FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
  Forumowa Mafia, edycja IV - Atkhakla i okolice
Wersja do druku
Saga Płeć:Kobieta
Półdiablę


Dołączyła: 01 Lut 2007
Skąd: Poznań, zasadniczo
Status: offline
PostWysłany: 22-09-2010, 13:27   

- Interesujący pokaz, Raen - powiedziała Eoslynn. - Skoro Cień mówi prawdę, a co do tego nie mam już najmniejszych wątpliwości - sugeruję zatrzymanie winnych, żeby nas nie pozabijali we śnie. Ale w przeciwieństwie do ciebie, Ryśku, sadzę, że to paladyn może być mózgiem tego duetu - nie mieści mi się w głowie, że tak wielka głupota może być prawdziwa. Chociaż myśl, że tą pod powłoką makijażu kryje się błyskotliwy umysł też jest dosyć abstrakcyjna. Mimo wszystko nie lekceważyłabym Lyandera, może być bardziej niebezpieczny niż się wydaje.
Uzdrowicielka wstała i podeszła do Chiki.
- A tobie należą się przeprosiny. Wybacz, że cię podejrzewałam. Może w ramach zadośćuczynienia podaruję ci trochę tego płynu? Nieźle smakuje i odświeża oddech na cały dzień. No i barwi palce na zielono, przynajmniej ludziom. Ciekawa jestem, jak wpływa na kenderów... Chcesz spróbować?

[lincz - Velg]

_________________
Ci, którzy śnią za dnia widzą wiele rzeczy niedostępnych tym, co śnią nocą.
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 22-09-2010, 14:44   

-W sumie, pani Eoslynn, czemu nie zrobić remisu i nie upiec dwóch pieczeni na jednym ogniu? A propos pieczeni... co chcielibyście dziś na kolację?

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Saga Płeć:Kobieta
Półdiablę


Dołączyła: 01 Lut 2007
Skąd: Poznań, zasadniczo
Status: offline
PostWysłany: 22-09-2010, 15:19   

- Jestem za. Dzięki temu wszyscy przeżyjemy. Co do kolacji, zdaję się na twoją inicjatywę. wszystko jest lepsze niż suchy prowiant.

_________________
Ci, którzy śnią za dnia widzą wiele rzeczy niedostępnych tym, co śnią nocą.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Potwór Latacz Płeć:Mężczyzna
Czajnik w Mroku


Dołączył: 05 Lip 2010
Skąd: Kraków
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 22-09-2010, 18:53   

-Zaiste dobry pomysł. Zarówno odnośnie wyeliminowania zagrożenia jak i kolacji.
Jeżeli uda nam się załatwić sprawę jeszcze dzisiaj reszta zadania będzie łatwa i przyjemna. - stwierdził krasnolud z przekonaniem. - Ale trzeba przyznać, że dziwnie się te losy plotą a skręcają. Jak to mawiają najciemniej pod latarnią- zaczął filozofować Cień rozmyślając nad szczególną sytuacją w której paladyn okazuje się mordercą, a skrytobójca sojusznikiem.


Lincz - Athi

_________________
Jestem wielkim Potworem Lataczem!!! <Ö>

"Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi "
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź galerię autora
 
Numer Gadu-Gadu
25993346
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 22-09-2010, 20:09   

Elen widziała, że połowa obozu już na nią źle patrzy. Usiadła pod drzewem i spokojnie zaczęła się upijać własnym lekarstwem.
- Wasze zdrowie! - krzyknęła.

*no i kuniec XD*

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 22-09-2010, 21:19   

- Co...?! – próbował ozwać się Rumianek, kiedy rycerz ni z tego, ni z owego dał solidnego kuksańca (takiego, że malcowi dech w piersiach odebrało!) i wziął go pod pachę.
- Cicho. – syknął Lyander. Sekundę później, wyszeptał jeszcze jakieś dziwne słowa - a jego twarz nagle straciła dotychczasowy wyraz natchnionej tępoty.

Oniemiały chłopczyk w zdumieniu patrzył, jak książę błyskawicznie i samodzielnie (!) pakuje najpotrzebniejsze rzeczy na swego rumaka. Co jeszcze dziwniejsze, chwilę później przerzucił przez siodło swego giermka i sam wsiadł na konia.

- Wiśta wio, wierny rumaku! – zawołał, zanim jego kompan zdołał coś wymówić.

Chwilę później, rumak (który nagle – jakby za sprawą jakiejś magii! - zmienił kolor na smoliście czarny, a co gorsza zaczęło mu dymić z nozdrzy) wskoczył w krąg rzucanego przez ognisko światła, prawie taranując Ellen i zadziwiając wszystkich pozostałych. Zadziwiając tym bardziej, że przecież książę Lyander-od-Sune siedział tuż przy nich i nieudolnie próbował odpierać zarzuty! Giermek jednak zobaczył coś znacznie bardziej dziwnego i niepokojącego – na rycerskiej twarzy nie było ani śladu makijażu...! Nim jednak zdążył zwrócić uwagę swego opiekuna na ten niewątpliwy defekt, ten przemówił:

- Ładna noc, nieprawdaż...? Cóż, mnie już nie spotkacie...! Chyba, że w piekle – choć to wątpliwe, bo ja tam trafić nie zamierzam! – zagaił wesoło, jednocześnie chwytając Athi i wrzucając ją (jako trzecią osobę!) na grzbiet swego przerośniętego „konia”.

Sekundę później, Lyander popędził konia do galopu. Większość jego niedawnych towarzyszy podróży próbowała ruszyć za uciekinierami – jednakże okazało się, że rozmawiający uprzednio z nimi „książę”nie planował zwyczajnie złożyć broni. Jedynie Aira zdołała wyrwać się spod nawały ciosów dostatecznie szybko, aby móc ścigać uciekającego czarnoksiężnika. Pozostali zostali na ponad minutę zatrzymani przez kopię księcia, która przed zniszczeniem zdołała prawie zabić Cienia.

***


Aira wytrwale goniła za uciekającymi. Systematycznie zmniejszała dzielący ich dystans – a niedaleko znajdywała się przepaść, w którą zamierzała wpędzić zdrajców... Tak, żeby nie mieli dokąd uciec przed jej wspólnym gniewem.

- Śliczność z ciebie, Airo, wiesz?
- Wrrrrr...
- Niestety, twój temperament pozostawia wiele do życzenia...
- WRRRRR...
- ... mimo to, jestem pewien, że zakochałby się w tobie każdy wyznawca Sune. Ba!, gdybym tylko miał honor, dotrzymałbym złożonej ci przysięgi!
- WRRRRR...

BUCH!

Rozzłoszczona wilczyca nie zauważyła wyłaniającego się przed nią drzewa i wpadła na gruby konar. Nim przestała wszędzie wokół widzieć niezliczone gwiazdy, mroczny rycerz użył jakiegoś zaklęcia i przeleciał nad przepaścią. Jasnym stało się, że wilczyca ognia i jej towarzysze może i mogli dogonić Lyandra, ale... dużo później. Teraz oprócz nieprzebytej przeszkody terenowej dzielił ją od księcia dystans kilkudziesięciu metrów – który ciągle się zwiększał!

- Mówiłem, że już się nie spotkamy, chyba, że w piekle...? Szkoda! Może pójdę dla ciebie do piekła? – zawołał oddalający się czarownik.
- Lyander, nu pagadi! – odkrzyczała mu wilczyca. Jej już odpowiedział tylko dochodzący z oddali śmiech...

***


- Ale... Dlaczego? – zapytał się wreszcie Rumianek.
- A myślisz, że odpowiada mi żywot księcia-głupca od ploteczek...? Nie! – stwierdził Lyander, jednocześnie forsując coraz bardziej swego mrocznego wierzchowca.
- Przecież... taki byłeś! – giermek dalej nie wierzył własnym oczom i uszom.
- A myślisz, że gdyby wszyscy tak nie myśleli, to Jego Wysokość Haerdrak III pozwoliłby mi zachować łeb...? Nie, a ja jakoś bardziej jestem przywiązany do swej głowy aniżeli do swego wizerunku.
- Ale... w takim razie, co z moim giermkowaniem...? Przecież to były trzyyyyy dłuuuugie laaaaata...
– Rum wlepił w rycerza intensywne spojrzenie swoich młodych oczu. Wyrzutami, które czynił Lyandrowi ten wzrok, można by chyba obdarować połowę królestwa!
- NIGDY nie zrezygnowałem ze szkolenia cię... Oczywiście, skoro nie jesteś już uczniem paladyna, zmieni się trochę twój status...
- O?
- … choćby: nie będziesz musiał mi przynosić kufla z piwem czy pakować moich manatów. Od tego są przecież słudzy, nie giermkowie, nie uważasz?
- Łaaaaaaaaaał!
– na niewinnej twarzyczce Rumianka odmalował się szczery entuzjazm. Po chwili jednak, ustąpił on pewnej goryczy i giermek spytał – Ale, panie, jeśli mieliśmy miejsce, aby brać JĄ... – tu wskazał na upitą Ellen – ... to czemu nie zabraliśmy kogoś innego...? Choćby, no wiesz, kogoś, kto dał mi cukierka...
- Po to. – Lyander z rozmachem wyrzucił Ellen przed siebie. Półelfka odbiła się od przydrożnego drzewa, jęknęła i potoczyła się w dół jakiegoś zbocza.
- Nie rozumiem... – zaczął Rumianek, patrząc jednocześnie, jak książę znów podrywa rumaka do lotu.
- Ależ to najprostsza rzecz na świecie! Jedyną dróżką prowadzącą z tego miejsca i nie prowadzącą wprost do naszych prześladowców jest droga w głąb Wzgórz Wichrowych Włóczni... Do siedziby mego pracodawcy. Zabijanie go trochę spowolni pościg... A prócz tego – widzisz, zapłacono mi z góry. I baaaaardzo nie chciałbym, żeby pracodawca upomniał się o zaliczkę.
- Ekstra!
– odpowiedział mu Rumianek, równocześnie intensywnie wpatrując się w przemykający pod nimi teren.

***


Przed zmrokiem następnego dnia, mroczny rycerz i jego giermek dotarli do opuszczonej chatki na bagnach. Prócz zwykłych walorów – przecież nawet czarnoksiężnicy musieli spać! - skrywała ona jeszcze rzekomo martwą Artemis. A Lyander miał w związku z nią poważne plany. Przecież, jeśli jest się żądnym zemsty i władzy rycerzem mroku, to nic tak nie polepsza wizerunku jak piękna wojowniczka u boku! Zwłaszcza, jeśli wojowniczka ta dyszała zemstą zemsty za grabież należnej jej własności!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Agon Płeć:Kobieta


Dołączyła: 05 Maj 2008
Status: offline
PostWysłany: 22-09-2010, 22:12   

- Szlag, uciekł mi! A już prawie go miałam! Gdyby tylko ten przeklęty badyl nie stanął mi na drodze... - warczała rozwścieczona wilczyca, ciągle jeszcze nieco skołowana po bliskim spotkaniu z drzewem. - No nic, z tej odległości już go nie wyczuję, trzeba wrócić do obozowiska i zastanowić się, co dalej. Ale zemsta będzie słodka, co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości... Lepiej się przygotuj, ty paladyńska zakało, mwahaha!

Jakieś piętnaście minut później Aira zdawała już towarzyszom relację z nieudanego pościgu.

-...niestety nie mam pojęcia, w którą stronę uciekli, kompletnie straciłam trop. Najprawdopodobniej oboje (czyt.: Lyander i Elen) pracują dla Astharada, ale jest mało prawdopodobne, że do niego wrócili - czyli będziemy musieli się policzyć z każdym z osobna... Ale zanim pójdziemy robić rzeź, musimy obmyślić plan działania. Jakieś propozycje?


Ostatnio zmieniony przez Agon dnia 23-09-2010, 00:25, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Potwór Latacz Płeć:Mężczyzna
Czajnik w Mroku


Dołączył: 05 Lip 2010
Skąd: Kraków
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 22-09-2010, 22:38   

Cień siedział oparty o drzewo dysząc ciężko. To była najcięższa walka jaką stoczył, nawet mimo tego iż mieli przewagę liczebną. Kopia paladyna była nieziemsko silna. Nie był przyzwyczajony do otwartej walki, a tu – nie miał wyjścia. Kaszlnął i splunął. Trawa zabarwiła się na różowawy odcień. Szlag, krew. Miał nadzieję, że cios który otrzymał nie był aż tak potężny. Ponadto krew sączyła się też z pomniejszych ran i draśnięć. Na szczęście te nie były zbyt głębokie.
Spróbował wstać. Zachwiał się, ale w końcu udało mu się. Liczył na to że krasnoludzka odporność nie zawiedzie i tym razem. Że też musiał się na mnie uwziąć! - Podniósł leżącą w pobliżu gałąź i wspierając się na niej podszedł do reszty.
Wilczyca zdawała relację z nieudanej pogoni.
-Na pewno nie wrócą do maga... Przecież nie wykonali zadania. - Cień sapnął, wsparł się ciężko na kosturze, odkaszlnął. Po chwili, jak gdyby mu się poprawiło, wyprostował się i ciągnął dalej – Mamy więc dwie możliwości. Najpierw wykonamy zadanie tracąc dużo czasu i dając im szansę na zwiększenie dystansu, albo pościg od razu. Mamy jeszcze czas na decyzję. Na razie nie mają wyjścia muszą uciekać w kierunku Wzgórz Wichrowych Włóczni. Sięgnął po plecak, wyjął swoją podniszczoną mapę. Puknął w nią palcem. Tylko zobaczcie...Jeżeli pojadą w głąb, później mają więcej możliwości i kierunków ucieczki do wyboru. Proponuję ich ścigać, a maga załatwimy w drodze powrotnej! Poza tym nawet na takim potworze, nie mogli ujechać daleko w 3 osoby...

_________________
Jestem wielkim Potworem Lataczem!!! <Ö>

"Dla wszystkich starczy miejsca
Pod wielkim dachem nieba
Na ziemi której ja i ty
Nie zamienimy w bagno krwi "
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź galerię autora
 
Numer Gadu-Gadu
25993346
Saga Płeć:Kobieta
Półdiablę


Dołączyła: 01 Lut 2007
Skąd: Poznań, zasadniczo
Status: offline
PostWysłany: 23-09-2010, 07:32   

- Może zamiast tyle gadać pokażesz mi najpierw ranę, co? - zirytowała się Eoslynn. - Żeby mieć uzdrowiciela w drużynie i w ogóle z tego nie korzystać - zżymała się. - Stoi taki, udaje twardziela, a jak się wdadzą powikłania, to jak ja to potem wyleczę? Grrr... Paskudnie to wygląda, chyba zaczniemy od zaklęcia.
Półelfka skoncentrowała się i zamknęła na chwilę oczy. Wokół jej ciała zaczęła kształtować się biała poświata, którą dziewczyna skierowała w stronę Cienia. Rana zaczęła się zasklepiać, pozostała po niej tylko cienka biała blizna, a za chwilę i ona zniknęła.
- Od razu lepiej. Mimo to powinieneś na razie się oszczędzać. Proponowałabym parę godzin odpoczynku. Wiem, że zdrajcy są coraz dalej, ale w tym stanie nie damy rady ich doścignąć. Ryszardzie, zaaplikuj Cieniowi łyżkę mikstury wzmacniającej, to ta niebieska fiolka, po spróbowaniu której wyrwałeś dąb z korzeniami.
Eoslynn owinęła się płaszczem i usiadła na ziemi opierając się plecami o drzewo.
- No, najważniejsze załatwione, teraz możemy planować następny ruch.

_________________
Ci, którzy śnią za dnia widzą wiele rzeczy niedostępnych tym, co śnią nocą.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 23-09-2010, 11:09   

Przytachane specjalnie na tą okazję wielkie lustro stanowiące uprzednio wyposażenie pokoika "na górze" leżało na płasko na stoliku. Biesiadnicy Diademu zebrali się wokół, gdy Zack, odświeżywszy się po trudach podróży, zakomunikował przednią zabawę. Astharada nie było w mieście, na szczęście.
Złote monety, srebrne, nawet miedziaki - Zachariasz nie był wybredny i nie ograniczał nikomu dostępu do widowiska, regulując jedynie czas, jaki dana duszyczka spędzała nad magicznym lustrem.
A ukazywało ono aktualnie ucieczkę paladyna Lyandera. Przemiana cukierkowatego wyznawcy Sune spotkała się powszechną aprobatą bywalców lokalu, a potraktowanie przez niego łupów, przepraszam, kobiet, wywołało u części gości niemal euforię. Niektóre jednostki zaczęły dla odmiany pałać rządzą mordu, lecz chętnych do oglądania spektaklu jakoś nie brakowało. I płacili. Przynajmniej dopóty akcja trwała. Gdy Lyander dotarł do wspomnianej kryjówki na bagnach, widownia znudziła się i zajęła własnymi sprawami.
A Zack wprowadzał w międzyczasie plan szybkiego powrotu do miejsca spotkania. Nie bez powodu lubował się w artykułach z gryfa.
Rumak nie był zadowolony ze swej roli. Skrzydlaty kot był stworzeniem durnym, a w chowie wyjątkowo upartym. Zwłaszcza iż bard nie miał głowy do zawierania z głupim zwierzakiem paktu. Więc po zakupie, tak długo wyrywał mu pióra z pyska, aż futrzak zrozumiał, kto tu rządzi. Teraz, osiodłany, gryf czekał na dachu Diademu.
Zack, obciążywszy pas jedynie wypchaną sakiewką wspiął się po elewacji na tyłach karczmy. W odróżnieniu od Lyandera nie przejawiał zamiłowania do teatralnych gestów i nie bawił się w przebieranki. Owszem, aktualna wariacja stroju była nieco ciemniejsza i bardziej obcisła niż to, w czym paradował na szlaku, niemniej nie wywoływał wyglądem sensacji. A gryfy pod siodło były może ekstrawagancją, lecz tylko tym.
Przelot nad Akhtalą tuż przed świtem zaowocował niesamowitym wschodem słońca. Zack nie zwracał na to uwagi. Ostrogami poganiał podniebnego rumaka. Po niecałej godzinie lądował już nieopodal niepozornej chatki pośród bagien.
Powrót do góry
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 23-09-2010, 12:08   

Elen długo leżała na dole zbocza, pech chciał, że na dodatek wpadła do sporej dziury. Gdy się obudziła strasznie bolała ją głowa.
- Gdzie ja jestem? Co się stało? Mm...oja głowa... Cholera! - elfka usiadła na ziemi i zaczęła masować rozbolałe ciało. Powoli również zaczęła sobie przypominać co się wczoraj stało. Pamiętała, że Lyander zabrał ją w obozowiska, a potem pamiętała tylko bolesny upadek.
- Czyżby ten księciunio mnie tu zrzucił... Niech go coś pożre po drodze... Najpierw zastrasza i każe dla siebie pracować, potem wyrzuca jak nie potrzebną rzecz... Wrry... Jeszcze na dodatek reszta mnie też goni. Świetnie, żyć nie umierać! - Elen była wściekła, na całe szczęście jej łuk był cały, jednak straciła całą resztę, nie miała jedzenia, strzał i żadnych innych rzeczy. Z ulgą odkryła, że ma jeszcze przy sobie swój nóż. Wygramoliła się z dołka, obcięła sporą ilość prostych mocnych gałązek i zrobiła z nich prowizoryczne strzały, potem zaczęła z bardziej elastycznych pleść niewielki kołczan. Gdy skończyła wdrapała się na szczyt pagórka, zobaczyła małą ścieżkę, pewnie wszyscy będą nią podążać, więc jeżeli ona chce przeżyć podążać nią nie może. Zsunęła się z powrotem na dół i zaczęła iść na przełaj w las.

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Asthariel Płeć:Mężczyzna
Lis


Dołączył: 10 Kwi 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 23-09-2010, 17:25   

A miało być tak pięknie...
Astharad nie był tak potężnym magiem, za jakiego chciał uchodzić - choć z pewnością był kompetentny. Nie miał też kolekcji magicznych przedmiotów - za to bardzo chciał ją zdobyć, wysyłając grupę naiwnych poszukiwaczy przygód na wyprawę, z której mieli już nie powrócić, dzięki jego agentom, Lyanderowi i Elen. Udało mu już sie ograbić zwłoki Ov'tza, a Lyander sam mu przekazał część ekwipunku Artemis. Pewien sukcesu, już cieszył się na myśl o przyszłej potędze, i zabalował w Targowie. Gdy nieco podpity wrócił do swej wieży na Wzgórzach Wichrowych Włóczni, postanowił zasiąść do swej kryształowej kuli - choć zdawał sobie sprawę, jak bardzo obciachowe jest w dzisiejszych czasach używanie takiego reliktu przeszłości.
To co ujrzał go przeraziło.
Elen i Lyander zostali wykryci, i Czarny Strażnik salwował się ucieczką, porzucając towarzyszkę. Rzucił na nich wcześniej (bez ich wiedzy) prosty czar niewykrywający, więc mógł mniej więcej powiedzieć, gdzie jego podwładni się znajdują. Niestety, wybiegłszy z swej wieży na pobliską drogę, mógł tylko bezradnie patrzeć, jak pędzący na czarnym rumaku Lyander oddala się coraz szybciej. Ryknął więc tylko:
-LYYYYANDEEER!!!
Policzy się z nim później. Co gorsza, zdradzona przez niego grupa zapewne była coraz bliżej jego domu, co było mu bynajmniej nie na rękę. Choć umiarkowanie sillny, nie miał szans w walce z nimi wszystkimi na raz - więc przydałby się sojusznik.
Łyknął przygotowaną naprędce miksturę wytrzymałości, po czym rzucił na siebie czar przyśpieszenia, i wybiegł szukać Elen. Na razie czuł się dobrze, ale jutro będzie miał straszliwe zakwasy.
Znalazł ją kilka godzin stąd w lesie. Zdecydowanie znajdowała się w opłakanym stanie. Widząc go, wycelowała w niego łuk z czymś przypominającym od biedy strzałę. Odezwał się pierwszy:
-Nasi wspólni przyjaciele - wycedził z przekąsem - wkrótce nas odnajdą, a z tej walki raczej nie wyjdziemy cało - jednak razem mamy szanse uciec. Mam mikstury, które dodadzą ci siły i szybkości. No i pewnie masz ochotę policzyć się z Lyanderem - tak jak i ja... Idziesz ze mną, czy mam cię tu tak zostawić?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 23-09-2010, 17:52   

Elen patrzyła na Astharada, nie miała pojęcia jak ją znalazł, ani po co ją szukał. Ale widok kogoś kto nie chce jej zabić tak ją radował, że bardzo szybko zgodziła się na wspólne szukanie zakichanego rycerzyka... Gdy dostała od maga mikstury, po których naprawdę poczuła się lepiej, zapytała.
- Czy uda Ci się skombinować jakiś mocny kołczan i dobre strzały, bo w takim stanie bojowym na wiele ci się nie zdam. Nie mam nic przy sobie, ani prowiantu, ani pieniędzy, niczego. Więc myślę, że pomożesz towarzyszowi w potrzebie?
- Możemy poszukać rzeczy w mieście, miejmy nadzieje, że grupa pościgowa tam się nie zwróciła. - oboje udali się w stronę pobliskiego miasta, poszukać dla Elen ekwipunku.

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Asthariel Płeć:Mężczyzna
Lis


Dołączył: 10 Kwi 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 23-09-2010, 18:23   

Zmierzając ku Targowu, Astharad przyzwał swojego chowańca, impa. Żabol, bo takie urocze imię ów nosił był jadowicie zielonym, otyłym maszkaronem mikrej postury, z trującym kolcem na końcu ogona, co upodobnia go nieco do skorpiona - o ile jakikolwiek skorpion mógłby przypominać zadowoloną z siebie ropuchę.
-Hej, szefie, co tam? Wracamy do pracy? Masz już skarby?
-Nie mam ochoty na czcze gadanie, Żabol - ich posiadacze właśnie ku nam zmierzają. Leć ich poszpiegować, po czym wróć i przekaż mi, z której strony mogę się ich spodziewać.
Imp zachichotał.
-Czyżby coś poszło nie tak, szefie?
Zniecierpliwiony, zmęczony i wkurzony czarnoksiężnik wypuścił z dłoni elektryczna iskrę, która poparzyła chowańca, na co ten zareagował piskiem, i gorączkowym machaniem ogonem. Chyba zrozumiał aluzję, bo po chwili już go nie było.
Odwrócił się do Elen, która przyglądała się scenie z kamienną miną.
-Masz trochę pieniędzy. Kup sobie co tam potrzebujesz, i załatw dwa konie - tylko szybko. Pojedziesz z nimi do mojej wieży - tu szybko wytłumaczył, jak do niej trafić - i poczekasz na mnie. Ja postaram się kupić trochę czasu...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 23-09-2010, 19:21   

Elen posłusznie się skłoniła, fakt faktem dalej dla niego pracowała, choć wcale jej się to nie podobało, jednak bez niego miała marne szanse na przeżycie. Poszła na miejscowy targ. Po paru minutach znalazła handlarza bronią, nie obyło się bez targowania, handlarz chciał wygórowaną cenę za zwykły kołczan i pięćdziesiąt strzał. O te właśnie strzały handlarz był taki uparty, uważał że posiadają one jakieś magiczne właściwości, Elen zbadała grot strzał i nie wykryła żadnej magi (owszem na magi się nie zna, ale obcowała z magicznymi przedmiotami i potrafiła w pewnym sensie zbadać ile magi w sobie mają). Po ostrej wymianie zdań udało jej się kupić całość za pół ceny. Potem poszła do pobliskiej stajni, zapytała stajennego, czy któreś konie są na sprzedaż. Chłopak upierał się, że i tak elfkę na nie nie stać. Elen potrząsnęła mu sakiewką i powiedziała, że jeśli konie wyniosą mniej niż jest w niej to chłopak dostanie resztę, nie miała zamiaru marnować czasu by przekomarzać się z głupim stajennym. Woli się tłumaczyć przed magiem z wydanych pieniędzy, niż z tego że nie zdążyła na czas. Dostała dwa ogiery, jednego karego, drugiego gniadosza. Osiodłała obydwa, karego przywiązała do siodła gniadosza, którego potem dosiadła. Jak najszybciej opuściła miasto i skierowała się w stronę wieży maga. Na koniach nie zajęło to zbyt dużo czasu, cieszyła się że mag nie czeka na nią pod swym domem.

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 8 z 10 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group