nie wyrządzę ci krzywdy.. – jednak odniosłaś wrażenie że słowa te nie będą wystarczająco przekonujące.. zresztą było widać że mała była cała roztrzęsiona, i bynajmniej nie miała powodów by ci ufać... Przetarłaś oczy... i już po chwili odzyskałaś widzenie... bez zwłoki podążyłaś więc za uciekającą. Nie minęło zbyt wiele czasu a ją dogoniłaś... właściwie to stała ona w miejscu przed wyjściem z tunelu.. cofała się, odwróciła się i zobaczyła ciebie... drgnęła i zatrzymała się... w jej oczach malował się strach i przerażenie osoby złapanej w pułapkę..
- Nie... nie zbliżajcie się... zostawcie mnie... pro... proszę...- po liczkach spłynęły jej łzy. Mówiła w liczbie mnogiej to znaczyło że był tam ktoś jeszcze... zaraz wszystko się wyjaśniło z rozjaśnionego światłem słonecznym wejścia wynurzyła się postać... był to potężnie zbudowany mężczyzna...
- Już nigdzie mi nie uciekniesz... ha, ha, ha... – roześmiał się wręcz demonicznym głosem dodatkowo wzmocnionym przez akustykę tunelu, że aż przeszły cię ciarki.. –... a ty – wskazał ręką na twoją osobę - ...nie wtrącaj się jeśli chcesz przeżyć... choć prawdę mówiąc nie ma to dla mnie znaczenia... ha, ha, ha... no choć Kaeri... mój mistrz chcę cię widzieć, najlepiej martwą... ha, ha, ha... – dziewczynka obejrzała się jeszcze na ciebie... widać było że przygląda ci się.. chyba zrozumiała że nie jesteś po tej samej stronie co jej prześladowca. Zrobiła błagalny wyraz twarzy... oczekiwała pomocy...
Ów człowiek wyciągnął miecz... ostrze błysnęło na moment i już znalazło się nad głową małej... ta próbowała wykonać unik, ale atakujący był zbyt szybki... jednak ty zareagowałaś na tych miast na jego ruch i twój miecz skrzyżował się z jego nad jej głową... atakujący mruknął coś pod twoim adresem i przystąpił do ataku tym razem na ciebie. Kaeri skryła się już w bezpiecznej odległości za twoimi plecami... była cała przestraszona...
Wymiana cięć następowała w błyskawicznym tempie.. jednak na razie żadne z was nie zadało swemu przeciwnikowi żadnych obrażeń. Zaczęłaś odczuwać że masz przewagę... i rzeczywiście tak było.. bo mężczyzna zaczął się cofać... przyjmując już teraz postawę bardziej obronną niż atakującą... wreszcie dosięgłaś go głęboko wrzynając mu się stalą w prawy bok... jednak nic to nie wpłynęło na jego ruchy... nawet go to nie spowolniło...
- Gratulacje... zaskoczyłaś mnie... jesteś lepsza niż myślałem... no ale czas mnie goni... koniec tej zabawy... – zaskoczył cię tymi słowami... „Co miał na myśli mówiąc zabawa...?” zaraz o tym boleśnie się przekonałaś... ruszył na ciebie ale tym razem z zawrotną prędkością, ledwo co zdążyłaś zasłonić się przed jego pierwszym uderzeniem, które było bardzo potężne gdyż aż zabolała cię cała ręka po przejęciu impetu tego ciosu... zaraz poczym poczułaś przeszywający ból w klatce piersiowej i ramieniu, oraz na udzie... ciął cię trzy razy nim się zdążyłaś zorientować... upadłaś na kolana... „To koniec... po małej... ja to i tak przeżyję...„
- No i co? Boli prawda... zaraz będzie jeszcze bardziej już ja mam coś dla ciebie... bo wiem kim jesteś... ha, ha, ha... – tym razem przeszły cię jeszcze większe dreszcze „Czyżby wiedział.... wiedział kim jestem...? ”
Sięgnął za plecy i wyjął powoli z drugiej pochwy wyciągnął drugi miecz... od którego poczułaś że emanuje magią... „O nie....!” Rzuciłaś się na niego, ostrze twojego miecza przemknęło dosłownie o milimetry od jego skroni... odskoczył lekko zaskoczony, ale zaraz uśmiechnął się dziwnie... wyciągnął przed siebie dłoń i wystrzelił z niej błękitny promień, który przeszył twoje ramię w którym dzierżyłaś miecz na wylot... ból po chwili odebrał ci w nim władzę i opuściłaś miecz...
- Ha, ha mówiłem byś się nie wtrącała... zresztą i tak bym cię zabił... ha, ha, dla samej przyjemności.. ha, ha, ha... – powoli zbliżył się do ciebie... próbowałaś uciec, ale on schwycił cię za włosy.. zaraz po czym poczułaś jak ostrze magicznego miecza zagłębia ci się w prawy bok...
- To za to że mnie drasnęłaś... a teraz żegnaj!!! Ha, ha, ha... – i roześmiał się przy tym tak okropnie jak nigdy dotąd... obrócił cię tak być na niego patrzyła.. uciekałaś wzrokiem nie chciałaś patrzeć w jego zimne lodowate oczy, bez żadnego wyrazu...
Uniósł miecz... wykonał zamach... przymknęłaś oczy... jednak cięcie nie nastąpiło lecz usłyszałaś zgrzytnięcie metalu o metal... powoli otworzyłaś oczy, obawiając się że się bawi tak z tobą... jednak to nie było to... ujrzałaś drugi miecz który zablokował tamten... poznałaś go po nie doczyszczonych smugach rdzy, podążyłaś wzrokiem do jego rękojeści... a potem dalej... to była Yenny... trochę się chwiała... była cała zakrwawiona... ale najważniejsze że żyła.
- Nic ci nie jest...? – odezwała się do ciebie swym miękkim i pełnym ciepła głosem.
- Nie... właściwie to nie...
- No proszę co my tu mamy... taka piękna ślicznotka i stawia mi opór, życie ci nie miłe? – i kończąc te słowa zaatakował Yenny... jednak z nią nie poszło mu tak jak z tobą... wyraźnie była szybsza... technicznie mu ustępowała.. ale nadrabiała popełnione błędy prędkością, przez co uzyskała przewagę i dosięgła już swym ostrzem wroga kilkakrotnie... nagle zachwiała się... dłonią chwyciła się skroni...
- Nie.. tylko nie teraz.. – upadła na kolana...
- Ooo... panna już nie jest taka bojowa... to świetnie... – pchnął ją z wielkim impetem mieczem... tak mocno że ostrze przeszło przez brzuch aż na drugą stronę ciała... Yenny otworzyła usta tak jakby chciała krzyknąć, ale żaden głos się z nich nie wydobył. Człowiek obrócił mieczem ciągle tkwiącym w jej ciele, co najwyraźniej sprawiło mu ogromną przyjemność gdyż uśmiechnął się zadowolony... potem uniósł nadzianą Yenny w górę na mieczu... i cisnął nią o ścianę... osunęła się po niej bezwładnie na ziemię zostawiając na ścianie krwawą smugę... zaraz po czym ziemia wokół niej przybrała brunatną barwę, pochłaniając krew... tamten tylko popatrzył się na to... po czym oblizał wargi... – Suka!!! – i skierował się w twoją stronę by dokończyć to co zaczął... Kaeri szlochała skulona przy ścianie... wiedziała że nie ma po co uciekać bo i tak na nic się to nie zda... Zamierzył się mieczem... zobaczyłaś że Yenny się poruszyła... wyciągnęła rękę w jego stronę... zaraz po czym w dłoni pojawiła się kula skondensowanej energii... jej energii życiowej... napastnik zdążył się tylko obejrzeć... kiedy to został trafiony przez Yennyfer... cały tunel wypełniło oślepiające białe światło... Po kilku sekundach znów mogłaś widzieć.. po mężczyźnie zostały tylko nieliczne szczątki... podobnie się stało z jego mieczami.. po których pozostał metaliczny pył.
- Zaa... zabiłam go... pierwszy raz kogoś zabiłam... moje dłonie są od teraz splamione krwią... – popatrzyła się na ciebie... – przepraszam... za to na polanie... nie miałam wyboru... wolałam zdecydować sama niż pozostawiać ci wybór.. którego później byś żałowała i do końca życia wypominała... wolałam się poświęcić... bo wiedziałam że długo tak nie pociągnę... Deed... ja już nie mogę tego wytrzymać... nie daję rady... nawet nie wiem co mi jest... ja nigdy dotąd nie chorowałam... naprawdę już nic nie wiem... – po czym skuliła się i zaczęła trząść... – ale dałam się pociąć... grunt że wam nic nie jest... ja już się nie liczę.... khyy... khyy... -zakrztusiła się plując przy tym krwią... przymknęła oczy... i umilkła... ale nadal oddychała... ciężko, ale zawsze...

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:36   

[BG]

Podniosłam się z klęczek, podpierając się przy tym rękoma. Lecz zaraz potem się zachwiałam i z powrotem opadłam na kolana. Przejechałam dłonią po udzie, skąd sączyła się krew, moja krew... Została mi na dłoni. Podniosłam ją do ust i zlizałam życiodajny płyn. Ciepło rozeszło się po całym organizmie. Przymknęłam oczy starając się skoncentrować. Ten łyk świeżej krwi przywrócił mi trochę siły, pozwolił na chwilę rozluźnienia i zebrania myśli. Odjęłam dłoń od ust i ułożyłam ją z powrotem na ranie poruszając w ciszy ustami. Wiedziałam, że póki nie zatamuje własnych ran, nie będę w stanie pomóc już nikomu. Przynajmniej na czas. Wstałam nabierając powietrza w klatkę piersiową. Otwarłam oczy. Przede mną roztoczył się widok spustoszonej polany i ta mała skulona pod ścianą. Rzuciłam jej jedno z tych spojrzeń sugerujące by została na miejscu. Musiało poskutkować, niewielu potrafi się oprzeć mojemu spojrzeniu. Starałam się przy tym lekko uśmiechnąć by nie umarła ze strachu. To musiało dziwnie wyglądać - to surowe spojrzenie i łagodny uśmiech, cóż za kontrast. Teraz odwróciłam się za siebie skąd dobiegał do mnie głośny i rzężący oddech Yenny. Podeszłam do niej i uklękłam, kładąc jej dłoń na ramieniu. Pomyślałam, że lepiej nic nie mówić. Przynajmniej ja bym nie chciała by w takiej sytuacji ktoś mi coś mówił. Doskonale pamiętam moją pierwszą ofiarę, mimo, że nie byłam wtedy sobą. Tego się nie zapomina. Wiedziałam, że i u niej ten obraz wyryje się trwale w pamięci. Nie mogłam na to nic poradzić. Zresztą i tak nie potrafiłabym wyrazić słowami tego co myślałam. Swoimi uwagami mogłam tylko zaszkodzić, jej teraz była potrzebna cisza i spokój na przemyślenie tego wszystkiego. Doszłam do wniosku, że gdy zechce sama zacznie rozmowę. Później, gdy wszystko przemyśli, bo teraz jest zbyt roztrzęsiona. Przyłożyłam dłoń do jej czoła, nadal było rozpalone, i odgarnęłam włosy, by zobaczyć jej twarz. Uśmiechnęłam się. A mój uśmiech znaczył więcej jak wszystkie te słowa, które mogłam powiedzieć. Zdawał się mówić "Cieszę się, że żyjesz. Dziękuję za to co zrobiłaś. To był słuszny wybór. Ocaliłaś tę małą, mnie i siebie. A teraz odpocznij. Musimy zabrać siły, bo przed nami ciężka podróż." Przynajmniej starałam się, by tak to "zabrzmiało", czasem jeden gest znaczy więcej jak tysiące słów. Zatamowałam i jej krwawienie. Przynajmniej na tyle ile mogłam, a nie mogłam sobie pozwolić na wiele. Rozejrzałam się wokoło. Chciałam ją przenieść w inne miejsce, ale polanka wyglądała jak wielkie pobojowisko. Wszystko rozorane. Ułożyłam ją tylko w wygodniejszej pozycji i przykryłam swoim płaszczem. "Dobrze, że go mam." - pomyślałam - "Przynajmniej zachowało się parę przydatnych rzeczy, gdyby wtedy tu został, straciłabym wszystko." Teraz odwróciłam się z powrotem do małej. Przechyliłam lekko głowę na bok, by lepiej się jej przyjrzeć. Wlepiała we mnie te swoje zielone oczy.
- Podejdź tu. - przerwałam w końcu milczenie - Pomożesz mi, dobrze?
Starałam się mówić jak najbardziej łagodnie, by nie przestraszyć jej jeszcze bardziej. Pomyślałam, że może jak poczuje się potrzebne, to porzuci poczucie strachu. Uśmiechnęłam się przyjaźnie.
- Zamoczysz to w sadzawce. "Przynajmniej w tym co z niej pozostało" - dodałam w myśli, odrywając kawałek materiału z sukienki "Jak to wszystko się skończy, kupie sobie nową" - Moja Przyjaciółka jest bardzo chora, musimy obmyć jej rany i ostudzić czoło - wyciągnęłam w stronę małej oderwany kawałek sukienki. Specjalnie mówiłam w liczbie mnogiej, by poczuła, że jestem po jej stronie, a nawet z nią. Chciałam jak najszybciej przekonać ją do naszego towarzystwa, by opuścić to miejsce. Teraz było po prostu okropne i do tego niebezpieczne. Należało się stąd jak najszybciej oddalić. Gdy Yenny się ocknie, zamierzałam ją zapytać o Afreetę i nasze konie. "Musimy stąd odejść. Najlepiej zaraz jak Yenny dojdzie do siebie."

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:36   

[MG]

Dziewczynka powoli podeszła, wyciągnęła rękę po trzymany przez ciebie skrawek materiału. Z jej oczy przebijała się nieufność i lęk. Kiedy już prawie trzymała go w dłoni cofnęła gwałtownie rękę. Bała się. Uśmiechnęłaś się by choć w części złagodzić w niej strach... ta spojrzała się na ciebie ale wyraz jej oczu nie uległ zmianie, po chwili jej spojrzenie przeniosło się na osobę Yenny. Patrzyła tak na nią dłuższą chwilę po czym momentalnie wręczy wyrwała ci z ręki materiał i wybiegła na zewnątrz rzucając na pożegnanie lodowate spojrzenie. Chwilkę później Yenny poruszyła się gwałtownie, przekręcając się z boku na bok, prawą dłonią wbiła się w ziemię i mocną ją przeorała po czym całe jej ciało wygięło się w górę, a palcami nadal rozgrzebywała ziemię co trochę zaciskając je w pięść... cierpiała, na płaszczu pojawiła się ciemna plama... Szybko znalazłaś się przy niej i próbowałaś uspokoić, zdjęłaś z niej płaszcz dostrzegłaś że parę ledwo co zakrzepłych ran puściło na nowo... najgorzej było z raną w okolicach brzucha gdzie została przebita mieczem. Przycisnęłaś to miejsce mocno fragmentem jej ubrania by powstrzymać upływ krwi, mówiłaś do niej, ale ona nie reagowała. Dotknęłaś jej czoła było jeszcze bardziej gorące niż wtedy, właściwie to cała była rozpalona, odwróciłaś spojrzenie na wejście do tunelu by zobaczyć czy mała nie wraca... dopiero co dobiegła do jeziorka. Niespodziewanie Yenny chwyciła cię za rękę... ale to nie było zwykłe uściśnięcie... jej dłoń zaczęła się mocno zaciskać, to bolało...
- Yenny!!! Puść mnie..!! – krzyknęłaś do niej ale nie przyniosło to żadnego efektu... ona była nieprzytomna i działała nieświadomie, a uścisk był coraz mocniejszy, próbowałaś się wywinąć ale nic to niedawało, lekko zaskrzypiały kości... „Złamie mi rękę... jeśli mnie nie puści” przemknęło ci prze głowę uderzyłaś ją trochę mocno... ale nie przyniosło to oczekiwanego efektu, nadal cię trzymała... „Puściła...” jej dłoń z twojej ręki osunęła się na ziemię. Rozmasowałaś sobie rękę tuż za nadgarstkiem gdzie cię chwyciła jednak nadal ból nie ustępował. Nagle Yenny stanęła na nogi, zatoczyła się lekko... a kilka kropel krwi spadło na ziemię po czym zaraz w nią wsiąknęły.
- Deed? – spytała jakby dla pewności... tradycyjnie już chyba swoim miękkim głosem którego tonacja chyba nigdy się nie zmieniała niezależnie od okoliczności.
- Spokojnie powinnaś leżeć...
- On żyje... nie trafiłam go...
- Co? Co powiedziałaś? – spytałaś z niedowierzania.
- Nie trafiłam...
- Przecież widziałam na własne oczy że dostał.
- Nie... tak ci się tylko wydawało... mnie również zresztą, ale nie wszystko co się widzi to prawda, trzeba skorzystać z reszty zmysłów... popełniłam błąd, co może mnie i was drogo kosztować. – urwała na chwilę, rozejrzała się dookoła, i ponownie się zachwiała – Gdzie jest ta mała?
- Poszła nad jeziorko... – w tym momencie dało się słyszeć krzyk Kaeri. Spojrzałaś w kierunku z którego dobiegł jej głos... z przerażeniem dostrzegłaś tego samego osobnika z którym walczyliście i był uznany za martwego, teraz przymierzał się do ciosu mieczem (miał tylko jeden gdyż jak widać Yenny udało się zniszczyć ten drugi) na dziewczynkę która przewróciła się i teraz czołgała się by uciec... „Zapóźno już po niej... ” tylko to przyszło ci na myśl.. Teraz wydarzenia potoczyły się niemalże błyskawicznie.
– Nie zdążymy za daleko... – szepnęłaś do Yenny
- Wcale nie... – odparła szybko i skoczyła do przodu ty odruchowo za nią... ledwo co się odbiła z ziemi jakoś dziwnie jej obraz się zamazał i rozpłynął w powietrzu... zaraz po czym w podobny sposób tylko że w odwrotnej kolejności pojawiła się miedzy ostrzem miecza a Kaeri leżącą na ziemi. Ostrze już zataczało łuk ku dołowi kiedy Yenny złapała je między obie dłonie zatrzymując je... na twarzy atakującego pojawiło się zaskoczenie, co natychmiast wykorzystała twoja partnerka błyskawicznie w rzeczy samej zważając na ogólną prędkość jej ruchów uderzając z półobrotu nogą w żebra przeciwnika co odrzuciło go na pewną odległość. Miecz pozostał w jej dłoniach po czym podrzuciła go i łapiąc go w powietrzu za rękojeść natychmiast cisnęła go w stronę leżącego nadal na ziemi przeciwnika lecz ten zdołał odskoczyć chwytając przy tym miecz, na wiele mu się to nie zdało gdyż Yenny była już przy nim... poruszała się piekielnie szybko lecz on nadal miał miecz... wykonał kilka ciosów lecz każdy z nich chybił gdyż ta z kocią gracją wykonywała uniki lecz zabardzo nie mogła go podejść gdyż hamowały ją ruchy ostrza miecza... rzuciłaś jej miecz i pozostałaś nadal na uboczy tuląc teraz do siebie małą. Miecz niestety upadł trochę za daleko od walczących lecz nie sprawiło kłopotu dostanie się do niego Yenny... zaraz po czym oba ostrza ze zgrzytem się zetknęły... tym razem przewaga Yenny nie była aż tak widoczna co zapewne było spowodowane dużym osłabieniem jej organizmu... jednak nadal miała znikomą ale zawsze przewagę, niestety technicznie bardzo ustępowała przeciwnikowi co teraz widocznie działało na jej niekorzyść... jednak wyraźnie można było dostrzec że uczyła się na bieżąco... popełniając coraz mniej błędów. Pojedynek trwał już dość spory okres czasu... po wymianie wielu ciosów oboje nie wyglądali za dobrze... jeśli wcześniej wyglądała niezadobrze to teraz po odniesieniu kolejnych ran wyglądała jeszcze gorzej... ale szala zwycięstwa przechyliła się na jej stronę... choć z drugiej strony częściej zaczęła tracić równowagę, wyraźnie zaczęła słabnąć.
- Deed... już dłużej nie dam rady...! – krzyknęła do ciebie jakby na potwierdzenie twoich przypuszczeń.
- Ha, ha, ha... – roześmiał się jak zwykle przeraźliwie - więc kończmy bo już nie mogę się doczekać kiedy wykończę was wszystkich... ha, ha, ha.- na te słowa Kaeri mocno się do ciebie przycisnęła.
- Deed... zaraz wszystko będzie w twoich rękach...
- Hę...? – spytał jakby z niedowierzaniem.
- A niech cię!!! – wykrzyczała Yennyfer... i poczułaś nagły wzrost energii u niej... – Wtedy przegrałam, dlatego że bałam się użyć całej mojej mocy... bo mogłam przypłacić to życiem... teraz się nie boję i stawiam wszystko na jedną kartę... wiem że to przeżyjesz.. ale wiem również to że będziesz słabszy od niej... a ona się już tobą zajmie. Kocham cię Deed jak siostrę... żeg... do zobaczenia! – kiedy skończyła wypowiadać te słowa zrobiło się strasznie jasno aż musiałaś przysłonić oczy... dostrzegłaś jedynie jak mężczyzna wykrzykuję coś w stronę Yenny, zaraz po czym pojawia się przed nim energetyczna tarcza osłona, która natychmiast ugina się pod naporem potężnej energii wyemitowanej przez Yenny, część z niej przedostała się przez zasłonę mocno raniąc przeciwnika. Po chwili tumany kurzu zakryły walczących, a zaraz po tym nastąpiła niezwykle silna eksplozja wzbijając w powietrze kolejne obłoki. Po upływie kilku chwil kurz opadł na ziemię, a twoim oczom ukazał podnoszący się z trudem z ziemi cały we krwi ów człowiek... a niedaleko leżąca Yenny... żyła, jednak to co cię zaniepokoiło było to że czułaś że jej energia życiowa jest bliska zeru.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:37   

[BG]

Szybko przeniosłam spojrzenie spowrotem na przeciwnika, a później na Kaeri. Lekko odsunęłam ją od siebie wskazując jej wzrokiem by ukryła się w tunelu. Nie odwróciłam się by zobaczyć czy odeszła. Przymknęłam oczy, by skoncentrować mysli, usłyszałam tupot jej stóp. Zaraz potem rozwarłam oczy kierując je na osłabionego wroga. Uniosłam dłoń i na powitanie rzuciłam mu ognistą kulę, nie kosztowała mnie wiele wysiłku, a dała mi osłonę zmuszając przeciwnika do defensywy. Zaraz po chwili biegiem rzuciłam się za moim tworem. Wybiłam z obu nóg chwytając przy tym miecz w rękę. "Zakończę to szybko, najlepiej jednym cięciem." Teraz gdy w jego kierunku zmierza moja kula ognia miał małe szanse. "Albo dostanie i wtedy poprawię, albo uniknie, a ja wykorzystam tę chwilę. Trudno będzie mu uciec przed czarem i moim ostrzem równocześnie. A to będzie silny cios." Przymrużyłam oczy, pęd powietrza był silny. "Nie masz szans!" Zamachnęłam się mieczem "nie przeżył. Nie zdążysz! Żegnaj."

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:49   

[MG]

Kątem oka zobaczyłaś Yenny z trudem podnoszącą się z ziemi, swym wzrokiem podążała za twoim skokiem. Twój przeciwnik popatrzył się na ciebie, wprost w twoje ciemno brązowe oczy miejscami przechodzące w złoty, rzucając przy tym pogardliwe spojrzenie, roześmiał się i ku Twojemu zdziwieniu nawet nie próbował się bronić bo najpierw dosięgła go ognista kula, a później bezlitośnie przeszło go ostrze twojego miecza zagłębiając się poważnie w ciało, w tym samym momencie roześmiał się i rzekł z trudem wymawiając słowa przez zaciśnięte z bólu zęby - ... ty... ty też przegrałaś! Ha... ha.. ha.. – i posłał ze swej dłoni w twój brzuch oraz klatkę piersiową pięć tych samych niebieskawo jaskrawych promieni co wtedy, a w powietrze wystrzeliła cała seria czewoncyh pocisków, po czym padł martwy. Tym razem były one mocniejsze niż ten który cię wtedy zranił i wszystkie pięć z sykiem przypalanego ciała, przebiły się przez ciebie, cała drgnęłaś i syknęłaś z bólu, na ziemię popłynęły strużki krwi. Zakręciło ci się w głowie, oczy zaszły mgłą... zerknęłaś na Yenny, na moment wasze spojrzenia skrzyżowały się po czym jej źrenicy przeskoczyły szybko po kilku niewiadomych tobie punktach. Zaraz po czym `rozpłynęła się` w powietrzu, zaraz po czym pojawiając się przed tobą, chwyciła cię gwałtownie i z wielkim impetem rzuciła cię w wodę pobliskiego jeziorka. Miękko plusnęłaś w jego toń, a zaraz po czym usłyszałaś eksplozję... nie to nie była jedna lecz kilka, szybko po sobie następujących, zaraz po czym dotarła do Ciebie fala ciepła. Spojrzałaś w stronę skąd nadeszła, a dokładniej w miejsce w którym przed momentem stałaś. Z góry nadlatywała cała seria czerwono-pomarańczowych promieni które po zetknięciu się z jakimś obiektem eksplodowały. To były te same co zmarły już przeciwnik wyrzucił w górę, osłabiona ranami wtedy nie zwróciłaś na nie uwagi, teraz ona opadała na ziemię. Dostrzegłaś że cała ta ognista ściana pędziła w stronę Yenny, ta jednak stała i patrzyła się na nią jakby zafascynowana tym zjawiskiem, nie reagowała. Stała jak wryta w ziemię, teraz to dostrzegłaś miała nieobecne spojrzenie, ona nie była świadoma zagrożenia.
- Yenny!!! Uciekaj... !!! – krzyknęłaś w jej stronę, ale nie zareagowała. Moment po tym miejsce w którym stała zasłonił wzbity w powietrze kurz, po czym zaraz zastąpiły go eksplozje. Zdawało ci się że coś krzyknęła... ale łoskot detonacji wszystko zagłuszył i w miejscu w którym stała, nastąpiła jeszcze mocniejsza eksplozja swą siła i rozmiarem pochłaniając poprzednie. Podmuch aż wcisnął twoje ciało pod wodę, przy czym uderzyłaś o jakąś skałę tyłem głowy... słabłaś, zakręciło ci się w głowie, dopiero teraz dostrzegłaś że poważnie broczysz krwią, która znacząco już zmieniła kolor otaczającej cię wody. Obłok powoli opadł odsłaniając pobojowisko... jednak nie dane ci było tego zobaczyć bo zemdlałaś... powoli pogrążając się w toni wody.
Ocknęłaś się po zapewne dłuższym czasie na co wskazywało suche już ubranie, dostrzegłaś Kaeri klęczącą koło ciebie i zmieniająca zimny okład na głowie. Uśmiechnęła się lekko do ciebie, odpowiedziałaś również uśmiechem. Poruszyłaś się lekko, ale całe ciało odpowiedziało ci bólem, dostrzegłaś teraz bardzo nieudolnie założone tobie prowizoryczne opatrunki, zapewne przez mała.
- Co z Yenny? – spytałaś się. Dziewczynka drgnęła jakby spodziewała się tego pytania.
- Jest tam.. – wskazała ręką leżące parę metrów ciało twojej przyjaciółki-... jeszcze żyje.. ma bardzo wysoką gorączkę, jest strasznie rozpalona i bredziła coś o mamie, domu oraz gwiazdach.... ale ona chyba umiera, jest poważnie ranna.. ja jej nie potrafiłam pomóc, nie znam się na tym... – zaczęła płakać - ... a teraz jest z nią gorzej bo jej nie mogłam pomóc... to przeze mnie umrze... przepraszam... – skryła twarz w dłoniach i zaczęła jeszcze bardziej szlochać.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:50   

[BG]

Odczekałam chwilę, aż się wypłacze. Po czym uniosłam lekko rękę i dotknęłam ramienia małej. Najwidoczniej już się nas nie bała. "Cóż wspólne przeżycia łączą..." - Nie płacz, to nie twoja wina... - zaczęłam i urwałam. Nigdy nie próbowałam pocieszać dziecka, dzieci zawsze przede mną uciekały. Mogę sobie wmawiać, że to zasady wpojone przez rodziców, by nie ufać obcym, zwłaszcza uzbrojonym obcym i trzymać się od nich z daleka. Ale to nie tylko to, może one nawet same o tym nie wiedziały, ale podświadomość kazała im zchodzić mi z drogi. Jakiś wrodzony zmysł, który zanika wraz z latami. Może one nie wiedziały kim jestem, ale czuły się źle gdy byłam w pobliżu, wyczuwały coś. Nie wszystkie, ale część. Zresztą nigdy nie zwracałam na nie uwagi. Były tylko kolejnym elementem krajobrazu. Zamknęłam oczy, by nie patrzyć na małą - Ona przeżyje, musi przeżyć. Już wielokrotnie myślałam, że się nie wyliże, ale ona jest naprawdę silna. Jest wyjątkowa, widziałaś przecież... - Pomyśl - otworzyłam oczy, uśmiechnęłam się, choć nie bardzo na ten uśmiech miałam ochotę - Czy ktoś przeżyłby coś takiego? Yenny tak, przeżyje i tylko potrzebuje czasu by wydobrzeć. "Mam nadzieję" - dodałam w myślach - "Bo co ja zrobię z tym dzieckiem? To ona chciała je ratować. Nie może mnie przecież tak z nią zostawić..." - A teraz idź do niej, bo ona bardziej potrzebuje pomocy ode mnie. Mówiłaś, że jest rozpalona - zdjęłam okład z czoła - Jej to bardziej pomoże jak mi. Poradzę sobie. Proszę cię, zajmij się Yenny. To ona powiedziała mi, że przyjdziesz, to ona prosiła mnie bym ci pomogła i to ona oczekuje pomocy od ciebie. Zastąp mnie, bo chyba nie ruszę się stąd przez najbliższe godziny, posiedź przy niej. To wystarczy, wystarczy, że bedzie czuła, że ktoś przy niej jest. I spróbuj zbić jej gorączkę - podałam jej okład, zdjęty wcześniej z własnego czoła. Popatrzyła na mnie chwilę jaby zdziwiona moją proźbą, a ja tylko pokiwałam lekko głową na potwierdzenie własnych słów. W końcu odeszła. Odchyliłam głowę do tyłu, nabrałam powietrza i odetchnęłam ciężko. "Poszła..." Nie ruszając się zmiejsca i nie zmieniając zbytnio pozycji pobieżnie obejrzałam ten prowizoryczny opatrunek i poprawiłam go gdzie mogłam. Cholernie bolało przy każdym ruchu, więc w końcu zaprzestałam tych czynności. "Trzeba było obciąć mu łeb, jak to wcześniej zamieżałam, może nie byłoby tylu problemów." Westchnęłam raz jeszcze. "Poleżę jeszcze parę godzinek, może uda mi się zasnąć, a jak już się wzmocnię to zobaczę co z Yenny. Może do tego czasu się jej poprawi... bo jak nie to nie wiem co zrobię. Kaeri... co ja z nią zrobię?" Oparłam głowę na czymś co leżało nie daleko, nie bardzo interesując się co to takiego. Chwilę popatrzałam jak Kaeri obchodzi Yenny i zmienia jej okład na czole i jak się poźniej krząta, próbując znaleźć jakieś miejsce do siedzenia. Uśmiechnęłam się lekko do siebie, zadowolona z tego, że udało mi się jej 'pozbyć' i że swoją obecnością być może pomoże Yenny. Ja się czułam zbyt spięta w jej towarzystwie, przynajmniej na razie. Gdy już siadła przymknęłam oczy i zapadłam w płytki sen.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 23:51   

[MG]

Obudziłaś się ponownie po kilku godzinach, zbudził cię jakiś szelest... a właściwie jakiś trudny do zidentyfikowania dźwięk. Powoli otworzyłaś oczy, była już noc, bardzo ciemna noc bo na niebie nie było widać ani jednej gwiazdy jedynym źródłem światła była blada poświata rzucana przez Księżyca. Przeniosłaś spojrzenie z czarnego firmamentu na Yenny. Leżała cała skulona, trochę się trzęsła, niedaleko obok spała mała, dostrzegłaś że była przykryta fragmentem garderoby twojej partnerki. Twoje oczy ponownie skierowały się na Yenny... zauważyłaś że nie spała, a na twarzy była bardzo blada. Poczułaś lekki wstrząs ziemi, a po chwili znacznie silniejszy w którego efekcie z otaczających polanę wzniesień obsypały się niewielkie lawiny. Niedaleko błysnęło parę razy, niewiadomo skąd pojawiły się na niebie czarne chmury, z których zaraz lunął siarczysty deszcz. Poruszyłaś się ale ruch był nadal wielce bolesny, więc pomysł przemieszczenia się w jakieś suchsze miejsce prędko odrzuciłaś, zakrywając jedynie w miarę szczelnie miejsca przez które woda mogła by się dostać pod ubranie, chociaż przy ciągle nasilających się opadach wydawało się to bezcelowe. Kaeri obudziła się, przy rozświetlającym otoczenie błyskawicach dostrzegłaś strach w jej oczach, rozejrzała się i powoli podczołgała się pod Yenny... ta po momencie przytuliła ją do siebie i objęła mocno. Deszcz nadal mocno padał...
- Dru.. drugi księżyc!!! – krzyknęła niespodziewanie mała i prawą ręką wskazała kierunek. Podążyłaś wzrokiem we wskazaną stronę i rzeczywiście za otaczających dolinę skał wystawał czarny jak smoła złowieszczy drugi Księżyc. Ziemia zatrzęsła się ponownie i poczułaś że zaczęła się zapadać.. ziemia przechyliła się w dół w miejscu gdzie miałaś stopy, jak się szybko zorientowałaś znalazłaś się na krawędzi szybko powiększającego się leja. Poderwałaś się szybko, co spowodowało tylko przeszywający ból w ranach... Yennyfer i Kaeri nie były w tak dogodnej pozycji bo znalazły się praktycznie w centrum. Dziewczynka podniosła się, Yenny popchnęła ją w górę, a sama z trudem wstała chwiejąc się przy tym i ruszyła za nią... ziemia cały czas obsypywała im się pod nogami niespodziewanie ustępując większym fragmentem spod małych stóp dziecka, powodując jej upadek. Stoczyła się tak parę metrów naszczęście Yenny złapała ją za rękę dosłownie o włos nim spadła by ziejącą czernią czeluść do której osypywała się ziemie. Ty znajdowałaś się po przeciwnej stronie osuwiska więc szybko ruszyłaś z miejsca by znaleźć się po drugiej stronie. Yennyfer podciągnęła Kaeri do siebie trzymając się przy tym drugą ręką bardziej stabilnego fragmentu skały... wzięła uchwyciła małą za ubranie, uniosła w górę i cisnęła w górę wystarczająco mocno ale nie zasilanie by ta upadła miękko na ziemię poza osuwisko. Niestety w prawie w tym samym momencie głaz którego się trzymała obruszył się i ze zwałowiskiem ziemi spadła w dół. Chwilę później nastąpił kolejny wstrząs... tak mocny że aż upadłaś boleśnie na ziemię, jednak ta moment później ustąpiła i nim się zorientowałaś zsuwałaś się w dziurę do której przed momentem spadła Yenny. Próbowałaś się wydostać ale piach cały czas wymykał ci się z dłoni nie dając żadnego punktu zaczepienia... walczyłaś tak jeszcze trochę z nieustępliwym żywiołem, ale wycieńczona i osłabiona poważnymi ranami nie mogłaś się tak długo otrzymać... w końcu spadłaś... pogrążając się w niezbadanej przepaści ostatnim spojrzeniem zobaczyłaś ten pierwszy Księżyc.. po czym nastąpiła ciemność, łoskot spadającej ziemi, ból spowodowany obijaniem się od ścian jakiegoś skalnego tunelu... spadałaś coraz szybciej w dół... nawet nie miałaś czego się uchwycić, a nawet jeśli to nie starczyło by ci pewnie sił by się utrzymać. Zamknęłaś oczy by nie patrzeć gdzie spadasz choć zrobiłaś to bardziej dla praktycznym względów by zabezpieczyć oczy przed wszędzie obecną ziemią bo i tak mimo że doskonale widzisz w ciemności teraz zabardzo nic nie widziałaś. Nagle gwałtownie zatrzymałaś się na czymś w miarę miękkim... zderzenie z tym obiektem okazało się bardzo bolesne, ale grunt że nie spadałaś dalej... otworzyłaś oczy i okazało się że wylądowałaś na plecach Yennyfer która w trochę dziwnej pozycji specjalnie zaklinowała się między skałami. Umiejscowiła się tak w poprzek szeroko rozwartymi obiema rękoma i nogami... – Miło że wpadłaś... trzymaj się... – wysapała z trudem.

[Eeee.. nie wiem czy dobrze to opisałem ale tak dla jasności to chodzi o cos takiego o>-< ]
Poruszyłaś się trochę by za bardzo jej nie przeciążyć na którąś stronę bo i tak już była wcześniej przecież strasznie zmęczona. Zaraz po zajęciu dogodniejszej pozycji i częściowym uchwyceniu się skał jakiś pokaźnych rozmiarów fragment skalny uderzył cię w bark i głowę. Zachwiałaś się i zwolniłaś uścisk tracąc zarazem przytomność....
... ocknęłaś się po jakimś czasie. W głowie jeszcze huczało, i poza tym czułaś że w coś zaklinowała ci się ręka.. otworzyłaś oczy i zobaczyłaś że w Yenny trzyma cię za nią... była nadal w tej samej pozycji z tą różnicą że teraz jedną ręką trzymała ciebie, a pozostałymi kończynami utrzymywała się w ‘studni’. Parę kropelek potu z jej twarzy spadło na ciebie... teraz dostrzegłaś że jest bardzo zmęczona i chyba dość długi okres czasu tkwi w takiej pozycji, poza tym zaważyłaś że jest jeszcze dodatkowo pokiereszowana, zresztą ty też nie wyglądałaś najlepiej biorąc poprawkę na stan przed spadnięciem.
- Coś ponad pół godziny... – rzekła Yennyfer uprzedzając jakby nie zadane pytanie jak długo tu sterczycie lub raczej jak długo cię trzyma. Nic nie odpowiedziałaś...
- Niedobrze znów coś spada... – powiedziała, a jak na potwierdzenie jej słów dało się słyszeć zwielokrotniony przez akustykę tunelu odgłos osuwającej się lawiny... o coraz większym natężeniu. Chwilę po tym zaczął się sypać piach z góry... naglę coś walnęło w Yenny ta aż zacisnęła ze zgrzytem zęby... i zwalniając tylko lekko docisk na ściany razem z tobą zaczęła się osuwać w dół.. jednak osunęliście się tak tylko jakiś metr w dół. Na ścianie pozostała ciemna smuga a spod dłoni którą trzymała się ściany popłynęła krew. Zaczęła zwalniać uścisk... wyślizgiwałaś się jej... jednak nie puściła. Poruszyła się nieznacznie zrzucając przez to dużą skalę która na nią spadła... jednak zaraz po tym spadło na nią coś większego, coś prysło ci w twarz, nie trudno było zgadnąć po specyficznej woni że to krew, w tym samym momencie spojrzała się tak jakoś dziwnie na ciebie i spadłyście obie... upadek w dół był dość długi co znaczyło tylko tyle że przepaść była bardzo głęboka co wiązało się automatycznie z niezbyt miękkim lądowaniem. Jakimś cudem Yennyfer wśliznęła się pod ciebie i to ona najpierw upadła z łoskotem na skalną posadkę, a dopiero później ty na nią, zaraz po czym zsuwając się z niej... a właściwie tyle tylko pamiętałaś z upadku na dno bo zaraz przeszył cię ogromny ból i straciłaś przytomność.
Odzyskałaś ją dopiero po jakimś czasie.. z trudem i towarzyszącym temu bólem wygrzebałaś się spod piachu i skał który cię przysypał. Dostrzegłaś Yenny... leżała w pobliżu, pierwsze co rzuciło ci się w oczy to bardzo, bardzo duża plama krwii otaczająca jej głowę, miała rozciętą lewą skroń, a co gorsza podciętą szyję na której miała zaciśniętą dłoń, a z pod palców rytmicznie sączyła się krew. Rozejrzałaś się po otoczeniu... znajdowałaś się w pokaźnych rozmiarów jamie, w jednym z jej krańców biło ciepłe źródełko. Na jednej ze ścian dostrzegłaś jakieś zatarte napisy w nieznanym tobie języku. Nigdzie nie było widać wyjścia poza drogą w górę.. Dno pieczary było usłane przeróżnymi wzniesieniami i zakamarkami wystarczających rozmiarów by się w nich schować... nagle coś poczułaś. Trwało to tylko chwilę... ale była to jakaś ogromnie zła energia.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 18:03   

[BG]

Strzepnęłam z siebie większość skalnego pyłu, reszta spadła gdy się podniosłam. Kosztowało mnie to dużo trudu, ale musiałam rozprostować kończyny, sprawdzić, czy nic mi się nie połamało tam w środku. To był najprostszy i jednocześnie najboleśniejszy sposób, by się o tym przekonać. Ale mi zależało na czasie. Spojrzałam w górę, w ciemną dziurę, przez którą się tu dostałyśmy. Na razie nic nie leciało z góry, ale wolałam nie sprawdzać jak długo to potrwa stojąc tutaj. Przeciągnęłam Yenny w stronę wody i najszybciej jak mogłam zajęłam się jej szyją. "Zanim się całkiem wykrw... wykrwawi" - zdusiłam w sobie rządzę spowodowaną wonią świeżej krwi. Krwotok zatamowałam magią, a szyję zawinęłam kawałkiem materiału obdartym z już i tak zniszczonej sukienki. Rozejrzałam się jeszcze dokładnie po jamie. Nie dostrzegłam niczego konkretnego, co mogłoby być niebezpieczne, cały czas pamiętając o uczuciu, które mnie nawiedziło gdy tu wpadłyśmy. Po głowie kołatało się to "Uważaj, uważaj... uważaj.....". Nic. "Na razie" - pomyślałam i skierowałam spojrzenie na symbole wyryte na ścianie - "Może to co poczułam jest niematerialne..." Miałam cichą nadzieję, że ta jaskinia nie była kiedyś miejscem jakiegoś kultu chaosu. Swoją uwagę przeniosłam z powrotem na Yennyfer, jednak nadal byłam czujna. Krew przestała się już sączyć z rany na szyi. Straciła przytomność, była bardzo blada. Odlepiłam sklejony zakrzepłą krwią kosmyk włosów z jej twarzy. "Znowu uratowałaś mnie narażając się na większe niebezpieczeństwo. Po co? Równie dobrze mogłam upaść na tę kupę gruzu, nie dostarczając tobie dodatkowego bólu..."
- Po co... - wyszeptałam krztusząc się pyłem jaki zaległ mi w gardle.
Zacisnęłam dłonie w pięści na kolanach. Uspokoiwszy się trochę rozluźniłam je. Oderwałam kolejny kawałek tuniki. Odchyliłam się do tyłu by zmoczyć go w źródełku i przetarłam nim delikatnie twarz Yenny. Później dokładnie obejrzałam swoje i jej obrażenia. Sama obmyłam ręce i twarz w źródełku. Pochyliłam się nad nim wpatrując się w wodę, widząc wodę... Poczułam spływające po twarzy łzy, po chwili krople zmąciły gładką powierzchnię wody.
- Nie! - krzyknęłam uderzając dłonią w wodę, a potem jeszcze raz i jeszcze. Mój krzyk przeszedł w szloch. Pochyliłam się jeszcze bardziej nad źródełkiem, włosy opadły mi na twarz, niektóre kosmyki zamoczyły się w ciepłej wodzie - Nie chcę znowu... znowu bać się o ciebie, znowu czuć ten ucisk w sercu ze strachu czy to wszystko dobrze się skończy. Znowu czekać... Nie wiesz nawet jaki to koszmar! - ostatnią kwestie wykrzyczała, a później znowu popadłam w szloch - Dlaczego... Dlaczego mi to robisz? Dlaczego robisz to dla mnie? Też nie jestem zwykłym elfem, dałabym sobie radę. Odespałabym ten upadek i byłabym pewna, że znowu się obudzę... Jak zawsze. Dlaczego zawsze starasz się zrobić sobie krzywdę?! Dlaczego?! Dlaczego...

Gdy już się uspokoiłam, a Yenny nadal wydawała się być nieprzytomna dokładnie zbadałam całą jamę. Wszystkie te zakamarki, dziury w ziemi i w końcu te tajemnicze znaki na ścianie. "Mroczna mowa?" Nie znałam jej, przynajmniej nie potrafiłam jej odczytać. Wiedziałam tylko jak to to wygląda, kilka razy widziałam zapisy w tym języku. Przyjrzałam się dokładniej napisom porównując je z wspomnieniami z przeszłości dotyczącymi mrocznej mowy, języka wyznawców chaosu. Przy okazji zbadałam wszystkie ściany dokładnie sprawdzając czy jedynym wyjściem jest ten otwór na górze. Jednym słowem zbadałam wszystko.
Stanęłam nad Yenny. Żadnej reakcji. Westchnęłam cicho. Bolało mnie całe ciało, czułam chyba wszystkie kosteczki wewnątrz. Ten ból sprawiał, że zapominałam o głodzie. Przypomniało mi się jak dawno nic nie jadłam i wiedziałam, że niedługo, gdy już trochę odpocznę to uczucie da o sobie znać. Postanowiłam odprężyć się w ciepłej wodzie źródełka póki Yenny nie odzyska przytomności. Obmyć te wszystkie rany, zmyć kurz z włosów, zakrzepłą krew ze skóry. Gdy czułam, że jestem już czysta posiedziałam tam bez ruchu pozwalając by ciepła woda ogrzała zmęczone ciało. Leżałam tak dosyć długo, w końcu wyszłam żeby się wysuszyć. Przy okazji obmyłam też dokładnie Yenny. Czekałam aż się ocknie. By po raz kolejny zapytać jak się czuje... Przymknęłam oczy, zacisnęłam powieki. "Może będzie wiedziała co to z miejsce" - w głębi duszy wiedziałam, że nie - "Ale zawsze można spróbować. Ciekawa jestem jak się stąd wydostaniemy..." - westchnęłam - "Może ty będziesz wiedzieć... jak się obudzisz."
Siadłam obok na jednym z kamieni koło źródełka. Koło mnie ciężko oddychała Yenny. Wpatrywałam się w nią, jak miarowo unosi się jej klatka piersiowa, jak walczy... a może odpoczywa. Czekałam. Aż się ocknie. Czekałam. Miałam nadzieję, że choć teraz będziemy przez chwilę bezpieczne. Myśl o małej tylko raz przeleciała mi przez głowę. Bardziej zajmowało mnie to uczucie, niebezpieczeństwo jakie tu wyczułam gdy spadłyśmy.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 5 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group