FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
  Pan przemian(quest)
Wersja do druku
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 06-09-2004, 16:36   

-No dobrze.-Chimi mruknęła cicho przyglądając się pobojowisku. Spojrzała znacząco na Axe, która usiadła na jej barku. Demonka bardzo niechętnie zdjęła Chimi obrożę i w schowała do przepastnej kieszeni płaszcza, po czym podała Chimi gwizdek. Chimeria schowała go do swojej kieszeni i odwróciła się zamiatając podłogę ogonem i połami płaszcza.-Idziemy.
-Gdzie idziesz Chimi?- spytała Xellas nie odwracając badawczego wzroku od nowo przybyłej. Wilkołak uśmiechnął się pod nosem.
-Pomodlić się za nas.- odpowiedziała i weszła do jednej z komnat.
-He,he...^^""""- Xellas uśmechnęła się niepewnie- Nie martwcie się. Nic jej nie będzie. Krzyk będzie oznaczał tylko, że...
-KYAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!- ryk rozniósł się po calutkim zakmu wpadając w najmniejsze zakamarki.
-...spotkała pająki...^^""""- dokończyła Xellas po czym zniknęła.
-Pająki...-mruknęła siostra Zegisa.
Po minucie ciszy ponownie pojawiła się Xellas.
-Załatwione.- mruknęła.
Tymczasem Chimeria, która otrząsnęła się z histerii na widok ogromnych pająków- strażników, które teraz oblegały sufit, chwiejnie ruszyła do komnaty, którą poradziła jej Xellas jako najspokojniejsze miejsce do modłów.
Axe wyjęła z kieszeni płaszcza Chimi złotą kulę, którą mała demonka była w stanie zamknąć w dłoni. Ułożyły ją idealnie po środku pokoju. Chimi usiadła na ziemi i przymknęła ślepia. Axe objęła rękoma kulę i rozpoczęły modły. Kula zaczęła zmieniać barwy. Na początku na lekką czerwień, potem na głębszą, karmin i w końcu w karmazyn. Gdy przyjęła ostatnią barwę Axe zacisnęła zęby. Ręce paliły ją żywym ogniem. Gdy autentycznie się zajęły jaskrawym płomieniem, uniosła je w górę i zaciśniętymi oczami mruczała pod nosem pochwalne utwory poświęcone Wielkiej Pani Piekieł.
Po chwili z kuli wypłynął czarny obłok o postrzępionych końcach. Zaczął się od środka rozjaśniać ukazując twarz mężczyzny o kryczoczarnych włosach i bladej twarzy. Uchylił powieki ukazując białe jak śnieg oczy. Uniósł lewą dłoń owiniętą czarnym bandażem i przemówił wysuwając karmazynowy język, rozdwojony na końcu.
-Czego chcesz ziemska istoto?- jego głos wydawał się nie brzmieć, a być mgnieniem, powietrzem, nieokreślonym dźwiękiem przeszywającym nie powietrze, a umysły obecnych.
-Witaj generale.- Axe uśmiechnęła się mściwie.
-Panna Axe...- starał się uśmiechnąć, ale na jego twarzy pojawił się grymas drwiny.
-Owszem. Żądam natychmistowego wsparcia ze strony Piekła.
-W celu?
-Bronienia honoru i wielkości ...-tu nastąpiła pauza, podczas, której Axe zastanawiała się, czy przy Chimerii powiedzieć właściwe słowa. Wbrew pozorom miała przed nią jeszcze wiele tajemnic.- Wielmożnej Władczyni Piekieł.
-Czy nie chcesz bronić zamku zwykłęgo wampira?- spytał surowo.
-Owszem. Ale mam w tym własny interes.- uśmiechnęła się brzydko. Gdy Chimi otworzyła oczy i ujrzała wyraz twarzy Axe, zaczęła się zastanawiać, czy ten demon rzeczywiście- jak powiedziała jej kiedyś Arcy -jest zaledwie zalążkiem zła, bo jan na zalążek, to Axe była bardzo rozwinięta.
-Żądam.- powiedziała Axe i zniżyłą dłoń na wysokość oczu meżczyzny. Dłoń zapłonęła jej większym ogniem, aż demon skrzywił się.
-Mogę zaoferowa jedynie żywych.
-Niech i tak będzie.- powiedziała z niezadowoloną miną. Chimi nadal mruczała pochwalne utwory. Axe uniosła dłoń i powiedzała uroczystym głosem.
-Płomieniu palący ludzkie dusze, mocy nieskończonej, żądnej zemsty. Pełnej okrócieństwa, żalu i rozpaczy. Potrzebo mordu. Śmierci niepokorna...
Złączyła ręce, kilka iskier wzbiło się w powietrze i komnatę wypełnił duszący dym. Po chwili znikł,a kula stała się czarna.
-Szybko.- Axe podleciała do Chimi, która schowała kulę do kieszeni. Kiwnęła głową, wyjęła czarne bandaże, podała je Axe i wybiegły z komnaty kierując swe kroki prosto na dziedziniec.
Gdy podbiegły do Xellas, wampirzyca miała niewesołą minę.
-Idą!- powiedziała szybko Chimi- Zostaw ich dobrze???
Xellas spojrzała powątpiewaniem.
-Zaufaj mi^^
Axe obwiązała dłonie bandażami. Gdy zawiązała ostatni supeł zamkiem i całą jego posiadłością wstrząsnął makabryczny śmiech szaleńca.
-Pozwolisz, że naruszymy odrobinkę twój teren.^^- mruknęła Chimi przekrzykując śmiech.
Ziemia rozstąpiła się,rozrzucając na boki ciała, połamane włócznie, strzały powtapiane w ziemię i miecze; wyleciały brunatne opary, a śmiech stał się donośniejszy. Ze szczeliny wyleciały hordy, ogromnych czarnych kruków, z ametystowymi oczami, których dosiadały długowłose diablice w kawaii skórkowych wdziankach(:P *). W ich krwistych oczach obłąkańczo tańczyła chęć mordu. Karmazynowe łuki i złote strzały z czarnymi jak smoła końcami, wypełnionymi jadem i trucizną lśniły na ich plecach. Zawisły w powietrzu przed zamkiem śmiejąc się donośnie i ukazując ostre kły. Z podziemi wyszedł kolejny zastęp pieszych diablic z błyszczącymi złowrogo mieczami, sztyletami, włóczniami i biczami z własnych włosów. Obłąkańczy uśmiech gościł na ich twarzach. Część prowadziła białe jak śnieg lisy z płonącymi ślepiami, a inne na smyczach trzymały wierzgające Nue(**). Jedna z diablic uniosła kilkanaście kelpi(***) i wrzuciła je do kilku źródeł okalających każdy zamek dodając też po jednej hydrze. Przyglądając się niecierpliwie krążącym stworzeniom uśmiechnęła się bezczelnie.
-Troszkę się panoszą, ale uwierz mi będą grzeczne.^^ -powiedziała szybko Chimi.- Jak w zegarku^^ Dyscyplina Piekła daje się we znaki^^
- = =""""""" - Xellas już nie chciało się mówić co sądzi o "niewielkich" zmianach przeprowadzonych na jej terenie.- Posiadłość miała być naruszona...troszkę! A tu co??? Dziura jak stąd do Atlantydy!!!
-Zaraz zniknie^^"
Faktycznie. Jak wyszedł ostatni orszak trzymający kilkanaście kirinów(****) ziemia z powrotem zamknęła się.
-Xellas.-zaczęła z uśmiechem Chimeria i wskazała na wiszącą w powietrzu armię, stojące na ziemi zastąpy diablic oraz krwiożercze stworzenia- Oto pomoc ode mnie^_^ Żeby nie było, że się lenię :P
Niespodziewanie wyleciała Axe i wmieszała się w tłum fruwających kruków. Podleciała do diablicy z krótkimi, brąz włosami, która trzymała karminowy sztandar. Zawisła koło niej, pokazała osmalone i obandażowane dłonie po czym radośnie, a zarazem z obłędem wykrzyknęła nieziemskim głosem, który zdawał się docierać do wszystkich, a jednocześnie być zaledwie szeptem wypowiedzianym przez wiatr.
-Płaczcie gdy anioły zasługują na śmerć!
-A oto dowódca tego orszaku^^- dopowiedziała Chimi i usiadła pewniej-Znasz ją. Nie będzie problemów.^_^
-No to...-powiedziała Xellas siląc się na spokój. Uśmiechnęła się paskudnie i zacisnęła pięści. Jej wzrok spkrzyżował się z Axe. Myślały podobnie i tego samego chciały.
-Wojnę czas zacząć na dobre.- wyszeptała.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 07-09-2004, 22:34   

Ysen pilnował wschodnich części zamku sięgając na północne, Serika wschodnich siegające na południowe, Xellas miała centralną część, a Chimi stanowiła posiłki. Zgodnie z przewidywaniami kolejny atak był znacznie silniejszy, tym razem obiął zamek ze wszystkich stron, atak był na tyle silniejszy, że Xellas przeniosła się na północny zamek, aby pomóc tamtejszym oddziałom, wspomagała ją Chimi z niewielkim oddziałem diablic.
Xellas spostrzegła różowy punkt na murze, ale na początku nie skojarzyła co to oznacza. Dowodziła demonami, aż nagle dotarło do niej co widziała
-ELEN!! Miałaś nie wychodzić z zamku!!- przestała pilnować co się działo na polu walki i podbiegła do małej
Nagle usłyszała "znajomy" świst, strzała była za blisko więc chwyciła małą i zasłoniła własnym ciałem.
-Argh!- strzała przebiła brzuch
-Mamo! Przepraszam to przeze mnie! -Elen zaczęła płakać
-Nie martw się coś takiego mnie nie zabije-uśmiechnęła się choć czuła, że broń naładowana jest magią
Wtem usłyszała kolejne świsty. Samonaprowadzające? kto by pomyślał, że takie mają- pomyślała. Odskoczyła i pobiegła po murze. Oberwała kolejną tym razem w ramie, ale teraz to było nie ważne, musi zaprowadzić Elen w bezpieczne miejsce!! Stworzyła hologram
-Chimi słyszysz mnie?
-Tak co się dzieje dlaczego opuściłaś stanowisko?
-Chimi musisz mi pomóc! Elen wyszła z zamku, oberwałam lekko, ale zaniosę ją pilnuj moich tyłów!
Chimeria nie była zadowolona z wieści, równocześnie rozkazywała demonkom i pilnowała Xellas.
Wampirzyca dobiegła do bezpicznego przejścia.
-Elen wejdź tu i nie wychodź!
-Mamo, ale ja się boję-znowu płakała
-Skarbie^^ Niedługo skończymy bądź dzielna^^
Zamknęła przejście i w tym momęcie krzyknęła Chimeria.
-Za tobą!
Zdążyła uskoczyć w ostatniej chwili
-He myślicie, że tak łatwo mnie dopaść?...EKH!..-tym razem strzała trafiła i to w serce- o kurcze...to jest problem...-przyklękła i wtedy poczóła kolejną strzałę-...Chimi...mam problem-wyczóła, że magia zaklęta w strzałach została aktywowana-...o shit!!...-wyrwała wszystkie strzały poza tymi w sercu, a po chwili one wybuchły jej w ręku- no to mam problem...

-Dokąd lecisz?
-Axe przejmij dowodzenie Xellas ma kłopoty-Chimi ruszyła murem w stronę stanowiska wampirzycy. Kidy dopiegła zaczęła szukać przyjaciółki, zauwarzyła ślady bardzo ciemnej krwi idąc tym tropem wkrótce znalazła przyjaciółkę w kałóży krwi.
-Xellas!!
-Cześć^^'...miło,że...jesteś..
-Czemu się nie uleczysz?!?
-Ja nie mogę...jeśli je wyjmę...wybuchną zresztą...nie zdąże się uleczyć^^''-uśmiechnęła się lecz za chwilę wypluła krew
-Xellas! Co mam zrobić?!?
-Już nic..obiecaj mi jedno...-chwyciła wilkołaczka za pelerynę-...zaopiekuj się Elen, Zegis zwiał-może Chimi się wydawało, ale przez chwilę chyba widziała prawdziwy smutek w jej oczach-...więc nie ma nikogo...innego, proszę-słabo się uśmiechnęła, była bleda nawet jak wampira
-Nie mów tak! Zaraz ci pomożemy zaniosę cię do Seriki!!
-To nic nie da...nie wiem jak..ale te strzały zaklęto...jeśli ktoś je dotknie wybuchną..ja nie mogę żyć...bez serca^^''..obiecaj mi Chimi!
-Obiecuję..-Chimi poczóła, że uścisk ręki słabnie-..Xellaś...proszę...
-Niech Ysen... trzyma się zdala...od władzy...zabiją go inaczej... ciebie duchy...mają..słuchać...ale...nazgul...tylko Elen posłu...cha-zamknęła oczy i puściła pelerynę
-...nie, miałaś żyć długo, widziałam u Shi!!
Nagle ciało Xellas zmieniło się w pył a potem zniknęło zupełnie, nigdzie już nie było czuć jej aury.

"Obudziła" się w pustce, ujrzała niewyraźną postać, gdy na nią patrzyła poczuła się tak nieważna jak jakiś pyłek. Nie otworzyła ust, a i tak słyszała swój głos
-"Pani..."-uklękła-"a więc znów złącze się z Tobą"-uśmiechnęła się choć coś w jej duszy płakało i krzyczało...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-09-2004, 10:45   

- Dobrze, dobrze, a teraz drugie "e".
- Prawda, że ładnie^^?
- Ależ śliczne. Dobrze, teraz "n". Brawo, mamusia będzie niebowzięta, że nauczyłaś się pisać.
- Ysen O_o?? Co. Ty. Tu. Robisz==?
- Nic nic^^ - wziął od Elen papier i szybko schował. Gdy był już w pewnej odległości od małej szepnął Chimerii - Właśnie mój zakon otrzymał ten zamek w darowiźnie od jego prawnej właścicielki^^.
- Dałeś jej do podpisania...?! Przecież ona nie umie nawet czytać!!!
- Lajf is brutal end ful of zasadzkas. A my słudzy świątyni musimy działać szybko, póki jest okazja.
- Skąd wiedziałeś, ze Xellas...
- Wyczułem. Wszyscy moi rycerze wyczuli zresztą i ryknęli z ulgą, której to ulgi ja jednak nie podzielam. Teraz bowiem nie ma nikogo, kogo słuchałyby te zwierzęta mieszkające w zamku.
- Xellas mówiła, że będą mnie słuchały.
- Xellas jest naiwna, jak zwykle. Żaden demon nigdy nie słuchał człowieka, jeśli nie miał noża na gardle. Jej może i słuchały, bo była tej samej krwi. Ciebie rozszarpią jak tylko odważysz się wydać im rozkaz.
- Więc co proponujesz? Poza rzezią?
- Poza rzezią nic nie planuję. Ale ostatecznie ,mogę iść na ugodę i zwyczajnie ich uwięzić, do czasu aż skończy się oblężenie. Wtedy pomyślimy - gdy Ysen mówił "pomyślimy" zazwyczaj miał na myśli "zrobimy tak jak ja mówię". Poza tym liczył, że bez demonów piekielnych i Turelim załatwi sprawę bez problemu.
- Uważasz, że dasz radę?
- Myślisz, że nigdy tego nie robiłem? Słuchaj, moi ludzie i te latające plugawce nie mogą walczyć, mając na tyłach armię demonów, która i może nie jest sprzymierzona z wrogiem, ale za to na pewno zrobi coś głupiego. A żadna armia nie walczy dobrze, gdy co chwila ogląda się z lękiem do tyłu
- Ech. No dobra. Co mam zrobić?
- Przenieś swoich "ludzi" do przejścia, żebym mógł w spokoju wprowadzić tam swoje wojska. Resztą ja się zajmę. Obiecuję, że polecą głowy tylko, jeśli stawią nam opór.

Akcja została przeprowadzona szybko i sprawnie. Nim jakikolwiek demon zobaczył co się dzieje, już siedziało na nim co najmniej dwóch rycerzy i krępowało mu ręce magicznymi linami. Po niecałym kwadransie wszystkie zamkowe demony zostały spętane i obezwładnione, w ciagu następnego przetransportowano ich do lochu w jednym z zewnętrznych zamków.

- Bracie Ysengrinn czemu do zewnętrznego zamku? - zdziwił się Sulimir. - Nie lepiej do wewnętrznego, gdzie są znacznie lepsze lochy?
- Nie wiem czy zauważyłeś, ale to jeden z tych zamków, których obrona jewst praktycznie niemożliwa. Dlatego kazałem postawić zaklęcia, które wysadzą zamek w powietrze jak tylko stracimy nad nim kontrolę>].
- Sensowne. Ale wtedy zginą też broniący ich Turelim.
- Zegis mówił, że potrafią się odradzać. Zobaczymy w jakim stopniu. Pamiętaj, że we ciągu roku, najdalej za dwa lata, jeśli przeżyjemy oczywiście, skrzyżujemy z nimi miecze. Lepiej znać ich słabe i mocne strony.
- Prawda.

Tymczasem rogi zasygnalizowały,że wróg znowu ruszył do natarcia

- Ech, w ty, tempie wykrwawią się do wieczora i w nocy będą musieli odstąpić od zamku==. Co za idioci.

[ Dodano: Sro 08 Wrz, 2004 ]
Tymczasem Atis niepostrzeżenie wślizgnął się do biblioteki. Zaczął buszować w książkach i jakimś cudem szybko znalazł książkę której szukał, a szukał księgi, która pozwoliłaby mu zawezwać Panią Koszmarów. Wiedział, że to do niej musiała odejść dusza Xellas i poczuł bohaterski zapał, by uratować swą wybrankę, może nawet by oddać swoją dusze zamiast jej. Książka ta nazywała się "Xyęga Czarów Wyelkyey Magiczki Liny Greywords, z domu Inverse". Natychmiast zajął się studiowaniem ostatniego czaru na liście. W swej pasji nie zauważał napisu pod spodem:

UŻYWAĆ TYLKO W OSTATECZNOŚCI, JEŚLI JESTEŚ MISTRZEM MAGII I MASZ ODPOWIEDNIO SILNE AMULETY WSPOMAGAJĄCE".

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 08-09-2004, 23:19   

Tymczasem na blankach najwyższej wieży siedziała rudowłosa dziewczyna obserwując widnokręg i nadciągającą armie. Nagle po jej policzku pociekła pojedyńcza łza... serce przeszył kródki ból... po chwili wszystko się skończyło... zaklnęła pod nosem. Po czym szepnęła "Twoje cierpienie moim cierpieniem..."
Wstała i już miała zejść na dół wspomóc oddział brata gdy coś błysnęło daleko nad widnokręgiem. Na niebie pojawiła się dziura przypominająca ogromną pionową źrenicę. Po zaczęła się skręcać i wyginać po czym zmieniła się w dwa okręgi przypominające osiem wpisane w okrąg. Symbol zawisł dosyć nisko, Hikaru przypuszczała że tylko z "jej" najwyższej wieży widać to coś.
Gdzieś z dala do jej uszu doszły przeklęte słowa... rozpoznawała je...
pobiegła szybko do Turelim.

***

Rycerze stali na stanowiskach gotowi do odparcia ataku, spoglądając na czarną falę ludzkich wojowników ubranych w czerń.
W pewnym momencie do ich uszu dopłynęły słowa pieśni.
" Necros, Dagma, Atra, Krona..." to było wszystko co byli wstanie wyróżnić spośród przygłuszonych słów.

***

W rzeczywistości pieśń, składałą się tylko z 4 słów...
Słyszana w całym Axhen przeklęta pieśń, znana tylko sługą Eldera i wybranym.
Była jedna z części rytuału przebudzenia klanów.
Cały rytuał musiał być przeprowadzony przez wszystkich obecnych Archontów, setki kapłanów, magów i przez strażnika czasu - Morbiusa.
Słudzy Eldera, nawet demony i nieumarli oddający swe usługi od tylu wieków nie potrafili przypomnieć sobie drugiego rytuału który zwoływał by 4 klany na raz... ten jeden ostatni raz armia Eldera - ludzie, chimery, demony, nieumarłych ramie w ramie z 4 Starymi klanami pomaszeruje w bój przeciw parszywym zdrającą z Turelim i marnym oddziałą Bractwa 6 bogów.
Pierwszym etapem był symbol na niebie.
Gdy ten był już gotowy rozpoczynano pochwalne pieśni...
pod niebiosa po raz kolejny wzniosły się przeklęte słowa:
"Necros, Dagma, Atra, Krona..."
Z okręgu wyskoczył humanoid o rybiej głowie z wielkimi nietoperzowatymi uszami, jego twarz powalona była krwią.
Po nim wyskoczyli kolejni łącznie ponad 4 tysiące.
Jako następni wyskoczyły białe wampiry z dodatkowymi pajęczymi rękami na ramionach i czwórką pajęczych oczu, zaklekotały wściekle.
Ten klan liczył już tylko 3,5 tysiąca.
Po tem wyskakiwali kolejni.
Zgniło zielone istoty, odziane jedynie w białe szaty zakrywające biodra, ich pokryta wieloma bliznami skóra wyglądała jakby ledwo trzymała się kości.
Był to chyba najmniej liczebny klan zaraz po Turelim. Jedynie 2 tysiące, plugawych istot pożerających ciałą wrogów.
Na końcu wyszedł najliczniejszy klan Szare humanoidy o świecących oczach i długich pazurach. Ogromny oddział który można spokojnie nazwać armią liczący 24 tysiące...
" Necros, Dagma, Atra, Krona...
Krona, Atra, Dagma, Necros..."
po tej pieśni, lewitujacy wcześniej kapłani niczym czarne chmury przysłaniający niebo wrócili na ziemię.
Morbius uśmiechnął się...
"Jutro będziemy pretraktować..."
Reszta jego wypowiedzi utonęła w kolejnej pieśni...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 18-09-2004, 23:52   

Xellas się nudziła. I to jak się nudziła. Fruwała sobie w przestrzeni dookoła latały jakieś dziwne ni to figóry geometryczne, ni to chmurki jakieś dziwne krztałty. Te diabelstwa strasznie ją denerwowały, ale co mogła zrobić? Podczas rozmowy z Lon dowiedziała się, że dopuki całą sobą nie zechce spocząć w Morzu Chaosu tak długo będzie tu latać. Więc latała dawała nieść się przed siebie, ale to było nudne... W tem poczóła coś jakby irytacje, wiedziała czyje uczucia wyczówa.
-Pani czy coś się stało?
Najpierw myślała, że Złota Pani nic nie odpowie, ale jednak usłyszała głos
-Spójrz- przed oczami wampirzycy pojawił się obraz jakiegoś świata- ci głupcy są na tyle pyszni, iż sądzą, że moga przywoływać moją moc kiedy im się tylko spodoba, więc niech zobaczą co to znaczy- na jej twarzy zagościł okrutny uśmiech
Xellas patrzyła jak jakiś mag z dumą przywoływał moc Pani Koszmarów, a w chwilę póżniej już go nie było, tak jak świata, w którym żył.
-I właśnie przez takich głupców trzeba tworzyć świat od nowa^^-ta myśl wyraźnie jej się podobała- ale nie teraz, na razie nie mam weny^^
- O.o
-A co ty myślisz, żeby stworzyć świat też trzeba mieć wenę^^ Hmmm widzę, że się nudzisz. Umiesz grać w coś co ludzie nazywają szachami?
-Eeeee...- szczękę miała gdzieś pod nogami-...nie bardzo^^'''
-Nauczysz się^^

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 24-09-2004, 19:22   

-Ysen...-jęknęła Chimeria z rezygnacją.- Zostaw ten papier. Nie możesz wykorzystywać dziecka_-_
-Nie męcz^^"""
-Będę cię męczyć dopóki nie oddasz= =""" Xellas nie będzie zadowolona z tego.
-Zapomniałaś dodać "świętej pamięci" >]
-= ="""""" Ekhem...
-Racja..."świętej" to nie za bardzo.
-Daj papier...= =""""
-= ="""""""

Ktoś wybiegł na taras najwyższej wieży z twarzą rumianą z przejęcia i emocji. Rzucił opasłą księgę na mur i otworzył gdzieś po środku. Przetarł rękawem zakurzone kartki i przesunął palcem po niewyraźnych zapiskach. Po chwili wyjął w kieszeni kilka szlachetnych kamieni i rozłożył wokoło siebie tworząc pentagram. Zaczął wymawiać słowa. Jego usta poruszały się bezszelestnie, i wydobywał się z nich jedynie szept przypominający powiew lekkiego wiatru. Peleryna uniosła się odważnemu magowi i rozpętał się wiatr.

-A to co?- mruknęła Chimi patrząc w niebo.- Zmiana pogody?= =""""
-Chyba nie.- mruknął Ysen i rozejrzał się. -Cholera...
Zaklął bezlitośnie i wskazał na szczyt wieży gdzie znajdowało się źródło wiatru.
-Czy to...-Chimi zwężyła oczy.- A...Atis????
-*&^%$...Co on wyprawia.
-Cokolwiek to jest, nie jest to nic dobrego = = Atis plus magiczna zmiana pogody równa się nie mniej jak poważne kłopoty.
Ruszyli pędem. Buty stukały o schody. Zatrzymali się przed grubymi drzwami. Chimi nacisnęła mosiężną klamkę i pchnęła je. Nie ruszyły. Uderzyła w nie pięścią.
-Au...-zawarczała masując pięść i kopnęła drzwi. Po chwili odwróciła się do Ysena.
-Może łaskawie coś z tym zrobisz?!!!! ><
Rycerz westchnął i zamachnął się. Za trzecim uderzeniem zniszczył drzwi. Wybiegli na taras. Głos Atisa był ledwo słyszalny, a wszystkie kamienie otaczające jego postać świeciły jadowicie zielonym blaskiem. Chimi stanęła wpatrując się w nie uważnie.
-Xellas...to jej amulety...poważnie wzmacniają moc. Co on wyprawia?!
-Księga...-mruknął Ysen patrząc na książkę, która ledwo trzymała się muru. Wiatr niebezpiecznie spychał ją w stronę przepaści.
-Nie!- popędziła ku niej przedzierając się przez ścianę wiatru.
-Zostaw!- złapał ją za pelerynę.
-Khe!!!- mało nie gibnęła do tyłu.- CO ty wyprawiasz?!
-Lepiej niech to zginie. Widzisz przecież co się dzieje gdy wpada w nieodpowiednie ręce!
-To może zajmiemy się nim!>< - wskazała na Atisa z ust, którego wypływały już ostatnie słowa.
-...któraś wszystko stworzyła.
Ch&Y:O_O!!!!!!!!!!!
Niebo ściemniało, złote błyskawice pojawiły się przy wypowiadającym zaklęcie. W jego dłoniach zaczęła rosnąć czarna kula.


LoN poruszyła się lekko. Xellas właśnie usypiała zastanawiając się do czego właściwie służy szachownica i te wszystkie malutkie pionki. Jak tu było nuuuuudnooooo....w świecie żywych było o wiele ciekawiej. Przeżywała przygody z przyjaciółmi...nawet jeśli jej sprzymierzeńcem miał być ten $%^&$*$% Ysengrinn. No i Zegis...ach, jak ona do niego tęskniła. Następnym razem już go nie puści, żeby zwiał. Seriś...Chimiś...Nandareee...
-To...tego...właściwie powinnam zbić Ci Matko która, tak?
-Hm?- odwróciła się. Xellas od razu podchwyciła, że coś ją zaniepokoiło. Wreszcie coś się dzieje. Już miała się poderwać z miejsca.
-E...jakiś czubek chyba chce korzystać z mojej mocy. -wzruszyła złotymi ramionami.
-Kto?- spytała Xellas. Znała sporo osób i ok. 90% z nich klasyfikowało się do nazwania ich czubkami.(^^V)
-Ktoś w twoim zamku.- LoN spojrzała uważnie na Xellas.
-Hm...-Xellas zastanowiła się. Kto mógł starać się rzucić Giga Slave w jej zamku? Ysen? Niee...Pokręciła głową. Nie ruszyłby żadnej z jej ksiąg. Zegis? W sumie jemu to wisi czy wszyscy zginą, bo sam się odrodzi. Serika? Kto tam wie tę blondynkę...Chimi? Raczej nie. Nie miałaby po co. Chyba, że Axe znów uprała jej pelerynę bez namaczania.
Xellas uśmiechnęła się pod nosem.
-Chyba Atis.- mruknęła LoN.-Znikam na chwilkę, tylko zniszczę kolejny świat^^
-O.O Nie!!! Poczekaj Matko!

Atisowi niespodziewanie stanęły oczy w słup. Kula urosła i zaczęła go pochłaniać.
-Ale to trzeba powstrzymać!!!!- wyrwała się i ruszyła ku Atisowi.
-Ale...- nie zdążył nic zrobić gdyż w Chimerię uderzył gwałtowny podmuch silnie nasyconego magią powietrza.
-UCH!!!!- odleciała w przeciwną stronę uderzajac o ścianę. Zakręciło się jej w głowie gdy cegły zaczęły wypadać ze swoich miejsc.
-Aua....- niespodziewanie poczuła, że coś się w niej zmienia. Po chwili, znów miała dawną postać.
-Łi!!!!- gdy tylko udało się jej utrzymać równowagę obejrzała się z zadowoleniem- Wszystko tam gdzie powinno być^_________^
-LoN?- zdziwił się Ysen patrząc jak złocista postać formuje się z chaotycznej masy. Pani Koszmarów spojrzała na Atisa z pogardą.
Chimi przyjrzała jej się, po czym szepnęła do Ysena.
-Hm..chyba była kiedyś u Arcy na partyjce szachów...
Niespodziewanie coś zapiekło hybrydę żołądku i skuliła się zaciskając oczy. Przyłożyła dłoń do ust, a gdy ją odjęła ujrzała krew.
-Co do...-wystraszyła się. Oczy jej zadrżały i usłyszała w głowie cichy szept.
"Kontrakt wygasł..."
-Co?- obróciła się gwałtownie. Ysen dzielił teraz uwagę na niesamowite zjawisko pojawienia się słynnego Lorda Koszmarów.
-Co jest?
Chimeria ściskając brzuch podeszła do muru i oparła się na nim. Nagle poczuła jakby dostała w twarz.
-Uh...-rozejrzała się. Dostrzegła przyczynę bólu. Jakaś chimera związała Axe magicznym sznurem i okładała z całych sił. W końcu wyciągnęła miecz i przejechała małej demonce po żołądku, po czym wbiła jej ostrze w serce. Axe krzyknęła i splunęła czarną krwią. Syczała przeraźliwie, gdy krew broczyła się z jej ciała. Spojrzała na chimerę i ostatnimi siłami rozerwała liny. Rzuciła słaby czar, ale sytarczył by powalić jej oprawcę. Demonka upadła na ziemię i zaczęła dyszeć. Wiedziała, że to już koniec.
Cimeria przypatrywała się temu bezsilnie. Co mogła zrobić? Wiedziała co teraz się stanie. Poczuła, że ma wilgotną rękę. Okolice jej żołądka mocno krwawiły.
-Cholera...-wysyczała ze łzami w oczach.- Przecież nie tak miało być. Przecież Axe miała być... niemal...niemal nieśmiertelna.
Opadła na kolana i spojrzała jak ciało demonki przemienia się w kaszmirowy pył. Na małą kupkę ziemi spadło ułamane drzewo.
-Więc i ostatnia nadzieja...- uśmiechnęła się smutno i oparła zesztywniałe ciało na murze.

Xellas, która wyruszyła za LoN spojrzała na zamek.
-Atis...-wysyczała patrząc na moc, która niszczy jej posiadłość. -No tak, a Ysen oczywiscie nic nie robi. Szlag...
Po chwili zauważyła, że całe wojsko, które zdołała przywołać Chimeria znikło. Rozejrzała się za przyjaciółką. Ręka jej zadrżała.
-Ch...Chimi....


Życie opuściło jej ciało. Ręka po której spłynęła krew opadła na chłodną podłogę. Krew rozlała się tworząc sporą kałużę.
Kontrakt między nią a Panią Piekieł został zerwany. Dusza, jakkolwiek byłaby mroczna, została zniszczona. Wraz z nią i dusza Chimerii została skazana na nicość i samotność. Na niebyt i pustkę.





Tu się kończy moja wędrówka z wami, przez świat tego questa.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 24-09-2004, 23:32   

- Na pomoc!!! To mnie pożera! Nie stój tak tylko mi pomóż, zaklinam cię!!!
- Gdyby to zależało ode mnie już dawno byś nie żył - warknął Ysen, odwracając głowę od Chimerii, której ramiona trzymał w rękach. - W sumie jednak taka śmierć jest dla ciebie bardziej odpowiednia. Przepadnij łajzo.

Ysengrinn cieszył się niemiłosiernie, że Atisa wreszcie spotyka to na co zasłużył zdradzając ich, wiedział jednak dobrze, że gdy Atis zostanie zniszczony nic już nie uratuje tego wymiaru i wszystkich wewnątrz. Miał mało czasu. Szybko wyciągnął miecz i wbił go w podłogę tarasu przed sobą, następnie wyciągnął w jego stronę obie ręcę, po czym zaczął recytować inkantację:

Ty, który ogrzewasz, usłysz mnie,
Ty, który ożywiasz, wysłuchaj mnie,
Ty, który chronisz, usłysz me wołanie,
Ty, który niszczysz, przybądź na wezwanie,
Ognia piękny boże, panie cnego Nieba,
Proszę cię w pokorze, groźna to potrzeba


Pochylił głowę i wtulił ja między ramiona. Zaczęła go otaczać jasnozłota aura, zbliżył się i wyjął miecz, nie zmieniając pozycji. Ten płonął juz raźnym płomieniem. Lewą ręką zerwał opaskę z oka, po czym podniósł głowę i otworzył oczy. Tak, oboje oczu, które płonęły równie jasno jak słońca. Skrzyżował spojrzenie z Panią Koszmarów. Jego spojrzenie było poważne, ani śladu wrednego uśmiechu, który normalnie nie znikał z jego twarzy. Chaos wokoło nieco się uspokoił, jakby czyjaś moc trzymała nad nim kontrolę.

- Znów się spotykamy, Pradawna.
- Owszem. Witaj na jednym z mych dzieci, Swarogu. Widzę, że ty i twoi bracia nie przestajecie wtrącać się w sprawy innych bogów. I nie zaprzestajecie nawiedzać nie swoich światów.
- Nie można powiedzieć, byś specjalnie dbała o swe dzieci. Było nie było ja tu przychodzę jako sojusznik, czego nie można powiedzieć o Elderze.
- Elder zostanie ukarany. Mogę wiedzieć, czemu mnie wstrzymujesz?
- Dobrze wiesz czemu. Moje dzieci są tutaj. Nie pozwolę, byś je pożarła, nie zostali poczęci z ciebie.
- To ciekawe. Jeden z Sześciorga, znanego z tego, że podbijają wszystko, co tylko znajdzie się w ich zasięgu, chce mnie uczyć boskiej etyki. Czy nie zapominasz, że to ja byłam jedną z tych, którzy tę etykę stworzyli?
- Tym bardziej powinnaś się do niej stosować. A jeśli chodzi o naszą zaborczość? Nasze dzieci potrzebują bezpiecznych światów, na których by się mogły rozwijać. Dlatego usuwamy wszystko, co wy, Demiurgowie, stworzyliście, a co było niepotrzebne: demony, wampiry, nieumarłych, wszelkie stwory ciemności. Dlatego też zdarza nam wkroczyć do jakiegoś innego świata, by pomóc tamtejszym ludziom.
- I ich przy okazji nawrócić.
- Jeśli tamtejsi bogowie nie mieli dość siły i chęci, by bronić swych dzieci, to nie są warci by ich czcić.
- Jesteś zabawny. Z takim zaangażowaniem mówisz o tych sprawach, widać, że naprawdę cię one zajmują.
- A nie powinny?
- Nie. Widzę, że kontakt z ludźmi sprawił, że straciliście jasność widzenia. Przestaliście dążyć do Celu.
- Każdy dąży do Celu na swój sposób. Poza tym dochodzimy powoli do wniosku, że nie można dążyć do celu kosztem ludzi.
- Rozumujesz jak człowiek.
- Być może. My, Młodsi Bogowie, jesteśmy blisko związani ze swymi dziećmi. Wy Starzy, traktujecie ich jak szczury w laboratorium.
- To raczej ludzie traktują w laboratoriach szczury, tak jak my traktujemy nasze dzieci. Sam widzisz, że twoje spostrzeganie jest spaczone, a więc ta rozmowa nie ma sensu.
- Owszem nie ma. To co dla jednego jest spaczeniem, dla drugiego będzie ewolucją. Zbyt się od siebie różnimy, by sie porozumieć. Dlatego powiem krótko - nie zniszczysz tego świata. Nie dopóki ja tu jestem.
- Czemu uważasz, że byłbyś dla mnie przeszkodą?
- By mnie zniszczyć potrzebowałabyś całej swej mocy. A wtedy straciłabyś całkowicie kontrolę nad swymi spaczonymi tworami, Shinzoku i Mazoku. Nagle jednym odechciałoby się zniszczyć świat, a drugim go bronić, cała misterna układanka rozleciałaby się i skończyłby się twój eksperyment. Poza tym straciłabyś kontrolę nad wszystkimi czterema światami.
- Sprytnie. Widzę, że kieruje tobą nie tylko miłość do swoich dzieci, ale i wyrachowanie.
Czy tylko tego pragniesz?
- Nie. Jest tu jeszcze armia Eldera, sam jej nie zdołam pokonać.
- Ach prawda. Mój kochany braciszek jest przecież równie dziecinny, czy raczej może ludzki, co wy. Trzeba mu będzie utrzeć noska. Pozwolisz?
- Z rozkoszą.

Wszystkie te słowa wypowiedzieli beznamiętnymi głosami, a przynajmniej nie było w nich emocji które ludzie byliby wstanie pojąć. Następnie Pani Koszmarów obróciła spojrzenie w stronę armii Starszego. W miejscu, gdzie spojrzała powstała chmura chaosu która anihilowała wszystko w swym zasięgu. Swarog tymczasem spojrzał na armię po drugiej stronie zamku i wskazał punkt mieczem, po czym przeciągnął go przez środek wojsk. Wszędzie gdzie wskazał powstawały płomienie na trzydzieści metrów w górę, trawiąc wszystko co napotkały, nawet skały.

- To powinno wystarczyć, by go tu ściągnąć - zauważył Swarog.
- Racja. Muszę sobie uciąć z nim pogawędkę.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 10-10-2004, 20:03   

Tymczasem na blankach stał oddział Turelim przyglądając się rozmowie dwójki bogów, gdy skończyli konwersacje cały klan jak jedna istota poderwał się do lotu po czym znikł w magicznym portalu. Hikaru zmieła w ustach przekleństwo i zeskoczyła na dziedziniec, wylądowała niedaleko dwójki bóstw.

Gdy filar ognia zaczął rzednąć 8 Archontów dotarło do Morbiusa i brutalnie przerwało jego modlitwę, wbrew własnej woli dodając do niej jednostronną przysięgę krwi z ziemią.
-Co cię napadło Duma? - spytał ostrożnie rozcierając swoją szczękę.
-Wstawaj i patrz... - wycedził Rahab władca mórz brutalnie podnosząc kapłana i ustawiając go twarzą do rzednącego filaru.
-Moc sss... Swaroga!
-Bingo - uśmiechnął się Durel, jeden z Archontów którego klan nie brał udziału w bitwie. - Posłałeś cztery klany na śmierć... ale naprawisz to prawda?
-Ależ tak, naprawi to... - odpowiedział szybko Melchiah, wyciągając Kriss...
-Co chcecie zrobić? - zapytał Morbius próbując się wyrwać...
-Ależ nic wielkiego...
"Chłopcy... chłopcy... Morbius to dobry sługa" miły budzący zaufanie głos wydobył się spod ziemi...

Wtedy z ziemi tuż pod murami zamku Axhen wyrosła ogromna porośnięta oczami macka...
"Czekaliście moi drodzy?" głos wydobywający się z macki nie był już taki miły...
-Można to i tak ująć...
"I na daremno... już chyba nic nie chcę od Axhen"

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 11-10-2004, 15:11   

- Więc jeden z twoich sługusów uciekł, zabierając jakiś artefakt, a ty jak głupi wysyłasz za nim całą armię plus wszystkie osiem klanów? Masz mnie za idiotkę?
- W końcu jesteś blondynką - Swarog tego nie powiedział, ale dwoje pozostałych bogów usłyszało jego myśli.
- Kotku, widzę, że przejąłeś po śmiertelnikach ich plebejskie poczucie humoru. Niedługo wasza szóstka będzie z nimi pić i wybijać szyby w oknach ateistom.
- Azowie już to robią.
- Azowie to banda brutali i wandali. Potrafią tylko żreć, chlać i walić się po łbach. Naprawdę uważasz ich za godnych naśladowania?
"Eee, przepraszam ale..."
- Czekaj Elder, już kończymy. No więc, ogniku, czekam na twą odpowiedź.
- Nie uważam Azów za wzory, ale i tak są lepsi od ciebie. Schodzą z piedestału i bratają się z masami.
- Teraz z kolei gadasz jak ten komunista, Lenin czy jak mu tak. Jeden z tych nowobogackich, którzy się urodzili ludźmi a stali bogami.
- Ech... Nieważne, muszę zaraz lecieć, przysięgnij po prostu, że nic nie zrobisz moim dzieciom i już mnie nie ma. To ciało się zaraz rozpadnie.
- No dobra, przysięgam. Klnę się, Welesie, że przysięgi dotrzymam. Jeśli ją złamię i honor stracę, niech mnie krosty zsypią i niech mnie twa moc jak złoto wyzłoci. Amen.
- Bardzo śmieszne. I kto tu ma plebejski humor? No nic. Żegnajcie pradawni.
- Żegnaj niebiański wędrowcze. Niech błogosławione będą wielbłądy twoje et caetera et caetera.

Aura wokół ciała Ysena zaczęła zanikać, a on sam zaczął opadać. Oczy zamknęły się i przestały świecić. Gdy tylko dotknął bruku dziedzińca stopami aura zniknęła do reszty i runął jak długi na twarz. Ponieważ był to dziedziniec na opuszczonym przez Turelim zamku Seriki, to blondynka i Xai natychmiast podbiegli i go odwrócili.

- Żyjesz?
- Wody...
- Uznam to za tak. Xai leć po coś - dotknęła jego skóry. - O rany, ale masz gorączkę! Rozpalony jak piec.
- To... normalne... - odparł cicho i ochryple. - Nie cierpię... tego, ale... musiałem.
- Nic nie mów, ledwie żyjesz. Prawdę mówiąc powinieneś był stracić przytomność.
- Dobry pomysł... poczekaj chwilkę...
- Ani mi się waż! Ty... - teraz dopiero spojrzała na jego oko. - TY MASZ BIELMO NA OKU!!!
- Normalka... zejdzie po... po paru dniach.

Tymczasem LoN i rój czarnych macek mierzyli się spojrzeniem. W pewnym sensie.

- Dobra Elder, teraz twoja kolej. Po coś tu przylazł?
"Już ci mówiłem, ten głupiec..."
- Elder, takie gadki to wciskaj panienkom z okienka, z którymi grywasz w hentaiach.
"CISZEJ!!!"
- O_o... - Xellas zatkało. Nie po raz pierwszy od spotkania z LoN.
- Twoi ludzie nie wiedzą o tych filmach?
"Skąd. Specjalnie wprowadziłem dogmat, że kasety wideo i wszelkie formy nagrywania są dziełem zła. Nie musisz tego rozpowszechniać."
- Dobra nieważne. Wracamy do właściwej sprawy. Nie myśl, że uwierzę, iż przybyłeś tylko po jakiś kryształ. Nie z całą armią i do tego ryzykując starcie ze mną. Powiesz prawdę czy mam ją z ciebie wydusić?
"Ale ja naprawdę nie kłamię! Niby jak miałem odzyskać ten kryształ, skoro znalazł się w tym zamku? Musiałem próbować zdobyć go szturmem!"
- Jasne. A całkowicie przy okazji moja biblioteka i mój skarbiec zmieniłyby miejsce pobytu.
- Eee, przepraszam ale^^...
- Nie teraz - LoN pstryknęła palcami i Xellas poczuła, że znowu jest materialna. - Idź się pobawić, ja muszę pogadać z wujkiem Elderem. Wracając zaś do ciebie, ciemna maso, to liczę do stu. Jeśli do tego momentu nie dowiem się, co tu robisz ani po co przybyłeś, to lepiej żeby cię tu nie było, bo przerobię cię na czysty eter i uformuję z ciebie nowy świat.
"Oddaj mi po prostu ten kryształ i już mnie nie ma!"
- Twój sługus uciekł, nie ma go tu.
"Ach tak" głos Starszego nagle zabarwiła podejrzliwość i groźba. "Robisz ze mnie złodzieja, by odwrócić moją uwagę, a tymczasem chcesz tak naprawdę zatrzymać ten kryształ!"
- Bredzisz.
- Nie wydaje mi się. Nie odejdę stąd bez kryształu.

[ Dodano: Pon 11 Paź, 2004 ]
- Szach mat! Haha! Znowu wygrałem! Co ty na to?
- ... - kościotrup nie skomentował.
- Nudny jesteś. Nie umiesz przegrywać.
- Ej nekromanto, co robisz?

Irenicus obrócił się. Ujrzał chłopca z białymi włosami mierzącego go podejrzliwym spojrzeniem.

- Om witaj Star^^. Zagrasz w szachy?
- Nie dziękuję. Tak tu siedzisz i grasz?
- Nie umiem się stąd wydostaćT_T...
- Ech... Chodź z nami, Zegis jest ekspertem od podróży astralnych.
- Zegis???
- Tutaj - smok wskazał dziwną mgiełkę która unosiła się obok niego. - To idziesz z nami czy wolisz tu siedzieć?
- Idę idę. Mam do przekazania ważne wieści dla pani Xellas.
- To jest problem, bo my nie wracamy do pani Xellas. Mamy swoje powody.
- Nie możecie tego zrobić!!! Ona mi p.łaciT_T!!!
- Trudno.
- Nie szukacie może najemnego maga^^?
- ...

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 25-10-2004, 15:27   

Dwa słońca powoli skrywały się za horyzont, nadając, rozciągającemu się nad ogromnym lasem, niebu szkarłatny kolor...
Znane połączenie, las u podnóża ogromnych gór, wyższych nawet od tych znajdujących się w łańcuchu Gór Mglistych, przy których ongiś Bilbo spytał "Czy to już ta, nasza góra?" Do tego niebo, i malowniczo zachodzące słońca.
Gorące powietrze unoszące się nad krajobrazem, przecinane było, co chwilę odgłosami zasypiającej natury.
Gdy nawet i te minimalne dźwięki ucichły, cały nastrój tej krainy tak bardzo przypominającej raj, zepsuł kaszel...
Tak kaszel, ktoś sądząc po odgłosach dosyć stary, kaszlał w lesie.

Gdyby ktoś przechadzał się teraz po tym lesie, istotnie zobaczyłby starca, idącego z dwoma młodzieńcami. Mówiących coś do niego.
Starzec przestał kaszleć, i pokręcił energicznie głową, sprawiając że jego nienaturalnie długa biała broda i jeszcze dłuższe włosy poleciały na wszystkie strony, poczym malowniczo opadły pod wpływem nieznanego jeszcze prawa ciężkości i znów przyległy do lazurowych szat starca.
Ależ niech pan nie upiera się głupio, jest pan zmęczony...
-Prosimy, wysiłek w tym wieku może zaszkodzić...
Starzec roześmiał się, po czym znów zaczął kaszleć. Gdy skończył odrzekł.
-No dobrze... - rozejrzał się... było to dokładnie to samo miejsce w którym parę tysięcy lat wcześniej wystrzelił szkarłatny filar, przebijając niebo.
-Odpocznijmy...
Mówiąc to usiadł na przydrożnym omszałym kamieniu, ignorując uciekające w panice owady. Jego towarzysze wygodnie rozsiedli się na ziemi, niedaleko starca.
-Starcze... dokończ teraz swoją opowieść...
-hahaha... ona nie ma końca... - odpowiedział po czym sięgnął po fajkę.
-W takim razie dokończ nam, co stało się z Axhen...

Starzec westchnął, po czym zaczął przeszukiwać obszerne kieszenie w poszukiwaniu tytoniu, przy okazji odpowiadając na pytanie:
Axhen przetrwało, zapewne dalej dryfuje między wymiarami... jego mieszkańcy... to już inna sprawa. Ach nie róbcie takich min... oczywiście nie obyło się bez ofiar jednak dużo istot przeżyło... założyło rodziny, rozmnożyło się i zmarło z starości... nic ciekawego...
-Chodziło nam o Eldera i LoN...
-Hahaha... oczywiście że tak... wy młodzi jesteście zbyt niecierpliwi.
Siły Eldera po kilku dniach, oczywiście przez ten czas ciągle obserwowane, opuściły Axhen, i rozpoczęły poszukiwania gdzieś indziej... ale to już inna historia...
-A zakon? Ci... jak im było... Xellas? Ysengrinn? Irenicus? Star? Co z innymi?
Zakon i Ysengrinn, po wielu zwiadach w głąb Axhen opuścili krainę, wzywani przez Wielkiego Mistrza... oczywiście po jakimś czasie wrócili i... ach...
rozpoczęli "Spór o Axhen" prawie trzy miesiące walczyli o krainę. Oczywiście spór skończył się dopiero, gdy bogowie wymusili pokój, wtedy drogi Xellas i Ysena rozeszły się, i to co najdziwniejsze rozstali się jako przyjaciele...
Nekromanta Irenicus, został tak jak zresztą i Atis przy boku władczyni Axhen.
Z innych powodów niż kapłan oczywiście, w końcu jak wszyscy wiemy nie zabija się kury znoszącej złote jajka, a wampirzyca, mimo że wymagała dużo, płaciła jeszcze więcej - usta starca przekrzywił lekki uśmiech. - W końcu Irenicus znał się na negocjacjach.
Zrobił krótką przerwę, pykając fajkę.
-A co z Starem, Hikaru i Zegisem??
Odpowiedź na to pytanie otrzymali dopiero po dłuższej przerwie.
-Star zginął kilka lat po wydarzeniach w Axhen z ręki Morbiusa... Hikaru z tego, co pamiętam dziesięć lat po śmierci smoka, już po tym jak Elder z powrotem przyjął Zegisa, została zmieniona w Archonta, gdy zabiła Dumę w pojedynku... A sam Zegis...
Starzec wzruszył ramionami, i po chwili dodał doskonale odgadując jeszcze nie zadane pytanie jednego z towarzyszy.
-Archonci są prawie nieśmiertelni, więc pewnie gdzieś kręci się razem z siostrą... co do innych wiem jedno, nie umarli z starości... chodź nawet prowadząc zwykłe życie, nie dożyli by naszych czasów...
Chociaż na pewno umarli lepszą śmiercią niż on...
Starzec wstał i wygrzebał spod kamienia czaszkę.
-To on, spowodował te wypadki, niszcząc granicę między wymiarami.
Wierzył, że dzięki temu uratuje przyjaciela... ale nic to nie dało...
Umarł z głodu czekając na "bohaterów".
Po ostatnim zdaniu, człowiek siedzący na kamieniu wstał i ruszył dalej drogą, jak przypuszczał po chwili dogonili go jego towarzysze.
-A co z Seriką?? - spytał jeden z nich z trudem łapiąc powietrze.
W końcu starzec poruszał się o wiele szybciej niż normalni ludzie w jego wieku, więc dwaj młodzieńcy musieli przebiec spory kawałek trasy by dogonić człowieka w lazurze.
A on ponownie wzruszył ramonami.
Niedaleko terenów… Jej Świata… to znaczy Świata Bogini zniknęłą... co prawda słyszałem niedawno że jeszcze żyje i podobno widziano ją niedaleko jak z dziwną grupą szukała kłów Demonicznego Władcy Zachodu... ale nie wypowiem się na ten temat bo nie jestem pewien...
Po kilku chwilach dotarli do rozstajów.
-Nasza droga wiedzie na zachód, starcze...
-A moja na wschód... żegnajcie przyjaciele... i dziękuję że wysłuchaliście mojej opowieści
-Żegnaj starcze, i dziękujemy...

Wtedy rozdzielili się, starzec jednak nie poszedł na wschód. Stał chwilę i patrzył na ich plecy jak oddalali się, i gdyby któremuś przyszło do głowy odwrócić się, zobaczyli by że na miejscu starca, pojawił się młody chłopach, chyba 15 letni, ubrany w niebieskie jeansy i szarą polarową bluzę, pod którą miał czarny T-shirt z dziwnym doszywanym napisem Rhapsody. Na plecach miał zaś plecak na stelarzu.
Jego usta przekrzywiły się w lekkim uśmiechu.
-Było nie było, czas płynie dalej...
-Tu jesteś braciszku! – poczuł że ktoś powiesił mu się na szyi.
Jak zawsze dopiero po chwili dotarło do niego że to Hikaru.
-Nadal rozpowiadasz o tym?
-yhm… przynajmniej mam, co robić ^__^
Po tych słowach zniknął, prawdopodobnie głosić gdzieś indziej o wydarzeniach w Axhen mających miejsce prawie, 8 tysiącleci temu...
-Hej! – jego siostra również zniknęła, i jedno jest pewne, gdziekolwiek on będzie opowiadać o Axhen, tam będzie i ona by wspomóc go w najcięższych chwilach…

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 16 z 16 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 14, 15, 16
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group