FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18 ... 20, 21, 22  Następny
  A więc i WiP tu zawitał, czyli Herbatka Wieczna Jest ^^
Wersja do druku
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 04-02-2004, 13:51   

Minęło trochę czasu, zanim obecnym udało sie ocknąć... Pewnie minęłoby go jeszcze więcej, gdyby nie obudził ich bardzo wkurzony głos:
- Serika, do jasnej cholery, ZEJDŹ ZE MNIE!!! Już ja ci pokażę, co to znaczy, gdy kupa mięcha się na tobie położy, poczekaj tylko, aż się wygrzebię i przyjmę porządne, smocze wymiary! - Klejnot darł się nieco zduszonym głosem.
- Ummm... - odparła półprzytomnie wspomniana kupa mięcha, zwlekając się z ziemi. I po chwili usiadła na niej cieżko z powrotem, odwracając wzrok.
- Miya?! JAKIM CUDEM udało Ci się to tam wtransportować i PRZEŻYĆ?!
- No wiesz... pewna moja przyjaciółka zaproponowała, ze dołoży coś od siebie. Nie protestowałam! ^^ I ja za nią nie odpowiadam! - dodała szybko, czując na sobie pełen zgrozy wzrok tych, którzy już się pozbierali po przebytym szoku.
- A teraz pytanie - CO Z TYM ZROBIMY?!?!?
- Wyniesiemy? - zaproponowała nieśmiało Irian.
- Rozumiem, że zgłaszasz się na ochotnika? - ucieszył sie Klejnot.
- Moim skromnym zdaniem kto przyniósł, ten wynosi! - Avellana zmierzyła wzrokiem wciąż nieprzytomnego Zegarmistrza i westchnęła. - To chyba mission impossible...
- Przynajmniej wiemy, skad się wzięły mity o Meduzie Gorgonie! - Miya zawzięcie notowała coś w małym notesiku. - Szkoda, ze nikogo nie zamienił w kamień, oj, szkoda...
- Eeeem... A jesteś pewna? ^^"""
Oczy zebranych (i przytomnych) zwróciły się ku Mazoku, wpatrującemu się martwo w przestrzeń. Zastygł w dziwnej pozycji i zdecydowanie się nie ruszał.
- A temu co? - Serika pomachała mu ręką przed oczami. Bez rezultatu.
- Mazoku są chyba bardziej wrażliwe na RÓŻ... ^^"
- Teoria udowodniona! -ucieszyła się Miya, podkreślając w notesiku słowo kamień na czerwono. Po czym rzuciła w Mazoku truskawką, która PLASK! - zrobiła malowniczą, czerwoną plamę na szaro-granitowej powierzchni jego płaszcza.
- A moim zdaniem to jakaś dziwna, podświadoma reakcja obronna... - Avellana jak zwykle miała własną teorię. - Może wyłączył się, bo dłuższe wpatrywnie się w słodziutki obrazek mogło być dla niego zabójcze?
- Słodziutki jak słodziutki. Co z nim zrobimy?
- POSTAWIMY W OGRÓDKU! Pod piramidą, razem z krasnalami! - ucieszył sie Xeniph.
- Herbatki nam wreszcie podkradać nie będzie!
- A _przypadkiem_ nie wypadałoby go jakoś... no ten, odkamienić?
Jakby na to nie patrzeć, Mazoku prezentował się całkiem malowniczo w cieniu nieco porysowanej piramidy Xenipha...

Towarzystwo pozostawiło sprawę posążka, aż sama się rozwiąże. Zawsze można zająć się tym później. Problem obrazu-Gorgony pozostał...
- Gdybyśmy zdobyli wiecej takich masek..
- A nie wystarczą ciemne okulary?
- My name is Bond. James Bond! - Bambosh wypróbował sposób "na tajniaka", zdejmując i zakłądając wspomniany wyżej przedmiot z nosa. - Nadal robi mi się słabo...
- A nie można by było tego gdzieś wyteleportować i tyle?
- Pytanie gdzie...
- Propozycja: GDZIEKOLWIEK! - Miya chwyciła za skraj obrazu i ani przez chwilę na niego nie patrząc, stworzyła porta. Pochłonął "dzieło" w mgnieniu oka.
- Ciekawe, kogo skrzywdziliśmy... :>

Ksiażę piekieł już kolejny miesiac świętował pozbycie się ze swojej domeny bandy przerażających, zwariowanych munchkinów, gdy coś nagle spadło mu na głowę...
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Mazoku Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 20 Lut 2003
Skąd: znienacka ;)
Status: offline
PostWysłany: 05-02-2004, 16:04   

"Hmm... Perspektywa bycia posągiem nie jest taka zła..." - pomyślał sobie stojący w ogródku posąg. "Tylko postawić mnie mogły w ciekawszym miejscu. Gapienie się przez cały dzień na krasnale ogrodowe nie jest zbyt ciekawe..."
- W istocie... - Mazoku usłyszał z dołu znajomy głos. - Ale ciesz się, że otworzyłeś oczy na widok tego "dzieła". Jakbyś je miał zamknięte, tak jak zwykle, to byś nic nie mógł zobaczyć.
"Nefeh! Zapomniałem o tobie! Gdzie jesteś?"
- Spójrz w dół ^^
"Bardzo chętnie... Ale w tym problem, że nie mogę się ruszyć."
Smok odszedł kilka kroków do tyłu i znalazł się w zasięgu wzroku Maza.
"No... Tak jest chociaż trochę lepiej..." - westchnął w myślach posąg. "Hej, zaraz! Mógłbyś mi pomóc! :D"
- Jak?
"W mojej lewej kieszeni znajduje się komunikator Agendy. Jest chroniony przed różnymi zaklęciami, więc nic mu się nie powinno stać. Wyciągnij go!"
- Niech ci będzie..." - mruknął Nefeh i poczłapał do posągu. - Coś tu jest... ale... nie mogę... tego... wyciągnąć. Mogę odgryźć kawałek ciebie? Będzie wtedy łatwiej ^^
"Heh... Proszę bardzo..."
Rozległo się ciche chrupnięcie. Po chwili Maz zobaczył ponownie Nefeha z niewielkim urządzonkiem w pysku. Położył je na jakimś kamieniu.
"Dobrze!" - posąg poczuł wyraźny przypływ nadziei. "Włącz go i poszukaj opcji Zdalnego Indukowania Zaklęć."
- Czego?
"To taka nowa funkcja satelit Agendy. Można za jej pomocą wywołać zapisany wcześniej efekt jakiegoś czaru w dowolnym miejscu w zasiegu satelity. Co prawda nigdy tego nie testowaliśmy, ale... nieważne. W pamieci powinno być kilka zaklęć leczniczych."
Smok nieco nieporadnie obsługiwał komunikator, ale w końcu udało mu się go uruchomić.
- Fajna tapetka... - rzekł mimowolnie, patrząc na obrazek nie do końca ubranej Kitsune.
"Odczep się ^^""
- Dobra... To chyba powinno być to... Łał... ale bajer!
"Nefeh? =="
Nad głową jednego z krasnali pojawił się znikąd fireball zamknięty jakby w kuli błękitnego światła. Kula po chwili zniknęła, uwalniając ognisty pocisk. Ze skrzata niewiele zostało.
"Przestań się bawić, tylko poszukaj jakis zaklęć leczniczych, idioto!" - posąg zaczął się lekko irytować.
- Wiesz co, Maz? Ja chyba cię wolę w takiej postaci... Ładnie się komponujesz z otoczeniem :]
"Nefeh, bo jak ja ci..."
Ale smok już nie dowiedział się co, gdyż chwycił komunikator i pobiegł w stronę reszty zgromadzonych, pozostawiając Mazoku w samotności.
"Podobno smoki-klejnoty przejmują charakter swoich właścicieli... Czy ja naprawdę jestem aż taki wredny? ^^""
Nagle kilka metrów od niego pojawił się ciemny kształt. Maz pomyślał, że to Nefeh, ale był to tylko jakiś czarny kundel. Wyglądał, jakby miał straszną potrzebę wypróżnić się na coś...
"Nawet o tym nie myśl, pchlarzu..."

_________________
You should never challenge mazoku for battle. There's nothing more reckless than trying to beat one ^-^
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5003069
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 05-02-2004, 21:29   

[Wzdech - a miałam się uczyć!!! T_T]

- No i odesłałam to świństwo do wszystkich diabłów! - cieszyła się Miya, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, jak prawdziwe były jej słowa. - Trzeba to uczcić her...
- Nie ma herbatki... - ton Irian wskazywał na to, ze za moment ogłoszona zostanie w międzysferze żałoba narodowa.
- Za to mamy WOJNĘ! Nareszcie można sie wyżyć! - Xeniph znudzony był bezczynnością, która pozostałej, żeńskiej części WiPu najwyraźnie zupełnie odpowiadała. - Niech no tylko dostanę wroga w swoje ręce...
- To nie będzie takie trudne, zważywszy na to, że leży nieprzytomny na podłodze - podpowiedziała chłodno Avellana. - NIE RUSZ! Gdzie ja potem będę mieszkać?!
- Ale... - Xeniph wywlógł właśnie z Szafy cała stertę łańuchów. Gdzies pomiędzy nimi pobrzękiwały kajdanki. Wystającego pejczyka pewnie nawet nie zauważył...
- Czy konwencja genewska nie zabrania wiązania jeńców? - Serika miała pewne wątpliwości.
- I jeszcze jeden, i jeszcze raaaaaaaaz! - zanucił Xen, wiążąc kolejny łańcuchowy supełek. - A od kiedy to nas obowiązuje!?
- Nie lepiej przypadkiem gdzieś go zamknąć?
- A widzisz tu coś, w czym DAŁOBY się kogokolwiek zamknąć?!
Fakt, cieżka sprawa. Herbaciarnia została kompletnie rozpirzona, ze ścian pozostała kupa gruzu, który zasypał basen (biedna Maskotka wreszcie się z niego wygrzebała i wyglądała dość żałośnie), na środku stała obsypana pyłem Szafa, drzwi do kuchni trzymay sie na jednym zawiasie - szkoda tylko, że framuga przed chwilą nie wytrzymała i rąbnęła o ziemię...

WRÓĆ!!!

... na środku stała obsypana pyłem Szafa.

- ...
- Chyba o tym nie myślisz?...
- A co, jeśli jest głodna?
- Czy ktoś już kiedyś stamtąd wrócił?
- Jak będziemy chciały, to go wypluje. Kochana, milusia Szafunia! *___*
Drzwi zakłapały entuzjastycznie na zgodę, gdy Irian i Xeniph zakasali rękawy i zaczęli ciągnąć nieszczęsnego Zegarmistrza w kierunku jedynego ocalałego mebla.
- Nie byłoby prościej bez tej kupy żelastwa?... - odezwał się głos rozsądku w wykonaniu Avellany. - I macie go oddać, zanim zatęsknię za moją nową łazienką, zrozumiano!?
- Oddamy T_T... Ja nie chę być herbatką... T_T - zmartwił się Xeniph. Zupełnie nie wiadomo, dlaczego.
W chwili, gdy Szafa zatrzasnęła za Zegiem drzwi z dziwnym, przypominającym beknięcie odgłosem, rozległ sie pierwszy, zdecydowany głos protestu:

- ORO!??!?!

Po chwili dyskusja trwała w najlepsze.
- Oddajcie nam szefa, to oznacza wojnę!!! - darł się Sm00k.
- To sami go sobie weźcie.
- Jeśli się odważycie - uśmiechnął się z satysfakcją Klejnot i podleciał do bardzo czymś zajętego Nefeha. - Ooo, masz tetrisa! *____*
- Domagam sie uwolnienia jeńca, w przeciwnym razie... Avellana, co w przeciwnym razie? - Sm00k postanowił zasięgnąć fachowej porady.
- Pozamieniam ich w pingwiny? - zastanowiła sie zapytana.
- Ja też chcę pograć, ja też! Moooje słodziutkie... - Miyę znudziła dyskusja na tematy wojenne i postanowiła dołączyć do smoków.
- O, co tam macie? - zainteresowała się Serika. - Klejnot, pokaż...
- Zabieraj łapy, to MOJE!!! - syknął Nefeh, kłapiąc groźnie szczęką. - My own... My preciousssss... - objął opiekuńczo łapkami nadajnik Agendy.
- Hej, ludzie i nieludzie, popatrzcie NA TO!!!
- Ups... Distant nie będzie zachwycony, ze jego najtajniesza, najnowsza technologia właśnie znajduje się w rękach innych organizacji... - wyjaśnił Tilk. - Ja nic nie mówiłem! - sprostował natychmiast.
- Najtajniesza technologia, powiadaaaasz? - Irian szybkim ruchem zwinęła smokowi aparacik. Narażając się przy tym na utratę jeśli nie ręki, to przynajmniej kilku palców. - Zobaczmy, co my tu mamy... '
- Jak masz patrzeć, to szybko, bo go nie utrzymam! - Bambosh dzielnie przytrzymywał rozjuszonego Nefeha. - Drań mnie zaraz pożre!
- Najpierw musiałby nieco urosnąć... - Sm00k jakoś na chwile zapomniał o tragicznym położeniu swojego przełożonego.
- Nigdy... Nie.. zabieraj mi... NOWEJ ZABAWKI!!! - szczęki Nefeha zamknęly się na nadajniku i smok błyskawicznie umknął z nim w kąt. - WĄŻ! Klejnot, chodź, zobacz! Który labirynt bierzemy?... - zawołał, włączając przy okazji tryb "Player One: CHEATING".
- No dobra... Co się naoglądałam, to moje - uśmiechnęła się pod nosem Irian. - To się jeszcze da wykorzystać...
- O ile Agenda nie upomni się o swoje - -"
- Właśnie! Ma ktoś ochotę na wojnę z Agendą?.... Bo ja nie bardzo...

Narada trwała dobre pół godziny. W końcu członkowie nienawidzących się od zarania świata organizacji doszli wreszcie do współnego wniosku:
- TRZEBA ICH ODESŁAĆ!!!
- Tylko jak?... - zasępiła się Irian.
- Pocztą? - zasugerował Sm00k.
- Agenda zwinęła świat. Diabli wiedzą, gdzie się plącze. Bez względu na to, jak dzielni, bohaterscy i pełni poświęcenia są listonosze we wszelkiego typu opowieściach, nie mają szans, żeby odnaleźć jej obecną siedzibę - Serika orzekła, że to nie wyjdzie. Poniekąd słusznie.
- ... - zapadłą taka niezręczna cisza, przerywana czasem przekleństwami Klejnota, który przegrał z Nefehem już po raz dwudziesty siódmy z rzędu.
- A ja wiem, kto dociera zawsze wszędzie, bez względu na okoliczności - uśmiechnęła się pod nosem Avellana, po czym z kieszeni wyjęła... komórkę. Na pytające spojrzenia zebranych odfuknęła tylko:
- JA sobie tego świństwa NIE kupiłam!
Po czym wykręciła odpowiedni numer. Ze słuchawki dobiegł głos:
- Te-a-piz-za, słucham?!

- No, załatwione! Trochę czasu minęło, zanim udało im się wytłumaczyć, co maja zrobić i za co AntyWiP im zapłaci...
- ORO?!
- ... ale będą tu za najpóźniej dwadzieścia minut. Przy okazji, macie po pół pizzy na łebka.
- No, to czas najwyższy spakować Mazoku!
- Oooo fuuuuu...

Czas oczekliwnia na pizzę upłynął niezwykle pracowicie. Mazoku został fundnięty darmowy prysznic z resztek wody z onsena, przy czym zmyła się niestyty takze rozpaćkana truskawka. Następnie należało jakoś delikwenta zapakować...
- "One tego nie zrobią... Nie, prawda?... NIE!!!" - ależ owszem! Kokardka na głowie to taaaki uroczy pomysł... Podobnie, jak autografy wszystkich zebranych.
- Wandale, po pomnikach się nie pisze! - zaprotestowała Irian, kończąc swój podpis długim zawijasem.
Potem tylko duże, tekturowe pudło, które łaskawie wypluła Szafa (nie ujawniając bynajmniej, ze w sród jej zawartości znajduje się szef AntyWiPu, sztuk: jeden), dopakowany do kompletu Nefeh wraz z nadajnikiem, oklejenie taśmą klejącą, napisanie Agenda...
Odklejanie taśmy klejącej, wyciąganie ze środka protestującego Klejnota, który przegrał właśnie po raz pięćdzisiąty dziewiąty, oklejanie taśmą klejącą...

W końcu dostawca pizzy został odesłany z wielką paczką "gdziekolwiek, gdzie jest Agenda", zaś wszyscy obecni rozpoczęli nową, zżarta bitwę...
- Ja chę hawajską!!!
- Nie, JA!!!!
- TEN KAWAŁEK JEST MÓJ!
- A właśnie, że JA go zamawiałam!!!
- Ha, juz nadgryziony!
Jak wiadomo, męstwo nigdy nie opuszczało naszych wojowników.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 08-02-2004, 13:24   

Zeg ocknal sie w nieznanym otoczeniu, dodatkowo skrepowany tak, ze ledwie mogl sie ruszyc! Ale coz wiezy moga znaczyc dla takiej potego jak on? Trzydziesci sekund! Tyle czasu zajelo mu zaplatanie sie w nich tak, ze ledwie mogl oddychac! Nie przestal jednak walczyc!

Nagle uslyszal jakis chrobot, spojrzal wiec w tamta strone, zezujac, bowiem glowa utknela mu miedzy prawom rekom a lewom nogom oraz szesnastoma roznymi lancuchami i ujrzal sliniaca sie paszcze drapieznego mola - mutanta, jednej z licznych, krwirzerczych istot tworzacych ekosystem Szafy! Zrobil jedyna rzecz, ktora podpowiadal mu rozsadek: NA POOOOOOOOOOMMMMMMMMMMMMMMOOOOOOOOOOOOOOCCCCCCCCCCCCCCCC!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - krzyknal desperacko szarpiac sie z wiezami!

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Mazoku Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 20 Lut 2003
Skąd: znienacka ;)
Status: offline
PostWysłany: 08-02-2004, 18:18   

- Nie krzycz tyle! - Zeg usłyszał jakiś głos ze swojej prawej strony. - Pokonam tylko tego Baphometa i będe miał tyle EXPów, że bez problemu awansuję o 5 leveli!
- Że co? - wyrwało się skrępowanemu szefowi AntyWiPu.
"Nie przejmuj się nim" - rozległ się kolejny głos, tym razem w jego głowie. "Nefeh właśnie odkrył, że mój komunikator całkiem nieźle radzi sobie z odpaleniem Ragnaroka, a międzyświatowa sieć satelitarna Agendy doskonale nadaje się na serwer ^^"
Zeg spróbował odwrócić głowę, co zakończyło się jedynie jeszcze mocniejszym zaciśnięciem się jednego z łańcuchów na jego szyi. Zdołał jedynie zobaczyć namolnego mola, który zaczął dobierać mu się do ubrania.
- Może mi ktoś wyjaśnić kim wy jesteście i gdzie ja jestem? - westchnął z rezygnacją w głosie.
- Ciszej tam, do...
"Lord Mazoku Mazoku, agent Agendy oraz jego... er... wierny -.-" Nefeh - jeden z trzynastu smoków-klejnotów do usług." - wyjaśnił spokojnie głos. "W chwili obecnej znajdujemy się zamknięci w jakimś kartonie, który ma być dostarczony do siedziby głównej naszej wspaniałej organizacji ^^"
Po chwili dotarł do niego sens tych słów. Czyżby on... wielki i potężny Pierwszy Sekretarz AntyWiPu został... został... Palce same zacisnęły się drapieżnie, usiłując pochwycić pepeszkę, ale ta niestety była poza ich zasięgiem.
"Heh... Jeśli myślisz, że zostałeś porwany, to się mylisz. Nasze obecne położenie jest sprawką WiPówek. I muszę dodać, że jest niekorzystne zarówno dla mnie, jak i dla ciebie. Nie wątpię w możliwości kurierów Teapizzy w dziedzinie odnajdywania klientów, ale jeśli w pierwszej kolejności spróbują nas zawieść do świata klatki, to zostaniemy przez Pilar unicestwieni w trybie natychmiastowym."
Mazoku pozwolił sobie na krótką, dramatyczną pauzę.
"Ja sam uległem działaniu... pewnego obrazu, więc niezbyt mogę nam pomóc. Ty jesteś związany, a Nefeh..."
- Jeszcze tylko 500 HP... No giń... giń wreszcie... - zawył wspomniany.
"...bez komentarza."
- Więc... - zastanowił się głośno Zeg. - Widzę, że trzeba zmusić twojego smoka do współpracy... Niulech, co powiesz na pracę dla AntyWiPu? Dajemy satysfakcjonujące wynagrodzenie, darmowe zakwaterowanie i całodobową, profesjonalną opiekę psychiatryczną ;)
Smok zbył propozycją nerwowym machnięciem łapą.
"Już próbowałem... to nic nie da..."
Zapadła cisza, przerwana tylko cichym warkotem silnika. Nagle gdzieś zza kartonowej ściany dobiegł cichy dźwięk...
- Uwaga! Proszę przygotować się do skoku w nadprzestrzeń. Następny przystanek: Świat Agendy.
- A NIECH TO! - wrzasnął niespodziewanie Nefeh.
"Noo... wreszcie do ciebie dotarło? :D" - ucieszył się Maz.
- A co niby? O.o" A zresztą nieważne... W TWOIM TANDETNYM KOMUNIKATORZE WYCZERPAŁY SIĘ BATERIE! WŁAŚNIE, KIEDY MIAŁEM ZADAĆ TEMU BAPHOMETOWI OSTATECZNY CIOS!
"Ależ Nefeh, to niemożliwe... W nadajnikach Agendy znajdują się mikrogeneratory działające na... tą... negatywną energię, czy coś tam... Przy prawidłowym użytkowaniu wyczerpują się gdzieś po 13 miliardach lat."
- To dlaczego wszystko nagle ekran zrobił się czarny i wszystko przestało działać?
- Zaraz... - Zeg coś sobie przypomniał. - Dawałeś go może WiPówkom?
- Er... tak... zabrały mi go na chwilę...
"A była w pobliżu niego Serika?" - w głosie Mazoku dał się wyczuć lekki niepokój.
- Może... Nie patrzyłem - smok przewrócił oczami.
"Aha... W takim razie padnij i módl się, może ci to pomoże ^^"

- Mmm... Szeriś, to był bardzo dobry pomysł z tą Teapizzą...
- Niom... Za jednym zamachem pozbyłyśmy się Zega, Agendy i głodu :D
- Dobra! Kto chce ostatni kawałek?
Zebrani rzucili się jak sępy na niewielki, trójkątny kawałek ciasta, kiedy wokół zrobiło się nagle niesamowicie jasno, jakby na horyzoncie rozbłysło drugie słońce. Ziemia zadrżała gwałtownie i zerwał się silny wiatr. Od strony rozbłysku nadciągała wielka czarna chmura. Pędząc, wzbijała w powietrze ziemię i gruzy.
Ledwo ktoś zdążył krzyknąć: "Na ziemię!", a ktoś inny stworzyć osłonę, kiedy spadła na nich potężna fala uderzeniowa. Wielkie kawałki betonu i stali latały w powietrzu niczym papierki. Zamilkły wszelkie dźwięki, brzmiał jedynie jeden głośny grzmot, rozdzierający bębenki w uszach. Zaraz po oślepiającej jasności zapadła ciemność nieprzenikniona, jak gdyby już nigdy nie miało zabłysnąć słońce...
Po dłuższej chwili wszystko ustało i nastała cisza. Wiatr rozwiał chmurę pyłu, ukazując malowniczego grzyba atomowego, który wyrósł na horyzoncie. Znajdował się on dokładnie tam, gdzie odjechał kurier Teapizzy ze swoim nietypowym ładunkiem...

_________________
You should never challenge mazoku for battle. There's nothing more reckless than trying to beat one ^-^
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5003069
Satsuki Płeć:Kobieta
Fioletowy Płomyczek


Dołączyła: 13 Lip 2002
Skąd: Aaxen, zamek Elieth ves Aeriei nad Morzem Płaczu
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 09-02-2004, 17:24   

Satsuś pojawiła się przed herbaciarnią a raczej tym co z niej zostało. Widziała na gruzach opalającą się maskotkę, gdzieś w między czasie stała szafa. A na horyzoncie był sobie śliczny, ogromniasty grzybek.

- Zaraz, od kiedy tu jest horyzont? ^^'
- Mnie nie pytaj ^^'

Rozejrzeli się i zaraz przy Satowych stopach zobaczyli jeszcze plątaninę czegoś co mogło być ludzkimi ciałami w dodatku umazanych keczupem i bijących się o coś co okazało się kawałkiem pizzy z dodatkową warstewką pyłu.

- Yyy... cześć ^^'''''' Co robicie? ^_____^. ZARAZ?!! Czy wy nie mieliście przypadkiem szukać części do Serisiowej miotły?!!!

_________________
Uciekaj skoro świt, bo potem będzie wstyd
i nie wybaczy nikt chłodu ust twych
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 09-02-2004, 17:30   

- jemy pizze. chcesz troche? Ta jest z...eee. tynkiem chyba.


Gadzina podniosla sie z trudem. malowniczy grzybek na choryzoncie poczal wreszczie, na przekor prawom dramaturgii, rozwiewac sie nieco.

- Fajna tapete tu macie >D

Sm00k z zadowoleniem stwierdzil, fakt zachowania przez onsen ksztaltu i masy. Spogladajac nastepnie na lezace ciala wpadl na perfidny i wredny pomysl. Nie zastanawiajac sie dlugo, polecial do latajacego zrodelka....
By powrocic z kilkoma workami i zwojem liny.{ Nie Liny}

Sat: Cio robisz?

Smk:Herbatke!
Powrót do góry
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 11-02-2004, 22:13   

[koniec egzaminów, mogę pisać! ^.^v *perfidny uśmiech*]

- Herbatkę? - Xeniph trochę zbladł i zaczął drobnymi kroczkami zmierzać w stronę Szafy - jedynej względnie bezpiecznej kryjówki przed spragnionym herbaty i igrzysk towarzystwem. Juz opierał się o solidne drzwi z prastarej myślącej gruszy, gdy...
- Dlaczego z Szafy się DYMI?! - zauważyła Sat.
- O kurczę, rzeczywiście! - Xen odskoczył jak oparzony, przyglądając się podejrzliwie wąskim smugom dymu wydostajacym się ze szpar mebla.
- Dziwne... Co jej nagle odbiło, żeby robić nam tu takie fajerwerki? Jakby nam tego dużego BUM! było mało...
- Podymi i przestanie, ona ma swoje kaprysy...
- A MÓJ BUDOWNICZY ŁAZIENKI SIĘ TAM SPALI ALBO UDUSI, TAK!? - wkurzyła się Avellana. - Szafa, oddawaj Zega!
Szafa posłusznie otworzyła drzwi i sterta łańcuchów, spod której pod dziwnym kątem sterczała pepeszka wytoczyła się na podłogę. Mol zatrzepotał skrzydełkami, żeby utrzymać równowagę - co to jest, żeby spokojnie się najeść nie można było, no!? Szafa pokłąpała przez chwilę drzwiami, wyraźnie stosując prostą metodę wentylacji - po chwili wokół kłębiy się powoli rzednące kłeby dymu.

Tymczasem kilka osób jednocześnie doszło do paru istotnych wniosków:
- Skąd w Szafie dym?! Zupełnie, jakby miało to coś wspólnego z tamtą eksplozją... - zaczęła zastanawiać sie Serika.
- I co się stało z Mazoku? Wygląda na to, że miał bliskie spotkanie trzeciego stopnia z wybuchem jądrowym... Zastanawiam się, czy coś z niego zostało... ^^"
- O, patrzcie! Coś ma fajną trajektorię lotu! - ucieszyła się Sat, patrząc, jak = gdzieś daleko nieduży punkcik na niebie powoli zaczął opadać. Oczy wszystkich obecnych zwróciły się ku niemu i pewnie towarzystwo wysnułoby na ten temat jakąś teorię czy dwie, gdyby nie przerwał im zrozpaczony okrzyk Miyi:
- SKĄD W MOJEJ SZAFIE WZIĘŁY SIĘ MOLE?!
- Mmmm... Mmmm... - Zeg spróbował cos wyjaśnić, ale łańcychy skutecznie mu to uniemożliwiały.

Tymczasem Mazoku, w postaci czerwonawego od wysokiej temperatury i nieco popękanego posążka szybował sobie spokojnie wśród chmur. No, może "spokojnie" nie było zbyt dokładnym określeniem... ^^"
- "NEFEH!!! Czy ty mnie słyszysz, ty głu... Wstrę... Wierny i poteżny smoku? ^^""
- Co się drzesz, głowa mi pęka! Ledwo udało mi się zwiać, jeszcze mi się ogon fajczy!
- "To może byś mnie złapał, zanim się... ROZBIJĘ?! O.o"
- Próbuję! Sądzisz, że tak łatwo cię dogobnić?
- "Może byś przybrał większą postać, idio... emmm... No, większą ^^" - Mazoku chyba nie chciał podpadać jedynemu kołu ratunkowemu, które mu w tym momencie pozostało.
- Przybrałem! Ale ta rakieta zasuwająca za nami naprawdę nie ułatwia mi nawigacji...

Kapitam najnowocześniejszej jednostki sił powietrznych już od dobrego kwadransa nie odrywał wzroku od radaru.
- Niezidentyfikowane obiekty latające namierzone!
- Wystrzelono samonaprowadzające się głowice powietrze-powietrze!
- Sir, oni uciekają!
- Może to ptak?
- Nie, to samolot!
- UFO!!! Ludzie, przecież mówię, zę UFO! Nareszcie będziemy mieć dowody! - ryknął kapitan i dodał pod nosem: "Wreszcie dostanę awans..."
- Kapitanie, wygląda na to, że oni lądują...
- Tylko ich nie zgubcie...
- ...
- TO LECI PROSTO NA NAS!!!
- To jest... To jest... S... S.. SMOK!?
- Co tam smok? RAKIETA!!! O.o

Nefehowi manawr wyszedł kapitalnie. W ostatniej chwili gwałtownie zanurkował - szkoda tylko, że nie miał jak odwrócić głowy, żeby podziwiać efekt zderzenia głowicy z jednostką, która jakiś czas temu ją wystrzeliła.
- Jessssssssst!!
- "NEFEEEEEEEEEEEEEEH!!! Co ty..."
ŁUP!!!

Na środku pola pszenicy stał sobie posąg. Trudno powiedzieć, kto go tam postawił, ale nie wyglądał na nowy. Popękany, z odłamaną (ogryzioną? :P) kieszenią, w dodatku wystający tylko do połowy z ziemi... Smok, już w miniaturowej werji, wylądował mu na głowie, spędzając stamtąd zabłąkanego gawrona.
- "Będę się regenerowal przez trzy miesiące... O ile w ogóle będę -.-"
- Nie narzekaj, mogłeś wylądować głową w dół. Albo w ogóle rozpaść się na pół.
- "Co za pocieszenie..."
- Ale wiesz co?... - Nefeh odleciał kawałek dalej i zatoczył nad Mazoku kółeczko - Wyglądasz jeszcze lepiej niż przy piramidzie! ^^
- "..."
- Tylko zboże trochę cię zasłania.
- "..."
- Nie martw się, to sie da naprawić!
Smok rozejrzał się dokładnie, czy nikt nie widzi, przybrał swoje naturalne rozmiary, po czym zaczął metodycznie udeptywać zboże wokół posążka.
- "Co ty wyrabniasz?"
- Kółeczko! ^^ A może w ogóle jakiś fajny wzorek mi wyjdzie? Wiesz, jak takie kółka na zbożu fajnie wyglądają z góry? ^^
- "..."
- No, skończyłem! Ach, jaka ładna pogoda! Życie jest pięęęęękneeee... - ziewnął Nefeh, po czym zwinął się w kłębuszek gdzieś w stojącym jeszcze zbożu. - Jak miło jest się przespać...

- Generale, według naszych obliczeń wroga jednostka wylądowała gdzieś w tej okolicy...
- Szukajcie dalej!
- Generale, chyba coś widzimy... O JA CIĘ KRĘCĘ!!! Emmm.. Przepraszam, sir ^^"
Reakcja pilota wcale nie była dziwna, zważywszzy na to, że własnie miał okazję podziwiać najnowszy okaz słynnych "kręgów na zbożu"...

Tymczasem w (byłej) Herbaciarni Miya miotała się, przeszukując wszelkie zakamarki.
- Lawenda... Lawenda... Przecież musi gdzieś być!!!
- Mmmm...
- O, właśnie, niech ktoś rozwiąże Zega!...

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 11-02-2004, 22:40   

-Po co? Tak mu ladnie w tych lancuchach. To jak z ta herbatka bedzie?

Pytanie Sm00ka skierowane bylo do bladego nieco Xenipha. Dla niego wybor byl prosty: Herbatka a'la Avellana albo.....

- Czy mi sie wydaje, czy on z wlasnej woli wskoczyl do szafy?
Powrót do góry
Mazoku Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 20 Lut 2003
Skąd: znienacka ;)
Status: offline
PostWysłany: 11-02-2004, 23:53   

"Loooon... Czuję się jakbym patrzył na blog Satsuki..." - posąg kontemplował z nudów rozciągający się przed nim widok kłosów, falujących lekko na wietrze. "Trzeba pomyśleć jak się stąd wydostać... Nefeh mi nie pomoże, nie mam łączności z Agendą i nie znam żadnych zaklęć leczniczych, które mogłyby mi pomóc..."
Nieciekawe rozmyślania przerwał mu głośny hałas dochodzący niemal zewsząd. Spróbował się rozejrzeć, ale dobrze wiedział, że to niemożliwe. Jednak nie musiał długo czekać, by coś zobaczyć. Na granicy pola pojawił się wojskowy samochód terenowy. Za nim spośród drzew wyłaniały się setki podobnych pojazdów, a także czołgów, ciężarówek i innego sprzętu mechanicznego. Ich oznaczenia były trudne do rozpoznania z tej odległości, ale Maz był pewien, że nie były to symbole Agendy...
Po chwili od tłumu oddzielił się niewielka grupa ludzi ubranych w czarne skafandry, szczelnie izolujące ich od otoczenia. W dłoniach trzymali dosyć groźnie wyglądające karabiny i jakieś narzędzia do zbierania próbek...
"Myślą, że jestem jakimś UFO, czy co? ^^" Tak wogóle, to od kiedy w świecie herbaciarni jest jakieś wojsko?"
Badacze zbliżyli się do niego ostrożnie.
- Cholera, co to jest? - dało się słyszeć od jednego z nich.
- To chyba jakiś... niezwykle ekstrawagancki strach na wróble ^^"
"KILL... ME... NOW..."
- Hej! Patrzcie tam!
Wszyscy posłusznie odwrócili się w kierunku, w którym udał się na spoczynek Nefeh.
- To jest... To jest... - sądząc po głosie, jeden z nich zaczął płakać ze szczęścia; insygnia wskazywały, że był najwyższy rangą. - ŻYWY DOWÓD!
- Jaki dowód? - z lewej strony dobiegł nieco zaspany głos smoka. - Ja jestem niewinny! To nie ja... Er... Co się tu dzieje? O.o"
- OBEZWŁADNIĆ!
- YES, SIR!
Rozległo się kilka cichych strzałów i po chwili przez pole widzenia Mazoku przesunęli się ponownie żołnierze, niosąc Nefeha w czymś, co przypominało próżniowy pojemnik na żywność gigantycznych rozmiarów.
- Uważajcie... - mówił z przejęciem ich dowódca. - Ostrożnie! Tu są kamienie! Och! OCH!
Jeden z niosących zaklął pod nosem, przechodząc obok Maza.
"Czemu... Ach czemu nie jest mi go żal? ^^""
- A reszta co się tak gapi? Przeszukać i zabezpieczyć teren! Może jest ich tu więcej!

_________________
You should never challenge mazoku for battle. There's nothing more reckless than trying to beat one ^-^
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
 
Numer Gadu-Gadu
5003069
Zegarmistrz Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 31 Lip 2002
Skąd: sanok
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 12-02-2004, 09:56   

Gdy wojsko dobieralo sie do Mazoku z za gory wychynelo kilka damskim i meskich, mlodych sylwetek w stanie wskazujacym na sporzycie... Jedna z nich przetarla swe zapijaczone oczka i spostrzegla naszego bohatera...
- O ja (slowo na litere ,,p" zabronione regulaminem) posag Swiatowida! - krzyknela.
- Nawet trzy - dodala druga, ktorej alkochol nieco mieszal zmysly
- Doktorze! Doktorze! - zaczala sie drzec ktoras z dziewczyn...
Po chwili zza gorki wyszedl mezczyzna po trzydziestce.
- Powiedzcie tym szesciu - alkochol rowniez macil mu zmysly - rzeby przestaly sie drzec... Nie wszyscy sa tak odporni jak wy studenci, kaca mam...
- Tam, Swiatowid! Swiatowid! - zaryczeli studenci...
- Gdzie? A tam! Idioci! To nie Swiatowid! To Perun! - stwiedrzil - PROOOOOFFFFFFFFFEEEEEEEESSSSSSSSSSSOOOOOOOOOORRRRRRRZZZZZZZZZZZZZEEEEEEEEEE!!!!!!!!!! - zaryczal!
Po chwili zza gorki wylonil sie starszy mezczyzna z dlugom, siwa brodom. Wygladal jak Gandalf, ktory pilnie tropil weza... Troche zygzakowal...
- Zamiast sie drzec przyszlibysciew troche popracowa! Eksponaty trzeba zrobic! Trzeci tydzien jestesmy na tych wykopaliskach, ziemia nieruszona, wodka sie konczy... Zamiast lazic tak byscie nazbierali kamieni i zrobili kilka kamiennych toporkow i norzy...
- Tam! Tam! Posag Peruna! - Wskazal doktotor!
- Stary, a glupi - wybelkotal Profesor... Toz to Swarozyc nazywany tez Tryglavem... Pierwszy raz cos takiego wiedze! Pioerwszy raz nie musze samemu robic swoich znalezisk!
- Ci wandale chyba go niszcza!
- Zabic drani! Wodka za kazdy rozbity leb!
Chorda zawyla i zninela za wzgorzem, wrocila uzbrojona w lopaty i kilofy. Mimo, ze byly tak stare, jak caly wydzial Archeologii UMCS byly fabrycznie nowe... Jeszcze nigdy nie posmakowaly ziemi... Teraz mialy zakosztowac krwii.
Studenci zawyli niczym horda Australopitekusow Africanusow, wydali z siebie okrzyk, jakim szczycili sie wojownicy dawno zaginionej Kultury Ceramiki Wstegowej i ruszyli na wroga z zajadloscia Homo Sapiens Neandertalus...

_________________
Czas Waśni darmowy system RPG dla fanów Fantasy. Prosta, rozbudowana mechanika, duży świat, walka społeczna.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1271088
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 24-02-2004, 00:02   

[Dlaczego ja mam wrażenie, ze ten temat czytają 3 osoby? O ile czytają. Nie mam motywacji :/

Mała uwaga techniczna: Mazoku, Ty nie jesteś już przecież w świecie Herbaciarni! Dostawca pizzy wyniósł Cię gdzieś pod były świat Agendy, kawał drogi. A że mamy ładny widok na sąsiadujące światy - z tym, ze jesteśmy z nich niewidoczni - to już szczegóły techniczne budowy międzysfery. Do Miyi z pytaniami, nie do mnie! ^^"]

Banda potykających się o własne nogi dzielnych studentów archeologii, którym właśnie zamigotała przed oczami wizja pracy magisterskiej, dokorskiej i habilitacyjnej w jednym (co ciekawe, niektórym zamigotała jak najbardziej dosłownie), kompletnie zaskoczyła armię. Przecież armia jest po to, zeby nosić ładne mundury, wypełniać tony papierków, a na koniec dostać kilka efektownych medali! A, i jeszcze po to, żeby móc sobie postawić przed nazwiskiem kilka szpanerskich literek - w końcu mgr i dr już się znudziły, wszyscy to mają... W każdym razie wśród licznych przeznaczeń armii jak świat światem nie widziano walki z hordą rozwścieczonych dzikusów, zwanych potocznie przyszłością krajowej inteligencji! (szczęśliwy wymiar, nie?)
- Oni... Oni są uzbrojeni!!!
- My też! Pokażmy, co to znaczy zadzierać z wojskiem! Cel, pal!!!
Kompania na komendę chwyciła za karabiny i nacisnęła spusty. Rozległ się charakterystyczny szczęk nienaładowanej broni.
- I cel, pal! - druga salwa nieistniejących nabojów przeszyła powietrze. Napastnicy byli coraz bliżej... I bliżej... W końcu ktoś całkiem słusznie spanikował:
- DLACZEGO TO NIE DZIAŁA?!
- Dawno, dawno temu podobno ładowano broń... - generałowi zebrało się na wspominki.
- Naprawdę?
- Dziadek mi opowiadał, ale...
- A potem obcięto dofinansowanie! Nawet policja dostaje po jednym naboju na jednostkę, a my to CO?! - wojskowy wzniósł oczy ku niemu, jakby oczekując gromu, który ukarałby winnych za tę jawną niesprawiedliwość. Nie zdażył jednak rozwinąć myśli, gdyż...
- ŁAAAAAAAA!!!! - wydarli się studenci, dopadając pierwszych szeregów potężnej armii potężnego imperium (tak potężnego, ze pare lat temu nawet łaskawie pozwolono mu dołaczyć do międzynarodowego paktu! A co!). Wspomniana armia wykorzystała jedyny dostępny w danym momencie manewr:
- ODWRÓT!!! ZABRAĆ OBIEKT "ŚCIŚLE TAJNE 687436"!!! - ryknął dowódca.
Tajny obiekt w postaci opakowanego Nefeha okazał się nieco zbyt ciężki - komu by się chciało tachać coś tak wielkiego, gdy szarżuje na ciebie kupa pijanego mięcha najeżonego morderczymi łopatami? Żołnierze rozpierzchli się na wszystkie strony, pozostawiając za sobą stertę nieco zardzewiałego żelastwa szumnie zwanego bronią, posąg Svarożyca, któremu nie wiedzieć czemu wydawało się, że jest Mazoku oraz żywego smoka, sztuk: jeden.

Dowódca zwycięskiej strony w otoczeniu swoich wyznawców (jak wiadomo dzień bez wazeliny to dzień stracony: czcij profesorsa, może piątkę postawi!) usiadł w cieniu odkrycia stulecia i wzniósł tost ku chwale nauki:
- To wielki dzień dla naszej uczelni! Chwała naszego wydziału! Może nawet dostaniemy grant! I WYDAMY GO!!! Nie musimy oszczędzać, kolejka dla wszystkich!! - już, już mieli wychylić sporą dawkę substancji podebranej prosto z wydziału chemii, gdy...
- PROESORZE!!!
- Pij, nie przeszkadzaj!
- Ale profesorze... DINOZAUR!!!
- Aż tak pijany jeszcze nie jestem...
Tymczasem wokół Nefeha, który rozpaczliwie usiłował się uwolnić, kompletnie zapominając o tym, że pewnie byłoby znacznie prościej, gdyby się zredukował do nieco mniejszej postaci, zebrał już się cały tłumek.
- ŻYWY DONOZAUR!!
- Niech mnie, ci od kości padną trupem z zazdrości!
- Nobel! Nobel w kieszeni! Przepijemy naszej babci Nobel caaaaałyyyy, Nobel caaałyyy...
- O, nawet ogniem zionie!
- A jesteś pewien, ze to naprawdę dinozaur?... ^^"
- "Dobrze ci tak, cholero! I może dzięki temu o mnie zapomną... ^^"

Tymczasem w herbaciarni towarzystwo było zbyt zajęte poszukiwaniami lawendy na mole, by zauważyć, że Pierwszy Sekretarz AntuyWiPu wymknął się po cichu, by knuć straszliwą zemstę i zmuszać swoich ludzi do prac budowlanych. Niestety, po przetrząśnięcoiu wszystkich zakamarków poza Szafą, która nie wiedzieć czemu odmówiła posłuszeństwa (bała się o ukochane zwierzaczki?), doszli do strasznego wniosku:
- NIE MA!!!

- Co robimy?
- Idziemy po zakupy?
- Świetnie, może przy okazji odzyskamy pewien posążek, zanim Agenda się wkurzy i oskarży nas o wydawanie swoich członków na wyrafinowane tortury?
- A jak masz zamiar to zrobić?
- Szybki teleporcik i po krzyku, teraz zajeci są Nefehem - Miya obserwowała całe zamieszanie przez wyrzuconą niegdyś przez Szafę loretkę (ciekawe, skad ona bierze takie bajerki? podbiera Agendzie!? O.o).
- Leć! Dopóki można!
Po chwili Miya taszczyła już przez portal nieco podniszczoną bryłę kamienia.
- Jesteś okrutna! To niepowetowana strata dla tamtejszej nauki! :D
- "Serika... Zamknij się... Błagam cię, po prostu się zamknij! = ="
- I co? Wraca pod piramidę?
- Przecież Avellana poszła sprawdzić, czy w jej bibliotece nie ma czegoś o odkamienianiu... Zaraz wróci i po krzyku...
- Już wróciła! - Avellana położyła na stole cieżkie, zakurzone tomiszcze, którego kartki lśniły tajemniczym blaskiem... (nie uznaję wytłumaczenia, ze ktoś przed 10 minutami oblał je tłustym sosem!).
- I co? I co? Prawda, że będziemy mieć posąg Svarożyca w ogródku do końca świata? :>
- Znalazłam jedno... To musi być gdzieś tu... O, jest! Sami zobaczcie!
- Jjasne... A sądzisz, ze umiemy przeczytać te znaczki?
- Analfabeci! - westchnęła Avellana. - W każdym razie odpowiednie wezwanie imienia delikwenta powinno go zaktywować. Takie proste, a na to nie wpadliśmy...
- To na co czekamy? MAZOKU!
Nic.
- Emmm... A może wersja pełna? Lord Mazoku Mazoku!
Nic.
- Albo coś źle robimy, ale "Mazoku" to tylko kryptonim... ^^"
- Co jest dosć oczywiste --"
- Agenda nas powybija. __^__
- Jest ktoś, kto może znać prawdziwe imię tego drania?
Papatrzyli po sobie...
- Agenda?...
- NEFEH?!

Tymczasem:
- NIEEEEEEEEEEEEE!!! - okrzyk rozpaczy profesora powybijałby szyby we wszystkich okolicznych oknach, gdyby tylko na tym zadupiu jakieś istniały. - Gdzie on jest? Gdzie? Mój Svarożyc, maleństwo kochane...
- Przeciez mówiłem, że to Perun... - chlipnąl doktor.
- Co tam posąg, TO nie wymknie się nam tak łatwo! - Nefeh rozpaczliwie usiłował zwiać. Ale ani w małej, ani w dużej postaci nie był w stanie wygrać z bandą pozbawionych instynktu samozachowawczego, a za to pełnych ce-dwa-ha-pięć-o-ha przedstawicieli elity intelektualnej.
- No już, kici, kici, zrób się duży, zebyśmy mogli cię pokazać na konferencji...
- Może jest głodny?
- Masz marcheweczkę... ^^

...
- I WY SĄDZICIE, ŻE TEGO SMOKA DA SIĘ ODBIĆ?! O.o

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 05-04-2004, 20:36   

Minęło trochę czasu... Nawet sporo czasu. Towarzystwo zgromadzone w herbaciarni raz na jakiś czas zaglądało na miotłowego questa (nie ma to, jak zdolność podróżowania między światami ^^), piło herbatkę, opalało się korzystając z faktu, ze w Blue Haven brakowałol dachu (o innych elementach jużnie wspominając), fałszywy pomnik Mazoku ulegał sobie spokojnie erozji... Krótko mówiąc nudzili się. Nie, żeby było w tym coś złego, ale Wiosna (która przecież jest nasza! :D) powinna nastrajać do nieco większej aktywności.
- Gdzie te czasy, kiedy ratowaliśmy świat przed Straszną Ewcią? - przeciągnęła się ziewając Serika.
- Aaaa tam... Trzeba się było wspinać na jakieś góry i w ogóle... - Sat kończyła kolejną herbatkę.
- Może byśmy przynajmniej Herbaciarnię odbudowały?..
- Chce Ci się?
- MNIE NIE! :> - uśmiechnęła się perfidnie Serika. Wyjęła z szuflady laptopa Sat i zaczęła coś wystukiwać.
- O, co robisz? - zainteresowała się Miya.
- Załatwiam ekipę budowlaną! ^.^V

"Kochani Wrogowie!
Pamietacie kenderów? Na pewno pamiętacie, tak bardzo Was lubili! ^^ W każdym razie dostaliśmy od nich na pamiątkę (kochane maleństwa, trzeba było tylko wyrwać i szybko wrzucić delikwenta do portalu) parę rzeczy z naszywką "AntyWiP". Podobno wasze... ^^" Chcecie odzyskać ten wielki płóciany worek, małe drewniane pudełeczko i wielki, czerwony kryształ? ;> Jeśłi chcecie jeszcze kiedykolwiek zobaczyć Wasze maleństwa, stawcie się jutro w pozostałościach Blue Haven w pełnym rynsztunku... budowlanym. Za odbudowaną Herbaciarnię czeka nagroda! :>

Z poważaniem
Stowarzyszenie WiP"

- Łaadneeeee? :>
- A wiesz, pysiulku, jak ta Herbaciarnia może potem wyglądać? __^__
- Właśnie nie wiem! Czas się chyba przekonać! :>

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 05-04-2004, 22:53   

-AA PSik!- W klebach kuszu nad glowami pieknych, inteligentnych, uroczych etc. pojawil sie maly, szary smoczek. NAturalnie, nagle pojawienie sie gadziny nie moglo przejsc niezauwazone. Piekne panie natychmiast zareagowaly z podziwu godnym refleksem:

-Jaki slodki! Kawaii! Seri, kup mi takiego!

Sm00k spojrzal z lekkim przerazeniem na WIP. Przylecial w celach pokojowych, a tu sie zanosiloo....
Proces myslowy zostal zaklucony, gdy jedna z dziewczyn zdolala siegnac wyzej i zlapac smoka za ogon. Zdolal tylko wydac niezrozumialy skrzek, po czym zostal wciagniety w mase kobiecych cial...
Powrót do góry
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 05-04-2004, 23:03   

- Trzymasz go?
- Trzymam!
- Związuj! Szybko!!!
- Że... co?! O.o - wydusił z siebie Sm00k.
- Ale on jest taki słodziusi... Zostawcie mi go! - zaprotestowała Irian.
- Przecież zostawiamy - uśmiechnęla się Serika. - I zostanie tu tak długo, dopóki do niego nie przyjdą. Z narzędziami i w strojach roboczych! ^^
Nieszczęsny zakładnik usiłował się wyrwać, ale nawet zwinne ciało smoka nie mogło wyślizgnąć się z więzów.
- Ale ja przyszedłem tylko...
- Odbudować herbaciarnię! ^^ RAZEM Z KOLEGAMI!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 17 z 22 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 16, 17, 18 ... 20, 21, 22  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group