FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
  W 365 dni dookoła świata....lub kilku.
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 15-12-2009, 21:32   W 365 dni dookoła świata....lub kilku.

- Wow....tu jest tak...inaczej.
- Zakładam że zazwyczaj nie bywałaś w światach tego typu?
- Nooo, nie. A ty?
- Nie w tym konkretnym....acz byłem w takim który można nazwać alternatywną wersją tego. Mam nadzieję że język nie różni się zbytnio. - stwierdził Karel gdy jechali Rainbow Bridge.
- Szkoda że nie jest noc. - stwierdził szermierz - Czytałem że ten most wygląda naprawdę pięknie wtedy.
- Czytałeś? - zapytała siedząca z tyłu na motocyklu Kitkara.
- Ściągnąłem przewodnik - wyjaśnił.
Gdy dwójka zajechała pod Tokyo Tower szermierz zabezpieczył. Black Winda.
- No dobrze ale dlaczego ten świat? I po co mi szkła kontaktowe? I dlaczego tówj motor nie bipa jak zawsze?
- Bo chcę odpocząć a świat gdzie w każdej chwili może mi wpaść fireball do okna albo jakieś monstrum próbowałoby mnie zjeść nie jest najlepszym miejscem na wczasy. Po drugie w związku z tym mamy nie zwracać na siebie uwagi, a czerwone oczy nie są naturalne tutaj. Gadający zaś motocykl nie jest tu niczym niecodziennym, gorzej z właścicielem. - zastopował na chwilę wsłuchując się w tłum - uff na szczęście język jest ten sam. Poczekaj chwilę idę zasięgnąć języka.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 15-12-2009, 21:48   

Naprawdę przepraszam, ale pokusa jest zbyt silna... jeśli kogoś jednak zirytuję to natychmiast usuwam

Kitkara patrzyła jak Karelm wchodzi do pobliskiego budynku z którego dochodziły odgłosy rozmów i apetyczny zapach. Spojrzała w niebo. Właściwie niczym się nie różniło od tego, które znała z innych światów. Zamyśliła się.

Wtem mężczyzna w błękitnym stroju podszedł do motoru Karela. Okrążył go i zanotował coś w notesiku.

-Przepraszam co pan robi?- spytała.

Mężczyzna spojrzał na nią zdziwiony.

-Pytam co pan robi?- powtórzyła groźniej.

-Jak to? Wystawiam mandat. Tu nie wolno parkować.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 15-12-2009, 22:10   

Uwaga, oto rozpoczyna się opowieść o Epickiej Podróży, jaką to Najwyższy Kapłan i Mroczny Kapłan odbyli wiele lat temu na ziemi (retrospekcja z bliżej nieokreślonego czasu).

Światło. Przeraźliwa jasność kąsała oczy Mrocznego Kapłana niczym wąż, choć Costly z całych sił zaciskał powieki. Głowę rozrywał przeraźliwy huk, który prowadził nieomal do szaleństwa. Wyrwać się z tego koszmaru, myślał gorączkowo Kapłan. Gdy męka stawała się nie do wytrzymania Molina w końcu przełamał się i otworzył oczy.

Słonko świeciło raźno, a na pobliskim polu wesoło trajkotając przejeżdżał właśnie traktor. Costly wraz z Altruistą leżeli rozwaleni w odmiennych, aczkolwiek równie nonszalanckich pozach w eleganckim i niezbyt głębokim rowie, który biegł wzdłuż drogi.

Costly zamyślił się.

To było tak. Patriarcha miał urodziny. Na oficjalnej ceremonii obaj duchowni delikatnie przesadzili z alkoholem, za co zostali, w wyjątkowo niewybredny sposób, wyproszeni z sali przez Avalię i Shizuku. Jednak głęboka wiara Braci nie pozwalała im przerwać opijania zdrowia wielkiego Kica, dlatego postanowili oni kontynuować tą zacną czynność we własnym towarzystwie, w zaciszu komnaty Moliny. Jednak po jakimś czasie z pewną grozą Najwyższy Kapłan zauważył, że krótki pobyt duchownych wyczerpał zapasy osobistego barku Moliny, dlatego obaj mężczyźni udali się do kościelnej piwniczki, aby uzupełnić zapasy surowca strategicznego.

Więc szliśmy do piwniczki...a potem... - myślał gorączkowo Kapłan, lecz wszelakie próby były na nic. Dalej widniała wielka czarna dziura, a w odmętach jej mroku nie sposób było cokolwiek dojrzeć.

Huk traktora narastał. Molina obejrzał się i zobaczył, że pojazd wjechał na drogę i zbliża się w stronę odpoczywających w rowie mężczyzn.

- Panie! - Zawołał Costly do kierowcy, gdy traktor ich mijał. - Co to za miejsce?

Starszy człek wychylił się do duchownych i zmierzył podejrzanym wzrokiem długie, zdobione togi w które byli ubrani.

- Toć to sioło wabi się Majdan Stary. Nietutejsi?

- Stary Majdan...? Gdzie to?

- Ot! - Obruszył się rolnik. - Koło Wojsłowic, ot gdzie!

Powiedział, po czym pojechał dalej.

Kapłan powoli zaczął łączyć fakty w swojej głowie. Majdan, Wojsłowice. Polska.

Polska, do jasnej cholery.

- Ty! - Zawołał podniecony Kapłan, kopiąc z mocą Najwyższego pod żebra.

- Znaczy...Panie! - Opamiętał się w momencie. - Wstawaj Panie, mamy kłopoty!

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 15-12-2009, 22:35   

Na świecie istnieją istoty zdolne wcisnąć się w każdedziure. Problem pojawia się gdy przyjdzie z tej każdedziury wyjść, co zwykle się dzieje gdy już sobie zdadzą sprawę z tego gdzie się znajdują. Do tego typu istot należał Strix.

-*GLOMP*!- przywitało się błocko ze stopą Strixa.
-Cholera...- odpowiedział mu nekromanta.

Był... gdzieś. Raczej daleko od miejsca, które by znał. Było tu sporo błota, kamieni, trawy i zero ludziopodobnych stworzeń. Za to w jego stronę spoglądała sympatyczna kobyłka, żując sianko.

W tym momencie dostrzegł swój cień. Pierwsze co spostrzegł to to, że okropnie się garbi. Zaś drugie...

-Święty Kawalerze w Kwiecistych Galotach! Nie mam skrzydeł!

...jak się potem okazało Strix nie miał też buta, bo serdeczne błocko zapragnęło mieć po nim pamiątkę.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 15-12-2009, 23:00   

- Uhhh... - wystękała Wyższość gdy ją coś kopnęło w żebra. Stęknęło, ale się nie zbudziło. A szkoda, bo by to było dobre dla Altruisty, tak wybudzić się nagle. Zwłaszcza wybudzić się z koszmarów.

- Nie polewajcie mnie! - Krzyknął nagle przez sen wyraźnie czymś przestraszony Altruista.

- Ludzie, nie polewajcie mnie!

- Najwyższy Kapłanie, wstawaj! - Krzyknął Costly

- I zabierzcie ode mnie tego przeklętego barana! - Krzyczał dalej Altruista.

- Altruisto, do ciężkiej cholery! - Wydarł się Molina i tym razem kopnął Wyższość w zadek.

- Auuuu! - Poskutkowało. Altruista zerwał się na równe nogi

- Jak śmiesz, ty knypku ty! - Altruista wzniósł pięść do ciosu.

- Już ja cii... - w tym momencie do Altruisty dotarło, że znajduje się w jakimś dziwnym i obcym dla siebie środowisko. Pięść Nadobnego opadła. Wyrok został odroczony.

- Gdzie my jesteśmy, Cost?

- Podobno w starym Majdanie.

- Gdzie?

- W starym Majdanie, w Polsce?

- Cholera jasna, już nie mogliśmy gdzie indziej trafić?

- Kara kica nas dopadła - Altruista złapał się za głowę.

- Nigdy już więcej nie będę mieszał trunków ani śliwek z likierem.

- Kurde i wiesz co?

Molina nie słuchaj potoku słów Altruisty. Wolał się uważnie rozejrzeć po terenie. Przy okazji wsunął dłoń do kieszeni. I o dziwo, coś w niej namacał. Bardzo powoli wyciągnął tą rzecz z kieszeni i przyjrzał się jej. Rzecz okazała się być mała, zieloną kuleczką. Dodatkowo była bardzo miła w dotyku.

- Skąd ja to mam... - zamyślił się.

- Costly. - Z namysłu wyrwała go Wyższość.

- Tak?

- Obejrzyj się. Jacyś ludzie idą w naszą stronę.

Molina obrócił się i zaklął. Słońce boleśnie go oślepiło. Musiał zmrużyć oczy, by się dokładniej przyjrzeć sylwetkom osób zmierzających w ich stronę.
Przybyszów było dziesięciu. Byli ubrani w białe koszule nocne i szlafmyce z dziurkami na oczy. W dłoniach trzymali krzyże.

- O w mordę. - Molina zaczął się powoli cofać.

- Co się stało? Altruista nie widział w tych ludziach nic groźnego.

- Chodu, później ci wytłumaczę.

I dwójka epickich bohaterów rzuciła się do ucieczki.
Powrót do góry
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 15-12-2009, 23:10   

- Mandat? - zdziwiła się Kitkara patrząc na świstek. - A dokładnie o co chodzi?

- O karę pieniężną za parkowanie w niedozwolonym miejscu paniusiu.

- Paniusiu?! Ty wieśniaku nie zdajesz sobie sprawy z kim rozmawiasz!

- Obraza funkcjonariusza - pisał w notesie kolejny mandat.

W Kitkarze krew wrzała za takie zachowanie. Już wypowiadała formułkę jakiegoś czaru kiedy w ostatniej chwili zjawił się Karel z mapą Tokyo i puszka soku pomarańczowego. Chwycił Kitkarę z tyłu za ramiona i odwrócił do siebie tak by ją objąć.

- Pan wybaczy. Zapłacę odrazu jeśli można.

- Ale...! - Protestowała dziewczyna chcąc coś powiedzieć na co Karel przycisnął ją bardziej do siebie.

- Nic na razie nie mów.... Proszę.

Uspokoiła się kiedy brał świstek papieru będący jej mandatem i natychmiast odliczył odpowiednią sumę aby zapłacić.

- Uch mogły być kłopoty - westchnął. - Pamiętaj że nie jesteśmy u siebie. Tutaj nikt nie zna magii smoków i innych stworzeń z naszego wymiaru.

- Postaram się pamiętać.

- Dobrze to chodźmy teraz może do słynnych gorących źródeł - przeczytał w jednej z kilku ulotek które wziął ze sklepu. - Wskakuj na motor.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 16-12-2009, 10:02   

Dziewczyna nucąc i w podskokach wracała z lasu gdzie to zbierała zioła o które tato ją poprosił. Zamyślona do granic możliwości nie zwracała uwagi na otaczający ją świat, bo w sumie nigdy nie było potrzeby w tak spokojnym miejsca jak ów wieś polska.
- Moje kochane stare Majdany - nuciła sobie kiedy to wpadło na nią dwóch nieznajomych.
Biało głowa nie bardzo wiedziała co ma myśląc kiedy blady mężczyzna pomagał jej wstać, a drugi ciemnoskóry po uprzednim rozejrzeniu się czy aby na pewno są bezpieczni zaczął ją przepraszać.
- Nic się nie stało - powiedziała odgarniając włosy z twarzy aby w końcu przyjrzeć się mężczyzną, ci zaś mieli twarze choćby ducha zobaczyli.
- A...Avalia? - wydobyło się z ust wysokiego bladego mężczyzny, albowiem gdyby królowa MAC miała blond włosy, zielone oczy i tradycyjny strój tegoż regiony wyglądała by jak dziewczyna na którą wpadli.
- Jestem Klaudyna córka tutejszego lekarza, jak widzę panowie nie tutejsi, zapraszam na herbatę do mnie - powiedziała z uśmiechem, po czym pochyliła się aby zebrać zioła które wypadły jej z koszyka.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 16-12-2009, 10:18   

Sytuacja stawała się coraz mniej jasna, Costly postanowił zebrać wszystkie posiadane informacje.

Kapłani w bliżej niewyjaśnionych okolicznościach znaleźli sie na ziemi. W Majdanie Starym, koło Wojsłowic, jak raczył poinformować ich tubylec. Mroczny Kapłan z odmętów pamięci przywołał swoje wspomnienia z wyprawy do Polski, jaką to odbył jeszcze studiując w Paryżu. Po krótkiej dedukcji doszedł do wniosku, że znajduje się gdzieś w okolicach miasta Chełm.

Kilka faktów jednak pozostawało niewyjaśnionych. Po pierwsze, skąd w tych okolicach wziął się Ku-Klux-Klan. Ucieczka przebiegła sukcesywnie, ale sam fakt pozostawał niewyjaśniony. Po drugie, dlaczego, do cholery, przed duchownymi właśnie stoi dziewczyna wyglądająca idealnie jak regionalna wersja Królowej Avalii. Która na dodatek, zwyczajem Mrocznej Kapłanki, z miejsca zaprasza ich na herbatę.

Pozostaje też zagadka Zielonej Kuleczki. Molina ponownie namacał kształt w swojej kieszeni.

- Najwyższy - zwrócił się do towarzysza - co teraz zro...

Costly przerwał, widząc znajomy błysk w oczach Altruisty, który przyglądał się zapraszającej ich dziewczynie.

- Ależ oczywiście skorzystamy z twojej gościny, niegrzecznym byłoby odmówić. - Powiedział słodko uśmiechnięty.

Niedobrze, pomyślał Costly. Trzeba było natychmiast odwrócić uwagę bladolicego od dziewczyny.

- Najwyższy! - Zawołał nagle Kapłan łapiąc Altruistę za ramiona i odwracając w swoją stronę. - Jesteśmy w Polsce! Wiesz, co to oznacza?

Alt przekrzywił lekko głowę i utkwił w Molinie oczy wyraźnie nie rozumiejąc.

- Grunwald! - Na to słowo oczy Najwyższego zaczęły nabierać blasku. - Miejsce symboliczne, gdzie szkopy dostały po tyłku! Najważniejsze miejsce w Polsce! Najważniejsze miejsce na ziemi! Możemy ujrzeć je na własne oczy.

Promienny uśmiech rozjaśnił oblicze Najwyższego. Położył od razu dłonie na ramionach Moliny i niemal wykrzyczał w jego twarz.

- GRUNWALD! KRZYŻAKI! IDZIEMY!

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-12-2009, 11:56   

Caladan przejeżdżał przez kolejna wiochę na swoim różowym rowerku. Caladan bóg wie, który , bo jest dużo Caladanów, Caladanek i właściwie trudno dotrzeć z kim ma się do czynienia. Caladanami jest jak Kenderami. Skutki są nieprzewidziane w umowie, a ubezpieczenie tego nie pokryje.
Po pustynnej burzy Caladan nie miał nic do roboty oprócz udawanie brodatego białego bóstwa w lasach Amazonii, przebieranie się Elvisa Presleya w Las Vegas, oraz tworzenia cóż dziwniejszych związków zawodowych i napuszczania ich na biednych rządzących w Polsce. Właściwie nie wie która była to już władza. Zmieniają się co chwile i trudno ich odróżnić. Można uznać, że całe zło tego kraju jest sprowokowane przez Caladanka, ale tak naprawdę nie było jego wina. Alergia usilnie go męczyła, co powodowało wysyłanie telepatyczne swoich złych myśli. Szczerze powiedziawszy niekoniecznie musiało to być powodem. Dlatego tez szukał lekarstwa na swoja dolegliwość.

Podczas swojej podróży usłyszał od starego pijanego przybysza z obcego świata, że dobrym lekarstwem jest polski magiczny Bimber. Z tego powodu Caladanek wyruszył z Gdyni w kierunku Polskiej stolicy bimbru, gdzie siedział najznakomitszy bimbrownik na świecie. Niestety pijany przybysz nie odpowiedział do końca, gdzie jest ta stolice, ponieważ kopnął kalendarz. Jedno wiedział Caladanek, że ilość pijackich zgonów przybliży go do celu.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-12-2009, 16:02   

GRUNWALD! KRZYŻAKI! IDZIEMY! - po ostatnim okrzyku nogi Wyższości same poderwały się do biegu. Altruista wystartował mająć bardzo dobry czas reakcji.

- Panie, czekaj! - Krzyknął za nim Costly.

- Pani wybaczy. - Molina skłonił się szybko dziewczynie i rzucił się w szaloną pogoń za Altruistą.

- Ehhh... - Westchnęła Klaudyna - czy ja naprawdę parze aż tak niedobrą herbatę, że nawet cudaki przede mną uciekają?

- Alt! Zatrzymaj się! - Darł się za biegnącym Altruistą Molina.

- Hej, karczmarzu, nalej nam. - Śpiewał sobie podczas biegu Altruista w ogóle nie słysząc Moliny.

- Tamtaradej.

- Opowiemy cuda wam!

- Tamtaradej, tamtaradej.

Niedobrze pomyślał Costly. Altruista był teraz w jakimś swoim świecie i nie zaniosło się na to, że szybko go opuści. Molina musiał szybko coś wymyślić. Siły zaczęły go powoli opuszczać i coraz bardzie zaczął tracić dystans do Altruisty. Poza tym Najwyższy Kapłan biegł przed siebie, nie tracąc czasu na zainteresowanie się tym w którą stronę jest Grunwald.

- Altruisto! proszę, zatrzymaj się! Już nie mam siły za tobą biec!

-Rudy Wiktor, chłop na schwał... - tylko tyle usłyszał w odpowiedzi Molina.
- Pływał po Bałtyku tam.
- Tamtaradej.

- Echh, nie pozostawiasz mi wyboru. - Molina zatrzymał się i rozejrzał się szybko. Wszędzie wokół niego leżały przydrożne kamienie. Costly zdecydował się wsiąść jeden z nich. Zważył go w dłoni.

Ten się nada, pomyślał. Spokojnie ocenił odległość dzielącą go od Altruisty. Widział, że ma tylko jedną szanse. Jeśli nie trafi, to na zawsze straci swojego kompana. Costly poczekał aż się jego oddech się wyrówna, po czym wziął szeroki zamach i cisnął kamieniem w ślad za Altruistą.

Po tym czynie padł na kolana i począł się modlić do kica.

- Panie wiem, że to obraza twojego majestatu, ale spraw by ten kamień trafił twoją oblubienicę.

I kic modlitwę Costa wysłuchał. Kamień Moliny trafił Altruistę centralnie w łeb, nokautując go. Przed utratą przytomności Wyższość zdążyła jeszcze coś powiedzieć.

- Gadaj z wszechświatem, "on naprawdę odpowiada".

789 uderzeń serca żaby później

Altruista otworzył oczy i jęknął. Głowa go strasznie bolała. Leżał przy drodze a pod głową miał wetknięte spodnie.

- Coost...

- A, obudziłeś się już panie. To dobrze, bo już zaczynałem się martwić.

- Co się stało? Nic nie pamiętam.

- Całe szczęście. - Powiedział cicho po czym dodał szybko. - Nie wiem panie, biegłeś przed siebie z pieśnią na ustach, gdy nagle zostałeś przez coś porażony.

- Moderacja? - Zapytał przyjmując pozycje siedzącą.

- Nie, chyba nie. Wydaje mi się, że być może twój wiek nie pozwala...

- Ty, Costly - wszedł mu w słowo Kapłan - Może beż takich co?

- Dobrze, już dobrze - Costly się uśmiechnął.

- A tak w ogóle to wstawaj panie.

- Grunwald wzywa!
Powrót do góry
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 16-12-2009, 17:00   

"Na polu malowanym zbożem rozmaitem, wyzłacanym pszenicą i posrebrzanym żytem, wspaniały, śnieżnobiały rumak dumnie spoglądał w nieboskłon, a wiatr igrał w jego grzywie." Tak mógłby powiedzieć poeta o widoku malującym się przed Strixem, w końcu wszyscy wiedzą że poeci to kłamliwe maminsynki... W rzeczywistości na porośniętym chwastem wszelakim ugorze pasł się wałach maści gniadej, uwiązany do kołka sznurem. Strix podszedł do tej jedynej w okolicy rozumnej istoty i kucnął przy niej.

-Cześć.

-Prrryh. [Siemanko]

Jestem Strix Aluco, a ty?

-I-ha-ha. [Patafian]

-Nieeee... poważnie?

-Prrryh. [Poważnie, gospodarz mnie tak nazwał]

-Co za chamstwo! I drobnomieszczaństwo w dodatku!

-I-ha-ha... [A tam...]

-Ale...

-Prrryh. [Przywykłem]

-Hm, no skoro tak. A tak właściwie to wiesz może gdzie jesteśmy.

-Prrrych. [W Starym Majdanie]

-Aha... a nie wiesz może jak się stąd dostać do innego uniwersum?

-Prrryh prrryh. [Wiem, ale powiem ci pod jednym warunkiem]

-Jakim warunkiem?

-I-ha-ha! [Uczyń mnie pięknym!]

-Hę? A jak to zrobić?

-Prrrych. [To już twój problem]

Strix pożegnał wałacha Patafiana i ruszył drogą w stronę lasu. Wtem minęło go biegiem dwóch mężczyzn w ciemnych szatach, bardzo czymś zaaferowanych.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-12-2009, 19:22   

Pojechali do Hokkaido. Karel znalazł informację o naprawdę dobrych onsenach które się tam znajdują. Los (a raczej przewodnik turystyczny) zaprowadził ich do Yunokawy.
- Kiti byłaś kiedyś w onsenie?
- Nie.....a jest coś co powinnam wiedzieć? - dodała przeczuwając coś podejrzliwie.
- Cóż...sporo - po czym zaczął wyjaśniać. Demonica (która najwidoczniej nie kąpała się nigdy publicznie) spąsowiała na wzmiankę że
kąpiele odbywają się nago ale odetchnęła z ulgą gdy szermierz wyjaśnił że zazwyczaj obie płcie nie przebywają razem. Gdy Karel poszedł złożyć zamówienie na pobyt na wyłączność ponownie zostawiając dziewczynę samą ta zauważyła na niebie sterowiec. Kitkara uznała że sterowce (które widziała w niektórych światach acz w niewielkiej liczbie). Wtem wrócił Karel.
- Kit....
- Tak?
- Nie wiem jak ci to powiedzieć.....alektoś ukradł wodę z onsenu...i nie tylko tu.....w całej Japonii!
-?! Jak można ukraść wodę? I dlaczego akurat z onsenów? I jakim cudem? to nie jest zegarek!
- Nie mam pojęcia.....z tego onsenu woda zniknęła dwie godziny temu....
Tymczasem z pokładu sterowca postać w czerwonym płaszczu przyglądała się parze przez lornetkę.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ichi-chan Płeć:Kobieta
Ićsprite!


Dołączyła: 29 Wrz 2009
Skąd: nie chcesz wiedzieć...
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 16-12-2009, 19:37   

Las ,rośliny ,zwierzęta i błoto tego właśnie nie cierpiała w lasach... wszystkiego! Wydawało jej się ,że błąka się tak już parę godzin,a w zasadzie minęło tylko 30 minut.
Po pewnym czasie znalazła drogę, bardzo dziwną pokrytą ...cóż to na pewno nie był kamień.
Zauważyła ,że w oddali coś nadjeżdża, metalowy powóz bez koni. Podobny ma znajomy Sas, tylko z dwoma kołami... pomyślała nie zważając na to ,że jechał prosto na nią z bardzo dużą prędkością. Myślała także o słowach wujaszka Thorina Żelaznopalczastego "Jeśli jesteś w nowym nie znanym miejscu zawsze najpierw ograb napotkaną osobę ,a potem pytaj o drogę!!". Wystawiła na przód swój topór i poczekała aż pojazd grzecznie stanie. I tak się właśnie stało. Wściekły kierowca nie zwrócił dużej uwagi na topór, wyskoczył z auta by nawrzeszczeć na dziewczynę.

- Co ty wyprawiasz!!! Mogłaś spowodować wypadek!!!

- Ma pan złoto?-spytała przerywając mu w kazaniu.

- Czego?! Nie mam żadnego złota!!!- na co Ichi lekko posmutniała, gdyż nie wiedział z czego ma ograbić tego krzykacza. Co najgorsze on nie bał się topora.W końcu spytała.

- A ma pan bułki?

_________________
Caw Caw Modrafokas
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-12-2009, 21:27   

Ledwo po spotkaniu z pijakiem spotkałem przez przypadek Katarczyków. Najprawdopodniej byli z Klewek. Dosyć nietypowy można rzec naród. Ciągle coś im cieknie w nosie. Tak słyszałem na zachodzie. Pomyśłałem może oni mają sposób na ciągłe kichanie i smarkanie. Są w tym zaprawieni w boju. Ich język wydawał się przyjemny dla ucha, ale próba rozmowy długo nie trwała, ponieważ moje silne kichniecie wyrzuciło ich hej za morze wraz z ich ochroniarzami. Szybko czmychnęłem z miejsca zbrodni. Kilka dni póżniej dowiedziałem się ,że Stocznię będzie zamykana z braku strategicznego inwestora. Ciekawe czemu.

_________________
It gets so lonely being evil

What I'd do to see a smile

Even for a little while

And no one loves you when you're evil

I'm lying through my teeth!

Your tears are all the company I need
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 17-12-2009, 10:32   

Duchowni zaczynali zadomawiać się w Polsce. Obcy kraj, ludzie, nieznane położenie, bliżej nieokreślony cel.

Tymczasem miejscowi okazali się ludźmi niesamowicie gościnnymi i pomocnymi.

Gdy podróżni dotarli do okolicznej wsi w zamian za marny sygnet z niezbyt drogim diamentem, który Molina postanowił poświęcić na starcie rozmowy z miejscowym sołtysem, celem stopienia lodów, Kapłani zostali przyjęci jak królowie. Stary, siwy sołtys wprowadził ich do swojej chaty i ugościł w sposób stanowczo polepszający samopoczucie strudzonych Braci - zdrowym, polskim klinem. Wizyta trwała dość długo, a podróżni, jako ludzie światli, szybko chłoneli wiedzę na temat miejscowych zwyczajów i nauczyli się, że wnoszony raz po raz toast za gospodarza czyni z nich "swoich" równie skutecznie jak urodzenie i krew.

Dzięki temu szybko uzyskali oni informacje odnośnie drogi na Grunwald. Światły cel jaki przyświecał im spotkał się z zrozumieniem i uznaniem, sołtys nawet stwierdził, że sam wybrać się kiedyś musi.

Zgodnie z podanymi instrukcjami duchowni udali się do miasta zwanego Chełm, w którym to ponoć działa instytucja nazywana "PKP" - za jej pośrednictwem można dotrzeć niemal wszędzie, jak mawiał sołtys.

Była to szansa na osiągnięcie celu podróży, dlatego Kapłani błyskawicznie udali się w stronę grodu zwanego Chełmem.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 3 Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group