FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 24, 25, 26 ... 28, 29, 30  Następny
  Jaka jest wasza ulubiona broń? Proszę piszcie!
Wersja do druku
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 07-05-2003, 19:20   

<Sae przygladasie od staruszkowi bedacemu aktualnie w kawalkach>

S : Masz dosyc?

F : Sae, odsun sie! Pakt zawarty z pomniejszym Mazoku pewnie sprawilby ze juz by sie nie pozbieral, ale przy mocy Xella...

<w tym momencie pokoj wypelnia blask i po chwili starzec stoi juz w jednym kawalku>

N : <zdejmuje ze sciany pokazynych rozmiarow miecz> Walczyc z wami magia to jak pchac glaz pod gore...no chodz Final chlopcze - zobaczymy iles zapamietal z lekcji szermierki!

F : <z mieczem swiecacym czerwona aura w reku> Zobaczysz ze przez te tysiac lat nie zbijalem bakow!

<obydwaj walcza na podobnym poziomie, nieuwaznie demolujac pokoj i jego umeblowanie przy tym>

N : Niezle...nie nabierasz sie juz na glupie sztuczki. Ale nie wygrasz z czlowiekiem dzierzacym miecz od 1500 lat! <szybkie ciecie na tulow przeciwnika>

F : <podskakuje ladujac na kredensie i jednym zamachem odcina zdezorietnowanemu staruszkowi calutkie ramie> Wyglada na to ze twoje dnie jako szermierza zakonczyly sie w dniu dzisiejszym :P. No coz...1500 lat to i tak ladna okragla liczba.

N : <z grymasem bolu> Nie mysl ze tak pozostanie... <czeka az moc Xella przywroci mu reke, jednak tak sie nie dzieje> Co sie dzieje? Xelloss! Dlaczego nie zostalem uzdrowiony?!

X : <wzrusza ramionami> Miecz Krwi czerpie moc bezposrednio od Demoniego Krola, miedzy nim a mna jest zbyt duza przepasc bym mogl cofnac efekty tego ciecia.

F : <zadowolny z siebie> Otoz to. Przeliczyles sie porywajac sie na przeciwnika, ktorego mozliwosci nie znales.

S : <kleczac przy konajacej kopii> Ona tu umiera!

F : <podbiega do chimery i ponownie probuje wyciagnac z niej mroczna energie, jednak okazuje sie ze nie jest w stanie> Cholera, ten stary lis wykorzystal jakis inny rodzaj mocy...ale byc moze jej efekt minie gdy Nomed zginie.

N : <majac w drugiej rece uszykowane jakies zaklecie> Pod warunkiem ze zdolasz mnie zabic! <wypuszcza zaklecie w ksztalcie blyskawicy, ktora rai wszystkich w pokoju i jakims cudem zabiera im sily>

F : <z trudem wstajac z podlogi> Niezle... zaginione zaklecie starozytne...myslalem ze cos takiego nie istnieje, ale najwidoczniej sie myliem...

N : Musisz sie jeszcze wiele nauczyc...ale niestety twoj czas na nauke sie skonczyl. <powoli zbiera moc do nastepnego czaru>

F : Nie zamierzam tu przegrac...

S : <kleczac z wycienczenia po oberwaniu blyskawica> Masz jakies dobre zaklecie w zanadrzu?

F : Zaklecie nic tu nie da...ale wykorzystam zdolnosc, ktora umozliwia Mazoku rzucanie jednego z najpotezniejszych zaklec jakie istnieje. <z trudem prostuje sie i zaczyna koncentracje>

S : <do Xella> O czym on mowi?!

X : Zamierza zadac temu czlowiekowi najgorsza z kar, urzywajac najstraszliwszej klatwy jaka istnieje.

S : ? :shock:

F : <palcem wskazujacym i srodkowym wykonal szeroki okrag w powietrzu, zostawiajac w tym miejscy czerwona poswiate. Po chwili okrag sam dopasowal sie do swojego celu. Aura Rycerza wzrosla 10 krotnie i czerwony blask wypelnil cala rezydencje. Od energii wyzwolonej az bilo negatywnymi emocjami, ktore zasilaja Czarna Magie. Gdy zebral juz wystarczajaco mocy, wystawil obydwie rece przed siebie> RAUGNUT RUSYAVUNA!!!!!

<cala czerwona poswiata bedaca w pokoju w jednej chwili zaczela wnikac w starca, ktory bedac pod wrazeniem stal nieruchomo. Klatwa zaczela dzialac>.

N : <wrzeszczy z bolu> Niemozliwe! Przeciez nawet nie wypowiedziales inkantacji. Pozatym ta klatwa moga sie poslugiwac tylko wysocy ranga Mazoku!! <jego cialo zaczelu ulegac deformacjom, az zamienilo sie w wielka jednolita kule miesa, z ktorej pasma przypominajace weze, zaczely wypelzac na powierzchnie a potem wgryzac sie z powrotem>

F : <blady na twarzy z zadyszka> Nie musze uzywac inkantacji do zaklecia powolujacego sie na mnie samego...za tu uzywanie go nie bardzo mi w smak. Zuzywa niemal calutka moja energie, a do tego przeplyw tak wielu negatywnych emocji przez astral czlowieka jest...<w tym momencie padl na ziemie nie dokanczajac>

X ....jest destruktywny chcial powiedziec.

F : <bedac zbyt wycienczonym by nawet podniesc glowe> Tiaaa...

S : <spogladajac na okropna kule> Obrzydliwe...co z nim niby teraz sie stanie?

X : To cos jest calkowicie niesmiertelne...bedzie cierpial cala wiecznosc. Jedyne co mogloby mu dac wytchnienie to smierc, ale do tego trzeba by zabic rzucajacego

F : Zgadza sie...choc jest od tego pewien wyjatek, ja jako przekaznik mocy do zaklecia moglbym anulowac jego dzialanie, powodujac ze przeklety po prostu umarlby unikajac wiecznych mek. Ale o tym pozniej - Sae zobacz co z dziewczyna!

<Sae sprawdza stan chimery...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 08-05-2003, 10:08   


Dziewczyna jest coraz bardziej blada, jej ciało stygnie.
S: Cholera, ona zaraz umrze!- intynktownie zmienia aurę i próbuje zneutralizować moc maga.
F: Co ty robisz?
S: Nie wiem. Ale mam nadzieję, że pomoże.

W tym momencie pojawia sie Zorom o którym chyba wszyscy zapomnieli.
Z: Zabiję was!
F:<leżąc>: Xellos, może przemówisz mu do rozsąku, co? Przydaj sę na coś.
X: Z chęcią. Co to więc chciałeś zrobić? Zabić nas? Bardzo śmieszne. :wisted:- szykuje sie do ataku.
Z: Dorwę was innym razem.- znika.
F: Będziemy czekac z niecierpliwością. -podnosi się z trudem i patrzy na chimerę. Ta zdaje się odzyskiwać siły.
S: Huh, chyba najgorsze mamy za sobą. Xell, jak masz jeszcze jakieś siły to przenieś nas stąd z łaski swojej.
X: Służę uprzejmie.

Pokój Sae, Rhea z ponurą miną leży na łóżku.
S: O! Wreszcie się obudziłaś. Martwiliśmy się o ciebie.
R: Wolałabym umrzeć. Bez przeszłości, żyjąca tylko dzięki przypadkowi. Nie chcę tego.
S<wzdycha>: Widzisz, kiedys ktoś mi powiedział, że życie to najważniejszy z darów. To, że pozbawiono cie przesłości, nie znaczy, że nie masz przyszłości.
R: Jak? Jestem chimerą. Jestem zarazem wszystkim i nikim. To nie jest zbyt wygodne.
S: Zawsze mozna spróbować wyciągnąć z ciebie te obce pierwiastki. Myślę, że z pomocą Szefowej mogłoby mi sie to dać.
R: Szefowej?
S: Pani Nocnych Koszmarów.
R: :shock:
S: Nie obiecuję, że to się uda, ale co szkodzi nam spróbować? Być może mogłabym uczynić cię człowiekiem.
R: Czy to ryzykowne?
S: Z pewnościa najgorsze będzie pozbawianie cię elementów demonich i boskich.
R: Jeśli nie wyjdzie, to zginę?
S: To prawdopodobne.
R: Próbuj.
S: Jestes pewna?
R: Absolutnie.

Sae, ponownie pokryta ametystowym całunem, szepcze cicho pewne słowa. Rheę otacza jej aura. Robi jej się zimno. Po chwili, kolorowy cień opuszcza ciało dziewczyny, potem kolejny i kolejny. Rhea mdleje, Sae nie przerywa procesu. Nagle z ciała oddzielają się dwa cienie- biały i czarny. Sae, ze zdumieniem zauważa, że dziewczyna nie jest już wcale do niej podobna.

F: Hej Sae, jak tam nasza rekonwalescentk...-nie ończy, gdy w zdumieniu zauważa, że na chimera zmieniła wygląd- długie czarnewłosy i błękitne oczy.
R: Czuje się jak nowonarodzona.
S: Dobrze ujęte.
F: Jak ty to zrobiłaś?
S: Nie wiem. Zdałam się na instynkt.
F: No tak...ten twój osławiony instynkt...I co? Zamierzasz ja teraz zostawić?
X<pojawiając się znikąd>: To może być dla niej zbyt wiekim szokiem. Wiesz, teraz jest człowiekiem i nie ma dodtakowych talentów.
S: Spokojnie, zostawię ją w dobrych rękach.
F: Chyba nie masz na mysli tego imprezowicza-wampira i in...tj, tego erotomana.
X: O kim mowa?
I<wyłażąc z drugiego pokoju>: Ja wcale nie jestesm erotomanem, ty...-urywa, gdy zauważa Xella.
X: Inkub? Tutaj? Nono, ciekawe towarzystwo. Tym badziej, że miały być martwe. <kpiące spojrzenie na Finala>
S: Xell, gdzie ty tu widzisz inkuba? Chyba ci padło na te demonie oczęta. -mruży ostrzegawczo oczy.
X: Rozumiem, rozumiem. A ten wampir to kto?
V: Ano ja. -Rhea usmiechnęła sie do swoich nowych towarzyszy podróży.
X: Zaiste, doborowe towarzystwo.
S: Xell, przyganiał kocioł garnkowi, co?

Nagle do pokoju wpada... Regis.
S: Regis? :shock: A ty skąd tu? I skąd wiedziałeś?
R: Przecież jestem szpiegiem, nie? A to dla ciebie- rzuca do Sae paczkę- Twoja nagroda. Miło cie znowu widzieć Xellosie
X: Ciebe też Regis.
S: Ke? Jaka nagroda?
R: Za zawody. Rozwaliliście przecież miasto, zanim zdążyłaś ja odebrać. Na szczęście wiedziałem co było przewidziane dla zwycieżcy :wink:
X: Jakie zawoy?
Piorunujące spojrzenie Sae zamykają wszystkim usta. Otwiera paczkę a tam...trzy suknie balowe.
S: :shock: Co to!?
F: Chyba suknie.
R: Nagrodą była suknia coreczki, ale biorąc pod uwagę jej gabaryty, z jednej sukni miałabyś z pewnościa trzy.
SSae i Rhea ogłądają sukni.
V<szeptem do Finala>: Te Rycerzu, zanim się wszyscy rozejdziemy, obiecałeś mi pewną ksiązkę.
F: Ta?
V: No wiesz, Tę książkę.
F: :twisted: Aha. Dobra, masz, ale jakby co to nie oe mnie.
V: :twisted: Jasne bracie.
R: Xell, na długo zostajesz?
X: W sumie nie wiem. Nie mam chwilowo żadnych rozkazów.
S: Bądźcie łaskawi umawiać się na randki nie w mojej obecności, dobra! Cóż, skoro wszystko dobrze się skończyło to ja wyruszam na wakacje!

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 08-05-2003, 16:25   

F : Wakacje? No coz, nie pozostaje mi nic jak zyczyc ci milego wypoczynku. Sam musze jeszcze zalatwic kilka spraw i tez pomysle o takim urlopie...

S : To ty mozesz brac wolne?

F : A i owszem ^^. Pod warunkiem ze Shabby nie zdecyduje sie wykonczyc mnie mimo wszystko - mam troche zaleglego urlopu i nawet pomysl jak go wykorzystac. <odwraca sie do Rhea`i> Rozumiem ze po pozbyciu sie wszystkich chimerzych cech nie masz juz zadnych mozliwosci obrony...gdyby nadarzyla sie jakas wyjatkowa okazja - wystarczy ze skupisz sie na mocy tego kamienia <podaje jej niewielki rubino-podobny kamyk> a on da mi znac telepatycznie.

R : Jak to? Myslalam ze masz mnie za wroga?

F : Nic podobnego. Uznaje swoj blad i mysle ze jestem ci cos winien za ten wczesniejszy atak. Sae, wiem ze prawdopodobnie nie bedziesz potrzebowala zadnej pomocy...ale na wszelki wypadek takze zachowaj taka pamiatke <jej takze wklada w dlon identyczny klejnot>. W takim razie do zobaczenia. <ulatnia sie w powietrzu>

....................................................................

F : <ponownie pojawia sie w rezydencji starca, ktora dopiero co opuscili> Hmmm, jestem pewien ze ten rumsztyk zostawil po sobie jakies notatki z przebiegu doswiadczen... <przeszukuje biurka, szperajac w dokumentach, gdy nagle przypomina mu sie o pewnej kuli miesa, nadal latajacej w pokoju> No tak...powiedzmy ze z racji iz ty kiedys oszczedziles mnie - ja oszczedze ci cierpienia. <wykonuje dziwaczny gest dlonia i kula w mgnieniu oka rozpada sie na kawalki> Spoczywaj w pokoju...<wraca do poszukiwan>

<nagle czuje obok siebie obecnosc innej istoty, odwraca sie gwaltownie, siegajac po bron>

X : <stoi i drapie sie po glowie> Jaaaaaa...czy tak wita sie przyjaciela?

F : Heh...<zdejmuje dlon z rekojesci broni> nie badz taki wesoly ty biseksualisto. A przy okazji, gdzie twoj randkowicz? <wredny usmiech>

X : Aaaa chodzi ci o tego przemilego chlopca. No coz umowilem sie z nim kiedy indziej bo teraz mialem cos waznego do przekazania tobie.

F : Mi? O co chodzi? I nawet nie mysl ze dam sie wpuscic w maliny zeby odwalac za ciebie jakas robote. Do takich spraw znajdz kogos bardziej naiwnego.

X : Alez nie <usmiecha sie tajemniczo> Chcialem tylko ci powiedziec ze nie ma tu zadnych notatek, ktore miales nadzieje znalezc. Ulegly zniszczeniu dawno temu...ale mniejsza z tym jest cos wazniejszego.

F : <nieco zawiedziony ta informacja> Ok...o co wiec chodzi?

X : Czy kiedykolwiek zastanawiales sie nad dziwnym imieniem starca, ktorego przed chwila usmierciles? <otwiera fioletowe oczy>

F : Hmmm, dziwne imiona sie zdarzaja - np. moje z pewnoscia sie do nich zalicza. Co w tym specjalnego? Ze gosciowi dano Nomed?

X : <mruzy lekko oczy i usmiecha sie diabolicznie> Po pierwsze jemu go nie "dano" sam je sobie wymyslil... moze zrozumiesz lepiej gdy wypowiesz to imie - zaczynajac od tylu

F : De...mon...? <mowiac to otwiera szerzej oczy, w zaskoczeniu>

X : <Xelloss tylko lekko przytaknal glowa i wskazal reka na niewielkie zwierciadlo na przeciwleglej scianie>

F : <ostroznie...podchodzi blizej by obejrzec przedmiot. Gdy sie zblizyl, zamiast wlasnego odbicia, ujrzal w nim postac ze swojego koszmaru. Wysoki, brodaty mezczyzna, w nietypowym rodzaju zbroji. Jego oczy tlily sie czerwonym blaskiem w ktorym widoczna byla nienawisc do obserwujacego go czlowieka. Potem zniknal, pozostawiajac tylko odbicie obserwatora>

X : Zanim zapytasz...tak ten brodacz to ta sama osoba, ktra ulegla klatwie. Jednak tworzy ona 2 samodzielne byty - jeden cielesny, ktory zniszczyles, i drugi, bedacy w stanie zyc tylko w najglebszych dolinach astralu, grozny demon.

F : <zszokowany tym co zobaczyl> Po prostu demon? Wnioskuje wiec ze to nie Mazoku? Czym on wiec jest?

X : Nie...to nie Mazoku. On istnieje tylko w astralu i to nie takim jaki znasz. Ta przestrzen jest przeciwienstwem swiata fizycznego w ktorym zyja ludzie. Wszystko tam dziala na odwrot niz u nas i prawde mowiac nigdy nie odwazylem sie tam zaszyc...kto wie jak czysty Mazoku zioslby takie warunki.

F : Zawsze koncze to co zaczalem...i ten skurczybyk nawiedzajacy mnie w snach musi zginac! <to powiedziawszy skupia sie i duzym susem przeskakuje na druga strone lustra>

<swiat ten rzeczywiscie byl odwrotnoscia ziemskiego. Dominowaly tu odcienie czerwieni, a pokoj zdawal sie byc identyczna kopia tego ktory wlasnie opuscil - tyle ze meble byly postawione na suficie.>

F : Heh...i kto mowil ze sny nie sa prorocze? <wychodzi z rezydencji, by zastac ze ma przed soba piaskowe pustkowie a w oddali widzial czekajacego na niego demona>Hmmm wyglada na to ze nie moge tu uzywac sztuczek z teleportacja...bede musial polegac na wlasnej szybkosci

<po kilku chwilach biegu z nadludzka predkoscia dotarl wreszcie do sciganego potwora>

F : Czyzbys chcial bezposredniego starcia, astralny pomiocie?

D : W moim swiecie nie mozesz wygrac. Jestem tu nieskonczenie potezny <to mowiac uniosl w gore lewa reke. Po chwili z piasku wylonily sie wielkie lapy, ktore zlapaly Rycerza, wciagajac go pod ziemie>

F : Ghaaaa!!! <krztusi sie piaskiem>

<jednak po chwili znalal sie w jakims ciasnym pomieszczeniu, przypominajacym krypte>

F : Cholera...on manipuluje tu przestrzenia...musze byc ostrozny bo nie wiadomo co sie moze jeszcze stac. <widzac tylko jedno wyjscie - rzuca zaklecie Lightening i z niewielkim zrodlem swiatal, schodzi glebiej w grobowiec...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 08-05-2003, 17:35   

Tymczaem gdzies na biegunie
R:KHAAAAAAAA<raflik trenuje ciezko mieczem>
R: hehehe... teraz opanowalem nim wszystkie chwyty do perfekcji... dodatkowo zdobylem w nim umiejentnosci lodu.... caly szamanizm wody jest moj... teraz moge sie zmierzyc z Finalem....
<szuka go w astralu ale go nieznajduje>
R: hmmm.... gdzie on moze byc.... chyba nie zablii go bo niewierze ze sie tak latwo dal... ale hmmm.... ostatnia jego aura byla tam....
<raflik teleportuje sie do pomiesczenia i widzi... xsellosa gapiancego sie w lustro>
R: CO JEST!!!
<Xsellos podzskoczyl i zaliczyl glebe....>
X: Raflik ty pierniku.... mogles jakos dac o sobie znac.... a nie myusisz straszyc biednego mazoku
R: sorki sorki... a Gdzie Final??? kcialem sie z nim zmierzyc....
X: eeeyyy.... no wienc on musi zalatwic pare spraw
R: GDZIE JEST ALBO PRZETESUJE NA CIEBIE NABYTE UMIEJENTNOSCI :evil:
X: dobra dobra... On jest hmm... za lustrem w astralu...
R: co????
X: tak... ma tam porachunki z jednykm z jego stworzycieli....
R: jak sie tam dostac???
X: po co... azebys z nim walczyl... wtedy tamten gostek was zabije
R: a co jakbym mu pomogl
X<spojrzenie>: cos sciemniasz...
R< przygotowuje miecz>
X: no dobra... wskuj w lustro....
R: i tyle????
X: ale uwazaj... tam wszystko jest na odwrot... byc moze twoje moce tesz.. lepiej nie ryzykuj...
R: phi<podchodzi do lustra i wsakuje w nie>
X: mama nadzieje ze wyjdziecie z tego zywi....
<Raflik pojawia sie w podobnym pokoju tylko ze z meblami na suficie>
R: niezle... chyba wszystko jet tu odwrotne....
<wychodzi na zewnantrz i widzi w oddali jakiegos gostka ktory smial sie... raflik kcial teleportowac sie ale nie mogl...>R: hmmm... LEVITACJON
<raflika momentalnie wbilo w ziemie>
R: qrde... rzeczywiscie tu jest wszystko na odwrot.... musze biec....
<raflik po kilku minutach biegu dotarl do postaci>
D: Kim jestes glupsze ze odwazyles sie tu przejsc...
R: przybylem po Finala....
D: Buhahahahaha... a wienc doloncz do niego....
<znowu wyciangaja sie wielkie lapy i wciangaja raflika pod ziemie.... po kwlili spada na glowe Finalowi>
F: RAFLIK... Po jaka cho...e Tu sie zjawiles
R: yyy... przybylem z odsiecza ^^
F: ty glupku... mozesz zginac... a zreszta to moja wojna.... nic ci do tego
R: ale...
F: zadnych ale......

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 08-05-2003, 20:38   

F : <rozglada sie przez chwile dookola> Ok, nie czas tu na klotnie. Obydwaj siedzimy po uszy w glebokim bagnie i jesli mamy to przezyc trzeba myslec trzezwo.

R : To co robimy?

F : <spoglada w ciemny korytarz> Chyba nie pozostaje nam nic jak isc dalej...

<podazaja dalej waskimi korytarzami ciemnej krypty, az natykaja sie na spora sale, pelna sarkofagow. Gdy zblizyli sie, pokrywy trumien uniosly sie i wyszly z nich obrzydliwe, starozytne mumie>

R : Umarlaki...hehe to pestka!

F : Zgadza sie. <wsytawia reke i strzela czerwona energia w jednego z trupow. Jednak zamiast oczekiwanej destrukcji mumii...sam odczul przeszywajacy bol i skulil sie w pol>

R : Co ci?!

F : Aaa...zapomnialem ze ten wymiar ma odwrocone zasady...atakujac energetycznie sami dostajemy wlasna moca <podnosi sie z kleczek>.

R : Ale w takim razie jesli zaatakujemy mieczami...

F : Tak - sami sie potniemy. <w tym czasie umarlaki zaczely podchodzic coraz blizej> Byc moze to dotyczy tez i tych mumii...ale wole nie ryzykowac <odskakuje w tym i raflik robi to samo>.

R : ....mamy problem....

F : Niekoniecznie. Ataki mumii moga NIE byc odwrocone na nie same. Ale skoro NASZE ataki nie dzialaja na nie tylko na nas - to jesli zaatakujemy samych siebie, one oberwa. <wyciaga miecz> Rafl! Zobaczymy jak dobry jestes w gre zwana "harakiri" :P

R : Oszalales?! :shock: Chcesz zebysmy przebili sie na wylot wlasnymi mieczami?!?! A jesli sie nie uda?

F : Coz...Rycerz musi umniec odejsc z godnoscia :P.

R : <spogladajac na miecz w reku> Zaraz...o czym ja mysle, przeciez ja nie jestem Rycerzem!!

F : Nie gadaj tylko rob swoje. <zlapal mu reke trzymajaca miecz i sam wbil mu go w klatke piersiowa, po czym zrobil to samo z soba>

<obydwaj szermierze nie poczuli nawet chwili bolu, nie bylo takze zadnego krwawienia, natomiast 2 mumie najblizej nich padly wydajac z siebie ryk i zamienily sie w proch. Trik ten zostal powtarzany dopoki wszystkie umarlaki nie padly>

R : <z grymasem zniesmaczenia> Naprawde jestes szalony, wiesz o tym? :evil:

F : Wiem :D. Ta przeszkoda z glowy...idzmy dalej <udali sie wglab grobowca, az dotarli do sporych drzwi - zamknietych na amen, ktore wygladaly jak wyjscie z krypty>

R : No to rozwalamy :twisted: . <tworzy kule energetyczna w dloni>

F : Czekaj...zamiast we wrota walnij w sciane ZA nami!

R : Cze...a no tak...<uderza w poludniowa sciane i jak sie spodziewali masywne drzwi zostaly zniszczone zamiast niej>

<na zewnatrz czekal juz na nich gospodarz tego wymiaru, klaszczac ironicznie>

D : <klask klask> Poradziliscie sobie lepiej niz myslalem. Ale co teraz planujecie?

F : Hehe...<forumuje wiazke energii w reku> Zalatwimy cie tak jak reszte <uderze wiazka w swoje cialo. Jednak zamiast zranic demona, wedlug zasad odwroconych - rani siebie> Nani?! <wypluwa krew z ust>

D : Hahaha...zapominasz ze to Ja ustalam tu zasady...moge je zmieniac zaleznie od sytuacji.

R : No to po tobie!! <szybkim ruchem reki tnie go mieczem po brzuchu. Po chwili spostrzega jednak ze rana pojawila sie na nim zamiast na przeciwniku> Ghhhh...<probujac powstrzymac krwawienie>

F : <spogladajac w zdumieniu> Jak pokonac cos takiego...? On tu jest praktycznie bogiem...

R : Mnie sie nie pytaj...<uleczyl rane na brzuchu, zakleciem Recovery>

F : <zamyslony> Wiem!! Zakladam sie ze gosc nie jest wystarczajaco szybki by w ulamkach sekundy zmieniac oe "zasady" swiata! Jesli caly czas bedziemy atakowac rownoczesnie - jeden uderzajac w siebie, drugi w niego - nie ma szans uniknac kazdego ataku!

R : To niezly pomysl...ale ryzykowny dla nas obydwu.

F : Bez ryzyka nie ma gry Rafl...

<obydwaj szykuja sie do wyprowadzenia planu na bardzo zadowolonym z siebie demonie>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 08-05-2003, 21:24   


Sae, włóczy sie na dalekie południe. W sumie wybór krainy jest jej obojętny, byle tylko było tam ciepło i jakiś akwen wodny. Cały czas miała głupie wrażenie, że coś za nia lezie. Odwraca się raz- nic, drugi raz, znowu nic. Wzruszyła ramioni.
S: Chyba jestem przewrażliwiona...
Wtem usłyszała ciche...miauknięcie. Za nią maszerował mały czarny kotek. Popatrzył na nia ciekaiwe błękitnymi oczyma i miauknął rozdzierająco.
S: A ty mały, skąd się tu wziąłeś?
Miau! Podszedł do Sae i zaczął się ocierać o jej nogę.
S: Ej, no tylko się nie spoufalaj! Komu zwiałeś, co? Poza tym nie mam przy sobie jedzenia dla kotów.- próbowała odejść, ale kociak ponownie zamiauczał i próbował za nią biec. Potykając się przy okazji o własne łapy.
S: Dobra, mały terrorysto, idziesz ze mną w takim razie.- wzięła kociaka na ręce.
S: Mam nadzieję, że jesteś dobrze wychowany i nie sprawisz mi tu przykrej niespodzianki, co?- kotek jakby w odpowiedzi miauknął.

Podróżniczka doszła wreszcie do pewnej spokojnej mieściny nad wielkim jeziorem. Wynajeła pokoik, kupiła kotu mleko i sama legła na łóżku.
S: Ciekawe co też porabia Rycerzyk...Tfuu! Nie powinnam tak myśleć! To zawsze sprowadza kłopoty! Pewnie sie okaże, że wpakował się w jakieś tarapaty i trzeba będzie go wyciąnać. Lepiej nie będę się zastanawiać co się z nim dzieje...Jakby co, to wie jak mnie znaleźć.

Bajarka i jej nowy, czwrołapy towarzysz zamierzali spędzić w tym mieście jescze trochę czasu. Było tu bardzo spokojnie, żadnych podejrzanych typów...no może prawie, bo dziewczyna nie zauważyła, że o paru dni ktoś bacznie jej się przygląda ...


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 10-05-2003, 08:38   

D:co tam szeptacie marne scierwa
R: TWOJ POGRZEB... TERAZ FINAL
<Final robi kule energi ktora uderza w siebie a Raflik natychmiastowo atakuje mieczem owego Demona, ktory wogole nieinterweniuje. niestety obydwaj zostali zranieni... raflik od miecza a Final od kuli>
F: cos bylo nie tak^^<trzymajanc sie za poparzona renke>
R: No i co teraz<uleczajanc rane po mieczu>
D: BUHEHEHEHEHEE Mysleiscie ze tu moze byc tylko jeda "zasada". Tu moge wprowadzic na raz nieskonczenie wiele "zasad" Niemacie szans BUHEHEHEHEHEHE
R: Teraz mnie wqrzyles :evil: <Koncentruje sie i zbiera energie w postaci kulistej aury wokol niego>
F: Przestan... jesli go zaatakujesz zabijesz sie!!!
D: Buhahahahaha. Sam siebie zabije poniewaz chial wykonczyc przeciwnika... zenujance
<Gdy Aura Raflika byla wystarczajanco wielka rzucil sie na Smiejancego sie demona... Przyblizyl sie tak iz Demon "wszesl" do Jego aury i wtedy cial.... Rana pojawila sie na.... Brzuchu Demaona ktory odsunal sie>
D: co jest do cho.......
F: :shock: wlasnie.... jak to zrobiles....
R: <ciangle koncentrujanc sie na aurze> Proste.... zebralem moc i stworzylem Aure ktora dziala jak... Bariera.
F: Bariera???
R: tak... Bariera przed "zasadami" tego Demona... czyli jesli wejdzie on w moja Aure moge go tak samo zaatakowac jak w swiecie normalnym...
F: Sprytne...<zbiera tesz aure tym razem czerwona> Teraz sie zabawimy :twisted: <po czym rzuca sie do ataku na zdenerwowanego Demona>....

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 10-05-2003, 12:30   

F : Hiaaaaa! <probuje przeciac przeciwnika, lecz ten zdaje sie byc niesamowicie szybki. Jedno ciecie - pudlo, nastepne rowniez maci jedynie powietrze i tak caly czas>

D : Hahaha...byc moze jestescie w stanie na chwile uchronic sie przed odwrocona rzeczywistoscia...ale nadal jestem tu panem i wladca, moge byc dowolnie szybki, silny a nawet... <w powietrzu nad nimi pojawiaja sie dziesiatki "kopi" tego samego demona> POWIELONY! <wszystkie wystrzelaja wiazkami energii>

F : <dziesiatki atakow przebily jego oslone i odrzucily go daleko do tylu> Huhu...wyglada na to ze rzeczywiscie wdepnelismy w nieliche go***.

R : <rownierz wykonczony ciaglym atakowaniem bez skutku> Jak to mozliwe ze byle degeneracja astralna ma taka wladze nad wymiarem?!

F : <podnosi sie> Ten wymiar to jego dzielo, uzywa sily woli, spotegowanej moca deonia aby naginac go zgodnie z zyczeniem...<nagle go olsnilo> Rafl, to jest to! Ta walka nie polega na tym kto posiada wiekszy zasob mocy, jest szybszy, czy silniejszy - tutaj wygra ten co ma potezniejsza wole! Jesli nie zaakceptujemy jego "regul gry" bedziemy w stanie walczyc jak rowny z rownym.

R : No tak, ale sam mowiles ze jego wola jest spotegowana demonia moca...to nie czlowiek.

F : Zgadza sie...ale obydwaj znamy sie na magii a jej uzywanie wymaga treningu nad soba. Jesli skupimy sie na tym samym celu, nasze sily sie polacza a to z pewnoscia wystarczy zeby przerosnac jego moc.

D : Tak wam sie tylko zdaje glupcy. Moge was unicestwic pstryknieciem palca! <szykuje jakis atak energetyczny>

R : Nie szkodzi sprobowac!

F : Do dziela.

<zamykaja oczy i probuja ogarnac rozumem istote tego wymiaru, oraz przelamac wladze ich przeciwnika>

F : Nie wierz w co widzisz...to nie jest prawdziwe - ON chce by bylo i zmusza nas abysmy uznali jego wole za rzeczywistosc.

R : Nie wierze...

<Demon mial juz rzucic wielka kula energii, gdy nagle caly krajobraz pustynny po prostu...zniknal, pozostawiajac wszedzie tylko czarna przestrzen>

D : Co to ma znaczyc?! <probuje uzyc swoich zdolnosci do przywrocenia "swiatu" normalnego wygladu> Nie...nie moge nic kontrolowac!

F : <otwierajac oczy> Nie mozesz kontrolowac czegos w co twoje ofiary nie wierza. Skupiajac swoje przenonanie o falszywosci wszystkiego co tu istnieje - ukazalismy prawdziwe oblicze tego wymiaru...po prostu pustka i nicosc.

R : A teraz gdy jestes juz tylko nedznym slabeuszem <usmiecha sie szpetnie>...

<obydwaj szermierze rzucaja sie na demona, ktory bedac zbyt zaskoczonym nie zdazyl nawet ruszyc sie w samoobronie. W rezultacie otrzymywal coraz wiecej ciec, na calym ciele>

R : Gin! <wbija mu swoje ostrze w serce>

D : <lapiac Rafla za gardlo> To nie wystarczy! <ignoruje bol jaki sprawia mu miecz Aqua>

F : Spotkalem tylko jednego osobnika <mowiac to bierze szeroki zamach i scina mu glowe> ktory potrafil zyc bez lepetyny... <bezwladna reka demona puszcza Rafla>

R : Huh...<masuje sobie szyje> ma chlop uscisk...

<cala przestrzen zaczyna drzec i falowac>

F : Wynosmy sie stad zanim wrocimy do niebytu razem z tym wymiarem! <w tym czasie cialo demona pochlania ciemnosc panujaca w wymiarze>

<w sama porez zdazyli uciec przez wyjscie w lustrze, i znalezli sie z powrotem w pokoju starca>

X : No no, widze ze wam sie udalo. <tradycyjny glupawy usmieszek>

F : Ledwo...mam nadzieje ze TRZECIEGO ze zwariowanej trojki naukowcow nie bedzie mi juz dane spotkac...

X : Aaaale tamten pan nie ma dwoch jazni jak Nomed - san ^^.

F : <aptrzac na niego nieufnie> A ty skad wiesz? Zreszta niewazne...do zobaczenia wam - ide odpoczac.

R : Czekaj! Specjalnie trenowalem zeby z toba walczyc! Nie mozesz teraz isc!

F : <z drgajaca powieka i dymem unoszacym sie nad glowa> ZNOWU?!!!

R : <nieco wybity z rytmu> Eeee...no chyba tak...

F : <starajac sie opanowac> Nie ma mowy!!! Przez ostatnie kilka tygodni nic nie robie tylko walcze w tym KILKA razy z toba! <bierze go za frak i energicznie potrzasa> Chce wypoczac, wziac urlop i NIE ZAMIERZAM teraz znowu sie bic, zrozumiano?!!

R : Ok, ok!! Tylko spokojnie ^^" <zostaje puszczony> Eeee...to innym razem? ^^"

F : <lypie na niego groznie zza ramienia i ulatnia sie w powietrzu>

R : <drapie soie po glowie> Z kazdym dniem robi sie bardziej nerwowy...

X : Absolutna racja...

....................................................

<stojac w rocznej komnacie znanej ako Sypialnia Shabbiego>

Sh : A wiec juz wrociles ze swojej "wycieczki krajoznawczej"? <wredny usmiech> Dlugo ci zajelo...

F : Udam ze nie slyszalem w tym ironii...w kazdym razie ze wzgledow grzecznosciowych nie wspomne juz o pewnych "nieszczesliwych" przypadkach, jak banda Mazoku atakujaca mnie w swiatyni Phibrizzo i "pewien jegomosc" zamykajacy mnie w piekle.<kpiacy usmieszek> Zapytam za to jakie masz wobec mnie plany Lordzie S?

Sh : <Po chwili namyslu> Musze przyznac ze zaskoczyles mnie uciekajac z zaswiatow bez Miecza Krwi w reku. Lubie mile niespodzianki jesli chodzi o sile moich poddanych <szczerzy wielkie zebiska>, pozatym pozbycie sie Nomeda i jego lustrzanego odbicia bylo mi calkiem na reke... Zapomne narazie o twych przewinieniach i nieposluszenstwie, jednak nie oczekuj ze zrezygnuje ze swoich planow.

F : Nawet mi to przez mysl nie przeszlo... :roll:

Sh : Tak wiec...mam dla ciebie male zadanie w swietym miescie Seyruun.

F : :shock: Litosci! Przez prawie miesiac ciagle wdawalem sie w bojki i inne nieprzyjemne rzeczy, chce urlopu!

Sh : Za "prace" tego uznac nie mozna, bo dzialales poza moimi rozkazami.

F : <pada na glebe> Nie wyrobie...

Sh : <Wzdycha> Dobra...wykonczony poslaniec to bezwartosciowy poslaniec. Ech ci ludzie... <z zniesmakiem>wysle tam kogos innego a ty idz zbijaj baki.

F : Haha!! Dzieki Shabb! :D <znika zanim bydlak zdazyl zaprotestowac>

<pojawia sie u siebie i z pospiechem pakuje, potrzebne rzeczy>

F : Hohoho, od 300 lat nie bylem na wakacjach to bedzie swietna okazja do relaksu! ^^. A teraz gdzie by tu sie udac...<przeglada mape Starego Kontynentu> Wole nie ryzykowac wycieczek do Nowego Swiata - tutaj choc znam wszystkie panstwa. O to bedzie swietne miejsce! Poludniowe krance krolestwa Ralteague! Ciepelko, morze i zlociste plaze ^_^.

<znika wchodzac do astralu>

<po chwili pojawia sie w szortach, okularach przeciwslonecznych i koszuli hawajskiej we wspominanym miejscu. Krajobraz wprost wspanialy - palmy, morskie powietrze i niezbyt zatlumione plaze. Nieopodal niewielka miescina turystyczna.>

F : Tego mi bylo trzeba 8) . <idzie w kierunku miasta by zakwaterowac sie w najlepszym z dostepnych apartamentow>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 11-05-2003, 16:27   

<raflik i xsellos nadal sa w pokoju>
R: hmm... to mi tesz potrzeba wakacje a tobie???
X: hmm... wlasnie otrzymalem rozkazy od shabranido... mam sie udac do seyrun
R: aha... no nic... ja sie moze udam do zelphili...tam moze czegos poszukam
X: no to dozobaczenia
R: dozobaczenia
<poczym znikaja>
..........................................................................
<raflik pojawia sei w zelphili przed jaksa karczma. rozglanda sie i slyszy znajomy glos...>
L: hej ty tam... rycerzyku
R: Luna... to ty...
L: wlasnie ty <pstryka palcami> no ten....
R: raflik -_-
L: no wlasnie... mam do ciebie bardzo wazna sprawe a zarazem misje...
R: misje???
L: chodz... zaprowadze ciebie gdzies....
<Luna chwyta raflika i znika>
..........................................................
<pojawili sie w jakims pomieczeniu, na srodku byl stopl a przy nim cztery krzesla>
R: gdzie jestesmy???
L: mozna to nazwac kwatera glowna....
R: kwatera glowna czego???
Reg: No wlreszcie...
R: Regis??? A co ty tu...
L: Regis jest wybrancem miecza Aer...
R: :shock:
Reg: moze usiandziemy...
<wszyscy usziedli...>
R: to po co mnie tu wezwaliscie...
L: otoz jest pewna sprawa....
Reg:...dotyczanca wielkiej wojny pomiendzy Mazoku a Shinzoku....
L:... otoz smoczy Lordowie postanowlili zaatakowac wolf pack island...
R: ale co ja mam robic... przeciez zabardzo do wojny sie bym nie pisal...
L: musisz...
Reg: jako posiadacz miecza mocy musisz....
R: ale....
L: zadnych ale... my tesz nie chemy takiej wojny, ale musimy
Reg: acha jescze dwie sprawy... gdzie Final i Xsellos...
R: Final jest na wakacjach a Xseloss na misji w saeyron
Reg: doskonale... mozemy spokojnie atakowac...
R: Jak we Trojke????
L: nie... mamy do dyspozycji armie smokow...
R: ale....
Reg: Zadnych ale... chodz , reszte dowiesz sie w czasie misji....
<po czym wszyscy wstali i wyszli>
.......................................................................................
<lecieli na smoku... wokol nich bylo tysiance innych smokow>
R: to moze mi powiecie szczegoly???
L: otoz zamierzamy ustawic wokol WPI bariere... aby zaden Mazoku sie nie przedostal ani nie bylo czuc walki... jesli shabranido by sie zorientowal bylo by kiepsko....
Reg: po ustawienu bvariery rozpocziemy szturm... Ty bendziesz dowodzic wlakami na zewnantrz.... ja i Luna zajmiemy sie Zellas
R: macie ja zabic.....
Reg: nie... Znisczyc....
<zblizyli sie do Wolf Pack Island>
L: Dobrze... smoki na miejsce....
<cztery smoki zlecialy na powiesznie wody wokol wolf pack tworzanc kwadrat... wystrzeliwoja cienki niebieski promien>
R: To jest podobne do Bariery zanim Phibritzo zginal
L: wlasnie... teraz ty masz swoja mala misje....
R: JA??? Jaka???
Reg: otoz musisz przeklecies sie wokol wyspy i stworzyc mgle...
R: ech....
<raflik zatoczyl kolo rozpylajanc Swightflange. gdy skonczyl podlecial do armi..>
Reg: tak... Bariera jest.... mgla jest... mozemy zaczynac...
<Luna skinela do jednego ze smokow ktory wlecial nad wyspe gdzie niebylo mgly....
Tymczasem w dole wyspy dwaj Mazoku patroluja i zauwazaja mgle i smoka>
M1: Patrz... Jakis glupi smok znalazl sie na naszym terytorium....
M2: moze powiadomie Pania???
M1: oszalales??? jednego Smoka sie boisz???
M2: a ta mgla???
M1: bredzisz... chodz rozerwiemy sie
<obydwa Mazoku teleportowali sie do Smoka>
M1: Co smoczusiu... zagalopowalo sie... teraz sie bendzie za to zalowalo...
S: przybylem pomowic o waszej kapitulacji...
M2: BUHEHEHEHEHEHE ... jeden smok kontra kilkatysiency Mazoku w dole???
S: Nie... kilkatysiency Mazoku w dole kontra KILKASET TYSIENCY SMOKOW W POWIETRZU
<Mgla sie rozwiala i ujawily sie wszystkie Smoki>
L: DO ATAKU!!!!!
<Mazoku zorientowaly sie i zaalarmowaly reszte..rozpoczela sie wielka bitwa... ale nikt zpoza bariery nie odczul zaburzen astralnych i nikt nie przybyl z pomoca....>

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 11-05-2003, 19:13   

<Nieopodal malej miesciny, wsrod palm widzimy gostka w zoltej hawajskiej koszuli i klasyzcznych przyciemnianych okularach, wypoczywajacego na lezaku i popijajacego drinka>

F : <siorb> Hehehe. To ja nazywam odpoczynkiem 8) ...

<nie zauwazyl ze z ukrycia posrod drzew obserwowala go jakas imponujaca rozmiarami postac.>

F : Zyc nie umierac :P. Jak tak sobie z tydzien tu pobede to wroce w pelni sil i gotowy na wszystko.

<nagle *cos* przyslonilo mu slonce>

F : <odkreca glowe w strone przybysza i unosi lekko okularki by mu sie lepiej przyjrzec> Hej kolego moglbys sie ruszyc bo twoje cielsko zasa...<ujrzal przed soba ogromnego goscia, odzianego calkowicie w w czarna zbroje z rogatym helmem na glowie. Na ramieniu mial podparta wielka dwureczna siekiere, co nib byloby az tak szokujace, gdyby nie fakt ze bron ta calkowicie ociekala krwia> :shock: :shock: O kurde... <olbrzym wzial zamach siekiera i przecial lezak jak zapalke. Nie udalo mi sie jednak dosiegnac wlasciciela - ktory w ostatniej chwili zdazyl sie teleportowac obok>

D : Arrrrrr! <znowu zamierza sie do ciosu>

F : Mortis, do reki swego pana! <w dloni pojawia mu sie swiecacy czerwona poswiata Mort> Ej ty zakuty lbie! Jesli szukasz ze mna zaczepki to bedzie ona twoja ostatnia! <ustawia sie w pozycji obronnej> Cholera...takie rzeczy na wakacjach przytrafiaja sie tylko mnie

D : Rrrrraaaaa!! <pedzi na niego jak oszalaly z siekiera ponad glowa>

F : Glupiec. <w odpowiednim momencie robi unik, zchodzac z drogi tytanowi i zanim ten sie odwrocil - tnie go mieczem po plecach>

D : <odwraca sie powoli...uderzenie Mortem w zbroje nie zostawilo na niej nawet zadrapania> Hahahaha...to ma byc Rycerz Rubinookiego? Jestes slaby chlopcze.

F : Jak to?! Niemozliwe zeby jego zbroja to wytrzymala! <dopiero teraz zauwaza u przeciwnika w helmie wielkie, swiecace na czerwono dwa punkty, przypominajace oczy> Kim ty jestes?!

D : Jestem Dnarc!! Czerwonooki Kosiarz!

F : Phi...tez sobie pseudonim wymyslil ^^". Pierwsze slysze zeby "kosiarze" poslugiwali sie wielkimi toporami... :roll:

M : Nie draznij go...wystarczy jedno trafienie ta siekiera i przerobi cie na mieso. Poprzednie ciecie nie poskutkowalo bo ta jego zbroja zdaje sie byc poteznie wzmocniona astralnie - ale jesli skoncentrujesz sie i wyzwolisz ze mnie wiecej energii to da rade ja przeciac.

F : Wzmocniona astralnie? Czym? Valmacied?

M : Nie, zaklecie Valmacien wzmacnia przeciwko elementom...nie wiem co za czar na niej siedzi, ale jest dosyc imponujacy...


<w tym momencie kupa zelaza znana jako Dnarc ponownie ruszyla do ataku. Jego uderzenia byly niesamowicie silne, ale takze i zbyt wolne by dosiegnac celu, ktory wykorzystywal teleportacje do unikow>

F : Teraz albo nigdy... <przykucnal unikajac kolejnego ciecia po czym szybko koncentrujac sie na energii miecza wyprowadzil swoj cios na glowe przeciwnika>

D : <zdazyl przejsc nieco na bok i ostrze zamiast w glowie utkwilo gleboko w ramieniu, przedzierajac sie przez wielka zbroje. Z rany wyplynela czarna jak smola krew> JAK TO MOZLIWE?! Graaaaa!! <silnym ciosem w tulow odrzucil go od siebie>

F : <upadl na ziemie, ale szybko sie pozbieral> hehe to co ty mini-forteco? Naucze cie nie przeszkadzac zmeczonemu czlowiekowi na wakacjach!

<Dnarc znow szykowal sie do atarcia, ale w tym momencie ujrzal idaca w ich kierunku postac dziewczyny>

F : <spoglada tam gdzie jego przeciwnik i widzi...> SAE?! Ty tutaj?

S : <majac wyjete szpony> Moglabym powiedziec to samo...<wskazuje na Dnarca> A ten chodzacy skup zlomu to kto?

D : <odwraca sie do finala> Sprawy przybraly niekorzystny obrot <mruzy czerwone oczy> Policzymy sie kiedy indziej chlopcze! <ucieka w las>

S : Za nim! <biegnie w tym samym kierunku>

F : Stoj! Nie ma sensu za nim biec...przyjdzie sam kiedy nadejdzie pora.

S : <zatrzymuje sie>Wyglada na to ze masz nastepnego "lowce wrazen" polujacego na ciebie...wiesz chociaz kto to?

F : Teraz kiedy blizej przyjrzalem sie jego aurze moge stwierdzic ze nie jest to ani Mazoku, ani czlowiek...cos pomiedzy.

S : Kolejna chimera? :roll:

F : Nie...to jakby "element" jakiejs wiekszej osobistosci...i jego moc zdawala sie jakos znajoma. Zdaje sie ze dowiem sie lepiej dopiero przy nastepnym spotkaniu.

<przy nich pojawia sie Xelloss z dziwnym wyrazem twarzy>

X : <do finala> Mam zle wiesci...ktos stworzyl wielka bariere magiczna nad calym Wolf Pack Island i nie moge sie tam dostac....ale wyglada na to ze jest tam jakas zadyma.

F : He? Xell jestem na wakacjach - zglosc sie z tym do "Szefa", albo kogos innego na sluzbie. Pozatym co ty sie martwisz - Zellas jest Lordem Mazoku - jedynie kto moglby sie jej przeciwstawic byly jakis Smoczy Lord albo...

X : Albo Rycerz Shabranigdo, badz Rycerz Ceiphieda...Rycerze pomniejszych Smoczych Lordow nie posiadaja tyle mocy - wiem to wszystko. I wlasnie obawiam sie ze to Luna wzniosla ta bariere.

F : <Zamyslony> I chcesz zebym tam z toba lecial, przedarl sie przez oslone i bral udzial w tej bitwie czy cokolwiek to jest?! Ja chce wreszcie wypoczac ^^".

X : Na wyspie mamy tysiace zolnierzy - Mazoku, wiec wystarczy ze pomozesz mi tam wejsc, zajmiesz sie Luna w koniecznosci i bitwa skonczy sie szybko.

F : Ech...dobra byles mial racje <odwraca sie do Sae> Sorki ze tak po prostu znikam ale jest sprawa do zalatwienia :P. Pogadamy pozniej <znika razem z Xellem>

<Gdy dotarli na wyspe przy pomocy Morta przedarli sie przez oslone i zobaczyli bitwe z udzielem setek smokow i Mazoku pod wladza Zellas>

F : Wiedzialem ze predzej czy pozniej zaatakuja oslabione sily... skonczmy to szybko bo chce wracac na plaze :D. <Wzmacnia swoja aure aby zwabic do siebie Lune>

X : Racja... <znika wlaczajac sie do walki i zabijajac coraz wiecej smokow z kazda sekunda>

<po chwili w powietrzu widac bylo dwie sylwetki Rycerzy>

L : Co ty tu robisz?! Myslalam ze jestes na wakacjach...

F : BO JESTEM! Ale to ze ja chce odsapnac nie znaczy ze ty masz prawo rzucac sie na nasze sily glowne!

L : Takie rozkazy... Kiepska sprawa...mam nadzieje ze jest oslabiony bo ostatnim razem gdy walczyclismy dostalam w kosc...

F : Zalatwmy to byle szybciej - jeszcze nie zdazylem sie opalic ^^". <wyciaga miecz, ale nie skupia w nim maksimum energii>

L : Wiec ta walka ma mnie tylko odciagnac od wojsk Mazoku....dobre i to ze chociaz nie planuje walczy na smierc i zycie...

<rozpoczynaja pojedynek posrod gorzejacej bitwy>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
raflik Płeć:Mężczyzna
Fenomen na jedną noc


Dołączył: 14 Lip 2002
Skąd: Z nicości swego akademickiego pokoju
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 11-05-2003, 21:02   

<Raflik i Regis zauwazyli dwie sylwetki rycerzy...>
Reg: O CHOL*** Final Wrocil<szykuje sie do zadania ciosu...>
R: Zesz w morde jerza... ale Stoj<powstrzymuje Regisa>
Reg: czemu... zdmuchne go i tyle....
R: wtedy to sie naprawde wqrzy a wtedy nasz zywot policzony.... lepiej zeby Luna sie nim zajela... w koncu jest na wakacjaczh wienc nie bendie wykorzystywal mocy...
Reg: ale.... przeciez przegramy....
R: So Fuck it...
Reg: -___-
R: slucaj... przegramy ale mozemy wynisczyc wienkszosc Mazoku...
Reg: jak????
R: wyczytalem gdzies ze moce dwoch mieczy mozna polonczyc i otrzymac potenzny czar.... Wycofaj Smoki i ulozcie na nowo bariele Oby mnie tu nie zauwazyl bo bendzie bardzo zle... oj bardzo ^^
Reg: dobra
<regis wykonuje jakis znak i wszytskie smoki wylatuja przez dziure po czym jest ona na nowo "zalatana"
R: no wienc... do dziela... AQUA
Reg: AER....
<podnieli miecze do gory i dotkneli czubkami... Nagle zielono niebieska aura otoczyla ich i zaczela rosnac...przybierala cos w rodzaju tornada....>
R&Reg: WATER TORNADO!!!!<wykrzykli i chwycili sie za rennce i zaczli sie krencic wokol wlasnej osi. i zaczeli sie porzuszac niczym tornado.... Niektore Mazoku ginely od tego ze wpadly w tornado i tam energia je znisczyla, niektore od tego ze znalezli sie w samym dnie i tam gileli z rank Aquy i Aer...>
<Final i Luna zobaczyli te dziwne zjawisko>
F: a to co??? jakas twoja sztuczka...
L: nie... to polonczenie mieczy Regisa i Raflika....
F: Raflik o.O oj ja sie z nim policze... niebendzie mnie wyciangal z wakacji I REGISA <Final omalo nie spadl> Jakto???
L: Regis jest wybranym miecza Aer...
F: no to moje uznanie.... tylko troche glupio ze wybili jusz polowe Mazoku...trzeba z tym szkoncyc :evil:
L: hola... oni niech ich sobie wykanczaja... ty mnie miales powstrzymac....
F: niedenerwuj mnie
L: przeciez jestes na wakacjach... idz se na plaze i sie dalej opalaj... my tu tylko zrobimy porzandek i...
F: NIC Z TEGO.... XSELLOS ZALATW TE TORNADKO A JA ZAJME SIE TA PANIA
X<z dolu> Tak jest.....
<xsellos staje na drodze tornada>
X: teraz sie zabawimy<otwiera oczy i stawia poziomo swa laske jakby chcial zablokowac.... Gdy tornado jest jusz blisko Xsellos doladowuje swoja Laske energia i siluje sie z Tornadem>
X: nie jest dobrze<zaczyna slabnac> Naprawde nie jest dobrze<jego laska zaczyna penkac>Jest zle<wykonczony przestal koncentrowac moc a jego laska jest w krytycznym stanie> JEst Bardzo zleeeeeeeee<i zostral porwany przez trombe....
F: nie no czy wszystko musze zalatwiac sam :evil: <Xselos potargany wylatuje w powietrze i uderza o bariere....
F: qrde wania<zlatuje nizej ale droge zagradza mu Luna>
L: hola...

_________________
Hollogram Summer - The Night of Wallachia

Fenomen na jedną noc
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 12-05-2003, 11:55   


Nad walczącymi znikąd pojawia sie rozwsiecznona na maksa Sae.
S: Co tu się u licha wyrabia?! Wojen się wam zachciewa?! I to kiedy ja mam wakacje!
L: Nie wtrącaj się Kruku. Takie rozkazy.
S: Mam w nosie wasze rozkazy! Chcecie do końca zaburzyć Równowagę? Najwyraźniej ostatnia wojna niczego was nie nauczyła! Głupcy!! <patrzy na na miecze Regisa i Rafla>. Myśleliście, że ujdzie wam na sucho coś takiego!? Teraz to sie wpakowalście w nie lada tarapaty :evil: Ale zanim z wami zacznę...Final, Xell, może sie nimi chwilę zająć?
F: Chyba tak.
Sae telekinetycznie wyrywa miecze z rąk Regisa i Rafla. Miecze lewitują przed nią.
S: Nie jesteście godni by posługiwać sie tym orężem. -znika.
R&Reg: Hej! Co sie u licha dzieje?!
F: Huh, chyba jej nadepnęliście na odcisk :twisted:

Sae pojawia sie, w zwykle opuszczonej, światyni Hellmastera. Kładzie, cały czas korzystając z telekinezy miecze przed sobą. Przysiada i wzywa moc Pani.
S<recytując>: Pani, ja sługa twój proszę o zapieczetowanie i ukrycie tego oręża by nikt bez wyraźnej mej woli użyć go nie mógł. -miecze okryły się aurą dziewczyny i zdawały się stawać coraz mniej materialne. Z tym, że ten, co nosi miano Aer...po prostu sie rozpadł. Drugi przemienił sie w obłok, który wniknął w ciało Kruka. Ta osunęła się, z jej ust pociekła krew.
S: Teraz przyjdzie mi wypełnić warunki umowy...<zlizuje krew a w oczach zapalają sie złote kręgi> Z rozkoszą się tym zajmę...

Pod barierą trwa dość nierówna walka po tym jak dziewczyna zwinęła święte miecze. Nagle przez barierę zaczynają spadać ciała martwych smoków. Nad wsypa ponownie pojawia się Sae, tym razem w bardzo bojowym nastawieniu.

L: Kruku, ostrzegam cię, to nie woja wojna, nie wtrącaj się.
S<chrapliwie>: Owszem, to jest moja wojna głupcy! Dałam słowo i musze go dotrzymać.
R: Jakie słowo?
F: Że jakbyście zaatakowali, to ona nam pomoże.
S: Nie sądziłam, że Smoki będą na tyle głupie...A teraz Regis, jaki był twój udział w tym?
Regis usmiecha sie ponuro....
S: Twój miecz nie był od kompletu. Bardzo mocno umagiczniony, ale nie święty.
L: Co?
Reg: Cóż....powiedzmy, że komuś bardzo zależało, żeby sprowokować cię do wojny Kruku, choćby nawet ofiary były wysokie. A teraz darujcie "przyjaciele"- zwraca się do Rafla i Luny, ale pora przejść do drugiego obozu.
R: :shock: Ty zdrajco!!! Zapłacisz mi za to!
S: Rafl, jeśli ktoś tu będzie za coś płacił to wy za zmuszenie mnie do walki!!
Dziewczyna gromadzi moc, Final przygotowuje się do walki, także Xell, który gdzieś się tam pozbierał, dołączył do nich.
F: Tanio skóry nie przedamy co Kruku?
S: Ja nie umiem przegrywać.

Luna i Rafl też szykują się do ataku, choć teraz ich polożenie jest raczej żałosne...


_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 12-05-2003, 16:26   

<Mysli zbierajac energie>

F : No, no...zdolala wyrwac im miecze z rak i rzezyc ten samobojczy czyn...niby nie byly one tego kalibru co np. Vitae, ale gdyby jakims cudem i powiadlo jej sie na mnie - byloby kiepsko. Po tym wszystkim czeka nas troche pracy nad soba Mort.

M : Mimo ze nie wierze iz udaloby jej sie zapieczentoiwac i mnie - nieco treningu nie zaszkodzi.


F : <do Sae> Nie wiem czy jestes tego swiadoma, ale mozesz miec male klopoty za ot tak zabranie miecza Rycerzowi :P, no w sumie to oni obydwaj nie byli jeszcze Rycerzami...ale tak czy siak wykonywali tylko swoje rozkazy.

S : A niby kto mi bedzie sprawial te "klopoty"?

F : Smiem przypuszczac ze Ceiphied :D. Ale o tym pozniej...<odwraca sie do Regisa> Ty trzymaj sie odemnie z daleka podczas tej walki...nie ufam zdrajcom, a juz z pewnoscia nie biseksualnym zdrajcom ^^".

Reg : <z glupawym usmieszkiem> Jak sobie zyczysz.

S : No to ja sie zajme dowodca... <spoglada na Lune>

F : Oooo nie ma tak dobrze. Ja mam obowiazek tu z nia walczyc, pozatym nie trzeba nam wiecej rozlewu krwi niz to konieczne.

S : To znaczy ze nie zamierzasz walczyc do smierci?

F : Zadecyduje kiedy juz bedzie bezbronna 8)

L : <pewna siebie> Pod warunkiem ze uda ci sie do tego doprowadzic...

S : A tak w ogole... <wskazuje na jego ubior> to lekko glupawo walczyc w krotkich spodenkach, zoltej koszuli z palmami i okularach przeciwslonecznych...

F : <patrzy po sobie> Cholera zapomnialem zmienic stroj ^^""" <wszystkie Mazoku i smoki bedace najblizej wpadaja w dziki smiech> CICHO BYC JELOPY!!! <zamilkly> Tak lepiej...

L : Dosc tej farsy. Stawaj! <teleportujac sie przy nim atakuje dlugim cieciem miecza>

F : <blokuje bez problemu> Zobaczymy czy cwiczylas choc troche oprocz robienia za kelnerke 8) <obydwoje znikaja, przenoszac pojedynek na poziom astralny>

S : <wzdycha> Dobra, my z Xellem wykonczymy reszte oddzialow smoczych. Ty Regis rob co chcesz, byles nie przeszkadzal nam...

Reg : Nikt mnie tu dzis nie docenia...

R : Nie zapominajcie o mnie! <szykuje niewielka kule energetyczna>

X : <otwiera oczy przygladajac mu sie szyderczo> Nie radze - bez miecza nie dalbys rady wiekszosci wysokiej rani Mazoku na tej wyspie, w tym mnie wliczajac. Pozatym od kiedy jestes taki lojalny wobec Shinzoku?

R : Zobaczymy czy nie dam! <zaklecie rosnie i przybiera na sile>

X : Niech bedzie...<z reki wystrzela wielki czarny stozek, ktory przeszywa ramie Rafla> Masz dosyc? <w dloni pojawia mu sie kolejny pocisk> Decyduj szybko...

R : ... <trzyma sie za rane>

Z : <pojawia sie przed nimi> Zostaw go Xellossie, moze byc jeszcze przydatny.

X : Jak sobie zyczysz pani <skiwa glowa w akcie respektu>

<przed grupa lewitowala sama Zellas Mettalium, w swojej monsturalnej postaci uskrzydlonego wilka>

Z : Rozumiem ze nasz Rycerz zajamuje sie wlasnie dowodca wojsk smokow? W takim razie proponuje wykonczyc to plugawe mieso armatnie, ktore smialo zaatakowac sama Bestiomistrzynie.

X : <usmiechajac sie krwawo> Tak jest pani. <znika wlaczajac sie do walki>

Z : Nasze ostatnie spotkanie, Kruku nie bylo zbyt przyjacielskie. Ale skoro jestesmy zmuszeni walczyc po tej samej stronie, proponuje odlozy na bok dawne urazy.

S : Myslalam o tym samym.

<bitwa nadal trwa, tymaczasem w astralu pojedynek dwoch przeciwstawnych elementow wlasnie dobiega konca>

F : <bedac w zwarciu silowym ostrzy, dookola niego tancuja czerwone blyskawice> Niezla jestes, jak zawsze.

L : <wkladajac jeszcze wiecej mocy w miecz, by odepchnac przeciwnika> Komplementy nie maja miejsca w walce!

F : Po prostu myslalem ze nalezy ci sie jakas pochwala zanim przegrasz :P <mowiac to odskakuje, uwalniajac swoje ostrze od jej, po czym silnym uderzeniem, wybija jej miecz z rak> Wiedzialem ze ta praca na pol etatu zle ci zrobi....nawet nie umniesz juz mocno trzymac wlasnego oreza :wink: . W kazdym razie zdaje sie ze ponownie przegrala pani. <podstawiajac jej czubek ostrza pod gardlo>

L : <bialawa aura wokol niej znika> Heh...wyglada na to ze chwila nieuwagi rzeczywiscie moze kosztowac zycie. <puszcza glowe> Umniem przyjac porazke, wiec wypelniaj swoje rozkazy i koncz te walke.

F : Zaskocze cie - nie mam zadnych rozkazow bo nadal jestem na urlopie, ktory to wlasnie przerwaliscie mi ta glupawa "wyprawa krzyzowa" ^^". A poniewa "oficjalnie" mnie tu nie ma ;), nie zamierzam nikogo zabijac.

L : <po chwili zamyslania> To juz rugi taki numer, Shabranigdo zasadzi sobie twoja glowe nad lozkiem.

F : Za co?! Przeciez ja jestem w Ralteague! :D Nie umniem zalatwic ludzi na odleglosc 8) . A teraz jesli mi wybaczysz zerkne jak sie ma bitwa a potem lece sobie poleniuchowac :D.

<chowa miecz, po czym wraca do swiata fizycznego by zobaczyc jak smoki obywaja>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Saerie Płeć:Kobieta


Dołączyła: 10 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 12-05-2003, 20:56   


Gdy Final wraca do "normalnego" wymiaru widzi jedno, wielkie pobojowisko i wściekle miotającą się Sae. Ta dopadła Rafla i właśnie zaczyna nad nim sie pastwić.
S: I co? Tego chcieliscie?!- wykręca mu głowę ukazując stosy poległych- O to wam chodziło?!
R: Przestań! Takie mieliśmy rozkazy!

Sae, oddychając wciąż chrapliwie puszcza młodego Rycerza. Powoli wraca do swojego normlanego wyglądu.
S: Regis, ty mi się będzieszmusiał długo później tłumaczyć..
Z: Tu nie ma nic do tłumaczenia. Xellos go zwerbował jakiś czas temu.
S<na Xella>: Chyba nawet wiem kiedy...A ty mnie przed nim ostrzegałeś, ty dwulicowa kanalio!- wydziera sie na Regisa.- Mam dość! Miałam wakacje, które zostały mi brutalnie przerwane! Nie życzę sobie żadnych wojen, bo obie strony na tym bardzo ucierpią :evil: A teraz żegnam państwa!
L: Oddaj miecz Kruku!
S: Co?
L: Oddaj miecz. Nie należy do ciebie.
S: Oddam kiedy uznam za stosowne. -znika.

Dziewczyna pojawia się w swoim pokoju, gdzie czekał na nią Kocurek. Nalała mu mleka, przebrała sie w cos lżejszego- pareo, krótka bluzka i ściągnęła ochraniacze z rąk. Sae w stroju jak najbradziej wakacyjnym wyszła z Kocurkiem na miasto. Zatrzymała sie przy kramie z bizuterią. Odeszła dopiero, gdy była obwieszona jak choinka. Cały czas oglądając swój ostatni zakup- wielki na pół palca pierścionek przypominający dwa złączone liście spostrzgła, że znowu ktos za nia łazi...Jeden skręt- obserwator dalej za nią, ponowna zmyła a ten dalej za nią. Zaczaiła sie na niego i wciągnęła w wąska uliczke przystawiając szpony do gardła.
S: Czego chcesz?
Groziła młodemu, ciężko wystrszaonemu chłopakowi.
T:Bogini! Litości!
S: Nie jestem żadna boginią i dlaczego za mna łazisz?!
T: Właśnie dlatego, że jesteś boginią! Jej ludzką inkarnacją!
S:...............................
T: Naprawdę! Ja należę do rodu twoich kapłanów...I właściwie to jestem twoim ostatnim wyznawcą....
S: Czyżbym straciła na popularności? Głupoty jakieś opowiadasz....
T: Ale to prawda! Mogę cię zabrać do twojej światyni jeśli zechcesz!
S:Mojej światyni?? :shock: -schowała szpony, chłopak na ten widok przelknął głośniej slinę- No to prowadź. Poza tym to jak masz na imię?
T: Tamie
S: Dobra Tamie, a jak ja mam na imię?
T: Wielka Bogini Mordu i Żądz
S:............................Że jak?! :evil:
T: Taki jest twój oficjalny ostatni tytuł, pani!
S: Ty chyba raczysz żartować.........
T: Nie! Zresztą sama zobaczysz w światyni....

Światynia okazała się grotą koło miasta. Zimne, ciemne i bardzo ponure miejsce rozświetlone tylko blaskiem pochodni.
S: To jest moja świątynia?
T: Tak pani. Przepraszam, że troche zaniedbana...
S<wzdycha>: Tamie, przestań tak do mnie mówić...Ja NIE jestem żadną boginią!
T: Ależ jesteś! Tu masz portert!
Sae spojrzała na rysunek naskalny. Najbardziej podobna rzecz to była obecność kota.
S: Tia...Kocurek jest tu tylko podobny, bo ten trójkąt na nóżkach to na pewno nie ja....Straszne mroczne o miejsce...Jaki rodzaj kultu miał tu miejsce?
T: Cóż, w tradycji składano tobie krwawe ofiary...Tak czytałem, bo sam jeszcze nie miałem okazji praktykować, ale jeśli sobie życzysz....
S:...................Darujmy sobie.....Poza tym na cholere mi krwawe ofiary? Kocurek za mały, żeby zlizywać krew.
T: Ko...Kocurek?
S: Yy no wiesz, to taki boski żart..Jakie są jeszcze inne reguły?
I tu Tamie zaczął wymieniac inne mrożące krew w żyłach zwyczaje.
S: Nic dziwnego, że nie mam wyznawców....Trzeba zmienić doktrynę! Łap za pióro zaraz zapiszesz nowe prawa a potem posprzątasz tu!
T: Tak jest!!
Dziewczyna zaczyna dyktować...

_________________
Miecz jest duszą samuraja, jeżeli kto o nim zapomni lub go utraci, nie będzie mu to wybaczone.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
final-kun


Dołączył: 08 Lip 2002
Skąd: Na zywo z gor Kataart ^^
Status: offline
PostWysłany: 13-05-2003, 20:12   

<nadal przygladajac sie zgliszczom>

F : No, no...wyglada na to ze beidziesz miala troche do posprzatania, Bestiomistrzyni...

Z : To nie problem, denerwuje mnie za to fakt ze ZNOWU bede musiala tworzyc nowych sluzacych bo armia jest w godnym pozalowania stanie.

X : Uporamy sie szybko...pytanie - co zrobimy z NIM? <wskazuje na zalamanego Rafla>

Z : Hmmmm....mialam pewien pomysl co do tego czlowieka.

F : Obawiam sie ze bedziesz musiala sobie go odpuscic :P. On idzie ze mna.

Z : Od kiedy to bierzesz jencow wojennych? Mialam w planie przemienienie go w jednego z moich podwladnych bo spory potencjal w nim drzemie. Chyba nie myslisz o tym samym?

F : Kto wie, kto wie...to moja sprawa co z nim zrobie, a jak pamietasz zasady wojny prowadzonej po naszemu - Rycerz ma pierwszenstwo w podziale dobr.

R : <pod nosem> Czuje sie jak jakis lup...

F : I slusznie. <podchodzi do niego i okrywa obydwu czerwonym pentagramem> Do zobaczenia, dostojna Bestiomistrzyni i tobie tez Xellossie <niewielki uklon, po czym znika zabierajac Rafla ze soba>

<pojawiaja sie w Ralteague, na plazy>

R : <nadal zalamany utrata miecza> To co, zamierzasz ze mnie zrobic Mazoku - slugusa?

F : Nie ukrywam ze jest to w mojej mocy, ale po prostu nie lezy w mojej naturze taki czyn. Pozatym nie trzeba mi podwladnych, najlepiej radze sobie sam. To oznacza ze jestes wolny - uznaj to jako odplate za pomoc w poprzednich sytuacjach. Ostrzegam jednak przed ponowymi takimi "skokami na gleboka wode". Rasa Mazoku to nie byle obwiesie z ktorymi mozna bezkarnie zadzierac, tym razem ci sie upieklo, ale po raz kolejny - bardzo to watpliwe, szczegolnie bez Aqua.

R : Tiaa...<spuszcza glowe> Nie sadzilem ze ten miecz stanie mi sie tak bliski. Jakim prawem Sae mi go zabrala?

F : Prawde mowiac nie miala prawa zabrac ci go powolujac sie na akt niegodnosci - moze to zrobic tylko zwierzchnik, a ty jeszcze owego zwerzchnika nie miales. Ale znasz Sae - dziala chaotycznie i byle wystarczajaco dobra by ci go odebrac - a prawo silniejszego jest zwykle sluszne.

R : Ale ja nie zrobilem nic co mogloby mnie oczernic! Tylko wykonywalem rozkazy.

F : Za bardzo wczules sie w role. Jeszcze nie podlegasz Dzierzycielowi Wody, a dzialales jakbys byl jego Rycerzem...byc moze to twoje przeznaczenie, ale w takim wypadku powinienes ubiegac sie o ten tytul u samego Ragradii. Choc do tego potrzebny ci miecz. Radzilbym pogadac z Sae i sprobowac ja naklonic do zwrocenia oreza. Tylko nie rob czegos tak glupiego jak atak na nia - przegralbys z kretesem, pozatym to nic by nie dalo.

R : Heh...pomysle i zadecyduje. Bywaj. <odmawia szybkie zaklecie teleportu i znika>

...........................................

<Minelo kilka godzin i w malej wiosce u wybrzeza Ralteague zapadl zmierzch. Mieszkancy pograzeni byli w snie, ale ci spiacy nieco czujniej byli w stanie uslyszec odglos ciezkich stup maszerujacych powoli po ziemii. Gdyby przyjrzec sie blizej, dostrzegloby sie jakas sylwetke w ciemnosciach, wielkiego czlowieka, odzianego w czarna zbroje, idacego w kierunku lasku nieopodal. Byl to nie kto inny jak tajemniczy "Kosiarz" - Dnarc. Idac przez bagniste podloze ploszyl wszystkie zwierzeta w lesie, a tupot jego odzianych w zbroje stop rozprzestrzenial sie pomiedzy drzewami.>

D : <zatrzymal sie na chwile i rozejrzal dookola, jego rubinowe slepia blyszczaly w mroku. Po chwili ruszyl dalej, caly czas uwaznie rozgladajac sie dookola - jakby czegos szukal. Nagle uslyszal glos nad soba>

F : <siedzac na wysokiej galezi jednego z drzew.> Nie mylilem sie - pewnie poszedlbys za mna nawet na koniec swiata. No wiec "zwierzyna" sie ujawnila, co teraz zamierzasz? :P

D : <z bojowym rykiem rzucil sie naprzod i wielka siekiera scial drzewo. Jego przeciwnik zdarzyl teleportowac sie w bezpieczne miejsce> Z ochota popatrze jak zdychasz w kaluzy wlasnej krwi, chloptasiu! <juz zamierzal sie na niego rzucic, gdy dostrzegl ze drzewo ktore wlasnie scial mialo przywiazany do siebie lancuch...a prowadzil on do innych drzew wokolo, ktore zdawaly sie byc mocno podciete i niestabilne.> To jakies zarty...<gdy tylko pniak upadl na ziemie, pociagnal za soba dziesiatki innych, ktore to zwalily sie z rumorem na zapuszkowanego olbrzyma>

F : <spogladajac na pobojowisko> Wyglada na to ze jeszcze umniem robic dokladne wyliczenia :D. <nagle wszystkie pniaki pofrunely w powietrze, a spod nich wylazl jeszcze bardziej wkurzony Dnarc> Hmmm...nie myslalem ze ma az taka krzepe.

D : Arrrrrrrr!!!! <z impetem dobiega do przeciwnika i zaczyna wymachiwac siekiera>

F : Uf... <unik w prawo> hia! <ukucniecie> Za wolny jestes kolego! <podskok, by uniknac ostrza>

D : Huh! <z zadyszka> STOJ W MIEJSCU!! <caly czas wymachujac>

F : <teleport by zyskac dystansu> Hehe podgrzeje ci atmosfere! <przykucniecie na kolano i odmowa inkatnacji> "Ziemio podemna, usluchaj wezwania i badz mi moca, Vlave Howl!!" <w gruncie pojawia sie wielka dziura, z ktorej tryska strumien lawy prosto na Dnarca, pokrywajac go calkowicie i zasychajac> To by chyba bylo na tyle...

<jednak skamieniala przed chwila powierzchnia zaczela pekac, a wokol niej pojawila sie duza, czarno-czerowna aura>

F : Co do cholery?! Ja znam te moc! <w tej chwili skala rozpadla sie na kawalki i ukazala sie postac oidzianego w zbroje olbrzyma>

D : Nie zniszczysz mnie! Jestem najpotezniejszym Elementem!

F : <z posepna mina> Taaak...teraz juz wiem CZYM ty jestes. Ale jak to mozliwe? Ten Lord od dawna nie zyje!

D : <metaliczny smiech> Hahaha, nie zyl, ale bedac po czesci czlowiekiem - jego dusza powedrowala do piekla, skad byl w stanie sie wyrwac. Teraz Elementy jego mocy rozpoczely wyscig o pozyskanie energii reszty swoich braci, a takze pokonanie i zwaladniecie jego dusza.

F : I ten kto tego dokona bedzie nowym Smokiem Chaosu?

D : Dokladnie...ciebie chcemy wyeliminowac bo sprawiasz zagrozenie. Ale dzis pozbawiles mnie duzej czesci mocy...zalatwimy to kiedy indziej <okrywa go czarna zaslona, a gdy znika, Dnarca juz tam nie bylo>

F : Bede czekal glupcze...nie jestes dla mnie godnym przeciwnikiem...gorzej ze teraz gdzies po ziemi chodzi ten bydlak w pomaranczowym prochowcu. Trzeba go jak najszybciej zlikwidowac....no i juz po moich wakacjach ^^" <znika, zostawiajac zdemolowany las jedynie bezkresnej nocy...>

_________________
Kitto Dokoka ni "Kotae" Aru,
Umaretekita Kotae ga,
Hito wa Minna Sore o Motome,
Yarusenai Nogasenai
Yume ni Mukau no.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 25 z 30 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 24, 25, 26 ... 28, 29, 30  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group