FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
  Życzenie Lorda
Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 02-06-2009, 21:12   

Gdy postawili nogę w grobowców zegarek na ręku szermierza zaczął piszczeć.
-Hmmm? - mruknął Karel, Black Wind odpowiedział serią gwizdów pisków i świergotów - Jestem potrzebny tak? Zaraz udam się do Kościoła - po czym zwrócił się do towarzyszy.
- Wybaczcie ale czekają mnie sprawy natury służbowej. Szefie...Fei...zajmę się za was wszystkim na miejscu - po tych słowach zdjął zegarek i upuścił go na ziemię. Ten transformował się w smoliście czarny motocykl.
- Postaram się wrócić jeżeli będzie to możliwe. See ya - zasalutował wszystkim po czym zasalutował i wjechał w czarną dziurę czasoprzestrzenną która pojawiła się przed pojazdem.
- Ojejka był i znikł - stwierdził Lucian - tak to jest gdy się dla kogoś pracuje nie ma się dla siebie czasu. Ale ta dziura była ciekawa...pierwszy raz widziałem taki typ...muszę sobie zapisać charakterystykę - z fałd szat wyciągnął notes wraz z długopisem i co oczywiste zaczął z zapałem notować.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 02-06-2009, 21:48   

Pierwszy Sekretarz rozpaczliwie próbował się dowiedzieć, co się właściwie stało. Wezwanie Karela...? Bez jego wiedzy? Toż to przecież godziło w samodzielność sił zbrojnych! I trąciło nawet powodem do odebrania Karelowi wszystkim godności - lecz to Velg wolał zostawić. Póki co bóstwo było użyteczne, więc marnotrawstwem byłoby jego odrzucenie...

Ale kiedyś - kto wie...? - pomyślał, jednakże głośno wyraził tylko ubolewanie z tej przyczyny, że on też chwilowo ma własne, ważne, sprawy. I musi je załatwić.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 03-06-2009, 07:51   

- I tyle go widzieli... szkoda- skwitowała Sasayaki. Miała niejasne przeczucie że entuzjazm grupy mocno osłabł. Sama też miała swoje problemy, ale potrzebowała pieniędzy by je rozwiązać. Z resztą są już w grobowcu...

I wtem z ciemności wychynęła czarna macka, łapiąc Feia za kostkę i próbując wciągnąć w ciemność. Mag szybkim ruchem odciął ją, zaś Sasayaki posłała w ciemność kulę ognia, która trafiając w niewidocznego dotąd potwora, oświetliła też jego pokraczną postać...

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 06-06-2009, 14:00   

- Co!? - Wydobył się z za potwora nieznany nikomu donośny głos człowieka. - Czyżbym trafił na Lisza? - Dodała oślepiony osoba. Kiedy w końcu wybuch przeminął, usłyszeć można było wyłącznie głuchy kaszel, a chwilę potem rozbłysło światło na stałe już oświetlające ściany grobowca.
- Już ja się z Tobą policzę pokrako! - Wycedził obcy wychodząc z za zwłok ośmiornicy. - Zaraz, ty nie jesteś Liszem... - Mówiąc to nowy przybysz przetarł oczy i spojrzał raz jeszcze na Sasayaki.
- A skąd w ogóle ten pomysł?! - Oburzyła się młoda czarodziejka za niezbyt przyjemne porównanie.
- Ah... mój błąd. Widzisz nie spodziewałem się spotkać tu żadnych ludzi... Co to w ogóle za pomysł czarować ognistą kulę w zamkniętej przestrzeni? Chcesz nas pogrzebać pod ziemią, czy udusić? – Dodał z żalem przybysz. Był nim starzec w podeszłym wieku i siwych włosach, odziany w lekkie skórzane ciuchy, a na lewym ramieniu spoczywała tygrysia paszcza i wraz z futrem się od niej ciągnącym do prawego biodra, pokrywając połowę korpusu, tworzyła ozdobny ciuch na tors.
- Ach… Przepraszam za ten atak. - Wskazał na ośmiornicę, która rozpłynęła się w powietrzu na jego żądanie. - Wziąłem cię za jednego z tych nieumarłych. Ale co tu robisz moje dziecko?
- Nie JA ale MY i nie jestem Twoim dzieckiem. - Odpowiedziała lakonicznie Sasayaki wskazując na resztę drużyny.
- Och, to jest was więcej. – Spojrzał na wcześniej niewidoczną dla niego osobę. Fei z dość mieszaną miną spoglądał na obcego. Starzec odwzajemnił spojrzenie Fei'a przyglądając mu się dłuższą chwilę i niedowierzając kogo widzi. - Przecież to Fei. Co on tu robią!? – Dziwił się w myślach stary szaman. - Dobrze, że mam ten kamuflaż. Co by było jakby odkrył moją prawdziwą postać, co by sobie pomyślał gdyby spostrzegł, że Patriarcha hula sobie po kryptach i to w takiej postaci! - Zapadło niezręczne milczenie. Kic wpatrywał się w postać Fei'a, a ten nie mogąc już tego znieść rzekł.
- A ty szamanie co tutaj robisz?
- Zostałem poproszony przez Arsena o pomoc w pewnej delikatnej kwestii.
- No to mamy tutaj mały problem. - Skwitował Fei.
- Jaki problem? - Odpowiedział Szaman, siląc się na zdziwienie.
- Bo to my zajmujemy się tą sprawą. – Dokończyła Sasayaki.
- To wy również poszukujecie tego oręża? – Spytał Szaman. – Jak tak to możecie już zawrócić. Byłem tu pierwszy.
*Wprowadzono sprostowanie na postać Velga, a raczej jej nieobecności.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 06-06-2009, 15:00   

- Oręż tak? - podrapał się po podbródku Lucian - wprawdzie sam miecz mnie nie interesuje ale chętnie zobaczę jakie to zaklęcia nań rzucono. - nagle z grobowca dobiegł zgrzytanie.
- Ehem wygląda że coś tu jednak siedzi.....i jest żywe - z ciemności wydobył się pysk krzyżówki kota i jaszczura o sześciu oczach. Te zapłonęły zielonym blaskiem. - ojej niedobrze to Spell Eater.
- Spell co?
- Zżera magię....żadne zaklęcie jakiego użyjemy nie zadziała....zje je ze smakiem.....ale duchy....duchy przodków to co innego.....ustępujemy ci pola szamanie - powiedział Arcymag cofając się pod ścianę.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 07-06-2009, 00:12   

- No tak i znów cała robota spada na mnie. - Pomyślał Szaman i odwracając się rzekł do reszty. - Może być trochę zabawy, ale pomoc młodziaków jest zbędna…
W gasnącym świetlę zaklęcia starzec płynnym ruchem uderzył zaciśniętą pięścią w marmurową podłogę. Naglę podniósł się gęsty kurz, zasłaniając w pełni widoczność. Nastał kompletny mrok. Drużyna zebrała się razem, w pełni gotowa odpierać atak z mroku. Nie minęła chwila, a przed nimi wśród ograniczającego widoczność mroku i kurzu, rozbłysła zielona poświata. Z niej to powstało kilka szkieletów jarzących się fluorescencyjną zielenią. W kolejnym momencie uformowało się parę purpurowych duchów. Zaczęła się walka. Wśród kompletnych ciemności dostrzec można było jedynie sylwetki walczących stworów i zgrzyt ścierających się broni. Walka trwałą raptem minutę, po której usłyszeć można było przenikliwy pisk i cichnące odgłosy galopu. Kiedy już walka ostała, opadł kurz, a Szaman znów rozświetlił korytarz. Przed zaciekawionymi wędrowcami stanął sam starzec, a po przyzwaniu i walce żadnych śladów nie było...
Tak przynajmniej wyglądało to w oczach wędrowców. Rzeczywistość jednak była nieco odmienna. Kiedy to słynny Spell Eater zjawił się, kic ostentacyjnie uderzył z szerokiego zamachu w ziemię. W zaciśniętej pięści trzymał runę dzięki której spowodował nagłe podniesienie się kurzu. W międzyczasie zgasił zaklęcie światła, aby wzmagać efekt runy. Od tej chwili różnica rzeczywistości od fikcji była diametralna. Będąc pod wpływem kontroli zmysłów, Patriarcha ukazał fałszywy przebieg walki. W rzeczywistości kic wysłał swoją energię, żywiąc stwora do momentu aż więcej magii pochłonąć nie mógł. W tym krytycznym momencie zdominował bezsilnego stwora i zmusił go do ucieczki. Po czym zdjął zaklęcie ze swoich towarzyszy.
- No i po kłopocie. - Powiedział Szaman, obserwując dość niepewne miny podróżników. - A Ty magu, co chcesz wyczytać z aury ostrza? Zapewniam cię, że jego magia nie jest niczym specjalnym.
- Kim Ty w ogóle jesteś staruszku? - Spytał się Lucian, wymownie spoglądając na Szamana.
- To nie przedstawiłem się jeszcze? Zwę się Shind, jestem jednym z Szamanów, pasterzy dusz. Nie wielu nas już zostało na tej ziemi. - Zamyślił się starzec. - Ale zostawmy moją osobę. Dlaczego tak bardzo zależy wam na tej broni? - Mówiąc to stary Szaman spojrzał przenikliwym wzrokiem na każdego z nich. Zapewne Fei przybył tu szukając jakichś nowych składników, ewentualnie poszukuję trochę rozrywki. Młoda Panna wyglądała raczej na zacną osobę i robi to raczej z potrzeb materialnych, bądź z pobudek nieco emocjonalnych jak chęć pomocy innym lub po prostu nuda. Natomiast mag najbardziej niepokoił Shinda. Nie podobało mu się to, że chce położyć swe łapy na runicznym orężu, którego szuka już od kilku godzin w tych brudnych katakumbach.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu


Ostatnio zmieniony przez kic dnia 07-06-2009, 16:12, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-06-2009, 06:36   

- Magia specjalna czy nie zobaczenie tak starego ostrza to nie lada gratka. Będę miał o czym pisać - dla poparcia swoich słów pomachał wytrzaśniętym nie wiadomo skąd notesem.
-Aczkolwiek jest to zainteresowanie czysto akadeeeeemiczne - ziewnął przy tym słowie. - skoro nie mam już Spell Eatera to resztą zajmę się jak - podkasał rękawy. - Burst....!!!!
- Nie!!! - krzykneli wszyscy na raz.
-Bomb!-dokończył mag.
JEBUT!
Odłamki skał i grudki ziemi spadały na - chyba cudem - ocalałych członków drużyny i starszego ,,szamana".
- No to górny poziom krypt mam z głowy.....pozostały tylko katakumby - powiedział zadowolony z siebie Lucian.
- Ty kretynie! Chcesz nas zabić? - zapytała Sasayaki, Shinda tylko złapał się za głowę a Fei nie zrobił nic przyzwyczajony do ,,wyskoków" kumpla.
- Ja? Ależ skąd.....ale myślę że ten o tam bardzo chce - odwrócili się. Za nimi z szcątków katakumb zaczeły unosić się kości i składać się w powietrzu. Jeżeli dla kogoś nie było oczywiste w co to czaszka rozwiała wszelkie wątpliwości. Gdy przyczepiła sie do ,,szyi" jej oczy zapłoneły upiornym błękitnym blaskiem. Po chwili świerzo reanimowany smok zaryczał.
- Oooo - powiedział zafascynowany Arcymag - Drackolich.....i to jaki wielki....jeszcze tak dużego okazu nie widziałem - chciał zernąć po notes ale drużyna zgromiła go wzrokiem - ehem może poźniej.
Jak to szło? Acha....FIREBALL! - cisnął z miejsca kulę w stronę smoka.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 07-06-2009, 10:01   

Smok zatoczył się lekko do tyłu. Wykożystując ten momęt Sasayaki rzuciła dwa zaklęcia spętania: jedno w smoka związując mu pysk świetlistym łańcuchem, drugie w Luciana wiążąc tym samym jego prawą rekę ze swoją.

- Mam cie na oku.- szepneła, obrzucając go gniewnym spojrzeniem. Pozostawiła mu na tyle swobody ruchu by oboje mogli bez przeszkud walczyć z drackolichem.

Stworzenie miotało się wściekle prubując zedzeć pęta. Tymczasem trójka magów rozpoczeła atak serią zaklęć, chcąc ułatwić szamanowi dojście do smoka. Mając czyste pole Shinda podszedł tak blisko jak to tylko było możliwe i...

Drużyna nie widziała reszty, z jakiegoś powodu ich zaklęcia zlały się tworząc oślepiający błysk, który oślepił całą trójkę. Gdy wrócił im wzrok drackolich leżał już ponownie martwy. Szaman stał opierając nogę na jego truchle i patrząc przed siebie. Na wprost nich rozpościerała się wielka komnata grobowa, a na jej środku sarkofag Arsena VI.

- O! Dotarliśmy!- ucieszył się Arcymag- Wobec tego panienko czy mogłabyś...- urwał jednak widząc jadowicie wściekłą zieleń jej oczu.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-06-2009, 11:55   

- Niemogłabyś.....trudno. - powiedział przekładając laskę z jednej dłoni do drugiej. Następnie wolną teraz ręką dotknął pent. Te gdy tylko zetknęły się z rękawicą rozsypały się w złocisty proch.
- Nie myśl że zdołasz mnie spętać dziewczyno. Zanim jeszcze urodził się dziad dziewczyny na której wzór powstałaś ja chodziłem po świecie od tak dawna że pamiętam że na niebiosach tego świata były dwa księżyce. - mag jakby urósł w gniewie. Od jego sylwetki biło ciepło szalejącego pożaru. - a teraz - podszedł do sarkofagu odzyskując dobry humor.
- Aj....mamy problem.....sarkofag jest przeklęty.....bardzo.....zamknął ktoś w nim oprócz miecza straszliwe plagi.
- Plagi?
- Standard, szarańcza, zaraza, deszcz meteorytów, jeden czy dwadzieścia demonów......full serwis. Ktoś się postarał....oczywiście możecie go otworzyć jeśli tak bardzo chcecie - dodał - ale radzę wykupić ubezpieczenie.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 07-06-2009, 17:45   

Shind krztusząc się jeszcze przez kilka chwil zbierał myśli jakby to skarcić bezmyślność maga.
- Ty walnięty idioto! - Krzyknął szaman do Lucian nie znajdując bardziej dobitnych i zarazem trafniejszych słów. - A żebyś kiedyś wypalił sobie powietrze dookoła siebie i zdechł marną śmierć. Zapewnię by Twoja dusza trafiła tam gdzie trzeba! - Dodał łapiąc głębszy oddech.
- No, no bez przesady. Ja tylko przyśpieszam nasz pochód...
Shind zignorował odpowiedź maga i zbliżył się do trumny, przyjrzał się jej dokładnie i skonstatował. - Dracolich to tylko chowaniec. W tym sarkofagu skryto Demigorgona w astralnej postaci oraz większego licza. Jak ja nie cierpię liczy! Eh... - starzec westchnął ciężko i dodał. - Dajcie mi 12 godzin a zdejmę pieczęci tak, aby nie przebudzić zamieszkujących ich demony. - Mówiąc to usiadł na pobliskim marmurowym bloku i spojrzał na obcych mając nadzieję, że zrobią jak życzy i zostawią go sam na sam z tym artefaktem.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 08-06-2009, 08:39   

- W porządku.- powiedziała Sasayaki i usadowiła się wygodnie na powalonej kolumnie, tak by mieć dobry widok na sarkofag.- Zaczynaj.

Shind spojrzał na nią zmieszany.

- Chyba nie myślałeś że tak po prostu zostawię cie tu z naszą zdobyczą?- odrzekła czarodziejka- Będę cie obserwować przez całe te 12 godzin. Uprzedzam że nie muszę spać przez tydzień i wciąż być w pełni sił.

Szaman zrezygnowany wzruszył rękami. "Dziewczynka się zawzięła- pomyślał- Tak łatwo jej nie spławię... może chociarz uda mi się otworzyć to pudło tak Fei nie domyślił się że to ja."

Wtem cały grobowiec się zatrząsł. Z sufitu posypały się kamienie i kurz.

- Na miłość moją! -krzykną Shinda- Co się dzieje?!

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-06-2009, 11:54   

- Nadchodzi - powiedział Lucian. Reszta spojrzała na niego, w niczym nie przypominał roztrzepanego gościa z przed chwili. Podniósł wolną rękę. Przed każdym członkiem drużyny pojawił się wizerunek ognistej tarczy który po chwili zniknął. Następnie wzniósł pokrytą kamieniami laskę i uderzył nią o ziemię. Po raz kolejny efekt pojawił się przed wszystkim. Tym razem to była kamienna ściana wysadzana diamentami. Po chwili i ona zniknęła rozsypując się w proch.
- Teraz nie musimy obawiać się płomieni i będziemy twardzi niczym diament ale nie łudźcie
się to nie jest jedyny repertuar jakim on się posługuje. Przygotujcie się - po tych słowach wpadł w medytacje przygotowując zaklęcia by były gotowe na rozkaz. Tymczasem na podłodze zaczęły się pojawiać pęknięcia z których sączyło się czerwone światło.

Spoiler: pokaż / ukryj

Chciałem zaznaczyć że imię Lucian się odmienia: Lucian, Luciana, Lucianowi itp.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 08-06-2009, 16:21   

Shind nie mógł nadziwić się bezczelności czarodzieja, który zignorował szamana podczas nakładania barier. Podszedł do koncentrującego się maga, ignorując rozpadający się piedestał i wywołując fale dźwiękową pozorujący dźwięk rogu, skierował ją na Luciana, który stracił równowagę i upadł na swój zacny zadek.
- Co Ty robisz stary pierdzielu! - Krzyknął gniewnie Lucian na szamana.
- To moje pytanie głupcze. - Obojętnie odpowiedział Shind. - Pewnie znów szykowałeś jakieś zaklęcie pokroju Oddechu Smoka... tym razem to chciałeś nas chyba pochować pod ziemią na dobre.
Shind sięgnął do przytroczonego z tyłu worka i wyciągnął coś z niego. Następnie przerzucił kamień do lewej ręki i wyrzucając go do góry rzekł: "sohajera tiuruz". Podrzucony kamyk zabłysł i wybuch, a jego pył zapalił się żywym ogniem i pokrył szamana.
- No to i ja jestem gotów do walki, a ty magu, - zwrócił się do wstającego z podłogi Luciana. – dobieraj odpowiednie zaklęcia do sytuacji… Mógłbyś też otoczyć nas jakąś opoką antymagiczną, czy to kloszem niewrażliwości. Ile razy mam Ci przypominać, że naszym wrogiem jest Wyższy Licz? Z nim nie będzie tak łatwo jak z resztą.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 08-06-2009, 17:32   

- Otum raman lagner- wyszeptała Sasayaki i przed nią pojawiło się sześć lewitujących mieczy. Musiały wystarczyć puki nie będzie pewna z czym się mają zmierzyć. Grobowiec drżał jeszcze przez dłuższą chwilę, po czym zamarł. Zapadła cisza... nie całkowity bezdźwięk. Nie słyszeli nawet własnych oddechów. Ciemność wokuł nich gęstniała. Lucien spróbował wyczarować kulę światła, lecz ku swemu zdumieniu żadne słowa nie wydostały się z jego ust. Nawet przy silnym skupieniu nie był w stanie stworzyć najmniejszej bodaj iskierki. Wyczarowane wcześniej miecze czarodziejki rozwiały się. Tymczasem mrok gęstniał z każdą sekundą, przeradzając się w czarną mgłę. W końcu nikt już nic nie widział...

Sasayaki bała się. Niczego nie widziała i nic nie słyszała. Wtem ktoś złapał ją za rękę. Drgnęła zaskoczona, lecz ten ktoś tylko zbliżył jej dłoń do swojej twarzy, by dziewczyna mogła go poznać po dotyku.

- Fei, na szczęście.- odetchnęła z ulgą. Podeszli do niej też inni, tworząc zwartą kupkę, w tym momencie lśniące runy na jej skórze były jedyną widoczną rzeczą. Lecz mrok tłumił i je. Po chwili nie było już niczego.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-06-2009, 21:11   

Pomimo że nie mógł rzucać zaklęć to mózg Luciana pracował na pełnych obrotach. Zaczął analizować otaczającą ich ciemność. Pamiętał jak pod Rugolo widział coś podobnego. Przeciwnikiem wtedy również był nieumarły. Zmagali się z nim całą noc dopóki nie wzeszło słońce które wprawdzie nie zniszczyło oponenta ale poważnie go osłabiło - wniosek...potrzebne jest słońce ale żeby rzucić choć mały czar potrzebował wielkiej mocy żeby go rzucić.
~ Ojejka jej nie myślałem że będę musiał uciec się do tego tak wcześnie po przebudzeniu - pomyślał po czym zdjął rękawice. W ciemności zabłysły klejnoty spoczywające w oczach pierścieni. Następnie wyjął amulet spoczywający na szyi pod szatą. Ten zajarzył się rubinowym blaskiem. Na końcu podwinął rękawy ukazując bransolety. Każda wysadzana brylantami.
- Boots - powiedział czystym głosem. Na tą komendę klejnoty w talizmanach zalśniły jak gwiazdy. Magiczna mgła Licha rozproszyła się. Nie tracąc czasu wzniósł laskę do góry. Na ścianach grobowca pojawiły si poziome pęknięcia po czym.....czubek kurhanu zaczął się unosić. Wznosił się coraz wyżej i wyżej aż wreszcie na otwartą obecnie komnatę padły promienie słońca.
- Uderzajcie teraz póki trzymam go w szachu - rzekł Arcymag.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 3 z 4 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group