FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
  Nowa Filharmonia Multiświata
Wersja do druku
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 16-09-2010, 15:54   

-Znaczy... Wielka, super-mega-ulta-hiper kolacja dla wszystkich?- spytała Lo z niedowierzaniem lecz wystarczającą ilością taktu by nie powiedzieć tego co przyszło jej do głowy w pierwszej chwili; "Darmowa wyżerka".
-Tak właśnie!
-O, kurczę!

Lo spodobał się ten pomysł. Mogłaby zapoznać się z pozostałymi muzykami, zjeść coś za darmo, przełamać lody pomiędzy nią a resztą skrzypków, zjeść coś za darmo, znaleźć czarnego rycerza, zjeść coś za darmo, zaprzyjaźnić się z kimś, zjeść coś za darmo... No i zjeść coś za darmo!

Miała za sobą dość ciężki dzień. Musiała szybko pojechać do stryjka, by spakować swoje rzeczy, a to dobre dwie godziny drogi. W dodatku trzeba było wyjaśnić stryjkowi całą sytuację, a stryjek jest... dziwny. Cały czas musiała powtarzać, że dołącza do orkiestry a nie podwodnego ruchu oporu kumkwatów. W ogóle co za idiotyczny pomysł? Kalamondiny są dużo bardziej buntowniczymi cytrusami. I dlaczego miałyby się buntować przeciw przepiórkom? Co ma przepiórka do kumkwata? W każdym bądź razie gdy do stryjka, chyba, dotarło o co chodzi Lo spakowała się i ruszyła z powrotem. Na szczęście miała niewiele dobytku, a część została u Wiśni. Jednak musi się szybko rozejrzeć za mieszkaniem, nie można tak siedzieć na karku kochanej Wisience prawda?

A teraz trafiła się okazja by się zabawić i zjeść za darmo! Mieszkanie można przecież znaleźć jutro, prawda? Ale nagle do Lo coś dotarło. Pociągnęła delikatnie stojącego obok niej mężczyznę za rękaw, by zwrócić jego uwagę:

-Ej, chyba trzeba się ładnie ubrać na taką okazję prawda?
-No raczej.

"Zguba!" myślała dziewczyna "Gdzie ja znajdę coś elegantszego od białej bluzki i dżinsowej spódnicy? Nawet nie mam rajstop! Znaczy takich nie w paski, kropki, gwiazdki, statki kosmiczne ani kałamarnice. Czy koszula nocna może udawać sukienkę? No może mogłaby, gdyby nie kocia mordka na piersi i koci zadek na plecach... Bulwino Matko Wszystkich Pyrów, co robić?!"

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Ren Płeć:Mężczyzna
蓮 <-- To moje imię.


Dołączył: 25 Cze 2010
Skąd: Manticore
Status: offline

Grupy:
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 19-09-2010, 09:19   

[Saya] Trzeba znaleźć jakąś pracę, niby jeść nie muszę ale zabijan.. ekhm picie krwi robi się powoli nudne. Przydała by sie jakaś okazja ŁUP !! - bezpośrednie trafienie w słup przywróciło ją do rzeczywistości a nieduża karteczka przykleiła się jej do czoła. Szybkim ruchem zerwała ja i czyta:

Drodzy Mieszkańcy Multiświata!

Wielka Orkiestra Multiświata oficjalnie otwiera sekcje wokalną. Będzie to chór oraz sekcja solistów pod dyrygenturą Marty Akord. Każdego kto zechce spróbować swoich możliwości śpiewackich zapraszamy od 6-19 do gmachu filharmonii, w innych godzinach do biura agenta WOMu (tyły filharmonii). Serdecznie zapraszamy.


Dyrekcja i Dyrygent
Wielkiej Orkiestry Multiświata
tel; 4,33 96 04 33

- Hmm umiem śpiewać, tak przynajmniej mówią inni więc może to być to czego mi potrzeba.
Odwróciła się na pięcie rozpostarła swe wielkie czarne skrzydła wzbiła się w powietrze i poszybowała wprost do filharmonii.
Płynnym ruchem wylądowała tuz przed drzwiami z napisem "Biuro Agenta WOMu".
PUK ! puk! zapukała nieśmiało.
... Głośno zaburczało w jej brzuchu.

_________________
Yoake umare kuru mono yo,
Keshite miushinawa naide,
You are you shoujyo yo ima koso!
Furi hodoki tachi agare!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1146958
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 25-09-2010, 20:32   

Saya już powoli traciła cierpliwość, w oknach świeciło się światło a nikt jej nie otwierał. I słyszała rozmowy! Wyraźnie albo jej nie słyszeli, albo ignorowali. Chyba trzeba spróbować, pomyślała przekręcając klamkę i otwierając drzwi. Zszokował ją widok krzątających się wszędzie osób, gdzieś za ustawionym po środku stołem zniknęła kobieta w fartuchu. Pod ścianą niewielkiego pokoju stało biurko, pewnie wcześniej służące do przyjmowania chętnych muzyków, jednak teraz na jego blacie znajdowały się misy z przyjemnie pachnącymi daniami. Wampirzyca oblizała się, mimo iż od zwykłych dań wolała dobrą krew.
- Sq, złoto, skocz do domu po sosjerkę - rzuciła owa kobieta w fartuchu do mężczyzny z czapką kucharską (!) na głowie.
Squaerio przełknął głośno ślinę, wiedział kogo zastanie w domu Akordów.
- O, witaj, w czymś pomóc? - spytał ją, jak się później dowiedziała, Adalwin Tajfun, agent WOMu.
- Chciałam się zapisać do chóru, widziałam ogłoszenie - wyjęła kartkę z keiszeni.
- Bardzo mi przykro, ale jak widzisz szykujemy się, tak, wiem, wcześnie, do organizowanej dla najważniejszych członków orkiestry kolacji. Właśnie - uśmiechnęła się kobieta i podeszła do Sai - Jestem Marta Akord, dyrygent i dyrektor wydziału wokalnego. Niestety nie mogę cię teraz przesłuchać, ale możesz zostać na kolacji.
- Prawdę mówiąc z przyjemnością - wampirzyca uśmiechnęła się w duchu, w końcu coś zje!

_________________
"I like my men like I like my tea - weak and green."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 25-09-2010, 22:22   

- Jesteście pewni że skończycie dzisiaj? - upewnił się Karel.
- Taaak sssssssefie - zasyczał Bob - dach jessst prawie gotowy. Dodatkowo mamy niessspodziankę.
- O? - zdziwił się. Niespodziankę? od swoich poddanych? Nie pamiętał by uczył ich myśleć ale to dobrze że się rozwijają.
- Fajerwerki sssssefie!
- Cóż....myślę ze mała petarda nie jest w stanie narobić za dużego zamieszania. Czyli....skończycie dzisiaj?
- Sssssto procent ssssefie. - zasyczał potwierdzająco Bob.
- Doskonale.....- powiedział powoli zielonowłosy - oczekuję ze widowisko....zachwyci pozostałych. - ton jak wyrażone było owo oczekiwanie nie pozostawiało wątpliwości co będzie jak nie zdążą. Nie ma jednak sensu zamartwiać się tym teraz. Wprawdzie Raiyami nie dbał jak będzie wyglądać ale nie chciał też przeciągać zbytniej uwagi. Dlatego pora była na to by wybrać się po strój. Szermierz zszedł po rusztowaniu i wskoczył w otwarte okno. Otworzył szafę w pokoju który zajmował. Niestety w środku nie było nic wieczorowego. Westchnął, cóż wygląda na to ze nie ominie go wysiłek i wydatek. Usiadł wiec w fotelu i zadzwonił do Ilyji po kilka wystawnych strojów. Po rozmowie przeczytał wiadomość. Rozmowa kosztowała aż trzy obeny! Zdzierstwo! Ehhh może lepiej było włożyć zbroję?

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Squaerio Płeć:Mężczyzna
O RLY?


Dołączył: 05 Cze 2010
Skąd: mieć na to wszystko czas?
Status: offline

Grupy:
WOM
PostWysłany: 05-10-2010, 20:39   

Gdy dwa razy upewnił się, że nikt nie patrzy, szybko zmienił nakrycie głowy tak, aby jego pocieszne kocie uszy nie wpadły w niepowołane oko... oczy... cokolwiek. Przez ulicę przemknął z zadziwiającą prędkością, jakby unosił się w powietrzu, nie zaś chodził jak zwykły niemagiczny obywatel. W końcu po coś studiował tyle lat zaklęte woluminy.

- Mogę pomóc w przygotowaniach, ale z tej imprezy będę raczej musiał zrezygnować.

Nim zdążył doliczyć się, ile razy już znajdował się w takiej sytuacji, drzwi domostwa Akordów wyrosły przed nim jak spod ziemi. Przez chwilę przyglądał się klamce drzwi, rozważając widocznie wszystkie za i przeciw.

- Raz kotu... Źle! - zganił się w myślach, koty wszak mają trochę więcej żyć - ...kozie śmierć.

Wewnątrz było cicho. Za cicho. Opiekująca się dziećmi pod nieobecność rodziców i maga niańka, przysypiała w pozycji siedzącej na salonowej kanapie. Jej przeciągłe chrapanie i pogaszone światła potęgowały tylko efekt grozy. Czarodziej dałby się pogłaskać po kocim grzbiecie, że nawet porzucone zamczysko położone gdzieś w rumuńskich Karpatach nie przerażało go tak mocno, jak ten przytulny domek. Gdzieś tu czaił się ten nieobliczalny i bezlitosny potwór. Squaerio ostrożnie, podpierając się o ścianę, skierował się do kuchni. Ile by dał, aby w takiej chwili nie opuszczały go kocie zmysły (będące bądź co bądź całkiem przydatne, zwłaszcza w ciemności). Po cichutku kucnął przy jednej z szafek i po omacku zaczął przegrzebywać jej zawartość. Niania jeszcze głośniej i jeszcze przeciąglej chrapnęła. Firanka zdawała falować w rytm jej oddechu. Mężczyzna w końcu znalazł to, po co przyszedł. Gdy powstawał, na blacie obok coś stuknęło. Podróżnik zamarł z przerażenia, prostując się jeszcze bardziej, choć już wcześniej stał wyprostowany. Przekręcił głowę i zerknął w miejsce, skąd dobiegł niepokojący odgłos.

- Pomarańcza... ha... ha, ha - zaśmiał się bez przekonania, choć już zdecydowanie bardziej rozluźniony widząc, iż spłoszył go zwykły owoc, który naszła chęć sturlać się właśnie z miski. - Chyba trochę przesadzam. Zaczynam popadać w paranoję. Czego tak naprawdę się boję?
- Kotek.
- Nie, nie boję się kotów - odparł bez zastanowienia. Bardzo niemądrze zresztą. - Zaraz...
- KOTEK.
- Słodki jeżu! Nie! - załkał jeszcze, nim w odmętach mroku zaiskrzyły ślepia futrzakowego oprawcy i nim czarodziej poczuł atak na swoje plecy, oraz diabelski uścisk na szyi wraz z przytulającą się do jego kocich uszu twarzą...

***


Mała Alicja ściskając swojego nowego ulubionego przytulaka, zasnęła tak szybko, jak zmęczona trudami dziennych zabaw czterolatka powinna. Szczęśliwie a może i nie, tym razem Squaerio nie stracił przytomności, będąc w pełni świadomym tortur, jakim został poddawany.

- Tymoteusz mnie chyba zabije... albo Marta... na chrząszcza brzęczyszczykiewicza, kolacja!

Niania nadal spała jak zabita, chociaż już nie chrapała. Kto wie, może naprawdę jej się wykorkowało. Nie czas jednak na takie rozważania! Czarodziej złapał, po co przyszedł i już miał ruszyć pędem z powrotem do odnowionej filharmonii, gdzie odbywać miało się wieńczące jej remont przyjęcie, kiedy to kątem oka pochwycił swoje odbicie w lustrze.

- Alleluja! - zakrzyknął widząc, iż efekty transformacji w końcu zniknęły zupełnie i na powrót jest zwyczajnie niezwykłym człowiekiem. - W takim wypadku nie ma już więcej przeszkód, aby pojawić się na bankiecie! Ale... będę musiał tam (TAM!) zajrzeć. Nie zabrałem ze sobą w ostatnią eskapadę żadnego eleganckiego stroju... no cóż, może mnie nie nakryją...

Mag opuścił domostwo i zaraz za furtką zaczął wyprawiać rzeczy niezwykłe. Najpierw z rękawa jakby nigdy nic wyciągnął swój parasol i rozłożył go nad głową. Zaraz też począł unosić się w powietrze a gdy pierwszy podmuch wiatru zawirował niezwykłym lotnikiem, ten zniknął w niewyjaśniony sposób wraz ze swoim rekwizytem.

***


Bliżej nieokreślona rezydencja w trochę dalej nieokreślonym świecie.

Mężczyzna z zacięciem przeczesywał niezwykle obszerną i bogatą garderobę. Przerzucał fraki, surduty, marynarki, płaszcze, smokingi i kontusze. Garnitury, koszule, paski, muchy, krawaty i pantofle. Przedzierał się przez to wszystko, niczym owładnięty berserkerskim szałem heros, rozdzierający zastępy swoich wrogów. Miał mało czasu. Mieszkańcy tego wystawnego pałacu już zdali sobie sprawę z jego obecności. Z całą pewnością nie pozwolą mu się łatwo wymknąć, jeżeli zostanie przez nich znaleziony.

- Trzeba się spieszyć!

W tym samym czasie młoda pokojówka biegła przez jeden z korytarzy, otwierając na oścież każde napotkane po drodze drzwi z nadzieją, iż za nimi odnajdzie to, czego tak usilnie poszukiwała. Jej podobnych był jeszcze przynajmniej tuzin a każda z nich przeszukiwała inne piętra, skrzydła i komnaty. Zdyszana służka nie zważając na wysiłek i problemy z łapaniem każdego kolejnego oddechu, taranem wyważyła ostatnie wrota. Był to tylko ułamek sekundy, krótka chwila, prawie jak sen. Z nieopisanym utęsknieniem i radością zarazem zdążyła tylko wykrzyknąć:

- Lordzie Celeste!

Postać zdążyła się jednak rozmyć i zniknąć, pozostawiając jedynie unoszące się przez chwilę w powietrzu świetliste smugi. Znowu to samo. Raz jeszcze przybył i zniknął tak szybko, jakby był wyłącznie złudzeniem. Ku rozpaczy wszystkich mieszkańców szlacheckiego dworu.

***


Czarodziej wszedł ponownie na salę, jakby nigdy nic. Wszak oprócz tego, iż był rozpromieniony od ucha do ucha (a od rana chmurzył się niemiłosiernie, jakby to co miało wspólnego z pogodą) i miał ze sobą kilka kompletów wieczorowych ubrań, to przecież niczym się nie różnił od siebie, który jakiś czas temu salę bankietową opuszczał. Podczas jego nieobecności, przybyło więcej osób a przygotowania do kolacji zmierzały już do rychłego finału.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 23-10-2010, 21:57   

Ostatecznie Karel postanowił nie pojawić się w ciężkiej zbroi. Pomimo że bardzo się starał to nie mógł doszorować naramienników. To musiała być ta krew mantikory.Przy niej nawet najlepszy proszek załamywał łapki i skakał samobójczo w przepaść zostawiając list pożegnalny. Były na takie plamy środki ale wymagały całej szafy mikstur i eliksirów. Mimo to udało mu się coś znaleźć coś na grzbiet. Lekki segmentowy napierśnik okrywał jego korpus. Przypominał trochę coś pomiędzy smoczą zbroją z łusek a pancerzem owada koloru obsydianu.
Na pancerz król zarzucił skórzany płaszcz wojskowy. Tu i ówdzie widniały na nim jakieś metalowe elementy które podzwaniały cichutko. Jego dłonie były skryte w skórzanych rękawicach nabitych z wierzchniej strony admantowymi ćwiekami.
Spodnie były zwyczajne jednak o wielkiej ilości pasków służących najwidoczniej do zamocowania noży i sztyletów ale na szczęście żadne tam dziś nie dyndały. Buty były zwyczajne, wojskowe. Jedyną różnicą było to że dzisiaj były wypolerowane na błysk. Włosy umyte porządnie zwracały uwagę swoim kolorem gdyż szermierz je rozpuścił.
No i oczywiście peleryna. Z wierzchu czarna od wewnętrznej strony srebrzysta.
Ktoś obeznany w magicznych światach powiedziałby że Karel wygląda cool i badass. Pięciolatek z Ziemi zapytałby" Mamo dlaczego ten pan ubiera się jak emo?"

*****

Stół był długi.....i stołowaty.
Oczywiście ten opis nie oddaje istoty rzeczy. Wystarczy jednak powiedzieć że mebel uginał się od jadła. Szermierz zerknął na krzesła. Prychnął wzgardliwie. Nie było nawet połowy obecnych! Przy stołach siedziały jakieś stare pryki...pewnie sponsorzy menadżerowie itp. Wszyscy bez wyjątku spali. Znudzony czekaniem też zasnął. Śniło mu się że piecze Poringa Astralnego niczym piankę na patyku nad ogniskiem. Tymczasem Crex smażyła się na rożnie. Rozmarzony westchnął błogo przez sen.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 5 z 5 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group