FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 52, 53, 54 ... 68, 69, 70  Następny
  Friguoris Cordis
Wersja do druku
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 15-06-2009, 09:37   

Przechadzając się właśnie korytarzami, z książką w ręku i Gujinem na głowie, Sasayaki dostrzegła swojego ojce, wchodzącego do Lustrzanej Komnaty, gdzie urzędował Najwyższy Kapłan. Słowa Patriarchy, które przekazał Altruiście Velg były słyszalne praktycznie w całym kościele, który zamarł nagle w napiętym oczekiwaniu. Przejmująca cisza obudziła zwierzaka. Zmienność odcieni czerwieni na twarzy kapłana była bardzo niepokojąca.

- Chyba zaraz zostanę sierotą...- szepnęła dziewczyna.

O dziwo jednak kapłan wybuchł pełnią euforii:

- Jakże wspaniałe są wyroki kica! Chwalmy naszego Patriarchę, gdyż jest miłosierny i przebacza błędy niewiernych! Przyniesiemy zbawienie zagubionym duszom! Oczyścimy ich...

Dalsze okrzyki zawierały niejasne fragmenty o rytuałach ponownej kicanizacji i nowym "Święcie Powrotu" celebrowanym z okazji rocznicy tych wydarzeń. Kapłan tanecznym krokiem pobiegł nakazać budowę nowej świątyni w Seahaven w stylu który nazwał neoantycznym.

Sasayaki podeszła do ojca.

- Więc już po wszystkim?- spytała. Velg nie odpowiedział, jedynie objął ją ramieniem.

Drogi Altruisto, Mam nadzieję że nie masz za złe że za ciebie odpowiadam...

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 15-06-2009, 14:44   

Wyprowadził czym prędzej córkę z gabinetu Altruisty. Wprawdzie o swoje życie był spokojny (Najwyższy Kapłan był władny co najwyżej pozbawić go pozycji - bowiem umiejętności Velga pozwalały mu uciec i wrócić pod zmienioną postacią), lecz z życiem jego córki było zgoła inaczej. Jej mógł zagrozić każdy kaprys szaleńca, jakim był Ten, Który Tańczy Nago.

Kiedy wyprowadzał Sasayki z pomieszczenia, słyszał jeszcze o niezwykle kosztownych planach swego przełożonego. Zdaje się, że ów planował zbudowanie wielkiej, platynowej świątyni Najjaśniej Kicającego Patriarchy, która miałaby dodatkowo mieć podłogi i ściany wyłożone najrzadszymi diamentami. I cała ta budowla, która wraz z robocizną pochłonęłaby wszystkie dochody Bractwa (jeszcze przed rozkradzeniem ich przez Costly'ego) przez następnych kilkanaście lat, miała być ledwo wstępem do większego przebłagania. Pierwszemu Sekretarzowi pozostawało modlić się, żeby Altruista zrezygnował z dalszego wdrażania swego planu.

Odprowadził ją do jej pokoju, zaśpiewał jej kołysankę (a właściwie - poruszał ustami w rytm śpiewającego zza mebli chóru), ucałował na dobranoc - po czym z powrotem odleciał do miasto.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 15-06-2009, 16:19   

Gdy Velg wraz z córka wyszedł z pokoju Altruista podszedł do stołu na którym leżała miska z wodą. Przemył powoli swoją twarz. Mokre dłonie wytarł w ręcznik.
- Nowe rozkazy… - Najwyższy Kapłan myślał głośno. Zmiany rozkazów przyjął beż żadnego wewnętrznego sprzeciwu. Kic wiedział dobrze co jest najlepsze dla MAC. Altruista podszedł do dużego lustra. Przejrzał się w nim uważnie. Coś mu się nie podobało. Przeczesał palcami swoją fryzurę. Nadal coś mu się nie podobało.
- Już wiem! - Uśmiechnął się szczerze i z całej siły uderzył czołem w lustro.

Nieco później Altruiście udało się złapać na korytarzu Velga. Zaszedł go od tyłu i delikatnie objął w pasie.
- Mój ty Velgu. - zaczął szeptać mu do uszka. - Szukałem cię - Altruista przytulił się mocniej do jego pleców.
- Będziesz osobiście odpowiedzialny za wprowadzenie MAC-owego pokoju do Seaheven. Chcę by co pół godziny odprawiono tam mszę poświęconą Patriarsze.
- A, i jeszcze jedno
. - Bladolicy wypuścił ze swoich objęć Velga i obrócił go przodem do siebie. Pierwszy Sekretarz dostrzegł zaschniętą krew na czole kapłana
- Osobiście spośród heretyków wybierzesz pięćdziesięciu ludzi. Nie interesuje mnie czy to będzie żebrak, kupiec czy upadły kapłan. Pod nadzorem wojska przetransportujesz ich do Kościoła.
- Bo widzisz mój drogi Velgu, odkupienia win to bardzo fajna rzecz. - Ostatnie zdanie Kapłan zakończył okrutnym uśmiechem.
Powrót do góry
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 15-06-2009, 20:31   

- Co do jasnej...?!!!- zirytowała się Sasayaki wstając z łózka- Jest południe jak rany!!!

Wyszła z pokoju ostentacyjnie trzaskając drzwiami, co okazało się błędem gdyż zwróciło na nią raczej niepożądaną uwagę. Znienacka zaatakował ją... Haliaeetus albicilla- popularnie zwany bielikiem, którego biotop to starodrzewia w pobliżu zbiorników wodnych... a nie kościelne korytarze! Dziewczyna cisnęła w ptaka zaklęciem paraliżującym. Gdy gruchnął o ziemię zauważyła rozległe obrażenia wskazujące na próbę uduszenia go oraz uroczą różową obróżkę z medalikiem. Na nim zaś wypisane elegancką kursywą imię: Wojtuś. Wtem nadbiegli akolici.

- Wasze to-to?- spytała czarodziejka podnosząc sztywne ptaszysko. W odpowiedzi usłyszała jakieś mamrotania o gniewnym spojrzeniu kica, rychłym powrocie Ryuuzakiego i nietolerancji laktozy u rzeczonego orła (próbowali nakarmić go twarożkiem ze szczypiorkiem =_=). Nie słuchając nawet Sasayaki podążyła do biblioteki, trzymając bielika za nogi. Wstyd przyznać ale nie znała zaklęcia odparaliżującego...

Po drodze spotkała rozanielonego Altruistę... tańczył nago we wschodnim pawilonie...

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 15-06-2009, 20:54   

Jakiś czas temu, śpiącego Altruistę nawiedził niebieski kot. Jak zwykle, przyniósł ostrzeżenie o wzniecaniu wielkich rebelii, o pożodze, o zniszczeniach – a przynajmniej tak twierdził Najwyższy Kapłan. Od razu, na wierzch wypłynęła też kwestia tzw. Niebieskich Przepowiedni – zbioru proroctw, które wieszczyły Bractwu rychły koniec, następujący za niespełna kilka-kilkanaście-kilkadziesiąt lata. Widać ów transcendentny kocur (o którym Pierwszy Sekretarz tyle się naczytał w starodawnych aktach…) albo zapomniał wyznaczyć datę, od której szefowie MACu powinni rozpocząć odliczanie, albo, pogrążony w absolucie, mówił o zgoła innym wymiarze – bowiem kolejne terminy mijały, a Najjaśniej Kicający Patriarcha wciąż dzierżył imperium pod swoim berłem.

Dnia, w którym Velg rozpoczął wycofywanie swoich wojsk z Seahaven, również miał nastąpić koniec znanego świata. I nastąpił, przynajmniej wedle wyznawców Distanta. W całym imperium ściągnięto nadzwyczajny podatek, który pogrążył doszczętnie kilkanaście siół, których mieszkańcy uciekli do lasów. W przyszłości miano śpiewać o „…ruinach Zapadłej Dziury wietrznych…”, które miały znaczyć początek Wielkich Przemian – wzrostu cen w rolnictwie, które wedle owego bóstwa miały pogrążyć całe państwo w mroku, na skutek zapaści gospodarczej. Piętnaście wieków później, migracje do miast zapoczątkowały erę gospodarki industrialnej – i wówczas kot pojawić się miał znowu ze zgrabnym wytłumaczeniem, że określenie „gospodarcze mroki” miało odnosić się do duszącego smogu, który niekiedy przysłaniał Słońce (a przemiany miały mieć swój skutek w wielkich zniszczeniach po Rebelii Seahaveńskiej, o których wiedziano z księgi starych proroctw…). Smog ów miał doprowadzić śmierci ludzkości. I faktycznie, kiedy już ludzkość pomarła w wyniku domniemanego efektu cieplarnianego („domniemanego”, bowiem jedyną przyczyną, dla której uznano to za efekt cieplarniany były przepowiednie Distanta), ostatni człowiek zabity został przez czarny smog.

Niebieski Kot jednak nie śmiał się ostatni – nie mógł, bowiem w transcendencji koty zatracały zdolność śmiania się. Poza tym, w wyniku stopienia umysłu z absolutem zapomniał o celach, dla których anihilował ziemie Bractwa. Miał za dużo celów, aby znaleźć własne. Zmienił grawitację, odlatując do międzywymiarowej karczmy - gdzie miał zamiar przekonać podobnych sobie, że jego działanie miały jakiś (acz niezrozumiały nawet dla niego) zrozumiały sens.

Tymczasem jednak, nieświadomi dziejowej roli tego dnia, członkowie MACa wykonywali swe zwykłe czynności. Ludzie Ryuzakiego dopadli Arię, która wcześniej trafiła na listę „pięćdziesięciu heretyków”. Velg wraz z Ryuzakim i Shizuku uczestniczyli w oficjalnej ceremonii, przekazującej władzę w mieście w ręce Costly’ego Moliny. Z kolei Altruista zapomniał, że nie żyje (przynajmniej wedle wróżb) i w najlepsze hasał po Kościele…

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 15-06-2009, 21:28   

Shizuku wreszcie na swym wiernym kucyku pojawiła się w kościele. Zmęczona podróżą i przeżyciami ostatnich dni, udała się do swojej komnaty i wzieła nieprzyzwoicie długą i relaksującą kąpiel z bombelkami. Trzeba dodać, że bombelki były złote o smaku jabłkowym, a przynajmniej taki miały zapach. Potem przebrała się w nową sukienkę (przyozdobioną koronkami i zielonymi wstążkami) i udała się na zwiedzanie kościoła. Dawno jej tu nie było więc stwierdziła, że warto by obaczyć, czy coś się nie zmieniło pod jej nieobecność.

Wtedy podszedł do niej jakiś brodaty jegomość z informacją, że Altruista czeka na nią w swojej komnacie. Grzecznie podziękowała za informację i niespiesznym krokiem udała się do wyznaczonego miejsca.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 15-06-2009, 22:20   

Dziewczyna siedziała sobie spokojnie w ogrodzie i piła herbatkę. Uśmiechała się lekko do siebie oglądając to co się dzieje w kościele dzięki swojej kuli. Czas jej mijał nie naturalnie powoli, spokojnie tak jakby była w innej rzeczywistości. Wróciła kiedy na stoliku położona została ozdobna niewielka doniczka z małym kwiatkiem który dopiero miał ukazać swoje piękno. Kwiat położyła akolitka o imieniu Mei.
- To dla pani...właśnie dostaliśmy te kwiaty i jeden chciała tobie ofiarować - powiedziała nieśmiało akolitka.
- Widać po tobie, że jednak to nie wszystko co byś chciała - z uśmiechem powiedziała mroczna kapłanka przybliżając do siebie doniczkę.
- Tak....widzi pani, mój młodszy brat...on...
- Nie kończ, rozumiem - powiedziała ciepło białogłowa i delikatnym gestem poprosiła Lenę aby udała się z akolitką.
- D...Dziękuje! - wykrzyknęła radośnie Mei i wraz z małą wróżką opuściły Avalię. Ta zaś wróciła do oglądania wydarzeń w twierdzy i popijania herbatki.
- Łaska kicającego...skoro tak... - wymruczała oglądając popisy braciszka Altruisty.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 15-06-2009, 23:46   

MAC-01 Espadon znów przybił do Kościoła. Karel był trochę zawiedziony że statek nie wziął udział w akcji ale przyjemny ciężar w kieszeni odsuwał te myśli na dalszy plan. Zastanawiał się gdzie jest Kitkara, Aria, kiedy ktoś zobaczy jego wideo raport z akcji na Heretyku i dlaczego w NBA grają prawie sami murzyni?!
Nie mając odpowiedzi na żadne z tych pytań udał się do swojej komnaty. Wziął w ręce swoją gitarę elektryczną i zaczął grać Hells Bells.
Gdy skończył postanowił przejść się po Kościele. Wyszedł właśnie na dwór kiedy na ramieniu usiadł gołąb pocztowy. rozejrzał się naokoło czy nie ma gdzieś w pobliżu jakiegoś akolity czy kogokolwiek innego. Zdjął więc wiadomość z ręki ptaka i po szperaniu w kieszeniach długiego płaszcza jaki włożył( bo było dziś chłodno) znalazł resztki porannej kanapki którymi to nakarmił opierzonego posłańca. Zaczął następnie czytać list. Na jego twarzy po kolei pojawiał się wyraz zdziwienia, zadumy a na koniec triumfu. Pośpieszył więc do salonu wspólnego gdzie przebywała akurat większość znanych osobistości MACu.Zapukał we framugę i upewniwszy się że nie przeszkadza zaczął czytać wiadomość.
- Najwyższy Komitet Królów Podniebienia ma zaszczyt zaprosić Członków Bractwa MAC na tegoroczny wielki turniej kucharski. Z zadowoleniem przyjęliśmy zgłoszoną przez kilkoro zawodowych kucharzy waszą kandydaturę i uroczyście zawiadamiamy że wniosek przeszedł. Wielki Turniej odbędzie się za trzy dni i wymienia się podczas niego następująca zasady:
1: Na turniej są zapraszane trzyosobowe delegacje z poszczególnych organizacji nie licząc kibiców.
2: W skład nie mogą wchodzić zawodowi kucharze. Dozwoleni są tylko amatorzy.
3: Turniej polega na ciągu pojedynków w systemie turniejowym kiedy to delegacje przygotowują po kolei:
przystawkę, danie główne i deser.
4: Dania są ocenianie przez wybierany co roku Komitet Wielkich Mistrzów podniebienia w skali od 1 do 10 punktów.
5: Zwycięska drużyna otrzyma tajną sekretną recepturę wyjątkowo wykwintnego dania.

Po przeczytaniu listu Karel odchrząknął po czym zapytał obecnych.
- Więc co robimy?

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 16-06-2009, 09:01   

- Proponuję pieczonego orła- wymamrotała Sasayaki, próbując odpędzić od siebie Wojtusia.- Wiedzieliście że Hells Bells leczy paraliż?
(Niestety dziewczyna dowiedziała się o tym gdy niosła bielika koło pokoju Karela, ptak zaś był bardzo niezadowolony...)

Szermierz złapał ptaka za ogon niczym wąż przyczajony wśród liści swoją zdobycz. Czarodziejka zaś szybko wyczarowała łańcuch, który go oplótł (pokryty pluszem dla bezpieczeństwa n_n). Skinęła Karelowi głową w podzięce.

- A tak zupełnie poważnie- zaczęła- Sądzę że najlepiej będzie wybrać jakiś motyw przewodni... coś jak tradycyjna kuchnia gondorska, albo smakołyki ze wschodnich rubieży... Z tego co wiem prostota jest bardziej ceniona niż ekstrawagancja, oczywiście bez przesady, więc najlepiej wybrać coś jak... hm... pieczona kaczka z kasztanami... zamias dajmy na to jednorożca w marynacie ze złotych jabłek. No i oczywiście potrzeba nam trzech kuchmistrzów.

Popatrzyła po zebranych. Żaden z nich nie prezentował się jak mistrz kulinarny, a przynajmniej nie taki, co lubi próbować każdej potrawy. Sądząc jednak po pozorach wątpiła czy ludzie, otoczeni przez służbę, poświęcający życie walce i służbie Kicającemu w ogóle zajmują się gotowaniem... chyba że w charakterze hobby. Ona sama miała pewne niewielkie doświadczenie, ale tylko w zakresie przyrządzenia dla samej siebie posiłku z tego co znalazła lub upolowała, nie było to więc nic wykwintnego. Z resztą było z zasady upieczone jeszcze zanim do niego podeszła, zwykle ognistą kulą o zredukowanym rozmiarze.

- Czy ktoś tu potrafi gotować?

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-06-2009, 16:02   

Altruista wraz z Novakiem na widok Shizuku wchodzącej do komnaty wstali od suto zastawionego stołu. Najwyższy Kapłan uśmiechnął się ładnie do dziewczyny. Miał na sobie ceremonialną czerwoną szatę. Dewey Novak za to był ubrany w biały oficerski mundur.
- No nareszcie przybyłaś. Wyglądasz prześlicznie! No i na obiad jesteś ubrana w sam raz. Ale fajnie, że jesteś, bo zaczynałem się już bać, że ci jeszcze jedzenie wystygnie. Proszę, siadaj. - wskazał dłonią wolne krzesło.

Lekko zaskoczona Shizuku usiadła w wyznaczonym miejscu. Od razu podeszła do niej młoda kobieta trzymająca tace z pełnymi kieliszkami jakiegoś wina. Gdy Shizuku przyjrzała się służącej to dostrzegła, że ma ona lekko podbite lewe oko oraz rozciętą dolną wargę. Bogini westchnęła i odebrała od dziewczyny kieliszek z winem

- Bogini, spróbuj tego. - Kapłan zachwalał wino. - Zapewniam cię, że będzie ci smakować, to Czar Avalii.

Shizuku napiła się łyczek, wino jej nawet smakowało, choć było pół słodkie. Odstawiła kieliszek i spojrzała na stół. Znajdywały się na nim różne sałatki oraz owoce morza. Jedzenie było za dużo jak na trzy osoby. Kątem oko zauważyła, że Novak się jej z ciekawością przygląda.
- Altruisto - odezwała się po raz pierwszy - dziękuje ci za zaproszenie, ale powiedz mi, co chciałeś ode mnie?
- O tym później, może najpierw coś zjemy. - Kapłan wrzucił sobie na talerz kilka owoców. - O rety, bym zapomniał, ale gapa ze mnie. - Kapłan pacnął się dłonią w czoło
- Altruisto, o czym byś zapomniał? - Zapytała Bogini.
- O modlitwie za ten cudowny obiad. Właśnie, Shizuku. - Altruista uśmiechnął się do niej. - Może ty zmówisz modlitwę przed posiłkiem?
Powrót do góry
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 16-06-2009, 16:57   

Shizuku zawachała się. Co też temu Altruiście chodzi po głowie? Myślała, że spotka się z dość chłodnym przyjęciem, nigdy nie spodziewała się takiego zachowana po Kapłanie, zwłaszcza po tym, jak przyczyniła się do pokrzyżowania mu planów. Dodatkowo martwiła ją ta pobita służąca. No, ale czego by dla niej nie przyszykował, boginka nie zamierzałą uciekać, tylko z podniesioną głową stawić mu czoła.

-Z największą przyjemnością. - odpowiedziała z uśmiechem i wstała z krzesła układając słowa modlitwy w głowie - O Wielki Kicający pobłogosław te dary, które będziemy spożywać dzięki twojej łąsce i potędze. Spraw by ten posiłek zaspokoił nasze żądze żywieniowe i aby nikt nigdy nie musiał cierpieć z powodu głodu. - po tych słowach uśmiechneła się do osób przy stole i usiadła. Wtedy wszyscy zabrali się do jedzenia.
-Pozwól, że spytam Altruisto co też robi tu ten uroczy mundurowy, który tak uporczywie mi się przygląda? - zapytała gładko Shizuku po czym Novak spłonił się niczym dojrzewająca dziewczyna, która usłyszała sprośny żart.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-06-2009, 17:37   

- Novak... Ty podrywaczu! Przypominam ci, że jesteś na służbie - Najwyższego Kapłana rozbawiło zakłopotanie podpułkownika.
- Ależ oczywiście, Altruisto, przepraszam, panno Shizuku. Nie chciałem, aby pani poczuła się nieswojo. Te obserwacje to takie moje zboczenie zawodowe. - Novak wstał od stołu i spuścił głowę nisko - Jeszcze raz: bardzo przepraszam.
- Dobra, już dobra. Widzisz, Novak, Shizuku się uśmiecha, co oznacza, że przyjęła twoja przeprosiny. Prawda?
- Prawda.
- Widzisz, Shizuku... - Kapłan mówił dalej - Po ostatnim zamachu na mnie, Velg nakazał osobiście Novakowi nadzorować moją ochronę. Ale zostawmy to. Zabierzmy się za jedzenie.

Po kilku minutach, Najwyższy Kapłan ponownie odezwał się do Shizuku.
- Bogini - Na twarzy Altruisty ponownie zagościł miły uśmiech. - Dostałem raport, z którego wynika, że byłaś w Seaheven. Wyczytałem z niego, że brałaś udział w pacyfikacji heretyków i pomogłaś w przejęciu miasta. To się chwali. Ale chciałbym cię zapytać, bo ja w tym mieście nigdy nie byłem, a wydaje mi się, że w tym mieście byłaś na długo przed naszą armią. Miałaś zapewne trochę czasu by pozwiedzać. Więc moja droga Bogini, opowiedz mi o tym mieście. Co myślisz o jego mieszkańcach? Może zapoznałaś się z ich kulturą i sztuką? Jest tam w ogóle coś ciekawego do zwiedzania?
Powrót do góry
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 16-06-2009, 17:44   

Brat Joseph, szef Biura Informacji Wojskowej, był wyraźnie zmartwiony ostatnimi przemianami. Stracił monopol na władzę w cieniu Pierwszego Sekretarza – choćby w wyniku powrotu Ryuzakiego, który kiedyś miał być jedną z „największych osobistości” Bractwa (choć wzmianki o tym próżno byłoby szukać w kronikach). Dalej, część jego obowiązków została przekazana Karelowi – i choć sprawy bezpieczeństwa Kościoła szybko powróciły pod jurysdykcję, już zdążył je przejąć młody i ambitny ppłk. Novak.

Starzejącej się jednostce w strukturach Bractwa wcale nie było łatwo – on przynajmniej miał życzliwość Pierwszego Sekretarza, a i tak nie ustrzegł się powolnej marginalizacji. Wciąż utrzymywał stopę życiową na wysokim poziomie, lecz nie było to tak bardzo zależne od jego kompetencji. Konetabl miał swoich ludzi, którzy umieli błyskawicznie naprawić większość błędów, więc pozwalał mu na częste polowania, mimo iż starość dawała mu się we znaki. Rzecz jasna, budził przez to powszechną zazdrość, gdyż nikomu innemu nie udawałoby się pędzić spokojnej starości mimo niewątpliwego zaniku sił.

Nie był niedołężny i wciąż utrzymywał działanie BIW na wzorcowym poziomie, ale coraz większą liczbę czynności wykonywali jego podwładni. Rzecz jasna, czynili to dużo gorzej od niego, niemniej rekompensowali to znacznie większymi siłami i młodzieńczą energią.

I było to widać w trakcie tej narady, kiedy brat Heinrich mówił o kwestii postseahaveńskiej. Mówił długo, więc kiedy skończył składać raport, Joseph musiał zrezygnować z zabrania głosu.

- Wasza Ekscelencjo... Jestem zbyt zmęczony, aby kontynuować. Proszę, czy nie moglibyśmy przenieść dalszej części na jutrzejszy ranek? – zaczął, a w jego głosie słychać było żal pewnego typu. Żal do samego siebie – Życzyłbym obecności Karela przy jutrzejszej rozmowie, gdyż tyczyć się będzie ona głównie jego. Inne wiadomości mam do kilku innych oficerów, których listę dostarczę ci, panie. Ich, już na osobności, chciałbym przesłuchać podczas zebrania wywiadu, jutrzejszego dnia o zmierzchu. Jeśli więc można, odwołaj sir Ulricha z posterunku, który pełni jako adiutant Rajmunda. – zakończył, a ponieważ Pierwszy Sekretarz gestem udzielił przyzwolenia, zebranie zostało zakończone.

Szara eminencja sporej części wojska zniknęła w cieniu (zapewne zanieść Najwyższemu Kapłanowi jakiś raport), a Velg zajął się swoją własną pracą. Miał do załatwienia sprawy wschodniego pogranicza. Gdy już je rozwiązał, uprzednio komunikując się z kilkunastoma jenerałami, zajął się wydawaniem dyspozycji służbom pod zawołaniem Ryuzakiego (które również nie cierpiały zwłoki). Właśnie zamierzał wydać rozkaz egzekucji pułkownika Davosa Hellsteel, gdy podejrzanego o rabunki oficera uratowały chodzące po kościele plotki. Plotki o tym, że Władczyni Kucyków miała nieprzyjemność spożywać kolację w obecności Altruisty i Novaka.

Jasny kicu...! Na śmierć o tym zapomniałem, a Altruista jest strasznym furiatem...! A i z Novaka to pewnie ziółko niezgorsze. Lepiej, bym się śpieszył pod drzwi, aby w przypadku najgorszego dziewczynę jeszcze odratować. – pomyślał, kiedy nie cierpiące zwłoki sprawy Bractwa nagle poczęły tolerować wszelkie opóźnienia.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 16-06-2009, 19:05   

Boginka przyglądnęła się podejrzliwie Altruiście, ale trwało to jedynie przez chwilę. Przełkneła wyjątkowo smacznego kalmara, popiła winem i już z pustą buzią odpowiedziała Altruiście:
-Najwyższy Kapłanie czyżby ujawniała się w tobie głęboko skrywana pasja do podróży? Nie przypuszczałam, że mogłoby cię zainteresować zwiedzanie tak prowincjonalnego miasta jak Seahaven. - tutaj wyskrobała sobie zawartość małży z muszli, przeżuła, przełknęła i znowu zaczęła mówić - Muszę cię niestety zasmucić. Jest to typowe, niczym się nie wyróżniające miasteczko. Co prawda ma port, ale nie jakiś rewelacyjny i domy może trochę większe niż w innych miastach, ale naprawdę nie opłaca się tam fatygować. Ale mają tam kilka ładnych posągów Kica, nie powiem. Całkiem ładnie prezentują się na głównym placu. Tak właściwie to nie miałam czasu na bliższe zapoznanie się z miastem, byłam dość zajęta... - dokończyła i zabrała się za smakowicie wyglądającą krewetkę.

Usłyszawszy to Altruista zamyślił się głęboko, ale trwało to tylko przez chwilę. Zaczął męczyć się ze skonsumowaniem jeszcze żywej ośmiornicy, ale jej fragmenty cały czas uciekały mu z widelca. Nagle krzyknał:
-Novak jak ty się zachowujesz przy damie! Na litość Kicowską nie zasypiaj mi tu! I siedź prosto! Że też pokarano mnie takim ochroniarzem...- westchnał ze złością
-Właściwie o jakim zamachu mówiłeś?- przypomniała sobie Shizuku, która odnotowała sobie wcześniej to pytanie w głowie - Nie pamiętam nic takiego.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-06-2009, 21:16   

Tymczasem Karel uwijał się w kuchni. Każdy jego ruch był szybki i pewny siebie a składniki idealnie odmierzone.
- Nie wiedziałem że umiesz gotować - powiedziała będąca z szermierzem w kuchni Sasayaki.
- Jak się spędza 9 tysięcy lat na włóczęgach i kampaniach wojennych to można się nauczyć gotować nawet korzonki - odpowiedział ten jednocześnie rozmawiając, podrzucając coś na patelni i krojąc warzywa.
- O pierwsze danie gotowe! Karaage....- podał kucharzom do spróbowania a ci pomrukiwaniami i życzliwymi spojrzeniami chwalili jego kunszt.
- Zabawne....właściwie zapomniałem że gotowanie może być tak samo zabawne jak pojedynek - powiedział przyrządzając Donburi w wersji Unadon.
Węgorz był grillowany a po kuchni( i po Kościele bo drzwi były niedomknięte) unosił się cudowny zapach.
- Postanowiłem! Jadę na ten konkurs.....ale muszę poćwiczyć przez te trzy dni. To znaczy że będziecie się karmić moimi wyrobami kuchni wschodu..... - kucharze zareagowali na to stwierdzenie głośnymi brawami.
Tymczasem przez szparę w drzwiach kuchni zaglądała jakaś postać. Najwyraźniej przywabiona zapachem.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 53 z 70 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 52, 53, 54 ... 68, 69, 70  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group