FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24 ... 28, 29, 30  Następny
  Jaka jest wasza ulubiona broń? Proszę piszcie!
Wersja do druku
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 01-05-2003, 20:43   

Chrapuuuuu.............
chrapuuuuu.............
<budzi raflika odglos alarmu>
R: uleeeeeeeee... co za pieronu dzwonia o<patrzy na zegar dostzregajanc puste lozko Finala>
R: O ZESZ W MORDE... ZNOWU SIE W COS WPAKOWAL
<budzie sie reszta>
S: Po jakie Licho dzwania w srodku nocy
R: a po co?
S: heee??/ nierozumiem
<raflik wskazuje na puste lozko Finala>
S: Nie no... znowu musze go wyciangac z opresji...
I: co sie uleeeeeeeee stalo siostrzycko<ciangle zaspany Inkub sie zapytal>
S: nie ma czasu... trzeba sie ubierac....
R: Wlasnie<przypinajanc miecz Aqua> Niewiadomo co zas zmajstrowal
S: Znajanc go to moze byc wszystko :roll:
I: ech... i kolejna przygoda.....

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 02-05-2003, 08:43   


R: Sae, pospiesz się!
S: Idź przodem dogonie was. -Rafl i inkub wyszli na poszukiwanie Finala.
S: A nam kazał trzymać się z dala od kłopotów... Jak go spotkam to mu skopię ten rycerski tyłek...:evil: -wychodzi. Nagle ktoś zatyka jej ręka usta i zaciąga do zaułka.
V: Puszczaj bratku.
Napastnik puścił. Sae odwraca się i widzi Vale'a, który trzyma sztylet na gardle Regisa.
S: Regis?! Co ty robisz do ciężkiej choley!?
R<uśmiecha się wrednawo>: Nie pamiętam, żebyśmy byli sobie przedstawieni.
S<wzdycha ciężko>: Ojj, nie masz większysz zmartwień? A ty Vale co ty tu robisz?
V: Final kazał mi mieć oko na niego. Jak widać słusznie...
R: Niezupełnie...
S<przystawiając szpony do gardła Regisa>: Czego chcesz?
R<patrzać na żelastwo przy swojej szyi>: Teraz to już mam pewność, że nie masz żadnego brata i dane mi było spotkać tę sama osobę...Ale nie o to chodzi. Jestem tu z misją.
S: Nastepny...Ostatnio wszyscy mają jakieś misje do wypełnienia...
R: Z pewnością łatwiej mi będzie wszystko wytłumaczyć jak zabierzecie te ostrza ode mnie.
Sae skinęła na Vale'a.
S: Dobra, ale ostrzegam.
R: Przybyłem tu w poszukiwaniu tajnej broni, którą buduje Imperator. Miała to być cicha akacja, ale wygląda, że wasz przyjaciel skutecznie mi w tym przeszkodził.
S: Jesteś szpiegiem?
R: Można tak to ująć. Pracuję dla rządu Zephielli.
S: Vale, co o tym sądzisz?
V: Jeśli mówi prawdę, to Rycerz może mieć problemy.
S<wzdychając ciężko>: Ty <wskazuje na Regisa> zostań tu, a ty Vale, idziesz ze mną.

Rzucili się biegiem w kierunku pałacu Imperatora. Sae, wyczuwając pulsowanie aury Finala i Rafla,robiła za przewodnika.
S<mysli>: I pomyśleć, że kiedyś nie byłabym zdolna wyczuć nikogo, choćby nawet rzucał Dragu Slave....
Znaleźli druhów w ciasnej uliczce. Mroki nocy rozświetlały tylko błyski ataków. Magowie, mimo iż Rafl dysponował magicznym mieczem stanowili dość twardych przeciwników. Final wydawał się dość zmęczony walką, Rafl z kolei szybko tracił siły. Inkub, niestety nie był zbyt przydatny w walce.
V: Co robimy?
S<z pochmurnym spojrzeniem>: Trzymaj sie mroku. Ty z jednej strony, ja z drugiej. Szybko i po cichu. Zanim się zdążą zorientować.

Rafl, odbijając mieczem kolejny atak.
R: Final, w cos ty się wpakował tym razem!? Dlaczego oni są tacy mocni!?
F: Bo o nie byle jacy magowie. Są dobrze wyszkoleni w swoim fachu. A tak w ogóle, to gdzie reszta!?
R: Nie wiem! Sae miała dołączyć!
I: Może coś się jej stało?
F: Gdyby tak było z pewnością poprzedzone byloby to paroma efektownymi eksplozjami.

Magowie podchodzili coraz bliżej- próbowali okrążyć naszych herosów. Nagle ci najbardziej skrajnie ustawieni, wydali gardłowy okrzyk i upadli. Chodnik w tym miejscu pokrył sie szkarłatem. Potem dwaj kolejni i znowu.

R: Co jest?
F: Chyba przybyła kawaleria.

Cały atak trwał bardzo krótko. Po chwili cały szwadron magow leżał w wciąż powiększającej sie kałuży. Z półmorku wyszły dwie postacie.
S: Chodżmy stąd, zanim przybędą posiłki. -cała grupa pobiegła w kierunku oberży. Tam czekał na nich Regis.

S: Final, a teraz jak na spowidzi. O co chodzi do ciężkiej cholery!?
F<wzdycha> : :roll: Rety, tobie zawsze trzeba wszystko tłumaczyć...-nawet nie zdążył dokończyć, kiedy dostał z sierpowego od dziewczyny.
S<wściekła>: Może omówimy sobie parę spraw! Po pierwsze żyje dwie dekady a nie parę stuleci, więc sporo rzeczy nie miałam okazji poznać! Po drugie nie zapominaj, że dopiero od pewnego czasu zostałam wciągnięta w wir tego wszystkiego! Nie zamierzam dłużej znosić takiego zachowania! Radź sobie sam!- odchodzi w mrok nocy.
V<gwiżdżąc przeciagle>: Duchowi memu dała w pysk i poszła, co?
F<masując policzek>: Na to wygląda...
Rafl: Co jej sie stało?
F: Nic takiego...Wiesz zmienne nastroje.
R<usmiechając sie pod nosem>: Nie wydaje mi się.
F: A ty co tu robisz?
R: Mógłbym zapytać cię o to samo.

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 02-05-2003, 12:23   

<zamyslony patrzy sie bez celu w mroczna przestrzen>

F : To wszystko wymyka sie spod kontroli...ten golem nie moze nigdy ujrzec swiatla slonecznego, ale nie wiem czy jestem w stanie go zniszczyc... <przypomina sobie ze jest tak wyczerpany ze ledwo moze rzucic Fireballa> Napewno nie w tym stanie. Panowie, <zwraca sie do Vale`a i Inkuba> waszym zadaniem bedzie przypilnowanie tego oto kolege <wskazuje na Regisa> - chce potem go przepytac...Rafl, pojdziesz ze na, bo mamy wazna sprawe.

R : Ok, gdzie idziemy?

F : Najpierw do lokalnego alchemika...przydaloby mi sie jakas mikstura odnawiajaca zapasy mocy w ciele... <odwraca sie do Vale> A kiedy bedziecie go plinowac - sprobujcie znalezc Sae. Ja sie na to nie pisze bo kolejnego walniecia mi nie trzeba ^^".

V : Jak jej przejdzie sama wroci...nie ma potrzeby jej szukac.

F : Nalegam - lepiej zebysmy my ja znalezli zanim zrobi to Arctus...ten gosc pewnie wyczuje jaki potencjal w niej tkwi i postanowi wykorzystac ja jako baterie zamiast mnie. Idziemy - nie szukajcie nas, kiedy skonczymy dolaczymy do was. <odchodzi z Raflem w kierunku rynku>

R : Co wlasciwie mamy robic?

F : Zniszczyc potezna machine wojenna, ktora niegdys podbila calutki kontynent. To dawne dzieje, ale Numidum - tak sie nazywal ten golem, byl niemal calkowicie niepokonany i posiadal wystarczajaco mocy by zabic Mrocznego Lorda...jego sila polegala na niewrazliwosci na zadne ataki...

<wchodza do alchemika, ktory to pomimo poznej godziny mial nadal otwarte i kupuja kilka mikstur przywracajacych pojemnosc magiczna, po czym znow wychodza na ulice>

R : Ale skoro byl niezniszczalny to kto go pokonal?

F : <szybko wypija dwie mikstury> Nie wiem Rafl...naprawde nie wiem bo nie bylo mi dane tego zobaczyc - to sie dzialo jeszcze 430 lat przed Kouma Sensou. Nie wiadomo kto i jakimi metodami zniszczyl to monstrum...wiem tylko ze to cos dzialalo dzieki obecnosci poteznego nosnika energetycznego - moze po prostu skonczylo mu sie zasilanie? <sam jednak do konca w to nie wierzyl...>

<doszli na dziedziniec Palacu>

F : Nie bedziemy sie bawic w skradanie - bylem juz tam wiec moge nas przeniesc. <koncentruje sie i znalazlszy miejsce do ktorego chcial dotrzec, teleportuje ich obydwu. Okazuje sie ze znalezli sie w zniszczonym niedawna walka warsztacie> Arctus mowil ze golem jest gdzies pod Palacem...napewno jest tu gdzies jakies przejscie.

R : <odpala wiazke energetyczna w zasypany, lewdo widoczny tunel, czyniac go na nowo uzywalnym> Moze tu?

F : <przytakuje, po czym obydwaj udaja sie waskimi korytarzami do podziemi. Znalezli sie w jaskiniach, z licznymi przepasciami w ktorych plynela ognista lawa. W centralnej czesci groty ujrzeli gigatyczna konstrukcje, wykonana ze zlocistego metalu zwanego Orichalkonem i przypominajaca nieco czlowieka z wygladu> Przed toba legendarny Niszczyciel Krain...jesli wierzyc przeslaniom niegdys na ziemiach Lyzielle rozciagalo sie inne potezne imperium, a jego Imperator uzywajac Numidum podbil calutki Stary Kontynent i wladal nim zelazna reka az do smierci...potem wlasnie golem zniknal. Potomkowie pierwszego Imperatora byli juz coraz gorszymi wladcami i w koncu panstwo sie rozpadlo, tworzac kilka krolestw, ktore potem zostaly przeistoczone w kraje znane nam dzis.

R : Na co czekamy? Rozwalmy ten zlom! <podlatuja do gelema i obydwaj wystawiaja rece do strzalow energetycznych gdy...>

<uslyszeli za soba glos wrzeszczacy "Flow Break!" i obydwaj zostali objeci bialym pentagramem blokujacym magie>

Z : <wychodzi z niewielkiej groty a za nim cale zastepny magow i zolnierzy> Wiedzialem ze tylko Rycerz moze byc na tyle glupi by przyjsc prosto do jaskini lwa <wredny usmiech>. Witam as panowie - mam nadzieje ze bedziecie na tyle rozsadni by poddac sie grzecznie i nie sprawiac wiecej problemow.

F : No to sie przeliczysz. <zbiera wokol siebie czerwona aure, gardie Arctusa oddalaja sie nieco ze strachu> Zginiesz tu razem ze swoimi przydupasami! <z bydwu rak wystrzeliwuje potezna wiazke energii. Jednak stary czarodziej zdaje sie byc pewny siebie - w ostatniej chwili wykonal maly gest reka i w tej chwili wielka lapa Numidum poruszyla sie aby zablokowac atak...wchlonal on calkowicie w orichalkonowa powloke>

Z : <smiech> Niewazne jaka energie zdoilasz z siebie wykrzesac, Numidum juz jest w stanie wykonywac proste czynnosci i z jego pomoca nawet mnie nie tkniesz!

F : Niemozliwe...to cos juz dziala! <szok maluje mu sie na twarzy>

R : Zaraz to wylacze! <inkantacja> HELL...<w jego rekach tworzy sie wielka lanca z mrocznej energii> BLAST!! <zaklecie opuszcza rece rzucajacego i trafia w golema...tez jednak nie zdaje sie miec efektu> O cholera! <wyjmuje miecz>

F : Rafl nie marnuj energii...to cos jest z czystego orichalkonu, nawet gdybym walnal w to z Dragu Slave to i tak tylko by go wchlonal. Ale Zaatakuj mieczem! Mimo ze Aqua nie ma natury destruktywnej jak Mort - powinien dac rade przeciac orichalkon!

Z : To na nic!

R : Zobaczymy! Hiaaaaaa! <z wyskoku uderza pancerz golema mieczem...ku swojej frustracji zdolal go tylko nieco zarysowac> Nie wierze! <zaczyna miotac wielkimi falami wody w maszyne...takze na nic>

F : <zaniepokojony> wystarczy...zajmijmy sie lepiej bezposrednim zagrozeniem <wskazuje na Arctusa i jego bande>.

R : <Zadyszka> Racja...

<obydwaj szykowali sie do atakow energia, gdy z jednej z grot wyszedl starzec odziany w imperialne insygnia, z diademem na glowie>

I : A wiec mamy juz kandydatow do uaktywnienia golema? <spoglada na nich> Final...co za niespodzianka. Nie znam twojego towarzysza, ale z pewnoscia tez posiada duzy potencjal energetyczny.

F : <z ironia wykonuje uklon w iscie blazenskim stylu> Coz sprowadza tu wasza imperialna wysokosc? Od razu zaznacze ze nasza energia nie bedzie sluzyc jako motor do wypelnienia sie przerosnietych ambicji jakiegos bufona :P.

I : <spoglada goroznie> Tylko ty jestes takim glupcem aby obrazac przeciwnika gdy jestes na jego lasce.

F : Jeszcze nie czuje sie na czyjejs lasce...zawsze moge stad po prostu sie wyteleportowac.

Z : Ha! Osobiscie postawilem tu bariery mistyczne abys nie mogl podrozowac po astralu!

R : Kiepska sprawa...co robimy?

F : Zachowaj spokoj...zawsze jest jakies wyjscie... gdybym tylko mial przy sobie Morta...nie mieliby szans nawet z magia Mistycyzmu.

<stali oczekujac ataku ze strony przeciwnikow, gdy tymczasem u reszty...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 02-05-2003, 13:45   

R: Final wez uzyj Mortusa....
F: nie mam go
R o.O JAKTO NIE MASZ
F: to dluga historia.... ale go nie mam...
R: hmmm... na nic ... zobaczymy jakie te bariery sa mocne
Z: co ty kombinujesz?
R:"Galopujące gwiazdy pośród ciemnej nocy,
Pradawny kontrakt wiążący ziemię,
Usłuchajcie mnie i dajcie mi jedną z nich" FAERIS BREED
<nic sie nie dzeieje...>
I: Glupcze... ta bariera jest za potenzna na taki slaby czar...
F: nie przefdarles sie gdyz jestesmy w samym palacu... Tyu jest duzo wzmacniaczy...
R: no to trzeba cos innego...
F: Co ty....
<i w tym momencie Raflik wykonal najbzdurniejsza rzecz w swoim zyciu... rzucil sie na wroga, ale potknal sie o kamien i wyrznal w Glebe>
All: o.O... he..hehe... BUHEHEHEHEHEHEHEHEH
F: -__- rafli nie wiedzialem ze jestes takim ciamajda
R: I O TO CHODZI!!!
<i zanim ktos sie zorientowal raflik natychmiast znikl i pojawil sie za Arctusem i przystawil mu miecz do Gardla i powoli prowadzi w strone Finala
I: STARZE OSWOBODZIC MAGA
R: Nieradze... jeden ruch i pozegnamy tego pana
Z: on nie zartuje
<na dowod tego po jego szyji splynela mala struzka krwi...
R: co to ciebie bratku... To radze nie robic zadnych sztuczek... gdyz zdanze docisnac miecz do twojego gardla....
Z: ale jak ty to zrobiles... przeciez jest bariera...
F: wlasnie...
R: dzienki temu mieczowi... omn daje mi taka moc... a pozatym... Final mnie nauczyl podobnej sztuczki
F: JA??? Kiedy???
R: widzialem duzo razy jak odwracasz uwage przeciwikow...
Z: co ze mna zrobicie...
F: zniscz Golema a ciebie puscimy....
Z chyba cie<poczol miecz bardziej przycisnienty do gardla>...

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 02-05-2003, 18:09   


Sae okrężną drogą wróciła do swojego pokoju. I tak pewnie reszta ekipy nie dołączy do niej, więc miała zapewnione parę spokojnych chwil. Wtem przypomniała sobie o trofeum, które w takim pocie czoła wygrała.
S: Skoro już cos wygrałam, to może choć rzucę oko co to takiego? Taa, oni tam walczą cholera wie o co, a ja sie zajmuje nagrodami. Sami sobie winni! Trzeba było mi powiedzieć co i jak! Niecierpię jak mnie tak traktuje, nie cierpię! I nie pomogę mu! Nawet palcem nie ruszę! A jeśli on znowu wpakował sie w tarapaty? Jego problem! To może korzystając z okazji odwiedzę takiego jednego....

Ciemna, duszna komnata. Słychać głośne pomrukiwanie.
Sh: Kruku, bo uwierzę, że darzysz mnie sympatia, tak często mnie odwiedzasz.
S: Nie drwij. Szczególnie po tym cos zrobił.
Sh: A com takiego zrobił ptaszyno?
S: Daruj sobie, te zdrobnienia. Co zrobiłeś? To ja cie prosze o przysługę a ty nasyłasz na niego całą zgraję.
Sh: Cóż...Ale ich pokonał, więc wciąż jest żyw.
S: Lordzie, nie chciałbyś, żebym i ja tak wypełniła swoją część umowy.
Sh: Czyżbyś znowu próbowała mnie wystraszyć?
S: Ja ci tylko daję do myślenia.
Sh: Jak chcesz. Coś mi sie jednak zdaje, że twój podopieczny długo nie pozyje.
S: A to niby czemu?
Sh: Bo wdepnął w pewną bardzo śmierdzącą sprawę. Ale spójrz na to inaczej, wreszcie to nie ciebie chcą użyć jako baterii.
S: Baterii?
Sh: Do zasilenia golema arcy-wytrzymałego i groźnego golema.
S: Już go złapali?
Sh: Broni się, ale to sie może marnie skończyć...Golem jest sprawny.
S: I nie mozna go ot tak rozwalić? Typowe...
Sh: Jest pewien sposób. Kiedyś juz tego dokonano.
S: Jak?
Sh: Czyżbyś chciała go ratować? Myslałem, że masz go dość <wredny usmieszek>.
S: Bo mam.- znika
Sh: Ludzie...Tak łatwo przewidzieć ich kroki.

Pojawia sie ponownie w mieście koło siedziby maga. Widzi tunel prowadzący w dół. Chce nim iść, ale instynkt powstrzymuje ją.
S<z bardzo wrednawym usmieszkiem>: A gdyby tak...:twisted:

Po chwili na skrzydło z pracownią maga posypał się grad ognistych kul i innych bardzo niszczących pocisków. Ogólna panika, ogień trawiący kolejne mury warowni i uskrzydlona postać na dachu pobliskiego budynku przyglądająca się temu z bardo nieprzyjemnym grymasem...


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 02-05-2003, 18:43   

<razem z Raflem trzymaja Arctusa pod ostrzami>

F : A teraz powiesz jak rozwalic ta kupe zlomu! <przyciska mu mocniej ostrze katany do boku>

Z : Hahaha...nie zastraszysz mnie. Pozatym ten golem jet calkowicie niezniszczalny! Jak juz raz sie go uruchomi to nie ma odwrotu. Narazie nie moze walczyc ale to sie zmieni gdy otrzyma energie wlasnie od ciebie <szczerzy zeby>

F : <wkurzony nabiera czerwonych oczu> Skoro nie mozesz nam pomoc....nie jestes juz potrzebny! <przyklada mu reke do tulowia i przeszywa go wiazka czerwonej energii. Arctus pada uderzajac o sciane a pod nim tworzy sie kaluza krwi...zdaje sie jednak ze jeszcze zyje>

I : Ten czlowiek jest nam potrzebny. Kaplani! Uleczyc go! <grupka kaplanow probuje podejsc do rannego ale zatrzymuje ich Rafl>

R: O nie panowie...jest zbyt klopotliwy zeby pozwolic mu zyc :twisted: <ustawia miecz przed soba>

F : <podchodzi do Imperatora> Zalatwmy to raz na zawsze...<wyjmuje miecz> Stawaj!

I : <wyciaga swoj orez i staje do walki> Nie moge z nim walczyc...to diabel nie czlowiek - zgine z pewnoscia! <mimo to wymiana ciosow nastepuje>

F : <po chwili walki, w ktorej nawet nie musial sie wysilac aby parowac ciecia przeciwnika> Zalosne...i to ma byc wielki wojownik siedzacy na tronie Lyzielle?! Zabilbym cie nawet ze zwiazanymi rekami... <mowiac tu wykonal silne uderzenie w miecz przeciwnika, ktore zachwialo jego rownowaga, po czym skierowal swoje ostrze na jego dlon - trzymajaca miecz. Ucial Imperatorowi reke, tym samym pozbawiajac go jakiejkolwiek sznasy na zwyciestwo>

I : <z grymasem bolu probujac zatrzymac krwotok> Zolnierze! Zabic go!>

R : <wypuszcza z miecza fale wody zmywajaca zoldakow w przepasc prosto do lawy> I po problemie :P

<nie zauwazyli ze sam Zurin Arctus resztkami sil wgramolil sie do Numidum i zamknal w kabinie...najwyrazniej czjac ze jego koniec jest bliski postanowil sam posluzyc za zrodlo energii aby miec swoja zemste>

Z : Moze golem nie bedzie mial tyle sil ile przewidywalem...ale wsytarczy by zabic was obydwu!!

<wielka machina zaczyna sie poruszac a jej sztuczne slepia palic zoltym odcieniem>

F : <zaciskajac zeby> Niedobrze...magia nic tu nie zdzialamy...chyba ze. <zamyslony przez chwile>

R : Masz jakis pomysl?

F : Owszem! Rafl zmykaj stad czym predzej!

R : Co? :shock: Co ty chcesz zrobic?

F : Pogrzebac klienta zywcem :D <koncentruje sie zbierajac moc, po chwili nabiera charakterystycznej czerwonej aury>

R :....to faktycznie ja juz sobie pojde ^^" <boiegnie do tunelu ktorym przyszli>

Z : I co teraz zrobisz robaku? <zbiera sie do ataku energetycznego>

F : Wlasnie to! :twisted: <kiedy zebral wystarczajaco mocy cala grota zaczela sie trzasc> Haaaaa!! <nastapilo rozladowanie i niewielki wybuch, ktory skutecznie spowodowal zawalenie sie calej jaskini a wraz z nia Palacu ktory na niej stal...>

<Sae siedzaca na szcyzie Palacu poczula turbulencje i zdarzyla wycofac sie zanim wszystko poszlo w dol>

S : Rozwalka jak sie patrzy :shock: ...

<raflik rowniez zdazyl wybiec z podziemii i ewakuowac sie z budynku>

R : Odbilo mu!

<jednak po kilku chwilach dalo sie slyszec wielki rumor spod gruzow i oto Numidum wylazlo nieco znieksztalcone przez spadajace glazu, ale nadal cale. Nigdzie za to nie bylo widac tego co spowodowal cala ta zadyme...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 02-05-2003, 21:29   

S: a co to za cholerstwo???
R: slyszalas moze o: Numidium???
S: z czyms mi sie kojarzy
R: to wlasnie masz to przed soba....
<nafle Numidium wykonalo Ruch lapa i probowalo zrzucic sae... ale ona wykonuje unik>
S: NO TO MNIE WQRZYLES :evil:
<wyjmuje szpony i atakuje go ledno nadrapujanc orchicalcon...>
S: CO JEST :x
R: to jest zbudowane z orchicalcolnu... nieznisczalne cos.... Cholera wie jak sie to wylancza....
S: Mowisz jak sie to nazywa????
R: Numidium....
S O cholera. moglam sie od shabyego dowiedziec jak sie to wylancza...Aha...
R: spojrz tam< wsazuje na jakas klape> Tam jest bateria... czyli tam musi siedzeec Artus...
S: zoabzce...<i znowu zaczela bic pazurami, jednak bez efektu... tymczasem Golem probowal zmiesc wszystkich swoimi lapami...>
R: Uspokuj sie troche :twisted: <wyjmuje swoj sztylet i...> SHANDOW SNAP...<stylet uwiazl w cieniu Golema i Golem przesal sie ruszac...>
S: Final sie zjawi napewno... ja ide poszukac odpowiedzi jak to rozwalic a ty zajmij sie tym. golemem
R: Dobra.... tylko sie pospiesz bo jest poludie i mamy do wieczora czas....
<i Sae zniknela... Finala nadal niema a Raflik proboje rozwalic pancerz mieczem...>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 02-05-2003, 22:03   



Ponownie sypilania Shabbiego.
Sh: Ty znowu tutaj?
S: Jak pokonać tę przerosniętą puszkę?
Sh: Normalnie.
S: To znaczy?
Sh: Wysadzając go.
S: Wysadzając?
Sh: Jak zasilisz go zbyt dużą dawką mocy to puszczeczka eksploduje.
S: A czy przypadkiem, w trakcie ładowania nie wysadzi mi świata?
Sh: Może nie zdąży?
S: Siata może nie, ale bateryjke z pewnością. Nie ma innego sposobu?
Sh: Nie pamiętam. Poza tym od kiedy to ja jestem Wujek Dobra Rada co?
S: Argh...- znika.

Pojawia sie ponownie na polu bitwy.
R: I jak dowiedziałaś sie czegoś?
S: Tak i oba wyjścia są do kitu. Zniszczymy albo świat albo w siebie.
R: To faktycznie mało pocieszające. Co robimy?
S: Najpierw unieruchamiamy tę konserwę! Zajmij go czyms chwilowo.
R: Ja!? Zająć!? Oszalałaś!?
S: Ro co mówię i nie gadaj! -Sae koncentruje się, jej skrzydła zmieniaja barwe na białą, rzuca na golema potężną blokadę- puszka chwilowo nie ma absolutnie prawa sie ruszyć.
R: Teraz możemy poszukać rycerzyka. Pomóż mi!
S: Obiecałam sobie, że palcem nie kiwnę by mu pomóc....
R: Naprawdę..fochy możesz odłożyc na później!
S: Dobra...ale robie to ostani raz! Odsuń się!!! -ponownie tryb bojowy. Ziemia pod nogami Sae zaczyna lekko drżeć, nagle całe gruzowisko unosi sie w powietrze. W gliszcach widać ciało Finala.
S: Wyciąnij go stamtąd! Nie będę z tym tak stała cały dzień!
R: Robi się! -wyciąga ciało.
S<opuszcając gruzowisko>: Mam nadzieję, że jest żywy.
R: Jakby umarł miałby spokój chociaż z tobą.
S:<wrednnie> Wskrzesilabym go, skopała mu tyłek i ponownie odesłała do piekła.
R<cicho>: Co za....
S: Słyszę! Dawaj go tu, sprawdźmy w jakim jest stanie....


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 02-05-2003, 22:58   

<sprawdzaja co z "poszkodowanym">

S : Nie ma pulsu, nie oddycha...tu trzeba potezne uzdrowienie. Odsun sie Rafl!

<Sae przechodzi w "tryb leczacy" i przygotowuje jedna kule mlecznego koloru, jednak z koncentracji wybija ja czyis chichot>

S : Rafl! Nie wiem z czego sie smiejesz ale mi przeszkadzasz!

R : To nie ja!

S : Jak nie ty to niby...<spoglada na niedoszlego pacjeta, ktory nadal ma maly usmieszek na twarzy>...kto...? :evil: :evil: :evil: <odwoluje moc leczaca i daje mu kopa w zebra>

F : Ouuu ^^"". Jaka ty brutalna :P

S : TY oszuscie!!! :evil: A udawal trupa! <znowu probuje sie na niego rzucic>

F : Spokojnie dopiero co odzyskalem przytomnosc :D. Po prostu chcialem zobaczyc czy rzeczywiscie nie kiwniesz palcem zeby mi pomoc :P <rozglada sie po gruzach> Wyglada na to ze troszke przesadzilem ^^".

R : Golem nadal w calosci...

F : <spowaznial> Niech to...to cos jest chyba nie do zniszczenia. <przyglada sie unieruchomionemu mechanizmowi> Kto go sparalizowal?

S : Ja...mamy troche czasu.

F : Niewiele...Arctus juz pewnie calkowicie zamienil sie w bezmozga baterie dla robota...a ten golem jest naprawde imponujacy potega.

<widza ze Numidum powoli odzyskuje mozliwosc ruchu>

R : Co robimy? Ten zlom podbije caly swiat...

F : Shabby bylby w stanie go zniszczyc. Prawde mowiac myslalem ze legendarny Niszczyciel Krain bedzie silniejszy...<nagle czuje znajome sobie wibracje w astralu>. Haha! Mozemy jeszcze wygrac! :P Zgadnijscie kto zaraz tu bedzie.

S & R : Shabby?! :shock:

F : Nie, on jest uziemiony w Kataart ^^". Ale stary Mort postanowil zlozyc wizyte swojemu panu :D.

<nagle w jego rece pojawia sie czerwona poswiata w ksztalcie miecza a w jej miejsce sam Mortis>

M : Czyzbys za mna tesknil?

F : Nie masz pojecia jak bardzo :P. Widzisz te kupe zlomu? Licze ze damy rade zrobic z niego zyletki :twisted:

M : Hmmm to mi wyglada na Numidum...bedzie ciezko przedrzec sie przez ten orichalkon. Ale mam pomysl
<objasnia mu swoja sugestie>

<po kilku chwilach>

S : No i...?

F : < odwraca sie w strone starego cmentarza nieopodal...inkantacja> Necro Vuud!! <z ziemi wylaza wszelkiego rodzaju zombiaki szkieletory o dziwo juz uzbrojone w miecze i tarcze>

S : No ladnie...robi nam tu Noc Zywych Trupow :shock: .

F : <skiwa glowa w strone poruszajacego sie juz Numidum i umarlaki ruszaja do ataku, odwracajac uwage golema> Rafl, Sae bedziemy musieli dzialac razem! Ty Rafl staniesz gdzies niedaleko mnie i skoncentrujesz moc swojego miecza na postaci Numidum...sprobuj sprawic zeby woda wlala mu sie do srodka pod pancerz i zalala podzespoly. Sae - jak wiesz kazdy metal podlega korozji, tyle ze z Orichalkonem to trwa niemal tysiac lat...chcialbym zebys sprobowala nieco przyspieszyc ten proces swoja moca. Wystarczy ze nieco zardzewieje a bede w stanie przeciac pancerz!

S : Moge sprobowac...

R : Ja sie biore do roboty! <skupia sie na zadaniu. Po chwli litry wody materializuja sie pod pancerzem Numidum>

S : Moja kolej. <pokrywa golema ametystowa aura i skupia sie by przyspieszyc proces korozji>

<tymczasem golem zniszczyl juz wiekszosc ozywiencow wiazkami energii i szykuje sie do ataku na nasza trojke>

S : <z ogromnym wysilkiem> Udalo sie!

<rzeczywiscie zloty pancerz golema przyjal nieco bardziej szary odcien>

F : Dobra...<wyciaga miecz i skupia w nim maksimum energii> Mam nadzieje ze to wystarczy! <z rozpedu wbija ostrze w oslably pancerz prosto w miejsce gdzie siedzi "bateria">

S : Kurde, zapomnialam mu powiedzie ze jesli zniszczy zrodlo mocy to wybuch bedzie cholernie potezny!!

R : :shock: No to po nas...

F : <telepatycznie do Sae> Nie trzeba mi mowic - czytalem nieco krasnoludzkich manuskryptow i znam zasade dzialania tej machiny <zbierajaca sie energia wybuchu w golemie zostaje stopniowo pochalniana przez Morta az przybiera on zolta are zamiast czerwonej> Do diabla z toba Arctus! :twisted: <wyciaga ostrze z golema i nakierowuje je na gwiezdziste niebo, po chwili z czubka wylatuje ogromna, zolta fala uderzeniowa i wybucha daleko w przestrzeni kosmicznej tworzac blask rowny duzej gwiezdzie>

S : :shock: Cos takiego rozwaliloby cala planete...

<po tym wszystkim Numidum bez srodka zasilania rozpada sie na czesci, ktore traca swoj zlocisty blask i staja sie czarnym, nic niewartym zlomem>

F : <chowa miecz i wzdycha> Ufff...ciekawe czy to wlasnie w podobny sposob polegl pierwszy golem...w kazdym razie nie ma to jak dobre zakonczenie :D.

S & R : Dobre powiadasz? -_-" <wskazuja na wschodnia czesc miasta ktora to calkowicie zamienila sie w pobojowisko>

F : Ehe ^^". No coz...poswiecenia sa konieczne dla wyzszego celu...zmykajmy stad zanim ktos narysuje nasze twarze na listach gonczych ^^".

<cala trojka ucieka do centrum gdzie to spotykaja inkuba i Vale`a "pilnujacych zephielianskiego szpiega>

V : Heeej, co to byly za halasy? <czuc od niego alkoholem>

I : Nioooo...jakby cale cholerne miasto *hip* sie walilo...<od niego rowniez>

F : Ci dwaj to wiedza jak sie zabawic podczas zadania ^^". Nie ma czasu do stracenia - uciekamy z miasta bo za nami juz sie zbiera horda wiesniakow ^^" <na dodatek horda wiesniakow z widlami i pochodniami>

<wszyscy lewituja ponad mury zabierajac ze soba Regisa na przesluchanie>

F : <Idac polna droga> No wiec, afera z niedoszla wojna rozwiazana <do Regisa>...a teraz powiedz co nieco kim jestes, czemu nas sledziles i co tu robisz?

<wszyscy czekaja na odpowiedz...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 03-05-2003, 12:28   


R<uśmiechając się szelmowsko>: Co tu robiłem? Jak już wspominałem, przybyłem tu by powęszyć. Za nową bronią, którą właśnie zniszczyliście. W sumie to bardzo ułatwiliście mi robotę- gdybym juz znalazł broń, miałem się dowiedzieć jak się jej pozbyć.
S: Ciekawe czy za zasługi dostaniemy jakiś medal.
R: Niestety, skarbie, obawiam się, że nie. Jeśli to wszystko, to pozowlicie, że się z wami pożegnam..
F<łapiąć go za łokieć>: Nie tak szybko. Jeszcze jedno pytanie- czemu nas śledziłeś?
R<mrużąc oczy i uśmiechająć się zniewalająco>: Cóż...Powody osobiste<zerkając na rękę ściskającą jego łokieć> Co za silny chwyt :twisted:
Final cofa rękę jak oparzony.
S: A niby jak panie-wielki-szpiegu chciałeś tę broń znależć co? Miałeś wtyki w pałacu czy jak?
R: To poufne informacje...
S: Daj spokój, przecież i tak odwaliliśmy robotę za ciebie.
R: Uwodziłem córkę Imperatora- w ten sposób miałem wolną rękę w pałacu.
S: :shock: Ty? BUAHAHA :D No nie mogę...Akurat TY ją uwodziłeś...
F: Pewnie musiało być ci ciężko co lowelasie? :twisted:
R: Znacie to powiedzonko,"żeby zycie miało smaczek..."? <wymownie patrzy na Sae, ta zamyka sie momentalnie i czerwienieje>
F: :twisted: Hohoho, Sae, na pewno wie coś na ten temat.
S: :evil: Sugerujesz coś Rycerzyku!? :evil:
F: Tylko to, że czasami podróżujesz jako chlopak, nic innego <robi uniki przed ostrzami Sae>
R: Widzę, że tak samo impulsywana jak była.
F: Ja bym powiedział, że nawet gorzej.
S: Zamilcz Final, jeśli ci życie miłe....:twisted:
R: Kto się czubi ten się lubi, co? <unik przed ognistą kula od Sae>
F: Co teraz zamierzasz?
R: Wrócić do swojej ojczyzny i zdać raport.
S: A my w takim razie udamy się w całkowicie inym kierunku. Tu mi śmierdzi wojną.
V&I<zalani w trupa>: Wojna? HIK Jaka wojna?
S: Skoro przysłano tu szpiega, to Zephalia musiała cos podejrzewać. Myslę, że sami także przygotowywali się do ewentualnej obrony. A co teraz szkodzi zaataakować osłabione mocarstwo? Stolicy nie ma, golema nie ma, władcy...tego nie jestem pewna, ale przyjmijmy, że nie ma.
F: Jest w tym sens.
R<poważniejąc>: Co chcecie zrobić?
S: Może pójść razem z tobą, co? :twisted:
F: :shock: Co!? Ja tam nie idę!
S: Czemu? Aaa, wiem czemu. :twisted: Choć z drugiej strony, losy świata, przecież nie leżą w moich rękach<wymownie na Finala>, więc co mnie obchodzi co sie tu stanie. Ja idę gdzie mnie nogi poniosą.
V&I: A my idziemy za Regisem! HIK Trzeba pozwiedzać trochę, zanim ci napaleńcy wszystko rozwalą HIK
Rafl<wyciągając miecz>: A ja się wreszcie zmierzę z tobą Final!! :twisted:
F: Tak na środku drogi? Daj sobie na wstrzymanie ...:roll:

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 03-05-2003, 14:23   

R : Stawaj jesli masz odwage! <kolowrotek mieczem>

F : ....grasz mi na honorze. Przy takim wyzwaniu mam obowiazek walczyc. Ale jak niby zamierzasz wygrac kiedy mam swoj orez? <akcentuje to wyciagajac miecz>

R : Lubie wyzwania :twisted: .

F : Rafl sa 2 glowne miecze i dwie glowne figury - Vitae i Mortis, Shabranigdo i Ceiphied. Dzierzyciel Wody stworzyl Aqua z nieznanych mi powodow, ale mimo ze jest potezny - nie moze sie rownac zarowno z Vitae jak i Mortem...

R: Zobaczymy, tchorzysz?

F : <wzdycha, po czym odwraca sie do przygladajacej sie temu wszystkiemu druzynie> Mozecie chwile poczekac? To nie zajmie dlugo...

S : Jasne chetnie sobie popatrze :D <siada na trawie>.

F : <juz w czerwona aura wokol siebie> Dobra Rafl pojde ci na reke i zobaczysz na co stac czlowieka na moim stanowisku <ustawia ostrze przed soba w pozycji do ataku>.

R : <ten natomiast nastawia sie na obrone> Zapraszam :twisted: .

<w mgnieniu oka obydwaj wsytartowali na siebie z wielka predkoscia. Slychac bylo szczek krzyzujacych sie ostrzy. Walka byla prowadzona zbyt szybko by wiekszosc czlonkow druzyny moglo ja dostrzec...co i raz widoczne byly sylwetki szermierzy materializujace sie na chwile w powietrzu, tylko by znowu zniknac i zaatakowac drugiego. Nad terenem zaczynaly juz latac wyladowania czerwonej i niebieskiej energii.>

F : <unikajac kilku wiazek energetycznych> Musze przyznac ze z tym mieczem stales sie przeciwnikiem godnym miana Rycerza :P. Szkoda ze Ragradia nie istnieje juz w tym swiecie - mialbys szanse je otrzymac. <jedna reka wzial zamach zza glowy na niego, ten odparowal blokiem poprzecznym, rowniez jedna reka>.

<Obydwaj zaczeli skupiac energie by odepchnac przeciwnika, i tak oto wokol dwoch scierajacych sie postaci szalaly dwie wsciekle aury - niebieska Rafla i czerwona jego przeciwnika, ktora jednak zdawala sie nieco wieksza>.

F : <zbierajac jeszcze wiecej mocy> Musisz jeszcze wiele potrenowac! <odepchnal jego ostrze od swojego, zaburzajac mu rownowage i juz zbieral sie do ciecia w ramie gdy zauwazyl pedzaca w ich strone wiazke energetyczna.> Co do...?!

<obydwaj odskoczyli w przeciwne strony, pozwalajac kuli przeleciec pomiedzy nimi i wybuchnac efektownie>

R : Kto puscil ten atak?! <rozglada sie po druzynie>

All : Nikt z nas...

F : Spojrzcie tam...<wskazuje na gwiezdziste niebo, gdzie widoczna byla sylwetka jakiejs kobiety>

<wszyscy zwrocili tam wzrok w sama pore aby zobaczyc ze postac wystrzela dziesiatki kul energetycznych prosto w finala>

F : <wysuwa reke przed siebie i tworzac bariere unieszkodliwia wszystkie strzaly, agrssor w tym czasie teleportowal sie za nim i zaatakowal wielkimi pazurami> Nani?! <szpony trafily go w ramie i zdawaly sie ranic zarowno astralnie jak i fizycznie>

P : <smieje sie nieco metalicznym glosem i zbiera do ataku na gardlo>.

F : <trzymajac sie za ramie odskakuje> Atrybut zaskoczenia zawsze byl chetnie stosowany wsrod przedstawicieli te rasy...<szybka inkantacja z pamietnika> Ra Tilt!! <zaklecie wykonane z jednej reki trafia wroga centralnie...gdy blask zniknal po przeciwniku nie bylo ani sladu>.

S : <nadal majac wyciagniete szpony> Po wszystkim?

F : <ledwo trzymajac sie na nogach od utraty krwi> Niezupelnie...czuje jej aura nadal w astralu. Ale zdaje sie ze dzis juz nam odpusci bo sie oddala <w dloni pojawia mu sie czerwona energia, ktora leczy uszkodzone ramie>.

R : Co to w ogole bylo? Zdawalo sie polowac na ciebie...

S : Jakis poslaniec Shabbiego?

F : Watpie...pierwsze slysze zeby Shabby bratal sie z chimerami. To byla mieszanka Mazoku, czlowieka, mrocznego elfa i wielu innych stworzen ktorych juz nie bylem w stanie rozroznic po wydzielanej energii. Ale do jednego macie racje - zdaje sie polowac na mnie choc nie wiem czemu...

<po uleczeniu sie,chowa miecz, wstaje i rozglada sie dookola>

F : Dzis juz mamy spokoj. Proponuje rozbic tu maly oboz i wreszcie sie troche przespac - do switu jeszcze kilka godzin. Rano zadecydujemy gdzie podazamy.

S : Nie mamy przeciez ani namiotow ani zadnego innego sprzetu.

F : Nie doceniasz mnie Sae :P. Prawdziwy podroznik zawsze ma przy sobie takie rzeczy :D. <grzebie w kieszeniach astralnych i wyciaga kilka namiotow, spiwory, drewno na opal, lataranie nocne i reszte sprzetu obozowego>.

<po kilkunastu minutach mieli tam piekny obozik wraz z ogniskiem>.

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 03-05-2003, 15:16   

Rafli: ladnie tutaj....
S: wlasnie.... cicho i spokoj....
F: zastanawia mnie kto to jest i w jakim ceelu mnie atakuje... nieprzypominam sobie aby kogos urazilem, lub ktos przezyl po spotkaniu ze mna....O czym mowicie??
<z tylu dochodza odglosy pianych Vale i Inkuba: Polej bracie.... nie po stole....>
S: mogli prejsc na antyalkocholizm....
F: wlasnie....
Rafli: Qrde Final kiedy wresczie zmierzymy sie raz a porzandnie
R: a ten tylko o jednym :roll:
Rafli: A co ci do tego co?? Idemy do zelphili rozwalimy kawal miasta i co... Nic nam nie zrobicie
R: :evil: Idz sie powies
S<do Finala>: oni chyba sie nie polubia....
F: wlasnie
Rafli: A co do tej walki to....
F: Raflik... Ile razy mam ci tlumaczyc ze Aqua niemoze sie rownac z Mortem...
R: ale w pelni wykorzystany moc aqua kontra niewykorzystany w pelni moc Mortusa?
F: o.O Co ty pleciesz...
R: pokaze ci... Czytalem troche u Dynasta o mieczach mocy i zobacz....
Zbierasz aure... tak samo moge ja... ale ty nie opanowales tego typu ataku...<bierze miecz i nacelowuje na jakies drzewo> AQUA<cisnki i ostry strumien wody przecial drzewo i obalilo sie ono[-Kto nam qrde *hik* Flaszke rozwalil!!!!]> Ty masz miecz Mortusa.... miecz smierci.... czyli powinienes miec taka sama moc jak phibritzo... Odbieranie komus zycia.... jedno skinienie twoim mieczem powinno kolesia zabic.... jednakze ty jescze nie masz tego poziomu... Ja co prawda nieopanowalem Aquy do perfekcji... lae umiem wykorzystac swoj glowny cios....
<i dalej sobie gawendzili przy ogniu, gdy nagle wyczuli energie pewnej Chimerki....>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 03-05-2003, 15:57   

<siedzac przy ognisku i sluchajac Rafla>

F : <usmiecha sie nieco tajemniczo> Widze ze jestes lepiej poinformowany niz myslalem. Ale musze cie tu skorygowac. Mortis jest mieczem smierci, ale nie opiera sie na mocy Phibrizzo - to jest natura Humusa. Jednak masz racje - mozliwe by bylo odebranie komus zycia poprzez zwykle zkinienie na niego. A to dlatego ze Mort czerpie moc z samego Rubinookiego - ktory kontroluje cala czarna magie w tym moc jaka posiadal Phibrizzo. I bylbym w stanie to zrobic...ale wole nie probwac. Taka moc musialby byc sprowadzona nie tylko do miecza ale takze do mojego ciala i astralu. Moglaby zmienic mnie w takiego wariata jak Phibby - to po prostu nie jest naturalne zeby czlowiek korzystal z ukrytego potencjalu Morta.

R : Czyli...ty mozesz kontrolowac go w pelni?

F : Rafl - kontrola nad orezem oznacza bycie w stanie uzywac go tak aby nie ukrzywdzic przy tym siebie. Moc Shabbiego to nie zabawka i wole nie probowac wyciskac z niej wszystkich mozliwosci. Poprzedni pan Morta, Vladimir byl Rycerzem z urodzenia, a sam raz omal sie nie zabil probujac odwolac sie do pelnego potencjalu miecza. Twoj miecz -Aqua nie jest tak niebezpieczny bo bazuje na magii Bialej, wiec mozesz bez wiekszych obaw eksperymentowac. Ja zostae przy tym co mam, chyba ze zdarzylby sie wyjatkowy wypadek...a pozatym ja sam tez mam *pewne* zdolnosci <jeszcze bardziej tajemniczy usmiech>, zdzilbys sie uslyszawszy jakie zaklecie powoluje sie na Rycerza Shabbiego.

R : Jak mam to rozumiec?

F : Podpowiem tylko ze uzyto go jakies 20 lat temu na pewnym zbyt pewnym siebie smiertelnym wladcy...

R : ...<zamyslony>

<nagle poczuli energie tajemniczego agressora sprzed kilkudziesieciu minut>

F : Znowu? Jeszcze nie ma doscy? <wstaje kladac reke na mieczu>

<jednak nic sie nie dzieje, w lesie nadal panuje glucha cisza...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 03-05-2003, 19:02   


Drużynka siedzi przy ognisku. Sae wstaje i idzie w kierunku zarosli.
F: A ty gdzie? Tam może coś cię czaić.
S: Nic mi nie będzie.
F: Zamiast się szwendać, lepiej siedź tu.
S: Final, powiedzmy, że natura mnie wzywa na chwilę, dobra?
F: Dobra.

Sae weszła w zarośla i nagle...z krzaków wyszła drobna postać. Popatrzyła ciekawie na Sae i usmiechnęła się szeroko. Chwyciła dziewczynę za rękę i popatrzyła pytająco na jej zacisniętą pięść.
S<cicho>: O co ci chodzi?
Postać zacisnęła swoją dłoń i ...wysunęła szpony.
S: :shock: -postać usmiechnęła i popatrzyła wyczekująco na Sae. Ta także wysunęła powoli szpony. Przybyszka wydawała się być uradowana tym faktem.
S: Mogłabys sie odwrócić?
Dziewczyna popatrzyła ostrzegawczo na Sae i jej wysuniete szpony. Bajarka schowała roń pokazując, że nie ma złych zamiarów. Dziewczyna odwróciła się. Sae lekko dotknęłą jej pleców. Jej skóra była gładka, nie miała pionowych blizn. Ponownie stanęły twarzą w twarz. Było dość ciemno, ale żywo błyszczące zielone oczy przybyszki przypominały Sae jej własne spojrzenie.
S: Kim jesteś?
D: Zabiję go. -wskazała na Finala.
S: Dlaczego?
D<smutno>: Bo on zabił mi rodzinę.
S: Jeśli chcesz dopełnić zemsty to nie dziś. DZiś będzie bardzo ostrożny.
D: Masz rację.- usmiechnęła się do Sae i wycofała do lasu.

F: Już jesteś?
S: Final, czy w trakcie swojej długiej i jakże owocnej kariery wybiłeś rasę zdolna stworzyć chimerę? A może miałeś zabić jakiegoś bardzo zdolnego maga, który mógłby to zrobić?
F<z przekąem>: Jak już coś zabijam to jest martwe.
S<wskazując na inkuba>: A tamten jest tego najlepszym przykładem. Pomyśl. Mogło się cos takiego stać?
F: Nie wiem...Czemu pytasz?
S: Bo ona twierdi, że wybiłeś jej rodzinę. Chce się zemścić.
F: :shock: Co!? Jak to? Skąd wiesz?
S: Przed chwilą z nią rozmawiałam.
F: Zamiast ją tu przyprrwadzić czy też zabić czy cokolowiek ty z nią rozmawiałaś!? :evil:
S: Final...ona...ona jest jakaś dziwna. I...cholera, zabrzmi to głupio, ale...<nabrała powietrza> Ma takie same szpony jak ja, ma wielorasową aurę, dobrze, że nie ma blizn po skrzydłach..
F: Skąd wiesz, że nie ma?
S: Sprawdziłam. Kim, bądź czym ona jest?
F: Nie wiem...Ale dowiem się.

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 04-05-2003, 00:48   

<nadal siedzac, patrzy sie w zamysleniu w plomienie>

F : Wszystko z powodu checi odwetu...ciekawe o kogo teraz chodzi. Przez te stulecia wykonalem tyle misji ze nie ma szans bym sie polapal kto byl "rodzina" tego odszczepienca...w sumie to nie moge jej winic za to co robi. Na jej miejscu zrobilbym to samo chocby dla zasady...

S : <po chwili ciszy> Jak wiec zamierzasz "dowiedziec sie" kim ona jest?

F : Od niej samej...poluje na mnie wiec nie ma watpliwosci ze okazja sie nadarzy. Prawde mowiac jestem calkiem pewny ze rzuci mi sie do gardla kiedy tylko zmruze oczy.

S : Watpliwe...wie ze dzis sie tego spodziewasz.

F : <odwraca sie do niej> Wyglada na to ze dobrze sie z nia rozumiesz...

S : Jest podobna do mnie...nie tylko fizycznie.

F : Rozumiem. <znowu kilkuminutowa cisza> Idz sie przespac, jutro pewnie czeka nas spory spacerek

S : A ty zamierzasz tu siedziec?

F : Posiedze chwile a potem tez zobacze czy jeszcze pamietam jak sie sypia <niewielki usmiech>.

<Sae idzie do swojego namiotu>

F : <dokladajac drewna do ognia> Jesli ta cala chimera ma choc czesc mozliwosci Sae to moze byc ciezko jej sie pozbyc...no i dziwne ale nurtuje mnie o jaka "rodzine" jej chodzi. Nie sadze zeby byla to zwykle rodzina ludzka bo o ile mnie pamiec nie myli nie trudnilem sie ludobojstwem...co innego roznego rodzaju klany nekromantow, niewygodne rasy dla Shabbiego, smoki i demony na ktore mialem zlecenia. Mozna by przebierac caly rok...

<po kilku minutach takich rozwazan rowniez udal sie do swojego namiotu i zasnal snem lekkim, gotowy by obudzic sie w razie zagrozenia>

<jak dlugo zyje zawsze co noc mial koszmary, nie inaczej bylo tez tej nocy...jednak tym razem wszystko zdawalo sie duzo bardziej realistyczne. W mrocznej komnacie widzial siebie, stojacego z wyciagnietym mieczem i czerwonymi oczami. W ciemnosci slychac bylo jakies jeki - jego odbicie zareagowalo na nie tylko okrutnym usmiechem i rzucilo sie z mieczem w mrok. Nie uplynela sekunda od tego gdy owe jeki staly sie wrzaskiem, ktory po chwili ucichl, ale zostal zastapiony przez krzyk nalezacy jakby do innej osoby i tak w kolko conajmniej 10 razy...potem sceneria sie zmienila. Stal juz na zewnatrz widzac niewielka polane. Jednak nietypowa rzecza byl fakt ze widzial wszystko w odcieniach czerwieni, zarowno trawe, drzewa jak i niebo. Nagle krople zaczely spadac mu na glowe - pomyslal ze to deszcz i bylo nieinaczej...jednakze byl to deszcz w postaci kropli krwi. Zaskoczony rozejrzal sie wokol i ujrzal przed soba wysoka postac - duza wyzsza od siebie samego. Byla ona odziana w model zbroji, ktorej juz nie spotyka sie w obecnym swiecie. Pozatym cale cialo miala poszarpane, ubrania splywaly krwia i przypominala bardziej zombie niz czlowieka. Spojrzala na niego z nienawiscia po czym powoli zaczela zapadac sie pod ziemie, az calkowicie zniknela z widoku...>

F : <w tym momencie budzi sie, zrywajac sie z lozka i insytnktownie chwytajac za miecz> Heh...te sny wpedza mnie kiedys do grobu...choc trzeba przyznac ze ten niezwykle pasowal do sytuacji - choc nie mam pojecia co oznaczal. <wygramolil sie ze spiworu i wychodzi na zewnatrz by ujrzec e nastal juz ranek i reszta druzyny siedzi przy ognisku smazac kilka ryb i zajaca>.

R : Dzindoberek :P.

F : <nieco zaspany> Tak witam wszystkich...

S : Strasznie dlugo spales, juz prawie poludnie.

F : He? Trzeba mnie bylo obudzic...

V : Eee...jakby to ujac, z twojego namiotu co i raz wydobywaly sie dziwne dzwieki i nie chcielismy ci przeszkadzac...

F : <spoglada na niego podejrzliwie> Jakie...dziwne dzwieki?

V : Spytaj sie "braciszka" to on to zasugerowal...

F :<odwraca sie do inkuba> Hm?

I : No wiesz...takie jakie zwykle ludzie wydaja gdy eee...odreagowuja stres!

F : <gdy zajarzyl podlecial do erotomana i zdrowo zdzielil go w leb rekojescia miecza> Wolne zarty... przeciez nie powiem im ze to pewnie przez ten sen bo wezma mnie za mieczaka...

<druzyna wlasnie byla zajeta trulaniem sie po ziemi ze smiechu>

F : Zabawne jak malo co! <nadal sie smieja> To ze on ma mnie za takiego zboka jak sam jest, nie znaczy ze musicie mu wierzyc! <nie pomoglo...> Cholera...dobra, smiejcie sie dalej dowcipisie - mam gdzies co sobie myslicie. <to powiedziawszy udal sie do jeziorka glebiej w lesie by sie umyc>

S : <opanowuje smiech> Hehe...moze troche przesadzilismy?

I : <masuje sobie leb> Wyglada na to ze koles ma dzis zly dzien...

<w tym czasie wspomniany "koles", uwaznie sledzac astral, by nie zostac zaatakowanym doprowadza sie do stanu odpowiedniej higieny nad niewielkim jeziorem...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 23 z 30 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 22, 23, 24 ... 28, 29, 30  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group