FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Posesja
Wersja do druku
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 28-06-2011, 17:37   Posesja

I/II

Było już późne popołudnie, kiedy z sali egzaminacyjnej wyszli ostatni odziani w garnitury studenci. Właściwie, to słowo „garnitur” wobec wielu byłoby nadużyciem – dla większości żaków samo wdzianie marynarki i wyprasowanie dżinsów dawało efekt elegancji, a w czasie letniej sesji i trzydziestostopniowych upałów biała koszula spięta krawatem, zamiast rozpiętej do połowy zwiewnej hawajskiej, zdawała się dusić niczym stryczek. Toteż Jurek już w progu, zgrabnym i zwinnym ruchem, poluzował cisnący w grdykę węzeł, rozplątując misterne dzieło, jakie udało mu się rano zawiązać i na stworzenie którego poświęcił rano niemal pół godziny. To już nie ważne – pomyślał, wypadając przez podwójne, wysokie drzwi, uchachany od ucha do ucha. Zdany na cztery egzamin z metafizyki stosowanej zamykał letnią sesję egzaminacyjną czwartego semestru studiów stacjonarnych na wydziale parapsychicznym ze specjalizacją bioprądów Uniwersytetu Międzynarodowego. Teraz dla Jurka, jako dla przykładnego żaka. nie pozostało nic innego, jak tylko schlać mordę do nieprzytomności, zjarać banię i iść na dziewczynki do pierwszego lepszego klubu. A może odwrotnie. W każdym bądź razie liczyło się jedno – trwająca w czasie sesji wstrzemięźliwość od podstawowych czynności życiowych wyniszczała organizm i psychikę, a na tego typu dolegliwości lekarstwo było tylko jedno – dobra studencka zabawa. Najlepiej taka z ładnymi dziewczynami i żeby coś narozrabiać, w końcu kiedyś trzeba będzie coś wspominać po studiach!

Jakież było niemiłe zdziwienie Jurka, gdy okazało się, że jego koledzy z pokoju zaczęli bal bez niego – doskonale świadczyły o tym otwarte na oścież okno z wywianą na zewnątrz firanką (nie, żeby sąsiednie okna akademika prezentowały się inaczej) i wylatujące przezeń różne przedmioty – głównie wypożyczone z biblioteki podręczniki, odręczne notatki i butelki po piwie. Niewdzięcznicy i szubrawcy – nie poczekać na wodzireja to skandal na całą wieś! Fakt, że właśnie byli w mieście w tym przypadku okazał się argumentem ułaskawienia, ale Jurek jeszcze wypomni współlokatorom tę zniewagę.
Świeżo upieczony student trzeciego roku (na który się jeszcze nie zapisał, ale to szczegół) migiem wdrapał się po schodach na czwarte piętro, uznając windę za pojazd dla inwalidów i osób po czterdziestce. Sto pięćdziesiąt metrów prostego, wyłożonego „perską” wykładziną korytarza i stanął u drzwi swojego azylu. Wydobywający się zza ściany łomot od razu dawał znać, kto dorwał się do odtwarzacza. Trzeba ratować sytuacje, póki jeszcze nie jest za późno. Szybki ruch i przyciśnięta do dołu klamka zwolniła zamek. Drzwi uchylały się jakby w zwolnionym tempie – wpierw Jurek dostrzegł tumany szarego dymu, który radośnie tańczył w wpadającym od zachodu świetle słonecznym. Wrota do raju otwarły się na oścież, a Jurek stanął w nich otoczony aurą szczęścia.
- Wasia, wyłącz to gówno, bo ludziom humor psujesz! - rzucił na powitanie Jurek, dobitnie krytykując płynącego z głośników rosyjskiego rocka w wykonaniu Lube. Prawdę mówiąc, to Jurek lubił ten zespół, ale obowiązek krytykowania wszystkiego, co lubi rosyjski kolega, wymagał spełnienia w każdej sytuacji.
- Paszoł ty na chuj. - odparł krótko cierpiący na zanik karku, łysy Rosjanin.
- A idź, bo jak ci zaraz przyjebię, to ci lakier na czaszce pęknie. - nie dawał za wygraną Polak. Zadziwiający był fakt, że do tej pory każdy z nich mówił w swoim języku, a mimo to rozumieli się doskonale.
- No to dawaj, no pokaż! - prowokował Rosjanin – Zdał ty chociaż?
- Ha, kobiecina lekkich obyczajów! - Jurek wypiął z dumy klatę – Na cztery!
- O ty suka! - zakrzyknął radośnie Walenty, wstając z krzesła i obejmując Jurka niedźwiedzim uściskiem. Woń wódki była w tej pozycji aż nadto wyczuwalna, co przypomniało Polakowi, że musi się dotankować.
- Lepiej podaj mi piwo. - ponaglił.
- Ty dzisiaj nie pijesz. - Te słowa Rosjanina zabrzmiały niczym wyrok śmierci.
- A to niby dlaczego? - Zdziwił się Jurek i wbił w kolegę przenikliwe spojrzenie, pełne smutku i niedowierzania.
- A kto kierować będzie? - Wasia odparł tak, jakby mówił o najoczywistszej rzeczy na świecie. Jurek zaś wybałuszył oczy.
- No do klubu jedziemy! Panimajesz?
- Aaaa... - Polak przetwarzał informację w myślach - ... aaaAAAAAAA! - zakrzyknął, gdy już skończył rozpatrywać propozycję łysola.
- Ty, to jedwabisty system. Tylko czemu ja mam kierować?
- No jak to, dlaczego? - Rosjanin spojrzał na kolegę jak na durnia - No przecież jedziemy twoim autem. Poza tym ostatnio to ja was woziłem po całym mieście. - Ostatnia fraza była oczywistym uderzeniem w honor i koleżeństwo i tak naprawdę powinna brzmieć "masz się teraz odwdzięczyć".
- No chuj, niech będzie... - westchnął Jurek i odwrócił się na pięcie w stronę łóżka trzeciego z lokatorów pokoju 303.
- Hans, jedziesz też?
Nic, cisza. Dopiero po chwili ze środka otwieranego łóżka wydobyły się stłumione słowa po niemiecku.
- Ja! Natyrliś!
- Hans, a ty, kobiecina lekkich obyczajów, co, małża jesteś? - zaśmiał się Jurek.
- Upił się i zaczął śpiewać w tym swoim szprychowym narzeczu, to tam zamknąłem. - wyjaśnił całą sytuację Rosjanin.
- Uh, Szejse... chyba będę rzygał. - wydobyło się z wnętrza łóżka. Jurek podszedł do uwięzionego Niemca i otworzył mebel.
- To idź się wyrzygaj teraz, żebyś mi tapicerki nie wyświnił. I przebieraj się, jedziemy na dziewczynki. - ponaglił Jurek.
- Bawarki? - Hans spojrzał z nadzieją na kolegę. Ten w odpowiedzi trzasnął górną częścią łóżka i skierował się do swojej szafki po przybory do mycia. Zapowiada się jedwabista noc.

Czarny jak noc Jeep Grand Cherokee SRT8 sunął powoli wieczornymi ulicami Gakuen Toshi - zbudowanego na zachód od Tokio miasta uczniów i studentów. Chromowane wykończenia karoserii mieniły się tysiącami kolorów, odbijając światło wydobywające się z neonów i ulicznego oświetlenia. Srebrne, dwudziestocalowe alufelgi kręciły się w hipnotycznym rytmie, połyskując w blasku lamp innych samochodów. Nisko osadzone (jak na SUVa oczywiście) nadwozie dodawało temu całemu pokazowi niebagatelnego stylu. Jurek wiedział, że jego auto dzisiaj króluje na pustoszejących ulicach miasta. Cała trójka - Polak, Ruski i Niemiec jechali, nie - płynęli szeroką arterią przy akompaniamencie świdrujących czaszkę dubstepowych rytmów, które bez zakłóceń wpłynęły z najwyższej jakości sprzętu nagłaśniającego zamontowanego w aucie, w końcu jednak zatrzymali się na światłach. Drażniący, czerwony kolor zdawał się kpić z kierowcy, ale to tylko pozory - każdy wiedział przecież, że to tylko znak, by pozbierać myśli przed dynamicznym startem. Rytmiczne bulgotanie ośmiocylindrowego, ponad sześciolitrowego silnika co chwilę zamieniało się w hałaśliwy ryk, gdy Jurek lekko przydeptywał pedał gazu.
Na równoległym pasie, dosłownie obok trójki kolegów, zatrzymał się sportowy Chevrolet z dwoma parami na pokładzie. Zakochani nie marnowali czasu - postój na światłach był tak samo dobry do okazywania uczuć, jak każda inna chwila. Jurek nie znał się dobrze na samochodach, chyba, że chodziło o Jeepy, toteż nie rozpoznał modelu prawie dwukrotnie niższego od SRT8 kabrioletu. Opuścił do końca szybę i na wrzuconym biegu N (tak, to automat) przygazował do pięciu tysięcy obrotów, aż cały samochód zabujał się na boki. Dotychczas zainteresowany tylko swoją ukochaną kierowca Chevroleta zrozumiał sygnał i podjął wyzwanie, wygodnie układając ręce na kierownicy i manetce biegów. Rozradowane towarzystwo zaczęło radośnie dopingować swojego reprezentanta, Jurek zaś podkręcił głośność, gdyż właśnie zaczął się "Witchcraft" w remiksie Rob Swire`a. Spokojne intro piosenki dobiegło połowy, gdy na sygnalizatorze rozbłysnęła żółta lampa. Wyczekiwanie kumulowało stężenie adrenaliny. Kierowca Chevroleta coś wykrzykiwał w stronę Polaka, ale ten nie zwracał na złośliwe docinki uwagi, poza tym i tak ich nie słyszał. W głośnikach właśnie zabrzmiało "You got it woooooop", rozpoczynające najlepszy moment właśnie lecącego kawałka, gdy światło w końcu zmieniło się na zielone. Wasią zdążył tylko zakrzyknąć "Paszli!", ale jego hasło i tak było spóźnione o pół długości skrzyżowania. Kolejno wskakujące biegi dało się usłyszeć w pracy całego silnika - obroty z siedmiu tysięcy momentalnie spadały do czterech i pół, by znowu wzrosnąć. Chevrolet nie miał szans - rozpędzający się do stu kilometrów na godzinę w mniej niż cztery i pół sekundy Jeep odstawił przeciwnika na dystans ponad dwustu metrów, czemu towarzyszyło charakterystyczne brzmienie olbrzymiego silnika zmieszane z drumstepową muzyką.
- Dobra, ściszę, bo Hans aż się zielony zrobił. - zadeklarował Wasia manipulując przy radiu. Istotnie, wygodnie siedzącemu na tylnej kanapie Niemcowi przeciążenia przy tak dynamicznej jeździe zdawały się nie służyć.
- To dokąd? - zapytał Jurek, płynnie zwalniając przed następnym skrzyżowaniem.
- Dawaj do Level Hight. - stwierdził Rosjanin, poprawiając rozpiętą koszulę, która ledwo skrywała umięśniony brzuch i zwisający na klatce łańcuch.
- Byliśmy tam ostatnio. Nawet nie ma się tam z kim pobawić, a piwo w barze po chuju. - Jurek dobitnie skrytykował opinię kolegi i rzucił własną propozycję - Może Psycho Sky? Tam jeszcze nie byłem.
- To klub tylko dla Japończyków, obcych nie wpuszczają. - Już leżący na tylnej kanapie Hans zabrał głos w dyskusji.
- Oj tam oj tam. - Polak zbagatelizował cały problem. - Chłopaki z innych wydziałów często tam chodzą, mówili, że dobry klimat i całkiem znośna muzyka.
- Jak dla kogo, chyba, że lubisz te kitajskie disco. Poza tym oni tam wchodzili w towarzystwie Japończyka, inaczej nie da rady.
- No to właśnie, co za problem! - wykrzyknął Jurek tonem, jakby wpadł na genialny pomysł - Wyrwiemy pod klubem jakieś dziewczyny i wejdziemy. Panowie, musi się udać, nam się nie uda!?
Zrezygnowany Wasia tylko kiwnął głową.
- Dobra, jedź, ale mówię ci, że nic z tego nie będzie.

Mieszczący się w piątym dystrykcie klub Psycho Sky był popularnym miejscem spotkań japońskich studentów Academic City, a ci stanowili większość populacji miasta. Lokal mieścił się w rozbudowanej piwnicy byłej montowni maszyn precyzyjnych, obecnie nieczynnej, za to położonej na uboczu, pomiędzy wysokimi zabudowaniami. Lokacja w sam raz, by samemu dobrze się bawić i nie przeszkadzać innym. Pomimo tego, że przy wjeździe na parking stała wyraźna tabliczka zakazująca używania "mocy" na terenie klubu, nikt się obostrzeniami nie przejmował. Już na postoju samochodowym wiele osób przechwalało się swoimi psychicznymi zdolnościami i demonstrowało umiejętności, najczęściej nie najwyższych lotów.
Powoli toczący się po nierównościach parkingu czarny SUV zupełnie nie komponował się z resztą aut - sportowych, eleganckich, ale nadal typowo japońskich, czyli niewielkich, często wręcz kompaktowych. Jurek zaklął pod nosem, szukając wolnego miejsca, ale jeżeli już jakieś były, to z pewnością nie na miarę Jeepa. W końcu zdenerwowany kierowca podjechał lekko ukosem do krawężnika - wysokiego na tyle, by uniemożliwić większości pojazdów sforsowanie go, ale jednocześnie będącego znikomą przeszkodą dla auta z terenowym zacięciem. Czarny SUV zabujał się delikatnie, gdy koła kolejno i z gracją wtaczały się na trawnik, co przykuło uwagę większości czekających przed klubem imprezowiczów. Jurek widział ich zazdrość. Tak, widział, a nie czuł - bez trudu dostrzegł, jak aura wielu gapiów przybiera typowy dla negatywnych emocji purpurowy kolor. Zasada jest jednak jedna - gdzie wjedziesz, tam parkujesz. Za to właśnie Jurek lubił terenowe samochody oraz niektóre SUVy. Jeepa dostał od ojca, gdy tylko znalazł swoje nazwisko na liście przyjętych na Międzynarodowy Uniwersytet Parapsychiczny. Jego rodzinę było stać na takie upominki, z resztą - na zagraniczne studia trzeba mieć niemało grosza. Tutaj lokatorzy z pokoju 303 mieli ze sobą wiele wspólnego.

Polak, Niemiec i Ruski wysiedli z auta i rozejrzeli się po okolicy. Masa ludu wyszła na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza, zapalić papierosa czy porozmawiać w mniej głośnych warunkach. Większość już chwilę wcześniej straciła zainteresowanie ekipą z czarnego Jeepa, jednak ochroniarz i kilku skośnookich uważnie przyglądało się nowoprzybyłym. O ile Jurek nie zauważył w aurze tego pierwszego żadnych zmian, po prostu zwiększona uwaga, o tyle czterech jegomości stojących naprzeciwko wejścia wyraźnie miało jakiś problem – świadczyła o tym pomarańczowa barwa aury. U stojących nieco dalej dziewczyn zauważył za to pozytywne odczucia. Jurek, albo któryś z kolegów, wpadł im w oko? To może być okazja.
- Widzisz coś? - rzucił Wasia, mierząc wzrokiem okolicę. Postura Rosjanina dawała poczucie względnego bezpieczeństwa dla pozostałej dwójki i to pewnie z jej powodu czterech czekających przy wejściu jegomości nie miało ochoty na zaczepki.
- Tamte dziewczyny, - Jurek skinął głową w kierunku upatrzonych „ofiar” - to może być nasz bilet wstępu.
- Cholera, z moim japońskim raczej słabo. - użalał się Hans. Jego pseudo-emo grzywka średnio komponowała się równie pseudo-rastamańskim strojem. No, może w tym przypadku mniej pseudo, bo Niemiec zawsze umiał załatwić Towar. Skąd – to już nie było istotne.
- Mów po angielsku, z każdym się dogadasz. - odparł uspokajająco Jurek, widząc w aurze kolegi zakłopotanie.
- Eto mój dzień. - skwitował Wasia, ruszając w kierunku nowych znajomości.

Dzięki nietypowym zdolnościom Jurka zawieranie nowych kontaktów szło jak po maśle. Dziewczyny tylko z początku były nieco zaniepokojone, głównie obawą o swoją znajomość angielskiego. W końcu jednak pękły pierwsze lody, a konwersacja przebiegała nie najgorzej. Jak się okazało, trzy koleżanki nie miały męskiego towarzystwa, a poza tym jakby obawiały się bramkarza. Jurek szybko zgadł, dlaczego – makijaż i ubranie potrafiły ukryć wiele, ale aury nie dało się zamaskować. Polak na wyczucie ocenił, że młode Japonki z pewnością nie są starsze od międzynarodowego trio, dawał im góra osiemnaście, może dziewiętnaście lat. Zapewne więc miały problem z przejściem przez ochronę. W towarzystwie trzech dorosłych facetów kłopot znikał. Zresztą korzyść była obopólna – wejdą do środka, a potem zapewne się rozdzielą. Jurek i Walenty woleli dziewczyny w swoim wieku, najwyżej Hans, ze swoimi iście europejskimi poglądami będzie się starał o względy podlotków.
Do skrywającej klub piwnicy prowadziły dość strome i wąskie schody. Już przy ich końcu łomocząca muzyka dudniła w klatce piersiowej, pomimo tego, że sala muzyczna mieściła się w drugim końcu podziemi. Pierwszy w oczy rzucał się bar, dobrze oświetlony i widoczny z niemal każdego miejsca w klubie. Połowa wysokich taboretów była jeszcze wolna, tak więc międzynarodowe trio, razem ze swoimi azjatyckimi koleżankami, udało się po napitki, wzbudzając niemałe zainteresowanie w wypełnionym skośnookimi klubie. Niewątpliwie największą uwagę skupiał na sobie Wasia, obejmujący w talii niższą o dwie głowy Japonkę i prący do przodu niczym buldożer. Przynajmniej nie musieli się przeciskać przez tłum, więc sprawnie zajęli miejsca przy barze. Walenty bez zbędnych ceregieli zamówił podwójną wódkę z lodem, którym zagryzł palący w gardle alkohol. Hans, nadal czujący skutki uboczne popołudniowych wydarzeń, poprzestał na piwie, acz krzywił się przy nim niemiłosiernie. Fakt – Niemiec pijący japońskie piwo mógł czuć się zdegustowany. Jurek z zazdrością przyglądał się tej scenie i, zanim barman zdążył zapytać o zamówienie, ten ostentacyjnie zakręcił wokół palca kluczykami od samochodu i rzekł:
- Cokolwiek.
Cokolwiek też dostał – zwykła cola z lodem i cytrynką.
- Zamawiasz coś? - zapytał się po angielsku siedzącą obok Japonkę. Ta wyglądała na wyraźnie zagubioną. Może to jej pierwsza wizyta w takim miejscu? Chyba jednak będą musieli zmienić towarzystwo, nie ma ochoty niańczyć małolatów, już i tak miał dwa światowe problemy na głowie.
- To, co on. - wskazała na wychylającego następny kieliszek Wasię, który skupiał na sobie uwagę coraz większej ilości klienteli. Nawet barman z przerażeniem przyglądał się osiłkowi.
Jurek zmierzył skośnooką wzrokiem. Chyba naprawdę źle wybrali, chociaż... to może być ciekawe.
- Barman, kieliszek dla tej pani. I coś do zapicia proszę. - krzyknął Polak i po chwili przed nim pojawiło się prawie pełne naczynko pełne klarownie czystego płynu. Przez moment na butelce, którą barman schował pod stół, mignęła etykietka. „Nemiroff” - może nie będzie najgorzej.
Japonka spoglądała to na kieliszek, to na zapojkę nie wiedząc, co powinna zrobić. Zaiste zabawne – w Polsce jej rówieśniczka zamawiałaby już drugą porcję, a ta pewnie pierwszy raz na oczy widzi wódkę.
- No masz i pij, ja nie mogę, bo prowadzę. Tylko nie wąchaj, bo sobie obrzydzisz.
Nastolatka spojrzała na Jurka wzrokiem, jakby wprowadzał ją w tajniki jakiegoś mrocznego rytuału. Wiedział, czym się ta zabawa skończy, ale chciał się zabawić, niech dziewczyna wie, że świat dorosłych wcale nie jest taki fajny. A poza tym być może spławi ją bez większego wysiłku.
Z pomocą przyszedł Wasia, który łokciem szturchnął Japonkę w bok, nakazując uwagę. Gdy ta już patrzyła uważnie, Rosjanin wychylił trzeci kieliszek, wstał i pewnym krokiem podążył w stronę parkietu, zostawiając swoją „partnerkę” przy barze. Prawdę powiedziawszy, to stracił nią zainteresowanie zaraz po minięciu ochroniarzy.
Poinstruowana przez eksperta koleżanka Polaka nabrała pewności siebie. Zgrabnie chwyciła kieliszek i, może trochę za wolno, wlała jego zawartość do jamy ustnej. Alkohol połknęła chyba tylko z rozpędu, bo oczy prawie wyszły jej z orbit. Jurek wetknął jej w rękę zapojkę, która zniknęła w okamgnieniu, gasząc rozpalony przełyk. Nie posmakowało, to było widać. Japonka siłą woli, bo na pewno nie żołądka, przyswajała wódkę, ale samozaparcia najwidoczniej w końcu zabrakło, bo bez słowa wstała i udała się najwyraźniej w kierunku łazienki. Jak dwa cienie pomknęły za nią dwie kolejne Japoneczki, zostawiając Niemca i Polaka samych przy barze. No i proszę, plan zadziałał – pomyślał Jurek. Chyba tylko Hans nie był zadowolony, że stracił towarzystwo, bo wstał i, już przyjemnie podchmielony, udał się za dziewczynami. Niech idzie, Polak nie miał zamiaru go pilnować, byleby sam doszedł do samochodu.

Pomimo bawiących się na sali tłumów znalezienie Wasi nie było trudne – jego łysina działała niczym odblask w świetle kolorowych lamp. Rosjanin nie tańczył, przynajmniej na razie, chwilowo jedynie próbował nawiązać kontakt z jakąkolwiek dziewczyną. Niestety bariery językowe były ciężkie do przełamania. Dodatkowo sam wygląd studenta nie musiał wydawać się wszystkim atrakcyjny – postura wysportowanego zapaśnika odstraszała wielu ludzi i często było to zjawiskiem niekorzystnym. Ponadto, stereotypowo, ujmowała inteligencji. Na szczęście Walenty miał i na to sposób, który teraz zastosował – nałożył okulary, przez co wyglądał na osiłka – romantyka. Prawdą jest też to, że Rosjanin do głupich nie należał, tym bardziej, że odsiew studentów na Uniwersytecie Międzynarodowym jest nieubłagany.
Jurek przeszedł obok rozweselonego tłumu bez zainteresowania – na trzeźwo nie umiał się dobrze bawić, tym bardziej przy muzyce, za którą nie przepadał, a do tej kategorii zaliczała się większa część japońskiego przemysłu fonograficznego.
Kotłowanina w pobliżu toalet przykuła uwagę Polaka – kilka silnych, granatowych aur zbiło się w kupę, przypominając burzową chmurę i wzajemnie potęgując swoje działanie. Gdzieś między nimi miotała się inna - wątła, pobladła i znajoma Jurkowi. Hans znowu coś nawywijał.
Polak przebił się przez bierny tłum gapiów i ujrzał Niemca, zaszczutego przez trójkę Japończyków. Z tego, co mówili, rozumiał piąte przez dziesiąte, ale stojąca z tyłu świeżo upieczona amatorka wódki była wystarczającym wyjaśnieniem całego zajścia. Poza tym wyglądała jak po tygodniowym rejsie rozbujaną łajbą, a skośnookie chłopaki pewno chcieli się poszkodowanej i jej koleżankom przypodobać. Tylko, że to Jurek naważył tego piwa, nie ma więc wyjścia, trzeba pomóc koledze.
- Co tu się, kobiecina lekkich obyczajów, dzieje? Macie jakieś wąty do mojego kolegi? - rzekł stanowczo po angielsku, nawet bez nadziei, że ktokolwiek zrozumie pytanie. Wulgaryzm oczywiście zostawił po Polsku, bo akurat „polską kurwę” znają wszędzie na świecie, a przynajmniej w Europie. Tak jak się spodziewał otrzymał niezrozumiałą odpowiedź, chociaż chłopaki nie wyglądali na takich, którzy przejęli się pytaniem, po prostu zmienili obiekt zainteresowania i zaczęli coś wykrzykiwać do Jurka. Komiczna sytuacja – każdy ruga każdego, ale nikt nie rozumie drugiej strony. W końcu jednak padło słowo, które Polak znał, a którego nie lubił – gaijin. Jurek nienawidził sposobu, w jaki Japończycy odnosili się do cudzoziemców i znał doskonale negatywne znaczenie właśnie użytego zwrotu. Tego już było za wiele.
- Hans, wstawaj, ponapierdalamy się trochę. - rzekł Polak zdejmując kurtkę. Do tej pory przyćmiony alkoholem Niemiec wytrzeźwiał jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Trzech na dwóch – środkowoeuropejskie przymierze i tak było w przewadze.
Japończycy nie potrzebowali dwukrotnych zaprosin. Już po chwili pierwszy z nich wyprowadził wręcz książkowy prawy prosty centralnie w kierunku niemieckiego nosa. Hans, niczym rażony piorunem, odchylił się do tyłu i wyrżnął łbem w wyłożoną kafelkami ścianę tak mocno, że nawet Jurek poczuł ból. Zgromadzony dookoła tłum rozstąpił się, dając walczącym miejsca do popisu.
Kolejny cios, tym razem perfidny kopniak w klatkę piersiową, jakim spokojni kibice traktują kamerzystów, był zadedykowany dla Polaka. Ten jednak bez patrzenia odsunął się w bok i po prostu podważył balansujące na jednej nodze ciało przeciwnika, który z impetem zwalił się na podłogę. Przed nadchodzącym z flanki lewym sierpowym Jurek, znowu bez patrzenia, uchylił się w bok i w odpowiedzi wyprowadził piękny hak w podbrzusze drugiego samuraja. Skośnooki nabrał powietrza jak po zachłyśnięciu, skrzywił się z bólu, ale ustał.
Skondensowana struga powietrza minęła plecy Jurka o milimetry. Gdyby nie unik, kolejny raz bez patrzenia, Polak skończyłby z połamanymi żebrami. A więc to tak, Japończycy to także esperzy, w dodatku chcą starcia mocy. W takim razie nie ma co się powstrzymywać.
- HANS! - huknął na całe gardło w nadziei, że Niemiec zrozumie, o co chodzi. Ten bez większego namysłu walnął bokiem pięści w podłogę, z której jeszcze nie zdążył wstać. Pięść zanurzyła się w posadzce niczym w wodzie, a po kafelkach rozeszły się kręgi. Po chwili nogi Japończyków aż po kostki zapadły się w podłożu, wtedy Hans wyciągnął rękę, pozostawiając przeciwników unieruchomionych. Jurek nie czekał na oklaski, po prostu wykończył każdego z wojowniczych japońców kopniakiem w brzuch. Uwięzione w podłożu stopy skutecznie ograniczały ruchy i skośnoocy bez szans na obronę przyjmowali kolejne ciosy. Również Hans postanowił się zrewanżować, traktując swojego oprawcę niczym worek treningowy, aż zaczęły mu krwawić kostki. Chyba wystarczy.
Całkowicie zaabsorbowany masakrowaniem przeciwników Jurek dopiero w ostatniej chwili zauważył pojawienie się w pobliżu nowej, silnej aury. Kompletnie bez rozglądania się padł na ziemię o ułamki sekund unikając potężnego strumienia wody, skupionego na kształt strzały, który rozerwał jedną z ukrytych w ścianie rur. Tak oto przybyła japońska odsiecz.
Czwarty skośnooki, wyraźnie zdenerwowany, wpatrywał się w Europejczyków. Przyciśnięta do ściany dłoń była wystarczającym dowodem na to, że nowy wróg ma zdolność do manipulowania cieczami, a przynajmniej wodą. W ciasnej łazience taka umiejętność dawała nie lada przewagę.
Kolejny wodny pocisk wytrysnął z eksplodującego pod wpływem ciśnienia kranu i znowu tylko o kilka centymetrów minął Polaka, który zareagował tak szybko, jak to tylko było możliwe. Szwab nie miał już tyle szczęścia – oberwał w klatkę piersiową i wyrżnął na ziemię, o mało nie robiąc w powietrzy salta do tyłu. Niedobrze.
Pojawienie się następnego espera Jurek wyczuł w tłumie już chwilę wcześniej. Krwistoczerwona aura aż falowała ze złości, ale Wasia miał nie lada kłopot z przeciśnięciem się przez tłum gapiów. Na szczęście w ostatniej chwili Rosjanin dojrzał, co się święci. Wyciągnął przed siebie rękę, składając palce jakby na kształt pistoletu i przymykając jedno oko. Przez ułamek sekundy obok władającego wodą Japończyka pojawiło się coś na kształt miniaturowej czarnej dziury, która po chwili eksplodowała, odrzucając na bok całe towarzystwo i doszczętnie niszcząc łazienkę.
- No wstawaj! Trzeba spierdalać! - wykrzyczał łysol, podnosząc z ziemi Jurka. - Biegnij odpalać auto, ja wezmę Szwaba!
Polak spoglądał przez chwilę oszołomiony, szybko jednak ocknął się, skinął głową i w te pędy ruszył do wyjścia, opuszczając spowity kurzem i paniką lokal.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group