FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Alliance
Wersja do druku
myaku Płeć:Kobieta


Dołączyła: 17 Lis 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 02-12-2007, 19:52   Alliance

Ok, więc przyszedł czas i na mnie. Czekam na szczere opinie.
Na początek wielkie podziękowanie dla moich beciątek :*
Mat, za to, że poprawiałaś błędy, jesteś dla mnie wszystkim i ogólnie cię kocham :*
Black_Raven, za pomysły i masę czasu dla mnie :*
luna_white za.. betowanie xD :*
No to.. miłego czytania ^^

I.

Poranne słońce przebijało się przez zasłonięte okno. Dziewczyna siedziała obok łóżka trzymając fotografię sprzed wielu miesięcy. Ona, Daisuke i Akira. Uśmiechnęła się lekko i pogładziła dłonią ramkę. Obaj mieli zadufane miny. Akira, chłopak średniego wzrostu, o czarnych włosach i głębokich, brązowych oczach. Znali się od urodzenia. Był dla niej jak brat, którego straciła dawno temu. To taki Anioł Stróż, który zawsze się nią opiekował. Daisuke natomiast był wysokim, szczupłym chłopakiem o czerwonych włosach i zielonych oczach. Poznali się podczas pierwszego treningu z sensei. W ogóle nie okazywał swoich uczuć. Zdawał się być oschłym, zarozumiałym pyszałkiem. Nie jest taki, chociaż wiele osób tak właśnie uważa. Ale go lubiła, bardzo. Raz, gdy byli sami, powiedział jej, żeby robiła coś tylko dla kogoś, kto jest dla niej ważny. Nigdy dla siebie, bo w ten sposób nic nie osiągnie. Wzięła sobie te słowa bardzo głęboko do serca. On był dla niej ważny... Potrząsnęła głową. Nie, Amaya, przestań o tym myśleć.
Z samego rana poszła nad rzekę potrenować nowe NinJutsu, które pokazał jej Akira. Powoli zaczynała robić postępy, jednak to ciągle nie to..
- Souryuu Boufuusetsu! – krzyknęła dziewczyna robiąc pieczęć i wyciągając obie ręce. Wzdłuż nich zaczęły formować się dwa czarne, lodowe smoki, jednak później żadna trąba powietrzna się nie pojawiła. Spróbowała jeszcze raz, i jeszcze. Po wielu zmaganiach zdyszana poczołgała się do drzewa, aby się o niego oprzeć. Osunęła się powoli na wilgotną trawę. Zrobiło jej się zimno, więc zaczęła trzeć ramiona dłońmi szybkim i jednomiernym ruchem. Po chwili z trudem podniosła się i z powrotem wróciła nad rzekę. Ostatni raz, do cholery, ostatni.
- Souryuu Bou... – wymamrotała i opadła na ziemię. Była już u kresu swojej wytrzymałości. Zanim jeszcze zamknęła oczy ujrzała zamazaną postać nad sobą.
- Uparta jesteś – mruknął ów przybysz z lekkim uśmiechem na twarzy. To był Akira.

~*~

Obudziła się w swoim pokoju. Uniosła się na łokciu i uważnie rozejrzała się dookoła. Ujrzała porozwalane ciuchy, shurikeny i kunai’e w ‘dziwnych’ miejscach, dużo bandaży.. I nic więcej. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Ze mną jest coś nie tak, czy rzeczywiście ktoś tu jest? Jeszcze raz rozejrzała się po pokoju. Pusto. Nie, to zdecydowanie ze mną jest coś nie tak. Opadła na miękki materac przykrywając się po uszy kołdrą. Zasnęła.

~*~

Następnego dnia miał się odbyć oficjalny trening z Akirą i Daisuke. Trójka towarzyszy z niecierpliwieniem czekała na swojego sensei. Gdy ten już się zjawił, oznajmił im, iż mają zgłosić się do Mizukage, ponieważ ma dla nich ważne zadanie. Nie mieli pojęcia, o co chodzi tym razem, jednak każdy z nich, w mniejszym lub większym stopniu, był podekscytowany.
Po półgodzinie drużyna dziewiąta znajdowała się w gabinecie Mizukage. Pokój był dość spory i ponury. Znajdowały się tam zaledwie dwa okna, które i tak były zasłonięte. Za dowódcą stali trzej jounini. Jeden miał zabandażowaną szyję. Amaya była ciekawa, co mu się w nią stało. Zaczęła mu się natarczywie przyglądać, jednak gdy ten to zauważył, spojrzał na nią swoim srogim wzrokiem, więc dziewczyna szybko odwróciła głowę i lekko się zarumieniła. Drugi miał czarne włosy aż do pasa. Jego oczy były puste. Trzeci natomiast, miał je zakryte ochraniaczem. Zaintrygowana spoglądała na nich co jakiś czas. Mizukage chyba to zauważył, bo zaczął:
- Jako trójka najlepszych chūninów, a kto wie, może i przyszłych jouninów – tu lekko się uśmiechnął – wraz ze swoim sensei Saburo wyruszycie do Konohy. Niedługo mamy podpisać z nimi traktat pokojowy.
Po otrzymaniu szczegółów i wskazówek zwrócili się ku wyjściu. Dziewczyna była strasznie podekscytowana.

~*~

Amaya pakowała różne rzeczy do swojej torby, poczynając od kunai’i i shurikenów, a kończąc na różnych przydatnych pigułkach i wielu bandażach. Podeszła do swojej szafy z ubraniami. Wygramoliła stamtąd krótką bluzkę i spódnicę. Skoro mamy stawić się u samego Hokage, to dobrze by było, gdybym wyglądała przyzwoicie. Podreptała do łazienki i wzięła długi, gorący prysznic. Nabrała trochę mydła, które pachniało liliami. Uwielbiała ten zapach. Delikatnymi, okrężnymi ruchami wcierała go w swoje ciało. Zaczęła od szyi, później namydlała ramiona, następnie skierowała dłonie w stronę dekoltu, piersi i.. tej okropnej blizny. Wzdłuż brzucha, po lewej stronie ma „pamiątkę” po pewnej misji. Nie mogła się otrząsnąć przez ponad tydzień. Nie chciała pamiętać..
Potrząsnęła głową. Zdała sobie sprawę, że stoi pod prysznicem dobre czterdzieści minut. Zmyła z siebie pianę i wyszła otulając się miękkim ręcznikiem. Spięła grzywkę do tyłu, a resztę włosów związała w kok. Przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Nie była brzydka. Ba, uważała nawet, że jest całkiem ładna. Zielone oczy doskonale komponowały się z długimi, ciemnofioletowymi włosami. O, ten niewielki pieprzyk na prawym policzku jest nawet uroczy. Dziewczyna miała ładne, jędrne piersi, nie za duże, nie za małe. Smukła talia, dobrze wyeksponowane biodra.. Więc dlaczego była sama? Nie, tak jest najlepiej.
Powolnym ruchem skierowała się do swojego pokoju. Włączyła lampkę, która zdecydowanie oświetliła ponure pomieszczenie. Zsunęła z siebie ręcznik, po czym sięgnęła po szeroki bandaż. Powoli i dokładnie owijała go wokół talii tak, aby zasłonić bliznę. Następnie zabrała się za uda. Mogła podkreślić swoją kobiecość, a w końcu o to chodzi. Narzuciła na siebie wcześniej wygrzebaną, luźną bluzkę i spódniczkę. Wokół brzucha zawiązała ochraniacz, a wokół uda kaburę na shurikeny. Naciągnęła na dłonie jeszcze rękawiczki i nałożyła buty. Na koniec rozpuściła włosy tak, że niektóre kosmyki owijały się wokół ramion, a grzywka delikatnie opadła na czoło. Przyjrzała się ostatni raz sobie w lustrze.
- Wyglądasz nieźle Amaya. Naprawdę nieźle – mruknęła do siebie i lekko się uśmiechnęła.


II.

Dziewczyna sunęła wolnym krokiem w umówione miejsce. Spojrzała w niebo, całkowicie pozbawione chmur. Spuściła lekko głowę w dół i odwróciła ją w prawo, a później w lewo. Mgła prawie zasłaniała drzewa. Westchnęła. Ciekawe, jak jest w Wiosce Liścia...
Około piętnastu minut później Amaya znajdowała się przy bramie. Oparła się o mur czekając na towarzyszy i sensei. Z torby wyjęła coś, co przypominało zegarek. Jeszcze dziesięć minut... Usiadła opierając się o zimną ścianę i przechyliła delikatnie głowę do tyłu. Przymknęła oczy.
Coś szturchnęło. Raz, drugi. I trzeci.
- Co do.. – zaczęła, ale nie skończyła. Nad nią stało dwóch znajomych chłopaków. – Rany, wystarczyło powiedzieć – mruknęła wstając i otrzepując się. Męska część drużyny popatrzyła na siebie znacząco.
Po chwili pojawił się także Saburo. Wyruszyli.

~*~

Kilka dni przed wyprawą shinobi, młoda kobieta siedziała właśnie za swoim biurkiem. Czytała ważny list od Mizukage. Bla bla bla, sojusz, bla bla bla.. SOJUSZ?!
- Shizune.. – Cisza. – Shizune! – Znowu cisza. – SHIZUNE, DO CHOLERY! – krzyknęła Hokage waląc pięścią w stół, na co ten rozwalił się na pół, a sterty kartek właśnie latały w powietrzu.
- Tak, Tsunade-sama? – Do pokoju weszła młodziutka, całkiem ładna kobieta. Włosy miała czarne i krótkie. Ubrana była w ciemne kimono, które podkreślało jej kobiece kształty.
- Natychmiast zwołaj Radę Konohy. Musimy bardzo poważnie coś przedyskutować. Aha, i jakbyś mogła... Posprzątaj tu – powiedziała i szybkim krokiem ruszyła do sali.
Chwilę później odbyła się narada, która zakończyła się potwierdzeniem sojuszu nowego Mizukage. Po wysłaniu go do Wioski Mgły, ruszyła z powrotem w stronę swojego gabinetu. Gdy weszła, ujrzała pokój w idealnym porządku. Shizune, jesteś wielka. Uśmiechnęła się. Zasiadła wygodnie w swoim fotelu wołając dziewczynę jeszcze raz.
- Mizukage niedługo wysyła tutaj trzech najlepszych chūninów i jednego jounina. Znajdź dla nich jakieś porządne miejsce na spędzenie tutaj tygodnia.
- Czemu aż tyle? – spytała podnosząc jedną brew.
- Raz, mają odpocząć po kilkudniowej podróży. Dwa, muszą pomóc w przygotowaniach do zawarcia sojuszu. Trzy, mają uczestniczyć w tym wszystkim. Skoro tydzień ma siedem dni, to zajmie im pięć, a więc dwa na inne bzdety. – Tu Tsunade po kolei wyliczała dni na palcach.
- Rozumiem. Kiedy do nas przybędą?
- Ja... Nie mam pojęcia. – Zapadła głucha cisza, którą po chwili przerwało pukanie do drzwi.

~*~

Po trzech dniach podróży w końcu znaleźli się w Kraju Ognia. Przebywali właśnie w porcie, gdzie chcieli trochę odpocząć. Saburo powiedział Akirze, żeby poszukał dla nich jakiegoś noclegu.
- A my chodźmy coś zjeść. Umieram z głodu – powiedział sensei, po czym zaczął masować swój brzuch.
- Zgoda, ale ty stawiasz – odpowiedziała Amaya z wielkim uśmiechem na twarzy. Gdy ten już chciał coś odpowiedzieć, dziewczyna pociągnęła Daisuke za rękę i podreptała przed siebie. – Saburo-sensei, no chodź.. – jęknęła.
- Co za dziewucha – mruknął do siebie i wolnym krokiem pomaszerował za nią.
Zatrzymali się przed knajpą „Kanbi”. Weszli do środka. Pomieszczenie było bardzo jasno oświetlone. Dziewczyna spojrzała w lewo. Zwykłe stoliki, na których stały wazoniki z kwiatkiem i serwetki, a tuż obok cztery niewielkie drewniane krzesła. Podłoga była czysta i również z drewna. Powoli przekręciła głowę w bok. Przed nią, za ladą stał mężczyzna w przeciętnym wieku wycierając szklanki i patrząc na gości wyczekująco. Teraz spojrzała w prawą stronę. To samo, co z lewej. Ogólnie, knajpa wyglądała bardzo schludnie. Ruszyli w stronę jakiegoś stolika, a chwilę później podszedł do nich kelner, inny niż ten zza lady.
- Co podać? – zapytał i lekko się uśmiechnął.
- Eee, chwila – mruknęła trochę niezadowolona dziewczyna. Zaczęła przeglądać dość ubogie menu, po czym wybrała taiyaki z czekoladą. Chłopak szybko to zapisał, po czym spojrzał na męską część towarzystwa. Obaj wybrali to samo. Gdy ten już odchodził, do pomieszczenia wparował zdyszany Akira, który opierał się jedną ręką o framugę drzwi. Wymamrotał coś w stylu „Dla mnie to samo” i zasiadł w wolnym miejscu.
- Znalazłeś coś? – zapytał Saburo.
- Tak. Później wam pokażę – odpowiedział rozsiadając się wygodnie na krześle.
Po dziesięciu nudnych minutach w końcu mogli zacząć jeść. Taiyaki to nic innego jak ciasto, na przykład do naleśników, w kształcie ryby. Nadzienia mogą być różne: czekolada, ser, krem, okonomiyaki.. Czyli czego dusza zapragnie. Amaya miała słabość właśnie do czekolady i mogła jeść z nią dosłownie wszystko.
Gdy już wszyscy najedli się do syta, Akira zaprowadził towarzyszy do noclegu. Stanęli przed budynkiem, który.. nie wyglądał zbyt dobrze. Schodząca farba czy zarośnięte roślinami ściany w ogóle nie sprawiały dobrego wrażenia. Shinobi niepewnie do niego weszli. W środku „trochę” śmierdziało, było ponuro, dosyć ciemno, a w recepcji siedziała jakaś staruszka, która chyba nie kontaktowała.
- O tak, bosko tu jest – mruknęła Amaya, która była tak zrażona tym miejscem, że nie miała ochoty dalej tam wchodzić. Ba, trzeba było wziąć ją siłą.
- Nie zachowuj się jak dziecko! – warknął Akira, który nieustannie próbował ciągnąć dziewczynę ze sobą. Niestety, bezskutecznie.
- Będę! Tu jest gorzej niż..
- Niż w burdelu? – odezwał się Daisuke. – Wiemy, ale lepiej będzie spędzić jedną noc tu niż na zewnątrz. Tym bardziej, że blisko jest morze, z którego będzie wiał zimny wiatr. A więc chodź – mruknął na koniec, na co dziewczyna pokornie przystała.
Saburo podszedł do staruszki.
- Ile jest wolnych pokoi? – Cisza. – Proszę pani! – Znowu cisza. – Słyszy mnie pani?! – warknął. Zero odpowiedzi. Zdenerwowany mężczyzna podszedł do tablicy za kobietą, na której wisiały jakieś klucze. Sięgnął po cztery, aby każdy miał pokój tylko dla siebie. Po kolei wręczał je swojej drużynie. Mieli kolejno numerki od 168 do 171. Amaya spojrzała na swój. 169, no pięknie. Skierowała się w stronę swojego pokoiku. Gdy weszła, otworzyła szeroko oczy i stanęła jak zamurowana. To, co zobaczyła, przeszło jej najśmielsze oczekiwania.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 02-12-2007, 21:32   

Pierwsze i najważniejsze - musisz urozmaicić konstrukcję zdań, bo to się przeraźliwie trudno czyta:

Cytat:
Poranne słońce przebijało się przez zasłonięte okno. Dziewczyna siedziała obok łóżka trzymając fotografię sprzed wielu miesięcy. Ona, Daisuke i Akira. Uśmiechnęła się lekko i pogładziła dłonią ramkę. Obaj mieli zadufane miny.


Nonstop "podmiot, orzeczenie, dopełnienie". Dwa takie zdania pod rząd kolą w oczy, ale już po trzecim czytelnik odpadnie, bo rytm jest nie do zniesienia. Brzmi jakby ktoś powtarzał w kółko "raz, dwa, trzy; raz, dwa, trzy; raz, dwa, trzy". Spróbuj pokombinować.

Druga sprawa: "poranne słońce przebijało się przez zasłonięte okno" jest nie po polsku. Jeżeli już to nie "słońce", a "światło", i nawet jeśli "przebijało", to niekoniecznie "się" - chyba że było spersonifikowane i przebijało się, bo chciało wejść do środka. Tym bardziej, że to "zasłonięte okno" też trochę niezręcznie wygląda. To nie jest złośliwość - po prostu staraj się upewnić czy danego słowa faktycznie używa się w takim kontekście jak zamierzasz. Możesz skonsultować się ze swoją polonistką (no dobra, ja nigdy nie miałem odwagi, ale może Ty będziesz;p).

Ogólnie życzę powodzenia i wytrwałości, nie jest źle, a może być lepiej.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
myaku Płeć:Kobieta


Dołączyła: 17 Lis 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 07-12-2007, 23:24   

Dodaję nowy fick ^o^ Za betowanie podziękowania dla Black_Raven i luna_white. Dzięki, dziewoje :*

III.
Amaya bardzo niepewnie zrobiła krok naprzód i rozejrzała się. Pokoik był mały, ciemny, z przeciekającym sufitem i kilogramami kurzu na półkach. Podeszła do łóżka i lekko tknęła go palcem. Materac był mokry. Spojrzała na brudne okno, przez które niczego nie było widać. Skrzywiła się. Natychmiast pobiegła do reszty ninja.
- Kto się ze mną zamieni na pokoje? No...? – załkała dziewczyna, patrząc błagalnym wzrokiem na shinobi. Niestety, ci tylko wymamrotali coś w stylu „Chyba zwariowała” i szybko zniknęli za drzwiami. Zrezygnowana podreptała do siebie. Rzuciła torbę w jedyny kąt pomieszczenia, który wydawał się dość suchy. I co ja mam teraz, do cholery, zrobić?!
Dziewczyna zaczęła krążyć po pokoju. Nagle przyszło jej coś do głowy, więc podeszła do materaca i podniosła nad nim swoje dłonie. W ciszy skupiła w nich chakrę i nad materacem uniosła się warstwa wody. Gdy już zdawało się być dosyć sucho, szybko machnęła rękoma do tyłu i ciecz rozlała się po drewnianej podłodze. Znów dotknęła palcem materaca. Sucho. Moja inteligencja czasem mnie zaskakuje. Zadowolona z siebie zaczęła się rozbierać. Zdjęła buty, rękawiczki, spódnicę, ochraniacz i kaburę. Zaczęła odwijać bandaż z brzucha i ud, po czym rzuciła wszystko w stronę torby. Ubrana tylko w krótką, luźną bluzkę i obcisłe spodenki, które służyły jej za bieliznę, w końcu poszła spać.

~*~

Zwłoki wielu shinobi leżały bezwładnie na ziemi, a ich wnętrzności „ozdabiały” wioskę. Wokół znajdowały się ogromne ilości krwi. Dziewczyna leżała nieruchomo na ziemi, ciało miała zdrętwiałe, a siniaki i rany prawie zasłaniały jej skórę. Czekała na zbliżającą się śmierć. Nagle pojawił się przed nią mężczyzna, który w oczach miał żądzę mordu. Schylił się nad nią wyciągając kunai’a. Brutalnie przeciął jej skórę na brzuchu, na co dziewczyna przeraźliwie krzyknęła. Ten, natomiast, powoli, ale za to boleśnie, zaczął wyciągać z niej niewielką ilość organów.
- Przestań! T-to boli! – dziewczyna nie mogła już tego znieść. Zanim zemdlała, zobaczyła, jak kunai przecina głowę owemu mężczyźnie.


~*~

Obudziła się zlana potem. Obok niej stali zmartwieni shinobi, którzy patrzyli na nią z niekłamanym współczuciem.
- Znowu miałaś TE sny..? – zapytał Saburo.
- J-ja.. N-no tak.. – wymamrotała. – A właściwie, to skąd wiesz?
- Mnie obudził przeraźliwy krzyk i wołanie w stylu „Przestań!”. Ich zapewne też.. – tu spojrzał na chłopaków, na co ci tylko przytaknęli.
- Aha.. Więc dzięki, ale możecie już iść. I nie, nic mi nie będzie – dodała, gdy sensei chciał już coś powiedzieć. – A teraz idźcie, no już. – Odpowiednim gestem ponagliła przyjaciół. Co się ze mną dzieje? Już cały miesiąc miałam spokój, a tu nagle znowu to samo... Powoli osunęła się z powrotem na poduszkę. Przetarła twarz dłońmi, po czym przymknęła oczy. Znów zasnęła.

~*~

Następnego dnia, tuż po wchodzie słońca, wyruszyli w dalszą podróż. Słońce bardzo promieniało, pojedyncze chmury leniwie przesuwały się na wschód, a lekki wiaterek przeczesywał długie, ciemnofioletowe włosy Amayi. Po kilkunastogodzinnej podróży znaleźli się w Otafuku Gai. Stąd do Konohy było już niedaleko.
- Zatrzymamy się tu na trochę – oświadczył Saburo, po czym skierował się do gorących źródeł. – Musimy się nieco odświeżyć – dodał.
- Przydałoby wam się – mruknęła Amaya.
- Słyszałem to – odpowiedział niezadowolony Akira, na co dziewczyna tylko się uśmiechnęła.
Weszli do środka i skierowali się w stronę recepcji. Sensei zarezerwował trzy pokoje, wręczył kluczyki shinobim i sam skierował się do swojej izby.
- Jak dobrze, że w końcu spędzimy trochę czasu w jakimś PORZĄDNYM miejscu – powiedziała Amaya ze szczerym uśmiechem. Chwilę później znajdowała się w swoim pokoju. Na całkiem nagie ciało nałożyła ręcznik i skierowała do wyjścia. Przesunęła drzwi w prawą stronę i udała się ku gorącej wodze. Zsunęła z siebie zbędną garderobę i weszła do źródła. Nigdy nie czuła się tak dobrze, a to działo na nią kojąco. Oparła się rękoma o zimną posadzkę i przymknęła oczy. Już myślała, że nic nie przerwie jej tego cudownego stanu, gdy do środka wparowali Saburo, Daisuke i Akira. Ten ostatni wykonał słynną „bombę” robiąc ogromną falę, która zamoczyła Amayę.
- Temee~! - warknęła dziewczyna robiąc się czerwona ze złości. – Mizu Bunshin no Jutsu! – mruknęła, wykonując krótką pieczęć.
Wokół pojawiły się cztery klony. Wszystkie naraz rzuciły się na chłopaka, który nerwowo szukał drogi ucieczki. Niestety, bezskutecznie. Przez dłuższą chwilę trzymały go pod wodą, lecz kiedy Saburo powiedział, że już dość, nagle znikły. Akira wynurzył się z wody łapiąc powietrze. Jego twarz była cała czerwona.
- Zwariowałaś?! Mogłaś mnie utopić! – wrzasnął zdenerwowany.
- Przecież wiem – odpowiedziała beznamiętnie, po czym powróciła na swoje wcześniejsze miejsce. Oparła się wygodnie o chłodną posadzkę i znów przymknęła oczy. Tego popołudnia już nikt jej nie zaczepiał.
Niecałe półgodziny później zdecydowała, że wyjdzie z wody, jednak jej towarzysze dalej tam siedzieli. Wzięła głęboki oddech.
- Wychodzę. A wy macie się odwrócić i nie patrzeć – zakomunikowała, na co ci posłusznie przytaknęli. Gdy wychodziła, poczuła na sobie ukradkowe spojrzenie Daisuke. Nagle tuż przed jego twarzą przeleciał shuriken. Ten stanął jak zamurowany, nawet nie drgając.
- Mówiłam, żeby nie patrzeć – warknęła, po czym nastąpiła krótka, głucha cisza. Gdy ta już zniknęła za drzwiami, Akira zapytał:
- S-skąd ona m-miała tego shu-shurikena?
- Mnie nie pytaj – mruknął Saburo oddalając się nieco od miejsca zdarzenia. Daisuke zrobił się najpierw fioletowy, potem różowy, niebieski, zielony a na koniec żółty, po czym taki kolorowy zanurzył się w wodzie i nie wychodził z niej przez kolejne dwadzieścia minut.
~*~

Leniwym krokiem udała się do swojej izby. Głupi Daisuke, głupi! – przeklinała go w myślach. Co on sobie w ogóle wyobraża?! Baka, baka, baka!
Dziewczyna nałożyła na siebie szare kimono i przeplotła go czarnym, szerokim pasem. Godzinę wcześniej jakaś starsza, całkiem miła pani zakomunikowała, że podwieczorek znajduje się tuż pod drzwiami.
- Jak dobrze, że się tu zatrzymaliśmy – powiedziała sama do siebie, sięgając po posiłek. – Sushi! – zawołała uszczęśliwiona.
Po skonsumowaniu jej ulubionego dania udała się do małej garderoby, w której mogła spokojnie się ubrać. Najpierw jednak nasmarowała się olejkiem nawilżającym, który zaczął delikatnie wygładzać jej suchą skórę. Następnie obwinęła się bandażami, później nałożyła zwiewną spódniczkę i bluzkę, a na koniec nałożyła rękawiczki, krótkie kozaki do łydek z ‘wyciętymi’ palcami i swój ulubiony naszyjnik. Zawiązała jeszcze ochraniacz wokół talii i kaburę na udzie. Usiadła przed lustrem i zaczęła rozczesywać swoje włosy. Natrafiła na kołtun. O, jeszcze jeden. Po ‘małej bitwie’ z nimi w końcu była gotowa. Za pięć minut mieli spotkać się przy wyjściu. Narzuciła sobie torbę na ramie, po czym skierowała się w umówione miejsce. Shinobi już na nią czekali.
Akira miał czarne, dosyć długie włosy. Na głowie znajdowała się zawiązana chusta z symbolem Wioski Mgły, spod której wymknęły się dwa pasma. Narzucił na siebie beżową bluzę i czarne spodnie do kolan. Na łydkach i lewej ręce miał bandaże, a na plecach uwiązane dwa długie, drewniane kije, którymi swobodnie posługiwał się w walce. W jego kaburze znajdowały się makibishi.
Daisuke ubrany był w bordową koszulę z długim rękawem, spod której wystawała biała bluzka. Spodnie miał takie same jak Akira, na udzie uwiązana kabura, w której znajdowany się shurikeny, kunai’e i łańcuch, a na lewym ramieniu ochraniacz. Jego ciemnoczerwone, pół długie włosy powiewał niewielki wiatr, który dobiegał z zachodu.
Jeden z najlepszych jouninów Kiri-Gakure nie wyróżniał się niczym specjalnym. Na sobie miał kamizelkę typową dla shinobich, spod której wystawały ciemnozielone rękawy. Jedyne, co mogło przykuwać jako-taką uwagę, mogły być jego śnieżnobiałe, proste włosy, jednak nic więcej.

~*~

Dwaj dosyć młodzi shinobi siedzieli właśnie za stołem, tuż za bramą Konohy. Jeden z nich, Kotetsu, spisywał właśnie jakieś dokumenty, a drugi natomiast, Izumo, stukał palcem o drewniany blat. W końcu nie wytrzymał.
- Jak myślisz, jacy są ci z Wioski Mgły? – odezwał się, spoglądając ukradkowo na przyjaciela.
- Czy ja wiem.. – odpowiedział przeciągle. – Strasznie gorąco dzisiaj.
- Ponoć mają nowego Mizukage. Oby był lepszy i nie wprowadzał takich porąbanych zasad, jak zabicie swojego kumpla z ławki.
- Mhm – mruknął. – Ja chcę szklankę wody.. – jęknął, rozkładając się na biurku.
- A może oni coś knują..?
- Daj spokój, skoro Rada Konohy się zgodziła, to na pewno nie ‘ot tak’. Poza tym, właśnie idą.
Tuż za bramą pojawili się czterej shinobi z Kiri-Gakure. Nie wyglądali na zmęczonych, ba, wydawali się nawet dosyć podekscytowani. Shinobi z Konohy wstali i nisko się ukłonili.
- Proszę za mną, zaprowadzę was do naszego Hokage – powiedział Kotetsu, na co reszta się uśmiechnęła.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
myaku Płeć:Kobieta


Dołączyła: 17 Lis 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 05-01-2008, 18:01   

Widzę, że tutaj nikt ficka nie czyta, więc zapraszam na mojego bloga: http://alliance.mylog.pl/ , na którym pojawiła się już VI część.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group