FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Fanfik, chwilowo bez tytułu
Wersja do druku
Hisayo Płeć:Kobieta
Mniumniu! ♫


Dołączyła: 11 Kwi 2009
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 18:16   Fanfik, chwilowo bez tytułu

Coś mnie ostatnio naszło na napisanie poważnego (ekhm, w miarę), Utenowego fica. No i właśnie, po tym jak go sobie usunęłam (utalentowana jestem, nie ma co ), napisałam go od nowa. Oto on.


- Cholera, no.
Kyoichi Saionji westchnął. Cały czas słyszał brzęczenie łyżeczki o kubek.
Kawa. Jedyna zaleta bycia zmęczonym.
A, nie. Była jeszcze jedna. Można rzucić się na łóżko, przykryć kołdrą i zapomnieć o wszystkim. Wszystkim, które było złe, podłe okrutne i – w jego przypadku – nieubłagane. Ptaszki ćwierkały za oknem, do czasu, kiedy któryś z nich zechciał przelecieć na drzewo po drugiej stronie ulicy. Niezbyt przyjemny widok – wróbelek wlatujący pod koła samochodu. A wróbelki to były bardzo miłe stworzonka. Kiedy zwlekał się z posłania – bo czasami ze zmęczenia zasypiał na krześle, które naturalnie kiedyś musiało się przywrócić – robił to bardzo cicho i spokojnie, ponieważ kilka egzemplarzy już siedziało mu na parapecie i ćwierkało radośnie. No cóż, nie wszystkie ptaki mają szansę zostać „sąsiadem” człowieka, który od czasu do czasu zdecydowanym ruchem serwował swoim lokatorom bułę z hamburgera, dodając do tego „A pękaj sobie”.
Był niedzielny poranek. Właściwie, trochę wcześniejszy poranek – około piątej.
Nie przywykł za bardzo do wstawania o takiej porze. „Wstawanie” właściwie nie należy do poprawnych określeń – bywały i dni, kiedy po przebudzeniu potrafił leżeć w łóżku nawet dwie godziny… ale zazwyczaj już po trzydziestu minutach nudziło mu się to i wstawał po kawę.
A to właśnie była taka niecodzienna chwila, w której siedział i machinalnie merdał łyżeczką kawę – mimo, iż ziarenka i cukier już dawno się rozpuściły.
Przeczesał palcami potargane do granic możliwości włosy. Oprócz codziennych wizyt wróbelków właściwie nie miał powodów, żeby robić cokolwiek z ochotą – pobudka, kawa, powtarzanie tematu, galopem na studia, potem do domu, powtarzanie tematu… Właściwie robił to wszystko machinalnie i z przyzwyczajenia. A podobno robota powinna dawać człowiekowi satysfakcję… Ale jemu zależało tylko na jednym – pozdawać poprawnie wszystkie egzaminy, potem dostać dobrze płatną pracę – no i to by było właściwie na tyle.
Ach. Właśnie. Praca. Niby nic – im więcej szkół się ukończy, tym prościej ją znaleźć. Chociaż on nie musiał szukać. I tak wiedział, kim zostanie.
Takie rozmyślania przypominały mu bezsensowne zadania w podstawówce, dotyczące tematu „Kim chciałabyś/chciałbyś zostać w przyszłości”. Zwykle, gdy tylko słyszał, że jest planowana taka lekcja, mruczał sobie pod nosem „Studentem, cholera jasna” i szedł do kąta poczytać książkę albo pokłócić się z „kolegami z klasy”. Aha! Jasne. Jeśli kolegą można było nazwać kogoś, kogo zna się tylko z imienia – to proszę bardzo.
A miał zamiar zostać fotografem. Takim zawodowym, bardzo poważnym, który robiąc zdjęcia jakiejś modelce, co jakiś czas wtrąca „Niech się pani przesunie w prawo”, albo „Nie, w to drugie prawo”. O, właśnie takim.
Miał swój, co prawda trzeci z kolei, aparat. Co kilka dni wyłaził na przechadzkę w różne zakątki – głównie po to, żeby robić zdjęcia psom, kotom i ptakom. Ale zdarzały się przypadki, kiedy ośmielony cudowną ciszą zakradał się w niebezpieczne okolice – bo tam znajdowało się najwięcej zabazgranych murów. Nie to, żeby się bał robić to częściej – ale czasami jakiś zbuntowany nastolatek wypisywał na całą szerokość „Kocham Stefana”, „DUPA” czy inne przykłady elokwencji, które Saionji po prostu uwielbiał. Był to jedyny rodzaj humoru, który go w pewnym sensie śmieszył.
Przeciągnął się na krześle, które jakimś cudem nie trzasnęło o ziemię. Uprzednio oczywiście wyjął łyżkę z kubka i odłożył ja na stół. No, dobrze. Kawa chyba jest już gotowa.
No, częściowo. Wciąż niemiłosiernie parzyła w usta, mimo iż mieszał ją już… no, w takim stanie nie liczył czasu. W każdym razie dość długo. Co się działo z tymi kaloryferami?! Czy w jego mieszkaniu nie mogło być tak samo ciepło jak u sąsiadów?! Ale nie, akurat u niego musiało być zimno jak diabli. Dlatego właśnie, ubrany w bokserki (w kolorze błękitnym) oraz pomarańczową, zapinaną bluzę siedział przy stole i gapił się bezmyślnie w ono, co jakiś czas popijając kawę.
Cisza. Spokój. Matko boska, jak to dobrze, że mieszka sam!
A niby dlaczego miałby nie mieszkać sam? No tak, w końcu przez te sześć lat nie udało mu się zdobyć partnerki. A zresztą, wcale tego nie chciał.
Ze stanu rozkosznego otępienia wyrwał go obrzydliwie głośny i piszczący sygnał powiadamiający o przyjściu smsa. Zaraz, czy to nie on go ustawiał?
Zrezygnowany powlókł się do sypialni, zastanawiając się w duchu, kogo też może obchodzić jego skromna osoba. Zwłaszcza o piątej.
No, może nie aż taka skromna…
Na wyświetlaczu migało nazwisko „Kaoru Miki”. Zaklął cicho. Czego ta cholera chciała?
Śpisz?
Nie, wcale.
Miał nadzieję, że tamten ma mu naprawdę cos ważnego do przekazania. Swoją drogą, co on, ma problemy z zaśnięciem, ze musi męczyć innych?
Zgrzytając zębami, nacisnął „Połącz” i rzucił się na łóżko. Po kilku niesamowicie denerwujących sygnałach w końcu usłyszał pogodny głos tamtego – Słucham?
- To dobrze, bo dawno cię nie tłukłem. Masz szczęście, że mi się nie chce...
- O, to ty! Nie spodziewałem się… - przerwał mu Kaoru, wciąż szczęśliwy.
Saionjiemu opadła szczęka.
- Naprawdę? A kto mnie przed chwilą męczył wiadomościami? Szymon Cyrenejczyk? – teraz to naprawdę miał ochotę mu przyłożyć. Mimo, ze był młodszy o cztery lata.
- No, wiesz, w moim życiu jest pewna kobieta, co prawda jesteśmy odosobnieni, ale... - Saionji znowu mu przerwał:
- Masz czelność posiadać kobietę wcześniej niż ja. – Stwierdził znudzonym głosem. – Skazuję cię na męki. Dowolnie wybrane.
Usłyszał w słuchawce szum, oznaczający westchnienie Mikiego. Ostatnio często wzdychał, czy to znaczy, że się na nim litował?
- Kobieta ta zwie się Kozue Kaoru, jeśli chcesz wiedzieć.
- Aha. No dobrze –odsunąwszy komórkę, odetchnął z ulgą. Nie potrafił zliczyć, kolegów z jego roku naśmiewało się z „braku posiadania jakiejkolwiek istoty płci żeńskiej”. – W takim razie, niech cię męczy.
- Dziękuję za współczucie – i znowu to westchnienie. – W każdym razie, mam zamiar cię gdzieś wyciągnąć, coś pokazać. Moje zdjęcia konkretnie...
- I KONIECZNIE MUSISZ TO ROBIĆ TAK WCZEŚNIE?! – wrzasnął tamten, przekręcając się na drugi bok. – Nie, naprawdę powinienem ci przylać!
Miki odczekał chwilę, zanim tamten ochłonął i był zdolny mówić normalnie. Zapewne czekała go niezła reprymenda od sąsiadów z góry.
- No więc? – spytał cichutkim, pokornym głosikiem. Od kiedy podrósł, zwykł pozwalać sobie na trochę więcej niż kiedy był młodszy. Toteż czasami naprawdę dostawał w skórę od Saionjiego, jedynej osoby, z którą aktualnie miał kontakt - nie wliczając w to Juri.
- Szósta u mnie – wypalił w końcu tamten jednych tchem. – Pasuje?
- Owszem.
Rozłączył się.
Saionji przekręcił się na plecy, wpatrując się w sufit.
- No dobrze – rzekł sam do siebie – teraz należałoby ubrać się w coś stosownego.



Gdy usłyszał dzwonek, nieznacznie wychylił się z sąsiadującej z przedpokojem kuchni i otworzył drzwi. Ujrzał przemoczonego do suchej nitki młodszego kolegę.
- Pada deszcz – wyjaśnił Miki w odpowiedzi na jego zdziwione spojrzenie.
Saionji rzucił się do okna. Rzeczywiście, ludzie pod parasolami spieszyli się do domów, przeskakując kałuże, a wróbelki tłoczyły się na poręczy jego balkonu, zerkając na niego wymownie.
- I tak nie wlecicie – powiedział, uchylając okno. Mylił się.
Przy akompaniamencie „O!” Mikiego kilka stworzonek sfrunęło na wewnętrzny parapet. Ptaszki otrzepały się i poczęły oglądać pomieszczenie. Kuchnia była oświetlona jedną tylko lampą z pomarańczowym kloszem. Meble, utrzymane w kolorze bieli – no, oprócz niebieskich, starych krzeseł, które przyjemnie skrzypiały, kiedy się na nich siadało – nie robiły zbytniego wrażenia.
- Proszę bardzo – rzekł z lekka rozbawiony Kyoichi, stawiając gościom dwie babeczki z kawałkami czekolady. Wróble zaćwierkały z radości i rzuciły się na jedzenie.
To samo podał Mikiemu, który wciąż jeszcze uśmiechał się po pokazie ptasiego szczęścia.
- Naprawdę je oswoiłeś – powiedział, siadając na najmniej skrzypiącym krześle.
- Coś w tym stylu – odpowiedział mu tamten, obejmując dłońmi kubek z karmelową herbatą. – W końcu je karmiłem, więc myślę, że Az tak bardzo się mnie nie boją.
- A, właśnie – przypomniał sobie Kaoru – zdjęcia. – Sięgnął do plecaka, który miał przy sobie i wyjął z niego papierową torebkę. Poukładał fotografie na stole obłożonym ceratą. Miała przyjemny wzór – czerwoną kratkę – i Miki stwierdził, że jest niezwykle podobna do tych używanych w europejskich reklamach. Zwykle przy tak nakrytych stołach jadły śniadanie rodziny złożone z rodziców i dowolnej liczby dzieci. Ludzi stanowczo nie powinni rozmnażać się bez umiaru.
Saionji przysunął do siebie stosik i zaczął powoli przeglądać dzieła kolegi. Tamten z kolei nerwowo obracał ciastko w dłoniach.
Zdjęcia w większości przedstawiały przyrodę. Jedno z wróblami siedzącymi rzędem na ławce, jedno robione zza krzaka, jeszcze inne – na trawie... Błędów wcale nie było, zaśmiał się tylko przy fotce, która z założenia miała sprawiać wrażenie „odrobinę krzywego” widoku drzewa. Widok był, owszem, tylko cudownego błękitu chmur.
- Ktoś mnie potrącił. – wyjaśnił zmieszany autor.
Następne ukazywały róże. Mnóstwo róż, dzikie, w wazonie, zasuszone, kwiaty rozrzucone na stole... Różowe, herbaciane, czerwone, białe i w ciapki. Całe kadry wypełnione różami.
Na końcu zostało tylko zbliżenie oka jakiejś sroki.
- Nieźle, nieźle... – Saionji ponownie ułożył je na równym stosie. Podniósł wzrok na tamtego. – I mógłbyś popracować też nad fotografiami ludzi.
- Da się zrobić. – odpowiedział Miki, uspokojony pozytywną reakcją tamtego. – Będę się już zbierał.
Wstał od stołu, a wróble, które kończyły drugą babeczkę, przestraszone poderwały się do lotu.
- Spokojnie, nic się nie dzieje.
Saionji odprowadził młodszego kolegę do drzwi.
- Wiesz, jakoś mi się nie chce iść na zajęcia. – odezwał się, zapalając światło.
- E tam – odpowiedział, spoglądając na swój zegarek – za dziesięć siódma, jeszcze zdążysz się przygotować.
- Tak jakby.


- Przed chwilą wyszedł, nie bójcie się – powiedział Saionji do wróbli.
Podszedł do okna. Widok za bardzo się nie zmienił – wciąż mokre ulice, co prawda już nie było ludzi pod parasolami, ba, w ogóle nie było ludzi – wszyscy pouciekali do domów.
Właśnie wtedy, kiedy Kaoru Miki opuścił jego mieszkanie, w końcu zdał sobie sprawę z dwóch rzeczy. Po pierwsze, róże przypominały mu tylko i wyłącznie Himemiyę. Po drugie, najważniejsze – nadal był w niej całkowicie i bezwarunkowo zakochany.


No, trochę krótkie, ale pisałam strasznie małą czcionką.

_________________
I tried, and therefore no one should criticise me!
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1909381
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 10-06-2009, 15:03   

Tak się zastanawiałem, czytając toto - o co w tym chodzi. Finał może i nie był odkrywczy bądź też porażający, ale wywołał u mnie uśmiech i to nie ten z gatunku "no to teraz popastwimy się nad kolejnym grafomaństwem". Sympatyczna, sprawnie napisana rzecz. W przedstawianiu świata, mam wrażenie, idziesz w kierunku realizmu, który jakoś mi średnio do Uteny pasuje, ale tu nie zgrzytał. Taki odrobinę kingowski styl... może to za dużo powiedziane? Niemniej, coś tu z mistrza horroru jest, ta dbałość o opisanie każdego szczególiku. Jednocześnie przyznać trzeba, że ów realizm nie męczy czytelnika (w każdym razie mnie), co jest sporą zaletą.

Podsumowując - dobre. Na solidną czwórkę.
Powrót do góry
Hisayo Płeć:Kobieta
Mniumniu! ♫


Dołączyła: 11 Kwi 2009
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 11-06-2009, 15:25   

Ło, dziękuję... Fajnie, że się komuś podoba. O ile mi wyjdzie, drugi rozdział (bo mam ochotę napisac dłuższą serię) NIE będzie chory psychicznie jak moje pozostałe ficki. Realizm był założony z góry, właściwie nie wiedziałam czy mi dobrze wyjdzie, ale jakoś poszło. Może i trochę zmieniłąm charaktery (bo trochę trudno jest przedstawić relacje Saionji-Miki, szczególnie jeśli to pierwsze ma dwadzieścia trzy lala...), ale ćwiczę.

_________________
I tried, and therefore no one should criticise me!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1909381
Kyo Płeć:Mężczyzna
Like wrestling a gorilla.


Dołączył: 10 Lut 2009
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 09-07-2009, 22:32   

Bardzo ładne i bardzo zgrabne. To nie jest Twój pierwszy tekst, zbyt gładkie warsztatowo, zgadłem? Wspomniałaś zresztą o innych fanfikach w odpowiedzi na post Grisznaka, ciekawi mnie jeno, jak ten test umiejscawia się chronologicznie w Twoim dorobku? Uteny, szczerze powiedziawszy, nie oglądałem od przedwojny, stąd linia fabularna jest dla mnie nieco mglista, ale technicznie rzecz ujmując - pyszne. Gratulacje. Poproszę więcej.

_________________
Call me Bubbles, darling! Everybody does!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Hisayo Płeć:Kobieta
Mniumniu! ♫


Dołączyła: 11 Kwi 2009
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-07-2009, 06:22   

Dziękuję. Co do kolejności tekstu - no cóż, w zasadzie jest pierwszy, tylko po prostu układałam go sobie w głowie, a potem tylko włączyłam Worda i napisałam. Więcej znajduje się tu, a autorka, która wczoraj wróciła z kolonii przymierza się do napisania części trzeciej.

_________________
I tried, and therefore no one should criticise me!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1909381
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 15-10-2009, 21:24   

Hisayo napisał/a:
mimo, iż ziarenka i cukier już dawno się rozpuściły.

To może wskazywać, że sypał ziarna kawy to szklanki. Zdecydowanie lepszym określeniem byłby tu "granulat", albo proszek. O, ciemny proszek.
Kyo napisał/a:
To nie jest Twój pierwszy tekst, zbyt gładkie warsztatowo, zgadłem?

Tez odniosłem takie wrażenie i perfidnie zazdroszczę. Wiem, że mówienie o wielu to spory afront, ale jeżeli umiesz ta zgrabnie operować słowem teraz, to w tym momencie pozostaje tylko kontynuowanie hobby. Jak dla mnie tutaj są zadatki na przyszłego artystę.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Hisayo Płeć:Kobieta
Mniumniu! ♫


Dołączyła: 11 Kwi 2009
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 17-10-2009, 15:55   

Slova napisał/a:
perfidnie zazdroszczę.

Uj zmieniłbyś zdanie, gdybyś miał do czynienia z moimi niedawnymi wypocinami... No, ale w sumie one były pisane po jedenastej, a jak biedna prawie-gimnazjalistka zdycha już o siódmej, to co się dziwić... W każdym razie, dzięki.
I koniecznie, ale to koniecznie muszę napisać część czwartą jeszcze raz, bo klimat spaprałam totalnie, zamieniając całą historię w parodiowe piekiełko. Ojojojojoj.

_________________
I tried, and therefore no one should criticise me!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1909381
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group