FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
  Lady Oscar, Rose of Versailles
Wersja do druku
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 29-04-2008, 08:51   

Cytat:
Nie wiem, czy zauważyliście, ale prawie każda postać jest tragiczna i prawie każda miłość nieszczęśliwa - smutne to, ale niewątpliwie jest to duży atut tego arcydzieła.

To u Riyoko Ikedy standard. Polecam porównać z "Claudine", "Oniisama E" czy nawet z wydanym u nas "Aż do Nieba" tej samej autorki.
Przejdź na dół
Meliana Płeć:Kobieta
desert rose


Dołączyła: 22 Kwi 2008
Status: offline
PostWysłany: 29-04-2008, 14:56   

Pattyline napisał/a:
Ziarnko do ziarnka.


Zbierze się miarka. ;) Witaj fanko "White Rose". :)

Pattyline napisał/a:
Ta anime jest naprawdę fascynująca...


Oj jest i to jeszcze jak! Właśnie apropos fascynacji to ostatnio od myśli dotyczących różnych przesłań, kontekstów, postaci, historii - dosłownie mózg mi paruje. ;) Skoro więc tak ładnie ta dyskusja się rozkręca, nie sposób jej dalej nie rozwijać.
W związku z tym moje pierwsze pytanie do Was: co Wam przypomina historia opowiedziana w "Lady Oscar"? Czy jakieś porównania z literatury/sztuki/historii ( a może z życia? ) przychodzą Wam do głowy?

Bo mnie na przykład sama Oscar przypomina trochę życie heroin, których całkiem sporo w literaturze i historii. Jakoś nie mogę się opędzić od porównania z Joanną d'Arc, której żywot przypomina mi nieco Lady Oscar. Życie obu tych postaci niemal od samego początku naznaczone było piętnem "niezwykłości". I jedna i druga miały poczucie misji związane ze swoją egzystencja, choć inne były pobudki tych misji. Obie miały duszę wojowniczek, obie walczyły o wolność i sprawiedliwość. Obie zginęły tragicznie. "I was born to live in glory and passion" jak brzmi refren piosenki rozpoczynającej każdy odcinek "Lady Oscar". Jest w tych słowach jakieś echo przeznaczenia od którego ani Oscar, ani Joanna nie mogły uciec.
Z postaci literackich kojarzy mi się przede wszystkim Eowina z "Władcy Pierścieni". Z tym, że zaznaczam - chodzi mi raczej o postać książkową, a nie filmową. Między jedną a drugą występują bowiem pewne dość istotne różnice. Rzuca mi się w oczy przede wszystkim uroda i jednej i drugiej. Złociste włosy, smukła figura, zimna powierzchowność. Obie są na pozór chłodne i wyniosłe, ale w głębi duszy rozpaczliwie pragnące miłości, której nigdy nie zaznały. Obie mają cechy buntowniczek i nonkonformistek. Nie przystają do świata w jakim przyszło im żyć, pragną wyrwać się z rutyny społecznych schematów w jakie wepchnęły je konwenanse, pozycja społeczna i płeć. No i wreszcie uczucia, które na początku niewłaściwie lokują ( w mężczyznach, których serca są już zdobyte przez inne przedstawicielki płci pięknej ), żeby wreszcie na koniec odkryć prawdziwą miłość, która rodzi się akurat na ruinach upadającego, starego świata. I tu jest moje drugie pytanie, zabawa w konfabulację albo hipotetyczne fanfiction:
Czy uważacie, że miłość Oscar i Andre miałaby szansę spełnienia w nowym świecie? Weźcie pod uwagę, że początek rewolucji francuskiej zwiastował narodziny świata zupełnie innego, od tego który wytworzył się później ( czyli terror, dalej Napoleon i Kongres Wiedeński, który przyniósł restaurację starego absolutystycznego porządku ). Rewolucja zwiastowała to, co miało nastąpić, ale dużo, dużo później. Śmiałabym zaryzykować tezę, że dopiero po I Wojnie Światowej. Czy w takiej sytuacji - kiedy po czasach terroru i anarchii nastały czasy Napoleona, a następnie restaurował się ponownie absolutyzm - miłość Oscar i Andre byłaby możliwa, czy raczej skazana na publiczny ostracyzm?

Mam mnóstwo jeszcze innych przemyśleń i pytań, ale na początek chyba wystarczy. ;)
Zapraszam do dyskusji!
Pozdrawiam!

_________________
"Niebo tego świata. Odtąd każdy rok jest wygraną." Issa
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 30-07-2008, 11:59   

W związku z łamaniem punktu drugiego Konstytucji Forum post został usunięty.
Pozdrawiam,
Mara

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
iuvenis Płeć:Kobieta
różyczka.

Dołączyła: 14 Sie 2008
Skąd: zza Muru.
Status: offline
PostWysłany: 14-08-2008, 18:19   

Na ślad "Lady Oscar" trafiłam bardzo niedawno, bo zaledwie miesiąc temu, przez pewne przypadkowe amv z tymże anime na YouTube. Amv - na moje szczęście - dobrze i ciekawie zrobione. Nawet nie pamiętam już, co tak do końca mnie najbardziej zafascynowało; może to, że lubię trochę starsze produkcje, czy też na pewno historyczność tego anime (kocham historię), czy też po prostu obraz kobiety w mundurze. I od tamtej pory, na YouTube, zaczęłam oglądać (po japońsku, z angielskimi napisami) odcinki "Rose of Versailles", powoli kompletnie wsiąkając. Oglądałam w życiu już kilka, może nawet kilkanaście anime, w których występowali przeróżni bohaterowie, ale z żadnymi - tak jak z Oscar, Andre, Fersenem, Alainem czy St. Justem i wieloma innymi- nie zżyłam się tak bardzo. Stwierdziłam też z całą mocą, że jest to jedno z najlepszych anime, jakie oglądałam, i przydałoby się takich więcej.
Ale po co się bardziej roztkliwiać, skoro zrobił to już ktoś przede mną ;)

Meliano, porównanie Oscar do Joanny D'arc jest nadzwyczaj trafne i całkowicie się z nim zgadzam, chociaż muszę przyznać, że na to powiązanie naprowadziła mnie dopiero kuzynka (swoją drogą o imieniu Joanna). Natomiast co do miłości Oscar i Andre... Jak Ci zapewne dobrze wiadomo, Oscar zachorowała na gruźlicę (albo przynajmniej tak mi się wydaje, lung disease po angielsku) i pozostało jej pół roku życia, a Andre tracił kompletnie wzrok, więc czy ta miłość - nawet nie zakończona śmiercią w rewolucji - nie skończyłaby się tragicznie? Moim zdaniem tak, i nawet jeśli Andre przeżyłby wszelkie zawirowania, to jego życiu towarzyszyłby nieodłączny, wątpliwy "przyjaciel, czyli ogromny ból po stracie Oscar i może nawet wyrzuty sumienia, że nie zauważył choroby i nie próbował jej zaradzić. Dobrze przynajmniej, że nie musiałby (nie mógłby) patrzeć na portret Oscar.

No chyba, że anime miałoby zupełnie inny koniec - coś w stylu Wielki Happy End, jak to się czasem zdarza (i doprowadza do szału). Andre cudownie odzyskał wzrok, Oscar cudownie wyzdrowiała z nieuleczalnej choroby, jej biały koń cudownie powstał z martwych, Antonina, wbrew prawdzie historycznej, równie cudownie umknęła przed gilotyną z Fersenem w siną dal...

Ale czegoś takiego chyba bym nie zdzierżyła. Zresztą nie sądzę, żeby ktokolwiek.

Pozdrawiam najserdeczniej i dzięki za rozpoczęcie dyskusji.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
6582750
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 14-08-2008, 20:14   

Co do Lady Oscar - polecam gorąco mangę, która pod wieloma względami jest inna, a niekiedy wręcz lepsza od anime. Ot, Antoś w anime to maniakalny morderca, który, gdyby dać mu więcej czasu, sam wyrezałby całą szlachtę. W mandze jest pokazany taki, jakim był naprawdę - jako zagubiony młodzian, który w pierwszych dniach rewolucji nie bardzo wiedział, co się działo (a jakąkolwiek politykę zaczął uprawiać dopiero ok 1792).

Co do więcej takich - powstało jeszcze "Oniisama E" na bazie mangi tej samej autorki, której jedną z głównych bohaterek jest kobieca wersja Antosia - Rei "Saint Just" Asaka. Jest jeszcze manhwa o samym Antosiu (tak, z niej właśnie miałem tego czarno białego avatara). Do "Lady Oscar" nawiązuje dość mocno "Chevalier D'Eon", ale to co tam się dzieje, to historyczne cuda na kiju (niemal nie zakwikałem się na śmierć, gdy zobaczyłem Robespierre'a).
Powrót do góry
Meliana Płeć:Kobieta
desert rose


Dołączyła: 22 Kwi 2008
Status: offline
PostWysłany: 14-08-2008, 23:16   

Fajnie, że na tym wątku znowu się coś ruszyło, bo ostatnio znowu oglądam "Lady Oscar" i ciężko mi poukładać myśli po tych seansach. Ta animacja ma potężną siłę rażenia. Bo z jednej strony potrafi emocjonalnie pochłonąć człowieka, a z drugiej: wyczerpać go do cna! Delikwentowi nie pozostaje nic innego, jak siedzieć i rozmyślać ( a w moim osobistym przypadku: zbierać się do kupy po ciężkich, prawie depresyjnych przeżyciach! ).

iuvenis napisał/a:
Na ślad "Lady Oscar" trafiłam bardzo niedawno, bo zaledwie miesiąc temu, przez pewne przypadkowe amv z tymże anime na YouTube. Amv - na moje szczęście - dobrze i ciekawie zrobione.


Fani RoV - pod względem tworzenia amatorskich filmików internetowych - są naprawdę genialni. :) Ja również obejrzałam mnóstwo AMV o "Lady Oscar" i doprawdy jest tam wiele takich, które można uznać za prawdziwe perełki. Najbardziej lubię filmiki stworzone przez Kimidori, Palenau i Milagro. Szczególnie ta ostatnia tworzy obrazy ze świetną oprawą muzyczną. Polecam! :)

iuvenis napisał/a:
Ale po co się bardziej roztkliwiać, skoro zrobił to już ktoś przede mną ;)


Zawsze można "więcej" i "bardziej". ;) W końcu polskich fanów "Lady Oscar" jest jak na lekarstwo, a trafić na wyczerpujące opinie na ten temat - graniczy niemal z cudem. Poza powyższą dyskusją nie natrafiłam chyba na jakieś szersze rozważania o "Lady Oscar" na innych polskich forach internetowych ( poza naprawdę lakonicznymi wzmiankami ), a przekopałam je wzdłuż i wszerz. W tym miejscu chciałam podziękować Grisznakowi, który - jako jedyny ze znanych mi mangowo-animcowych forumowiczów - wytrwale stara się zaszczepić na polskich stronach internetowych entuzjazm do tego anime. ;)

iuvenis napisał/a:
Natomiast co do miłości Oscar i Andre... Jak Ci zapewne dobrze wiadomo, Oscar zachorowała na gruźlicę (albo przynajmniej tak mi się wydaje, lung disease po angielsku) i pozostało jej pół roku życia, a Andre tracił kompletnie wzrok, więc czy ta miłość - nawet nie zakończona śmiercią w rewolucji - nie skończyłaby się tragicznie?


Oczywiście masz absolutna rację. :) Jednak nie do końca o to mi w tym pytaniu chodziło. Z mojego punktu widzenia koniec historii "Lady Oscar" jest doprawdy tak tragiczny, że już bardziej być nie może. Autorka starała się jak mogła, żeby na naszych ulubieńców spadły wszystkie możliwe plagi egipskie. ;) Zarówno Oscar, jak i Andre - zanim zginą tragicznie - stają przed wizją jeśli nie perspektywy rychłej śmierci, to na pewno dotkliwego kalectwa, które tak czy siak zniszczy im życie. Jednak pogdybajmy trochę. ;) Gdyby autorka oszczędziła, chociażby Oscar i nie zesłała na nią tej paskudnej choroby ( a tym samym perspektywy szybkiej śmierci ), a Andre nie utracił całkiem wzroku, to powiedzmy, że jakaś szansa na przyszłe wspólne życie teoretycznie by istniała. Idąc dalej tropem gdybologii stosowanej ( zaczynam tworzyć prawdziwe fanfiction :P ) załóżmy, że obojgu udaje się przeżyć rewolucyjną nawałnicę. I...? Co dalej? Faktycznie ślub i długie szczęśliwe życie? Czy może jednak ciągła ucieczka przed własną przeszłością i różnicami społecznymi? ( w końcu związek szlachcianki i mężczyzny z niższej warstwy społecznej to nie byle co ). Oczywiście można w tym miejscu powiedzieć, że te kilka lat rewolucji ( pomimo chaosu i terroru ) przyniosło w końcu ludziom szansę na zlikwidowanie tych podziałów, w końcu nie na darmo męczono się z uchwałami Praw Człowieka i Obywatela, czy też pierwszymi Konstytucjami. Faktycznie jednak wszystkie te uchwały pozostały jedynie na papierze, a późniejsza restauracja monarchii i absolutyzmu nie zmieniła w tym temacie właściwie nic.
Stąd właśnie to moje pytanie, czy w tamtym czasie w ogóle taki związek byłby możliwy? Anime sugeruje nam to poniekąd poprzez nadzieję Andre, który już umierający mówi coś w stylu: "Czy ja umieram? To niemożliwe...wszystko dopiero się zaczyna...Oscar...nasza miłość...i świt nowej ery". To właśnie te słowa zainspirowały mnie do zadania takiego pytania. :) Niemniej jednak serdeczne dzięki za odpowiedź - była to dla mnie miła niespodzianka. :)

Grisznak napisał/a:
Co do Lady Oscar - polecam gorąco mangę, która pod wieloma względami jest inna, a niekiedy wręcz lepsza od anime.


Tak, tak, bardzo chętnie, tylko czemu jeszcze nie ma jej w Polsce? Z wielkim zapałem wzięłabym się za mangę, gdyby tylko wydali ją w naszym cudownym kraju. Niestety to chyba marzenie ściętej głowy. :( Pozostają mi więc fragmenty dostępne w necie.
Pozdrawiam!

_________________
"Niebo tego świata. Odtąd każdy rok jest wygraną." Issa
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 14-08-2008, 23:28   

Cytat:
W tym miejscu chciałam podziękować Grisznakowi, który - jako jedyny ze znanych mi mangowo-animcowych forumowiczów - wytrwale stara się zaszczepić na polskich stronach internetowych entuzjazm do tego anime. ;)

Co by nie mówić - gdyby nie Ikeda, nie zajmowałbym się dziś naukowo tym tematem. Można więc powiedzieć, że to taka spłata długu.
Cytat:
Tak, tak, bardzo chętnie, tylko czemu jeszcze nie ma jej w Polsce? Z wielkim zapałem wzięłabym się za mangę, gdyby tylko wydali ją w naszym cudownym kraju. Niestety to chyba marzenie ściętej głowy. :( Pozostają mi więc fragmenty dostępne w necie.
Pozdrawiam!

Jest w Niemczech, ładne, sześciotomowe wydanie z Carlsen Comics. Cena nie jest może niska (ok 50 zł za tom) ale każdy z nich to gruba cegła. Język nie jest trudny (nie wyobrażam sobie czytania "Claudine" Ikedy po niemiecku, ale Oscar daje radę), a jak ktos zna anime, to sobie poradzi - wszak sam z tej mangi nauczyłem się w dużej mierze szwabskiego.
Cytat:
Oczywiście masz absolutna rację. :) Jednak nie do końca o to mi w tym pytaniu chodziło. Z mojego punktu widzenia koniec historii "Lady Oscar" jest doprawdy tak tragiczny, że już bardziej być nie może.

Bo Ikeda to sadystka. Żadna z jej postaci nie dożywa happy endu. Czasami przesadza z dramatyzmem (vide końcówka Oniisama E, gdzie uśmiercając dwie najciekawsze postaci ośmieliła się jeszcze wstawić coś a'la happy end). Postać, na której (ponoć) wzorowana była Oscar umarła, więc i Oscar musiała zginąć.

Cytat:
Idąc dalej tropem gdybologii stosowanej ( zaczynam tworzyć prawdziwe fanfiction :P ) załóżmy, że obojgu udaje się przeżyć rewolucyjną nawałnicę.

Znikome szanse. Gdyby zostali we Francji, pewnie zostaliby za jakiś czas ścięci (bo jednak noblesse oblige), albo trafili do armii Wandejskiej. Alternatywnie - uciekli by na emigrację.
Powrót do góry
memt
Gość
PostWysłany: 17-08-2008, 15:13   

Witam wszystkich
To niesamowite, bo pierwszy raz trafiam na polskie forum o Rose of Versailles.
Ja podobnie jak i wy zaczynałam od RTL2 i mimo iż było to już jakieś 10 lat temu nadal pozostaję pod urokiem tej historii, zarówno jako anime, jak i mangi. Choć może teraz już z innych przyczyn niż gdy miałam naście lat :)
Pozdrawiam wszystkich fanów Oscar
Powrót do góry
Meliana Płeć:Kobieta
desert rose


Dołączyła: 22 Kwi 2008
Status: offline
PostWysłany: 17-08-2008, 20:03   

memt napisał/a:
To niesamowite, bo pierwszy raz trafiam na polskie forum o Rose of Versailles.


W takim razie witaj serdecznie. :) Heh...takie głosy utwierdzają mnie w przekonaniu, że dobrze zrobiłam zapisując się na to forum i próbując rozwinąć dyskusję o "Lady Oscar". :)

memt napisał/a:
a podobnie jak i wy zaczynałam od RTL2 i mimo iż było to już jakieś 10 lat temu nadal pozostaję pod urokiem tej historii, zarówno jako anime, jak i mangi. Choć może teraz już z innych przyczyn niż gdy miałam naście lat :)


Miałam dokładnie tak samo! Choć w dzieciństwie oglądałam "Lady Oscar" na RTL 2 chyba ze dwa albo 3 razy, to zwracałam uwagę na zupełnie inne rzeczy, niż jak obejrzałam ją w zeszłym roku, po 12 latach zapomnienia.
Chciałam wrócić do tej historii z ciekawości, ot taki sentyment po minionym, szczęśliwym dzieciństwie. Tymczasem kiedy zatopiłam się w nią ponownie, okazało się, że ma ona do zaoferowania o wiele więcej niż ówczesne dziecko w moim wieku było w stanie pojąć. To niezwykle dojrzała historia, na wskroś psychologiczna. Czasem się zastanawiam, co by było gdyby posadzić Oscar na kozetce u współczesnego psychologa? ;) Bo jak to wspomina Andre: "Ma powierzchowność zimną jak lód, ale w sercu płonie wieczny ogień". Życie Oscar stworzone w anime jest tak naprawdę niezwykle tajemnicze. Daje duże pole dla wyobraźni widza, może właśnie dlatego ta historia jest tak wciągająca i tak niezwykła? :)

BTW: co sądzicie o oprawie muzycznej tego anime?
Pozdrawiam!

_________________
"Niebo tego świata. Odtąd każdy rok jest wygraną." Issa
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 18-08-2008, 15:15   

Cytat:
Czasem się zastanawiam, co by było gdyby posadzić Oscar na kozetce u współczesnego psychologa?

Bohaterka "Claudine" odwiedzała psychologa regularnie, zresztą jest on narratorem mangi. Niewiele jednak mógł pomóc. Co się tyczy Oskar - ta sama sytuacja co u Uteny, czyli niemożność pogodzenia w sobie ying i yang, przegięcie w jedną stronę przy ciągłych próbach pogodzenia jednego i drugiego.
Cytat:
co sądzicie o oprawie muzycznej tego anime?

Mało już z niej pamiętam, bo dawno widziałem anime, lepiej jest u mnie z mangą. Natomiast jedno powiem - niemiecka aktorka podkładająca głos pod Oskar miała fenomenalny głos, kiedy później widziałem wersję japońską, to nijak mi oryginalna seiyu nie pasowała.
Powrót do góry
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 23-08-2008, 20:27   

Ja lubię opening, zwłaszcza skrzypcową wstawkę między zwrotkami, ending troche mniej za krzyk Andre na końcu.

Co do wątku miłosnego- czy Oscar długo nie była przekonana, ze kocha tego samego mężczyzny co królowa? Nie dla Andre przebrała się w damskie fatałaszki.
Nie przypominam sobie, żeby brała go na serio jako kandydata do swej ręki, nawet platonicznego kochanka. On po prostu był. Zawsze.
Związek arystokratki i bądź co bądź syna sługi nawet rewolucyjnie nastawionym nie mieścił się w głowach.

Oscar i Andre umarli, ale ktoś opowiedział nam o ich losie. Muszę przyznać, że teraz bardziej niż heroinę Oscar lubię biedną, zagubioną Rosalie. ona chyba jest najbardziej ludzka ze wszystkich bohaterów- mimo, ze po kolejnych tragediach cudem właściwie uniknęła szaleństwa zbiera się do kupy i podejmuje chyba jedyną właściwą decyzję i powoli buduje coś na kształt stabilizacji i chyba szczęścia. Jest młoda, rozpacz po śmierci Oscar zniknie. Znalazła swoje miejsce i chyba przegrała najmniej ze wszystkich.

Kompletnie natomiast nie rozumiałam księżnej de Polignac. Moje nastawienie do tej postaci skacze z odcinka na odcinek. Kiedy rozpacza wspominając błąd młodości jest mi jej żal, zaraz współczuję kolejnej tragedii, by w następnym odcinku zobaczyć jak stara się na obu zarobić. To chyba zła kobieta była.

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 26-08-2008, 16:55   

Cytat:
Kompletnie natomiast nie rozumiałam księżnej de Polignac. Moje nastawienie do tej postaci skacze z odcinka na odcinek. Kiedy rozpacza wspominając błąd młodości jest mi jej żal, zaraz współczuję kolejnej tragedii, by w następnym odcinku zobaczyć jak stara się na obu zarobić. To chyba zła kobieta była

Nie, to była typowa kobieta swojej epoki, która pozycję zrobiła na uśmiechaniu i przymilaniu się do królowej. Dość dodać, że gdy zrobiło się niebezpieczniej, cała ta familia zwiała z Francji aż sie kurzyło.
Powrót do góry
PALATINA Płeć:Kobieta


Dołączyła: 28 Wrz 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 28-09-2008, 16:18   

Witam Was!

Ja sie przed chwilą zalogowałam ze względu na ten wątek (który mi się wygooglał w necie).
Jestem RoV-fanką od lat, od czasów, gdy leciała na RTL2 po niemiecku (ani wtedy, ani teraz nie znam ani słowa w tym języku!!! ale oglądałam z zapartym tchem, nic nie rozumiejąc).
Szczerze mówiąc mam kompletnego fioła na punkcie Oscar!
Stworzyłam sobie w umyśle własne fanfics - Od kilkunastu już lat pisze w wyobraźni własne losy. Piszę je gdy zasypiam lub gdy jadę znudzona autobusem.

Dopiero niedawno (rok temu) trafiłam na świetne anglojęzyczne forum o Oscar. Znalazłam link do całej serii anime i dowiedziałam się jak ściągnąć mangę (niestety po chińsku - a tłumaczenia w całości jeszcze nie znalazłam).
Dopiero w zeszłym roku zrozumiałam, o co w tym wszystkim chodziło - oglądając po raz pierwszy wszystko z ang. napisami (nie po niemiecku). :)

Jednak nie mam zdolności językowych i o ile czytanie forum jeszcze jakoś mi idzie, to odpisywanie po angielsku juz zupełnie nie - dlatego właśnie tu weszłam, widząc Was! :D

Pozdrawiam gorąco!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Meliana Płeć:Kobieta
desert rose


Dołączyła: 22 Kwi 2008
Status: offline
PostWysłany: 28-09-2008, 20:31   

Eire napisał/a:
Ja lubię opening, zwłaszcza skrzypcową wstawkę między zwrotkami, ending troche mniej za krzyk Andre na końcu.


Tak, tak, zgadzam się co do openingu, ale ending też lubię ;) Mam ścieżkę dźwiękową tego anime i jest tam kilka melodii, które dosłownie nie chcą mi przestać grać w głowie (w duszy?). Mimo tego jednak brakuje mi tam bardzo charakterystycznej wstawki, która często przewija się w anime i to w kluczowych momentach ( m.in. w sławnej scenie zdzierania bluzki ;) ). Poza tym jest jeszcze jedna melodia, która na soundtracku nosi nazwę "Yasashisa no Okurimono", w anime pojawia się m.in. w 37 odcinku, kiedy Oscar i Andre po wspólnie spędzonej nocy zmierzają do baraków swojego Batalionu ( kilka godzin później rozpęta się burza Rewolucji Francuskiej ). "Światło" Oscar i "Cień" Andre galopujący obok siebie na koniach i ta muzyka w tle....jeden z moich ulubionych motywów w anime. Miodzio! :)

Eire napisał/a:
czy Oscar długo nie była przekonana, ze kocha tego samego mężczyzny co królowa? Nie dla Andre przebrała się w damskie fatałaszki.
Nie przypominam sobie, żeby brała go na serio jako kandydata do swej ręki, nawet platonicznego kochanka. On po prostu był. Zawsze.


I właśnie to jest ta aura tajemniczości, która otacza Oscar. Bo trudno tak naprawdę jednoznacznie stwierdzić, czy jej miłość do Andre ( sługi i przyjaciela ) była wynikiem zmieniających się czasów, choroby, czy może był to przejaw długo skrywanych uczuć, które po stracie Fersena - eksplodowały gwałtownie po długo tłumionej świadomości własnej, kobiecej ( albo ogólnie żeńskiej ) naturze?
Druga kwestia jest taka, że Andre ( jak słusznie Eire zauważyłaś ) był od zawsze. Trwał przy niej niczym brat, a ona go chyba tak traktowała. Wydaje mi się, że kochała go od początku ( są tego dowody, kiedy postanawia za niego oddać życie, albo kiedy chce odebrać je Bernardowi za to, że odebrał Andre wzrok w jednym oku ). Pytanie tylko, jaki to był rodzaj miłości? Przez pierwsze kilkanaście odcinków powiedziałabym, że raczej braterski, ale z czasem, pod wpływem dojrzewania Oscar do kobiecości i poznawania miłości do mężczyzny ( Fersen ), jej uczucia się zmieniają.
Właśnie sobie uświadomiłam, że historia życia i uczuć Oscar jest tożsama z przemianami w świadomości ludzi we Francji. W pewnym momencie przestają się godzić na zmurszałe rządy monarchii absolutnej i postanawiają przemówić własnym głosem, nie zważając na konsekwencje. Tak samo Oscar w pewnym momencie przestaje poddawać się woli ojca, który postanowił wychować ją na ukochanego syna i zaczyna iść za głosem serca, za głosem tego kim naprawdę jest. I trzeba przyznać, że jej odwaga i determinacja w dążeniu do szczęścia i odnalezienia swojej prawdziwej tożsamości jest naprawdę niezwykła. I to właśnie czyni ją tak ciekawą i fascynującą postacią. :)

PALATINA napisał/a:
Dopiero niedawno (rok temu) trafiłam na świetne anglojęzyczne forum o Oscar. Znalazłam link do całej serii anime


Witaj Palatina! :) Tak widziałam Cię na tym forum i muszę przyznać, że masz piękne szczurki w domu. ;) Uwielbiam to forum, czytuje je bardzo często, sama jednak nie wypowiadam się tam, bo ( choć angielski znam całkiem przyzwoicie ) to jednak mam wewnętrzną blokadę co do pisania w tym języku. ;P
Tak czy inaczej - są tam świetne dziewczyny, uwielbiam Megumi, Bradamante, Happi i inne. Dzięki nim odkryłam wiele przepięknych AMV, obejrzałam cudowne fanarty i naśmiałam się z tamtejszych dyskusji ( wyobraźnia tych dziewczyn nie zna granic, szczególnie jeśli chodzi o fantazje na temat głównych bohaterów i męskich postaci pojawiających się w anime :D ).

PALATINA napisał/a:
Stworzyłam sobie w umyśle własne fanfics - Od kilkunastu już lat pisze w wyobraźni własne losy. Piszę je gdy zasypiam lub gdy jadę znudzona autobusem.


Pięknie! :) Więc podziel się nimi z tutejszymi czytelnikami. :) Szkoda by było, gdyby Twoje przemyślenia trafiały do szuflady. ;)

Pozdrawiam!

P.S.
Obecnie oglądam "Brother dear brother", czyli kolejną anime, która wyszła spod pióra mangi Riyoko Ikedy. :) Jestem dopiero w połowie, ale w głowie już mi buzuje kilka ciekawych przemyśleń. Dlatego Grisznak i inni fani Ikedy, szykujcie się wkrótce na dyskusję. ;)

_________________
"Niebo tego świata. Odtąd każdy rok jest wygraną." Issa
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
PALATINA Płeć:Kobieta


Dołączyła: 28 Wrz 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 28-09-2008, 21:06   

Meliana napisał/a:
Witaj Palatina! :) Tak widziałam Cię na tym forum i muszę przyznać, że masz piękne szczurki w domu. ;)

Dzięki ;)
Zabawne, ale na forum o Oscar mam avat ze szczurem, a na szczurzych i świnkowych forach zawsze mam avat z Oscar (a nawet wiele oscarowych avatów w zależności od nastroju).


Meliana napisał/a:
Tak czy inaczej - są tam świetne dziewczyny, uwielbiam Megumi, Bradamante, Happi i inne. Dzięki nim odkryłam wiele przepięknych AMV, obejrzałam cudowne fanarty i naśmiałam się z tamtejszych dyskusji ( wyobraźnia tych dziewczyn nie zna granic, szczególnie jeśli chodzi o fantazje na temat głównych bohaterów i męskich postaci pojawiających się w anime :D ).

Popieram - zawsze się zaśmiewam, gdy czytam dowody bujnej wyobraźni dziewczyn. Są genialne!
I jestem zakochana w pewnym fanart - wampOscar - lub jakoś tak (Oscar jako nietoperz wampir goniąca Andre) - Nie pamiętam, kto jest jego autorem, ale powalił mnie na kolana ten rysunek! Gęba mi się śmieje, zawsze gdy na niego spojrzę! :)))
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 4 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group