FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 48, 49, 50 ... 90, 91, 92  Następny
  Czarna Twierdza Lewitującej We Mgle
Wersja do druku
Skaman Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 02 Maj 2007
Status: offline
PostWysłany: 19-11-2007, 19:07   

- No dobra nie wypada odmawiać kiedy kobieta prosi o pomoc. Ale ile ich jest żebym wiedział ile mam sie za nimi uganiać czy to ma być 10 sekund mojej roboty czy 11 - pozwiedzałem te kwestie leciutko się uśmiechając.

_________________
[URL="http://www.theotaku.com/quizzes/view/1611/what_akatsuki_member_are_you%3F"]http://www.theotaku.com/guru_results/1611_Tobi.jpg[/URL]
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
6497930
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-11-2007, 19:32   

- Do końca sama nie wiem, ale wierze w Twoje możliwości. Powiedziała Yumiko także uśmiechając się do Skamana.Nagle poczuła że właśnie coś ugryzło ją w noge. -Szlag! To były jedyne słowa jakie w tej chwili mogła z siebie wydobyć. Skaman niczym bohater zabrał królika. - Lepiej uważaj. Powiedział i wziął się za swoją robotę. Yumiś usiadła na pniu i przyglądała się ranie której kolor zmienił się na nieco zielonkawy. Nie przejęła się tym zbytnio i pobiegła za Skamanem z nadzieją że się na coś przyda.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"


Ostatnio zmieniony przez Yumiko dnia 19-11-2007, 19:37, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Shinigami-san Płeć:Kobieta
Straszny Pan Morderca


Dołączyła: 03 Maj 2007
Skąd: Poznań/Inowrocław
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 19-11-2007, 19:33   

No i super, mama siedziała jak słup soli. Nawet się odezwać nie potrafiła do mnie.
- Dobra mamus przyjdę jak ohcłoniesz troszke. Ja na - odrzekłam i wyszłam zamykajac cichutko drzwi. Postanowiłam posuzkać mojego męża. Założe się ża spał w najlepsze. Po cichutku weszłam do sypialni. Można by ją troszkę posprzątać i umeblować inaczej. Zastałam mojego męża śpiacego w łóżku. To było jedyne w miare czyste miejsce.
- Dizi, wstawaj - mruknęłam łaskocząc go po nosie. Mam do ciebie bardzo ważną sprawę - mruknęłam całując go w policzek

_________________
"Nie jesteś zły. Jesteś po prostu źle ubrany"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1097863
radgers Płeć:Mężczyzna
Merill J. Fernando


Dołączył: 08 Sie 2007
Skąd: Leszno/Sfery
Status: offline
PostWysłany: 20-11-2007, 00:17   

- Daj mu to siostrzyczko. - powiedział Radgers który nie wiadomo skąd pojawił się u boku Shini i wręczył jej flakonik niebieskawego płynu.
- Co to takiego? - spytała.
- A tam nic wielkiego. Mikstura many. Odnawia gdzieś 50% MP... powinno postawić go na nogi. - uśmiechnął się. - No, to ja znikam a wy rozmawiajcie o czym tam chcecie. - psion wycofał się po cichu z pokoju.
Zaczął wędrować korytarzami żeby dojść do pokoju Mary. Ściemniało się powoli a za dwa dni pełnia, I co ja mam wtedy zrobić?, myślał rozgoryczony, zamknąć się w pokoju i medytować? Heh, muszę zacząć wyrabiać mikstury z mandragory. Przynajmniej trochę mi to pomoże.
- Mandragora? Tak chyba gdzieś tu na zewnątrz sobie rośnie. - odpowiedziała Mara gdy psion znalazł się już w jej pokoju i spytał o tą nietypową roślinkę. - A czemu pytasz?
- No wiesz z mandragory można wytworzyć miksturę która powstrzymuje... ten proces zachodzący w czasie pełni. Jednak jedna mikstura działa tylko na jedną noc. Potem jej moc się wyczerpuje. Dlatego to jest takie ważne. - zakończył swój wywód i odetchnął.
- Ach, to o to chodzi. Naprawdę ci to tak przeszkadza? - Mara nie była zbyt przekonana.
Radgers westchnął. - Tak, przeszkadza mi. To nie jest miłe gdy tak się... zmieniasz. Choć ma to również swoje plusy. - spojrzał na okno. - Ściemnia się powoli. Niedługo księżyc będzie widoczny...
- Ale to nie będzie pełnia. Nie wiem czym się przejmujesz. - zauważyła żona.
- Pełnia to nie będzie fakt ale nie trzeba pełni żebym na pewno w jakimś stopniu się zmienił. - sposępniał Psionik.

_________________
Duk said (czy coś takiego) - spróbuj i Ty xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8123446
eAthena Płeć:Kobieta
Przyszła Artystka


Dołączyła: 31 Maj 2007
Skąd: ???????
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 20-11-2007, 15:05   

eAthena w końcu się wyspała. Przecierając oczy wstała z łóżka i sięgnęła po koszulkę leżącą gdzieś na podłodze. Nudziło jej się więc podeszła do szafki na której leżało mnóstwo książek. - dawno nie czytałam żadnej fajnej książki - powiedziała do siebie przeglądając strony jednej z nich - napiłabym się też herbaty...

Czuła się trochę samotnie. Jedyną osobą, która zagada do niej bezinteresownie jest Yumiko.
Jeśli natomiast eA chce z kimś porozmawiać, to towarzystwa dotrzyma jej siostra Lena,
Kusoku również się nią zajmie. - Z kim tutaj spędzić czas? Kusoku odpada, pewnie jest w lesie lub zajęty jest czymś innym...Yumiko też...może Lena? Niee...Lena też pewnie jest zajęta.

eAthena zastanawiała się chwilę - kto może mieć wolny czas dla mnie...może mama ze mną porozmawia! - chwyciła książkę, zamknęła drzwi i pobiegła poszukać mamy.
- Mamo ! - gwałtownie wbiegła do pokoju Mary i uderzyła niechcący drzwiami stojącego przy nich radgersa. - przepraszam tato ! Nie chciałam !
- Nic się nie stało - powiedział z trudem podnosząc się z ziemi po czym dla uspokojenia zszokowanej eA pocałował ją w czółko. - coś chciałaś?
- Chciałam tylko porozmawiać. Ostatnio czuję się taka samotna...
- Przecież wiesz, że zawsze możesz do nas przyjść - odpowiedziała Mara czułym, matczynym głosem.
- Ale to jeszcze nie wszystko. Chciałam z wami porozmawiać o Tonberrym. Czy chcielibyście mi coś powiedzieć? - zapytała patrząc poważnie na swoich rodziców.

_________________

"W cudzym oku drzazgę dojrzycie, a w swoim belki nie dostrzegacie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
983433
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-11-2007, 16:47   

-Tak, chcielibyśmy... mniej więcej- odrzekłam zachwycona błyskawicznym obiegiem informacji w tej twierdzy- otóż Tonberry nieco... igra ze Śmiercią. No i nieco łamie konwencje. Mieliśmy w planie poszukać Ponurego Żniwiarza, dać czekoladki(to tak ode mnie bo sie przy ostatnim spotkaniu nieco.. skłóciliśmy) i namówić żeby tak jakoś tę duszę jego uzupełnił bo jest z lekka wybrakowana. Problem w tym że powoli to idzie a mąż się użala.
Spojrzałam na Radgersa karcącym wzrokiem.
-Tak... to może przejdźmy do rzeczy- mąż nieco sie zmieszał- przez to wybrakowanie ma problem z takimi ludzkimi uczuciami, pozostały mu raczej te negatywne. Nie wiem z jakiej przyczyny on może tu w ogóle się znajdować skoro do rodziny w żadnym stopniu nie należy, sprawia jednak czasem wrażenie...
-...buraka. Bez obrazy- wpadłam mu w słowo- może przy tobie zachodzi jakaś cudowna odmiana, ale w mojej czy Shinigami obecności jedyne czym się wykazał to egoizm i tłumienie agresji. Może mam uprzedzenia, ale dobrze to o nim nie świadczy.
Spojrzałam na córkę. Wyglądała na delikatnie rzecz biorąc zdziwioną.
-Nie chcemy nikogo ograniczać, zakazywać ani bawić się w niszczenie komukolwiek życia czy jak to tam idzie. Po prostu musimy znaleźć Śmierć, a ona ma w zwyczaju sama nas znajdywać... w odpowiednim momencie. Jeżeli gdzieś ja spotkasz plączącą się po Twierdzy(Tonberry ją interesuje na pewno, pewnie przez te ciekawe cechy) to powiedz żeby zadzwoniła albo zawołała mojego motylka. Albo najlepiej niech tu przyjdzie i porozmawia.
Taak... chyba skołowałam córkę. Patrzyła na mnie jak na głupią.
-Ciasteczka?- spytałam jeszze podstawiając jej talerzyk i wskazałam miejsce siedzące. Jeszcze tylko brakowało żeby ta pozostała cząstka duszy przyszła tu i rozanielona stwierdziła że woli mieszkać sama bo właściciel był gburem.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 20-11-2007, 19:55   

- O ciasteczko -mruknęła Avi biorąc sobie jedno, trochę zaskakując swoim ponownym nagłym pojawieniem się Mare - Jak dla mnie może być jaki, jest Shini też ideałem zawsze nie jest, ale nie dziwie się czemu wyższe szczeble zwróciły na niego uwagę...nie należy do rodziny, nie ma prawa bytu na terenie twierdzy eh... - dodała i skonsumowała ciasteczko siadając na wersalce.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
eAthena Płeć:Kobieta
Przyszła Artystka


Dołączyła: 31 Maj 2007
Skąd: ???????
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 21-11-2007, 17:18   

eAthena posmutniał, spojrzała w podłogę i wymamrotała.
- Mamo, ty chyba nie rozumiesz... wydaje mi się, że ja...ranicie mnie tymi słowami... ranicie tym co o nim mówicie - spojrzała w kierunku Avalii - Babciu, Ty zapewne nie słyszałaś o tym chłopcu i nie znasz jego tragicznej historii. Nie uważasz, że powinniśmy pomagać ludziom?
Na pewno jest na to jakaś rada a Tonberry może przecież stać się częścią rodziny, prawda?
On jest zupełnie inny niż Wam się zdaje. On jest inny gdy jest ze mną, jest miły, uśmiecha się i jest... Widziałam jak walczył ze Śmiercią! Uratował mnie... gdyby nie On to już bym pewnie nie żyła.

Avalia, Mara, Radgers stali tak i słuchali "zeznań" eAtheny.

- Rozumiem, że ... Tony... jest zupełnie inny tylko wtedy, gdy jest z Tobą? - spytała Mara.
- Tak... - odpowiedziała dziewczyna potakując - Zaraz wracam! Muszę z nim pomówić. Nie róbcie nic, póki nie wrócę.
Dziewczyna opuściła pokój matki i udała się do komnaty Tonberrego.
- Tony ! - zawołała. On odwrócił sie i przybrał postać miłego i sympatycznego chłopca.
- Coś się stało, moja droga? - spytał uśmiechając się.
- Powiedz mi co tutaj się dzieje - wypaliła dziewczyna. - Moja mama mówi, że zna Śmierć i porozmawia z nią o tym czy by Ci nie zwróciła tego co straciłeś przed trzynastoma laty.
Chłopak chwycił dziewczynę i spojrzał jej w oczy. Uśmiech znikł z jego twarzy.
- Powiedz rodzicom, że to nie jest ich wojna. Nie chce żeby coś im się stało. To jest tylko i wyłącznie moja sprawa a oni nie powinni się mieszać. - powiedział. dziewczyna spojrzała na niego, była zawiedziona, myślała, że przyjmie jej pomoc.
- Ale oni...
- Oni mogą umrzeć! - krzyknął.
- Zabijesz ich...? - spytała przerażona i odsunęła się od niego.
- Ja nie... ale to co mnie ściga nie będzie się wahało tego uczynić. Zrozum... Śmierć już mnie nie ściga, ale Loki... pamiętasz go prawda... opowiadałem ci o nim..
eAthena kiwnęła głową a Tony ciągnął dalej.
- Loki wysłał za mną coś innego, nie wiem co to jest, jeszcze tego nie spotkałem, ale mam przeczucie, że jest o wiele potężniejsze od samej Kostuchy.
Dziewczyna przechadzała sie po pokoju Tonego i zauważyła na biurku interesującą książkę, było w niej narysowane ogromne drzewo, które było pierwszym drzewem na świecie. Nosiło nazwę...
- Yggdrasil - powiedział Tony - ciekawa książka, chcesz mogę ci ją dać. - Powiedział.
eAthena przeczytała kilka zdań o magicznym drzewie... najbardziej zainteresowało ją to, że liście Yggdrasiilu mogą komuś zwrócić jego życie.
- Może potem... - odparła i udała się ku drzwiom - Muszę porozmawiać z rodzicami. - powiedziała do chłopaka. On podszedł do niej i pocałował ją.
- To na szczęście... jestem pewien, że jedno z nas będzie go potrzebowało. eAthena opuściła pokój Tonberrego w bardzo dobrym humorze, udała się z powrotem do pokoju matki.

_________________

"W cudzym oku drzazgę dojrzycie, a w swoim belki nie dostrzegacie"


Ostatnio zmieniony przez eAthena dnia 21-11-2007, 20:26, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
983433
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 21-11-2007, 17:27   

-Waaaaah~! Krzyknęła Yumiko i wbiegła do Twierdzy. Pobiegła szybko do Shinigami, a gdy weszła do jej laboratorium zauważyła że nikogo tam nie ma. Położyła pusty worek na stole. -Uhm. No nic...Myśałam że zrobi coś z tą nogą. Podparła głowę na swoich rękach i przyjżała się swojej ranie. - A może jednak jest tu ktoś kto czuje się równie samotny jak ja...eA troszke dziwnie się ostatnio zachowuje. Jest taka...zamyślona. Poszukam jej. Yumiś wyszła z laboratorium szła przez korytarz i nagle usłyszała coś dziwnego...Tak to był pokój Tonberrego. Wejrzała do środka, zobaczyła jak Tonberry patrzy na dziwny czarny portal naśrodku swojego pokoju. Nie wiedziała czy powinna uwierzyć swym oczom, ale chyba... tak napewno widziała łzę w jego oku. Tonberry spojrzał na nią... łza spłynęła mu po policzku.
- Podziękuj jej ode mnie... i jeżeli nie wrócę to daj jej to... - wskazał na książkę na biurku, wyciągnął nóż, przeciął sobie nadgarstek i dotknął krwią książki. Wszedł do portalu, kolejna łza spłynęła mu po policzku.

Tonberry szedł przez portal i cały czas o niej myślał...czuł jak się oddala, oddala od eAtheny, od Twierdzy, którą zacząl uważać za swój drugi dom. Zamknął oczy... łzy przestały płynąć z jego oczu, ponownie stał się egoistycznym, gburem ogarniętym żądzą mordu. Otworzył oczy, które teraz przybrały odcień krwi. Wyszedł z portalu... nie zauważył, że za nim wyleciał mały czarny motylek Mary.

- To już koniec... - powiedział Tony, nie wiedział jednak czy mówi do siebie czy do czarnej postaci, która wezwała go do tego miejsca.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Tonberry Płeć:Mężczyzna
I keel u


Dołączył: 15 Lis 2007
Skąd: z Fajnala
Status: offline
PostWysłany: 21-11-2007, 17:44   

Tonberry znał to miejsce, był tutaj tylko myślami. Wymierzył nożem do czarnej postaci przed nim.

- Wydaje mi się , że Niflheim to odpowiednie miejsce na to by to zakończyć. - odpowiedziała postać. - Ale za nim zaczniemy... chciałbym cię zapytać. Co czujesz po tych wszystkich latach... kiedy to już tyle krwi przelałeś aby tutaj dotrzeć.
Tonberry uśmiechnął się a jego uśmiechu nie powstydziłby się nawet najgorszy psychopata.
- Wyśmienicie, wiedząc, że to będzie koniec. I że nareszcie będę normalny.
Postać zaśmiało się tak mrocznie, że nawet dusze, które okrążały ją i Tonberrego zniknęły za strasznymi drzewami miasta zmarłych.
- Jesteś śmieszny... synu - powiedziała postać i ściągnęła kaptur. Tonberry rozszerzył oczy... czyżby musiał zabić swego ojca raz jeszcze?
Postać wyciągnęła rękę do przodu a w dłoni pojawił się jej czarny miecz.
- Gin! - krzyknął Tony i ruszył do przodu, w biegu wyciągnął drugi nóż.
Spoiler: pokaż / ukryj
Próbował ciąć postać w szyję, ale Ojciec z łatwością odparował atak. Tonberry odbił się od ojca niczym szmaciana lalka i ponowił atak... znowu bezskutecznie. Ojciec uśmiechnął się do syna i ruszył do ataku. Jego ruchy były identyczne jak ruchy syna. Także ciął koło szyi, ale Tonberry zrobił unik... miecz ojca trafił jednak w pierścień na szyi chłopaka na wskutek czego pierścień uległ zniszczeniu. Tonberry czuł jak coś dziwnego dzieje się z nim. W jednej chwili odczuł wszystkie swoje uczucia... jeszcze silniejsze niż kiedykolwiek... ból, smutek, radość, gniew, nienawiść, zazdrość, miłość a na samym końcu zobaczył to.. zobaczył swoją duszę jak idzie do niego... jak łączy się z nim. Na powrót był sobą...

- Widzę, że odzyskałeś swoje utracone duperele... chłopczyku. To jednak nie zwalnia Ciebie ani tym bardziej mnie z tej walki. - powiedział Ojciec i zaatakował Tonberrego, tym razem trafił chłopca prosto w rękę, przeciął ją od nadgarstka aż po łokieć, chłopiec upuścił swój nóż. Szybko rzucił drugim nożem w ojca żeby spowolnić jego ruchy, nie trafił. Czarna postać ruszyła na niego z dwukrotną szybkością. Potężny kopniak wymierzony w klatkę piersiową chłopca zmiótł go z pola widzenia ojca. Tony przeleciał kilka ładnych metrów. Krew lała mu się po twarzy... czuł, że jego lewa ręka jest unieruchomiona a obojczyk wybity. Nie umiał walczyć z tym czymś. Musiał uciec, nie mógł zginąć w Niflheim....


Czarny motylek leciał za chłopcem.

_________________
Deny my wisdom for anger
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1337
eAthena Płeć:Kobieta
Przyszła Artystka


Dołączyła: 31 Maj 2007
Skąd: ???????
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 21-11-2007, 20:42   

Pędziłam do mamy tak szybko, jak tylko mogłam. Byłam pewna, że teraz mi uwierzą.
Jednak coś poszło nie tak, na korytarzu nagle pojawiła się Yumiko, która zaczęła biec za mną i wołać. Zatrzymałam się, bo nie wypada jej zignorować.

- Słuchaj ! Nie uwierzysz co się stało - mówiła bardzo szybko i gestykulowała - ten Tonberry zniknął ! I to chyba już na zawsze !
Nie mogłam uwierzyć w to, co Yumi mi powiedziała...przecież to nie możliwe, zaledwie kilka chwil temu byłam i rozmawiałam z Tonym. Była przerażona, machała rękami i nie przestawała mówić, jej wzrok utknął gdzieś za mną.
- Powiedział, że chyba już nie wróci i chciał żebym też przekazała coś tobie..ale nie pamiętam co! Och, wybacz mi, ale za dużo zdarzeń jak na jeden dzień! ...o wiele za dużo.
Przez chwilę zapomniałam o całym świecie, w moich myślach był tylko Tonberry i nikt poza nim. Minęła chwila zanim doszłam do siebie.

Yumiko dalej przy mnie była, przytulała mnie do siebie i gładząc me włosy pocieszała.
- Co tak dokładnie się stało...? Właśnie miałam iść do mamy porozmawiać z nią o nim...ale ty tak niespodziewanie wybiegłaś i jakoś nie potrafię sobie tego wszystkiego wyobrazić... - nie patrzałam na nią, żeby nie widziała moich mokrych od łez oczu.
Wzięła mnie za rękę i powiedziała - Chodź, pójdziemy na czwarte piętro i wszystko ci opowiem. - uspokoiła się już, mówiła powoli i trzymała ręce w bezruchu.

_________________

"W cudzym oku drzazgę dojrzycie, a w swoim belki nie dostrzegacie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
983433
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 21-11-2007, 21:13   

-Paranoja!- krzyknęłam zdenerwowana już- to chyba będzie moje ulubione słowo Zdecydowanie muszę ze Śmiercią pogadać, bo się wścieknę.
-Ale...- zaczął mąż acz nie zdążył dokończyć.
-Idę.
Tak rzekłam i wyszłam. Po drodze spotkałam eAthenę. Wyglądała na przerażoną. Jeśli można jej stan tak określić.
-Nie ma go?- spytałam poważnym tonem.
-Nie ma!- jęknęła cicho.
-Chodź więc- złapałam ją dość mocno za rękę i pociągnęłam lekko. Wykonałam niezbyt skomplikowany znak ręką i obie zniknęłyśmy w czarnym dymie.
-Dobra, dość tego!- nagle przed Tonberrym pojawiła się poirytowana półdemonica. Jej mina świadczyła że dobrze się wczuła w rolę wściekłej matki. Lewa ręka sczerniała a palce zmieniły się w dosyć długie szpony.
-A nie, czekaj...- tajemnicza postać była w zasięgu mojego wzroku. Klasnęłam w ręce i postawiłam przed sobą ścianę, w którą ojczulek dość mocno wyrżnął.
-eA, odsuń sie proszę, muszę gościa odciągnąć- powiedziałam spokojnie zanim wybuch zniszczył ścianę.
Wymierzyłam kopa. Potężnego kopa, co oczywiście poskutkowało faktem że omal nie wyrżnęłam w nie wiadomo skąd wzięty mur. Odbiłam się i rozwinęłam skrzydła, aby okrążyć przeciwnika, rzucić zaklęcie oplątania i rzucić nim dość daleko. Kiedy leciał i wyzwalał się jago jakoś dogoniłam i dodatkowo kopnęłam w twarz(zamierzałam w tył głowy... tak jakoś wyszło) i w ten sposób zmieniłam nieco trajektorię lotu. Uderzył mocno o ziemię jakieś 20 metrów od Tonberry'ego i eAtheny.
-Dlaczego mu nie odpuścisz?- spytałam z irytacją.
-Nie twoja sprawa- odrzekł oczywiście nienaruszony wstając i robiąc tajemniczą atmosferę. Klasnęłam w ręce i wytworzyłam mnóstwo kolców pod nim, oczywiście w mgnieniu oka rozwalił. "Leć motylku, leć..."
Błyskawicznie podleciałam i stworzyłam zaklęcie iluzji. Jak się spodziewałam, udało mu się wychwycić prawdziwą mnie, wtedy jednak zastosowałam sztuczkę z klonem którego on zniszczył a ja mu wymierzyłam sporą kulę ognia w plecy.
Facet miał potem przypaloną szatę, jednak ja poniosłam większe konsekwencje. Odwrócił się błyskawicznie, wymierzył mi w brzuch, podbródek i nogę- żeby złamać. Na moje szczęście nie złamał ale po ciosie w brzuch miałam ochotę na niego zwymiotować. Lekko zamroczyło mi w głowie, niemal odruchowo zrobiłam grubą kopułę wokół przeciwnika żeby go spowolnić. Zniszczył, co za człowiek...
Z obolałym podbródkiem rzuciłam się na niego z pazurami, odparł nawet nie wiedziałam jak. Kiedy go jednak dotknęłam przerzuciłam proste zaklęcie wybuchowe na szatę, eksplodował mu cały rękaw robiąc dużo dymu. Wtedy zaczęłam na całego. Walka wręcz przeplatana z zaklęciami płomienia, wobec niego bałam się bawić w czarną magię. No i iluzje. Co rusz tworzyłam kopie, klony, lustrzane odbicia lub potęgowałam dźwięki aby go zmylić.
Wtedy wreszcie zjawił się On. Śmierć przyszedł we własnej osobie, aby mało nie dostać(od niego!) w twarz. A raczej w czaszkę.
-Dlaczego mnie... a on przypadkiem nie został już zabity?
-być może- sapnęłam a Śmierć pstryknął w palce. Pojawiły się dwa niewielkie demo0ny które złapały mojego oponenta. Nie bardzo mógł się ruszyć, acz wyrywał się zażarcie.
-Silny jest... a ty tu co robisz? Nadal używasz kosy?- spytał Śmierć jadowicie.
-Ee... no... miałam ci czekoladki dać w ramach przeprosin, ale... ano właśnie. Trochę się pogmatwało. Może wpadniesz kiedyś do mnie na herbatę w czasie przerwy?
-Wiesz, że przerwy miewam rzadko. Ale kiedyś wpadnę, w końcu musisz mi się jakoś odwdzięczyć za tę kosę. Tylko nie używaj jej zbyt często... żeby nas nie pomylili- trochę to Śmierć męczyło. Jego kosa była dużo bardziej okazała od mojej jednak chyba wiedział że zrobiłam to specjalnie żeby Mu dokuczyć. Westchnęłam ciężko.
-Nie będę jej często używać- powiedziałam tonem obiecującym- ona ma znaczenie symboliczne- dodałam z perfidią w głosie.
-Pamiętaj że igrasz ze Śmiercią!
-A on ci zwiał?
-Mniej więcej... tylko nikomu nie mów. I zawołaj te dwa gołąbki.
-EA! TONBERRY! JAK JESTEŚCIE W STANIE TO CHODŹCIE TU!
-Ale ciszej... nie mogłaś użyć też motylka?
-Przepraszam..

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Sakura_chan Płeć:Kobieta
Pure Angel


Dołączyła: 28 Lut 2007
Skąd: 3-wieś
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 22-11-2007, 13:23   

Sakura patrzyła na wszystko z góry. Jej moc chroniła ją przed złem, ale dla większego bezpieczeństwa była niewidzialna. Od dłuższego czasu obserwowała Tonberrego i eAthenę i relacje między nimi.

- Wiem, że Tonberry jest dobry. Ale to wszystko przez tą klątwę - szepnęła do eAtheny. Jeśli naprawdę go kochasz, będziesz mogła mu pomóc. Nie będzie to łatwe i będzie wymagało czasu, ale wiedz, że jestem po waszej stronie. Na razie jestem z boku, bo wiem że Tonberry będzie chciał sam to załatwić.

- Wiesz, on jest strasznie ambitny. Boję się żeby się kiedyś na tym nie przejechał. I czy uda mi się przekonać resztę rodziny że ten jego chłód to nie jego wina i że w rzeczywistości on jest zupełnie inny

- Pożyjemy zobaczymy. Ale kostuchy postraszyć nie zaszkodzi - po czym Sakura przybrała swą normalną postać
...
- Aaaaaaaa!!!!! - wrzask śmierci dał się słyszeć niemal wszędzie. Tu gdzieś jest anioł !
Czuję dobro ! I coś skrzydlatego mignęło mi przed oczami !

_________________
To add colour to your boring today
To put magic into your melancholic tomorrow
I have come to change those nonchalant times you spent
Into precious memories

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
2919192
Tonberry Płeć:Mężczyzna
I keel u


Dołączył: 15 Lis 2007
Skąd: z Fajnala
Status: offline
PostWysłany: 22-11-2007, 19:05   

Głupcy !! - krzyknął Tonberry krew zalewała mu już całą twarz. Spojrzał na Marę - Uciekaj idiotko !! Nie potrzebuję twojej pomocy... - krzyczał choć tak naprawdę nie miał tego na myśli, chciał aby odeszła.. nie mógł pozwolić na jej czy czyjąkolwiek śmierć. Krew zalała mu oczy, jego czas za niedługo dobiegnie końca.. na szczęście opuścili Niflheim, walka toczyła się już w lesie nieopodal. Tonberry spojrzał do tyłu widział to.. zejście na dół musiał ich tam ściągnąć. Rzucił nożem prosto w Marę, trafił ją w rękę teraz kiedy nie mogła rzucać czarów była całkowicie wyłączona z walki. Ojciec Tonberrego kiwnął ręką na Śmierć.
- Loki zakazał ci się mieszać w tą sprawę. - Czarne Ostrze błysło tylko raz a Śmierć zniknęła, pozostawiona przez niego czaszka symbolizowała jego koniec. - Panie... wybacz mi - powiedział starzec - ale będziemy musieli wybrać nowego.
Tonberry nie mógł uwierzyć własnym oczom, coś takiego nie zdarzało się na co dzień. Kiedy "umiera" Śmierć Czarny Pan musi wybrać jego następce spośród potępionych dusz.
Teraz mamy przesrane jeszcze bardziej pomyślał. Kiwnął ręką wypowiedział kilka słów w niezrozumianym dla eAtheny i Mary języku. Portal ponownie się oworzył był dużo mniejszy niż poprzedni portal Tonego. To również znak, że jego koniec już blisko.
- Uciekajcie.... - krzyknął i zaczął biec w strone zejścia na dół. Yggdrasill pomyślał, nie może tam wejść. eAthena spojrzała na anielicę ostatni raz, chwyciła matkę za rękę zanim czarne ostrze wbiło się w miejsce w którym jeszcze chwilę temu była. Czaszka Śmierci pokruszyła się. Dziewczyna wraz z matką wkroczyły do portalu.

Tonberry biegł ile sił, jego ojciec jednak ciągle był blisko. Tony widział zejście, było tuż tuż.
- To koniec - usłyszał za sobą - odwrócił się, ojciec był dokładnie za nim. Silny cios wymierzony w żebro chłopaka wyrzucił go w powietrze. Chrupnięcie zasygnalizowało złamanie owego żebra. Ojciec machnął ręką, gdy Tony był jeszcze w powietrzu. - De morte prologus*! - krzyknął ojciec. Wokół Tonberrego pojawiło się z tuzin luster a może i więcej nie był w stanie się doliczyć, dwoiło i troiło mu się w oczach. Z każdego lustra wypełzła czarna postać podobno do Tonberrego, każda trzymała kosę i każda łypała na niego groźnie.
- Morir Es Vivir* ! - powiedział Tony sam do siebie. Ciosy zadane mu przez dziwne kreatury powinny go zabić, nie wiedział jakim cudem przeżył. Tony upadł zaraz obok zejścia na dół.
Ojciec stał i patrzał na niego. Nie musiał nawet go dobijać. I Tonberry i jego oprawca wiedzieli, że to są już ostatnie chwile Tonego. Złamane żebro przebiło płuco chłopaka, z każdą chwilą tracił hektolitry swojej krwi, przestawał widzieć... w oddali słyszał jej głos. Bardzo mu jej brakowało, bardzo ją kochał. Teraz to wiedział. Sturlał się ze schodów na sam dół, był teraz na samym szczycie pierwszego drzewa łączącego wszystkie Siedem Światów. Zamknął oczy. To koniec. Czarny motylek usiadł na jego ramieniu.
Krew spłynęła mu po policzku.

Ojciec i zarazem morderca Tonberrego zamienił się w popiół.

***

Ojciec Tonego zastąpił Śmierć w końcu był jednym z potępionych a Loki zadecydował, że to On powinien zająć miejsce Śmierci.
Loki otrzymał to na co tak długo polował... otrzymał w końcu duszę i wszystkie uczucia Tonego. Pierścień uległ zniszczeniu poomyślał sobie Loki nie miał zamiaru tworzyć nowego, nie chciał kolejnego Tonberrego.

***

*Morir Es Vivir - umrzeć znaczy żyć.
*De morte prologus - rozmowa ze śmiercią.

_________________
Deny my wisdom for anger
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1337
Shinigami-san Płeć:Kobieta
Straszny Pan Morderca


Dołączyła: 03 Maj 2007
Skąd: Poznań/Inowrocław
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 22-11-2007, 19:25   

Przechadałam się po zamku bo nie chciało mi sie czekać na Diziego aż się obudzi. Usiadałam na schodach i patrzyłam się tępo w schody. Nalge ktoś, nie wiadomo skąd zaczął wrzeszczeć. Po chwili rozpoznałam głos eA
- Jemu nie może sie nic stać! - wrzaszczała na Mare strasznie rpzy tym płacząc. Nie rozumiałam o co chodzi. Postanowiłąm podejść i spytac się. Gdy eA mnie ujrzała nagle przestała krzyczeć i spojrzała na mnie dziwnie
- Co jest? - mruknęłam ziewajac z nudów - Co, ktoś kipnął? - zaśmiałam się lekko ale widocznie taki dowcip nie był na miejscu sądzac po twarzy eA i Mary

_________________
"Nie jesteś zły. Jesteś po prostu źle ubrany"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1097863
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 49 z 92 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 48, 49, 50 ... 90, 91, 92  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group