FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 21, 22, 23 ... 28, 29, 30  Następny
  Jaka jest wasza ulubiona broń? Proszę piszcie!
Wersja do druku
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 28-04-2003, 19:15   

Tymczasem w siedzibie Dynasta
R: ale tu zimno... ponuro i pusto... ech... i nie spotkalem ani jedego Mazoku...
<raflik podanza dalej...>
R: hmmm.... tu musi być bibloteka...
<Wchosdzi do ogromnej sali wypelnionekj kaianzkami...>
R: Ojej... nie wiedzialem ze tego ma tak duzo ksianzek.<drapie sie po glowie> I gdzie j atu znajde dokladne informacje o Final Impact, mieczach itp...
<szuka w jakiejs ksianzce>
R:O rety.... toc sie nie dziwie ze z niego taki strateg... Nauka w szachy dla poczantkujacych -__-*
<przeglanda dalej ksiangi>
R: hmmm.. co tu mamy... O JEST... MIECZE MOCY...
<wertuje ksienge> hmm...
Przenikniencie Miecza czanstka energi???
KWS: TA... zam to...
R: eeeyyy... o co to chodzi...
KWS: to jest tak jak ja... jesli dynast czytal te ksienge... jego dusza zyje w Humusie...
R: a ten jest znisczony
KWS: mowilem ci cos o tym
R: AAA RACJA
KWS: -___-...
R: a to tylko musi znalez własciciela miecza a Final Nikogo nie dopusci..
KWS: Niekoniecznie... wystarczy ze przez pewien czas bendzie kumulowal moc miecza i wroci z taka sila jaka byl..
R: uuu....
KWS: dodatkowo bendzie znal szegolne tajniki miecza..
R: co to znaczy???
KWS: to... ze Dynast bendzie rowny w walce mieczami Finalowi... mimo iz ten ma potenzniejszy miecz
R: hm.... ale to niemozliwe by Dynst powstał
KWS: Moze...
R: dobra... zimno mi tu se ide z tand
CHRONOSFERA
zjawil sie w jakims miescie
R: NUUUUUUDA!!!!!
<i se poszel zwiedzac>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 28-04-2003, 20:57   

<sledzac aure Sae przez astral>
F : Hmmm dziwne...jej energia byla jakis czas temu duzo wyrazniejsza ale jednoczesnie jakas taka zmacona...

M : Jest na to pewien powod...

F : Hm? Jaki?

M : Przypomnij sobie te wyklady w gildii o aurach astralnych...takie zjawisko moze zachodzic gdy wlasciciel eksperymentuje w swoim astralu, zmieniajac atrybuty energii wydzielanej poprzez szkole magii zwana Mistycyzmem...ale Kruk nie zna tego rodzaju magii wiec to niemozliwe...

F : Do czego wiec zmierzasz? =="

M : Odpowiedz jest prosta...zalala sie w trupa, a teraz jej przeszlo.

F : ^^""" no tak...najprostsze rozwiazania sa zwykle trafne...


<pojawia sie w niewielkim miescie>

F : <skupiajac sie> Ok wiec wiemy ze jest gdzies w tym miasteczku...ale wyglada na to ze jest ktos z nia. <rozpoznaje typ aury> Niemozliwe...wiec ten szalony inkub wylazl z nory i chodzi po swiecie?! Juz ja sie z nim policze...

<idac ulicami zauwaza nieco znajomego z wygladu maga handlujacego ksiazka>

F : Hm? Jakis ciekawy tytul?

M : Owszem! Tajemnice rasy demonow juz niespotykanych na swiecie - sukuby i inkuby!

F : Wiedzialem ze skads go kojarze...ze tez tamten stukniety mag musial miec potomkow ^^". Eee, niech zgadne - niektore z nich wladaja mieczami o czerwonych aurach a inne potrafia wysuwac ostrze z rak i puszczac destruktywne kule energi?

M : <nieco zdziwiony> Dokladnie! Czytal pan to? Chwila...wyglada pan jakby nieco znajomo...<kartkuje ksiazke i natrafia na szkic jakiegos rzekomego inkuba> To ty!! Demon ktory uciekl mojemu pra, pra, pra, pra <wylicza na palcach> pradziadzkowi!!! Teraz bede mial zywy eksponat i stane sie slawny jak moj przodek!! Chodz ze mna po dobroci albo ucierpisz!

F : <wzdycha> Ostatnio miewam straszne "Deja vu". Musze cie zmartwic kolego ale nie mam dzis czasu na zabawy :P. Idz zlap se lepiej jakiegos krolika i jego przebadaj :D

M : Grrrr...to cie zneutralizuje! Elmekia Lance!!

F : <zaklecie trafilo centralnie, jednak bez widocznego efektu> He? I to ma byc Elmekia Lance? :lol: Heh...pokaze ci cos lepszego <blyskawiczna inkatnacja> ELMEKIA FLARE!

M : :shock: <nawet nie drgnal w samoobronie przez co wybuch od zaklecia poniosl go daleeeko>

<tak daleko ze wyladowal wprost przed Sae i jej kompanami kilka ulic dalej>

S : A tobie co sie stalo staruszku?

I : Moze mu Ray Wing nie wyszedl...?

M : N...nie!! :shock: T...to demon!! Krwiozerczy inkub!! :shock:

I : Inkub? Inkuby nie sa krwiozercze (no czasami im sie zdarza)...zreszta myslalem ze jestem ostatni.

<przed nimi materializuje sie wspomniany "inkub">

F : Ja ci dam inkuba (do tego krwiozerczego)!! :twisted: <i wyprowadzil lezacemu poteznego kopa w zebra, ktory ponownie wzbil go wysoko w powietrze>

S : No tak - innych krwiozerczych "inkubow" nie znam...

F : <spoglada sie na nia znaczaco> Nie zmuszaj mnie do przytoczenia kilku przykladow na temat kto tu NAPRAWDE jest krwiozerczy... <przyglada sie jej towarzyszom w szczegolnosci pewnemu drzacemu ze strachu demonowi>

I : To on!! Morderca mojej rasy! Przyszedl i po mnie, ale ja sie nie dam!! <ustawia sie w pozycji do oborny>

F : <spoglada na niego sceptycznie, po czym idzie spokojnie w jego strone>

S : Ani mi sie waz go tknac! :evil:

I : Gin slugo Rubinookiego! <niewiadomo skad wyjmuje niewielki, wzmocniony zakleciem sztylet i celuje w piers przeciwnika>

F : <lapie jego reke zanim ostrze dotarlo do celu i wykreca mu ja, zmuszajac do opuszczenia broni> Jestes troche zbyt nadpobudliwy demonie...

I : Gha! Pomocy!

S & V : <zamierzaja wlasnie rzucic mu sie na pomoc>

F : <spoglada w ich strone> To nie bedzie konieczne...<teraz patrzy na nadal probujacego sie uwolnic inkuba> Nie jestem tu zeby dokanczac robote...bedzisz zyl i to jej <spoglada na Sae> to zycie zawdzieczasz...zapamietaj to sobie. <puszcza go> Pozatym nie tylko ja powinienem na ciebie polowac...wszystkie Mazoku maja rozkaz zabijac jakiekolwiek demony z twojej rasy.

I : Ale dlaczego?!

F : Mnie to nie interesuje...jesli chcesz wiedziec idz sie spytaj Shabbiego - tyle ze juz z tego nie wrocisz zywy. <przyglada sie teraz drugiemu podroznikowi> Myslalem ze podrozujesz tylko z jedna osoba Sae...przynajmniej nie czuje aury zadnego trzeciego osobnika <przyglada mu sie groznie>

V : <usmiecha sie wrednie>

F : <zwraca sie w strone Sae> Nie wiem czy jestes swiadoma ze podrozujesz z czlonkiem grupy zwanej potocznie umarlakami - dokladniej wampirem...i to calkiem zdolnym skoro potrafi rzucic zaklecie chroniace przed porannym sloncem.

S : Wiem kim on jest...powiedz lepiej czemu ty tu jestes?

V : Jak juz przy tym jest to niech sie i moze przedstawi...

I : <patrzac nadal z nienawiscia> Nie trzeba...przynajmniej ja dobrze wiem co to za okrutnik.

V : Mowisz ze ten smiertelnik wybil wszystkie sukuby i inkuby? <mierzy go wzrokiem> Toz to zwykly slabelusz...

F : <teraz on przybiera wkurzajacy usmieszek> Cos mi sie zdaje ze jestes zbyt pewny siebie mala pijawko. No coz...wampiry zawsze mialy sie za niewiadomo kogo gdy przyszlo obcowac ze zwyklymi wiesniakami - za to padacie juz przy spotkaniu z pierwszym lepszym adeptem magii :P.

V : <mocno wkurzony> Przerobie cie na koktajl!

F : <nadal z ironiczna minka> Troche jestes blady - chyba ostatnim posilkiem jaki miales byla jakas nieszczesna mysz polna :D.

V : Przegial!! <rzuca sie do ataku ale zostaje powstrzymany przez dotad siedzacego z boku inkuba>

I : Nie atakuj go! To Rycerz Shabranigdo - specjalny sluga Rubinookiego, zginiesz!

V : <staje i przyglada mu sie> Phe! Nadal mowie ze bym mu dal rade...

F : Sluchaj kolegi bo twoja szczeka trafi do mojego pokoju trofeow. W sumie to nie mam tam nic z wampira jeszcze...

S : Nie bedziecie mi sie tu teraz bic jasne? :evil: <Do finala> Wystarczylo ze sie zjawiles i juz jest zadyma...a mowia mi ze jestem chodzaca rozwalka.

F : <spuszcza nieco glowe> Rzeczywiscie...ile razy pojawiam ci sie na drodze to twoje zycie sie komplikuje. Najpierw Dynast, teraz Shabby. Obiecuje ze nie bede cie juz nekal i bedziesz zyla po swojemu, ale ta sprawa musi dojsc do konca...musze wiedziec co obiecalas Shabbiemu, w zamian za co i co z tego wszystkiego wyniknie. Teraz to takze moja sprawa bo sam musze podjac kilka decyzji...

V & I : <nasluchuja sie co Sae na to odpowie...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 29-04-2003, 11:17   


S: Myślisz, wyjawiająć Ci wszystko, nagle wszystkie moje problemy się skończą? Ojj nie sądzę. Rubinooki juz mi podpadł, ale zamierzałam później wybrać się do niego ze skargą.
V<do inkuba>:Chyba czeka nas teraz ciekawa historyjka. -zasłuchani.
F: Jaka jest treść umowy?
S: To proste. Rubinooki miał Cie pozostawić przy życiu. Jako rekompensatę obiecałam mu pomóc w walce ze Smokami, gdyby te zaatakowały. Ale to się nie stanie.
F: A jeśli do ataku by nie doszło?
S: Wtedy miałby tylko moją wdzięczność.
F: To wszystko? Tylko wdzięczność? Żadnych premii, nic takiego?
S: Skoro mówię, że nie, to nie!
F: I przystał na to? Zaczynam mieć złe przeczucia...A zastanowiłaś się o co cię może poprosić nawet jeśli Smoki nie zaatakują!? To może być jeszcze gorsze!
S: Albo i nie, jeśli ja się też będę tak wywiązywać z umowy jak i on. Teraz już wiesz wszystko. Podejmij decyzje jakie masz podjąć i nie łudź się, że odtąd będę mogła żyć spokojnie. I mimo wszystko ponownie proponuję, żebyśmy jednak trzymali się razem, bo moja obecność w jakis sposób jednak może ci dać ochrone przed posłaniem cie prosto do piekła.
F: Za późno..Z piekła właśnie wróciłem..
S,V,I: :shock:
F: Użyłem portalu Phibbiego...
S: Tego, którego JA miałam nie używać pod żadnym pozorem :evil: Mi się rady daje, szkoda, że samemu się z nich nie korzysta.
F: Okoliczności mnie zmusiły.
S: I te okoliczności spowodowały, że zgubiłeś swój gadający mieczyk?
F: Wróci do mnie. Gdy przyjdzie pora...
S: Wróci nie wróci, wygląda na to, że bez wsparcia długo nie pożyjesz w środowisku, które ostanio zrobiło ci sie jakoś dziwnie obce. Ale do niczego nie zmuszam Rycerzyku, zrobisz jak uważasz za stosowne. -nagle zza zakrętu ktoś drze się w niebogłosy...
B: To oni! Są tu! I mają wsparcie!
F: Co się dzieje?
V: Sae, to ten cośmy mu wczoraj kota pogonili! Tylko, że dziś przyprowadził znajomych..-za hersztem ciągnął się sznur ludzi uzbrojonych w najprzeróżniejszą broń.
F: Coś mówiłaś o awanturach...
S: To sie nie liczy, to była samoobrona.
F: Taaak.
I: Co robimy? Jeśli zaatakujemy to będzie sporo zniszczeń.
V: I staniemy sie poszukiwani a biorąc pod uwagę nasze pochodzenie....
S: Wiejemy w takim razie! -cała czwórka rzuciła się do ucieczki.
B: Zamknąć bramy!!!
I: Co teraz?
V: Ponad murami oczywiście! -chwycił Sae i przelecieli ponad murem. Inkub popatrzył ze zgrozą na Finala. Ten chwycił go za łokieć i też wykonali lot nad murami.
S: Zanim otworzą bramy mamy trochę czasu! W nogi!!

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 29-04-2003, 14:30   

Nagle widzi jak tłum uzbrojonych ludzi goni kogos
R: Ale Checa... Rozpierducha...
<i przylanca sie do Ludzi nagle slyszy wolanie Hersta>
B: Przelecieli za Mury szybko otworzyc Brame
R: JA sie tym zajme... AQUA
<i strumien Wody rozwalil brame w drobny mak>
B: nie wiem jakzesto zrobil ale przydasz sie w gonieniu ich... uwazaj tamci sa bardzo mocni
Raflik mysli: Hehehe... bydzie zabawa gdyz tylko nieliczni sa odemnie silniejsi...>
B: Uciekaja przez pola... widac ich....
<rzecywiscie bylo widac cztery wyrazne postacie...>
R: ZABIC ICH!!!
all: TAAAAAAAAAAAA!!!
<poczym rzucili sie za uciekajancymi>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 29-04-2003, 21:30   

<uciekajac szalenie razem z reszta>

F : Hehe, dawno juz nie ratowalem sie ucieczka... ^^". <spoglada do tylu gdzie juz lecialy za nimi tlumy bandytow> Nie wierze wlasnym oczom...ich jest chyba z tysiac! :shock: Skoro zachodzicie za skore duzemu klanowi rozbojniczemu to nalezy chociaz wykonczyc ich przywodce!

S : <biegnac z zadyszka> Skad moglam wiedziec ze bedzie chcial zemsty?!

F : Po tylu latach podrozowania i spotykania przy tym bandytow - myslalem ze byloby to juz dla ciebie oczywiste...

I : Moze zamiast debatowac nad rzeczami nieistotnymi...przyspieszylibyscie?

<wszyscy dodaja gazu, ale poniewaz caly czas biegna na otwartej przestrzeni nie maja jak zgubic hordy uzbrojonych facetow>

V : Czemu po prostu nie pofruniemy?!

F : Po pierwsze nie dasz rady caly czas leciec z Sae na rekach...po drugie napewno maja magow i w powietrzu zestrzeliliby nas jak kaczki. <biegnie dalej nabierajac juz lekkiej zadyszki>

S : Dlugo tak nie pociagniemy... :shock: .

F : <zwalnia nieco by sie zastanowic> Czekajcie mam pomysl jak ich spowolnic. Biegnijcie dalej dolacze do was. <zatrzymuje sie odwraca do goniacej ich bandy>

V : Chce ich wziac w pojedynke?! Wiekszej glupoty jeszcze nie widzialem.

F : <przykleka na jedno kolano i kladac reke na ziemie odmawia inkantacje> "Matko Ziemio wysluchaj mego wezwania i badz mi sila! Dug Hunt!!" <przed wystraszonymi bandziorami momentalnie wyrasta las wysokich, ostrych skalnych szpikulcy, nadziewaac przy tym tych co mieli pecha znalezc sie za blisko. Banda staje i przez chwile przyglada sie kolcom w przerazeniu> Hehe to ich troche wybije z rytmu <dolacza do biegnacej Sae i dwoch demonow>

B : Co to do cholery jest?! <rozglada sie i widzi ze szpikulce ciagna sie dosyc daleko i okrazenie ich zajeloby duzo czasu>

<z tlumu wylania sie nowy wlasciciel Miecza Aqua>

R : Zostawcie to mi <zamachuje sie mieczem i niszczy przeszkode strumieniem wody> Dalej!

<banda znowu rusza do pogoni>

S : Chyba twoja mala dywersja nie pomogla...

F : Kto to tak szybko rozwalil?! Zaklecie bylo wzmocnione przeciwko popularnym atakom energetycznym...

<widzi ze ktos w szeregach bandytow miota wielkimi falami wody>

F : No nie...tylko jeden orez ma taka wlasciwosc ^^". Nie chce was martwic kompanio, ale mamy na ogonie przyszlego Rycerza Wody...

S : Raflik? :shock: Co on tam niby robi?! I dlaczego "przyszlego"?

F : <nadal biegnac> Nie wiem co tam robi...moze po prostu goni nas dla zabawy ^^". Ale przyszlego bo jeszcze nie ma pelnej wiedzy aby ten tytul otrzymac. Wiem ze poznal juz tajniki miecza...ale Dzierzyciel Wody musi go jeszcze nieco nauczyc jesli chce z niego uczynic Rycerza. Ale nie jestem pewien czy ten sie na to zgodzi...ten status to przywileje, ale takze wyrzeczenia i inne minusy. W kazdym razie <spostrzega ze przed nimi rozprzestrzenia sie duzy las> W tych goaszczach powinnismy ich zgubic!

<wbiegaja do lasu i kryja sie kazdy na swoj sposob w roznych zakatkach>

F : Raflik nie wiedzac kogo sciga jest niebezpieczny...kto z nas moze ucierpiec przy ataku z jego miecza. Musze albo mu wyperswadowac zeby sobie odpuscil, albo go unieszkodliwic. Choc bez Morta to moze byc trudne
<czeka az wieksze zastepy przeciwnikow przejda, bedac zaczajony na raflika. Gdy wreszcie widzi go zeskakuje z drzewa za nim>

F : Milo cie znowu wiedziec...ale niemilo byc sciganym wraz z kupa bandziorow ^^"

R : Final? To ciebie scigamy?

F : Mnie, Sae plus jednego wampira i inkuba...

R : To czemu po prostu nie pozbedziecie sie tych bandytow?

F : Jakby to powiedziec...ostatnio mialem nieprzyjemna przygode ktora troche mnie wyczerpala i raczej nie starczy mi mocy na taki tlum ^^". Co do Sae to pewnie tez wolalaby nie walczyc gdy nie jest to konieczne. Dlatego prosilbym abys przestal im pomagac, bo strasznie utrudniasz sprawe...

R : <na chwile zamyslony, po czym przybiera nieco wredny usmiech> Swietnie sie sklada - od dawna juz chcialem sie z toba zmierzyc! teraz jest okazja <wyjmuje miecz i szykuje sie do ataku>

F : Niezbyt trafna na to pora...ja nie mam miecza ^^". To cos <wyjmuje porzyczony miecz ze swiatyni> Nie moze sie rownac z jednym ze Swietych Mieczow.

R : Kombinujesz cos a ja sie nie nabiore! <bierze zamach prosto na jego glowe>

F : <kuca unikajac ciecia> Widze ze lubisz miec przewage...niech ci bedzie, zawalczymy tak - zadnych wiazek energi, i uzywania mocy mieczy...po prostu czysta szermierka! <wyprowadza swoje ciecia>

<tymaczasem gdzies glebiej w lesie>

S : Czy ja mam wrazenie czy kogos zgubilismy?

V : <z ironiczna minka> Chyba Rycerzyk sie zapodzial...

I : Nie...on moze sie teleportowac do naszej pozycji w kazdej chwili...cos go zatrzymalo.

<gdzie indziej walka nadal sie toczy. Bloki, ciecia poziome, pchniecia i cale mnostwo kombinacji z nimi wyprowadzanych przez obydwu szermierzy zdaje sie nie miec efektu na zadnym z walczacych>

F : Trenowales...musze ci pogratulowac bo opanowales szermierke na poziomie wojownika. Ale nadal nad tym poziomem sa wyzsze co za chwile zobaczysz! <zaczal stosowac innego rodzaju ataki, bardziej skomplikowane i nietypowe ciecia wraz z obrotami i wlasciwa kordynacja ciala, ktora wycwiczyl stuleciami treningow. Jego przeciwnik ma coraz wieksze trudnosci z blokowaniem ciosow a tym bardziej wyprowadzaniem ofensywy, gdyz nie ma wystarczajaco doswiadczenia by atakowac wroga bedacego zarowno w ofensywie jak i defensywie - sprawnie umykajac wszystkim atakom.>

R : Coz to za styl?! <probujac kontrataku zostal pozbawiony miecza, przez silne uderzenie w rekojesc> Hehe...ten miecz podobnie jak Mortis wraca do wlasciciela! <pojawil sie wlasnie w jego reku> Nie wygrasz! <zamachnal sie poziomo, jednak jego przeciwnik pochylil sie co spowodowalo ze ostrze ugrzazlo gleboko w drzewie>

F : <zanim raflik zdarzyl je wyciagnac mial juz ostrze przy gardle> A teraz panie narwancu uzna pan swoja porazke i obieca nie przeszkadzac nam w ucieczce :P.

R : <spoglada badawczo na miecz przy gardle> A co jesli odmowie?

F : Wtedy obawiam sie ze bede musial dopelnic wygranej w sposob mniej przyjemny...<poruszyl nieco ostrzem miecza przypominajac mu ze nie zartuje>

R : <wzdycha> niech bedzie...ale zadam rewanzu!

F : Pomyslimy...kiedy odzyskam swoja bron bedziemy mogli zawalczyc na serio...z tym zelastwem to ciezko ^^" <przyglada sie poszczerbionemu nieco juz ostrzu> I tak cud ze wytrzymalo blokujac Miecz Wody...ze Swiatymi Mieczami nie ma zartow <znika sprzed oczu raflika i pojawia sie przy czekajacej na niego druzynie>

S : Co tak dlugo?

F : Mialem pewna sprawe :P <dopiero teraz zauwazyl rane cieta na swoim ramieniu> Jak to? Czyli jednak byl na tyle dobry by mnie trafic? W kazdym razie zmykajmy stad znim ci szalency nas...<slyszy glosne "Taaam saaaa!!!"> znajda... ^^". <z krzakow wylazi cala armia> Eee...no to co robimy?

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 29-04-2003, 22:37   


Z krzaków wyłażą coraz to nowe zastępy bandytów. Sytaucja jest naprawdę beznadziejna. Nasza dzielna czwórka jest oblężona! Final powolnym ruchem siega po miecz.
S<cicho>: Nawet o tym nie myśl...
V<też cicho>: A może by ich tak potraktować czymś ognistym?
S: Vale, jak się weźmemy za magię, tak na poważnie to pewnie za chwile zostanie tu tylko spalona gleba a tego chciałabym uniknąć.
F: Masz jaks pomysł?
S<z dziwnym uśmieszkiem>: Chyba mam. Bądźcie czujni. I niech nie zdziwi was to co za chwile zrobię. Zaatakujecie na mój sygnał.
I: A co zamierzasz zrobić?!

Sae wolnym krokiem podchodzi do herszta. Uśmiecha sie do niego słodko.
F<do Vala>: O Bogowie...Ja juz się zaczynam bać co my tu za chwile ujrzymy...
H: Teraz to szczerzysz zęby! Trzeba było wtedy oddać złoto!
S<słodkim głosikiem>: Ależ jakie złoto? Jesteśmy tylko biednymi wędrowcami-artystami. Nie mamy żadnych bogactw z sobą.
H: Ale za coś wczoraj piliście! Sam widziałem, że byliście pijani w sztok!
S: Mężny wojowniku, słabe głowy mamy. Niewiele nam trzeba by stracić równowage duchową <uśmiecha sie jak idiotka>
V<cicho do Finala>: Widziałeś już to kiedyś?
F<cicho>: Nie...I dlatego tym bardziej sie boję.

Herszt patrzy nieufnie na Sae. Spogląda na jej ręce.
H: Nie omotasz mnie dziewczyno! Wcale nie jesteście żadnymi bezbronnymi artystami. Ty miałaś jakieś szpony a tamtemu tam zęby urosły!
S: To właśnie nasz zawód. Jesteśmy sztukmistrzami. Wykonujemy różne sztuczki.
B1: Szefie, to może niech pokażą jakąś? Zawsze to dodtakowa rozrywka! Najpierw niech pofikają a potem i tak sie ich wykończy.
H: Zamknij sie! Skoroście sztukmistrze to pokaż jakąś sztuczkę!
S<telepatycznie do druhów>: Na mój znak atakujcie wszelkimi wam wygodnymi sposobami...
F<telepatycznie>: Co ty zamierzasz zrobić?
S<telepatia>: Zaraz zobaczysz...A jeśli usłyszę choćby zduszony chichot to dołączysz do ofiar...

Sae staje przed hersztem i ...zaczyna śpiewać głosem godnym najwiekszych piekielnych potępieńców. Nikt nie rozumie słów, za to wszyscy starają się zatkać uszy.
F<mysli>: Dzięki, żeś ostrzegła...
V<do Finala>: To jest chyba jeszcze gorsze niż te jej noże.
Nastepnie powolnym ruchem ściągnęła płaszcz. Wśród przeciągłych gwizdów (które niestety nijak zagłuszały jej wycie) podeszła do grupki bandziorów i zakręciła płaszczem. Kto pamięta, że jego poły były wzmocnione bardzo lekkim metalem nie zdziwi się, że cała grupka padła z wybitymi zębami. Nastepnie podeszła do nastepnej grupki. Ci już uważnie śledzili paralelę jej płaszcza. Wtedy nasza artystka wykonała obrót z wyrzutem nogi (i jednego mniej..), następnie, parę bliżej niezidentyfikowanych ruchów dłońmi, połączone z wysunięciem na ułamki sekund szponów i kolejna grupka z sinakami i ściętymi styliskami broni. Teraz, gdy Sae próbowała zblizyć się do nastepnych, ci na wszelki wypadek zaczęli sie odsuwać. Nagle do tych popisów wokalno-baletowych dołączył Vale. Zanucił pieśń w sobie tylko znanym języku i także ruszył w tan. Po nim to samo zrobił inkub. Grupek poszkodowanych zaczęło przybywać w zastraszającym tempie.
S: Dobra! Dość tych wygłupów!
F: Nareszcie! Bałem się, że i ja będę musiał śpiewać!
Na hasło ataku, cała reszta po prostu wzięła nogi za pas zostawiając naszą rozpiewano-roztańczoną czwórkę samym sobie.
S<wzruszając ramionami>: No i po sprawie.
V: Czasami masz bardzo dziwne sposoby walki.
S: Nauczyłam sie tego na szlaku :wink:



_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 30-04-2003, 15:24   

<patrzy na miecz>
R: Niezle Final Niezle... ale i tak cie zraniłem... ale Dynast nie dał mi nic informacji z tej techniki...
<przecina jednym cienciem pobliskjie drzewo>
R: He... a co to...
<słyszy jakies wycie a po chwili bandzyci z ktorymi biegl uciekaja posiniaczeni>
R: ech... to sprawka Sae... ona moze tak spiewac ale lepiej tego nie mowic... HEJ... MOge do nich dolonczyc :D RAY WING
<wzniasl sie w powietrze i zobaczyl polanke na ktorej sidziala czworka...>
S: O... kogo my tu mamy... rycerzyka Wody...
R: CO????
F: pst... sae on jescze o tym nie wie...
S: aha...
I: hmmm... ja jusz go moze kiedys widzialem....
R: tia... ja chyba ciebie tesz...
S: ej czemu nas goniles wtedy... chyba nie nalezysz do tych bandytow...
R: alez skand... tylko dla zabawy bo bylo nudno...
V: ech... taki tylko ze slabeuszami przestaje...
R: tee..<patrzy na niego> Wampir.... nie bandz taki pewny...
V: buheh... ty... buhehe
R: a chcesz sie przekonac
F: ech... najpierw mnie wyzwal a teraz jego... te wampiry sa idiotyczne -_-
I: wlasnie...
S: SPOKOJ... to co teraz robimy???
R: wlasnie... NUDNO jest...
F: skancz z twoja Nuda bo cos mi sie robi...
R:okej....

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 30-04-2003, 16:19   

<spogladajac na pola rozciagajace sie za lasem az po sam horyzont>

F : No tak...w sumie to nawet nie wiem gdzie jestesmy. Wy pewnie tez nie?

<wszyscy kiwaja glowa przeczaco>

R : Moznaby to sprawdzic...

F : Owszem mozna ale wzlatujac na duze wysokosci mozemy zwrocic uwage kolejnych narwancow...

<nagle wszyscy slysza tupot kopyt i sylwetke konia wylaniajaca sie z lasu>

F : Kryc sie! <chowaja sie w pobliskie zarosla> Przywitamy go cieplo...

S : Czyli jak? :shock:

<gdyz jezdziec byl z zasiegu...>

F : Mega Brando!! <wybuch wyniosl zarowno konia jak i wlasciciela wysoko w niebiosa>

V : Wysadziles go nie sprawdzajac nawet czy wrog czy przechodzien?!

F : ....glupio sie przyznac, ale masz racje ^^". Robie sie zbyt nerowy...

<jedziec wlasnie upadl na ziemie przed nimi. Byl ubrany w nowiutka zboroje z charakterystycznymi insygniami>

S : <podchodzi do pokrzywdzonego> Eee...zyje pan?

J : Uuuuu...<z trudem podnosi sie> Co sie stalo...? Kto u licha mnie potraktowal zakleciem bez prowokacji?!

F : <wychodzi nieco na przod> Hehe ^^"...zdaje sie ze to bylem ja.

J : Oz ty...czy ty wiesz kim ja jestem?!

F : <przyglada mu sie zwracajac uwage na insygnia na zbroji i plaszczu> Owszem...z pieczeci na zbroji wynika ze jestes imperialnym poslancem. <zwraca sie do druzyny> No to wiemy juz ze jestesmy na terenie Imperium Lyzielle...

J : Nie ignoruj mnie marny wiesniaku!! Za ten atak wszyscy bekniecie przed samym Imperatorem!!

F : <usmiecha sie zlowieszczo i podchodzi do wkurzonego poslanca> Mam rozumiec ze chcesz sprowadzic na nas jakies klopoty? <telekinetycznie odbiera mu sztylet po ktory ten wlasnie siegal> Zdaje mi sie ze nie dozyjesz aby opowiedziec o tym wszystkim swemu wladcy...<otwarta dlonia celuje w spory glaz zaraz za nimi i niszczy go niewielka wiazka czerwonej energi>.

J : <przerazony> Mazoku!! Prosze zrobie wszystko co kazecie tylko oszczedzcie mi zycie! <pada na kolana>

S : Heh...najpierw zgrywa wazniaka a teraz blaga o zycie...

F : Wiekszosc ludzi z wysokimi statusami taka jest...tylko denerwuje mnie ze zawsze zostane uznany za Mazoku ^^". <odwraca sie z powrotem do poslanca> dobra...mozesz juz wstac ^^" wlos ci z glowy nie spadnie.

J : N...naprawde? <podnosi sie> Dzieki wam szlachetni ludzie...<spoglada na finala> ...i Mazoku.

F : <z lekka irytacja> NIE jestem Mazoku! Ale mniejsza z tym - co imperialny poslaniec robi na takim odludziu?

J : Za tymi polami <wskazuje na rozlegly teren> stoi wielkie Imperialne Miasto - nasza stolica...mam wiadomosc do Najjasniejszego Pana.

F : <zamyslony> Dzieki za informacje...nie bedziemy ci przeszkadzac w misji - mozesz odejsc. <zwraca sie do kompanii> Proponuje zatrzymac sie tam - to atrakcyjne miasto, odpoczeniemy, ja lepiej sie uzboje <myslac o straszliwie poszczerbionym mieczu po starciu z raflikiem> i pomyslimy co dalej.

<wszyscy zaczynali juz isc w strone miasta gdy zaatakowany poslaniec odezwal sie>

J : Eee...nie chce sie narzucac ale...czy moglibyscie pomoc mi znalezc konia?

S : Czy my wygladamy na chlopcow stajennych?

J : Ale to przez wasz atak go stracilem! Jak ja teraz tam dotre?

F : Pieszo tak jak i my...

J : <chwila namyslu> jako poslaniec samego Imperatora jestem upowazniony do wynagrodzenia was za ten uczynek!

V : Wynagrodzenia? <zaciekawiony> O jakiej sumie mowimy?

J : Eee...co powiecie na jedna sztuke zlota?

R : Hahaha! Za jedna sztuke zlota nawet mlodzi giermkowie nie pracuja!

J : <zpeszony> No to...dajmy na 100 srebrnych monet!

F & S : -_-". Sto srebrniakow to to samo co jedna zlota...

F : <pewnie negocjacje trwalyby dluzej gdyby nie dostrzegl czegos katem oka w zaroslach> Hehehe...chodzcie przyjaciele...on nie potrzebuje naszej pomocy :P.

J : Czekajcie! Musicie mi pomoc!

F : Spojrz za siebie kolego :P

<poslaniec odwraca sie i dostrzega swego rumaka spokojnie stojacego nieopodal>

J : :shock: :shock: :shock:

<druzyna idzie polna droga w kierunku stolicy Imperium>

S : Hmm jestem zaskoczona ze nie zarzadales od niego nagrdy za ta "usluge" :D.

F : Chyba nie myslisz ze bede sie patyczkowal o tak smieszna sume? :P. Zreszta pieniadze nigdy nie byly dla mnie problemem...moge miec kazda ich ilosc na rzadanie - ot taki bonus bycia podwladnym Shabbiego <po wypowiedzeniu tych slow przypomnial sobie obecna sytuacje i nieco spowaznial>. Pozatym ten koles odpowiada przed samym Imperatorem a moja opinia u niego i tak nie nalezy juz do najlepszych...kolejnych kresek mi nie trzeba.

<w oddali ujrzeli juz zarys wielkiego miasta slynacego jako najwiekszego osrodka militarno-kupieckiego na Starym Kontynencie...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 30-04-2003, 20:18   


Gdy nasza stale powiększająca się drużyna dochodziła do bram miasta, Final zwrócił sie do wszystkich bardzpo poważnym tonem.
F: Wchodzimy na terytorium, gdzie z nikim sie nie patyczkują. Zanim wdacie sie w jakieś awantury zastanówcie sie setki razy a potem jeszcze najlepiej wypijcie duszkiem szklankę wody.
S: Oj..nie przesadzasz, panie Rycerzu?
F: Nie.
V: Ma rację. Trochę sie nasłuchałem o tym mieście. Lepiej uważajmy na siebie. Nie rzucajmy sie za bardzo w oczy.
I: Dobra...Nie stójmy tak, tylko wejdźmy!

Miasto-moloch. Ogromne, przestronne i dobrze ufortyfikowane. Przypominało jedną wielka twierdzę.
S<rozglądając się>: Rety...Zupełnie jak twierdza.
F: To jest twierdza Kruku.
V<gwizdnął przeciągle>: Wiesz, nie mam o was ludziach najlepszego mniemania, ale jak juz się za coś zabieracie, to potraficie powalić rozmachem.
I: Dokładnie....

Gdy tak szli, nie zauważyli, że ktoś idzie ich tropem. Wysoka postać, z nasuniętym mocno na oczy kapturem. Kiedy doszli do wielkiego Targu, cała grupka stanęła oniemiała z zachwytu- tysiące kramiów, jeden obok drugiego...Czegoś tak wielkiego i to zamkniętego w murach miasta jeszcze nie wiedzieli.
S: O w mordę...
F: Dobry opis Sae.
R:Przepraszam...
Wszyscy odwrócili sie na dźwięk obcego głosu. Przed nimi stał ich tajemniczy tropiciel- wysoki brunet o ostrych rysach. Uporczywie przyglądał się Sae.
F: Słucham? Cos się stało?
Sae, gdy sobie przypomniała kim jest owy osobnik, spuściła głowę i niby od niechcenia naciągnęła kaptur na głowę.
V<podejrzliwie>: Sae, znasz tego typka?
R: Przepraszam <zwraca się tylko do dziewczyny, totalnie olewając resztę>: Ale czy ty...<podchodzi bliżej>...czy ty nie masz...<zauważa kolczyki dziewczyny, usmiecha się > brata o imieniu Azaki?
All-Sae: :shock:
S<ma bardzo nietęgą minę, ale to trwa tylko chwilę>: Tak. I jeśli narobił jakis długów nie myśl że będę je spłacać! Jest na tyle dorosły, że powinien umieć sie o siebie zatroszczyć!
V<cicho do inkuba, Finala i Rafla>: Wiedzieliście, że ona ma brata?
I&F&Rafl: :shock: Nie.
R<cały czas wpatrując sie w Sae>: Niesamowite... W pierwszej chwili myslałem, że to on.
S: Tak, jesteśmy do siebie podobni. Niemal jak bliźniaki. A teraz wybaczysz...Ale śpieszy nam się.
R: Ależ tak oczywiście. Mam nadzieję, że sie jeszcze spotkamy. -odchodzi.
F: Sae, kto to jest? I od kiedy ty masz brata!?
S: Nie mam brata!
V: Ale przed chwilą...
S: Kiedyś musiałam koniecznie dostać się do miasta, gdzie wstęp mieli tylko faceci, to się za jednego przebrałam i udawałam własnego brata. Rozumiecie?
I: A tego poznałaś w trakcie tej podróży?
S<czerwieniejąc na maxa>: Tak...To długa historia i nudna. Lepiej znajdźmy jakis kąt do spania....





_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 30-04-2003, 20:54   

R: To jak tz zalatwialas potrzeby... wlasne
ALL: :shock:
R: No wiesz musialas kiedys no wiesz..
S: Czy ty musisz sie wszstkiego czepiac...
R: w sumie to.... nie...
V: chodzmy dalej zwiedac...
All: OK

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 30-04-2003, 21:26   

<idac ulicami miasta>

F : Hmmm wiesz ze ta historia ktora masz na mysli...cos mi mowi :P <grzebie w kieszeniach astralnych i wyjmuje jakis notatnik>

S : Co tam masz?

F : Ano to moj informator :P. Xell ma "Wielki Przewodnik Po Swiecie Dla Ciekawych Mazoku", a ja ten oto skromny notatnik :D <kartkuje> Ooo jest! Wiedzialem ze juz gdzies slyszalem te opowiesc...tyle ze Xell streszczajac ja nie podal dokladnie o kogo chodzi.

S : To znaczy ze...wiesz co tam sie dzialo? :shock:

F : Ano wiem. Hmmm <czyta> ciekawe sprawy...laznia pelna nagich facetow chcacych podziwiac swego "mistrza"...a moze raczej mistrzynie? 8)

S : <mocno zburaczona> Dawaj ten zeszyt! <probuje mu go wyrwac>

F : Nie ma mowy! <chowa z powrotem do kieszeni astralnej> To zrodlo bardzo cennych informacji :P. Bez niego nie moglbym podrozowac.

S : <Mruczy cos pod nosem nadal czerwona>

V : To co teraz robimy? <szeptem do finala : "pokarzesz mi potem co tam jest napisane oki?">

F : Nalezaloby znalezc jakies zakwaterowanie...a potem ja musze sie przesc po lokalnych zbrojowaniach.

S : To my sie poprzechadzamy po miescie...

F : W porzadku...tylko pamietajcie ze tu za byle przewinienie ma sie powazne klopoty a Lyzielle to jedna z najwiekszych poteg militarnych na tym kontynencie.

S : Wiemy, wiemy...zreszta naweg gdyby do czego doszlo to duzo nam nie zrobia.

F : I tu sie mylisz moja droga...<rozgladajac sie wokol szukajac jakiegos sklepu z bronia> Slyszalas moze o Imperialnym Magu Wojennym - Zurinie Arctus`ie?

S : Nie...kto to taki?

F : Status Imperialnego Maga uzyskuja tylko najpotezniejsi czarodzieje. Umiejetnosci Arctusa sa wyjatkowe..spedzil lata na studiowaniu pewnego arkanu magii i jest w nim niekwestionowanym mistrzem.

S : Czyli jest lepszy w magii od ciebie, Liny itp.?

F : W Mistycyzmie zapewne...jesli zas chodzi o inne arkany to watpliwe. Ale Nie lekcewaz go...osiagnal taki stopien mistrzostwa ze potrafi zmieniac rzeczywistosc swoja moca. To grozny przeciwnik - sam sie o tym przekonalem.

<wchodza do jakiejs gospody i po wynajeciu wszystkich pokoi wychodza z powrotem na miasto>

F : Dobra...oczekuje ze spotkamy sie tu wszyscy za 3 godziny bo akurat bedzie juz zmierzch. Bawcie sie dobrze i nie zwracajcie na siebie uwagi <odchodzi w strone murow miasta>

<reszta idzie w przeciwna strone - na bazar i do dzielnicy mieszkalnej>

F : <Idac uliczkami na ktorych pelno zolnierzy> Nieco dziwne to...az tyle wojska na ulicach. Czyzby szykowali sie do jakiejs wojny?

<wchodzi do upatrzonej zbrojowni i przebiera w roznego rodzaju mieczach. Tymaczasem u reszty druzyny...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 30-04-2003, 21:40   

R: Sae pozycz troszke kasy...
S: Ile znowu...
R: no na Lody
All: ><
R: Nio cio???
V: Czy ludzie zawsze sa tacy dziecinni???
I: chyba tak
S: zamkijcie sie...
R: to porzyczysz...
S: dobra łap... ale ostatni raz
<Raflik uradowany podlecial do stoiska>
V: ciekawi mnie czemu tu tak duzo wojska...
S: wlasnie...
<Raflik wrocil z Lodami...>
R: Wiecie co sie dowiedzialem... Dzisiaj jest konkurs...
ALL: JAKI????
R: eee... wolicie nie wiedziec...
S: no co ty... gadaj co za konkur... moze sie troszke rozerwe...
V: i ja tesz..
R: niestety... konkurs jest tylko dla pan...
I: CO TO ZA KONKURS???
R: eee... Zapasy w błocie...
ALL: COOO!!!! ><><><
R: no i ponoc corka imperatora ma wzianc udzial... wienc dbaja o jej ochrone...
I: a co jest w nagrode...
R: narazie nic niewiadomo... ale to cos bardzo cennego..
V: cennego.. Sae....<patra na nia wszyscy>
S: Co... Jesly mislice ze ja... to sie mylicie
R: no zgodz sie... rozerwiesz sie troche... Zapisy koncza sie za godzine
S: a sam se idz ><
V: ale tylko dziewczyny moga isc... Sae prosze
I: siostro...
S: >< No dobra... ale jesli wyjde na idiotke to wy oberwiecie
R,I,V: NO TO CHODZ SIE ZAPISZ :D

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 30-04-2003, 22:25   

<po zakupieniu satysfakcjonujacego miecza - elegancko wygladaacej dwurecznej katany, opuszcza sklep i udaje sie w kierunku oberzy>

F : <Rozglada sie wokol> Atmosfera wsrod mieszkancow jest niezczegolna...jakby wszyscy czegos sie bali...

<dochodzi do centrum i zauwaza tlumy krecace sie wokol czegos przypominajacego ring i kortyow w jednym>

F : <podchodzi do jednego z przechodniow> Przepraszam...co sie tu wlasciwie dzieje?

P : Panie stan pan i podziwiaj! Damskie zapasy w blocie!!

F : Eee...dziekuje to nie dla mnie ^^".

<zauwaza ze w kolejce do nastepnej rundy stoi ktos mu znajomy...mainowicie Sae>

F : He?! :shock: <teleportuje sie kolo niej> Wiesz mowiac o rozrywce nie mialem na mysli TEGO...

S : Cicho badz!! Zostalam w to wrobiona...

F : ...no coz nie moge powiedziec nic innego jak - powodzenia ^^" <i ulatania sie na widownie>

S : Juz ja sie z nim policze po tym wszystkim...

F : Hoho...moze jednak zostane bo cos takiego widuje sie tylko raz w zyciu ^_^ <nagla zaczepia go jakis osilek>

O : Heeej, tu mamy kandydata! Wygladasz pan na szermierza...napewno dasz se rade na ringu!

F : O_o" Ringu...? Przeciez to zapasy damskie!

R : Tu tak...ale tu obok <wskazuje na identyczne pole obok tyle ze bez blota> jest czysty estling dla prawdziwych facetow! <ciagnie go na mate> Walczysz pierwszy!

F : Co?! Ja nie chce! ^^" <zostal wciagniety na mate, bez miecza ktory oczywiscie zostal mu odebrany>

<przed nim stala istna gora miesa i muskul (z przewaga tego drugiego) usmiechajaca sie wrednie>

F : Huhu...stary chyba polknales slonia bo proporcje sie zgadzaja...

<Byczek wkurzony rzuca sie na niego i szybko wymierza mu poteznego kopa w brzuch po czm serwuje mocnego sierpowego posylajacego dowcipnisia na mate>

F : :x <z trudem podnosi sie i spluwa krwia> Facet ma pociagnicie...az czulem jak mi wszystkie zebra pekaja ^^". <szybko podlecza sobie wspomniane uszkodzenia>

<jego przeciwnik znowu biegnie aby powtorzyc wyczyn>

F : O nie...tym razem juz ci nie pozwole...<odsuwa sie by nie zostac trafionym i serwuje mu najsilniejsze uderzenie w szczeke jakie mogl z siebie wykrzesac bez wsparcia energetycznego...wyszlo na to ze jedynie rozbolala go reka> Kurde gosc jest chyba z mithrilu ^^". <odskakuje od gory miesa>

M : Hohohoho....<idzie do niego smiejac sie ironicznie>

F : Dobra koles...tym razem posle cie na glebe. <zanim te mogl zareagowac doskakuje do niego i skupiajac nieco energii Rubinookiego w sobie - serwuje mu szybkie serie silnych ciosow w tulow a nastepnie konczacego kopniaka w leb>

M : <podnosi sie z gleby i zamierza na poteznego prostego w strone przeciwnika>

F : <unik, po czym lapie mu reke i...lamie w lokciu>

M : <wydaje z siebie wielki ryk bolu> Zabije cie robaku!!!

F : Najpierw sie przespisz <mowiac to dosoczyl do niego i zafundowal potezne uderzenie z obydwu rak prosto w glowe bydlaka. Jak mozna sie bylo spodziewac ten zemdlal natychmiast>

<po goloszeniu zwyciezcy walki zchodzi z ringu>

S : Nie wiedzialam ze dorabiasz jako zapasnik :D.

F : <z zylka na czole> Bardzo smieszne...zobaczymy jak ty sobie poradzisz :twisted: .

<na ring wywolano wlasnie Sae...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 01-05-2003, 15:40   


Sae wchodzi na błotnisty ring.
S<w obcisłym bikini, które było wymaganym strojem, zburaczona na maxa>: Oby ta nagroda była tego warta...
Nasza zawodniczka rozejrzała sie po widowni- zobaczyła machających do niej Rafla,inkuba-braciszka i Vale'a. Obok z kpiącym usmieszkiem Final<już ja ci pokażę walkę...:evil: > i...Regis, znajomy z przeszłości.
S<mysli>: A ten tu po co?!
Nagle tłum zawył przeciągle, na ring weszła główna przeciwniczka Sae- sama księżniczka.
S: :shock: To z nią mam walczyć?!
Przed naszym szkielecikiem stała...góra. Potężna sylwetka zapaśniczki kontrastowała z mikrą fizjonomią Bajarki. Uda niczym pnie drzew, ręce jak konary i cała reszta...
K: A cóż to za anorektyczka tu stanęła!? Dziecko, uciekaj nim uszkodze cię samym podmuchem!
S: Jak już tu jestem to będę walczyć. Nie boję się żywych składnic tłuszczu.
K: Coś powiedziała patyczaku! :evil:
S: To co słyszałaś! Nic dziwnego, ze organizujesz te walki. Latwiej dla ciebie uszyć takie wdzianki, niżli sukienkę. Zużyłabyś chyba cały zapas materiału w kraju! :twisted:
K: Zaraz wsadzę ci te słowa do gardła! :evil:
S: Spróbuj szczęścia! :twisted:

Księżniczka ruszyła z wrzaskiem do ataku. Sae rzutem na plecy prześliznęł się pomiędzy jej nogami i stanęła za jej placemi. Szybkim kopnięciem celowała w miejsce pod kolanem. Noga jej się zapadła w ciele księżniczki...
S: :shock: O w mordę...- błyskawicznie odskoczyła zanim koronowana główka odwróciła się.
K: Dorwę cię, ty zasuszony szkielecie!
S<myśli>: Norlmalnie jej nie pokonam. Muszę użyć dodatkowych sił.
Final poczuł, że Sae ostrożnie kumuluje moc.
F<mysli>: Muszę to zobaczyć :twisted: Coś takiego nie zdarza się dwa razy w życiu :twisted:

Księżniczka ponownie z rykiem, niczym lawina ruszyła na mikrą Sae. Ta, niczym tancerka, omijała jej ataki wykonując obroty. Gdy Księżniczka pochylała sie po nieudanym ciosie, Sae zdzielała ją gdzie sie dało, wykorzystując ukryte zapasy mocy. Gdy po wyjątkowo silnym ciosie, koronowana przejechała przez pół ringu za widowni zapanowała cisza. Wszyscy, prócz pewnej grupki i..Regisa była zdumiona tym co ujrzała.
S: Zmęczyłaś sie juz? :twisted:
K: Zamilcz! -i ponowny wściekły atak.
Sae prze moment przeszło przez myśl, że księżniczka w czasie tych ataków wygląda jak rozwścieczony byk. Zgrabnie zeszła z jej drogi, chwyatjąc prominentkę za rękę i wykręcając ją. Koronowana padła na ziemie a Sae cały czas wykręcała jej rękę.
S: Poddajesz się?
K: Nigdy!
Bajarka złapała za drugą rękę i tę też zaczęła wykręcać.
K: Dobra, dobra! Poddaję się! Wygrałaś!

Sae puściła wielgachną przeciwniczkę. Tłum zaczął wiwatować na jej cześć.
S<mysli>: Deja vu? To wszystko jest takie znajome...
K: Uroczyste wręczenie nagrody nastąpi za godzinę!
I tłum zaczął sie rozchodzić.
V: Sae! Byłaś boska!
I: Tak! Zwłaszcza walka!
V: Walke miałem na mysli, ty erotomanie.
I: Hej! Obrażasz mnie!
S: Przestańcie...Ja się musze umyć..Jestem cała w błocie....<katem oka zobaczyła uśmiechającego sie Regisa>
F: Może łaźni poszukasz co? :twisted:
S: A żebyś wiedział!!! - idzie do na poszukiwanie łaźni.

Gdy ją wreszcie znalazła, usadowiła sie w poprzek wanny wystawiając ręce i nogi poza jej obręb. Ciepła woda, biała pachnąca piana. Czegoś można chcieć więcej?




_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 01-05-2003, 20:10   

<przyglada sie nadal wiwatujacemu tlumowi>

F : Wyglada na to ze Sae zaliczyla kolejne miasto gdzie beda ja czcili jako wojowniczke :P. <spoglada na z trudem zchodzaca z ringu ksiezniczke> A jesli chodzi o nia to lepiej zbierajmy manatki i jak najszybciej sie stad wynosmy bo Imperator z pewnoscia zainteresuje sie "krzywda" jego dziecka.

I : <stoi obok przygladajac sie jednemu jegomosciowi> Nie podoba mi sie ten caly jak mu tam...Regis...

F : <rowniez mu sie przyglada> Zgadzam sie...on cos wie i tylko udaje takiego nieszkodliwego przechodnia. Jak tylko weszlismy do miasta - juz byl za nami. Teraz tez szweda sie niedaleko...

V : Myslisz ze nas sledzi?

F : Nie nas Vale...z tego co zaobserwowalem to jego interesuje Sae - trzeba go miec na oku.

V : Zajme sie tym...wampiry to urodzeni szpiedzy, potrafimy skradac sie niespostrzezeni czy to dzien czy noc.

F : Pewnie dlatego tak wielu skrytobojcow jest choc po czesci wampirami :P. Ale masz racje - nadasz sie do tego znakomicie.

V : <przytakuje, po czym dyskretnie wycofuje sie aby zmieszac sie z tlumem i z ukrycia obserwowac swoj cel>

F : Skoro to juz mamy zalatwione... <spoglada na raflika mierzacego sie wlasnie z kilkoma umiesnionymi zapasnikami...a raczej bawiacego sie wspominanymi miesniakami> Raflik, nie marnuj energii na bezsensowne kopanie tylkow amatorom...nie widomo czy jeszcze ci sie nie przyda.

R : <zchodzi z ringu zostawiajac zapasnikow w stanie godnym politowania> ok ok...co robimy?

F : Jak Sae doprowadzi sie do porzadku idziemy do oberzy...pozno juz a trzeba troche odsapnac.

<Sae wlasnie wyszla z lazni i podchodzi do druzyny>

S : Skonczylam...gdzie Vale?

F : Niedaleko...postanowilismy ze jest pewna sprawa ktora nalezy sie zajac a on sie do tego najlepiej nadaje. Nie zawracaj sobie tym glowy lepiej chodzmy do swoich pokojow.

S : <patrzac podejrzliwie> Czegos mi nie mowicie... Ale dobra - tez mam juz dosyc.

<wszyscy udaja sie w kierunku oberzy, bedac oczywiscie sledzonymi przez Regisa, ktory to nie zdaje sobie sprawy ze i jemu ktos siedzi na ogonie. Po zjedzeniu skromnego posilku druzyna udaje sie do swoich pokojow, aby przespac te noc spokojnie. Jednak pozno w nocy ktos po cichu wymyka sie z oberzy...>

F : <poruszajac sie bezszelestnie> W takich chwilach ciesze sie ze Shabby udzielil mi czesc cech Mazoku - nie musze spac jesli nie mam ochoty.

<skradajac sie alejkami pograzonego w snie miasta i omijajac straznikow bedacych na patrolu - dotarl wreszcie pod mury Palacu Imperialnego. obszedl go do okola az byl po jego wschodniej stronie. Tam wykonujac wielki skok - dzieki nadludzkim mozliwosciom Rycerza, dostaje sie na jeden z wysoko polozonych balkonow.>

F : <dalej podazajac korytarzami Palacu, starajac sie aby nikt go nie dostrzegl> Gdzies tu powinien byc warsztat... <doszedl do wielkich podwojnych drzwi> Jest! <wszedl po cichu do srodka i zauwazyl tam mnostwo mechanicznych urzadzen, wygladajacych na bardzo stare. Wielkie roboty, maszyny marowe o nieokreslonej fukcji i ogolny balagan - a posrodku tego wszystkiego, w centralnej czesci sali stal czlowiek w czerwonej todze, wygladajacy na maga.>

Z : <mruczy cos pod nosem probujac odcyfrowac jakis straozytny manuskrypt>

F : <wychodzi z ukrycia i oglasza swa obecnosc glosna mowa> Kope lat panie czarodzieju...

Z : <nerwowo zrywa sie z fotela> Co?! Ktos ty?! <przyglada sie blizej intruzowi> Ty...jak to mozliwe ze jeszcze zyjesz?

F : Moj drogi Zurinie...wymiar Martwej Strefy moze byc w stanie unicestwic podrzednego Mazoku, ale nie Rycerza Shabranigdo, ktory moca dorownuje Mrocznym Lordom. <usmiecha sie wrednie wiedzac ze mag jest przerazony>

Z : A...ach tak? <nieco zalamujacym sie glosem> Wiec co powiesz na powrot tam? <stara sie opanowac nerwy i przyjac grozna mine>

F : Hahaha...<podchodzi blizej> Masz mnie za glupca Arctus? Przygotowania do otwarcia dziury do Martwej Strefy trwaa kilka godzin. Myslisz ze przezylbys te godziny odpierajac moje ataki i w tym samym czasie przygotowujac reagenty do zaklecia? <podchodzi jeszcze blizej az jest zaraz obok niego>

Z : Niewazne...jestem nieporownywalnym mistrzem Mistycyzmu - pokonam cie bez tego zaklecia! <koncentujac sie wypuszcza w przeciwnika fioletowe wiazki energii, ktora owija sie wokol niego> Haha! To zaklecie wyssie z ciebie wszystkie sily witalne zanim zdarzysz sie ruszyc!

F : <szybko zaslaniajac sie czerwona oslona z mocy Rubinnokiego> Radze potraktowac mnie powaznie...HA! <fioletowe macki znikaja od wybuchu czerwonej energii>.

Z : <nieco zaskoczony> W porzadku...wyprowadze wiec ciezszy kaliber <wymawia inkantacje do zaklecia zmieniajacego rzeczywistosc>

F : Zastanow sie glupcze...za zakrzywienie rzeczywistosci w Palacu Imperatora pojdziesz na gilotyne.

Z : Martw sie o siebie! <Wypuszcza potezne zaklecie Mistycyzmu, dezintegrujace forme fizyczna i astralna przeciwnika>

F : Nie zartuje...jesli to mnie trafi centralnie - ide do piachu <Skupil cala swoja energie i wyprowadzil ja przeciwko fioletowej wiazce. Po kilku chwilach wycienczajacej proby sil udalo mu sie odeprzec atak, ktory poszybowal na jedna z maszyn w sali calkowicie ja niszczac>

Z : <zdyszany> Niemozliwe...

F : <rowniez z zadyszka> A mozliwe...zaden smiertelny mag nie moze sie rownac z potega ktora Rubinooki dal mi we wladanie <usmiecha sie wrednie>. A teraz ptaszku odpowiesz mi na kilka pytan <zmaterializowal sie przed nim i po porzadnym kopniaku w brzuch przyparl go do sciany by ten nie mogl rzucac kolejnych groznych zaklec>

Z : <zakrztuszony od kopniaka> Py...tan? Nie jestes tu by mnie zabic?

F : Termin wykonania tamtego zadania minal 20 lat temu...teraz jestem tylko ciekawy czemu w calym miescie sa zolnierze i skad to napiecie wsrod spoleczenstwa...kogo chcecie zaatakowac?!

Z : <nadal z trudem mowiac> Skad mam wiedziec...? Jestem tylko magiem.

F : <spoglada na niego groznie> Nie wciskaj mi kitu - jestes prawa reka Imperatora i Imperialnym Magiem Wojennym...ty najwiecej o tym wiesz! <dla zaakcentowania ponownie uderzyl go w zoladek>

Z : <plujac krwia> Dobra...powiem ci tylko pusc mnie...

F : <Puszcza go i nieco sie odsuwa> Tylko nie probuj zadnych sztuczek...

Z : <chwila namyslu> No wiec Lyzielle zamierza po kryjomu zaatakowac Krolestwo Zephielii i blyskawicznie zawladnac jego terenem...Imperator wie jednak jak wspanialymi wojownikami i magami sa Zephielianie, dlatego oprocz wojska planuje uzyc innej sily...tym mam sie ja zajac.

F : <po chwli namyslu> Wiec po to te wszystkie artefakty krasnoludzkie? <rozglada sie po sali z najrozniejszymi konstrukcjami> Chcecie z tych czesci stworzyc kolejne Numidum...nie pozwole wam na to. Golem z moca taka jak legendarny Numidum moglby zagrozic nie tylko wszystkim ludziom, ale i calemu swiatu lacznie z Mazoku.

Z : Hehehe...wlasnie glowilem sie jak rozwiazac problem ogromnej ilosci mocy potrzebnej do dzialania tego cuda techniki...chyba wlasnie znalazlem rozwiazanie <usmiecha sie perfidnie> - ty posluzysz za zrodlo mocy! STRAZE! <po chwili do sali wbiega mnostwo straznikow>

F : Nie wiesz na kogo sie porywasz...<wystawia reke w kierunku zolnierzy i odpycha ich energia na sciane> Nie zamierzam dopuscic do zbudowania tego cholerstwa <po czym niszczy wszystkie maszyny w sali> a tym bardziej byc bateria <wiazka energii uderza w Arctusa co odrzuca go zakrwawionego na biurku przy ktorym siedzial>

Z : Hehe...za pozno...ten zlom tutaj byl tylko do eksperymentow...prawdziwy golem uz stoi gleboko pod Palacem czekajac na energie!

<do sali wpada wiecej zolnierzy a wraz z nimi magow - mistykow>

F : Nadal jestem wyczerpany po walce z raflikiem i wole nie ryzykowac z nimi wszystkimi... <strzela w jedna ze scian i ucieka utworzona dziura>

Z : Na co czekacie?! Oglosic alarm! Chce go miec zywego!

<pogon rozpoczyna sie, a reszta druzyny nadal nieswiadoma niczego spi spokojnie w oberzy>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 22 z 30 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 21, 22, 23 ... 28, 29, 30  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group