
| Jenocie Story |
| Wersja do druku |
Amarth 
The Sweetest Monster

Dołączyła: 05 Maj 2007 Status: offline
Grupy: Alijenoty
|
Wysłany: 04-07-2010, 20:00
|
|
|
Dzięki raz jeszcze, dziewczyny :3
Ostatnio nie ciągnęło mnie zbytnio do pisania, ale dziś po obiedzie naskrobałam dwa drabble. Ponieważ oba są króciutkie, zamieszczam je w jednym poscie. Drabble są spod znaku zamkniętych drzwi - pierwszy jest brutalny, drugi zboczony. Oba dorównują sobie głupotą.
Czytajcie, komentujcie i bluzgajcie (ale tylko, jeśli bluzgi będą poprawne ortograficznie, gramatycznie, stylistycznie, merytorycznie, politycznie, metafizycznie i grzyb raczy wiedzieć, jak jeszcze).
* * *
Niewinna Krew
Maron oparł się plecami o ścianę obok drzwi łazienki czując, że słabną mu kolana. Wiedział, że pewne rzeczy zwyczajnie się zdarzają, czy tego chce, czy nie. Czasem po prostu nic nie był stanie zrobić i nienawidził się za to. Nienawidził się za swoją przytłaczającą bezsilność, za swoją słabość.
Również tym razem nie mógł nic poradzić na to, co się wydarzyło. Zdawał sobie sprawę, że powstrzymanie tego, co się działo było dla niego fizycznie niemożliwe, ale ta myśl nie podnosiła go na duchu. Wzmagała tylko poczucie bezsilności i sprawiała, że czuł się jeszcze gorzej.
- Borze, tyle krwi... - zza drzwi dobiegł łamiący się szept Trufli.
Maron zamknął oczy. Zaciskał powieki tak mocno, że zaczynała go boleć głowa. Równie mocno zaciskał pięści, aż wreszcie paznokcie przebiły skórę i poczuł wilgoć płynącej z drobnych ran krwi. Jednak na żadną z tych rzeczy nie zwracał uwagi. Kobieta, którą kochał nad życie cierpiała, a on nie mógł nic, NIC, zrobić. Kolana w końcu się poddały i Maron osunął się powoli na podłogę. Ukrył twarz w dłoniach, gdy ponownie usłyszał głos Trufli – słaby, zbolały, pełen jednocześnie rezygnacji i bezsilnego gniewu:
- Jak ja nienawidzę mieć okres.
* * *
Słodka Rozkosz
- Mmmm... Irysek...
Śliweczka zatrzymała się w pół kroku i zamarła w bezruchu całkowicie wytrącona z równowagi tym, co właśnie usłyszała. Powoli, wstrzymując oddech, odwróciła głowę w stronę drzwi, zza których dobiegł przytłumiony, ale zdecydowanie zadowolony głos Biszkopta. Kolejny pełen satysfakcji jęk wyrwał ją z osłupienia i znowu zaczęła oddychać, ale jednocześnie narastało w niej przerażenie. Była pewna, że te odgłosy nie były przeznaczone dla jej uszu i powinna jak najszybciej się oddalić i zapomnieć, że w ogóle cokolwiek słyszała.
Ale ciekawość brała w niej górę. To było głupie. Przecież Gay Land to terytorium Granat i porządne Śliwki nie powinny się na nie zapuszczać. Mimo to niezdecydowanym krokiem podeszła do drzwi i przystawiła ucho do gładkiego drewna.
Cichy szelest, odgłos wciąganego szybko powietrza i kolejny jęk.
Stanowczo coś dla Granat.
A potem, całkiem nagle, usłyszała dźwięk kojarzący się jej jedynie z dławiącą się osobą.
Jeżu drogi, co oni tam wyprawiają? Śliweczka czuła jak policzki płoną jej intensywnie, a końcówki włosów zaczynają się skręcać.
- Kurde, nie ta dziura! - dobiegł niewyraźny głos Bisza, po którym nastąpił atak głośnego kaszlu.
Śliweczka nie wytrzymała i z bijącym jak szalone sercem uchyliła drzwi tak cicho, jak tylko potrafiła. Drzwi ustąpiły bezgłośnie i Śliwka zajrzała do środka akurat w momencie, kiedy Biszkopt wypluł na dywan coś małego, jasnobrązowego, co sprawiło, że Śliwka zaczęła odruchowo podliczać kalorie. Biszkopt gwałtownie łapiący powietrze zauważył ją i skinął głową w stronę małej papierowej torebki leżącej na niskim stoliku. Koło niej znajdowało się już kilka papierków po cukierkach.
- Iryska? - zapytał, gdy wreszcie udało mu się uspokoić oddech. - Tylko uważaj. Się prawie jednym zadławiłem.
Tamtego dnia Śliweczka zdecydowała, że mieszkanie z Granat pod jednym dachem ma niesamowite właściwości spaczające. |
_________________

Ostatnio zmieniony przez Amarth dnia 04-07-2010, 21:14, w całości zmieniany 1 raz |
|
|
|
 |
Hisayo 
Koci łypacz

Dołączyła: 11 Kwi 2009 Skąd: Warszawa Status: offline
|
Wysłany: 04-07-2010, 21:05
|
|
|
W miniaturce (bo moim zdaniem to są bardziej miniatury, niż drabble) pierwszej kfiknęłam dopiero pod koniec - niech żyją zaskakujące puenty! Za to druga... ekhm... Amarth, spaczyłaś mnie. I Granat mnie spaczyła. Umarłam. A iryski już nigdy nie będą takie same.
Z błędów zauważyłam tylko jeden, mianowicie w ostatnim zdaniu "Słodkiej Rozkoszy" nie pasuje mi to "zdecydowała", ładniej wyglądałoby "stwierdziła", no, ale to i tak nie zmienia kwikogenności twoich dziełek...
/wpełza pod biurko, by umrzeć w spokoju |
_________________ Hisa: Jamnikiem jestem i nic, co długie, nie jest mi obce!
Hisa: ...łożeż, jak to zabrzmiało
 |
|
|
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików Możesz ściągać załączniki
|
Dodaj temat do Ulubionych
|
|
|
|