FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 66, 67, 68, 69, 70  Następny
  Friguoris Cordis
Wersja do druku
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 04:13   

- Być, albo nie być? Oto jest pytanie... - rzekł kic z filozoficzną nutką w głosie, wprawiając w cyrkulację przeźroczystą cieczą znajdującej się w trzymanej szklance.
- Szekspir? - rzekł już nieco obyty z towarzystwem kica, Rytgier.
- Że kto? Nie znam takiego.
- Fakt, ja też nie. Nie wiem skąd mi to wpadło do głowy. Panie, a ta sentencja?
- Aaaa... - kic złapał się za głowę. -- To jest zwykła mineralizowana woda, - wskazał na szklankę - no i zastanawiam się czy iść na poranną mszę. Ten kac cały czas mnie trzyma.
- Ciebie, Panie? Toż to niemożliwe. W jakim więc stanie muszą być inni.
- Głębokiej radości.
Uśmiechnął się kic krzywo, kiedy to znów dotknął go przeszywający ból głowy.

Patriarcha nie miał jednak czasu na błahostki. Szybko opróżnił szklankę i zaczął szykować się do dzisiejszej uroczystości. Tym razem sięgnął po normalne, niemagiczne szaty. Wyciągnął z szafy wcześniej przygotowane odzianie, następnie wezwał akolitki, by pomogły mu wdziać strój. Najpierw Patriarcha założył biały dalmatyk ze złotymi pasmami, przepasany cingulum, następnie akolitki pomogły przywdziać złoty ormat, prezentujący wizerunek kościoła, a na to wszystko Patriarcha założył swój ulubiony enkolpion o kształcie słońca. Na sam koniec, na głowie kica znalazła się mitra. Tak odziany Założyciel Bractwa udał się do kościoła, gdzie spędził ostatnie chwile przed wielkim wydarzeniem.


* * *

Zbliżał się czas nabożeństwa. W tak podniosłej chwili nie tylko wszyscy mieszkańcy Friguoris Cordis byli podekscytowani, ale również artefakty, takie jak Sospitatoris, czy Anka. O ile zachowanie kostura nie rzucało się w oczy - jeśli w ogóle nie rzucające się w oczy można było nazwać ciągłe unoszenie się tuż nad tronem kica - o tyle Anka, jak to ona, dawała znać wszystkim wokół o swoich emocjach związanych ze ślubem. Jej zadowolenie odzwierciedlał kształt i kolor kostki. Jak dotąd, piękna sześciokątna bryła foremna, teraz nieco złagodniała, jej wierzchołki zrobiły się ścięte i nieco zaokrąglone, a barwę zaczęła przybierać od różu, po czerwień. No i oczywiście, co najważniejsze, psociła latając wte i wewte, tu i tam. Kic przyuważył ją nawet jak tuliła się do Therru w kościele. - Całkowicie się rozlazła - pomyślał kic, spoglądając na kostkę, która była już okrągła jak kulka i zalana czerwienią, tylko po to aby sekundę później trząść się jak galareta i latać dalej nad głowami wszystkich zebranych. Wtedy też Patriarcha zauważył prawdziwy kunszt w przygotowaniu wnętrza do uroczystości. - Avalia naprawdę się wykazała - pomyślał.

* * *

W końcu nadszedł czas. Donośna muzyka rozeszła się po majestatycznych ścianach kościoła. Wszyscy wstali, gdy Patriarcha, Altruista i inni kapłani ukazali się przed wiernymi. Dzisiejsza uroczystość była nieco inna niż zwykle. Z dostojników MACu wyłącznie kic i Altruista prowadzili mszę, podczas gdy reszta dygnitarzy Bractwa wyjątkowo zasiedli pomiędzy wiernymi, w specjalnej loży na przedzie.

Początkowo mszę prowadzili kapłani, z kicem i Altruistą na czele. Było to dość unikatowe połączenie, bowiem rzadko spotykano dwie najświatlejsze postacie Bractwa prowadzące jedną mszę. W zwyczaju jest bowiem prowadzenia nabożeństwa przez jednego z nich, a to i tak wyłącznie podczas ważnych uroczystości.

Przyszedł czas na czytanie. Do Altruisty podszedł jeden z kapłanów, niosący na rękach niecodzienny przedmiot. Patriarcha natomiast stanął przy ołtarzu i spojrzał z powagą na zgromadzonych. Altruista przyjął przedmiot, stanął obok ołtarzu, twarzą zwrócony w stronę Patriarchy, uklęknął, opuścił głowę i oparł swoje ręce na nagim, złotym mieczu. Kic rzekł:

- "Księga Altruizmu, rozdział VIII, strona 237; "przypowieść o wierze i miłości".
Był syn, ojca i matki. Biedna, choć wierząca rodzina. Była córa, ojca i matki. Rodziny niewierzącej, acz bogatej bardzo. Spotkali się: syn wierny, córa niewierna. Poznali się. Razem odnaleźli wspólną przyszłość. Rodzice syna zawiedzeni byli, widząc, że syn miłuję niewierną. Jednak niewierząca rodzina, nie widziała w związku nic złego. Nakłaniała rodziców syna, aby ci pozwolili spełnić się młodym. Obdarowywali prezentami, aby przekonać rodziców. Jednak wierzący rodzice nie chcieli ni dóbr, ani syna wydać nie chcieli.
- Czemuż mi to czynisz Ojcze! Matko? - rozpaczał syn.
- W wierze miłość odnajdziesz, nie na odwrót. - odrzekł Ojciec.
- Wybieram wpierw miłość.
- Precz więc z mej włości niewierny. - wyrzucił z domu swego syna jedynego.
Ten pociechy szukał w córze, którą pokochał. Razem poprosili rodziców jej, aby wzięli go. Ci na to.
- Precz stąd niedorajdo.
Jak rzeczone było, tak syn odszedł. Córa jednak za nim poszła, za miłością.

Tak biedni zgubili się w dziczy, a że nikt nie zapuszczał się do lasu, nie było dla nich ratunku.
- Patrzaj, mój wybrany. To królik, nic od dawna nie jedliśmy, upolujmy go i nasyćmy się.
- Nie moja kochana! On symbolem mej wiary jest. Krzywdy mu nie zrobię, mimo mej.
- To nie zrezygnowałeś już z wiary swojej?
- Nie z wiary, ale rodzinę dla miłości porzuciłem. Wiary nigdy nie odrzucę.
Ruszyli więc za królikiem, który wskazać im miał drogę. Nie minęła dłuższa chwila, gdy cud się zdarzył, łowców w lesie znaleźli.
- Młodzi, to wy uciekliście? Rodzina was szuka. Zapłaciła za nas. - rzekł najstarszy z łowców.
- Ojciec, Matka zrozumieli? - córa się radowała.
- A gdzieżby, rodzina syna tego szuka.
Gdy już wreszcie u progu domu syna stanęli, Ojciec ich przywitał.
- Synu mój, Córo moja!
- Dlaczego Ojcze?
- Bo z wiary miłość się rodzi, a nie na odwrót.
Amen."

- Amen - powtórzyli wszyscy zgromadzeni w kościele.
Patriarcha rozejrzał się po sali. Objął swym wzrokiem cały kościół, jednak skupić się mógł wyłącznie na młodej parze siedzącej tuż na przeciw. Rzekł więc:

- W wiarę patrzcie i wierze się oddawajcie, albowiem to ona poprowadzi was do szczęścia, dostatku, miłości. Pamiętajcie jednak, nigdy nie poddawajcie się fałszywej wierze, nigdy nie spoglądajcie w niewiarę. To one mącą nasze zmysły doczesnymi przyjemnościami jak bogactwo i ułudne szczęście. To jednak jest nieprawdziwe i zakłamane. Nie dajcie sie oszukać. Nie dajcie się przekupić. Na końcu prawdziwej wiary bowiem czeka na was spełnienie i życie pozagrobowe. Pamiętajcie też, że to z wiary zrodzona jest miłość. Miłość, którą darzycie się nawzajem jest oparta na wzajemnej wierze, którą musicie pielęgnować. Tylko w taki sposób uzyskacie prawdziwe szczęście i dostąpicie prawdziwej miłości...

- Przytoczyłem powieść o wierzę i miłości, bowiem dziś mamy okazję ujrzeć na własne oczy jak ona jest piękna. Patrząc na was, - Patriarcha spojrzał na młodą parę - moje drogie dzieci, widzę właśnie tą miłość zrodzoną z wiary. Wiary, którą napełniacie mury tego kościoła, wiary która przepełnia Bractwo i w końcu wiary, którą obdarzyłem was na początku. Widząc was moje serce napełnia się waszym szczęściem. Szczęściem zrodzonym z miłości i wiary. Pamiętajcie o swojej wierze i miłości, a poczucie spełnienia nigdy was nie opuści...

Znów rozbrzmiała melodia potężnych organ. Patriarcha dopełniał w ciszy obrzęd, a Altruista powstał w końcu, przekazał nagi miecz kapłanowi i dołączył do kica. Msza trwała jednak nadal. Czas było na śluby młodych.

Organy znów zabrzmiały, gdy Patriarcha wraz z Altruistą i paroma innymi kapłanami zeszli do młodej pary. Jeden z kapłanów z podał Altruiście kolejny nietypowy przedmiot, który ten z pełnym szacunkiem przekazał kicowi.

Patriarcha dzierżąc w swojej prawej dłoni złoty lizak (dla laika z dalsza mogło to wyglądać jak złota buława) przerwał powstałą ciszę. Rzekł donośnym głosem:

- Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami poświęcenia miłości stojących przede mną dwojga osób. W imię wiary Kicyna, w imię swoim pobłogosławię was świętym związkiem małżeństwa.

Kic zwrócił się pierw do Norrca.
- Czy Ty tu obecny, Norrc Vingzomoni de Sannat bierzesz sobie Raven Therru Nox za żonę i ślubujesz jej miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz ją aż do śmierci, a nawet dłużej?
- Tak! Dopomóż mi więc Kicynie Wszechmogący, Światło Sprawiedliwości i Wszyscy Wierni.
Patriarcha wziął berło i musnął lewe, potem prawe ramię wojownika. Następnie zwrócił sie do Therru.

- A czy Ty tu obecna, Raven Therru Nox bierzesz sobie Norrc Vingzomoni de Sannat za męża i ślubujesz jemu miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz jego aż do śmierci, a nawet dłużej?
- Tak! Dopomóż mi więc Kicynie Wszechmogący, Światło Sprawiedliwości i Wszyscy Wierni.
I tym razem kic wziął berło i w identyczny sposób dokonał obrzędu na Therru. Następnie szczerze się uśmiechnął i rzekł.

- Ogłaszam Was Mężem i Żoną.

Rozbrzmiały ponownie organy. Od tego momentu msza zleciała błyskawicznie. Na koniec młoda para wyszła przed kościół, gdzie obdarowywani byli prezentami. W tym samym czasie niebo pokryło się sztucznymi ogniami. Nikt bowiem nie zauważył, że na prośbę Patriarchy Anka obniżyła lot kościoła tak, aby fajerwerki z wcześniej przygotowanego miasta mogły pokryć kościół wśród wszystkich barw tęczy.

- Życzę Wam pomyślności na nowej ścieżce życia. - Pomyślał sobie kic, stojąc opodal pary w towarzystwie kapłanów.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu


Ostatnio zmieniony przez kic dnia 29-05-2010, 16:42, w całości zmieniany 1 raz
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Norrc Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 22 Kwi 2008
Skąd: 西
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 13:28   

Po wyjściu z kościoła, serce Norrca przepełnione było radością. Raven, w swojej sukni ślubnej, wyglądała tak oszałamiająco, że nie mógł oderwać od niej wzroku. Jednak musiał - goście czekali. Swoją wybranką nacieszy się po weselu, jak wszystko się uspokoi.

- Moi mili zebrani! - zwrócił się do tłumu, który wyszedł właśnie z kościoła - Dzisiejszego dnia, chciałbym aby wszyscy byli radośni i szczęśliwi! Zapomnijcie o smutkach i problemach. Zabawmy się! Wesele nas czeka!

Był piękny i słoneczny dzień. Na nieboskłonie nie dało się dostrzec ani jednej chmurki. Droga do sal weselnych wiodła przez piękne i zadbane ogrody bractwa, które mieniły się ogromną paletą barw. W powietrzu unosił się cudowny, słodkawy zapach. Gdy Norrc wraz z żoną mijali najpiękniejszą część ogrodu, gdzie radośnie szemrząca woda i bajecznie kolorowe kwiaty tworzyły doskonale harmonijną całość, w centrum tej kompozycji, Raven dostrzegła pomnik kobiety o niezwykłej urodzie. Z jej twarzy promieniował spokój i wielka dobroć, a samą figurę otaczała aura ciepła i pokoju. Odziana była w skromne szaty, które przywodziły na myśl strój kapłanki czy druidki. Jej głowę zdobił wieniec z leszczyny.

- Mężu - zwróciła się do Norrca - możesz mi wyjaśnić, dlaczego pomnik naszego wroga stoi w tak ważnym miejscu? To serce bractwa!

- Moja Droga - odpowiedział rycerz - ta osoba zasłużyła sobie na pamięć i szacunek. Była naprawdę szlachetnym, inteligentnym i godnym przeciwnikiem.

- Była? - zapytał Boemund, jeden z ulubionych siostrzeńców Norrca, który przysłuchiwał się rozmowie. Młodzian był naprawdę dobrym chłopcem, jednak nie interesował się tym, co dzieje się na świecie.

- Racja, Ty nic nie wiesz... - westchnął generał - Wiesz, czym musi cechować się prawdziwy rycerz?

- Oczywiście! Poczuciem honoru, wiernością, wiarą, oddaniem, gotowością do poświęceń... - zaczął wyliczać Boemund.

- Masz rację - zgodził się Norrc - Ta oto kobieta, ongiś przywódczyni naszych oponentów, poświęciła się, aby uniknąć rozlewu krwi i bratobójczej walki we własnych szeregach. Ponadto, zawsze okazywała szacunek przeciwnikom i nigdy nie dawała ponieść się emocjom, pomimo wzajemnych animozji.

Zapadła krótka cisza, która została przerwana przez nawoływania Moliny:

- Długo macie zamiar tam stać? Para młoda nie powinna opuszczać towarzystwa. Wesele nas czeka.

- Costly ma rację, ruszajmy się zabawić - Norrc, nie czekając na odpowiedź, rzucił ostatnie spojrzenie na posąg, po czym odwrócił się, i wraz z małżonką pomaszerował w stronę reszty towarzystwa, które po części już znajdowało się w sali balowej.

"Szkoda, że przyszło nam walczyć po przeciwnych stronach barykady" - Była to ostatnia poważna myśl tego wieczora.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Norrc dnia 29-05-2010, 17:08, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1498253
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 14:02   

Niebieskie niebo, bez jednej chmurki. Stojące wysoko słońce. Prawie żadnego wiatru.

Po prostu koszmar.

Molina robił dobrą minę do złej gry, nie dość, że nie dano mu wyspać się, aby mógł wyleczyć kaca, to na dodatek poszukiwanie prezentów dla pary młodej na ostatnią chwilę wymęczyło go bez reszty. Teraz cierpiał katusze, bezlitośnie smagany promieniami słońca, oślepiany przez blask nieba.

Jednak musiał prezentować się godnie, dostąpił bowiem zaszczytu podania ramienia Królowej Avalii podczas uroczystości. Mogło to być złudzenie, ale Costly odnosił wrażenie, że Kapłanka też wygląda odrobinę nieswojo.

Sala balowa była gigantyczna, co jednak nikogo nie mogło dziwić - wesele dwóch Jeźdźców Apokalipsy. Oto oficjalnie związany zostaje głównodowodzący Armii Zachód i Armii Centrum. Małżeństwo istotne z punktu widzenia interesów wojskowych, militarnych i socjologicznych Bractwa.

Choć nikt specjalnie się tym teraz nie przejmował.

Kapłan odetchnął dyskretnie gdy przestąpił próg sali balowej i słońce przestało go dosięgać. Udał się z swoją towarzyszką w stronę miejsc wyznaczonych dla kluczowych dostojników Bractwa i zajął swoje miejsce.

- Królowo. - Odezwał się Molina dyskretnym szeptem. - Odpowiadałaś za aranżacje miejsc, czyż nie?

- Zgadza się. - Potwierdziła Avalia.

- Czy to nie trochę... brutalne, że Sasayaki dostała miejsce u boku Altruisty? - Spytał Costly patrząc na drugą stronę stołu, gdzie zasiadał Najwyższy Kapłan, a obok niego Pierwszy Teolog Bractwa.

Mroczna Kapłanka zamrugała oczami z zdziwieniem.

- Co masz na myśli?

- Nie, nieważne...

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 14:20   

W cieniu posągu Lex wzięła głęboki oddech, poprawiła naszyjnik, podała Cytrusi torebkę i ruszyła na przeciw wydarzeniom. W pierwszej chwili sala bankietowa oślepiła ją tysiącem świateł. Goście zbierali się grupkami, wymieniając standardowe grzeczności. Pojawiły się tace z napojami, orkiestra dyskretnie zaintonowała "Canon D" Pachelbela. Państwo Młodzi piękni i rozgorączkowani. Lex odpowiadając na pozdrowienia ustawiła się w rosnącej kolejce. Na specjalnie przygotowanych stołach rósł stos prezentów- jak każe zwyczaj w wypadku godów osób tej rangi były to w większości rzadkie i drogie precjoza oraz pergaminy poświadczające własność tych prezentów, które ani na sali ani tym bardziej na stole zmieścić by się nie dało.
Lex poczuła na sobie wzrok asystujących Młodym druhen- coś nie tak? Nie, zwykła ciekawość i nuta podziwu. Mimo wczorajszych katastrof Lex wiedziała, że wygląda świetnie. Podany odźwiernemu kontusik skrywał prostą balową kreację- żadnych kfjatów i koronek, zwykły bladoróżowy jedwab z pokrytą szyfonem spódnicą, luźno zwisającymi, rozciętymi rękawami i kilka tonów ciemniejszą szarfą. Wachlarz, długie rękawiczki, srebrna opaska, pojedynczy ametyst w naszyjniku i każdym z kolczyków, jedwabny wachlarz na ażurowej ramce. Pewnie podniosła głowę, przywołując lekki uśmiech, słynny w swoim czasie na całe Wielkie Węgry. Spod kilkudziesięciu lat zamknięcia powoli wychodziła dawna Lex- "wysoko urodzona, na ostatnim piętrze wieży lekarz nauk medycznych". Skupiła się, przywołując niewielki pakunek. Jeszce dwie, jedna...

-Możliwość uczestniczenia w tej radosnej uroczystości dumą napełnia moje serce- dygnęła z wprawą.- Nie powiem wam "bądźcie szczęśliwi", gdyż szczęśliwym się nie jest, a bywa. Bywajcie więc szczęśliwi najczęściej jak się da.
Skłoniła głowę przed Młodą Parą podając swój skromny prezent. Nie pamiętała, czy ten zwyczaj był w Multiświecie praktykowany, jednak każda z druhen dostała buteleczkę perfum i- oczywiście- miętówki.

Odchodząc, zerknęła przez ramię jakie wrażenie zrobiły jej prezenty. Ot, drobiazgi- szabla ze stali damasceńskiej- płatnerz wart był niemałej zapłaty, rzeczywiście jedwabna chustka Panny Młodej, rzucona niby niedbale, opadła w dwóch kawałkach. Dla Niej przewidziano damski hełm i napierśnik ze wzmacnianego kryształu- lekki, niemal niewidoczny i niezwykle wytrzymały. Dla Niej, Dla Niego, a dla domu dwa ametystowe kielichy- Lex mimo, że romantyczna była realistką i wiedziała, że im wyżej stoi się na świeczniku tym więcej osób do cię mierzy.

Zaszeleściła sukienką i tanecznym krokiem ruszyła w kierunku stołów. Nie kojarzyła osób, obok których przyszło jej siedzieć, ale w sumie była tu od niedawna.
-Witam, Lex Esterhazy. Z kim mam przyjemność?

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Ryuzaki Płeć:Mężczyzna
Smok Samurai


Dołączył: 12 Lis 2008
Skąd: nie wiem
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 15:00   

Z hukiem otworzyły się drzwi, w których pojawił się niespodziewany gość, Ryuzaki. Dzielny wojownik całe miesiące spędzał poza stolicą wykonując tajne misje.... Przy okazji czerpiąc z życia całymi garściami.
- Wieczór kawalerski czas za.... - tu przerwał. Z jego ust na chwilę zniknął uśmiech
- Wszystko przez te cholerne strefy czasowe. Spóźniłem się - powiedział w myślach, po czym soczyście zaklną.

Chwila zakłopotania nie trwała jednak długo i jak tylko Ryuzaki wygonił z sali skąpo ubrane tancerki, które przed chwilą tutaj wpuścił, poczuł, że uśmiech w końcu może wrócić mu na usta

- Wybaczcie ukochani - powiedział nisko kłaniając się przed parą młodą - Sprawy najwyższej wagi państwowej sprawiły, że zdążyłem dopiero na ostatnią chwilę. Takiego wydarzenia po prostu bym nie mógł przegapić. Z resztą nie ukrywam, że trochę ci zazdroszczę. - co ciekawe ostatnie zdanie skierował do Shadow Dancer, a nie Norrca.

- Przepraszam za to całe zamieszanie. Rozumiecie przecież, prawda? Kic i te jego tajne rozkazy. - Ryuzaki zaczął pośpiesznie szukać czegoś w kieszeniach - O, jest! - powiedział wyciągając pęk kluczy. - Nie wiedziałem co wam dać, więc pomyślałem, że chociaż miesiąc miodowy powinniście mieć najwyższej klasy. Oto klucze do mojego kompleksu 15 platynowych pałaców na zacisznej wysepce gdzieś w okolicach równika. Pałace, wyspa, służba i wszystko inne już jest opłacone i od tej pory są wasze. Choć tyle mogę dla was zrobić. - powiedział znów nisko sie kłaniając

_________________
10 razy upaść, 11 razy wstać...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
7793866
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 29-05-2010, 15:25   

Po wczorajszym wieczorze kawalerskim za dużo pamiętam co się działo, ale nie zapomnę nigdy jak Alt tańczył z tancerką kaczuszki. Tamten moment był dosyć przezabawny.
Cała uroczystość ślubu była przeprowadzona nienagannie. Z całego serca pogratolowałem młodej parze, dając im mały prezent jakim była magiczna kula okazująca życie różnych nieznanych społeczności z różnych części multiświata i może nawet z dalszych krain, oraz magiczne płaszcze chroniące przed skutkami zmian pogody. Po wzajemnym ukazaniu uprzejmości nowożeńcami przez przypadek na trafiłem na młodą damę, która siedziała tuż obok. Z uroczym uśmiechem zapytała się mej osoby, aby zaznojomić. Zgodnie z etykietą ocałowałem jej rękę i rzekłem.

Zwą mnie Caladan przy czym pocałowałem jej rękę. Jest mi miło siedzieć obok tak uroczej Pani.

Niespodziewanie nagle orkiestra zagrała swój pierwszy kawałek.

Czy mogę zaprosić Panią do pierwszego tańca?. Formalności za nami, a noc jeszcze nie zapadła.

_________________
It gets so lonely being evil

What I'd do to see a smile

Even for a little while

And no one loves you when you're evil

I'm lying through my teeth!

Your tears are all the company I need
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 16:21   

-Jak najbardziej.- Lex pozwoliła się uprowadzić na środek sali, gdzie kilka pierwszych par formowało taneczną figurę.
Cytrusia oderwała się na chwilę od półmiska z suszoną szynką i zdębiała. Jak oni ślicznie wyglądają! Zaraza, co to za moda by tak obejmować się w tańcu! Jeśli zaraz nie przestanie, to będzie musiała go ugryźć!
Lex wcale to nie przeszkadzało. Nogi same niosły ją po parkiecie. Jeden taniec, drugi, trzeci- z luźnej pogawędki na poważne tematy, Z prostego języka przeszli na porozumienie dotyczące bezpośrednio sfer rozumu.
Zdyszani, wziąwszy po porcji znakomitej gondorówki wyszli na balkon.
-Nie żałujecie pani powrotu do świata?
Uśmiechnęła się szelmowsko
-Myśląc ile takich spotkań mnie ominęło- tak. Jeśli zaś pomyślę o efekcie motyla- nie bardzo.
To może być początek pięknej przyjaźni.

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 29-05-2010, 20:09   

Proszę. - Powiedziała akolitka i położyła na stole koło Altruisty talerz pełen pierogów.

- Kładziesz po mojej lewej stronie? - Odezwał się ze zdziwieniem Kapłan. - Po prawej się kładzie kobieto!

- O najmocniej przepraszam. - Dziewczyna aż się zaczerwieniła. Szybko chwyciła talerz i położyła go już poprawnie po prawej stronie.

- Tak już lepiej, a teraz stań na jednej nodze. Prawej.

- Już. - Wystraszona dziewczyna szybko wykonała polecenie Altruisty.

- Dobrze, postój tak przez godzinę, to pomoże ci zapamiętać.

- Tak panie....

- O, Sas. - Altruista zwrócił się teraz do siedzącej koło niego młodej, pięknej dziewczyny.

- Tak? - Sasa zmrużyła oczka, wiedziała, ze teraz musi być wyjątkowo czujna.

- Zobacz, pierogi nam przynieśli. I jak ładnie pachną.

- No i?

- Grzechem byłoby ich nie skosztować. - Altruista nabił widelcem jednego pieroga i skierował go w stronę Sasayaki.

- Sasuś, ty taka zawsze chudziutka jesteś, a tu zobacz, leci do ciebie samolocik, leci, otwórz hangar...

- Zaraz ten samolot napotka obronę przeciwlotniczą jak nie zabierzesz ode mnie tego widelca!

- No już dobrze... - Westchnął Kapłan - Nie znasz się na zabawie.

- Bynajmniej. - odpowiedziała mu piewczyni.

- Dobrze już... - Altruista zabrał się do pałaszowania pierogów, przy okazji obserwując młodą parę. Jak oni super razem wyglądają, pomyślał. W prezencie ślubnym Najwyższy Kapłan podarował Norrcowi starodawny miecz, który dawno temu zabrał z rąk martwego zdrajcy Aragorna. Shadow Dancer za to wręczył nowe wydanie Biblii Altruizmu.

- Echhh... - Westchnął na głos Kapłan.- Norrc to ma fajnie, też bym tak chciał.

- Łolakica! To się ożeń! - Parsknęła głośno Sasayaki.

- Mi nie wypada, a w ogóle... - Altruista spojrzał na środek parkietu gdzie Caladan tańczył z jakąś nieznajomą dziewczyną. Para tańczyła tak wspaniale, że co chwile biesiadnicy co lepsze to popisy nagradzali gromkimi brawami.

- ... co to za jedna?

- Hmm? - Piewczyni powiodła za spojrzeniem Altruisty.

- No, ta kobieta z którą tańczy Caladan.

- Aaa tak, to jest Elżbieta Esterházi Hunyady, lekarz.

- Pierwszy raz ją widzę... A zresztą, świętujmy! - Najwyższy Kapłan z kieliszkiem w dłoni wstał z miejsca.

- Uwaga! - Krzyknął na cała salę. - Wznoszę toast za młodą parę!
Powrót do góry
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 29-05-2010, 21:22   

- O, toast jak uroczo - mruknęła Avalia upewniając się, że to co ma w kieliszku nie zawiera alkoholu. Altruista wygłaszał owszem wspaniałą mowę, jednak co kto mądrzejszy lub bardziej doświadczony nawet nie wznosił swojego szkła. Oczywiście na koniec wspaniałego przemówienia można było usłyszeć wiwaty, ogólną wrzawę, brzęk szkła i wszystko co by mogło towarzyszyć temu aktowi.

- Mogę prosić do tańca? - Zapytał Molina kiedy tylko muzyka znowu zaczęła grać, królowa z uśmiechem kiwnęła głową i wraz z partnerem ruszyła na parkiet. Kilka szybszych tańców i od razu człowiekowi zaschło w gardle.
Avalia udała się na balkon gdzie zastała dość ciekawą parę, w tym czasie mroczny kapłan udał się po napoje.
- Caldanie, mój drogi witaj - powiedziała rozpromieniona królowa podchodząc do pary - przedstawisz mi swoją uroczą towarzyszkę?
- Bardzo mi miło jestem Lex Esterhazy - powiedziała dziewczyna zgrabnie dygając.
- Avalia jestem, bardzo mi miło - powiedziała z pogodnym uśmiechem - mam nadzieję, ze dobrze się bawicie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 29-05-2010, 21:55   

-Jeśli można chciałabym pogratulować organizacji wesela. Wiele balów widziałam, ale niewiele tak udanych- skłoniła głowę.- Widzę, że oboje jesteście państwo w świecie tym bywali, a ja nowicjuszka. Gdzie radzilibyście mi się udać po zakończonych uroczystościach?

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 30-05-2010, 00:17   

Jednego nie można było odmówić Molinie - umiejętności racjonalnego gospodarowania danym mu czasem. Dzięki temu administracja Bractwa mimo wręcz absurdalnego stopnia centralizacji trzymała się ciągle w dobrym stanie.

Dlatego teraz Kapłan z najwyższą starannością wykorzystał kilka chwil, które były mu dane zanim Królowa zacznie się niepokoić gdzie zniknął jej towarzysz.

W czasie jaki zajmuje normalnemu człowiekowi przebycie sali w tą i nazad Costly zdążył wypić toast Altruisty, przybijając po kolei do pana młodego, szalejącego po sali Ryuzakiego, a także kilku innych przemykających gdzieniegdzie dostojników. To wszystko zagryzł gustownie pietruszką, wziął ze sobą dwa kieliszki - z szampanem, dla siebie i bezalkoholowym ponczem, dla Królowej - a potem już w zdecydowanie lepszym nastroju znalazł się błyskawicznie w tym miejscu, gdzie zostawił Avalię.

Zastał ją podczas rozmowy z Caladanem i pewną panią doktor, którą Norrc zaprosił na wesele, ale której imienia Kapłan nie zapamiętał.

- Moja Pani. - Kapłan podszedł do rozmówców podając Avalii jej kieliszek.

Królowa uśmiechnęła się w stronę Kapłana.

- Pozwolę sobie przedstawić Mrocznego Kapłana Costly'ego Molinę.

Kapłan skłonił się w stronę towarzyszki Caladana.

- Do usług.

- Lex Esterhazy. - Przedstawiła się dama.

- Nasz gość Kapłanie - kontynuowała Avalia patrząc na Molinę - zastanawia się jakie miejsca oferują tutaj rozrywkę na poziomie. Może byłbyś skłonny coś polecić? Wszak bankiety i delegacje to twoja specjalność.

Costly skłonił się Kapłance po czym odwrócił się do Lex Esterhazy.

- Pani, jeżeli chodzi o bale jak ten, to poza tym Kościołem nie dostąpisz uroczystości tak wspaniałej. To atrakcja której należy szukać właśnie w tym miejscu, nigdzie indziej.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 30-05-2010, 12:31   

Lex uważnie wpatrywała się w twarz kapłana.
-W takim razie będę musiała częściej bywać w tym przybytku...
-Ratunku!- brązowa kuleczka kilkoma susami dopadła grupki
- Królowe, rycerze, kapłani, lekarze, ratujcie!- Cytrusia machała łapkami- straszne rzeczy, katastrofa!
Lex uciszyła trzęsącego się jeża. Zamieszanie zostało dostrzeżone przez nowożeńców, ale królowa uspokoiła ich gestem. Kiedy wszyscy zajęli się sobą ,grupka wymknęła się do pokojów za salą. Przerażona służba chowała się po kątach.
-Na młodych bogów!
-Kto to zrobił!
-Nieważne. Ważne co my zrobimy!-Molina nie mógł opanować nerwów
- Za godzinę wszystko się wyda!
Sytuacja była gorsza niż mogli przypuszczać. Olbrzymi 21 piętrowy tort nad produkcją którego czuwali najlepsi cukiernicy Multiświata leżał na podłodze w malowniczym rozbryzgu kremu i bitej śmietany

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 30-05-2010, 21:28   

Zapadła grobowa cisza. Wszyscy tępo patrzyli na wielgachną plamę białego kremu i biszkoptu. Nagle rozległo się pojedyncze klaskanie, które w zaistniałej ciszy brzmiało jak gromy. Goście odwrócili się w stronę, z której dochodził dźwięk. Przy stole stała wyprostowana piewczyni i biła brawo z zachwytem w oczach i szerokim uśmiechem.

-Jaka piękna katastrofa!- powiedziała z uznaniem.- Oryginalne i efektowne a przy okazji komiczne zwieńczenie tego wspaniałego wesela!

Sasayaki świetnie zdawała sobie sprawę, że tortowy kryzys nie był zamierzony, ale na ilu weselach zdarza się coś takiego? Któż po dwudziestu czy pięćdziesięciu latach będzie pamiętał smak pieczeni, lub kwiatowe aranżacje? A to? Tego nikt nie zapomni a państwo młodzi będą to wspominać ze śmiechem, gdy na emeryturze, siedząc przy kominku Therru będzie szydełkować, a Norrc narzekać na korzonki. A poza tym to było po prostu genialne! Uwielbiała takie numery. Szkoda, że nic oprócz tego nie wybuchło.

-Wspaniały prezent weselny: niezapomninalne wspomnienie!- Sasayaki rozejrzała się po sali.- Co tak stoicie? Bawmy się!

I gdy tylko to powiedziała ktoś rzucił w nią garścią kremu z tortu, dostała w lewe ucho. Spojrzała w tamtą stronę. Altruista stał tam i szykował się, by rzucić kolejny pocisk w Costlyego.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Eire Płeć:Kobieta
Jeż płci żeńskiej


Dołączyła: 22 Lip 2007
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 30-05-2010, 21:50   

Bitwa rozgorzała na dobre.
Kawalerowie bronili się przed szturmem dam zza zaimprowizowanej barykady. Bita śmietana latała we wszystkich kierunkach i jedynie Cytrusia użyła odrobiny tortu zgodnie z przeznaczeniem.
-Jaaaaaa!-Lex z rękami pełnymi kremu przesadziła stół. Za nią wdarło się kilka co odważniejszych dam i czym prędzej zaczęły nacierać słodyczami dzielnych obrońców. Pan Młody wzięty do niewoli próbował wykupić się waflem.

_________________
Per aspera ad astra, człowieku!
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
1018596
 
Numer ICQ
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 30-05-2010, 21:55   

THIS IS WAR- krzyknął Caladan osmarowany od ciasta.

Nie trzeba było czekać jak z ciasta uformował 2 AA 12(Zwą się Angelus Beatskrieg), strzelające pociskami śmietankowymi z dodatkami w stylu Rambo. No cóż i tym razem przesadził głodny tortu Caladan i reszta towarzystwa zaczęłą również materializować swoje bronie. Śmiechowa wojna rozpoczęłą się na dobre. Wszędzie latały pociski, rakiety i granaty. Nikt nie był bezpieczny przed tortem ,który odziwo mimo nadmiernego wykorzystywania nie ubywało. Wręcz było coraz więcej amunicji.

Z odali na całe widowisko patrzył z kwaśną miną szef ekipy sprzątającej, który kopnął wiadro. W takich warunkach nie da się pracować pomyślał i wyszedł, biorąc ze sobą kredki.

_________________
It gets so lonely being evil

What I'd do to see a smile

Even for a little while

And no one loves you when you're evil

I'm lying through my teeth!

Your tears are all the company I need
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 67 z 70 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 66, 67, 68, 69, 70  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group