FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 57, 58, 59 ... 68, 69, 70  Następny
  Friguoris Cordis
Wersja do druku
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 03-07-2009, 18:52   

Molina miał dość własnych problemów i bez tego, ale co było zrobić. W krwistoczerwonej szacie pogrzebowej Mroczny Kapłan stał przed podwyższeniem na którym spoczywało ciało akolity Mozarusa. Wierni wypełniający komnatę cicho łkali i nucili hymny żałobne.

Costly sam zaśpiewał dwa nokturny ku chwale zmarłego i nie wysilał się na więcej - bo i więcej protokół nie wymagał. Główną część uroczystości poprowadzić ma Najwyższy Kapłan, przez co Molina nerwowo odliczał kolejne minuty oczekując na jego przybycie. Zgodnie z tradycją Altruista pojawić się ma dopiero po tym, jak wypalą się wszystkie świece odpalone przy rozpoczęciu czuwania nad ciałem. Do tego czasu nad ciałem stać musi zastępca Najwyższego Kapłana.

I nie byłoby problemu, gdyby czuwanie nie trwało prawie 8 godzin. Kapłan ukrywał ziewanie, kiwał się lekko z senności i niedoleczonego kaca. Z nudów Costly wodził wzrokiem po czarnych sztandarach otaczających ciało zmarłego. Dominowały te z Feniksem, które reprezentowały Bractwo. Na niektórych był też Wilk - symbol rodowy Mozarusa.

I gdy już nadszedł ten moment, gdy grawitacja zaczęła ciągnąć Molinę nieubłaganie ku ziemi, gdy już nadzieja zaczęła wygasać w sali nastała ciemność - oto ostatnia świeca zgasła. Molina uniósł pełne wdzięczności oczy ku sklepieniu po czym posłał jednego z akolitów po Najwyższego.

Altruista wszedł do sali po kilku chwilach. Costly skłonił mu się po czym rytualnie przekazał mu piecze nad ciałem. I już miał po angielsku opuścić komnatę, gdy Najwyższy powiedział patrząc na niego.

- Bracie, tyle czasu czuwałeś nad ciałem naszego przyjaciela. - Mówił Altruista z łzami wzruszenia w oczach. - To poświecenie zachwyca mnie. Proszę, czuwaj po mojej prawicy podczas głównej uroczystości!

- To dla mnie zaszczyt Najwyższy Kapłanie. - Powiedział Kapłan martwym głosem zabijając w swoich myślach Altruiste na 50 różnych sposobów.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 03-07-2009, 19:04   

- Lepiej późno niż wcale - powiedział do Costlego kapłan. Altruista zdążył na czuwanie tylko dzięki magom, którzy go dzień i noc pieczołowicie kurowali. Kapłan obiecał sobie, że nigdy już nie weźmie do rąk Imaskarcany.

- Bracia i Siostry - Altruista zwrócił się do tłumu - zebraliśmy się dzisiaj tutaj wszyscy, by pożegnać brata Mozarusa, który odszedł niespodziewanie dwa dni temu.
- Wszyscy wiemy, jaka to była zasłużona dla nas osoba. A ja muszę przyznać, że nie jestem w stanie wymienić wszystkich jego zasług dla naszego kościoła. Chyba nikt nie jest w stanie. Powiem tylko tyle...
- Mozarusie... tego się nie robi przyjaciołom! Pustki uczyniłeś w sercu moim tym nagłym zniknięciem swoim. Jak ja mam teraz sobie wyobrazić funkcjonowanie Kościoła bez ciebie, mój drogi Mozarusie? - Ten, Który Tańczy Nago wytarł chusteczką mokre oczy.
- Ale mogę ci obiecać jedno: będziemy kontynuować nasze dzieło i nie spoczniemy, dopóki w całym Multiświecie nie będzie wyznawana nasza religia.
- Bo prawda o tym Multiświecie jest tylko jedna. - kapłan zrobił krótką przerwę, by nabrać powietrza po czym krzyknął.
- Cały Multiświat jest pełen kłamstw!

- Kraje w Multiświecie są zżerane przez korupcje! Wszędzie panuje anarchia i rozpusta! Rządy mniejszości tyranizują większość! Cały czas się słyszy o nowych wybuchających wojnach.

- Bracia i Siostry! - Altruista położył dłonie na piersiach - Ja, Altruista, mówię temu wszystkiemu stop! Czas przerwać ten łańcuch nieszczęść! Czas przywrócić normalność. Tylko MAC jest w stanie tego dokonać! Tylko MAC może doprowadzić do pokoju na świecie. - Altruista wzniósł pieść w górę.
- Dzieci MAC-u! Zniszczmy kłamstwa tego świata!
- ALL HAIL MAC!
Powrót do góry
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-07-2009, 15:43   

- All hail MAC! – taki okrzyk wyrwał się z tysięca gardeł wszystkich zgromadzonych w głównej sali Kościoła Praworządności.

I takie odgłosy unosiły się w Kościele, kiedy Pierwszy Sekretarz wszedł na mównicę. Niemniej, zabrał on głos dopiero, kiedy głosy ucichły.

- Wierni Bracia i Wierne Siostry… Jesteśmy świadkami epokowej zmiany. Odszedł Mozarus, który przez wiele lat stał za tronem Patriarchy. W momencie tym musimy zadać sobie pytanie – czym jest jego śmierć dla nas?! Końcem? Nie! Porażką? Nie! Jest ona jedynie świadectwem ewolucji, którą przeżywa Bractwo! Od doskonałości idealnej do doskonałości idealniejszej – taka musi być nasza droga. Są bowiem tacy, którzy poświęcili śmierć dla Bractwa… Czy mamy wierzyć, iż ich ofiara była daremna? Nie! Musimy wiedzieć, że oddali życie dla szlachetnej misji ulepszenia Bractwa. Są wszakże tacy, którzy życia…

I w tym momencie wpadł do Kościoła zdyszany członek Biura Informacji Wojskowej, który wykrzyczał przerażającą nowinę.

- Mozarus… Żyje…! Widziano go, kiedy odjeżdżał w kierunku Faerunu.

I wtedy, chcąc nie chcąc, Velg musiał drastycznie zmienić ton przemówienia.

- … dla Bractwa poświęcić nie chcieli. I są oni heretykami! – powiedział, uderzając ręką o mównicę – I takich heretyków musimy eksterminować, albowiem oni są szarańczą na polach Kościoł! A herezja wszędzie dostać się może – nawet w takie serce, jak serce Mozarusa. – tu konetabl splunął na niedoszłego denata – Zresztą… Czyż tu nie widzę oznak przestawania z owym heretykiem, za które na jego stos Inkwizycja winna posłać? – tu wskazał na stos pogrzebowy Mozarusa oraz na ludzi z siatki szpiegowskiej, stojących nieopodal wilczych sztandarów.

Następne kilka minut w Kościele rozgrywały się dantejskie sceny, skoro za sugestią Pierwszego Sekretarza na scenę wkroczyli inkwizytorzy. Kroniki jednak o tym nie wspominały – mówiły tylko o przysiędze konetabla: „Miejsca, gdzie heretycy azyl znajdują, za heretyckie uznajemy – i Faerunu krainę występną przeto ślubujemy zniszczyć! Co dopełnić, łaską bożą do tego zdania wyniesiony, ślubuję – tak mi dopomóż kic!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 04-07-2009, 19:30   

Tymczasem w pokoju Deweya Novaka rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść! – powiedział ów za biurka. Drzwi się otworzyły i do środka wszedł młody żołnierz. Stanął on na baczność przed Deweyem i zasalutował mu.
- Panie podpułkowniku, właśnie przybyli z raportem kapitan Razmus wraz z chorążym Militią.
- No w końcu - Novak był zadowolony - Wpuść ich i wróć do obowiązków .
- Tak jest! - Żołnierz zasalutował i ponownie otworzył drzwi wpuszczając do środka dwójkę rosłych mężczyzn w mundurach oficerskich. Obaj mieli ogolone na zapałkę głowy i twarze za które można by dostać dożywocie.
- Novak - odezwał się po wyjściu żołnierza mężczyzna który wyglądał na najstarszego. - Po co nas wezwałeś… I po co ta cała maskarada?
Wywiadowca uśmiechnął się tajemniczo, po czym ponownie odezwał się.
- Znana jest wam etymologia słowa „freelance”?
- He? Co masz na myśli?
- Free lance, innymi słowy najemnik do wynajęcia. Za pieniądze taką lance można wymierzyć w każdego. I… wiecie co? Ja mogę te pieniądze załatwić. Jestem w stanie dać wam dużo pieniędzy.
- Novak - odezwał się drugi lekko zarośnięty mężczyzna. - Ściągnąłeś nas tylko po to by ponownie namówić do służby w wojsku? Jeśli tak, to od razu udzielę panu odpowiedz. Nie interesuje nas to, a pieniędzy mamy pod dostatkiem. Wystarcza nam nasza skromna agencja. A poza tym nie chce nam się znowu znosić wojskowego drylu. Tak więc, dziękujemy.

Podpułkownik tylko rozparł się wygodnie w fotelu.
- Jeśli się do mnie przełączycie, pozwolę wam wyrównać rachunki z Ryuzakim... - Po tych słowach, mężczyźni popatrzyli po sobie. W końcu jeden z nich, zwany Millitią, spojrzał głęboko w oczy rozmówcy i rzekł.
- Nie proś, a zdobywaj
- Tak. Działaj, a osiągniesz cel. - Odpowiedział Novak.
- Więc… czego od nas oczekujesz?


Spoiler: pokaż / ukryj
Krótki post dzięki anime Eureka Seven
;p
Powrót do góry
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 05-07-2009, 01:34   

-Miau?
Strażnicy nie wiedzieć czemu zaczęli się skarżyć na dobiegające z nieokreślonych kierunków miauknięcia.
Akolici natomiast zaczęli się uskarżać na braki w diecie, głównie rybne.
Niektórzy miewali dodatkowo problemy ze spaniem - dopadały ich duszności i dziwne uciski w okolicach mostka.
Jeden został profilaktycznie zamknięty w izolatce, po tym jak rano odkryto na nim ślady szponów sukkuba - najwyraźniej demon niecnie wykorzystał biednego młodzika.
Powrót do góry
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 05-07-2009, 01:59   

Sprawą tajemniczych następstw zajął się - tymczasowo wolny - Karel.
Najpierw sprawdził braki rybne zaobserwowane w Kościele. Zdołał ustalić że zniknęły tylko najprzedniejsze gatunki a sprawca zostawił pośrednie. Na łóżkach akolitów zdołał również znaleźć ślady włosów. Ostatecznie rozkazał przebadać zamkniętego w izolatce.
- Panowie - powiedział przed sekcją kryminologiczną Kościoła - oto co mamy. Z ran młodego akolity istotnie została wyciągnięta demoniczna energia ale nie najwyższego rodzaju. Można więc wykluczyć sukkuba tym bardziej że aura należała do osobnika płci męskiej. Po jego diecie jestem w stanie wywnioskować że jest osobnikiem przebiegłym ale jednocześnie dumnym jako że je zazwyczaj tylko łososie , pstrągi i marliny. Łóżka w których znaleziono włosy charakteryzują się tym że wszystkie co do jednego miały wymienione wcześniej materace w związku z tym były bardziej miękkie niż zwykle co uśpiło czujność akolitów. Krótko mówiąc - dodał - nie mam pojęcia kto to jest ale to najpewniej jakaś hybryda.
- Więc jak go złapiemy kapitanie?
- Proste, odwołamy się do jego dumy.

Wieczorem.....
Na dachu Kościoła ukazał się szermierz. Zgodnie z jeg poleceniem nie było w pobliżu nikogo. Chciał to zrobić sam.
- Doprawdy muszę podziwiać twój kunszt skrytości intruzie - zaczął Karel - jednak używasz go i kryjesz się niczym złodziej którym zresztą jesteś podkradając posiłek akolitom. Dodatkowo na jednego z nich rzucasz bezpodstawne oskarżenia zadając mu z premedytacją rany które mają sugerować związki z siłami demonicznymi. Jeżeli więc masz więc chociaż odrobinę honoru oświadczam. Staw mi czoła tu i teraz! - tym oto wyzwaniem kapitan zakończył swój monolog i czekał.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 05-07-2009, 02:25   

- Miau.

Mroczny Kapłan Molina poderwał głowę do góry, zrzucając przy okazji na ziemie siedzącą na jego łóżku Aki.

- ZNOWU!? - Wydarł się na cały głos.

- Najpierw białe myszki, potem zielone skrzaty, a teraz kot! - Powiedział Costly diabli wiedzą do kogo.

- Nikogo nie obchodzą twoje pijackie majaki dessu - Powiedziała zza zaciśniętych zębów Aki podnosząc się wolno z ziemi.

- Tym razem to nie majaki! Na pewno słyszałem kota! - Kapłan spojrzał gniewnie na skrzata.

- Ja nic nie słyszałam, znowu wali ci od alkoholu dessu . - Skłamała bez zmrużenia oka.

- Miau!

Aki podskoczyła do góry zaskoczona.

- Ty... - Molina podniósł skrzata i zmierzył ją groźnym spojrzeniem.

- Skontaktuj się z hyclem. Najlepszym jakiego znajdziesz. Migiem. - Rozkazał Molina.

Aki odwróciła się na pięcie i udała się wykonać polecenie nie siląc się na odpowiedź.

Kapłan podszedł do szafki i wyjął z niej zatyczki do uszu. Na zdrowy sen wypił dwie setki Helsinkówki i zwalił się na łóżko.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 05-07-2009, 02:26   

-Miau.
Facepalm w kocim wykonaniu wyglądał uroczo, lecz nic nie oddało głębi załamania, jakie czarny kotek odczuł, wysłuchując tego monologu.
Honor? Na litość czarnego serca Beshaby, co ja jestem, paladyn?
Co pomyślawszy, kotek spokojnie wrócił do kuchni. Pracujące tam kobiety chyba polubiły łaszącego się do nich futrzaka i dokarmiały go regularnie. Ciepły zapiecek też piechotą nie chodził, więc w czasie gdy pewien ...nazwijmy go idealista, marzł na dachu, futrzak miał wszystko w nosie i spał sobie smacznie. Po kociemu.
Powrót do góry
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 06-07-2009, 01:31   

Aki miała swoje humory, dąsy i fochy. Ale powierzone jej zadanie zawsze wykonała idealnie. Przekonać się o tym mógł teraz Molina patrząc na hycla z którym skontaktował się skrzat.

- Stefan jestem. - Zadudnił basowy głos.

Hycel, który przedstawił się jako Stefan wyglądał imponująco. Miał jakieś dwa metry wzrostu, bary rozmiarów dwudrzwiowej szafy, łapy jak pokrywy od kosza na śmieci i zupełnie niewidoczny kark. Ubrany był w mocno podarte jeansy. I to wszystko. Dzięki temu podziwiać można było jego poznaczoną bliznami klatę.

- Ślady po pracy? - Spytał obojętnie Costly patrząc na imponujący ślad pazurów przecinający prawy bark Stefana.

- Łapałem lwa-maskotkę, na dworze króla Vizimira.

Sugerując się rozmiarem blizny była to całkiem ciekawa maskotka.

- Więc dobrze. Ostatnio coś tu miauczy i doprowadza mnie do szału.

Stefan splunął za siebie.

- Tylko jeden kot? Zwykły kot?

- A ja wiem czy zwykły? Miauczy, wkurza, biega. Nie znam się na kotach. Pensje dostaniesz jaką wymagasz po złapaniu futrzaka.

Stefan uśmiechnął się szeroko. - Brzmi jak łatwa robota. - Energicznym ruchem uderzył dwoma pięściami o siebie. - Zrobię z niego krwawą miazgę.

- Masz swobodę w poruszaniu się po kościele. Idź już.

Stefan zaryczał jak spuszczony z smyczy tygrys i nie przerywając ryku wybiegł z komnaty na łowy.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 06-07-2009, 02:22   

-Miaaaaau~
Czarny kotek miauknął i włączył diesla, gdy gruba kucharka poczęła głaskać go po pełnym brzuszku.
Futrzak szybko się zaaklimatyzował, trafiając w wolne miejsce łańcucha pokarmowego MACu. Co prawda dało się zauważyć pewien spadek jakości żywienia, od kiedy brać kucharska zaczęła dokarmiać kociaka- padały argumenty " bo on taki malutki, nie wyrośnie!", albo "Kyaaa~~!, śliczny!", niemniej był zasadniczo nieszkodliwy.

Stefan był profesjonalistą w swoim fachu. Mimo wyglądu był również człowiekiem inteligentnym, więc poszukiwań nie prowadził na oślep. Okrzyk miał przestraszyć szkodnika, który stałby się łatwym łupem....

Hycel wpadł z impetem do kuchni. I zatrzymał się z poślizgiem na wyglancowanej na błysk posadce z przerażeniem w oczach.

Owszem, znalazł kota. Tylko że...
Kucharka była duża. Bardzo. Stefan przełknął ślinę, oceniając sylwetkę kobiety. I kuchcików, również nie ułomków. I rzeźnika, który wyjrzał ze swojej kanciapy, słysząc rumor. Rzeźnik miał w ręku uwalany krwią tasak, również nie malutki.

-A ty to kto? - zapytała kucharka, drapiąc kociaka za uszkiem i z niejakim zainteresowaniem patrząc na nagle pokrytego potem Stefana.

- Eee...tego....mogę pogłaskać kotka? - jak mówiliśmy, hycel umiał szybko myślec...
Powrót do góry
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 06-07-2009, 04:28   

Moda na chińszczyznę nie przemijała – o czym najprawdopodobniej nie wiedział miauczący intruz. Zresztą Stefan również nie miał o tym najmniejszego pojęcia...

- Ładny koteczek… – powiedział niepewnie, rozpaczliwie starając się wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
- Ano, dobra zupa z niego będzie… – odpowiedziała kucharka, jednocześnie szybkim ruchem pakując futrzaka do gara.

Dopiero tam zwierze zdało sobie sprawę z prawdziwych intencji postawnej kobieciny. Zapewne miało być dodatkiem do smażącej się akurat pieczeni z jakiegoś bezdomnego psa (podawanej jako pierogi na ostro), zamówionej przez samego Costly’ego. Sytuację pogorszył jeszcze fakt, że palenisko dość szybko nagrzewało wodę, skutkiem czego kot musiał szybko podjąć jakieś akcje.

Kościół wypełniło przeraźliwe miauczenie, a samo zwierzę (kosztem rozpaczliwych wysiłków) zdołało się wydostać ze złowrogiego naczynia. Wydostać – wprost idealnie w mocarne ręce Stefana, którego akcja teraz miała pełną aprobatę kucharki, niezadowolonej z przedwczesnej utraty niedoszłego (tuczonego przecież jej własnym sumptem!) rarytasu…

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 06-07-2009, 04:44   

Oh, good one >]

Trudne sytuacje wymagają poświęceń.

Stefan mrugnął zdezorientowany, a brać kucharska cofnęła się z okrzykami strachu.

Trzymał na rękach drowa. Rudego, nie farbowanego, jak zauważył, gdyż długouchy był nagi jak go Lloth stworzyła.
-Ah, mój bohaterze - zakrzyknął Vhriz, radośnie zarzucając Stefciowi ręce na szyje i tuląc się do niego - chciały mnie ugotować! Ratuj!
Powrót do góry
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 06-07-2009, 08:11   

W momencie kiedy strudzona i pokryta co najmniej centymetrową warstwą błota Sasayaki w końcu wróciła z Podziemnego Imaskaru, jej oczom ukazał się wyjątkowy widok. Mianowicie człowiek o wyglądzie trolla niusł metodą strażacką nagiego drowa. Golas pomachał jej, a ona czerwona na twarzy zakryła oczy. Odliczyła do dziesięciu i rozejrzała się po pustych już korytarzach. Kontem oka dostrzegła znikającą w drzwiach gabinetu Moliny czerwoną czuprynę.

-Ja nawet nie chcę wiedzieć co tam się będzie działo...- powiedziała do siebie.

Ruszyła do komnat Velga. Zastukała w otwarte drzwi. Pierwszy sekretarz stał odwrócony do niej tyłem, pochylając się nad mapami Faerunu.

-Ojcze? Wróciłam, noo... i mam księgę.
- A Sas, doskonale- powiedział, lecz staną osłupiały gdy ją zobaczył.- Kicu drogi! Jak ty wyglądasz?
- Jak homunkulus przebrany za imaskariańską staruszkę po naprawdę długiej podróży w czasie najbardziej deszczowej pory roku.
- Ach, no tak... więc masz księgę zgadza się?
- Mhm.- Wyjęła tomisko z torby podróżnej- Po drodze zdjęłam większość zaklęć pułapek. Pozostały tylko te, które wymagają drugiej osoby do pomocy i czar lekkości.
- Doskonale!- Wziął z jej rąk artefakt- A teraz idź się umyć, koniecznie.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Fei Wang Reed Płeć:Mężczyzna
Łaydak


Dołączył: 23 Lis 2008
Skąd: Polska
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 07-07-2009, 20:26   

W głównej komnacie świątyni bractwa panował względny spokój, którego nie zmąciło nawet niespodziewane wybrzuszenie w przestrzeni, powoli nabierające kulistego kształtu. Świadkowie poznali w tym rękę Fei Wang Reeda, więc tylko z ciekawością oczekiwali pojawienia się jego samego. Tymczasem półprzeźroczysta kula powiększyła się i spłaszczyła (w elipsoidę obrotową), jednocześnie wypluwając inną, mniejszą, która po chwili pękła jak bańka. W sali rozległ się donośny brzdęk, gdy klucz, do połowy zamknięty w kamieniu, upadł na kamienną posadzkę. Był zakrwawiony, a kamień nosił na sobie wyraźne ślady ostrego oręża.

Zapadło milczenie, nagle przerwane, gdy w "bańce" przestrzennej zmaterializował się tuzin lodowych trolli lekko oszołomionych niespodziewaną wycieczką. Lecz nie trwało to długo - po posadzce rozlały się wnętrzności zabitych i zabijanych. Dwoje pozostałych przy życiu ludzi, dojrzawszy szansę ratunku, rzuciło się do ucieczki w kierunku otwartych drzwi do komnaty. Na próżno - zanim dotarli do połowy odległości padli pod ciosami mieczy. Zapanował chaos - nieludzkie wrzaski mieszały się z panicznymi krzykami i nawoływaniem kilkunastu strażników broniących się rozpaczliwie. W całej świątyni podniósł się rwetes. W kierunku komnaty śpieszyły pierwsze zorganizowane posiłki strażników. Krew ludzi i trolli przelewała się i mieszała w jedną ciemną substancję. Szczęk broni zastępował słowa. Walka była w pełni.

I nikt nawet nie zauważył, kiedy i jak Najwyższy Kapłan pojawił się na środku komnaty i podniósł coś z posadzki. Spojrzał jeszcze na stos ciał przeteleportowanych magią Feia - nie dojrzał wśród nich znajomych rysów. Fei Wang Reed musiał zostać po drugiej stronie, gdziekolwiek by ta strona nie była. Chwilę później Altruista zniknął. Tajemniczego klucza także nie było.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-07-2009, 17:23   

Costly wyjątkowo zimnym wzrokiem mierzył stojącego przed nim Stefana. Stefan na rękach trzymał rudego drowa i trwał tak z nim niewzruszony pod wzrokiem Kapłana.

- Więc chcesz mi powiedzieć, iż to jest rzeczony kot? - Spytał po raz kolejny Molina.

- Tak. - Odpowiedział swoim mocnym basem hycel.

Czarnoskóry Kapłan podrapał się zdezorientowany po głowie.

- Kici, kici! - Zawołał w stronę drowa na próbę. Rudy osobnik nie zareagował.

- Nieważne. - Powiedział Molina machając ręką. - Jeżeli nic mi nie będzie miauczeć, to totalnie nie obchodzi mnie reszta. Weź swojego...kota i zrób co z nim uważasz za stosowne. Byle żebym nie musiał więcej widzieć go na oczy. Możesz odejść.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 58 z 70 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 57, 58, 59 ... 68, 69, 70  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group