FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 53, 54, 55 ... 68, 69, 70  Następny
  Friguoris Cordis
Wersja do druku
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 16-06-2009, 22:39   

Przed południem kic w końcu zebrał się ze swojego łoża. Już w nieco lepszym nastroju spojrzał na chaos jaki spowodował o poranku w swoim pokoju. Nie przejmując się tym w ogóle, wyszedł z komnaty i nakazał straży zwołanie służb do sprzątnięcia tego nieładu. Sam zaś postanowił udać się do biblioteki w poszukiwania zwoju przywrócenia. W drodze niemal przez cały czas macał swoje czoło i czując przenikliwy ból migreny, syczał ukradkiem. Przechodząc koło jednego z okien rzucił okiem na otoczenie. Jak zawsze fortyfikację Kościoła majestatycznie komponowały się z błękitnym tłem nieba, kilkoma chmurami i... unoszącego się statku kosmicznego. Idąc dalej, przy kolejnym oknie znów zawitał go ten sam, codzienny widok oraz wizerunek unoszącego się statku kosmicznego. Przy następnym oknie otoczenie się nie zmieniło, wraz z postacią unoszącego się statku kosmicznego...
Patriarcha oniemiał i spojrzał z niedowierzaniem raz jeszcze na Espadona. Gdy tak wpatrywał się w ten obraz, na jego czole pojawiała się wyrazista żyła, a ból głowy znów się nasilił. Kic postanowił zignorować to jak na razie i skupić się na priorytetach - zwój przywrócenia. Nie zaszedł jednak daleko, a woń przypraw przywołał go do kuchni. Już przed drzwiami słyszał znajome mu podekscytowane głosy, które mówiły z uciechą o sprawach kulinarnych i... turnieju kucharskim. Spojrzał ukradkiem przez uchylone drzwi, a w środku dostrzegł Sasayaki i Karela uśmiechających się do siebie nawzajem, no i osłupiałego oraz spętanego ptaka Ryuzakiego...
- "Priorytety, pierw priorytety!" - Powtarzał sobie w myślach, siląc się na obojętność i odchodząc od kuchni. "Pierw muszę pozbyć się tego bólu!" - skupił się na celu, kiedy to do jego nozdrzy znów dotarły zapachy uczty, a jego ucha dźwięk modłów i rozluźnionej atmosfery. "Zignoruj - inny - cel" - kic walczył ze swoją ciekawością. "Co jeszcze (lepszego) może mnie spotkać" - usprawiedliwił swoją porażkę i zamykając oczy, spojrzał przez ściany do sali. A tam zastał ucztującego Altruistę wraz z jego pomocnikiem oraz... Shizuku i tu obraz się urwał. Zaciskając obie pięści kic ruszył dalej, a na jego twarzy, po za dwoma wyrazistymi żyłami na czole, malował się stoicki spokój. W końcu dotarł do biblioteki i sięgając do szuflady ze zwojami (o dziwo) nie znalazł tam żadnego...
Wyczerpany tą pięciominutową przechadzką po siedzibie, trzymając się dalej za obolałą głowę, kic udał się do najspokojniejszego miejsca w Kościele. Kiedy już dotarł do ogrodów, dostrzegł Avalię w samotności delektującej się herbatą. Kic nic nie mówiąc przysiadł się do żony i nim zdążył wypowiedzieć pierwsze słowo, na stolę pojawiła się druga filiżanka napoju. Patriarcha w ciszy i spokoju sięgnął po filiżankę. Kiedy już przełknął pierwszy łyk herbaty, odstawił porcelanowe naczynie i spoglądając w niebo (z dodatkiem technologii), na twarzy kica pierwszy raz tego dnia pojawił się naturalny i błogi, acz skromny uśmiech.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 17-06-2009, 08:52   

Konkurs wymagał jednak trzech kucharzy. Nie stanowiło to jednak problemu, gdyż Karel był nie tylko świetnym szermierzem oraz kucharzem ale i nauczycielem, zaś Sasayaki była wyposażona w dziesięciokrotnie przyśpieszony tryb uczenia się. Po trzech i pół godziny lekcji w pichceniu niemal dorównywała wojownikowi.

- Gotowe!- powiedziała z zadowoleniem prezentując swoje yakitori. Kuchmistrze pokiwali z uznaniem głowami. Karel uśmiechnął się, jej sukces był też jego tryumfem jako nauczyciela. Dziewczyna może nie miała tak wyćwiczonych w krojeniu i siekaniu rąk jak on, ale jej pomoc skracała pieczenie, smażenie i gotowanie do kilku sekund.

- Świetnie! Pozostaje nam znaleźć trzecią osobę i ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć!- Szermierz zacierał ręce z entuzjazmu.- Teraz tempura!

W czasie przygotowywania potrawy zastanawiali się kto mógłby dopełnić ich trio.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 17-06-2009, 20:20   

Karel wyszedł z kuchni na papierosa. Dziewczęcy Homunculus szybko się uczył i Karel zastanawiał się czy nie podsunąć jej jakiejś książki kucharskiej francuskiej.
Z tymi myślami zaczął przechadzać się po korytarzach Kościoła. Chciał wejść do ogrodu ale zauważył że zajmuje go Patriarcha z żoną. Postanowił im nie przeszkadzać dlatego udał się na kościelną wieżę.Gdy był na szczycie ujrzał na dachu ciekawy kształt. Małą srebrzysto-białą kuleczkę. Przeskoczył przez barierkę i podszedł do niej. Po bliższym przyjrzeniu się okazało się że kulka ma nóżki, skrzydełka,oczka i dziobek. Pisklę wlepiło w niego swoje duuuże ciemne oczy i zapiszczało.
- A kogo my tu mamy? Gdzie twoja mama maluchu? - w tym momencie zorientował się że mały ptaszek stoi w kupce jak wyglądało popiołu.
- Hmmmm. Mi to wygląda na popiół co by sugerowało że jesteś feniksem ale kolor zupełnie się nie zgadza. Jakim gatunkiem jesteś? Może Costly będzie wiedział No chodź - wziął pisklę na ręce. Mini-ptaszek był przyjemnie chłodny. Karel obejrzał go z bliska. Następnie przejrzał popiół w poszukiwaniu obrączki na nogę czy czegokolwiek. Nie znalazł nic a więc musiał być dziki. Zszedł więc na dół z popiskującym drobiazgiem w dłoniach po czym delikatnie zapukał w drzwi i wszedł.
- Przepraszam że przeszkadzam ale znalazłem na dachu ten drobiazg.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 19-06-2009, 18:55, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 18-06-2009, 13:35   

- Otruli mnie, o bogini. Bezczelni Masoni myśleli, że tym sposobem uda im się wyeliminować Altruizm. Ale zostawmy to! Już o tej sprawie zapomniałem. Mam teraz na głowie coś innego.
- A tak w ogóle: smakują ci owoce morzą? To wszystko, co widzisz tutaj na stole, złowili rybacy z Seaheven.

- Jedzenie jest wyśmienite - odpowiedziała wyraźnie zadowolona Shizuku, wydłubując jednocześnie kawałek małży z ząbków.
- To się cieszę, może spróbuje teraz tego. - Altruista nałożył sobie krewetki na talerz. - Uwielbiam takie przysmaki.
- Najwyższy Kapłanie - odezwał się dotychczas milczący Novak - za pozwoleniem, czy mogę opuścić ten wspaniały obiad? Muszę porozmawiać z Pierwszym Sekretarzem. Jest to sprawa wagi państwowej.
- Ależ oczywiście. Było nam niezmiernie miło w twoim towarzystwie. - Novak wstał od stołu, ukłonił się Shizuku i Altruiście, po czym wyszedł z komnaty.
Po jego wyjściu Altruista przywołał do siebie gestem służącą. Odebrał od niej kieliszek wina. Po obsłużeniu kapłana, dziewczyna podeszła z tacą do Shizuku. Bogini także odebrała Czar Avalii.

- Twoje zdrowie Shizuku - powiedział Najwyższy Kapłan, spoglądając jej głęboko w oczy.
Spojrzenie Altruisty w odczuciu Bogini było jakieś dziwne. Zaczęło się jej robić od niego słabo. Próbowała zamknąć oczy, lecz nie mogła oderwać wzroku od dużych, zielonych oczu Najwyższego Kapłana.

- Ano zdro... - nie dokończyła. Zniknął jej nagle obraz Altruisty i całego otoczenia. Bogini wystraszyła się, widziała teraz tylko ciemność. Dopiero po kilku sekundach, wróciła jej zdolność widzenia.
- Co to? - Zapytała wyraźnie zaskoczona Shizuku, bowiem nie znajdywała się w znanej jej komnacie Altruisty. Stała teraz w nocy przed jakimś wysokim budynkiem. Okna tego budynku były rozświetlone jaskrawym ogniem.
- Shizuku! - Usłyszała jak ktoś ją woła imieniu. Obraz budynku momentalnie zniknął. Zamiast niego pojawiła się jej twarz nachylającego się nad nią Altruisty.
- Wszystko już w porządku? - Na twarzy kapłana była wymalowana troska. Bogini zdała sobie teraz sprawę, że leży na podłodze. Służąca właśnie podchodziło do niej ze szklanką wody. Kapłan pomógł dziewczynie wstać. - Masz, pij - Poddał jej wodę od służącej.
Gdy Bogini piła, kapłan zaczął ją wypytać - Dobrze się już czujesz? W ogóle: co ci się stało? Wznosiłem toast za twoje zdrowie. Nagle patrzę, a ty zsuwasz się z krzesła na podłogę. Jedzenie ci zaszkodziło?
Powrót do góry
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 18-06-2009, 15:27   

- Kto..? - zdziwił się strażnik, widząc jakiegoś człowieka, który najwyraźniej śpiesznie biegł w stronę komnat Najwyższego Kapłana.
- ... - tyle pozostało z odpowiedzi konetabla w spisanych przez niego kronikach. Niemniej, historycy są zgodni, iż padły stwierdzenia klasyfikowane przez późniejszych prawników jako "groźby karalne".

Dalej, spotkał Novaka, który wręczył mu dziwny rozkaz. Rozkaz opatrzony sygnaturą "Ściśle tajne. Przed przeczytaniem spalić." - w czym można było rozpoznać dziwne formy używane przez samego Altruistę. Dewey otworzył usta, gotów przekazać Pierwszemu Sekretarzowi część dalszą wiadomości, ten jednak kazał mu poczekać przed jego gabinetem i pobiegł dalej, ignorując podpułkownika. Ten został zostawiony, a przechodzący nieopodal brat Joseph poinformował go, że jeśli w chwili obecnej nie jest łaskawy wypełniać obowiązków osoby odpowiedzianej za ochronę Altruisty, to powinien być łaskawy zanieść Karelowi wezwanie na przesłuchanie, które odbyć się powinno następnego dnia rankiem.

Rozdrażniony ppułk. odszedł, a Velg wreszcie dobiegł do drzwi komnaty Tego, Który Tańczy Nago. Konetabl wpadł do środka niczym burza, ignorując strażników (którzy przezornie zeszli mu z drogi). Tam zobaczył bladą Shizuku rozciągniętą na podłodze i stojącego nad nią Najwyższego Kapłana. Wokoło kręcili się służący, wyraźnie zaintrygowani dziejącym się w komnacie misterium. Konetabl zignorował ich i skupił swą uwagę na leżącej dziewczynie.

- Shizuku...! - zawołał, po czym jego nieludzka krew dała znać o swoim istnieniu. Dała znać, bowiem skok żadnego człowieka nie mógłby mieć takiej szybkości, jak sus Velga, który momentalnie klęczał już przy dziewczynie.

- Nic ci nie jest...? - spytał się, patrząc na twarz dziewczyny. Po chwili zganił się za pytanie - z dziewczyną ewidentnie było coś nie tak. Tymczasem, wtrącił się Altruista (szczęściem, z kwestią w miarę normalną).
- Możesz odprowadzić Shizuku do komnat, Velgu?
- Tak, Wasza Wysokość!
- odpowiedział Pierwszy Sekretarz wprawdzie przesadnie formalnie, lecz tak, aby nie tracić czasu na żadne sprzeczki z Najwyższym Kapłanem.

- Pani... zechciej ująć mą dłoń, a pomogę ci wstać i dojść do twoich pomieszczeń. - zwrócił się ponownie do Shizuku, która (wedle spostrzeżeń Velga) poczynała jeszcze bardziej blednąć. Konetabl modlił się, aby ktoś wcześniej okazał się być dostatecznie mądry, aby wezwać jakiegoś medyka...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-06-2009, 17:39   

Shizuku była nieco oszołomiona wizją, której dopiero co doświadczyła. Zastanawiała się co mogło ją wywołać. Jedzenie było otrute? Wątpiła, ażeby Altruista posunął się do takiego czegoś, istnieje też możliwość, że o tym nie widział. Jednak sam poczuł by się też źle, podobnie jak Novak. Może to wpływ jego spojrzenia? Boginka już sama nie wiedziała, a jej myśli galopowały po jej umyśle nie chcąć dojść do konsensusu.

Usilnie starała się skojarzyć budynek z jej "snu" aczkolwiek nie mogła odszukać w pamięci, by kiedykolwiek wcześniej go widziała. Zastanawiała się też jak interpretować ten osobliwy ogień? Co to właściwie było? Odległe wspomnienie? A może wizja przyszłości? Ale Shizuku nigdy nie posiadała takowych zdolności. Strasznie ją to wszystko frapowało. Zastanawiała się czy nie podzielić sie z członkami MACu tym czego właśnie doświadczyła, ale stwierdziła, że narazie z tym poczeka widząc reakcję osobników w komnacie.

Mnóstwo ludzi krzątało się wokół niej, Altruista pochylał się nad nią, a chwilę później był już przy niej Velg. Nie mówiąc już o służących biegających z wodą. Wszyscy nalegali na jej powrót do komnaty, ona nie mogła się jednak na to zgodzić
-Nie jeszcze nie teraz. - odparła boginka powoli wstając przy pomocy Velga. - Nie dokończyłam jeszcze mojej rozmowy z Najwyższym Kapłanem, a mam do niego ważną sprawę. I nie, to nie może poczekać, a ja czuję się już całkiem dobrze - powiedziała szybko Shizuku wyprzedzając Velga, który już otwierał buzię, by protestować. - Pozostanę nieugięta i zdania nie zmienię, nawet nie próbujcie mnie przekonywać. A więc Velg prosiłabym cię, byś jeszcze na chwilę zostawił mnie z Altruistą, a jak tylko skończymy rozmawiać, to obiecuję Ci, że się położę. - rzekła boginka patrząc Pierwszemu Sekretarzowi prosto w oczy.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 18-06-2009, 18:31   

Sekta skrytobójców z Krainy Nocy* ma powiedzonko "przez żołądek do serca", odnosi się ono do metody stosowanej zarówno przez trucicieli jak i nożowników i jest bardzo skuteczna gdy chcesz pozyskać wielu wrogów. W tym jednakże wypadku użycie tej techniki miało zaskarbić Sasayaki pozyskanie względów kogoś kto najwyraźniej żywił do niej gorącą lecz nieuzasadnioną nienawiść, mianowicie bielika Wojtusia.

-Proszę poczęstuj się ptaszynko!- powiedziała słodko podsuwając mu doprawioną mieszanką z wyciągu z serdusznicy i suszonego lubczyku teriaki. Gdy orzeł się najadł zaryzykowała i rozwiązała go. Miała szczęście i jedzenie poskutkowało. Wojtuś siedział jej teraz na ramieniu i od czasu do czasu przymilał się. Spokojna teraz już o swoje oczy, które wcześniej bielik chciał wydrapać, postanowiła odnieść go do ptaszarni.

Na korytarzu dopalały się pochodnie, tworząc zagadkowy, niepokojący półmrok. Wtem dziewczyna usłyszała za sobą kroki. Odwróciła się szybko lecz nikogo nie zobaczyła. Miała jednak bardzo nieprzyjemne uczucie że jest obserwowana.

"Może ktoś sobie ze mnie żartuje"- pomyślała, sama jednak w to nie wierząc. Spróbowała jednak pomyśleć kto to mógłby być-" Altruista? Nie on je biad z Shizuku... Może Karel robi mi na złość? Albo podwładni ojca...?"

Nagły podmuch wiatru spłoszył Wojtusia i zgasił pochodnie. Otoczyła ją ciemność. Zrobiła kilka kroków do tyłu gdy wpadła na coś... lub raczej kogoś. Nie zdążyła się nawet odwrócić gdy osobnik schwytał ją za gardło i zakneblował usta. Kontem oka dostrzegła tylko czarny płaszcz i białą maskę...

*nawiązanie do "Wojen świata wynurzonego"

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 18-06-2009, 19:11   

Aria siedziała w lochach kaplicy wraz z 50 wiernymi i grała na harmonijce smutną piosenkę o samotności, którą sama skomponowała. Wszyscy studenci płakali ze wzruszenia. Aria pomyślała, że jest jakimś nieodkrytym geniuszem muzycznym i że ojciec jej cale życie nie doceniał krzycząc „ Jak się nie zamkniesz to pośle cie do zakonu!” Skoro teraz tak wszystkich wzruszyła. Westchnęła przeżywając swój geniusz. Prawda była taka że gdyby włożyć tą harmonijkę do rury wydechowej starego fiata to lepiej by to brzmiało niż to co ona zagrała, a studenci się wzruszyli bo pierwszy raz od 1-szego roku studiów dostali tak dużo jeść. W każdym razie, każdy był szczęśliwy.
Kiedy Aria rozmyślała nad swoją karierą w Idolu zadzwonił jej komórkowy hologram. To był jej tata Distant, przed jej oczami wyświetliła się jego miniaturka. To tyle, jeżeli chodzi o zachwycanie się nad samą sobą.

- gdzie jesteś?
- eeeeehhhh….. Przecież wiesz
- ZNÓW jestes w pace?!
- przecież wiesz – Agenda wiedziała wszystko
- jak to się stało, że cie złapali?
- no tego to sama nie wiem, siedziałam sobie spokojnie i jadłam pizze i wtedy…
- Przecież wiem! Nie zajmuj mojego czasu!- obruszył się miniaturowy Dis.
- przecież mnie pytałeś ty stary….!
- NIE PYSKUJ!
-…-_______-‘’’
-w każdym razie Zakończyłaś swój trening w Seaheaven, znaj moją łaskę, masz 10 minut wolnego, możesz robić przez ten czas co tylko ci się podoba, tylko nie spóźnij się na następną misje! – i wyłączył się bez czekania na odpowiedz Arii, zresztą nie musiał, wystarczyło, że widział jej mine.

- uh? 10 minut? – Aria spojrzała na zegarek w komórkowym hologramie i przeciągnęła się leniwie.- to kupa czasu jak na Disa, naprawdę ma dobry humor. No cóż, pogadałabym z Altruistą albo z Kicem o losie tych biednych niewinnych ludzi – spojrzała czule na więźniów oni odwzajemnili jej spojrzenie-, ALE NIE MAM CZASU! ŁOHOHOHOHOHOHOHOHOHOHO no to baj baj ludzie, idę dokończyć tą pizze i kupić sobie nowe majtasy ^_____________^
Aria odwróciła się na pięcie żeby zniknąć, kiedy poczuła jak banda studentów złapała jej nogę.
- ej koledzy coooo jeeeest?
- nie możesz nas tu tak zostawić, masz nas ratować ==
- O_______o’’’ ha…ha.. wy to potraficie żartować wiecie ^^’? Chyba wam odbiło! nie będę was ratować mam czas wolny!- Próbowała oswobodzić nogę, kopiąc, ale głowy studentów były za twarde.
-uratuj nas bo będziemy śpiewać wesołe piosenki o przyjaźni i miłości do świata i istot żywych.
- o nie nie nie nie możecie tego zrobić, żartujecie sobie prawda? ^^’… PRAWDA? O_o
- Aria najlepszym naszym przyjacielem jest! Aria najlepszym naszym przyjacielem jest!
- Nie!
- Teraz tulimy mazoku! Jeeeeeeeee! Tuli tuli tuli
- NIEEEEEEEEEEEEEE!
- Życie jest piękne Aria! Oj jak kochamy piękno kwiatów! A w tej celi jest tyle do jedzenia jesteśmy TAK SZCZĘŚLIWI, bo życiem trzeba się CIESZYĆ!
- AAAAAGGGGRHHHH! Dobra! DOBRA! Uwolnię was tylko przestańcie T_T

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 18-06-2009, 19:22   

Altruista przyjrzał się uważnie Shizuku. Dziewczyna miała pogiętą suknię, włosy w nieładzie, a na dodatek zrobiła się blada na twarzy.
- Nie wyglądasz za dobrze, Shizuku. - Kapłan delikatnie dłonią dotknął jej policzka. Zmrużył swoje oczy, tak jakby nie chciał nimi onieśmielić dziewczyny.

- Tą rozmowę dokończymy innym razem. Teraz powinnaś udać się do swojej komnaty i odpocząć. Tak będzie dla ciebie najlepiej. Mam wrażenie, że odbija się na tobie pobyt w Seaheven. Nieprzerwanie wykonywałaś tajne misje, nie zwracając uwagi na swoje zdrowie. - Shizuku była wyraźnie niezadowolona i chciała coś wtrącić, ale Altruista, kładąc jej palec na ustach, nie pozwolił jej na to.
- Ciii, już spokojnie. Odpoczynek dobrze ci zrobi. Velgu... - Altruista spojrzał na swojego ulubieńca. Jeśli był zły na niego, że ten bez pozwolenia wtargnął do jego komnat, to nie dał tego po sobie poznać.- Odprowadź naszą Bogini do jej pokoju.
- Dobrze. - Velg wziął pod ramie zrezygnowaną Shizuku i wyprowadził ją z komnaty. Po drodze złowił błagalne spojrzenia służących. Kobiety miały zostać same z Altruistą. Nie zazdrościł im.

Novak tymczasem czekał przed gabinetem Pierwszego Sekretarza. W dłoni trzymał notes i cały czas coś notował.
Powrót do góry
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 18-06-2009, 20:05   

Wszyscy, którzy mienią się mieszkańcami Seahaven, dopuścili się ciężkiego grzechu buntu, który przez Trójjedność Kościoła jest równoznaczny ze schizmą i herezją. Zważywszy również na istotę tej herezji, widzimy tutaj ślady działania niesłychanej ciemności, którą powinien był rozpoznać i zwalczać każdy wierny. Jakkolwiek rozumiemy, że wierni zostali zmyleni przez tych, których mianowali przewodnikami duchowymi, lecz dwudziestu pięciu z owych przewodników popaść w te błędy z własnej winy musieli. Jak bowiem zbłądzić może ten, który drogę znał? Odpowiedź jest jasna – zbłądzić oni nie mogli, lecz musieli sobie wyznaczyć złą drogę, wiedząc o jej błędności. Przeto, ich grzechem nie jest samo błądzenie, lecz celowe pójście na przekór światłu Patriarchy. Dlatego, uznajemy, że ich zbawienia próżno wypatrywać – bowiem sam Najjaśniej Kicający Patriarcha poprzez wiedzę swą objawioną i świata tworzenie, z powodu ich marności wydał na nich wyrok. Inaczej bowiem wytłumaczyć nie można braku działania w stronę Kicającego, które warunkiem zbawienia jest. Skoro zaś sam Patriarcha wydał na nich wyrok, my również wydać musimy – i niniejszym skazujemy owych dwudziestu pięciu heretyków na karę śmierci przez spalenie.

Jest to dany mocą Kica Najwyższego wyrok Świętego Oficjum
Co też potwierdza swym podpisem i pieczęcią Pierwszy Inkwizytor


Takie słowa nakreślił Velg, jeszcze w korytarzu przed komnatą Najwyższego Kapłana. Niemal natychmiast po napisaniu, przesłał tą notatkę przez sługę do brata Kruka, jednego z Wysokich Inkwizytorów. Po zajęciu się tą męczącą sprawą służbową, mógł zająć się Shizuku. Wcześniej, zatrzymali się, bowiem do Władczyni Kucyków wreszcie dotarł medyk, który nakazał natychmiastowo zaaplikować jej wzmacniającą herbatkę polecaną przez najlepszych zielarzy Bractwa. Skończył pisać wyrok w samą porę, kończąc w tej samej chwili, kiedy kobieta wypiła całą substancję.

- Pozwól, Pani… – rzekł do Shizuku i wziął dziewczynę pod rękę, prowadząc ją do jej komnaty. – I proszę, byś nie zaprzątała sobie głowy nieistotnymi sprawami. Jestem na twe rozkazy - na jedno twoje skinięcie jestem gotów wykonać każdą pracę. – stwierdził, świadom, iż jest to prawda, zaś on sam nie może pozwolić bogini na samodzielność. Przynajmniej dopóty, dopóki nie poczuje się lepiej, gdyż w tym stanie zmartwienia mogły by jej tylko wychodzić.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 18-06-2009, 20:05   

- Haloooo? Jest tu kto - to już dwudziesta komnata którą Karel pomylił z pokojem Costlego.
- Albo zapomniałem planu budynku albo ci akolici strasznie szybko budują. - mówiąc tak do siebie schodził po schodach w dół. Nie wiedział że prowadzą do lochu.
- Acha słyszę! Ktoś jest za ścianą - Black Wind zaświergotał twierdząco a mały ptaszek obecnie siedzący w kieszeni kurtki zapiszczał. Szermierz nacisnął klamkę. Jego oczom ukazało się 50 studentów próbujących przytulić do siebie Arię. Mina Karela wyrażała przez chwilę dobitne WTF?! Po chwili opanował się jednak.
- Echem ja rozumem że mazoku to siedlisko grzechu itp. itd. ale żeby z 50 facetami?!
Nie ważne - powiedział szybko wyciągając demonicę z celi - nie łudź się to tylko na chwilę.
Po czym założył jej na ręce kajdanki. Magiczne. Bardzo. Następnie drugą parę....i trzecią...i czwartą......
Gdy skończył zawijać łańcuchem zakneblowaną demonicę w łańcuch otarł pot z czoła.
- Tak to powinno załatwiać sprawę.
- Mufufufu - powiedziała Aria.
- A tak racja - powiesił ją za kajdanki na nogach nad basenem z rekinami.
- Coż bym został jeszcze chwilę ale mam pewną sprawę - pokazał jej małe i bardzo kawaii pisklę. - Ciao.
Wybiegł następnie po schodach na górę. Wreszcie znalazł pokój Mrocznego Kapłana.
- Mroczny Kapłanie wybacz że przeszkadzam ale znalazłem to - wyciągnął dłoń na której siedział ptaszek. Na ten widok obecne w pokoju pokojówki(Karel nie miał pojęcia dlaczego w lateksowych wdziankach ale nie pytał o szczegóły) otoczyły szermierza kręgiem i zaczęły szczebiotać.
- Jaki słodki!
- Chcę takiego...
-Daj go potrzymać kapitanie!
- Mi też!
- Nie mi!
Karel próbował się od nich odpędzić jednocześnie trzymając ptaszka który piszczał radośnie widocznie z uciechy) wysoko w górze na wyciągniętej ręce poza zasięgiem służących.)
- Kapłanie ratuj!

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 18-06-2009, 20:52, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-06-2009, 20:12   

Kapłan zapatrzył się na Kapitana ulegającego atakom pokojówek.

Kobiety są straszne, przemokło mu przez głowę.

- Moje panie. - Powiedział Molina wstając. - Zobowiązany jestem kogoś odwiedzić. Tuszę, że zajmiecie się w tym czasie oboma moimi gośćmi. - Powiedział Costly pospiesznie wychodząc, aby Kapitan nie zdążył go zatrzymać.

Kapitan bez wątpienia wyjdzie z tej próby jak mężczyzna.

***

Brat Wrona, niegdyś dumny i znany sługa Bractwa, a obecnie zwykły zdrajca, skulony siedział na krześle po środku ciemnej komnaty. W komnacie znajdowało się jeszcze jedno krzesło, jakieś dwa metry przed pierwszym, ustawione tak, aby zasiadający mogli patrzeć sobie w twarz. Poza tym w komnacie nie było nic. Brat Wrona zresztą i tak nie mógł dokładnie tego zanalizować - krzesło przesłuchań Bractwa wyposażone było w magiczne piętna potężniejsze niż dowolny łańcuch. Mężczyzna mógł w tym momencie jedynie mówić i mrugać oczami.

Drzwi do komnaty otworzyły się. Wolnym krokiem do środka wszedł Mroczny Kapłan Costly Molina i zasiadł niespiesznie przed Wroną. Zdrajca otworzył szeroko oczy z zaskoczenia.

- Brat Costly! Pamiętasz mnie, prawda? Studiowaliśmy razem! Bracie...
- Nie nazywaj mnie Bratem. - Powiedział Costly bez podnoszenia głosu. Mimo to zdrajca zamilkł jakby Kapłan słowa te wykrzyczał.

- Pamiętam cię. - Kontynuował po chwili Molina. - Donosiłeś na mnie do rektora. Już nawet nie pamiętam o co.

Oczy Wrony rozszerzyły się jeszcze mocniej.

- Nie patrz na mnie tymi oczami. - Mówił dalej Costly. - Nie jestem mściwy. Jednak sam znasz nasze zasady, zdrada zakończyć się musi twoją śmiercią.

- Bracie...ja...-
- Nie nazywaj mnie Bratem. - Powtórzył Kapłan. - I tak jesteś w dobrej sytuacji. Wiemy już wszystko, co wiedzieć chcieliśmy. Przesłuchanie, wraz z wszystkimi jego atrakcjami ominie cię. Nie cieszysz się?

Całkiem blada twarz mężczyzny zdawała się mówić, że nie cieszy się ani trochę.

- Bez zbędnego przedłużania, znaj moją łaskę. Twoja egzekucja miała być długa i efektowna. Ale jako, że rebelia odchodzi już do historii i w tym momencie byłoby to zbędnym wysiłkiem, dlatego zostaniesz zabity litościwy.

- Bracie...czy nie pamiętasz? Byliśmy przyjaciółmi...

- Nie nazywaj mnie Bratem. - Powtórzył z lekkim znudzeniem Costly i wyszedł z komnaty nie zwracając uwagi na dalsze pojękiwania zdrajcy.

- Zabijcie go szybko. Ciało obciążcie i wyrzucicie do morza.
- Tak jest! - Powiedział wartownik salutując po czym wszedł do komnaty.

Korytarz wypełnił przerażony i nagle urwany krzyk.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...


Ostatnio zmieniony przez Costly dnia 18-06-2009, 21:18, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-06-2009, 20:46   

Shizuku z pomocą Velga dotarła to swej komnaty. Co prawda bardzo niechętnie opuściła pokój Altruisty, no ale skoro Najwyższy Kapłan się uparł to nie było rady i musiała wrócić do siebie. Pożegnała Velga przed drzwiami, a sama przywołała do siebie kucyka. Stanął przy łóżku, ona zaś przebrała się w koszulę nocną, przykryła puszystą pierzyną i udała w objęcia Morfeusza.

Gdy boginka się obudziła, czuła się już znacznie lepiej. Nadal nie rozwikłała zagadki wizji, jednak miała teraz ważniejsze sprawy na głowie. Czym prędzej wzięła kąpiel, ubrała się i niemal biegnąc wyszła z komnaty.

Puk, puk, puk - usłyszał Altruista siedząc przy biurku. Spodziewał się kto stoi za drzwiami, więc powiedział jedynie "Proszę". Wedle oczekiwań do komnaty weszła Shizuku i zanim zdążyła się odezwać podstawił jej wygodny fotel i rzekł:
-Witaj Shizuku, spodziewałem się ciebie. Mam nadzieję, że lepiej się już czujesz. Chesz może coś do picia? Może soku pomarańczowego na dobre zdrowie? - zapytał i zaraz polecił służącej, by przyniosła dwa kielichy soku pomarańczowego.
-Dziękuję Altruisto czuję się już znacznie lepiej. - odparła grzecznie boginka - Jak już mówiłam wcześniej, chcę z tobą porozmawiac. A dokładniej zapytać się o coś. Doszły mnie słuchy, że zażyczyłeś sobie 50 mieszkańców Seahaven do własnego użytku, że się tak wyrażę. Jako, że mocno interesuję się ich losem, chciałabym wiedziec, co też zamierzasz z nimi zrobić. - powiedziała Shizuku, a jej głos przybrał nieco ostrzejszy ton.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 18-06-2009, 20:54   

Kiedy Shizuku pytała Najwyższego Kapłana o los dwudziestu pięciu heretyków, Velg wstąpił do pokoju, w którym zazwyczaj przebywała jego córka. Chciał, jak zazwyczaj, przywitać dziewczynkę na powitania, po czym popatrzyć jej głęboko w oczy. Jednak... Miał dla niej pewne zadanie - które miało przetestować, na ile jest jeszcze dziewczynką. Prawdą bowiem było, że konetabl nie miał pojęcia, jak traktować swoje dziecko - jako dorosłą czy jako smarkulę? Zaczął więc od prośby.

- Sas... Mam dla ciebie prośbę. Na pierwszym poziomie lochów jest zazwyczaj spokojnie, gdyż tam przetrzymujemy najbardziej zagorzałych heretyków. Ich zaś zazwyczaj nie ma... A jak są, to krótko. Niemniej, w chwili obecnej, poziom ten zajęty jest przez pięćdziesięciu niewiernych, oddających cześć niejakiej Arii. Chciałbym więc, abyś w moim imieniu zebrała kilkunastu zbrojnych i przetransportowała połowę z nich (sama wybierz, którą) do brata Kruka, wiernego sługi Kościoła. - w te słowa rzekł do córki, po czym począł słuchać, co odpowie. Po odpowiedzi będzie mógł już coś poznać. Już jednak (po milczeniu) wiedział, że łatwo nie będzie.

- Ależ szefie! Twą córkę porwano! - odpowiedział Karel, który właśnie poszukiwał swojej etatowej kucharki. Na jego boskim (w sensie dosłownym) nosie, policzkach itd. widać było wyraźne ślady szponów niezidentyfikowanych drapieżników...

- Y... Stąd? Niemożliwe! Lub i możliwe. W każdym razie - w jej zastępstwie przetransportuj tych dwudziestu pięciu ludzi do Kruka! A ja ją odnajdę. - rzucił do podwładnego, po czym sam zaczął poszukiwać jakichś poszlak. Znalazł je dość łatwo - przez niedopatrzenie (jakże nieprofesjonalne!) jeden z porywaczy zostawił na stole rękawicę z emblematem organizacji. Przez niedopatrzenie... Bądź jako wyzwanie.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-06-2009, 22:38   

- Ah... cisza, spokój, harmonia i ład. - Myśli te wypełniały umysł Patriarchy, który delektował się chwilami wyciszenia. Wykorzystał moment na krótki dialog z Avalią, jako że dawno nie mieli ku temu aż tak dogodnej okazji. W międzyczasie, podczas ciszy pomiędzy dialogiem, kic wpatrywał się w kojący obraz nieba. Tego mu brakowało. Spokój, który zregenerował nerwy Najświętszego. Nawet nie wiedział kiedy, a migrena znikła, szybciej niż się pojawiła. Po dwóch godzinach relaksu, kic pożegnał Avalie i postanowił, w pełni już sił, doglądnąć spraw kościoła.
Kiedy opuścił granice ogrodów Bractwa, podbiegł już do niego jeden ze strażników więziennych donoszący o krzykach i jękach 50 więźniów z Seaheaven, wspominając również na koniec, że nie rozumie czemu jeszcze trzyma się ich przy życiu. Kic zareagował na to całkiem spokojnie i obiecał podjęcie inicjatywy w wyjaśnieniu tej sprawy. Patriarcha nie przypominał sobie o żadnych więźniach, którzy interesowaliby go, ale wiedział kto mógł coś o tym wiedzieć.

Chwilę później drzwi uchyliły się i z niezwykłym impetem uderzyły w ścianę, a do pokoju wszedł kic mówić.
- Co to ma znaczyć!?
W pierwszej chwili odpowiedziało mu tylko cisza, jednak po pewnym momencie z któregoś z zakamarków wyłoniła się Aki i odpowiedziała.
- Kapłana nie ma obecnie w swoim komnacie~desu!
- Widzę przecież! - Odpowiedział ostro kic i dodał, nie dając czasu na ripostę. - Jak przyjdzie przekaż mu, że ma coś zrobić z tymi barbarzyńcami w lochu, albo samo to zrobię. A później muszę porozmawiać sobie z nim na osobności! Zapamiętałaś? To dobrze! - Kończąc trzasnął drzwiami po raz wtóry, nie czekając na odpowiedź Aki.

Kic wziął głębszy wdech, znów odzyskując spokój. W międzyczasie zaczepił go jeden z gwardzistów i poinformował o wydarzeniach podczas posiłku u Altruisty. Kic zmartwił się nieco tym i postanowił rzucić okiem na stan Shizuku. Skoncentrował się na pokaz i bez problemu zlokalizował miejsce pobytu Władczyni Zwierząt. Przez "przypadek" jednak usłyszał również słowa boginki dotyczących więźniów heretyków z Seaheaven.

Naglę w pokoju Altruisty rozbłysło światło, które po chwili skupiło się w jeden oślepiający promień. Z sufitu komnaty wyłaniała się ledwo dostrzegalna postać, z czasem jednak wszyscy dostrzegli szlachetne rysy Patriarchy. Wszystkie panie padły na kolana i pochyliły głowy. Altruista wstał, jednak Shizuku na gest Altruisty dalej siedziała. Po chwili, gdy kic unosił się jeszcze pół metra nad podłogą, naglę słup światła zaczął migać aż zgasł. Zmieszany kic przyciągnął telepatycznie jedną z mioteł i uderzył kilka razy w Kulę Zmienności, która znów zaczęła świecić, a kic mógł dokończyć swoje wejście. Jak już opadł na podłogę, to słup światła znikł wraz z kulą, a kic przemówił.
- Zostawcie nas samych. - Wskazał na wszystkie służące, które usłuchały natychmiastowo.
- Oh... Shizuku, - kic spojrzał zatroskanie swoimi oczami ogarniając całą postać bogini - doszły mnie niepokojące wieści na temat Twojego stanu zdrowia. Co się stało?
Shizuku pozdrowiła kica jedynie skinieniem głowy i rzekła.
- Już wszystko w porządku. Na prawdę nie musisz się martwić o Najświętszy.
- Dobrze, że jesteś Panie! - Dodał Altruista z ulgą.
- Oj i to jak dobrze mój drogi Altruisto. - Patriarcha przeniósł, tym razem dużo chłodniejszy, wzrok na Najwyższego Kapłana. - Powiedz mi... Co robią ci niewierni w moim pałacu i to w dodatku w liczbie aż pięć dziesiątek?
Shizuku poczuła wiatr w żagle, większą pewność siebie oraz co najważniejsze poparcie Patriarchy i dodała.
- Altruisto. Przecież na pewno można rozwiązać to bardziej pokojowo.
- Masz rację moja droga. – Patriarcha Poparł słowa Shizuku, uśmiechając się ironicznie. - Trzeba szerzyć pokój i pokazać co czeka grzeszników. Masz skrócić ich męki i to jeszcze przed jutrzejszym świtem. Rozumiemy się Mój Ty Mieczu?
- Jak sobie życzysz. - Altruista zgodził się natychmiastowo.
- Ale... - Shizuku próbowała coś powiedzieć, ale zamilkła natychmiastowo, gdy kic spojrzał na nią nieco mętnymi oczami.
- Moja droga... Nie chcesz chyba podważyć moich słów? Chyba nie jesteś w najlepszej sytuacji aby głosić tak swoje poglądy... Szczególnie, że my również mamy pewną nie dokończoną sprawę. Jednak porozmawiamy następnym razem, jak już wypoczniesz nieco.
Kic pozdrowił swoich rozmówców, w międzyczasie poszukując Karela. Ten jednak był z Velgiem w kuchni - Przeniósł się tam natychmiastowo.

Karel jednak umknął przed Patriarchą, wykonując nowo powierzone zadanie. Kicowi więc pozostała tylko rozmowa z Konetablem.
- Ah... Pierwszy Sekretarzu.
Velg odwrócił się błyskawicznie i spojrzał z lekkim zdziwieniem na Patriarchę. Po czym widząc groźną minę kica, klęknął na jedno kolano i powiedział.
- Czym zasłużyłem sobie na twoją wizytę?
- Martwią mnie pewne sprawy. - Kic ostentacyjnie zaczął gładzić podbródek, spoglądając obojętnie na wstającego Admirała. - Ale widzę, że ty sam podzielisz się ze mną swoją wiedzą, czyż nie?

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 54 z 70 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 53, 54, 55 ... 68, 69, 70  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group