FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
  Wasze płyty wszechczasów
Wersja do druku
Urawa Płeć:Mężczyzna
Keszysta


Dołączył: 16 Paź 2010
Status: offline
PostWysłany: 17-03-2013, 12:10   Wasze płyty wszechczasów

Wiem, dziś muzyki słucha się na Youtube i w radiu, a pełnowymiarowe krążki to staromodny zwyczaj, niemniej sam należę do ludzi, którzy cenią sobie pełen album, szczególnie, gdy jest on dobrze pomyślany. Oto więc zestawienie moich ulubionych płyt, które cenię nie za jedną-dwie kompozycje, ale za całokształt. Ilość i kolejność - dość przypadkowe, choć starałem się, by nie powtarzać artystów.

1) Pink Floyd - "Wish you were here"

Mógłbym wrzucić chyba sporą część płyt Floydów na tę listę, ale po zastanowieniu - miejsce pierwsze dla tego krążka. Bo jest tu najwięcej pięknego, gitarowego grania (tzw. płaczu gitary by David Gilmour), są znakomite kompozycje i przemyślana całość.
2) Marillion "Misplaced Childhood"
Biłem się tu z myślami, czy ten krążek, czy może "Fugazi", ale jednak tu mamy bardziej starannie zbudowaną całość, równie dużo dobrego grania, a jednak trochę mniej emowania i więcej nadziei oraz optymizmu. To warto docenić.
3) Lacrmiosa "Elodia"
Z całego gotyckiego grania ten album chyba najbardziej przypadł mi do gustu. Patos, orkiestrowe zagrania, rockowa pasja i świetne wokale, łączone z chórami. Jedyna znana mi płyta, na której język niemiecki nie przeszkadza.
4) Queen "A Night at the Opera"
Kolejny problem z wyborem, bo tego zespołu uwielbiam wszystko, ale chyba niewiele ich płyt zostało równie starannie zbudowanych jak właśnie ten album. Bywały na pewno takie, na których znalazło się więcej przebojów, ale tu są "Prophet Song" i "Bohemian Rapsody". Nawet, jakby Freddie i spółka nie nagrali nic poza tym, miejsce w panteonie sobie i tak zapewnili.
5) Jethro Tull - "Thick as brick"
Jeden, 45-minutowy utwór? Jasne, jeśli się w nim potrafi zawrzeć tyle bezpretensjonalnego wdzięku, co ten zespół, to czemu nie? Od ostrego, riffowego łojenia, po radosne, folkowe zagrywki - mamy tu pieprz i wanilię, a wszystko mające jednak wspólny mianownik w postaci niezwykle charakterystycznego dla tego zespołu grania.
6) King Crimson - "In the Court of the Crimson King"
O tej płycie napisano chyba wszystko, bo jest to jeden z tych albumów, które zdefiniowały rock lat 70 (choć powstał wcześniej). Niemniej, wciąż robi olbrzymie wrażenie, na swój sposób przytłacza potęgą brzmienia. Do dziś najlepszy soundtracka do końca świata, jaki powstał.
7) Manowar - "Kings of Metal"
Wzorzec heavy metalu, niczym ten z Sevrers, właśnie najbardziej męska z męskich płyt, jakie kiedykolwiek powstały. Patos i potęga przez największe P, nawet w balladach. Żaden zespół nie grał z taką siłą i pasją, jak oni.
8) Alanis Morisette - "Jagged Little Pill"
Debiut kanadyjki i do dziś jej najlepszy album. Sprawia wrażenie desperackiego krzyku kogoś, komu wreszcie dano głos - i postanowił wykrzyczeć z siebie wszystko, co najlepsze. Na tej płycie Alanis śpiewa z taką wiarą w głosie, niekiedy złością, a niekiedy nadzieją, jak nigdy później.
9) Sophie B. Hawkins - "Whaler"
Kiedy pierwszy raz usłyszałem "Right beside you" tej pani, poczułem coś dziwnego. Lekka kompozycja, nastrojowy aranż, a siły w tym tyle, ile w orkiestrze. Ktoś w radiu zdefiniował wówczas muzykę Sophie jako "soft power" i było to niezwykle trafne określenie. Takie są tu piosenki - lekkie, łagodne, ale zaśpiewane z sercem.
10) Genesis - "Selling England by the Pound"
Mamy tu progrockowe szaleństwo, gitarowy rozmach, orkiestrowe aranże, teatralność i humor, niekiedy przesadę, ale w żadnym momencie tego albumu słuchacz się nie nudzi. Genesis nagrało sporo dobrych płyt, ale ta pozostaje ich opus magnum.
11) Burzum - "Filosofem"
Gdybym miał wybrać jeden, jedyny album z całych moich zbiorów blackmetalowych, byłby to chyba ten. Żadna inna kapela z tego nurtu nie potrafiła tworzyć tak niesamowitej, swego rodzaju charyzmatycznej muzyki, gdzie panował autentyczny mrok. Na tym krążku Burzum najlepiej połączyło ciemność i ponure brzmienia z ambientowymi plamami dźwięku.
12) Uriah Heep - "Firefly"
Płyta w sumie nietypowa, bo z mniej znanym wokalistą, bez ewidentnych przebojów, ale żadnego innego krążka Heep (a mam niemal wszystkie) nie słuchałem tak często, jak właśnie tego. Lawton nie krzyczy i nie wyje jak jego poprzednik, ale potrafi również czynić głosem cuda, nawet jeśli w inną stronę.
13) David Bowie - "The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars"
Odkrycie ostatnich miesięcy, może ciut na wyrost, ale mam wrażenie, że jednak ta płyta będzie mi towarzyszyć przez lata. Doskonałe połączenie rockowej pasji, popowego brzmienia i przemyślanej konstrukcji albumu.
14) Catatonia - "Equally Cursed and Blessed"
Nie wiem, czy jakakolwiek inna wokalistka potrafiła robić takie cuda, jak Cerys Matthews, która z równym zaangażowaniem wciela się w dziecko bawiące się lalką, wściekłą punkówę, by w finale z żarliwą pasją odśpiewać łamiącym się głosem ostatnie słowa piosenki. Płyta, której słuchałem przez większość studiów.
15) King Diamond - "Abigail"
Bo lubię horrory, lubię heavy metal i lubię concept albumy. Tu zaś mamy wszystkie trzy w jednym, na dodatek tak wybornie podane, że nic, tylko słuchac.

_________________
http://www.nationstates.net/nation=leslau
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora
kapplakk Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 12 Gru 2009
Status: offline
PostWysłany: 24-03-2013, 09:19   

Urawa napisał/a:
1) Pink Floyd - "Wish you were here"

W moim przypadku skomponowanie takiej listy wszechczasów byłoby zadaniem karkołomnym, którego się nie podejmę, ale wspomniana wyżej płyta zasługiwałaby faktycznie na uwzględnienie w zestawieniu. Moim zdaniem jedna z najlepszych płyt w historii, a ostatnio znowu jest u mnie na fali, słucham jej w pracy:) - w ciągu ostatnich dwóch tygodni praktycznie codziennie.

_________________
http://kapplakksounds.wordpress.com/
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Dred Płeć:Mężczyzna
Policenaut


Dołączył: 07 Lis 2008
Status: offline
PostWysłany: 24-03-2013, 14:11   

A nie było już wcześniej takiego tematu? Bo mi się wydawało, że był...

Kurczę, ciężko zdecydować się na te najlepsze płyty. Bym musiał zrobić niezłą selekcję.

Ale z tych najlepszych IMO:

Pink Floyd - A Saucerful of Secrets - to jeszcze nie ci Flojdzi, którzy tworzyli monumentalne arcydzieła dla wielotysięcznej, stadionowej publiczności. A Saucerful of Secrets to album przesiąknięty hipisowską psychodelią, już sama okładka jest przesączona znacznymi ilościami LSD. Połóż się na łóżku, zapuść Set The Controls For The Hearts Of The Sun, zamknij oczy i odlatuj bez konieczności brania dziwnych środków.

Kuyss - Blues For The Red Sun/Welcome To Sky Valley (nie mogę się zdecydować na jeden). Pustynia. Czerwone, zachodzące słońce. Swoboda. Brud. Przesterowane na maksa brzmienie. Grzanie klasycznymi elektrykami na basowych wzmacniaczach. Nowatorskie spojrzenie na hard rockowe brzmienie lat '70tych. I duże ilości różnych środków psychoaktywnych. Magia.

The Sisters Of Mercy - Floodland. Jedna z pierwszych płyt z muzyką gotycką, jakie wysłuchałem i chyba najlepszy materiał tego typu, z jakim miałem do czynienia. Bo mamy tu muzykę i do tańca (Dominion, This Corrision, Lucrecia), jak i mroczne pieśni "do różańca" (obie części Floodland, Neverland). Nawet jest i ballada. I to wszystko zaśpiewane przez niegdysiejszego księcia mroku, Andrew Eldritcha.

Iron Maiden - Live After Death. Jedna z najwyżej ocenianych płyt koncertowych w dziejach. Nie bez powodu, bo Steve Harris z ekipą grają tutaj tak, jakby zależało od tego ich życie. Przegląd kawałków z pięciu pierwszych płyt, moim zdaniem dobrane idealnie. MOC.

Deep Purple - In Rock. Ciężko mi się na temat tej płyty wypowiadać, bo mam do niej przegigantyczny sentyment, ale mimo wszystko postaram się. Mamy tutaj muzykę niezwykle agresywną i ciężką jak na tamte czasy. Nikt wcześniej tak nie grał (no dobra, może amreykańskie Blue Cheer, ale to wyjątek potwierdzający regułę). Ciężko mi jest mi to opisać słowami, niech ten kawałek starczy za "wyjaśnienie" - Child In Time


To by było chyba na tyle. Mam jeszcze wiele ulubionych albumów, choćby "Loveless" My Bloody Valentine, "Paris" The Cure, "Księga tajemnicza. Prolog" Kalibra 44, "Pygmalion" Slowdive, "Keeper of the Seven Keys" Helloween, debiut Clan of Xymox i jeszcze więcej. Ale te powyżej opisane, są moimi absolutnymi faworytami.

_________________
Znajdźcie sobie świry uczciwą pracę zamiast przebierać się w czyjeś stare łachy i powtarzać w kółko: "Patrzcie jestem głupim średniowiecznym bucem i mam make up i obcisłe rajtuzy"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group