FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
  Those who hunt (dark) elves
Wersja do druku
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-03-2005, 21:54   Those who hunt (dark) elves

Sala pałacu w Dun Lugh była wypełniona po brzegi. Na wezwanie Daemogorgona przybyli wszyscy niemal królowie elfów, od władców potężnych królestw, do zwierzchników pojedynczych, niezależnych plemion; wszyscy, którym elfi ceremoniał pozwalał nosić torcque, oznakę władzy. Daemogorgon nie był zwykłym królem: od tysięcy lat, gdy został wybrany, piastował godność Ard Ri, Najwyższego Króla Elfów. Oznaka jego szczególnej pozycji była, dla ludzkiego oka, trochę niecodzienna: nosił koronę z jelenimi rogami, na każdym zaś był podczepiony jeden torcque.

Gdy kolorowy tłum kobiet i mężczyzn się zebrał i względnie uciszył, Najwyższy Król wstał i podniósł ramiona, dając znak, że chce mówić.

- Witajcie, czcigodni królowie Starszego Ludu. Zapewne wielu z was zastanawia się, po co zostało wezwanych. Inni zapewne już to wiedzą, bo ich szpiedzy zdążyli ich poinformować i czekają, aż powiem coś nowego. Jeszcze inni, jak Tam Lin z Carterhaugh, myślą, że nie widzę jak obłapiają moją córkę.
- Khem, khem... Ja...
- Owszem ty. Nie da się tego ukryć. A teraz siedź cicho. Wracając do sedna sprawy - dzieje się coś złego ostatnio. Nawet tu i teraz, w tym starożytnym, przeświętym miejscu, wyczuwam zakłócenia równowagi świata. Nie wątpię, że wy też to czujecie. Cóż zrobimy, spytają niektórzy. Czemu jeszcze się tym nie zająłeś, stary capie, czyż nie po to cię obraliśmy Ard Ri'm? Będą się zastanawiać inni. I będą mieli rację, ja wszakże już się tym zająłem. Wiem, jakież to straszliwe wypaczenia spowodowały te zachwiania. Pozwoliłem sobie nawety zaprosić eksperta, który pomoże nam przywrócić pokój matce ziemi. Przed wami Windalf, Przyjaciel Elfów.

Przez salę przeszedł złowrogi pomruk. Windalf był powszechnie znany, niespecjalnie jednak uważany za przyjaciela elfiej rasy. Nie tylko zresztą elfiej: wyznawał on bowiem zasadę, że wszystko, co nie jest potencjalnym partnerem handlowym - jest potencjalnym przedmiotem obrotu.

Drzwi rozwarły się z hukiem i wparadowało do środka dwóch sporych krasnaliw czerwonych czapkach i kubrakach. Jeden był mniejszy, miał czarną brodę i okulary i niósł coś w rodzaju maszyny filmowej. Drugi był potężniejszy, miał białą brodę i mechaniczną rękę. Stanął w miejscu, z którego ustąpił Daemogorgon i podniósł rękę do góry.

- Cze pieprzone długouchy:D!!! - ryknął Windalf, oslepiająco błyskając swoimi dwudziestoczterokaratowymi plombami. - Kopę lat!
- ... - Elfy jak wiadomo mają więź z przyrodą, która potrafi reagować na ich uczucia. W pokoju zrobiło się momentalnie bardzo zimno.
- Ja was też kocham. Ponieważ zapewne wam się spieszy nie mniej niż mnie, postaram się uwinąć. Willibaldzie, rżnij!

Mniejszy krasnolud zdążył tymczasem rozłożyć machinę, a teraz zaczął kręcić. Machina zaskrzypiała i zaświeciła, wreszcie wypluła z siebie jakiś obraz. Po pewnej chwili obraz się wyostrzył i elfy mogły dojrzeć, co przedstawiał. A przedstawiał Vhriza.

- Oczywiście nie muszę szanownemu elfstwu tłumaczyć co TO jest. Historię o tym, jak to bogom się nudziło i umyśleli sobie zrobić z czarnych robaków rozumną rasę pominę gdyż jest powszechnie znana, tak samo jak to, że owe robaki utrzymują, iż są spokrewnione z elfami, mimo całkowicie ludzkiej psychiki. Nie o to chodzi. Czy szanowne leśne dziadki mogłyby mi powiedzieć, co jest nie tak z tym obrazkiem?
- No... On jest rudy...
- Zaiste synu, ale nie wydawałbym tych paru tysięcy i ryzykował mojego życia zjawiając się tu, tylko po to by stwierdzić ten jakże fascynujący fakt. Jakieś inne pomysły?
- Jest na powierzchni?
- Bliżej! - mechaniczna prawica krasnala wskazała palcem wysoką blondynkę w białej sukni. - Tak, to że drow odważył się pokazać na powierzchni niewątpliwie nie jest dobrym omenem. Ale jeszcze nie to jest najgorsze.
- On się... - nieśmiało zaryzykował jeden z bardziej sędziwo wyglądających elfów. - On się uśmiecha...
- BINGO!!! - krasnal ryknął triumfalnie. - Dziadek wygrywa roczny zapas karmy dla kur i stringi marki Okił!!!
- ...
- Tak! Drow się uśmiecha. To dowód na katastrofalny stan równowagi świata. Wszyscy wiedzą, że drowy są stworzone do cierpienia. Jeśli drowy nie cierpią, to znak, że węzły wiążące czasoprzestrzeń zostały nadwerężone i nasz Wszechświat rozchodzi się w szwach. CZyż nie powinniśmy czegoś na to poradzić?
- ...
- Powinniśmy!!! - Windalf odpowiedział sam sobie, niespeszony milczeniem sali. - Powiedźcie mi - co elfy robią, gdy światu zagraża niebezpieczeństwo?
- Ściągamy ludzkiego bohatera, który ratuje świat - odpowiedź padła niemal natychmiast.
- Dokładnie! Ja proponuję niemal to samo, z małą modyfikacją: robotę odwalą krasnoludy, a ludzie za nią zapłacą.
- ... - elfi królowie mieli wątpliwości, czy to istotnie to samo.

* * *

Parę dni później Menzoberranzan obudziło się nagle, wyrwane z niespokojnego snu potężnym hukiem. Drowy jeszcze tego nie wiedziały, ale był to początek nowej ery...

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 09-03-2005, 11:01   

Daleko, daleko stąd. W innym miejscu i w innym czasie...

... najpierw był grad pocisków i bomb, które obróciły budowaną w stylu imperialnego pseudogotyku infrastruktórę miasta w pustynię. Księżycowy niemal krajobraz zasnuwały czarne opary i dym porzarów. Zasnuwały one niebo tak, że panującą właśnie, 27 godzinną noc planety rozświetlały jedynie błyski laserów i pociski smugowe.

Komisarz Gniot patrzył na pole bitwy przez szkła swej lornetki. Zamontowany w niej noktowizor zapewniał mu aż za dobrą widoczność. Ze swej pozycji widział aż za doskonale, jak czołgi Chaosu i podążające za nimi kochorty czarnych wojowników przebijają się przez wysłane na planete szwadrony ultramarines. Nie minęły minuty, nim nim grad pocisków z dźwiganych przez wroga i zamontowanych na maszynach cięzkich bolterów zaczął kosić jego żołnierzy. Byli bliscy załamania.

Gniot wydobył swój oficerski pistolet i zmotywował swych podwładnych do ataku rozstrzeliwując na miejscu trzech najbliżej stojących. Wróg prawdopodobnie ich zabije, jeśli uderzą. Gniot zrobi to jednak szybciej.

Wyskoczyli z okopów i pognali przed siebie. Może połowa z nich żyła jeszcze, gdy w chmurze dymu dostrzegli pojedynczego wojownika. Prawdpodobnie był obłąkany, mówił bowiem do jakiegoś aparatu, wyglądającego jak telefon komurkowy. Każdy przeciez wiedział, że tu nie ma zasięgu.
- I co z tego, że się uśmiecha? Drowy cały czas się usmiechają! Kiedy? Gdy wyrywają muszkom skrzydełka! Noooo dooobra, zajmę się tym, ale potem! Teraz jestem zajęty!

Ropoczęło się najdłuższe 10 sekund w życiu Gniota (choć - gdyby to przeżył przysiągły, że wszystko to trwało minimum 10 lat). Jeszcze nim precyzyjny cios roztrzaskał mu czaskę wiedział, że boski Imperator tym razem ich opuścił.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 09-03-2005, 16:40   

Windalf maszerował korytarzami, otoczony chmarą asystentów. Pomagierzy chórem informowali go o postępach w Przedsięwzięciu, jak krasnale nazywał swoją misję. Było to największy plan w historii krasnoludów, dlatego też nawet ich, znanych z praktycyzmu, dopadła potrzeba lekkiej bufonady. Gdy jeden właśnie mu tłumaczył coś niezmiernie istotnego, wskazując palcami na co chwila zwijający się olbrzymi schemat w swoich rękach, kawalkada dotarła do końca korytarza i wkroczyła do wielkiej hali fabrycznej. Praca wrzała, wszędzie pełno było krasnoludzkich pracowników jak też goblińskich niewolników. Nie brakowało również Chińczyków, którzy chętnie pracowali w podobnych warunkach co gobliny i nie żądali wysokiej pensji. Co chwila dojeżdżały nowe transporty pustych butelek i wyjeżdżały skrzynki pełnych. Windalf z lubością obserwował, jak pracuje potężna linia produkcyjna, nalewająca do butelek gazowany napój, doczepiająca kapsle i naklejająca naklejki. Poniżej, w piwnicach fabryki, setki i tysiące drowów, najsilniejszych mieszkańców Menzoberranzan i wielu innych miast, chodziło wokół potężnych wałów napędowych napędzając całą maszynerię. Nad nimi znajdował się napis gfłoszący "Xund morfethen duul'sso".

Tymczasem krasnale doszły do miejsca, gdzie miał miejsce najważniejszy etap produkcji Napoju. Dwóch wielkich krasnali właśnie wpychało jakąś młodą kapłankę Lloth do czegoś w rtodzaju żelaznej dziewicy. Po chwili była już w środku i zaczęli kręcić korbą, przy wtórze potwornych wrzasków. Nieco niżej gobliny ustawiały nja taśmie puste butelki, które przejeżdżając w pobliżu aparatury napełniały się brązowym, gazowanym płynem.

- Windalfie, projekt graficzny już gotowy! - krzyczał radośnie jeden z asystentów, nadbiegając z wielkim plakatem. Gdy go rozwinął oczom krasnali ukazała się podobizna jowialnego krasnoluda w czerwonej kurtce, mrugającego i trzymającego wyglądającą znajomo butelkę.

- Doskonale - szef zatarł z radości ręce. - Będziemy bogaci, moi panowie. Ludzie kupią to na pniu. Wystarczy tylko kampania reklamowa^^.
- Tylko czy nie dało się wybudować fabryki w lepszym miejscu?
- Nie narzekaj, na biegunie nie ma podatków. A skoro już tu jesteś - wymyśliłeś już nazwę?
- Tak. Nazwiemy to - COCA-COLA!!!

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 09-03-2005, 17:01   

Tymczasem niedaleko, w innej części legendarnego świata znanego wszystkim z wspaniałego pałacu w Dun Lugh, młody chłopak wspinał się po rynnie.
W tej chwili nienawidził całego świata, począwszy od głupiej szkoły wysyłającej go na nudne misje, poprzez deszcz moczący mu głowę, aż w końcu skończywszy na samym sobie.
Nagle ręka obsunęła mu się po śliskiej rynnie, potem druga.
Stuknęło...
Gdyby w tej chwili ktokolwiek przechodził obok zobaczył by klnącą w najlepszę plątaninę kończyn próbującą wydostać się z kosza na śmieci.

-Dość - powiedział po kilku minutach, już stojąc na ziemi.
Był cały mokry, brudny i śmierdzący.
-Dość - powtórzył otrzepując ubranie z kilku skórek banana. - Mam tego dość, pora zrobić coś innego.
Jego wzrok natknął się na rosnące niedaleko drzewo. Elfy!
Tak, napewno! W końcu elfy są znane z poszanowania dla życia. One napewno będą miały kogoś do sprzątnięcia.

Pełen nowych nadzieji wyruszył do Dun Lugh...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 09-03-2005, 18:38   

W śnieżne ściany Lodowego Zamku, znajdującego się na szczycie jednej z najwyższych gór wściekle uderzał wiatr ze śniegiem. Okna lśniły jasnym blaskiem. W pokoju, wbrew pozorom nie było zimno, a nawet wręcz przeciwnie - upalnie. Kominek i kilka świec rzucały na ściany wesołe błyski, które tańczyły z cieniami. Na głębokiej, czerwonej sofie leżała zaczytana w opasłej książce kobieta. Długie włosy rozdzielone na trzy grube warstwy malowniczo sływały na ziemię, przykrywając fałdy białej sukni. Jedynym odgłosem zakłócającym ciszę owego pomieszczenia było pocieranie pilnika o paznokcie mieszkanki zamku.
-Mrau...- z kominka wyszedł biały kot z rozdwojonym ogonem. Gorące języki spływały po jego futrze jak woda, nie czyniąc mu krzywdy.
-Witaj w domu Nuko.Jakie wieści przynosisz?- kobieta podniosła wzrok i zdjęła okulary.
-Mrrrr.-kot wskoczył jej na kolana i podstawił łeb do pogłaskania. Zamruczał z zadowoleniem gdy długie palce przejechały po jego czole i grzbiecie.
-Na drowy? A czego oni chcą od tych elfów?
-Mrrau.- kot fuknął nieprzyjemnie.
-Masz na myśli tego rudzielca?-uśmiechnęła się do kota, który doskonale pamiętał pierwsze spotkanie drowa z jego panią.- Czasami stworzenia na tym świecie dziwnie rozumują...^^
-Phrr...
-No cóż. Wyprawa na drowy brzmi kusząco.-wstała i sunąc szatami po ziemi weszła za parawan.Po kilku minutach wyszła w podróżniczym stroju. Otworzyła wielkie drzwi i w oczach odbił się blask stali. Broń, której ilości nie zliczonoby w tydzień dumnie się prezentowała. Kobieta przejechała palcem po rzędach rączek sztyletów, mieczy, toporów, włóczni i Shi wie czego jeszcze. Postać wzięła kilka włóczni i mieczy do rąk.
-Pójdziemy Nuka. Pójdziemy na drowy.^^
-Mrau?
-Hm...siostra raczej nie powinna nam przeszkodzić^^ Nadal podróżuje z tamtą grupką.
-Miau...?
-To zależy...-rzuciła bronie pod nogi i podniosła miecz. Przyjrzała się zdobionej i ostrej klindze.-...jednego obronimy...-dotknęła czubkiem ostrza nosa kota, który prychnął i odskoczył.- A innego...zabijemy...-stal nadziała się na owoc leżący na srebrnej tacy. Akcjum podniosła go na wysokość oczu i przyjrzała się z zadowoleniem jak sok ścieka po stali. -Który na ostrzu...ten mój...>) -ugryzła owoc, po czym rzuciła go za siebie. Przyczepiła kilka broni do pasa, część wpakowała do plecaka, po czym skierowała się do szafy z płaszczami.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 09-03-2005, 19:34   

- Ktoś do zabicia? - zdziwił się Rivalin, jeden z Aos Dana, oficjalnych doradców króla. - Nic mi nie wiadomo. Ale jeśli chcesz mogę cię wysłać do Windalfa, Przyjaciela Elfów. On ci coś na pewno znajdzie.
- Jesteś pewien?
- Tak. W najgorszym razie sprzeda twoje organy.
- Żartujesz, prawda?
- Skoro tak uważasz.
- ...

* * *

- Windalfie, praswie już wykorzystaliśmy wszystkie drowy z miast które zdobyliśmy. W tym tempie opróżnimy cały Podmrok w ciągu miesiąca.
- Hmm, no tak, to było do przewidzenia. Trzeba przygotować oddziały łowców na powierzchnii. Dzwoniliście do tego psychola?
- Mówił, że jest zajęty, ale się zajmie jak będzie miał czas. Aha, jakiś koleś chce sie z panem widzieć.
- Jak wygląda?
- Przeciętnie. Mówi, że przysłały go elfy i że jest najemnym zabójcą.
- Ech. - Windalf sprawdził, czy działko w mechanicznej ręce dobrze funkcjonuje. Następnie schował je do wnętrza i przykrył rękawem. - Dobra, idę. Daj mi znać, jeśli pojawią się jacyś chętni najemnicy.
- Nie ma sprawy.

Kilka koryutarzy dalej ogłoszono styan gotowości w oddziałach szturmowych. Orkowie, Krasnale, Gnomy i Ludzie rzucili sie do swojego ekwipunku. Jedni nakładali magiczno-mechaniczne pancerze, inni malowali twarz barwami kamuflującymi, jeszcze inni sprawdzali, czy broń jest sprawna i gotowa do strzału. W hangarach rozpoczęto próbne rozruchy parowych mechów i czołgów, a w garażach grzano silniki potężnych, czerwonych ciężarówek polarnych. Niedawno powstała organizacja CCCP(Coca-Cola ComPany) szykowała się do przerzucenia swych wojsk w rejon przyszłych zadań bojowych. Z głośników leciał budzący grozę hymn...

Zimą jest dość zimno,
Lecz to bez znaczenia,
Gdy masz ze sobą butelkę,
Pełną orzeźwienia!
ZAWSZE COCA-COLA!!!

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 09-03-2005, 20:08   

Lecz czarnoskorzy nie proznowali.
Fabryka, obserwowana przez doborowy oddzial najemnikow pewnego ekstrawanckiego lysola, zostala ostatnio zinwigilowana przez jeszcze bardziej doborowy oddzial specjalnie szkolonych zwiadowcow, sprytnie zamaskowanych klasycznymi metodami <makijaz wiecznie zywy zreszta, i tak ne byli pelnej krwi drowami>.
A najlepszy z nich zwiedzal wlasnie pokoj sztabowy CCCP.
Bedzie go zwiedzal, poki nie siegnie do nie mniej sztabowej mapy na scianie. Wtedy zacznie zwiedzanie miejsca duzo ciekawszego i hm....odleglejszego, rowniez metaforycznie.

Byl tam rowniez jeszcze jeden drow. Jego wspolplemiency nie wiedzieli o jego obecnosci. I nie zanosilo sie, by ktokolwiek o tej obecnosci sie dowiedzial.
Powrót do góry
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 09-03-2005, 20:38   

- Jak myslisz, skoro są półdrowami to to może zepsuć smak napoju? - zastanawiał się Ork Gurghei, jeden ze strażników.
- Owszem, ale po to mamy destylator;3 - uspokoił go krasnal Alsvidr.
- Racja. Powiedzieli już jak tu weszli i ilu ich jest?
- Nie. Ale to kwestia czasu, wystarczy, że będziemy ich destylowali żywcem^^.
- Super^^ - z górnych pięter dobiegł ich hałas. - To pokój sztabowy. Idziemy sprawdzić?
- Po co? Jedyne co tam jest to mapa Bawarii, którą szef kupił na ostatnim Oktoberfest. No i kilka pustych flaszek po ostatniej "odprawie".
- No niby racja...

* * *

- Uwaga Oddział Szturmowy Nr 11! W pobliżu fabryki wykryto nową bazę surowców! Wasze zadanie: zabezpieczyć!

Nim głośniki zamilkły orki i krasnale już biegły w stronę polarnych wozów bojowych, uzbrojeni po zęby i gotowi na wszystko. Z paskudnym zgrzytem brama wjazdowa się otwarła i pojazdy ruszyły do ataku. Oddział Jarlaxle'a nie był pewien, czy jest zdecydowany na walkę. Kilka rakiet celnie ulokowanych w ich pojeździe uwolniło ich od dylematu.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 09-03-2005, 23:29   

Rakieta mknęła przez wąski, zamarznięty tunel - niestety, zanim dotarła do celu, cel zniknął w najbliższym zaułku... Wszystkie cele. W końcu sam pojazd sie nie liczy, a jego załoga błyskawicznie usunęla się z pola rażenia. Kto jak kto, ale żaden drow nie będzie ryzykować życia dla czegoś tak błahego, jak zwiad! Eksplozja zatrzęsła posadami fabryki Coca Coli.... Nic, czego krasnoludy by się nie spodziewały. Oddział nr 11 ruszył na poszukiwanie "surowców", pewny zdobyczy. Każdy z jego członków mapę podziemi znał przecież lepiej, niż własny pokój! Tupot stóp krasnali i orków powoli cichnął, oddalając sie coraz bardziej od bramy... Pozostał tylko mały, skulony w kąciku kształt, wyglądający zresztą na nieco... sponiewierany.

- Uważaliby, gdzie ich nosi, do jasnej cholery! - kształt powoli wysunął koniec pyszczka z kąta, fukając wściekle. - Nie można nawet wybrać się na zwykły zwiad, a już się zostaje zadeptanym! Czekajcie wy, niech ja tylko sobie przypomnę, jak znów stawać się wielkim smokiem... Upiekę! Albo nie, najpierw przeżuję, potem upiekę, żebyście poczuli!... Albo nie, najpierw...

W końcu wygramolił się zupełnie. Jeden z wystających z grzbietu grzebieni był nieco nadłamamy, a na ogonie malowniczo odcisnął sie ślad wielkiego buciora. Jakby nie patrzeć, wciąż przypominał jednak jaszczurkę...

[ekhm!]

... znaczy, smoka. _^_

***

Podczas gdy w podziemiach fabrki pewnego brązowego napoju trwał pościg, ktoś spokojnie sącząc herbatkę wysłuchiwał raportu swojego podręcznego materiału na portfel (na torebkę byłoby chyba za mało).
- ... a w dodatku oni w ogóle się nie myją! - zakończył triumfalnie Klejnot.
- Rozumiem, że to dlatego z przyjemnścią postanowiłeś zostać wycieraczką? _^_
- Żebyś wiedziała, już nigdy nie zaznam takiej przyjemności, jak bucior orka wgniatający w ziemię mój ogon... - wysyczał, machajac wspomnianym ogonem na wszystkie strony ze złości.
- Mogę powtórzyć, chcesz? :>
- Ty lepiej sie zastanów, co masz zamiar z tym zrobić...
- Ja? - udawała zdziwioną... Ale ta jaszczurka miała rację. Wojny - jasne, jeszcze sie nie zdarzyło stulecie, w którym "rasy rozumne" wytrzymałyby bez wojen, ale nikt nie będzie pod jej nosem urządzał sobie jatki tak po prostu dla samej przyjemności zabijania.
- Nie, ja! - kontynuował tym czasem Klejnot. - Będę największym obrońcą drowów wszechczasów! Całe 40 centymetrów długości! Weź rusz tyłek, zanim ci sadyści naprawdę rozpełzną się po całym Podmroku _^_
- Jakby tam sadystów brakowało... - mruknęła, poprawiajac duży (zdecydowanie za duży) kapelusz.

***

- Że co?... ^^"
Do jego siedziby niezauważona nie wślizgnęłaby się nawet mysz. A karaluch zostałby zapewne utłuczony, zanim zdążyłby ruszyć wąsem. Skąd do licha w takim razie pojawiło się na jego stole to... Coś? Coś wyglądało jak spore czarne pudełko, z tym, że zamiast jednej ze ścian migotały kolorowe obrazy. Zupełnie, jak magiczny przekaz, tylko z żadnej strony nie wyglądało to na magię. Ciekawe, bardzo ciekawe... Zaintrygowany, skupił się na przekazie. To, co zobaczył, nie spodobało mu się w najmniejszym stopniu. Przeklął siebie cicho za pośpiech - gdyby wrócił tu parę godzin temu, nawet nie musiałby wysyłać zwiadowców. Chociaż, oczywiście, przydaliby się, tak dla potwierdzenia. Zwłaszcza, że ktoś naprawde musiałby być ostatnim kretynem, żeby wywiesić na ścianie coś o treści "Praca czyni wolnym"... Nawet w kategorii żartu - po prostu niesmaczne! Przez chwilę był przekonany, że ktokolwiek podrzucił tu ten przedmiot, po prostu świetnie się bawi robiąc sobie z niego jaja... Ale chwilę później źródło obrazu najwyraźniej zmieniło lokalizację (a moze były dwa źródła?) - i czymkolwiek nie byłyby te pociski, wywołały na tyle realistyczną reakcję wsród jego podwładnych, że postanowił przemyśleć to sobie jeszcze raz.

Podobnie zresztą, jak treść krótkiego liściku... Chociaż nie, na to znie zgodzi się na pewno!

Kartkę powoli trawił ogień pochodni. Lepiej, żeby nikt tego nie przeczytał, jak idiotycznie by nie brzmiało.

"Cześć, braciszku! ^^
To w ramach rekompensaty za twój kapelusz. Tęsknisz za nim jeszcze? :> Sorki, nie oddam, za bardzo mi się podoba! XD
PS. Pożyczysz ten kryształ, który ostatnio dorwałeś? Bardzo by mi się przydał..."


Braciszku?! Kimkolwiek by nie była ta dziwna dziewczyna, była zdecydowanie zbyt bezczelna.

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 10-03-2005, 07:48   

Wystarczy - magiczne lustro zamigotalo i zgasło - nie wiem jaki chory umysł to wymyślił... ale nie możemy do czegos takiego dopuścić. Nikt nie zasluguje na taki los!
Rozumiem. Ale co planujesz?
Przede wszystkim wyślij jednego z elfów wśród Bambosh Riderów jako posła do dworu elfów. Niech się zorientuje w sytuacji... jak to dobrze że u elfów sala narad jest otwarta dla każdego posła dowolnie licznej grupki :>
Zrobi się. Coś jeszcze?
Grimson niech wstosuje notę protesacyjna do króla krasnoludów... Klan Koła i Mrocznej Góry są dośc możne, może przeforsuje coś...
Dobrze. A ja udam się do serca maszynowni. Trzeba odkryć co knują krasnale.
Zgoda. Ja postaram się odszukać ruch oporu... zapewne jeden formuuje Jarlaxle, wiem tez ze Gromph i Triel zbierają resztki domów... No i może Novissima coś zdziała...
Zobaczymy. Zaraz się tym zajmę.
A ja swoja częścią.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Noire Płeć:Kobieta
Pomniejszy Inżynier


Dołączyła: 14 Maj 2003
Skąd: From down below
Status: offline
PostWysłany: 10-03-2005, 13:59   

Yasstra zaniepokojona wracała ze zwiadu z Powierzchni do Menzoberranzan. Dowódca jej grupy kazał jak najszybsze stawienie się w mieście. Jakis czas temu z czlonkow trafil wczesniej na niepokojace dane o mozliwym ataku na Podziemie. Oczywiście nikt mu nie uwierzył i spytano go kiedy po raz ostatni był w gościem burdelu.
Zakryła się szczelniej mglistym płaszczem, który ukrywał jej aurę, weszła cicho do miasta. Widok, jaki zobaczyły jej oczy zaskoczył ją. Po Menzo chodziły krasnoludy, które wyłapywały zdezorientowane drowy. natychmiast wsunęła się w wąską, boczna uliczkę. W takiej sytuacji nie moze spotkać się z dowództwem, nie znała jego sytuacji. Postanowiła dowiedzieć się dokąd krasnoludy zabierają jej rasę. Ruszyła za jednym z transportów więźniów.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2120255
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 10-03-2005, 16:17   

Niedaleko Złowieszczego zamku Zizabodaładaładaboinboinfritt'a.
- Ah.. nie ma to jak swieży zapach elfiej krwi!- Drowia kapłanka Lloth przywitała przybyły oddział żołnieży- mówcie..mi dzieci pajęczej matki.. ile elfów zabiliście?
- Ani jednego- Warknął umieśniony mroczny elf. wioska jest pusta.
- Niemożliwe... przecież dopiero sie tam zasiedlili O.o
- Zostawili na drzwiach tylko to- Podał kapłance karteczkę z napisem "jesteśmy w salonie peżot".
- co to jest "peżot" ?!
- też nie wiem!
Kapłanka westchneła
- i znowu będe musiała was bić..
- Pani! Wiadomość!- Drowka zatrzymała swój wężowy bicz.- z Mezzoberranzan!
- Co oni do cholery mogą od nas chcieć?! Zakładam że to kolejna aktualizacja rysopisu Drizzta. Wszyscy dobrze wiedzą że on zmienia płeć, kolor skóry z częstotliwością raz na 2 lata. NIE MUSZA NAM WYSYŁAĆ O TYM ZAWIADOMIEŃ! Drizzta i tak sie rozpoznaje po członkowskiej karcie klubu "flagi w kolorach teńczy" i jego szpanowaniem panterą i rózowymi oczami...
- Słyszałem że teraz nosi maske odkąd odpadł mu nos...
- To inne wiadomości! Jarlaxe prosi Matke opiekunkę by pozwoliła nasze armii stawić sie w Mezoberranzan.
-Nie ma matki opiekunki... Vela też nie ma...
- Pojedziemy tam i wrócimy nim opiekunowie sie pojawią ;']
- Może tam nam wyjaśnią czemu nie ma elfów i co to znaczy "peżot"

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 10-03-2005, 16:59   

-Potępienie akcji będzie nas drogo kosztować Daer. Coś około 10% rocznego budżetu...
-Mamy 25% rezerw na takie okazje ^^
-Dokładnie. Więc wysyłamy łapówkę?
-Tak... to pozwoli nam zrobic z kranoludami i ich slugusami co chcemy bez interwencji ich przelozonych :-D
-A co z naszym wyslannikiem?
-Stawil sie na dworze... elfy zachowuja sie jak fanatycy, a co gorsza nawijaja tylko o jakiejs utracie rownowagi wymiarow...
-Utrata rownowagi O.o Co tez oni znowu wydumali... chyba zawiadomie Zgromadzenie. No i fanatyzm... znowu fanatycy... mam ich dosc... Ale o to mniejsza. Wyslijcie lapowke dla krasnali... i przygotujcie armie. Trzeba pomyslec o obronie... na razie tylko drowy... i odprawcie ceremonie :-D
-:-D
-Hmm... a ja chyba sie udam obejrzec miasto... i nawiazac kontakty z Jarlaxem... do Gropha niech uda sie ktos inny, moze miec jeszcze pretensje ^^' A potem nawiaze kontakty z Novissima... zgodnie z moimi informacjami Seri nadal tam jest, a na pewno drowy Arii...
-Dobrze... ide obejrzec fabryke.

Krasnoludy uchodza za najlepszych straznikow. Sa niezwykle czujne i spostrzegawcze, a ich wytrzymalosc pozwala im przetrzymac nawet najdluzsze warty.
Jednak nawet one nie byly w stanie mamierzyc mrocznego cienia wedrujacego korytarzami ich fabryki... cienia o czarnej skorze i srebrzystych wlosach, poruszajcego sie z nieludzka predkoscia i znikajacym w mroku gdy tylko ktokolwiek sie zblizal... Endarion podsluchal juz dziesiatki rozmow, a teraz wedrowal szukajac pokoju dowodzenia...

W pokoju Jarlaxa na samym srodku otworzyl sie czarny portal...
-Witaj Daerianie... ale na przyszlosc uzyj drzwi... moi straznicy sa ostatnio nieco nerwowi.
-Wybacz... powinienem był o tym pomyslec.
-Niewazne. Co cie tu sprowadza?
-Mysle ze sie domyslasz...

Triel uśmiechnela sie. Okolo 2 tysiace niedobitkow drowow zebralo sie pod jej rozkazami... wkrotce beda zdolni przeciwstawic sie najazdowi krasnali...
Gromph tez sie usmiechnal... wojska nalezlay czesciowo do niego, a poza tym... mial tera zpozycje wyzsza od zwyklej matki opiekunki... a gdy to sie skonczy - na pewno jej nie odda...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 11-03-2005, 11:04   

Endarion niestety nie pomyślał, że krasnale mogły pozakładać magiczne alarmy i pułapki. Nim szok wywołany zaklęciem zniknął, był już przykuty do koła z innymi drowami i napędzał maszynerię pod czujnym okiem strażnika. Tymczasem Windalf starał się nie umrzeć ze śmiechu po tym jak usłyszał, że próbowano przekupić kogoś u króla krasnali. Sam król krasnoludów miał łzy w oczach, gdy dzwonił z tą informacją do swojego ulubionego bratanka. Ktory to zresztą bratanek wypłacał większości urzędników Królestwa pod Górą niemalże oficjalne, stałe pensje

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 11-03-2005, 11:35   

Rozmowa z Jarlaxlem przebiegla pomyslnie... mimo ze te wydawal sie mocno zdenerwowany. Nie miało to jednak wiekszego znaczenia. Wkrotce cala organizacja zajmowala sie tym samym co zwykle... zbieraniem informacji, tyle ze tym razem nie o drowach, a o krasnalach. Wyszukiwali takze niedobitki z dawnego swietnego miasta, podprowadzajac malo wartosciowych Triel, a bardziej - wcielajac do wlasnej organizacji. A to wszystko za hojna oplata z prywatnej sakwy Daera...
Ktory tymczasem zgniotl w rece list od Krola Krasnoludow spod Gory.
Glupiec. Wielki glupiec. - westchnal - wydaje mi sie ze powinien dokladniej przemyslec swoje decyzje... chyba chce wywolac wewnetrzna wojne, jako ze cieszymy sie przyjaznia wielu klanow... coz, jego decyzja. Ja mam pilniejsze rzeczy do roboty. Naprzyklad, czyzby End wpadl po raz pierwszy od 200 lat? Bo cos dlugo go nie ma... Moze bede mial mu co wypominac :> Poczekam jeszcze troche...

Tymczasem drowy w SPP braly udzial w tradycyjnej ceremonii rozpoczynajacej dzialania zbrojne... Zgromadzily sie wszystkie przed posagiem swej wielkiej boginii...
Kolorowe dymy z kadzidel unosily sie w gore, gdy kaplanka zaintonowala piesn...
Lolth! W imieniu naszego ludu prosze cie o pomoc i bogoslawienstwo! Wybacz nam ze siegamy po bron, lecz zagrozenie jest zbyt wielkie, nie mozemy opuscic w biedzie naszych braci, ktorzy byc moze kiedys poznaja twoje swiatlo!
To mowiac siegnela po karafke i nalala sobie kieliszwk wina, po czym zeszla miedzy inne drowy, ktore uroczyscie spelnialy pozegnalny toast dla zabawy, ktora miala odejsc poki wojna sie nie skonczy...
Posag boginii Lolth, mlodszej siostry Lloth wygladal bardzo sympatycznie - byla to ladna, dosc niska szatynka o uroczym usmiechu, ubrana w wrzosowa suknie i trzymajaca berlo zakonczone serduszkiem... Patronka wszelkich lubiacych wolnosc, zabawe i zyjacych na powierzchni drowow...

Tymczasem Endarion byl wsciekly. Bardzo, bardzo wsciekly. Jednak to nie byl czas na emocje... Za ktoryms razem gdy kierat zaslonil go przed straznikami szybkim ruchem wydobyl wytrych spod skory lewej reki... po chwili oba lacuchy byly otwarte, ale on nie ruszal sie... pozostawil je zatrzasniete i czekal na wlasciwy moment...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 3 Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group