FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
  Another one bites the dust....
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-01-2010, 21:53   Another one bites the dust....

Karel obudził powoli. Głowa bolała go koszmarnie.
- Zaraz co było przed chwilą? Było Westgate, był ten młodzian....no może nie do końca młodzian z oszczepem. Wielkie Bum....o w mordę. -szermierz pomacał się.
- Ja też jestem martwy czyż nie?
- TO JEST W ZASADZIE SŁUSZNE ZAŁOŻENIE - powiedział głos niczym kamienne płyty sarkofagów w krypcie. Karel odwrócił się. Postać w czarnej szacie i trzymającą kosę trudno pomylić z kimś innym. Szczególnie jeśli wyglądała dodatkowo jakby nie jadła od....cóż nigdy.
- No tak...ty jesteś Śmierć mam rację. Ten Śmierć przez duże Ś tak?
- TO SIĘ RÓWNIEŻ ZGADZA.
- No dobra więc wyjaśnij mi dlaczego nie zgarnąłeś mnie zaraz po wybuchu? Bo to nie wygląda mi jak Westgate.
- EMM...TO WYNIKA Z TEGO...CÓŻ OTRZYMAŁEM SPECJALNĄ PROŚBĘ BY JEDNAK PRZETRANSPORTOWAĆ CIĘ TUTAJ.
- Oh? Naprawdę? A co mnie czyni takim specjalnym?
- TUTAJ ADEKWATNA BĘDZIE DEMONSTRACJA - stwierdził Śmierć wyjmując klepsydrę.
- Czy ona się...nie świeci w górnej połowie?
- TO DLATEGO ŻE JESTEŚ NIEŚMIERTELNY PO CZĘŚCI.
- Tiaa dobrze wiedzieć. Ale co ty tutaj robisz? Jestem mimo to martwy! Ty pojawiasz się podczas a nie po!
- ISTNIEJE SPECJALNA ZASADA. BYTY..... NIEŚMIERTELNE KTÓRE MIMO TO SKOŃCZYŁY SWE ISTNIENIE SĄ ODSTAWIANE PRZEZE MNIE OSOBIŚCIE.
- Cóż to pewnie nie jest co robisz często. Cóż nie będę cię zatrzymywał. Pewnie masz dużo pracy itp.
- NIE MA POŚPIECHU. DOTRZYMAM TOWARZYSTWA.
- Ale naprawdę....dobra słuchaj bez urazy ale czuję się trochę nieswojo przy tobie...tak więc na razie. - stwierdził szermierz i uciekł kamiennym korytarzem.
- CZY TO DLATEGO NIGDY NIE ZAPRASZAJĄ MNIE NA PRZYJĘCIA? - zadumał się Śmierć po czym rzeczywiście zniknął. Kruczowłosy tymczasem dobiegł do...rzeki.
- Diabli nadali. teraz już wiem...jestem w Hadesie. - wydedukował
- Dokładnie. A ja pana przewiozę co łaska. - dobiegł go głos z łódki.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 26-01-2010, 18:42   

Uwagę Karela zwróciły przytłumione wrzaski dochodzące z boku. Szermierz ku irytacji przewoźnika ruszył ku kobiecie podtapiającej dziecko.

- Ekhm, mogę wiedzieć co pani robi?

- Eee...

Karel zdecydowanym ruchem złapał kobietę za ramię, ta wypuściła stopę dziecka którą ściskała. Niemowlę zniknęło w otchłani rzeki, kobieta rozszerzyła oczy ze strachu i skoczyła za nim. Karel nie będąc pewnym co zrobić, skoczył za nią, ku swojemu zdziwieniu wylądował na czymś drewnianym.

- Wstawaj i wyłaź z łodzi - sapnął Charon

Karel podniósł się i spojrzał starcowi w oczy.

- Ech.. Nie chce mi się z tobą gadać, albo przewieziesz mnie na drugą stronę teraz, albo sam przepłynę...

- ... no dobra. Ale mógłbyś mi dać tego obola...

- Nie piję.

- OBOLA GŁUPCZE. Nie ważne, siadaj... bierz wiosła...

- Słucham?

- ... po prostu siedź.

Minęło zaledwie parę minut, gdy łódka dobiła do brzegu po drugiej stronie. Zauwazył znajomą sylwetkę...

- NIE MUSIAŁEŚ UCIEKAĆ. JA WIEM, ŻE NIE WYGLĄDAM JAKOŚ SPECJALNIE PIĘKNIE, ALE TEŻ MAM UCZUCIA - czaszka żniwiarza wyrażała ubolewanie.

- Będziesz się za mną wlec cały czas?

- EEE...NO WIESZ... BYWA TU MOMENTAMI NUDNO, WIĘC CHYBA TAK... POZA TYM KTOŚ CIĘ SZUKAŁ.

Śmierć odsunęła się na bok, ukazując wysoką postać stojącą za nią.

- Dawno się nie wiedzieliśmy - rzekł Liść z dziwnym uśmiechem.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 28-01-2010, 17:28   

- Wow...czyli są tu jednak znajome twarze.....kto cię kropnął? - zapytał szermierz drapiąc się za uchem. Zabójca westchnął.
- Szkoda gadać. Trochę pobłądziłem szukając cię ale on.... - tu wskazał kciukiem na Śmierć - był na tyle miły że pokazał mi drogę.
- NIE MA O CZYM MÓWIĆ.
- To jestem taki ważny żeby mnie szukać po różnorakich zaświatach. Chyba zaraz się zarumienię. - rzucił ironicznie ale zaraz się rozchmurzył.
- Mimo to nie powiem żebym się nie ucieszył. Ale czy ty nie powinieneś dostać inny....przydział?
- Dostałem pewne..... - Loko zamyślił się szukając odpowiedniego określenia - ...polecenie służbowe. Właściwie mam cię stąd wyciągnąć.
- Byłoby miło....ale najpierw chcę zwiedzić to i owo, zresztą wygląda na to że to miejsce ma własny czas więc nie ma pośpiechu tak?
- No...w sumie....zresztą ja też tu pierwszy raz. - odrzekł Liść
- Ehem....panie. A mój obol?
- A tak....- Karel rzucił Przewoźnikowi dziesięciodolarówkę.
- To ni jest obol - zdziwił się starzec.
- Wierz mi....ta waluta ma teraz lepszy kurs. - poinformował kruczowłosy po czym ruszyli pod górkę spacerem.
- Więc....jak się miewa Kit? - zapytał szermierz.
- Cóż....nie rozmawiałem z nią...ale ma się dobrze myślę.
- Ufff co za ulga - westchnął Karel - A jak.....z twoją siostrą?
- Oh znalazłem ją.
- A potem?
- Umarłem. - twarz Liścia wykrzywiła się w grymasie irytacji.
- To musiało być denerwujące.
- Trochę. - przyznał Loko znów przyjmują maskę profesjonalisty. Dotarli w końcu pod ogromny portal. Drzwi były imponujące. Była na nich olbrzymia liczba płaskorzeźb ale zbyt długo by zajęło by je wszystkie opisać. Nad wejściem był jakiś napis.
- Diabli nadali....nie czytam greki - zirytował się Karel - a ty?
- Pudło. Więc jak otworzymy?
- Siłowo - stwierdził kruczowłosy i przywalił w jedno z skrzydeł z kopa. Wejście drgnęło ale pozostało nietknięte. Karel zaklął pod nosem
- Czekaj - uspokoił go zabójca wyciągając ręce przed siebie. Strumień mrozu wypłynął z nich i zaczął je pokrywać warstwą lodu. - Teraz spróbuj. - zachęcił. Tym razem szermierz użył pięści. Wejście stanęło otworem gdy wrota rozleciały się na kawałki.
- Niezły patent.....nie pamiętam żebyś tak potrafił. Zabójca drgnął zaskoczony po czym przyjrzał się swojej dłoni. W sumie on tez sobie nie przypominał. Karel podrapał się po podbródku.
- Za to pamiętam..... - zaczął ponownie kruczowłosy grzebanie w pamięci przerwa głuchy basowy warkot. Przed nimi stał trójgłowy pies wielkości T-Rexa i toczył piane z pyska.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 02-02-2010, 22:04   

- Którego jemy najpierw?

- Hm... ten po lewo jest zbyt kościsty...

- WYPRASZAM SOBIE

- Herman? Herman! Obudź się do jasnej cholery, jedzenie przyszło.

Karel, Liść oraz Żniwiarz nie byli zbyt pewni co zrobić. Szermierz stał z opuszczoną głową, zasłaniając twarz ręką, Liść z lekkim politowaniem w oczach obserwował próby obudzenia trzeciej głowy przez dwie pozostałe. Żniwiarz podrapał się kosą po czaszce

- A psy przypadkiem nie powinny lubić kości?

- Hm... Herman lubi, ale zasnął psia jego mać...

- Dobra, koniec gadki - rzekł Karel - idziemy

Mówiąc to przeszedł pomiędzy łapami cerbera i podążył przed siebie. Liść spokojnym krokiem ruszył za nim, Śmierć chcąc nie chcąc poleciała za nimi. Cerber odwrócił się ponownie w ich kierunku i podążył za nimi. Warcząc zaczął niebezpiecznie szybko zbliżać się do towarzyszy, nie zauważył jak Karel i Loko wymieniają między sobą kilka słów. W następnej chwili pośliznął się na zamarzniętej podłodze i wyłożył jak długi. Szermierz i skrytobójca stanęli obok siebie i spojrzeli na psa, w końcu dopuszczając do głosu zasadę mówiącą o nieignorowaniu przeciwnika. Kundel zaczął warczeć, rzucił się na towarzyszy, jednak zanim jego kły zdążyły wyrządzić im krzywdę, psiaka ściął ogromny kamień. Loko i Karel spojrzeli na siebie zaskoczeni. Pies leżał bez ruchu pod ścianą, przygnieciony głazem, nagle, nie wiadomo skąd, pojawił się odziany jedynie w przepaskę człowiek, który mieląc w ustach przekleństwa zaczął wtaczać głaz pod górę. Śpiąca do tej pory głowa o imieniu Herman ocknęła się, niestety miała: pecha będąc środkowym łbem nie mogła ruszać kończynami.

- Marcus, Doug, obudźcie się panowie, w co mnie znowusz wplątaliście.

- Herman tak? - zagadał Karel

- Hmm... a o co chodzi?

- O nic, po prostu powiedz swoim... braciom, żeby lepiej niech z nami nie zadzierali.

- Och, z pewnością to uczynię jak tylko wstaną... na razie radziłbym jednak odsunąć się...

Nim sens słów Hermana dotarł do towarzyszy, spadający kamień walnął Śmierć i przygwoździł go do ściany. Loko odczekawszy stosowną chwilę, podczas której Syzyf zabrał swój głaz, pomógł pozbierać się (dosłownie) Żniwiarzowi. Karel zirytowany takim obrotem sprawy, ruszył pod górę za Syzyfem.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 04-02-2010, 21:49   

- Powinieneś być bardziej ostrożny z tym kamyczkiem. - zwrócił Syzyfowi uwagę Karel.
- Taaaa, ale co ja na to poradzę? Jestem przeklęty! Co wtoczę ten głaz na górę to tuż przy szczycie mi się zsuwa. A dotarcie na szczyt jest warunkiem potrzebnym do zwolnienia mnie z tych mąk.
- To może pomóc?
- Musze zrobić to sam - stwierdził zasmucony Syzyf. W oczach szermierza zapaliły się złowrogie iskierki.
- Skoro tak mówisz....zakładam ze bardzo chciałbyś dostać urlop?
- Oh tak....ale nie da rady.
- Da się zrobić - stwierdził kruczowłosy łapiąc Syzyfa za włosy, wziął zamach i przywalił jego makówką w głaz. Następnie leniwym cisnął go ze skarpy w dół. ,,Rozległ się głuchy jęk. Karel od niechcenia trącił butem głaz. Ten spadł - co można było przewidzieć - w dół. Jeki ustały.
- To teraz z pewnością dostaniesz urlop...zdrowotny...muhahah. - zaśmiał się i zaczął schodzić w dół. Zastanawiał się co z Kit. Czy rozpacza? Czy w ogóle wie że nie żyje. Nawet nie zdążył się pożegnać.....no i jeszcze została sprawa z tym gościem z którym walczył. Szermierz miał wątpliwości czy go dorwał, wydawał się być czymś więcej niż się przyznawał. W końcu dotarł do szczytu wzgórza.
- A gdzie Śmierć? - zdziwił się.
- Mówił że musi iść - wzruszył ramionami Liść - widocznie jest strasznie zabiegany...jak się ma taką pracę. - krótki dialog przerwał im szczęk zbroi. Niejednej. Zabójca wykazał się szybkim myśleniem bo złapał szermierza za fraki i wciągnął we wnękę skalną. Jak się okazało słusznie bo minął ich spory oddział szkieletów w ekwipunku hoplitów. Najwyraźniej ich dość bezprecedensowe wejście nie pozostało niezauważone a i wątpliwe żeby piesek trzymał ozór w pysku. Dlatego nie zostali w kryjówce tylko przemknęli się chyłkiem. Było to zresztą całkiem trudne bo musieli się ukrywać. W pewnym momencie zorientowali się że nie mają gdzie. Dawno minęli ostatnią kryjówkę a właśnie szedł na nich kolejny oddział.
~Wygląda że będzie trzeba walczyć - pomyślał ponuro Loko. Ponuro dlatego że wiedział że na odgłosy walki zlecą się pozostałe patrole. W dodatku pewnie hadesowi tubylcy przyślą kogoś na tyle zdolnego że mógłby dać im radę. Jednak po raz kolejny fuks im dopisał.
- Drzwi! Prędko - stwierdził Karel. Rzucili się ku klamce i zdążyli zatrzasnąć drzwi.
- Ufff było blisko. - stwierdził szermierz wzdychając z ulgą.
- Istotnie - przyznał lepiej trzymający emocje na wozy zabójca - chociaż przyznam że ta snująca się tuż przy podłożu mgiełka.
- Podejrzane - szepnął konspiracyjnie Karel przystawiając ucho do wrót. Po chwili oderwał się od nich i pokręcił głową.
- Nic z tego - powiedział ściszając głos - ciągle są za drzwiami.....wygląda na to że....- Loko przytaknął i z braku konkretnego wyboru ruszyli korytarzem. W pewnym momencie ich uszu zaczęły dochodzić zrzędliwe odgłosy.
- Zaraz tu będą a ja nie mam co na siebie włożyć - powiedział pierwszy głos.
- Jakby ktoś chciał patrzeć na kilku-tysiącletną staruchę jak ty. - dogryzł pierwszemu głosowi drugi.
- C-co? - oburzył się pierwszy głos - Ty stara wywłoko. Jak ja ci zaraz dam!
- Spokój! - wtrącił trzeci kobiecy głos, równie staro brzmiący jak poprzednie. - Oni w tej chwili wszystko już słyszą a wy zachowujecie się jak przedszkolaki.
- Przepraszamy. - odrzekły zgodnie głosy numer jedne i dwa.
- Tak lepiej. A wy chłopcy wejdźcie bliżej. Nie zamierzamy was zjeść a zresztą nawet jeśli to żadna sztuka wtłuc staruszkom prawda? A ja nie mam na to ochoty, te lumbago...
Zabójca i szermierz popatrzyli na siebie zdziwieni, wzruszyli ramionami i wyszli zza rogu.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 13-02-2010, 11:41   

Dubel. Wiem, nieładnie, niedemokratycznie ale co tam:

Dwójka podróżników wyszła zza rogu. Zgodnie z oczekiwaniami - postawionymi na podstawie słyszanych głosów - ujrzeli trzy staruszki. Staruszki stały naokoło kuchenki elektrycznej - postawionej na środku jaskini - na której znajdował się pokaźnych rozmiarów kocioł.
- No nie stójcie tak, podejdźcie jeszcze trochę. Nie mamy pod ręką nawet nożyczek.
O ile pierwsze słowa pierwszej ze starowinek były całkowicie zrozumiałe, tak pozostałe wydawały się bez sensu. Nożyczki? Mimo to szermierz i zabójca poszukali wzorkiem owego ostrego przedmiotu. I zaraz stało się jasne co miały na myśli mówiąc o nożyczkach. Oto pod ścianami, w szklanych szafach, znajdowało się tysiące nici. Nici srebrzyste i jakby pół materialne.
- No tak - westchnął szermierz - w jesteście Mojry tak?
- Zgadza się chłopcze. Widać słyszałeś o nas.
- Czytałem.
- Mojry? - zaciekawił się ostrożnie Loko. Palce przesunęły się bliżej sztyletu.
- Odpowiadają za żywoty, tak czy siak jesteśmy martwi wiec z ich strony nic nam nie grozi. Zresztą odpowiadają za przyszłość, teraźniejszość i przeszłość więc każdy atak jest bezsensowny. Już dawno go przewidziały. - Karel trochę się rozluźnił.
- Macie pewnie do nas jakiś interes? Gdyby tak nie było nie pozwoliłybyście nawet do siebie podejść.
- Bystry - pochwaliła szermierza druga staruszka.
- A ten drugi bardzo ostrożny, bardzo pożądana cecha - dodała pulchna.
- .......wiec? O co chodzi? - Liść przeszedł od razu do rzeczy.
- No więc chodzi....o konserwatyzm. To miejsce nie idzie z trendami.
- He? - szermierzowi i zabójcy opadły szczęki.
- Hades jest.....zbyt skostniały. Może i my tez nie jesteśmy na czasie ale przynajmniej oglądamy MTV - jedna ze starowinek pokazała na imponującą plazmę wiszącą na ścianie.
- Najchętniej pozostawił by wszystko po staremu, nie wie że już tak się nie da.
- No więc....? - dopytywał się Karel.
- Trzeba go zaciukać. - uściśliła pierwsza Mojra
- Że...co?
- No zaciukać, załatwić sprzątnąć, sprawić by poszedł spać z rybami. Jego i Persefonę.
- Dobra czy dobrze zrozumiałem? - dopytał się Loko - Chcecie byśmy załatwili szefa tego interesu? I jego hmmm małżonkę.
- Zgadza się.
- Nie żebyśmy mieli coś przeciwko....ale co dostaniemy w zamian? - Karel przeszedł do targów.
- Ich żywoty.
- To oczywiste ale.....
- Nie zrozumiałeś mnie młodzieńcze....ich ŻYWOTY. Nieśmiertelność, możliwe że część mocy... innymi słowy będziecie znowu żywi.
Loko i Karel zamilkli. To miało sens, oczywiście robota była niełatwa.....ale co mieli do stracenia? I tak szukała ich hadesowa służba a możliwość wyrwania się stąd brzmiała kusząco.
- Jest w tym jakiś kruczek prawda? - zapytał podejrzliwie Lisć.
- Spostrzegawczy jesteś....no więc będziecie potrzebować miecza i hełmu.
- Mam miecz i...- zaczął Karel.
- Bez obrazy młodzieńcze ale to ostrze jest zbyt słabe. Hades jest u siebie i mimo ze nie wątpię w moc tego ostrza nie dasz rady go nim zgładzić. Potrzebujecie miecza który został tu zostawiony dawno temu. Hades trzyma tą broń pod kluczem bo obawia się jej. Lęka się on, oj lęka Belderivera.
- Belderiver...-zanotował w pamięci szermierz - To jedno? A drugie?
- Drugie to hełm samego Hadesa. Ten kto będzie go miał na skroni będzie niewidoczny dla wszystkiego co żyje i nie-żyje.
- Biorę miecz.... - oświadczył poważnie Karel - bez obrazy Loko ale lepiej bawię się długimi ostrzami.
- Nie mam żadnej urazy.....zresztą ten Hadesowy hełm lepiej pasuje mi do pracy.
- Zanim pójdziecie....możemy sprawić że zobaczycie dwa razy dowolne wydarzenie z przeszłości lub teraźniejszości.
- Ja pierwszy.....mam zresztą obecnie tylko jedno zmartwienie, chcę zobaczyć czy z moją siostrą wszystko w porządku. - zażyczył sobie po czym nachylił się nad kadzią. Wpatrywał się w nią chwilę po czym szermierz dostrzegł cień uśmiechu na twarzy zabójcy.
- Ja chcę zobaczyć dwie rzeczy. Pierwsza....co się stało w Westgate. - wyraził swoje żądanie po czym - jak wcześniej Liść - nachylił się nad kadzią.
Zobaczył więc na nowo cała swoją walkę, tym razem z innej perspektywy. Zaczął analizować swoje błędy. Podrapał się w podbródek zamyślony. Wtedy zobaczył błysk i nachylił się nad kotłem jeszcze bardziej. W końcu tej cześć nie znał. Ku jego zdumieniu nie było ani jednego zakichanego nieboszczyka! Ciało młodzieńca było podejrzane. Tak jak wcześniej szermierz przypuszczał to było tylko narzędzie. I jakim cudem ci wszyscy ludzie żyli? Kto śmiał się wtrącić?!! I wtedy uderzyło w niego. Nie do uszu, bezpośrednio do mózgu czy też raczej duszy.
- Żegnaj, nieznajomy... - usłyszał. Zachwiał się pod tą informacją. Czy to była ta nieproszona trzecia siła? Dopadł kotła ponownie wpierając się na jego krawędziach rękami. Intensywnie szukał.....JEST! Zgadza się, to przeciwnik z którym walczył! Żywy! I nawet chyba nie draśnięty. Wygląda na to że przejął ciało jakiegoś zasuszonego ze starości zawałowca. Obok niego szła dziewczynka w wieku - na oko - lat dziewięć. Nie ma wątpliwości to oni!
- Ja...ja...ja - kruczowłosy aż trząsł się z wściekłości. Pięść zacisnęła się tak mocno ze z przebitej skóry popłynęła krew.
- D-dopadnę was! Słyszycie?! Pójdę za wami nawet na koniec uniwersum!!! -wrzasnął po czym się uspokoił.
- Kiedy to było? - zapytał Loko przyzwyczajony już do takich wybuchów gniewu.
- Jakiś tydzień temu.
- Hmmph, tydzień rok.....poczują moja zemstę. Zostało mi jeszcze jedno tak? Chcę więc wiedzieć...- zamilkł. Na jego twarzy gniew ustąpił trosce.
- Chcę zobaczyć Kitkarę. - i oto powierzchnia kotła zafalowała i ukazała się w nim ukochana Karela. Stała na jakimś tarasie, rozpoznał go jako jedne z tych będących w Kościele Praworządności. Była w sukni wieczorowej...czyżby był jakiś bal? Po chwili obok niej pojawił się Kemi....czyżby zdążył się wykluć na nowo? Po chwili demonica odepchnęła się od barierki tarasu i ruszyła z powrotem do sali.
- Mogę z nią porozmawiać? - zapytał się szybko Mojr.
- Włóż palec do wody.
Kruczowłosy uczynił to pośpiesznie, ale tak by nie wprawić wody w ruch.
- Kit....słyszysz mnie?

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 13-02-2010, 14:39, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 13-02-2010, 12:25   

- Kit.... słyszysz mnie?

Dziewczyna zatrzymała się w wejściu do sali balowej. Rozejrzała się dookoła. Zdawało jej się że ktoś ją wołał. Odwróciła się w stronę księżyca. Teraz wydawał się jej mętny i odległy. Wołanie powtórzyło się jeszcze dwukrotnie.

- Czy to ty Karelu? - Zapytała cicho wracając do barierki tarasowej. - Co się z tobą dzieje?

- Spokojnie, nic mi nie jest... poza tym że jestem w Hadesie.

-Aha.... ŻE GDZIE?! Jak to w Hadesie?

- Spokojnie kochana. Ciesze się że tobie nic nie jest. Niemniej mam do ciebie ogromną proźbę. Aby się stąd wydostać muszę zajumać władcę tej miejscówki.... Oho czas mi się kończy...

- Jaki czas?!

- Spokojnie... jak już będziesz je miała musisz odwrócić uwagę Hadesa prosząc go swoją grą aby mnie uwolnił. Mam już gotowy plan. Kiedy będziesz grała postaraj się tak aby melodia rozbrzmiała w całym Hadesie, abyśmy usłyszeli kiedy dokładnie zacząć...Pa...Pa...Pamiętaj Kit...Tęsknie....

- Karel... Karel!

- Kitkaro? - Odezwał się w końcu Kemi.

- Co on znowu wyprawia - westchnęła zmartwiona. - Chodź, mamy robotę.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 15-02-2010, 00:02   

-.........co ja takiego plotę?! - wrzasnął Karel rwąc się za włosy.
- Ona nie może tu przyjść! Jeszcze coś się jej stanie! - lamentował dalej.
- To po co mówiłeś takie głupoty? - zrugał go zabójca
- Ja....ja po prostu chciałem ją zobaczyć ją znowu. I tak jakoś....
- Karel, po pierwsze bardziej panuj nad emocjami....przez takie wybryki dochodzi do sytuacji takich jak ta. Po drugie..... - Liśc westchnął. Dlaczego to on musiał mu to mówić.
- Po drugie Kitkara nie jest tak naiwna by grać dalej gdy zauważy brak efektu. I sądzę że z hadesowymi gorylami sobie poradzi. Ni doceniasz jej.
- Ale....
- Posłuchaj....ja i ty wiemy że dziewczyna Orfeuszem nie jest. Gra ładnie ale nie na tyle....na szczęście ma jednak na wystarczająco dużo miedzy uszami by zorientować się że to nie przejdzie. Posada też na tyle duży ,,biceps" by użyć tego drugiego sposobu.
-.......
- Jeśli tak się o nią martwisz to najlepiej chyba będzie żebyś nie siedział tu na tyłku emocąc się tylko ruszał po to mieczysko . Im szybciej je będziesz miał tym szybciej posprzątamy, może nawet zanim tu dotrze.
-........masz rację - szermierz wziął się w garść. - Dobra, myślę że najlepiej gdybyśmy zabrali oba przedmioty równocześnie.....tak będzie szybciej i jest szansa ze przynajmniej jednemu z nas się uda. -
Loko skinieniem głowy wyraził uznanie dla takiego planu i zgodnie opuścili siedzibę Mojr. Będący wcześniej za drzwiami zdążyli się już dawno ulotnić. Nie czekajac na ich powrót obaj mężczyźni skinieniem głów bezgłośnie życzyli sobie powodzenia i każdy ruszył ku swojemu celowi.

***
Szermierz szedł ciemnymi korytarzami królestwa Plutona. Strefa do której się zapuścił wydawała się cicha i opuszczona. Jeki potępieńców wydawał się dochodzić z bardzo daleka. Czyżby to były peryferia tak dalekie ze i Tartar został w tyle za plecami? Po co budować korytarze tak daleko? Może....by zniechęcić poszukiwaczy?
Choć....do....mnie.....
~Cóż...to? - zapytał sam siebie Karel. Ktoś mówił mu bezpośrednio do głowy...bez użycia dźwięku.
Czekam....czekam już stanowczo zbyt dług....choć...
Szermierz przełknął ślinę, zacisnął dłoń na rękojeści miecza i ruszył dalej...ponaglany przez tajemniczy głos w swojej głowie.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 18-02-2010, 22:32   

Styks miał to do siebie, że na każdym kroku można było natknąć się w jego pobliżu na dziwne zjawiska. Śmierć, którą Liść spotkał niedługo po wyjściu z jaskini Mojr, zaoferował się że poprowadzi go do skarbca Hadesa. Tam właśnie miał znajdować się cudowny hełm (skrytobójca już skręcał się na myśl jak ja będę w tym wyglądał?!). W tym problem że Żniwiarz doprowadził Liścia do Styksu, pokręcił się trochę i gdzieś zniknął. Loko obiecując sobie w duchu że dorwie jeszcze kiedyś tę kupę kości ruszył przed siebie. Podczas tej wędrówki natknął się na dwa topielce (niemowlaka i kobiety), lewitujące mrówki (jeśli podszedł za blisko nich wrzeszczały wniebogłosy i odlatywały), kilka radioaktywnych krokodyli grających w pokera rozbieranego oraz dzieciaka w obcisłym stroju szukającego mchu. Najbardziej zirytowały go gady, które siłą próbowały zmusić go do gry myląc go najwyraźniej z kobietą. Gdy już udało mu się uciec od zlodowaciałych pokerzystów, po przejściu mniej więcej 100m wywalił się prosto na twarz. Przyczyną jego upadku był wystający spomiędzy luki skalnej kawałek czarnego, lśniącego drewna. Po chwili mocowania się w jego rękach wylądowała kosa, opatrzona srebrnym napisem G. Reaper. Liść zabrał ze sobą to narzędzie rolnicze z satysfakcją wyobrażając sobie minę Żniwiarza (na tyle ile to możliwe oczywiście) gdy go spotka.
Jakiś czas później, zmierzając w dół Styksu minął tabliczkę z napisem "Tartar". Już z oddali zauważył wielki lewitujący głaz, po chwili biegu znalazł się tuż przy nim.

- Jeść....

Umęczony głos dobiegający z rzeki, dopiero teraz uświadomił Liścia że nie jest sam. Mniej więcej na środku rzeki, ponad powierzchnię wody wystawała głowa. Mężczyzna ewidentnie miał problem. Ilekroć próbował się wyciągnąć aby dosięgnąć ustami owoców zawieszonych nad nim, te oddalały się, z wodą było podobnie. Liść zaciekawiony stuknął sugestywnie kosą.

- Jakiś problem?

- Ty... co się gapisz?

- Jesteś dość interesującym zjawiskiem, sam przyznasz. Więc?

- Ech... dawno dawno temu, upiekłem mojego własnego syna. Bogom się to nie spodobało i teraz wylądowałem tutaj, jak zapewne zauważyłeś nie mogę dosięgnąć jedzenia.

- Próbowałeś ręką?

- Jeśli tylko wystawię z wody dłoń, ten kamień leci tu niczym katowski topór.

- Mogę go powstrzymać...

- Zatem na co czekasz?! Nie jadłem nic od wieków...

Liść zatoczył ręką okrąg, głaz przymarzł do sufitu. Mężczyzna natychmiast rzucił się do góry, zaczął zrywać dziwne owoce i garściami wpychać sobie do ust. Liść z lekkim uśmiechem ruszył przed siebie, nim jego podeszwa dotknęła powierzchni wody, ta zamarzła, skrytobójca stanął jakiś metr przed mężczyzną. Tantal (bo tak się nazywał) nawet nie zauważył że rzeka naokoło niego zamarzła. Dopiero gdy przerębel z którego wystawała jego głowa zaczął się gwałtownie zmniejszać, spojrzał ze strachem na Loka. Zauważywszy szaleńczy uśmiech na jego twarzy, zaczął się szamotać, niestety woda dookoła niego zdążyła już zlodowacieć. Liść przyłożył ostrze kosy do jego karku.

- Kim ty jesteś?! Czego ode mnie... - kosa z chroboczącym dźwiękiem przesunęła się ku Liściowi.

Skrytobójca zdziwiony skutecznością ostrza, odwrócił się na pięcie i ruszył ku brzegowi. Gdy parę metrów dalej na poważnie zastanawiał się czy oddać Śmierci jego broń, głaz przytwierdzony do sufitu pokonał siłę lodu i z ogromnym hukiem wbił się w lodową powłokę rzeki miażdżąc szczątki mężczyzny.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 19-02-2010, 23:53   

Kitkara czym prędzej udała się do swojej komnaty nie racząc nawet wyjaśnić Altkowi, czy komukolwiek innemu gdzie się udaje. Doszła do wniosku że nikomu nie potrzebna jest taka wiedza. Co więcej śmiała twierdzić że Altruista wygłosił by negatywną opinię na temat jej poczynań. Zmieniła ozdobną suknię balową, na mniej ozdobną sukienkę do kolan w kolorze ciemnej wiśni z czarnymi ozdobami. Nogi nie ozdabiały już ciężkie glany a dopasowane do reszty kozaki tego samego koloru co sukienka. Włosy związała w wytworny kok. Miała bowiem zachwycić swoją grą samego władcę Hadesu. Oczywiście przewidziała również że napotka na swojej drodze przeszkody. Nie zapomniała o masie broni i magicznym płaszczu oraz rękawicach. Uzbrojona w to co uważała za potrzebne w Hadesie wskoczyła na grzbiet Kemiego. Kilkoro gości zdziwiło się że gdzieś odlatuje co natychmiast przekazali Altkowi i pozostałym Macantom których spotkali.
Podróż w miejsce gdzie płynęła rzeka Styks oddzielająca zaświaty od świata żywych zajęła jej ponad tydzień. Nie była to łatwa podróż. Kilkakrotnie gubiła drogę.

- Myślisz że damy radę polecieć na drugi brzeg? - Zapytał Kemi.

- Wątpię. W końcu nie bez powodu Charon przewozi swoja łodzią na drugi brzeg - wskazała nieruchomą łódkę na dole.

Smok wylądował na brzegu natychmiast zmieniając się w człowieka. Postać na łódce w czarnej opończy popatrzyła w ich stronę. Nie przestraszyli się widząc białą czaszkę i kościstą dłoń Charona żądającą zapłaty za przewóz. Kitkara palnęła się w czoło otwartą dłonią.

- Nie wzięłam pieniędzy na przewóz - jęknęła.

- Ja mam - wręczył jej złotą monetę.

- Na szczęście. Inaczej musielibyśmy się wracać do najbliższego miasta.

Podeszła wręczając przewoźnikowi zapłatę. Oboje wskoczyli do łódki, która natychmiast ruszyła wolno zmierzając przez gęstą mgłę. Kitara wolała nie patrzeć w toń wody. Słyszała że podobno potępione dusze potrafią wciągnąć bezpowrotnie osobę, która poświęci im uwagę i da się wciągnąć w toń. Uprzedziła Kemiego by skupił się na tym co jest przed nimi. Smok był na tyle inteligenty i posłuszny że zastosował się do jej słów pomimo usilnych jęków dochodzących z wody. Przeprawa nie trwała długo, chodź zdawało się że od brzegu świata żywych dzielą ich mile. Ogarnął ich mrok, kiedy wpłynęli do jaskini świata umarłych. Wysiedli z łódki natychmiast udając się w głąb jaskini. Przez całą drogę towarzyszyły im ciche szepty, jęki i błagania o pomoc. Ciemności rozproszył w końcu blask nagle zapalonych pochodni. Ich oczom ukazał się wilki pies zajmujący niemal całą przestrzeń od ziemi aż po sufit, a jego trzy łby przyjrzały się łagodnie gościom. Pomerdał zadowolony ogonem na ich przybycie.

- Później nie będzie taki szczęśliwy jak nas zobaczy.

Przemknęli ostrożnie dalej, kiedy Cerber zrobił im miejsce by swobodnie mogli ruszyć dalej. Kitkara zdawała się znać drogę co zaciekawiło Kemiego.

- Miałam całą drogę tutaj na zapoznanie się z tutejszym gruntem, mitami, i innymi ciekawostkami. Przynajmniej teoretycznie z książek - wzruszyła ramionami. - Zrobiłam nawet plan drogi. Zobaczymy czy książki mówią prawdę chodź po części.

Doszli do koryta jednej z rzek Hadesu. Ku ich zdziwieniu rzeka wyglądała zachęcająco i miło. Woda była krystalicznie czysta, aż świeciła w mrokach jaskini.

- Przez to wszystko jestem spragniony...

- Nie! Nigdy nie jedź nic, ani nie pij niczego z krainy umarłych - powstrzymała go nasłuchując. Nie może to być Acheron, ani Kokytos. Pierwsza jest na samym końcu, a drugą być nie może, ponieważ Kokytos jest rzeką lamentu. Stawiam wszystko że to Lete, rzeka niepamięci - zajrzała do notatek które robiła całą drogę. - Szukaj jakiegoś odgałęzienia. Powinny być dwa. Jedno prowadzić będzie do jeziora Stygijskiego, a drugie prosto do Kokytos. Ominiemy bezpiecznie Phlegethon, rzekę ognia - westchnęła z żalem.

- Jej dobrze że się przygotowałaś. Ale nie uważasz, że za dobrze nam idzie poruszanie się coraz dalej?

- Do samego Hadesu jeszcze nam daleko. W książkach pisali że najłatwiej jest dostać się do stolicy, czyli do pałacu władcy tej krainy, gorzej z wydostaniem się, jeśli nie ma się pozwolenia od samego Hadesa jest to wręcz niemożliwe.

Smok przełknął ślinę głośno.

- Chcesz powiedzieć, że tym razem wkopaliśmy się nie na żarty?

- Właściwie... tak.

- Jak Karel mógł nas o to prosić?!

- Właściwie on prosił mnie... A, ja wzięłam cię dla towarzystwa - uśmiechnęła się słodko.

- To nie zmienia niczego. Sądziłem że czuję do ciebie miętę i nie pozwoli narażać ci życia.

- Może wie że tylko ja sobie z tym poradzę i wierzy w mój sukces. Co więcej liczy na moją pomoc.

- Nie wiem jak dla ciebie, ale jest moim dłużnikiem jak tylko wyjdziemy z tego bagna... - zamilkł na chwilę.

- "Żywi" chciałeś powiedzieć?

- Jakim cudem jesteś w tak dobrym nastroju?!

- Może dlatego, że w końcu mam okazję zobaczyć Karela po tak długiej nieobecności. To po pierwsze. Po drugie co będzie to będzie. Po trzecie mam zamiar ożywić trochę to miejsce jak zacznę grać dla Hadesa. Teraz najważniejsze jest by nie wkopać się w nic dopóki tam nie dotrzemy. Więc bądź ostrożny, nie pij, nie jedź i patrz pod nogi. Po drodze spotkamy potępione dusze błagające o pomoc itp, a nawet szczególnych gości, którzy narazili się bogom i odbywają tu karę na wieczność skazani...

Zatrzymała się uważnie nasłuchując.

- Wyczuwam już obecność Karela. Jest ledwo wyczuwalna, ale jest - ucieszyła się.

- Kiedyś zwariuję z wami - pokręcił zrezygnowany głową. - Myślisz, że jak teraz będę chciał wrócić ten Cerber się na mnie rzuci?

- Oczywiście że tak! Chodź wolała bym by to było królestwo Hel...

Nie mając większego wyboru Kemi ruszył za Kitkarą dalej wgłąb Królestwa Umarłych.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 23-02-2010, 22:07   

Szermierz również przemierzał Zaświaty. W tej właśnie chwili, wiedziony głosem w swojej głowie dotarł do olbrzymiego pomieszczenia. Nie było w nim nic nie licząc dziesiątków kolumn poustawianych nieregularnie. Coś mu one przypominały.
- Zaraz.....Moria? - zamyślił się. Raz odwiedził królestwo krasnoludów w ramach poznawania ziem MACu gdy służył w jego strukturach jako kapitan. Sala wydawała mu się dziwnie znajoma w związku z tym ale po chwili zaczynał dostrzegać różnice. Kolumny ozdabiały motywy - ogólnie mówiąc - kościste. Co ciekawe rzeźbione w kamieniu szkielety nie należały jeno tylko do gatunku ludzkiego. Dopatrzył się szkieletów zwierząt, smoków krasnoludów i wielu innych. Głos w głowie poganiał go ale on go ignorował niczym uciążliwą muchę. Wtem zza jednej z podpór sufitu wyszła kobieta. Kobieta była ubrana w togę, w jednej ręce trzymała gałąź jabłoni, w drugiej zaś koło - zwyczajne koło z drewna. Na głowie spoczywała jej korona zdobiona w jelenie a z pasa zwisał bicz.
- Witaj złoczyńco spodziewałam się ciebie. Twe ohydne zbrodnie zostaną pomszczone tu i teraz.
- Ooo...? Niech zgadnę....ty jesteś tutejszą boginią zemsty...- kruczowłosy podrapał się po podbródku - Nemezis zgadza się?
- Jakby tego było mało.... - ciągnęła Nemezis - pragniesz położyć swe plugawe dłonie również na mieczu. Nie pozwolę by tak mroczne narzędzie dostało się w.....- przerwał jej super szybki lewy prosty uderzający prosto w twarz. bogini poleciała do tyłu po łuku upadając na twarz, głową do szermierza.
- Gdy masz zamiar walczyć walcz a nie piernicz jak potłuczona. Myślałaś że nie odważę się uderzyć kobiety? W walce to co mas między nogami liczy się najmniej. - instruował zemstę Karel. Bogini zdążyła się dźwignąć na jedno kolano. Z kącika ust ciekła jej krew.
- Oczywiście ma to znaczne gdy próbujesz wyprowadzić tam kopniaka. - zakończył wesoło szermierz. Zaraz jednak uśmiech na jego twarzy zmienił się. Zęby były wyszczerzone w drapieżnym grymasie a w oczach czaiła się pogarda i oczekiwanie. Nemezis podniosła się bez słowa po czym wzniosła gałązkę ku stropowi. I - jak na wezwanie - gałąź stała się mieczem, koło przeistoczyło się w tarczę, zaś togę zastąpiła zbroja hoplity. Szermierz zaczął wyłamywać sobie palce, jego oczy zalśniły na szmaragdowo i stanął w pozycji bojowej ale nie wyciągnął miecza.
- Tak....tak lepiej.....- wyszczerzył zęby raz jeszcze po czym skoczył.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 02-03-2010, 01:05   

Dotarli w końcu nad rzekę Kokytos, rzekę Lamentu. Swoją nazwę wzięła z odgłosów jakie potępione, lub ukarane duszę wydają. Sama rzeka miała kolor jadowicie zielonkawy, Co jakiś czas na jej powierzchni pojawiały się twarze zmor o czarnych oczodołach. Kemiego one przerażały, a Kitkarę... co niektóre wręcz bawiły.

- Zobacz na tą - śmiała się. - Tamta jeszcze paskudniejsza.

- Może byś przestała, co?

- Mają nauczkę. - Wzruszyła ramionami.

- A, powiedz mi, czy ten stwór też był w planach?

Wskazał na obleśną poczwarę smokopodobną ze zgniłą skórą i bladymi świecącymi ślepiami. Dziewczyna zajrzała do notatek.

- Nie, nie ma nic o chodzących zwłokach smoków. - Zastanowiła się chwilę przyglądając bestii.

Podeszła bliżej zostawiając Kemiego tam gdzie stał.

- Ja przepraszam bardzo, ale co ty tutaj robisz?

Smok zacharczał złowrogo po czym wydobył z siebie syk.

- Jessstem tu sssstrażnikiem.

- A czego ssstrzeżesz?

- Aby nikt nie ssssmącił lamentującej rzeki.

- Aha... Nie masz nic przeciwko jak przejdziemy sobie dalej?

- Raczej nieeee...

- Dzięki.

- Jak ssspotkacie Hadesssa przekażcie mu, że chce podwyssssski.

- Nie ma problemu, chodź, Kemi.

Przeszli spokojnie pod nogami gada, co nie było przyjemne, bo smok śmierdział straszliwie. Kitkarę dręczyła tylko to, że nie było o nim nigdzie słowa.

- Może zatrudnił go na czarno?

- Możliwe.

Koryto rzeki się skończyło. Po wyjściu z jaskini dotarli na nieogarnione pustkowie. Była tylko ziemia i szare niebo. Dziewczyna zmarszczyła brwi.

- Co to do choinki ma być?! Wystrój Hades zmienił, czy jaki grzyb? - Wertowała wściekle swoje notatki. - Jak tylko spotkamy Hadesa złoże zażalenie. Jest tu ktooooooś?!

Odpowiedział jej świst wiatru.

- Szukamy drogi do Acheronu!!

Czekali. Coś w górze skrzypnęło. Po chwili coś świsnęło i tuż przed nimi wylądowała wielka Harpia o paskudnym pysku kobiety. Wyglądała jakby David rzeźbił ją po ostrej dawce wspomagaczy. Jej jastrzębie ślepia patrzyły na nich z góry.

- Dobra ptaszyno, gdzie jest Acheron?

Ptaszysko pisnęło przeciągle jak sokół po czym ruszyło na nią z dziobem.

- Nie znamy się tak dobrze,a by odrazu się całować!

Kitkara dobyła Sata. Zrobiła zamach, lecz Harpia odparła atak srebrnymi szponami po czym zaatakowała dziobem. W ostatniej chwili została odrzucona przez biczowaty ogon Kemiego.

- Tylko jej nie zjadaj, bo ci jeszcze zaszkodzi.

Podczas, kiedy smok zajmował się Harpią, z góry zleciało trzy mniejsze.

- Oho, robi się nieprzyjemnie... Nie lubie zabaw grupowych! - Machała bezradnie kosą jakby myślała że ona zdoła odstraszyć te potwory.

Kiedy jedna z Harpii zdołała ją zadrapać dotkliwie w ramię zabawa się skończyła. Dziewczyna wypowiedziała zaklęcie.

- Kemi, w górę! Pożoga!!

Ściana ognia jaka wydostała się spaliła na swojej drodze opierzone stwory, jednak nie na tyle by nie zostały po nich pięknie upieczone mięska.

- Szybko poszło - Kemi nie mógł się powstrzymać przed pochłonięciem największego kawałka z którym wcześniej walczył.

Kitkara też się dała skusić na trzy pieczone Harpie. Smakowały wyśmienicie. Kiedy skończyli z góry dobiegł ich kolejny szum skrzydeł.

- Co, znowu? - jęknęła znudzona.

Tym razem była to jedna, duża, szara Harpia z jeźdźcem na grzbiecie.

- Brawo, pokonaliście Harpie. Udowodniliście, że jesteście godni stanąć przed obliczem władcy tej krainy - rzekł łysy starzec. - Zapraszam.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-03-2010, 19:23   

Liść szedł dalej zamyślony, bawił się kosą. Stanął zaciekawiony pewnym zjawiskiem. Powietrze przed nim zaczęło drżeć, spomiędzy drgań wydostawała się energia cieplna. Po chwili w powietrzu, migotliwie, jak płomień świecy, pojawił się mężczyzna. Był dość niewysoki, a może była to kwestia tego, że stał skulony. Spod kaskady brudnych, czarnych włosów było widać zmęczoną, pooraną zmarszczkami twarz. Oddychał ciężko i krztusił się. Dopiero po chwili zauważył stojącego przed nim Liścia. Zlustrował go opętańczym wzrokiem piwnych oczu i wyprostował się. Teraz widać było, że jego długi, czarny płaszcz jest nadpalany w niektórych miejscach. W posiniaczonej ręce trzymał szable
- Jakieś pytania? - spytał zgryźliwie pod zobojętniałym spojrzeniem Liścia
- To raczej ty wyglądasz na kogoś, kto szuka odpowiedzi...

Mężczyzna niby od niechcenia zakręcił kilka młyńców szablą.
- Właściwie to do końca nie wiem, gdzie jestem - powiedział niechętnie
- To Hades... zapewne wiesz co to. Jeśli nie, przykro mi. W każdym razie ja muszę ruszać, gonią mnie pewne... śmiertelnie ważne sprawy.
- Cóż za ironia - na twarzy mężczyzny zakwitł bardzo niemiły uśmiech - bo mnie też goni,. Śmiertelne, a raczej śmiercionośne. I raczej nie sprawy. Jak masz zamiar się stąd wydostać?
- To raczej moja sprawa.
- Jedziemy na tym samym wózku, z tego co wydedukowałem. Zresztą, w takim razie spytam. Jak JA bym mógł się według ciebie wydostać?
- Nie, nie jedziemy. Ty znalazłeś się tu przypadkiem i byle co ma szansę odgryźć ci głowę. Ze mną jest dokładnie na odwrót. Jeśli chodzi o wyjście, to niby gdzieś się dało... ale jedyny facet który wiedział gdzie konkretnie, rośnie sobie nad brzegiem pewnej rzeczki.
- Niech to szlag - zaklął i plunął na ziemie - gdzie nie wyląduje tam... świetnie. No nic spójrz tam! - Mężczyzna wskazał miejsce za głową Liścia, ten niby naiwnie odwrócił się, żeby zobaczyć wskazaną mu rzecz.

Wtedy nieznajomy machnął szablą na lewe ramię Liścia, który ku jego zdziwieniu zniknął. Nim człowiek zorientował się co się stało, został zdzielony lodowym młotem w tym głowy. Mężczyzna zbyt słabo sparował cios i dostał młotem w głowę. Jęknął przeciągle i dźgnął szablą w tył. Z zaskoczeniem stwierdził, że przebił tylko materiał płaszcza i szybko cofnął broń i wykręcił młyńca tworząc tarczę i odskoczył. Pośliznął się na podłożu, które nagle pokryło się lodem pod jego stopami, i wyłożył jak długi. Nim zdążył cokolwiek zrobić, jego dłonie i stopy przymarzły do ziemi. Loko spokojnym krokiem podszedł do leżącego jegomościa i spojrzał na niego z góry.
- Nie spodziewałem się trafić na kogoś z umiejętnościami magicznymi...
- To nie magia, przyjacielu.

Po tych słowach Liść z całej siły walnął podeszwą swojego buta w lewą rękę leżącego. Nawet skała pod spodem nie wytrzymała siły uderzenia i rozleciała się na kawałki. Echo krzyku mężczyzny rozniosło się po ścianach Tartaru. Loko z lekką satysfakcją spojrzał na to co został z dłoni jego niedoszłego przeciwnika, po czym zwrócił się ku łkającemu mężczyźnie:
- Jeszcze jakieś pytania? - po tych słowach wykonał ręką okrężny ruch, lód zniewalający mężczyznę rozkruszył się.
Nieznajomy drżącą ręką (prawą) poniósł szablę i wbił ją w ziemie. Zaczął się podciągać włócząc zranioną ręką po ziemi. Liść patrzył na jego mizerne próby wstania. Mężczyzna ukląkł i oparł głowę o trzon broni.
- Heh, myślisz, że to pierwsze takie moje ubytki?
- Nie, ale za to może ostatnie.
- To, co mnie goni jest straszniejsze - uśmiechnął się do siebie - to teraz to ledwie jak draśnięcie.

Roześmiał się jak wariat i zaczął znikać
- A myślałem, że będę mógł normalnie odejść - jego słowa brzmiały już jakby dochodziły z innego pomieszczenia.

Nagle ogromny złoty miecz, przeszył do połowy zdematerializowaną pierś mężczyzny, który wrzasnął wniebogłosy. Ostrze nie mogło wyrządzić już żadnej fizycznej krzywdy mężczyźnie, ale nadal przebicie nim sprawiało ogromny ból. Po chwili jego ciało zniknęło jednak na tyle, że przestał odczuwać cokolwiek. Ostatnie co Liść usłyszał, czego też nie był pewny, to ciche "i strzeż się kobiet". Po tych słowach ciężko oddychający mężczyzna zniknął. Złote ostrze walnęło z łoskotem o ziemię, Liść niespieszne podszedł i zdematerializował broń.
- Jeszcze się zobaczymy, przyjacielu - rzucił w pustkę i ruszył przed siebie w mrok Tartaru.

_________________
"I like my men like I like my tea - weak and green."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-03-2010, 22:19   

- I po co ci to było? - zapytał z politowaniem szermierz. Bogini Zemsty leżała pod kolumną. Oba policzki były naznaczone cięciami. Również z czoła płynęła stróżka krwi. Gdzieś z boku leżał przecięty na pół hełm. Jedno ze skrzydeł które rozwinęła w walce również spoczywało urwane na ziemi. Karel patrzał obojętnie na dyszącą wojowniczkę.
- Może być - ocenił - miałem przynajmniej okazję się rozruszać....a teraz poddaj się.
Nemesis nie powiedziała nic. Zamiast tego jedną ręką szukała miecza który wypadł jej z dłoni wcześniej. Palce już wyciągały się ku rękojeści. Oczy kruczowłosego zapłonęły gniewem.
- Powiedziałem, PODDAJ SIĘ!!! - lekko ruszył nadgarstkiem. Odcięta dłoń poszybowała w górę. Bogini krzyknęła i przycisnęła kikut do piersi.
- Idiotka. Trzeba było wiedzieć kiedy skończyć. - odwrócił się na pięcie i ruszył ku drzwiom ku którym wstępu wzbroniła mu przeciwniczka. Nie miał zamiaru jej dobijać. Niech się wykrwawi. Pchnął spiżowe wrota. Skrzydła rozwarły się z jękiem. Widać ze długo nikt ich nie używał. Kurz na podłodze które zgarniały skrzydła wrót również o tym świadczył. Wewnątrz panował absolutny mrok. Wkroczył śmiało w ciemność. W jego ręce rozbłysła kula elektryczności. Jej światło ujawniło topornie żłobiony tunel, wykuty tak niestarannie jakby ktoś miał nadzieję ze się zawali.
,, Blisko, już blisko." rozległo się w głowie mężczyzny. Zignorował jednak ten głos i szedł dalej. Kroczył bardzo długo a tunel opadał niżej i niżej. W końcu.....
Wkroczył do sali. Było na tyle jasno że kula nie była mu już potrzebna. Światło rzucane przez bladoniebieskie kryształy wyrastające ze ścian, sufitu i podłogi wystarczyło. Na środku ogromnego pomieszczenia wyrastały schody. Szermierz ruszył ku nim a chrzęst dobiegł do jego uszu gdy kości po których stąpał były kruszone na pył jego butami. Działając instynktownie wbił swoją broń w ziemię u podstawy schodów i zaczął się wspinać. Stopnie z czarnego marmuru wznosiły się wysoko, do połowy wysokości sali. Na szczycie ujrzał....piedestał w który wbity był wspaniały miecz. Ostrze lśniło upiornym fioletem. Runy dobrze widoczne na lustrzanej powierzchni rozbłysły gdy jego wzrok na nich spoczął. Zorientował się że ostrze było przymocowane czterema łańcuchami. Ręka wyciągnęła się ku broni. Ale zaraz zamarła w pół drogi.
,, Ja jestem Belderiver. Miecz który napełnia strachem nawet tych kto mną włada. Jestem w stanie dać ci potęgę i władzę." I oto umysł szermierza napełniły moce i możliwości miecza.
,, Wciąż mi nie ufasz? Dobrze więc. Ten oto miecz który zostawiłeś na dole zawiera pozostałą cząstkę mocy twojego dawnego wroga. pozostałą moc owego boga piorunów masz w sobie. Jeżeli skruszysz ostrze posiądziesz pełnię tej mocy."
Palce przysunęły się bliżej ale znowu zawisły w powietrzu.
,, Weź mnie.......by dokonać na nich zemsty." Teraz w obrazie Karela pojawiły się wizerunki dwóch istot chaosu. Szermierz stracił wszelkie opory. Dłoń zacisnęła się na rękojeści. Łańcuch zadrżały i pękły.Kamienny piedestał rozsypał się w proch. Uwolnione ostrze zabuczało gotowe by służyć nowemu panu.
Szermierz obejrzał uważnie runiczny miecz. Ostrze było ząbkowane przy rękojeści. Miało klasyczny trójkątny kształt, mógł je łatwo dzierżyć jedno jak i oburącz. Zamachnął się a w powietrzu rozległ się świst. Powtórzył tą czynność parę razy po czym położył na rękojeści drugą broń i również wziął parę zamachów. Zadowolony opuścił broń po czym zaczął schodzić w dół.
,, Teraz dokonamy zemsty i zdobędziemy władzę."
Karel zatrzymał się po czym powiedział.
- My? Nie mam mowy o żadnych ,,My". Przynajmniej nie z gadającym brzeszczotem. Mogłem się domyślić. Wy ,,myślące" i ,,świadome" artefakty. Wszystkie jesteście takie same. Na początku udajecie partnera by uśpić czujność. A gdy to się stanie powoli, powolutku przejmujecie kontrolę. Wolę partnerstwo z kimś komu mogę spojrzeć w twarz. A co do ciebie i do mnie Belderiverze.....tu...nie...ma.....mowy...o....żadnych...MY! - podniósł głos szermierz i zaatakował mentalnie miecz.
,,Sz-szaleńcze! Co ty robisz?" zapytał miecz ale nie doczekał się odpowiedzi.
,,Jestem w stanie cię zniszczyć!" zagroził ale bezskutecznie bo Karel dalej napierał.
,,Ja.....stracę...swoja....moc..." zełgało ostrze. Kruczowłosy jednak nie przestał. kontynuował napór rozbierając osobowość broni na czynniki pierwsze i krusząc poszczególne elementy.
,,Prz.....tań..." wysłało mu ostatnią wiadomość ostrze po czym Karel znów był sam. Pozostało tylko jedno....głód. Głód dusz. Zadowolony szermierz ponownie ruszył w dół. Gdy dotarł do podstawy schodów zawahał się.
- Czy runiczne ostrze kłamało? - zapytał sam siebie. Chyba nie, nie miało ku temu celu.....a nawet jeśli to nie potrzebował już starego miecza. Runiczne ostrze wzniosło się. Raikomaru pękł pod ciosem jakby był ze szkła, zaraz powietrze wypełnił zapach ozonu. Szermierz wyciągnął wolną rękę......
Nowa...a przecież znana siła napełniała jego osobę. Czul ja rośnie w siłę. Ostatni wybuch mocy rzucił go na kolana. Dysząc ciężko i podpierając się rękami Karel wspominał.
~ Czy to nie zabawne? Mój pierwszy miecz....- jego również zniszczył za pomocą Raikomaru. Po to by nikt inny nim nie władał. Myślał że ostatecznie kończy z dawnym sobą...Demonem Miecza. Jakiż był wtedy naiwny! Nie można skończyć z własnym mrokiem, z własnym demonem. Można go tylko odpychać....lub powitać z otwartymi ramionami. Przypomniał sobie coś jeszcze. Było mu mówione że w pewnym świecie mieszkańcy sami nadają sobie nazwiska od swoich cech lub czynów. Wstał powoli, grzywa włosów opadła mu na oczy a on odruchowo chciał ją odgarnąć ale zamarł zdumiony. Sięgnął do tyłu i podsunął pod swoje oczy włosy. Włosy były zielone. Zaśmiał się triumfalnie. A wiec istotnie Raikomaru zawierał pozostałą esencję Rissina. Gdy się uspokoił spojrzał w lustrzaną powierzchnię swojej nowej broni.
- Raiyami.....nazywam się Karel Raiyami.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Kitkara666 Płeć:Kobieta
Ave Demonius!


Dołączyła: 17 Lis 2008
Skąd: From Hell
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Syndykat
PostWysłany: 11-03-2010, 02:50   

Niebo nad nimi spowiły czarne obłoki, a pod nimi mgła gęstniała coraz bardziej. Staruszek, który dowodził wielką Harpią nie mógł przestać gadać. Narzekał na system i na cięcia budżetowe. A, zapytany kim właściwie jest odpowiadał wymijająco. Kemi w końcu zasnął z głową oparta na kolanach Kitkary.
-... Przepraszam cię, ciągle gadam, a nie zapytałem jak ci na imię.

- Kitkara.

- Bardzo ładnie. A po co właściwie się tu pofatygowaliście?

- Mam ważną sprawę do Szefa tego miejsca.

- Chcesz porozmawiać z samym Hadesem? - Zdziwił sie lekko.

- Ano, chce.

- Musisz być albo bardzo odważna, albo bardzo głupia. Bez obrazy - dodał szybko. - Widzisz Hades rzadko przyjmuje gości...

- Może dlatego że rzadko ich tu miewa?

- To też, ale zanim się z nim zobaczysz musisz go znaleźć w jego zamku, do którego właśnie cię zabieram. Wie, że jest tu ktoś kogo być nie powinno. Nie jest tym zachwycony, ale jeśli przejdziesz test i go znajdziesz wysłucha tego co masz mu do powiedzenia.

- Więc jeśli nie lubi gości, dlaczego nie zmieni systemu i nie zabroni tu wstępu żywym?

- Po drugiej stronie są żywi, których nazywają herosami. I tylko oni zazwyczaj tu przychodzą i sprawiają zamęt. Albo narażają się Zeusowi i są zsyłani żywi do Tartaru, którego jeszcze nie widziałaś. Oczywiście, Hades wprowadził więcej przeszkód, aby zainteresowani mieli problem z wyjściem. tylko kilka osób zdołało wyjść stąd, ale tylko i wyłącznie za pozwoleniem Hadesa.

Harpia wylądowała przed wielką bramą z czarnego grubego granitu. Kitkara obudziła Kemiego i razem zsiedli z grzbietu wielkiej Harpii.

- Po drugiej stronie jest hol który kończy się drzwiami do komnaty głównej, gdzie czeka na ciebie Hades. Musisz jednak znaleźć właściwą drogę i ominąć przeszkody jakie cię czekają. Nikt nie przeszedł tego testu. Cóż do zobaczenia kiedyś w Tartarze - po tych słowach odleciał.

- Czy w twoich notatkach jest jakaś wzmianka o tym?

- Nie. Labirynt z Minotaurem nie znajdował się w Hadesie. Nie mam pewności, czy czekają nas te same przeszkody, czy inne, więc bądź czujny.

Kiedy oboje przekroczyli próg żelazne wrota się zamknęły za ich plecami.

_________________
Don't let them ever tell you that you're too small
'Cause your fate comes from within
You are strong forever, you heard the call
In the night the crimson light is bleeding
A new life shall start with a freedom heart
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
28180514+-+jak+coś+dać+znać+jeśli+ktoś+chce+pisać+zemną+na+gg+najpierw+mailem+albo+na+pw
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 3 Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group