FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13, 14  Następny
  Lunar & Lila quest
Wersja do druku
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 19-12-2006, 12:36   

- To ty chciałeś mi pokazać? to patrz.. - odtrąciła go, tak, że zaskoczony ją puścił... skuliła się w locie... z jej pleców wystrzeliły 2 ogromne białe skrzydła... w powietrzu zaczęły się unosić Pióra zgubione przez Lilę... - Taki cwany, to mnie łap! - Lila wystrzeliła w niebo... Lunar podążył za nią...

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 12:44   

Roześmiani, ganiali się w powietrzu wykonując coraz bardziej skomplikowane manewry. To było jak powietrzny berek. I było naprawdę świetną rozrywką. Po jakimś czasie wyrównali lot i chwycili się za ręce. Szybowali ponad miastem. Lunar poczuł wielką ochotę, by ją znów objąć i pocałować. Skinął na nią i wylądowali oboje na szczycie jakiegoś wysokiego budynku.

- Tak? - zapytała Lila. - O co chodzi?

Ale jej spojrzenie mówiło, że doskonale wie, o co chodzi. Lunar objął ją. Ich usta złączyły się w długim pocałunku. Na jednym się jednak wcale nie skończyło...

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 12:52   

Obudziła się na skraju łóżka...jak tu się dostała skoro zasnęła w fotelu? Chyba zaczęła lunatykować...wzięła swój koc i z powrotem przeniosła się na fotel..spojrzała na zegar...przed czwartą...na herbatę musi poczekać do piątej..dopóki nie wstanie nikt z karczmiarzy...spojrzała na łóżo...ani Lili ani Lunara nie było...nie zdziwiło jej to specjalnie...zdziwiło ją natomiast wczorajsze zachowanie Lunara...przecież ona nie miała nic złego na myśli..chciała się tylko przytulić..co w tym złego? NIe było w tym żadnych podtekstów...po prostu przytulić jak do przyjaciela, przyjaciółki czy psa...no ale trudno...nie zamierza wchodzić międzi Scyllę a Habrydę..w sumie to nic jej tu nie trzymało...wywiązała się z obietnicy...Luna została uwolniona..czy ją tu jeszcze coś trzymało? raczej nie..a może powinna przypomnieć Lunarowi o jego części obietnicy?
Nie -stwierdziła po chwili...-on i tak jest zajęty swoimi sprawami...czyli jeśli nic się nie wydarzy to jutro oddzielam się od drużyny...a póki co to nie plączę się nikomu pod nogami...spojrzała na zegar...dochodzi piąta...może już zejść na dół..zje śniadanie..a później skompletuje resztę broni...to chyba dobry pomysł...ubrała się i wyszła z pokoju.
Po zejściu na dół powitał ją uśmiech karczmarzowej.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 13:15   

Roześmiani i szczęśliwi powrócili do swojego pokoju. Lunar wiedział, że Ashi tam nie ma jeszcze zanim zobaczył na oczy okno. Zastanawiał się, co ma teraz robić. Ashi najwidoczniej poczuła się zepchnięta na boczny tor. Ciężko mu bylo w takich chwilach myśleć o kim innym niż o Lili, nie miał jednak zamiaru tak po prostu zignorować Ash.

Spojrzał w oczy Lili.

- Słuchaj, co myślisz o Arashino? Ona chyba potrzebuje przyjaciela. Nie miała lekko w życiu. A ja się obawiałem, że możesz źle to wszystko zrozumieć i znowu odejść. Wydaje mi się, że poczuła się trochę odstawiona na boczny tor... Powinniśmy z nią porozmawiać.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Lila Płeć:Kobieta
BAKA Ranger


Dołączyła: 19 Wrz 2006
Skąd: [CENSORED]
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Fanklub Lacus Clyne
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 19-12-2006, 13:24   

- A może zaproponujemy jej, by udała się z nami... było by miło...

Lila spojrzała na lunara... ten tylko kiwnął głową..

_________________
" Twas brillig, and the slithy toves, did gyre and gimble in the wabe;
All mimsy were the borogoves, and the mome raths outgrabe.~ "

Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 13:37   

Zastanawiał się, jak jej ma powiedzieć, co mu chodzi po głowie. Przytulił ją. Nie znalazł odpowiednich słów. Rozmowa na takie tematy zawsze była dla niego problemem.

- Jest na dole. Pójdę z nią porozmawiać.

Lila przytaknęła. Pogłaskał ją z uśmiechem po głowie. Rzuciła mu się ze śmiechem w ramiona. Też się roześmiał. W końcu udało mu się uwolnić spod jej uroku i wyjść. Zszedł na dół.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 13:50   

siedziała tak by mieć dobry widok na całą karczmę a w szczególności na drzwii...skrzywienie zawodowe.. powoli kończyła jeść omlet a w głowie układała plan miejsc które musi odwiedzić...igły dokupiła gdy się wymknęła jak czekały na Lunara...niemniej trzy komplety to może być troszeczkę za mało...i przydałaby się fiolka kurrary..tamtej zostało nieco mniej niż jedna czwarta...
przełknęła ostatni kęs i wzięła do ręki filiżankę z herbatą..zauważyła Lunara schodzącego po schodach..od razu odszukał ją wzrokiem co nie było trudne bo jako jedyna jadła śniadanie tak wcześnie..było dopiero parę minut po piątej...karczmarzowa krzątała się rozpalając ogień w kominku na sali...karczmiarz odgarniał śnieg...byli praktycznie sami w całej sali...Arashi przez moment zastanawiała się jak ma się zachować...jego zachowanie było dla niej niezrozumiałe ale nie zamierzała przyznawać się że ją zabolało..przecież zawsze twierdziła że ona nie ma serca i ciężko ją zranić..momentami prawie sama w to wierzyła...Lunar raczej nie zszedł na śniadanie..
upiła łyk herbaty ..nie zamierzała dawać mu jakiegokolwiek powodu mógł się zachować tak jak wczoraj...wbiła wzrok w filiżankę..nie podniosła wzroku dopóki nie poczuła na sobie jego cienia...stanął nad nią..
-Arashi, co..
-Dzień dobry. -przerwała mu.
-Mogę? wskazał na puste krzesło.
-Właśnie skończyłam..ale jeśli chcesz to oczywiście, możesz.
znów upiła łyk herbaty.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 14:00   

Uśmiechnął się smutno. Wyczuł jej rezerwę i domyślił się, co było jej powodem. Tamten uścisk, którego nie oddał...

- Bądź rozsądna, Ashi - powiedział z westchnieniem. - Przecież tuż obok spała Lila. Nie chodziło mi o ciebie. Chodziło mi o nią. Trafiłaś na niewłaściwy moment, to wszystko.

Spojrzał jej prosto w oczy.

- A może byłaś z nami tylko dlatego, że ci kogoś przypominam, co? - uśmiechnął się przekornie. - Mamy razem coś do zrobienia, nie puszczę cię nigdzie póki nie wyrównamy rachunków.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 19-12-2006, 16:12   

Przerwała kontakt wzrokowy i spojrzała w pustą filiżankę..dolała sobie herbaty z dzbanka..upiła kilka łyczków zastanawiając się nad odpowiedzią..Lunar usiadł naprzeciw niej i przewiercał ją wzrokiem...
-Nawet jeśli przypominasz Valgaava to nim nie jesteś...na początku przypominałeś..ale ty jesteś zupełnie inny niż on...mimo że mazoku...żeby było jasne... nie odbijam facetów, którzy tego nie chcą...więc tłumaczenie czy trafiłam w porę czy nie w porę jest bez sensu..gdybyś był wolny..albo byś chciał odejść od Lili..to może...-zakołysała płynem w filiżance-..ale nie jesteś. I to stawia sprawę jako zamkniętą...nie uwodzę kogoś kto tego nie chce. To tyle względem wczorajszego wieczoru. Co do wyrównania rachunków..to wydaje się mi że masz w tym momencie ważniejsze sprawy na głowie, bądź na sercu..-spojrzała na zegar-w pół do szóstej..otwierają już pierwsze sklepy-wstała- a teraz wybaczysz..ale muszę już iść..spojrzała na niego ze smutkiem w oczach...zarzuciła na ramiona czarny płaszcz i wyszła.
Lunar spojrzał na filiżankę w której parowała niedopita herbata.

************

Przeszła spokojnym krokiem do rynku...kiedy napadało tyle śniegu? brnęła w nim do połowy łydek..dobrze że miała kozaczki do kolan. śnieg dalej prószył skrząc się we włosach które rozwiewał zimny wiatr, i na czarnym płaszczu...doszła do sklepu w którym pracował bezpośredni podwładny Lu..nie jedyny zresztą...ale jeden o których wiedziała...weszła do środka, na dźwięk dzwonka przy drzwiach właściciel wyszedł z zaplecza..poznał ją...ona jego też..kilka razy się spotkali u Lu.
-Dzień dobry.
-Witam panienkę..w czymś pomóc?
-tak..ostatnio zgubiłam trochę drobiazgów bawiąc się z kolegami...
-te same drobiazgi co zwykle?
-tak, ale bez garoty, tą jeszcze mam.
sprzedawca zniknął za zasłoną oddzielającą sklep od zaplecza. W tym czasie dziewczyna oglądała srebrne ,poświęcone igły ze znakiem krzyża ...
z zaplecza wyłonił się sprzedawca...
-czy to to o czym myślę?
-tak..działają jak srebrne kule..nie zabijają ale ranią...nowo poznanych kolegów..
- wezmę kilka..powiedzmy na razie tuzin...
-kilka? sprzedawca udał zdziwienie...
- tak..kilka...uśmiechnęła się...
-słyszałem że panienka była w domu kolegów...
-nie sama...ale wyszłam...mają tam straszny bałagan...a dodatkowo są przeziębieni...
-nie próbowali panienki zarazić?
-próbowali...na szczęście nie udało się im...
-można wiedzieć po co tam panienka była? nasz wspólny znajomy nie wyjaśnił wszystkiego...
-też nie wyjaśnię..powiem tylko że koledzy mieli mi coś do oddania...
-rozumiem...-spojrzał na nią przenikliwie...
-czy możemy już dokonać transakcji?
-oczywiście..proszę za mną. -wziął 12 igieł i wyszedł na zaplecze. Arashi poszła za nim...na stole leżał pakunek...dziewczyna sprawdziła czy wszystko się zgadza..podała mu kilka banknotów o najwyższych nominałach...
-reszta..
-tak jak zwykle.
-chciałbym jeszcze tylko powiedzieć że z tych reszt uzbierała się całkiem pokaźna kwota..
-dobrze..niech jeszcze będzie u pana..byćmoże kiedyś będę potrzebowała pomocy..bądź pieniędzy..wtedy się do pana zgłoszę...
-oczywiście..jako stała klientka może panienka liczyć na nasze przywiązanie..
-doskonale..teraz już pójdę..
przepakowała się dozbrajając się na miejscu...pomyśleć że jeszcze pół godziny temu szła przez miasto tylko z igłami, sztyletem, saiami i garotą.. resztę pakunku schowała do kieszeni, delikatnie owiajając fiolkę grubą warstwą miękkiej tkaniny..
wyszła ze sklepu...
skierowała się na miejsce gdzie niedawno był Smok na Ostro...teraz był tam wypalony kawałek ziemi..reszta była uprzątnięta..żadnych walających się kawałków nadpalonych belek...po prostu pusty plac...gdzieniegdzie spalona ziemia przebijała się przez warstwę śniegu..przeszła pod ogrodzeniem złożonym z wbitych w ziemię palików i sznurka...stanęła pośrodku pustego placu...ulicą nie przechodził nikt...nikt kto nie musiał nie wychodził z domu... klęknęła na jedno kolano i położyła dłoń na zimnej ziemi odgarniając najpierw śnieg...przymknęła oczy...szepnęła coś niedosłyszalnie...po kilkunastu minutach wstała i ruszyla przed siebie...doszła do największej w mieście księgarni...spokojnie przechodziła pomiędzy regałami ..nie spieszyła się...ma dużo czasu..wiedziała że jeśli będzie się działo coś złego to Lunar ją znajdzie...ale teraz jakoś wolała nie wchodzić mu w drogę..ani jemu ani Lili...po tym co mu powiedziała? sama musiała sobie to poukładać...jest znajomym...kimś kto uratował życie, towarzyszem broni..tylko tyle...i nie ma prawa być kimś więcej..bo kocha z wzajemnością Lilę...dlatego. Im szybciej im zejdzie z oczu tym lepiej dla niej samej.
-czego tak zapamiętale szukasz? usłyszała czyjś głos w uchu...odwróciła się jak oparzona..
-Xe...Xellos! -rzucia się mu na szyję, ściskając go..
-spokojnie..bo mnie udusisz...
-dobrze cię widzieć...tyle czasu minęło...co tu robisz? w tym miasteczku zasypanym śniegiem?
- Przechodziłem obok...
-iijasne...masz mi dużo do opowiedzenia...
- teraz muszę jeszcze znikać..po prostu wyczułem twoją aurę niedaleko..i dlatego przyszedłem.. mam jeszcze sprawę do załatwienia...ale bądź za pół godziny w jakiejś kawiarni..namierzę cię i porozmawiamy...co ty na to?chyba że jesteś czymś mocno zajęta...uśmiechnął się przebiegle...dziewczyna uderzyła go go lekko pięścią w ramię...
-nic się nie zmieniłeś...dobrze, będę. za pół godziny ,tak?
-dokładnie..to ja znikam.
po sekundzie go nie było.
*******
Arashi upiła łyk herbaty ze swojej filiżanki i spojrzała na zegar..mazoku ma jeszcze dwie minuty...
za nią wyczuła znajomą aurę..
Xellos jakby zmęczony usiadł naprzeciw niej...
spojrzała na niego zdziwiona...on i zmęczenie?musiała mieć to wypisane na twarzy bo mazoku się uśmiechnął i powiedział że miał wyczerpującą misję...
- Jak zareaguje Zellas gdy się dowie że piłeś ze mną herbatę?
- nie wiem..otworzył ametystowe oczy..ostatnio puszczają jej nerwy...wyczuwa niebezpieczeństwo i to z każdej strony ...również ode mnie i Valgaava...
-ma ku temu powody? -spytała poważnie dziewczyna
-i tak i nie...ale to..tajemnica....przymknął oczy...
-a co u Phili?
-dobrze...mieszkamy w małym miasteczku..ma swój ukochany antykwariat ..robi też za miejscową znachorkę...
-a co u ..-urwała-Valgaava?
- Nie wiem czy twoje odejście wyszło mu na dobre...na początku nie umiał sobie z tym poradzić..wpadł w furię...do reszty znienawidzil Zellas...ale kochał cię na tyle że rozumiał twój wybór..szanował go...i pozwolił ci odejść...nie ma nikogo..są tacy co kochają tylko raz...no ale...zmieńmy temat bo się robi smutno.Co u Ciebie?
- Dobrze..podróżuję..bawię się w zdobywanie artefaktów..w Indianę Jonsa...uśmiechnęla się...
przegadali kilka godzin...zjedli obiad..rozstając się Xellos rzucił..-uważaj na Zellas...ona coś kombinuje...i to względem ciebie...wypytywała się Valgaava o najdrobniejsze szczegóły...posunęła się nawet do tego że zapytała się jak by można było cię do czegoś zmusić...
-co odparł? -spytała z niepokojem..nikt nie znał jej tak dobrze jak ona sama i Valgaav..
-że się nie da, bo nie jesteś tak głupia żeby dać się wpuścić w takie maliny przez kogoś takiego jak ona...dwa dni się regenerował po tej odpowiedzi...
-czemu ona nie da mi spokoju...czemu ona się na mnie tak uwzięła...
- bo wie że masz nad Valgaavem większą władzę niż ona..i nie podoba się jej to...
-doskonale wie że nie jestem z nim już od trzech lat..
-dlatego się nad nim nie pastwii...ale ciebie nie zapomniała..zawsze będziesz zagrożeniem...uważaj Arashi..to nie jest przeciwnik na twoją miarę...
-przekaż jej że jeśli chce się ze mną zmierzyć to niech tu przyjdzie...z chęcią powiem jej co o niej myślę...
-Arash...to nie jest dobry pomysł...
-Już zapomniałam jak zdrabnialiście z Phil moje imię.., nie Xellosie..to jest bardzo dobry pomysł...
pożegnali się...Arashi wyszła na mroźną noc...był już wieczór...czyli Zellas ciągle coś kombinuje...będzie musiała powiedzieć o tym Lunarowi..ale to innym razem..skierowała się ku karczmie...

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 02:48   

Spotkali się na płaszczyźnie astralnej. Żaden z nich nie był zaskoczony.
- Oczywiście nie powiesz mi, co tu robisz, bo to... tajemnica? - szyderczo zapytał Lunar.
- Oczywiście - odparł Xellos wrednie się uśmiechając.
- I oczywiście pamiętasz, ile mi może moja droga mamusia, ty i Valgaarv?
- Oczywiście - Xellos otworzył oczy. - Nic się nie zmieniłeś, drogi braciszku. Nadal nie pamiętasz, kto i kiedy ci uratował skórę... Teraz już wiem, czemu Arash jest taka pewna siebie...
- Raczej kto zaniechał wykonania rozkazu, bo się bał, że go rozniosę na strzępy razem z jego cenną smoczycą... - zareplikował natychmiast Shinmazok. - Albo, że zdradzę mojej drogiej mamusi conieco o tobie i twoim punkcie widzenia...
- Nie zrobiłbyś ani jednego, ani drugiego - odparł Xellos. - Nie jesteś Mazoku pełnej krwi. Jesteś słaby.
- Jestem słaby, powiadasz... - aura Lunara natychmiast unieruchomiła Xellosa,nie pozwalając mu się ruszyć. - Będę wspaniałomyślny i uznam, że nie zapomniałeś, gdzie leży granica możliwości twoich i Greater Beast Zellas Metallium. Ta kobieta jest pod moją ochroną. I Lila też. Ktokolwiek ich dotknie, zostanie natychmiast zniszczony. Możesz mnie zacytować.
- Kto powiedział, że mieliśmy zamiar ich dotykać? - Mazok uśmiechnął się wrednie.
- Kto powiedział, że Zellas dożyje, by o tym usłyszeć? - Lunar skopiował uśmiech rozmówcy.
- Z miła chęcią jej przypomnę o takiej możliwości - Xellos zamknął oczy. - Miło było pogadać, ale muszę już lecieć. Bądź czujny, braciszku. Obaj wiemy, że nie zostaniesz zaatakowany wprost. Ale to nie znaczy, że jesteś bezpieczny.
- Xellos... - Shinmazok jeszcze raz wymownie zmarszczył brwi. - Pamiętaj...
- Pamiętam. Zapominanie o takich rzeczach źle by się dla mnie skończyło.
Lunar pozwolił Mazokowi odejść.

**********************************

Wyszedł z astrala w pokoju tuż obok śpiącej Lili. Spojrzał na nią.

"Zellas, zabij ją a przysięgam na wszystko, co dla mnie ważne, że nie dożyjesz końca dnia!"

Potrząsnął głową. Przeszedł w astral i skoczył do tawerny, w której wyczuł Arashino. Nie da jej spokoju dopóki wszystkiego sobie do końca nie wyjaśnią. Xellos nie przybył tu na darmo. Zellas coś planowała i to coś bardzo poważnego. To już przekraczało kłopoty samej Ashi, on z całą pewnością był również na celowniku. A dokładniej był niemal pewien, że ofiarą Zelas padnie Lila. Musieli działać razem, jeśli mieli temu zapobiec.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 03:12   

Weszła do karczmy w której się zatrzymali...było już dosyć późno...
- Na ryuzoku i mazoku...panienka dopiero teraz wraca?
Arashi odwróciła się zaskoczona. Niedaleko stała karczmarzowa i patrzyła się na nią...fakt rewelacyjnie nie wyglądała, włosy miała w nieładzie oraz mokre od roztapiającego się śniegu...wyciągnęła spod płaszcza książki..uśmiechnęła się do kobiety...
-spotkałam znajomego i nawet nie zauważyłam kiedy przegadaliśmy cały dzień...
- i pewnie panienka głodna..
-jadłam obiad ale z chęcią zjadłabym coś jeszcze...-spojrzała na zegar..dochodziła dziesiąta- kuchnia jest już zamknięta, prawda?
-tak, ale siadaj dziecko- posadziła ją przy stole najbliższym kominka i powiedziała-zaczekaj..zaraz przyniosę Ci coś ciepłego do jedzenia
-Nie trzeba..skoro kuchnia jest już..
-nie kłóć się ze mną dziecko...poczekaj tu..
wróciła po chwili z dzbankiem herbaty a później przyniosła obiad...
-dziękuję pani bardzo-Arashi uśmiechnęła się do kobiety...
-jedz kochaniutka...
dziewczyna zabrała się za jedzenie...w tym czasie karczmarzowa zniknęła w kuchni...pewnie wygaszała piec...dziewczyna skończyła jeść..kobieta wzięła talerz..
-mogę tu jeszcze posiedzieć?
-oczywiście...
dziewczyna przysunęła się bliżej ognia...karczmarzowa udała się już na spoczynek..niedługo później wybiła jedenasta...Arashi wyschła już zupełnie...przeczesała włosy..w izbie zrobiło się już prawie całkowicie ciemno...w ciemności żarzyły się jeszcze węgle delikatnie oświetlając dziewczynę...Arashi była już zmęczona ..jednak z jakiegoś powodu przeciągała moment w którym będzie musiała wstać i iść na górę...dopiła drugą filiżankę herbaty i nalewała trzecią gdy z mroku wyłonił się Lunar i przysunął sobie krzesło...usiadł obok...wzięła filiżankę i upijając małe łyczki skierowała swój wzrok na dogasające węgle...Lunar pierwszy przerwał ciszę.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 03:30   

- Rozmawiałaś z Xellosem - stwierdził. - Powinnaś na niego uważać. Jest lepszy niż reszta towarzystwa, nie przeczę. Ale to nadal szuja. Boi się mnie, nie odważy się na żadne numery. Nie dałbym jednak głowy, czy nie spróbuje jakoś wymanewrować ciebie... Poza tym mamy wspólnego wroga. Obawiam się, że Zelas mogło wpaść do głowy by mnie dosięgnąć przez Lilę.

Wpatrywał się w nią przez dłuższą chwilę.

- Ashi, wydaje ci się może że ja zapominam o zobowiązaniach... Otóż nie zapominam. Ani jako ja, ani jako Mazok. I o przyjaciołach też nie zapominam. Mówiłaś, że nie było żadnych podtekstów a zachowałaś się tak, jakby jednak były. Ashi, do licha, wiem, że sprawiłem ci przykrość. Przepraszam. Ale niezależnie od wszystkiego nie mogę też ci pozwolić się narażać samej. Bardzo mi pomogłaś tym, co powiedziałaś. Możliwe, że bez ciebie nie doszedłbym do ładu z Lilą i samym sobą. Nie zachowuj się teraz tak, jakby twoja obecność komukolwiek przeszkadzała...

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 03:48   

zakotłowało się w niej...prawie siłą nakazała sobie spokój...
-zachowuję się tak jak tego wymaga sytuacja i otoczenie...-powiedziała tak spokojnym głosem że nawet ją samą to zaskoczyło...i przeraziło...i wiedziała że nie jest w tym momencie całkowicie sobą...- Xellos może jest szują..ale też miałam okazję go pozanać od drugiej strony...i wydaje się mi że to nawet całkiem dobrze..przy czym kiedyś dwukrotnie uratował mi życie...poza tym wie że mimo że traktuję go jak bardzo dobrego znajomego, coby nie nadużywać słowa przyjaciel, to jednak musiałby się nagimnasytkować by mnie ,jak to ująłeś? a już wiem..wymanewrować..
kolejna kwestia..sądziłam że zamknęłam temat rano, ale skoro do tego wracasz...-upiła kilka łyków...- czy były podteksty czy nie to akurat bez znaczenia...przepraszam że tak wyszło więcje tego nie zrobię...-wcale nie było słychać żeby było jej przykro..rówie dobrze mogłaby powiedzieć :makaron gotować od 3 do 4 minut, odcedzić i przepłukać zimną wodą...wielkiej różnicy by nie było- uśmiechnęła się gorzko w ciemności świadoma że tego i tak on nie zobaczy...w palenisku błyszczały ostatnie węgle... Co do Zellas...że spróbuje dorwać cię przez Lilę? Bardzo prawdopodobne..to do niej podobne...atakować w najbliższą osobę licząc że jej przeciwnik popełni błąd lub się podda...dobrze że o tym wiesz...czyli musisz jej bronić...
z resztą nie tylko z twojej strony jest zagrożona...Xellos nie powiedział tego wprost..ale sądzę że i on ma jej dosyć...i razem z Valgaavem przygotowują mały przewrót gotowi uderzyć gdy tylko Zellas będzie osłabiona...
kolejna kwestia- cieszę się że pomogłam Ci dojść do ładu sam z sobą...nie byłoby dla Lili za dobrze gdybyś miał ją chronić mając pełno wątpliwości...a co do mojej obecności..nie wiem czy komuś przeszkadza czy nie...niemniej miałam kilka spraw do załatwienia ...przyzwyczaiłam się do podróżowania sama...i sama staram się załatwiać wszystkie sprawy z tym związane. Lunar czuł że już od kilku minut mówi półprawdy lub zręcznie omija i pomija milczeniem ważne fakty...dopiła herbatę i nalała kolejną filiżankę...

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
LunarBird Płeć:Mężczyzna
Chaos Master & WSZ


Dołączył: 30 Maj 2005
Skąd: Hellzone
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 04:16   

- O tym, co Xellos myśli o Zellas i nie tylko wiem bardzo dużo, więcej niż on sam przypuszcza - usmiechnął się niewesoło Lunar. - Nie jest żadną nowością, że ma własne plany, nieco odmienne od planów Zelas. Chociażby dlatego, że jest bardzo przywiązany do Philii. O wiele za bardzo jak na Mazoka. I bardzo mu zależy na tym, żeby Zellas się o tym nie dowiedziała, bo nie wyszłoby mu to na zdrowie. Wśród Mazoku takie przywiązanie jest dowodem słabości. A słabych się niszczy. Stąd nie dziwię się, że Xellos i Valgaarv działają razem. Są w podobnej sytuacji.

Zamilkł. Dostrzegł jej gorzki uśmiech bez trudu, jego wzrok przecież był znacznie lepszy niż ludzki. Nie pierwszy raz ktos o tym zapominał. W połaczeniu z tym, co od niej wyczuł oraz półprawdami nie było ciężko domyślic się prawdy.

- Ashi... dam ci jedną radę... - powiedział usmiechając się wrednie. - Nie próbuj okłamać Mazoka. Obcując tyle lat z Xellosem i Valgaarvem powinnaś już wiedzieć, że to się nie ma prawa udać. Może przywykłaś do samotności a może nie. Ale zastanów się, w imię czego chcesz uciekać? Nic się nie stanie. Czy przyjaźń naprawdę nic nie jest warta w twoich oczach? Czy tak wielu masz przyjaciół, tak wiele osób, którym możesz się wypłakać na ramieniu, że stać cię na ich porzucanie wciskając im kit? Popełniłem błąd. Więcej go nie popełnię. Kiedy będziesz smutna, możesz przyjśc z tym do mnie. Lila to zrozumie. Od tego przecież są przyjaciele. Nie staraj się zabijać w sobie uczuć, Arashi. Do Mazoków nie warto się upodabniać, wierz mi.

_________________
Cytat:
- Mulder... To jest... to chyba żółć...
- Powiesz mi jak to z siebie zdjąć zanim stracę kamienną twarz?
"The X-Files", #4 "Squeeze"


Autor posta: rip LunarBird CLH
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5146592
 
Numer ICQ
Arashino Shiro Płeć:Kobieta
władająca czasem...


Dołączyła: 28 Mar 2006
Skąd: Poznań
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 20-12-2006, 05:01   

Drgnęła słysząc te słowa...mimowolnie obróciła bransoletkę...przetrzymała w ustach gorący płyn nieco dłużej ...parzył..ale dzięki temu była spokojna..przynajmniej tak jej się wydawało...widać że już dawno nie miała z mazoku do czynienia...już zapomnała że żeby ich" wymanewrować" trzeba się nieźle natrudzić..być kłamstwa tak pewnym że wtedy oni wyczuwają je jako prawdę...i nie może być też porażająco głupie...
przełknęła wreszcie tą herbatę...czuła jak pieką ją usta..minęła dłuższa chwila zanim się odezwała:
- ja nie mam przyjaciół...nie takich którzy wiedzą o mnie prawie wszystko...Lu wie o mnie trochę ale tylko tyle ile było to konieczne...podobnie było z właścicielem Smoka na Ostro...dalej ich nie pomściłam...a raczej wątpię czy Lila wybaczyłaby mi zabicie jej brata...załóżmy że jest drobna walka...ja kontra Tom...Lila jest przeciwna zabiciu go...po której stronie stajesz? Nie musisz odpowiadać...jasne jest że po stronie Lili...
Ja nie mogę mieć przyjaciół...bo nawet jeśli oni o mnie dużo nie wiedzą to są celem...sam widziałeś to z resztą...ten świat jest na tyle bezwzględny że im więcej osób zna twoje słabe strony tym większe prawdopodobieństwo że nie pożyjesz długo...może wyda ci się to śmieszne...ale ciebie nie tak łatwo jest zabić...mnie tak...wystarczy jeden silniejszy atak by zmieść mnie z powierzchni ziemi...i to nie tak że przyjaźń nic dla mnie nie znaczy..właśnie dlatego że tyle dla mnie znaczy za nic nie chcę wystawić ich na ryzyko...już raz popełniłam ten błąd...
a że nie mam komu się wypłakać? płacz niczego nie zmienia..-znowu nagięła fakty świadoma że on to też wie....-że mogę przyjść do Ciebie? Lila zrozumie?w to akurat nie wątpię...ale czy ja zrozumiem...bo jeśli będziesz przjacielem...co zrobisz kiedy ja bym chciała czegoś więcej? Nie potrafię ręczyć za siebie...jak by nie było jestem tylko człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce...a ja wiem że choć byś był nie wiem jak dobrym przyjacielem to mi nie wolno chcieć czegokolwiek więcej...bo nie mam do tego prawa.... i oboje o tym wiemy.
Czuła że ją zaraz rozniesie...stłumiła płacz głęboko w sobie...nie wolno jej w takiej chwili dać upustu emocjom...musi mieć trzeźwy osąd, ocenę sytuacji...
Lunar nie odzywał się najwyraźniej myśląc nad jej słowami...
-ciągnęła dalej ledwo nad sobą panując- więc jeśli w takiej sytuacji dalej chcesz być przyjacielem to nie mam nic przeciwko...tylko zastanów się czy warto być przyjacielem kogoś takiego jak ja...i pomyśl nad ewentualnymi konsekwencjami tego...
wstała i gwałtownie odstawiła filiżankę...-jeszcze chwila,poczekaj chwilę...za moment..nie teraz...- łzy szkliły się w oczach...już dawno nie była z nikim tak szczera...aż do bólu....jedną ręką złapała płaszcz z oparcia, podeszła do drzwi i bez słowa odsunęła zasuwę..wyszła na mroźne powietrze...zamknęła cicho drzwi i oparła się o nie plecami...po policzkach spłynęły pierwsze tak tłumione łzy...gorące...ruszyła przed siebie...zakładając płaszcz w drodze...nie wiedziała gdzie iść...na pewno nie do Lu...gdzie ma iść? nie wiedziała..czułą że musi się przejść...wykonała głęboki wdech i wydech chcąc się uspokoić ..na nic...czarną noc otaczała biała mgiełka mrozu...łzy które zaczęły zamarzać były roztapiane przez te dopiero wypływające..i to nie tak że można płakać samemu...płacz sam w sobie nie jest łzy...ale on musiał wiedzieć w co się pakuje...doszła do biblioteki...usiadła na schodach i oparła się o kolumnę...było jej zimno..bardzo zimno...otarła łzy..nie chce odmrożeń...musiała tylko chwilę odpocząć...
posiedziała dwadzieścia minut...pozwalając łzom płynąć...usłyszała:
-chcesz zamarznąć?
drgnęła.

_________________
Żyj póki możesz, bo każdy twój dzień może być twoim ostatnim...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
następne+pytanie...
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 12 z 14 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 11, 12, 13, 14  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group