FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Następny
  BISHOUJO SENSHI (H)ARCHER(Z) MAYA
Wersja do druku
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 14-03-2006, 09:54   

Mnie to śmieszy, ale mam głębokie podejrzenie, że osoba, która nie siedzi w tych samych tematach, co my nie zrozumiałaby dokumentnie niczego...

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 14-03-2006, 13:06   

Jedyna parodia, jaką napisałem, a jaka byłaby zrozumiała dla niewtajemniczonych to Historia Polski Realoaded. Ta pisanina tutaj jest totalnie umarła dla świata, z samego zresztą założenia. Powiedzmy, że na szerokie wody wypłynę, jak doszlifuję styl (i nikt mnie nie zabije za, powiedzmy, zrobienie z niego niemieckiego bisza-komunisty;P).

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 14-03-2006, 13:22   

ie to bawi, choć nie jestem pewien do jakiego stopnia siedzę w "tych" klimatach. Sam lubię pisać parodie więc warto poczytać co wymyślają inni.
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 12-04-2006, 20:33   

DA GREJT KONTYNIUEJSZYN PART TU

Obudziło go ćwierkanie ptaków za oknem. Nim jeszcze otworzył oczy zdziwiła go miękkość łóżka i posłania, nie mówiąc o jasności, wyczuwalnej nawet mimo zamkniętych powiek. Był przyzwyczajony do sypiania na twardych pryczach w jakichś mrocznych, zakonnych kazamatach, rozlokowanych w różnych częściach świata. Szybko jednak przypomniał sobie, że przecież wcale nie wrócił poprzedniej nocy do konwentu. Usiadł gwałtownie na łóżku rozwierając oczy, wyrzucając rękę w stronę miecza. A raczej miejsca, gdzie zwykle kładł miecz, gdy zasypiał się. Oczywiście go tam nie było. Przy okazji zauważył, że jego nogi są jakby skrępowane, podobnie jak tułów i lewa ręka, owinięte bandażami. Zdarł okrywającą je pościel i zauważył, iż nogi unieruchomione deseczkami, zupełnie jakby były złamane. Zresztą, sądząc po bólu, jaki właśnie się odezwał były. Zawirowało mu w głowie i opadł bezwładnie na poduszkę. Wtedy usłyszał, że ktoś otwiera drzwi i wchodzi do środka.

- O, obudziłeś się – usłyszał miękki, męski głos. Otworzył oczy i zobaczył bardzo przystojnego, choć niezbyt męsko wyglądającego młodzieńca. Ubrany był w fioletową, falbaniastą koszulę z błękitnym halsztukiem. – Przyniosłem panu prochy. Powinien je pan zażyć, dla swojego dobra.
- Kim jesteś? Co to za miejsce?
- Nazywam się Miya Mizuno i pracuję tu jako stażysta – wyjaśnił, stawiając na szafce obok rycerza tacę z jakimiś buteleczkami. – Tu, czyli w biurze Stowarzyszenia Naukowego Twierdza Chaosu. Panienka Maya kazała mi się panem zaopiekować, po tym, jak przyniosła pana na górę całego połamanego.
- Panienka Maya? – Zdziwił się Ysengrinn, mrugając oczami. – Czemu by to miała robić?
- Nie mam pojęcia, ja tu tylko pracuję – wzruszył ramionami chłopak. Głośne przemyślenia łuczniczki, że zabieranie go do szpitala wzbudziłoby zbyt wielką sensację, a zakopywanie w parku groziło popsuciem dobrych stosunków z władzami miasta, postanowił zostawić dla siebie. – Napijesz się może herbatki?
- Tak, z cukrem poproszę – rycerz nie do końca zrozumiał, czemu jego opiekun się wzdrygnął, gdy to usłyszał, postanowił to jednak zignorować. Zwłaszcza, że miał jeszcze parę pytań. – Jak długo macie zamiar mnie tu trzymać?
- Aż wróci Minamoto-san, albo Crex-san, jedna z moich przełożonych i pana uzdrowi. Ma pan połamane obie nogi, sześć żeber, mnóstwo stłuczeń, otarć, do tego doświadczył wybicia barku, wylewu wewnętrznego i wstrząsu mózgu. Panienka Maya była w stanie uzdrowić tylko najpoważniejsze obrażenia.
- Rozumiem.

* * *

- Nie za bardzo rozumiem – Thotem poprawił okulary, patrząc na Yubiego, zasiadającego przed nim na potężnym, zdobionym tronie. Swoją drogą stwierdził, że dramatyzm dramatyzmem, ale ładowanie takiego kloca do laboratorium to lekka przesada. – Przecież tydzień to chyba nie jest dużo?
- Czyżbyś kwestionował mój zamysł strategiczny śmiertelniku? – Odparł ze złowieszczym uśmiechem Yuby, upijając nieco ze sporego kielicha. Tron zwrócony był w kierunku głównej sali, stojącego za nim Thotema nie zaszczycał nawet spojrzeniem. – Im szybciej uwiniemy się z planem skonstruowania Bundaabafe, tym szybciej weźmiemy się za kolejne przedsięwzięcia.
- Rozumiem, ale... Czy przez to nie narażamy się na dekonspirację?
- Bez obaw. Moi ludzie to profesjonaliści. Nikt nawet nie zauważy, że coś się stało – wyciągnął rękę z kielichem na bok, a jedna z meido podeszła i dolała z imbryczka gorącej czekolady. – Caibre!
- Tak panie? – Thotem dopiero teraz ujrzał klęczącego na granicy cienia niewysokiego mężczyznę. Dało się zauważyć tylko, że jest w długim płaszczu i ma potężną, połyskującą na rdzawo grzywę.
- Ruszaj.
- Niezwłocznie, panie.

* * *

Maya westchnęła, patrząc przez okno autobusu. Czuła się mimo wszystko trochę głupio. Oczywiście facet sam był na tyle inteligentny, że chodził po werandzie domku z zamkniętymi oczami, przez co spadł i złamał sobie obie nogi. Ona tylko chciała mu pomóc i zabrała go na górę, by nie mókł na deszczu, a że był gdzieś tak ze dwa razy większy pomogła sobie czarami. Oczywiście wiedziała, że jej lewitacja nie zawsze skutkuje, ale zazwyczaj jednak nie zawodziła aż tak często. Inna rzecz, że zazwyczaj używała jej do przenoszenia drobnej łuczniczki, a nie olbrzyma, okrytego jakąś dziwną zbroją. Tak czy siak kilkakrotnie jej się „wymsknął” i poturlał po schodach, raz nawet niemalże pociągając ją za sobą. Gdy wreszcie jakimś cudem dostarczyła go na górę wyglądał co najmniej nieciekawie, ona zaś przypomniała sobie, że przecież mogła poprosić o pomoc któregoś trolla od Xenipha.

W sumie jednak facet był dość odporny i dalej dyszał, gdy wychodziła do szkoły, powinien więc bez problemu wytrzymać do przybycia jej mistrzyni, a wtedy nic mu nie będzie groziło. Nie licząc oczywiście zamiany w żabę i zamknięcia w słoiku, ale to już leżało tylko i wyłącznie w gestii rycerza, by tego uniknąć. Mogła zacząć się martwić czym innym – nowy psor od angielskiego zażyczył sobie wypracowania. Tematem było „Kto jest moim idolem i dlaczego jest to Josif Wissarionowicz Stalin”. I miała się zmieścić na trzystu stronach. Miała nieprzyjemne wrażenie, że nie powiedział tego ostatniego żartobliwie. Miała nadzieję, że wystarczy mu to, co zawarła na pięciu, a co i tak pisała do pierwszej w nocy.

* * *

Płacz dziecka, ciemność, uczucie chłodu. Gdzieś z boku nikłe światełko. Nagle ciemność pęka, powstaje wąska szpara światła, która szybko się poszerza w kształt prostokąta. Majaczą w nim dwa cienie. „Cóż to? Ktoś nam coś podrzucił?” „To dziecko, na bogów, dziecko! Któż by zostawiał takie maleństwo na pastwę losu?” „Może to znak? Może bogowie chcą nam złagodzić stratę synka?” „Któż to wie? Weźmy je do środka, nim uświerknie!” Wyciągnięte, czerwone od światła ręce. Ciepło...

* * *

Łuczniczka obudziła się nagle i stwierdziła, że autobus stoi. Wyjrzała za okno i zobaczyła policyjną blokadę, sporo funkcjonariuszy, radiowozów z włączonymi kogutami i ze dwa mechy do tłumienia zamieszek. Zerknęła szybko na zegarek i zaklęła. Już powinna się zaczynać pierwsza lekcja, a nic nie wskazywało na to, by miała w najbliższym czasie ruszyć. Wstała, krzyknęła do kierowcy by otworzył drzwi, po czym wybiegła na zewnątrz. Akurat w pobliżu stał policjant.

- Sumimasen, proszę pana, ale czemu na Boga droga jest zamknięta?
- Nic na to nie poradzimy. Pichi Puchi Merodi-tai właśnie stacza tam pojedynek z kolejnym demonem.
- Pichi Pichu...
- Puchi.
- Pichi Puchi Merodi-tai?
- Hai!
- Nie mam więcej pytań...
- Proszę.
- Hej ty! Gdzie leziesz?! – Dobiegł ją nagle krzyk parę metrów dalej. Inny policjant trzymał za rękę niewysokiego chłopczyka z potężną, rudą czupryną. Nawet stąd Maya potrafiła dostrzec, że ma jadowicie zielone oczy. – Nie widzisz, że wstęp wzbroniony?!
- Ale mój piesek tam pobiegł! – Wrzasnął trzymany płaczliwym głosem. – Muszę go złapać!

Po chwili wyrwał się i dał nura pod taśmę ostrzegawczą, nim stróż porządku zorientował się w sytuacji. Oczywiście wrzeszczał za nim i wyklinał do piątego pokolenia wstecz, nie odważył się jednak zrobić choćby kroku za taśmę. „Ach gdzie samuraje sprzed lat”, spytała łuczniczka siebie samą melancholijnie, po czym ruszyła biegiem w stronę metra. Może jeśli zdąży choć na zakończenie lekcji to nie obedrą jej ze skóry zbyt brutalnie.

* * *

- BUAHAHAHAHA!!! – Ryknęła wysoka, czarnowłosa kobieta ubrana w coś, co wyglądało jak efekt zakupów w lumpeksie dla demonów i tworów Chaosu. Zakładając oczywiście, że takie lumpeksy kiedykolwiek i gdziekolwiek istniały. – Żałosne śmiertelniczki! Naprawdę myślicie, że mnie pokonacie!
- Nawet jeśli byłybyśmy bez szans nie poddamy się! – Zakrzyknęła różowowłosa dziewczyna ze skrzypcami w lewej ręce, wskazując przeciwniczkę palcem. Miała na sobie cukierkowy, oczywiście różowy, strój, sporo plastikowej biżuterii, jej włosy zaś wyglądały jak osiemnastowieczna peruka z harcapem. – Nasza przyjaźń pozwala nam przezwyciężyć wszelkie przeciwności losu! Gdyby nie wzajemne wsparcie nie wytrwałybyśmy w naszych postanowieniach i nie osiągnęły swych celów! Ja Merodi, virtuose Mozarta, ukażę cię w imieniu kultury i sztuki! Dziewczyny, teraz!
- ETIUDA CHOPINA! – Krzyknęła kasztanowłosa dziewczyna, ubrana w białoczerwoną sukienkę. Takiego samego koloru promienie wystrzeliły z jej rąk.
- SYMFONIA BETHOVENA! – Dodała virtuose o rozczochranych włosach do ramion, wystrzeliwując promień w kolorze sepii.
- WALC STRAUSSA! – rzuciła zaklęcie dziewczyna z krótkimi włosami, bokobrodami i wąsami. Było ono błękitne i biegło falami jak woda w rzece.
- KYA!!! – Demonica zachwiała się pod ciosem zaklęć i widać było, że jest o krok od upadku. Zdołała jednak zachować równowagę. – Onore!
- Merodi, twoja kolej! Ata... – Kasztanowłosa odwróciła się do przyjaciółki, jednak miejsce gdzie przed chwilą stała tamta było puste. – Merodi, to nie pora na żarty! Gdzie jesteś?!
- Nie wiem co się dzieje, ale zastanowię się już po tym, jak poślę was do piekła – skomentowała demonica, wznosząc do góry ręce i inkantując zaklęcie. Pichi Puchi Merodi-tai patrzyły na nią jak sparaliżowane.

* * *

Niewielka Postać dźwigająca spory worek na plecach i niewiele mniejszą czuprynę na głowie, biegła szybko po piętrach pobliskiego wieżowca, lawirując między poprzewracanymi sprzętami. Mimo tak wielkiego wysiłku nie było po niej znać ani śladu zmęczenia. Dudnienie kroków docierało coraz wyżej, aż wreszcie solidny kopniak wysadził z zawiasów drzwi na dach. Tam już czekał nieziemsko wyglądający, szary myśliwiec z włączonym silnikiem, w którym za sterami siedział humanoidalny wilk w hełmie pilota. Wilk pomachał mu i wskazał na jeszcze jedną postać, przystojnego blondyna w czarnym płaszczu, pochylonego nad jakimś pudełkiem i gmerającego w nim. Postać skinęła głową i podeszła do mężczyzny w płaszczu. Ten wreszcie skończył majstrować, nacisnął przycisk, uruchamiając ładny, czerwony zegar elektroniczny, po czym odebrał ładunek od niskiego rudzielca i ruszył do myśliwca. Mikrus ruszył za nim, wkładając ręce w kieszenie mundurka. Wilk otworzył kokpit, do którego obaj wskoczyli jednym susem, i zaczął podnosić maszynę. Gdy myśliwiec wzniósł się jakieś siedem metrów nad dach pokrywa kokpitu się zatrzasnęła, a skrzydła rozdzieliły się na dwie pary, tworząc razem kształt podobny do litery „x”. Wyloty czterech silników odrzutowych zapłonęły na niebiesko, przed dziobem zaś otworzyła się nagle połyskująca na niebiesko dziura portalu, w którą myśliwiec dał nura, rozciągając się jakby był z gumy. Po chwili jedyne co pozostało na dachu to skrzynka, wydająca ciche odgłosy pikania.

* * *

Maya właśnie dobiegała do zejścia do podziemi, gdy zauważyła, że zza jej pleców błysnął potężny strumień światła. Nieświadomie obróciła się w biegu, akurat żeby być świadkiem, jak fala ognia, huku i pyłu zalewa wszystko i pędzi w jej stronę szybciej od dźwięku.

* * *

W wielkiej, jasnej sali, otoczonej kolumnami z białego marmuru, stał potężny, okrągły, kamienny stół. Na jego blacie była wyobrażona przeplatana, ośmioramienna gwiazda, mieniąca się wszystkimi kolorami tęczy. Wokół stołu, w miejscach niejako wyznaczonych wierzchołkami gwiazdy, ustawione było osiem tronów, każdy wykuty z kamienia innego koloru. Były to kolejno – złoty, biały, błękitny, szary, wrzosowy, czerwony, zielony i bursztynowy. Przed każdym, prócz czerwonego, stała gustowna, porcelanowa filiżanka z odpowiadającą mu kolorem dekoracją, z parującym naparem. Większość była zresztą zajęta. Na złotym siedziała wysoka, czarnowłosa kobieta o złocistej skórze, ubrana w czarną suknię, złoty płaszcz oraz czarny kapelusz ze złotym paskiem. Biały zajmowała dużo niższa blondynka cała w bieli, obok niej wiedźma o bladej cerze, jasnobłękitnych włosach i takiejże sukni, okryta białym płaszczem ze strategicznie rozmieszczonymi, niebieskimi rombami. Na szarym był ustawiony imponujący stos opasłych tomisk, zwieńczonych szarym kapeluszem, kolejne trzy pozostawały puste, wreszcie na ostatnim zasiadała niewysoka szatynka, odziana w kombinację brązów i miedzi. Wszystkie obecne miały okulary i ubrane były podobnie, różniły się tylko w szczegółach stroju i oczywiście kolorami.

Potężne wrota otwarły się bezszelestnie i dało się słyszeć lekkie kroki. Do komnaty wkroczyły Serika i IKa, odpowiednio w czarnowrzosowej i zielonej kreacjach. Pozostałe wiedźmy wstały i skinęły im na powitanie, co one odwzajemniły i w milczeniu ruszyły do swoich miejsc. Serika usiadła obok stosu książek, IKa zajęła miejsce przy miedzianej szatynce. Wrzosowa czarownica wyjęła z torby jakieś kartki i zaczęła segregować, zielona uniosła kubek i upiła nieco herbaty.

- Chyba nie spóźniłyśmy się za bardzo? – Spytała. – Już zaczynamy?
- Nie, brakuje jeszcze jednej osoby – odparła wiedźma siedząca obok niej. – Zaczniemy jak tylko przybędzie.
- Kya!!! – Dobiegło z korytarza za drzwiami, akompaniowane brzękiem metalowych części uderzających w posadzkę.
- Już ją słyszę – mruknęła IKa, odstawiając filiżankę.

Nie minęło pięć sekund, gdy chaotycznym torem lotu wpadła na salę niewielka, błękitnoskrzydła wróżka w pstrokatym ubranku i cudem omijając kolejne czarownice dotarła nad stos książek koło Seriki. Chwilę krążyła nad nim, aż wreszcie opadła na kapelusz. Westchnęła ciężko, po czym pstryknęła palcami, co sprawiło, że leżąca na stole łyżeczka ożyła zaczęła lewitować. Następnie zaczerpnęła z filiżanki herbaty i powolutku podleciała do wróżki, by ta mogła się napić. Najpierw ostrożnie podmuchała na nią, po czym przystawiła usta i piła przez chwilę. Denerwująco długą chwilę.

- Aaach! – Westchnęła w końcu, zaspokoiwszy pragnienie.
- Czy my wreszcie możemy zacząć zebranie? – Zapytała dość obcesowo złota wiedźma. – Avellano?
- Myślę, że tak – stwierdziła brązowa, zerkając nienachalnie na Serikę, która najwyraźniej skończyła zabawę z papierem. – Jakie wieści ze wschodu?
- No więc tak – zaczęła IKa, po czym zrobiła pauzę, by mieć pewność, że wszyscy słuchają. – Tak jak przypuszczałyśmy natrafiłyśmy w Tokio na ślad działalności interesującego nas człowieka. Walenty Anatol Thotem, uznany za zabitego przez wyrwane spod mej kontroli zaklęcie, posiadał filie swych ośrodków na całym świecie, ze szczególnym uwzględnieniem Stanów Zjednoczonych i Japonii. Najwyraźniej w owych filiach także prowadził szeroko zakrojone prace nad systemami zbrojeniowymi. Wiele też wskazuje na to, że po jego śmierci ani nie przerwały one działalności, ani nawet nie zmieniły profilu badań.
- Tak – dodała Seriki, stukając plikiem kart w stół, by je wyrównać. – Udało nam się określić położenie co najmniej kilkunastu ośrodków badawczych, magazynów i ośrodków szkoleniowych. Zdobyłyśmy też pośrednie dowody na to, że jego śmierć była sfingowana.
- Rozumiem, że to IKa współpracowała przy sfingowaniu – wtrąciła złośliwie złota.
- Nie, Bianko, ja tylko zbyt pochopnie oceniłam, że nie żyje po tym, jak ujrzałam go w kilku kawałkach i imponującej kałuży krwi. Nie wzięłam jednak pod uwagę, iż mógł wykorzystać czarną magię.
- Pakt z demonem?
- Albo z czymś do demona podobnym. To na razie tylko poszlaki, ale w Tokio dzieje się coś dziwnego i niewykluczone, że on jest w zamieszany.
- Jak bardzo dziwnego?
- Bardzo bardzo.

* * *

- Miałem wrażenie, że oni mieli to zrobić niezauważeni – stwierdził sucho Thotem, wgapiając się w ekran. Szkła jego okularów odbijały obraz szarej chmury w kształcie grzybka na tle błękitnego nieba.
- Nie rozumiem, o co ci chodzi. Przecież zatarli wszelki ślad swej bytności w tamtym rejonie. Poza tym to była czysta głowica, już jutro nie będzie tam żadnego promieniowania.
- Nie da się ukryć. Hmm... – Naukowiec pochylił się nad jednym z obrazów. – Proszę spojrzeć na to. – Wcisnął przycisk sprawiając, że obraz pojawił się na szybie mostka. Przedstawiał on zdjęcie satelitarne Tokio, na którym znajdowało się czarne koło, w jednym miejscu stożkowato wcięte.
- Pacman – skomentował Yuby.
- Nie wydaje mi się, panie. Poza tym, pomijając już, że ten okrąg jest o wiele mniejszy, niż można by przypuszczać, to jeszcze w tym miejscu coś zatrzymało wybuch.
- Niemożliwe.
- A jednak.
- Hmm... – Zielonowłosy oparł brodę na dłoni w zamyśleniu. - Trzeba to sprawdzić. Coś o takiej mocy może się okazać godne zainteresowania...
- Niewątpliwie.
- A co z naszą nową zdobyczą? – Yuby wskazał na salę główną. Parę metrów od szklanej tuby stał teraz skomplikowany stelaż, do którego była przymocowana młoda dziewczyna o różowych włosach, ubrana w samą bieliznę. Miała opaskę na oczach i knebel w ustach, ręce spięte skórzanymi pasami do pierścienia nad sobą. Pasy opinały też jej tułów i krępowały nogi. Rudzielec w mundurku dumnie patrzył na swe dzieło, bezskutecznie odciągany przez wrzeszczące gimnazjalistki. Wilk radośnie ganiał swój ogon niedaleko. – Jakoś nie wykazujesz entuzjazmu.
- Ależ oczywiście, że to wspaniałe osiągnięcie. Niewątpliwie przyspieszy nasze prace i ułatwi osiągnięcie pozytywnych rezultatów...
- Tylko?
- Tylko mam wrażenie, że właśnie wywiesiliśmy transparent informujący o naszej działalności.
- Detale.




* * *

Świeciło słońce. Na ukwieconej łące słychać było śpiew polnych ptaków i brzęczenie cykad, w powietrzu fruwały dziesiątki motyli. Obraz tak idylliczny, że aż zupełnie nierzeczywisty. Mała, rudowłosa dziewczynka z warkoczykiem gania za motylem, chichocząc jak szalona.

- Byłaś adoptowana? – Zdziwił się postawny szatyn, siedzący na kocu obok niskiej, rudowłosej dziewczyny. – Nigdy nic o tym nie mówiłaś.
- Nie było okazji – odparła spokojnie, z lekkim uśmiechem. Ów uśmiech to jedyne, co dało się dostrzec z jej twarzy, reszta była jakby skryta za niewidzialną zasłoną. – To nic takiego, moi przybrani rodzice nigdy nie widzieli różnicy. Tylko wszyscy się dziwili, że tylko ja jestem ruda.
- No rzeczywiście, nigdy o tym nie myślałem – roześmiał się ciepło. – Arisa odziedziczyła to po tobie, co?
- No ba...
- Czy... Czy jej dar również pochodzi od ciebie?
- Zapewne... Wiesz, nie wiem o swoim pochodzeniu absolutnie nic. Rodzice znaleźli mnie w koszyku i przez całe życie nie wydarzyło się nic niesamowitego. Aż do urodzenia Ariski.
- Nasze kochane maleństwo, któremu nie bez powodu nadano imię Arisa, Ostrze Płomieni. Właśnie ze względu na ten ogień widoczny w jej oczach. Jak myślisz, co on może ozna...
- Buha! – Dziewczynka, najwyraźniej znudzona motylkami, wskoczyła mężczyźnie na plecy i objęła rączkami szyję. – Obgadujecie mnie?


* * *

- Co to było... – Maya powoli podniosła głowę z ziemi i oparła na dłoni.

Nie mogła na tyle zebrać myśli, by zastanowić się nad wizją, wydawało jej się, że świat wiruje. Gdy wreszcie się trochę uspokoiło powoli podniosła się na kolana, dalej mając w głowie dziką kołomyję. Tym razem nie miała wątpliwości, to nie mógł być zwyczajny sen. Miała wrażenie, że tak ten jak i wcześniejsze to wspomnienia, na pewno jednak nie jej wspomnienia. Jakby coś, jakaś osoba, była w niej uśpiona... Oblał ją zimny pot, gdy przypomniała sobie o rycerzu. Czyżby w tym co on mówił była prawda? Czyżby te fakty były ze sobą związane i czy to znaczyło, że...

- Matko, czemu ja tu zastanawiam się nad tymi bredniami, jak trzeba do szkoły lecieć!?

* * *

- Zaiste, bardzo, bardzo dziwne – podsumowała monolog Seriki Avellana, splatając palce i opierając łokcie na blacie. – Jak myślisz, Noma, może mieć to jakiś związek z tym, nad czym pracujemy?
- Prawie na pewno – potwierdziła błękitnowłosa, dystyngowanie pijąc herbatę. – Znaki są zdecydowanie zbyt podobne, by mogło chodzić o przypadek.
- A... A o co chodzi? – Spytała IKa, zwracając się do Avellany, Bursztynowej Wiedźmy. Wiedziała, że Noma nie była skora do wyjaśnień.
- Od dłuższego czasu pracowałyśmy nad kilkoma proroctwami, mętnymi jak siedem nieszczęść. O dziwo wszystkie okazały się nie dość, że logiczne, to jeszcze najwyraźniej opowiadają o tym samym przyszłym wydarzeniu. Wszystko wskazuje na to, że wydarzy się ono właśnie w Tokio.
- A co konkretnie się wydarzy?
- Mówiąc szczerze cholera jedna wie. Zapewne dowiemy się, jak się już wydarzy.
- A czy jedna z wersji przewiduje, że zbliża się koniec świata?
- Owszem, ale to byłoby chyba za banalne – nagle szatynce coś jakby się przypomniało. - Słuchajcie, a odbiegając już od tego, czy z wami przypadkiem nie było tej młodej adeptki?
- Mayeczki? Owszem, była z nami, ale musi chodzić do szkoły, więc została w Tokio.
- Adeptka. Phi! – Fuknęła nagle wróżka, wierzgając nóżkami. – To dziewuszysko potrafi co najwyżej ogniokule rzucać, jak jakiś barbarzyńca. Do tego jest niewychowana i pyskata!
- Khem... – Bianca pozwoliła sobie poprzestać na chrząknięciu.
- Tris przecież to nie jej wina, że Drowek chciał cię zjeść – stanęła w obronie uczennicy Serika. - Wybacz, ale wyglądasz jak wyglądasz.
- To znaczy JAK?!
- Jak mucha – westchnęła Noma.
- Tłusta mucha – dorzuciła złośliwie Złota Wiedźma.
- Że niby jestem gruba!?
- No. Powiedzmy, że jak ważka – zaproponowała kompromis IKa, starając się nadać swemu uśmiechowi pozorów dobrotliwości. – Ave, po co ci Mayeczka?
- Mi po nic, ale z nie do końca potwierdzonych, acz wiarygodnych, informacji wynika, że interesuje się nią jakaś sekta. W zasadzie kilka sekt.
- W tym Watykan – mruknęła Bianca.
- W tym Watykan – potwierdziła Avellana. – Więc uważajcie na nią, by przypadkiem nie zmieniła stanu cywilnego pod waszą nieobecność, bo związki z bogami są problematyczne.
- Wierzę.
- IKa, co chciałaś przez to powiedzieć? – Zapytała słodko Bursztynowa Wiedźma.
- Nic, nic. Tak sobie. Ale Watykan raczej nie planuje jej swatać z nikim, co? – Zielona poczuła pilną potrzebę zmiany tematu.
- Znając ich pewnie bardziej ich interesują inne sekty. Ale niewykluczone, że szykują dla niej gustowny stosik albo przynajmniej zaciszny klasztor.
- Ał...
- Może ja do niej zadzwonię, żeby uważała? – Zastanawiała się na głos Serika, wyciągając komórkę.
- Teraz to ona ma lekcje, zostaw. Ale możesz zadzwonić do Xenipha, żeby kogoś tam wysłał.
- Na przykład kogo?
- A bo ja wiem? Niech on coś wymyśli.

* * *

Maya oczywiście nie zdążyła na pierwszą lekcję, na swoje szczęście odkryła jednak, że anglicysta także się nie zjawił. Zjawił się jednak na drugiej, gdy miała być matematyka i jak gdyby nigdy nic zaczął dyktować. Na pytania o matematyczkę odparł, że tym razem to zignoruje, ale następnym mogą pytającego spotkać nieprzyjemne konsekwencje. Dyktował nieprzerwanie przez następne trzy godziny, z krótką przerwą na wiele mówiące spojrzenie pod adresem nauczyciela od gospodarstwa domowego, który otworzył drzwi przekonany, że teraz w planie stoi jego lekcja. Uznał jednak, że skoro gaijin sensei przeciąga swą naukę, to ma jakiś ważny powód, on sam zaś ma przecież coś do zrobienia. Na Okinawie.

Na przerwie zachowanie nauczyciela było przedmiotem żarliwej dyskusji łuczniczki i jej przyjaciółek. Maya na przykład nie zgadzała się, że to co zrobił było bardzo męskie i cool. Podobnie jak nie zgadzała się, że jest definicją fizycznego piękna. Wreszcie – nie była ciekawa, czy to, że na powitanie zwykł bić i kopać przewodniczącego, spowodowane jest tylko zwykłym seksualnym przyciąganiem czy też czymś bardziej głębokim i romantycznym. Pod koniec rozmowy Naomi i Kozue co chwila spoglądały w sufit i ciężko wzdychały, najwyraźniej się zastanawiając jak można być aż tak nie na czasie.

* * *

- Za tatusia.
- Czy mógłbyś, szanowny panie obrzydliwy pomiocie szatana, nie wpychać w twarz łyżki z tym paskudztwem?
- To jedz sam – odparł niewzruszony Jurg, nie cofając łyżki. – Zupa slorgowa dobra.
- Nie wydaje mi się, bym chciał wiedzieć co to są slorgi. Nie możesz tego po prostu zostawić i wyjść?
- Nie. Zaraz by przylazły głodne neopety i zeżarły.
- Czym na Peruna są neopety?
- Nie chcesz wiedzieć.

Nagle drzwi do pokoju się otwarły i wszedł wysoki humanoid okryty czerwoną zbroją, wyposażony w potężne, stalowe skrzydła. Ysengrinn ostatecznie zwątpił w swoją poczytalność, która po raz pierwszy zachwiała się na widok wielkiego, zielonego trolla, a po raz drugi, gdy podjął z nim rozmowę. Przybysz nie przejmując się tym, że jest tylko wytworem wyobraźni chorego umysłowo rycerza, bezceremonialnie złapał go za szczękę i otworzył mu usta. Następnie wpakował w nie buteleczkę z czymś zielonym, bąbelkującym i śmierdzącym paskudnie po czym poczekał, aż całość spłynie do gardła. Gdy rycerz przestał się krztusić postawił ją na stoliku i wreszcie odezwał.

- To mikstura lecznicza dla neopetów. Zaraz będziesz całkowicie zdrowy. Jeśli w ciągu kwadransa nie zmienisz się w plującego kwasem, śluzowatego mutanta o czterech głowach, to mam dla ciebie zadanie.
- Jakie znowu zadanie do jasnej cholery?!
- Pójdziesz do szkoły Hosen Gakuen Kyuugaku i będziesz pilnował Mayi. Podobno ktoś na nią może próbować zamachu.
- Owszem JA!
- To nawet lepiej, będziesz wiedział jakie są jego słabe punkty i bez trudu pokonasz.
- ... – Ysengrinn zmierzył go wzrokiem, choć wątpił, by dało to efekt. Facet, mimo iż całkiem materialny, gadał zupełnie bez sensu, więc prawdopodobieństwo, że jest narkotycznym schizem bynajmniej nie malało. Mimo to rycerz czuł się niezmiernie głupio, że zaopiekowali się nim mimo tego, co on próbował zrobić. Skoro więc mógł się odwdzięczyć to czemu nie? – Mam tam iść sam?
- Racja, Jurg pójdzie z tobą. Przyda mu się trochę ruchu – to powiedziawszy przybysz ruszył do wyjścia, nie oglądając się za siebie.
- Czyś ty oszalał?! Przecież to troll!
- Nie bój się, jest przeszkolony w ukrywaniu się w tłumie.
- Że co...?! - Nie usłyszał odpowiedzi, gdyż nieznajomy już opuścił pokój. Spojrzał na trolla, który zresztą dalej trzymał łyżkę jakby nic się nie wydarzyło. Po dłuższej chwili westchnął i odwrócił wzrok. – W sumie i tak mnie tu nikt nie zna.

* * *

- Jak już mówiłem, to tylko tymczasowo. Spłacam dług wdzięczności.
- Robiąc mi obciach przed całą szkołą?
- Podobno grozi ci niebezpieczeństwo – Ysengrinn wzruszył ramionami, mimowolnie brzęcząc ćwiekami kurtki. Ponieważ uznał, że ktoś jego postury i aparycji i tak nie ma szans ukrycia się w tłumie Japończyków, postanowił udawać turystę ze Stanów. Niestety w jego mniemaniu turysta ze Stanów nosi ciemne okulary, glany i czarną, skórzaną kurtkę z mnóstwem naszytych sentencji w gotyku i srebrnych ćwieków, w większości w kształcie krzyża. I oczywiście miecz na plecach. – Więc chyba bezpieczeństwo jest ważniejsze od obciachu.
- Dobra, a teraz mi jeszcze powiedz jedno – Maya wydawała się zafascynowana swoimi bucikami, jednocześnie przyciskając ręce do boków, by nikogo nie udusić. Ani rycerza, ani potężnego tłumu gapiących się na niego uczniów. Zwłaszcza zaś Kozue, cykającej jej zdjęcia kieszonkowym aparatem. – Kto to do cholery jest ten tu!? – To mówiąc wskazała ogromnego, tłustego tanuki w stożkowym kapelusiku, z nieodłączną butelką sake w łapie, stojącego obok rycerza. Tłuścioch ożył, złapał się pod brodą i zaczął ściągać maskę, pochylając się przy tym i szepcząc konspiracyjnie.
- To ja, Ju... – Rycerz w ostatniej chwili wcisnął głowę tanuki z powrotem na swoje miejsce, nim troll ją zdążył zdjąć i do końca się przedstawić. – Jurg...
- Noż kuźwa, czy wyście poszaleli?! Chodźmy już, nim ktoś wezwie telewizję! – to mówiąc złapała ich za ręce i pociągnęła za sobą w kierunku bramy szkolnej.

Oba wielkoludy nie stawiały oporu, co jednak tylko zwiększało komizm całego widowiska. Kawalkada niedużej dziewczyny, wielkiego satanisty i gargantuicznego tanuki wkrótce minęła bramę i skierowała się w stronę zejścia do metra, tylko cudem nie ciągnąc za sobą ogona gapiów. Dopiero gdy znaleźli się na schodach prowadzących do podziemi łuczniczka zdecydowała się odezwać i odwróciła głowę. Jej stopy nagle jednak straciły grunt i osunęła się w nicość, razem zresztą ze swymi towarzyszami. Z wrzaskiem zapadła się w nicość.

* * *

Pierwszy uderzył w podłoże gigantyczny tanuki, wydając odgłos jak wielka, gumowa kaczucha. Na nim wylądował rycerz, łapiąc natychmiast w ręce Mayę, która jakimś cudem znalazła się na samej górze spadającej plątaniny. Dzięki takiej, a nie innej konfiguracji nikomu nie stała się większa krzywda, choć humory całej trójki do dobrych nie należały.
Łuczniczka szybko wyrwała się z objęć trochę zdezorientowanego rycerza i zeskoczyła na ziemię. Byli na jakimś odludziu, na pewno jednak wciąż w obrębie Tokio. W pobliżu widać było wielki budynek, najpewniej zamkniętą fabrykę, sądząc po kominach.

- Dobra, kto był taki dowcipny?! – Rzuciła w przestrzeń, przyzywając do ręki ogniokulę. Jej towarzysze także już się pozbierali i stali gotowi do boju. Niemalże okrągły tanuki w postawie bojowej prezentował się zresztą rozkosznie kretyńsko.
- Hahahaha! – Dobiegł jej wysoki, kobiecy śmiech gdzieś z boku, od strony zachodzącego słońca. - Nie brak ci odwagi.
- No ba. Za to tobie, słońce, go chyba nie staje, skoro się ukrywasz.
- Hihihihi! Zadziorna jesteś. Ale nie bój się, nie zamierzam się chować – rzeczywiście, wkrótce dało się słyszeć stukot kroków po betonie. Maya nie widziała na razie nic poza czarną sylwetką. Zdołała jednak zauważyć, że sylwetka ma wielką, wilczą kitę. – Nazywam się Chimeria Quatro. Przybyłam po twą duszę, moja droga.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Irian Płeć:Kobieta


Dołączyła: 30 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 12-04-2006, 20:54   

Gahh. Śmiałam się na tyle głośno, że obudziłam Rava i teraz się na mnie obraził... _^_' Enyłej, śliczne. Dziewczyny pewnie będą krzyczeć, żebyś kończył, więc uprzedzam - nie kończ! Nie kończ! Pisz jak najwięcej! XD

Tylko Cai mówiący grzecznie 'tak, panie' jest okropnie OOC. 'jasne, szefuniu' by pasowało o wiele bardziej...

_________________
Every little girl flies.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 12-04-2006, 21:02   

Pisz, pisz-pisz-pisz-pisz-pisz!!! *_______*

Ja ten kawałek o neopetach chyba sobie w podpis wrzucę... XD

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 12-04-2006, 21:12   

Irian no niestety, trafiła mu się rola Wiernego i Mhocznego Sługi Wyelce Mhocznego i Gothyckiego 3vil 0verlorda. Charakterek niestety musiał ucierpieć, ale nie bój nic, wyrobi się:P.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
BOReK Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 15 Lip 2005
Status: offline
PostWysłany: 12-04-2006, 21:18   

Dobre - pierwsza taka twórczość, którą przeczytałem do końca (chociaż nie od początku :P) i mnie zainteresowała. Rzuć studia, a pisz więcej :D.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
wa-totem Płeć:Mężczyzna
┐( ̄ー ̄)┌


Dołączył: 03 Mar 2005
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
WIP
PostWysłany: 12-04-2006, 21:25   

__^___ kyaa~~

_________________
笑い男: 歌、酒、女の子                DRM: terror talibów kapitalizmu
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3869750
Miya-chan Płeć:Kobieta
Aoi Tabibito


Dołączyła: 08 Lip 2002
Skąd: ze światów
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 12-04-2006, 21:52   

O tak, absolutnie kya. Zwłaszcza Gotycki Ysen z Ćwiekami :>

Szanowny Autorze, przychylam się do próśb przedmówczyń - pisz, pisz, pisz!!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Mai_chan Płeć:Kobieta
Spirit of joy


Dołączyła: 18 Maj 2004
Skąd: Bóg jeden raczy wiedzieć...
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 13-04-2006, 11:17   

Buhaha. Czytam to sobie czwarty raz bodajże i jestem mocno zachwycona XD W sumie komentowałam na bieżąco na chacie, ale...

Jaaaaaaaaaaaaj, Maieczka ma Mhroczną Thajemnicę XD Maieczka się cieszy XD
"Nie chcesz wiedzieć" - zaiste, kwintesencja Neopetów...
Jurg jako Tanuk... Naprawdę, chyba dobrze, że nie znasz znaczenia słowa "kaczucha" w którejś-tam-gwarze... XD
Wiedźmy są dobre. Wiedźmy są zdecydowanie dobre. A Tris mnie nie kochaaaaaa T____T
Kozue należy zacząć dręczyć... Coś za bardzo podpada dziewczyna >:3

Jest dobrze. Jest bardzo dobrze.

PIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIIISZ!

_________________
Na Wielką Encyklopedię Larousse’a w dwudziestu trzech tomach!!!
Jestem Zramolałą Biurokratką i dobrze mi z tym!

O męcę twórczej:
[23] <Mai_chan> Siedzenie poki co skończyło się na tym, że trzy razy napisałam "W ciemności" i skreśliłam i narysowałam kuleczkę XD

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora
coyote Płeć:Kobieta
prof. zombie killer


Dołączyła: 16 Kwi 2003
Skąd: the milky way
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 13-04-2006, 20:55   

A ja wręcz rzeknę, że jest świetnie. >D

Ysen, jak najwięcej prosimy, jak najwięcej!

_________________
I used to rule the world
Seas would rise when I gave the word
Now in the morning I sweep alone
Sweep the streets I used to own
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1918937
Lis przejazdem
Gość
PostWysłany: 15-04-2006, 19:58   

Ivil witch soul collector Chime? Wilku, ty w myślach czytasz..

Cytat:
Tylko Cai mówiący grzecznie 'tak, panie' jest okropnie OOC. 'jasne, szefuniu' by pasowało o wiele bardziej...


Obiecaj mu demolkę na koniec, a będzie tak się zachowywał nawet w różowej kiecce..
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 15-04-2006, 23:56   

Demolka granted;P.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Amra Płeć:Kobieta
This is not the end...

Dołączyła: 08 Mar 2006
Status: offline
PostWysłany: 16-04-2006, 13:35   

Ysengrinn napisał/a:
- Nie. Zaraz by przylazły głodne neopety i zeżarły.
- Czym na Peruna są neopety?
- Nie chcesz wiedzieć.


Jaki ładny fragmencik! ;) Miodzio!
Ogólnie opowiadanie mi się bardzo podoba! Jestem pod wrażeniem! PIIIISZ DALEJ! ^^

_________________
Save me from the nothing i've become...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 4 z 11 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5 ... 9, 10, 11  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group