Johann Erich von Schwarzenberg und Hohenalandsberg urodził się i przeżył większość życia w jednym z protektoratów Błogosławionej Wyspy. Pochodził z tamtejszej arystokracji, która wprawdzie nie mogła równać się z dynastami ani nawet patrycjuszami Błogosławionej Wyspy, w granicach swego królestwa była wszakże poważana i posiadała znaczne wpływy. Johann już od najmłodszych lat wykazywał się nieprzeciętną siłą ducha i tężyzną fizyczną. Jako nastolatek brał ze swoim ojcem w wyprawie, której celem było uwolnienie Dynasty, porwanego przez szalejącą lunarkę. Za swe zasługi i ze względu na nieprzeciętną bystrość umysłu został przyjęty na dwór Nellensa Georgiosa, lokalnego emisariusza Szkarłatnego Cesarstwa, który był też dowódcą oddziału Dzikich Łowów. Tam zapoznano go z przyszłą żoną - Tamarą Borealis, z lokalnej gałęzi rodu Nellens. Owocem małżeństwa raczej z rozsądku niż z miłości, mimo to szczęśliwego, była córka, Nellens Borealis Aurora. . Ukoronowaniem jego błyskotliwej kariery było stanowisko sekretarza sądowego, które otrzymał w wieku zaledwie 27 lat. Czasy nie były spokojne. Armia królestwa była słaba, a garnizony Cesarstwa zostały poważnie uszczuplone, toteż kwitł bandytyzm i prywatne wojenki. Johann prędko zauważył, że prawo karne jest nie tylko przestarzałe i nieskuteczne, ale też przerażająco okrutne i arbitralne. Gdy zwierzył się ze swej frustracji sędziemu nadwornemu ten zaproponował mu, by spróbował stworzyć projekt nowego, lepszego prawa, co młody Schwarzenberg natychmiast podchwycił, nie mając pojęcia jak wiele ta decyzja w jego życiu zmieni. Zaczął szperać archiwach i oficjalnych zbiorach prawnych, z rozczarowaniem stwierdził jednak, że poziom współczesnej doktryny prawniczej jest żenująco niski, a zasoby bibliotek niezmiernie ubogie. Natrafił wprawdzie na ślady starych traktatów, prezentujących o wiele wyższy poziom myśli teoretycznej, ze zdumieniem jednak stwierdził, że są one zwalczalne przez Nieskalany Zakon, oficjalną religię Szkarłatnego Cesarstwa. Początkowo nie rozumiał tego i zirytował się, z czasem jednak pojął, że autorami owych pradawnych praw były "anatemy" - wedle doktryny Zakonu śmiertelnie niebezpieczne istoty, zwodzące całe narody. Gdyby odkrył to kilka lat wcześniej prawdopodobnie przeraziłby się własnej krnąbrności i porzucił poszukiwania, był to już jednak okres, gdy przeżywał głębokie rozczarowanie nauką Zakonu. Ku przerażeniu swej żony, wywodzącej się z lokalnej linii Nellensów, zaczął interesować się heretycką sektą, Kultem Świetlistych, głoszących nadejście potężnych i cudownych istot, jaśniejących duchowym światłem. Johann nie był głupi, rychło dodał dwa do dwóch - Świetliści i starożytne anatemy-autorzy traktatów prawniczych musieli być jednym i tym samym. Wyglądało też na to, że nie byli tak straszni jak tego chciałaby doktryna Zakonu. Pewnego dnia miał okazję na własną rękę przekonać się o słuszności swych przypuszczeń - w jego królestwie pojawił się najprawdziwszy Świetlisty. W samo południe przybił on do drzwi świątyni Nieskalanego Zakonu listę 95 zarzutów pod adresem skorumpowanego kleru i możnowładców, po czym wygłosił kazanie do zszokowanych gapiów. Prawdopodobnie zostałby wtedy schwytany i zgładzony przez Dzikie Łowy, gdyby nie cicha pomoc Johanna, na którym olbrzymie wrażenie zrobiła jego charyzma, odwaga i bezkompromisowość. Po tamtym wydarzeniu rozpadło się małżeństwo Schwarzenberga - jego żona pozostała wierną wyznawczynią nauki Zakonu i choć nie zdradziła Johanna przed władzami, to wyraźnie dała mu do zrozumienia, że nie podziela jego entuzjazmu i uważa jego posunięcia za szaleństwo. Był to silny cios dla Schwarzenberga, po którym o mało się nie załamał. Znalazł w sobie jednak dość siły by kontynuować prace nad projektem ustawy karnej, które jednak szły bardzo opornie - praktycznie nie było materiałów na których mógłby bazować, a jego własna wiedza i zdolności okazały się zbyt słabe, by stworzyć nowe prawo z niczego. Był już zdesperowany, gdy przypadkiem dowiedział się, że leżący w sąsiednim państwie starożytny grobowiec należał podobno do pradawnej anatemy, która dawno temu stanowiła i spisywała prawa wiążące bogów i ludzi. Wyruszył tam, choć tak naprawdę nie wierzył by znalazł tam cokolwiek przydatnego - nie znał starożytnych języków, a żadnemu tłumaczowi nie ufał na tyle, by powierzać mu przełożenie heretyckich pism. Grobowiec okazał się zabezpieczony śmiertelnie niebezpiecznymi pułapkami, w których Johann o mały włos nie znalazł swego końca. Nigdy potem nie żałował jednak swej wyprawy - nie znalazł wprawdzie czego szukał, sam jednak został znaleziony. Niezwyciężone Słońce zajrzał mu w głąb duszy oczyma z płynnego złota i uznał za godnego, by otrzymać Egzaltację Zenitu, która przed wiekami należała do solara spoczywającego w grobowcu - Siegfrieda o Smoczej Skórze. Sędzia powrócił na powierzchnię uzbrojony w miecz, Ultima Ratio, którym władał w poprzednim życiu oraz niezłomną wiarę w słuszność swej misji. Nie powrócił już do ojczyzny. Wrócił do rodowego nazwiska i udał się do oddalonego o jakieś sto mil królestwa Quaresimy, rządzonego przez królewską parę Ferdynanda i Lorettę. Spotkał się z życzliwym przyjęciem, gdyż znane tu były zarówno jego młodzieńcze wyczyny militarne, jak i gorliwa praca nad reformą prawa. 30-letni już Schwarzenberg otrzymał posadę sędziego królewskiego i zadanie zreformowania quaresimskiego prawa. Tym razem nie musiał szukać spisów i kodeksów - razem z Egzaltacją zdobył zapisane w niej niewyraźne wspomnienia Pierwszego Wieku, w tym całkiem niezłe pojęcie o ówczesnym prawie. Przystąpił do pracy, która niemal zupełnie pochłonęła go na około cztery lata, podczas których praktycznie o nim zapomniano. Zmieniło się to, gdy jego praca ujrzała światło dzienne jako Constitutio Criminalis Loretiana - dosłownie zatrzęsła ona światkiem teoretyków i praktyków prawa, którzy w większości nigdy nie widzieli równie zaawansowanej myśli wyłożonej w równie prosty i błyskotliwy sposób. Johann bowiem nie miał zamiaru przywracać antycznego prawa w całości- wprowadzał tylko jego myśl i ogólne zasady do współczesnych przepisów, dostosowując je do realiów Wieku Smutku. Mniej więcej rok po wydaniu swej pracy sędzia skorzystał z okazji i na wojskowym transportowcu Haslanti wyruszył do Whitewall, gdzie, jak sądził, jego legislacyjne i sędziowskie talenty mogły znaleźć użytek i uznanie u rządzących miast Syndyków. Nie przewidział jednak, że zamiast do Miasta Białego Muru trafi, po wielu perypetiach, do Gethamane, gdzie przyjdzie mu walczyć ze straszliwym potworem sprzed eonów. Nie przewidział również, że pozna wyjątkowo oryginalnych towarzyszy. Johann nie kontaktował się ze swoją rodziną przez ponad sześć lat, zarówno z braku możliwości jak i z rozsądku - nie chciał stawiać żony w kłopotliwej sytuacji. Nie mógł więc wiedzieć, że cztery lata po jego odejściu Aurora dostąpiła Smoczego Wyniesienia. Otworzyło to przed Tamarą, jako matką nowej Smoczycy, drogę do kariery w administracji na Wyspie, z czego skrzętnie skorzystała, zdobywając stanowisko w dyplomacji. Jej córka miała szanse osiągnąć daleko większy sukces, choć najpierw czekała ją nauka w jednej z czterech wielkich szkół dla Smoczej Krwi. Tamara postanowiła, że Aurora zostanie wysłana na Wyspę jak tylko ukończy 15 lat.