FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2
  Pierwsi Jedi
Wersja do druku
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 17-01-2010, 10:21   

RepliForce, poczytaj książki, tam jest dużo przykładów na opisy...

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 19-02-2010, 18:59   

Tak dla ścisłości: Fanfic jest zrobiony na nasze realia, i nie ma mieć nic wspólnego ani z KOTOR I i II, ani z oryginalną trylogią i nową trylogią, ani z komiksami, czy książkami.
Ale kij, że natchnienia dostałem po

Allan trenował co dzień pod okiem swego mistrza. Po kilku miesiącach chłopak do mistrzostwa opanował walkę jednym mieczem treningowym i próbował swoich sił w patyku oraz w dwóch mieczach. Ostatecznie jednak postanowił, że skonstruuje sobie miecz, który będzie w stanie połączyć, żeby korzystać z patyka, a potem rozłączyć i walczyć dwoma mieczami. Obiecał sobie też, że będzie korzystał z drugiego tylko w ostateczności: gdy przeciwników będzie za dużo, gdy nie będzie dawał już rady, albo gdy oponent będzie posiadał więcej niż jedną broń. prócz broni trenował swoje władanie mocą. Był bardzo przydatny, ponieważ mógł na chwilę powstrzymać działanie mocy, co przydawało się w walce z sithami, szczególe gdy ci razili prądem. Mógł też dodać trochę swojej mocy któremuś z przyjaciół z pola bitwy.
Próby na Jedi zbliżały się nieubłaganie. Mimo to Allan nie przemęczał się jakoś specjalnie. Grał, rozmawiał z kolegami, trenował w, ciepłe, księżycowe noce i zbierał wiedzę na temat swoich przodków. Pewnego dnia w szkole wydarzyło się jednak coś niezwykłego...
- I wiesz, dalej to tylko przebiec na dashu i bijesz bossa...
- No dobra, a jak dedne?
- To zacznij od nowa, bo mu się HP nie odnawia
- Te, Tibijczyk.
- Nie gadamy o tibi i w ogóle to zabić tibie krzesłem. I nie zamierzam się z tobą kłócić, więc powiem w prost: spadaj
- heh, więc ja też powiem w prost: dostaniesz w ryja.
Allan powstał z ławki na której siedział. Szyderczy wzrok niektórych osób nie robił na nim wrażenia. Dzięki treningowi przestał się tym przejmować.
Chłopak czuł jednak, że coś się święci. Wyczuł w tym naprzeciw lekkie źródło mocy. A może to tylko złudzenie? W każdym razie wyciągnął zza bluzy, przypięty z boku miecz. Otworzył go i wyciągnął przed siebie. Wszyscy cofnęli się, wliczając w to nauczycieli na dyżurze.
- Co teraz powiesz, Adrianie?
Oponent uśmiechnął się tylko. Podniósł rękę do góry i przyciągnął... miecz świetlny. Gdy otwierał broń, zajaśniało czerwone światło. Chłopak zląkł się. Jednak ruszył na przeciwnika bez zastanowienia. Kilka ciosów, parad ze strony Allana, potem jak zawsze widowiskowe siłowanie się. Ktoś nawet zaczął przyjmować zakłady, który wygra. Próbowali się jeszcze chwilę, po czym młody sith odbił się od miecza, i chciał porazić Jedi prądem, bez skutecznie jednak. Padawan wyczuł, co przeciwnik chciał zrobić i w porę zablokował jego umiejętności. Rozwścieczony, uderzył w chłopca swoim czerwonym mieczem. Ten jednak sparował atak, obrócił się, i kopnął oponenta w zad. Gdy już miał się na niego zamachnąć, jakiś inny czerwony miecz zasłonił Adriana. Chłopiec uniósł twarz i zobaczył tylko lecącą w jego stronę pięść.
- Naprawdę myślałeś, że tak łatwo ci pójdzie? Nigdy
Stał przed nim mężczyzna w średnim wieku. Miał on średnie rysy twarzy, jednak kilka zadrapań widniało na jego facjacie. Był smukły, niepozorny.
Był ubrany w czarną tunikę.
Zadzwonił dzwonek. Sith zamachnął się tylko, aby zabić przyszłego Jedi, gdy przed niego wskoczyła jakaś drobna postać, zasłaniając go mieczem o niebieskim kolorze. Wskazywało to na kobiete, bo miała na sobie dziewczęcą bluzę i rurki. Nie dała rady złemu sama, więc Allan dodał jej trochę swojej mocy. Ta sparowała atak. Młody jedi powstał, przyciągnął swoją broń. Kiedy już miał ruszać, stanął przed nim i jego tajemniczą pomocniczką rosły latynos, konkretniej Mistrz Diego.
- Znów znalazłeś sobie ucznia, Darthcie Lovarsie? Serwantes ci nie wystarczył?!
- Hahaha- zaśmiał się sith- za chwilę ty i ci podawani dołączycie do niego.
- Niedoczekanie- powiedziała dziewczyna o brązowych, wręcz czekoladowych włosach i niebieskich oczach.
- Allan, broń swoją koleżankę i resztę gawiedzi.
- Ale mistrzu...
- Nie jesteś jeszcze gotów do walki z sithem. Nie zdałeś jeszcze egzaminu. Gdy to zrobisz, sam puszczę cię do walki za jakimś.
- Eee. ehh. Dobrze, mistrzu.
Diego i nieznajomy dosłownie skoczyli na siebie. Atakowali szybko, miecze wirowały. Po chwili walki Lovars wypatrzył lukę w obronie, i bez zastanowienia zaatakował w nią. Mistrz chłopaka został raniony w nogę. Sith celował teraz w jego klatkę piersiową , gdy padawan wyrwał z ręki dziewczyny jej miecz i cisnął nim w stronę oponenta. Ten uchylił się przed atakiem, dzięki czemu Diego miał czas na ucieczkę. Płeć piękna przyciągnęła swoją broń z powrotem. Obydwoje byli gotowi do walki. Rzucili się na lorda, jednak nie spodziewali się, jakiego tempa przybierze ta potyczka. Ledwo nadążali z obraną, nie mówiąc o jakimkolwiek ataku. Nagle Lovars ranił pomocniczkę chłopca. Allan Zasłonił ją, odepchnął złego sługusa i podbiegł do niej.
- Nic ci nie jest?- spytał
- Chyba... ranił mnie... w nogę- dziewczyna syczała z bólu. Allan chciał jakoś jej pomóc ale nie wiedział jak
- Dawid, zajmij się nią! Szybko!- krzyknął do swojego znajomego, którego wypatrzył w sporym tłumie. Ten podbiegł, wiął dziewczynę na swoje umięśnione ręce i zszedł z lini ostrzału.
Allan był rozgniewany. Miał ochotę zabić Sitha, ale czuł się bezsilny przeciwko mocy zła. Ściskał mocno broń, jakby chciał ją złamać. Tajemnicza osobniczka, która zasłoniła go wcześniej krzyknęła do niego "pamiętaj, jedi bierze siłę z mocy, a nie z nienawiści!".
Nagle ocknął się, jakby przed chwilą był w transie. Popatrzył na przeciwnika jak na człowieka, któremu trzeba pomóc, a nie go niszczyć. Lovar otworzył miecz. Już ruszał na chłopca, gdy ten przyciągnął ostrze leżącego obok Adriana. Czerwona i zielona broń idealnie do siebie pasowały. Przeciwnik nie spodziewał się ataku na dwie ręce i na starcie zebrał kilka cięć. Upadł. Na jego twarzy malował się wyraz, który zwiastował jednocześnie ból jak i nienawiść.
- Jeszcze wrócę. A wtedy mój uczeń cię zabije. - i znikł biorąc ze sobą Adriana
Allan podbiegł do dziewczyny, i przedstawił się jej. Ona zaś powiedziała mu że ma na imię Rianna.
- Nie chciałem, żebyście się poznali, ale to było nieuniknione.- powiedział mistrz Diego- to było głupotą, w końcu chodzicie do tej samej szkoły. Jednakże, razem moglibyście zakończyć wojnę w Iraku.
Tydzień później miały się odbyć próby na Jedi. Allan wraz z nową towarzyszką broni stanęli przed grobowcem. Przyszły jedi miał wejść jako pierwszy. Idąc długim korytarzem, wydawało mu się, że idzie już z godzinę, dwie, a może to tylko złudzenie? W końcu natknął się na drzwi zrobione z kamienia, które same się przed nim otworzyły. Przeszedł przezeń, było tam pusto. Wtem pojawiło się dziwne widmo. Allan miał wrażenie, jakby było tam od początku, jednak wiedział, że gdy wchodził, nic tu nie było. Widmo, przypominało pewne wydarzenie. Chwila koncentracji, i chłopak już pamiętał, to była jedna z bójek, ta w której jego reputacja w szkole spadła poniżej zera. Młody padawan odpływał w iluzje coraz bardziej, mimo, iż był świadom, że to co tu się dzieje, jest nieprawdziwe.
Jego przeciwnikiem był chłopak o ksywce "Kosa". Z szyderstwem w głosie zapytał, czy jest tego pewien. Z tego, co pamiętał allan, niepotrzebnie wdał się w tę bitwę, jednak chwilę po tym, zdarzyło się coś jeszcze, mianowicie w ręce przyszłego Jedi pojawił się miecz. Allan spojrzał na broń, a chwilę po tym widział już tylko lecącą w jego stronę pięść. Gdy powstał, czuł gniew. Otworzył miecz, który był... koloru czerwonego. Chłopiec widząc to, opamiętał się w porę, i odrzucił laserową klingę od siebie. Iluzja zniknęła jak sen. Pokój był pusty. Szedł dalej, znów natknął się na drzwi. "Co tym razem"- pomyślał. Przeszedł przez te odrzwia, a za nimi stała dziewczyna, bardzo drobna, w ręce trzymała miecz, odwrócony rękojeścią. Allan był prawie pewien, kim ona jest. Płeć piękną otworzyła broń która miała kolor czerwony, po czym zdjęła kaptur. Teraz Adept nie miał wątpliwości, była to Rianna.
- Allan, chcę ci złożyć propozycje...
- Nie przejdę na ciemną stronę mocy. Potęgą, choćby nie wiem jak wielka, jest dla mnie niczym, jeśli nie służy w dobrej sprawie.
Zjawa znów zniknęła. Przed chłopcem były już ostatnie drzwi. Stał za nimi Darth Adrian, który rzucił się na niego bez namysłu. Chłopak odepchnął go jedynie, nie robiąc mu krzywdy. Ta iluzja też zniknęła.
Chwilę później stał już poza grobowcem. Rianna oraz on pomyślnie przeszli test. Godzinę później Diego wręczył chłopcu plany miecza świetlnego, oraz dwa kryształy: Zielony i biały, czyli kolory, o jakich marzył świeżo upieczony rycerz jedi. Allan pracował do rana, jednak mógł się cieszyć mieczami swojego projektu. Dwa długie miecze, o różnych wiązkach lasera, łączone w jeden, dwustronny miecz.
Po tym jak odespał zarwaną nockę, ktoś go odwiedził. Była to Rianna ze swoim nowym, różowym mieczem...

Rodział następny (bo mam wenę :D)

Vincent i Aris czyli o pomyłce z sithami.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 2 Idź do strony Poprzedni  1, 2
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group