FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
  Życie jest anime, czyli coś się zaczyna...
Wersja do druku
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 19-11-2006, 11:55   

Zapada zmierzch..
Caibre siedział na wzgórzu przy powiekszającym się ognisku. U podnórza stał pojazd, rozsypujący się, gdy magia utrzymująca go uleciała w nocne niebo.
-Co teraz? - Noire siedziała skulona przy ogniu, zawinięta w płaszcz rudzielca. Trzymając kubek gorącej herbaty, wygrzewała się niczym zadowolona kotka.
Lis skończył się sznurek, więc przywiązał wolny koniec do pobliskiego krzaka. Całe wzgórze było oplecione na wysokości kostek tą plątaniną, na której dyndały różne metalowe śmieci. ktokolwiek w ciemnościach będzie próbował się podkraść, albo padnie na pysk, albo przynajmniej narobi solidnego rabanu.
-Szczerze mówiąc, nie wiem- Cai usiadł obok sukkuba i z wdzięcznością przyjął kubek herbaty - powinniśmy dalej uciekać. Raz, tak bezpieczniej, dwa, ciekawiej. Wypadałoby też moim zdaniem poszukać czegoś co pozwoli nam sie przeciwstawić tej mrocznej potędze...
-Przestaniesz w końcu? - Noire przytuliła się do lisa - noc zimna. Porozmawiajmy jutro.
-Hai.

***
Gdzieś daleko, w pewnym ponurym, mrocznym zamczysku, aktualnie różowym.....
Szary przedstawiciel smoczej rasy bezszelestnie szybował zapuszczonym korytarzem gdzieś głęboko w plątaninie lochów. Wbrew temu, co pewne urocze, acz upierdliwe osoby rozpowiadały, lochy te nie były pełne ofiar AW. W większości służyły za rupieciarnie. Sale tortur były rozmieszczone na powierzchni, by krzyki cierpiących niosły się po okolicy.
Miniaturowy gad zatrzymał się przed pewnymi drzwiami, obitymi adamantium dla efektu i kiczowatego wyglądu. Chwilę się wahał, po czym łapką nacisnął klamkę i wleciał do nieoświetlonej komnaty.
Przejdź na dół
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 19-11-2006, 17:19   

Lekko zawiedziona czarna strona mocy, Lila siedzaca na skraju lozka w czrnym stroju ze smutkiem spoglada na kokartke na koncu ogonka... moze to byla zbyt pochopna decyzja... Sm00ku pewnie sie martwi... a moze nie... wcale go nie obchodze... poolozyla sie na lozku... przez pewiem czas spogladala na baldahim nad lozkiem... po czym zasypia...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Noire Płeć:Kobieta
Pomniejszy Inżynier


Dołączyła: 14 Maj 2003
Skąd: From down below
Status: offline
PostWysłany: 19-11-2006, 18:49   

Noire wpatrywała się w tańczące płomienie ognia. Jeszcze przez chwilę rozmyślała o tym co może zdarzyć sie później. Zło mogło zaatakować w kazdej chwili, ono nigdy nie śpi. Podobno. Sukkubica zamruczała zadowolona i zasnęła wtuliwszy sie w ciepło Caibra.

Sen.
W mrocznej ciemnosci zamajaczyły cienkie, świetliste nici...tak nieuchwytne..
Noire delikatnie ujęła je w swoje delikante dłonie. Czuła przepływającą przez nie energie, która rozbijała się gdzieś na końcu. Narazie.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2120255
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 19-11-2006, 20:30   

Wchodzi, podając na tacy średnio wysmażony ale wciąż krwisty stek,uśmiechając się przy tym szarmancko, jak to tylko orki potrafią najbardziej.
- Proszę bardzo, piękna pani - mówi, podając go Lil - do usług. Czy masz jakieś jeszcze życzenia? Proś, a będzi ci dane.

(no, co tam, herosi, głowny zły wam uwodzi bohaerkę a wy nic?).
Powrót do góry
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 19-11-2006, 22:21   

a oni dokładnie nic - Odbiera talerz
- dziękuje bardzo :D
Po chwili, z pustym talerzem i uśmiechem na twarzy, ukazując drobne kły:
- było pyszne... to ja się położę i odpocznę... może ktoś coś zareaguje... narazie to po nich spłynęło, że mnie stracili...
Łezka spłynęła po policzku...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 19-11-2006, 22:45   

<bohaterka fanką CC jest. Więc.....jesteś stygmatyczką Lila? Bo w czerni Ci do twarzy napewno ^^>

Poranek okazał się mało romantyczny.
Po pierwsze, mobilne elementy runa leśnego oblazy śpiących. Po drugie, Noire skopała lisa przez sen z górki, tak że ten trzy razy lądował u podnórza...i za każdym razem plątał się we własną pułapkę.
Trzy gdy w końcu udało mu się usnąć na pół godziny przed świtem, po przebudzeniu...nie, nie obudziły go perwersje Noire, lecz szturchnięcie czymś ostrym w żebro.
Otworzył jedno oko. Mrugnął.
Otworzył drugie.
Zamknął oba.
Jęknął "Znowu".
Drowy. Wkurzone, pozawijane w bandaże drowy. Jeden, łysy, wyróżniał się dodatkowo, śladem opony przez główkę.
Zrezygnowany rudzielec jęknął ponownie i wysunął obie ręce w górę w geście poddania.
Najbliższy czarnulek od razu je spętał.
Powrót do góry
wa-totem Płeć:Mężczyzna
┐( ̄ー ̄)┌


Dołączył: 03 Mar 2005
Status: offline

Grupy:
Fanklub Lacus Clyne
WIP
PostWysłany: 19-11-2006, 23:42   

Szara Eminencja Ciemnej Strony patrzył melancholijnie na opustoszałe pobojowisko. Gdy wiatr powiał od strony dogasającego stosu, skrzywił się niemiłosiernie.
Ech. Palone pierze... - wymamrotał pod nosem, po czym odwrócił się i spokojnie ruszył ku szczytowi pobliskiego wzgórza, ukoronowanemu kręgiem menhirów. Gdy po pewnym czasie dotarł do szczytu, stanął zafrasowany nad kamieniem ofiarnym w środku kręgu.
Hmph. Bez krwawej ofiary z dziewic będzie mocno zły. Maaa. Shikatanai desu ne~~ - mruknął pod nosem, po czym wydobył z kieszeni zmiętą serwetkę, na której miękkim ołówkiem wykonano rysunek przedstawiający skromnie odzianą, młodą osóbkę w kapeluszu z piórkiem, z łukiem na plecach i krótkim mieczem u pasa.
Chmm. Jeszcze atmosfera... - pomyślał, po czym pstryknął palcami. Był z całą pewnością poranek, jednak ołowiane chmury zakrywały niebo. Teraz zgęstniały jeszcze bardziej, zerwał się wiatr. Pojedyncze, wielkie krople deszczu zaczęły wybijać niespokojny rytm, ciemności rozdarła błyskawica, ciszę przerwał grom.
W coraz bardziej intensywnym deszczu, Mroczny położył rysunek na kamieniu, zamknął oczy, uniósł rękę. Wkoło szalała burza, ciemności raz po raz rozdzierały błyskawice, odgłosy gromu, odbijane i zwielokrotnione przez ścianę lasu i zbocza wzgórz zmieniły się w nieustający, ogłuszający ryk. Mimo to na wzgórzu powietrze zdawało się gęstnieć, panował zaduch.

- Na potęgę moé, Mroczny Generale, PRZYBYWAJ!

Serwetka z rysunkiem znikła.

Gdy Noire otworzyła oczy, przez chwilę wydawało się jej że dalej śni. Ołowiane niebo przebiegały raz po raz pajęcze linie błyskawic, nieprzyjemnie zimny wiatr niósł wilgotny aromat deszczu.
Sukkubiczka aż drgnęła gdy usłyszała złowróżbny syk z którym pierwsze krople deszczu wpadły w purpurowe węgle pozostałe po ognisku.

Gniewna furia burzy sięgała nawet tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, trzęsąc szybami w oknach. Jeden z piorunów spłynął po ścianie donżonu ku okutemu żelazem wejściu, pozostawiając przed nim wypalony krąg. Upiorny ryk sprawił, że śpiąca wewnątrz wilkołaczka zerwała się na równe nogi, jednak trupiobłękitny blask oślepiłby wszystkich którzy patrzyliby we właściwą stronę. W wypalonym piorunem kręgu stała wysoka, zakuta od stóp do głów w zbroję i zakryta czarnym płaszczem postać. Na ponurej twarzy malowała się złość.

CO!? Tak bez krwawej ofiary z dziewic!? - rzucił przybysz.

_________________
笑い男: 歌、酒、女の子                DRM: terror talibów kapitalizmu


Ostatnio zmieniony przez wa-totem dnia 20-11-2006, 11:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3869750
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 20-11-2006, 09:14   

wilkołaczka wybiegła na korytarz zamku, i nastawiła uszy by coś usłyszeć... powoli i niezauważalnie po schodach aż do głównego holu... Gdy nagle ogromne drzwi otworzyły się z wielkim hukiem... Stał w nich ciemny przybysz... Lila upadła do tyłu zdziwiona rozmiarami przybysza ( bez skojarzeń proszę ) powoli i na czworaka, nie zbudzając jego zainteresowania próbowała się wycofać w stronę pierwszej komnaty... ale niestety drzwi były zamknięte...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 20-11-2006, 10:27   

wa-totem napisał/a:
- Na potęgę moé, Mroczny Generale, PRZYBYWAJ!


W dalekiej, dalekiej przeszłości była tylko wojna...

Zło walczyło z Dobrem, Dobro ścierało się ze Złem. W imie wyższych ideałów i niskich pobudek miliardy istnień utopiono we krwi. Konflikt był wieczny, zaczął się w momencie narodziń Istnienia i miał trwać dopóty, dopóki nawet bogowie nie sczezną.

W ogorzałej od ognia wojny, przystojnej twarzy przybysza najbardziej widoczne były oczy, pełne smutku i zmęczenia takim stanem.

Nadszedł czas złamać cykl!

Jeśli siły dobra nie mogły ostatecznie zwyciężyć, w imię wolności wyboru pozwalając na istnienie zła należało stanąć po stronie zła. Zetrzeć słabowitych obrońców światłości w pył i pogrążyć wszechświat na wieki w ciemności i tyrani, gdyż tylko tak, spętany w łańcuch cieszyć się będzie mógł pokojem!


- zakończył Narrator. Jeszcze przez chwilę na ekranie majaczył obraz. Na tle wieczornego nieba stała horda żołdaków. Pierwszy plan przesłaniał imponujący, srebrzysty mech z majestatycznie powiewającą peleryną. Potem zaczął się ending.

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 20-11-2006, 11:55   

Ho Ho Ho- ciekawe, to ja sie troszke zaczynam bac... bo siedze w zamku tych zlych :> Czyzbysmy mieli miec problemy ?

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Grisznak
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 20-11-2006, 14:49   

Grisz wybiega na zewnątrz, widząc nadciągającą bestię, zmierzającą ku Lil.
- Nie ma mowy, pokrako, on jest MOJA!!!!
Chwyta Lil i oplata ją ramieniem, po czym sięga ku jej piersi:
- Bring me the power for the World Revolution!!!
Z klatki piersiowej Lil wysuwa się rękojeść miecza, którą Główny Zły chwyta mocno w dłoń. Jaśniejący miecz kieruje ostrzem ku przeciwnikowi. W tle rozbrzmiewają chóry:

The absolute destiny: apocalypse
The absolute destiny: apocalypse
Birth records, baptismal registry, death records
The absolute destiny: apocalypse
The absolute destiny: apocalypse
My birth, Absolute birth, Apocalypse!
Powrót do góry
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 21-11-2006, 00:19   

Sytuacja Sm00ka nie przedstawiała się szczególnie wesoło. Noire zniknęła gdzies nagle z cichym "pop" (amatorka! na jej miejscu z pewnością zniknąłby z co najmniej głośnym "j-rock"!), otaczała go banda wkurzonych mrocznych elfów z wkurzonym do kwadratu łysolem w roli przywódcy, łysol dziabał go w plecy czymś ostrym, każąc iśc (piechotą! o zgrozo, piechotą!), więzy obdzierały nadgarstki, a na dodatek było mokro i paskudnie. Generalnie miewał w życiu większe problemy (na przykład ten cholerny, różowy zamek), ale najpierw musiał się obudzić! Na domiar złego miał przywidzenia. Parszywy poranek, świat kompletnie nie ma szacunku dla porządnych rudzielców!

Nieco pocieszające było to, że drowy najwyraźniej również miały przywidzenia, gdyż bardzo zgodnie starały sie nie patrzeć w pewnym kierunku.

Tam wcale nie było drobnej blondynki w wielkim kapeluszu zmiatającej na kupkę resztki starego ogniska. Wcale. Skoro nie było jej przed sekundą, nie mogło jej być także teraz. I to absolutnie niedorzeczne, żeby toto siedziało sobie beztrosko i bawiło się tą plastikową zmiotką, skoro jeszcze nie wynaleziono plastiku!
Tymczasem nieistniejące zjawisko zmiotło popiół na kupkę, wsypało do białego kubka w czarne łaty i zaczęło intensywnie nad czymś myśleć. Równie nieistniejący, a za to bardzo zębaty uśmiech zawieszony nad jej ramieniem w powietrzu wyszczerzył sie jeszcze bardziej (a Sm00k już myślał, że to fizycznie niemożliwe) i wcale nic nie powiedział.
- Naprawdę sądzisz, że skoro ptica, to od razu feniks?
- Nie feniks, bo nie ptica, przynajmniej nie tym razem. Ale podejrzewam, że jak się dobrze nakopie, to i zadziałać może.
- Podpalisz?
- Niby czym, przecież już ci mówiłam, że nie wzięłam zapałek! Chyba że chuchniesz?
Zębaty uśmiech wcale nie kiwnął się na zgodę i bynajmniej nie chuchnął. W wyobraźni Sm00ka - bo niewątpliwie była to jego wyobraźnia - wąski płomień omiótł kubek, który dziwo wytrzymał eksperyment. A poza tym nic się nie stało.
- Wybrakowany jakiś!
- Nie marudź, Klejnot, po prostu ziać ogniem porządnie nie umiesz! A poza tym ten uśmiech mnie wkurza.
- To znaczy, że mogę być białym króliczkiem? Mogę, mogę? - ucieszył się lewitujący wyszczerz.
- Nie. I żadnych CLAMPów przez najbliższy miesiąc! Zwłaszcza takich w Krainie Czarów...
- Wcale cię nie lubię... Yyyy?!
Sm00k również wykonał "yyy?!", ponieważ nieistniejąca właścicielka wielkiego kapelusza, która z pewnością nie była jego starą znajomą (choćby dlatego, że anime jednak powinno być nieco mniej przewidywalne), wyjęła skądś imbryczek i z zadowoloną miną nalewała do łaciatego kubka wody.
W kubku coś zabulgotało.
Z całą pewnością wyobraźnia Sm00ka.
Wyobraźnia Sm00ka wylała się następnie z naczynia i przybrała postać leżącej na ziemi postaci.
Nieistniejąca blondynka popatrzyła na nią krytycznie, omiotła wzrokiem stadko drowów, które jak na komendę uniosły oczy ku niebu i zaczęły cicho pogwizdywać, po czym pomachała Sm00kowi.

Tego było za wiele.

Podszedł do niej, zdejmując po drodze z nadgarstków resztki więzów, które w międzyczasie zdążył spokojnie przeciąć sztyletem i zrobił to, co Sm00ki lubią robić najbardziej.

Tyc, tyc!

PLASK!

Ach, jak za starych, dobrych czasów!

Kątem ucha słyszał, jak przywódca drowich najemników mamrocze pod nosem jak mantrę, że wcale nie widzi tam swojego ukochanego kapelusza, który zniknął jakiś czas temu w bliżej niesprecyzowanych okolicznościach. Sm00k zaczynał czuś się jak w domu.

- No dobra. Ja wszystko rozumiem, ale co to do licha jest?!
- To - Klejnot. Wbrew pozorm. A to Ptica. Znaczy, ten no - bohater, który wkrótce odkryje w sobie niezwykłe moce. Tylko najpierw musi odkryć amnezję... ^^' A propos, nie wiesz, skąd można sobie załatwić jakieś porządnie pierzące się skrzydła?
- Wczuwasz się w rolę?
- Cicho, nie spoileruj! To dopieto trzeci odcinek! A zresztą see ya, jak na poboczną postać z gatunku Tajemnicze Zjawisko, Które Nie Zostanie Wyjaśnione, Bo Przestałoby Być Tru, zajęłam już wystarczająco dużo czasu :]


Drowy odetchnęły z ulgą. Faktycznie nie istniała! To coś, co leżalo na ziemi, z całą pewnością również było całkowicie zaniedbywalnym plot-holem. Teraz należało zająć się fabułą.

- ŁAPAĆ GO!!!!

Edit dla niewtajemniczonych:
- kapelusz faktycznie zawinęłam Jarlaxlowi gdzieś w Multiświecie i do tej pory nie oddałam
- kto nie zna Klejnota, niech sobie przeczyta Questa o Klejnotach. To jest ten The One and Only :P Stwórca i niszczyciel światów, itd, itp, also known as moja maskotka. Aktualnie bez mocy.
- kto zna Sm00ka, ten zrozumie. Kto nie zna, pewnie też zrozumie ;P

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 21-11-2006, 02:36   

Kiedy się ocknął, z początku przywitała go tylko ciemność. Pustka. Żadnych odgłosów ani zamazanych kształtów. Nicość.

Próżnia. Czarna, szumiąca, pulsująca pustka. Żywa pustka... Uświadomił sobie, że ta nicość coś mu przypomina... Kogoś... kogo nie pamiętał... Ale to chyba nie było miłe wspomnienie...

Pamięć... Przestraszył się, w jednej chwili uświadamiając sobie straszną prawdę. Nic nie pamiętał! Stracił pamięć. Kompletnie. Jak to się nazywało? Amnezja? Cóż, przynajmniej nie zapomniał jakiejś elementarnej wiedzy... Ale wspomnienia... Wspomnienia zniknęły...

Chociaż... Nie, coś jednak pamiętał. Kiedy całą siłą woli przekopywał się przez otaczającą go pustkę, przypomniał sobie tylko jedno słowo. Strzęp wspomnienia, poszatkowanego na nieczytelne kawałki przez bliżej nieokreśloną osobistą tragedię.

"Luna..."

Kobiece imię, ale... Nie. Wiedział jakimś cudem, że to nie jest imię kogoś innego. To jego własne imię. Głupie... Tak głupie, że głupsze już być nie może. Ale w sumie odpowiadało mu. Nie było jeszcze takie najgorsze. Przynajmniej fajnie brzmiało.

"Dlaczego nie mam wspomnień? Dlaczego nie pamiętam kim jestem, gdzie jestem i kto jest moim przyjacielem a kto wrogiem? Czy ktoś to zrobił specjalnie? Czy ktoś mnie... zaatakował?"

Ciemność rozjaśniła się. Rozdarł ją szczęk metalu, krzyki i odgłosy zamieszania. Walka. Jakiś rudzielec o szarej skórze bił się z bandą... Zaraz... Jak się nazywały te... Acha, drowy. Dużo drowów. Ale rudzielec nie wydawał się być sparaliżowany strachem. Jakimś cudem nie trafiał w niego żaden cios, przeciwnicy raz po raz wykładali się na ziemi w najmniej odpowiednich chwilach, wyślizgiwała im się z rąk broń...

"Walka? Co ja tu robię? Ja chyba... Ja tu nie powinienem być. Jestem... Jestem..."

Pustka.

"Kim jestem?"

Dłoń natrafiła na ziemi na strzępek papieru. Zimny dotyk kartki. Znał ten dotyk. Książki. Dotyk kartek książki był taki znajomy. Olśnienie.

"Student. Na pewno jestem studentem. To dlatego znam ten dotyk. Zapewne wielokrotnie wertowałem książki kiedy się uczyłem."

Nagłe zawroty głowy przerywają potok myśli. Luna czuje się wyprany z sił. Nie zwraca nawer uwagi, że jego strój -czarna bluza, czarne spodnie, czarna peleryna i szare skórzane buty i runiczne rękawice raczej do studenta nie pasują. Zresztą i tak by nie wiedział, jak się ubierają studenci. W tej chwili jego rozsądek powoli przestaje właściwie oceniać sytuację. Jakaś część jego samego mówi mu, że to tymczasowe. Że odzyska pełnię sił. Że powinien ponownie zasnąć...

"Jest inny sposób" - mówi inna część jego osobowości.

Tuż obok niego stoi drow. Jest nieświadomy zagrożenia. Nie będzie w stanie się obronić.

"Nie... Nie wolno..." - Luna sam nie wie, co własciwie chodzi mu po głowie. Jego myśli są tak mgliste, że on sam ich nie rozumie. Jego umysł ledwie pracuje ze zmęczenia.

Drow nadal stoi. Młodzieniec czuje bijące od niego ciepło. Słyszy bicie jego serca. A może to jego własne serce? Nieważne... On tam stoi. Wystarczy tylko...

Luna opiera się. Czuje, że coś jest nie w porządku. Czuje, że nie musi tego robić. Że lepiej po prostu osunąć się w nicość... Czuje to, ale...

Bicie serca. Uderzenie za uderzeniem. Raz za razem rozbrzmiewa w uszach, tłumiąc rozsądek. Tłumiąc wyrzuty sumienia. Tłumiąc samokontrolę. Ciało zaczyna poruszać się samo. Ręce powoli opierają się na ziemi. Bicie serca. Niczym mantra. Niczym złowroga pieśń. Świat przestaje istnieć. Tocząca się wokół walka przestaje mieć znaczenie...

Młodzieniec powoli potrząsa głową z boku na bok, usiłując wypędzić z myśli obraz szyi drowa. Jego ciemnoniebieskie oczy co chwilę zalewa złocisty blask, by po chwili zblaknąć. Jego ręce drżą. Pasma ciemnobrązowych włosów falują osobliwie - zupełnie niezgodnie z kierunkiem wiatru.

"Musisz odzyskać siły!" - mówi mu instynkt samozachowawczy. - "Inaczej nie będziesz w stanie walczyć. Nie będziesz w stanie uciekać. Wtrącą cię do lochów! Musisz..."

Drow nadal tam stoi, jakby coś go przykuwało do ziemi. Oczy Luny któryś już raz z kolei zalewają się złocistym kolorem. Tym razem już nie ciemnieją. Ręce same odpychają się od ziemi, ciało samo dźwiga się do pionu.

Pustka w głowie. Brak wspomnień, które by przed czymkolwiek powstrzymywały.

Mroczny elf, tknięty przeczuciem, obraca się. Jego spojrzenie krzyżuje się ze spojrzeniem Luny. Nieludzkie, złociste oczy paraliżują drowa, przebijają na wylot jego umysł, odbierają chęć do jakiegokolwiek oporu.

Suche, spieczone usta młodzieńca otwierają się lekko. Widać w nich kły.

Nagle drow padł, trafiony którymś z szeroko i daleko rozdawanych ciosów Caibre'a. Luna drgnął, jego oczy zgasły i ponownie przybrały ciemnoniebieską barwą. Młodzieniec opadł na ziemię, opierając się na rękach. Potrząsnął energicznie głową, by zebrać myśli. Nic to nie dało.

"Co... Co się stało? Co to było za dziwne uczucie? Drow... Ten drow leży martwy... Nie pamiętam, żebym go zabijał ale... Właściwie nie jestem pewien, co w ogóle robiłem..."

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 21-11-2006, 09:19   

Niech no ja tylko Ciebie dorwę Seri...

Las. Koniec lata. Cieplutki poranek, suchutko.
Wyobraźmy to sobie.
Widzicie?

Dodajcie teraz do sceny odzianego w granatowy płaszcz młodzieńca, pędzącego na złamanie karku krętą ścieżką. Płaszcz za nim rozwiewa się dramatycznie w biegu, perfidnie zaczepiając się o chyba każdą gałązkę, krzew i okazjonalnie dzika, szarpiąc nieprzyjemnie i chwiejąc krokiem chłopaka.
Płaszcz nie jest jednak wymysłem dramatyzmu. Ani efektem oszczędności chara designerów.
Arytmiczny krok i fałdy materiału całkiem skutecznie chronią zadek Caia przed zjadliwymi drowimi strzałkami. Na razie.
Ścieżka skończyła się nagle przy strumyku. Rudzielec jęknął na widok wody i przeskoczył przeszkodę, po czym z efektownym poślizgiem wyhamował.
Las się skończył. Mówiąc szczerze, ziemia się skończyła. Efektownym urwiskiem opadała w dół kilkaset metrów. Za to widok był doprawdy zapierający dech w piersi.

Bregan Daerthe w liczbie ośmiu zdolnych do pościgu dobiegły do linii wody. Chwilę później Jarlaxle wyszedł wydawałoby się, z powietrza.
-Nie masz dokąd uciekać, kuzynie - odezwał się najemnik, gdy cisza przeciągała się - a nasz kontrakt zakłada dostarczenie ciebie żywego.
-Więc macie problem, chłopaki - z bestroską pięciolatka Cai zasalutował i zrobił krok w tył. A potem zadziałała grawitacja.

Ending.


ps ja rozumiem że moja ruda cholera to maszynka do walki, ale, na bogów, to mimo wszystko Bregan Daerthe ^^
Powrót do góry
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 21-11-2006, 10:54   

Lila bezwladnie opada do tulu chowajac sie za Glownego Zlego...
- dobrze, ze nie z dupy to wyciagnoles... bo moglo zabolec... a w ogole to skad we mnie miecz... - spoglada na miejsce skad wyszedl...
Powoli na czworaka wycofuje sie w strone schodow... Czas sie ewakuowac... nawet nie oglada sie za siebie by sprawdzic co dzieje ise na korytarzu za nia. Dotarla do schodow na ktorych siada podkurczajac nogi i spoglada co bedzie sie dzialo...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 7 z 8 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group