FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2
  Uniemagicznieni
Wersja do druku
Ori Płeć:Kobieta


Dołączyła: 26 Maj 2008
Status: offline
PostWysłany: 28-06-2008, 21:18   

Zadowolona przeliczała pieniądze opierając się o mur. Uśmiać by się można nie dość, że przeszła przez bramę poza kolejka to jeszcze sprzedał nasiona strażnikom. Schowała pieniądze do kieszeni.

No dobra, jestem w stolicy. Teraz zostało tylko sprzedać tą nędzną wycieraczkę, która śmiałą się nazywać magicznym dywanem i znaleźć nowy transport. Odgarnęła włosy z oczu, chwyciła walizkę i ruszyła ulicą. Nagle usłyszała (i poczuła) ogromny wybuch gdzieś nie daleko.

Od razu skierowała się w kierunku skąd dobiegał hałas. Jej kupiecka dusza rachowała: wybuch= wydarzenie= tłum , a to równa się INTERES. Uśmiechnęła się pod nosem, a w jej oczach pojawiły się iskierki. Szybkim krokiem ( jaki jest możliwy z wielką walichą) ruszyła naprzeciwko zyskowi.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 28-06-2008, 22:52   

Czarna klinga miecza wibrowała.
Przerażony złodziej, nie mając jednak zbytniego wyboru, podkradał się poprzez rumowisko i bardzo nie starając się wdepnąć w różnego rodzaju i koloru kałuże, jakie pozostały po niektórych z eksperymentów magów.
Co ciekawe, niektóre z tychże eksperymentów całkiem skutecznie, brzydko mówiąc, spier....zmyło się do kanałów.
Zack skrzywił się, gdy głos w jego głowie ponaglił go do działania. Bezszelestnie zsunął się w ciemność..

....

-I raz!
Carboz bardzo się starał nie skrzywdzić fretołaka. Miast urwać mu głowę, przyłożył się do studzienki. Broń okazała się zbyteczna, wystarzyło zagonić średnio entuzjastyczną drużynę do uprzątnięcia resztek gildii z kraty wpasowanej w chodnik. Gdy droga w dół stanęła otworem, drużyna jeszcze mniej entuzjastycznie zeszła na dół.
Nikt nie obszedł góry cegieł, więc na dole ujrzeli..

...

Prawie dwumetrowy kawał czarnej stali zatoczył krąg i łupnął zaskoczoną hostessę w okolicach dolnego końca pleców. Rozległ się donośny trzask i hoże dziewczę z wyjątkowo głupim wyrazem twarzy osunęła się na plugastwo wypełniające kanały
Radosna drużyna spojrzała na opisaną scenę z mieszanymi uczuciami.
Nawet Carboz zatrzymał się i spojrzał niepewnie na oręż...złodziej zdążył się ulotnić, gdy tylko obecność w jego czaszce się wzięła i znikła, pozostawiając malowniczo postawiony na sztorc miecz.

-Stary - zauważył Rhink, zwracając się to nieco zniesmaczonego Everretta - to nie twoje przypadkiem?
-Niestety - westnął szlachcic.
Powrót do góry
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 29-06-2008, 09:34   

Kobieta leżała bez ruchu w sięgającej kolan brudnej, gęstej wodzie. Carboz chwycił ją pewnie lewą ręką za ubranie i podniósł do góry, na wysokość barków. Przez chwilę przyglądał się nieruchomemu ciału. Potężny mózg szybko analizował dane, jakie przekazywały mu biotyczne implanty wzrokowe.
- Wstępna analiza wykazała rozerwanie rdzenia kręgowego między trzecim a czwartym kręgiem lędźwiowym. Ponadto energia uderzenia, które powaliło ją na ziemię, uszkodziła prawą nerkę. Dalej... - kapłan zaciął się czekając, aż promienie rentgenowskie skończą skanowanie - ale nie od tego umarła. Podczas upadku walnęła skronią o coś twardego na dnie.
Mechanik ordynarnie upuścił martwe ciało, a te z chlupotem na powrót znalazło się w rzece nieczystości płynnych. Carboz strząchnął dłonią brudne krople spływające po czerwonym płaszczu.
- Chyba mamy mały problem. Mogliśmy się dużo od niej dowiedzieć...
Technik włączył za pomocą myśli sprzężony z pancerzem duży reflektor umieszczony na prawym barku. W jasnym, żółtym świetle kanały prezentowały się jeszcze bardziej paskudnie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ori Płeć:Kobieta


Dołączyła: 26 Maj 2008
Status: offline
PostWysłany: 29-06-2008, 12:21   

Dotarła na miejsce i gwizdneła z podziwu. Dawno nie widziała takiej ruiny. Po wybuchu kamień na kamieniu się nie ostał. Poprostu nic nie zostało z budynku poza paroma ścianmi,które tylko bardziej podkreślały spustoszenie.
-A skoro mówimy o brakach-powiedziała cichutko do siebie.- TO GDZIE JEST MÓJ TŁUM!!!- krzykneła w przestrzeń czując rosnącą w niej wściekłość i rozczarowanie.

Zmęczona i zrezygnowana usiadła na walizce, nagle usłyszała hałas. Rozejszała się i jej wzrok zachaczył o czarny otwór w którym właśnie w tej chwili znikneła jakaś postać. Niewiele myśląc chwyciła walizkę i ruszyła za nią.

Przeklinając siebie i powtarzając mantre: "myśl nim zadziałasz następnym razem"brneła przez wodę. Było ciemno,mokro i na dodatek cuchneło. Walizka jej ciążyła. Staneła i rozejrzała się, co i tak jej niewiele dało bo wokół panowały egipskie ciemności. Jedyny logiczny wniosek: zgubiła się. Westchneła i skręciła za róg gdy nagle oślepiło ją światło.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 29-06-2008, 12:59   

Kiedy Carboz prześwietlał kobietę, w cieniu stał mężczyzna o bardzo tajemniczym spojrzeniu. Pstryknęła lekko w palce i zniknęła. Wtedy też kobieta o dziwo otworzyła oczy, wyprostowała plecy i stanęła niedaleko, przeciągając się leniwie.
- A więc się zjawiliście! - była uśmiechnięta bardzo handlowo, jakby właśnie zdecydowali się na kupno jakiegoś produktu - witam w kanałach! Czekamy tylko na ostatnią, która się tu zapewne pojawi.
Na jej palcu pojawił się niewielki świetlisty punkcik, który w jednej chwili rozbłysnął bardzo silnym światłem. Do wody wpadło kilka ciekawostek biologicznych, powstałych na wskutek eksperymentów alchemicznych. Jednocześnie jednak blask oślepił idącą właśnie w tym kierunku hobbitkę.
Tedi przez kilka chwil nic nie widziała. Poczuła jedynie, że zatacza się, jednak zanim upadła ktoś ją przytrzymał i podniósł do góry. Wzrok odzyskała trzymana przez jakąś monstrualną kobietę ubraną w bardzo rzemykowy strój, która chyliła się mocno od niskiego dla niej stropu.
- Oślepiło ją pani światło - powiedziała Helga do hostessy stawiając hobbitkę na chodniczku znajdującym się przy drabince prowadzącej na ulicę.
- Tak tak, wiem - odrzekła jej uśmiechnięta kobieta i jakimś cudem nagle w jej ręku znalazły się wszystkie pergaminy jakie wcześniej od niej samej grupka otrzymała. Momentalnie spłonęły.
- Przyprowadziłam tutaj waszą grupę aby dać wam wybór: albo opuszczacie tę planetę i nie interesujecie się sprawą albo dokonujecie marnej próby pokonania mnie. A uwierzcie mi, że zwykła śmierć to za mało aby mnie powstrzymać.
Cały czas uśmiechała się bardzo uprzejmie. Amazonka zaczęła intensywnie myśleć, co objawiło się ustawicznym drapaniem się po brodzie.
- Ja nie idę - stwierdziła w końcu - mama powiedziała, że mam poznawać świat.
- Ależ mogę cię przetransportować do innej planety, gdzie też będziesz poznawać świat! Tutaj jesteś zakleszczona w okowach braku transportu.
- Nic mnie nie trzyma.
Helga zaczęła znowu myśleć. Myślała dość intensywnie, co nie pozwalało jej jednak znaleźć chwilowo sensownej odpowiedzi. Jakiś cień inteligencji podpowiadał jej, że coś tu śmierdzi, aczkolwiek myśl dominująca odpowiadała, że przecież są w kanałach.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Ori Płeć:Kobieta


Dołączyła: 26 Maj 2008
Status: offline
PostWysłany: 29-06-2008, 13:20   

-Dziękuje -powiedziała z uśmiechem do nieznajmomej jednocześnie myśląc z przestrachem, że olbrzymy jednak istnieją na świecie.
Spojrzała po zgromadzonych tu istotach(kalkulując kto może być jej potencalnym klientem),aż jej wzrok padł na tą dziwnie wyglądającą paniusie.
Fachowym wzrokiem oceniła jej strój hosstesy,a nastepnie spojrzała w oczy.
Uff, dawno nie widziała tak profesjonalnej miny uprzejmnego sprzedawcy. Czuła jednak,że nie jest to "naturalna" mina dobrego kupca .Wydawała się taka nie odpowiednia dla tej kobiety. I dodatkowa ta propozycja..
Zamyśliła się głęboko. Przez skóre czuła że wybór powrotu jest odpowiednikiem "dobrej okazji" dla kupującego dostającego bubel, a więc...
- Ja zostaje coś czuje, że można z tego wyjść z niezłym zyskiem.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 29-06-2008, 13:59   

- A co nam da walka z tobą?
Skrzeczący, niski basowy głos niósł się po kanałach. Carboz chętnie wróciłby spowrotem na Marsa, ale technologia, jaka panowała niegdyś na tym świecie była zbyt interesująca, by tak po prostu stąd odejść. kto wie, może znajdzie tutaj jakieś starożytne artefakty, które wzmocnią Imperium. W tedy też stałby się jednym z najbardziej znanych Kapłanów Maszyny. Nie mógł odejść tak po prostu, z pustymi rękoma. Wyciągnął pistolet z kabury. broń była kanciasta i miała długą jak na pistolet lufę, ale w mechanicznej dłoni mechanika wyglądała niczym niegroźna zabawka. Jednocześnie przypomniał sobie, że nigdy się z nikim nie bił. Na Marsie nie uczono wojennego rzemiosła, gdyż Adepci zawsze powinni mieć eskortę, jako że są bardzo cennymi osobami. Carboz miał wrażenie, że gdyby jego układ nerwowy był całkowicie naturalny, to jego ciało trzęsło by się teraz jak osika na wietrze.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Momoko Płeć:Kobieta
wiosna jest miau


Dołączyła: 04 Sty 2007
Skąd: z Cudzysłowa
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
WIP
PostWysłany: 02-07-2008, 02:46   

Bycie raczej niewyróżniającą się z tłumu osobą, ba, wręcz celowo niknącą wśród znacznie barwniejszych postaci miało swoje zalety. Dzięki temu umknął ogólnej uwadze, że Cyd zemdliło na widok nieco poturbowanych zwłok hostessy. Co za paskudny widok.
Nie zdążyła się jednak dogłębniej zastanowić nad tą sytuacją, bo jeszcze nie ostygłe ciało podniosło się i stanęło przed drużyną. Cyd zawsze podejrzewała, że hostessy stanowią jakiś szczególny gatunek na Ragna, ale żeby do tego stopnia niezniszczalny?

Stłumiła przekleństwo, gdy kobieta rozświetliła komnatę. Nieważne jak wiele się zmieniło na tym świecie ostatnimi czasy - wampiry wciąż nie cierpią silnego światła! Gdy w końcu odzyskała wzrok, Helga właśnie delikatnie odstawiła bardzo małą osóbkę na posadzkę (o ile to, co kryło się pod ściekiem można było nazwać posadzką), a hostessa przemówiła.

Po wysłuchaniu jej wywodu, Cyd poczuła rosnącą irytację. A co z miejscowymi, na fotony?!
- Jaki wybór mają osoby, które pochodzą z tej planety? - zwróciła się do nieznajomej. Konkretnie jedna osoba, dodała w myślach.
Twarz kobiety nie wykazywała żadnych symptomów, które świadczyłyby o procesach myślowych zachodzących w głowie, ale wampirzyca postanowiła dać jej chwilę na zastanowienie. Po chwili otrzymała odpowiedź:
- Co powiesz na jakiś wygodny światek pełen ciepłych plaż, słońca i...
- Jestem wampirem. - przerwała jej dziewczyna. Hostessa nie dała się jednak zbić z tropu.
- Więc co powiesz na świat pełen niewolników gotowych w każdej chwili...
- Jestem wegetarianką - jęknęła Cyd, nie chcąc słyszeć dalszego ciągu.
Zapadło cisza zmącona jedynie przez szum wody i dźwięk z jakim Helga drapała się po brodzie.
- Chwilkę, po co ja się staram... - uśmiech wciąż nie schodził z twarzy kobiety, lecz głos zdradzał zniecierpliwienie - W takim razie nie masz wyboru! Musisz walczyć, choć nie masz szans na pokonanie mnie, Muahahaha!!!
Cóż, to by było na tyle, jeśli chodzi o trudne wybory. Wampirzyca położyła dłoń na spuście jednego ze swoich pistoletów i korzystając z okazji, ze jej rozmówczyni wciąż zanosi się szaleńczym śmiechem, wygrzebała z torby puszkę z kawą mrożoną. Powoli robiła się senna.

_________________
Pray tomorrow takes me higher higher high
Pressure on people
People on streets

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 03-07-2008, 22:00   

-Ciekawe.
Runy na mieczu pulsowały czerwienią, wyraźnie odcinając się od matowej czerni klingi.
Chłopak wspiął się na gruz i wydobył ze szczeliny miecz. W tych niepełnych ciemnościach miecz zdawał się nie tyle świecić ile odcinać na tle ciemności plamą gęstego mroku.
Nikt jednak nie zwracał na to uwagi, gdyż nikogo takie detale w tej chwili nie interesowały. Prawie nikogo...
Carboz nie dał po sobie znać, gdy za .."gospodynią" zobaczył coś wielce ciekawego. Odczyt podczerwieni był, jakby to ujął niepokojąco znajome.
Osika za mało się trzęsła.
Hostessa wygięła się i jęknęła, gdy Everrett po raz kolejny tego dnia wpakował jej w plecy miecz. No, może nie szlachcic, lecz liczy się efekt.
Ostrze tym razem weszło gładko w ciało, przyszpilając kobietę do ściany kanału.
-Opcja trzecia - zgłodniałem - głos, który wydobywał się z ust szlachcica nie należał do niego.
Drużyna na chwilę zamarła a następnie każdy z kolei..

Everrett docisnął miecz do ściany. Przebita niczym jakiś monstrualny motyl kobieta nie miotała się. Sukcesywnie odpychała się od kamieni, starając się obrócić, na ile miecz pomiędzy żebrami pozwalał. Co ciekawe, nawet jej to wychodziło.
Natomiast nieludzki wrzask, który wydobywał się z jej ust miał nieco inne pochodzenie. Przyczyną mogły być czerwone runy, które niczym macki zaczęły oplatać jej ciało, mógł też być miecz szlachcica, już nie czarny, a niemalże biały....ubranie hostessy poczęło dymić.
Powrót do góry
Ferret Płeć:Mężczyzna
Kawaii desu~


Dołączył: 13 Maj 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 04-07-2008, 12:01   

Rhink patrzył przez chwilę na całe zajście, nie wiedząc co czynić... jego nowy przyjacieł właśnie wbił w ciało kobiety miecz... to nie było normalne, nie, nie, nie. Dlaczego on to zrobił?
Po chwili zarzucił ramiona na szyję szlachcica wrzeszcząc:
- Uspokój się!!!!!!! Nie rób be rzeczy!!!! NIE NIE NIE! To nie jest dobre! Nie można tak!!! Nawet jej nie znam, a ty ją do ściany ot tak!
Fretkołak pierwszy raz w życiu był faktycznie przerażony, nie bał się o swoje życie, o nie nigdy się nie bał, ale bał się, że ten człowiek jest zły, a uznał go za przyjaciela.
Nagle puścił szlachcica i złapał się za głowę. Przez krótką chwilę z jego ust wydobywał się głośny pisk, a następnie chłopak padł na brzuch nieprzytomny. Jego gitara nie miała na sobie nawet najmniejsze rysy.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
2925549
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 04-07-2008, 21:22   

Helga myślała. Coś było niedobrze. Ten człowiek robił coś niedobrego... Jej myślenie przerwał sam miecz, który, gdy wreszcie wczepił się w magię kobiety, zaskrzypiał przeraźliwie. Zatkała na moment uszy. Gdy je odetkała, szlachcic mówił tylko cicho "Error, error, unidentified virus" przy okazji powoli wyciągając miecz z ciała hostessy. Ta sapała ciężko patrząc morderczo na Everreta.
- Nie jesteście tacy słabi - powiedziała drżącym głosem i dodała - ale to wam i tak nie pomoże. Możecie przesuwać góry, ale znajdujecie się dopiero na początku drogi.
W amazonce coś zaskoczyło.
- Po co nam pani to mówi? - spytała pod wpływem weny.
- Dla picu! - krzyknęła i poprawiła sukienkę - z wami nie da się poważnie rozmawiać.
To mówiąc posłała ostre spojrzenie Cyd, wyraźnie mając jej za złe rasę i wegetarianizm. Z naprawdę dużą siłą odepchnęła szlachcica, który poleciał jakieś 15 metrów w głąb kanałów.
Amazonka w tym czasie, nie bardzo przejęta hostessą, stawiała Rhinka mniej więcej w pionie. Był brudny, ale oddychał, co było mało możliwe z twarzą w wodzie. Helga w końcu posadziła go w pozycji siedzącej, niezadowolona, że jego dolna część pleców i nogi znajdują się w wodzie. Potem wstała i uderzyła głową o strop.
Wszyscy w tym momencie mogli poczuć niezbyt silny wstrząs. Amazonka zatoczyła się, złapała za jakąś rurę, urwała i omyłkowo puściła całą zawartość na nadal otumanioną hostessę. Poziom wody w kanałach lekko się podwyższył, po chwili jednak Helga połączyła oba rozerwane końce.
- Przepraszam - bąknęła i dostała od ubrudzonej, uśmiechniętej i już całkiem zdrowej hostessy w splot słoneczny. Wtedy właśnie wyciągnęła swoją ulubioną broń - włócznię i ruszyła na przeciwniczkę. Zaczęła dość nierówną walkę w nadziei, że nie uderzy znowu o sufit. U hostessy co uważniejszy obserwator(znając życie większa część biorących udział) zwróciłby uwagę na ważny szczegół: wcześniej zregenerowana sukienka teraz pozostawała podarta. Ba, nawet to podarcie się pogłębiło kiedy Helga złapała za dziurkę i rzuciła hostessą mniej więcej w kierunku w którym wcześniej poleciał Everret.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Slova Płeć:Mężczyzna
Panzer Panzer~


Dołączył: 15 Gru 2007
Skąd: Hajnówka
Status: offline

Grupy:
Samotnia złośliwych Trolli
PostWysłany: 13-07-2008, 09:45   

Implanty wzrokowe zarejestrowały coś więcej, niż oko zwyczajnego człowieka. Poświata, która okalała miecz szlachcica wyraźnie odcinała go od rzeczywistości, w której się znajdowali. Miecz emanował energią z niematerialnego wymiaru. Umysł Carboza natychmiast przewertował całą swoją pamięć, w poszukiwaniu odpowiedniego miecza w bazie danych. Miecz Lwa el`Jonsona, miecz Sanguinusa, Wiedźmie Ostrze, Miecz Hieronymo Sondara... dziesiątki tysięcy niezwykłych mieczy, jakie dane było poznać ludzkości. Oręża demonów, Lordów Chaosu, Eldarskich Autarchów... Wśród nich nie było broni, która pasowałaby do miecza, który przed chwilą widział. Taka luka w danych nie mogła pozostać niezapełniona, zwłaszcza, że ostrze miało zdolność absorpcji energii. Carboz postanowił, ze po wszystkim postara się dokładnie opisać tę niezwykłą broń.
Ale teraz nie miał na to czasu. Walka rozgorzała na dobre. Co prawda Kapłan nigdy nie walczył, zawsze miał do dyspozycji ochronę, czy to w postaci serwitorów bojowych, czy też dostąpił go zaszczyt zobaczenia Kosmicznych Marines w akcji. Mimo, iż miał na swoim ręku jedną z najpotężniejszych broni do walki w zwarciu, jaką stworzył człowiek, to nie mógł jej teraz użyć. W prawdzie uderzenie destrukcyjnym polem energii, jakie wydziela Rękawica Energetyczna rozczłonkowałoby ciało hostessy, to przy okazji mogłoby zwalić wszystkim strop na głowę.
Kapłan chwycił więc za Berło Mechanicum i aktywował broń. Przypominające koło zębate ostrze zaczęło się obracać, jednak środek z wytłoczonym znakiem Kulty Boga Maszyny nie kręcił się. Po kanale rozeszło się wycie i warkot przypominający pracującą na jałowych obrotach pilę łańcuchową. Ale to był dopiero pierwszy etap odbezpieczenia broni. kapłan przekręcił dolny koniec długiego trzonu o 180 stopni. Wokół obracających się jeszcze wolno zębów zaczęły przeskakiwać wyładowania elektryczne, które nasiliły się, kiedy Carboz zwiększył obroty. Biała łuna rozświetliła kanał błyskającym światłem dziesiątek tysięcy miniaturowych piorunów. Mechanik zamachnął się, ryjąc berłem głęboką dziurę w stropie, a potem zaszarżował w kierunku leżącej w wodzie hostessy. Spod kaptura wydobyło się przeciągle wycie, kiedy głośniki z trzaskiem wyrzuciły z siebie okrzyk bojowy. Mimo, iż ciało Carboza ważyło łącznie pół tony i każdy jego krok powodował, że ściany drżały w posadach, to dzięki sile serwomotorów i siłowników przemieszczał się szybko i już po chwili doskoczył to podnoszącej się z wody hostessy.
Nie zdążył jednak zadać ciosu, gdyż kobieta kopnęła go silnie w brzuch. Jęknęła, kiedy kości stopy pękły od uderzenia w twardą płytę z plastali i adamantum. Carboz nie upadł, ale energia ciosu przesunęła go na stojąco kilka metrów w tył, rozpryskując na boki brudną wodę.
Kapłan pobieżnie zapoznał się z odczytami o stanie pancerza, który zaabsorbował całą siłę uderzenia. Poza lekkim wstrząśnięciem serwomotorów i zgięciem płyty nic się nie stało. Carboz miał wrażenie, że gdyby mógł, to by się właśnie uśmiechnął. Zgrabnym ruchem mechanicznych ramion wystających spod peleryny zrzucił kaptur z głowy odsłaniając masywną, metalową maskę z trzema świecącymi wściekle osłonami implantów wzrokowych i kratownicą przypominającą ostre zęby, która miała zapewne udawać usta, ale była znacznie szersza i ciągnęła się od linii oczu aż do końca maski.
Ta natomiast łączyła się z resztą pancerza za pomocą grubych, pulsujących nikłym światłem pęków grubych kabli owiniętych wokół szyi. Cześć z nich zaczynała swój bieg od srebrzyście lśniącej, metalowej płyty z tyłu pokrytej przewodami głowy i chowała się pod płaszczem.
Widok nie był przyjemny. Ba! Był wręcz przerażający gdyż pokazywał ciało całkowicie zmienione przez technikę. Kapłan bardziej przypominał maszynę, niż człowieka.
Carboz zaczął głośno recytować słowa starożytnej modlitwy do Duchów Maszyny zamieszkujących w jego pancerzu. Prosił w niej, by go nie zawiodły, dały siłę i wytrzymałość, by mógł poskromić wrogów ludzkości.
- Proszę, co jeden to lepszy! Nawet mechaniczny potwór się przypałętał!
Adept nie odpowiedział na zniewagę. Z mechanicznym skrzekiem wydobywającym się z głośników dźgnął berłem hostessę pod żebro. Ta jednak zdążyła się uchylić i niszczycielska wiązka energii zamiast zabić tylko rozerwała mięśnie, nie naruszając skóry. Hostessa jęknęła, gdy jej ciało przepełnił gorący ból, a potem odepchnęła berło na bok, wbijając je głęboko w ścianę. Kapłan na chwilę stał się bezbronny, szarpiąc się z orężem, który aż drżał od wzrastającej w nim energii, nie mogącej znaleźć ujścia.

Tymczasem Everret, po nieudanym ataku wracał do siebie kilkadziesiąt metrów dalej.

_________________
Mam przywilej [nie] być Człowiekiem
But nvidia cards don't melt, they just melt everything within 50 meters.

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ori Płeć:Kobieta


Dołączyła: 26 Maj 2008
Status: offline
PostWysłany: 18-07-2008, 15:03   

Woda dokoła niej podnosiła sie co raz szybciej. Wspieła sie na walizkę lecz dużo jej to nie dało. Strach ogarnął ją całkowicie- nie potrafiła pływać (zresztą jak każdy hobbit). Woda pomimo tego że stała na walizce zaczeła jej sięgać do kolan. Rozpaczona zaczeła rozglądać się za jakimś wyjściem z kanałów albo chociaż coś czego mogła by się chwycić.
Niczego nie było w zasięgu wzroku.
Woda sie wzburzyła. To ten mechaniczny człowiek,biegł wykrzykując coś. Fala sie pietrzyła.

Zdążyła w ziąc głęboki odech nim fala ją zmyła, a potem była już tylko ciemność...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 24-07-2008, 13:22   

Hostessa tymczasem zatoczyła się, omal nie upadła od nurtu i aż zaśmiała się perfidnie widząc co dzieje się z hobbitką. Wtedy jednak rosła amazonka po raz kolejny ruszyła z pomocą - złapała Tedi i Cyd, przypatrując się to jednej to dwójce badawczo. Wampirzycy o mało z zaskoczenia nią porwał nurt, a co gorsza - brudna woda kanałowa zmieszała się ze świeżą, aromatyczną kawą, której zdążyła upić zaledwie kilka łyczków.
Rhink, co ciekawe, niewiele sobie zrobił z fali. Gdy ta ustąpiła zdał sobie sprawę, że nadal siedzi w tym samym miejscu, jest całkiem przytomny, ale jego gitara - mokra.
Hostessa wsiąkła jak kamfora. Ci mniej zwracający uwagę na swój aktualny stan(jak dobrze pójdzie to Everret usłyszy...) mogli usłyszeć głośne "buuuhahahahaha! I tak nie osiągniecie swego celu, jesteście za słaaaabi!" i cicho dodane "a reszta słabych, co to miała się zjawić, chyba się spóźnia". Jakich słabych? O jaki cel jej chodziło?
Nikogo chyba w tym momencie nie interesowała odpowiedź na to pytanie. Woda bądź co bądź się obniżyła, Kapłan Maszyny wyciągnął swoje berełko, a wszyscy bardzo zgodnie śmierdzieli kanałami.
Helga Miażdżyć, wręcz legendarna w swojej dwuosobowej rodzinie amazonka jednak działa szybko. Nie wiązało się to raczej z tym, że szybko myślała, kanał miał wysokość niecałych dwóch metrów, zaś trzymetrowa Amazonka od garbienia się i walczenia zarazem poczuła, że jej plecy domagają się lepszego traktowania. Znalazła studzienkę, najpierw pchnęła, ale gdy to nie przyniosło skutku, walnęła z całej siły z pięści.
Na ulicy, tuż obok ratusza, rozległ się głośny huk, po czym od dawna nieotwierana studzienka kanalizacyjne wystrzeliła na wysokość około dwóch metrów, aby upaść z głośnym brzękiem na kostkę brukową. Ci przechodnie, który słysząc huk nie uciekli, mogli usłyszeć głośne "Ał" dobiegające z kanałów, po chwili zaś z wyrwy po studzience wychyliła się nieprzytomna postać hobbitki. Potem dość duża głowa zapowiadająca wyjście niemalże trzymetrowej postaci która z ledwością mieściła się w wąskiej studentce. Przeciskała się powoli, dbając, aby rzemyczki jej nie pospadały, przez co operacja wychodzenia z kanałów zajęła jej blisko pięć minut i miała pełne prawo do poirytowania reszty towarzystwa na dole.
Gdy Helga w końcu wyłoniła się z kanałów i stanęła wyprostowana, zwiało chyba więcej osób niż po wystrzeleniu w górę samej studzienki. Amazonka potarła dłonią bolącą nieco od uderzenia pięść.
- Co dalej? - spytała pozostałych. Ona nie była od wypracowywania strategii, raczej od wyłamywania pięścią studzienek kanalizacyjnych.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Ferret Płeć:Mężczyzna
Kawaii desu~


Dołączył: 13 Maj 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 24-07-2008, 14:24   

Fretkołak spoglądał nieprzytomnym wzrokiem na swoją gitarę. To wszystko było najzwyczajniej w świecie niepozytywne, nawet jemu ciężko było znaleźć plusy w tej sytuacji. Że niby woda ich oczyściła? No jaaaaaasne, a później nałozyła maseczkę z... no... ciężko to było nazwać błotem.
Potrząsnął głową, gitara miała sporo systemów ochronnych, nawet taka woda nie mogła nic zdziałać przeciwko niej. Po chwili kiwnął głową i wstał, na jego twarzy nie widać było śladu po zwyczajowym uśmiechu.
Gdy Amazonce udało się wyjść, on sam wybił się, zaczepił krawędzi i zwinąwszy się w kulkę wyleciał przez otwór robiąc zgrabne salto i lądując na stopach tuż obok amazonki.

Spojrzał na amazonkę, następnie na twarze i sylwetki innych, aż w końcu kiwnął głową i powiedział, przygryzając nieco wargę:
- Myślę, że powinniśmy przede wszystkim udać się do jakiegoś hotelu, aby skorzystać z łazienki. - smród był naprawdę oszałamiający i wolał go jak najszybciej zlikwidować, tak, to miało stanowczo priorytet
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
2925549
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 2 Idź do strony Poprzedni  1, 2
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group