FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Pewnego razu w dziwnym wymiarze...
Wersja do druku
Loko Płeć:Mężczyzna
Aspect of Insanity


Dołączył: 28 Gru 2008
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 05-12-2009, 14:39   

- Co to było? - zapytał jeden ze smutnych panów o wyjątkowo nieinteligentnym wyrazie twarzy.

- Jestem brzuchomówcą - odparł szkielet

Z tłumu nieproszonych gości na przód wyłonił się jeden w bardziej pogiętym hełmie - dowódca. On też nie wyglądał na zbyt mądrego, skierował się prosto ku szkieletowi.

- Na żarty ci się zebrało, trupku?

Mr. Moreau najspokojniej w świecie podniósł do góry laskę i puknął w hełm rycerza. Brzdęk jaki temu towarzyszył sparaliżował połowę (tą zakutą w zbroję) towarzystwa, wszyscy z otwartymi gębami gapili się na scenkę jaka właśnie się rozegrała. Dowódca z wyrazem twarzy godnym najdzikszego barbarzyńcy zamachnął się na szkieleta ogromnym dwuręcznym mieczem, trafił w powietrze. Mr. Moreau pojawił się po przeciwnej stronie pomieszczenia, a żołdak (tym razem już ku zdziwieniu wszystkich) potknął się o zwój kirys, którego rzemienie puściły z niewiadomego powodu i walnął na twarz rozbryzgując ślinę na znaczny obszar. Asthariel jęknął, właśnie tamto miejsce czyścił najdłużej. Rycerz podniósł się ociężale, odwrócił się do swoich ludzi.

- Zmiana planów - rzekł z trudem opanowując się - łapać trupa.

- Ale, ale - zaprotestował Mr. Moreau - po co się panowie mają męczyć. Sam z chęcią pójdę.

To mówiąc szkielet ruszył przez komnatę, przebił się przez tłum osłupiałych rycerz i stanął, oczekując na nich na zewnątrz. Dowódca także nie wiedząc jak na to zareagować, pozbierał zbroję z podłogi i nieudolnie przymocował ją na tors. Po dłuższym namyśle zwrócił się do zebranych:

- Na razie zabieramy tego tam, brzuchomówcę. Ale niedługo wrócimy po resztę.

Ciężkie drzwi zamknęły się za plecami żołnierzy. Asthariel rzucił się ze szmatą i zaczął wycierać podłogę, DeadJoker wypełzła spod stołu i napiła się ożywczej herbatki. Morg dokończył spożywać ciasto, którego konsumpcję zmuszony był przerwać z powodu nieproszonych gości.

- Jak myślicie, będziemy mieli jeszcze przyjemność gościć tego pana? - zapytał pomiędzy jednym kęsem a drugim.

- Zobaczymy, jeśli nie wróci do jutra, chyba będziemy musieli obejść się bez niego - odparł Woland.

- On naprawdę jest brzuchomówcą? - spytała DJ która zdążyła już ochłonąć.

Gdy ucichnął już odgłos klepnięć otwartą w dłonią w czoło, wszystko zaczęło powoli wracać do normy, powrócił temat wybierania firanek. Atmosfera trochę się ożywiła, rozmowy powróciły do stołów. Minęło jakieś pół godziny, gdy Mr. Moreau pojawił się nie wiadomo skąd w sali. Minęło następne pół godziny zanim go zauważono.

- O, już wróciłeś? - spytała radośnie Gonik - a gdzie się podziali ci smutni panowie?

- Natrafiliśmy w lesie na bandę wilkołaków. W proporcjach jakieś 10:1 dla wilczków.

- Jak ty stamtąd uciekłeś? - spytał Woland

- Cóż - szkielet wykonał lekki ukłon - każdy tutaj jest wyjątkowy, nieprawdaż?

_________________
That is all in your head.

I am and I are all we.
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Ponury Płeć:Mężczyzna
Grim Greetings


Dołączył: 27 Lip 2006
Skąd: ....diabli wiedzą
Status: offline
PostWysłany: 05-12-2009, 23:46   

Ponury nie zdawał sobie sprawy ani z pojawienia się paskudnego czarnego charakteru, ani też a paczki konserw wtaczających się do zamczyska. Zeskakiwał swobodnie po schodach, które pojawiły się na zewnętrznej ścianie budowli i zaszył się gdzieś w ciemności, dając jej przy okazji kilka porządnych kuksańców by takowe zaszycie było możliwe.

Serika i Miya właśnie dochodziły do siebie po nagłym pojawieniu się A Tura. Cóż, bądź co bądź ale facet pracował ostatnimi czasy dla władców piekieł, potrafił zjeżyć włos na głowie. Widać do również między innymi w tym jak obchodzi się ze słodkimi futrzakami. Sposób w jaki potraktował te biedne wilczki, wprost okropny. Dobrze że przynajmniej nie zrobił im większej krzywdy. Nic to. Sparkle ogarnęły oczy boginki już na samą myśl o puchatych kulkach które czekają na odrobinę miłości i ciepła. Już miała postawić pierwszy krok w stronę zwisających z drzew likantropów, gdy w krzakach z tyłu, od strony zamczyska jakiś kształt poruszył się w krzakach. Zaszły od tyłu? Wspaniale, to znaczy że A Tur nie spętał wszystkich, coś zostało jeszcze dla nich. Uzbrojona w pęczek kiełbasy i marchewkę Serika, a w ślad za nią i Miya, powoli zbliżały się do miejsca hałasu. Atrybuty niesienia pokoju powędrowały w przód na maksymalnie wyciągniętych rękach. „Kici kici, taś taś”. To był ułamek sekundy. Mroczny kształt niczym z procy, wyskoczył w stronę niewiast. W drugim ułamku, krótszym nawet niż poprzedni, kształt został już pochwycony w żelaznym uścisku, całkowicie uniemożliwiającym jakikolwiek ruch, dumnie ściskający w zębach złapaną marchewkę. Lekka poświata mdłego księżyca odbiła się w okularach. Zdezorientowany Grim począł chrupać marchewkę. Nie mniej zdezorientowana Serika szybko puściła dziwnego natręta, który z łoskotem uderzył w glebę. Cylinder potoczył się po ziemi.
- Co ty tutaj robisz…. E, jak ci na imię?
Połykając spory kęs marchwi
–Garret Grim, pani, mówią mi jeszcze Ponury, jeśli wygodniej będzie używać.
- Aha, no więc Garrecie, na wszystkie świętości, czy mógłbyś nas oświecić co ty tu robisz?
- No przecież nie mogłem tak od puścić dwóch dziewczyn samych do mrocznego lasu, czyż mógłbym?
Obydwu kobietą zrobiło się trochę przykro biednego głupca. Ale cóż, liczą się przecież dobre chęci, przecież nie mógł wiedzieć że bez żadnego trudu poradzą sobie same.
- Och, już mniejsza z tym. Nie może cię tu być. Przyszedłeś pewnie tylko z zamiarem zrobienia radosnej, krwawej rzeźni, a jak nie pozwolę na krzyw…
- Ja rzeźni? Wilczków? – przerwał jej w pół słowa Ponury – oczywiście że nie. Gdyby chodziło o te blade, przerośnięte komary, to inna sprawa. Ale wilczki to ja darzę jak największa sympatią. Nie mam zamiaru ich krzywdzić, raczej pomóc.
Serika już miała wtrącić parę zdań, lecz gdy usłyszała tą część o pomocy zaciekawiło ją to na tyle, że pozwoliła mężczyźnie dokończyć.
- Proszę, a więc na czym mała by wyglądać ta pomoc? – Zapytała Miya
- Jesteśmy na planie odzwierciedlającym zbiorową nieświadomość, jeśli dobrze usłyszałem podczas rozmowy, więc takie istoty jak likantropy raczej nie mają tu prawa bytu, gdyż będą miały ujemy wpływ na ludzi świecie materialnym. Więc nasuwa się iż potrzebujemy rzeczone wilczki gdzieś ewakuować, lub, jeśli to jakkolwiek możliwe, uleczyć. Czytałem gdzieś że eliminując przyczynę choroby likantropii można usunąć jej skutki. Nie wiem na ile to prawda, ale zawsze warto spróbować.
Chwila przemyśleń.
- No dobrze, możesz zostać, ale teraz nie przeszkadzaj – Serika z błyskiem błyskiem oku odwróciła się do wilkołaków. W tym momencie ujrzał je i Ponury, co wywołało u niego nie lada konsternację.

_________________
Live fast, die young,
make a pretty corpses
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
6705894
Asthariel Płeć:Mężczyzna
Lis


Dołączył: 10 Kwi 2008
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-12-2009, 12:30   

Asthariel westchnął głośno, spojrzał z wyrzutem w sufit, i rzucił szmatą w podłogę, niestety bez dramatycznego dźwięku. Nie ma sensu sprzątać, bo i tak ktoś zaraz napaskudzi. Kto go w to w ogóle wrobił?
Nie wspominając już o gwardzistach-ćwierć inteligentach i tym tajemniczym Distancie... Kto to w ogóle jest? Wszyscy wydają się to wiedzieć, tylko on jest jakiś niedoinformowany...
Korzystając z tego, że towarzystwo wróciło do przekomarzania się przy herbatce przysunął się do Wolanda, który najwyraźniej nie miał obecnie nic do roboty, i wpatrywał się w milczeniu w zniszczone bez litości zamkowe wrota.
-Przepraszam, panie Wolandzie? - zapytał cicho. - Kim w ogóle jest ten niebieskoskóry?
Woland obrzucił go przelotnym spojrzeniem. - Zastanawiałem się, kiedy ktoś mnie o to spyta. Jakby ci to... To prawdopodobnie jeden z najpotężniejszych czarowników multiwersum. Geniusz zła.
Asthariel z trudem zachował kamienną twarz. Geniusz zła. Bał sę odpowiedzi na następne pytanie, ale nie mógł się powstrzymać:
-A jak bardzo jest potężny?
Wielki Kapłan skrzywił się lekko.
-Naginanie grawitacji, zmiana w czarnego smoka, kontrola czasu, tworzenie czarnych dziur, praktyczna nieśmiertelność...
-Dobrze, dobrze, niech pan przestanie, już rozumiem o co chodzi! -Nawet nie zauważył, kiedy podniósł głos.
Zapadła krępująca cisza.
-No to może zrobię coś z tą bramą? Zimno się robi...
Asthariel podszedł do zniszczonych wrót, i postawił prostą barierę magiczną. Dowolny mag nógłby ją zniszczyć, ale przyjamniej się nie przeziębi z racji zatrzymywania wiatru.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Distant Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 23 Cze 2003
Skąd: Somewhere in the world
Status: offline
PostWysłany: 07-12-2009, 00:26   

Friedrick i jego dzielna drużyna Czarnej Straży wychodzili z zapuszczonej posiadłości. Już od dawna sąsiedzi donosili, że dzieją się tam podejrzane rzeczy. Tajemnicze światła, wycie wilków. Jakieś krzyki dziewic i diabelskie chichoty. Wilki?! W środku miasta?! Friedrick nie wierzył w takie zabobony. Zapewne w tej opuszczonej i zabitej dechami posiadłości, szlachecka młodzież urządzała sobie orgie i libacje, albo, co gorsza zalęgli się jacyś spiskowcy i heretycy. I tak jak przypuszczał... Będzie się miał, czym pochwalić w garnizonie. Grupka młodzieży szlacheckiej, jakiś zboczeniec w długich szatach śliniący się na widok nastoletnich dziewcząt, i... Brzuchomówca.

Varm czekał przy koniach.

- Varm jedź do garnizonu, by przyjechali wozem. Mamy tu większą grupkę do aresztowania -

- Ta jest, panie kapitanie! - Varm zasalutował, wskoczył na konia i ruszył galopem w górę ulicy, prosto do Twierdzy.

- A teraz dajcie tu tego brzuchomówcę. - Friedrick obejrzał się za siebie i stanął jak wryty. Jego dwóch ludzi trzymało za bary "ubrany" w jakieś łachmany strach na wróble. - Co to k... ma być? Gdzie jest brzuchomówca? -

-, Ale... Ale my go tu przyprowadziliśmy... - Odezwał się jeden ze zdezorientowanych strażników.

- Czy wszystko muszę robić sam? Arrr... - Sfrustrowany kapitan skrył swoją twarz w dłoniach. Sytuacja była przezabawna. Co powiedzą jego szefowie? Od paru tygodni poszukiwał spiskowców i buntowników. Nie ukrywajmy Wielki Lord był typowym tyranem w swoich włościach. Wszelki sprzeciw nie był wskazany. O ile nie sprawiało to wielkiego problemu w latach urodzaju, tak w latach głodu ucisk dotarł do wyższych warstw społecznych i wielu pomniejszych szlachciców szemrało to i siamto po kątach. Dowództwo Czarnej Straży oczekiwało od niego rezultatów. Strzelał, że nacisk szedł z jeszcze wyżej... I że w razie niepowodzenia to jego głowa się potoczy. Aresztowanie grupki szlacheckiej młodzieży na pijackiej libacji w ruinach mogło zadowolić jego szefów na jakiś czas, ale nie spodziewał się, że młodzież będzie na tyle głupia, aby bawić się w magię. Magia, której to Wielki Lord zakazał używania bez koncesji parę lat temu. Uśmiechnął się, teraz przynajmniej miał nawet jakieś podstawy do aresztowania, ale nie był na tyle głupi by wracać do wieży bez zabezpieczenia.

- Ty! Jedź do garnizonu i zawiadom, że potrzebujemy Oddział Specjalny Antymagów. To jest poważne naruszenie prawa! Reszta za mną! - Jeden ze strażników zasalutował i ruszył do koni. Reszta ruszyła za Friedrickiem. Morale było wysokie, nic nie mogło się nie udać tym razem....

_________________
Never surrender, never give up...

http://forum.multiworld.pl - Nothing is impossible here
http://komiks.multiworld.pl - Komiks Multiworld ;3
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 07 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 07-12-2009, 00:37   

Tymczasem tajemnicza postać w niebiesko-żółtej masce ubrana w czarną zbroję z dziwnymi, przypominającymi przypinki ozdobami siedziała wraz z oddziałem antymagów w garnizonie. Wiele się zmieniło przez ten rok. Śmierć elfiego ciała, utrata pewnych króliczków, wyrwany strzęp ducha, strącenie w Otchłań i pomoc Cyborga, Górskiego Smoka i Rekinołaczki. Z biegiem czasu moc rosła, aż stała się na tyle potężna, że stworzył nowe, epickie ciało.

Brak kawałka duszy, który uleciał w specjalnie stworzone Zaświaty spowodował zaś, że spora część dawnych cech charakteru zanikła. Narodził się Szaman. Szaman Fetyszy. Epicki drań, miłośnik trunków i dobrej rozrywki. Tym razem dobrą rozrywkę zapewniał ktoś, kogo się nie spodziewał niczym Hiszpańskiej Inkwizycji.

- Historia lubi się powtarzać - powiedział sam do siebie, po czym nacisnął jedną z przypinek. Otoczony został niebieską osłoną. - Fajna ta nowa moc. Najpierw Gracz, potem Żniwiarz, teraz Anioł, choć trochę podupadły, człowiek z fantazją może wiele...
Nie zakończył jednak nostalgicznych retrospekcji ponieważ wpadł posłaniec z prośbą o posiłki.

- Imprezka się kroi co? - Spod maski Szamana nie widać było emocji, radował się jednak jak małe dziecko. - No dobrze, zobaczymy kto to robi zadymę na dzielni. Pobawimy się w ZOMO. Jazda jazda biała gwiazda. - Poderwał oddział do boju.

Na koniec spojrzał w górę. - Jak za starych, dobrych czasów, co? Z tym, że już nie ma tego emo w zielonym dresiku. - Szaman odsłonił część pancerza spoglądając na swoje lewe ramię, w które był wtopiony kryształ w kształcie marchewki. - Prawda, Bamboshu?

Antymagowie z Szamanem na czeli szli jak burza. - Czas na Epic Win, wbijemy się na krzywy ryj, spalimy inwentarz, zgwałcimy dobyt... zaraz, nie tak, takich fetyszy to nawet ja nie kminię - Szaman miał uroczy zwyczaj wtrącać potoczyzmy, ziomalizmy, anglizmy, germanizmy i inne izmy, chociaż najlepiej znał się na yzmach, głównie fetyszyzmach.

- Dobra, opór żaden, widać lokal, bramkarza niet, no to wbija Wunderwaffe - wpadł z wiecznym uśmiechem na masce wraz z dzielną i żądną krwi oraz Czort wie czego jeszcze. Zastane osoby jednak mocno go zaskoczyły. - Ok, Disu obiecywał powtórkę z dawnych czasów, ale takiej imprezki z taką obsadą to żem się nie spodziewał. Będzie epicka imprezka - pomyślał. Joł ziomki! Poznajecie mnie? Kope lat! Czuję że ubawimy się po pachy - wypalił z nieukrywaną radością.

Rozejrzał się wokół - fajna knajpka, podobno mocno tu działa wybujała wyobraźnia, czas więc trochę się nią pobawić - przypinki rozbłysły światłem, po czym okolicę nawiedził Armageddon. Czarne pioruny i płomienie to tylko wierzchołek góry lodowej. - No chyba że dacie się aresztować z paragrafu zadawania się z Szamanami Fetyszy - rzekł pewnie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 07-12-2009, 13:02   

-Czy możemy zacząć knuuć?-DeadJ. chodziła po sali zamczyska marudząc jak znudzony pięciolatek.-W końcu jesteśmy Lożą, to zobowiązuuje-przeciągała literę "u" w sposób irytujący.
-Nudzi ci się? Przed chwilą była tu Hiszpańska Inkwizycja, jacyś mroczni rycerze, Pan Niebieski, który robi bardzo mroczne wrażenie, a tobie się nudzi?!-zdenerwował się Asthariel.
-Przynajmniej jest ciepło-zauważyła lakonicznie Mai, dopijając herbatę. Zechciała nalać sobie z dzbanuszka kolejną porcję, ale dzbanek był pusty.-A niech mnie! Skończyło się.
-Herbata? Wam, WiPom skończyła się herbata?-DeadJ. była do tej pory przekonana o herbacianej wszechmocy WiPu.
-To widomy znak zbliżającego się końca świata-powiedział dekadencko Woland.
-Nie chcę umierać!-jęknęła DJoker bardziej dla zasady niż z jakiejkolwiek innej przyczyny.-Co robimy?-wróciła do swego dawnego, marudzącego tonu.-Możemy stąd wyjść i przedzierać się przez dzikie ostępy w poszukiwaniu herbaty. Możemy zaufać mistrzowi czarnej magii, niech zmaterializuje herbatę. Ale nie siedźmy tu jak kołki!

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 07-12-2009, 13:34   

Z całym szacunkiem ale skąd wniosek że skończyła się herbata? - stwierdził pojawiający się jak zwykle niepodziewanie A-Tur pchał przed sobą trzy-pułkowy wózek wózek kelnerski. Na samej górze stało parę imbryków z których sączył się charakterystyczny zapach.
- Udało mi się zdobyć parę gatunków: czarną Flowery Orange Pekoe , czarną Souchong , zieloną sencha, białą , ulung , pu-erh a także żółtą - mówił lokaj pokazując na poszczególne imbryki.
- Proszę sobie wybrać a państwa obsłużę. Jeżeli zgromadzeni pozwolą pójdę teraz po ciastka i ciasta. - blondyn ponownie zniknął za korytarzem ale zaraz wrócił wioząc na kolejnym wózku parę rodzajów wypieków.
- Lordzie Wolandzie gdy wracałem z ciastami zauważyłem przez okno zbliżających się w stronę posiadłości dżentelmenów. Jeżeli pan pozwoli....sugerowałbym stawienie oporu albo ewakuację. Oh.... - dopiero teraz lokaj dostrzegł Szamana.
- To możne się przygotuję - stwierdził lokaj wymykając się chyłkiem.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 07-12-2009, 22:07   

Pierwsza grupa wilkołaków to byli tylko zwiadowcy. Za nimi przybyły o wiele większe bestie, o długim, skosmaconym futrze, prowadzone przez olbrzymiego czarnego basiora o jednym oku zielonym, drugim szczerozłotym. Szybko i sprawnie uwolniły swych pechowych towarzyszy, po czym zaczęły zbliżać się do dziewczyn, które w dalszym ciągu wyglądały na zupełnie nie speszone. Przywódca nie czekał dłużej i skoczył w ich stronę, rozwierając paszczę.

Dokładnie w tym samym momencie w powietrzu zmaterializował się wielki czerwony kształt, który z impetem runął prosto na wilkołaka, ściągając go w locie i wbijając głęboko w miękki grunt. Zdębiałym bestiom i zaskoczonym Miyi i Serice ukazał pomarańczowoczerwony mech zdobiony motywem salamandry.

- "Vermillion"?!
- Ysen!

Z wnętrza pancerza odpowiedziało im pytanie zaakcentowane słowem zdecydowanie nienadającym się do druku.

* * *

Nieco wcześniej, w zupełnie innym świecie

Czerwono-miedziany mech skręcił z drogi i zjechał na podjazd, kierując się tablicą reklamową "MYJNIA MECHÓW I SMOKÓW - TANIO". Ysengrinn grzecznie stanął na wielkim pasie transmisyjnym za trzema innymi mechami, białym z niebieskoczerwonymi ozdobami, zielonym i szarym. Dopóki los nie obdarzył go "Vermillionem" nie miał pojęcia, że tak wielu używa humanoidalnych robotów. W zasadzie niepokoiło go to - dalej uważał to za durny pomysł i nie chciał wierzyć, że tylu ludzi wydaje majątek tylko dla szpanu. Mimo wszystko zapłacił dwóm płowowłosym catgirlom prowadzącym myjnię i skierował się do baru.

- Piękny pancerz, choć nie kojarzę tego modelu - pogratulował barman, wycierając szklankę, gdy Ysengrinn zamawiał colę. - Jedzie pan na zlot?
- Wracam ze zlotu.
- O? Chyba miał trwać jeszcze do jutra. Coś się nie udało?
- Nie. Powiedzmy, że to nie moje towarzystwo - burknął. "A raczej nie moja grupa wiekowa", dodał w myślach. "Jestem sam sobie winien. Mogłem się domyśleć, że coś jest nie tak, kiedy przy druku rezerwacji zobaczyłem blankiet pozwolenia rodzica, pełnoletniego opiekuna prawnego lub dowódcy jednostki wojskowej".

Z tego co zauważył tuż po przybyciu był jednym z nielicznych posiadaczy mechów na zlocie nawet nie tyle pełnoletnich, co mających więcej niż 16 lat. Zalała go krew. Nie zwlekając zatrzasnął z powrotem klapę mecha, odpalił silnik i z piskiem opon zawrócił i ruszył w drogę powrotną. Zmarnował dwa dni na tę głupotę i, co gorsza, dalej nie miał pojęcia co ze sobą zrobić. Miał ochotę się upić z rozpaczy.

Wszystko zaczęło się jakiś tydzień temu, kilka dni po jego powrocie z... Z wszechświata tej cholernej Gildii, najwyraźniej. Choć pozbył się spod swej skóry demona i jakimś cudem ponownie stał się pomazańcem Swaroga (wolał się nawet nie zastanawiać czemu to w ogóle było możliwe), to w dalszym ciągu daleki był od stabilności psychicznej. Jego zakonni braci rychło zauważyli, że wszystko leci mu z rąk, najprostsze rytuały nagle okazują się problemem, że wiele czasu spędza na medytacji i modlitwie. Raz nawet poparzył się płomieniem własnego miecza, co nie zdarzyło się od... Odkąd nauczył się być jego dzierżycielem i zapanował nad jego mocą. Wszystko wskazywało na to, że będzie musiał dokonać tego po raz drugi. Chciał się do tego zabrać jak najszybciej... I wtedy mistrz Bronimir, aktualny zwierzchnik jego przeorii, skonfiskował Miecz Swaroga i wepchnął mu skierowanie na długi urlop regeneracyjny.

* * *

Jeszcze wcześniej, fort komandorii Styru

- A-ale...
- Żadnych "ale" - uciął wąsaty blondyn, wciskając mu w ręce walizkę z ubraniami i rzeczami osobistymi.
- Ale mistrzu, ja...
- Miałeś ciężki okres, wszyscy to rozumiemy. Każdy byłby przemęczony. Dlatego dostajesz...
- Ale ja nie potrzebuję wakacji! - jęknął przerażonym tonem rycerz.
- Potrzebujesz. Obecnie nie jesteśmy uwikłani w żadne większe działania zbrojne, więc nie ma sensu się spieszyć. A mam wrażenie, że gdybyś teraz próbował okiełznać miecz nie skończyłoby się na poparzeniach.
- Ale co ja mam w takim razie robić?!
- Odzyskać spokój umysłu. Ukoić skołatane nerwy. Znaleźć dobrego psychologa, jeżeli to konieczne. W każdym razie dopóki nie przestaniesz być tak rozstrzęsiony nie życzę sobie być dotykał tego miecza.
- Mistrzu, przecież... Przecież nie byłem na urlopie od... W zasadzie nigdy nie byłem. Nie wiem nawet co się robi na wakacjach!
- Hmmm - mistrz Bronimir był równie beznadziejnym pracoholikiem, nie miał się jednak zamiaru przyznawać z tym przed podwładnym. - Zawsze możesz wpaść do znajomych w swoich starych komandoriach. To powinno zająć trochę czasu.
- W komandoriach i na cmentarzach...
- No, sam widzisz, ile miejsc do odwiedzenia!
- Ale...
- To rozkaz, rycerzu! Następne "ale" znajdzie się w twoich papierach, razem z wnioskiem o skierowanie do Kompanii Strażniczej Doliny Kolubary!

Nie było żartów - Kompania Strażnicza od zawsze robiła za miejsce zsyłki i oddział karny. Głównie dlatego, że pilnowała terenu o którego istnieniu nikt nie wiedział i, co za tym idzie, strażnicy nigdy nie mieli absolutnie nic do roboty.

* * *

Czarnowłosy rycerz westchnął, upijając łyk coli. Nigdy nie miał zbyt wielu bliskich znajomych, nie wszystkim też chciał zawracać głowę, toteż skupił się głównie na zwiedzaniu zakonnych cmentarzy wojskowych i zbiorowych mogił. Nie zajęło mu to wiele czasu, po trzech dniach znowu zaczęło mu się niemiłosiernie nudzić. Wtedy Kazan, kolega jeszcze z nowicjatu, podrzucił mu ogłoszenie o VI Zlocie Posiadaczy Mechów, Pancerzy Bojowych i Mobilnych Kombinezonów". Od początku był raczej sceptyczny, zwłaszcza, że w sumie nie widział w mechach nic szczególnie zajmującego. Ponieważ jednak nie miał samochodu wypożyczono mu na czas urlopu z magazynu "Vermilliona", za którego sterami i tak nikt poza nim nie odważył się zasiąść. Impreza okazała być się jednak jakąś dziwną zieloną szkołą dla dzieci specjalnej troski. Nie miał zupełnie pojęcia co z sobą zrobić i czuł się niczym szczeniak, wyrzucony przez okno do lasu.

- W sumie równie dobrze mogę poszukać znajomych spoza zakonu - mruknął sam do siebie, prosząc o dolewkę coli. Przebiegł szybko myślami katalog niezakonnych znajomości - AntyWiP rozlazł się po świecie, nie bardzo nawet wiedział gdzie kogo szukać. Daerian... Wolał na razie nie sprawdzać, czy Daerian wykaraskał się ze swojego rozdwojenia jaźni. Od astralnego poringa wolał trzymać się jak najdalej, możliwie poza zasięgiem kichania. Pozostawał WiP. Spodobał mu się ten pomysł, nawet jeżeli WiPówkom po powrocie tak jak jemu brakowało paru klepek, to na pewno miały herbatę - dobrą herbatę, nie z zakonnego przydziału. No i można je będzie doprowadzać do pasji prośbami o cukier...

Podjął decyzję. Dopił napój, zapłacił barmanowi i ruszył do mecha, którego catgirle właśnie kończyły woskować. "Vermillion" lśnił w słońcu niczym... najbardziej stereotypowa wojskowa analogia. Otworzywszy właz wsiadł do kokpitu, po czym niemal natychmiast włączył "Attero Dominatus" Sabatonu na pełny regulator. Od razu poczuł się lepiej. uruchomił silnik i wyjechał z warkotem na drogę, błyskawicznie przyspieszając do maksymalnej prędkości.

* * *

Chwila obecna

- Ysen, skąd ty się tu wziąłeś?
- Nie wiem - odparł szczerze przez mikrofon, siłując się z pasami bezpieczeństwa. - Nie wiem nawet co to jest "tu". Wiem tylko, że jechałem do Blue Haven i...
- Aaa, to wszystko wyjaśnia!
- ... Serio?
- Serio serio. Ale to będzie musiało zaczekać, na razie bądź tak miły i zejdź z pana wilczka.
- ... Słucham?
- Spadłeś prosto na wilkołaka, którego chciałyśmy częstować kiełbasą!

Rycerz zlustrował spód stóp mecha i faktycznie pod jedną z nich ujrzał coś wielkiego i czarnego, choć nie był pewien kształtu. Ostrożnie odkleił go, pocierając stopą o najbliższe drzewo. Stwór spadł na ziemię ze stłumionym stęknięciem.

- ... Delikatny jak zwykle.
- Przeżyje, wilkołaki twarde są. Teraz prosiłbym o szybkie streszczenie ostatnich wydarzeń, żebym wiedział czego się spodziewać. Wy! - pozostałe wilkołaki, które próbowały się właśnie cichcem wycofać, skuliły się od jego ryku. - Chcę mieć was na oku dopóki nie usłyszę całej historii, zrozumiano? SIAD!

Bestie jak jeden mąż usiadły po psiemu, kładąc uszy po sobie i patrząc na mecha przerażonymi oczyma. Miya i Serika widok rozczulił do tego stopnia, że ofukały rycerza za jego przerażająco niepedagogiczne metody.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 08-12-2009, 20:10   

-Jest herbata-...DeadJ. była w coraz gorszym nastroju. Po pierwsze: wszystkie problemy, które można by rozwiązać i mieć z tego radochę, rozwiązuje ten cały lokaj. Po drugie: ona tu chyba jest niepotrzebna...Nikogo tu nie zna, nie umie czarować no i ma tylko siedemnaście lat. Zakładała, że wszyscy obecni są starymi znajomymi, potężnymi, nieśmiertelnymi czarodziejami i żyją co najmniej kilkaset lat. Pozostają trzy możliwości: usiąść na ziemi i zacząć płakać, ale tego ludzie z klasą nie robią; wyjść i pójść gdzie oczy poniosą, ale to by nic nie dało, bo byłaby jeszcze bardziej sama. Pozostawała trzecia możliwość: pociąć się łyżeczką do herbaty. Wzięła łyżeczkę i zaczęła pocierać jej końcem o przedramię.
-Co ty robisz-zdziwiła się GoNik, ale DJoker dalej w milczeniu z namaszczeniem tarła łyżką o rękę. GoNik razem z Mai powtórzyła pytanie.
-Faza trzecia-odparła dziewczyna.
-Co?
-Faza trzecia stresu u DeadJoker. Faza pierwsza to znudzenie, druga to marudzenie i szukanie dziury w całym. Trzecia faza to autodestrukcja.
-Chcesz zrobić sobie krzywdę łyżeczką?-zdziwił się Woland.
-O ile nie przejdę do fazy czwartej - berserk. Wtedy zobaczycie, co znaczy apokalipsa-DeadJ. trochę fantazjowała, a trochę się przekomarzała. Doszła jednak do pewnego wniosku: jeśli ten lokaj może spełni-Jest herbata-...DeadJ. była w coraz gorszym nastroju. Po pierwsze: wszystkie problemy, które można by rozwiązać i mieć z tego radochę, rozwiązuje ten cały lokaj. Po drugie: ona tu chyba jest niepotrzebna...Nikogo tu nie zna, nie umie czarować no i ma tylko siedemnaście lat. Zakładała, że wszyscy obecni są starymi znajomymi, potężnymi, nieśmiertelnymi czarodziejami i żyją co najmniej kilkaset lat. Pozostają trzy możliwości: usiąść na ziemi i zacząć płakać, ale tego ludzie z klasą nie robią; wyjść i pójść gdzie oczy poniosą, ale to by nic nie dało, bo byłaby jeszcze bardziej sama. Pozostawała trzecia możliwość: pociąć się łyżeczką do herbaty. Wzięła łyżeczkę i zaczęła pocierać jej końcem o przedramię.
-Co ty robisz-zdziwiła się GoNik, ale DJoker dalej w milczeniu z namaszczeniem tarła łyżką o rękę. GoNik razem z Mai powtórzyła pytanie.
-Faza trzecia każdą prośbę to daje to duże możliwości. Jeśli zaś nie...będzie miała satysfakcję.-Panie lokaj, mam jeszcze jedną prośbę.
-Słucham waćpannę.
-Chcę Gundama!...i jeszcze Wyborczą.

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Szaman Fetyszy Płeć:Mężczyzna
Epic One


Dołączył: 07 Maj 2003
Skąd: Z emigracji wewnątrzkrajowej
Status: offline
PostWysłany: 08-12-2009, 23:56   

Szaman po początkowej demonstracji swoich możliwości i lekkiej demolce zaliczył lekkiego WTFa. Po ujrzeniu Mai i Gonik doszedł do wniosku że i bardziej starożytna kompania tu będzie, jednak po krótkich oględzinach doszedł do wniosku że jednak nie.
- Jak rany, długo mnie nie było w Multiwersum. Same nowe twarze, nikt mnie nie poznaje poza Distantem. Co za życie. - rzekł głośno do siebie. Szczegół że ciężko kogokolwiek rozpoznać jak nosi maskę z wyszczerzem, ale co to dla niego. - Liczyłem na większy fun, ale cóż, może jak całe towarzystwo połapię dla niebieskiego ascendenta reszta ziomków wbije na dzielnię - skierował wzrok w stronę pijących herbatkę.
- Disu coś wspominał o dekadencji, co nie? Ja jestem jej kontynuacją. I jako że nie chcecie pójść ze mną i wesołą brygadą antymagów po dobroci będę musiał użyć innych argumentów. - Jedna z przypinek rozbłysła i w mgnieniu oka teleportował się za Mayę.
- Sorry ex-szwagierka, takie życie - lewa ręka Szamana iskrzyła się od złocistych wyładowań energii i po chwili łuczniczka znalazła się w energo-klatce. Po chwili to samo uczynił z Gonik.
- No dobrze, a co by zafundować młodym Multiświatowcom... hmm, już wiem, na początek to - jedna z przypinek rozbłysła i przez całe pomieszczenie przetoczyła się fala ogłuszająca.
- Powinno podziałać przynajmniej na część z nich - Szaman spojrzał na herbatki, po czym wziął wolną filiżankę, zaparzył i zaczął siorbać. - Achhh, jak w Blue Haven - westchnął nostalgicznie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2277120
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 09-12-2009, 01:46   

- ...a ponieważ z Przeznaczeniem nie warto dyskutować, zdecydowałyśmy, że wchodzimy w tę kabałę - zakończyła opowieść Serika.
- Tajna. Loża. Knujów. - powtórzył Ysengrinn, starannie akcentując każde słowo.
- Właśnie tak!
- A poza tym Arcanum brzmi lepiej!
Rycerz przez chwilę zachowywał milczenie, po czym złapał się ręką za czoło w wiele mówiącym geście klasycznego "facepalma".
- Do reszty Was porąbało?! Macie zamiar ratować światy z WASZĄ znajomością realiów? Zdawało mi się, że ostatnie wydarzenia *czegoś* Was nauczyły...
- Tak, że należy trzymać się z dala od Punyana, kiedy ma katar. A poza tym przecież nic się nikomu nie stanie, postaramy się nie namieszać! No i inni na pewno lepiej wiedzą, jak to się robi - w głosie Seriki brzmiała delikatna nutka niepewności.
- A ci inni to niby kto?
- No... Przede wszystkim Woland, taki mag-psionik w długiej szacie, i taki miły szkielet, i lokaj, i taki pan w cylindrze, i GoNik i Maya, i taka dziewczynka w kapeluszu, i taki chłopak....
- Znaczy, banda dzieciaków i wariatów? - upewnił się ponurym głosem rycerz.
- No... Właściwie, w pewnym sensie...
- Zostawić was na chwilę same! Doprawdy, nie mam pojęcia, jak światy przetrwały wasze istnienie, zanim was spotkałem. I zanim zapytacie - zostaję tu na razie, ktoś ROZSĄDNY musi wam patrzeć na ręce.
- Ale... Na pewno masz czas? Twój zakon pewnie się strasznie ucieszył, że wróciłeś, nie masz całego mnóstwa roboty i w ogóle? - zatroszczyła się Miya.
Ku ciężkiemu zdziwieniu obu dziewcząt, Ysengrinn zrobił minę, jakby za chwilę miał zamordować wzrokiem, pożreć je na śniadanie, po czym zagryźć stadkiem wilkołaków.
- Mam. Urlop. - wycedził.
"To chyba dobrze?", chciała zapytać, Serika, ale ugryzła się w język. Wprawdzie niejasno wydawało jej się, że z reguły ludzie cieszą się, kiedy dostają urlop, ale w sumie mogła coś pokręcić. Poza tym nawet ona wolałaby nie oglądać potężnego rycerza w trybie berserk, zwłaszcza, odkąd łaził w tym metalowym cudeńku techniki rodem z jednostki wojskowej dla nieletnich.
- W takim razie możesz zostać naszym Specjalistą do spraw wilkołaków! - ucieszyła się tymczasem Miya. - Tylko tak okropnie na nie nie krzycz...

Warto wspomnieć, że przywódca stada wilkołaków zdołał się w międzyczasie mniej-więcej pozbierać z ziemi (czy raczej: warstwy pełzającej Ciemności) i z głuchym warkotem począł zbliżać się do trójki rozmówców. Pozostałe wilczki również ochłonęły po pierwszym szoku wywołanym nietypowym traktowaniem i część z nich właśnie dochodziła do wniosku, że psie instynkty są dobre dla pekińczyków, a one powinny podjąć jakieś bardziej zdecydowane działania w kierunku zapanowania nad sytuacją. Na przykład rzucić się na przybyszów i pokazać im gdzie ich miejsce! Albo...
Kawałek kiełbasy poszybował w stronę stada bestii i został złapany w locie przez jedną z nich, jednak zanim zdążyła go pochłonąć, inny wilkołak rzucił się w kierunku łakomego kąska, by odebrać go koledze. O mało nie skręcił karku, gdy zawracał w locie, bo kolejny kawałek podwawelskiej przemknął tuż koło jego nosa. I następny. I... Właściwie to był cały szereg kawałków kiełbasy, równiutko szybujących w ich kierunku, rządek za rządkiem.
- Ysen, nie mógłbyś kroić trochę szybciej?! - krzyknęła Serika w stronę mecha, który wytrzaśniętym mskądś pokaźnym tasakiem z szybkością błyskawicy siekał pęta kiełbasy. Dziewczyny mocą posyłały je w kierunku wilkołaków równym rządkiem. Te przestały się w końcu przepychać i teraz siedziały w równym szeregu, machając końcówkami ogonów i czekając na kolejne porcje.
- Biedactwa, musiały być strasznie głodne....
- Serik, Serik, ale zauważyłaś, że temu dużemu chyba nie smakuje? - Miya wykazała się spostrzegawczością. Trudno było w sumie przegapić ogromnego, czarnego basiora, który z czerwonym błyskiem w oczach i z pianą na pysku rozpędzał się właśnie w kierunku dziewczyn, zręcznymi susami wymijając fruwającą wędlinę.
- SIAD! - wydarł się Ysen z mecha, ale wilkołak nie dał się nabrać na drugi raz na ten sam numer. Już był prawie na miejscu, już zamierzał się zębami na ofiary, gdy drogę zastąpiła mu kupa pomarańczowoczerwonego żelastwa. I warknęła. Barrrrdzo znacząco i barrrrrdzo grrrrroźnie.

- Ysen, jak ty to zrobiłeś? - pisnęła Miya, odprowadzając wiejącego aż się kurzyło przywódcę wilkołaków wzrokiem.
- Lata praktyki - wyjaśnił lakonicznie. - I chyba skończyła się wam kiełbasa.

Okazało się, że ciasteczka działają równie skutecznie, ale ich zapasy wkrótce również stopniały. Następna w kolejności była marchew, ta jednak wyjątkowo nie przypadła mieszkańcom lasu do gustu, Wkrótce cała trójka maszerowała w kierunku wieży, odprowadzana tęsknymi spojrzeniami futrzaków.
- Nie martwcie się, następnym razem przyniesiemy więcej!
- I ciasteczek te...
Ziemia zatrzęsła im się pod nogami. Fala uderzeniowa nie była specjalnie silna, ale najwyraźniej jej epicentrum znajdowało się w wieży - co zdecydowanie zwiastowało kłopoty.
- Lepiej się pospieszmy, zanim ta wasza Loża zmaluje coś więcej! - wykrzyknął operator mecha, chwytając dziewczyny pod pachy mecha i przyspieszając kroku.

***

Wewnątrz wieży panowało kompletne pobojowisko. Poprzewracane sprzęty walały się po podłodze, a Ciemność znów odważyła się wychylić z kątów i nieśmiało wyciągała macki po kolejne przedmioty. Członkowie Loży leżeli na podłodze, w większości nieprzytomni, część najwyraźniej właśnie dochodziła do siebie, lecz i tak nie mogła zbyt wiele zrobić, uwięziona w energetycznych klatkach. Jedyną osobą, która zachowała fason była tajemnicza postać w obłędnie wyszczerzonej masce. Postać, której aura coś Serice przypominała, choć było to wrażenie niejasne i odległe. Coś jak próba zidentyfikowania smaku owoców w kiepskim napoju gazowanym - coś tam jest, ale co konkretnie?
Dziewczyny stanęły jak wryte, a mech Ysena wycelował w tajemniczego nieznajomego swoje karabiny maszynowe.
- Kim jesteś i czego chcesz od naszych przyjaciół?! - wypaliła Miya.
- Joł, laseczki! pamięć już zawodzi? - w głosie nieznajomego pobrzmiewała drwina.
- Bambosh... - podpowiedziała Maya mocno nieprzytomnym głosem. - Uważa... - najwyraźniej chciała dodać coś jeszcze, ale nie zdążyła.
WŁAŚNIE!!!
- Bambosh!!! - pisnęły równocześnie Miya i Serika i nie zważając na okoliczności rzuciły się przybyszowi na szyję.
- Nic ci nie jest? Gdzieś ty był przez ten czały czas?! - posypały się pytania, podczas gdy obie dziewczyny wyściskiwały przybysza. Jego wyraz twarzy pozostał całkowicie nieodgadniony - widać było tylko upiornie wyszczerzoną maskę.

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 09-12-2009, 15:00   

Na pobojowisku leżał Woland... Co więcej, leżało ich piętnastu. A nad pobojowiskiem stał Woland. Jeden. I wydawał się przez chwilę jakiś... Mniej dostojny. Do chwili - podniósł bowiem pierwszego leżącego czarodzieja i stopił się z nim w jedność, po czym wybudził się z półsnu. l Sztuczkę tą wykonał jeszcze kilkukrotnie, korzystając z odwrócenia uwagi antymagów (którzy próbowali aresztować smacznie śpiących członków loży), aż wreszcie zgromadził dość mocy.

I wówczas, gdy próbował stworzyć słońce, uderzyły go ciężkie drzwi. Na domiar złego, przebiegły po nim Miya, Serika i (o zgrozo!) jakiś mech. 

Sprawiło to, że przeoczył całą rozmowę. Nie był jednak na tyle obity, żeby przeoczyć entuzjazm, z jakim „kapłanki” witały przybysza. I złych uczuć, jakie kierował w ich stronę operator mecha - najwyraźniej wściekły o blokowanie mu linii strzału. Zwiastowało to coś dziwnego, zwłaszcza, że operator był nietypowy. Miał (wnioskując podle zachowania) więcej niż trzynaście lat i ani razu jeszcze nie krzyknął o ratowaniu świata.

Element kampanii „pamiętajcie, mechy trzymać w miejscach poza zasięgiem dzieci...? - zaczął się zastanawiać, jakie powody mogły przygnać mechaniczno-ludzki duet do tego świata. Wreszcie, w ramach sprawdzenia wątpliwosci począł badać Ysenowy umysł. Stamtąd też poznał jego imię, lecz po tym sukcesie wycofał się. Rycerz miał bardzo odporny umysł. Czarodziej mógłby go eksplorować głębiej (zapewne wciąż niezauważony), lecz... No własnie, nie lubił, kiedy umysł na niego warczał i domagał się ofiary z twaroga.  Widać był jednym z rycerzy zaprzysiężonych Wielkiej Bogini, a tacy nigdy nie słynęli z pobłażliwości. Należało się więc kryć z niesprawdzonymi teoriami dot. tożsamości uczestników zajść.

- Nigdy. Więcej. Urlopu. - zdawał się mruczeć rycerz, acz Andellingen nie był pewien - głośne „Ileeeeeeeeż cię nie widzieliśmy!” dwóch kobiet wszystko zagłuszało. 

Wreszcie, mag uznał, że pora działać. Najpierw zmienił porę dnia - i wtem przez okno poczęło wpadać ostre światło, oślepiając przystosowanych li tylko do północnego mroku antymagów. A przynajmniej poczęłoby wpadać, gdyby wcześniej GoNik dał sobie radę z domyciem okna, miast polegać na przybyszu z Faerunu. Woland siarczyście zaklął, widząc jak brygada szybko adaptuje się do wątłego oświetlenia...

- Wybaczcie zdradę, mili towarzysze... - ozwał się prędko jeden z nich. W tym samym momencie, kiedy prowodyr całej „balangi w ruinach” gdzieś zniknął - Pozwolę sobie zauważyć, że jestem pod wpływem opętania - więc na mocy paragrafu piętnastego ustawy antymagicznej, przysługuje mi...

Nim jeszcze skończył mówić, uderzenie innego pozbawiło go przytomności. To jednak nie koniec - wtem wszyscy antymagowie zaczęli się aktywnie pozbawiać przytomności, walcząc z jakimś Wrogiem. A Wolfgang stał w rogu i cichotał.

- Mości Szamanie, rad byłbym, gdybyś jednak uwolnił Wielką Boginię. Widzisz, wiem, że agresywne modyfikowanie rzeczywistości zahacza o ryzyko Wielkiej Thraumy Zbiorowej - ale paladyni Zakonu Wartości (nazwa idiotyczna, jeśli by się ktoś mnie o to pytał) których ktoś... - tu uśmiechnął się niewinnie - ... tutaj sprowadził, mają zgoła inne zdanie w tej sprawie i nie zawahają się użyć siły. Podobnie chyba jak ów dżentelmen. - dokończył, głową wskazując na Ysena.

W tym samym czasie zaś z dworu poczęły napływać dziwne grania, jakby niedaleko przejeżdżało królewskie polowanie. Znaczy, tak to wyglądało, dopóki nie usłyszano napuszonego okrzyku „Za Honor i Wartości!”...

- Więc jak...? - uśmiechnął się mag, ignorując spojrzenia wszystkich przytomnych antymagów. Wydawał się nie zdawać sobie sprawy, że Zakon nazbyt fortunnym wyjściem nie był (nawet przy przyjęciu maksymy errore wolandum est).

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 09-12-2009, 17:30   

I wtem dało się słyszeć rumor gdzieś na górze. Jakby zgrzyt metalu o inne żelastwo.....a potem rozległy się kroki. Ciężkie powolne rytmiczne kroki, szczęk metalu towarzyszący mu przy każdym ruchu. No i ciężar....widać było jak z belek z pod stropu sypie się kurz (w tym do herbaty). Ktoś kichnął a kroki dalej się zbliżały. DUM, DUM bębny w głębinach...eee nie ta opowieść, kroki zbliżały się aż wreszcie w drzwiach - otworzonych kopniakiem - stanął A-Tur wróciwszy z ,,przygotowań". Lokaj był uzbrojony jak...nie...lepiej niż Rambo. Na plecach miał coś beczki z metalu. Dochodzące z wnętrza odgłosy kazały wnioskować że o ścianki obija się amunicja. Za pasem miał sześć rewolwerów i wojskowy nóż. Do beczki po jednej stronie był przymocowany Stinger a po drugiej granatnik AGS-17 i dragunov. natomiast w samych rękach lokaj ściskał dwa vulcany.
- Gundam dojdzie za miesiąc pani Joker, prosili się by zapytać w jakim wariancie kolorystycznym ma być, niestety jest zmuszany przekazać wiadomość że dzisiejszy nakład Wyborczej się wyczerpał - oświadczył ze smutkiem blondyn.
- A teraz panie Szaman radze się nie ruszać gdyż...- i tu zamilkł widząc obściskujące zamaskowanego intruza Serikę i Miyę. Mech również zdawał się być nie na miejscu tym bardziej że i jego pilot celował do Szamana.
- Ehem Lordzie Wolandzie czy mógłbym poprosić o wyjaśnienie do kogo mam celować?
- Sądzę że to zbyteczne - stwierdził Woland łypiąc na maszynę Ysena - ale jeśli poczujesz się lepiej to możesz się przyłączyć. - tu czarodziej wskazał na posiadacza maski.
- Rozumiem sir. - stwierdził lokaj wymierzając oba gatlingi w obściskiwanego.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ponury Płeć:Mężczyzna
Grim Greetings


Dołączył: 27 Lip 2006
Skąd: ....diabli wiedzą
Status: offline
PostWysłany: 09-12-2009, 20:09   

Nastała grobowa cisza. Momentami przerywał ją tylko cichy czum wiatru, lub, coraz głośniejsze, wilcze powarkiwania. Na środku małej, leśnej polany stał Grim. Krąg wilkołaków wokół niego zaczął się miarowo zacieśniać.
- Zostawili mnie….. – Na bladej twarzy Ponurego rysował się grymas uśmiechu, a jego ciało podrygiwało od szaleńczego chichotania – Zostawili mnie. Najpierw pojawił się jakiś gość w mechu, w sumie całkiem fajowym, zmienić mu kolorystykę na szaro granatową, dać jakiś motyw roślinny i był by w sam raz. Ciekawe czy da się przejechać?... Potem ucięli sobie pogawędkę, jak gdyby nigdy nic karmiąc, czy strasząc, przy tym wilkołaki. A potem, po prostu sobie poszli….. – Mamrotał do siebie nadmiernie gestykulując, by następnie wybuchnąć donośnym, szaleńczym śmiechem. Sprowokował tym samym trzy najbliżej stojące bestie do ataku. Z dzikim warkotem rzuciły się do przodu, by rozszarpać na strzępy rozbawionego głupca. Nagle ziemia drgnęła, ozwało się głośne gruchnięcie. Wilki z impetem wyrżnęły owłosionymi pyskami w szklane ekrany, które niewiadomo skąd wysunęły się z ziemi.
- Och, prze… przepraszam najmocniej- ciągle ze śmiechem Garret zwrócił się do napastników – Cała sytuacja przypomniała mi czasy mojego dzieciństwa, kiedy to mój opiekun Kurt zostawił mnie w małym leśnym gaju na trzy dni, po czym zakłopotany, z przerażonym i zatroskanym wyrazem twarzy, wrócił i począł mnie przepraszać. Już nie pamiętam co mu wypadło, ale z roztargnienia o mnie zapomniał. Wyobrażacie sobie? Musiałem jeść jagody i robale – zachichotał – Dwa dni mnie potem przepraszał. Ehhhh…. Przywodzi wspomnienia.
Reszta wilków rzuciła się do ataku. Grim głośno westchnął. Nie ma rady, pomyślał, no przecież nie zrobię im krzywdy. Z ziemi dookoła polany poczęły się wysuwać metalowe pręty, które szybko zamknęły niemal cały teren. Kapelusznik wyskoczył przez zostawioną dla siebie drogę ucieczki, małą szczelinę w górnej części klatki, po czym domknął ją starannie.
- I żadnych bójek póki ktoś do was nie wróci, jasne?
Odwrócił się na pięcie, ostentacyjnie poprawiając okulary, po czym udał się w stronę zamczyska. Jego śmiech znów ozwał się wśród drzew.
***
Nie dało się nie zauważyć nagłego wschodu słońca. Oślepiło ono Garreta w momencie gdy ten przebił się przez ostatnią ścianę drzew. Gdy odzyskał ostrość widzenia, pomyślał że musiał mocno dostać w głowę i teraz pewnie śni nieprzytomny. Tuż przed zamkiem tłoczyła się już spora grupka rycerzy, a następni jeszcze napływali. „Za Honor i Wartości!”, taki to okrzyk dobiegł uszu zbliżającego się od strony lasu Grima. Zdziwienie było niemałe. Chyba jeszcze większe niż tymi wcześniejszymi wyładowaniami mocy, w końcu, takowe się zdarzają. Zaintrygowany ruszył ku grupce żołnierzy. Rycerze już poczęli wpływać do środka, niczym fala, taranując wszystko na swej drodze.
- Hej, ty tam – padło pod adresem dopiero co przybyłego – proszę się oddalić stąd jak najszybciej, prowadzone są tu waśnie działania wojskowe, żadnych cywilów.
- Ależ, ja tu mieszkam.
- Coooo!!!? – Przez szparki wizjera dało się zobaczyć rozszerzające się źrenice żołnierza – Łapać go!
***
Atmosfera w komnacie była tak gęsta że niemal dało się ją kroić nożem. Serce przyspieszyło tępa. Oczekiwanie na ruch przeciwnika, próba odgadnięcia myśli. Ale wszystko to skutecznie omijało dwie rozczulone dziewoje, radośnie zwieszające się na szyi osłupiałemu jegomościowi w dziwnej zbroi. Wtem podłoga zatrzęsła się pod nogami zgromadzonych. Jakaś spora siła niezbyt ostrożnie obchodziła się z zamkiem. Silne uderzenie. W miejscu w którym stała grupa antymagów przez posadzkę przebiła się szeroka kolumna, skutecznie rozrzucając ich po kątach i prawie tarasująca wyjście na korytarz. Chwila ciszy. W gładkiej, kamiennej powierzchni otworzyły się drzwi. Jak gdyby nigdy nic lekko tanecznym krokiem wyszedł z nich Grim.
- Witamy na trzecim piętrze! Znajdą tu państwo kawiarenkę, krąg przywoławczy, jak i mogą uczestniczyć w „Dorocznym Zlocie Knujów”! – wykrzyknął ze szczerym uśmiechem na twarzy, omiatając dłonią pomieszczenie - O, i widzę nowe twarze – zwrócił się w stronę Szamana – Pan też chciałby przystąpić? Widzę że jesteś w dobrych stosunkach z niektórymi z członków, mniemam więc że po to tu jesteś – Ujrzał kontem oka uwięzione w energetycznych klatkach Mai chan i Gonik, nieprzytomnych towarzyszy, oraz resztę celującą w stronę Szamana – A może nie. W każdym razie jesteśmy atakowani przez bandę rycerzy. Albo wpadli tylko na herbatkę, ciężko było stwierdzić.
Ponury przykucnął i stworzył z kamiennych płyt dwa khutary. Ostrza błysnęły w powietrzu.
- Heh, zaczynam zastanawiać się nad stopniem tajności w nazwie „Tajna” –burknął do siebie.

_________________
Live fast, die young,
make a pretty corpses


Ostatnio zmieniony przez Ponury dnia 09-12-2009, 22:07, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
6705894
DeadJoker Płeć:Kobieta
Soul Loser


Dołączyła: 02 Lut 2007
Skąd: Prosto od krowy!
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 09-12-2009, 20:46   

-Bomba. Nareszcie coś się dzieje-DeadJ. usiłowała nadać swojemu głosowi radosną barwę, ale ze względu na obity kręgosłup nie za bardzo jej to wyszło, więc tylko cicho jęknęła. W tej chwili zmagała się z ambiwalencją uczuć. Niewątpliwie przestało jej się nudzić, co było zdecydowanym plusem tej sytuacji. Z drugiej strony czuła się wdeptana w ziemię (i to zupełnie dosłownie), miała poczucie, że dała się pokonać całkiem bez walki i sporego doła, spowodowanego pogłębiającymi się kompleksami. Co prawda miała prawo przypuszczać, że zamaskowany jegomość jest dość potężny, skoro poradził sobie nawet z Mai i GoNik, ale niezniszczalny i najwyraźniej wszechmocny (choć nie do końca, bo Wyborczej nie załatwił) lokaj oczywiście uniknął wszelkich obrażeń. DJoker miała ochotę komuś przyłożyć, ale po pierwsze bolały ją plecy i nie wiedziała, czy w ogóle podniesie się z podłogi, a po drugie nie chciała pogarszać swojej sytuacji, narażając się osobnikowi w masce, który niewątpliwie powinien stać się celem ataku, po trzecie, odczuwała doń coś na kształt sympatii, zapewne dlatego, że przerwał on męczącą bezczynność. Może dlatego, że Miya i Serika najwyraźniej go lubiły. A może dlatego, że mimo brzydko wyszczerzonej maski, nieprzyjemnego sposobu bycia i ogólnej złowrogości, wydawał się wysyłać delikatne, pozytywne wibracje, zupełnie jakby gdzieś w środku malutki człowieczek wołał: "Ja wcale taki nie jestem! Miałem nieszczęśliwe dzieciństwo, rodzice mnie nie kochali, koledzy w gimnazjum smarowali mnie pastą do zębów i zabili mi chomika, a na koniec dowiedziałem się, że Święty Mikołaj nie istnieje! Jestem nieszczęśliwym, okrutnym łotrem, ale mam też drugie ja i uwielbiam zbierać znaczki! Ta trzecia koncepcja była na tyle idiotyczna, że dziewczyna ją odrzuciła, mając jednak poczucie, że nie da jej ona spokoju. -Co pan sobie wyobraża?-jęknęła, decydując się jednak wstać.-Kulturalnie pijemy sobie herbatę, nikomu nie wadzimy, nie planujemy wysadzić Parlamentu ani nikogo zamordować, a pan tu wchodzi i bez słowa uderza w nas falą uderzeniową! I kim jest ten pan w mechu? I dlaczego mnie się wydaje, że wszyscy tu się doskonale znają, tylko ja nikogo nie znam, jakbym była zupełnie z innej bajki?

_________________
Za czasów rycerstwa, smoków i komuny
Nim łamanie kołem całkiem wyszło z mody
Gdy inkwizytorzy nosili shotguny
Autor tego posta przeżywał przygody
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 3 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group