FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
  W 365 dni dookoła świata....lub kilku.
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 04-01-2010, 19:05   

Tak wiem dubel ale...

Wściekłe chomiki( i Karel sztuk jeden) spłynęły ze wzgórz na niespodziewających się takiego manewru porywaczy. Po chwili byli oni oblepieni małymi i kąsającymi gdzie popadnie futrzanymi kuleczkami. Również Se-I został nimi pokryty niczym pechowa gąsienica przez afrykańskie mrówki.
- Nie myśl że wygrałeś! - rozległo się z spod chomików, po zabrzmiał głos rogu. - Zabierzcie to diabelstwo ode mnie! - rozległo się jeszcze spod gryzoni które poniosły urzędnika ze sobą. Szermierz miał jednak inne zmartwienie na głowie - oto w wodzie tuż przed skałą woda zaczęła bulgotać.
- Zzzzzz! - popędziła pułkownika Kitkara. Ten wskoczył na skałę zasłaniając swoim ciałem dziewczynę. I oto z wody wynurzył się łeb na długiej szyi. Wielkie gadzie oczy i paszcza wyglądająca niczym wystawa noży nie pozostawiały wątpliwości. Stwór otworzył paszczę i zionął na parę cuchnącym oddechem. Karel zasłonił twarz a Kitkara zmarszczyła zgrabny nosek przez sen mamrocząc coś cicho. Potwór otworzył gębę jeszcze szerzej, nabrał kilka metrów sześciennych powietrza po czym...miauknął.
Karel zamarł przez chwilę po czym rzucił ze złością mieczem o skały.
- No i cały klimat szlag trafił! - potwór spojrzał na niego przepraszająco. Szermierz westchnął.
- No dobra tylko się nie odzywaj dobra? Ehem.....podła potworo! Póki tu stoję nie zbliżysz się do niej nawet na cal. - stwierdził wywijając mieczem....którego nie miał bo ten właśnie z cichym PLUM! osunął się ze skały w toń jeziora. Nessie spojrzał - a może spojrzała? Trudno powiedzieć. - na kruczowłosego, tym razem z triumfem.
- Eeeee.... mam przerąbane prawda? - stwierdził bizon. I wtedy rozległo się w powietrzu głośne PUFF! i oto koło Karela stanął przedstawiciel Poczty Polskiej.
- pan Karel prawda? Bry Edzio jestem miło mi! - powiedział staruszek wyciągając rękę w geście powitania.
- Emmm - powiedział Karel wyciągając własną rękę mechanicznie. Listonosz serdecznie ją uścisnął - ZNaczy sie tak, owszem nazywam się Karel.
- To znakomicie proszę pokwitować - podał blankiet szermierzowi a ten bezmyślnie go podpisał. Zanim zdołał zerknąć na to co zatwierdził dokument został zabrany mu sprzed nosa.
- Znakomicie! Proszę chwilę zaczekać. - poprosił Edzio, po czym rozległo się kolejne, tym razem głośniejsze PUFF! i oto koło nich stał....Gundam.
- ??? Co to do diaska ma być?! - zapytał zdezorientowany Karel.
- Niooo Freedom tak? Całkiem głośno pan zamawiał. A jak wiadomo Bandai nigdy nie zawodzi swoich klientów. Do widzenia! - po czym listonosz zniknął.
Karel rzucił okiem na stwora, ten wciąż był zastygnięty w wyrazie kompletnego zdumienia. Szermierz wzruszył ramionami i wsiadł do maszyny. Włączył ją po czym na monitorze ujrzał napis:
,,Oficjalni sponsorzy: Coca Cola, Puma, LEGO...."
- Ahhh szybciej! - stwierdził szermierz nerwowa naciskając Enter - napisy zniknęły a na monitorze ukazała się na chwilę znana tapeta po czym.....ekran zrobił się niebieski tym razem wyświetlając:
,, Error # 3457 Blablablabla"
- #%*(&#^! - zaklnał Karel po czym walnął pięścią w monitor. O dziwo podziałało.
- No nareszcie! - ucieszył się Karel wydając mechowi polecenie zaatakowania potwora...jednak.
,,Dziękujemy za zakupienie naszego produktu! Przypominamy że paliwo do reaktora i uzbrojenie należy nabyć osobno. Pozdrawiamy : Bandai"
......po czym pułkownik w wyrazie totalnego załamania walnął głową w klawiaturę. Nie był to jednak najlepszy pomysł.
- Oj....- stwierdził inteligentnie Karel czując jak cała maszyna się chwieje....po czym mech runął na potwora który miał minę pod tytułem -,,Mogłem/łam się tego spodziewać."
Rozległ się straszliwy plusk po czym i mech i potwór zatonęli. Ten drugi już nie wypłynął za to Karel owszem.
- Blah - oddychał ciężko szermierz - już nigdy więcej Visty! - p[oprzysiągł sobie.
- Karel! - rozległ się głos, po czym dało się słyszeć ciężki oddech - To jeszcze nie koniec! - zza skały wyłonił się boski biurokrata ubrany w stylową czarną pelerynę i maskę gazową.
- Se-I?! Jakim cudem?
- Chomiki próbowały mnie udusić gazami jelitowymi. Nie wiedziały że jestem przygotowany - puknął kciukiem w ochronną część garderoby.
- Tssk nieważne. Dziś zostanie z nas tutaj tylko jeden.
- Nie mógłbym się zgodzić bardziej. - przyznał oponent Karela wciągając miecz. Ostrze zalśniło w promieniach zachodzącego słońca na czerwono.
Karel zaś przywołał Fenrira - miecz zalśnił w świetle na zielono?
~Dlaczego nie nie przywołałem go wcześniej? -zapytał sam siebie szermierz w myślach.
~Plothole! - odpowiedziała podświadomość.
~A! No tak.... - przyzał Karel po czym obaj oponenci zaczeli puszczać sobie po oczach kolorowe ,,zajączki".
Pojedynek był coraz bardziej zażarty, zajączki coraz jaśniejsze. W pewnym momencie biurokrata cofnął się i potknął o kamyk tracąc równowagę. Szermierz ponownie to wykorzystał.
- Mówiłem że może być tylko jedne! - stwierdził biorąc zamach, po czym ściął urzędasowi głowę. Ta poleciała lotem koszącym.
- Ghaaaa! Spotkamy się w sequelu! - zagroził Se-I po czym czerep zniknął w odmętach jeziora.
Karel zaś pobawił się trochę ciałem przepuszczając przez nie elektryczność tak ze z szyi niczym z cewki Tesli tryskał na wszystkie strony prąd. Przy okazji tak włąśnie powstał taniec znany jako m,,electric". Pułkownik spojrzał jeszcze na poczerniałe truchło.
- Witaj po ciemnej stronie. - w tej chwili zza skały wyłonił się Ulluj.
- Przybyłem by pożegnać cię w imieniu naszego ludu.
- Ooo? T wybieracie się gdzieś?
- Owszem. Uznaliśmy ze nasza wolność to za mało. Nie spoczniemy póki klasa gryzonia nie zrzuci swych kajdan. Zjednoczone chomiki, myszy, świnki morskie, szynszyle a nawet szczury zrzucą burżuazyjne łańcuch swoich właścicieli. W tym celu wywołamy Rewolucję. Zegnaj towarzyszu Karelu. Klasa gryzonia nigdy cię nie zapomni! - pożegnał go sędziwy chomik po czym zniknął.
- Eeee, do...widzenia? - zapytał Karel. Tymczasem dało się słychać przeciągłe ziewnięcie.
To wreszcie wyspana Kitkara się budziła.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 05-01-2010, 00:54   

Kitkara rozejrzała się po okolicy szczerze zdziwiona widząc zgraje chomików. Karel wyglądał jak wojownik w kilcie i z bronią w ręku.

- Cześć. - Przywitała się jakby nigdy nic.

- W końcu! - mężczyzna podszedł do niej uradowany. - Pewnie nic nie pamiętasz.

Zastanowiła się chwię... Dłuższą chwilę..... Znacznie dłuższą chwilę.

- Ostatnie co pamiętam to komnata i jakieś hałasy na korytarzu. Właśnie, co to było?

- Później ci wszystko wyjaśnię. Na przykład podczas śniadania.

Uwolnił ją od skały i pomógł zejść na trawę.

- W sumie nie jestem głodna... Ty też nie będziesz jak się dowiesz co jest tu przysmakiem - skrzywiła się. - A co z potworem?

- Myślę że go tu nie ma. Jak spałaś zająłem się gruntownym przeszukaniem jeziora. Kręcą się w pobliżu tylko koty, więc możesz słyszeć częste miauczenie.

- Widzę że naprawdę wiele mnie ominęło.

- Taaa... ale nie masz czego żałować. A, O'Conel wykorkował zapisując ci ta chałupę i cały majątek - wręczył jej papiery i testament.

- HĘ??

- No wpadłaś mu w oko - rzekł z dziwnym błyskiem w oczach. - Ale nie ma cię już co martwić.

Popatrzyła uważnie na Karela.

- Zmieniając temat. Gdzie chcesz dalej jechać?

- Chciała bym sama sprawdzić to jezioro, ale jakoś nie za bardzo mi się chce. Możemy jechać dalej, do Irlandii. Tam żyją druidzi i gnomy, elfy i inne stworzenia, które chciała bym zobaczyć. Może okażą mi się przydatne.

- Przydatne?

- Taaak....

Karel nie wiedział że Kit interesuje się coraz bardziej czarną magią i różnorakimi klątwami, truciznami i potężnymi zaklęciami mogącymi przywołać, lub zniszczyć najpotężniejsze potwory zrodzone z ludzkich koszmarów.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-01-2010, 18:40   

- Wiesz.....
- Taaaak? - zapytała Kitkara.
- Teraz jest tak idealny moment. no wiesz: zachód słońca, jezioro, pobici wrogowie, ty w sukience, ja obity w trzy #%^#&*.
- No iiiii....?
- Agh do diabła z tym! - chwycił ją w ramiona, przechylił a następnie długo i namiętnie pocałował......długo......bardzo długo.....

Dzień 3

W końcu przestał.
- Ehe...ehe....ehe....- oddychała ciężko demonica.
- A właśnie....kocham cię! - przypomniało się szermierzowi. Chwycił ją w ramiona i obrócił się z nią parę razy.
- Najbardziej we wrzechświecie! Jak łatwo zdałem sobie z tego sprawę gdy było tak blisko...nie chcę tym myśleć...ale to już za nami. - przestał się z nią okręcać i podniósł ja z ziemi.
- K-Karel! - zaprotestowała rumieniąc się - Ja nie jestem mała dziewczynką!
- Nie...do małej dziewczynki tak daleko ci jak stąd na biegun południowy - tu jego wzrok prześliznął się po jej krągłościach. - Ale jesteś moją księżniczką. Rycerz nie pozwoli swojej księżniczce niszczyć tych ślicznych stópek - rzeczywiście, demonica nie miała na nogach żadnego obuwia.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 07-01-2010, 20:44, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 07-01-2010, 20:05   

Kitkara popatrzyła zarumieniona na Karela.

- Kochasz mnie?

Pomimo że była wcieleniem czystego zuaaa jej serce biło jak szalone słysząc jego słowa, których uszy nigdy dotąd nie słyszały. Wziął ją w ramiona i wolnym krokiem zmierzał do zamku.

- Tak, najdroższa. Błagam nie karz mi trwać dłużej w niepewności. Niech twoje słodkie usta zdradzą czy serce czuje tak samo jak moje.

Patrząc mężczyźnie w oczy kiwnęła głową.

- Tak. Czuję to samo Karelu. Czuję że Cię kocham.

Ich usta ponownie zetknęły się w delikatnym pocałunku.

- Ahh, smak twych delikatnych ust starczy mi za całe tysiąclecia posiłków, oby tylko one zaspokajały mój głód zawsze.

- Ale, pamiętaj że jestem demonicą, potworem...

Zatkał jej usta ponownie swoimi.

- Dla mnie to od dawna nie ma żadnego znaczenia. Chce byś była zawsze przy mnie. Tylko ty się dla mnie liczysz.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-01-2010, 21:43   

12 godzin później.....
....szczęśliwa para udała się do Londynu. W międzyczasie Karel studiował spis restauracji w stolicy Angoli. Ostatecznie wybrali Terra* podającą kuchnię śródziemnomorską. Oczywiście nie zjedli nic bo patrzeli w siebie jak urzeczeni. Na tyle urzeczeni ze zapomnieli trzymać kamuflaż i zaczęli się zdradzać tubylcom. W końcu iluminujące czerwone i nienaturalnie zielone oczy nie są spotykane często. Jak już zwiali z restauracji (i przed glinami) to przystanęli nad Tamizą.
- Ufff prawie nas mieli.
- He,he ale było fajnie! - odpowiedział Kitkara. Jej oczy śmiały się z uciechy. Oczy szermierza przyciągnął jednak obiekt na drugiej stronie rzeki. Pokazał dziewczynie na niego palcem.
- Masz coś przeciwko by zyskać trochę na czasie? - zapytał zerkając na Big Bena.
- A to czasem nie jest zakazane?
- Scew the rules! Jeśli chciałabyś obejrzeć skarbiec jakiejś szychy a by ci zabronił to bym mu nakopał.
- No....jeśli tak mówisz. - na szczęście szermierz okazał się na tyle rozsądny że załatwił im obojgu kamuflaż. Po chwili oboje wyglądali jak szychy z FBI czy inszej agencji gdyż para wbiła się w stylowe garnitury i okulary przeciwsłoneczne. Okazało się że słusznie - otóż wielki zegar otaczały ze wszystkich stron ,,smerfy"
- Co tu się dzieje? I jak się nazywacie - tu Karel zerknął na odznaczenia - komisarzu?
- Sir nazywam się Johnny Quest. Cieszę się że tu jesteście. Dostaliśmy informację że po sławnej kradzieży słynnych wód z onsenów Japonii. Podejrzewamy że to może być...no wiecie....
- Tak, tak oczywiście - powiedziała przejmując rolę Kitkara - Więc jeśli wam to nie przeszkadza.
- Nie skąd oczywiście - zapewnił Quest i para weszła do środka.
- Ci policjanci.....
- Cóż szczyt inteligencji to nie był ale byli tak uprzejmi jak się o nich mówi - przyznała Kitkara.
- Czas się zabawić...- i rzeczywiście bawili się jak szympans w drogerii. Skakali po olbrzymich zębatkach, jeździli na wahadle, bujali się z dzwonami.
- Nie sądzisz że czas wejść na szczyt? - zapytała.
- Słuszna uwaaaaa!!!....- przeciągnął gdy zachwiał się na nogach. To cała budowla zaczęła się kołysać. Karel wpadł na Kitkarę i prawie by spadli gdyby demonica nie przytrzymała się jednego z łańcuchów. Budowla ciągle się delikatnie chwiała ale nie tak silnie niż przed chwilą.
- Co to do diabła było?
- Nie wiem ale wygląda że nie mamy szczęścia do zabytków - mruknął Karel gdy podążali na górę. Gdy wyszli wreszcie na dach okazało się że Big Ben jest unoszony w powietrzu przez łańcuch podczepione niezwykle duży pojazd latający....unoszony razem z fragmentem gruntu pod nim. Naokoło latały helikoptery. Przed nimi na dachu pierajac się o jedne z łańcuchów stała postać w czerwonym płaszczu.
- Poddaj się Carmen! Nie masz szans na ucieczkę - rozległo się z megafonu na jednym ze śmigłowców.
- Carmen? - zdziwiła się Kitkara.
- Zgadza się - odwróciła się postać - nazywam się Carmen Sandiego.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 11-01-2010, 17:32   

- Nie interesuje mnie paniusiu jak się wabisz! Przeszkadzasz nam w randce i wakacjach, więc radze ci oddać ten zegar na miejsce, bo jak nie to obije ci ta facjatke, tak że cie rodzona matka nie pozna!

Kobieta w płaszczu zmieszała się lekko. Wdrapała się po łańcuchu do wnętrza samolotu. Nie wyglądało by miała jednak zamiar posłuchać Kitkary. Ze złości (w, którą łatwo wpada gdy ktoś ją olewa) dobyła Sata.

- Już ja jej pokarze!

- Kit, może daj spokój, co?

- Karelu - popatrzyła na niego płonącym wzrokiem.

- Wyglądasz uroczo gdy jesteś wściekła - zachwycał się. - Tylko nie przesadź, proszę.

- Nie obiecuję.

Karel patrzył jak najpierw odcina łańcuchy unoszące zegar a na koniec rozwala maszyny w drobny mak pozostawiając tylko jedną w której jest Carmen. Lecz ta, gdy dziewczyna wskoczyła do środka okazało się że maszyna pilotowana jest przez auto pilota, a kobieta w czerwieni gdzieś znikła. Kitkara długo klneła wściekając się.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 3 z 3 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group