FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Następny
  Strajk!
Wersja do druku
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 21-01-2008, 23:38   Strajk!

STRAJK!
Linie Międzywymiarowe miały kryzys. Nagle załamały się wszelkie idealistyczne poglądy przewoźników, że ludzie tego transportu potrzebowali. Desperacja sięgnęła zenitu przysłaniając tę myśl i zastępując ją inną:
Pensje są zbyt niskie.
Jeźdźcy mieli swoje racje- wielbłąd pochłaniał dzienne ogromne ilości tak zwanej paszy(Mieszanina Wysokoenergetycznych Ziaren Niekoniecznie Znanego Pochodzenia Oraz Gatunku), podróże wyczerpywały zwierzęta, zaś ich właściciele dostawali marne grosze i skąpy przydział którym ledwie cielę by się wyżywiło. Część pensji szła więc na drogą paszę w dużych ilościach, dla jeźdźcy pozostawało tego coraz mniej. Kiedy pierwszy z nich krzyknął w przestrzeń(która bardzo chętnie go słuchała), że są wyzyskiwani, miał już problemy z niezbędną racją żywieniową dla siebie... Może dlatego strajkujący byli zaskakująco szczupli.

Skąd więc taki kryzys? Ano... władze robiły cięcia budżetowe i pomyliły finansowanie Wielbłądów z finansowaniem Żuków(podróże międzynarodowe wróżek nie bojących się robaków i nie umiejących samodzielnie przechodzić między wymiarami... trudno to podać w procentach) i dla jednego jedynego Żuka interwymiarylistycznego przeznaczono tyle dotacji, że właściciel zlikwidował interes(3 wróżki poszły do Wielbłądów) i przygarnął Żuka jako zwierzę domowe, które tak intensywnie karmił, że urosło i zwiało, hen, daleko, straszyć pegazy żuwaczkami(stąd też odpadły one jako awaryjny przewoźnik). Wielbłądom dostała się racja Żuka, której nie można było cofnąć- teraz ogromne ilości pieniędzy przeznaczano na pozbycie sie owada, niekoniecznie skuteczne.
Władza przerzucała tam więc ogromne zapasy wszelkiej maści bohaterów, żołnierzy, jeszcze więcej bohaterów... Strajk nie zrobił na niej wielkiego wrażenia, król liczył na to, że zabicie Żuka da mu prestiż, a prestiż był bardzo ważny.

STRAJK!

Siedzieli przy bramkach wejściowych na każdy z wielbłądowych peronów, za nimi siedziały Wielbłądy, które gdyby miały ludzką mimikę twarzy zdecydowanie miałyby minę obrażoną. Tłumnie zgromadzeni potencjalni klienci linii krzyczeli, bili się, wymachiwali oszczepami... Na inne czynności spuśćmy zasłonę milczenia. Nie było zbyt kulturalnie, skąpa ochrona także mająca ochotę na strajk musiała się zmobilizować aby powstrzymać tłum w tym: żołnierzy, barbarzyńców(przepaska na biodrach, topór, z podkładem w wykonaniu tłumu ich wrzaski przypominały nieco tzw. Amerykański Heavy Metal), wojowników, rycerzy, paladynów(zmaza na honorze... nawet jeśli trzymali się z tyłu), demonów, sukkubów, wróżków(dokładnie 3 sztuki), złodziei, zabójców, rzemieślników, szarego tłumu, chimer, alchemików, psionów, mutantów, X-Menów, Lig Sprawiedliwych, Kaczo... Zapędziłam się. Tak czy inaczej, było ich sporo. Na tyle sporo, aby linie musiały zaciągnąć kredyt na opłacanie magów powstrzymujący tłumy polami siłowymi. Kryzys większy niż Żuk straszący pegazy, nieprawdaż?
Bohaterowie się wykończyli na Żuku. Żołnierze prawdopodobnie też. Handel międzywymiarowy zamarł. A król był na tyle inteligentny aby wpaść po dwóch tygodniach strajku na pomysł, aby kogoś wynająć. Nie, nie byli to najlepsi z najlepszych. I szczędził pieniądze na kampanię reklamową.

Stolica, godzina 10.00
W mieście widać już znamiona strajku. Ludzie chodzą zdenerwowani, gdzieniegdzie pojawia się Straż Miejska. Wielka Stolica Wielkiej Planety Na Której Skupia Się Władza była co najważniejsze niemal opustoszała. Ludzie przewijali się bez ładu, składu i celu. Tylko jedna osoba tam miała cel.
Chłopak o rdzawych krótkich włosach i piegowatej twarzy szedł ulicą powolnym krokiem. Jedynym co niósł była zwinięta w rolkę kartka, nieco zmięta oraz wiaderko z klejem, którym to wymachiwał beztrosko. Dostał dwa srebrniki za wywieszenie w widocznym miejscu tej kartki. I zrobił to. Powiesił kartkę tak, że idealnie oszpecała kunsztownie wykonany obelisk stojący na samym środeczku Głównego Rynku. Z czystym sercem można jednak stwierdzić, że jeżeli w mieście pałętał się jakiś w miarę silny desperat finansowy bądź inny zabijaka który jeszcze na Żuka nie wyruszył to zauważył kartkę.

Tu Wielka Władza Jego Królewskiej Mości!
Wojowniku, Mości Rycerzu, Magu Przewrotny, ktokolwiek...
Zdobądź dla nas 7 Artefaktów Wiecznej Fortuny, a ustawimy Ciebie i twoją kompanię do końca życia!
Z poważaniem,
Władze
PS: rozmowy kwalifikacyjny o 15.00 w siedzibie Straży Miejskiej


Nie przyłożyli się, tak więc zainteresowało się tym niewiele osób. Gorzej ze sprawą samych artefaktów- te pogrzebane, schowane, chronione, trudno dostępne, 4 z nich w rękach różnych gildii. Tylko nieliczni wiedzieli co daje uzbieranie tej magicznej liczby artefaktów stworzonych przez Mistrzów. I ci nieliczni najmniej pożądali artefaktów, reszta żyła zabobonami...
Zaiste, zainteresowanie zagarnięciem artefaktów dla siebie było większe niż posługą dla Imperium. Dla władza miała mocny argument: względną neutralność. A to wiele znaczyło... zresztą, nieważne... nie wgłębiamy sie w aż takie szczegóły.

Siedziba Straży Miejskiej, 14.59
10 osób było niezwykle optymistyczne... tutaj było ich mniej. Punktualnie zjawiły się dwie, które zaraz wyrzucono za złe sprawowanie.

Dwie minuty po pojawiła się dziewczyna o wilczych uszach i ogonie wymachująca lekko sakiewką. Jej twarz wyrażała lekkie znudzenie chociaż Marie przeklinała sie w myślach za tę decyzję.
Kariera wpół łowcy nagród wpół psa cyrkowego nie jest zbyt opłacalna. Jej sakiewka opróżniła się niemal całkowicie w ciągu dwóch tygodni ez zleceń, na dodatek jedyny tłum jaki spotkała był sztuczny i pełen kieszonkowców. Stan spłukania i przeklinanie się za brak spostrzegawczości... Tak, jej desperacja była duża. Nie chciała na razie opuszczać stolicy, brak podróży międzywymiarowych pośrednio komplikował jej życie i to bardzo. Dlatego też przestąpiła próg budynku Straży Miejskiej już zdeterminowana w chęci wyprawy, którą być może będzie opłacać drużyna dziewczyny... jak nie to na psią łapę, tak też sie zdarzało w życiu.
-Dzień dobry...
-Wejść- sierżant wskazał ręką krzesło- Imię, zawód?
-Marie, łowczyni nagród- odrzekła spokojnie zajmując swoje miejsce.
-Jesteś przyjęta- powiedział ze znudzeniem- jakieś pytania?
-Tak...- ucieszyła się w myślach, bardzo ucieszyła- jaki mam na to czas?
-Niemal nieograniczony, ale wojny domowej moglibyśmy uniknąć.
"Tani chwyt"- zabrzmiało jej w myślach kiedy słuchała jego wyraźnie zaakcentowanego "niemal".
-A, poczekalnia jest na prawo, rozmowy trwają do 18, proszę poczekać.
Gdyby miała jeszcze książkę... No, ale sierżant uświadomił ją, że nie jest sama w desperackim poszukiwaniu. On poszukiwał chętnych, ona- zadania. Nieziemski fart po prostu(tak, to jest sarkazm).

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 22-01-2008, 12:55   

Tu Wielka Władza Jego Królewskiej Mości!
Wojowniku, Mości Rycerzu, Magu Przewrotny, ktokolwiek...
Zdobądź dla nas 7 Artefaktów Wiecznej Fortuny, a ustawimy Ciebie i twoją kompanię do końca życia!
Z poważaniem, Władze
PS: rozmowy kwalifikacyjny o 15.00 w siedzibie Straży Miejskiej

Różowo włosa, zerknęła na ten komunikat z mało ambitną miną. Jednak na jej podejście, lepsze to niż nic nie robienie, więc co miała do stracenie. Ruszyła niezwykle wolnym krokiem w stronę rozpoczęcia potencjalnej przygody.

Siedziba Straży Miejskiej 15.10
kolejna na przesłuchanie weszła Avi. Stanęła przed "komisją" z miną typu "pospieszcie się, nie mam całego dnia", nawet nie siadała na wskazane jej krzesło, po prostu wzrokiem ponagliła tą cała zgraje. Zmieszany urzędnik, wstał, no bo nie wypada siedzieć gdy dziewczyna stoi.
- Em...więc pani imię
- Avalia Forget Me-Not
- Zawód
- Brak
- A jakaś specjalizacja...albo..
- Kapłaństwo
Mężczyzna obejrzał ją z góry na dół, pomijając fakt iż przyjęło się, że kapłanki są miłe, to Avalia ani miła nie była ani też na osobę uduchowioną nie wyglądała.
Komisja popatrzyła na siebie i tylko lekko kiwnęli głowami.
- Jest pani przyjęta, proszę zaczekać w poczekalni do końca przesłuchania - mężczyzna wskazał drzwi po prawej stronie.
Avalia o dziwo szybko znalazła się po drugiej stroni drzwi. W poczekalni siedziała jedna dziewczyna której i tak się nie przyglądała. Usiadła sobie na krześle i wyciągnęła z kieszeni Yo-Yo którym zaczęła się bawić, tak aby zabić nudę.


Ostatnio zmieniony przez Avalia dnia 24-01-2008, 15:17, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 22-01-2008, 13:41   

Przez stolicę z ogromną prędkością biegła drobna dziewczyna o ognisto czerwonych włosach. Tuż za nią grupka "ludzi" wołająca "Zatrzymać złodzieja" i zdania tegoż właśnie typu.
Jej kocim o jakże chytrym wyrazie oczom (koloru złotego) ukazała się Siedziba Straży miejskiej.
Dziewczyna wbiegła do środka, otwierając drzwi za pomocą buta.
Stanęła na samym środku sali i zaczęła przeglądać skradzioną torbę.
- "CENZURA". I znowu ani grosza! Boże! Dlaczego mam takiego pecha! Rzuciła torbą w drzwi które znajdowały się tuż przed nią.
Zza drzwi wychylił się bardzo elegancki mężczyzna.
- A to pani pukała, proszę wejść! Złapał dziewczynę za rękę i wprowadził do pomieszczenia.
Przed dziewczyną znajdował się dość spory stół, za którym siedziała grupka ludzi.
- O! To już następny ochotnik! Jakże nam miło. Powiedział mężczyzna z siwą brodą.
Dziewczyna zdziwiona stała opierając się o drzwi.
- Imię?
- Yumiko, Ci co tak zawzięcie mnie szukają sami nadali mi imię nie wiedząc jak się nazywam...dla nich Zealotus.
Już na samym początku zauważyli iż dziewczyna ta jest rozgadana.
- Czym się zajmujesz Yumiko?
- Czy jeśli powiem że kradnę to będzie ze mną źle?
- Przyjęta.
Człowiek, który wprowadził Yumiko do sali zaprowadził ją do drzwi po prawej stronie.
Gdy dziewczyna znalazła się za drzwiami z ogromną złością usiadła na krześle tuż obok dziewczyny bawiącej się swoim yo-yo.
- Dzięki! Nieźle żeś mnie wpakował! Zastanawiam się za co mnie tak karzesz. Krzyczała do "Boga" osoby siedzące w poczekalni popatrzały na nią zdziwione i zapadła cisza.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 22-01-2008, 16:25   

-Można to nazwać nerwicą- mruknęła Marie pod nosem z lekką irytacją. Pseudokapłanka zachowująca się jak sukkub po solarce i dziewczyna chyba wściekła z własnego zgłoszenia. Półwilczyca spojrzała na nią ledwie ukrywając politowanie i powiedziała spokojnie:
-Sama sie tu zgłosiłaś...- spokój wyraźnie jej nie wyszedł, przypominał raczej mieszaninę zdziwienia i "Jeszcze trochę tu takich wpadnie, to będziemy w stanie zorganizować co najwyżej małą apokalipsę...", nie świadczyło to najlepiej o humorze Marie. Desperaci. Przydałby sie światły wojownik, który miał na tyle oleju w głowie aby zdać sobie sprawę z oczywistego faktu, że walka z gigantycznym żukiem który w zasadzie wiele złego nie robi nie ma sensu. Chociaż kiedy spoglądała na przypadki siedzące niedaleko miała dziwne wrażenie, że grupa byłaby go w stanie zdeprawować w ciągu tygodnia...
-Niskie mają wymagania- dla postronnych zdanie było słyszalne jako kolejny dość sugestywny pomruk, wyrażający jej niezadowolenie.
-Ta krzycząca całkiem mi się podoba- usłyszała głos w myślach, na który to fuknęła cicho i odrzekła także mentalnie:
-Wyłaź. One i tak będą musiały sie ze mną tułać.
Medalik nie zaświecił się, nie zabzyczał, nie pisnął, nie splingnął nie zadzwonił, otworzył się jedynie bez syku. Zanim ktos byłby w stanie zauważyć, co jest w środku wystrzelił z niego malutki pęd który owinął się szczelnie wokół wisiorka a jego koniec wskoczył dziewczynie w rękaw, aby wyjść po drugiej stronie, tuż przy dłoni. Z tym, że wtedy był już niewielką leśną nimfą. A w zasadzie jej głową, której włosy nadal przypominały zielony pęd, chociaż twarz z każdą sekundą coraz bardziej przypominała ludzką.
-No, zrób mi tę łaskę i zacznij się integrować- powiedziała lekko uśmiechnięta.
-Nienawidzę tego uśmiechu- powiedziała cicho i dodała- już sie zintegrowałam.
-To mnie chociaż przedstaw- powiedziała nimfa, przez co Marie nabrała dziwnego przeczucia, że jej podopieczna aż nazbyt polubiła dziewczynę o płomiennych włosach... Półwilczyca westchnęła ciężko i powiedziała:
-To jest Risa, nimfa leśna- przedstawiła ją dość teatralnie unosząc lekko rękę do góry, zaś nimfa wyszła jej z rękawa tym razem ukazując całą głowę i tułów. Szarowłosa zaraz opuściła rękę, Risa zaś zniknęła jej w rękawie(miała szeroki rękaw- nie było widać, żeby w środku coś było).

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 22-01-2008, 17:05   

Powoli szedł przed siebie pociągając nosem z ręką grzebiącą w kieszeni w poszukiwaniu chusteczek. Nawet nie zauważył gdy wszedł do jakiegoś budynku. Wyciągnął chustkę i przyłożył ją jedną ręką do nosa by się wysmarkać, drugą zaś otworzył stojące przed nim drzwi, by w nie nie uderzyć. Mężczyzna przy biurku spojrzał trochę zaskoczony znad gazety, w której chyba rozwiązywał krzyżówkę. Wyglądał na znudzonego.
- Siadaj.
- Że ja? - chłopak zwątpił, lecz rozejrzał sie po sali i stwierdził, że nie ma tam nikogo innego, do kogo mógł by kierować te słowa.
- Jak masz na imię? - chłopak usiadł na krześle naprzeciw.
- Michel H...
- Przyjęty...
Wskazał drzwi gdzie ma się udać.

Michel wszedł do poczekalni i usiadł obok jakiejś dziewczyny. Głośno wysmarkał nos.

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 22-01-2008, 19:46   

Avalia typowo patetycznie znudzonym spojrzeniem, obejrzała cała zgraje która gromadziła się w tym małym pomieszczeniu.
-Co to za dziwne imię Risa? - powiedziała bardziej do siebie, niż do reszty. Bo stanowczo Avalia wolała pogadać sama ze sobą niż z kimś, zawsze była zdania, że nikt jej nie rozumie - Ludzie sami siebie nie rozumieją - dodała jeszcze ciszej, a jej oczy przeszył jakiś nieprzyjemny błysk.
~I w co ja się wpakowałam...spodziewałam się czegoś innego...ale jak się czegoś spodziewamy zwykle dostajemy przeciwieństwo...hmmm...ironia losu? Chyba nie, nie wierze przecież w coś takiego jak ironia losu, przeznaczenie, przyjaźń i tą cała resztę dziwnych pojęć, na co one~ rozmyślała Avi, nadal bawiąc się Yo-Yo ~Taka stara jestem a nadal się tym bawię, no ale i tak wyglądam na nie więcej niż 15 lat więc mi to jeszcze ujdzie, chyba...ale i tak już mnie wzięli za totalną wariatkę hmmm....ciekawe jak to jest, że potrawie tak się w myślach rozgadać a w "realu" nie...może po prostu szkoda mi marnować słów, albo nie widze powodu do otwierania buzi nie pytana, no boja nikt nie pyta to po co mam się wtrącać do rozmowy?~ Avalia zerknęła jeszcze raz po towarzystwie, wszyscy zajęcie bardziej sobą, więc nie musiała się przejmować ~jak się na mnie nie patrzą ani nie obgadują to nie jest źle...ale jeżeli mamy razem podróżować może należało by się zapoznać? A co najmniej znać imiona, bo mówienie do kogoś przez "ty" to jest niegrzeczne...co prawda i tak w końcu się rozstaniemy i nie ma co się zagłębiać w życiorysy, ale imię zawsze warto poznań~ Tak więc kończąc ten swój dziwny monolog w głowie, z niezmienną kamienną twarzą, różowo włosa odchrząknęła lekko:
-Jestem Avalia, a was jak zwą?
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 22-01-2008, 22:03   

- Zwą Zealotus, jednak na imię mam Yumiko. Dziewczyna mówiąc to dokładnie oglądała rękaw półwilczycy.
- Jakim cudem się tam zmieściła. Mówiła do siebie cicho. Odwróciła się gwałtownie, gdy do poczekalni wszedł pewien chłopak, który właśnie smarkał.
- A więc i jakiś mężczyzna się przyplątał. Yumiko ma słabość do facetów.
Dziewczyna w oddali ujrzała "ulotkę". Dopiero po przeczytaniu jej treści dowiedziała się w jakie "bagno" się wpakowała.
- Tak dzięki wielkie! Krzyknęła jeszcze raz. - Mam nadzieję że mnie potem nie spalą na stosie. Dodała
- ...W sumie...Nie uważacie że to może być ciekawa przygoda? Z resztą już czuję że się dogadamy. I ponownie usiadła na krześle.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 22-01-2008, 23:24   

~Zrobić.... krzywdę. Krzy...wdę~ z przyjemnych myśli wyrwała ją nimfa wskazując, że ktoś wszedł. Chłopak, kolejny który zapewne ma wszystkich gdzieś. Zignorowała kompletnie i odrzekła Avalii siląc się na spokój:
-Słyszałam wszystko co mówiłaś i sądzę, że lepiej ja rozumiem siebie niż ty swoją ekhm... "skromną" osobę- w jej głosie zabrzmiał sarkazm, zastrzygła wilczymi uszami dając do zrozumienia, że z nią w jednym pomieszczeniu trudno będzie wytrzymać- Risą nazwał ją las, w którym sie urodziła...
~Żeby takich rzeczy nie wiedzieć...
Smaaark. Poczuła dreszcze gdy chłopak usiadł tuż obok niej i dał do zrozumienia, że:
=>jest,
=>ma katar.
-Ma...- chciała sie przedstawić, przerwał jej jednak krzyk Yumiko, która chyba nie przepadała za mówieniem od rzeczy, znowu było niezrozumiale.
-Wiesz, zdania wyrwane z kontekstu niewiele nam powiedzą. Na stosie cię spalą co najwyżej jak się teraz wycofasz...- westchnęła ciężko i dodała- zależy, co rozumiesz przez dogadanie sie, bo jeśli często i nieprzewidziane treningi to zdecydowanie będziemy bardzo zintegrowani.
W tym momencie od osobnika płci męskiej spodziewała sie cichego "hmpf", jednak nie doczekała sie go. W jej głosie znów wybrzmiewał sarkazm wskazujący, że Marie ma wąski zakres tolerancji szczególnie wobec ludzi, którzy stawiają się szczebel wyżej.
-Obojętnie jak będzie: nie zapomnę tego- mruknęła pod nosem zakładając nogę na nogę.
-Nie denerwuj się, powtarzam po raz ostatni- rzekła Risa wychylając mi się zza ucha.
-Czasem sobie myślę, że naprawdę irytujące z ciebie stworzenie- rzekła półwilczyca.
-Ty za to czasami masz nieopanowaną żądzę mordu, gdyby nie ja, nie dożyłabyś dwudziestki, a i tak zachowujesz się jak piętnastolatka...
-Nie zauważyłaś, że spogląda z góry? Dla tych lepszych jest Żuk, nie artefakty.
-Ma swoje powody- skwitowała Risa i zeskoczyła mi na dekolt, po którym zsunęła się aby pociągnąć za swój główny pęd okręcony wokół medalika. Z siły rozpędu zaraz mogła się rozbujać i wskoczyła znów w rękaw aby mało nie wypaść drugą stroną, w porę jednak złapała Marie za rękę nieprzyjemnie szczypiąc. Ta powstrzymała się od wzdrygnięcia i lekko potrząsnęła ręką, w rękawie której była nimfa.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 22-01-2008, 23:48   

- A jaka przygoda - Chłopak wyglądał na wielce zdziwionego. Schował chusteczkę w kieszeń płaszcza i wytarł ręce w spodnie... - Można wiedzieć czemu tu jestem?
Wszyscy z Sali odwrócili się w jego stronę spoglądając z zaskoczeniem.
- Rozumiem, że wy również nie wiecie? - Podrapał się po głowie. - Przysiągł bym, że szedłem do sklepu, a potem ten kot, a potem katar i drzwi i potem było krzesło a potem mnie tu wepchnęli... a ona śmierdzi... znaczy sie... nie, nic... a tamten kot co tam był, to był cały czarny tylko w koło oka miał, albo w sumie moja ciocia miała kota. Chyba, bo nie pamiętam, ale weterynarz nie był pewien czy to był kocur czy kocica i w sumie teraz to ja nie wiem czy rozróżniam. I to zupełnie jak u szczurów... Bo wiecie, jak ostatnio coś robiłem w kanałach, to tam były szczury. I w ogóle, jakiś pijak spał, chyba pijak, a może to był bezdomny, albo miał dom. Ja też mam dom, robie czasem imprezy takie fajne. Chodzicie na imprezy? o i ta moja koleżanka kiedyś była na imprezie i tak przyjechał taki samochód. Samochód też mam... ale nie jestem pewien, bo go długo nie widziałem. Ale wiecie ale to jest jak sie długo nie widzi, to z kumplem tak sie nie widzieliśmy pół roku i potem poszliśmy na piwo, a po piwie do klubu i w klubie była taka dziewczyna. Niestety dziewczyny nie mam, a szkoda, a któraś z was ma chłopaka? albo dziewczynę, bo w sumie to wiecie jak to jest w tych czasach...- Chwila przerwy, chyba nabierał powietrza, ale nastała cisza... Wszystkim opadły szczęki... - A mówiłem już, że jestem Michel?

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 23-01-2008, 18:49   

Gdy Michel skończył swój monolog drzwi otworzyły się z hukiem i na środek pomieszczenia wleciał wirując po drodze człowiek w skórzanym stroju i płaszczu z kapturem na głowie. Padł na twarz z głośnym 'łumph!'. W drzwiach stanął pogarbiony staruszek w skromnym stroju z laską na której czubku żarzył się mały kamyczek. Od staruszka dało się słyszeć chrapliwe:
-I żebyś mi się nie wymigiwał! Pora abyś coś osiągnął w życiu! I nie obchodzi mnie to że ci się to nie podoba. Koniec dyskusji. Widzisz jacy mili ludzie się tutaj zgłosili? A ty narobiłeś harmideru.
Po tych słowach wyszedł zamykając drzwi nie dotykając ich.
Nastała cisza. Michel chciał coś powiedzieć ale osobnik na podłodze podniósł dłoń i rzekł:
-Nazywam się Panbe. Nie zadawajcie mi żadnych pytań i dajcie mi tak chwilę poleżeć. Muszę sobie parę rzeczy przemyśleć.
Dłoń opadła. I tak w pomieszczeniu z ciemnobrązową "plamą" na podłodze i osobnikami na krzesłach znów nastała niesforna cisza.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
radgers Płeć:Mężczyzna
Merill J. Fernando


Dołączył: 08 Sie 2007
Skąd: Leszno/Sfery
Status: offline
PostWysłany: 23-01-2008, 23:51   

- Wyskakuj z kiesy chłopaszku. - rzucił do niego herszt bandy. Było ich 8. Kemorios zmierzył każdego z nich leniwym spojrzeniem.
- A jeśli się nie zgodzę? - odpowiedział mężczyzna.
- No to wtedy zabierzemy sobie wszystko co posiadasz z twojego truchła. - powiedział herszt z krzywym uśmiechem.
No proszę, pomyślał nekromanta, co za skomplikowana filozofia. Facet ma gadkę jak jakiś drugoplanowy bohater tandetnej powieści fantasy który pojawia się tylko po to by zginąć z ręki jakiegoś bohatera pierwszoplanowego.
- Ech, to nieżycie. Też nie ma lekko jak za życia. - mruknął pod nosem po czym już głośniej zwrócił się do tzw. "bandziorów". - Chłopcy, naprawdę nie szukam tu guza i nie chcę przelewu krwi na pewno da się to załatwić drogą bardziej... pokojową.
- Chyba chrapliwą a nie pokojową - zarechotał herszt a podwładni mu zawtórowali.
Boże, obojętnie który, co za bezmózgie indywidua. I jak tu się dogadać z takimi impertynentami? Nawet zombie zachowałby się lepiej tj. milczałby zapewne. Troszkę zaczął doskwierać mu Głód. I znowu to samo, pomyślał rozgoryczony, musze to wytrzymać. Nauczył się już nad nim jako tako panować więc nie przewidywał problemów. Kemorios westchnął. - Starałem się być miły. Jednak widzę, że nici z dobroci. - koniec zabawy w ciuciubabkę. Jeśli myśleli że mają do czynienia z byle jakim człowieczkiem z Wielkiej Stolicy Wielkiej Planety Na Której Skupia Się Władza to się mylili. Obydwie klingi błyskawicznie pojawiły się w jego dłoniach i zatoczyły syczące młyńce. Pseudo-zbiry nie były zbyt wymagającymi przeciwnikami. Kemorios nie musiał się zbytnio wysilać żeby parować ciosy przeciwników i samemu wyprowadzać kontrataki. Tak jak przypuszczał, napastnicy nieco pomylili się w obliczeniach. Nekromanta jednak nie starał się ich zabijać, wystarczyła niecała minutka i wszyscy leżeli postękując "Ała, jak boli" i "Ty brutalu!". Ech, tylko w gębie żeście mocni amatorzy. Nekromanta jednak nie wyszedł z tego starcia bez szwanku bo zarobił cięcie na udzie i to od samego herszta. Przynajmniej on nie był do końca amatorem. Sięgnął w głąb siebie, we wszystkie esencje życiowe jakie w sobie miał i zaleczył ranę.
- I żeby żaden nie próbował mi tego znowu. - rzucił zarzucając kaptur na głowę i odchodząc.
Tu Wielka Władza Jego Królewskiej Mości!
Wojowniku, Mości Rycerzu, Magu Przewrotny, ktokolwiek...
Zdobądź dla nas 7 Artefaktów Wiecznej Fortuny, a ustawimy Ciebie i twoją kompanię do końca życia!
Z poważaniem,
Władze
PS: rozmowy kwalifikacyjny o 15.00 w siedzibie Straży Miejskiej
- taki napis zauważył na obelisku zdobiącym Główny Rynek. 7 Artefaktów Wiecznej Fortuny? To może być nie lada okazja żeby się wzbogacić i ustatkować. Może nawet będę mógł coś poradzić na moją przypadłość? Postanowił, że tam zaglądnie i zobaczy jaka jest sytuacja.
Godz. 16 Siedziba Straży Miejskiej.
Cisza. Niesforna wręcz rzekłbym, pomyślał Kemorios gdy zobaczył grupkę tych, co zostali przyjęci. Jednak na razie nie zawracał sobie nimi głowy tylko wszedł do pokoju obok.
- Imię? - zapytał facet za biurkiem zaraz gdy Kemorios przekroczył próg.
- Kemorios Nemorios.
- Z TYCH Nemoriosów?
- A skąd mam wiedzieć czy z TYCH? A może akurat z TAMTYCH?
- Eee, no dobra nieważne. Jakiś zawód, specjalizacja?
- Czarodziej, głównie praktykujący nekromancję. Od biedy może też być fechmistrz do wynajęcia. - odrzekł poklepując rękojeści dwóch krótkich mieczy przypiętych po obu stronach ud.
Facet za biurkiem zastanawiał się przez chwilę po czym odrzekł. - No dobrze jesteś przyjęty. Tylko nie sprawiaj żadnych problemów.
- Ależ oczywiście. - odpowiedział Nemorios z uśmiechem niewiniątka. Wiedział czemu ten tak długo się zastanawiał. Chodzi o jego oczy. Mało kto mógł znieść jego spojrzenie. Oczy są zwierciadłem duszy, jak to mawiają. A on miał ich wiele.
Wyszedł z pokoju kulturalnie zamykając za sobą drzwi i udał się do poczekalni poczekać do końca przesłuchań. Usiadł koło jakieś dziewczyny z ognistymi włosami i odrzucił kaptur odsłaniając twarz. - Witam. Zwą mnie Kemorios Nemorios i wygląda na to, że będziemy stanowić chyba jedną drużynę. Miło mi - powiedział do wszystkich choć najbardziej zwrócił się w stronę ognistowłosej dziewczyny obok której siedział całkowicie olewając leżącego na podłodze jegomościa. Pijaczek jakiś czy cuś, pomyślał nieco rozbawiony.

Przypominam uprzejmie, że tutaj wulgaryzmy są zakazane także w zamaskowanej formie(Konstytucja Tanuki, ad. 6)// Mara

_________________
Duk said (czy coś takiego) - spróbuj i Ty xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8123446
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 24-01-2008, 10:22   

-Truposzek a taki rozgadany - mruknęła Avalia do siebie z niemiłym uśmiechem, ale i tak wiedziała, że wszyscy ją słyszą, bo niektórzy to nawet do głowy jej wchodzą, nie wygania ich bo to źle świadczy o ludziach i nie ludziach, że się włamują nieproszeni do czyjegoś umysłu.
Cisza w tej poczekalni to była już normalna sprawa, dało się słyszeć wszystko. Aż strach było myśleć bo można by było przerwać myślami tą trochę niezręczną cisze; a co najmniej takiego zdania była Avalia.
5 minut, 10 minut, 15 minut i...ciche jakby pstrykniecie palcami, na które i tak wszyscy drgnęli, a zwłaszcza Avi. Nie mniej pstryknięcie i nic, przez minute, dwie...przy piątej z sufitu na głowę Avi spadł mały biało-czerwony jakby pluszowy kot. Dziewczyna jak gdyby nigdy nic nadal bawiła się Yo-Yo, a gdy usłyszała ciche "Miau" warknęła w stronę kota coś w stylu "zamknij się".
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 24-01-2008, 17:20   

Panbe podniósł na chwilę głowę pociągnął 2 razy nosem i zapytał:
-Co tak zalatuje bandziorami z meliny pod zardzewiałym gwoździem?
Po czym nie czekając na odpowiedź opuścił głowę do poprzedniego poziomu.
Myślał o tym co on tu właściwie robi. I odpowiedział sobie: ma zrobić karierę w towarzystwie osób tu zgromadzonych. Obrócił się na plecy i posmutniał.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 24-01-2008, 19:15   

Yumiko zachwycona przyglądała się Kemo...nie zdążyła zapamiętać imienia.
- Mnie również miło.Yumiko jestem. Odpowiedziała uśmiechając się z lekkim zauroczeniem, gdy nagle w poczekalni dało się słyszeć głośny *BURK~*....~ciiiiiszaaaa~
- Aaa! To nic takiego!.
- Jesteś głodna? Zapytał Kemorios.
- Nie, Nie! ...To znaczy....bardzo głodna.
I znowu nastała cisza, a w poczekalni raz po raz dało się słyszeć *burk* dobiegający z brzucha Yumiko.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 24-01-2008, 22:06   

Po którymś z kolei *burk*, smarknięciu, kichnięciu i westchnięciu otworzyły się dzrwi (lecz nie wejściowe). Wszyscy popatrzyli w tamtą stronę (no prawie wszyscy ). Był to typowy urzędnik w binoklach. Popatrzył na zgromadzonych z miną wyrażającą 'o ja $@#^%@ czy to są oni?'. Jednak jego słowa wypowiedziane urzędniczym tonem wyraziły co innego.
-Za parę minut staniecie przed komisją. Zadadzą wam parę krótkich pytań. Wejdziecie grupą. Od komisji dowiecie się na czym będzie dokładnie polegać wasze zadanie.
Jeszcze raz obejrzał zgromadzonych (przeszedł go dreszcz czy dwa) i rzekł spokojnie:
-I na miłość bogów. Wynieście stąd zwłoki.
"Zwłoki" podniosły się i z pochyloną głową usiadły obok źródła burknięć. Urzędnik poprawił binokle, przetarł oczy i wyszedł.

Panbe siedział w postawie zamkniętej (założone ręce) z nadzieją że ktoś zacznie coś mówić. Ta cisza go dobijała gdy nie miał już niczego do przemyślenia.
Mężczyzna siedzący 2 miejsca dalej od niego wychylił się trochę do przodu tak aby móc spojrzeć na "zamknięte w sobie zwłoki". Popatrzyli sobie w oczy.
-Czy myślałeś iść z tym do okulisty?->rzekł przełamując ciszę Panbe.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 1 z 11 Idź do strony 1, 2, 3 ... 9, 10, 11  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group