FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  PBEM - Zapiski ze starożytnej księgi
Wersja do druku
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:04   

[MG]

Twoje rozmyślania przerwało nagłe przywrócenie się z boku na bok Yennyfer, na twarzy pojawiły się jej krople potu, chyba coś złego się jej śniło... jeśli to w ogóle był sen. Ruszyłaś się z miejsca i uklęknęłaś przy niej... teraz będąc tuż, tuż obok niej poczułaś gwałtowne skoki energii... co kolejny był coraz słabszy, niemalże zanikał, ale jednak znów się wzmacniał jednakże z każdym razem coraz słabiej. Wkońcu zgasło... klęczałaś tak jeszcze trochę aż wreszcie dotarła do ciebie przerażająca świadomość. Yennyfer odeszła, odeszła z tego świata... krzyknęłaś z całych sił wstając przy tym i zamknęłaś oczy.
- Nieeeee!!! -. Otworzyłaś gwałtownie powieki i poderwałaś się z miejsca. Yenny nadal leżała w tym samym miejscu, ale jej klatka piersiowa rytmicznie unosiła się w górę... teraz dopiero do ciebie dotarło że to był tylko zły sen... "To tylko zły sen, zły sen..." powtórzyłaś w myślach tak dla pewności. Zasłoniłaś dłońmi twarz by przetrzeć oczy... jednak tego nie uczyniłaś. Zatrzymałaś dłonie przed sobą spojrzałaś na nie... były całe we krwi... odsunęłaś je szybko, spojrzałaś na siebie.. "Krew... wszędzie krew..." z tyłu coś zabulgotało odwróciłaś się i zobaczyłaś że sadzawka ma czerwony kolor i swoją konsystencja przypomina... wzdrygnęłaś się na ten widok, zrobiło ci się niedobrze... nagle poczułaś że ktoś cię łapię za ramię, odwróciłaś się błyskawicznie i zobaczyłaś jego... twojego `mrocznego ojca`... zamachnęłaś się mocno składając obie dłonie razem i potężnym uderzeniem trafiłaś go w szyję... niespodziewanie obraz całego otoczenia rozmył się, załamał i zniekształcił, złudzenie znikło i ujrzałaś padającą na ziemię od twojego ciosu Yennyfer, na ziemię trysnęła strużka krwi. Upadając wzbiła w powietrze chmurkę pyłu, poczym podniosła się z ziemi kręcąc trochę głową, jakby dochodząc do siebie po tym jak ją walnęłaś. Zatoczyła się lekko ale nie przewróciła, spojrzała tak jakoś dziwnie co w tych okolicznościach było chyba uzasadnione, zmrużyła swoje błękitno-niebieskie oczy i tak chwilkę wpatrywała się w ciebie. Otworzyła usta by coś powiedzieć ale w tym momencie znów objawiła swoją obecność ta złowroga siła... i to z jeszcze większą mocą zaraz po czym znikła. Yenny aż upadła z wrażenia... jakby
zamroczona, jednak zaraz się podniosła...
- Nie podoba mi się to, bardzo mi się to miejsce nie podoba... mam złe przeczucia, powinniśmy się stąd jak najszybciej wynieść. - mówiąc to rozerwała sobie urwała ze swego ubrania skrawek materiału i obwinęła wokół szyi mocno zaciskając, zaraz poczym rozejrzała się po otoczeniu.
- Nie ma stąd innego wyjścia, prócz tego w górę? - w odpowiedzi na to pytanie pokręciłaś głową.
- To nie za specjalnie... nie wiem jak ty ale ja teraz nie dam rady się tam wspiąć, a tym bardziej unikać spadających ostrych skał, chociażby takich ja ta która mi rozcięła szyję.... - urwała - ... Wiesz co, byłam wtedy na tyle przytomna że byłam świadoma twoich słów. Po co to robię? Bo się troszczę o ciebie, zresztą nie tylko ciebie ale i innych. Przepraszam... nawet nie wiedziałam że robiąc to sprawiam ci taki ból... nie wiedziałam. To moja wina... w porządku. Pozatym wcale nie staram się sobie zrobić krzywdę, to nie tak, po prostu tak wychodzi że często mi się obrywa... a i tak się z tego wyliżę... może teraz nie tak szybko jak ty, ale to przez to że jestem od dłuższego czasu bardzo osłabiona, przekroczyłam też pewną granicę... zresztą nieważne. Skoro tak bardzo ci to przeszkadza i boli... może
powinniśmy się rozstać jak tylko stąd... a właściwie to jeśli się stąd wydostaniemy. Ja po prostu nie mogę obojętnie się przyglądać, nie zareagować, nie pomóc i chronić jeśli mogę... to weszło mi już w nawyk, przyzwyczajenie... i powiem ci jeszcze tyle że oddałabym swoje życie by ratować inne jeśli by było trzeba. Ja się nie zmienię, a skoro nie chcesz przeżywać tego jak to nazwałaś koszmaru, obawiając się czy po raz kolejny wyjdę z jakieś sytuacji cała, to tak chyba będzie pewnie lepiej. Widzisz ja
tu po prostu do tego okrutnego świata nie pasuję, jakby to rzec jestem za dobra... i właściwie lepiej by pewnie było jakby się w ogóle nigdzie nie wybierała i została w domu.. Ty to już dawno we mnie dostrzegłaś, nadal pamiętam tę rozmowę pod skałą, kiedy stwierdziłaś że jestem inna i nie wiesz
dlaczego to robię... wtedy już wytłumaczyłam swoje postępowanie... - dostrzegłaś że łzy zaczęły się jej toczyć po policzkach... - To wszystko jest bez sensu, bez sensu i tyle... nadal nie wiem kim jestem i skąd pochodzę, czasem mam przebłyski wspomnień, ale bardzo rzadko i nigdy nie są one miłe. - odwróciła się do ciebie tyłem - I tak... i tak się nie dowiem tego, dlatego że... a co tam, niech to do ciebie dotrze. Jestem głupia i tyle, bycie kimś takim jak ja niepopłaca... kiedy przypłaca się to własnym
życiem... - ruszyłaś się z miejsca by do niej podejść... - Ani się waż! Nie podchodź, zostaw mnie samą! Chyba że chcesz bym ci przyłożyła... akurat na to siły mi starczy. Jeśli chcesz coś dla mnie zrobić to wynoś się stąd, póki nie będzie za późno. Nie przekonasz mnie... nie masz co się trudzić! Wynoś
się!! W razie wątpliwości wiedz tyle że tak czy siak umrę, to kwestia czasu, a raczej tego jak szybko zmarnuję energię która we mnie pozostała, a już dawno spadła poniżej krytycznej granicy... Żegnaj! I spróbuj się tylko do mnie odezwać, a zobaczysz że ci przyłożę... - wypowiadając te ostatnie
słowa słychać było że głos się jej załamał... po prostu rozkleiła się całkowicie. Stała nadal tyłem do ciebie, jednak zaraz usiadła a głowę włożyła miedzy kolana i zaczęła szlochać.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:04   

[BG]

Nie ruszyłam się z miejsca. Stałam w miejscu, z którego przed chwilą wstałam. Milczałam. Chwilę patrzałam na nią, później odwróciłam się do niej plecami. Włosy zafalowały, dawny blask odbijał się na nich w bladej poświacie księżyca, tych niewielu promieniach jakie wpadały do tej groty. Spuściłam głowę. Przede mną unosiła się para z gorącego źródła leżącego tuż obok moich stóp. I tak trwała cisza przerywana tylko raz po raz przez osypujący się piasek i większe skały, które spadając odbijały się echem w tym grobowcu, no i szloch Yenny. Trwała... Nie wiem jak długo, nie zwracałam na to uwagi. Zgubiłam się w tej pustce jaka powstała w moim umyśle. Po prostu nie myślałam o niczym. Raz po raz pociągała nosem. Coraz rzadziej. W końcu przymknęłam oczy. Żałowałam tylko, że gdzieś zagubiłam tę dawną obojętność głosu.
- Powiedz tylko co mam zrobić z małą. Co mam jej powiedzieć jak za dziesięć minut będę tam na górze? - ruszyłam się wreszcie z miejsca, obeszłam Yenny i stanęłam u wyjścia z jamy. Spojrzałam w górę. Umilkłam na chwilę przypatrując się niebu tam wysoko nade mną. Jakiś pojedynczy odłamek spadał właśnie z góry obijając się od ścian. Odsunęłam się nieznacznie na bok, by nie trafił mnie w ramię. Spadł tuż obok moich stóp i stoczył się z tej, hałdy gruzu na której stałam. Znowu cisza.
- Ja się nią nie zajmę. Nie potrafię. Nie znam jej, nie mam w stosunku do niej żadnych zobowiązań. Nigdy nie miałam. - podjęłam po chwili - To ty kazałaś mi ją ratować. Dzięki tobie żyje. Nad tobą czuwała tam do góry gdy byłaś pokiereszowana. Ty dałaś jej nadzieję, że wreszcie się ktoś nią zaopiekuje. Znowu się zawiedzie. Ciekawa jestem po raz który. - rzuciłam jej lodowate spojrzenie - Ja się nią nie zajmę. Nie myśl sobie, że gdy mnie poprosisz to się tego podejmę. Nic z tego. To ty ją zdradzisz. Zdradzisz jej nadzieje. To dopiero będzie głupota.
- Zresztą jak chcesz - opuściłam z powrotem głowę, odwróciłam się do niej plecami. Przymknęłam te oczy, które już nie były w stanie na nią patrząc z takim chłodem. Nie na nią. "Trochę zdrowej krytyki..." - myślałam - "Beznadziejne zaprzeczenia byłyby bezsensu. I tak by mi nie uwierzyła. Nie teraz. Nie teraz, gdy jest zajęta użalaniem się nad sobą. Gdy i tak nie wysłucha tego co mam jej do powiedzenia. A ta krytyka powinna ja zainteresować. Ba, zdziwić. Mam szansę, że chociaż mnie wysłucha... Mimo, że nie chcę jej tym wszystkim sprawiać bólu." Po raz kolejny spojrzałam w górę. Cisza. Nawet pył się nie osypywał. Wiedziałam, że to może się zmienić w każdej chwili. - To jak, zostawisz ją tam samą? Ze swoją wrodzoną zdolności do pomagania innym - ironizowałam - nie powinnaś jej tam zostawić.
Nadal miałam przymknięte oczy, lecz cała byłam skoncentrowana, oczekiwałam jakiejś reakcji z tył. Nic. "Więc jednak to nią wstrząsnęło." - zacisnęłam powieki jeszcze bardziej - "Albo nie ma siły by się na mnie rzucić za to co powiedziałam."
- To będzie ucieczka od odpowiedzialności. Czyżbyś "zmądrzała", że już nie obchodzi cię los bliźnich? Idę na górę. Co mam jej przekazać, zanim odejdę? A może nic nie mówić, zostawić w nieświadomości, w przekonaniu, że zginęłyśmy. Nie zauważy mnie przecież jak stąd wyjdę... wylecę, zostanie sama, w końcu dobiją ją jej prześladowcy, albo zdechnie z głodu i wyczerpania. A ty będziesz miała wyrzuty sumienia do końca tego życia, a może nawet dłużej. Kto wie? - zawiesiłam głos, odwróciłam się z powrotem do niej, włosy znów zafalowały, posłałam jej to tajemnicze spojrzenie, którego nikt nie rozumie - Więc?
Cisza. Czekałam na odpowiedz. Nie chciałam jej tu zostawiać. Nie chciałam tez odejść i zostawić małej tam na górze. Ale naprawdę nie miałam ochoty się nią zajmować. Przynajmniej nie sama. Miałam nadzieję, że to co powiedziałam wpłynie jakoś na Yenny. Miałam nadzieje... że w tym dobrym kierunku... Że w końcu przekona się do opuszczenia tej jamy i nie każe mi odejść. Nie skarze na samotność.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:05   

[MG]

Stałaś tak w bezruchu czekając na odzew z jej strony, jednak ta nic nie powiedziała. Siedziała tak jeszcze przez moment, ale po chwili podniosła się z miejsca i stanęła na obie nogi jednakże nadal była odwrócona do ciebie plecami.
= Deed.... = odezwała się do ciebie... nie to nie to, zaraz się zorientowałaś że jej głos usłyszałaś w swojej głowie =... uciekaj!!! Coś, coś złego niszczy mnie, moją świadomość... tracę kontrolę nad ciałem, cudem udało mi się otworzyć kanał telepatyczny, by cię o tym ostrzec. To co mówiłam... to nie byłam w pełni ja... to były nagięte fakty zniekształcone przez to coś... O nie! Wykryło mnie... = w tym momencie Yenny drgnęła... = ... światło, czerwone... nie pa... = tym razem Yennyfer aż wstrząsnęło tak mocno że aż upadła na ziemię. Za bardzo nie wiedziałaś co czynić, pomóc jej czy uciekać, a może było inne wyjście z sytuacji... dziesiątki wariantów, rozwiązań, pomysłów przemknęło ci przez głowę... "Co robić... co robić???" Yenny podniosła się... odwróciła w twoją stronę i spojrzała ci prosto w oczy... na ten widok aż drgnęłaś, przeszył cię dreszcz, to nie były jej oczy... te niebiesko-błekitne pełne ciepła i miłości oczy... teraz biły lodowate pełne nienawieści.
- Trzeba było jej posłuchać.. - odezwała się, ale to też nie był jej głos, wyglądała jak ona... ale, ale... nie czułaś jej obecności.. przed tobą stała zupełnie obca istota.
- ...jej już nie ma przepadła na zawsze, a tu wkrótce do niej dołączysz by służyć wiecznie mojemu panu który wkrótce się przebudzi ze wiecznego snu. Jej ciało jest nam niepotrzebne... takie słabe i wiotkie ludzkie ciało się nie nadaje.
"Kimkolwiek lub czymkolwiek jest nie zna widocznie jej pełnych możliwości, myśli że jest zwykłym człowiekiem więc nie przejęło jej pamięci... tylko ciało.." szybko przeanalizowałaś sytuację... "jednak fizycznie Yennyfer jest odemnie mocniejsza, ale teraz jest bardzo osłabiona, niestety ja też..."
- Nie opieraj się... poddaj się... - w tym momencie spod ziemi wyłoniło się wokół ciebie sześć kościotrupów, każdy uzbrojony w średniej wielkości miecz i tarczę. - wolisz by to było bardziej bolesne? Poddaj się po dobroci... nawet nic nie poczujesz i nawet nie myśl o ucieczce stąd już nie ma wyjścia,
jesteśmy otoczeni magiczną barierą... nie przejdziesz przez nią nawet w swojej innej postaci. Ja wiem kim jesteś... daję ci pięć minut na decyzję... czekam.
Moment po jej słowa przez otwór w górze zsunęły się na linie dwa kościeje trzymające splątaną i Kaeri.
- Świetnie... świeża młoda krew. Zaprowadźcie ja do ołtarza... ha, ha, ha...
- Nie zostawcie mnie... Yenny, co ty mówisz, dlaczego!!! Deed ciebie też zdradziła? Nienawidzę jej.. nienawidzę... - w tym momencie jeden z trzymających ją szkieletów uderzył ją klingą miecza w tył głowy. Kaeri umilkła. Yenny a właściwie istota która posiadała jej ciało podeszła do napisów wyrytych na ścianie i przeczytała je szybko po czym w obok pojawiła się szczelina na ścianie skalnej, która powiększyła się i po chwili ukazał się krótki korytarz... a za nim ogromna sala pokryta mnóstwem ornamentów na której środku znajdowały się wzniesienie i prostokątny blok skalny będący zapewne ołtarzem, a przyozdabiały go znaki specyficzne dla chaosu. Teraz dało się czuć jego specyficzną woń, która zalatywała ze świeżo otwartego korytarza. Kaeri zaciągnięta po ziemi przez `eskortę` znalazła się w tamtej komnacie. Przez moment zdawało ci się że oczy Yenny stały się normalne... "Czyżby jeszcze tu była...?

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:05   

[BG]

Bezwiednie patrzyłam na to co dzieje się koło mnie. Wydarzenia i dźwięki otoczenia docierały do mnie jak przez matową szybą. Przytłumione, zamazane... "Co ja zrobiłam... Przez to wszystko co powiedziałam przyczyniłam się do tego co się stało. Moje słowa, te złe słowa, których nigdy nie powinnam wypowiadać, te oskarżenia, które były przecież bezpodstawne, one wszystkie pomogły tylko tej obcej istocie zawładnąć nad Yenny. Gdybym wtedy zachowała się inaczej, co innego powiedziała... może dodałabym jej sił w tej wewnętrznej walce. A ja... Ja znowu wszystko zepsułam." Obróciłam się powoli gdy ta istota otwierała magiczny korytarz. Jakąś cześć mnie zarejestrowała jak ta horda szkieletów wnosi do komnaty Kaeri. "Dużo ich, za dużo... Gdybym miała walczyć tylko z nimi nie wahałabym się, ale później mogę być zbyt wycieńczona, by stawić czoło tej obcej istocie. Ale nie poddam się, nie mogę się poddać. Bo to będzie oznaczało, że stracę nadzieję. Jeszcze zostało mi trochę wiary, nie pozwolę, by ten słaby płomień zgasł. Nie mogę stąd odejść, ale to nie znaczy, że ona mnie pokona. Za bardzo się ceni, a niedocenia Yenny. Yenny... mam nadzieję, że nadal tam jesteś." I w tym momencie przez chwilę widziałam te oczy. "Yenny!" Nabrałam powietrza w usta. Zrobiłam krok w jej kierunku, lecz tak, by nadal być poza jej zasięgiem, zacisnęłam dłonie w pięści.
- Yenny, Walcz! Wierzę w ciebie. Walcz!! Ja się nie poddam. Razem ją pokonamy. Walcz!!!
Po czym rzuciłam się obok niej do sąsiedniej komnaty. By wykorzystać powolne reakcje szkieletów. "Bo teraz nie jestem sama!" - to chwilowe spojrzenie dodało mi odwagi. A bliskość Chaosu, prawie jego dotyk dodał sił. Przypomniał Jego i obudził uczucie nienawiści. Z hukiem strzaskałam kości pierwszego szkieleta, kolejnego odepchnęłam na ścianę, tak, że już się nie podniósł. Przebiłam się przez ten korowód, chwyciłam Kaeri i pchnęłam ją za siebie. Wiedziałam, że teraz nie pójdzie mi tak łatwo. Moment zaskoczenia już minął. Obejrzałam się za siebie, mała leżała nieruchomo w rogu pomieszczenia. Zwróciłam się z powrotem do bandy szkieletów. Stanęłam w pozycji obronnej zasłaniając sobą Kaeri, tak, że zmuszona byłam walczyć z najwyżej dwoma ożywieńcami naraz. Tak powinnam dać sobie radę. Wiedziałam, że wszystko i tak zależy od Yenny. Nie mogłam jej wiele pomóc w tej psychicznej walce. Ale wierzyłam, że ją pokona, bo chce ją pokonać. A gdy jej się uda nie będzie miał kto kontrolować tych zdechlaków.
- Yenny, liczę na ciebie! - krzyknęłam jeszcze odpierając atak pierwszego przeciwnika - "Bo gdyby ci się nie udało, to pozostaje mi tylko zamienić się we mgłę i wspierać z pod sufitu..." - uśmiechnęłam się gorzko parując kolejny cios - "Ale tobie musi się udać, bo inaczej Kaeri nie będzie miała żadnych szans". Z riposty obcięłam kościstą dłoń. Uśmiechnęłam się szeroko, pokazując wszystkie zęby. Wpadłam w ten bitewny szał. Szał jakim jest walka o własne życie. O życie innych. "Bo my użyjemy całej swojej siły by was pokonać, walczymy o nasza przyszłość!!!" Byłam szybsza. Mimo tego wycieńczenia byłam dużo szybsza od tych zdechłych wojowników. Znalazłam w sobie siły. Siły by pokonać je wszystkie. Bo wierzyłam, że nie jestem sama.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:06   

[MG]

Horda nacierała z wielką wytrwałością, jednak ty dzielnie sobie z nimi radziłaś rozwalając co rusz na części coraz to kolejnych kościstych wojowników, ci jednak nawet po poważnym uszkodzeniu nadal atakowali odciętymi kawałkami kończyn które pełzły po ziemi by cię chwycić za nogi i dopiero mocne uderzenie miecza rozpryskujące kości na pyl mogło ich powstrzymać. Mimo wszystko szkielety nie ustępowały, co gorsza niewiadomo skąd było ich coraz więcej i zaczęły napierać na ciebie z coraz większą zaciętością, tak że zaczęłaś się cofać.. a nie było prawie gdzie bo stałaś już prawie w rogu pomieszczenia, a za sobą miałaś nadal nieprzytomna Kaeri. Całemu temu zamieszaniu z drwiącym uśmieszkiem i rozbawieniem przyglądała się ta istota która zawładnęła Yennyfer, widocznie cała ta zacięta walka o życie, bo przecież oto teraz szło bardzo ją bawiła. Kątem oka zobaczyłaś że Kaeri zaczęła dochodzić już do siebie, wstała powoli chowając się zaraz za tobą poczym szybko przylgnęła plecami do ściany... w tym momencie zobaczyłaś ze Yenny robi jakiś gest i nagle niespodziewanie ściany znikły, zmieniając się w nieprzenikniona czerń. Mała zaskoczona tą nagłą zmiana zachwiała się i zaczęła się niebezpiecznie przechylać w tył kiedy to dla jej pleców znikło oparcie, co groziło jedynie upadkiem w... teraz to dostrzegłaś, jakąś czarna bulgoczącą kadź. Szybko wolna dłonią chwyciłaś ją by nie spadła, drugą natomiast dalej dzierżyłaś miecz, trafiając celnie kolejnego oponenta... niestety jednak tę chwilę dekoncentracji kiedy to łapałaś dziewczynkę wykorzystał jeden z przeciwników celnie godząc cię w udo, zadając tym samym dość poważna ranę zaraz poczym cztery szkielety jednocześnie skoczyły na ciebie... nie byłaś wstanie zablokować tak zmasowanego ataku, roztrzaskałaś trzy niestety ostatni z rozpędu wpadł na ciebie z takim impetem że uderzona przez niego zostałaś odrzucona w tył, popychając tym samym Kaeri w przepaść... spod jej stóp zniknął twardy grunt... krzyknęła, w ostatniej chwili złapałaś ją za dłoń przyklękając przy tym na jedno kolano. Kolejne szkielety rzuciły się na ciebie... zamachnęłaś się mieczem oraz przymknęłaś lekko oczy oczekując chyba nieuchronnego ciosu... na szczęście trafiłaś stalowym ostrzem wszystkich którzy się na ciebie rzucili... podświadomie odetchnęłaś bo całe to zajście mogło się niezbyt przyjemnie zakończyć. Szybkim ruchem wciągnęłaś dziewczynkę... kątem oka dostrzegłaś jak Yenny `bawi się` jakimś przedmiotem który zdjęła sobie z dłoni, zaraz po czym z pewnym niesmakiem rzuciła go na ziemię... ten zaś zaczął się toczyć do krawędzi za która zaraz na dole bulgotała czarna jak smoła maź. Teraz właśnie poznałaś ten przedmiot... to była ta bransoletka, tą sama którą widziałaś tego pierwszego dnia kiedy spotkałyście się po raz pierwszy, dnia kiedy cię uratowała... Tę chwilkę zamyślenia i powrotu do wydarzeń z przeszłości, przerwał upadek na ziemię wszystkich szkieletów... „Czyżby...” Nie byłaś jeszcze tego pewna... Bransoletka powoli zbliżała się do krawędzi, szybko rzuciłaś spojrzenie na Yennyfer, ta podążała mglistym wzrokiem za toczącym się przedmiotem... chciałaś coś do niej powiedzieć, pomóc bo już wiedziałaś że to zdarzenie musiało przywołać w niej jakieś bardzo ważne wspomnienia.. „Tak, przecież należała do jej matki...” Nie powiedziałaś w końcu nic, bo to mogło ją rozproszyć kiedy była skupiona na tym jednym poruszającym się punkcie, który za jakieś pół metra miał spaść w dół, a odległość dzieląca go od upadku drastycznie malała... „No dalej... Yenny” powiedziałaś w duchu, i jakby na zawołanie w tym samym momencie ta skoczyła z miejsca, a w miejscu w którym stała uniosła się w powietrze jakaś purpurowa mgła która jakby uleciała z jej ciała poczym zaraz opadła i wsiąkła w ziemię. Bransoletka spadła w tejże właśnie chwili Yennyfer doskoczyła do brzegu i wyciągnęła rękę w dół... poczym zamarła w bezruchu, jednak nie trwał on długo i zaraz odwróciła się ściskając coś w dłoni... wiedziałaś dokładnie co to było. Spojrzała się na ciebie, uśmiechnęła się do ciebie, spróbowała się podnieść, ale zaraz zatoczyła się i zemdlała tracąc przytomność, a widać po niej było że jest bardzo wyczerpana.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:06   

[BG]

Rzuciłam krótkie spojrzenie Kaeri, upewniając się, że jeszcze tam stoi, że nie spadła. Ciągle byłam jeszcze pod wpływem szału walki, w jaki wpadłam i nie wszystko docierało do mnie od razu. To, że nie spadła, zawdzięcza tylko mojej podświadomości, odruchom, których do końca nie jestem świadoma. Odetchnęłam. Powoli podniosłam się z klęczek. Skrzywiłam się gdy dała o sobie znać niedawno zadana rana. Dopiero teraz ją zauważyłam. W wirze walki, walki o własne życie nie zwraca się na takie "drobiazgi" uwagi. Teraz ta wydająca się lekkim zadrapaniem rana przypomniała o swoim istnieniu. Mruknęłam coś pod nosem, nie do końca zdając sobie sprawę z wypowiadanych słów. Na pewno nie były przyjemne i Kaeri na pewno ich nie zrozumiała. Przekleństwa ojca... Podbiegłam do Yenny zrzucając po drodze resztki przeciwników za krawędź tego dziwnego gruntu. "Lepiej by nie miały okazji się do nas przyczepić." Dopadłam przyjaciółki. Dłoń miała zaciśniętą na pamiątce, która nas uratowała. Uklęknęłam przy niej. Rana znowu dała o sobie znać. "Do tego ten drażniący zapach krwi. Trzeba cos z tym zrobić. Szał minął, ale niewykluczone, że przez tę krew znowu da o sobie znać 'czerwone pragnienie'. Już gnębi mnie w podświadomości." Wzięłam głęboki oddech, by skupić swoją uwagę. Wyszeptałam formułkę zaklęcia. Otwarłam na powrót oczy i zobaczyłam jak rana pokryła się cieniutką warstwą skóry, a krew przestała się sączyć. "Muszę tylko pamiętać, by teraz zanadto jej nie nadwerężać. Za paręnaście godzin powinna się zagoić... Ale do tego czasu trzeba się stąd wreszcie wydostać." Rozejrzałam się wokoło. Moje spojrzenie natrafiło na Kaeri wciąż siedzącą na tym samym miejscu.
- Wszystko w porządku? - spytałam w końcu, gdy ta nadal trwała nieporuszona.
Kiwnęła lekko głową. Spojrzałam z powrotem na Yenny. Zrozumiałam o co chodziło małej. Odgarnęłam włosy z twarzy przyjaciółki. Przymknęłam znowu oczy, gładząc ją po twarzy.
- Nie bój się, to cos odeszło. "I mam nadzieję, że nie powróci, bo Yenny jest teraz bardzo słaba" - dodałam w myślach - Wtedy to nie była ona. Ta istota odeszła i postaramy się by nie powróciła. Wybacz jej?
Przerwałam słysząc, jak mała podnosi się z ziemi. Uśmiechnęłam się do siebie. Znowu udało mi się ją przekonać. Zwróciłam się w jej stronę, nadal z tym kretyńskim uśmiechem na twarzy.
- Widzisz stąd jakieś wyjście? - spytałam w końcu.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:07   

[MG]

Dziewczynka spojrzała się tępym wzrokiem na ciebie potem na leżącą Yennyfer. Z widocznym wahaniem postąpiła krok do przodu.
- Nie... nie widzę żadnego wyjścia... – odparła na twoje pytanie... i zaczęła się nerwowo rozglądać dookoła. Yenny nadal leżała w miejscu i nie widać było by jej stan uległ poprawie... grunt lekko zadrżał, zaraz po czym powietrze lekko zafalowało i pojawiły się ściany, a po otchłani z bulgoczącą kadzią nie było ani śladu...
- To nie, ja.. nic nie dotknęłam! – usprawiedliwiła się mała... w odpowiedzi na to uśmiechnęłaś się...
- Nic się nie stało...
- Patrz! Tam jest korytarz... – i owszem korytarz był i to ten sam którym dostałaś się za szkieletami do tej komnaty. Powoli ruszyłaś w jego stronę... nagle coś poczułaś, jakiś impuls, przeczucie i natychmiast odwróciłaś się do tyłu schylając się przy tym... w tym momencie nad głową przeleciało jakieś ostrze które po chwili z cichym zgrzytem wbiło się głęboko na parę centymetrów w skalę... na ziemię przed tobą opadło kilka pasemek twoich włosów. Szybkim spojrzeniem omiotłaś otoczenie... jednak nikogo nie zobaczyłaś... nic, po prostu nic. Kaeri właśnie odwróciła się i popatrzyła w twoją stronę..
- No i co z wyjściem, możemy tędy się wydostać? – spytała się jakby nic się nie stało, bo pewnie nic nie zauważyła.
- Hej! Słyszysz mnie... – urwała. Spojrzałaś na nią, stała w miejscu z otwartymi ustami.. z których po momencie wyciekła strużka krwii... Kaeri upadła na ziemie. Gorączkowo zaczęłaś się rozglądać szukając atakującego... „Nic nadal nic...” wykonałaś skok i znalazłaś się przy dziewczynce... była przeszyta metalowym prętem na całej długości zakończonym trójkątnymi ząbkami skierowanymi w obie strony, tak by w obojętnie którą stronę próbowało się go wyciągnąć i tak by zahaczały zakleszczając się przy tym i powodując dodatkowe obrażenia. Kaeri nadal żyła, jednak zdecydowałaś że nie jest to odpowiedni czas i miejsce by próbować wyciągnąć to z niej... rzuciłaś tylko czar który miał uśmierzyć ból i powstrzymać krwotok. Nadal bacznie rozglądałaś się... szybko przeliczyłaś odległość dzielącą cię od korytarza, Yennyfer i małą bez trudu byś udźwignęła ale była byś wtedy bezbronna.. a poprzednia jaskinia stanowiła by lepsze miejsce do ewentualnej obrony czy ataku.
Za sobą usłyszałaś jakiś szelest. Natychmiast odwróciłaś się.. mierząc ostrzem swojego miecza w tą stronę... które zaraz na swej drodze napotkało inny miecz trzymany w dłoni przez potężnego i dobrze zbudowanego mężczyznę..
- Oj... nie ładnie to tak... – odparł i natychmiast przystąpił do ataku. Nastąpiła szybka wymiana ciosów... po której ku twojemu przerażeniu wytrącił ci miecz, który upadł nieopodal wzbijając tuman kurzu. Skoczyłaś z ziemi do niego, jednak napastnik zagrodził ci drogę, zadając przy tym potężny cios w klatkę piersiową... poczułaś jak pękło ci parę żeber... upadłaś na ziemię zwijając się z bólu... człowiek ten złapał cię za włosy i podniósł za nie do góry, zaraz po czym uderzył cię w twarz z łokcia... niemal co łamiąc szczękę... ból w połamanych żebrach wzmagał się na dodatek odezwała się rana w nodze... sytuacja nie wyglądała za wesoło... było tragicznie, trzeba było uciekać... zmienić postać póki miałaś jeszcze na to siłę.. kolejne ciosy jednak nie nastąpiły... napastnik powoli odchodził... zmierzał w stronę leżącej Yenny. Po chwili znalazł się koło niej... wstałaś, chciałaś go powstrzymać.. jednak zaraz cię zamroczyło, zatoczyłaś się i powrotem upadłaś... było już za późno, podniósł ją do góry jak szmacianą lalkę... po czym uderzył ją w twarz, potem w brzuch, potem... nie mogłaś na to patrzeć, zamknęłaś oczy... słyszałaś tylko głuche uderzenia... po jakimś czasie wszystko ucichło. Otworzyłaś po woli powieki... w tym momencie przed tobą upadło zmasakrowane ciało Yenny... mężczyzna podszedł do was... chwycił cię za głowę i ustawił tak byś się patrzyła na Yenny... po czym rzekł sykliwym głosem przypominającym syk węża.
- Widzisz... to się dzieje z tymi co się odważą się stanąć przeciwko Chaosowi... ciebie też to czeka, chyba że zdecydujesz się nawrócić... masz dziesięt minut do namysłu... o swojej przyjaciółce nie masz co nawet myśleć, ona zaraz odejdzie z tego świata... pomyśl o sobie. Dla ułatwienia zostawiam klepsydrę... do zobaczenia, ha, ha.. ha... – puścił cię... powoli rozejrzałaś się... nie było po nim śladu... jedynymi dowodami na to że tu kiedykolwiek był, byłaś ty, ciężko ranna Kaeri i prawdopodobnie konająca Yennyfer, strasznie poobijana, i przebita trzema takimi samymi prętami jak Kaeri... wzrok zatrzymałaś na klepsydrze w której z jednej czaszki do drugiej leniwie przesypywał się piasek... Yenny poruszyła się... powoli podniosłaś się i uklękłaś przy niej... miała rozszarpany lewy bark, w wielu miejscach pozdzieraną do mięsa skórę... jeszcze te pręty, jeden tkwił w prawym płucu, drugi w brzuchu, a trzeci w prawym udzie... jeszcze wszędzie ta krew... zrobiło ci się nie dobrze... „Krew... krew... świeża krew..” podpowiadał jakiś głos. Yennfer, przekręciła się gwałtownie na plecy tak że pręty w zetknięciu z podłożem wysunęły się w górę... zacisnęła przy tym mocno zęby... po chwili wypuściła z ust powietrze z charakterystycznym rzężeniem dochodzącym z płuc...
- Deed... wyciągnij to żelastwo... ze mnie... – odezwała się, swoim miękkim i płnym ciepła głosem, po którego tonacji nawet nie było znać że coś jej jest... zakaszlała plując przy tym krwią.... - ... sama nie dam rady... – po czym oczy zaszły jej mgła... i ponownie straciła przytomność.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:10   

[BG]

- Nieee!!! - niesamowity krzyk przeszył panująca ciszę, nie słyszałam jak odbył się echem po komnacie. Krzyczałam. To był sprzeciw. Krzyk rozpaczy. Nad światem. Nad sobą. Nad nimi... Łzy roztrysnęły się na wszystkie strony, gdy krzyknęłam po raz drugi. Jeszcze głośniej. Nieludzko. Mój krzyk powoli zamienił się w szloch. Zacisnęłam powieki starając się uspokoić. Dwie krople, jedna po drugiej rozbiły się na moim udzie. Oddychałam głośno wciągając powietrze do płuc. Przetarłam dłonią nos. Jak za matową szybą widziałam leżące ciało Yenny. Zmasakrowane ciało... Przetarłam oczy. Po dłoni spłynęła mokra strużka. Jeszcze raz pociągnęłam nosem. Zacisnęłam obie dłonie na metalu sterczącym tuż obok mnie. Zacisnęłam powieki i wyciągnęłam go. Czułam jak rozdzieram ciało Yenny. Już nie wiedziałam co będzie. Nie myślałam o tym. Nie miałam nadziei na nic. W tej chwili uciekła gdzieś. Schowała się przed rozpaczą. Może niedługo powróci. Zacisnęłam dłonie na pręcie. Mocno. Mocniej. Czułam jak materiał ustępuje pod naporem dłoni. Przerwałam. Wstałam. Zamachnęłam się i z głośnym, krzykiem rzuciłam nim o przeciwległą ścianę. Odbił się od niej z głośnym brzękiem. Spadł wywołując kolejne echo w komnacie i przetoczył się kawałek. Chwilę wpatrywałam się w niego jak kołysze się na nierównej, skalnej podłodze. Zaraz potem obróciłam się z powrotem do Yenny. Włosy zafalowały. Kolejne krople spadły na ziemię. Po kolei. Raz, dwa, trzy. Słyszałam jak rozbiły się na twardym podłożu. Zacisnęłam pięści. Głośno nabrałam powietrza do ust. Wyciągnęłam kolejno dwa tkwiące jeszcze w ciele Yenny pręty. Splamiłam ręce krwią. Nie zastanawiałam się dlaczego to zrobiłam. To były jej ostatnie słowa. Pewnie zabiłam ją tym. Ale prosiła mnie. Nie mogłam odmówić... "Może stanie się kolejny cud i powstanie. A może już nigdy nie zobaczę jej ciepłych, przynoszących nadzieję oczu." Nie myślałam o tym. Rzuciłam krótkie spojrzenie w stronę Kaeri. O niej już w ogóle nie myślałam. "Kim była dla mnie? Dlaczego poświęcałam się dla niej? Pytania, na które nie mogłam znaleźć odpowiedzi. Yenny mnie o to prosiła. Dlaczego jej słuchałam? Dlaczego ten melodyjny, ciepły głos nakłonił mnie do tego wszystkiego? Dlaczego z nią pozostałam? Dlaczego w ogóle starałam się stłumić w sobie Chaos, wampirzą naturę? Dlaczego? Po co? Czy tylko po to, by teraz, gdy zaszłam tak daleko, się poddać? Czego Oni ode mnie chcą? Dlaczego nie zostawią mnie w spokoju!?" Podniosłam mój miecz z ziemi. Rzuciłam spojrzenie na klepsydrę. Piasek już prawie się przesypał. Upadłam na kolana. "Dlaczego?..." Zebrałam w sobie siłę i wbiłam miecz w ziemię przed sobą. Tuż obok klepsydry. Oparłam się na nim. Do oczu znów napłynęły łzy. "Przecież nie mogę przekreślić tego wszystkiego, czego z takim trudem dokonałam. Nie mogę! To całe moje życie, cała historia, cała walka... To nie może się tak zakończyć. Nie mogę się po tym wszystkim poddać. Przecież już tak często było ciężko. Bardzo ciężko." Starałam się uspokoić. Otarłam łzy spływające po twarzy. Ostatnie ziarenka piasku przetaczały się z górnej do dolnej czaszki. Zacisnęłam zęby. Miałam nadzieję na jakiś cud. Na cokolwiek co pomoże przezwyciężyć tę sytuację. Jakoś nie mogło do mnie dotrzeć, że to już koniec. Koniec wszystkiego. Wiedziałam tylko, że po tym wszystkim nie mogę po prostu przejść na mroczną stronę. "Nie po to tak ciężko walczyłam. Nie mogę!" Lewą dłoń cały czas opierałam na rękojeści miecza. Prawa zesunęła się na ziemię. Środkowym palcem przeciągnęłam po pokrytej kurzem posadzce. Dłoń przesuwała się po ziemi znacząc ją symbolami. Shallya. Verena. Mirmidia. I symbole bogów praworządności. Alluminas. Solkan. Arianka. Zacisnęłam powieki. Uspokoiłam oddech. Nie wiedziałam czy cokolwiek mi dadzą. Ręka sama wykreśliła je dokoła mnie... Nigdy na nich nie liczyłam. Na Bogów. Czasem prosiłam Shallyię i miłosierdzie dla tych, których leczyłam. To wszystko. Nigdy dla siebie. wampiry nie miały prawa oczekiwać czegokolwiek od Bogów. Tak uważałam. Dlaczego mieliby mi pomagać. Zbyt zajęci, pewnie nie zwrócą na to najmniejszej uwagi. Lecz może... Warto spróbować. Nie chodzi przecież tylko o mnie. Może Verena zadba o sprawiedliwość. Może Mirmidia doda mi sił do walki. Może bogowie praworządności staną przeciwko potędze Chaosu... Może. Jakoś nie wierzyłam, że to wszystko nastąpi. Ale nie wierzyłam tez, że to koniec... To nie mogło się tak zakończyć. Ostatnie ziarenko przetoczyło się do dolnej czaszki. Podniosłam oczy. Nadal wspierałam się na mieczu.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:10   

[MG]

Powoli, bez zbytecznego pośpiechu w pełnej koncentracji zacisnęłaś mocno dłoń na rękojeści miecza, tak by ten pewnie w niej leżał... „Już czas...” oczekiwałaś, ale nic się nie działo... zupełnie nic. Wokół panowała zupełna cisza, tak cicha i przeraźliwa że słyszałaś bicie swojego własnego serca... coraz szybsze i szybsze, czułaś jak adrenalina napływa do każdej komórki twego ciała, by dać im siłę i moc by odeprzeć każde zagrożenie. Stałaś tak w bezruchu przygotowana na wszystko, w każdej chwili gotowa stawić czoła nadchodzącemu z obojętnie jakiej strony niebezpieczeństwu. Ale nadal nic.. absolutnie nic się nie działo... „Czyżby zapomniał o mnie, o nas?” – jednak zaraz odrzuciłaś tą myśl bo wydała ci się zupełnie bezsensu... nielogiczna, absurdalna... może oto właśnie chodziło, może chce osłabić twoją czujność, by pojawiły się wątpliwości, sprawić byś zaczęła się zastanawiać czemu nie przychodzi.. a wtedy w najmniej oczekiwanym momencie, wykorzystując twoje rozkojarzenie.. „Nie...! Tylko spokojnie...” opróżniłaś umysł ze wszystkich zbędnych myśli, skupiłaś się na zimnej stali trzymanej w dłoni.. czułaś ją.. stała się jakby przedłużeniem twojego ciała.. tak jakbyś ze swoim mieczem stanowiła jedność. Czekałaś... na rozwój wypadków jednak nadal jak na przekór wszystkiemu nic się nie działo. Rzuciłaś szybkie spojrzenie w stronę leżącej na ziemi Yenny, nadal leżała w bez ruchu w kałuży krwi, nie czułaś jej energii, kompletnie nic, musiała być praktycznie tak bardzo słaba, aż wręcz niewyczuwalna... a to znaczyło że chyba... „NIE!!! NIe.....!! Nie...... nieeee.........” myśli po chwili same ucichły, za to twoją uwagę zwrócił mrok panujący w komnacie, a dokładniej to że stawał się coraz bardziej nieprzenikliwy i to właśnie nawet dla twojego wzroku... to nie było normalne. Z początku nie zwróciłaś na to uwagi bo przebiegało to stopniowo i powoli, ale teraz kiedy widoczność ograniczyła się znacznie, teraz to dostrzegłaś.. „Coś jest nie tak...” Nie mogłaś tak dalej trwać w bezruchu... ciągle stojąc w miejscu oczekując na niewiadome... Nagle w pomieszczeniu pojawiła się Afreeta, zatoczyła koło i skierowała się do leżącej Yennyfer po czym usiadła jej na ramieniu, zaraz poczym szturchnęła parę razy jej włosy, wydając przy tym cichy i pełen smutku pisk. Podeszłaś bliżej, cały czas zachowując czujność... niby-smok popatrzył na ciebie swoimi małymi oczkami... przechylił na bok łepek i wydał z siebie serie pisków brzmiących jednoznacznie - jako prośba o pomoc dla swej pani.
- Ciiii.... – Yennyfer szepnęła ledwo co dosłyszalnie do zwierzątka... to natychmiast poderwało się i pisnęło radośnie.
Jakiś ledwo dosłyszalny szelest.. nawet jak dla Ciebie... co coś szybko ruszyło się i przemknęło za tobą... (...) Błysk... jasność.. chłód, zimno.. ciemność...
Powoli otworzyłaś powieki, poczym przez jeszcze przymglone oczy zobaczyłaś że leżysz w śniegu... cała otoczona śniegiem, w jakiś wielkiej zaspie.. a przynajmniej tak to wyglądało na pierwszy rzut o oka. Dopiero teraz poczułaś jak chłodno jest wokół, a całe twoje ubranie pokrywa szron. Rozejrzałaś się wokół, warstwa śniegu sięgała półtora metra, a grudki śniegu powoli osypywały się z krawędzi wprost na ciebie. Powoli i ostrożnie wstałaś by nie poruszyć otaczającego ciebie wokół śniegu. Szybkim spojrzeniem omiotłaś całe otoczenie. Znajdowałaś się w jakiś lodowo-skalnej jaskini, po lodowych kryształach pokrywających niemalże całe ściany i sufit przechodziły niesamowite refleksy świetlne, zapewne to dzięki nim panował półmrok... zamiast czarnej jak smoła ciemności która i tak dla ciebie nie stanowiła by żadnej przeszkody. Niedaleko od siebie dostrzegłaś spore zagłębienie w śniegu.. wyglądające tak jakby coś tam spadło z góry.. postanowiłaś to sprawdzić. Chwilkę zajęło ci przedarcie się przez stertę śniegu... po dotarciu na miejscu zobaczyłaś Yennyfer leżącą na dnie tego zagłębienia. Jej ubranie było całe wilgotne, a wręcz mokre.. a w wielu miejscach zmieniło się w zamarzniętą i pokrytą lodem tkaninę. Podeszłaś bliżej.. Yenny była najwidoczniej przytomna bo na twoje pojawienie się w pobliżu zareagowała podniesieniem powiek... rzuciła krótkie spojrzenie.. tymi swoimi błękitnymi oczami.. i już chyba tradycyjnie uśmiechnęła się. Chwile trwała ta wymiana spojrzeń między wami, poczym ona zamarła w bezruchu.. jej oczy zatrzymały się na jakimś punkcie leżącym po twojej prawej stronie, ale ty nic tam nie dostrzegłaś.. jej usta lekko się poruszyły, prawie że niedostrzegalnie, tak jakby chciała coś powiedzieć, ale nic nie powiedziała.
- Stało się coś....? – spytałaś.
Spojrzała na ciebie tak jakoś dziwnie, nigdy wcześniej nie widziałaś u niej takiego spojrzenia... po czym delikatnie uśmiechnęła się.. i szepnęła. – Nie nic.. nic takiego... nie możemy tu zostać.. – uśmiechnęła się jeszcze szerzej, zaraz poczym wstała z zauważalnym trudem, najwidoczniej walczyła ze stawiającym opór zmęczonym ciałem - ... tylko zimno mi... bardzo... – kontynuowała swoją wypowiedź. Na jej policzku dostrzegłaś spływającą łzę... poczym Yennyfer zachwiała się i upadła bezwładnie w stertę śniegu.. który zaraz przysypał nią. Biały puch w pobliżu jej prawego ramienia zmienił swą barwę na kolor purpury... teraz dostrzegłaś przez rozdarte w tym miejscu ubranie głębokie cięcie, ślad po najwidoczniej stoczonej niedawno walce.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:46   

[BG]

Parę kroków. Drobne kryształki lodu nasypały się do butów. Zignorowałam je. Pochyliłam się nad nią i wydobyłam na powierzchnię śniegu. Zadrżałam, przeszył mnie chłód. Pomyślałam, że musi być strasznie zimno. Zrzuciłam torbę z ramienia. Zapadła się w białym puchu. Na śniegu rozłożyłam płaszcz i ułożyłam na nim Yenny. Skupiłam się na magicznej mocy tkwiącej w moim ciele i wykorzystałam ja do zasklepienia rany. 'Tak często to ostatnio robię... 'Nade mną krążyła Afreeta. Podniosłam się i rozejrzałam po pieczarze. Ulotny obraz niby-smoka przesuwał się po niezliczonych krawędziach lodowych kryształów. Spojrzałam w miejsce, gdzie Yenny ostatnio zawiesiła swój wzrok. Białe pustkowie... Wpatrując się w te śniegowe wydmy coś mnie tchnęło. 'Dziewczynka... Nie zapytam teraz Yenny co się z nią stało.' Stojąc w zaspie znów przeszło mnie zimno i przywołało do teraźniejszości. Spojrzałam pod nogi. Stwierdziłam, że wydobywanie śniegu z butów mija się z celem. Zwłaszcza, że ostatnim życzeniem Yenny zanim zemdlała było opuszczenie tego miejsca. Strzasnęłam śnieg z buta, na jego miejscu przykleił się nowy. 'Ehh...' Podnioslam z ziemi torbe i przerzuciłam ją przez ramię. Yenny zawinęłam płaszczem i przytulilam do siebie.
- Chodź, Afreeta, wynosimy się stad - rzuciłam, nie było źle. Jeszcze żyłyśmy, odzyskałam trochę sił, a Yenny wyglądała teraz o wiele lepiej jak kiedy ostatni raz widziałam ją w tamtej komnacie. Obejrzałam się za niby smokiem i z nowym optymizmem ruszyłam w kierunku, który wydawał się być wyjściem z jaskini.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:47   

[MG]

Jeszcze raz jakby na pożegnanie tego miejsca rzuciłaś lustrujące spojrzenie na wnętrze jaskini. Refleksy świetlne przechodzące po jej sklepieniu i ścianach były olśniewająco piękne, ale to nie była odpowiednia pora i miejsce na ich podziwianie, a czas nieubłaganie naglił. Po chwili ruszyłaś przed siebie.. twe nogi zaczęły się zagłębiać się w miękkim puchu stawiającym jednak dość spory opór utrudniając tym samym marsz, na dodatek jeszcze konieczność ciągnięcia Yenny spowalniała tempo. Mimo wszystko parłaś na przód wzdłuż chyba niekończącego się lodowego korytarza, dodatkowo brak miecza który musiał się gdzieś zawieruszyć podczas walki... „Co się tam właściwie stało?” – pytanie samo się nasunęło.. jednak odpowiedź nie przyszła. Z zamyślenia wyrwał cię nagły i nieoczekiwany okrzyk Yeny.
- Niieeee.... – po którym zaczęła szybko nierównym tempem oddychać.
Zatrzymałaś się, podeszłaś do niej...
- Stało się coś? Wszystko w porządku..?
- Chy.. yba tak.. to tylko zły sen.. zły sen.. – wyszeptała Yenny, bo widać było że głośniejsze mówienie sprawia jej problem. Poczym zamyśliła się tak jakby nad tym co przed chwilą się stało.. czy też przyśniło... Postanowiłaś nie wyrywać jej z zamyślenia, w związku z czym nic nie powiedziałaś i postanowiłaś poczekać na jakąkolwiek reakcję z jej strony.
- Sama nie wiem.. – jak widać długo nie trzeba było czekać – niby to sen.. ale mogłabym powiedzieć że to bardziej jest wspomnienie.. czy też coś realnego co już kiedyś widziałam, sama nie wiem, to takie abstrakcyjne.. trudno coś powiedzieć.. – dało się odczuć w nucie jej głosu że mówi z pewnym podekscytowaniem.. – naprawdę nie wiem. Kiedyś.. dawno temu.. tak, też mnie coś takiego dręczyło.. tylko co to było...
- Tak, tak, jestem tutaj i słucham.. – właściwie nic innego nie przyszło Ci do głowy.
- Khy... khy... – Yenny zakaszlała – ech.. nienajlepiej się czuję..
Dopiero teraz zobaczyła że leży na materiale na którym była ciągnięta przez Ciebie. Zlustrowała spojrzeniem okolice.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:48   

[BG]

- Nie wiem gdzie jestesmy - rzucilam widzac jak rozglada sie wokolo - obudzialm sie w tym tunelu, czy gigantycznej krysztalowej komnacie i wygrzebawszy sie ze sniegu znalazlam cie lezaca obok. Nie wiem co sie stalo. Nie wiem gdzie jest ta mala, ale twoimi ostatnimi slowami nim zemdlalas bylo stwierdzenie, z nie mozemy tu zostac. Nie wiem na ile jest tu bezpiecznie... te krysztalowe sciany... dziwnei sie troche czuje posrod nich - niewidoczna. Ale jesli chcesz mozemy odpoczac. I jesli zechcesz mozesz mi wyjasnic co jest grane.
Oderwalam wzrok od krysztalowych scian i spojrzalam na Yenny. Nieme pytanie - 'i co ty na to?'

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:48   

[MG]

Yennyfer odpowiedziała tobie krótkim spojrzeniem, z lekkim trudem wstała - poczym przeniosła wzrok na ziemię... i zamyśliła się.
- Sama już nie wiem... - spojrzała teraz na ciebie - ... mam teraz jakieś dziwne przeczucie... skądś jakbym znała to miejsce.. otoczenie, z drugiej strony to jednak nie to.. jakby czegoś brakuje, takie to wszystko dziwne, inne.. trudno mi to sprecyzować, ot takie mieszane uczucia. Ale na pewno czuje jakiś niepokój, taki wewnętrzny sygnał że coś jest nie tak, tylko nie wiem co i dlaczego. I to mnie właśnie martwi.. poczucie lęku pogłębione niewiedzą, czy też zapomnieniem.
Stała tak jeszcze przez chwile w zamyśleniu, jakby zastanawiając się co by tu jeszcze powiedzieć.
- De... Deed..? – urwała nie dokańczając zdania. – Khymm.. khy.. coś... znów.. niedobrze.. ze.. – nie skończyła mówić, zamrugała i po mrużyła parokrotnie oczami jakby dostrajając ostrość widzenia, dłonią dotknęła skroni.. i osunęła się po ścianie na ziemie zostawiając na niej czerwony ślad.

Podeszłaś do Yenny. Właściwie nie było nic co mogłabyś zrobić poza czekaniem, lecz nim zdążyłaś się zdecydować na jakieś konkretne działania Yenny się ocknęła. Rzuciła na ciebie krótkie spojrzenie z którego biła jakaś siła, determinacja – pierwszy raz widziałaś u niej taki wyraz oczu. Walczyła chyba sama z sobą.. ze swym słabnącym ciałem. Chwilkę potem to spojrzenie przeminęło, ustępując ciepłu z nich płynącemu, dodatkowo wspomaganego lekkim ale zauważalnym uśmiechem. Zamyśliła się na chwile.. rozejrzała wokół. Spojrzała znów na ciebie, tym razem przymglonym wzrokiem.
- Powinniśmy już iść.. tu nie jest bezpiecznie... nie wiem czemu, ale tak jest. – w głosie dało się odczuć nutkę zapytania o zgodę na ruszenie dalej. - Dam sobie radę, mogę iść..

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:50   

[BG]

Podalam jej reke i pomoglam wstac starajac sie nie patrzec na rozmazana na lodowej scianie krew Yenny. Korytarz ciagnal sie dalej niknac w mroku z jednej i drugiej strony. Wskazalam kierunek i przepuscilam Yenny przodem, zeby miec ja na oku. Na wszelki wypadek spojrzalam za siebie, ale procz sladow, ktore zostawilysmy nie dostzrglam nic. Naciagnelam kaptur, ktory lekko zsunal sie w czasie marszu i obserwowalam odbicia Yenny na lodowych lustrach scian - lekko przeskakujace z jednego zalamania w drugie. Nie pytala jej o nic marsz byl i tak wyczerpujacy, a lepiej sie bylo stad jaknajszybciej wydostac.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Martin Płeć:Mężczyzna
Wszechbiblia.Net Admin


Dołączył: 07 Lip 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline
PostWysłany: 25-06-2003, 17:50   

[MG]

Szliście już jakiś czas, kryształowy korytarz wił się tak bez końca. Yennyfer zatrzymała się, po czym odwróciła się i spojrzała na ciebie..
- Uffff... – rozgarnęła włosy na czole – mała przerwa, dobrze? – mówiąc to uśmiechnęła się. W odpowiedzi na to skinęłaś głową. Mineła już dłuższa chwila a Yenny, chodziła trochę niespokojna w te i w tamtą. Z jej twarzy dało się odczytać cień zmartwienia.
- Wiesz... – odezwała się po czym zamilkła.. rzuciła lustrujące spojrzenie. Wahała się... - ...jest mi źle.. czuje się samotna. Od bardo dawna brak mi bardzo mych rodziców.. czasem chciałabym być z nimi, zarazem też niekiedy mam takie uczucie by moje życie zgasło już dawno temu... wraz z nimi.
Podeszła do lodowej ściany... zaczęła obserwować refleksy przechodzące po załamaniach na powierzchni setek lodowych kryształów, mówiła dalej.
- Sama nie wiem.. Lubię za to pomagać innym nawet jakbym miała narazić swoje własne życie. Jakakolwiek dla nich moja pomoc sprawia że czuje się lepiej, że coś mogę zrobić, odmienić komuś los.. ratując życie, cokolwiek, ofiarować coś czego się nie doznało, straciło.. dać innym szanse. Boję się też odrzucenia przez społeczeństwo.. w większości wybijam się ponad ludzką przeciętną.. a jak pewnie wiesz na ponadnaturalne zdolności różnie ludzie patrzą. Do tego nie znam swojej przeszłości, nikłe wspomnienia, mgliste jak mgła, nie wiem kim tak naprawdę jestem skąd pochodzę. To tak jakby być kroplą wody płynąca wraz z nurtem rzeki do oceanu.. bez śladu przeszłości i pochodzenia, gdzieś znajdującą się teraz pośrodku tej drogi. Czuje cały czas jakiś smutek i żal w głębi serca.. może też zbyt mocną wagę przywiązuje do przeszłości której nie mam... może...
Nagle wstrząsnęło całym otoczeniem, grunt szybko przeskoczył pod nogami.. z sufitu posypały się masy drobin śniegu, a także większe odłamki. Wibracje przybierały na sile, coraz to większe bryły zaczęły się odłamywać od ścian i sufitu... i tak jak to się nagle zaczęło tak szybko ustąpiło. Podniosłaś się z ziemi.. otrzepałaś z dość sporej warstwy jaka opadła.. Yennyfer uczyniła to samo, wtem ponownie coś zadrżało.. gwałtowne szarpnięcie. Czujesz jak ogromna siła przyciska cię do ziemi, ścina cię z nóg, kontem oka widzisz upadającą Yenny. Nagły i głośny huk gromkim echem przeszedł tunelem, czas jakby zwolnił, sekundy stały się minutami. Po lewej ścianie przeszły jak błyskawice pęknięcia, grunt trzęsie się nie ustanie, duże kawałki lodu odrywają się, upadają wokoło, niektóre wprost na ciebie. Kulisz się jak najbardziej się da.. zakrywasz się przed tym istnym gradem. Jakiś bliższy trzask, mimowolnie rzucasz spojrzenie.. natychmiastowa odruchowa reakcja, zbierasz siły, szybki skok.. na dotychczasowe miejsce twojego pobytu upada metrowej wielkości kawałek sufitu, w pobliżu upada kolejny podobny. Spoglądasz w bok.. bryła która przed chwilą by cię zmiażdżyła powoli zagłębia się w spowijający podłoże śnieg i „gruz”... kolejne trzaski, hałas nie ustaje, śnieg jak piasek na pustyni, zaczyna wzdłuż szybko pojawiających się i wydłużających się linii zapadać... nim się zorientowałaś zaczęło wciągać i ciebie.... nagle podłoże ustąpiło.. nagłe przyśpieszenie, spadanie w dół, oddalający się sufit.. i spadające z niego odłamki. Szarpnięcie za dłoń... i natychmiastowe zatrzymanie. Zerkasz w górę.. to chwyciła Cię za dłoń Yenny... jednak po chwili obie zaczęłyście się powoli osuwać. Yennyfer natychmaist wykonała jakiś szybki niezauważalny dokładnie z tej perspektywy ruch.. po czym znów się zatrzymałaś.. wstrząsy ustały.
- Trzymaj się! – rzuciła szybko Yenny.
Z oczu biła jej niezwykła determinacja i zacięcie. Podciągnęła cię trochę w górę, tak byś mogła się chwycić krawędzi, co też zaraz uczyniłaś. Zabrało to dłuższy kawałek czasu, ale udało ci się wydostać, przy asyście Yenny. Nie trzeba było nikogo namawiać.. szybko odsunęłyście się zdala od powstałej przepaści. Korytarze w obie strony uległy zasypaniu.. szczęście w nieszczęściu w bocznej ścianie powstała kilkumetrowa szczelina prowadząca na zewnątrz... wprost do szalejącej tam zamieci śnieżnej.

_________________
http://www.wszechbiblia.net
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 6 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group