FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Pewnego razu w dziwnym wymiarze...
Wersja do druku
Ponury Płeć:Mężczyzna
Grim Greetings


Dołączył: 27 Lip 2006
Skąd: ....diabli wiedzą
Status: offline
PostWysłany: 30-11-2009, 19:18   

Ostatnia rzecz jaka przeleciała mu przed oczyma był kamienny mur, który ewidentnie zbyt szybko się przybliżał. Ciało Grima z pełnym impetem wybiło w nim całkiem sporą dziurę. Upadł na posadzkę, przysypany kupką gruzu. Mroczki przed oczami skutecznie ograniczały możliwość w rozeznaniu się z sytuacją, poczuł również że strużka krwi zaczyna mu spływać po skroni. Ostrość widzenia powoli wracała. Wstał i wytarł krew. Kurz na jego ubraniu zniknął, w sumie to wyglądało ono jakby wcale nie miało przed chwilą kontaktu z żadnym murem. Ubrany był w białą koszulę z żabotem, czarną aksamitną kamizelkę, oraz proste, czarne spodnie. Poprawił okrągłe okulary i podniósł z ziemi czarny cylinder. Przed nim ziała wielka dziura która, wszystko na to wskazywało, wybił przed chwilą. Skonsternował się.

-Powinienem jednak zacząć pobierać jakieś korepetycje doszkalające z dziedzin teleportacji - burknął pod nosem, rzucając pełne wyrzutu spojrzenie na mur – I przestać wybijać bogu ducha winnym ludziom dziury w domach.

Pospiesznie zebrał kawałki gruzu z ziemi i począł układać w dziurze, które, o dziwo, poczęły się zlewać z kamieniem. Po skończonej pracy otrzepał lekko ręce. Mniej więcej w tym momencie zdał sobie sprawę że nie jest sam w pomieszczeniu. Obrócił się na pięcie. Z wyrazów twarzy obecnych wywnioskował że jego pojawienie się nie wywołało takiego zdziwienia jakiego się spodziewał, można rzec więcej, sam był bardziej zdziwiony w jakimże on dziwnym miejscu wylądował. A menażeria przed nim była co najmniej barwna. Stolik z damami iście rozmaitego kalibru, popijającymi herbatę, obok chudzielec o blond włosach, podejrzanie wyglądający mag w czarnej szacie, pulchna dziewczynka w kapeluszu goniąca za… motylami?! Nie wspominając już o szykownie ubranym szkielecie i… Chwila, ja chyba znam tego czerwonego gościa. O! Podwieczorek! Ciasteczka! Przybysz bezceremonialnie podszedł do stolika, ukłonił się lekko siedzącym przy nim niewiastą, po czym sięgnął do kapelusza z którego wyjął… krzesło. Mahoniowe, okute aksamitem, rzeźbione krzesło. Przysiadł się sięgając po ciasteczko. Zatrzymał się w ostatnim momencie, jakby przypominając sobie o manierach. Wstał pospiesznie, ukłonił się, tym razem całości zgromadzonych i zaczął grzecznym tonem
-Witam szanownych państwa. Nazywam się Garret Grim. Mam nadzieję że nie przeszkadzam w jakimś ważnym zgromadzeniu. Przez mój brak dostatecznych umiejętności, albo przeklętego pecha - zamamrotał pod nosem - musiałem lekko zboczyć z kursu. Czy może zechciał by ktoś z państwa oświecić mnie gdzie też się znalazłem. Może też wyjawić cel zgromadzenia?
W tym momencie, już nie wytrzymując, ugryzł spory kawałek ciasteczka, które jednak zostało w jego ręku.

_________________
Live fast, die young,
make a pretty corpses
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
6705894
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 01-12-2009, 12:03   

Dziewczyna przestała się zajmować motylkami i przesłała przybyszowi promienny uśmiech.
-Tamten pan to Bardzo Mroczny Kapłan. Próbował wezwać Wielką i Straszną Boginię blablabla Piorunami, ale mu nie wyszło i pojawił się WiP z zamiarem przekształcenia Mrocznego Zamczyska w filię swojej herbaciarni-wskazała na pijalców herbatki.-A mnie wysłano prewencyjnie, abym stanowiła przeciwwagę dla mroku i ciemności, co okazało się zbędne z racji pojawienia się Ryba, herbatki i Świętego Mikołaja.-Wspomniany osobnik stał się właśnie ofiarą pijanych herbatą WiPówek, które postanowiły sprawdzić, czy na pewno jest prawdziwy. Tymczasem Mroczny Kapłan z braku innego zajęcia zaczął grzebać w worku z prezentami. DeadJ. zapakowała sobie do buzi kilka ciasteczek razem z talerzem, który donośnie chrupnął.-Tego nie było w planie-skomentowała spokojnie, wypluwając kawałki porcelany.-Chodźcie, powiesimy lampki, najwyższy czas!

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 01-12-2009, 23:36   

Wolfgang przeciągnął się, dyskretnie rewidując zawartość torby dziwnego grubasa. Wnet przekonał się, że zawierała ona przedmioty uznawane powszechnie za nieakceptowalne, a więc – niestosowne w miejscu, które miało decydować o losach przyszłej społeczności. Z tego powodu, kiedy nikt nie patrzył, dyskretnie wywalił grubasa kominkiem. Jak się okazało, nieskutecznie – ów wrócił, wołając „Hohoho!”.

Wówczas, uwaga wszystkich skupiła się na stojącej naprzeciwko siebie dwójce. Myśli obecnych wygenerowały setki zakłóceń, z różowymi słoniami włącznie. Wydarzenia te tak mocno odstawały od normalnej rzeczywistości, że Wolfgang musiał zwyczajnie wyrzucić z tej rzeczywistości wyobrażenia brodacza wraz z wszystkimi innymi manifestiami nadmiernie dziwnych mocy. Dokonawszy tego, dla bezpieczeństwa zniszczył wszystkie wspomnienia traktujące o dziwnym człowieku – przynajmniej u tych, u których było to możliwe.

***


Tymczasem, w świecie realnym przerwano walki. Wielu ludzi bowiem dostąpiło dziwnych wizji. Widzenia, później przyporządkowane dziwnemu kultowi tzw. Wielkiej Bogini, ukazywały wizję końca świata – pełnego różowych  słoni i innych rzeczy. Nie dziwota to – przecież wielu teologów trąbiło, że Koniec Świata będzie równoważny z załamaniem się wszystkich praw (logiki, fizyki...), a nawet – podatków.

Przez to, natura tych wizji zaskoczyła jedynie niewielką liczbę najmniej wyedukowanych osób... Jednakże, wizerunki lewitujących wielorybów atakowanych przez ławice pstrągów wstrząsnęły prawie wszystkimi. Czym innym było myśleć o Wielkiej Katastrofie, a czym innym było doświadczyć jej z płetw przerośniętej, malinowej ryby.

***


Tymczasem, w sali Straszliwego Zamczyska prawie wszyscy doświadczali straszliwego poczucia braku. Wzrok niektórych mimowolnie kierował się na powietrze nieopodal czarodzieja, jakby w poszukiwaniu brakującej osoby. Woland jednak nie dał im szansę na odpowiedź i przerwał inicjatywę:

Panie i panowie...! – zaczął, ale wnet przerwał. Uderzyły go macki Ciemności, która podczas chwili nieuwagi zaczęła znów wpełzać do pomieszczenia. Zirytowany, dodał – ... raczcie wybaczyć mi chwilę opóźnienia... po czym szybko posunął się do pentagramu i wymamrotał dziwny zlepek wyrazów.

Przed nim stanął... lokaj. Całkiem normalny, gdyby nie fakt, że osoby wtajemniczone mogły rozpoznać na jego ubraniu pieczęć jednego z piekielnych władyków wpisaną w pentagram. 

Czego pan sobie życzy, mon signore...? – zapytał lokaj, zanim Wolfgang wymierzył mu potężnego kuksańca.
Pracuj! O tempora, o mores...!, nie sądziłem, że kiedyś ujrzę taki upadek obyczajów wśród lokajów. Nie po to nie zapłaciłem twemu suwerenowi, abyś teraz się obijał! – warknął, po czym zwrócił się znów do pozostałych.

Powiódł wzrokiem po innych, którzy właśnie zaczynali się zawzięcie kłócić. Mag westchnął, zignorował dyskusję i powrócił do przemowy.

- Panie i panowie! Zebraliśmy się dziś w wiekopomnym celu naprawy świat...
- Wolandzie, ale my nie umiemy naprawiać świata!
- zauważyła Serika.
- To niech zatrudni ekipę naprawczą...? zasugerował GoNik.
- ...a. Nie dlatego, że jest on w szczególnym niebezpieczeństwie – a dlatego, że chciano odebrać mu wolność. Czego nie zrobiono, za co podziękowania należą się choćby Rybowi... Zaraz, czyżby coś było niejasne?[/i] – zwrócił się do nowoprzybyłych, prędko jednak przypominając sobie, że to nie oni są jego głównym zmartwieniem – Jednakże, statyczny stan rzeczy zdarza się niezwykle rzadko. Musimy więc zadbać, aby nikt nie dokonał zamachu na nasze dzieło i strzec ewoluc... Znaczy, ewolucja będzie strzec się sama, ale nadmiar ostrożności nie zawadzi. Wielka GoNiku, Wielka Mayo, Seriko, Miyo i ty, Astharielu - waszej uwadze polecam fakt, że kiedy ostanio sprawdzałem, forteca ta stała na środku terenów łowieckich watahy wilkołaków. A dookoła dla odmiany rozciąga się jezioro pełne topielców i nawiedzony las. Jakkolwiek więc szczytem głupoty byłoby zostać tutaj na zawsze, to wskazana jest pewna doza troski o własne dzieło. Tak więc, proponowałbym, abyśmy w geście dobrej woli złożyli przysięgę. Za swe dzieła musimy wziać odpowiedzialność - a dużo łatwiej będzie, jeśli będziemy zjednoczeni. Sam zaś mogę przyrzec, że będę wam wiernym towarzyszem - i pomogę wam we wszystkim, w czym tylko będę mógł, czy będą to poszukiwania zaginionego smoka czy też coś innego. - zakończył improwizowaną przemowę.

W kaplicy, w której wciąż szalał straszliwy przeciąg, zapadło milczenie. Słychać było tylko szum wichru... I sparklającą w oddali rybę.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 02-12-2009, 09:41   

-Jeśli to jest lokaj, to niech mi wyczyści buty. Albo zawiesi ze mną lampki-DeadJ. postanowiła wykorzystać zaistniałą sytuację do odniesienia konkretnych korzyści. Tak czy siak mrok powracał. Mrok, motylki, Ryb, herbata i wizja końca świata tworzyły psychodeliczny klimat. W czasoprzestrzeni piętrzyły się warstwy informacji, nierzadko sprzecznych, co powodowało zakłócenia w odbiorze. DeadJoker zmierzyła lokaja wzrokiem. Był wyźszy o ponad głowę i patrzył na nią z mieszanką zakłopotania i przekonania o własnym seksapilu.
W zamczysku powoli robił się tłok. Co więcej, ustaliła się pewna hierarchia. WiPówki z herbatą niewątpliwie sprawowały władzę nad przedstawicielami rodzaju męskiego, będącymi w mniejszości. Ryb, jako pojęcie abstrakcyjne i transcendentne, obdarzone inteligencją było, zdaniem wszystkich, na górze społecznej drabiny. Własnej pozycji w tej gradacji DJoker nie była pewna.
-Ja przysięgam, źe nie sprzedam waszych nerek na czarnym rynku, nie zjem prowiantu przeznaczonego na czarną godzinę i nie zrobię wam wstydu. Moźecie mnie uznać za waszą towarzyszkę na śmierć i źycie. Przynajmniej na razie-poinformowała.

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 02-12-2009, 10:01   

- Pani wybaczy czy mógłbym prosić o buty? - zapytał lokaj który nie zdążył się jeszcze nawet przedstawić.
- Hę?
- Pani prosiła żebym wyczyścił jej buty - przypomniał blondyn DJ.
- Eee aa tak rzeczywiście proszę - stwierdziła DJ podając lokajowi pantofelki.
- Mam rozumieć że mają być wyczyszczone w najlepszy możliwy sposób?
- Czy muszę to mówić? - stwierdziła znudzona DeadJoker - Oczywiście że tak!
- Rozumiem....- stwierdził blondyn stawiając buciki na kamiennej podłodze i sięgając do kieszeni, wydobył z stamtąd dwa....naboje,po czym z niezwykłą starannością ustawił je na mniej więcej środku każdego obuwia.
- Eeee - rozległo się zdziwienie DJ, reszta patrzała na poczynania blondyna z nie mniejszą konfuzją.
- To najlepszy sposób jaki w tej chwili jest dostępny, wprawdzie pasta z móżdżków jednorożców jest lepsza ale.... - stwierdził lokaj cofając się odrobinę, dopiero teraz można było stwierdzić ze niezły z niego przystojniak. Blondyn natomiast zdawał się całkowicie pochłonięty butami. Niespodziewanie wyciągnął dwa kolty i zaczął strzelać w dokładne sąsiedztwo obuwia.
- Moje buty! - zaprotestowała DJ ale lokaj wciąż strzelał, w pewnym momencie naboje na bucikach eksplodowały. Zanim ktokolwiek doszedł do tego co się stało blondyn już pucował pantofelki.
- Proch strzelniczy jest bardzo dobry do czyszczenia butów - objaśnił pucując jednego - ale bardzo trudno otworzyć takowy nabój, pomyślałem więc że najlepiej będzie doprowadzić do samostrzału. Czy ktoś jeszcze z seniores czegoś potrzebuje? - rzucił do posiłkującego się ciasteczkami towarzystwa które jakoś dziwnie zamarło.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"


Ostatnio zmieniony przez Karel dnia 02-12-2009, 16:30, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Asthariel Płeć:Mężczyzna
Lis


Dołączył: 10 Kwi 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 02-12-2009, 16:13   

Asthariel słuchał tego wszystkiego z rosnącym zainteresowaniem. Wyglądało na to, że znalazł się w towarzystwie zdecydowanie nietuzinkowym i oryginalnym. Fakt, że znajdował się w nim szkielet, czcciciele Ryba i (przez chwilę) Święty Mikołaj był sprawą drugorzędną,
Zaniepokoiła go lekko jedynie krótka wzmianka o wilkołakach i topielcach. Czyżby czekał ich szturm bestii?
Przerwał na chwilę jedzenie ciasteczek (dobre!), i zabrał głos:
-Skoro tego się oczekuję, to nie ma sprawy: Przysięgam, że będę wam przez jakiś czas towarzyszem, i pomogę wam na tyle, na ile starczy mi umiejętności. W zamian oczekuję od was oczywiście tego samego...
Przerwał. Nie sposób było mówić dalej, będąc świadkiem brutalnego rozstrzelania pantofelków.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 02-12-2009, 16:46   

Mr. Moreau nie zainteresowany jedzeniem przyglądał się czyszczeniu bucików. Gdy lokaj oddał zszokowanej DeadJoker jej lśniące pantofelki, szkielet zdecydował się przerwać ciszę:

- Na mnie także możecie liczyć. Czy chodzi o ratowanie świata czy o cokolwiek innego. A tak swoją drogą, chyba się jeszcze nie przedstawiłem - szkielet ukłonił się, zdejmując z głowy cylinder - Mr. Moreau, do usług.

Po tym krótkim powitaniu szkielet stanął w kącie sali, pozwalając zabrać głos pozostałym.

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Ponury Płeć:Mężczyzna
Grim Greetings


Dołączył: 27 Lip 2006
Skąd: ....diabli wiedzą
Status: offline
PostWysłany: 02-12-2009, 20:09   

Mimo iż wywołały uśmiech na jego twarzy, wyjaśnienia słodziutkiej dwunastolatki tylko w niewielkim stopniu dały mu jakikolwiek wgląd do sprawy. Dowiedział się przynajmniej kto zainicjował ten niecodzienny bieg wydarzeń. Mag przywołał jakieś bóstwo w bliżej, jeszcze, nie znanym celu, tyle że zaklęcie sprowadziło tutaj trochę więcej postaci niż mógł by się spodziewać. Cóż, tak wielkie zamanifestowanie mocy mogło bez trudu zmienić tor podróży Grima. Jedno jest pewne, mag jest główną figurą do której trzeba się zwrócić po więcej danych. I jakby na potwierdzenie jego przemyśleń postać w czarnej szacie zabrała głos. Zaraz, naprawa świata? Odzyskiwanie wolności? Brzmi to co najmniej jakby ktoś miał niezłe kłopoty, a mroczny jegomość chciał bardzo pomóc, mimo iż nie pasuje to z lekka do jego aparycji. Ale co tam, nie ocenia się księgi po okładce. No i wyjaśniło się również po co była mu siła wyższa. Jeśli tak rysowała się sytuacja Garret nie miał żadnych obiekcji ku temu żeby też użyczyć pomocnej dłoni, w końcu nie znosił żadnych form ucisku. Zresztą, i tak nie posiadał jakichkolwiek planów, co mu szkodzi?

- Jeżeli dobrze usłyszałem, pan Woland, tak? Może to wszystko trochę nagłe i jeszcze nie do końca wiem co tu jest grane, lecz mimo to jeżeli pragnie pan naprawy, z chęcią zaoferuje swą pomoc. I mogę przysiąc iż jestem w stanie ponieść odpowiedzialność za swe czyny. Przysięgam na swą krew- Po czym wyciągnął z cylindra niewielki, wyglądający na ceremonialny, sztylet i następnie szybkim ruchem ciął przez wewnętrzną część swej dłoni. Kilka kropel krwi skapnęło na posadzkę. Szeroki uśmiech rozpromieniał na twarzy.

- A teraz wybaczcie, naprawdę zgłodniałem. Proszę kontynuujcie, będę słuchał z uwagą – Schował sztylet i dosiadł się do stolika. Ciastka zaczęły znikać jedno po drugim, lecz wzrok nie opuszczał zgromadzonych.

_________________
Live fast, die young,
make a pretty corpses
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
6705894
Morg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 15 Wrz 2008
Skąd: SKW
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-12-2009, 16:22   

Choroba. Ledwo człowiek dostanie bólu głowy, a już się wszystko myli i moce zaczynają wariować. Przebywanie w kilku miejscach jednocześnie owocuje dziwnymi konsekwencjami, a portale prowadzą w jeszcze dziwniejsze miejsca. W takich wypadkach należy odpocząć i to też zamierzało zrobić pięciu osweterowanych i oszalikowanych Morgów przechodząc przez otworzone przejścia. Niestety coś się musiało oczywiście, jenocia noga, spsuć.

Portale nie otworzyły się bynajmniej w pokoju z ciepłą herbatą i łóżkiem, a w jakimś zamczysku, gdzie szkielet, demonica, trzy Wipówki, blond bizon oraz dwóch facetów, w tym jeden tnący się, słuchali (nie)sławnego ze swoich przemów Wolanda. W oddali zaś świeciła ryba. Świetnie, gorzej być nie mogło. Przynajmniej tak się w tamtej chwili wydawało, bo w kolejnej okazało się, że teleportacja odmawia posłuszeństwa i zamiast wrócić pięcioosobowego Morga do wieży, zaczęła przenosić go po całej komnacie wydając przy tym dzikie świsty, czym wbrew woli użytkownika zwróciła nań uwagę całego towarzystwa. Taktyczny odwrót na z góry upatrzone pozycje stał się w tym momencie niewykonalny, a przynajmniej niezręczny, strategię należało więc przyjąć zgoła inną.

- Pardon, ale coś mi moce świrują ostatnio, to pewnie przez tą rybią grypę, co się ostatnio panoszy... - przywitał się, po czym zredukował do jednej postaci - O, i już się człowiek lepiej czuje. Pozwolę się poczęstować herbatą - kontynuował, przy okazji samowolnie się rozgaszczając - I czemu ktoś ubrał, tego tam, Wolanda w spódnicę? Znaczy, słyszałem, że wielki z niego oryginał, ale mimo wszystko... ziąb tu niemiłosierny, a on w czymś takim paraduje, więc zakładam, że sam tego nie założył, nie?... A, właśnie, jeśli macie tu gdzieś jakąś wieżę, to mam nadzieję, że nikt się nie obrazi, jak posiedzę tutaj "trochę" dłużej... No i, skoro już tu zostaję, Morg jestem, człowiek zresztą, ry... khm, chyba. Miło mi.

_________________
Świadka w sądzie należy znienacka pałą przez łeb zdzielić, od czego ów zdziwiony wielce, a i do zeznań skłonniejszy bywa.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
8137449
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-12-2009, 20:08   

-Coś mi mówi, że za tym kryje się coś poważnego-stwierdziła DeadJoker, odkrywając zalety chodzenia na boso po zimnej, wilgotnej posadzce.-Bo przecież nieudane zaklęcie przyzywające, wykonane przy użyciu podręcznika dla początkujących czarnych magów-DeadJ. spojrzała z pogardą na "Wyedzę Tayemną dla każdego"-nie mogło doprowadzić do tak gwałtownego zagięcia czasoprzestrzeni, powodującego, że przez portal wpadają tu, nie z własnej zresztą woli, wszyscy, którzy akurat znaleźli się w zasięgu zagięcia. Jest nas tu dużo i podejrzewam, że będzie więcej i w końcu nie starczy dla nas miejsca i herbaty. Postuluję więc, żebyśmy wyszli z tej mokrej, zimnej rudery i zrobili cokolwiek, zanim wróci ten czerwony, puszysty i brodaty symbol skomercjalizowania i zamerykanizowania Świąt Bożego Narodzenia. Czy mnie słuch nie myli, czy słyszałam coś o wilkołakach, upiorach i końcu świata? Weźmy się w końcu za uczciwą robotę!-wszyscy, którzy znali DeadJoker wiedzieli, że odznacza się ina dziecinną niecierpliwością charakterystyczną dla kawaii dziewczynek. Niektórzy zapewne zdziwili się, gdy w geście gwałtownej mobilizacji postawiła nogę na stole, aż filiżanki się zatrzęsły.
-Bardzo proszę o niestawianie swojej szanownej nogi w równie szanownej brudnej skarpecie obok ciasteczek, bo odbiera nam to apetyt-rzekła Miya bardziej dla zasady niż z jakiejkolwiek innej przyczyny. DeadJoker speszyła się i zdjęła nogę ze stołu, kątem oka zauważając nowego gościa.
-Czasem jeden, czasem pięć. Coś mi to przypomina...Dzień dobry panu...e...panom..nie wiem. Miło mi.

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 05-12-2009, 00:10   

Jedna osoba, druga osoba, trzecia osoba, czwarta...
To już nie jest Przeznaczenie, to jakiś zmasowany atak chaosu!

Mruuuuuu, ale faaaajnie! *__*

Minęły kolejne minuty prezentacji, jedzenia ciasteczek, zapoznawania się, picia herbatki, jedzenia ciasteczek, snucia planów na przyszłość, jedzenia... Było miło, przytulnie (pomimo wypełzającej z kątów Ciemności, która regularnie dostawała po łbie kijem od szczotki) i generalnie coraz bardziej się to wszystko Serice podobało. Odrobinę niepokojący wydawał się jej fakt, że wszyscy jakoś zupełnie naturalnie przyjęli do wiadomości bieg wydarzeń. Ona to ona, dziewczyny z herbaciarni również widziały już nie jedno i chętnie pakowały się w każdą kabałę, z której można było wynieść nową opowieść, ale o reszcie wiedziała w sumie tylko tyle, że pojawili się znienacka w całkowicie obcym miejscu, z mocno podejrzanym towarzystwie, po czym zupełnie spokojnie zabrali się za pałaszowanie ciastek i dyskusję, jakby tu uporządkować mocno porąbany wymiar. banda szaleńców, którzy nie mają nic do stracenia i nic ich nie trzyma tam, skąd przybyli... Albo są wystarczająco potężni, aby swobodnie wrócić. W obydwu przypadkach stanowili niezłych kandydatów na drużynę.

- To ja zaklepuję wilkołaki, ja! - wyrwała się, kiedy Woland ustalał, co należałoby zrobić w następnej kolejności.
- Dlaczego akurat wilkołaki? - zainteresowała się Maya.
- Bo oni im na pewno zrobią krzywdę...
- A co TY chcesz im zrobić, przepraszam bardzo? - zawiesiła się domniemana Wielka Bogini Słońca.
- No... Pogłaskać?...
- Żartujesz, prawda? - blondynek z Faerunu popatrzył na nią ze zgrozą.
- Nie żartuję! Na pewno nie są takie złe, może miały trudne dzieciństwo, albo nikt ich nie kochał, albo wszyscy się do nich uprzedzają i chcą je zniszczyć, albo...
- Biedne wilczki... - rozczuliła się Miya.
- Ale zdajecie sobie sprawę, że mówimy o ZŁYCH wilkołakach, które TERRORYZUJĄ okolicę? - upewnił się Woland, starannie podkreślając kluczowe słowa.
- Na pewno nie są takie złe... - uparła się Serika, po cichu zastanawiając się, czego właściwie odbiciem miały być owe wilkołaki? Jeżeli założyć, że w tym wymiarze wszystko stanowi reprezentację jakichś zjawisk w świecie rzeczywistym, to krwiożercze bestie niewątpliwie były odzwierciedleniem jakichś bardzo nieprzyjemnych spraw - wojen, nie wojen? A może po prostu mrocznych instynktów tkwiących w ludziach?
O cokolwiek by nie chodziło, miała głęboką nadzieję, że rozumuje słusznie: jeżeli zaczną je wyrzynać, na świecie odbije się to jeszcze gorzej, więc należy pogłaskać je po główce i ułagodzić! O, i tyle, przecież to takie proste...

Niedługo później Serika w towarzystwie Miyi uzbrojonej w pokaźne zasoby kiełbasy, resztek ciasteczek oraz marchewki ("bo przecież nie wiemy, co one lubią!") wymaszerowała dzielnie z wieży, zostawiając towarzystwo na etapie uzgadniania, co zrobić z miotającą się po wieży krówką, nawiedzonym lasem i innymi interesującymi zjawiskami.

Okolica zaiste przedstawiała się upiornie. Ciemność, która w samej wieży przetrwała już tylko w kątach, tutaj opanowała całe poszycie lasu i pełzała sobie dumnie, tu i ówdzie wysuwając badawczo mackę. Upiornie powykręcane, pokryte cierniami gałęzie krzewów splatały się w gęstwinę, którą przebyć mógłby zapewne tylko ktoś uzbrojony w miotacz płomieni albo potężną, niszczącą magię. Wyżej wiły się potężne, pozbawione liści konary drzew, przez które nie przenikało niemal wcale blade światło księżyca.
- Rany, tu w ogóle coś żyje? - wzdrygnęła się Miya, biorąc zamach mieczem na cierniste krzaczory.
- Wilkołaczki, kici, kici, kici... - zaintonowała Serika. - Nie bójcie się, nic wam nie zrobiiiimyyy...
- Mamy ciasteeeczka! - dołaczyła do niej Miya.
Odpowiedziała im głucha, świdrująca w uszach cisza.
- Hmmm... Może musimy iść trochę dalej?
- A myślisz, że DAMY RADĘ iść trochę dalej?! - kronikarka z uporem cięła plątaninę gałęzi, ale szło jej to delikatnie mówiąc opornie. Zupełnie, jakby tutejsza roślinność w czasie rzeczywistym próbowała nadrobić straty i zarastała dopiero co powstałą wyrwę.
- Nożesz, głupie zielsko!
- A może by tak magią je?
- A spróbuj - poddała się Miya, próbując wyszarpać broń, która utknęła w plątaninie chyba na dobre. Podmuch czystej energii o mało nie wytrącił jej miecza z ręki, a w plątanina gałęzi poskręcała się i rozstąpiła na boki, tworząc wąski korytarz wśród upiornych drzew.
- Idziemy?
- No... Nie wiem... Ale może teraz do nas przyjdą! Wilkołaczki, kici, kici, kici...

Coś poruszyło się wśród krzewów, które poruszyły się lekko, jakby robiąc miejsca dla przechodzącej istoty. Gałęzie na ścianie tunelu rozsunęły się i wyłonił się z nich...
- Wilczek!
Bestia obnażyła śnieżnobiałe, ogromne kły i wydała z siebie głuchy warkot, Nie była zresztą sama - kolejne i kolejne wilkołaki pojawiały się w świetle tunelu.
- Może kiełbaskę?...

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Distant Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 23 Cze 2003
Skąd: Somewhere in the world
Status: offline
PostWysłany: 05-12-2009, 00:20   

- Hahahahaahahaha.. *ekhu* *ekhuaa* - W pomieszczeniu rozległ się diabelski rechot gruźlika - Tak, nie patrzcie tak podejrzanie dookoła. Ten zamek.. Zbiera się na wspominki. To miejsce - tak blisko absurdu a daleko od realnego świata.. Tak blisko mnie, że dostąpicie zaszczytu poznania mnie osobiście. -

W rogu pokoju coś pojaśniało w lustrze, nim ktokolwiek dostrzegł to coś - lustro pękło. *Tup tup tup* na posadzce rozległy się kroki. Zgromadzeni rozstąpili się. Niewątpliwie coś przebiło się do świata. Z lekkim niepokojem obserwowali bezkształtny, błękitny cień przesuwający się po kafelkach. *Łubudu* i cicha seria przekleństw w nieznanym języku. Tupanie wskazywało, że cień ma nogi, jednakże chyba od dawna ich nie używał. Mhroczna niebieska masa nabierała materialności. Sylwetka kierowała się prosto w stronę Wolanda. Woland wyraźnie wyczuwał, że z lustra wyszło coś sporego. Coś, co wystawiło zaledwie swój palec, aby się przywitać. Postanowił sięgnąć w głąb tej istoty umysłem. Szepty! Szepty niezliczonych istnień! Odpowiedzi na wszystkie pytania we wszystkich językach multiświata! Widział obrazy światów, o których nie miał nawet pojęcia, że istnieją! Umysł głęboki jak studnia bez dna. Gdzie zacząć szukać, kogo należy słuchać? Ten umysł był jak najbardziej otwarty i przypominał ostateczną bibliotekę. Zapisaną wiedzę całego istnienia. Przygniatał go swoim ciężarem. Miał wrażenie, że sięgnął do źródła wszelkiej wiedzy. Brakowało już mu tchu, z trudem wycofał się.

Już można było rozpoznać, że sylwetka należy do człekokształtnej istoty. Niedługie włosy, ubrana chyba w mundur... - Wiem kim jesteś! Distant! - Krzyknęła Gonik.

Distant obrócił się i począł klaskać - Brawo dla tej Wampirzycy! Moja droga, bierzesz wygraną czy grasz dalej? - Na otwartej dłoni Disa leżał skórzany woreczek, z którego unosił się podejrzany snop dymu.

- Słyszałam o Tobie z Blue Haven. Czyżbyś się stęsknił za WiPem? - Gonik wstała z miejsca i chwyciła woreczek - Wolę wygraną, nigdy nie wiadomo, co knujesz. -

- Ja... Ja się tylko śmieje ze świata. Zmieniłem się, mój plan został dopełniony. Jestem wolny. - Tym razem Dis odwrócił się w stronę Wolanda - Dziękuje Ci "mhroczny" kapłanie, że stworzyłeś tak dogodne okoliczności. -

- Tak, powoli nabieram przekonania, że rytuał był bardzo skuteczny. Ściągnął uwagę wielu nadprzyrodzonych - Woland znacząco zerknął w stronę błękitnoskórego - i niebezpiecznych istot... -

- Niebezpiecznych? Gdzie? - Dis rozejrzał się dookoła, a potem ze zrozumieniem machnął ręką. - Jesteś doświadczony, na tyle by zawrócić i nie zagłębiać się w Źródło. Nie masz się, czego obawiać. Doceń przez chwilę, że myśl przybrała kształt. Jedna informacja przekształciła się w inną. Tak się składa, że każdy tutaj posiada cząstkę tego, co pragnąłeś przywołać. Rytuał nie był przypadkiem, księga również nie weszła w twoje posiadanie przypadkiem... Moje przybycie tu też nie jest przypadkiem. -

*Tadaaaaam* Woland szeroko otworzył oczy. Kolejni goście? Zza zasłon wyszło czterech jegomości w purpurowych szatach.

- Nikt nie spodziewa się hiszpańskiej inkwizycji! - Jegomoście rozejrzeli się znacząco - Naszą główną bronią jest zaskoczenie. Zaskoczenie i... - Dis znacząco machnął dłonią w stronę drzwi -... To my może już sobie pójdziemy. - Hiszpańska inkwizycja sztuk cztery ruszyła w stronę drzwi powoli rozpływając się w powietrzu.

- Strasznie kłopotliwe, gdy starasz się wpasować w niewygodną trzywymiarową kukiełkę, trzymać się wszystkich zasad a tymczasem zasady samego świata wyskakują przez okno. Trzeba niezłej dyscypliny umysłu, prawda Wolandzie? - Woland chciał coś powiedzieć, ale Dis przycisnął palce do jego ust. - Niestety twoja misja kończy się tutaj. Nastąpiłeś mi na odcisk... Pozwól, że odmienię Twój świat! Wstrzyknę to to tam nutkę dekadencji... - Już szeptem dodał -... Uczynię ten świat ciekawszym -

Dis odwrócił się i wskazał na woreczek trzymany przez Gonik - Wiadomo! Zbierane z czubka krzewów! - Błękitnoskóry ugiął się na nogach i zgarbił jak porzucona kukiełka. Na miejscu stało już tylko ciało pozbawione umysłu. Woland chwycił Disa za ramię, i ze zrozumieniem rozcierał piasek w dłoni. Mimo, że było to zamknięte pomieszczenie zerwał się silny wiatr. Dis rozsypał się w pył.


* * *

* Łup Łup Łup *

- W imieniu Wielkiego Lorda Tethyru otwierać! - Rozległo się łupanie do drzwi. - Otwierać! To zgromadzenie jest nielegalne! W imieniu Wielkiego Lorda jesteście aresztowani! - Trzydziestu zakutych w czarną stal smutnych panów wyważyło drzwi i wbiegło do komnaty.

_________________
Never surrender, never give up...

http://forum.multiworld.pl - Nothing is impossible here
http://komiks.multiworld.pl - Komiks Multiworld ;3
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 05-12-2009, 01:29   

- Wygląda że nie są pokojowo nastawione panienko - stwierdził lokaj który zdawałoby się pojawił się znikąd.
- Aaaaa! - wykrzyknęły obie przestraszone nagłym głosem z tyłu(w myśl zasady każdego horroru).
- Czyżbym panie przestraszył? Najmocniej przepraszam. Siła przyzwyczajenia, moi poprzedni pracodawcy preferowali bym poruszał się bezszelestnie i widać ten nawyk ciągle we mnie siedzi tak więc proszę o wybaczenie. Ależ to nieuprzejme z mej strony, widać szok jaki przeżyłem poprzez przyzwanie przez Lorda Wolanda wpłynął ujemnie na moje maniery. Nazywam się Alessandro Tullio Riccardo De Luca ale wszyscy mówią na mnie w skrócie A-Tur od pierwszych liter mych imion, do usług. - tu blond - och jaki on przystojny - lokaj skłonił się nisko. Monolog lokaja został przerwany przez zniecierpliwione warczenie.
- Ale widać znowu się zapomniałem, proszę niech panie odsuną - stwierdził A-Tur wyciągając rewolwer* i wymierzając go w wilkołaka.
- Nieeee! - zaprotestowała gwałtownie machając rękami Serika.
- Nie? Ale przecież to niebezpieczne stworzenie! Jeszcze zrobi panienkom krzywdę!
- No tak ale.....jest taki bielutki! I musisz do nich strzelać?
- Jeżeli panienki wolą to rozwiązać bezkrwawo - stwierdził blondyn chowając broń. Zamiast tego w jego dłoniach można było zobaczyć zwój mocnej liny.
- Wybaczą panie na moment - stwierdził lokaj idą spokojnym spacerowym krokiem w stronę bestii o futrze koloru śniegu. Ów biały wilkołak skoczył na niego a po chwili i pozostałe likantropy dołączyły do niego. Zakotłowało się tak mocno że przez chwilę nic nie było widać......a po chwili gdy kurz opadł lokaj wracał krokiem równie spokojnym jak przybył. Wilkołaki zaś fachowo spętane linami i powrozami wisiały na gałęziach do góry nogami niczym skrzyżowanie szyszek,baleronów i...no...wilkołaków.
- Zakładam że panie nie będą tymczasowo potrzebowały mojej pomocy? Proszę wybaczyć ale wygląda na to że Lord Woland ma gości i byłbym mu bardzo przydatny. W razie czego proszę wołać. - tu A-Tur ponownie głęboko się skłonił i zniknął.

* A-Tur używa owych rewolwerów

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 05-12-2009, 12:45   

- W imieniu... Kogo?
- Wielkiego Lorda Tethyru!
- rozległe się odpowiedź, równie szybka jak wyważenie drzwi.

Grupka uzbrojonych mężczyzn wbiegła do środka, otaczając zgromadzenie. Już po samych ich postawach widać było, że byli to służbiści - nawet trzymali się zalecanych przez podręczniki odległości między dwoma ludźmi w kordonie.

- Jeśli sobie przypominasz, to prawo tethyrskie nakazuje przed aresztowaniem przedstawić oskarżenia. W innym przypadku, jeśli dobrze wiesz, do aresztowania nie może dojść. - rzekł radośnie, czyniąc niedyskretną aluzję do naruszania umysłów funkcjonariuszy na służbie.
- Co?! Ach tak, władze Tethyru oskarżają cię o... - tu „przerwał”, a zdziwienie odmalowało się na jego twarzy. Próbował poruszać ustami, lecz nie wydobywały się z nich żadne dźwięki.
- Ach, tak jak zwykle... Cóż, mniemam, że moje aresztowanie będzie musiało zaczekać. - wręcz zaszczebiotał radośnie. Widać było, że wyprowadzanie w pole tego człowieka sprawiało mu radość. - Można wiedzieć, o cóż oskarżone są owe dwie niewiasty? Zresztą, wydaje mi się, że prawo bogów nie obejmuje... Tak więc, o cóż oskarżona jest reszta mych towarzyszy? - dalej się dopytywał, ale tym razem nie zamierzał wymazywać z istnienia wszystkich dzwięków z okolicy strażnika. 
- O członkowstwo w organizacji przestępczej o charakterze knujnym! - tym razem zakuty (w hełm) łeb zwokalizował swoje zarzuty całkiem wyraźnie.

Zapadła cisza, podczas której Wolfgang przechadzał się po sali, a reszta osób czekała. Wreszcie, po kilku komentarzach (- Ziąb jeszcze większy, a on wciąż w spódnicy. - Te zbroje naprawdę wymagają polerowania.) odwrócił się do reszty ekipy i rzekł:

- Bawcie się, ja wam nie pomogę. Z prawem wchodzić w konflikt nie chcę, podobnie chyba jak i Wielkie Bogini, których nakaz aresztowania podobnież widać nie obejmuje.. - rzekł z uśmiechem, upijając łyk Herbaty-Nie-Wiadomo-Skąd. - A, jak skończymy swoje sprawy tutaj - ruszamy szukać Miyakowego smoczydła. A w międzyczasie musimy pokonać to niebieskie... Istocidło?... Bo nikt chyba tutaj nie lubi, kiedy grożą mu czymś tak śmiesznym, jak dekadencja.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 05-12-2009, 13:33   

DeadJoker już dawno dała profilaktycznego nura pod stół, coby nikt z nie do końca przyjaźnie nastawionych typów nie zauważył jej i nie zrobił jej krzywdy. Teraz obserwowała całe zajście z żabiej perspektywy, co nieco utrudniał jej obrus. Tak, ona z pewnością kwalifikowała się do aresztowania. Jako osoba, na którą Prawa Murphy'ego działają ze zdwojoną siłą wolała więc nie kusić losu i zniknąć z pola widzenia. Nie miała pojęcia czym jest "lord Tethyru", ale nie mogło to być nic przyjemnego.
-Jest mi niezmiernie przykro, ale Wielki Lord będzie niezadowolony, jeśli kogoś nie aresztujemy. Nam to jest właściwie obojętne kogo, ale tak trzeba.
-Może pociągniemy losy? Ten który przegra, zostanie aresztowany przez miłych panów i wszyscy będą zadowoleni-zaproponowała Mai.-Tak będzie chyba sprawiedliwie.
-No nie wiem-jęknął szkielet.
-Panowie poczekają, aż dopijemy herbatkę, bo robimy się nerwowe, kiedy ktoś nam przerywa tak ważną czynność-uśmiechnęła się GoNik.
-Ledwie zaczęło się robić fajnie, a już przychodzą z nakazem aresztowania-rozległo się spod stołu.-Ja się nie dam. Nic na mnie nie znajdziecie. Wszystkie dokumenty zostały spalone i rozsypane w przestrzeni kosmicznej-DeadJ. dopiero teraz zauważyła, że się pogrąża.

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 2 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group