FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Powrót Godmana
Wersja do druku
Yumegari Płeć:Kobieta
Feministka szowiniska


Dołączyła: 05 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 15-11-2005, 14:49   Powrót Godmana

Nie ukrywam, że posyłam wam starocia. Zarówno pod względem stylu jak i ogolnie pojętej treści wiele mu brakuje, zważywszy na to, że kiedy je pisałam, miałam... nieważne ile lat. Stwierdzam jednak, że jest dosyć sympatyczne i nawet trochę żałuję, że nie napisałam dalszego ciągu... chyba już jednak na to za późno (i kto oprócz mnie w ogóle by to czytał?). W każdym razie, oto króciutki pierwszy (i chyba ostatni) rozdział "Powrotu Godmana" (a może lepiej "Powrotu Grafomana"? ;P)

UWAGA! Opowiadanie może zawierać treści nieodpowiednie dla młodszych czytelników oraz jego treść może obrazić czyjeś uczucia religijne. Wprawdzie uważam, że to ostrzeżenie jest trochę na wyrost, żeby nikt mi później nie powiedział, że nie ostrzegałam.



Rozdział pierwszy - "Objawienie"

- Urodzisz Boga.
Mężczyzna, który stał przed nią wyglądałby zupełnie normalnie, gdyby... gdyby potrafiła określić, jak właściwie wyglądał. Jego włosy nie były ani jasne, ani ciemne, w jego oczach nie było światła, ale nie tonęły też w mroku. Zdawało jej się, że jest nawet zbyt zwyczajny. I to ją niepokoiło. Nie miała pojęcia, co o tym w ogóle mysleć. Sprawa była tak absurdalna, że zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest to prawda... W końcu wypaliła pierwsze, co jej przyszło do głowy.
- Nie jestem dziewicą - mruknęła. - a matka Boga musi nią być.
Nieznajomy spojrzał na nią jakby z litością. Jego matowe oczy błyskawicznie obiegły oblepiony plakatami rockmanów pokój.
- Głupiaś, dziecko. Kto ci taich bzdur naopowiadał? - powiedział, obserwując przy okazji małego chomika buszującego sobie po kolorowej klatce. Zwierzątko nie zwróciło na to spojrzenie najmniejszej uwagi. - Gdzie masz tak napisane?
- Nno... wszyscy to wiedzą. Jakbyś chodził do kościoła, to też byś wiedział.
- Sama ostatnio byłaś w kościele na swoim bierzmowaniu, czyli jakieś trzy lata temu. - Powiedział obojętnym tonem nieznajomy. - Zresztą nie mam ochoty z toba gadać, mówię ci tylko tyle, że urodzisz Boga.
- Srutututu, kto ci takie pomysły podrzuca? Chyba twoja chora psychika, co, psycholu? - zatrajkotała Maryśka. - Przychodzisz do mojego domu i mi jakieś bzdury opowiadasz. Od pół roku nie byłam z chłopakiem, więc gdybym była w ciąży, już bym o tym wiedziała. Zresztą niedawno miałam okres. Więc co, Duch Święty wczoraj w nocy mnie zapłodnił?
Mężczyzna w trakcie tego wywodu liczył w myślach kolczyki na twarzy muzyka z największego plakatu.
- Nie wierzysz? Zrób sobie test, to chyba nie jest drogie, co, bachorze? - doliczył do piętnastu i odwrócił się na pięcie - to ja już lecę. Aha, możesz powiedzieć o tym swojemu chłopakowi, ja mam inne sprawy na głowie.
- Co mam mu niby powiedzieć? - krzyknęła za nim dziewczyna, ale on już trzasnął drzwiami - Że urodzę Boga? I myślisz, że on w to uwierzy? - ściszyła głos - Co to w ogóle za pomysł! - uderzyła pięścią w ścianę, prosto w nos jakiegoś piosenkarza. Zabolało. Stęknęła z bólu i rozcierając kostki mruczała do siebie. - Idiota, idiota, idiota! Nie chcę rodzić dziecka. Chyba je usunę.
Zastanowiła się chwilkę. To przecież zabronione przez prawo.
- Cholera! Muszę iść do apteki po ten test. Stracę kasę, ale trudno. Wolę mieć czyste sumienie. - Nagle zatrzymała się w miejscu. - A jeżeli on mówi prawdę? - przestarszyła się trochę. - Co ja powiem starym?...
Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu kurtki. Gdy ją znalazła, szybko naciągnęła na grzbiet. "Elka chyba pożyczy mi parę groszy" - pomyślała rozsądnie. Wiedziała, że kuzynka nie bedzie miała wyboru, tylko sypnie gotówką. Zresztą, ona zrozumie. Jest w szóstym miesiącu i mieszka u rodziców swojego chłopaka.
Maryśka zawiązała błyskawicznie adidasy i wybiegła z mieszkania, trzaskajac tylko drzwiami i nie kłopocząc się, żeby zamknąć je na klucz. Przeskakując po dwa stopnie zbiegła po schodach, pchnęła cieżkie drzwi i wybiegła na ulicę. Nie czekał jej daleki spacer, ponieważ Elka mieszkała zaraz za rogiem. Chwilę potem dziewczyna znalazła się pod zniszczonym domofonem. Ignorując gwizdy miejscowych dresiarzy, nacisnęła przycisk obok brudnej karteczki z napisem "A.R.Domańscy".
- To ja, otwórz - wypaliła, gdy tylko usłyszała głos przyjaciółki.
- Wchodź - westchnęła Elżbieta. Zabrzęczało i Maryśka weszła do brudnej klatki, poczekała na windę i wjechała na czwarte piętro. Gdy zapukała w obdrapane drzwi, otworzyła jej niska, niezbyt atrakcyjna dziewczyna. Brzuszek prawie zupełnie ukryła pod za dużą flanelową koszulą w paskudną kratkę - prawdopodobnie pożyczoną od ojca dziecka.
- Znowu chcesz kasy? Nie mam, jestem spłukana. - powiedziała niedbale ciężarna, opierając się o framugę, zagradzając tym samym wejście do środka.
- Cicho bądź, mam ważną sprawę. Muszę sobie zrobić test, bo jakiś facet próbuje mi wmówić, że jestem w ciąży.
- Taak? - zainteresowała się Elka. - Super! Słuchaj, kim jest ojciec? To Józek, czy masz kogoś nowego? Nic mi się nie chwaliłaś, że...
- Nie, nie, przestań chrzanić - przerwała jej Maryśka ze zniecierpliwieniem. - Z nikim nie byłam, to jest właśnie najdziwniejsze. Paranoja, co?
- Sama chrzanisz, przecież słyszałam, że w kiblu na dyskotece...
- To co innego! Od tego nie zaszłabym w ciążę! - "chyba", dodała w myślach.
- Aż nie mogę uwierzyć w to, żeś ostatnio taka niewinna - Elka uniosła brwi.
Maryśka popatrzyła na nią spode łba.
- Po tym, jak się dowiedziałam o tobie, lekko mi się odechciało amorów, moja droga - warknęła. - Serio ci mówię, po co miałabym kłamać?
Kuzynka puściła mimo uszu złośliwość i machnęła ręką.
- Nie wiem, może żeby zrobić z siebie świętą. Widocznie niewiele ci brakuje, po półrocznej przerwie prawie odzyskałaś dziewictwo. Ale skoro tak, to co gadasz i mnie stresujesz... Oczywiście, że nie jesteś w ciąży. Pewnie ci coś zaszkodziło.
- Czuję się świetnie, ale ten facet twierdzi, że urodzę Boga - szepnęła Maryśka. Obok otworzyły się drzwi i wyszła z nich gderliwa, gruba sąsiadka Eli, przyglądając im się podejrzliwie.
- Co?... - Elka roześmiała się na całą klatkę. Kobieta obejrzała się na nią z wyraźnym oburzeniem i prychając weszła do windy. - To dobre, wiesz co, dawno nie słyszałam czegoś podobnego! Haha, idź do psychologa, skoro wierzysz w takie bzdury... Albo jeszcze lepiej - do ginka, on rozwieje twoje wątpliwości... - i zanosząc się śmiechem zatrzasnęła Maryśce drzwi przed nosem.
Pomimo złości na Elkę, stwierdziła, że miała ona trochę racji. Trzeba iść do ginekologa... Najlepiej takiego w państwowej przychodni... O, i będzie miała pretekst, żeby nie iść do szkoły. To postanowiwszy, obróciła się na pięcie i zbiegła po schodach.



I co o tym sądzicie? Tylko proszę o wyrozumiałość: ja naprawdę rzadko piszę, więc nie mam wprawy (hmm... a może w ogole powinnam przestać?)

_________________
Behind every great woman is a man checking out her ass
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
2513810
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group