FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Gekihen - Multiświat 2.0
Wersja do druku
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 02-01-2009, 14:45   

Podczas gdy panowie opracowywali plan o roboczym tytule "Jak doprowadzić strażników więziennych do załamania nerwowego w godzinę", dziewczyny prowadzone były przez dwie umundurowane panie wąskimi, oświetlonymi paskudnie zimnym światłem świetlówek, korytarzami więzienia. Ich wzrok prześlizgiwał się po lokatorach kolejnych mijanych cel - ludzie jak ludzie, choć nieco zaskakujący wydał się Serice nieco za niski procent typowego, wytatuowanego elementu na sterydach. Jakieś przeintelektualizowane to więzienie... Więźniowie odprowadzali je wzrokiem z umiarkowanym zainteresowaniem, najwyraźniej po zaklasyfikowaniu do kategorii "nieznajome" nowe towarzyszki nie budziły w nich żadnych wyjątkowych emocji.

Jedno nie ulegało wątpliwości: Maieczkowy numer z "Hej, przystojniaku!" raczej nie miał szans powodzenia. No chyba, że panie w mundurach były tej mniej popularnej orientacji, ale na to raczej nie należało liczyć. Trudno, jeśli nie tak...

- Dobra, dosyć tego, Skoro już jesteśmy same, żądamy informacji, na podstawie czyjego rozkazuy zostałyśmy zatrzymane przez prawdziwe siły porządkowe i natychmiastowego kontaktu z przełożonym obywatelek - oznajmiła Serika, zaskakująco jak na nią stanowczo.
- Milczeć! - warknęła wyższa ze strażniczek, sięgając po broń. Serika omiotła ją teatralnie pogardliwym spojrzeniem i kontynuowała dokładnie tym samym tonem. "To ja tu rządzę, koleżanko".
- Radziłabym pani odpowiedzieć, obywatelko, ZANIM wyciągnięte zostaną wobec pań konsekwencje. Oczywiście zdaje sobie pani sprawę, że zakłócanie ściśle tajnego rządowego przedsięwzięcia może nie spodobać się... pewnym osobom.
Strażniczki były twarde. Przynajmniej jak na standardy przemysłu rozrywkowego serwującego papkę, w której strażnicy więzienni posiadali jakąś połówkę mózgu. Albo mniej niż połówkę... W każdym razie nie spanikowały i nie zasalutowały grzecznie, gotowe wypełnić każdy rozkaz, jaki Serice przyjdzie do głowy, co nie zmienia faktu, że wyglądały na nieco zbite z tropu.
- Jakiego niby przedsięwzięcia? - jedna ze strażniczek skrzywiła się w ironicznym uśmiechu.
- Zgodnie z założeniami projektu numer 6529, obejmującego skonstruowanie inteligentnej, żywej broni oraz doprowadzenie do wniknięcia jej w struktury wewnętrzne partyzantów, miałyśmy odegrać role sprzymierzeńców rebeliantów i pozwolić im się zaprowadzić do ich siedziby.
- Nigdy nie słyszałam o żadnym tajnym projekcie dotyczącym żywych broni.
- Ależ OCZYWIŚCIE, że pani nie słyszała! Gdyby pani usłyszała, oznaczałoby to istnienie takich przecieków, że połowa dowództwa poszłaby spotkać się ze swoim... przeznaczeniem. Nie chce mi się natomiast wierzyć, że nie poinformowano stacjonujących w mieście jednostek, że mają obowiązek trzymać się od dzisiejszej akcji rebeliantów z daleka!
- A nie wspomniałyście o tym wszystkim wcześniej, bo?... - strażniczki nadal używały mózgu. Niech je cholera. Gdzie jest przycisk ON/OFF?!
- Ponieważ wszystko szło zgodnie z planem, oczywiście - Mai przewróciła oczami. - Zgodnie z dostarczonymi nam informacjami partyzanci mieli przywdziać na akcję mundury. Uważam za całkowicie karygodne, KA-RY-GO-DNE, powtarzam!, że informacje docierają do jednostek niższego stopnia z takim opóźnieniem, że nasi właśni żołnierze ośmielili się podszywać dzisiaj pod naszych wspólnych wrogów!
- Ale... - o, czyżby zaczynały się łamać? Oskarżenie było do tego stopnia absurdalne, że chyba żaden rozsądny rebeliant by czegoś takiego nie wymyślił.
- Żadnego ALE! Akcja została zakłócona i wyciągniemy wobec winnych wszelkie możliwe konsekwencje! Kto to w ogóle słyszał, dajemy się uprowadzić domniemanemu dowództwu rebelii i gdzie lądujemy? Gdzie, powtarzam? W ZWYKŁYM więzieniu.
- O tempora, o mores!, co za partacze... - poparła koleżankę Serika, znacząco oglądając wciąż wysunięte kocie pazury.
- My... Skontaktujemy się natychmiast z przełożonymi. - oznajmiła jedna ze strażniczek tonem typowym dla dobrze wytresowanego służbisty. Niestety, jak na dobrze wytresowanego służbistę przystało, nadal trzymała broń wymierzoną w więźniów.
- Oczywiście zdają sobie panie sprawę, że chodzi nam o NAJWYŻSZE dowództwo. I tak wystarczająco dużo przypadkowych osób wie zdecydowanie za dużo...
- Cóż... Mamy nadzieję, że nasze szefostwo zrobi dla pań wyjątek i uwierzy, że potrafią panie trzymać języki zębami, bo w przeciwnym razie...
- Aaaależ oczywiście, że panie potrafią, wykazują się póki co PRAWIE profesjonalizmem...
- ...i z pewnością zostanie to wzięte pod uwagę. - dziewczyny zaczynały się dobrze bawić, podczas gdy strażniczkom mina rzedła wręcz w postępie geometrycznym. W tej chwili wyglądały, jakby ktoś nakarmił je kilogramem cytryn i kazał zapić posiłek octem.
- Mam nadzieję, że zdają sobie panie sprawę, że to zajmie trochę czasu. Procedury nie pozwalają nam na umożliwienie paniom swobodnego poruszania się do czasu wyjaśnienia całego zajścia, ale oczywiście postaramy się w tym czasie zapewnić paniom wszelkie wygody.

Parę minut później dziewczyny zostały zostawione w przytulnym pomieszczeniu, które z całą pewnością było w normalnych warunkach czyimś gabinetem. Warto dodać, że zamkniętym na cztery spusty i zaopatrzonym w solidne kraty w oknach.
- No dobra... - wyszczerzyła się radośnie Serika. - Zanim koleżanki strażniczki dotrą do kogo trzeba, a że siły porządkowe pewnie nadal w terenie, to zapewne nikt nie będzie chciał z nimi rozmawiać, to może poprzeglądamy sobie trochę ciekawych papierków?
- A co potem?
- No jak to co? Przecież nadal umiem się teleportować i życzę im szczęścia, niech nas łapią - roześmiała się. - Co my tu mamy...

_________________
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 05-01-2009, 19:34   

- Dlaczego nic nie może iść zgodnie z planem? - Pomyślał (nie po raz pierwszy) Aden. Rankiem nic nie zapowiadało problemów - wczorajszy atak na obóz WiRu i odbicie Salisa udały się nadspodziewanie dobrze, nic nie wskazywało też by spotkanie miało napotkać na jakieś problemy. Owszem, w mieście patrole milicji zostały wzmocnione przez oddziałki Sił Bezpieczeństwa Publicznego, ale nie stanowiły one specjalnego zagrożenia, o ile pamiętało się o niewyróżnianiu z tłumu i posiadało czyste dokumenty (umieszczenie wtyki w Departamencie Danych Osobowych było niewątpliwie jednym z najistotniejszych osiągnięć grupy Adena w ostatniej dekadzie). Samo spotkanie zaczęło się niewinnie. Aden pogratulował Elli, uściskał brata i właśnie zapoznawał się z przywiezioną przez nich nieznajomą dziewczyną, gdy zaczęło się to całe zamieszanie pod Pomnikiem Odnowiciela.
Potem, niestety, było już coraz gorzej. Oczywiście najmłodsi z obecnych, wbrew wyraźnym rozkazom, wzięli ze sobą petardy i świece dymne. Oczywiście, któregoś z nich poniosło (nawet nie wiadomo którego, bo żaden nie chce się przyznać - nie, żeby to miało teraz jakieś znaczenie). W chaosie jaki potem wybuchł, podgryzany przez latające kulki z zębami i poganiany przez kucyki (różowe i puchate) Aden zbyt późno zauważył, że "transportem" który polecił zorganizować okazał się najbardziej wyróżniający się w okolicy pojazd - pancerka SBP (na obronę jego podkomendnych przemawiał fakt, że prawdopodobnie był to jedyny pojazd w okolicy zdolny pomieścić ich wszystkich). Przelot przez połowę miasta bez zwracania na siebie uwagi udał im się chyba tylko dzięki temu, że większość oddziałów specjalnych nie zdążyła jeszcze powrócić po wczorajszym alarmie, a poziom (nie)kompetencji lokalnych sił milicyjnych już od dawna był wychwalany na wszelkie możliwe sposoby w niekiedy bardzo niewybrednych dowcipach.

Teraz cała komórka siedziała w jedynym w miarę bezpiecznym i wystarczająco pojemnym punkcie jakim dysponowali w mieście - umieszczonym na obrzeżach warsztacie samochodowym połączonym ze złomowiskiem. Pojazd SBP został już zamaskowany, co równało się przykryciu go brudną plandeką, wyłączeniu transpondera i zostawieniu jednej osoby na nasłuchu na wewnętrznych częstotliwościach bezpieki (minie trochę czasu zanim się zorientują i roześlą nowe chipy kodowe). Reszta towarzystwa została zamknięta w jednym z hangarów i zastanawiała się, co robić dalej. Część rebeliantów byłą nadal podekscytowana akcją, i mówiła coś o zadeptaniu sił rządowych pod hordami różowych kucyków, przybysze wydawali się niczym nie przejmować, jednak Aden patrzył na przyszłość bardziej ponuro.
- Kilkanaście lat przekonywania Rządu, że przenieśliśmy swoją działalność i siedziby na prowicję, i teraz to! - głośno narzekał - poza tym nie wiemy, co tej bandzie wariatów do łba strzeli następnym razem! Powinniśmy ich gdzieś zostawić zanim nas zdekonspirują do reszty!
Faktycznie, przybysze nie wyglądali, ani tym bardziej nie zachowywali się normalnie. Kilka nastolatek (z których przynajmniej dwie nosiły widoczne objawy zaawansowanych modyfikacji genetycznych) biegało beztrosko wokół, zadając masy pytań na różne tematy. Niestarannie ubrany młodzieniec z jakąś dzidą (skąd oni te antyczne bronie wzięli, z jakiegoś muzeum?) w skupieniu wpatrywał się w swoje ręce, z których co chwila wypuszczał kolejnego tęczowego motylka. Brodaty karzeł siedział w kącie, wpatrywał się ponuro w przestrzeń i warczał na każdą osobę która do niego się zbliżała. Drobna blondyneczka w okularach na zmianę mamrotała coś o kucykach, oraz wypytywała się o drogę do najbliższego ciuchlandu (tak jakby myślała, że wpuszczą ją do jakiegoś ze sklepów rządowych). Ta nowa dziewczyna przywieziona z WiRu wydawała się najspokojniejsza, ale wyraźnie kompletna amnezja którą podobno posiadała nie przeszkodziła jej rozpoznać kilku osób spośród przybyszów. Na dodatek żadne z nich nie było w jakiś wyraźniejszy sposób zaniepokojone nieobecnością czwórki ich przyjaciół, nawet po odebraniu komunikatu z sieci SBP o ich pojmaniu (Nie dramatyzujmy, poradzą sobie. Byleby się tylko nie zgubili).
- Nie jest przecież tak źle - próbował przekonywać go Salis - Udało nam się zdobyć jeden z cięższych i dobrze uzbrojonych pojazdów bojowych SBP, a sam wiesz, że nie jest to proste. Pilnują ich znacznie staranniej niż jednostek transportowych i zwiadowczych. Kody z pojazdu dały nam wejście do sieci Bezpieki, a informacje jakie z niej uzyskamy zanim nas odetną bardzo nam pomogą. Będziemy musieli oczywiście trochę ograniczyć działalność w mieście, ale za jakiś czas im przejdzie, i wszystko wróci do normy.
- Poza tym pomyśl o naszych nowych "nabytkach" - dodała Ella - o tym jak wyglądają, i co zaprezentowali. Jak myślisz, skąd mogli się wziąć? Nic ci nie przychodzi do głowy?
- Tajne rządowe laboratoria? TE tajne laboratoria? Przecież to mit! - Aden próbował słabo protestować. Słabo, bo istniały jednak pewne przesłanki że idea tajnych ośrodków, gdzie przeprowadza się eksperymenty i wynajduje technologie daleko przekraczające te aktualnie dostępne jest czymś więcej niż wymysłem wybujałej fantazji. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat można było zauważyć przynajmniej kilka sytuacji, gdy do użycia wchodziły pojedyncze urządzenia oparte o technologie które jeszcze miesiące wcześniej wydawały się być poza zasięgiem naukowców. Zawsze oczywiście do odkrycia przyznawała się jakaś placówka rządowa, ale z każdym kolejnym przypadkiem pojawiało się coraz więcej wątpliwości. Oczywiście, nikomu nie udało się sensownie wyjaśnić skąd te zaawansowane technologie miałyby się brać - najbardziej prawdopodobna teoria mówiła, że doszło do pojedynczego, rewolucyjnego odkrycia, prawdziwego błysku geniuszu, otwierającego zupełnie nowe ścieżki badań, które Rząd w porę wypatrzył i schował pod sukno, a potem eksploatował w tajemnicy (oczywiście w tajnych instytutach badawczych, w których prawdziwi naukowcy, w świetnie wyposażonych laboratoriach, z dostępem do nieograniczonych funduszy mogli rozwijać horyzonty nauki daleko poza możliwościami ich miernych kolegów którzy na dostanie się do Projektu nie zasłużyli) by uzyskać jeszcze większą kontrolę nad ciemnymi masami. Na drugim końcu spektrum były pomysły o Zaginionych Technologiach sprzed okresu Wielkiej Wojny (nieważne, że toczona była jeszcze w czasach gdy w powszechnym użyciu były silniki spalinowe, a o energii atomowej nikt nawet nie śnił), czy (zupełnie już wariackie) o Obcej Cywilizacji, która zdecydowała się obdarzyć Vindarian swoją wiedzą (i której istnienie Rząd oczywiście utrzymuje w tajemnicy). Nie trzeba chyba tłumaczyć, że tego ostatniego pomysłu nikt tak na prawdę nie traktował poważnie (no, może poza kilkoma szaleńcami).

- Jeśli faktycznie urwali się z jednego z takich oficjalnie nieistniejących obiektów (a to co pokazali dotychczas wydaje się na to wskazywać), to mogą być dla nas prawdziwie bezcenni.
- Masz rację - niechętnie odpowiedział. Aden, jako osoba racjonalna, nigdy nie był zwolennikiem teorii spiskowych (przynajmniej tych zbyt daleko posuniętych - bo w to, że Rząd ukrywa masę rzeczy przed obywatelami, jako porządny rebeliant nigdy nie wątpił) i to, że jedna z nich mogła okazać się prawdziwa budziło jego niepokój. Wrodzony sceptycyzm kazał mu jednak dodać - Z drugiej strony trudno mi ich sobie wyobrazić jako wyhodowaną groźną broń biologiczną czy obiekty badań które właśnie uciekły ze stołu laboratoryjnego. Znacznie bardziej przypominają mi bandę rozwydrzonych, małych dzieci.
No tak, to właśnie był problem, który dręczył go najbardziej. Spokojny i opanowany komendant rebeliantów, który walce z systemem poświęcił większą część swojego życia, najzwyczajniej w świecie nie lubił dzieci, a już szczególnie nie znosił się nimi opiekować - a tu miał niepokojące wrażenie, że z tymi przyjdzie mu się użerać jeszcze przez jakiś czas.

Biorąc pod uwagę wszystkie zgryzoty jakie skupiły mu się na głowie, wyjątkowo dobrze się złożyło, że nie miał okazji zobaczyć, co w tym czasie działo się w centrum miasta.

Duży tęczowy motylek wyleciał przez okno hangaru, i wzniósł się w stronę słońca. Zatrzepał skrzydełkami, i dwa motylki poleciały w stronę najbliższego wieżowca. Gdy do niego dotarły, wszystkie cztery na chwilę zwolniły, po czym siedem poleciało by dołączyć do hord swoich towarzyszy widocznych w oddali. Jeden pozostał i usiadł na ścianie, w którą po chwili się wtopił. W jego miejscu pojawił się świecący, tęczowy napis "Precz z tyranią!".

Siły porządkowe ogarnął dawno niewidziany zamęt. Na terenie miasta, zupełnie znienacka, pojawiły się tysiące napisów, w większości wywrotowych - choć były też wśród nich bardziej tajemnicze, głoszące np. "Lenin Wiecznie Żywy", albo zapisane zupełnie niezrozumiałym szyfrem (który każdy drow odczytałby jako koordynaty do teleportacji - niestety, milicja nie dysponowała ani jednym specjalistą od tego języka). Na początku nie wywołało to specjalnego zaniepokojenia (nawet po zauważeniu, że napisów przyrasta w tempie lawinowym) - ot, wysłano oddziały służb oczyszczania miasta z odpowiednim sprzętem. Dopiero, gdy zaczęły przychodzić pierwsze raporty zaczęła się panika. Napisy, jak raportowali ludzie z terenu, nie chciały być usuwane. W sporej części przypadków zmywanie ich zajmowało zdecydowanie za dużo czasu, a na dodatek kończyło się pomalowaniem zmywających i ich sprzętu na jaskrawe, agresywne kolory. W reszcie miejsc efekty były o wiele gorsze. Do centrali docierały meldunki o napisach uciekających po ścianach przed zmywającymi, powracających kilka chwil po usunięciu, przebijających się na wierzch nawet po zamalowaniu czy zakryciu, o ludziach którzy pod wpływem kontaktu z Tęczową Grozą zdradzali efekty podobne jak pod wpływem silnych środków halucynogennych, i o takich, którzy przestali się zgłaszać, bo każda próba wypowiedzenia czegoś powodowała ulatywanie z ust grup tęczowych baniek (które później podobno zamieniały się w motylki).
Sytuacja była poważna, i do walki z nowym niebezpieczeństwem rzucono wszelkie możliwe siły. W centrali nie nadążano z odbieraniem połączeń. W tej sytuacji bardzo pilna prośba o kontakt w sprawie równie istotnego projektu 6529 (zaksięgowanego jako "dostawa papieru toaletowego do szpitala Departamentu Cenzury") została odłożona do rozpatrzenia w czasie bliżej nieokreślonym.

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 07-01-2009, 01:16   

Z rozmyślań nad swoim ciężkim losem (oraz skuteczną metodą wybicia co niektórym z głów inwazji na Siły Bezpieczeństwa Publicznego z użyciem różowych kucyków, które - był gotów się założyć - rozpłyną się w powietrzu w chwili, gdy się obudzą z tego porąbanego snu) wyrwał Adena dźwięk komunikatora.
- Alis? Czyś ty zwariowała?! Kontaktować się ze mną teraz, kiedy jesteś...
- Nie przerywaj i słuchaj! Jest z wami grupka dziwnych osób, na oko zmodyfikowanych genetycznie?...
- No przechwyciliśmy, sympatyczne dzieciaki, tylko strasznie...
Tego, co usłyszał po drugiej stronie słuchawki, wolałby nie cytować. Było bardzo, ale to bardzo niecenzuralne. Nie wpadłby na to, że ze znanych mu skądinąd słów można sklecić *coś takiego*, a już tym bardziej nie podejrzewałby Alis o tego typu zdolności lingwistyczne. Ale to, co usłyszał później...

***

Komunikator cicho piknął na znak, że rozmowa została zakończona. Alis westchnęła ciężko i oparła się plecami o ścianę. Wciąż była blada jak ściana, a w jej brzuchu szalało stado wrednych motylków, ani chybi urządzających tam sobie skoki na trampolinie.
- No to wpadli - zakomunikowała beznamiętnym głosem koleżance. W sumie zupełnie niepotrzebnie, przecież tamta słyszała rozmowę, ale czuła, że musi z siebie coś wydusić, chociaż kilka bezsensownych słów.
- Aden i jego ludzie nie są głupi, poradzą sobie, jak już wiedzą, co jest grane - pocieszyła ją tamta, ale jakoś bez specjalnego przekonania.
Alis przysiadła na ziemi pod ścianą i ukryła twarz w dłoniach.
- Przecież my nawet nie wiemy, co oni potrafią! - wybuchnęła. - A rządowi nie wysyłaliby nam nic słabszego niż ostatnio, ta cholerna podstawiona przesyłka zmasakrowała wtedy kilkanaście osób, a teraz tamci siedzą w bazie, mają dostęp do wszystkich kontaktów do naszych wtyk, nawet jeśli nasi wytrzymają te umówione 24 godziny bez sypania, żeby reszta się zdążyła przenieść i zamaskować, to i tak resztę znajdą po papierach i w ogóle, i...
- Daj. Spokój. - powiedziała cicho, ale stanowczo druga podstawiona strażniczka. - Nie pomożesz im siedząc i panikując, a jeszcze nam ściągniesz kogoś na głowę.
- Tu nie ma podsłuchu. Sprawdzałam.
- Wczoraj.
- Dobra... Wdech, wydech, jestem spokojna... To teraz trzeba się w tym pieprzniku skontaktować z generałem w sprawie tej jego zagubionej Wunderwaffe? - nadal serce waliło jej jak oszalałe, ale Natasza miała rację. Jak zwykle. Najwyższy czas brać się za robotę, zamiast siedzieć i panikować.
- Ja w międzyczasie próbowałam się dodzwonić do biura... Wszystko zajęte. Kontaktowałam się z Kayem, mówił, że mają straszny kocioł na mieście i nikt nic nie rozumie, ale za to wszystko co się dało postawili w stan najwyższej gotowości. W terenie. Ja NIE WIEM, jak mamy się skontaktować z tak zwaną górą w takich warunkach, to zajmie wieki.
Natka czegoś nie wie. Cudownie, przerąbane do kwadratu.
- Napisz raport, wyślij i licz na cud?
- Nie przejdzie, chyba po prostu musimy się ruszyć i iść załatwiać osobiście. I fakt, zajmie wieki. Oraz będzie kosztować fortunę.
- A co z tymi dwiema? I tymi dwoma facetami, nie wiem, czy od nich, jakoś się łatwo dali ogłuszyć i...
- Może nie od nich? One ewidentnie nie chciały przy nich rozmawiać.
- Albo miały jakiś powód, żeby ich tam zostawić? Nie wiem, żeby nas obserwowali, czy coś?
- Chyba prawdopodobne...
- Może pójdziemy i zapytamy? Zwłaszcza, że pewnie nie będą specjalnie zachwycone, jak je tam zostawimy zamknięte do jutra.
- Fakt. Cudownie. Zamawiam kelnera i pokojówkę dla dwóch sztuk broni biologicznej, od zaraz, płatne z góry.

***

Tymczasem Serika i Mai, zupełnie nieświadome przepływu informacji tu i ówdzie, dzielnie przegrzebywały się przez kolejny opasły segregator.
- I znowu rachunki - westchnęła zawiedziona Mai.
- Tu są chyba same rachunki. A już miałam nadzieję, że znajdziemy coś fajnego!
- Naprawdę sądzisz, że zamknęliby nas w składzie hipertajnych rządowych dokumentów? Te strażniczki mimo wszystko nie wyglądały na kompletne idiotki.
- Nie sądzę, po prostu byłam ciekawa! No i miałam nadzieję, że sprawimy rebeliantom prezent powitalny.
- Prezent powitalny, prezent powitalny... Ty wiesz, że one tu zaraz wejdą, zobaczą ten śliczny stos papierków i dopiero wtedy się zrobi niefajnie?!
- No to...
Zamek w drzwiach zachrobotał.
- No to może im udowodnimy, że naprawdę jesteśmy niebezpieczne i należy traktować nas z szacunkiem? - uśmiechnęła się zawadiacko Serika i chwyciła koleżankę za rękę, po czym wyteleportowała się wraz z Maieczką z pomieszczenia na dach więzienia.
- Idę poćwiczyć precyzyjną teleportację. Czekaj, zaraz wracam!

***

Drzwi otworzyły się i Alis omiotła wzrokiem pomieszczenie. Przeklęła w duchu, a jednocześnie jakaś cichutka myśl zaprotestowała oburzona takim słownictwem. Za dużo stresów, zdecydowanie za dużo stresów... Zwłaszcza dzisiaj.
Segregatory, do tej pory równiutko poukładane na półkach, leżały porozrzucane po całym gabinecie. Niektóre były otwarte, kilka luźnych kartek walało się na biurku. Jedna najwyraźniej sfrunęła na duży, obrotowy fotel i tam pozostała. W tym całym bałaganie brakowało tylko jednego elementu - sprawczyń całego zamieszania.
- Co jest, do...
Wyczuła jakieś poruszenie tuż za sobą. Odwróciła się gwałtownie, równocześnie czując ostre szarpnięcie za pas, do którego przytroczona była jej służbowa broń. Przez ułamek sekundy mignęła jej rudawo-blond czupryna... Ale nie, przecież tu nikogo nie było! Jej ręka odruchowo sięgnęła po pistolet obezwładniający, ale dłoń, zamiast zacisnąć się na znajomej kolbie, chwyciła powietrze. Kolejne przekleństwo uwięzło jej w gardle. Instynkt i przeszkolenie podpowiadały, a właściwie wrzeszczały na nią i powiewały transparentami, żeby natychmiast, ale to natychmiast wycofała się w kierunku ściany (najlepiej takiej, która zawierała drzwi). Zdążyła zrobić cały jeden krok, zanim coś ciężkiego i twardego uderzyło ją w głowę z taką siłą, że przez chwilę przed oczami tańczyły jej motylki - tym razem czarne. Gdy wreszcie jakakolwiek racjonalna myśl zdążyła się przebić przez natłok emocji, brzmiała ona mniej-więcej, "ktoś mnie właśnie powalił na ziemię i skuł moimi własnymi kajdankami!". Tylko jakoś tak w formie bardziej skompresowanej. Tak czy inaczej, nie brzmiało to bynajmniej pocieszająco.
Ciężar przygniatający ją do ziemi nagle zniknął, jakby nigdy nie istniał. Tylko obecność kajdanek pętających jej wykręcone do tyłu ręce dowodziła, że niewątpliwie ktoś (lub coś) był tu przed chwilą i działał. Kątem oka dostrzegła jakiś ruch nad sobą. No tak... Obydwie domniemane bronie biologiczne przyglądały się jej. Ta ruda z lekko zdumioną, nie wiedzieć czemu, miną, ta kotowata z jej własną bronią wymierzoną prosto w nią. Ze strachu zrobiło jej się niedobrze i dzisiejsze śniadanie o mało nie ujrzało ponownie światła dziennego. Bogowie! wszyscy, którzykolwiek! czego te potwory ode mnie chcą?!
- Nudziło nam się trochę - wyjaśniła chłodno ta z kocimi przydatkami - więc postanowiłyśmy trochę sobie poczytać. I chyba jesteśmy trochę zawiedzione, wiesz, rachunki są trochę nudne...
- Dla... Dlaczego...? - właściwie nie wiedziała, o co chciała zapytać. Mniejsza z tym, jej zdanie na jakikolwiek temat i tak pewnie ich nie obchodziło. Przez jej głowę przemknęła paskudna myśl, że być może słyszały to, o czym rozmawiała z Nataszą - a jeśli tak, to pewnie zdecydują się działać szybciej i...
- Bo widzisz, tak pomyślałyśmy, że się trochę przespacerujemy po mieście. Może nawet zabierzemy się wreszcie za zadanie, czy coś... I przyszło mi do głowy, że mogłybyście mieć coś przeciwko. A jakoś tak lubię, kiedy reszta świata nie ma nic przeciwko temu, co robię. Przynajmniej w sposób czynny.
- A-ha... Znaczy, lecimy? - upewniła się ta ruda.
- No! Chyba że... Myślisz, że rebelianci ucieszyliby się, jakby im w ramach prezentu powitalnego podesłać ładnie zapakowaną służbistkę?
- Serika, do jasnej cholery, to jest wojna, nie zabawa! Po wypytaniu jej nie pogłaszczą jej po główce i nie wypuszczą, pomyślałaś przez chwilę, że jeśli tę kobietę tam zataszczysz, to zapewne skażesz ją na śmierć?!
- Kurczę, fakt... W sumie... W sumie to chyba nie był dobry pomysł... No ale w takim razie niech sobie leży. Trzeba było zapewnić nam trochę więcej rozrywek - oznajmiła kotowata, najwyraźniej nosząca imię Serika, po czym obie dziewczyny po prostu zniknęły. Zniknęły. W powietrzu. Tak po prostu.

***

- To było podłe! - wybuchnęła Maieczka, kiedy znalazły się wreszcie poza murami więzienia. Znajdowały się dokładnie tam, gdzie Maieczka życzyła sobie być teleportowana - w ustronnym miejscu.
- I czy to naprawdę musiał być szalet miejski?!
- Chciałaś ustronne miejsce, to masz. To raz. Dwa - było, owszem.
- I nie pomyślałaś, że...?
- Pomyślałam! Przede wszystkim - nic jej się nie stało. Jest unieruchomiona i nijak nie mogła nas zatrzymać, więc jeśli nawet tam były jakieś kamery, podsłuchy i inne takie, to niekompetencji raczej nie powinni jej zarzucić. Chyba. Gorzej, jakbyśmy tak po prostu zniknęły, ale teraz sprawa jest jasna - byłyśmy lepsze, zdołałyśmy odebrać jej broń, tyle. A poza tym - wiedziałam, że się sprzeciwisz. A w ten sposób ma dodatkowe potwierdzenie, że mamy Misję. Starałam się jak mogłam.
- A ona w międzyczasie zdążyła zawiadomić szefostwo i wie, że żadnego rządowego projektu nie ma, więc po co...
- Przy takim bajzlu nie zdążyła. Na pewno.

***

Aden ochłonął. A przynajmniej powiedział sobie, że ochłonął i rozpaczliwie starał się sprostać własnym oczekiwaniom. To było... To było do przewidzenia, a w ogólnym zamieszaniu na placu dali się podejść jak dzieci, które pierwszy raz widziały wroga! Oczywiste było, że nieprzyjaciel nie uderzy od razu, najpierw zapewne przetrząśnie w bazie co się da i pociągnie za język kogo się da, pod pozorem wzajemnej przyjaźni i w ogóle. Jakiekolwiek ruchy zapewne pogorszyłyby sprawę - jeden fałszywy krok, a zapewne zlikwidują nas wszystkich, zostawiając może ze dwie czy trzy dobrze poinformowane osoby, żeby mieć z kim długo i dokładnie porozmawiać - pomyślał. To zresztą nawet nie było konieczne, wystarczyło przetrzepać dokładnie bazę. Niech to szlag! Jeden błąd, a prawdopodobnie skazał na śmierć siebie, brata, przyjaciół, ich rodziny...
No nic, póki co jeszcze żył, a dopóki żył - miał szansę coś wymyślić. Przede wszystkim - ostrzec Sala i parę innych osób. Byle co bardziej odpowiedzialnych, wszystkich nie ma sensu - spanikują, zaatakują i ani się obejrzą, a będą martwi. Po drugie - poznać przeciwnika. Silne i słabe punkty, możliwości, organizację...
To do roboty.

***

- To... Kto właściwie wami dowodzi? - Salis wznosił się na wyżyny aktorskiego kunsztu, swobodnie gawędząc z podstawionymi rządowymi dziwadłami. Rzeczone dziwadła popatrzyły po sobie nieco zakłopotane. Z jednym wyjątkiem.
- Ja! Ja! Ja chcę! - uaktywnił się wyrostek od motylków. - Mogę dowodzić, mogę, mogę, mogę? Prooooszę, ja chcę!
- Yyy... Nie, nie on. Zdecydowanie - zgasiła go dziewczyna zaopatrzona w różki i skrzydełka. Zdaje się, że wołali na nią Gonik.
- No, zdecydowanie nie on. To by było... By było - westchnęła drobna blondyneczka, zdaje się od słoni.
- Ej, a właściwie to jest dobre pytanie.
- Wiecie, jakbym ja obstawiała, to chyba Serisię - rzuciło czarnowłose dziewczę, nie wykazujące się póki co niczym poza entuzjazmem.
- No... Tak jakoś... Można na nią zwalić, i tak jej tu nie ma!
- A to się Serik ucieszy, jak nawieje z więzienia.
- A jaaaaaaaa?
- Ładne motylki, Punyan...

Aden miał w głowie kompletny mętlik. Jakby nie patrzeć, nadal zachowywali się jak banda przedszkolaków. Może i było to logiczne - wypuszczeni z ośrodka badawczego na pierwszą akcję, najpierw postanowili się pobawić pod nieobecność przełożonych, zanim przejdą do rzeczy. Nadal jednak to wszystko było po prostu... Dziwne.

A najdziwniejsze było to, że na środku pomieszczenia nagle pojawiły się dwie nowe osoby. Z powietrza. Tak po prostu.
- Hejhej, tęskniliście?
- Serik! Maieczka!
- No my, my... Dzięki za koordynaty... Oż!!! Irian!!!
- ... a właściwie gdzie zgubiłyście chłopaków?

No pięknie. Chyba mamy "szefostwo".

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-01-2009, 20:55   

Jak na kogoś, kto o magii nie ma zielonego pojęcia Ysengrinn bardzo dobrze sobie poradził z manipulowaniem wyglądem włosów - ku zaskoczeniu Daeriana nie wyłysiał, nie ugotował sobie czaszki ani nawet nie zamienił włosów w małe roślinki. Po prawdzie jednak nie osiągnął też podstawowego celu, gdyż włosy wprawdzie opadły, ale wcale nie zrobiły się kruczoczarne. Nabrały wręcz złocistego odcienia i jeszcze poskręcały się w loczki. I zaczęły podejrzanie błyskać.

Błękitnowłosy przestał się szaleńczo śmiać dopiero w momencie, gdy rycerz rzucił piorunem kulistym w pole siłowe.

* * *

- Dziękuję - Alis uśmiechnęła się, masując nadgarstki. - Myślałam, że już nikt nie przyjdzie.
- Podejrzewam, że to też nie jest najlepsza pora by zaprosić koleżankę do restauracji?
- ... W dalszym ciągu koledze nie przeszło?
- Niestety. Wciąż mam nadzieję, że stopię lód w sercu koleżanki.
- Dobrze - westchnęła słabo. Eban był przystojnym szatynem, zawsze uprzejmym i jak na "utrwalacza władzy" całkiem sympatycznym. Nawet go lubiła... I właśnie dlatego wolała trzymać na jak największy dystans. - Powiedzmy, że się zastanowię. Ale na przyszłość musi kolega naprawdę popracować nad wyborem romantycznych momentów.

Ledwie to powiedziała, a z pomieszczeń aresztu rozległ się potężny huk, który zatrząsł całym budynkiem. Momentalnie zgasło światło, wyłączył się nawet klimatyzator. Zapadła martwa cisza, w której Alis mogła usłyszeć bicie własnego serca. Oraz coś jeszcze. Jakby stłumione odgłosy kłótni.

* * *

- Przesadzasz.
- Zrób to jeszcze raz, a zobaczysz jak wyglądam kiedy przesadzam! Nie wiesz czym może grozić rzucanie czarów ofensywnych w zamkniętym pomieszczeniu!?
- Oczywiście, że nie. Niby skąd miałbym wiedzieć? - Burknął Ysengrinn, ostentacyjnie obojętnym tonem. - Nigdy przecież na poważnie nie uczyłem się magii.
- Do tego nie trzeba się uczyć magii! Granat też rzuciłbyś w tamtej celi?!
- Jak myślisz, ta ściana jest nośna czy działowa?
- Nie zmieniaj tema...
- Działowa.

* * *

Kolejny wybuch, tym razem bardziej gwiżdżący, jakby eksplodowała butla z gazem. Wkrótce po nim następny i jeszcze ze dwa kolejne. Ostatni połączony z silnym błyskiem za oknem. Alis wstrzymała oddech, czekając na ciąg dalszy. Oczywiście domyśliła się, że odpowiadają za nie koledzy obu dziewczyn, którym najwyraźniej też znudziło się w celi i też postanowili się pobawić. Wolała nawet nie wyobrażać sobie co właśnie zrobili, a co dopiero zamierzają. Na szczęście wszystko wskazywało na to, że odchodzą w siną dal i ktoś inny będzie musiał się głowić jak ich spacyfikować. Odetchnęła z ulgą w koszulę Ebana, rozluźniając ramiona.

Ułamek sekundy później z przerażeniem rozwarła oczy, zdając sobie sprawę, że w odruchu paniki chwyciła go w objęcia i do tej pory nie puściła.

- A propos romantycznych momentów...
- Milcz.

* * *

- Co to za dziura?
- Wygląda jak dzielnicowy komisariat.
- Potężne, krwiożercze istoty z obcego świata pojawiają się w ich świecie by siać chaos i zniszczenie, a oni zamiast w tajnej bazie wojskowej zamykają je w dzielnicowym komisariacie?!
- Rozczarowany?
- Obrażony - sprecyzował Ysengrinn, rozglądając wokoło. Wszędzie widział beton, metal i światła wieżowców, co zupełnie nic mu nie mówiło. - Czuję się całkowicie zignorowany.
- Cóż, było nie było dzięki twojemu genialnemu wybuchowi furii powalili nas błyskawicznie.
- W ogóle oni jacyś beznadziejni są - burczał dalej rycerz, bardziej do siebie niż do niego. - Kto to widział, żeby motłoch narkotyzować i zsyłać do obozów? Motłoch się obłaskawia i szczuje na studentów i inteligencję!
- Nie wnikam jakie masz doświadczenie w temacie. Masz jakiś pomysł co dalej?
- Hmmm... Im szybciej się z tym uporamy tym lepiej. Myślisz, że zdołalibyśmy obalić ten durny system sami?
- ... We dwóch?
- Aha.
- Teoretycznie pewnie tak. Praktycznie jednak wolałbym wpierw skonsultować się z pozostałymi na wypadek gdyby mieli inne zdanie na temat koniecznych metod i środków.

"Pomijam fakt, że musiałbym poważnie upaść na głowę, by dać ci się wciągnąć w jeszcze jedno szambo" dodał w duchu Daerian. Przez jakiś czas maszerowali w ciszy, kontemplując szary miejski krajobraz. Ulice były puste i wręcz sterylnie czyste, nie napotkali nawet jednego przewróconego śmietnika. Tym bardziej zdziwiły ich kolorowe grafitti, głoszące hasła zdecydowanie wywrotowe.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 11-01-2009, 16:00   

Spójrz tutaj - powiedział Daerian, wskazując na napis uciekający właśnie przed goniącymi go z farbą służbami porządkowymi.
- Jak przypuszczam, obaj myślimy chyba o tym samym autorze niniejszego przedstawienia...
Raczej - rycerz nie wydawał się bardzo rozmowny, wyraźnie pochłaniała go obserwacja napisu skaczącego miedzy wieżowcami. Nic zresztą dziwnego, scena wyglądała jak żywcem (czy też raczej rysunkiem) wyjęta z kreskówki.
- A nawiasem mówiąc, czy na tym jednym próbującym właśnie zakryć tamten plakat propagandowy nie jest przypadkiem napisane coś, co wygląda jak jakieś współrzędne?
- Chyba tak, Gabrielu - stwierdził drow, uchylając się przed uderzeniem na odlew kilka dziesiętnych sekundy później. Wyraźnie od przybycia do tego wymiaru poprawił mu się refleks.
- No, w porządku, przepraszam. Ale wrzuć trochę na luz, nie chcesz chyba znowu wypuścić z siebie demona?
Ysengrinn zdecydował się nie komentować.
-To jak, ryzykujemy? Bo że to robota Poringa, to wyraźnie widać. Co wcale a wcale nie sprawia, że czuję się spokojny myśląc o wykorzystaniu tych koordynatów...

Tymczasem w bezpiecznej dziupli rebeliantów...
-Czyli zostawiłyście ich tam?!?
-No tak jakby, ale co im się może stać? Przecież...
-Seri, przemyśl ostatnie zdanie!
-???
-IM?????
Serika w momencie zrozumiała co reszta drużyny miała na myśli... faktycznie, w więzieniu zostało dwóch panów - z których jeden cierpiał na rozchwianie osobowości i zależności od chwili przejawiał chęć wysadzania większości tego, co mu nie odpowiadało, a w drugiej... w drugiej w zasadzie nie wiedziała. Ale wyraźnie nie liczył się wtedy specjalnie z losem innych. Drugi pan natomiast dość często rozwiązywał problemy przemocą. Zwykle się hamował, ale tym razem miał w sobie demona... i prawie zarżnął niedawno pierwszego pana. Wnioski nasuwały się same...
-Idziemy ratować strażników i personel!!!!!
-I nieść pochodnię wolności!
-Za kucyka!

Aden pomału zaczynał wątpić w swoje zdrowe zmysły... jednak na razie wystarczyło mu, że rzeczone efekty eksperymentów genetycznych wyraźnie się stąd wyniosły. I to bez przerobienia jego i pozostałych na mielonkę. Przeżył co prawda moment paniki, gdy ta nowo przybyła kotowata osobniczka złapała go za rękę i energicznie potrząsnęła, mówiąc, że przepraszają i muszą iść na chwilę, ale wkrótce wrócą i im pomogą...
Brr. Teraz zostawało mu tylko szybko uświadomić ludzi i rozpocząć błyskawiczną ewakuację z zacieraniem śladów. W razie potrzeby (a nadal coś mu tu nie grało) taką grupę jak owi osobnicy znajdzie się szybko i łatwo... wystarczy iść śladem wybuchów i kucyków.

I właśnie wtedy na środku placu pojawiło się coś, co najbardziej przypominało owalny, czarny otwór unoszący się kilkanaście centymetrów nad ziemią. Z którego chwilę potem wśród wyładowań czarnego światła (Dobrze, wiedział, że czarne światło nie może istnieć. To niemożliwe. Ale tak to wyglądało) wyszło dwóch dziwnych osobników. Jeden z nich był wysoki, o czarnej skórze i niebieskich włosach, ubrany w długą, czarną pelerynę. Z kołnierzem. Drugi jeszcze wyższy, o zakazanej twarzy z dziwnymi wzorami na jej połowie... i co najbardziej przerażające, długimi i falistymi blond włosami, kojarzącymi się Adenowi z rycinami dobrych Angelonów z książek dla dzieci, które przetrwały czystkę rządową sprzed trzydziestu lat. Całość tworzyła upiorne połączenie.
Jego ludzie, dodatkowo zszokowani podejrzeniami dowódcy o do niedawnych sprzymierzeńców, jak na komendę wycelowali broń.

Daerian rozejrzał się po okolicy, w której się pojawili... portal wyraźnie mu nie wyszedł. Co prawda nie wylądowali na zadkach, ale za to cała drogę w samej przestrzeni przebyli do góry nogami... wolał już lądować na tylnej części ciała. Ech, gdzie te czasy gdy portale wychodziły mu idealnie...
Teraz jednak nie miał czasu o tym myśleć. Wokół nich było pełno zaopatrzonych w różnego rodzaju broń strzelecką nieznanych mu ludzi... a znajomych twarzy nigdzie nie było widać. Z wnioskami wolał poczekać.
Powoli uniósł ręce do góry... po czym wznosząc je, momentalnie poruszył palcami, przymrażając otwory wylotowe broni, oraz na wszelki wypadek ich spusty, aby uniemożliwić panom strzelanie. Po czym z uśmiechem odezwał się:
- Nie wiem, kim jesteście, ani czemu do nas celujecie. Mamy jednak trzy opcje. Po pierwsze, porozmawiamy spokojnie i będzie miło. Wolę tę możliwość, dlatego jeszcze żyjecie. Po drugie, zamienię Was w dodatki do drinków z palemką i będzie niemiło. A po trzecie, zajmie się Wami kolega... i wtedy nie wiem co będzie, ale będzie bardzo niemiło. Więc jak?

Aden miał już stanowczo dość tego dnia. Tymczasem drow dokończył: A więc po pierwsze, nie widzieliście czasem grupki wyglądającej jakby urwała się z cyrku i przedszkola równocześnie i bawiącej się różowymi kucykami?
Aden doszedł do wniosku, że chyba ma dość tego dnia jeszcze bardziej. Zwłaszcza, że nowo obecni stanowczo bardziej wyglądali na udany eksperyment genetyczny do celów bojowych i miał podejrzenia, że być może... mają wyeliminować nieposłuszne eksperymenty? Ta myśl nagle zajaśniała mu w głowie. Może zignorują ich i zajmą się tylko tym? Zdecydował się wysłać nowo przybyłych tropami reszty i niech się dzieje co chce...
Odetchnął z ulgą, gdy dwaj nowo przybyli naprawdę wyruszyli śladami poprzednich... chyba miał rację. Teraz pozostawało mu jedynie szybko ewakuować swoich ludzi... i jakoś wywiedzieć się o wyniki starcia między rządowymi eksperymentami. Na temat miejsca, sposobu produkcji i innych rzeczy przeprowadzą wywiad, gdy będą już bezpieczni...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Miya-chan Płeć:Kobieta
Aoi Tabibito


Dołączyła: 08 Lip 2002
Skąd: ze światów
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 12-01-2009, 23:19   

- Przygody krążą wokół nas
na wyciągnięcie dłoni!
Do dzieła bierzcie się, rycerze,
przygody ktoś dogoni!
Do dzieła bierzcie się!
Tak brzmi rycerska pieśń!
- wiatr niósł nieco już zachrypnięty głosik, który nadawałby się raczej do omdlewających pościelówek. Najlepiej śpiewanych szeptem. Jego właścicielka maszerowała pośród gromadki innych indywiduów i machała radośnie mieczem.
- Miyak, trochę umiaru, bo zwrócisz na nas całą uwagę otoczenia! - syknęła Serika, wyraźnie rozdrażniona.
- Całą uwagę? - podchwycił Punyan - Oj, czyli za mało się postarałem - zmartwił się i po chwili wypuścił z rąk jeszcze kilka motylków, które ochoczo pofrunęły odwracać uwagę b a r d z i e j.
- I w ogóle co za repertuar sobie znalazłaś!?
- Oj, bo skoro mam być tą rycerką, to powinnam zacząć się trochę wczuwać - wzruszyła ramionami Miya. Lepszego pomysłu na wczuwanie nie miała - wygłaszanie wzniosłych przemówień z wysokich miejsc, z których potem nie da się zejść, nie wchodziło w grę, a na oddawaniu czci Swarogowi na razie się nie znała. Do tej pory nie miała żadnych problemów na tle religijnym - bliżej niesprecyzowani Bogowie Chaosu wymagali głównie flar i ścierania kurzu z ołtarzyka, Zoamelgustar był wymyślony, a Stwórca (zwany niekiedy Mokoną) i tak miał za dużo na głowie, wymyślając coraz to nowe światy... Dobrze, że wreszcie szli odbić chłopaków, może wreszcie będzie miała szansę wywiedzenia się czegoś więcej od Ysena.
W dodatku to otoczenie, brrr... Nie żeby miała coś przeciwko rebeliom, dopóki ktoś myślał za nią i mogła sobie siedzieć w spokoju, robiąc notatki. Zresztą nawet chętnie przyłączyłaby się do zabawy, gdyby była w stanie sięgnąć do herbaciarni po swoje giwerki na farbę. Nie była w stanie, ponieważ nie wyczuwała międzysfery, nie mówiąc już o tym, że herbaciarnia mogła nie istnieć, a w ogóle to powinna starać się o tym nie myśleć i skoncentrować się na śpiewaniu, to trochę pomagało zapomnieć... Uff. W każdym razie nie okoliczności na razie jej nie przerażały, a rebelianci wydawali się miłą gromadką. Rzadko kiedy jednak zapuszczała się (o opisywaniu nie wspominając) do technicznych światów, jeśli nie było w nich żadnej magii, tłumaczącej działanie tych wszystkich pogiętych urządzeń.
Tu i teraz większy kłopot stanowiła Serika, która a to patrzyła wzrokiem zbitego szczeniaczka, a to prychała na wszystkich w zasięgu wzroku jak zdziczały kociak. O przyczynach tego stanu ducha Miya zdążyła się już nasłuchać od Maieczki - z ekstra podkreśleniem, jak okrutnie zachowało się byłe Dziecko Chaosu wobec nieszczęsnej strażniczki - ale szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiała problem.
Tak czy inaczej, trzeba było jakoś tę panią postawić na nogi. Metaforycznie.
- Nyo co jest, Serik? - Miya w podskokach znalazła się bliżej przyjaciółki i z rozmachem trzepnęła ją w plecy - Uszy do góry! Ratujemy świat, a ty się zamartwiasz?
W odpowiedzi kotowata WiPówka wymamrotała coś kącikiem ust. Nie brzmiało to najweselej.
- A jakoś rozwiń temat może, hm? - kronikarka przyjaźnie objęła ją ramieniem.
- Oj, bo mam kaca moralnego - powtórzyła Serika, tym razem wyraźniej - Głupio mi z powodu tej strażniczki, o.
- Bo co? Bo zostawiłaś ją przy życiu?
- W sumie można to i tak określić...
- Serik! Bo chyba coś przegapiłam! - przerwała jej Miya - Jesteśmy na wojnie, tak? Czyli teoretycznie wszyscy wokół działają bez skrupułów, tak? Przemoc, walka i cel uświęca środki, tak? Zapowiedź masakry wisi w powietrzu, a ty się martwisz, że skułaś jedną panią kajdankami?!
Serika stanęła jak wryta i spojrzała dziwnie na przyjaciółkę.
- Jakoś tak się spodziewałam, że mnie trochę pogłaszczesz - powiedziała z wyrzutem - Co jak co, ale nawoływania do przemocy się po tobie nie spodziewałam...
- Iii tam, znajdziemy ci kogoś, kogo sama sobie pogłaszczesz. I przestaniesz się nad sobą użalać.
- Ale przecież my właśnie nie chcemy masakry! - wtrąciła Mai, która zatrzymała się przy nich z równie nadąsaną miną.
- Właściwie nikt nie powiedział, że chcemy - dodała przytomnie Mara - Tylko że wisi...
Interesującą dyskusję, jaka mogłaby się rozwinąć w innych okolicznościach, przerwało otwarcie się portalu dość wysoko nad ziemią. I dwa głośne łupnięcia.
- Sama nasza obecność tutaj to czysta masakra - stwierdził wysoki osobnik o głosie Ysena i fryzurze aniołka, rozcierając sobie siedzenie.
- Dlaczego stoicie na chodniku, zamiast siedzieć tam, gdzie siedzieliście? - zdziwił się Daer, gramoląc się z ziemi - Musieliśmy iść was szukać, a w dodatku...
- Ale to właśnie my szliśmy was odbić - zaczęła Mara, ale Miya wysunęła się do przodu, nie dając jej dokończyć.
- I na chodzeniu powinieneś poprzestać! - fuknęła, łypiąc na Daera na tyle złowrogo, na ile jest to w mocy Miyaków - Wiesz, jaki wstyd przynosisz szanującym się podróżnikom międzywymiarowym?! Bez harmonii z międzysferą, bez stylu i najwidoczniej nawet bez kontroli tego, co robisz! Klapiesz na tyłek jak jakieś pudło i jak pudło przelatujesz przez ten portal, słowo daję, nie wiem, jakich ty portali używałeś dawniej!?
- A mnie się czepia, że marudzę - mruknęła Serika pod nosem.
- Normalnych - burknął ochrzaniony z góry na dół drow - Poza tym przerwałyście mi, a chciałem powiedzieć, że idziecie w złym kierunku.
- Jak to w złym kierunku? - oburzyła się Mai - Przecież my też uciekłyśmy z więzienia, więc wiemy... Chyba - dodała po namyśle.
- Bo te wszystkie ulice są do siebie takie podobne - pośpieszyła jej z odsieczą GoNik, której przyszło do głowy, że w ten sposób raczej nie pomoże.
- Ale chyba nie rozpirzyliście tego więzienia w drobny mak? - zaniepokoiła się Serika - Jeszcze by tego brakowało...
- Chyba nie - odpowiedział cokolwiek niepewnie Ysen - Ale dlaczego szliście gęsiego jak przedszkolaki, zamiast się do nas teleportować?
- Hmm... Bo za nadrownego... Tfu! nadwornego przewoźnika robi Daer - przypomniała Miya - Zresztą my i tak już mamy reputację przerośniętych przedszkolaków. Podsłuchałam, jak rebelianci nas obgadywali.
- A nie mogłaś przy okazji podsłuchać, jakie mają plany?
- Mogłam. Różne, każdy inny, nic nie zrozumiałam. Że też nie porobiłam notatek, może ty byś zrozumiał...
- A czy w tych planach uwzględniają wysłanie całego rządu Vindarii na Puszka? - zainteresował się Punyan.
- Gdyby widzieli taką możliwość, pewnie by uwzględnili.
- A potem następny rząd i następny, i na...
- Dajcie spokój - Mai zgarnęła i zawróciła całe towarzystwo - Bo to trochę dziwne, stać gromadnie na chodniku i omawiać plany ratowania świata. Wracajmy już lepiej.
- Ale dokąd? - zapytał Daer - Po minach naszych nowych znajomych wywnioskowałem, że chętnie się wyniosą gdzieś daleko, póki nas nie będzie.
- Nie mogli się tak całkiem ewakuować - zaprotestował Punyan - Nawet gdyby, to na pewno kogoś zostawili, żeby miał nas na oku. Ja bym miał - dodał wesoło po chwili namysłu - Jesteśmy za fajni.
- To my go znajdziemy! - ucieszyła się Miya.
- Po co, żeby się nami załamał?
- Nie, żeby Serik miał kogo wygłaskać!
- ...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 13-01-2009, 15:35   

Daerian był... zdenerwowany to mało powiedziane. Czy Miya nie zdaje sobie sprawy, że kontrolowanie jej mocy jest zupełnie nie logiczne? Kontrintuicyjne? I o jakiej Międzysferze ona mówi? Ma na myśli Pustkę Międzywymiarową? Korytarz Sferowy? Plan Astralny? A może to jakieś dziwne określenie Nici lub Wstęgi? Kolejny przykład na to, jak wrodzeni posiadacze mocy zupełnie nie rozumieją tych, którzy się jej nauczyli...
Z trudem się kontrolował, żeby nie wybuchnąć. To nie był dobry moment na rozpoczynanie walk wewnątrz grupy, szczególnie biorąc pod uwagę dość kiepskie humory wszystkich. W sumie, zastanowił się, powoli się uspokajając, to chyba tylko on i Poring zdawali się zachowywać tutaj względnie normalnie. Chociaż nie. On sam nie zachowywał się normalnie. Kiedyś normalnie wyrzuciłby Miyakowi, co sądzi o jej uwagach... Coś wewnątrz niego uważało to za dobre wyjście. Jego niebieskie ja się nie zgadzało.
W tej chwili jednak pozostawało mu jedno. Doszedł już do siebie. Uśmiechać się i zachowywać miło. Ewentualnie, zrobić jej głupi dowcip jak rycerzowi, gdy jego czerwone ja znowu przejmie kontrolę. A tymczasem opanować jej dziwne metody podróży, bo na szybkie odzyskanie swoich własnych nie miał co liczyć.
W ramach końcowego odreagowania uderzył pięścią w pobliski mur... i zdumiał się, gdy ta przeszła na wylot. Co więcej, po wyciągnięciu miała łuski...

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Irian Płeć:Kobieta


Dołączyła: 30 Lip 2002
Status: offline

Grupy:
WIP
PostWysłany: 14-01-2009, 00:08   

Właściwie powinna się była domyślić. Wiedziała, że drobna blondynka, zauważona w tłumie, wyglądała znajomo. Niewielkie zamieszanie, które wybuchło chwilę później, szybko zostało stłumione przez ochronę, ale oddalone okrzyki oburzenia (Zniknęła! Wzięła mój obiad i zniknęła!) naprawdę powinny spowodować u Irian reakcję silniejszą, niż lekki niepokój. Cholerne odcięcie! Normalnie sprawdziłaby sobie tę twarz raz-dwa... Niestety. Trzeba korzystać z tej niewielkiej objętości pamięci, którą się ma na stałe.

Nagła eksplozja mocy przyszła jak uderzenie w żołądek. Białowłosa zwinęła się w kulkę, zalana nadmiarem bodźców. Z jakiegoś powodu była pewna: na zewnątrz jest magia. Dużo magii. Po pierwszym szoku była w stanie odróżnić poszczególne nici i sploty; miała niejasne wrażenie, że któryś fragment jej wesoło zamachał. To stanowczo powinno dać jej wskazówkę... Zaniepokojony Salis nachylił się, sprawdzając, czy wszystko w porządku, kiedy przed budynkiem rozległ się alarm.

Następne chwile były dość chaotyczne. Irian pamiętała dużo biegania, krzyki i dym. I kucyki. Puchate. I różowe. Zdawało się też, że śpiewała coś niezupełnie stosownego do okazji. W każdym razie następną rzeczą, której była pewna, było to, że mała, błękitna kulka ze słodkimi oczami gryzła ją w nogę, za jedno ramię ciągnęła ją Ella, a za drugie znajomo wyglądająca, czarnowłosa dziewczyna. Która w dodatku wołała ją po imieniu.

- Irian! Co tu robisz? Fajne pasemka.

Białowłosej udało się uwolnić obie ręce, unikając zwichnięcia stawów. Oczywiście. Zdecydowanie powinna była się domyślić.

- No tak. Serika...
- Gorzej ci? - napotkana spojrzała z troską. - Miya. Mi-ya. Zanik pamięci masz?
- Po pierwsze, owszem – Irian wzruszyła ramionami. - Po drugie, Serisię widziałam wcześniej i nie mogłam sobie przypomnieć, kto to. A po trzecie, Miyak! Nie masz pojęcia, jak dobrze cię widzieć. Myślałam, że tu utknęłam.

Westchnięcie ulgi utknęło jej w gardle, gdy zorientowała się, że Ella obserwuje je spod półprzymkniętych powiek. Uśmiechnęła się przepraszająco, ale na wyjaśnienia nie było czasu – Aden właśnie zarządził ewakuację. Białowłosa chwyciła Miyę i – rzucając Oni idą z nami! pociągnęła za sobą, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować.

***

Podczas gdy Aden zyskiwał coraz więcej siwych włosów, Irian usiłowała wydostać od radosnej grupki jasny obraz sytuacji. Powodzenia... Poziom chaosu w pomieszczeniu zdecydowanie przekraczał normy sanitarne. Kiedy w końcu poskładała w miarę spójną historię, właściwie nie miała już siły się złościć. Zwłaszcza, ze w oczywisty sposób jej problem z mocą nie był taki istotny – nie w porównaniu z Marą. Ostatnie pytanie - Ale skoro się powymienialiśmy, to kto ma moją? zaowocowało tylko wzruszaniem ramion. Zresztą, to właściwie pytanie retoryczne. Gdyby ten ktoś tu był, Narth już dawno siedziałaby jej na ramieniu.

Przynajmniej taką miała gorącą nadzieję.

***

Rozmowa z górą w tych okolicznościach była ogromnym ryzykiem – jednostronny impuls to wszystko, co było możliwe. Otwieranie połączenia na czas potrzebny do otrzymania odpowiedzi groziło namierzeniem. Krótki raport musiał wystarczyć. Na szczęście znalezienie odpowiednio ustronnego miejsca i chwili czasu nie było problemem – rebelianci w panice pakowali wszystko, co im wpadło w ręce, a eksperymenty wyszły gdzieś do miasta. Przesłanie kilkunastu słów zajęło tylko moment.

Aden ucieka z miasta. Lokalizatory na miejscu. Nawiązano kontakt z grupą mutantów. Pilnie proszę o rozkazy.

Pozostawało tylko czekać.

_________________
Every little girl flies.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 16-01-2009, 02:42   

- Ej, ale może po prostu pozwólmy im się spokojnie ewakuować i dajmy im spokój? Szczerze mówiąc wyglądali, jakby zaraz mieli paść na zawał, biedactwa - Serika miała pewne wątpliwości, czy powrót do kwatery rebeliantów to na pewno dobry pomysł. Ysen miał rację, sama ich obecność tutaj to była masakra. - A właściwie skąd wyście się u nich wzięli?
- Ja ich, znaczy was, ściągnęłam. Do nich, znaczy do rebeliantów - westchnęła Irian. - Takie było zamieszanie, że inaczej byśmy się pogubili na amen. Co nie zmienia faktu, że chyba faktycznie trochę nie pomyślałam. Powinnam była wyjaśnić, co i jak, nawet gdyby mieli nie uwierzyć, a nie...
- Zaraz, zaraz. Chcesz powiedzieć, że zwaliliście im się wszyscy na głowy nie mówiąc ani słowa, co się dzieje?!
- No... Tak jakby - potwierdziła przysłuchująca się rozmowie Miya.
Serika przewróciła oczami. Coraz lepiej.
- A co niby mieliśmy powiedzieć? Cześć, jesteśmy z innego świata, przygarnijcie nas?!
- Nie wiem, cokolwiek! Cud, że nas nie próbowali pozabijać, jak się im panoszyliśmy po kryjówce!
- A ty nic nie powiedziałaś, bo...?
- Bo byłam pewna, że o tym pomyśleliście wcześniej! Swoją drogą, kto wpadł na pomysł, żeby dawać namiary na sam środek hangaru? Nie można było jakoś tak subtelniej?
- Ja! I to było absolutnie logiczne - na środku była względnie pusta przestrzeń - wyjaśnił Punyan. - Przecież nic się nikomu nie stanie, jak się pojawi na środku pomieszczenia, a tak może się na przykład potknąć o krzesło.
Paranoja w groszki. Biedni ludzie...
- Nas próbowali! - pochwalił się nagle Daerian.
- Co próbowali?
- No pozabijać!
- I co, i co? - zainteresowała się nagle GoNik. - Rozróba była?
- Niiii tam... Tak pomyśleliśmy, że jak wrócicie i zobaczycie krwawą jatkę, to może nie będziecie mieć ochoty na kolację. Więc tylko unieszkodliwiliśmy im broń.
- ... ale na supełki? - włączył się Poring. - Ja bym im zawiązał lufy na supełki! Albo w kokardkę! O, to jest myśl! Jakby tak...
- Nie. Nie na supełki.
Radosny chaos trwał w najlepsze, a tymczasem grupka przybyszy z innego (wszech)świata, zamiast podjąć jakąkolwiek, mniej lub bardziej rozsądną decyzję w sprawie najbliższej przyszłości, nadal maszerowała ulicami miasta. Tu i ówdzie mijali zabłąkanego kucyka, ale generalnie miasto wydawało się zaskakująco spokojne, jeśli nie liczyć ekip porządkowych, które rozpaczliwie usiłowały zasłonić czymś tęczowe graffiti.

***

W sumie przyzwyczaili się już do nieprzyjemnej, kanciastej i pozbawionej ozdób architektury Vindarii, choć większość z nich nadal czuła się niepewnie w tym morzu szkła i metalu. Jeżeli nawet jakiś budynek czy inny obiekt wyróżniał się czymś specjalnym, z pewnością również nie zwróciliby na niego uwagi. Kawałek metalu więcej czy mniej...
Ale to, na co natknęli się na jednym z mijanych placów sprawiło, że nawet oni stanęli jak wryci.

- ... co to jest, do licha? - wyksztusiła w końcu Miya.
- Czekajcie, może jakiś tubylec mi powie, zapytam! - zaoferowała się Irian i zniknęła w tłumie, wyraźnie podziwiającym Coś. Tłum, na oko w 90% składający się z wycieczek, wyglądało więc na to, że Coś stanowiło coś w stylu atrakcji turystycznej. Wyjątkowo paskudnej.
Na niewielkim wzgórzu otoczonym solidnym ogrodzeniem stał pomnik - a może jednak rzeźba - o kształcie zbliżonym do czterorękiego człowieka. Właściwie trudno powiedzieć, czy była to luźna wariacja na temat człowieka, czy jakiegoś człekokształtnego stwora, dość, że posiadała coś w rodzaju rąk (sztuk: cztery), coś w rodzaju nóg (sztuk: dwie), głowę oraz parę niesamowitych czerwonych oczu. Całość wykonana ze srebrnego metalu i pokryta czymś, co przy dużej dozie dobrej woli można było wziąć za zabezpieczenie antygołębiowe. Krótko mówiąc kolcami. I ostrzami. Całą masą paskudnie wyglądających narzędzi, które zapewne z założenia miały być ostre.
Notabene jeśli miało to zapobiegać brudzeniu Czegoś przez ptactwo, to autor najwyraźniej nieco się przeliczył. Wprawdzie żaden zwierzak nie próbował na tym Czymś lądować, ale sądząc po ostatecznym rezultacie, pokolenia gołębi z całą pewnością urządzały tu ćwiczenia ze strzelania do celu.
- Cokolwiek to jest, nazywają to tutaj Snem Pijanego Rzeźbiarza - Irian wreszcie przepchnęła się przez tłum (który notabene nieco się rozrzedził od czasu, gdy grupka zabłąkanych podróżnych pojawiła się na placu).
- Naćpanego byłoby chyba bardziej adekwatne... Kto to tu postawił?!
- Co przedstawia i jaka jest jego historia, trudno powiedzieć, nawet przewodnicy znali tylko trochę miejskich legend.
- Oooo, legend? - ucieszyła się Miya.
- Ale takich kompletnie absurdalnych. Że się toto pojawiło paręset lat temu ni stąd, ni zowąd i tak sobie stoi. I że próbowali to wywieźć albo zasypać, albo jedno i drugie, ale zawsze następnego dnia pojawiało się w tym samym miejscu. I że podobno jest piekielnie ostre.
- Bez sensu...
- Nooo! Ale za to na tyle paskudne, że ludzie się zjeżdżają, żeby toto obejrzeć.
- Przynajmniej temu się trudno dziwić. Chodźmy stąd, bo mnie ciarki przechodzą... A nie chciałabym, żeby Sen Naćpanego Kogoś zaczął falować! - wzdrygnęła się Mara.
- Poczekajcie jeszcze chwilę... Podobno co jakiś czas toto nawet coś robi.
- ...?
- No, jak atrakcja turystyczna, to na całego... O, chyba faktycznie coś się dzieje!

Istotnie, dało się słyszeć cichutkie syczenie i zębatego "pyska" metalowego stwora wydobyła się chmura różowego, świecącego pyłku, mieniącego się w świetle zachodzącego słońca. Tłum wydał radosny okrzyk, jak każdy tłum, który ucieszono fajerwerkami.

- No. Ludzie mówią, że jeśli złapiesz trochę tego brokatu w dłoń, będziesz mieć siedem lat szczęścia - pochwaliła się kolejnymi informacjami Irian.
- Fascynujące. Chodźmy już - skrzywił się Ysengrinn, a reszta zgodnie przytaknęła.
- A właściwie, to gdzie idziemy? - Maya przypomniała sobie o pewnej do tej pory nierozstrzygniętej kwestii.
- Gdziekolwiek, gdzie dają żarcie! Głodna jestem!
- Ja też!
- W sumie też bym coś przekąsił... No i przenocować gdzieś by wypadało.
- To co, wracamy do tych miłych rebeliantów? - wyszczerzyła zęby w uśmiechu GoNik.
- Nie! Dajcie spo... - zaczęła Serika, ale reszta grupy była zupełnie innego zdania. Poganiany przez wygłodniałe towarzystwo Daerian w najbliższym zaułku otworzył portal, tym razem dla odmiany taki do przechodzenia, nie wpadania.
- No idziesz? - reszta zdążyła się już przeprawić, tylko dyżurny przewodnik czekał jeszcze, aż ostatnia osoba wyruszy w poszukiwaniu kolacji.
- No idę, co mam robić... - westchnęła Serika. - A tubylcy nie mają gustu!

***

Hangar, w którym znajdowała się wanna-be-tajna baza rebeliantów, wyraźnie opustoszał. Najwyraźniej spora część sprzętów, które mogłyby się do czegoś przydać, została wyniesiona (i zapewne wywieziona), zniknęła też większość walających się po całym pomieszczeniu papierzysk. Oraz większość rebeliantów.
No tak, kapitan zawsze ostatni ucieka z tonącego okrętu - przemknęło Serice przez myśl, gdy wyłoniła się z portalu i jej oczom ukazał się Aden w towarzystwie kilku zaledwie rebeliantów, unoszących do góry ręce w geście poddania z minami świadczącymi o kompletnej rezygnacji. I porażce. Reszty nie było w zasięgu wzroku, ale po tym, jak GoNik, zaopatrzona w broń typową dla tego świata pojawiła się właśnie w drzwiach kręcąc głową, można było wnioskować, że na zewnątrz również ich nie było.
Ślicznie, po prostu ślicznie im "pomagamy"!
Mówcie nam: klęska żywiołowa.

- Miyak! Zrobisz herbatkę? - Serika rozpaczliwie usiłowała wymyślić, CO właściwie powinna powiedzieć tamtym, żeby może nie tyle uwierzyli, ale przynajmniej wzięli pod uwagę opcję, że nie mają złych zamiarów. Faktycznie, jak ktoś wcześniej zauważył, wszystko, co można było wymyślić, brzmiało absurdalnie.
- Nyo jasne! Dla was też, dziubaski? - zwróciła się do rebeliantów nowa czempionka Swaroga, ale tamci uznali to najwyraźniej za wyjątkowo kiepski żart, bo nie raczyli odpowiedzieć.
- I tak wam zrobię - stwierdziła w końcu i wyruszyła w kierunku kąta, gdzie jeszcze niedawno znajdowała się prowizoryczna kuchnia. Na szczęście Chodzącej Klęski Żywiołowej przygotowane do zabrania żarcie wystarczyło rozpakować, więc i kolacja zaczęła nabierać wkrótce całkiem realnych kształtów.
Tymczasem Serika wdała się w cichą dyskusję z jednym z najmłodszych obecnych rebeliantów, po czym pociągnęła Ysena za rękę i cała trójka wyszła z pomieszczenia, aby po chwili wrócić taszcząc jakiś podejrzany sprzęt.
- Tylko bez numerów - mruknęła, gdy chłopak zabrał się za uruchamianie maszyny.
- Serik, Serik, co kombinujesz? - zainteresowała się Miya, którą właśnie ktoś zastąpił na stanowisku Głównej Kanapkowej.
- Zasugerowałam im, że na ich miejscu znalazłabym nam jakąś rozrywkę na wieczór, bo jeśli będziemy się nudzić, będzie... Gorzej. - odpowiedziała cicho, odchodząc na chwilę z przyjaciółką, aby zaopatrzyć się w swoją porcję kanapek.- Chyba potraktowali sugestię całkiem serio, to podobno stara zabawka, kompletnie już nie na topie, ale wciąż działająca. I ten chłopak twierdzi, że jeśli lubimy dużo akcji, to powinno nam się spodobać. Mam nadzieję, że nic nie knują, bo nie chciałabym być w ich skórze, jakby to na przykład zrobiło nagle duże bum.

***

Dużego bum nie zrobiło. Zrobiło natomiast mnóstwo małych bumów, wydawało mnóstwo innych dźwięków, a co najlepsze - wyrzuciło z siebie projekcję dwóch postaci, którymi dało się sterować. I które z zapałem lały się po mordach, podczas gdy Daerian i Ysengrinn usiłowali rozpracować sposoby zadawania kolejnych ciosów, a reszta towarzystwa - najedzona i zadowolona z życia - dopingowała głośno i z zapałem.

Podczas gdy większość towarzystwa całkowicie pochłonęła kompletnie przestarzała konsola, Serika wymieniła parę słów z Irian, po czym gestem wskazała rebeliantom, że mają usiąść - dokładnie po przeciwnej stronie hagaru, co reszta, tam przynajmniej był względny spokój. Sama zajęła zniszczony fotel, Irian rozsiadła się na drugim.
- Dobra... Tamtych mamy chyba z głowy na cały wieczór - uśmiechnęła się, chociaż po prawdzie nie bardzo było jej do śmiechu. Nie uwierzą, motyla noga! - Chyba najwyższy czas, żebyśmy wyjaśnili sobie parę rzeczy.
Sądząc po ich minach, wyjaśniania paru rzeczy spodziewali się od dawna. I nie przypuszczali, żeby było specjalnie przyjemne.
- Znaczy... Przepraszam, że zwaliliśmy się wam na głowę tak bez uprzedzenia, nie chcieliśmy was wystraszyć. To długa historia...

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 17-01-2009, 19:07   

Mara po raz kolejny musiała siedzieć i myśleć. Sytuacja polityczna była mało interesująca, wyjście do miasta omal nie skończyło się dostaniem do upragnionego sklepu(koncept pokrzyżowały zasoby pieniężne i fakt, że trzeba mieć wejściówki), teraz zaś przyglądała się batalii pomiędzy Ysenem a Daerem w gierce wyścigowej. Miała dziwne wrażenie, że gra się skończy dopiero gdy obaj zgniotą swoje pady a, jak na ironię, to Gonik najlepiej szło i przegoniwszy dwójkę biła ona rekordy okrążeń. Trzeba jej było przyznać, że wchodziła w każdy zakręt z przerażającą wręcz precyzją, nie ulegając dekoncentracji przez rozliczne głosy dopingu ze strony pozostałych zgromadzonych którzy wszakże nie dostali się do padów.
Tymczasem blondynka dostawała kompleksów na punkcie swojego antytalentu do zręcznościówek i faktu, że nigdy jeszcze nie przeszła żadnej gry. No i na punkcie faktu, że w kraju miała być rewolucja a jedynym czego mogli uświadczyć z jej strony były różowe kucyki. Irracjonalne wręcz okoliczności zważywszy na zdolność nie tylko do robienia pękniętych wymiarów ale także tworzenia światów, które także były irracjonalne. Dodatkowo miała dziwne wrażenie, że słowo "irracjonalny" pojawi się częściej w jej przemyśleniach.

- To może, skoro Serik i Irian rozmawiają z Adenem, wybierzemy się na poszukiwanie Ciucholandu dla Mary? - zapytał dość nieoczekiwanie Punyan i omawiana dziewczyna miała już wrażenie, że ma w związku z tym jakieś zamiary. Przeszedł ją zimny dreszcz kiedy ujrzała ten pewny uśmieszek.
- Wiesz, nie mamy tutejszej waluty... - odezwała się dość niepewnie. - Zresztą, to jest obiekt rządowy, trzeba mieć wejściówki. Zwyczajni obywatele mają przydziały ubrań które potem ewentualnie samodzielnie przerabiają. Zapewne.
- A moim zdaniem wycieczka na poszukiwanie jakichś ciuszków to fajny pomysł - zawtórowała poringowi Maya chociaż prawdopodobnie spodziewała się jakiegoś haczyka. - Ostatni wypad tak średnio wypadł.
- Kto by się spodziewał, że kucyki są motylkożerne...
- A propos, Ysen, nie nawiedził cię może czarny motyl? Taki w okularach...
Nie zareagował. Wyścig wchodził w finalną fazę i Gonik nadal była na przedzie, co było dobrą przyczyną do mocniejszego naciskania przycisków na padzie. W końcu nastąpiło nieuniknione i zgromadzeni usłyszeli głośny trzask sygnalizujący, że jeden z padów właśnie zakończył swój żywot.
- Tak. Wyjście do miasta to doskonały pomysł - rzekł Ysen odkładając swój nieco spłaszczony joypad. - Zresztą, Gonik i tak wygrała. I nie, nie widziałem żadnego motylka w okularach, tego by mi jeszcze brakowało...
- Posiadanie demona i tak jest w miarę wygodne w porównaniu z moją sytuacją. Zresztą, masz wyzwanie, musisz powstrzymać diabła. I przypominam, że nie mamy pieniędzy.
- To w czymś przeszkadza?

ciucholand, a raczej Centralny Inspekcyjny Układ Całościowo Habilitowany Odzieżowym Literalnym(?) Antyawangardowym Nienowym Dyskontem był sporym budynkiem otoczonym mało zachęcającym murkiem. Przy wejściu sympatyczna pani sprawdzała wejściówki. Jej broń prezentowała się nieco mniej sympatycznie.
Punyan wiedział chyba gdzie się znaleźć - ciucholand mimo najazdu motylków był bardzo dobrze zorganizowany, panował względny spokój , od czasu do czasu wchodzili ludzie wyglądający na ważniejszych od innych i nieco poirytowanych sytuacją na ulicach.
- Jakieś pomysły? - zapytała Mara patrząc na wejście. - Rewolucja się jeszcze nie zaczyna...

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 22-01-2009, 23:20   

Jak na zupełnie niezorganizowaną bandę wariatów grupka całkiem sprawnie przeprowadziła akcję dostania się do środka CIUCHOLAND-u. Przede wszystkim Poring skombinował fałszywe pieniądze które, jak obiecał, miały nie zmienić postaci przynajmniej w ciągu najbliższych kilku godzin (nikt nie dopytywał w co się zmienią). Ponieważ Nikt nie miał pomysłu jak ocyganić panią przy wejściu została ona błyskawicznie rozbrojona, obezwładniona i ukryta, po czym w jej miejscu stanęła Mai (ponieważ wiązało się to z noszeniem błękitnego munduru wampirzyca z przypadku niemalże promieniowała własnym blaskiem). Co prawda kilka osób wyraziło wątpliwości czy w tym stanie ducha będzie zdolna odgrywać swoją rolę, ale po pierwsze żadna inna dziewczyna nie zamierzała rezygnować z zakupów, po drugie - nikt nie miał odwagi stawać między Maieczką a mundurem.

Oczywiście w środku operacja nie przebiegała już tak sprawnie. Ysengrinn pluł sobie w brodę, że zalecił towarzyszom "zachowywać się naturalnie", a nim zdążył się poprawić nikogo nie było już w pobliżu. Dziewczyny zaczęły dziki rajd po stoiskach, niemalże tratując pechowych członków partii i pracowników administracji, porywając ubrania z wieszaków, popiskując i przemocą wdzierając się do przebieralni. Panowie (i Mara, która w dalszym ciągu nie czuła się przebojowo) wykazywali większą wstrzemięźliwość, po prostu snuli się od pokoju do pokoju szukając czegoś ciekawego.

Ysengrinn szybko się rozczarował. Stroje męskie okazały się zupełnie nieciekawe, nudne i strasznie siermiężne. Nie żeby się spodziewał zobaczyć wieszak z czarnymi kurtkami lśniącymi od ćwieków, ale nie znalazł nawet niczego z demobilu. O dziwo na zadowolonego wyglądał Daerian - wyszukał sobie dwa długie lekkie płaszcze, jeden czarny, drugi szary. Przymierzał je przed lustrem starając się spoglądać możliwie pogardliwie.

- Jak wyglądam?
- Stereotypowo.
- Świetnie.
- Poringu, chodź tu bliżej.
- Ja mam rączki tu!
- Widzę, ale wolę cię mieć na oku. Nie potrzeba nam rozróby.
- Jeszcze - dokończył niebieskowłosy.
- Zaiste, jeszcze. Swoją drogą muszę znaleźć Miyaka, trzeba wreszcie zacząć naukę.
- Teraz?!
- Dzień się zaraz skończy, musi się przygotować na Obrzęd Pożegnania Słońca.
- ...

* * *

Klienci powoli opuszczali "Centralny Inspekcyjny Układ Całościowo Habilitowany Odzieżowym Literalnym(?) Antyawangardowym Nienowym Dyskontem", niespokojnie oglądając się na dziwną młodzież robiącą wokół siebie straszne zamieszanie (dzieci jakiejś wierchuszki, ani chybi). Wychodzącym dość podejrzane wydawało się zachowanie strażniczki, która zdawała się być o wiele za bardzo uradowana swoją pracą. Niektórzy zanotowali w pamięci, żeby na wszelki wypadek nie pić w pracy zakładowej kawy.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Bezimienny Płeć:Mężczyzna
Najmniejszy pomiot chaosu


Dołączył: 05 Sty 2005
Skąd: Z otchłani wieków dawno zapomnianych.
Status: offline
PostWysłany: 17-04-2009, 21:58   

Dzień powoli zbliżał się do końca, przynajmniej z punktu widzenia Natury (bo pełne świateł, nowoczesne miasto-moloch nie zamierzało jeszcze zasypiać). Klienci już w większości opuścili CIUCHOLAND, jednak próby wyproszenia namolnej grupy młodzieży z ADHD spotkały się ze stanowczym sprzeciwem ciągle buszujących w środku osób. Kilka sprzeczek później, gdy popołudniowa zmiana obsługi dołączyła do zakneblowanej wcześniej strażniczki, problem się jednak rozwiązał i wszyscy mogli spokojnie wrócić do wcześniejszych zajęć - czyli przede wszystkim asystowania Ysengrinnowi i Miyi w przeprowadzaniu Bardzo Ważnego Rytuału Religijnego. Biorąc pod uwagę towarzyszące temu wszystkiemu zamieszanie, było najzupełniej zrozumiałe, że brak jednej osoby został zauważony dopiero po ponad godzinie.

Wiatr wzmagał się, malowniczo szarpiąc ubraniem siedzącej na dachu jednego z wieżowców Istoty. Wokoło widzialna była wieczorna panorama nieświadomego zbliżających się zmian miasta. Niezliczone światła oświetlały aglomerację miejską w której jak w jakimś futurystycznym mrowisku żyły i pracowały miliony mieszkańców, nie zdających sobie sprawy jak kruche są podstawy na których oparty jest porządek społeczny zapewniający im stabilizację życiową. Istota, patrząc na spokojne ulice, doskonale wiedziała jak w sumie niewiele trzeba, by wypełniły się one wyjącymi tłumami i spłynęły krwią.
- I mówią mi, że mamy to załatwić pokojowo i bez ofiar... ciekawe, jak to sobie wyobrażają - pomyślał lekko zirytowany poring-rewolucjonista. Gdyby mieć jakieś sto lat albo więcej, to można by spróbować dokonać naturalnego i spokojnego przekształcenia systemu społecznego w coś bardziej zadowalającego. W skrajnym przypadku można by spróbować ten czas skrócić do kilkunastu-kilkudziesięciu lat. Na Vindarię jednak nikt (z Punyanem na czele) nie zamierzał poświęcić więcej jak kilkanaście tygodni (góra kilka miesięcy) - a to oznaczało rewolucję. Te zaś zawsze pociągają za sobą ofiary. Wyglądało na to, że zrealizowanie planów zgodnie z zaleceniami będzie wyjątkowo trudne. Z drugiej strony jednak...
- Cóż, czegoś takiego jeszcze nigdy nie robiłem. Może być ciekawie. Zresztą, najwyżej się nie uda. - stwierdził filozoficznie.

Wokół wichura się wzmagała, pierwsze krople deszczu zaczęły bębnić o dach, a Poring myślał. Było dość oczywiste, że pokojowe przekazanie władzy może odbyć się jedynie za zgodą obydwu zainteresowanych stron. Co więcej, obydwu uczestniczącym w tym grupom musiałoby naprawdę zależeć na takim właśnie zakończeniu sprawy. Było też niestety jasne, że tak długo, jak długo obecne władze posiadają praktycznie przygniatającą przewagę militarną nad rebeliantami, tak długo nie będą zainteresowane żadnymi rozmowami. Gdyby zostały jednak jakoś do tych rozmów zmuszone, nie zgodziły by się na żadne ustępstwa bez gwarancji bezpieczeństwa dla siebie - które mieli raczej niewielkie szanse uzyskać, gdyby to nagle opozycja uzyskała przewagę. Chyba że... tak, to miało nawet szansę na powodzenie. Szczegóły będzie można ustalić później. Jeśli pomysł wypali, to uda się cały plan przeprowadzić w miarę bezboleśnie - choć jakichś ofiar oczywiście nie da się zupełnie wyeliminować.

Gdzieś obok uderzył piorun, jednak siedząca na smaganym deszczem dachu kompletnie mokra już sylwetka nawet nie drgnęła. W oddali niebo rozświetliło się serią kolejnych błysków, a wiatr przyniósł odgłosy grzmotu i alarmów przeciwwłamaniowych - potem jednak nawet te utonęły w wyciu huraganu. Istota uśmiechnęła się, i wysłała jeszcze więcej mocy w centrum burzy - takie teatralne gesty nadal jej się podobały, a ponadto przecież trzeba było przekazać mieszkańcom Vindarii przynajmniej symboliczny znak, że świat jaki znali ulegnie zmianie. A co do zmian...

Hej, baśnie, baśnie opowiadam wam
Kiedy za oknami ślepy wiatr nuci swoją pieśń
Baśnie niosę, baśnie w szept skulonych miast
Kiedy woda nie jest winem, nie
Kiedy jeszcze śpi, jeszcze śpi w nas moc


Co do zmian, Istota miała jeszcze kilka różnych pomysłów - być może nawet jakieś uda się jej zrealizować.
Uznawszy, że napatrzył się już wystarczająco, Poring zwinął przestrzeń wokół siebie i skoczył.

Chwilę później ociekający wodą osobnik plasnął głośno na środku dobrze już mu znanego hangaru.
- To co, już się dogadaliście? Czy też raczej mam się brać za plan A?

_________________
We are rock stars in a freak show
loaded with steel.
We are riders, the fighters,
the renegades on wheels.

The difference between fiction and reality? Fiction has to make sense.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 21-04-2009, 00:35   

Serika nigdy nie była dobra w Poważnych Rozmowach. Właściwie to nie była specjalnie dobra w niczym, co było poważne i dotyczyło zwyczajnego ludzkiego życia, ze szczególnym uwzględnieniem polityki i systemów społecznych - to było po prostu coś, co nigdy jej w żadnym stopniu nie interesowało. Z drugiej jednak strony była całkiem niezła w wyglądaniu niegroźnie i byciu miłą, a całą resztę zamierzała zwalić na Irian. Tak, to był całkiem niezły plan!
- Znaczy... Przepraszam, że zwaliliśmy się wam na głowę tak bez uprzedzenia, nie chcieliśmy was wystraszyć. To długa historia...
Rebelianci, ściśnięci na kanapie, spoglądali na dziewczyny spode łba. Wyraźnie nie sprawiali wrażenia osób, które traktują te przeprosiny serio. Ups, trudno. Może jednak przejdźmy do konkretów...
- Jesteśmy w stanie sobie wyobrazić rozmaite teorie, które co do nas macie, zapewne z jakimiś podstawionymi agentami rządowymi na czele. Wcale się nie dziwimy, na waszym miejscu również podejrzewałabym najgorsze. A prawda jest taka, że po prostu się zgubiliśmy - dokończyła, robiąc najbardziej niewinną, nieszczęśliwą minkę, jaką tylko miała w repertuarze.
Rebelianci nie musieli nawet nic mówić, ich miny wyrażały wszystko, a owo wszystko sprowadzało się do "tak, jasne... I co jeszcze?".
- Dobra, może po kolei - przejęła pałeczkę Irian. No nareszcie! - Po pierwsze i przede wszystkim: nie mamy złych zamiarów. Po drugie: my TEŻ nie lubimy systemów totalitarnych. Po trzecie: ponieważ nie lubimy, a co niektórych z nas rozpiera energia, chcielibyśmy wam jakoś pomóc. Zwłaszcza, że nasze możliwości sięgają daleko poza to, czym wy moglibyście dysponować. Po czwarte: przepraszam za tę ściemę z amnezją, nie powinnam była... Ale prawda brzmi tak absurdalnie, że na pewno byście mi nie uwierzyli, a poza tym naprawdę nie wiedziałam na czym stoję. Wiem, trzeba było nie kombinować, ale wtedy pewnie dla mojego własnego dobra odesłalibyście mnie do jakiegoś miłego pokoju bez klamek, czy coś...
- A ta absurdalna prawda brzmi...? - Aden obserwował je z ponurą miną.
- Jesteśmy z innego świata - wypaliła Serika.
I zapadła taka krępująca cisza, jaka zapada, gdy ktoś powie coś bardzo, bardzo głupiego.
- No, to na pewno - mruknął któryś z młodszych rebeliantów. Serika nie miała specjalnych wątpliwości, że nie chodziło mu bynajmniej o inne wymiary. Kurka wodna, jak im to tak przedstawić, żeby nie brzmiało śmiesznie?!
- Pochodzimy z innych planet, z innych światów, generalnie podróżujemy sobie i zwiedzamy. Ale mieliśmy po drodze mały wypadek i zabłądziliśmy, a w dodatku rozmaite rzeczy się trochę... no, pomieszały - wyjaśniła, czekając tylko, w którym momencie ktoś wybuchnie śmiechem. Nie wybuchnął. Może i szkoda, przynajmniej rozładowałoby to trochę potwornie napiętą atmosferę.
- A co to miałoby mieć wspólnego z nami? - westchnął nieszczęsny przywódca rebeliantów.
- Trafiłam tu przypadkiem, w poszukiwaniu żarcia, bo nasz poprzedni przystanek nie obfitował w jadalną materię organiczną. Zobaczyłam, co tu się dzieje, opowiedziałam znajomym i tak jakoś wyszło nam, że moglibyśmy wpaść i pomóc... Tak, wiem, moja wina, przyznaję się. Ale przy okazji znaleźliśmy Irian, która nam się zawieruszyła po drodze.
- A weź, już myślałam, że zostałam zupełnie sama... - wzdrygnęła się białowłosa.
- Dziękujemy, ale... Załóżmy, że wam wierzymy - Aden nie brzmiał przekonująco, ale zawsze to jakiś krok naprzód. - Przykro nam, że się zgubiliście, ale dlaczego w takim razie nie zajęlibyście się czymś bardziej konstruktywnym, niż jakaś rewolucja? Na przykład powrotem do domu?
No tak, testujemy, testujemy... Właściwie reakcja Adena była całkowicie logiczna. Jeśli naprawdę są przybyszami skądśtam, to może będą milimi kosmitami i sobie pójdą, zamiast przewracać świat do góry nogami... A jeśli nie, to zapewne są rządowi. Cudownie, i co ona ma mu powiedzieć?!
- Za grosz nam pan nie wierzy, prawda? - uśmiechnęła się. A co będzie wzdychać!
- No zgadnij... - prychnął któryś z młodszych buntowników.
- Dobra, wyjaśnijmy sobie coś! - zniecierpliwiła się Irian. - Mówimy prawdę, a to, czy nam wierzycie, czy nie, jest w gruncie rzeczy sprawą dość drugorzędną. Tym, co jest naprawdę istotne, są plany na przyszłość.
- Właśnie! - poparła koleżankę Serika. - Bo widzicie, my naprawdę chcielibyśmy pomóc... A co niektórzy z nas są nawet na to dość mocno zdecydowani. Mamy możliwości, których ktokolwiek inny na tej planecie mógłby nam tylko pozazdrościć. NAPRAWDĘ bylibyśmy w stanie pomóc wam obalić rząd...
- Na przykład jak?
Przywódca rebeliantów nadal im nie wierzył, tego była pewna. Najwyraźniej uznał jednak, że zrobi dobrą minę do złej gry, skoro te mutanty, ufoludki czy czym one właściwie były upierają się, że nie zamierzają sobie jednak pójść.
- Wiecie, ja to się nie bardzo znam... Ale może jakbyśmy tak wszystkim rządowym pozawiązywali strzelby i lufy czołgów na supełki, to problem by się rozwiązał? - zasugerowała nieśmiało. Irian popatrzyła na koleżankę ze zgrozą. Sądząc po minie Adena i spółki, zupełnie niechcący powiedziała właśnie coś, co zostało uznane za wyjątkowo paskudną groźbę...
- Serik... - westchnęła Irian. - Serik, ty wiesz, że istnieją miejsca, gdzie się miliony ludzi zaszlachtowały maczetami? Do tego nie potrzeba wcale skomplikowanej broni. A chaos, jaki by powstał...
- ... a czy ja wyglądam, jakbym się znała na przeprowadzaniu rewolucji!? - prychnęła kotowata, a ogon jakoś tak sam zaczął się majtać. - Ja tylko mówię, że chcę pomóc!
- Wierzymy, naprawdę! Ale na pewno jesteście zajęci, my naprawdę bardzo dobrze poradzimy sobie sami... - zapewnił Aden z umierającą nadzieję w głosie.

W międzyczasie reszta zabłąkanych wędrowców międzyświatowych wybyła z hangaru (pozostawiając stos brudnych naczyń po kolacji oraz smętne szczątki zepsutej konsoli). Padały kolejne argumenty, jak to przybysze bardzo chętnie mogliby pomóc, ale dyskusja tak naprawdę nie posuwała się ani kroku naprzód. Rebelianci jakoś nie palili się specjalnie do wykorzystania możliwości potencjalnych nowych sojuszników, byli natomiast pełni troski o ich czas i zagubioną drogę do domu... A poza tym zapewne i tak tylko czekali, aż wpadną posiłki z którychś z tajnych rządowych oddziałów. Serika miała w zanadrzu jeszcze jeden argument, ale w sumie nie chciała nieszczęsnym buntownikom grozić - i rozmowa toczyłaby się zapewne jeszcze długo, gdyby istotna część tego argumentu nie zmaterializowała się nagle na środku hangaru.

- To co, już się dogadaliście? Czy też raczej mam się brać za plan A? - wyszczerzył się bardzo mokry Poring ociekając wodą niczym kudłaty psiak po kąpieli... A chwilę później otrząsnął się niczym wyżej wspomniany psiak, sprawiając obecnym zimny prysznic-niespodziankę.
- No co tak patrzycie, fajnie pada! - wyjaśnił, jakby w najoczywistszy na świecie sposób tłumaczyło to, JAK on to właściwie zrobił.
- O, już wróciliście? - zainteresowała się Irian.
- Nie, znudziło mi się w tym Ciucholandzie... Nie mieli ćwieków! - poskarżył się rozżalony.
- ...czego nie mieli? - wytrzeszczył oczy któryś z młodszych rebeliantów. Najwyraźniej sam fakt pojawiania się na środku hangaru przestał robić na nich większe wrażenie, ale zainteresowania przybyszów wciąż pozostawały mocno egzotyczne.
- No ćwieków! Pieszczochy! Takiej wiecie, czarnej i skórzanej... Nawet skórzanych kurtek nie mieli - nadąsał się, po czym dodał skrajnie oburzonym głosem: - I żadnych glanów!
- Ej, jakbyś jakie znalazł, to daj znać... - pisnął rozmarzonym głosem ten sam młody chłopak, który wcześniej dostarczył konsolę, a kolega z jego prawej strony poparł go entuzjastycznym kiwaniem głową. No proszę, czyżby niektórzy zaczynali się oswajać?
- Jasne! To co chłopaki, plan A? Robimy rewolucję? Teeeeraz? - Istota aż podskakiwała (chyba coś tu komuś zostało z różowej kulki), nie mogąc się doczekać jakichś bardziej widowiskowych wydarzeń.
- A co to jest ten plan A? - odważył się zapytać Aden.
- No jak to co? Totalna, Monumentalna, Fantastyczna Rozwałka! Z fajerwerkami!
- ...zdaje się, że ktoś ostatnio twierdził, że chcecie nam pomagać?
- No nie! To WY chcecie pomagać NAM robić rewolucję!
- A... Naprawdę nie moglibyście na przykład sobie stąd iść...? - nieźle, ta nadzieja naprawdę uparcie trzymała się na posterunku.
- To jak my mamy robić rewolucję na odległość? - kompletnie zdumiony Punyan popatrzył na przywódcę rebeliantów wielkimi, niewinnymi oczami. - Przecież to strasznie niewygodne będzie...
- Na odległość to nie, ale koledzy mieli chyba jakiś plan alternatywny... Znaczy, taki, który nie będzie totalną rozwałką. Totalne rozwałki po jakimś czasie robią się nudne - oznajmiła z pełnym przekonaniem w głosie Serika.
- A ty się nie znasz! Ale to znaczy, że jednak się dogadaliście?
- No... Taaaak...
- I co, i co?
- Właściwie, to nie ustaliliśmy jeszcze szczegółów, ale...
Rebelianci najwyraźniej uznali, że z dwojga złego lepiej było mieć "sojuszników" na oku, niż pozwolić im planować rewolucję na własną rękę. Zawsze coś, chociaż szczegóły faktycznie można byłoby jakoś dopracować.
- ... ale właściwie co chcielibyście nam zaoferować?

_________________
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 27-04-2009, 22:01   

W zupełnie innym miejscu, czasie i wymiarze, na planie rzeczywistości którego istnienia większość mieszkańców Vindarii nie potrafiłaby sobie nawet wyobrazić, istniała niezwykła budowla. Nie miała określonego kształtu, początku ani końca, środka ani zewnętrza. Nie podlegała prawom fizyki, bo też nie mogłaby powstać w wymiarze, w którym normalnie one funkcjonują. Składała się z niezliczonych wież, platform, pomostów, arkad i przeróżnych niezwykłych konstrukcji, białych i połyskujących niczym marmur, o wiele jednak bardziej smukłych i delikatnych niż jakakolwiek konstrukcja kamienna. Choć w miejscu tym nie istniały jednoznaczne góra i dół, a światło padało zewsząd, bez widocznego źródła, to wyraźnie nie przeszkadzało to licznym ptakom, przelatującym z jednego miejsca na drugie, ani roślinom, gęsto porastającym dobrze utrzymane ogrody. Ów niesamowity kompleks od niepamiętnych czasów był siedzibą Gildii - tajemnej organizacji międzywymiarowych podróżników, oplatającej niemalże cały wszechświat siecią swych wpływów i połączeń handlowych. Członkowie Gildii zwali ją Świątynią Nieskończoności. Zazwyczaj panowała w jej przestrzeni niezmącona cisza, chyba, że któryś z licznych utalentowanych muzyków organizacji dawał akurat koncert na skrzypcach, fortepianie czy olbrzymich organach.

Nie miała ona określonego centrum, gdyby jednak miała niewątpliwie byłby to gigantyczny białoczerwony budynek przypominający barokową bazylikę, w którym spotykała się Wielka Rada. Zamiast podłogi miała ona wielki basen w którym pływały olbrzymie kolorowe ryby. W miejscu prezbiterium zawieszona w powietrzu była wielka złocistoszkarłatna loża ze wspaniałymi tronami, niżej zaś, na ścianach absydy, osadzone były cztery mniejsze loże. Odbywało się właśnie zgromadzenie najwyższych dostojników Gildii, którego tematem przewodnim był ciąg dziwnych fenomenów w jednym z peryferyjnych rejonów wszechświata. Władze Gildii były poważnie zaniepokojone tymi zdarzeniami, nie mającymi precedensu w zapisanej historii wszechświata.

Samym środkiem nawy głównej biegł wąski mostek zakończony okrągłą platformą w centrum transeptu. Tą właśnie ścieżką wkroczyły do bazyliki dwie postaci odziane w długie luźne płaszcze - starszy mężczyzna o wychudzonej twarzy i młoda dziewczyna. Oboje zatrzymali się na platformie i skłonili postaciom usadowionym na tronach w największej loży.

- Czcigodny Mistrzu Algares, Wysoki Eforze 5. sektora 12. prowincji - rzekł donośnym głosem, zwielokrotnionym przez echo, wysoki mężczyzna w czerwonym płaszczu, usadowiony na pierwszym tronie od prawej. - Zostałeś wezwany przed oblicze Architektów dwudziestu jeden Tajemnych Rytów i Kolegiów czterech Dostojnych Zakonów naszego bractwa w celu zdania sprawy z tajemniczego wydarzenia, jakie miało miejsce w twej jurysdykcji. Z twego raportu wnoszę, że odnaleźliście źródło tego... Kataklizmu?
- Zaiste tak jest, Dostojny Irranardzie, Architekcie Rytu ArcyMaga. Ta niewiasta - tu wskazał na swą towarzyszkę, która ponownie się skłoniła, - to Ilara, czeladniczka Rytu Rydwanu i wysłanniczka Gildii do świata trzeciej kategorii - Sarzii. To ona pierwsza wykryła przedarcie się tych istot do naszej rzeczywistości.
- Czy to pewne, że chodzi o istoty a nie o... Nie wiem, naturalną erupcję mocy?
- Spotkałam ich - odezwała się nagle Ilara, w innym świecie znana jako Maria. - To były humanoidy, choć nie wyglądali jakby przybyli z jakiegokolwiek znanego mi świata. Większość z nich sprawiała wrażenie obytych z bronią zabijaków.
- Interesujące... Nie próbowali ci zrobić krzywdy?
- Nie wiedzieli kim jestem. Prawdopodobnie są tak potężni, że zwykli ludzie zupełnie ich nie interesują. Nie wiemy zresztą ile wiedzą o naszej organizacji - jeśli cokolwiek wiedzą.
- Hmm... Drugi raport stwierdzał, że opuścili oni już Sarzię. W dalszym ciągu nie wiecie gdzie się znajdują?
- Już wiemy. Świat szóstej kategorii, Vindaria. Nasza komórka szpiegowska wykryła ich magiczną aktywność w stolicy i na jej obrzeżach. Jak na razie nie mamy pojęcia co jest ich celem, zdaje się jednak, że sprawia im przyjemność sianie chaosu i zniszczenia.
- Każda kolejna informacja o tej sprawie jest bardziej przerażająca od poprzedniej - westchnęła kobieta w zielonej sukni, usadowiona dwa trony od Irranarda. -
Czy przedsięwzięto już jakieś kroki w celu zapobieżenia tragedii?
- Siły zbrojne Gildii w całej prowincji postawione zostały w stan gotowości, ale to o wiele za mało. Biorąc pod uwagę skalę zagrożenia sugeruję mobilizację Obediencji Rycerzy wszystkich Zakonów oraz oddziałów Rytów Cesarza Rydwanu i Wieży.
- Powoli - podniósł rękę Irranard. - Siły o których mówisz to trzon i elita naszej armii, ściągając je w jedno miejsce postawilibyśmy w niebezpieczeństwie znaczny obszar - nie wiemy przecież czy to ostatnia taka inkursja. Czy mamy w ogóle jakieś pojęcie o celach tych istot?
- Nie. Postępują tak chaotycznie, że nie dostrzegliśmy póki co żadnej logiki w ich postępowaniu.
- Zatem za wcześnie by mówić o wojnie. Nie ma sensu ich prowokować zbyt szybką akcją zbrojną, na razie skupcie się na obserwacji i wzmocnijcie stan osobowy komórki w Vindarii.
- Skoro taka jest wola rady...
- Dowiedzcie się czego szukają, kim są i czy powinniśmy spodziewać się dalszych gości. Wyślijcie też na Vindarię niewiastę która ich spotkała, powinna się tam przydać. Dostojny Asari, Architekcie Rytu Rydwanu, czy nie uważasz, że czeladniczka Ilara zasłużyła sobie by włączyć ją w poczet mistrzów?
- Owszem - przyznał blondyn w błękitnym płaszczu i zbroi. - Dopilnuję tego osobiście. Niezwłocznie, by mogła wyruszyć na Vindarię już jako mistrzyni.
- Swoją drogą... Czy mi się zdaje, czy też Vindaria była kiedyś światem piątej kategorii?
- Owszem, była - potwierdził Algares. - Prowadziliśmy tam poszukiwania pewnego... artefaktu, na zlecenie Obediencji Dziesięciu Mieczy.
- Ach tak, pamiętam. W swoim czasie przetrząśnięto chyba co drugi świat w poszukiwaniu tego mitycznego automatonu. Nigdzie jednak nie natrafiono na ślad owego... Chyżwara.
- Zaiste. Dość szybko również vindariański trop okazał się fałszywy i planeta straciła dla Gildii większe znaczenie. Zresztą, nasza pomoc naukowa dla tego świata okazała się być nieprzewidzianie destabilizująca - zupełnie niechcący zapoczątkowaliśmy kilka religii i ruchów rewolucyjnych, wybuchło kilka wojen i kryzysów. W celu naprawy tego błędu pomogliśmy pewnemu ugrupowaniu zaprowadzić porządek i wycofaliśmy się ze świata, pozostawiając tylko kilka komórek wywiadu.
- Rozumiem. Cóż, nie wykluczam, że w wyniku całej sprawy nasza obecność tam ulegnie zwiększeniu, bo prawdopodobnie znowu trzeba będzie przywracać spokój.
- Oczywiście, o ile będzie jeszcze gdzie zaprowadzać porządek. Czy jednak nie byłoby rozsądnie...
- Heh, dobrze. Wyślemy do waszego sektora oddział Rycerzy Miecza. Ale trzymajcie ich z daleka od Vindarii dopóki sytuacja nie będzie wyraźnie wymagała interwencji.
- Stanie się wedle woli rady.

* * *

- Tak więc dzięki tej zorganizowanej operacji i jednoczesnym akcjom w wielu oddalonych punktach wywołamy wśród rządzących przekonanie, iż rebelia jest w rzeczywistości potężnym ogólnoświatowym ruchem, a nie...
- Bandą naiwnych ciapciaków, bawiących się w wojnę kosztem niewinnych ludzi?
- YSEN!

Czarnowłosy przyniósł sobie krzesło, które postawił naprzeciw kanapy rebeliantów i usiadł na nim tył na przód, opierając brodę o oparcie. Gdzieś w pobliskich pokojach dało się słyszeć dzikie odgłosy świadczące o tym, że reszta grupy też już dociągnęła i przystąpiła do podziału łupów.

- Witaj, Seriko. Witaj astralny poringu. Doszliście do czegoś?
- Tak, właśnie opisałem miłym panom rebeliantom nasz plan.
- Wspaniale. Na czym ów "nasz plan" miałby polegać?
- Och, klasyka - sabotaż sprzętu bojowego, przerwanie linii komunikacyjnych, szantaż, zastraszanie, uwalnianie jeńców, dywersja w zakładach produkcyjnych...
- Jesteś absolutnie pewien, że nie byłoby efektywniej po prostu zrobić wielki krater z siedziby rządu?
- Kratery są nudne! A poza tym Serika się nie zgadza na wywołanie wielkiej masakry.
- Przepraszam, ale jak nazwać rewolucję jeśli nie wielką masakrą?
- Ciiiszej, jeszcze panowie rebelianci stracą entuzjazm!

"Panowie rebelianci" nie wyglądali jakby mieli jeszcze entuzjazm do czegokolwiek. Byli bladzi i spoceni, rozmowa z trójką przybyszów do tego stopnia ich wyczerpała, że puścili uwagę rycerza koło uszu.

- Późno już, może połóżcie się już spać - Ysengrinn zasugerował niespodziewanie dziewczynom.
- A wy? - Serika łypnęła na niego podejrzliwie. Była faktycznie zmęczona, co było tym bardziej nieprzyjemne, że względnie nowe uczucie.
- Musimy omówić z panem bohaterskim szefem ruchu oporu plan działań na najbliższe kilka dni. Ja i Punyan w ogóle nie mamy przecież pojęcia o tutejszej geografii.
- No ok... Nie mi ktoś zatem pokaże jakąś sypialnię. Jutro mam nadzieję zobaczyć was wszystkich ŻYWYCH. Zrozumiano, panowie?

Irian i Serika poszły za jednym z rebeliantów (niemalże płynącym w powietrzu ze szczęścia, że może opuścić zebranie) w stronę wyjścia. Aden odprowadzał je zwrokiem, zbyt zmęczony i zrezygnowany by przerażał go fakt, że jedyne w miarę komunikatywne osoby spośród przybyszów zostawiły ich samych z dwoma osobnikami zdecydowanie niebezpiecznymi. Dzień był tak męczący, że jedyne o czym teraz marzył to sen, zaczął już nawet zamykać oczy.

Dobra, odezwał się nagle głos w jego głowie, bezpardonowo przywracając go do rzeczywistości, możemy sobie pogadać w spokoju. Poproszę teraz o listę i lokalizację dygnitarzy rządowych, których powinniśmy zlikwidować w pierwszej kolejności.

Haha, usunęłam przekleństwo.
Mara

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Daerian Płeć:Mężczyzna
Wędrowiec Astralny


Dołączył: 25 Lut 2004
Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa)
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 11-05-2009, 16:15   

Pierwszą myślą zrozpaczonego Adena (zaraz po: Co do diabła? Ratunku! i Oni potrafią czytać w myślach!, zakończonych bardzo pocieszającą uwagą rycerza - “Ale tylko w ograniczonym zakresie”) było rzucić wszystko w... no, nieważne. W każdym razie miał już dosyć.
Poda tym... temu... czemuś jakiś wysoko położonych dygnitarzy czy dowódców, może nawet szefa i niech się dziele co chce. Tylko, że to na pewno nie było dobre rozwiązanie.

-Jesteś pewien – przekazał w myślach – że to dobry pomysł? Twoje, em, towarzyszki zdają się widzieć to trochę inaczej...
-Zapewne. Ale przypadkiem ekspertem militarnym w tej grupie jestem ja.
-A w zasadzie, jak to działa?
-Dyskusja? Normalnie... podtrzymuję kanał między nami, więc w zasadzie jak całkiem prywatna linia telefoniczna... no, może poza tym, że niedoświadczone w tym sposobie komunikacji osoby nie są w stanie kłamać (co nie znaczy, że muszą się do czegoś przyznawać, chociażby do faktu, że i ja jestem niedoświadczony...).
-Aha...
-Więc, nazwiska? Na początek może jakiś szczebel lokalny, na próbę.
-Próbę!?!
-Tak tylko mi się pomyślało. Potrzebujemy przykładu, a przy okazji warto pozbyć się kogoś istotnego.
-A towarzyszki?
-To już mój problem, a dokładniej – moja sprawa. Nie problem. Nazwiska i dane.
-...

Aden nie miał juz sił się opierać i wkrótce lista, zawierająca kilka potencjalnych celów zamachów rebeliantów, odrzuconych jednak z powodu zbytniego ryzyka trafiła w ręce, a dokładniej myśli Ysena. Ten zaś niby nic oddalił się z pomieszczenia...

- Więc – uśmiechnął się drow o włosach koloru górskich lodowców, wychodząc, jak sie wydawało, a może naprawdę tak było, wprost ze ściany - na czym stoimy?
- Na metalowej posadzce – odpowiedział wściekły rycerz – a w ogóle co Ty tutaj robisz?
- Przyszedłem zorientować się co tak naprawdę planujesz. Ja akurat znam Cię nie od dzisiaj, a po Twojej radosnej niczym chmura gradowa minie i dowcipie o subtelności granitu widać było, że pokojowe i radosne plany Cię nie przekonują.
- Czyli od jak dawna podsłuchujesz?
- To nie istotny szczegół.
- Mam na ten temat inne zdanie!
- W każdym razie, mnie też dopisz do działań bardziej zdecydowanych. To miejsce nie podoba mi się na dłuższych postój.
-Mam tu akurat coś dla Ciebie...

Chwilę później:
- Innymi słowy, mam sprawnie usunąć tych osobników ku chwale naszej rewolucji, w ramach przykładu, dezorganizacji, posiania zwątpienia i terroru oraz ku przestrodze?
- Powiedzmy.
-Dobrze, a co z tą... wizytówką, o której mówiłeś?
-Weź to – powiedział Ysengrinn wręczając Daerianowi torebkę pełną zielonych kulek.
-...
-No co?
-Nic, nie wiem tylko co to ma być...
-To symbol równości, nieskrępowania, wolnego wyboru, swobody...
-Małe zielone piłeczki wyglądające jak zmanierowane poporingi?
-Możesz to tak nazwać, przekonasz się. Tylko zostaw po jednym przy każdym... przykładzie.
-Nie omieszkam.


Daerian nie wspomniał, że miał zamiar dość drastycznie zrealizować część dotyczącą przykładów i posiania terroru...

Niewiele osób jest także w stanie równać się w umiejętnościach zabójstwa celu w jego własnym biurze, położonym kilkadziesiąt metrów pod ziemią, w pokoju za korytarzem wypełnionym strażnikami od kontrolującego portale drowo-smoko-mazoka nekromanty z mocami lodu... Ochroniarze usłyszeli jedynie pełen grozy krzyk, by wpadłszy do pokoju zobaczyć dyrektora więzienia dla wichrzycieli politycznych i rebeliantów, znanego z torturowania i wykorzystywania... w pewnych celach więźniów i więźniarek, przyszpilonego do ściany gigantycznym lodowym soplem... w którego środku zamrożona była zielona kuleczka.
Kilkadziesiąt kilometrów dalej, zaledwie chwilę później, pułkownik Joehann “Lodowe Serce” Grimm, słynny z krwawego zakończenia protestów studentów trzy lata wcześniej i wcielania w życie zasady “Dobry rebeliant to martwy rebeliant”, zastał okryty z sercem zamienionym w dosłownie bryłę lodu. Obok ciała znaleziono zielona kuleczkę.
Przy kolejnych dwóch celach Daerian nie silił sie już na symbolikę, szczególnie, że nie specjalnie miał na nią pomysł. Wykorzystał po prostu zaklęcie Palca Śmierci i zostawił obok ciała zieloną kuleczkę.

Do końca listy pozostało jeszcze kilka celów, czuł jednak pewne wyrzuty sumienia... zapewne pochodzące od jego drugiej strony charakteru. Pozostawało jedynie przerwać akcję, aby ją uspokoić... nie miał ochoty znowu przejść w wybuchowy, radosny i przede wszystkim nie doceniający praktyki i prostoty aktualnego rozwiązania stan.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3291361
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 6 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group