FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
  Życzenie Lorda
Wersja do druku
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 08-06-2009, 22:55   

Jednak Większy Licz nie był tak słabym przeciwnikiem jak by mogło się zdawać. Kiedy drużyna ujrzała jego martwe oblicze, to przeszyły ich ciarki i znikąd złapał ich ból żołądka, gdy zdali sobie sprawę jaki odór otacza nieumarlaka. Licz był odkryty na cios bezpośredni, jednak nie trwało to długo. Nieumarły lord wzniósł dłoń ku górze i wysyczał zaklęcie w nieznanym języku.
Przed śmiałkami co chwile wybuchały błękitne płomienie, a z ich wnętrza wydobywali się kolejni nieurmali, tym razem uzbrojeni w zbroje antymagiczne. Kilkoro ze szkieletów paliły się dłonie na wzór danego żywiołu magii. Te nie był uzbrojone, acz nosili diademy, koncentrujące ich moce. Nim drużyna zdołała wprowadzić jakikolwiek plan w życie, Licz zaczął zbierać moc oraz szkicować spirale swoim kościstym palcem.
Drużyna w końcu podjęła walkę. Arcymag Lucian przeszukując swój umysł wśród najróżniejszych sztuczek, zainicjował bitwę. Wyciągnął ręce przed siebie, a z jego palców wystrzeliły kolorowe falę unieruchamiające część z legionu Licza.
Fei również nie próżnował. Z kieszeni własnych szat wyciągnął białą fiolkę. Zacisnął ją w pięści nakładając na nie zaklęcie wzmocnienia, a następnie rzucił pomiędzy szkiletów-magów. Część z nich nie oparło się mocy oczyszczenia, jednak większość jedynie oślepiło, bądź lżej zraniło.
W tym samym czasie Sasayaki kontrolując własne ostrza podjęła walkę z miecznikami. Szło jej nadzwyczaj dobrze, acz siły przeciwnika miały przewagę liczebną. W międzyczasie nakładając kolejne wzmocnienia i wysyłając kolejne czary, ubezpieczała swoich towarzyszy.
Po za drużyną w ogóle nie było śladów po Shindanie. Nie było jednak czasu nad rozmyślaniem gdzie to on znów znikł. Drużyna miała wystarczająco własnych problemów…
Lucian potrafił jednak uczyć się na błędach. Każdy zły ruch przeciwnika był doskonale wykorzystywany dzięki potędze czarów arcymaga. Choć część z mieczników mocno osłabił poprzednim zaklęciem, a większość magów przemienił w popiół, tak też reszta szkieletów wojowników była całkowicie niewrażliwa na sztuczki maga. Mógłby ich zniszczyć zaklęciem wyższego poziomu, jednak wchodziły w grę tylko te obszarowe, a przez co drużyna byłaby narażona na o wiele większe niebezpieczeństwo niż do tej pory. Dlatego też postanowił wolniej, acz systematycznie ukracać siły przeciwnika.
W międzyczasie Fei szykował coś silniejszego. Zaklęcie zatrzymania czasu było już prawie gotowe. Sasayaki natomiast korzystając ze swych zdolności i zaklęć takich jak ognista ściana, skutecznie ograniczała manewr wrogich sił.
Licz jednak wykorzystał czas jaki dała mu drużyna. Kiedy nakreślił swoją spiralę, wymówił ostatnie słowo inkantacji i spojrzał na Fei'a, zaklęcie zadziałało. Jednym płynnym ruchem Licz wyciągnął swój palec wskazujący do przodu. Efekt był zdumiewający. Naglę oczy Fei'a straciły życie, a ten padł na marmurową podłogę. Widząc to drużyna ulękła się w trwodze. Z ziemi dookoła drużyny wyrosły lodowe groty, dzięki którym Sasayaki odseparowała towarzyszy od Licza i jego resztek armii. Natomiast Arcymag padł na kolana i zaczął badać poszkodowanego.
- Ma słaby puls, ale żyję. - Oznajmił towarzyszce. - Niech mnie Tyr kopnie! Ten człowiek przeżył Palec Śmierci!

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 08-06-2009, 23:30   

- Mnie też się to raz zdarzyło - kontynuował. - ale nie czas teraz na to. Musimy się wycofać. Fei nie przejdzie prędko do siebie. Choć stary brachu - wziął go na plecy. A teraz - zamachnął laską i po chwili byli poza doliną.
- Uff - powiedział lekko zmęczony Lucian, teleportacja trzech osób na raz w dość niewygodnej pozycji nie była łatwa.
- Musimy tu przeczekać. Nie jestem w stanie wyleczyć Feia bo nie jestem kapłanem ni uzdrowicielem, na szczęście mam parę mikstur wzmacniających które pomogą mu dotrwać dopóki nie dotrzemy do jakiegoś miasta - mówiąc to jeden z wspomnianych eliksirów odkorkował i wlał w gardło przyjaciela. jego twarz odzyskała kolory.
- Ten licz to nie amator - powiedział gestem wzbudzając płomień ogniska. - musimy dotrzeć do jakiegoś archiwum i poszukać kim był za życia. Być może znajdziemy jego słaby punkt.
A nawet jeśli nie to możemy zebrać większą drużynę. - po tych słowach umilkł i zaczął myśleć o ,,szamanie". Od początku wiedział że ten używał iluzji. Czuć było to od niego bardzo wyraźnie. Musiał jednak przyznać że Shinda czy jak się tam nazywał był wirtuozem. Nie udało mu się nawet przez chwilę zobaczyć jego prawdziwej postaci nawet gdy zaczęła się walka. Zresztą to nie było akie istotne. Jeżeli nie chciał się pokazywać w prawdziwej formie w porządku. Po tych wnioskach Arcymag zaczął się wpatrywać w płomienie w których to żywiole osiągnął coś co było ponad mistrzostwem i zaczął obmyślać plan działania.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 09-06-2009, 08:29   

I wtedy ku ogólnemu zaskoczeniu podeszła do nich znajoma postać.

- No no, widać mój pan nie zdołał was tak łatwo schwytać. Jestem pod wrażeniem.

Herold lorda Arsena patrzył na nich z obłąkańczym uśmiechem.

- Macie jednak pecha... -zachichotał wskazując na niebo. Ku swemu przerażeniu drużyna spostrzegła że słońce wkrótce zajdzie.

- Gdy tylko ostatnie promienie znikną za horyzontem, armia mego pana wychynie na powierzchnię! A wtedy nie będzie już ucieczki!

- Więc ta cała gadka o mieczu to zwykły blef?- spytał z niedowierzaniem Lucian. Był pewien że gdyby wcześniej zobaczył herolda zdałby sobie sprawę z wytłumionej aury nieumarłych, która go spowijała. Zastanawiało go też dlaczego nie wykrył tego Fei ani Sasayaki. Cóż prawdopodobnie mag nie zwrócił na to uwagi, a dziewczyna była zbyt niedoświadczona.

- Ooo... miecz jest prawdziwy. Co więcej Ostrze Bladej Śmierci to doskonała przynęta na śmiałków takich jak wy... o soczystych, odważnych duszaaaach...- Herold zaczął się ślinić. Zdawał się z każdym słowem stawać coraz mniej ludzki.

- Uciekajmy!- szepnęła Sasayaki do Arcymaga.- Może jeszcze damy radę...

- Tak, we dwójkę nie damy rady, a Fei potrzebuje pomocy.

Lucien wziął kumpla na plecy i spróbował jeszcze raz ich teleportować. Tymczasem czarodziejka starała się utrzymać herolda na dystans. Przeniesienie poza dolinę wymagało dłuższej chwili skupienia. Słońce już prawie całkiem zaszło, ostatnie promienie muskały nieboskłon, a armia nieumarłych zaczynała się wygrzebywać z ziemi.
Trupie ręce chwytały ich szaty i stopy. Gdy już prawie sięgały kolan Lucien skończył inkantację. Z trzaskiem przenieśli się do miasta.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 21-06-2009, 20:54   

Tymczasem Shind miał ciężkie pięć minut z wcześniej wspomnianym Demigorgonem. O ile Licz był potężniejszy, to stawnie do walki jeden na jeden z tą przeklętą bestią nie było przyjemne. Jednak dzięki sprzyjających warunkach "ciemności" stary szaman zdołał związać eterycznego stwora z jednym z pobliskich kamieni. Dzięki temu ograniczona bestia nie mogła już szerzyć tak dużego terroru. Jednak spętanie umysłu stwora w ogóle nie było prostsze. Na szczęście zyskana przewaga i spokój pozwoliło Shindowi ostatecznie zdominować Demigorgona.
Juz po wszystkim, szaman wraz z nowym pupilkiem pędzili na pomoc drużynie tylko po to, żeby ujrzeć groty lodu i poświatę teleportacji.
- Niech ich szlak! Zostawiając mnie samego z tym Liczem... - Klną w duchu starzec. Nie miał jednak czasu na nic więcej, gdyż Licz zwrócił się ku niemu.
- Odwrót Demi! - Krzyknął Shind, jednak już było za późno. Otoczył ich krąg błękitnych płomieni, a kolejna sztuczka była już szykowana przez nieumarlaka.
Shind sięgnął nerwowo do swojej sakwy tylko po to by stwierdzić, że jest pusta.
- Gdzie ta cholerna sfera! - Krzyknął rozglądając się dookoła za magiczną kulą.
Licz wywołał już plazmatyczną zieloną kulę jarzącą się w mroku.
- Demi, wrota. Otwieraj już!
Demigorgon usłuchał natychmiast. Spojrzał swoimi wąskimi oczyma w przestrzeń przed Shindem, w której po chwili falował ledwo dostrzegalne wrota. W międzyczasie Licz posłał już swoją kulę. Shind bez wahania wskoczył do nowo otwartej sfery, tuż przed rozpryskiem zaklęcia Licza.
Saman znalazł się w środku jednego z okolicznych lasów. Rozejrzał się dookoła, w poszukiwaniu pogoni. Nic nie dostrzegł poza wrotami, które przybrały kształt demigorgona. Dzięki przejściu fazowemu i jemu udało się uniknąć gniewu Licza.
- Wampirza noc. - Pomyślał Shind, odczytując głos przyrody. - Ha już wiem gdzie jesteście! - Dodał odnajdując drużynę w nie dalej niż godzinę drogi od niego.
Rozpalił ognisko w nadziei, że drużyna również nie zaryzykuję podróży w tą mroczną noc.
- No Demi, zobaczymy jak dobry z Ciebie gorogniec. - Szaman zwrócił się do demigorgona, rozluźniając zmysły przy cieple ogniska. Następnie spoglądał na wiszącego przed nim w powietrzu stwora. Z wyglądu przypominał przeźroczystego byka. Jednak jego skóra była pełna mocnych i srebrnych płyt, jego rogi zaś mieniły się złotem, a oczy wręcz świeciły czerwienią. Chwilę później szaman leniwie oparł się o korę pobliskiego drzewa i szukał odpowiedniej pozycji do wypoczynku.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 25-06-2009, 19:29   

Jednak kiedy na horyzoncie pojawiły się pierwsze promienie słoneczne, już po drużynie śladów nie było. Szaman miał inne rzeczy do robienia, niż poszukiwanie drużyny, czy walkę z tak groźnym przeciwnikiem jak licz, za marny oręż. Dlatego też z fałd wyciągnął kulę i nakazał Demiemu do niej wejść, co też uczynił, a następnie udał się w sobie tylko znaną stronę.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 4 z 4 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group