FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 20, 21, 22 ... 28, 29, 30  Następny
  Jaka jest wasza ulubiona broń? Proszę piszcie!
Wersja do druku
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 24-04-2003, 21:21   

<pojawia sie przy walczacych oddzialach>

F : Naprzod! Ich sily sa zalosne, mamy wielka przewage! <przecina mieczem kilka niefortunnych Mazoku>.

X : Patrzcie kto wrocil :P. Szybko wracasz do sil jak na takiego staruszka...

F : Hehe...to samo moglbym powiedziec o tobie ze wzgledu ze jestes JESZCZE starszy odemnie :P

<wszyscy zpychaja resztki sil Dynasta do tylu, te jednak nagle unosza sie w powietrze i zacznaja zbierac rownoczesnie energie do wielkiego ataku>

X : Odpowiemy tym samym! Zolnierze przygotowac wiazki energii!!

F : Nie Xell!! Mam lepszy pomysl... <laczy sie telepatycznie z Lina stojaca na pobliskim pagorku>Mam nadzieje ze nie jestes jeszcze do konca wykonczona? :D

L : Skadze :P

F : No to mam dla ciebie zadanie bojowe - widzisz te chmare w powietrzu przed nami? Jeden Dragu Slave powinien wystarczyc...

L : OK!
<rozpoczyna inkantacje>

D : <stojac po srodku kregu w powietrzu> Zmieciemy was wszystkich z powierzchni ziemi!

F : Watpie zebyscie zdazyli...

D : Co?! <nagle slychac donosne "Dragu Slaaave!!" i wielka wiazka czerwonej energii uderza w sam srodek kupy demonow niszczac niemal wszystkie>

F : Trafiony, zatopiony panie szachisto <szyderczo sie usmiecha> Masz teraz niewielu zolnierzy...

D : <Nieco osmolony> Stawaj do walki jeden na jednego!

F : Posuwamy sie juz do tak drastycznych metod? Nich ci bedzie...<wyciaga miecz>

R : Ja chce z nim walczyc! <pojawia sie przed nimi z blekitnym mieczem>

F : Nie moge ci na to pozwolic...Miecz Aqua nie bedzie w stanie zneutralizowac Humusa, pozatym brak ci jeszcze doswiadczenia. Jesli jednak przegram - bedziesz mial swoja szanse.

R : ....

<obydwaj przeciwnicy wznosza sie w powietrze, a Mazoku z obydwu armii otaczaja ich tworzac duzy okrag jako pole walki>

D : <macha mrocznym mieczem> To bedzie zabawne.

F : <robi kilka kolowrotkow swoim, czerwonym orezem> Nie przecze...

<dochodzi do starcia, w ktorym uwolniona energia obydwu mieczy az promieniuje na obserwatorow.>

D : <po kilku minutach walki> Legendy nie klamaly o twoich umiejetnosciach szermierczych...ale nie tylko ostrzem sie wojuje <mowiac to uwolnil potezny promien energii z Humusa, ktory wczesniej omal nie zabil raflika>

F : <widziawszy juz te sztuczke wczesniej sprawnie unika i zwiekszajac swa predkosc dochodzi do przeciwnika i podcina go po zebrach> Potrafie sie uczyc na bledach innych. Teraz moja kolej <ustawia swoje ostrze poziomo i z koncowki odpala czerwony promien podobny do tego z Humusa>

D : <odsuwa sie, jednak wiazka musnela go po twarzy czyniac szrame> AAA! <i ponownie rzuca sie do bezposredniego zwarcia>

F : <unika jego ciosow bez wiekszego problemu i odpowiada swoimi, ktre juz sa bardziej celne> Wybrales nie tego czlowieka do walki na miecze!

<po kilku minutach Dynast nadal otrzymywal kolejne ciecia, raniace go coraz glebiej, podczas gdy jego przeciwnik nie zostal jeszcze nawet tkniety>

F : Cos mi sie zdaje ze przegrasz...<teleport w jego strone i zamach, ktory jednak zostaje zablokowany>

D : <trzymajac swoje ostrze w zwarciu silowym z orezem przeciwnika> Kto mowil ze ta walka ma byc fair? <usmiecha sie obrzydliwie>

F : He? <zaskoczenie maluje sie na jego twarzy gdy wyczuwa ze ktos od tylu wlasnie zamierza go zaatakowac. Wyrywa swoj miecz z pojedynku silowego i obraca sie o 180 stopni przecinajac agressora w pol...a okazuje sie nim byc - Sherra, ktora po wydaniu z siebie jeku znika bedac zniszczona calkowicie>

D : Poswiecenia sa konieczne dla wyzszego celu <i zanim jego przeciwnik mial szanse zareagowac wbija mu czarne ostrze Humusa na wylot przez brzuch>

F : <grymas bolu> Ghhhh....<Grausherra wyjmuje miecz z rany> Niezle to sobie obmysliles "strategu" <ledwo trzymajac zaklecie lewitacji>. Ta runda jest twoja...ale nie szkodzi - zginiesz, jesli nie z mojej reki, to z kogokolwiek innego wsrod druzyny! <upuszcza miecz i sam opada bezwladnie na ziemie, tworzac kaluze krwi pod soba>

D : Jednego mniej hahaha...kto nastepny?! <zwraca sie do resztek swoich zolnierzy> A wy co tak stoicie?! "zabawcie" reszte gosci! <Mazoku przystepuja do ataku>

R : <materializuje sie przy przegranym> Trzeba mu pomoc!

L : Obawiam sie ze to niemozliwe...jakiekolwiek zaklecie leczace by go teraz zabilo - w koncu on zyje dzieki energii Shabbiego. Uratowac go moze teraz tylko ta energia, zanim moc Humusa wyssie z niego cale sily witalne...w takim wypadku obawiam sie ze nic juz dla niego nie zrobimy.

<slysza glos w glowach>
Mort : Poprawny wniosek...jednak Rycerz Shabranigdo nie umiera tak szybko...jego serce moze juz nie funkcjonowac, ale moc Rubinookiego Lorda nadal moze wszystko przywrocic do dawnego stanu...aby to sie stalo musze miec z nim kontakt zarowno fizyczny jak i astralny... tylko w ten sposob mozna sprawic ze Rycerz jest niemal niesmiertelny. Ktores z was musi wlozyc mnie w jego reke...Jednak musi to byc ktos posiadajacy conajmniej ZBLIZONA aure do jego...tylko wtedy moc ktora pobiore bedzie w stanie go uleczyc.

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 25-04-2003, 09:45   


Sae i Xellos pojawiają się w miejscu gdzie leży ciężo ranny Final. Rycerz jest w bardzo ciężkim stanie. Wygląda na to, że tym razem nie wywinie się śmierci..Wtem wszyscy zgromadzeni słyszą w głowie głos Mortisa.

L: Aura bliżona do aury Rycerza Rubinookiego? Oj, to ja i Rafl zdecydowanie odpadamy. Jedno naszet tchnienie i chłopak ma zapewnione spotkanie ze Stworzycielką.
S<w szoku wodząć umierającego druha>: Zabiję...zabiję go...<coraz bardziej wściekła> Chciał mojej mocy!? To mu ją zaraz dam! Pożałuje, że w ogóle przyszedł mu taki pomysł do głowy! -gdy w dziewczynie narasta gniew, jej oddech staje się bardziej chrapliwy. Wszyscy obecni czują jak jej aura ma coraz więcej wspólnego z aurą wysokich rangą Mazoku. Sae zamyka na chwilę oczy, próbując się skupić. Następnie sięga po miecz Finala. Przy kontakcie z jej dłonią, miecz zajaśniał delikatną czerwoną poświatą. Włożyła go w ręce Finala. Miecz jaśnieje coraz mocniej a w Finalu ponownie zaczyna tlić się życie.
L: Ty tutaj siedź my idziemy pogonić kota garstce, która jeszcze została. Dołączycie, jak wydobrzeje. -Luna i Rafl idą na pole bitwy.

S: Final, otwórz oczy jeśli mnie słyszysz...
Final otwiera rubinowe ślepka.
S: Słyszy mmnie.
F<przywraca oczom normlany kolor>: Cholera, że tak głupio dałem się podejść! Zabiję zaraz tego szachistę!
S: Hola! Ja też mam z nim rachnki do wyrównania.
F: Masz moc, co już udowodniłaś, ale twoje szpony nie pomogą pokonać Humusa.
S<z wrednym uśmieszkiem>: Nie? A przypominasz sobie to? -Sae recytuje cichutko pewną formułkę, pojawia się ametystowy całun, który spływa na szpony.
F: Co zrobiłaś?
Dziewczyna przybliża szpony do miecza Finala. Obie bronie emitują czerwoną aurę.
F: Sprytne. Ruszajmy, mamy bitwę do wygrania.

Cała trójk skoczyła do przodu, gdzie Dynast wydawał chaotyczne rozkazy resztce swojej armii.
D<do Finala> : To ty żyjesz? Chyba jesteś odporniejszy niż mówią legendy. <kiedy obok niego dostrzega Sae, uśmiecha się wrednie> Aa rozumiem. Ten kameleon potrafi przecież udawać wszystko co stworzone. A ty kapłanie Zellas czego tutaj?
X: Ja tu robię za widownię<po czym energetycznym atakiem powala jednego ze sług Dynasta>
S<próbując opanować gniew i nienawiść>: Stawaj do walki.
D: Dwóch na jednego? To nie jest fair <ironiczny usmieszek>
S: Nie mów, że ty grałeś fair...A teraz stawaj!
D: Jak sobie życzysz Kruku. Zabicie ciebie będzie dla mnie zaszczytem- trafię do legend, tam skąd ty przybyłaś.

Cała trójka szykuje się do uderzenia. Sae likwiduje otaczający ją całun.
F<myśli>: Co ty wyprawiasz??
S: Ten jego miecz... Jego moc pochodzi przecież z nienawiści prawda?
F: Tu jest jej tyle, że twoje dąsy mało zmienią.
S: Możliwe, całkiem możliwe...

Dynast, znudzony najwyraźniej bezczynnością, zaatakował Sae. Ta zablokowała uderzenie miecza szponami. Przy kontakcie z mieczem zajarzyły się na czerwono.
D: Jak to?
Sae, z wrednym uśmieszkiem, wykonała obrót w kierunku Lorda, ten już odpowiednio ustawił miecz do odparcia ataku, gdt dziewczyna nagle kucnęła i wsadziła mu szpony w kolana.Dynast padł na ziemię i zawył. Final w tym czasie znlazł się za plecami Lodowego i już wykonywał zamach, by zakończyć tę bitwę, gdy Dynast odrzucił oboje atakiem energetycznym. Podniósł się z trudem. Wściekle zakręcił młynka i puścił dwa pociski w kierunku Sae. Ta zaczęła uskakiwać do tyłu mamrocząć przy tym jakieś słowa. Gdy pociski były już dostatecznie blisko stanęła.
F: Sae, uciekaj!
Zanim zdołał dokończyć ponownie całun otoczył dziewczynę a ta przechwyciła pociski na szpony.
D: ?! Jak to!?
F: ?! O żesz ty!
S: Zobaczymy jak tobie się to spodoba.
Sae rzuciła się z dzikim rykiem na Dynasta a Final cięciem koło łokcia wytrącił mu miecz z ręki. Po czym sam odsunął się na bezpieczna odległość. Sae, będąc już wystarczająco blisko, wypuściła przechwycone pociski ze szponów. Oba trafiły Dynasta...



_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 25-04-2003, 12:32   

Tymczasem nieco dalej...
L: Zobacz... te Mazoku ktore przezyly uciekaja
R: HURAA!! WYGRALISMY....
X: hej a zobczcie szanownego Pana Dynasta
R&L: he? gdzie....
<i spojrzeli na Dynasta gdy ten pada na kolana po ciosach Sae>
R: No to kolejnego pana mamy z głowy...
L: jescze nie.... niewiadomo co zrobi, gdyż jest bardzo przebiegły...
R: ale co on mo.... AAAAAAAAA
<raflik upada w na ziemie trzymajanc sie za glowe>
L: RAFLIK CO CI JEST
R: Dynast..... proboje mnie odbic
L: trzymaj sie... Trzeba dobic Dynasta
R: Pospiesz sie....co za Bol
L: Xselos pilnuj go i jesli sie podda unieuchom Go
X: Dobrze
<i Luna leci w kierunku Sae Finala i Dynasta...>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 25-04-2003, 15:52   

<po oberwaniu niespotykanym dotychczas atakiem od Sae, Grausherra probuje podniesc sie z ziemi, majac powaznie uszkodzana zarowno forme fizyczna jak i astralna>

F : <podchodzi i przyglada sie dwom wielkim dziurom w korpusie przeciwnika> Przegrales. Nie masz juz armii, a i sam nie jestes nawet w stanie podjac walki.

D : <zadyszany> Nie...to niemozliwe! To ty powinienes tu lezec i krwawic nie ja!! Wszystko bylo obmyslane z chirurgiczna precyzja...moj plan nie mogl zawiesc!

F : Twoj plan zawiodl juz kiedy zaczales wprowadzac go w zycie...gdyby twoim slugom udalo sie nas pojmac w odleglej przeszlosci - byc moze dopialbys swego. Teraz pozostaje tylko kwestia jak cie dobic i kto ma to zrobic...

D : Dobic? Ha...hahaha! Nie odwazysz sie! Juz masz na pienku u Rubinookiego...jesli teraz mnie zabijesz to Shabranigdo zrobi to samo z toba. On nie lubi gdy ktos wyrywa mu z lap szanse na ukaranie swoich poddanych...

F : Czyli sugerujesz ze powinienem doprowadzic cie do Shabbiego zeby ten mogl cie "ukarac"? Przykro mi ale nigdy nie bralem jencow wojennych i nie zamierzam tego zmieniac. Mysle ze to Sae powinna dobic tego delikwenta - w koncu to na nia polowal.

S : Z przyjemnoscia!

F : Zostawiam to twojej inwencji...tylko nie rob z niego meczennika - to wojna a nie rzez niewiniatek, a chyba nie chcemy by Mazoku zapamietaly go jako "nieszczesna ofiare Kruka"?

S : <podchodzi i zamierza sie szponem, jednak w tej chwili dzieje sie cos nieoczekiwanego>

D : Byc moze i jestem ciezko ranny...ale to nie przeszkodzi mi w zabiciu was wszystkich! <zbiera wokol siebie wielka energie>

X : Chce wysadzic nas w powietrze? <przygotowuje oslony>

F : Nie...nie o to mu chodzi - wszyscy do gory! Szybko zanim nas zamrozi!

R : He? :shock:

F : Ruszaj sie! <lapie radflika za kolniez i zaciaga ze soba w powietrze, reszta takze szybko podaza za nimi w sam czas aby uniknac bycia zamrozonymi w wielkiej bryle lodu, ktora otoczyl sie Dynast>

X : To mial byc ten jego zabojczy ruch? <niedowierzajacy usmiech> Wyciagnijmy go z tej skorupy

F : Ten czyn pokomplikowal sprawy...nie rozbijesz tego lodu zwyczajnymi srodkami Xell...on jest utworzony z esencji astralnej Grausherry.

X : Nie rozbije? Zobaczymy...<wypuszcza w strone bryly jeden ze swoich opatentowanych atakow czarnymi stozkami, nie zdaje sie on jednak nawet byc w stanie zadrapac powierzchni>

R : Ja sprobuje! <zamierza sie na atak mieczem>

F : Stoj! Moc wody ktora wlada ten miecz tylko wzmocni pokrywe...<wyjmuje swoj miecz> Zobaczymy jak to sobie poradzi, Hiaa! <zamachnal sie z calej sily, jednak nie zdolal przeciac twardej powierzchni zostawiajac jedynie niewielki slad ostrza> Nic z tego...calutki rok bysmy musieli tak kopac zeby go stad wyciagnac ^^".

S : <z zfrustrowania rzuca jeszcze kilka wiazek w lod> To co robimy? Przeciez nie puscimy mu plazem tych wszystkich numerow!

F : Hehe...trzeba wytoczyc ciezszy kaliber... <teleportuje sie na pobliski pagorek, chowa miecz i zdaje sie zbierac w sobie czerwona energie>

X : O nie...nie mowcie ze on znowu chce zrobic taka czystke jak wtedy! ^^"

F: <nie przerywajac zbierania mocy> Spokojnie Xell drugi raz tego nie uzyje bez koniecznosci...ale i tak radze wam sie usunac, najlepiej stancie za mna. <wszyscy zgodnie z rada usytuuowuja sie za nim>

S : Co ty wlasciwie zamierzasz?

L : Ja juz sie chyba domyslam...sadzisz ze to wystarczy?

F : <zakonczywszy koncentracje stoi z otaczajaca go czerwona aura> Mam nadzieje...<wysuwa obydwie rece przed siebie i po chwili zbiera sie w nich wielka czerwona kula energii>

S : Czy to przypadkiem nie jest... :shock: !

F : Draguuu Slaaaave!!! <zaklecie wypuszczone uderza centralnie w lod i wzbiera za soba tumany dymu>

All minus Luna : :shock:

R : Jak ty rzuciles to zaklecie bez inkantacji? :shock:

F : Hmm powiedzmy ze to taki bonusik dla Rycerza w postaci mozliwosci bezposredniego zebrania mocy Rubinookiego nawet bez inkantacji i marnowania wlasnej pojemnosci magicznej :P. Nie wspominalem ze moge to zaklecie rzucic?

All : <kreca glowa przeczaco> nieee....

F : Wyszlo mi z glowy ^^" <spoglada na krater utworzony przez wybuch i zauaza ze zaklecie bylo skuteczne...po czesci gdyz najtwardsza pokrywa lodu - bedaca najblizej "zakonserwowanego Dynasta, nadal byla nienaruszona>

X : Widac to za malo na tego "twardziela"...

F : Hmmm <mysli chwile> nie szkodzi. Mam inny pomysl <znika>

<po kilku minutach wraca juz razem z zostawiona nieco w tyle Lina>

F : A wiec skoro juz to omowilismy to bierz sie do dziela ^^.

Li : Jasne jasne...ale oczekuje dodatkowej rekompenasty za to! <podchodzi do "skorupy" Dynasta mamroczac cos pod nosem>

F : Ciekawe czego tym razem bedzie chciala... ^^"

<po chwili wszyscy zorientowali sie ze zaklecie ktore Lina wymawiala nie bylo niczym innym jak slynne Ragna Blade>

F : Teraz zobaczycie na wlasne oczy jak wyglada wlasciwy orez Rycerza Chaosu.

X : Ja juz widzialem wiele razy ^^.

F : Mylisz sie Xell...kiedy mnie nie bylo dalem jej kilka wskazowek jak kontrolowac moc przeplywajaca przez jej cialo aby moc utrzymac chaotyczne ostrze przez dosyc dlugi czas, nie tracac jednoczesnie na jego potedze. <zadowolony z siebie>

Li : <skonczyla inkantacje> Ragna Blade!!! <uderzenie wszechpoteznego zaklecia natychmiast skruszylo pokrywe lodowa raniac przy tym takze i siedzacego w niej "zolwia">

D : <wydaje z siebie przerazliwy wrzask> Hu...zdaje sie ze mieliscie wiecej sojusznikow niz myslalem <sila woli powoli przysuwa lezacego nieopodal Humusa do siebie>

F : <zauwazyl to u szybko zlapal morczny miecz przed Grausherra> Mysle ze juz wystarczajaco bylo ofiar od tego przekletego miecza...niech przepadnie! <podrzuca go wysoko do gory, i gdy opadal z powrotem, przy pomocy Mortisa przecial go na 5 czesci, ktore rozsypaly sie po okolicy>

D : Nie! Jak mogles zniszczyc ten bezcenny miecz?! Czy wiesz ignorancie ze bez niego zaklecie Final Impactu nie bedzie juz mozliwe?!

F : <nieco zaskoczony> A wiec to byl twoj plan...tym lepiej ze niszczylem ten miecz. Zaklecie Final Impactu jest niezwykle niebezpieczne i nie powinno nigdy byc uzywane. <zbiera wszystkie szczatki Humusa i dyskretnie chowa do swojej kieszeni astralnej w pelerynie>

S : Co to za zaklecie? Nigdy nie slyszalam.

Li : Ani ja...

L : Wspominalam ci kiedys o tym siostrzyczko, ale jak zwykle bylas zbyt nieuwazna zeby zapamietac...<grozne spojrzenie>

Li : Eeee...zaraz sobie przypomne! ^_^" <chowa sie za Sae>

F : Final Impact to zaklecie wymagajace wszystkich legendarnych mieczy, w tym Morta, Humusa i Vitae ktory ma przy sobie Luna...daje ono wiele mozliwosci, zaleznie od woli rzucajacego moze ono unicestwic wroga, ukrasc jego dusze i zasilic nia rzucajacego, albo przetransportowac dusze rzucajacego do ciala ofiary, wraz z zachoiwaniem swoich wlasnych zdolnosci i zyskaniem zdolnosci ofiary...<mowiac to spojrzal znaczaco na Sae>

S : Wiec o to mu chodzilo...ale do tego potrzebne mu byly wszystie miecze.

F : Zgadza sie...dlatego tez ja bylem jego celem, a pozniej pewnie stalaby sie nim Luna. Nie wiem jednak gdzie obecnie znajduje sie reszta mieczy.

L : Zaklecie o ktorym mowimy ma duzo wiecej zastosowan...jesli rzucalby je ktos z duzym doswiadczeniem magicznym i umniejacy sprawnie poslugiwac sie sila woli - moglby zrobic cokolwiek by sobie zazyczyl. Pomyslcie o tym w ten sposob : Miecze bedace razem symbolizuja jednosc wszytkich ras i co za tym idzie wladze nad tym filarem jaka LoN podarowala nam wszystkim...

F : Mniejsza z tym...my tu gadu gadu a ptaszek sie regeneruje <wskazuje na Dynasta ktorego rany zaczynaly juz sie zasklepiac>. Sae, wykoncz go od razu, chyba ze wolisz bym ja to zrobil...W sumie to pewnie niewiele juz mi czasu zostalo na tym swiecie wiec moze lepiej abym mial jak najmniej ofiar na koncie...byc moze nawet Wladcy Zaswiatow okaza troche politowania i wwala mnie do jakiegos niec wyzszego pietra w piekle...

<wszyscy czekaja az ta zada ostateczny w tej bitwie cios>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 25-04-2003, 17:18   


Sae podchodzi do Dynasta. Całun wokół jej postaci pulsuje rytmicznie.Szybkim ruchem zatapia szpony w miejscu, gdzie zazwyczaj znajduje się serce. Po chwili Dynast opada bezsilny a jego ciało rozsypuje się w proch.

X: Wygląda na o, że to już koniec bitwy.
S<zamyślona>: Tak..na to wygląda...Ale to jest zarówno początek. Wiecie, coś się kończy coś się zaczyna..
F: Sae, chyba nie zamierzasz straszyć nas teraz opowieściami o Nowym Ładzie, co? Poza tym nie zapominaj, że właśnie jesteś otoczona przez tych co bronią tego porządku...
S: Final, próbujesz mnie nastraszć? Ty, który zapewnie, jeśli nie stanie się cud stracisz godność Rycerza a co za tym idzie i życie? Czy może ich masz na mysli <wskazuje na siostry-czarodziejki>, które nawet nie zdążyłyby zareagować gdyby zachciało mi się szaleć? A może masz na myśli resztki armii Zellas? Nie Final...Nie obawiam się tego...
Wszyscy jakby odrobinę poddenerwowani stają w pozycji lekko obronnej.
S: Nowy Ład nie rozwiązałby niczego, stary nie był taki zły...Tylko, że rónowaga jest zachwiana i to poważnie...
L: I co chcesz z tym fantem zrobić? Wybić dla równowagi trochę smoczej elity? Czy teraz będziesz polowała na Smoki, jak niegdyś na Mazoku?
S<z wrednym uśmieszkiem>: Niektórym Smokom przydałaby się lekcja pokory, ale to już nie moje zmartwienie.
F: Co zrobisz?
S<uśmiechając się bardzo tajemniczo>: Zobaczycie...Zobaczycie...Ale zamiast może wysłuchiwać moich planów na przyszłość, Ty powiesz co zamierzasz? Rubinooki na pewno nie omieszka dać Ci nauczki, choć udało Ci się utrzymać jego hegemonię...
F: Nie byłbym optymistą jeśli chodzi o Shabbiego. Poza tym...chyba powinniśmy cieszyć się zwycięstwem a nie planować stypę, co?

Wszyscy próbują się usmiechnąć, ale wychodzi im to odrobinę marnie..
L: Skoro uroczyście mamy ogłoszony koniec bitwy, to każdy może pójść w swoją stronę. <wyciaga rękę do Finala> Rycerzu Rubinookiego, żegnaj! I ty też Kruku <skinęła głową na Sae>. I w ogóle wszyscy trzymajcie się...Pożegnania nigdy nie były moja mocną stroną...
S: Final...Dzięki...<wygląda, jakby chciała powiedzieć coś jeszcze, ale rezygnuje, odwraca się i odchodzi, po chwili jednak zatrzymuje się rzuca prez ramię> Jakbyś jednak potrzebował kiedyś czegoś...wiesz jak mnie znaleźć. -odchodzi jeszcze kawałek, po czym znika.

Ciemna i duszna komnata. Owy cień na chwilę rozświetla ametystowa aura.
Sh: Proszę, któż mnie raczył odwiedzić. Myślałem, że tego zaszczytu już nigdy nie dostąpię.
S: Wierz po co tu jestem prawda?
Sh: Uwielbiam jak śmiertelnicy o coś mnie proszą. Czyżbym był próżny? Sama jednak przyznasz,że kiedy sam legendarny Kruk się zjawia o coś prosić można poczuć się dobrze.
S: Pzestań.
Sh: Nie w smak ci to? <słyszać dźwięk podobny do śmiechu> Może i bym rozpatrzył twoją prośbę, pytanie...co ja z tego będę miał?
S: Jesteście osłabieni...Smoki, mimo iż na to nie wygląda mogą to wykorzsytać. Stanę wtedy po waszej stronie.
Sh: I to wszystko dla niego?
S: Dla niego przy okazji. Liczy sie Równowaga.
Sh: A jeśli smoki nie zaatakują? Co wtedy?
S: Będziesz miał moją wdzięczność.
Sh: Liczyłem, że powiesz coś w stylu" Będziesz mógł wtedy prosić o cokolwiek zechcesz".
S: Nawet o tym nie myśl...
Sh: Odejdź. Rozpatrzę twoją prośbę, ale decyzja i tak należy do mnie, nie zapominaj o tym.
S: Nie zamierzam, jeśli jednak rozpatrzysz ją po mojej myśli...ja ci też tego nie zapomnę. -postać znika.


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 25-04-2003, 19:31   

<nie spieszac sie podrozuje przez astral>

F : No to nam sie udalo Mort...bitwa skonczona, Dynast gryzie ziemie wraz ze swoja armia, Sae zywa i zdrowa co sie tyczy takze mnie i ciebie.

M : Tak...pytanie tylko jak dlugo to ostatnie stwierdzenie bedzie prawdziwe. Dobrze wiesz ze Rubinooki nie jest glupcem za jakiego go maja smiertelnicy, jesli myslisz o wykorzystaniu wymowki pokonania Dynasta w jego sprawie - mozesz sie przeliczyc.

F : Wiem ze zwykle Mazoku maja wysokie mniemanie o ich stworcy - ale zostaw kantowanie mnie bo ty przeciez nie jestes do tego zdolny ^^".

M : Od wielu stuleci jestem twoim glosem sumienia i sytuacje w ktorych moja ocena byla niesluszna mozna policzyc na palcach jednej reki...

F : W takim razie dzis mam zamiar dodac do rachunku nastepny paluszek :D. A tak w ogole to co wedlug ciebie mialbym zrobic? Kryc sie przed Shabbym do konca zycia? Pewnie byloby to bardzo krotkie zycie...

M : Zgadzam sie. A jesli chodzi o problem co masz zrobic...moze pokazanie pokory i prosba o przebaczenie daloby efekt?

F : Ty i te twoje formalizmy Mort...ja jestem czlowiekiem, nie Mazoku i z pewnoscia nie chcialbym zginac okazujac skruche przed Shabbym :P. Bo chyba nie wierzysz sam ze wybaczylby tylko dlatego ze go przeprosilem?

M : <po chwili ciszy> Watpliwe...

F : Sam wiec widzisz ze jesli mam ocalic nam obydwu tylki - musze dzialac tak jak zrobilby to czlowiek...


<materializuje se w sypialni Shabbiego gdzie bydlak juz na niego czeka>

Sh : <z wyczuwalna ironia> Witam serdecznie... gdzie to szanowny pan byl przez te kilka dni? Nie przypominam sobie abym wysylal go na jakas misje...

F : <z tak samo falszywym usmieszkiem> Ja takze cie witam Wieeeeelki Lordzie Shabranigdo <wykonuje przesadny uklon>.

M : Jesli nie chcesz znowu oberwac nie pzesadzaj! Jego cierpliwosc na drwiny jest bardzo ograniczona...

F : Hehehe...pozwol staremu przyjacielowi na chwile satysfakcji przed egzekucja 8)


Sh : Jesli chodzi o twoje poczynania to jestem zaskoczony...jednak nie wydawalem polecenia ataku Dynasta, a juz w szczegolnosci armia Zellas...

F : Moja lojalnosc do ciebie Lordzie przejawia sie w dzialaniu nawet bez rozkazu, tylko po to zeby wypelnic twoja wole <ponowny blaznowaty uklon>

Sh : <udajac ze nie widzial drwiny> Bitwa zakonczyla sie dla nas pomyslnie, pomijajac maly szczegol gdzie to dowodca dal sie bezmyslnie podejsc i omal nie przywital sie z Hellmasterem...

F : Jak to kiedys powiedziales Lordzie - ludzie robia wiele glupich bledow...

Sh : Taaak...ludzie to glupia rasa, ktorej powstanie bylo pomylka. Przy pierwszej okazji poslemy ich wszystkich na tamten swiat.

F : <starajac sie zdusic irytacje> Tak jest...

Sh : A wracajac do terazniejszosci <przymruzyl na niego swoje wielkie rubinowe slepia> Chyba nalezy ci przypomniec ze dzialania na wlasna reke bez rozkazu przysluguja ci tylko w sprawach prywatnych - ta sprawa byla ogolnej wagi dla Mazoku. Zabiles mojego Lorda bez przedyskutowania tego ze mna. To zostawia mnie z tylko jedna wartosciowa podwladna, gdyz Dolphin jest niezrownowazona i nie ozna na nia liczyc. Twojego czynu nic nie usprawiedliwia...

F : <myslac jak z tego wyjsc> Dynast byl slaby Lordzie...w walce ze mna nie mial najmniejszych szans i uratowal sie tylko podstepem. Gdyby nie mial przy sobie Humusa - zginalby bardzo szybko, albo z mojej, albo czyjejs innej reki. Taki sluga nie jest ci specjalnie potrzebny zwlaszcza ze knul spisek przeciwko twojej wladzy.

Sh : Nieposluszni sludzy tez sa mi dziura w moscie! <powstrzymal sie od wybuchu gniewu i tym samym ataku> W kazdym razie bede cie mial na oku...moje rozkazy wykonuje sie bezapelacyjnie, a jesli w danym momencie sie ich nie ma - z pewnoscia sie ich nie uprzedza. Akurat mialem nieco inne plany co do Dynasta. Trudno...sa jeszcze inne mozliwosci...<usmiecha sie wrednie rozmyslajac>. Mam teraz dla ciebie male zadanie po czym mozesz wziac urlop do odwolania...masz udac sie na Pustynie Destrukcji i wykonczyc tam pewnego niewygodnego mi Mazoku, ktory ukrywa sie w poblizu ruin swiatyni Phibrizzo. To wszystko, odmaszerowac.

F : <wychodzi zszokowany>To nie trzyma sie kupy...nawet mnie nie tknal a za takie przewinienie powinienem juz lezec trupem. Cos tu z pewnoscia jest nie tak...albo mnie do czegos potrzebuje, albo z jakiegos powodu nie moze mnie zabic. Tylko czemu? Nie pozostaje mi nic jak wykonac to polecenie...moze dowiem sie przy tym czegos ciekawego.

<teleportuje sie na piaszczysty teren Pustynii Destrukcji>

F : Huh...nie cierpie tego klimatu. <idzie w kierunku polnocnym szukajac ruin swiatyni>

<Tymczasem w Kataart>

Sh : Propozycja Kruka okazala sie interesujaca...taki sojusznik bardzo by sie przydal w walce. Jednak pewien Rycerz smie wykraczac poza role pionka i dazyc do stania sie graczem...nie mozna mu na to pozwolic. Jest teraz na Pustyni Destrukcji - znajdzcie go i wylaczcie z gry. Ja osobiscie nie moge tego zrobic bo to by lamalo moja umowe z Krukiem, ale w koncu dziewczyna nie wspominala nic o "Wypadkach przy pracy" ktore czesto zdarzaja sie w tej profesji <usmiecha sie szkaradnie>

okolo 12 Mazoku wysokiej rangi : Stanie sie jak rozkazesz Lordzie...<wszyscy znikaja>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 25-04-2003, 20:50   


Sae, podróżując przez Astral.
Dobra, jedno załatwione. Mam nadzieję, że ten przerosnięty krab posłucha mojej prośby...Przynajmniej tyle mogę dla niego zrobić...Teraz pora zająć się wdrażaniem Równowagi...Gdzie znajdę miejsce wyjątkowo ponure, żeby nikt mi się tam nie plątał? Ależ oczywiście! Pustynia Destrukcji! Tam nikt nie podróżuje z własnej woli...

Dziewczyna pojawia się przed świątynią Phibrizzo. Kieruje się do największej komnaty, do której leniwie sączy się światło. Rozsiada się wygodnie.

Właściwie to nie bardzo wiem, jak mam się za to zabrać...Hmm a co to? <ogląda malowidła na ścianie>. Wtem słyszy czyjeś kroki

S<myśli> Kogo tu u licha niesie!? Ja chyba mam jakiegoś pecha...Wybieram najmniej przyjazne miejsce na ziemi i co!? Jakis idiota sie tu wpycha. Ciekawe kto to...

Gdy przybysz staje w centrum komanty Sae, niedowierzając własnym oczom widzi...Finala. Ta wyłazi zza filara, który ją skrywał.
S: Final! Ależ niespodzianka! Co Ty tutaj robisz?
F: Sae?! No tak...Dowcipniś z niego. Sam mnie nie zabił to pozwoli na to jej. Ale ja sie tak łatwo nie dam! <sięga po miecz>
S:?! Zwariowałeś? O co ci chodzi?
F: Nie udawaj, że nie wiesz....
S: Zaraz mnie wkurzysz...Mów dlaczego machasz tym swoim brzeszczotem w mojej obecności!
F: Shabby dał mi rozkaz. Miałem tu znaleźć i wykończyć pewnego Mazoku. Nie przyszło mi na myśl, że ciebie...
S:?! Co!? A od kiedy to ja już jestem w szeregach Mazoku co!? Poza tym...
F: Co?
S: Skąd on by wiedział, że tu będę? Przecież nie informowałam go o swoich planach... Coś mi się tu nie podoba...

Nagle w sali pojawia się 12 Mazoku. Widząc Finala usmiechają się jadowicie, gdy zauważają Sae miny im lekko rzedną.
S: A wy czego tu?

Mazoku naradzają się między sobą. Jeden z nich zwraca się do Sae.
M: Kruku, co ty tutaj robisz?
S: Nie twój interes. Lepiej powiedz mi czemu on tu stoi i wymachuje mieczem?!
M: No bo..y..no właśnie! Dowiedzieliśmy się, że on chce cie zlikwidować i zostaliśmy przysłani jako wsparcie...
S: Jako wsparcie...Final...czy Ty też masz to głupie wrażenie, że ktoś robi nas w jajo...
F: Dokładnie...Chyba wreszcie zaczynam rozumieć co tu się dzieje. Shabby z jakiś względów nie mógł mnie osobiście wykończyć to wysłał mnie z misją-widmo na to zadupie, gdzie nikt nigdy nikogo nie szuka. Ci pewnie mieli mnie wykończyć- cicho i bez hałasu...
S: A pech chciał, że i ja sobie obrałam to zadupie jako miejsce na spacery...
F: Ale dlaczego Shabby nie utłukł mnie osobiście??
S<wściekła, chwyta jednego z Mazoku>: Nie będziemy tu teraz walczyć. Idźcie do swego pana i przekażcie mu, że nie podobają mi sie te zagrywki. Nie cofnę słowa, ale zaczyna mi sie to coraz mniej podobać...Zapamiętałeś?
M: Tak <znikają>
F: Sae...mam wrażenie, że tym razem ty jesteś lepiej zorientowana. O co chodzi?
S:<z udawanym zdumieniem> Ja? Lepiej zorientowana? Wydaje Ci się, Final, wydaje Ci się.
F:......

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 25-04-2003, 22:44   

F : <mruzac lekko oczy w niedowierzaniu> Cos wiesz...i to cos jest zwiazane ze mna. Dlatego tez rowniez chcialbym te informacje posiadac.

S : Robisz z igly widly...<i siada po turecku na podlodze>

F : Tak? Byc moze w bitwie odnioslem troszke ran, ale na sluch mi nie padlo - jakie "slowo"? Zawieralas jakas umowe z Shabbym? Uklad z tym demonem to najryzykowniejsza rzecz na tym swiecie - jeszcze mi sie nie zdarzylo doswiadczyc aby dotrzymal slowa a i przy tym nie wykorzystal tego z kim zawiera umowe - dobry przykladzik to stary Rezo...

S : Nic z nim nie zawieralam robisz sie przewrazliwiony na starosc...

F : Jesli chodzi o klamanie to jest w tym prawie tak zalosna jak Mort ^^". Wiem ze cos ukrywa, ale problem w tym jak to z niej wyciagnac... No wiec *zakladajac* ze ci wierze...co w takim razie tu robisz? To swiatynia Phibrizzo, ostatnie miejsce w jakim chcialby sie znalezc smiertelnik.

S : Dobrze wiesz ze Phibby nie zyje, to miejsce to tylko zabytek architektoniczny.

F : Mylisz sie...ale chwilka...mysle ze ty sie NIE mylisz - wiesz co to za miejsce i do czego sluzy tylko probujesz zrobic mnie w konia grajac nieoswiecona...

S : He? Ja tylko szukalam jakiegos odosobnionego kata...ta swiatynia to niby cos wiecej?

F : Dobrze...zagrajmy w TWOJA gre w ktorej ja bedac naiwniakiem tlumacze ci co to za miejsce...otoz swiatynia Phibrizzo ma w sobie cos wiecej - znajduje sie tu portal do zaswiatow, ktorego uzywal sam Hellmaster. Oczywiscie w obecnej sytuacji przejscie przez niego byloby ryzykowne ze wzgledu ze nie ma komu sprawowac wladzy nad demonami kryjacymi sie w srodku. W kazdym razie jesli chcesz uslyszec moj domysl to uwazam ze chcesz w jakis sposob wykorzystac moc i mozliwosci tego przejscia aby zaprowadzic ten caly Nowy Lad...

S : :shock: Oszalales? Niby jak?!

F : Ja nie wiem...w koncu to ciebie wyznaczono do tego zadania <podchodzi do jednej ze scian i oglada malowidla> Na tych runach pokazane jest jak korzystac z tego portalu...nie spojrzysz? W koncu takie przedsiewziecie trzeba poprzec wiedza...

S : Posluchaj - zrezygnowalam z Nowego Ladu...przynajmniej jak narazie i nie zamierzam zmieniac swiata. Jesli mi nie wierzysz to trudno...

F : Mam sposoby na sprawdanie prawdomownosci...<przechodzi w "tryb czerwony" i spoglada jej gleboko w oczy analizujac jej emocje i ich przeslania>Wyglada na to ze mowi prawde...albo bylaby pierwsza ktorej udalo sie oslonic przed dzialaniem tego zabiegu. <jego oczy wracaja do normalnego koloru> W porzadku...wierze ci i to nie tylko dlatego ze wynik badaniabyl pozytywny, ale tez ze wzgledu ze ty zaufalas mi wtedy w lesie...Jednak wiedz ze nie jestem glupcem - jestem swiadom faktu e to co nieuchronne musi nadejsc a od dawna mam przeczucie ze zmiany sa tuz tuz.

S : Wszystko sie kiedys konczy...

F : Jestem tylko ciekawy czy rozwazylas wszystkie "za" i "przeciw" - czy wiesz co sie stanie z Shinzoku, Mazoku a nawet ludzmi? Nastapi podzial wedlug pewnych kryteriow. A jesli chodzi o ciebie Sae to nie znajduje kryteriow pozwalajacych ci zyc posrod ludzi, tak samo jak to ma miejsce w moim wypadku.

S : Pomysle o tym kiedy przyjdzie czas...a co do ciebie to przeciez zyles wsrod Mazoku przez tyle setek lat i nie przeszkadzalo ci to...

F : To nie znaczy ze mi sie podoblo...zreszta siebie w podziale raczej nie uwzgledniam bo pewnie nie przyjdzie mi go zobaczyc.

<w Kaatart sludzy Rubinookiego zdaja wlasnie raport>

M : Wybacz Lordzie...na miejscu byl juz Kruk a z jej pomoca Rycerz z pewnoscia odnioslby nad nami zwyciestwo...kazala ona przekazac ze nie podobaja jej sie twoje zagrywki i grozila zerwaniem umowy.

Sh : Heh...smieszna dziewczyna...ona nie ma pojecia ze sama w sobie jest mi malo pomocna...to jej potencjal sie liczy a wyzwolic go mozna tylko poprzez "pewne zaklecie". Wasza misja nie jest skonczona...moj nieudoly Rycerz musi zaplacic za swoja zdrade - sledzcie go i zaatakujcie w dogodnym momencie. Tylko uwazajcie - z mieczem zwanym Mortis jest on niezwykle nieprzewidywalnym przeciwnikiem...byc moze nawet wasza 12 poleglaby w strciu z polaczonymi silami Rycerza i Miecza, sugeruje najpierw pozbawic go tego oreza.

M : Tak jest Panie...zajmiemy sie tym natychmiast <i znikneli>

<Wracamy na pustynie>

S : Myslisz ze Shabby nie popusci ci?

F : Watpliwe...ale to moj problem i ja go rozwiaze w ta, lub inna strone. Interesuje mnie raczej jaki ty masz w tym udzial i co wlasciwie teraz zamierasz...

S : <wzdycha> Jak wiesz Rownowaga juz od dawna przechyla sie na strone Shinzoku, dzis kolejny Mroczny Lord zginal. Jesli teraz Smoki zaatakuja cala rasa Mazoku moze ulec zagladzie...dla dobra rezty zyjacych stworzen na tym swiecie nie moge na to pozwolic.

F : Od walki o przyszlosc rasy jestem ja i mi podobni wysocy ranga Mazoku...chyba juz wiem co planujesz z Shabbym. Pewnie w razie ataku chcesz opowiedziec sie po jego stronie w konflikcie. Prawdziwie rycerski gest bronic "slabszego" <usmiecha sie nieco ironicznie> ale moze sie on obrocic przeciw tobie. Shabby tylko czeka na okazje zeby wydobyc z ciebie prawdziwa moc i uzyc jej dla wlasnych celow.

S : Prawdziwa moc?

F : <podchodzi blizej i siada naprzeciw niej> Sae, nawet sobie nie wyobrzasz jak ogromny potencjal posiadasz - Xell tego nie dojrzal bo mozliwosci jakich Zellas mu udzielila na to nie pozwolily, ale ja bazujac na mocy Shabbiego widze w ludziach to samo co i on. Tkwi w tobie moc tak destruktywna ze az mnie ciarki przechodza gdy probuje ja ogranac rozumem. Ale nie mozesz jej uzywac...nie na darmo zostala zapieczentowana, nad czyms takim po prostu nikt nie zapanuje. Wyzwolenie jej zmieniloby cie nieodwracalnie - stalabys sie jedynie naczyniem dla tej energii, a twoja swiadomosc uleglaby zniszczeniu.

S : ...<zamyslona>

F : Pomowimy o tym pozniej...teraz chce wiedziec co zamierasz. Jesli planujesz uzyc portalu Phibrizzo by zejsc do zaswiatow (choc nie mam pojecia w jakim celu...) to chcac nie chcac musisz mnie zabrac ze soba - jako jeden z nielicznych znam tamtejsze warunki astralne a bez tej wiedzy bardzo latwo zabladzic. Jesli jednak nie zamierzasz tam sie udawac to ja nie bede ci tu potrzebny...od tej walki o Rownowagi i tak cie nie odwiode, bo nauczylem sie juz ze logika i rozwaga nie maja nic wspolnego z byciem Wybrancem ;). Mow wiec co planujesz...

<obydwoje nie wykryli ze siedzac gleboko w astralu obserwowala ich "parszywa 12">

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 26-04-2003, 11:00   


Sae wpatruje sięw przeciwległą ścianę i ponownie się zamyśla.
Cholera...Niech no kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy temu przerosniętemu kraboowi będę mogła powiedzieć co o nim myślę! Żeby tak mnie rolować...:evil:

F: Tej nie myśl mi tu tak intensywnie, bo to się zawsze źle kończy. Coś tam sobie ubzdurała znowu?
S<obrażone spojrzenie>: Przypomnij mi, żebym następnym razem nie ratowała Twojego niewdzięcznego tyłka.
F: Co poradzę, żeś wybrała głupią drogę. Myślę, że Shabby teraz cały czas myśli jak się dorwać do twojej mocy.
S: Nie dobierze się do niej.
F: Jak możesz być taka pewna. Ty chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy co w tobie drzemie.
S: Słuchaj no! Przestań mnie wreszcie straszyć i opowiadać przejmujące historyjki! :evil: Jeśli chodzi o naturę tej mocy, to chyba ja wiem na temat więcej co!? Nie zapominaj, że to ja, kiedyś w zamierzchłych czasach, o mało nie eksplodowałam z bólu! Dobrze wiem, że mogę być bronią obosieczną- ranić innych, ale i siebie. Ale jednak ktoś chyba dobrze życzył nam wzystkim bo mam wmontowane pewne mechanizmy obronne. Zniszczenie świata nie przyjdzie mi tak łatwo jak się wszyskim wokół wydaje! I jeśli usłyszę jeszcze słowo, że mam się nie odwoływać do mojego "Talentu" i siedzieć spokojnie na tyłku jak jakis widz to osobiście Cię wydam tej "brygadzie ratunkowej", jasne?! To, że ostatnio miałam parodniowy kryzys egzystencjalny nie znaczy, że cały czas myślę tylko o Nowym Ładzie.
F: Parudniowy kryzys? Hmm pewnie za miesiąc o tej porze Shabby przygotuje nową wojnę... :wink:
S: Ty nie bądź taki dowcipny... :evil:
F: Sama jednak przyznasz, że przystapienie do sojuszu z nim to sprawa jednak...głupia.
S: Byłaby głupia gdyby Smoki naprawdę zaatakowały. A tego nie zrobią.
F: Skąd ta pewność? Obiektywnie patrząć, okoliczności są bardzo ku temu sprzyjające.
S: Na pozór. Masz rację, że brak Rycerza Shabbiego to okazja jaka może się szybko nie powtórzyć, poza tym ta mała wojna domowa pewnie też dała do myslenia. Jest jednak jedno ale. Gdyby Smoki zdecydowały się na uderzenie, na polu bitwy pojawi się Kruk. A tego one by bardzo nie chciały. Po tych wzystkich moich gadkach o Nowym Ładzie mogłabym wtedy przecież wyczekać na odpowiedni moment i zmieść obie rasy za jednym zamachem. Ale może do niektórych dotarło<znaczące spojrzenie na Finala>, że zaczęłam coś mówić o powrocie do Równowagi, co by oznaczało, że zacznę polować na Smoki stając sie mimowolnym sprzymierzeńcem Mazoku. Każde z tych wyjść jest dla Smoków niekorzystne. Nie odważą się zaatakować. Pytanie tylko co zrobić, żeby Shabby daj Ci wreszcie spokój...
F: To moje zmartwienie a ty mi dalej nie odpowiedziałaś na moje pytanie, co zamierzasz?
S: Nudny się zaczynasz robić.... :roll: Opuszcze to miejsce, zmienie tożsamość i może wtedy wreszcie moje plany zaczną się realizować tak jak powinny! Zadowolony!?
F: Powiedzmy...Ale Sae...naprawdę nie korzystaj z tego portalu, cokolwiek byś planowała.
S: Nie no, ja go zaraz chyba....Słuchaj! Po cholerę mam się pchać, gdzie mnie nie chcą?! :evil: Po co ja mam sprowadzać jakieś ohydztwa skoro mogę...
F: Co możesz?
S: Nic nie mogę.
F: Sae...Co ci znowu łazi po tym potarganym łbie?! :evil:
S: Nie Twój interes! Ty sie lepiej martw Shabbym! Bo ta brygada na pewno znów wyruszy na łowy. Wkurzasz mnie okrutnie, ale skoro się za Tobą wstawiłam nie pozwolę Ci głupio zginąć, rozumiesz?
F: No, no bo jeszcze uwierzę, że mnie lubisz. 8) Spokojna głowa, powinienem sobie poradzić z nimi.
S: Jesteś pewien, że nie chcesz pomocy?
<Mazoku w Astralu: Rozdzielcie się, rozdzielcie się>
F: Coś czuję, że to prędzej znowu ja będę cię musiał ratować z opresji.
S: Dobra, żegnam w takim razie! I nie myśl, że sie przejmę Twoim losem! -wychodzi z świątyni.

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 26-04-2003, 13:12   

Tym czasem gdzies daleko...
R: NUDY!!!!!!!!!!!... wojna z Mazoku skonczona.... Sojusz z WiPem jest... Mazoku sie nie opłaca wybijac bo i tak jusz jest przewaga po stronie smokow..
KWS: Racja
R: O Witaj Panie
KWS: Mozesz nie mowic do mnie panie....
R: A jak mam sie odzywac
KWS: na Ty
R: oj zeby Valbazard muiał taka pokore....
KWS; ja jusz dawno nie zyje wienc mi jest to obojentne...
R: Własciwie... dlaczego Smoki nie uderza na Mazoku.... maja przewage
KWS: moze i maja... ale natura im na to nie pozwala...
R: Jakto???
KWS: A bogowie co maja robic???
R: No...obraniac nasz swiat...
KWS: No wlasnie... a czy obrona jest atakiem???... Smoki nie moga atakowac... Mazoku by musiały zaczanc a tego nie zrobia bo maja mniejsze siły...
R: Czyli Bogowie nie moga zacznac wojny???
KWS: Dokładnie....
R: w takim wypadku.... co ja mam robic???
KWS: moze odnajsdziesz kruka...
R: tia... zeby mi skopała dupe... nie dzienkuje...
KWS: a moze znajdziesz reszte mieczy...
R: ech.... po co... Final Impact nie mozna urzyc gdyz jedengo miecza nima
KWS: chodzi ci o Humusa???
R: tak...
KWS: mylisz sie... on jest... zadna siła nie moze znisczyc miecza... nawet inny miecz... to ze go pocial na kawalki nie oznacza ze moc odeszła.... wrencz przeciwnie... nabrał on wienksdzrj mocy i sie na nowo polonczyl
R: NAPRAWDE....
KWS: tak...
R: wiench chyba najłatwiej bydzie zdobyc Ignis....
KWS: Chodzi ci o Valbazarda.... ale ostrzegam... panujanc jusz nad jedym mieczem nie mozesz korzystac z moc drugiego...
R: to po co mam je zbierac????
KWS: dla przyjaciol.......
<i znikł>
R: ech..........

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 26-04-2003, 14:55   

<stoi w swiatyni wczuwajac sie w przestrzen astralna>
F : Musialem ja stad wykurzyc...to nie na nie poluja a mam juz dosyc przypadkowych ofiar na sumieniu. Zreszta jesli nie zalatwie tego sam juz nigdy nie zaufam w swoje mozliwosci... Mozecie juz wyjsc tchorze...Sae wyszla zostal tylko cel waszej misji...

<po tych slowach w sali materializuje sie 12 Mazoku>

M1 : <krwiozerczy usmieszek> Wyglada na to ze nie masz gdzie uciec. Juz po tobie rycerzyku.

M2 : Wykonczmy go powoli! Z jego cierpienia zrobimy sobie swietny podwieczorek...

<slychac szmery posrod pozsotalych Mazoku, wygladajacych na bardzo pewnych siebie>

F : Heh, zawsze wiedzialem ze Shabby stawia na ilosc, nie jakosc. Obawiam sie ze ta swiatynia stanie sie waszym grobem <ustawia sie do obrony z reka na mieczu>.

M3 : Slyszeliscie go?! On chce pokonac 12 poteznych Mazoku z druzyny specjalnej NA RAZ! <wszyscy wpadaja w smiech>

F : <zirytowany takim niedocenieniem> Blazny...smiejcie sie poki jeszcze macie forme astralna w calosci! <wypuszcza z obu rak spora wiazke energii, ktora niszczy podloge, otwierajac przejscie do nizszych czesci swiatyni> Zapraszam na dol...<zlatuje na dno>

M1 : <teleportuja sie wraz z nim nim> Zaczynajmy...Rubinooki Lord dostaie twoja glowe na talerzu! <rzucaja sie do ataku w blyskawicznym tepie>

F : <wyjal miecz i nabral czerwonej aury zwiekszajac swoja szybkosc> Szkoda ze odeslanie mu waszych glow bedzie niemozliwe bo rozproszycie sie w astralu! <skutecznie broni sie przed atakami calej 12>

<walka nadal trwa, a od wyzwalanej energii przy starciach pojawiaja sie pekniecia na scianach swiatyni. Przeciwnicy poruszaja sie tak szyblko ze sa niemal niewidoczni. Jednak zdaje sie ze 12 Mazoku zyskuje stanowcza przewage nad swoim celem, atakujac ze wszystkich stron nieustannie, nie dajac mu czasu na chwile wytchnienia>

F : <odrzucajac energia jednego oponenta i raniac mieczem drugiego>
Sa niezli...a jest ich az 12. Nie dam rady ze wszystkimi na raz bo wzajemnie sie oslaniaja. Trzeba ich rozdzielic, tylko jak...WIEM! To nieco niebezpieczne ale wole ryzyko niz porezke tutaj. <w jednej chwili powoduje wybuch czerwonej wiazki energii, po czym korzystajac z nieuwagi przeciwnikow ucieka do podziemi swiatyni> Gdzies tu powinien byc...oto i on! <przyglada sie niewielkiemu kamiennemu lukowi przypominajcemu portal> Teraz go uruchomic...nie mam czasu na konencjonalne metody wiec - Mega, Spacium! <zaklecie starozytne uruchomilo pradawne przejscie w sama pore gdyz za nim juz zebrali sie niedoszli oprawcy>

M5 : Co on robi z tym portalem?!

F : Sayonara chlopcy 8) Jesli chcecie mnie dostac to zapraszam na wycieczke po zaswiatach! <i wskoczyl w przejscie>

M1 : Za nim! <takze wlezli w mroczny portal>

<po drugiej jego stronie swiat pogrozony byl w odcieniach koloru niebieskiego, z licznymi zakrzywieniami przestrzeni, prowadzacymi w niewiadome zakatki zaswiatow>

F : Niezle...jakos inaczej wyobrazalem sobie zycie po smierci...ciekawe jak daleko stad do czesci Phibbiego czyli Piekla. <widzi zbierajace sie przy nim dusze> Precz! Moja energia zyciowa nie bedziecie sie zywic! <odstrasza je wybuchajac czerwona energia>

<chwile po tym zjawila sie przy nim cala zgraja przesladowcow>

M1 : I co ci po tej ucieczce Rycerzu? Pojdziemy za toba chocby i na koniec swiata.

F : No to witam na przystanku "koniec swiata" :P. Popelniliscie duzy blad zjawiajac sie tu - ja znam to miejsce dosyc dobrze, ale wy zapewne zaraz sie pogubicie 8) <znika>

M1 : Rozdzielic sie! Szukajcie go i dajcie sygnal reszcie jak znajdziecie! <wszystkie Mazoku znikaja szukajac kazdy w inna strone>

<Jak nietrudno bylo sie domyslec zaden z nich nie potrafil znalezc ani drogi powrotnej ani tez celu swojej misji, chodzili wiec jak we mgle nie bedac w stanie zlokalizowac swego polozenia w monotonnosci tego swiata.>

M1 : Niech bedzie przeklety! <niszczac kilka lecacych za nim zjaw> Nigdy nie znajdziemy go w tym labiryncie...

F : <powoli wychodzac z niebieskiej mgly naprzeciw Mazoku> Skoro wy nie mozecie mnie znalezc, ja znajde was...

M1 : He?! Bracia! Tu je...<nie dokonczyl gdyz w tej chwili zostal wlasnie przeciety na pol>

F : Jednego mniej...<ponownie znika>

<kontynuuje takie ciche polowanie na "glupiego zwierza" az demonow zostala tylko parka, na dodatek idacych razem>

M11 : Nie czuje obecnosci naszych...

M12 : To zaswiaty, moze tu jest to niemozliwe.

F : <nie zauwazyli ze spokojnie szedl sobie zaraz za nimi> Myslisz? Hmmm dziwne...ja was wyczuwam bez najmniejszego problemu ^__^

M11 & M12 : :shock: <szybko odwrocli sie i wystrzelili dwie wiazki energii, ktore jednak trafily tylko w pusta przestrzen> Gdzie on do cholery jest?!

F : <bedac tuz za nimi> Bardzo blisko...<blyskawiczna inkantacja> RA TILT! <zaklecie na planie astralnym ktorym sa zaswiaty dziala z 4 razy wieksza moca natychmiast niszczac obydwa Mazoku niezaleznie od ich wysokiej rangi i mocy> No...<otrzepuje rece> To by bylo na tyle ^^ <kieruje sie ku wyjsciu jednak cos go powstrzymuje>

<przed nim pojawia sie miniaturka Shabbiego w swojej formie astralnej>

Sh : Imponujace...bardzo imponujace. Nie mieli najmniejszych szans. Ale zawsze mowile ze jak chcesz cos zrobic dobrze - zrob to sam.

F : <spowaznial i ustawil sie do obrony> Coz za niespodzianka Lordzie S...chcesz ze mna walczyc na tym planie astralnym? Tutaj jestem wiekszym wyzwaniem...

Sh : Nie tylko ty <usmiecha sie wrednie>. Ja rownierz mam tu wiecej wytrzymalosci na ataki a i znam zaswiaty lepiej od ciebie...ale nie po to tu jestem. Mam tylko zamiar uziemic cie na troche - jakies 1000 lat wiezienia powinno sprawic ze nabierzesz pokory.

F : Czyli chcesz mnie tu zamknac? <usmiecha sie z pewnoscia siebie> Dobrze wiesz ze moge rozerwac kazda astralna bariere i wyjsc na zewnatrz :P.

Sh : Owszem, ale to umozliwia ci tylko i wylacznie ten miecz <skina reka i Mortis znika pojawiajac sie w jego lapie>. Bez niego nie wyrwiesz sie stad. <kolejnym gestem sprawia ze miecz znika z tego wymiaru i pojawia sie gdzies w swiecie fizycznym w runinach swiatyni Phibrizzo>. Ten orez nie przyda mi sie gdyz tylko ty mozesz z niego korzystac. Ale bede zadowolony wiedzac ze nie mozesz go uzyc <usmiecha sie wrednie szczerzac kly>. Do zobaczenia Rycerzu...o ile przezyjesz w tych niedogodnych warunkach. <smiejac sie szyderczo znika>

F : Cholera...no to mnie zalatwil bez mydla. Myslalem ze on nie moze opuscic Kataart! W kazdym razie jest pewien sposob zeby stad wylezc...ale wymaga on troche czasu i mocy a nie wiem czy bez Morta dam rade...ale trzeba sprobowac <odganiajac sie od glodnych na sile witalna dusz, przedziera sie przez zaswiaty szukajac wejscia do Piekla aby moc rozpoczac rytual pozwalajacy mu uciec ze swiata zmarlych>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
g_v_s Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 13 Kwi 2003
Skąd: Kraków
Status: offline
PostWysłany: 27-04-2003, 01:45   

z Counter-Strike:
1. M4A1
2. USP

Inne:
1. Kusza - perfidna broń :)
2. Wszelakiego rodzaju topory

_________________
Multiworld Project
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 28-04-2003, 11:02   


Sae, z Pustyni teleporuje się do miasta. Co to za miasto? A skąd ona ma to wiedzieć? Maszeruje sobie ryneczkiem oglądając wutryny sklepowe gdy...
I: Niech mnie! Siostro! Miło cie znowu widzieć!
S<widzi przed sobą blond młodzieńca o smutnym spojrzeniu> :shock: To ty!? A co ty tutaj robisz?
I: A podróżuję a takim jednym. Wiesz, też nie-człowiek...
S: Inkub?
I: Nie... -wtem do naszej dwójki podszedł kolejny chłopaczek.
S: :shock: Nie wyrobię! Normlanie nie wyrobię! Vale!!!!! -rzuca sie chłopakowi na szyję.
V: :shock: Dosstrayar! Kopę lat!!!
I: To wy się znacie?
S: Jasne! Bardziej mnie dziwi, że wy się znacie!
V: Słuchaj, czasy są jakie są, niby czemu inkub nie miałby podróżować z wampirem?
I: Zawsze to bezpieczniej, bo co dwa demony to nie jeden. Nie mówiąc ile śmiechu przy tym.
S: Wyborażam sobie.
V: A co u słychac? Chyba do końca misji nie wypełniłaś, bo Mazoku wciąż istnieją.
I: Misji? Vale, o czym ty gadasz?
V: Oj..przecież to Dosstrayar! Zrodzona z człowieka, zdolna zabijać Mazoku!
I: Chyba ci się cosik pomyliło...to sukkub...
V<zrezygnowany>: Z niej jest taki sam sukkub jak i wampir. Ona po trochu łączy w sobie cechy wszystkiego co żyje.
I: Naprawde?
Sae kiwnęła głową.
I: Ale skoro i tak masz cechy sukkuba to i tak będę do ciebie mówił siostro.
S: Nie ma sprawy braciszku.
V: Słuchajcie, skoro już się wszyscy spotkalismy to może by to jakoś uczcić?
I: Nie wytrzymam kolejnej popijawy z tobą...W alkoholizm wpadnę!
V: Nie przesadzaj...
S: Tak dawno niczego nie świętowałam, że wysiądę pewnie przy drugiej kolejce.

Poszli do najbliżej gospody. Vale i Braciszek zamówili pewien ciemny napój dla Sae.
S: Co to jest?
V: Spróbuj. Gorzkie, mocne, ale ma swój urok.
Sae pociągnęła kilka łyków, i skrzywiła się.
S: O rany...co to jest!? <następnie pociągnęła jeszcze kilka mniej się krzywiąc>
I: Chyba jej zasmakowało...
I tak sobie pili i opowiadali, opowiadali i pili....Gdy przyszło opuszczać lokal cała trójka była już nieźle spita. Wyszli śpiewając różne sprośne piosenki w językach starszych niż ludzkość. Były też pieśni w świeższych językach, w których to prym wiodła Sae. I tak hałasując dotarli do parku, gdzie zaczaiła sie na nich pewna banda.

B: Biedactwa, popili sobie. Patrzcie jacy chorzy..Oddawajcie resztki złota jakie wam zostały!!
Do bnadyty podszedł inkun przyglądając sie jemu i jego braygdaize.
I: HIK Nie ma babek, to ja sie to HIK nie zabieram....
V: HIK, Tobie tylko jedno w głowie..HIK
I: Nie dziw HIK mi sie...
Teraz do herszta podeszła Sae. HIK- wysunęła jedne szpony, HIK- drugie, HIK- zamachnęła nimi niebezpiecznie blisko nosa herszta.
S: HIK Patrzcie, same się wysuwają...
V: HIK, ciekawe czy mnie tez zadziała...- jego kły wydłużyły się...banda zwiała.
V: Hik..o cholera, chyba sie ugryzłem..
S: BUAHAHA HIK, sam się ugryzł... - i cała trójka padła na trawę mając pijacką czkawkę.
V: Sae, pamiętasz nasze rozstanie..HIK...
S: Pamiętam...
V: A pamiętasz co wtedy mówiłaś? HIK
S: Spadaj, jestem zbyt pijana na to. HIK
V: A jak wytrzeźwiejesz?
S: To wtedy ci powiem, ze jestem zbyt trzeźwa na coś takiego.
I: Vale, wampirzy erotomanie, co mi siostre chcesz spaskudzić?
V: Erotomanie Hik?! I kto to mówi!? Inkub...
I: To moja HIK natura...
V: Przebywanie z tobą zachwiało moim delikatnym wampirzym umysłem. To jak Sae?
S: <chrrr>
V; Ech...<odwraca się i zasypia>
I: Dobranoc....


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 28-04-2003, 15:01   

<Podrozujac przez Pieklo dotarl az do ostatniego kregu, gdzie to ujrzal wielkiego potwora o 3 paszczach, a w nich jakis nieznanych mu blizej meczennikow>

F : Nie sadzilem ze ta stara legenda jest prawda...ale jesli wierzyc jej w calosci to ci panowie zasluguja na taka kare...Heh, ciekawe co dla mnie maja tu przyszykowane...ale jesli mi sie poszczesci to nie dowiem sie jeszcze przez dluzszy czas

<podchodzi do dziwnie wygladajacej, zielonej skaly na uboczu>

F : Skala Cierpienia...potezny amplifikator mocy magicznej - powinien mi pomoc w ucieczce z tad. <wokol niego zbiera sie kilka mrocznych zjaw> Precz...nie rozmawiam z potepiencami, na dodatek mordercami bo przeciez tym byliscie nigdys nieprawdaz? <patrzy na nich niechetnie, przypominajac sobie literature na temat dusz ktora niegdys czytal>

D : <stlumionym glosem> Taaaak...mordowalismy bez najmniejszych skrupulow, nie zwazajac na wiek, plec czy uczynki ofiar...tak samo jak tyyyy...<zdawalo sie ze duch usmiechal sie perfidnie> Masz zarezerwowane miejsce miedzy nami juz od dawnaaaa...

F : <z lekkim ironicznym usmiechem> Wolalbym zatonac w najglebszych czelusciach Morzu Chaosu niz spedzac zycie posmiertne wsrod takich miernot jak wy. Jak tu wreszcie trafie na dobre - bede pamietal zeby zrobic z wami wszystkimi porzadek. A teraz wynosic sie z mojego pola widzenia! Elmekia Lance!! <odstraszone zjawy uciekaja w poplochu>

<pograzony w myslach z powrotem wspina sie na wyzsze poziomy Piekla by trafic do wyjscia, lecz nagle kolejny przybysz toruje mu droge. Z wygladu przypomina male dziecko i czarnych wlosach i niebieskich oczach. Dla kogos kto od stuleci przebywa wsrod Mazoku, nietrudno bylo rozpoznac tego osobnika...>

F : <staje w pozycji gotowosci do obrony> Wiedzialem ze predzej czy pozniej beda z toba klopoty...niektorzy sa po prostu zbyt glupi by przyjac smierc z godnoscia. <przyglada sie postaci ostroznie> Zejdz mi z drogi Phibrizzo!

P : <usmiechajac sie wrednie> Spokojnie Rycerzu jestem tu z czystej ciekawosci. Interesuje mnie co tak rzadko widywana osobistosc robi w Piekle na dodatek nadal posiadajac cialo...W koncu nawet zmarli musza miec jakies rozrywki <przez chwile na jego twarzy widac bylo straszliwy grymas gniewu - najwyrazniej nadal nie pogodzil sie z nieplanowana porazka>

F : <nadal zachowujac ostroznosc> Twoja obecnosc nigdy nie wrozyla nic dobrego...jak na dzis mam juz dosyc zaczepek, ale wiedz to, Hellmaster - bedac trupem posiadasz o wiele mniej mozliwosci i mocy niz normalnie...zbyt malo by mi dac rade.

P : Bylbym sklonny w to uwierzyc...<przyglada mu sie przez chwile> gdyby nie fakt ze nie posiadasz swego drogocennego miecza <usmiecha sie jadowicie> w takim razie nasze szanse powinny byc mniej wiecej wyrownane. Ale jak wspominalem...nie mam nastroju do walki.

F : Ty nie masz nastroju? <akcentujac ironie> Bo jeszcze uwierze ze wszyscy na swiecie staja sie pacyfistami...Musze zachowac ostroznosc z tym gosciem...Phibrizzo byl cholernie grozny za zycia i teraz pewnie tez wiele sie nie zmienilo. Lepiej od razy przyznac sie przed samym soba ze zawsze wiedzialem iz nie wygralbym z nim w ewentualnym starciu. Teraz bez Morta to tez mogloby byc trudne. W kazdym razie skoro nie chcesz ze mna walczyc - co cie tu sprowadza?

P : Nic szczegolnego...<usmiecha sie pozorujac niewinnosc> Po prostu chcialem sobie popatrzec co ciekawego sie dzieje.

F : Mozesz patrzyc...ale nie przeszkadzaj bo mozesz sie przekonac ze drugiego zycia posmiertnego nie ma...<mowi wracajac na poziom pierwszy Piekla>

P : <Teleportuje sie zaraz za nim> Przypuszczam ze chcesz wykonac Rytulal Zmartwychwstania...bedzie zabawnie patrzec jak istota ZYWA przechodzi przez wrota dla umarlakow, sama przy tym stajac sie jednym <usmiecha sie wrednie>

F : <rysujac na ziemi krag z symbolami nekromantow> Niestety sie zawiedziesz...wierze ze jestem wystarczajaco wytrzymaly by przy tym nie zginac. Teraz zalezy mi tylko na tym zeby otworzyc przejscie do swiata ziemskiego...niewazne czy przeznaczone dla zmarlych czy zywych.

P : Heh...ludzie zawsze mieli jedna wade - ta ich cala wiara w lepsze jutro i inne smieszne sprawy...widziales dzisiaj jak wygladaja dusze zmarlych ktorych nadzieja zawiodla. <ponownie swoj ulubiony usmieszek> Nie ma przyszlosci zarowno dla ludzi, Mazoku i Shinzoku. Zawsze bylismy i bedziemy tylko pionkami w rekach LoN...<wyglada na zamyslonego>

F : Wize ze nadal masz do niej uraz :P. No coz...jesli mam juz byc pionkiem dla LoN, Shabbiego czy kogolowiek innego to choc bede udawal ze wierze z wyrwanie sie spod tego jarzma...zawsze to lepsze niz fruwac bezmyslnie po zaswiatach, wkurzac innych i lamentowac nad swoim niepowodzeniem. <spoglada na niego znaczaco> A teraz wybacz bo mam rytulal do dokonczenia...<ustawia sie w srodku kregu i odmawia zaklecie>

"Niebieski wietrze, ktory nosisz dusze zmarlych. Badz posluszny moim slowom i pokarz mi droge na Padol Lez!"

<Krag swieci sie niebieska aura, po czym przestrzen niedaleko niego, rozstepuje sie ukazujac przescie spowite oslepiajacym blaskiem>

F : Na mnie juz czas...milego uzalania sie nad soba Hellmaster-sama <po czym wchodzi do przesjcia>

<szybko przekonuje sie ze poruszanie sie w nim do przodu jest sprawa niezwykle trudna...biale swiatlo zdaje sie niemal palic tkanki zywego ciala pomimo wszystkich oslon astralno-fizycznych jakie rzucil>

F : <z grymasem bolu na twarzy> Wyjde stad w jednym kawalku, albo wcale!!! Nie pozwole zeby Shabby i reszta dopieli swojego...jeszcze nie czas na mnie - mam wiele do zrobienia! <pomimo determinacji wyjscie z tunelu zdaje sie byc nieslychanie daleko i malo prawdopodobne jest ze zdola dojsc tam zanim nie ulegnie calkowitej dezintegracji>

<nagle slyszy czyis glos w glowie>

P : Nigdy za toba nie przepadalem Rycerzu bo konkurencja nie stanowi najlepszych kandydatow na przyjaciol. Ale teraz kiedy juz nie mam zadnych zobowiazan wobec Rubinookiego, moge pozwolic sobie na choc jedna duza DRWINE i wyprowadzic cie stad bys potem zastanawial sie czemu... <slychac cichy chichot> Nastepnym razem gdy tu bedziesz mam nadzieje ze juz zostaniesz na dobre. Bede mial wtedy okazje dowiedziec sie ile naprawde jestes wart w walce...

F : Co?! Chyba zartujesz! Nie chce ci byc w nizym dluzny!

<nagle wokol niego pojawila sie mroczna aura - ta sama jaka Mroczny Lod emanowal za zycia. Wynosi ona niedoszla ofiare Przejscia Zmartwychwstania w ekspresowym tepie prosto do wysjcia z tunelu ratujac mu przy tym zycie...>

F : <siedzac mocno poparzarzony na posadze w swiatyni Phibrizzo i leczac rany> Rzeczywiscie ta drwina mu wyszla...wyglada na to ze nie dowiem sie czemu to zrobil az nie przeniose sie tam definitywnie. <rozglada sie wokol>. Nie widze nigdzie Morta, a przy tym tez nie czuje jego obecnosci...Shabby musial zapieczentowac na jakis czas jego moc. Nie szkodzi...gdy tylko pieczec peknie, co powinno sie stac niedlugo - Mort sam do mnie wroci, bo jestem juz w swiecie fizycznym. Na czas obecny wezme sobie jakis substytut...

<podchodzi do sciany pelnej starozytnej broni, jednak w zaskakujaco dobrym stanie. Wybiera stamtad jeden najostrzej wygladajacy miecz i przypina go sobie do boku>

F : A teraz w droge...kto wie jak dlugo tam bylem i co sie do tej pory wydarzylo. Pierwsza sprawa to znalezc Sae i wyciagnac z niej szczegoly umowy z Rubinookim...<znika pozostawiajac stara swiatynie Mrocznego Lorda zamieszkana jedynie przez duchy przeszlosci nieustannie nawiedzajace ja...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 28-04-2003, 16:17   


Sae nagle budzi się.
Coś się stało, jakieś zaburzenia mocy...Hmm ciekawe co się dzieje...Pewnie Final coś mąci...Niech sobie mąci, ja tam nawet nie kiwne palcem w jego sprawie.
Po chwili zalewa ja fala bólu...Wczorajsze picie wychodzi...
O Bogowie moja głowa...-przechdzi w tryb leczący i rzuca na siebie uzdrowienie. Po kacu ani śladu. Po chwili budzą się, równie skacowani jak ona jej towarzysze. Rzuca ozdrowienie i na nich. Po chwili cała trójka żwawo zbiera sie na jakieś śniadanko.

V: Dobra, Sae, ty mów co zamierzasz teraz?
S: Hmm ostatnio często zadaje mi sie to pytanie...
I: I co im odpowiadasz?
S: Że nie wiem...Nie mam planów, zobaczę co los mi przyniesie.
V: To może pozostaniemy jako trio? Wiesz, zawsze to jakaś ochrona.
S: Dla mnie?
V: Raczej dla nas :wink: Kto tknie samego Dosstrayara?
S: A wyobraź sobie, że często tykają. Nie wiedzą po prostu kim jestem.
I: Dobra, przestańcie biadolić. Postanowione, że ruszamy w trójkę.
S: Bardzo chętnie, ale pewnie za jakiś czas i tak będę musiała was opuścić. Wiecie..obowiązki i te inne.
I: No to się wtedy pożegany siostrzyczko a póki co proponuję połazić troche po tym miasteczku. Może zobaczymy cos interesującego?
V: To postanowione!!

I tak nasze wielorasowe trio wybrało się na wycieczke po mieście. Sae zainterersowała książka sprzedawana przez pewnego czarodzieja o masywnej szczęce...Dałabym głowę, że gdzieś juz tę szczekę widziałam...A ksiązka była o nowych rasach wśród sukkubów i inkubów, napisana ponoć przez przodka sprzedawcy. Usiedli w zacisznym miejscu i zaczęli czytać...
Nowa rasa sukkubów od starych rózni się dodatkowym wyposażeniem bojowym. Uwagę zwracają noże wychodzące z dłoni i dość pkaźna moc magiczna...
V: Noże? To mi brzmi znajomo.. 8)
S: Już wiem skąd pamiętam tę szczękę! Nie sądziłam, że ten gość napisze o tym książkę...


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 21 z 30 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 20, 21, 22 ... 28, 29, 30  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group