FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Na początek, na przełamanie moich dawny przyzwyczajeń.
Wersja do druku
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-01-2010, 19:09   Na początek, na przełamanie moich dawny przyzwyczajeń.

Coś mi się zdaje, czytając komentarze forumowych krytyków, że właśnie popełniam najgłośniejsze w moim życiu seppuku. Albo nie, bo to tylko jeden rozdział, to tylko sięgam po ostrze. No więc albo zostanę negatywnie skrytykowana i się zamknę w sobie, albo, tak dla odmiany, zostanę negatywnie skrytykowana i pójdę wypić herbatę. Ale to nic, sama patrzę na to dość krytycznie. Mam takie samo podejście do pamiętnikopodobnych wytworów co Cortazar. Cóż, raz kozie śmierć. Niech oczy ropieją a włosy siwieją, smacznego!

POCZĄTEK

- Skup się choć trochę, co się z tobą dzieje? - spojrzałam zdezorientowana na niewidoczną spod maski twarz – ręka prosto! Po co tyle kroków, zrób odskok. Tak lepiej. Nie, znowu źle! I proszę, zaliczyłaś najfatalniejsze w historii wyprzedzenie. Brawo!
Trener zdjął energicznie maskę i uścisnął mi lewą dłoń. Nigdy się do tego nie przyzwyczaję, zawsze mam ochotę przełożyć broń z jednej ręki do drugiej, by skwitować pojedynek jak na normalnych ludzi przystało.
Posłuchaj – podjął mężczyzna – jak masz zły dzień, czy zwyczajnie nie chce ci się tu przyjeżdżać, to nie przyjeżdżaj.
Tak jest – mruknęłam zdejmując kamizelkę, której kolor był kiedyś biały, ale teraz tylko imitował biel.
Trener był zły, wyczuwałam to w jego atakach i, o dziwo, nawet w obronie. Bywają gorsze dni, myślałam zdejmując gumkę i rozpuszczając moje długie do ramion włosy. Przebrałam się, założyłam kurtkę i spojrzałam na wyświetlacz komórki. Spóźnię się na autobus! Wypadłam szybko z szatni. Próbowałam zamknąć drzwi, lecz moje ruchy były zbyt nerwowe, klucz wypadł mi gdzieś na podłogę. Przeklęłam wtedy w duchu ciemność panującą na wąskim korytarzu szkoły i po omacku zaczęłam szukać zguby. Coraz bardziej się denerwował, co krok moja ręka natrafiała tylko na kurz. W końcu! Namacałam palcami mały metaliczny przedmiot, z całą pewnością, sprawce mojego opóźnienia. Zamknęłam drzwi, zamek pstryknął. Wyrwałam klucz i pobiegła ile mi starczyło sił po wyczerpującym treningu.
Wybiegając z budynku poczuła zimny powiew grudniowego mrozu, usłyszałam najzwyklejszy wieczorny gwar samochodów. Biegłam dalej, para unosząca się z moich ust przysłaniała mi nieco widok. Oczywiście poślizgnęłam się na pierwszej możliwej zamarzniętej kałuży. Ależ mam dziś pecha! Zaświtała mi wtedy myśl: pobiegnę skrótem. Oczywiście trudno nazwać to jakąkolwiek drogą, to po prostu prucie do przodu przez gęste krzaki otaczające szkołę. Gdyby nie moja gruba kurtka gałęzie z całą pewnością podrapały by mnie do krwi, co za wstrętne rośliny. Wypadłam zdyszana, podrapana i brudna na przystanek. Autobus ruszał już mozolnie. Wykrzesałam z siebie jeszcze trochę energii i dogoniłam pojazd. Zastukałam w przeszklone drzwi na samym początku. Stary kierowca spojrzał na mnie nieco pogardliwie ale wpuścił mnie do środka.
Dziękuję bardzo – wysapałam ledwie dosłyszalnie, mężczyzna nie zwrócił w ogóle na mnie uwagi.
Usiadłam po prawej obok okna. Ludzie w brudnym i klekocącym autobusie spoglądali na mnie. Jedni z zaciekawieniem, drudzy, jak kierowca, pogardliwie. W swych ciepłych płaszczach z wysokimi kołnierzami łypali poważnie, oceniają zimno moją osobę. Uśmiechnęłam się tylko,nie patrząc na żadnego z nich, tylko gdzieś dalej ponad ich głowami i odwróciłam się w stronę zmieniającego się na zewnątrz krajobrazu. Zniknęła już pojedyncza uliczka, zawsze zakorkowana, a zastąpiły ją szerokie pasy ulic, wieżowce, liczniejsze już latarnie, oświetlające zapadające w mroku nierówne chodniki i ścieżki rowerowe. Gdy spojrzałam w dal, dostrzegłam rosnącą wieże dworca głównego. Była brzydka. Wyrastała ponad inne budynki, szara, betonowa, brudna od kurzu i spalin zwyczajnie przygnębiała spoglądających na nią ludzi. Mnie, mimo wszystko napełniła szczęściem, zrobiło mi się ciepło, nie tylko z powodu dobrego ogrzewania w burczącym autobusie. Miałam wreszcie zobaczyć moją siostrę, tak długo się z nią nie widziałam. Jest jedynym członkiem rodziny z który utrzymuję w miarę normalne kontakty, telefoniczne, oczywiście.
Wyszłam, już nieco spokojniejsza, prosto przed wejście na dworzec. Spojrzałam na wiszącą na ścianie rozpiskę pociągów. Ha, peron trzeci. Przeniosłam wzrok na wielki czarny zegar wiszący obok. Wjeżdża już teraz. Niewyraźny, jak zwykle na dworcach, głos z głośników potwierdził moje wnioski. Zbiegłam schodami w podziemie, rozglądając się za tabliczką z numerem trzy. Wbiegłam na peron. Z zatłoczonego pociągu właśnie wytaczali się ludzie z bagażami. Towarzyszyły temu zwyczajne odgłosy. Powitania, okrzyki radości, stukot kółek od walizek, łomot zamykanych drzwi przedziałów. Na mojej twarzy zakwitł uśmiech, rozglądałam się pieczołowicie za znajomą twarzą. Ale ludzi na peronie było już coraz mniej, w pociągu nikt nie został, konduktor dał przeciągły gwizdem znak do odjazdu. Zostałam, sama. Podrapana, zdyszana, brudna, a towarzyszył mi tylko gasnący uśmiech. Nie przyjechała, znowu.
Wróciłam powoli tą samą drogą, którą przed chwilą biegłam z taką radością. Ludzie spoglądali na mnie zatroskani, czyżbym wyglądała aż tak żałośnie?
Spojrzałam na rozkład jazdy autobusów. Oczywiście, wszystkie jadące w kierunku mojego domu już dawno pojechały, a następne miały być za koszmarnie długi czas. Kopnęłam za złością zielony śmietnik stojący nieopodal. Rdzewiejący metal brzdękną głucho a moja stopa zapulsowała boleśnie. Byłam bardzo zła.
Z sykiem podjechał świecący pustkami busik. Odwróciłam się, nadal zła, i spytałam się w myślach: czemu nie jedziesz w dobrą stronę? Drzwi otworzyły się cicho. Moja złość minęła natychmiastowo, otóż z autobusu, sam, wyszedł dumnie ogromy, gruby czarny kot. Mój śmiech spowodowany był jednoznacznym skojarzeniem z podobnym kotem. Z wiernym pomagierem Wolanda, mały diablikiem, skojarzył mi się z Behemotem Bułhakowa, który jak gdyby nigdy nic w środku dnia wysiadł sobie z tramwaju. Jak najzwyczajniejszy kot. Spojrzałam na niego jeszcze raz, on spojrzał na mnie z wyższością. Gdy już miałam iść na pieszo do domu, spytałam jeszcze głośno:
No co, chcesz pójść ze mną grubasie do domu?
Jeszcze się pytasz, idiotko – odpowiedział mi zwyczajną dla kotów mimiką oczu i wąsów.


Ostatnio zmieniony przez Koranona dnia 06-01-2010, 21:24, w całości zmieniany 7 razy
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Yuna Płeć:Kobieta
Dziecko ze schowka


Dołączyła: 27 Lis 2009
Skąd: Poznań
Status: offline
PostWysłany: 06-01-2010, 20:15   

W sumie żaden ze mnie krytyk, ale skoro już przeczytałam, pozwolę sobie skomentować (a że z natury jestem czepialska...;).

Cytat:
Oczywiście poślizgnęłam się na pierwszej możliwej zamarzniętej kałuży. Ależ mam dziś pecha! Zaświtała mi wtedy myśl:[...]

Czasy. Jeśli prowadzisz narrację w czasie przeszłym (co jest zresztą właściwe dla "tworów pamiętnikopodonych"), należy się tego konsekwentnie trzymać. Osobiście poprawiłabym na "Ależ miałam dziś pecha!"
Cytat:
Dziękuję bardzo – wysapałam ledwie niedosłyszalnie[...]

Raczej "ledwie dosłyszalnie". ;)
Cytat:
Jedni ciekawscy, drudzy, jak kierowca, pogardliwie.

Tak jak z czasami, trzymaj się obranej wcześniej formy wyrazu. Jeśli "pogardliwie", to "ciekawie"; jeśli "ciekawscy", to "pogardliwi"
Cytat:
Zobaczę swoją siostrę, tak długo się z nią nie widziałam.

Jak wcześniej, zgrzyt czasowy. "Miałam zobaczyć swoją siostrę" byłoby adekwatne.
Cytat:
Oczywiście, wszystkie jadące w kierunku mojego domu już dawno pojechały, a następne będą za koszmarnie długi czas.

Jak wyżej. "miały być/miały przyjechać", itp. Osobiście zrezygnowałabym tutaj z liczby mnogiej na rzecz pojedynczej (bo brzmi to trochę, jakby kilka miało przyjechać naraz ;)

Generalnie, spostrzegłam jeszcze parę literówek, ale zdaję sobie sprawę, że to błąd przy przepisywaniu. ^^

Oczywiście, nie zrażaj się, nie są to jakieś poważne błędy - ogólnie podoba mi się Twój styl (a w porównaniu z niektórymi stylistycznymi koszmarami, które było mi dane czytać, jest baaardzo poprawny), a i samo opowiadanie w kwestii fabularnej mnie zaciekawiło (co się rzadko zdarza, zwłaszcza, jeśli chodzi o fanfiki i wszelką "twórczość własną"). Grunt to się rozwijać. ^^ A zatem czekam na ciąg dalszy... ;]

_________________
Włosy są smutne: mózg nawiedzony
Dumnym obłędem nie chce dbać o nie
Włosy są ciche gdy gra kosmicznie
Mózg piłowany długim sfer smyczkiem

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
10447911
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-01-2010, 20:27   

Bardzo mi miło. Jeśli nie zostało to odrzucone, coś typu "Co to w ogóle jest, marnujesz nasz czas, skazujemy cię na wygnanie literackie" to ja się bardzo ciesze. Dla mnie osobiście dotąd czas teraźniejszy i wypowiedzi w os.1 l.poj. był czarną magią, barierą. Dlatego jest to przełamanie przyzwyczajeń. Chyba powoli mi wychodzi. W baaaardzo ślimaczym tempie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Keii Płeć:Mężczyzna
Hasemo


Dołączył: 16 Kwi 2003
Skąd: Tokio
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 06-01-2010, 20:33   

Przyznam, że nie czytałem, ale zasugeruję kosmetyczną uwagę - wywal pogrubienie, ono służy do podkreślania, nie pisania tym całego tekstu. Męczy oczy w takiej formie.

_________________
FFXIV: Vern Dae - Durandal
PSO2: ハセモ - Ship 01
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Yuna Płeć:Kobieta
Dziecko ze schowka


Dołączyła: 27 Lis 2009
Skąd: Poznań
Status: offline
PostWysłany: 06-01-2010, 20:48   

koranona napisał/a:
Bardzo mi miło. Jeśli nie zostało to odrzucone, coś typu "Co to w ogóle jest, marnujesz nasz czas, skazujemy cię na wygnanie literackie" to ja się bardzo ciesze. Dla mnie osobiście dotąd czas teraźniejszy i wypowiedzi w os.1 l.poj. był czarną magią, barierą. Dlatego jest to przełamanie przyzwyczajeń. Chyba powoli mi wychodzi. W baaaardzo ślimaczym tempie.

Wygnanie literackie? A myślałam, że to ja wszędzie widzę klątwę. ;] Choć np. taki prof. Parkitny z UAMowskiej polonistyki niejednego zapewne na takowe skazał, ale to już inna bajka. xD Skoro to Twój debiut [tak?], jeśli chodzi o pisanie w pierwszej osobie, to naprawdę jest bardzo dobrze. :)

_________________
Włosy są smutne: mózg nawiedzony
Dumnym obłędem nie chce dbać o nie
Włosy są ciche gdy gra kosmicznie
Mózg piłowany długim sfer smyczkiem

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
10447911
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 06-01-2010, 21:19   

koranona napisał/a:
czytając komentarze forumowych krytyków

Źle mnie oceniłaś. Krytykiem z pewnością nie jestem.

koranona napisał/a:
której kolor był kiedyś biały, ale teraz tylko imitował biały.

imitował BIEL

koranona napisał/a:
Trener był zły, było to czuć w jego atakach i, o dziwo, nawet w obronie.

...był zły, WYCZUWAŁAM TO w jego atakach...

Ok, wystarczy, nie przypadło mi do gustu, miałem zamiar przeczytać całość, ale po wigilii ledwo zbieram myśli do kupy.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-01-2010, 21:28   

Gusta nie podlegają dyskusji, ale dziękuje za poprawki. A na marginesie, skąd wiesz, że mówiąc (czy raczej pisząc) o krytykach miałam na myśli właśnie Ciebie? Ale dość trafnie zgadłeś. To właśnie twojej wypowiedzi w sumie wyczekiwałam, jak pierwszego kroku przed rozpoczęciem pojedynku, jako doświadczonego gracza. Z szacunkiem, ale z całą pewnością z zawziętością. Ogień!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 06-01-2010, 21:33   

koranona napisał/a:
jako doświadczonego gracza

Znowu niedobrze, amator ze mnie ledwo co, przedwczoraj się ortografii nauczyłem. Poza tym leń bez zapału, zdeklasowanie mnie to żadne wyzwanie... Ale dobrze sobie chociaż i takie stawiać. Gdy napiszesz coś konkretnego (bo, będę szczery, ten tekst jest dla mnie o niczym, po prostu eksperyment polegający na opisaniu czegoś), to postaram się (NIE OBIECUJĘ) to przeczytać.
OGIEEŃ!
ale plotę od rzeczy

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-01-2010, 21:44   

Racja, to początek, to próba. Bo sięgam po to ostrze, ale jeszcze nie wiadomo czy po to żeby walczyć, czy żeby rozciąć sobie podbrzusze. A jeśli chodzi o "doświadczonego gracza"... Slova, czytałam Twoje teksty. Różnice widać gołym okiem, jak na dłoni i wymalowane na czole. Twoje teksty ala "Wilcze Legowisko" są pisane z całą pewnością bardziej doświadczoną ręką. I bez żadnej skromności, bo to może nie jest nic najwyższych lotów, ale z całą pewnością wyższych od moich.

PS: Przepraszam za nadużycia, mam teraz czas na "z całą pewnością". Ale to mija, trzeba tylko napić się herbaty. Z całą pewnością minie :)
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 06-01-2010, 21:53   

Jejku, dziewczyno, ja w Twoim wieku ledwo co zdania splatałem z sensem. Oczywiście, lubię pochwały, ale nie wywyższanie, bo to zobowiązuje... I, błagam, zejdźmy ze mnie, boś ciężka z tymi swoimi metaforycznymi ostrzami...

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 11-01-2010, 20:37   

C.D.

Szłam więc nieodśnieżonymi drogami, na mej twarzy, mimo spierzchniętych ust, widniał uśmiech. Bawił mnie widok grubego czarnego kota nie odstępującego mnie na krok w drodze do domu. Nie przez głębokie zaspy, lecz przez swoją posturę grzązł w śniegu po sam nos, zostawiał rozległe, głębokie ślady, z wielkim skupieniem parł do przodu. Mijający mnie ludzie się uśmiechali, niektórzy nawet otwarcie się śmiali. Chciałam go ponieść, mimo wagi, ale nie dawał się brać na ręce, był na to zbyt dumny. Patrząc na wysiłki grubego kota myślałam o tym, żeby jak najszybciej dotrzeć do domu. Mróz wdawał się we znaki, rozgrzanie po treningu uleciało gdzieś. Marzyła mi się herbata z miodem i cytryną.

Nieco wolniej niż zwykle, przez kota, dotarłam do zagłębionego w osiedlu bloku. Zawsze wydawał mi się samotny bez towarzystwa starych, wyburzonych już budynków.

Drzwi klatki schodowej skrzypnęły upiornie. Panującą tam ciemność przegoniłam mętnym światłem nieokrytej niczym żarówki wiszącej na brudnym, całym w pajęczynach suficie. Minął mnie mój sąsiad, którego, zresztą jak innych mieszkańców bloku, kompletnie nie znałam. Stosunki między nami, między wszystkimi mieszkańcami, były niczym w „Dylemacie”; „ (…) dopóki noża w brzuch nie wsadzi wszystko gra”. Spojrzałam za nim, krył twarz za czapką i kołnierzem płaszcza, wyszedł w ciszy, po klatce poniósł się dźwięk zamykanych drzwi. Weszłam po schodach wytrzepując śnieg, kot dreptał za mną otrząsając łapy. Stanęłam przed drzwiami z numerem „7”, jeszcze raz wytarłam nogi w wymiętą przez czas wycieraczkę, przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka. No tak, stwierdziłam po stanie oświetlenia mieszkania, znów nikogo nie ma.

Spojrzałam na kota. Właśnie wylizywał sobie mokre od śniegu futro, zostawił po sobie mokry ślad wzdłuż korytarza.
O nie, Grubasie, sprowadzasz powódź na ten dom. Skoro chcesz tu mieszkać to trzeba cię wykąpać i dokładnie wysuszyć.

Zwierze spojrzało na mnie urażone, a w jego żółtych oczach tlił się strach związany, pewnie, ze słowem „kąpiel”.
Zdjęłam kurtkę, buty postawiłam obok piecyka i nie tracąc czasu z trudem podniosłam kota i zaniosłam go do łazienki. Początkowo chciałam go umyć w umywalce, ale po wielu nie udanych próbach zrezygnowałam. Grubas zapierał się swoimi śmiesznie krótkimi łapkami o brzegi, ja zaś zyskałam kilka niemałych zadrapań.
Świetnie – powiedziałam piorunując go wzrokiem – taki z ciebie gracz.
Chwyciłam go gwałtownie i wrzuciłam do wanny, złapałam za prysznic i pełnym strumieniem ochlapałam kota. Miauknął skrzekliwie i przeciągle, chciał uciec spod mojego ciężkiego uścisku.
Oboje sapaliśmy i ociekaliśmy wodą, ale przeszliśmy do rundy drugiej.
Choć tu, mały skurczybyku! - krzyknęłam, co pewnie zainteresowało sąsiadów.

Chwyciłam suszarkę jak broń i dopadłam grubasa (użycie określenia „czarnucha” uznałam za niestosowne). Zaczęła się walka na śmierć i życie. To się nazywa, myślałam wtedy, fantastyczne życie. Była krew, spór, krzyki, walka niemal jak z książek czy filmów. Finisz był zabawny. Zawsze myślałam, że śmiesznie napuszone koty to tylko wymyłsy kreskówek. Ale się uśmiałam widząc moje nowe zwierze dwa razy grubsze, puszystsze i naburmuszone. Ależ będzie z tym kotem zabawy, myślałam.

Zrobiłam sobie wymarzoną wcześniej herbatę, kotu przygotowałam prawdziwą, w związku z brakiem kociej karmy, ucztę składająca się głównie z siekanej wątróbki. Po całkowitym wysuszeniu kubka weszłam w końcu do mojego pokoju. Ściany oblepione czarno-białymi zdjęciami mojego dziadka wcale nie poprawiały wyglądu wiecznie zasyfionego pokoju. Jedynym czystym miejscem, rzucającym się przy okazji w oczy, był czarny fortepian stojący na środku niewielkiego pomieszczenia. Zabawne, że jako jedyny zawsze był utrzymany w porządku. Wyglądał dzięki temu jak z innego świata, wśród sterty pudeł, nut, książek, papierków i kurzu.
- Cześć, Mała Czarna – powitałam pieszczotliwie moją Legnicę, stary lecz dobry instrument.
- Witaj, tęskniłam – zdawała się odpowiedzieć lekko uchyloną klapą i wszystkimi, osiemdziesięcioma pięcioma klawiszami.

Napuszony jeszcze kot, jakby chcąc mi zrobić na złość, wskoczył z impetem na klawiaturę. Fortepian odpowiedział jękliwie cała masą dysonansów. Skrzywiłam się na tak nieprzyjemne przełamanie trwającej dotychczas ciszy. Mało muzyczne z niego zwierze, z tego grubasa, stwierdziłam ze złością przeganiając go ręką.
Usiadłam na wytartym, skórzanym stołku. Mimo już dawno ustalonej wysokości siedzenia z przyzwyczajenia sięgnęłam do kółek po boku i pokręciłam nimi. Spojrzałam z nostalgią na klawiaturę i jakby od niechcenia uderzyłam kilka pierwszych lepszych akordów. Instrument zaśpiewał.
- I co, ładnie? - spytałam głośno kota siedzącego przy jednej z nóżek stołka. Zwierze prychnęło (po kociemu) i wysoko podnosząc ogon udało się kontynuować pochłanianie resztek wątróbki.

Zagrałam pierwsze takty jakiejś kantylenowej sonaty. Usłyszałam zza ściany ciche „ no nie, znowu zaczyna”. Wzruszyłam ramionami. Sąsiedzi nigdy nie lubili muzyki. Żadnej.
Zapatrzyłam się w odbicie moich rąk w czarnej powierzchni fortepianu. Myślałam o mijającym już dniu. O tym, że koniec końców nie zobaczyłam swojej siostry i o tym, że spotkałam niesowitego, niesamowicie grubego kota. Trudno mi było ocenić czy był to zły, czy dobry dzień.

Rozważając to nie zauważyłam, kiedy moja opadająca ze zmęczenia głowa wydała kolejne dysonanse. Zasnęłam z policzkiem na chłodnej powierzchni klawiatury.



Proszę o poprawianie błędów i o cierpliwość. Kiedyś się nauczę.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 15-01-2010, 23:29   

Z niespokojnego snu wyrwało mnie głośnie pukanie. Znałam je, nie było powodów do pośpiechu. Ospale podniosłam wzrok, dotknęłam policzka zmarzniętymi palcami. Zostały na nim czerwone, głębokie odciski czarnych klawiszy. Rozejrzałam się. W pokoju było już jasno, promienie słoneczne nieśmiało przeciskające się przez brudnoszare chmury kłady się na klapie fortepianu i uwydatniały bałagan panujący w pokoju. Podniosłam się powoli. Odwracając głowę poczułam dotkliwy ból karku, przeciągnęłam się. Musiałam być bardzo zmęczona – myślałam - skoro zasnęłam w takiej pozie.

Pukanie znów się rozległo, tym razem bardziej natarczywe, niecierpliwe. Sunęłam zgarbiona, szurałam nogami po starej, skrzypiącej podłodze. Ziewając obróciłam zamek i otworzyłam drzwi. Ledwo jeszcze otwierałam oczy, gdy stanęłam twarzą w twarz z moją najlepszą przyjaciółką. Odsunęłam się od wpuszczając ją do środka. Dziewczyna wkroczyła śmiało i energicznie, wniosła ze sobą chłód i śnieg na podeszwach swoich ciężkich, zimowych butach. Gdy zamykałam drzwi lustrowała mnie krytycznie. Odwdzięczyłam się tym samym.

Moja przyjaciółka wyglądała tak samo jak zawsze. Spod brunatnej czapki-uszanki wystawała burza jasnorudych włosów.. Jej szaroniebieskie oczy miały ten sam figlarny wyraz co zwykłe, na zarumienionej od mrozu twarzy widniał nigdy nie znikający uśmiech.

Najfantastyczniejszy uśmiech świata, letni promyk w zimie.
Zdjęła kurtkę, powiesiła ją niedbale na wieszaku i zaczęła pieczołowicie rozwiązywać buty.
- Nie spałaś? - spytała mnie, nie słyszałam jej wyraźnie gdyż była pochylona.
- Niewiele. Zasnęłam w ramionach Legnicy – zdziwiłam się swoim zachrypniętym głosem.
- Więc obudziłam cię? Ale z ciebie wariatka, żeby zasypiać z głową na klawiaturze to trzeba naprawdę być tobą.

Wzruszyłam ramionami. Monika, bo tak nazywał się mój poranny gość, wstała z kucek i uśmiechnęła się do mnie życzliwie. Wtedy usłyszałyśmy obie przeciągłe „mrrrrrrrrrrrrr” i do przedpokoju wszedł gruby, czarny kot patrząc na nas z zaciekawieniem spod półprzymkniętych powiek.
- O! Masz kota i ja nic o tym nie wiem? - spytała Monika wyrazie zafascynowana zwierzęciem.
- No wiesz, jeszcze wczoraj sama o tym nie wiedziałam – kot miauknął głośno – Choć do kuchni, muszę dać mu coś do jedzenia.

Dziewczyna usiadła przy stole, a ja otworzyłam lodówkę, czego dźwięk kot od razu wychwycił i wbiegł zza drzwi truchcikiem.
- Skąd go masz? - zapytała mnie przyjaciółka bawiąc się kubkiem zostawionym na stole.
- Przylazł za mną wczoraj z dworca. Bo wyszłam po siostrę i... - miałam nadzieję tylko, że głos nie załamał mi się tak słyszalnie.
- … a ona nie przyjechała? Oj, nie martw się – pocieszyła mnie – na pewno ma dużo roboty teraz.
- Pewnie tak, nawet nie ma czasu zadzwonić – powiedziałam sugerując wyraźnie koniec tematu.
- A jak nazwałaś kota?
- Hmmmm – zastanawiałam się, trzymałam nóż w powietrzu planując zakończenie „egzystencji” leżącej na blacie wątróbki – myślę, że po prostu Grubas – kot skakał niecierpliwie tuż przy mojej ręce, upominał się o jedzenie.
- A nie myślisz, że to może go obrażać – Monka spojrzała na mnie całkowicie poważnie.

Roześmiałam się głośno. Przyjaciółka skrzyżowała ręce i przekręciła głowę.
- To chyba dla niego zaszczyt. Żadna z dodatkowych cząstek nie określa jego wymiarów – wytłumaczyłam śmiejąc się ciągle. Pochyliłam się i położyłam miseczkę z mięsem na podłodze. Kot zaczął jeść łapczywie.
- A tak w ogóle to skąd wiesz, że to on?
- Koty mogą być takie grube z powodu; albo przejedzenia, a on mimo wszystko nie wygląda jakby jadł tyle żeby aż tak przytyć, albo z powodu genów, czego nie wykluczam, albo z powodu kastracji, co uważam za najbardziej prawdopodobne.

Zrobiłam nam kanapki, gdy z kieszeni w spodniach Moniki zagrała melodia z filmu „Trio z Belleville”. Dziewczyna wyjęła pospiesznie telefon, Zaczęła niepewny „halo”, pokiwała głową i rozłączyła się. Spojrzała na mnie z odrobiną smutku.
- Muszę wracać do domu.
- A nie zjesz jeszcze kanapki? Musisz już lecieć?
- Niestety, przepraszam.
- Nie, nic nie szkodzi, dzięki że wpadłaś.

Przyjaciółka obdarzyła mnie jeszcze jednym uśmiechem i porywając kurtkę wypadła z mieszkania w niezawiązanych butach.
Westchnęłam, akompaniowało mi głośne mlaskanie kota. Świetnie, pomyślałam, kanapki się zmarnują.

Nawet nie wiedziałam jak się myliłam. Wkrótce miał mnie odwiedzić kolejny gość.



Tak na krótko. Sama jeszcze tego nie czytałam, ale podzielę się, a co.

_________________
"I like my men like I like my tea - weak and green."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group