FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  IRC (qchat mibbit)  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 22, 23, 24  Następny
  Opowiadania, fragmenty, diariusze...
Wersja do druku
Ryuu_Davis Płeć:Kobieta


Dołączyła: 12 Kwi 2003
Skąd: A bo ja tam wiem O.o?
Status: offline
PostWysłany: 15-06-2003, 15:43   

Mam, jeszcze ze stronkę, ale nie wiem czy opłaci się wrzucać ^^. Mi samej to się nie podoba, a pisałam pod wpływem schizmy =="

Niezrozumiałe dlatego, ze to w sumie mój pamiętnik, tzn, ekhm, postaci obdarzonej moim pięknym imieniem ^^""". A reszta to...
sore wa himitsu desu ^^ Poza tym, wyjaśnione było w nxtgnr... Albo obejrzyjcie sobie trzecią serie czarodziejki z księżyca XDD
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
4607619
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 15-06-2003, 16:29   

No wreszcie coś się zaczyna dziać! Czekam na więcej!

Alira - weź Ty dokończ Wilczycę, co? Bo to nowe fajne, ale ja tamtego jeszcze jestem ciekawa.

Ryuu - witam na pokładzie! Zawsze jedna pisząca dusza więcej! Faktycznie, ten kawałek jest w stylu podobnym do "Nica" Satsuki, ale to na razie nie zarzut. Jeśli Tobie samej się to nie podoba (a tak rozumiem Twój post), to nie musisz się katować... Pamiętnik, mówisz? A czymże innym są moje fragmenty diariuszy? Nic w tym złego. Natomiast przyznam, że w Twoim wypadku w ogóle nie łapię kontekstu - może jakieś słówko wprowadzenia albo wyjaśnienia, please? Tylko błagam, nie każ mi oglądać Czarodziejki, nie chcesz mnie chyba zabić, prawda? Ja się jeszcze przydam...

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 07 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 16-06-2003, 09:27   

No, w końcu po sesji, wszystko do przodu, mogę was zamęczać swoimi wypocinami ;P. Na początek informacje o rasach i bohaterach, żeby się połapać w tym wszystkim.

bogowie- najpotężniejsza ze wszystkich ras. Bezpośrednio podlegli Losowi zajęci są hmmm... administracją świata śmiertelnych, półoświeconych (krasnoludów i niziołków) i oświeconych (elfów). Do ich świata można się dostać z elfickiej krainy, ale dopiero Archon, syn Mastera jako pierwszy dostąpił zaszczytu postawienia stopy w ich krainie. Ich życie jednak do sielskich nie należy. W walkach z Absolutnym, niezwykle potężnym i obiecującym bogiem, który zszedł na złą drogę wielu bogów straciło życie, w tym część członków Rady. A należy wiedzieć, iż bó po śmierci musi odczekać 100000 lat w tzw. Sali Oczekiwań (podobną mają elfy, z tym że czekają jedynie 1000) żeby powrócić do żywych. Co więcej, udało im się tylko go zapieczętować ze świadomością, iż wcześniej czy później się wyrwie niszcząc ich wszystkich. Tak więc oczekują tego momentu licząc na elfy należące do Symboli.

elfy- drudzy po bogach. W świecie śmiertelnych przebywają jedynie jakiś czas. Jest to tzw. boska próba. Im lepiej dany elf spisze się w śś. tym lepsze perspektywy i pozycję ma w swoim prawdziwym świecie. U śmiertelników starzeją się jak oni, ale u siebie są nieśmiertelni i młodzi jak bogowie. Przejściem między światami jest przystań z której odpływają łodzie do ich krainy. Elfy mogą w każdej chwili odejść, ale robią to z reguły gdy są stare lub śmiertelnie chore (do czasów epoki Nightfall, ale to temat na inną bajkę). Potrafią jak demony posługiwać się magią. Ogranicza się ona do prostego czaru leczącego i Elven Blastu, niebieskiej kuli energii, której moc rośnie wraz z siłą elfa. Wyjątkiem są Symbole, oni mają do tego swoje techniki, potrafią generować osłony i otwierać okno czasoprzestrzenne dzięki czemu mogą się pojawić dosłownie wszędzie. Wg przepowiedni Symbole z pomocą Ostrza Symboli mają uratować światy przed Absolutnym. Jest ich siedem: Master, Archon, Great Master, Seven Seven, Affendis, Deceitful i Orion (ten ostatni jest na dobrą sprawę półbogiem). Wprawdzie Feanor Symbolem nie jest a ma ponadprzeciętną moc, najprawdopodobniej wpływa tutaj fakt pokrewieństwa z nimi. Elfy lubią siebie zwać oświeconymi tudzież dziećmi bogów.

Krasnoludy i niziołki - są na dobrą sprawę tłem mojej opowieści podobnie jak śmiertelni. Ci pierwsi mają swoją krainę, niedaleko elfickiej, głównie dzięki temu, iż z krasnoluda i niziołkini narodzili się Master i Deceitful. Nie mają tam wprawdzie takich luksusów jak elfy, ale też uzyskują nieśmiertelność, a w Sali Oczekiwań czekają jedynie stulecie. Zaś przedstawiciele tych ras sprzed narodzin tamtych dwóch zostali sprowadzeni z zaświatów dla śmiertelników.

Na razie tyle. Potem wrzucę opis śmiertelnych, demonów i zbuntowanych bogów z Absolutnym na czele. I może epoki ponieważ akcja rozgrywa się na przestrzeni dziesiątek tysięcy lat.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
Ryuu_Davis Płeć:Kobieta


Dołączyła: 12 Kwi 2003
Skąd: A bo ja tam wiem O.o?
Status: offline
PostWysłany: 16-06-2003, 16:09   

Heh ^^ Dzięki za miłe przyjęcie ^^ A co do mojego stylu.. hmm... mówicie ze podobny do Satsusiowego Nica? O.o... no... ajk mam być szczera tio czytałam tylko pierwszą cześc ^^' Wzoruję się bardziej an 'Mirai Densetsu' Kyoshiro-sama ... to jest arcydzieło... *_* .... ach.... ma 145 stron, ale wada, zapewnie odpychającą jest to, że opiera się na czarodziejkach :)
]
Mogłabym wstawić tu jeszcze fragment, ale piszę z kompa kumpeli ^^' Jak się u siebie dorwę to postaram się coś rzucić :)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
4607619
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 16-06-2003, 16:27   

Emem.. Ryuu... Nica jak na razie tylko jedna część jest :D:D:D:D:D Jak już się dorwiesz to nam coś wrzuć :>

Bamboshkuu... daaj jeszcze :D

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ryuu_Davis Płeć:Kobieta


Dołączyła: 12 Kwi 2003
Skąd: A bo ja tam wiem O.o?
Status: offline
PostWysłany: 16-06-2003, 16:38   

Eee... tak...? O_o ... Moze ^^" w każdym razie, nie czyta łam wiele ale podobało mi się i tak ... ach *_* ... Satsuki pięknie pisze.. ach *_* ...
A z tego co tu wstawiłam juz mi sie udało pięć stron napisać bez żadnego dailogu ^^ jestem dumna ^^ Zaczęłam nowy rozdział o xellossiku ^^
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
4607619
Xeniph Płeć:Mężczyzna
Buruma


Dołączył: 23 Sty 2003
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
WIP
PostWysłany: 17-06-2003, 12:48   

Dawno tu nic nie wklejałem, ale było tak, jak było, a wy wiecie jak było. W każdym razie, dzisiaj kolejna część sławetnego pojedynku. Zamierzałem tu wstawić wszystko do końca, jednak kiedy spojrzałem na objętość, postanowiłam to rozbić na dwa posty. Tak więc:

Mesjasz nie wyciągnął miecza, lecz uniósł ostrze w górę, podnosząc nabitego na nie Złotego Rycerza. Ten spojrzał przeciągle mrocznemu elfowi w oczy, po czym drżącymi dłońmi chwycił wbite w niego ostrze usiłując się uwolnić, co jednak okazało się ponad jego siły. Jego ręce opadły bezwładnie ku ziemi. Rycerz stęknął, zacisnął zęby i spróbował ponownie.

- Nadal usiłujesz mi się przeciwstawiać - głos Mesjasza nie zdradzał żadnych emocji - Jesteśmy zatem podobni. Obaj będziemy walczyć za nasze ojczyzny do ostatniej kropli krwi...
- M... mylisz się... - mówienie przychodziło Leihardowi z wielkim trudem - Nie jesteśmy wcale podobni... gdyż... ja... nie dbam o ojczyznę... nie dbam o to czy czynię słusznie... ani czy bogowie... ukarzą mnie... za nieposłuszeństwo... wiecznym potępieniem... to... dla mnie... nieważne... jedyne co się liczy to... muszę ochronić... nie pozwolę żebyś skrzywdził... moją córkę! - skończywszy mówić, paladyn odchylił głowę do tyłu, z trudem chwytając powietrze.
- Fascynujące. - mruknął Mesjasz - Szkoda że nie mogę zbadać tego dokładniej, ale czas nagli. - powiedział, kładąc lewą dłoń na okolicach splotu słonecznego rycerza - Rozerwałem się nieco, ale czas już kończyć. MERTON.

Dłoń mrocznego elfa otoczyła pomarańczowa poświata. Nie przypominała ona zwykłej kuli energii, lecz raczej małe słońce, lub kulę rozżarzonej lawy. Nie dawała ona prawie żadnego światła, jedynie ogromny żar. Mesjasz zacisnął zęby, a na jego czoło wstąpił pot. Lord Thrain wydał z siebie straszliwy, przeszywający wrzask, który po chwili przeszedł w gulgotanie, gdy rycerz zachłystnął się buchającą mu z gardła krwawą pianą. Z pleców paladyna wystrzelił gruby promień pomarańczowej energii, który po chwili zniknął. Głowa Leiharda bezwładnie przechyliła się w przód, z ust wypłynął mu niemal litr krwi. Mesjasz zsunął z miecza resztki Złotego Rycerza, które z brzęknięciem zbroi uderzyły o ziemię, po czym zdegustowany podniósł do oczu lewą dłoń, dotkliwie poparzoną zaklęciem.

"To nic. Odrośnie." Mruknął do siebie, po czym spojrzał na leżące przed nim ciało. Rycerz wyglądał jak zepsuta lalka, rzucona niedbale w kąt. Rozrzucone bezładnie kończyny nie poruszały się, wspaniała jeszcze niedawno zbroja była cała popękana, a z brzucha wyzierała ogromna, wylotowa dziura. Zbroja i ciało na brzegach rany były stopione. Żaden człowiek nie byłby normalnie przeżyć takich obrażeń. Mimo to, usta paladyna po chwili zaczęły się lekko poruszać. Mesjasz przyklęknął.

- Mocy brzasku i gwiazd na niebie... - wyszeptał Złoty Rycerz sinymi i popękanymi wargami - Ty, która prowadzisz nas za dnia jak i w nocy...
- Nadal żyjesz? Imponujące. - stwierdził Mesjasz - Ale zupełnie bezcelowe.
- Źródło wszystkich serc...
- Całą energię zużywasz na podtrzymanie życia. Niedługo stracisz jej resztkę i umrzesz. Jedynie przedłużasz swoją agonię.
- Pani, która jesteś blaskiem wśród chaosu...
- Cóż to, modlisz się? Czyż sam nie mówiłeś że sprzeciwiłeś się woli bogów?
- Księżniczko Lśniących Gwiazd...
- Jakiż bóg odpowiedziałby na modły świętokradcy?
- W chwili rozpaczy do Ciebie się oto modlę i składam w ofierze siebie...
- Musiałby być żałośnie słaby, żeby potrzebować wiary byle zdrajcy!
- Cofnij to, co nie powinno było się wydarzyć... napraw zło, bezmyślnie wyrządzone... w swoim nieskończonym miłosierdziu... MY... FINAL... HAVEN...

Po tych ostatnich słowach usta Leiharda zawarły się, powieki opadły, a ciało znieruchomiało już ostatecznie. Zapadła martwa cisza, którą przerywały jedynie ogłosy skapującej z jakiegoś stalaktytu wody. Jednak po chwili kapanie przestało być miarowe i zaczęło przypominać jakiś rytm, jakąś melodię.

_________________
You don't have to thank me. Though, you do have to get me donuts.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Alira14 Płeć:Kobieta
Wielkie Prych


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Draminion gdzie normalnym wstęp wzbroniony!;)
Status: offline

Grupy:
House of Joy
WIP
PostWysłany: 17-06-2003, 16:33   

Avellana- Nie moja wina, że wenę na filozoficzne,albo smutne rzeczy mam rzadko, a na komedię prawie zawsze. Jeżeli będę się zmuszać do pisania Wilczycy wyjdzie chłam=.=. Jeżeli chcesz w podobnym stylu, to porszę bardzo. Oto fragment mojej pracy konkursowej. Mam 3 miejsce na 22.
Piszemy na temtaty fantastyczne, elfy, bitwy galaktyczne, zauważamy fantazję, a często nie potrafimy dostrzec tego co się dzieje wokół nas. Małych radości, romansów a nawet tragedii...

Znowu to samo...

Dziewczyna szybkim ruchem zamknęła drzwi za sobą. Udało jej się wrócić. Rozejrzała się po domu. Pusto. Rodzice po raz kolejny będą pracować do późna. Codziennie tak jest. Przechodząc przez hol nie mogła oprzeć się pokusie i spojrzała w lustro. Ukazało jej twarz, ale inną od tej, którą była rano. Buzia cała czerwona i oczy mokre od łez... Włosy jeszcze sześć godzin temu gładko uczesane, teraz rozczochrane i sterczące na wszystkie strony. Nie miała czym je zawiązać bo ktoś ukradł jej gumkę do włosów. Czerwona szrama widniała na jej policzku. Pamiątka po „koleżance”, która dla zabawy ją podrapała. Jeszcze słyszała w swoich uszach ich śmiech. Śmiech prawdziwych potworów i bestii w ludzkich ciałach. Przypomniała sobie jak robili sobie z niej worek treningowy. Po raz kolejny usłyszała ich szydercze odzywki i wulgarne słownictwo pod jej adresem. Jedna duża łza zaczęła cieknąć z jej policzka. Przybliżyła swoją twarz do lustra i drżącymi ustami cicho powiedziała:
-Nie martw się. Jutro będzie lepiej... Pokażesz im na co cię stać.
Znowu to samo...
Grupka dziewczyn siedziała w sali gimnastycznej. Otworzyły okno. Lepiej, żeby nauczycielka nie odkryła, że palą. Jakoś nie miały ochoty na spotkanie w domu z wściekłym rodzicem. Plotkowały o wszystkim, co ślina naniesie na język. Każda krzyczała ile sił w płucach, byle tylko pozostała reszta słuchała tylko jej. Z gwaru dało się usłyszeć donośny wrzask Dominiki:
-Zośka Tereniuk? Nie mów mi nic o niej, bo niedobrze mi się robi!!!
-Wiem, ale gdybyś widziała, jak ta kujonka dzisiaj gadała na lekcji! Jakby pozjadała wszystkie rozumy! A kiedy okazało się, że jako jedyna z całej klasy ma zadanie domowe, to myślałam, że ją zatłukę jak psa!
-Lizus i tyle...
-Na dodatek, jak ona wygląda! Jej włosy wyglądają tak, jakby maczała je w soku marchewkowym! A jej twarz! Przez te piegi niewiadomo, gdzie ona ma oczy!
-Ona w ogóle myje te swoje kudły?
-Ty! Już przynajmniej wiemy, co kupić jej na mikołajki w przyszłym roku! Szampon przeciw pchłom i przeciw łupieżowi!
-No, coś ty! Jej to nic nie pomoże!
Zaczęły się śmiać tak głośno, że słychać je było dwie ulice stamtąd.
Znowu to samo...
Zosia zaczęła porządkować swoje biurko. Tyle w nim trzyma śmieci i pamiątek. Stare kartkówki i sprawdziany, notatki, rysunki, śmieszne wierszyki do pamiętników, różne długopisy i TO. Ręka jej lekko zadrżała, kiedy podniosła świstek papieru. To był jej wiersz. Napisała go w pierwszej klasie gimnazjum, miesiąc po rozpoczęciu się roku szkolnego. Początek jej męki... Natychmiast przypomniała sobie wszystko. Zupełnie jakby ktoś odblokował coś w jej umyśle. Krople łez zaczęły kapać na kartkę wyrwaną z zeszytu. Jak oni mogą codziennie niszczyć ją od środka i później nie mieć wyrzutów sumienia? Przecież też jest człowiekiem, posiada uczucia i myśli! Jest taka sama jak reszta. ”Taka sama”? Czy aby na pewno? Ile razy dziwnie na nią patrzyli podczas jej odpowiedzi na lekcjach? Ile razy nie przychodziła na dyskoteki, bo robiła zadania na dodatkowe punkty? Ile razy patrzyły na nią z odrazą i obrzydzeniem podczas ich codziennego malowania na przerwie, różnymi cieniami do powiek, lakierami do paznokci i pudrem, kiedy ona jedyne co używała i to bardzo rzadko – pomadki ochronnej do ust? Nie, nie jest taka jak oni. Jednak jest istotą ludzką. Czemu nie potrafią tego zaakceptować? „ Ludzie to bystre chamy. Wiedzą jak sprawiać mi ból i odbierać nadzieję”. Skuliła się na łóżku i zaczęła płakać... „Wyrzucę ten wiersz! Spalę go! Spalę!”
Znowu to samo...
Ruda dziewczyna uśmiechała się pod nosem. Udało jej się znaleźć sposób na ucieczkę przed ciągłym bólem i upokorzeniem. Jakież to proste! Tyle razy o tym pisano w gazetach, mówiono w wiadomościach, a ona nigdy nie zwracała na to uwagi! Jednak nie spali tego wiersza. Zostawi go im. „Niech wiedzą, co mi zrobili! Niech wiedzą co czułam! ”Usiadła przy biurku i zaczęła przepisywać wiersz z pogniecionej, mokrej od łez kartki na jej ulubionej papeterii. Błękitnej z czarnymi motylami w tle... Wzięła najlepsze pióro jakie miała i zaczęła pisać...
Skończone. Poszła do pokoju mamy i zaczęła przeszukiwać jej apteczkę. „Gdzie ona schowała te tabletki? A! Tutaj są. Dzisiaj rozpocznie się mój słodki sen...”


Kolejny fragment dam być może już niedługo...

_________________
"Lepszy jest brak weny niż bycie Chuckiem Austenem"


Daria - Czy kiedykolwiek nasz wygląd nie wpływa na to jak nas oceniają?
Jane - Kiedy oddajesz organy do przeszczepu, no chyba, że to oczy

Daria, 2x06 -"Monster"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
3270122
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 17-06-2003, 17:55   

*__________________* Aaaaaaaaaaaaaaaaaaari *______* JEEEEEEEEEEEEEEEESCEEEEEEEE!!!!!!!!!!

Jaaaaakie zajefajne *___* Wklejaj wklejaj! Należało Ci się to 3 miejsce! A może nawet wyżej :> Nie wiem, nie czytałąm tamtych prac :P

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Avellana Płeć:Kobieta
Lady of Autumn


Dołączyła: 22 Kwi 2003
Status: offline
PostWysłany: 18-06-2003, 11:38   

To z rocznika 2000, więc co poniektórzy znają bardzo dobrze. Umieszczam tu w celu wytłumaczenia paru rzeczy, dotyczących mnie i mojego wyglądu.

29 IX 2000

Jechaliśmy spokojnie i równo, nie spiesząc się. Krispian początkowo był spięty i milczący, ale potem (zręcznie podpuszczany przez Lokiego) rozgadał się. Przyznał, że na początku strasznie mu nie pasowałam do roli pani Warowni.
„Trzeba było zjawić się kilka lat wcześniej. Miałam popielate włosy do ziemi, marmurową cerę i rzymski nos”.
Lekko się zakrztusił.
„Co to znaczy rzymski nos?”
Wyjaśniłam mu.
„To było ładne?” zdziwił się.
„Mnie się podobało” powiedziałam sucho.
Speszył się, a Loki chichotał w najlepsze.
„To dlaczego teraz tak wyglądasz?” ciekawość przeważyła nad ostrożnością.
„Bo zmieniłam zdanie w kwestii fryzury, nosa i całej reszty”.
„Jakiej reszty?”
„Połyskliwych sukien, błyskawic i innych efektów specjalnych, magii, a także poświęcenia i patetycznych scen”.
„Chodzi ci o moje… ideały?” nie był aż tak głupi.
„Akurat nie, przecież ciebie wtedy nie znałam. Ale innych owszem”.
„I z tym obecnym wyglądem - zapewniam, nie najgorszym - trudno by jej było przekonująco odgrywać rolę umierającego łabędzia” dodał Loki.
„No tak… Ale zaczęłam tak wyglądać, zanim zaczęłam udowadniać, że nie mam zadatków na bohaterkę-męczennicę. Nie uogólniaj bez sensu. Po prostu lepiej się czuję we własnej skórze”.
„Ja chciałbym być księciem, ale nigdy nim nie będę… Zazdroszczę ci” powiedział smutno.
„Nonsens - zaprotestował Loki. - Masz skłonności do poświęceń i umiesz melancholijnie wzdychać. Dlaczego nie miałbyś zostać księciem? Może nadarzy się jakaś okazja”.
Krispian obraził się na niego i przestał odzywać, ale na szczęście zły humor minął mu po kilku godzinach.

_________________
Hey, maybe I'll dye my hair, maybe I move somewhere...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 19-06-2003, 13:30   

Ave-cian.. wiem że się powtarzam.. ale zajefaaaaaaaaaaaajneeeeeeeee.. chociaż mało co kapuje z tego dnia :P

No to ja też wrzucam.. kawałek Nica tradycyjnie.. ale też stary.. dość dawno tam nic nie dopisywałam....


***

-Stwórco...

Jasna cera ,szare oczy, jędrne wargi umalowane perłową szminką. Długie, gęste, białe, lekko pofalowane włosy okalające małą, o delikatnych, niemal idealnych rysach twarz. Długa, biała suknia odkrywająca ramiona. Bose stopy poruszające się z gracją, Piękne, zgrabne dłonie. Światło.

-Oh Światło kochana siostro! Co Cię sprowadza w moje skromne progi?
-Stwórca jak zwykle swój strach próbuje ukryć pod wesołym humorem... Dobrze wiesz czego chcę -pełne usta zwęziły się wściekle -Czemu mi nie powiedziałeś?!!!
-Ależ co siostro?
-O Nicu -syknęła
-O Nicu? Przecież on nie żyje.. siostro czyżbyś miała jakieś zwidy?
-Nie drwij ze mnie! Dobrze wiesz że z łatwością mogłabym cię zniszczyć!
-Czyżby? Wątpię...
-Stworzyłam cie.. -syknęła przez zęby
-A Nic stworzył ciebie... i jak skończył? Nie groź mi siostro bo mogę kiedyś stracić panowanie nad sobą. Wynoś się z Aaxen! Będę ci mówi to co chcę! Wynoś się światło! -szare oczy Stwórcy zwęziły się z wściekłości -wynoś się
-Pożałujesz Stwórco... pożałujesz... -postać w bieli zamieniła się w obłok aby po chwili zostać rozwianą przez wiatr
-Jak śmiałaś! Aaxen jest moje!! ROZUMIESZ! MOJE!!!

***



Hm.. a tak na poprawę nastroju jeszcze kawałeczek z czegoś nowego :>


Cisza.... wiatr przemykający między sprzętami w opustoszałej herbaciarni. Na stoliku stoi niedopita herbata, uchylone drzwi Szafy smętnie skrzypią poruszane podmuchami. *BACH!* Coś za lekko osmolonymi drzwiami spadło na popękaną posadzkę. Drzwi uchylają się doprowadzając wszystkie żyjątka z herbaciarni do palpitacji serca i ukazują mrocze odmęty kuchni. Sprzęty nie wyglądają tak jak powinny, są powyginane w morderczych pozach i tylko czekają aż skończy się ich marny żywot. Basen... ciemnozielona maź ziejąca smrodem i mrokiem. Bach! Wielka, czarna, obślizgła macka wystrzeliwuje z wnętrza wody aby po chwili opaść z powrotem w jej odmęty. Rura cała w pajęczynach smętnie patrzy czy nikt nie przyjdzie aby z nią potańczyć. Ołtarzyk Bogów Chaosu jęczy smutno gdyż od dawna nikt nie wystrzelił dla nich flary...


Kto zgadnie co to za opis? :P Te wszystkie, dla których jest to oczywiste proszone są o niemówienie :D:D:D:D:D


Satsuś się rozkręciła :D:D:D:D To teraz może coś z przed roku? Nie linczujcie mnie za to że takie zboczone :P Miałam kiedyś taką fazę :D Kawałek hmm... czegoś co miało być specjalem.. kto wiem.. może jeszcze coś z tego będzie ^_____^


***

-Witaj Vetch....
-AH! AM-CHAN!!!!!!! -podszedł do dziewczyny siedzącej w wielkim fotelu i pocałował ją w policzek

Vetch jest osobą niezwykle spokojną, o wesołym spojrzeniu pary oczu. JEdne granatowe a drugie czarne, na które splywa granatowa grzywka. Włosy w sumie ma dziwacznie ulożone a raczej potargane. Granatowe ale z prawego boku jest ich troche w czarnym kolorze. Fryzure ma w stylu Ryu z Argento Soma. Jest dowcipny, miły i dba o kobiety. Prawi im ciągle komplementy, kupuje kwiaty, różne drobiazgi. Cichy jak Lantis ale i wesoły jak Sorata (zależnie od nastroju). Ubiera się różnie i nigdy nie wiadomo co zaloży. Krawat czy strój diabła. Ma czworo młodszych braci. Wiek niewiadomo, grupa krwi zastrzeżona. No i jest niesamowicie przystojny ^^

Am-chan to skrót od imienia Amber. Amber posiada złote oczy i czerwone, krótkie włosy. Z tyłu są dłuższe z wiązane w warkocz za pomocą czarnego kawałka materiału. Po prawej stronie zwisa długi warkocz do kostek. Ale Amber w połowie długości związuje go na górze głowy za pomocą czarnego kawałka materialu. Warkocz jest także związany kawałkiem czarnego materiału. Wszystkie te kawałki są długie i podłużne i pieknie powiewaj na wietrze. Na lewej ręce ma czarną rękawicę jak w MKR z fioletowym kamieniem oprawionym w zloto. Bluzka... bluzki nie ma. Jest czarny stanik zakryty półprzeźroczystą luźną koszuką do pasa z króciutkimi rękawkami. Króciutkie jeansy prawie białe a dwie nogawki z czarnego dzinsu były mocno zawiązane nad kolanami. Całość dopełnia niesamowicie długa peleryna w kolorze fioletu z ogromnym kapturem.

-Tylko tyle? -Amber skrzywiła się po pocałunku i złapała Vetcha za krawat (w tej chwili miał czarną koszulkę i granatowy krawat ^^) -tylko tyle? -pociągnęła go mocniej do siebie aż musiał usiąść prawie na niej. Dokłądnie to Amber miała nogi między nogami Vetcha (bez skojarzeń!)
-Am-chan... -spojrzał się wesoło w jej zlote oczy patrzące jak zawsze ironicznie
-pocałujesz mnie? -uśmiechnęła się zalotnie i oplotła rękoma szyję Vetcha i nie czekając na jego reakcję namiętnie pocałowała w usta
-już myślałem że o mnie zapomniałaś -także ją pocałował
-jak mogłam o Tobie zapomnieć? -pocałowała go jeszcze raz i oplotła nogami jego uda
-tak długo cię nie bylo... stęskniłem się -złapał ją w pasie, podniusł i sam siadł na fotelu tak że teraz Amber siedziała mu na kolanach okrakiem
-ja też tęskniłam ale wiesz że nie mogłam wcześniej... -pocałowała Vetcha namiętnie zdejmując mu jednocześnie krawat
-kocham Cię Am-chan -uśmiechnął się i zsunął jej fioletową pelerynę z ramion, które zaczął delikatnie całować
-ja też Cię kocham... -zdjęła mu czarną koszulkę i zaczęła głaskać po torsie.

Nad lewym okiem Amber zaczęły pojawiać się złote znaczki przypominające bluszcz, lewe oko stało się fioletowe a drugie czarne

-tak bardzo, bardzo cię kocham -namiętnie pocałowała Vetcha w usta, zaczęła muskać wargami jego szyję
-Am-chan po co tu przyszłaś? -odsunął ją od siebie
-taaaak... kocham cię... -znów go pocałowała
-Am-chan czy przyszłaś tu aby się napić czy naprawdę za mną tęskniłaś? -uśmiechnął się delikatnie i wpatrywal się Amber w oczy
-Gdybym powiedziala że chciałam się napić to jakbyś zareagował?
-Nie wiem... Na razie jestem spokojny. A jaka jest Twoja odpowiedź?
-tęskniłam za Tobą... -pocałowala go w policzek -a napić się tak przy okazji... -uśmiechnęłą się szeroko i można było zauważyć dwa śnieżnobiałe kiełki
-dobrze więc... pozwalam Ci się napić -Vetch uśmiechnął się zalotnie i położył ręce na biodrach Amber

***


Za czasów gdy nie wiedziałam jeszcze jak dużo we mnie siedzi, no i... nie umiałam się w tym połapać ^_______^ miłego czytania :D

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 07 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 20-06-2003, 12:20   

Satsuki ---> tylko jedne miejsce w kosmosie odpowiada temu opisowi... rura na której tańczyły ofiary... ołtarzyk Bogóww Chaosu... ekscentryczne sprzęty, meble i stworzenia... kwatera główna WiP-u... słynna herbaciarnia... za 1000 lat ^^ (ewentualnie po triumfie Anty-WiP-u, tudzież po ataku Lavosa, czy innego Sephirotha, czego wam nie życzę :P).

A teraz zgodnie z obietnicą- opis demonów, boskich renegatów, śmiertelników i epok.

demony- niebezpieczna, agresywna rasa, przeciwieństwo elfów. W świecie śmiertelnych są tymi, którzy stoją u władzy i są szefami korporacji. NIe mogą jednak osiągnąć władzy absolutnej, gdyż elfów jest dużo i często mają wpływy. Wiele demonów wręcz robi z nimi interesy. Do czasów Nightfalla obie strony trzymały się w szachu. Demony są śmiertelne (poza Beastem, Micaelem, Erinią i Dhaosem) i nie wiadomo dokąd odchodzą. W przeciwieństwie do elfów nie mają swojej przystani. Czwórka wymienionych wyżej demonów wyróżnia się mocą (być może dlatego, że zawierają w sobie cząstki Absolutnego) i dzięki podstępowi są zaczątkiem epoki Nightfall. Giną podczas War of Wrath, która kończy Nigtfall.

mroczni bogowie - nie istnieli na początku. To Absolutny, początkowo najpotężniejszy z bogów zszedł na złą drogę i dał początek rozłamowi. Ich zamiarem jest robienie wszystkiego na przekór Losowi (przez co świat śmiertelnych jest taki jaki jest). Celestin i Blackheart są jego dwoma najpotężniejszymi poplecznikami. W pradawnych czasach, gdy jeszcze żaden elf nie osiedlił się na nieśmiertelnych ziemiach Rada Bogów walczyła z Absolutnym. Nikt nie potrafił osiągnąć przewagi, gdyż zwycięstwa zależały od tego, czy w szeregach była Rada tudzież Absolutny. W końcu dowódcy obu stron spotkali się na udeptanej ziemi. Absolutny został zawieszony między wymiarami przez młodziutką jeszcze boginię Peorth, ale podczas starcia zginęło dwóch członków Rady. Po dwudziestu pięciu tysiącach lat Absolutny uwolnił się i poczynił masową destrukcję. Został ponownie uwięziony, dzięki działu World Edge i Peorth, ale wiadomym było, że wcześniej czy później się uwolni. Działo zaś zużyło większość energii świata i ponowne użycie go spowodowałoby jego destrukcję. Od tej pory bogowie liczą na Symbole...

śmiertelnicy- to... śmiertelnicy ^^. NIczym się nie wyróżniają, takie zwykłe zjadacze chleba nie zastanawiające się nad niczym. Bogowie ciągle ich poddają próbą, demony gnębią, elfy czasem pomogą... ogólnie mają skopane życie. Idą jak barany za modą, trendami, etc. czymkolwiek, co im demony powiedzą (rzadziej za tym, co elfy). Po śmierci podobo idą do jakichś zaświatów, ale nawet bogowie nie wiedzą czy takowe istnieją. Elfy zastanawiają się, czy w ogóle mają duszę.

A teraz epoki:

Dawne Dni- Obejmują okres walk bogów z Absolutnym do jego powtórnego zapieczętowania.

Żelazny Wiek - okres rozwoju świata do czasów Nigtfallu. Rodzą się wtedy trzy Symbole- Deceitful, Great Master i Master, oraz ich demoni adwersarze.

Nightfall- śmiertelnicy zwą ten okres Apokalipsą. Po przegranej walce z demonami (wrzucony przeze mnie fragment jej dotyczy) elfy uciekają na nieśmiertelne ziemie. Do świata śmiertelników przybywa Blackheart. Wyjaśnia trójce demonów naturę Absolutnego i przyłącza się do siania śmierci i zniszczenia. Po kilkunastu latach dorasta Feanor, syn Great Mastera. Wyrusza zemścić się na Dhaosie. Pomaga śmiertelnikom. Gdy Deceitful po długim treningu doszedł do wniosku, że jest wystarczająco silny, by zniszczyć Dhaosa, nawołuje elfy do powrotu do świata śmiertelnych i walki z demonami. Zaczyna się War of Wrath. Feanor o mały włos nie ginie z rąk Erinii i Dhaosa. Ratuje go Deceitful. Zabija Erinię i sprowadza jej dobrą stronę z powrotem do ciała (jedyny przypadek rezurekcji elfa, podobno sam Los kazał Deceitfulowi to zrobić). Potem nisczy Dhaosa. Blackheart uchodzi. Feanor zabija Micaela. Elfy pomagają odbudować zniszczenia i odpływają.

Waiting Time - świat śmiertelników rozwija się bez elfów i demonów. Na nieśmiertelnych ziemiach elfy czekają na powrót Absolutnego i mają nadzieję, że przepowiednia się wypełni. Rodzą się kolejne Symbole: Seven Seven- śliczna córka Feanora i Erinii i Archon, syn Mastera. Po ośmiu tysiącach lat Peorth z nakazu Losu apoteozuje Affendis, niedoszłą ukochaną Deceitfula tworząc kolejny symbol. Po wielu perypetiach Deceitful i Affendis znów są razem (to się nazywa cierpliwość, Amelka to przy niej mały pikuś :P). Z ich związku rodzi się Orion, najpotężniejszy z Symboli. Z innych wydarzeń należy wymienić powrót Great Mastera Z Sali Oczekiwań i wybaczenie Deceitfulowi jego win, oraz starcie Archona, Affendis i Deceitfula z Celestinem na niekorzyść tego ostatniego.

Holy War - Starcie Symboli z Absolutnym... i nic więcej nie powiem ^^

A teraz wrzucę dokńczenie starcia kończącego Żelazny Wiek (lub Iron Age jak kto woli ^^)

Tymczasem na nizinach Mangulf Master zmagał się z Micaelem i Erinią. Czuł, że coś tu nie tak.

- Nie gra mi tutaj parę rzeczy. Dlaczego Erinia ogranicza się jedynie do uników, a kiedy jestem bliski jej trafienia dekoncentrują mnie ataki Micaela? Master po raz kolejny poleciał w kierunku czarnowłosej demonki o przenikliwie niebieskich oczach. Micael wystrzelił w jego stronę serię Demonic Blastów.
-Głupi demon. Na to właśnie czekałem- rzekł szarowłosy elf skręcając w lewo tuż przed Erinią. NIestety zdołała uniknąć niefortunnie wystrzelonych przez towarzysza pocisków. Nagle dziwny prąd przeszył Mastera.

-Wielki Losie! Nie wyczuwam energii Great Mastera, za to pojawiła się inna, niezwykle potężna. Niemożliwe, żeby to był kolejny Symbol, musiałby być noworodkiem. Na mieczu wszak świecą się jedynie trzy znaki: mój, Deceitfula i Great Mastera. Więc na logikę... nonsens. Jak ta miernota mogła osiągnąć taką moc? Trzeba szybko zakończyc tę walkę.

-Okno subprzestrzenne! - wykrzyknął i zniknął w subprzestrzeni. MIcael naewt nie zauważył ucieczki adwersarza, gdyż ogarnąło go podobne przeczucie.

-wyczuwam jednynie słabą energię Erinii i Dhaosa. Czyżby nasz plan spalił na panewce? Przecież zatrzymałem Mastera, a sam Great Master nie powinien być groźny dla ich dwojga. Chyba że... nie doceniliśmy mocy Deceitfula...
Nagle pojawiło się okno subprzestrzenne Mastera. Tym razem nie miała szans na unik. Po otrzymaniu trafienia pięścią energetyczną Matera zniknęła.

-ak jak myślałem, iluzja - rzekł zwracając swoją głowę w kierunku Micaela.- Master Ray! Z ust elfa wystrzelił jasny promień trafiając w demona i niszcząc mu całkowicie osłony. Zaskoczony Micael nie próbował się bronić, gdy pięść Mastera miażdżyła mu pancerz. Zbyt bardzo był przejęty tym, co się stało z jego towarzyszami.

- Możesz mnie zabić- rzekł Micael- Ale kupiłem wystarczająco dużo czasu. Bez Great Mastera jesteś jedynie drobną przeszkodą dla Dhaosa. W końcu nie będziemy musieli się liczyć z elfami.

- Czy jesteś tego taki pewien? Owszem, twój plan się powiódł, ale wyczuwam niezwykle potężną elficką energię. Jeśli Erinia i Dhaos przeżyli to minie sporp czasu, zanim się wyliża z ran. Nie mam ochoty ciebie zabijać, i tak to nic nie zmieni, muszę zobaczyć, co tam się stało- odpowiedział Master otwierając okno subprzestrzenne.

A teraz wróćmy do walki Great Mastera

Szala zwycięstwa przechylała się na stronę demonów. Great Master miał już liczne rany zadane przez halabardę Erinii i pięści Dhaosa. Deceitfula natomiast zupełnie sparalizował strach.
- Prosze proszę! Zaraz najpotężniejszy elf padnie przed nami na kolana. Oto nadchodzi dzień triumfu. Bez ciebie pozostałe elfy uciekną w popłochu na swoję nieśmiertelne ziemie, a my zabawimy się tym swiatem na przekór bogom - rzekł niezwykle pewny siebie Dhaos.
- Och tak bracie - powiedziała słodkim glosem Erinia, a na jej lśniących usteczkach pojawił się lubieżny usmiech. Bęę mogła bawić się każdym śmiertelnikiem, którego moja spaczona dusza zapragnie. Uwielbiam patrzeć, jak grają w nich hormony, jak sapią... są bezsilni jak dzieci w moich ramionach... a potem ten wzrok kiedy zabijam... - oblizała swe wargi- nie to co elfy i te ich głupie idee... A co do ciebie, great Masterku... gdybyś widiał minę swojej żony gdy ją masakrowałam...

-Dosyć!- krzyknął wysoki białowłosy elf i pomomo soich ran zaatakował ponownie. Niestety, z miernym skutkiem. Dla demonów nie było problemem zadać przeciwnikowi serię kolejnych ran.

- Deceitful! Ty wyrodna miernoto! Do ciężkiej cholery, zrób coś!- wrzasnął zrozpaczony w stronę niskiego, ciemnowłosego elfa, ujawniając demonom jego położenie.

- A żeby go Absolutny popieścił - rzekł w duchu Deceitful. NIe dość, że mnie traktuje gorzej niż śmiertelnika, to do tego chce mnie zabrać ze sobą do grobu.

- Ooo... Deceitfuluś - w oczach Erinii pojawił się złowieszczy blask. - Słodkie, kochane, wrażliwe, słabe, zakompleksione i romantyczne elfiątko. Pomimo, że czuję wstręt do świetlistej energii długouchych dla ciebie zrobiłabym wyjątek. Och, już się czerwieni... jakie to słodkie... Wśród śmiertelników takiego nie uświadczę... Może będziesz moją zabawką na stałe... - Po ostatnich słowach demonki zakutej w różową zbroję z Deceitfulem zaczęło się diać coś dziwnego. Jego symbol na mieczu zaczął świecić jaśniej, oczy powoli traciły tęczówkę i źrenice,zaś on sam został otoczony dziwną, fioletową aurą.

- Great Master... -rzekł do siebie- zawsze ze mnie drwił... wszystko mu się układało po myśli... był genialny, przystojny, potężny, otwarty... wszystkie próby bogów przechodził z uśmiechem na ustach... znalazł cudną małżonkę i ma wspaniałego syna... śmiał mi się prosto w twarz,że prędzej osiem tysiącleci minie, niz znajdę sobie partnerkę (zbytnio się z prawdą nie minął :P )... teraz jest okazja pokazać temu pyszałkowi kto tu rządzi...
-Dhaos... ledwo obroniłem moją Affendis przed Beastem, mieliśmy być razem... a on to wszystko zniszczył...
-Erinia... piękna i pewna siebie laleczka... nie oddam swej cnoty tak łatwo... ból... żal... gorycz... nienawiść... gniew... smutek... rozczarowanie... cierpienie... te wszystkie uczucia przepełniają mnie... zaraz pęknę... HYAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!

Nagle ziemia zaczęła drżeć. Symbol na jego mieczu zaczął świecić nieziemskim blaskiem, podobmie jak jego pozbawione tęczówek i źrenic oczy. Ruszył w kierunku zdumionego Great Mastera celując ostrzem w jego ramię. Trafił... z miecza zaczęły sypać ię iskry, wchodził coraz głębiej, aż w końcu odciał rękę elfowi wraz z dużym kawałkiem klatki piersiowej. Demony były zaskoczone takim obrotem rzeczy, ale zachowyjąc zimną krew dobiły Great Mastera Demonic Blastami.

- I co mądralo! - wrzasnął Deceitful- ta miernota załatwiła cię jednym ciosem! Były róże, czas na ciernie! Gnij millenium w Sali Oczekiwań! Ale zaraz... wyświadczyłem ci przysługę... będziesz siedział wraz z małżonką...

- Przysługę to wyświadczyłeś nam- odparł Dhaos- Teraz tylko zniszczymy ciebie i Mastera i demony zapanują.

- I co ty nie powiesz - warknął Deceitful i machnął mieczem wypuszczając wachlarz fioletowych promieni, które przedarły się przez osłony obydwojga raniąc ich dotkliwie.

-To jeszcze nie koniec! Quezacoatl Shockwave! - gigantyczny piorun trafił w demony, które bez sil opadły na ziemię.

- Możecie się modlić! Elven Balls!- wystrzelił serię pocisków. Dhaos ostatkiem mocy włączył okno subprzestrzenne i uciekł wraz z Erinią zanim błękitne dotknęł ziemi.

- Uciekajcie, przedstawiciele zwierzęcego rodzaju! I bójcie się mojej potęgi!
Po jakimś czasie Deceitful zaczął się uspokajać, symbol przygasł, oczy stały się znów normalne. Wylądował obok trupa Great Mastera.

- O wielki Losie! Co ja zrobiłem! Co się ze mną stało?- odpowiedzią była cisza. Wtem otworzyło się okno subprzestrzenne. Wyleciał z niego Master. NA pobojowisku ujrzał jedynie ciało kuzyna i brata powtarzającego raz po raz to samo zdanie : "Co ja zrobiłem...".
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
Xeniph Płeć:Mężczyzna
Buruma


Dołączył: 23 Sty 2003
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
WIP
PostWysłany: 20-06-2003, 15:48   

A ja, zgodnie z obietnicą, wklejam la grand finale:

Zapadła martwa cisza, którą przerywały jedynie ogłosy skapującej z jakiegoś stalaktytu wody. Jednak po chwili kapanie przestało być miarowe i zaczęło przypominać jakiś rytm, jakąś melodię. Dźwięk jaki wydawały uderzające o podłoże krople również zaczął się zmieniać. Po chwili nie przypominał zwykłego kapania wody, a raczej uderzanie w kryształ. Do tej przedzienej, czystej melodii po chwili dołączył wiatr, co było o tyle dziwne że w kopalni zwykle nie było przeciągów. Melodia była spokojna, nawet rzewna, jednak wyczuwało się od niej jakąś wewnętrzną siłę. Mesjasz słuchał jej skonsternowany, nie mogąc zrozumieć co się dzieje. Nagle w jaskini zrobiło się bardzo jasno. Mroczny elf opuścił wzrok i stanął w szoku. Na kamiennej posadzce jaskini rosła bujna, soczysta trawa. Nagle zrozumiał. "Zaklęcie boskiej interwencji..." wyszeptał z niedowierzaniem, gdy z ciała paladyna zaczęła promieniować bladoniebieska poświata. To światło boleśnie raziło oczy Mesjasza.

Świetlista mgiełka sunęła powoli przez korytarze krasnoludzkiej kopalni. Wszędzie, gdzie natrafiła na martwego, bądź umierającego krasnoluda, wnikała w jego ciało, wypełniając je błękitnym światłem. A wtedy rany nieszczęśnika zasklepiały się, a on sam ze zdumieniem otwierał oczy, zastanawiając się, jak to możliwe iż znowu jest w królestwie żywych.

Niedaleko miejsca gdzie jeszcze przed chwilą miało miejsce starcie dwóch potężnych wojowników, młoda, czarnowłosa dziewczyna odzyskała właśnie przytomność. Z niepokojem rozejrzała się wokół siebie, z ulgą stwierdzająć żę jej przyjaciołom nic nie jest. Nathan, Enagon, Kef i Blade wyglądali na całych i zdrowych, choć mocno skonsternowanych, a na ich ciałach nie było żadnych śladów po okropnych ranach, jakie otrzymali od przerażającego mrocznego elfa. Nagle przez umysł Amin przemknęła nagła myśl. "Ojciec!" Nie było go nigdzie w pobliżu, a była niemal pewna że widziała go tuż przed tym, jak straciła przytomność. Jego, oraz...

- Vairthanrsii'ya! - krzyknęła, przypadając do zbierającego się z ziemi, ubranego w złotą szatę mężnyzny. - Gdzie jest mój ojciec? Widziałeś go?
- N.. nie jestem pewien. Wydaje mi się że poszli tam. - odpowiedział, wskazując na jeden z pobliskich tuneli.
- Ruszajmy więc tam! Prędko! - niecierpliwiła się czarodziejka, pełna obaw.

Vairthanrsii'ya wyprostowany skinął głową, po czym szybkim krokiem ruszył w głąb korytarza, dziewczyna ruszyła za nim. Za dwójką podążyli pozostali.

Po kilkunastu metrach korytarz otwierał się na dużą jaskinię. Towarzysze, gdy tylko do niej weszli, stanęli jak wryci. Wnętrze jaskini przypominałą raczej łąkę w słoneczny, letni dzień, niż wnętrze podziemnej kopalni. Wszędzie było pełno światła, a podłoże porastała szmaragdowozielona trawa. A w samym środku tego wszystkiego unosił się w powietrzu lord Thrain, z którego ciała bił oślepiający blask. Naprzeciw niego stał Mesjasz, osłaniając twarz rękami i cofając się krok po kroku. Złoty Rycerz uniósł rękę, a mrocznego elfa oplątały smugi błękitnego światła, unosząc go nad ziemią. Jednym ruchem dłoni Leihard sprawił że Mesjasz przeleciał całą długość jaskini, łączący się z nią korytarz i w końcu z dzikim wrzaskiem poleciał w dół jednego z kopalnianych szybów. Kolejnym gestem lord Thrain sprawił że szyb zawalił się za mrocznym elfem, grzebiąc go pod tonami skał, po czym odwrócił się w stronę grupki postaci. Amin natychmiast pobiegła w jego stronę. Nathan chciał ruszyć za nią, ale Enagon zatrzymał go, kładąc mu rękę na ramieniu i kręcąc przecząco głową.

- Ojcze! - krzyknęła czarodziejka, przypadając do piersi rycerza.
- Córeczko... nic ci nie jest. - z ulgą powiedział Leihard. - A więc mogę odejść spokojny...
- O-odejść? J-jak to... o czym ty mówisz!? Twoja zbroja! - krzyknęła, patrząc na odczepiające się od ciała jej ojca i unoszące się w powietrzu fragmenty zbroi. - Czy to znaczy że...
- Tak. Ja umieram. - skinął głową. - To ostatnie zaklęcie wyczarpało wszystkie moje rezerwy. Ale nie martw się. Idę teraz do Bogini...
- Ale... dlaczego!? Dlaczego to zrobiłeś!? Mogłeś przecież wezwać pozostałych na pomoc, mogłeś... mogłeś...
- Cieszę się że nic ci nie jest, córeczko. - powiedział z uśmiechem. Jego długie, ciemne włosy falowały, nie powstrzymywane hełmem, jakby pod wpływem niewidzialnego wiatru - Żegnaj...
- Nie odchodź...!

Postać paladyna rozwiała się w jej dłoniach. Dziewczyna upadła na kolana, łkając. "Ojcze... dlaczego... dlaczego..." szeptała...

_________________
You don't have to thank me. Though, you do have to get me donuts.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Alira14 Płeć:Kobieta
Wielkie Prych


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Draminion gdzie normalnym wstęp wzbroniony!;)
Status: offline

Grupy:
House of Joy
WIP
PostWysłany: 20-06-2003, 18:53   

Daję kolejną część mojego opowiadania "Znowu to samo". Przeczytajcie 1 i 2 kawałek. Złóźcie w całość...

Znowu to samo...
Lekcja sztuki. Na tej lekcji można było odetchnąć. Jedyne co mieli zrobić, to namalować dwa krajobrazy: wiosenny i zimowy. Monika bardzo lubiła malować. Ochoczo wzięła się do pracy. Nawet nie zauważyła, kiedy nauczycielka wyszła i obok niej stanęła grupka dziewcząt.
-Te beka! Niezła sukienka! Ze śmietnika?
Przerażona powoli odwróciła się w kierunku rzuconej obelgi. Za późno. Została otoczona przez grono znajomych z klasy. Patrzyli się na nią tymi swoimi złośliwymi oczkami. Nie było gdzie uciec. Monika czuła się jak w pułapce.
-Nnnie... Mama mi wczoraj kupiła...- odpowiedziała drżącym głosem i ze strachem popatrzyła się na stopy kata. Chłopacy na to jak na rozkaz zaczęli się śmiać.
-Mamusia ci kupiła sukieneczkę? Pampersy też ci kupuje?- znowu ten drwiący ton w jej głosie. Monika nerwowo przełknęła ślinę. Czuła, że się coraz bardziej do niej zbliżają i nie ma czym oddychać. „Za chwilę dostanę ataku klaustrofobii”. Najstarsza z dziewcząt- Dominika wzięła farby ze stolika Moniki i podzieliła się nimi z koleżankami. W stronę przerażonej dziewczyny posłała jadowity uśmiech.
-Nie martw się. Za chwilę ulepszymy ci tą sukienkę.
Monika próbowała się wyrywać, ale złapały ją za włosy i zaczęły wszędzie wylewać farbę. Na jej sukienkę, włosy, twarz.... Po prostu na wszystko. Jeden z chłopaków złapał za jej prace na sztukę i je bestialsko porwał.
-Co tu się dzieje?!?
Wszyscy jak jeden mąż usiedli w swoich ławkach. Tylko Monika skuliła się w kąciku i energicznie mrugała powiekami, żeby tylko nie płakać. „ Nie wolno mi oszaleć... Nie wolno mi oszaleć... Boże! Ja chcę do wariatkowa! Byle jak najdalej stąd!”

Znowu to samo...
Kilka dni później dom Zosi o tej godzinie nie był pusty. Rodzice siedzieli w jej pokoju na łóżku. Oglądali zdjęcia z jej dzieciństwa i jej ulubione rzeczy. Matka przytulała do siebie najlepszego przyjaciela Zosi- pluszowego misia. Przeglądali wszystko, co zostawiła po sobie ich mała córeczka i płakali. Płakali z bólu i nadmiaru cierpienia. Czuli wyrzuty sumienia, że nie byli przy niej kiedy ich potrzebowała, że nie zauważyli u swojej Zosi żadnego problemu... Wiedzieli tylko jedno: ich córka nie żyje.
Znowu to samo...
Inny dom. Inna rodzina. Wszyscy mieszkańcy tego domostwa byli zajęci swoimi sprawami w swoich pokojach. Mimo to, ktoś zapomniał wyłączyć telewizora w dużym pokoju. Z urządzenia dobywał się cichy szept:
-Dnia 18 marca, Zosia Tereniuk finalistka dwóch konkursów matematycznych i jedna z najlepszych uczniów w Gimnazjum nr 32 popełniła samobójstwo. Policja uważa, że to przedawkowanie środków nasennych. Zostawiła po sobie list pożegnalny. Jednak rodzice zmarłej nie chcą ujawnić, co jest tam napisane. Podejrzewa się, że Zosia miała problemy w szkole z rówieśnikami. Znęcali się nad nią . Czasami wracała do domu pobita. Nigdy nie poinformowała o tym żadnego nauczyciela ani swojego wychowawcy. Czyżby bała się zemsty kolegów i koleżanek ze swojej klasy? To wie teraz tylko Zosia Tereniuk i jej klasa, która odmówiła rozmów z dziennikarzami.....

Znowu to samo...
Zadźwięczał dzwonek na oznajmienie zakończenia lekcji. Znak, że można przestać się ukrywać i wrócić do domu. Wagary to świetna rzecz. Pod warunkiem, że umiesz ukrywać się, gdyby nagle z nikąd pojawił się ktoś znajomy, albo broń Boże, nauczyciel ! Paczka dziewczyn szła w milczeniu. Jeszcze przed chwilą były radosne, ale na wystawie telewizorów w AGD znowu w wiadomościach było o samobójstwie Zośki Tereniuk. Głupia Zośka! Po cholerę musiała to robić! Teraz przez nią mają skopany dzień. Milczenie stawało się nie do zniesienia. W końcu Wiktoria wypaliła:
-Znacie tą Jolkę z 2c?
-Tą okularnicę z krzywymi zębami?
Na nowo zaczęły mówić jedna przez drugą. Nie ma nic lepszego od nowych plotek...
Znowu to samo...
Tymczasem w pokoju Zosi na biurku leżała otwarta koperta z wyjętym listem. Było na nim napisane:
***
Daj mi spokój!
Świat głośniej krzyczy
Gdzie jest moja kryjówka?
Znowu ktoś zabrał...
Odczep się!
Dusza jęczy
Nie widzisz?
Łzy krwawią
Odejdź!
Słyszę kroki
Czyje?
Boję się odwrócić
Spadaj!
Furtka dla nieproszonych gości
Wciąż skrzypi
Gdzie jest zasuwka?
Drań
Wyjął ją
Zgiń przepadnij!
Czy masz sumienie?
Mogę ci trochę pożyczyć...

Znowu to samo... Oni nigdy się nie nauczą, do czego prowadzi przemoc. To ona zabija, niszczy człowieka na zewnątrz i od środka. Kradnie nadzieję, depcze marzenia, tłamsi wszelką indywidualność. Dlaczego? Głupota i ignorancja wobec uczuć drugiego człowieka nie jest zaletą. Czemu ludzie o tym nie pamiętają?

_________________
"Lepszy jest brak weny niż bycie Chuckiem Austenem"


Daria - Czy kiedykolwiek nasz wygląd nie wpływa na to jak nas oceniają?
Jane - Kiedy oddajesz organy do przeszczepu, no chyba, że to oczy

Daria, 2x06 -"Monster"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
3270122
Dośka Płeć:Kobieta
Lon's Priestess


Dołączyła: 31 Lip 2002
Skąd: Wolf Pack Island
Status: offline
PostWysłany: 21-06-2003, 13:02   

Nowa powieść powstaje...


Tak sobie myślę, idąc do tego Mon DeLoN.........Co ja w życiu osiągnęłam? Co zrobiłam wielkiego? Czy jestem szczęśliwa?
Cóż, chyba powinnam, mam ojca, siostrę...........Gdzieś na świecie wuja, który podobnież jest inkubem............................Chciałabym porozmawiać z mamą...........Zawsze była taka dobra.......
"Mamo......A jak poznałaś tatę?"
" Cóż, kochanie.........." tutaj kaszlnęła, była od kilku lat była chora na gruźlicę. Kiedy zaszła ze mną w ciążę, złapała tę okropną, uśmiercającą chorobę, która osłabia zupełnie organizm. " To długa historia, naprawdę, opowiem ci innym razem........."
"Ależ, mamo, powiedz teraz!" usiadłam na sofie, na której leżała. Do końca chciała wyglądać ładnie, więc dzisiaj wisiała na niej pomarańczowa suknia. Wisiała.........
"No, cóż, dobrze........" znów kaszlnęła. Pamiętam ją tak słabą, tak wymęczoną chorobą. A przecież na portrecie w salonie wygląda na młodą, szczęśliwą, pełną życia dziewczynę. Nie umiem w to uwierzyć.........A podobno jestem do niej bardzo podobna............
" Widzisz, dawno, dawno temu żyło sobie dwoje elfów........Pewnego dnia spotkali się na Wielkim Balu na Archipelagu Samotności..............Niedługo po tym tatuś świadczył się mamusi i żyli długo i szczęśliwie......."
" Kłamiesz, mamusiu, kłamiesz!" wykrzyczałam jej prosto w twarz. "Wcale nie tak!" odeszłam od niej, z oczu popłynęły mi łzy.
" Ależ tak, skarbeńku, właśnie ta-...."
" To dlaczego nie jestem dzieckiem taty?"
Chyba ja tym pytaniem oszołomiłam. Spojrzała na mnie pytającym wzrokiem.
" Kto ci to powiedział?"
" Sama zgadłam, mamusiu."
" Co ci jeszcze powiedziała?" spytała, nie zważają na moją odpowiedź.
Anette zawsze taka była........Zawsze podszywała się za przyjaciółkę domu, a potem..........Kiedy mama umarła..........Łapnęła ojca i do ołtarza z nim..........
" Nic."
" Nie kłam. Mnie nie możesz okłamać."
" Powiedziała jeszcze, że ty jesteś...........Nie pamiętam, jak cię, mamusiu, nazwała, ale powiedziała, że ona nie wie, jak ty to robisz, że tatuś jest z tobą tak długo i jeszcze cię nie spalili...."
" Rose...Podejdź do mnie......"
Podeszłam. Mama przymknęła oczy. Nawet w tej swojej chorobie była tak piękna. Nie umiałam patrzeć, jak się męczyła.
Zakaszlała, plując krwią. Podałam chusteczkę, leżącą na szklanej ławie.
" Rose........Obiecaj mi coś..........Że, obojętnie, co ci ona powie, nie będziesz zwracać na to uwagi, dobrze? Córuń? Słoneczko?"
" Dob-.....Dobrze mamusiu."
" Grzeczna dziewczynka. Idź się pobawić, taka ładna pogoda.....Rose i jeszcze jedno.....Pamiętaj, że ja zawsze będę przy tobie i będę nad tobą czuwać. Bardzo cię kocham, Kruszynko."
Tamtej nocy mama miała przesilenie.
Umarła.
Miała tylko 450 lat.
Była taka młodziutka.
Moja mama, Deo Delaline - Kastin.
**********
Jednak liczy się teraźniejszość, nie przeszłość. Jej już dawno nie ma. Od 220 lat, jeśli mam być szczegółowa.
Teraz liczy się to, co mam: ojciec i Rita. Rita to córka taty i Anette, jest naprawdę młodziutka, choć chcę, żeby już ją nazywać "panną". Niedawno obchodziła setną rocznicę urodzin.
Mnie jeszcze nazywają "panieneczką". Cóż, 360 lat to nie za dużo. Z drugiej strony aż za dużo na „panieneczkę”.
Mniejsza z tym.
Teraz liczy się to, że mam dom w Port Linitei, że ktoś o mnie dba, że mam wspaniałą rodzinkę.
Nie licząc Anette.......
Tak bardzo brakuje mi mamy..........
**********
Szłam teraz Lasami Ciemności do stolicy. Byłej władczyni, Bereth VIII zmarło się zeszłym miesiącu.
Do Port Linitei wiadomość dotarła trzy tygodnie temu - akurat byłam w domu. Wydelegowano mnie tu, abym reprezentowała dwa szlachectwa – d’Lalinów i Kastinów. Tak, właśnie w ten sposób uzyskałam drugie nazwisko. Cóż, miała iść najmłodsza pełnoletnia osoba, która ma szlachectwo, a ojciec musiał zostać w domu. Anette nie była arystokratką – za zniesławienie byłej władczyni odebrano jej przywileje. Została zwykłą elfką.
Według ostatnich reform Baronem nie może być ktoś, kto ukończył tysiąc lat. To eliminuje trzy czwarte elfów z naszego światka, nawiasem mówiąc. Starzejemy się, ja na przykład już powinnam mieć co najmniej jedno dziecko i męża. Ale jest, jak jest, płakać nie będę.
Nie chciałam iść do Mon DeLoN. Jestem Delaline, mogą mnie stracić. To nazwisko zawsze przynosiło hańbę. Poza tym, wszyscy od lat są przekonani, że matka zakończyła ród.
Dostaną na Wiecu niezłego wstrząsu.
Tak po prawdzie, to szłam spotkać przeznaczenie. Wysłano mnie, ale nie wiadomo, czy z dobrej woli. Pójść jednak musiałam. Ojciec uznał, że tak musi być, a Anette dziwnie się nie odzywała. Tak, wiem, ona chce zostać Baronową. Jej sprawa. Jeśli mam być szczera, szlachectwo niebywale utrudnia mi życie.
A także je ułatwia.
Bo, trudno się przyznać, jestem straszną kleptomanką. Ale niezłą kleptomanką. Złapali mnie tylko dwa razy, przy czym za pierwszym razem siedziałam pięć lat, a drugi był niedawno – okradłam elfa, który mnie podał do Sądu Najwyższego. Moja wina, że jestem chora?
I właśnie z tego powodu ostatecznie zgodziłam się tu przyjść. Znaczy, upierałam się, żeby nie iść, bo tak zawsze robię. I tak wiedziałam, że nie mam szans na zostanie w domu. Poza tym, mam tu swoje sprawy....- czeka mnie rozprawa! Jak o tym myślę, to mnie ciarki przechodzą. Na szczęście chroni mnie immunitet, co oznacza, że nie mogą mnie posadzić. Poza tym, znajdę sobie takiego obrońcę, który w końcu dowiedzie, że to choroba. Już raz przez kilka lat przez to siedziałam i nigdy nie chcę wrócić do więzienia! Nie wytrzymałabym psychicznie!
Ewentualnie przyznają mi kogoś do opieki nade mną.
Acha, i głupia nie jestem - po wyborach idę szukać wuja.
GwaDer - brzmi zachęcająco. Zawsze lubiłam niebezpieczeństwo.
Ciekawe, co powie, jak zobaczy córkę swojej przyszywanej siostry.
I ciekawe, co powiem ja, jak zobaczę jego. To podobno najatrakcyjniejsze stworzenie płci męskiej na ziemi. Na pewno jest przystojne.
Choć, między Urile a prawdą, to Gabel tak bardzo przystojny nie jest, ale bardzo pociągający........
Od momentu, kiedy po raz pierwszy zobaczyłam Wysokiego Inkuba wiedziałam, że wyczuję takiego na kilometr. Ich czuć wszędzie, gdzie się pojawią. Emanują czymś niezwykłym, nie umiem tego nazwać.
Ale podobno GwaDer jest zupełnie inny.
Ciekawe.
**********
Dzisiaj pierwszy Fructidor. Znaczy, grudzień w potocznej.
Ten dzień niedawno został okrzyknięty Światowym Dniem walki z IDIA. Ciekawe, kto ten skrót wymyślił - pewnie anioły. Tylko one takie "mądre". Dobrze. Już przestaję komentować aureolkowatych.
ADIA – po anielsku „Agarette diesae afe immunotical arangimant”
Po wspólnemu – ZNCO, „Zespół nabytej choroby odporności”
Na to właśnie chorowała mama. Nie wiadomo, czy ja też tego nie mam. Ale nikt nie umie wykryć.
Moim zdaniem - wystarczy prowadzić tylko zdrowy tryb życia.
Z innej beczki - wątpliwe jest to, czy ja prowadzę zdrowy tryb życia. Tu prochy, tam alkohol i koniec.
Nie palę.
Ines pali. Ja nie muszę. Kiedy dowiedziałam się, że Mistrzyni Wiatru popala, automatycznie odrzuciłam peta. Już nigdy nie sięgnę.

_________________
From where has that darkness come...?
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 9 z 24 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 22, 23, 24  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group