FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Następny
  Strajk!
Wersja do druku
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 07-02-2008, 22:15   

-Się robi- odrzekła Marie i wykreśliła kilka znaków w powietrzu. Z ziemi wyskoczyła sporo pnączy, które zaczęły oplatać ogara. Ten jak i wcześniej wyrwał się. Stworzyła następne. I tak po kolei: wykreślała na ziemi przeróżne znaki z zaklęciami czy to go spowolnić czy unieruchomić, przeciwnik nadrabiał jednak niedobór energii magicznej siłą i odpornością. Marie w ostatniej chwili stworzyła kamienną ścianę przed zwierzem, który uderzył w nią z dużym impetem.
-Atuty fizyczne wyczerpałam- mruknęła osłaniając się lianami przed spadającymi głazami po rozkruszeniu przez ogara ściany- to chociaż spróbuję przez magię.
Przyzwała monstrualnego wilka, który zaczął bić się z ogarem. Niestety półwilczyca miała wtedy za mało czasu na skupienie zaklęcia, toteż przywołane zwierzę było słabe i zaraz musiała je odesłać.
Kolejna kamienna ściana. Tym razem Marie mało nie dostała kilkutonowym głazem. Odskoczyła i rzuciła ogarowi w pysk tym razem sporą ilość proszku oszałamiającego. Zatoczył się- był jakiś postęp... Ale Panbe był właśnie gdzieś ciągnięty a oni się bili bezsensownie z przyzwanym zwierzęciem. Zaklęła cicho i rzuciła ogarowi w brzuch khutarem. Ten akurat się obracał, trafiła więc w tylną łapę. Broń eksplodowała z donośnym hukiem, a zwierzę zaskowytało żałośnie.
-Nie lubię tego oj, nie lubię!- jęknęła patrząc jak wielki czarny pies sie przewraca. Ten jednak zaraz wstał, mimo że tylna łapa była... w nie najlepszym stanie. Mimo to warknął i zaczął szarżę w stronę dziewczyny. Odskoczyła w ostatniej chwili i sprowadziła oponenta na skalną ścianę, w którą ogar wbił się dość mocno. Zaraz jednak wyszedł. "Chłopak sie musiał napracować przy przyzywaniu takiej istoty", pomyślała dysząc ciężko. Sił witalnych znowu zaczęło jej ubywać. Rzuciła kilkoma niewielkimi nożykami, które eksplodowały tuż przy łbie zwierza, to jednak nie wywarło na nim większego wrażenia. Marie doszła do wniosku, że na te misję powinna sie podszkolić w białej magii.
Pac.
Ogar w końcu dopiął swego, chociaż właściwie przez pomyłkę- kolejna szarża, niby jej półwilczyca uniknęła, ale jedna z przebierających w biegu łap "zagarnęła" ją i szarowłosa wylądowała plackiem na ziemi. Zaraz też musiała się poturlać aby uniknąć tym razem celowego uderzenia. Pospiesznie wykreśliła na ziemi znak a pod ogarem zapadła się ziemia, po czym przysypały go kamienie. Marie już widziała, jak zwierzę wychodzi, ale miała trochę czasu... trochę.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 07-02-2008, 23:08   

Gdy Panbe otworzył oczy ujrzał przed sobą postać w ciemno-szarym stroju. Jechała na czymś przypominającym żuka. Pancerz w kształcie siodła. Postać dzierżyła coś w rodzaju laski-z-gałką-na-czubku chociaż wyglądało jak korzeń wyrwany z ziemi. Panbe z niesmakiem odkrył iż jest transportowany przez innego żuka ,mianowicie gnojarza. Panbe był zamknięty w przezroczystej kuli a żuk popychał ją jak to żuczki-gnojarze. Poruszali się niezbyt szybko środkiem lasu. Panbe wstał i zaczął iść we wnętrzu kuli aby pozostać w pionie.

Jegomość z przodu nie zatrzymując się przemówił chrapliwym głosem rodem z horroru:
-Obudziłeś się. Nie próbuj się wydostać. Oszczędzaj siły. Przed nami długa droga.
-Eeeee...tego...pewnie pytania kim jesteś lub co chcesz zrobić dalej nie mają sensu więc zapytam wprost. Na cholere ci jestem potrzebny?!
-Pragnę twego ciała.
-Ojej...<zonk>...wiesz jaa....nie chciałbym....to znaczy....wiesz wolę kobiety...i tego...
-Dobrze robię usuwając cię z torów przepowiedni.
-Zaraz. Przepowiedni?
-Potrzebuję twego ciała aby stać się częścią przepowiedni gdyż ty jesteś niegodzien.
-Ale to ja zostałem niby wybrany?
-O niczym nie wiesz. Jakie żenujące. Wyświadczę ci przysługę usadawiając się w twoim ciele a twoją duszę skazując na wieczne potępienie.
-A nie myślisz że będą nas szukać?
-Hm. Masz rację. Twoja towarzyszka o węchu wilka nie wyczuje mnie tak daleko. I jeszcze to.-> W tej chwili na ramieniu oprawcy usiadł kruk.
-Imponujące.-> po tych słowach podniósł rękę i obok nas pojawił się ogromny ogar.
Otworzył oczy i pognał w las.
-Myślę że trochę im to zajmie.
-Posłuchaj. Nie możemy się dogadać? Mógłbyś nam pomóc i tym samym być częścią nas i tej całej przepowiedni.
-Nie rozumiesz!!! Ilość jest ograniczona!!! I to wy zostaliście uwikłani!!!
-W takim razie muszę cię zasmucić. Moi towarzysze łatwo się nie poddają. I chociaż jesteśmy dziwaczną grupą umiemy sobie ra...(urwał).
Panbe skrzywił się 'mam do czynienia z inteligentnym przeciwnikiem nie z prostym barmanem trzeba jakoś zaradzić'.
-W każdym razie będą nas szukać dopóki nas nie znajdą.
-Umiecie sobie radzić, co?
Zatrzymał się podjechał do kuli i wyciągnął dłoń. Na twarzy miał maskę.
-AAARRRGGGHHHH!!!! twój ekwipunek jest 17 gramów lżejszy!!! Gdzie...gdzie...złoto...
-Aż tyle!? Masz niezłe sensory. Złoto...tak...wydziela ciężki zapach długo unoszący się tuż nad powierzchnią ziemi niewyczuwalny dla zwykłego nosa. Oboje dobrze o tym wiemy. Jeżeli chodzi o złoto to wiem o nim wszystko.
Czarnoksiężnik w gniewie machnął ręką zamykając malusieńki otworek w kuli, po tym przyśpieszył tempa tak iż Panbe mógł tylko leżeć w kuli.
'Jest rozdrażniony i zdenerwowany (pomyślał Panbe) to mu raczej nie pomoże, ciekawe na ile starczy mi powietrza, wypychanie drobinek złota przez tą dziurkę nie było łatwe' - kula wjechała na kamienistą ścieżkę sprawiając wiele siniaków lokatorowi.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.


Ostatnio zmieniony przez Pan B dnia 08-02-2008, 09:10, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
Shinigami-san Płeć:Kobieta
Straszny Pan Morderca


Dołączyła: 03 Maj 2007
Skąd: Poznań/Inowrocław
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 07-02-2008, 23:18   

Mephistopheles zaraz po przyjeżdzie do twierdzy zostawił konia i sam udał sie w podróz powrotną. W czasie drogi orzekł że lepiej żeby podróżnikom bądź co bądź nic się nie stało. Zaczął biec dość szybko. To była jedna z paru rzeczy dobrych u demona - bardzo szybkie przemieszczanie się. Co prawda troszke męczace ale w ciagu paru minut przebył połowe drogi. Nagle poczuł przyjemną woń. Woń walki. Niby nic takiego ale... Zawsze warto zobaczyć co się święci. Skoczył na pobliskie drzewo i ujrzał jakieś coś walczące z półwilczycą... tam był jeszcze ktoś ale nie za bardzo potrafił rozpoznać tę postać.
- Witam was, osobnicy podróznicy, czy mam w czymś pomóc - mruknął prostując się na gałezi z głupim uśmiechem i zgrabnie zeskakując na ziemię - bo widzę że ktoś sobie nie radzi - mruknął po czym wyjął miecz i odchylił kaptur ukazujac czerwone oczy któreświeciły chęcią bitwy

_________________
"Nie jesteś zły. Jesteś po prostu źle ubrany"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1097863
radgers Płeć:Mężczyzna
Merill J. Fernando


Dołączył: 08 Sie 2007
Skąd: Leszno/Sfery
Status: offline
PostWysłany: 08-02-2008, 00:50   

- PORWALI PANBE, WSTAWAĆ! - krzyk Marie był słyszalny chyba w całej karczmie. I zbudził Kemoriosa który w tym momencie sobie smacznie spał. Co prawda nieumarli nie potrzebowali snu bo się nie męczyli, ale Pożeracze Dusz mogą z powodzeniem drzemać a Kemorios z chęcią oddawał się owemu drzemaniu. Przynajmniej czuł sie jak najbardziej przytomnie bo przebudzeniu.
- Już jakaś akcja? No nieźle. - wymruczał ubierając się. Gdy już sie ubrał i zarzucił kaptur na głowę wyskoczył przez okno mrucząc pod nosem "Piórkospadanie" i opadł łagodnie na ziemię. Hmm, półwilczyca już się pośpieszyła, pomyślał. Krzyknął tylko do Rissy. - Zaprowadź no tylko Yumiko tam gdzie jest Marie.
Był akurat w cieniu który rzucał budynek. Tym lepiej dla niego. Rzucił zaklęcie Chodu Cienia i rozkazał cieniom "Bądźcie mymi oczyma, dobra?" po czym zaczął się teleportować z jednego cienia w kolejny w kierunku Marie i Avalii która dołączyła do niej. Po chwili znalazł się w cieniu... Mephistophelesa który nie wiedzieć skąd także się pojawił.
- O, witam dawno żeśmy sie nie widzieli. - ukłonił się przed demonem w geście szacunku. - A ty co tu robisz? - powiedział zdziwiony.
- Chce pomóc wedrowcom w opresji w walce z tym. - demon wskazał na ogara wygrzebującego się z ziemi którego Kemorios zauważył dopiero teraz. - Piekielny Ogar? No proszę co za ciekawe stworzonka nam rzucają na drogę. - obrócił się jeszcze bardziej i zobaczył Avalię koncentrującą się na jakimś zaklęciu, najpewniej mającym odpędzić bestię i Marie w nie najlepszym stanie. - Chyba pojawiłeś się na próżno, Mephistophelesie. - rzucił przez ramię podchodząc do widocznie zmęczonej i poturbowanej już półwilczycy.
- Oho w nie najlepszym stanie jesteś moja droga. Avalia zajmie się Ogarem a pozwól, że ja zajmę się twoim... stanem.
- A co niby nekromanta może wiedzieć o uzdrawianiu? Wy tylko siedzicie potraficie w tych swoich kryptach w otoczeniu nieumarłych sług. No i Ogar może zaatakować Avalię. - odparła Marie kwaśno.
- Ej! Tylko bez takich. - oburzył się Nemorios. - Twoje podejście do nekromantów jest bardzo... stereotypowe. A co do Ogara to się nie martw. Nie zdąży. - ostatni wyraz niemal wycedził przez zaciśnięte zęby. Po chwili znów podjął. - To magia nie tylko śmierci ale i życia. Chociaż nie użyję jej żeby ci pomóc.
- To niby czego użyjesz?
- No cóż... dysponuje paroma innymi talentami można to tak ująć. - odpowiedział nekromanta po czym wyciągnął rękę przed siebie i chciał dotknąć jej głowy ale zawahał się - Mogę? - zapytał półwilczycę, która niechętnie skinęła głowa. Dotknął jej głowy, Marie przez chwilę zaświeciła zielonym blaskiem który po sekundzie zgasł. Po siniakach i zmęczeniu ani śladu. Natomiast Kemorios poczuł się trochę... wyssany, ale nie na tyle żeby nie mógł sprawnie funkcjonować. - I voila. - powiedział w tajemniczym języku wstając. W tym samym momencie ogar wyswobodził się spod zwałów ziemi i chciał rzucić się na ta która znajdowała się najbliżej czyli Avalię jednak nie zdążył. Avalia skończyła tkać swoje zaklęcie, błysnęło białym światłem i... po ogarze ani śladu.
- Efektowne i efektywne moja droga. - ukłonił się przed Avalią z szacunkiem. Zaś do Marie zwrócił się z szelmowskim uśmiechem. - A nie mówiłem? A teraz.. co robimy z nim? - spytał kiwając głową na demona który stał cierpliwie jak stał z głupkowatym uśmieszkiem na twarzy. Nawet nie ruszył tyłka żeby to skończyć szybciej, no cóż nie wyrażaliśmy zbytnio chęci przyjmowania pomocy, pomyślał Kemorios.

_________________
Duk said (czy coś takiego) - spróbuj i Ty xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8123446
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 08-02-2008, 01:34   

-Idziemy- powiedziała Marie znów przechodząc w formę bardziej wilczą. Zaciągnęła się znów powietrzem i zwietrzyła bardzo słabą woń Panbe oraz... gnój. Cóż, przynajmniej będzie miała punkt zaczepny w razie czego. Nie tracąc ani chwili na zbędne w tym momencie wyjaśnienia znów ruszyła w pościg. Droga była niezbyt przyjemna, na dodatek dziewczyna miała co jakiś czas wrażenie, że gubi woń. Straciła zdecydowanie zbyt wiele czasu, ale! W końcu wbiegła do lasu i zawyła donośnie, co dało się usłyszeć nawet w samej kotlinie.
Odpowiedziało jej kilka tym razem wilczych głosów. Znów odpowiedziała prosząc o szukanie człowieka pachnącego złotem i jakimś gnojem... owadami... Znalazły. To było jej szczęście, widać napastnik jednak nie był na tyle przezorny aby zatuszować ślady zapachowe.
~Rissa, doprowadź Yumiko chociaż do kotliny. I znajdź Michela, jeśli łaskaw będzie przyjść.
Przyspieszyła i podskoczyła aby w skoku wyciągnąć miksturkę przyspieszającą, którą wlała sobie do ust i wsadziła do sakwy buteleczkę. Wylądowała i przyspieszyła jeszcze bardziej. Wycia dobiegały z różnych punktów oznajmiając jej, gdzie skręca jej cel, jak szybko sie porusza, kto tam jest. Szary człowiek i dwa wielkie żuki, na dodatek brązowy człowiek w bańce. Wiedziała więc, że owadzi zapach jej nie zwiedzie i zaczęła sprint.
Kamienista ścieżka. Był tam jakieś 4 minuty wcześniej. Dziewczyna poczuła na rękach niemiłe ukłucia kiedy uderzała nimi silnie o kamieniste podłoże. Zaklęła w myślach stwierdzając, że nadal ma za niskie tempo i zawyła ponownie. Tym razem odpowiedzi przyszły dość tłumnie, chórem i towarzyszyły im cichsze odgłosy wydawane przez inne zwierzęta.
Czarnoksiężnikowi drogę zagrodził jednorożec. I drugi. Potem pojawiły sie kolejne trzy a na żuki skoczyło kilkanaście wilków. Bańka potoczyła się nieco dalej i zaczęła się regularna walka między zwierzętami magicznymi oraz niemagicznymi a czarnoksiężnikiem, który przy okazji musiał utrzymać bańkę blisko siebie. Jeśli Panbe sądził, że go wcześniej wytrzęsło, teraz było jeszcze gorzej.
W końcu też pojawiła się sprawczyni zamieszania zdyszana, która skoczyła na bańkę i odbiła się od niej z dużym impetem aby skoczyć na czarnoksiężnika i odbić się od jego pola siłowego. Wyciągnęła ręce i podparła się o ziemię i spojrzała na przeciwnika- widać było, że sfora zwierząt nie jest dla niego dużą przeszkodą... może nie licząc jednorożców które bądź co bądź znały białą magię.
-No i cię mam- powiedziała cicho i nakreśliła kilka znaków w powietrzu- przynajmniej na razie.
Ze znaku który wykreśliła wystrzeliło mnóstwo lian, które próbowały opleść czarnoksiężnika. Spalił je bez większego problemu i rzucił w jej stronę kulę energii, po czym co oczywista wykorzystał swój talent ku przyzywaniu istot. Limit na ogary mu się skończył, więc z cieni powychodziły 2 ifrity. Wściekła rzuciła się na jednego i rzuciła nim o drugiego, po czym oba zakopała głęboko w ziemi. Jakby to miało podziałać... Tym razem przeszła do ofensywy. Po kolei wytworzyła kilka ognistych kul, po czym stworzyła płomienny krąg wokół czarnoksiężnika któremu przy okazji zaczęła się cofać ziemia pod stopami. Proste rozwiązanie- lewitacja nie bardzo poskutkowało, gdyż za stopy złapały go wyrastające z ziemi pnącza. Marie błagając w myślach żeby Panbe się spróbował uwolnić zaczęła tym razem tworzyć żywiołaki. Sporej wielkości gliniany golem zaatakował czarnoksiężnika od tyłu i ku jego zdziwieniu pomimo urwania prowizorycznie utworzonej głowy stał.
Zaraz potem pojawił sie nieco podobny utworzony z wody oraz wiatru. Ostatni, ognisty niemal na niego spadł.
-Zająć... zająć!- krzyknęła wściekle obracając rękoma aby poruszać żywiołakami- PANBE, RUSZ SIĘ I SPRÓBUJ TO PRZEŁAMAĆ!
Chyba jakoś mu się udało, gdyż usłyszała ciche "blop". Skupiła się w pełni na wytworach żywiołów. Czarnoksiężnik radził sobie aż za dobrze, aczkolwiek odwracała jego uwagę od Panbe- było nieźle. Przynajmniej dopóki nie przebił się przez żywiołaka ziemi i nie zwrócil uwagi na pożogę. Skupiona na czymś innym mało nie została uderzona sporej wielkości ostrzem energetycznym, wtedy jednak wkroczyła do akcji jakaś małpka czy co tam było. Złapała go za głowę i wytrąciła z toru ruchu, wtedy skoczył na niego sporej wielkości basior. Potem kilka mniejszych.
Zaraz się ich pozbył w dość... ekhm, co rozwścieczyło Marie która "uderzyła" go sporym głazem po czym też go utopiła w ziemi. Zaraz sie wygrzebał. "Staczam już trzecią walkę, trzecią! Ciekawe, chyba za szybko biegam".

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 08-02-2008, 09:59   

Podczas walki nie było przyjemnie w kuli. Panbe który odbijał się od wszystkich jej ścian wstrzymywał oddech co jakiś czas. Kula potoczyła się trochę dalej i oparła o drzewo. Czarnoksiężnik był zbyt zajęty walką. Panbe leżący na głowie dokonywał analizy pola bitwy.
Wstał, wyprostował się, poprawił ubranie i jak najspokojniej zaczął się dusić. Czuł że ilości tlenu są minimalne. 'Myśl, myśl, draniu, szybko, myśl, jak się wydostać?!...' myślał Panbe.
-PANBE, RUSZ SIĘ I SPRÓBUJ TO PRZEŁAMAĆ! -> krzyknęła walcząca Marie.
Odpowiedź trafiła go jak worek cegieł. 'Ta kula...jest z jakiegoś wzmocnionego szkła...no jasne!!!'. Szybko zaczął szperać w ubraniu. Wyjął trzy buteleczki. Natychmiast wymieszał ich zawartości i wylał na wewnętrzną ścianę kuli. Dało się słyszeć charakterystyczne "blop" i kula ze wzmocnionego szkła zamieniła się w wzmocnioną bańkę mydlaną, która wraz z zawartością zaczęła się unosić. 'Ale harmider' pomyślał Panbe unosząc się 4 metry nad polem bitwy. Podleciał kruk i "mlask!" bańka pękła. Z głośnym "AAAAAA!!!" spadł wprost na czarnoksiężnika, który cały pochłonięty walką zapomniał o kuli. Marie wyglądała jakby zobaczyła myszy robiące na drutach.
-Jaktyś to...->przerwał jej głos spod Panba.
-TO JESZCZE NIE KONIEC!!!->czarnoksiężnik wyciągnął rękę i wokół Marie i wszystkich przyjaznym jej zwierząt pojawiły się mgliste postaci w szatach jakie noszą mnisi. Utworzyły krąg. Każda miała zasłoniętą twarz i długi miecz trzymany oburącz przed sobą. Postaci były półprzezroczyste. Powoli zaczęły zaciśniać krąg wokół Marie, zwierzątek i obolałego Panbe. Ręka czarnoksiężnika opadła bezwładnie na ziemie. Wyszeptał tylko:
-30 widm pożogi. Po śmierci dołączycie do ich grona...-> i stracił przytomność.
Marie pomogła wstać byłemu więźniowi.Wszelkie stwory przywołane przez Marie uciekły lub zostały sproszkowane gdy tylko dotknęły któregoś z widm.Pierwszy przemówił Panbe:
-O jak boli....ten facet to same kości.
-Nie ma czasu na użalanie się nad sobą. Ty bierzesz 15 z lewej, a ja 15 z prawej.
-CO?! Ty widziałaś co się stało z tamtym jednorożcem jak dotknął jednego z nich?
-A co mamy się poddać!? Leżeć i czekać na ratunek?! Trzeba samemu dbać o siebie.
Panbe popatrzył w oczy Marie. Była zdeterminowana i zmęczona. Panbe obejrzał postaci dookoła, popatrzył na Marie, na swoje dłonie, znów na Marie i na końcu w niebo. Szybko wyjął pudełeczko i rozsypał na ziemi zawartość. W tym czsie Marie próbowała zatrzymać widma pnączami. Pnącza się ich nie imały. Nie poskutkowały wystrzały ognia. Widma nie reagowały również na próbę wciągnięcia ich pod ziemię. Panbe skończył formować pewien znak na ziemi. Wyglądał jak kiepsko narysowała katapulta. Podszedł do Marie i chwycił ją za ramiona.
-Ej. No co ty?!
Ustawił na rysunku i szybko powiedział:
-Słuchaj. Gdy będziesz już spadać rozsyp wokół siebie ten proszek (wcisnął jej w dłoń małą sakiewkę) zaczniesz powoli opadać.
-Gdy zacznę spadać?
Panbe cofnął się o krok wymówił parę słów w dziwnym języku i później w normalnym:
-Na pewno za chwilę zjawią się nasi towarzysze i po co dwoje ma ryzykować życie. Te widma podążają za żywą istotą dopóki jej nie dorwą. Słyszałem o 30 widmach pożogi. Jeżeli zostanę one też zostaną. Nic mi nie będzie gdyż zostanę ocalony. Dbaj o siebie.
Gdy Marie chciała już zaprotestować rysunek wystrzelił ją bardzo wysoko nad las w kierunku gospody. Panbe przez chwile obserwował jak "pocisk" znika za koronami drzew. Wypuścił z ulgą powietrze. Lekko się rozluźnił.
-A więc tutaj zginę.... co za pech....każdy kiedyś umiera...ciężko udawać optymizm...
Obejrzał się wokół. Postaci były już ok 5 metrów od niego tworząc ciasny krąg. Panbe wyciągnął zawleczkę z pewnej buteleczki i zapytał:
-Który pierwszy?

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 08-02-2008, 13:55   

-Głupi... głupi!-wrzasnęła lądując bezpiecznie na dachu. Kły wydłużyły się niebezpiecznie, a oczy przeszły w czerwień- tyle sie starałam, żeby ten... sił mi nie starczy.
Wróciła do formy(prawie) ludzkiej. Upadła i potoczyła sie po dachu, po czym zaczęła spadać. Leniwie nakreśliła kolejne znaki w powietrzu i złapało ją kilka pnączy, które pod ciężarem dziewczyny zaczęły próchnieć.
Upadła niezbyt boleśnie i stanęła na kolanach, podpierając się rękoma(bardzo patetyczna poza). Z trudem łapała oddech z wycieńczenia, a gdyby nie niezbyt szczęśliwy upadek porwanego, pewnie by tam straciła przytomność.
Tak to może stracić przytomność w bezpiecznym miejscu, chociaż jej zaparcie w sobie, że nie może siedzieć bezczynnie trzymało ją w sztywnej pozycji i nie pozwalało oczom się zamknąć.
Wyjęła więc dwie miksturki wzmacniające, wypiła i poczuła pewien przypływ nieco sztucznych sił. Wstała więc i zakręciło jej się w głowie.
-Do boju!- krzyknęła sama do siebie i ekhm... zarżała. Jak koń. Takie własnie zwierzę wybiegło z lasu, znaczy, przynajmniej częściowo.
-Centaur- mruknęła pod nosem- mógłbyś mnie przewieźć proszę w miejsce, w którym jest czarnoksiężnik? Albo chociaż to kotlinki w której był piekielny ogar...
-Dobra, ale po co ty sie tak starasz? Zginęło sporo zwierząt...
Marie westchnęła ciężko.
-Wiem. I żadnego już na tę rzeź nie wysyłam- zawroty głowy. Wysadź mnie po prostu gdzieś w pobliżu i ewakuujcie się wszyscy, dobrze?
Skinął tylko. Półwilczyca stwierdziła, że naprawdę ma szczęście do przywoływanych stworzeń, ten był zaskakująco skory do współpracy. Objęła ludzką część centaura w pasie i ruszyli.
Tempa nie można było nazwać szaleńczym, ale posuwała się. Chociaż miała pewność, że kiedy dojedzie będzie za późno.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
radgers Płeć:Mężczyzna
Merill J. Fernando


Dołączył: 08 Sie 2007
Skąd: Leszno/Sfery
Status: offline
PostWysłany: 09-02-2008, 22:36   

Marie wystartowała w dalszą drogę jak rasowy sprinter. No cóż jest w końcu w połowie wilkiem. Nie dam rady jej dogonić, pomyślał Kemorios i westchnął. Ale można za nią podążyć innymi sposobami.
- Się robi szefowa. - mruknął pod nosem. Ale najpierw... Podszedł do Mephistophelesa i uśmiechnął się. - Do następnego. - powiedział i zniknął pojawiając się w cieniu Avalii mając zamiar teleportować tak samo i ją. - Pozwól moja droga, że przeniosę nas w ślad za Marie, ok? Mam tylko nadzieję, że teleportacja przez cienie nie będzie ci przeszkadzać. - dodał pod nosem.
- Zgoda. - odrzekła półanielica. I zniknęli. Cienie szybko doprowadziły ich do miejsca gdzie znajdował się Panbe i otaczające go w ciasnym okręgo 30 widm.
- Eee, to chyba jakieś żarty. Ty z tym walczysz? - zdziwiony nekromanta spytał Panabe.
- A wy co tu robicie? - odrzekł pytaniem na pytanie równie zaskoczony Panbe.
- Przybyliśmy tu właśnie po ciebie. Ale widzę, że tak łatwo się stad nie wydostaniemy... Avi, masz może coś pod ręką co dałoby nam szanse ucieczki? Jesli przyjdzie co do czego to zwrócę ich uwagę na siebie. Nie będzie to trudne. - powiedział uśmiechając się półgębkiem.

_________________
Duk said (czy coś takiego) - spróbuj i Ty xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8123446
Yumiko Płeć:Kobieta
Child Prey


Dołączyła: 08 Maj 2006
Skąd: Crystal Ship
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Lisia Federacja
PostWysłany: 09-02-2008, 22:46   

Jako że Yumiko schowała się w w pomieszczeniu z pościelą, nie miała pojęcia o walkach stoczonych przez jej towarzyszy. Tworzyła następne trucizny do swej pięknej kolekcji. mieszała ze sobą różne rodzaje roślin, proszków zamoczonych w jej ulubionym czerwonym winie, które przy okazji popijała. Postawiła buteleczkę z winem na ziemi i poczęła trząść miksturą, w celu jej wymieszania. Uchyliła delikatnie wargi i wpuściła do ust pare kropel trucizny.
- Jak zwykle idealna. Powiedziała oblizując się ze smakiem.
Nagle poczuła że coś obrzydliwego owija się wokół jej nogi. Przeszedł ją dreszcz. Delikatnie sięgnęła ku jednemu ze swych sztyletów i już miała zaatakować, gdy jej oczom ukazała się słodka nimfa o imieniu Rissa.
- Boże! Dziecko Kochane! Co Ty tutaj robisz? Zapytała przerażona Yumiko.
Rissa ścisnęła dość mocno nogę Yumiko po usłyszeniu słów "Dziecko Kochane"
Yumiko syknęła a gdy Rissa pozostawiła jej nogę w spokoju, Złodziejka złapała się za nią i ujrzała ślad wbitych cierni. To było dla niej straszne przeżycie. Kiedy Yumiko się uspokoiła Rissa stanęła na jej nodze i zaczęła tłumaczyć...
- Wiesz...trzeba przyznać że jesteś bystrą dziewczyną...Nawet nie wiesz że Twoi...przy...k...Twoi towarzysze stoczyli już..1....2...8...3...kilka bitw, ale siedzisz sobie na poduszkach i wąchasz zielone!! Poza tym jakiś maniakalny psychopata porwała Panbe.
Yumiko doznała szoku. Szybko chwyciła buteleczkę z czerwonym winem wypiła całą jej zawartość, wyrzuciła ją za siebie i wybiegła z budynku. Rissa w pędzie zdążyła uczepić się jej ubrania.
Gdy Yumiko znajdowała się na zewnątrz, wskoczyła po gałęziach na czubek najwyższego drzewa, które chwiało się pod jej ciężarem.
- Ostatnio byli tam w kotlinie! Pisnęła Rissa wskazując palcem. Yumiko zeskoczyła z drzewa i zaczęła biec z ogromną prędkością (co było jej specjalizacją) w stronę kotliny. Gdy dobiegła już do swojego celu zatrzymała się ocierając twarz z kropel krwi, które wydobywały się z zadraśnięć na jej twarzy, spowodowanych przez rośliny, które raniły ją po drodze.
- Teraz to tutaj nikogo nie widzę. Nagle ktoś złapał ją za ramię. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie. Stał przed nią Mephistopheles.
- I jak? Rozważałaś moją ofertę? Patrzał na nią z szyderczym uśmiechem.
Demon wzbudził w niej lęk.
- Sporo o niej myślałam. Odpowiedziała niepewnie. ~ Nie bądź głupia...Pokaż że jednak coś kryjesz pod swoją korą mózgową ~ Przekazała telepatycznie wiadomość Rissa.
- Ja....muszę iść. Dziewczyna miała już biec gdy demon złapał ją za rękę.
- Pamiętaj że będziesz ustawiona do końca swojego nędznego życia. Yumiko zaczęła się zastanawiać. Dziewczynie odpowiadało jej dotychczasowe żywota.
- Nie! I koniec! Ona ma swoje życie nie będziesz jej robił wody z mózgu! Krzyknęła Rissa, a za sprawą jej mocy drzewa zaczęły się lekko chwiać. Yumiko była nieco zdezorientowana. Przez chwile stała patrząc się na demona, lecz po chwili odwróciła się i zaczęła biec dalej. Nimfa telepatycznie kontaktowała się z Marie, aby dowiedzieć się gdzie mają się udać.
- Biegnij prosto! Powiedziała Rissa. Yumiko w oddali ujrzała Kemoriosa, nie wiedzieć czemu była do niego przywiązana. Zatrzymała się jednak gdy ujrzała "jakieś dziwne coś" co ich atakowało. Wspięła się na drzewo i obserwowała wszystko z góry. Jednak miała wrażenie że ktoś ją obserwuje.

_________________
"Zniszczenie,
Słodki nektar zakazanego przez Boga grzechu pierworodnego,
Otwarte przez szalony sabat drzwi ku wiecznej rozkoszy(...)"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1496242
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 09-02-2008, 23:27   

Trzej towarzysze niedoli stłoczyli się plecami do siebie stając na nieprzytomnym czarnoksiężniku. Widma zatrzymały się w odległości ok 4 m od nich. Tworzyły istny mur. Ramię w ramię (jeżeli mają ramiona). Panbe krótko opisał co na nie nie działa i :
- Wasze przybycie dało nam parę minut. Będą analizować sytuację bo pojawiły się nowe źródła życia. Wyczuwają tylko ruch w tym ruch organów wewnętrznych (serce, płuca,krew). Wtem Avalia powiedziała:
- Wdepnęłam na coś.
- A, to czarnoksiężnik. Nie przejmujcie się nim. Na razie to najmniejszy problem.
- Martwy? -> zapytał Kemorios zupełnie jak grubas który obawia się że nie ma obiadu.
- Jeszcze dycha.
- Uufff... -> Kemoriosowi ulżyło.
Widma nawet nie drgnęły. Miecze dalej trzymały oburącz przed sobą ostrzem do góry.
- Dobra wiejemy (rzekł Panbe) jakoś przeskoczymy lub przelecimy.
- Poczekaj! -> krzyknęła Avalia po czym wzięła niewielki kijek leżący na ziemi i rzuciła go
nad murem widm. Z kijka zostały drzazgi, które opadły za murem. Panbe był prawie pewien że widział jak miecze błyskawicznie wysuwają się i niszczą obiekt po czym wracają do poprzedniej pozycji. Dało się słyszeć głośne "Gulp" gdy Panbe przełknął ślinę.

- O #%$@&^# gdzie zawleczka!? - uprzytomnił sobie Panbe. Buteleczka zaczęła lekko syczeć. Nagle zobaczył przed sobą rękę Kemoriosa trzymającą szukaną zawleczkę.
- Bardzo proszę. -> rzekł spokojnie.
- Czy Ty zawsze musisz być taki wyrafinowany? - 'najgłupsze ostatnie słowa w historii' pomyślał Panbe. Widma dalej trwały w swych pozycjach.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
Orenei Płeć:Kobieta


Dołączyła: 24 Lis 2007
Status: offline
PostWysłany: 10-02-2008, 19:46   

Akira na chwile przykucnął na drzewie, nieopodal drzewa na którym znajdowała się Yumiko.
- Co ty wyprawiasz... - powiedział po cichu sam do siebie.
Obserwował ją zaledwie od kilku dni, czyżby już coś podejrzewała? Akira trochę sie nad tym zastanawiał, miał coraz to większe wrażenie, że to mogła być ona.
- Jeszcze za wcześnie na to, aby wynieść pochopne wnioski...jeszcze okaże się, że to nie ona.
Tylko czekał na odpowiednią chwilę, na znak, który pozwoli mu ostatecznie potwierdzić słuszność jego tezy. Jak dotąd to jeszcze nie zrobiła nic, co mogłoby mu pomóc.
Coraz to bardziej zastanawiał się, czy nie porozmawiać z nią na osobności. Jeśli nie po dobroci, to pewnie trzeba będzie użyć siły (chociaż wolałby raczej tego nie robić).
Akira uważnie ją obserwował, nic nie mogło umknąć jego uwadze, a już na pewno nie mógł stracić jej z oczu. Wydawała się być bardzo ostrożna, spostrzegł, że dziewczyna od czasu do czasu zerka za siebie.
- Heh...pewnie boi się, że Mephistopheles ją śledzi. Ciekaw jestem, kim on jest. Może być całkiem ciekawie. - powiedział spoglądając za siebie, po chwili dodał - Jeżeli to naprawdę jest ona, to ciekaw jestem czy wie, co zrobiła. - po tych słowach wspiął się nieco wyżej, aby mógł dostrzec nie tylko Yumiko, ale i walczących jej przyjaciół.
Zastanawiał się jeszcze nad jednym.
Skoro jej towarzysze są w niebezpieczeństwie, to dlaczego ona tak bezczynnie siedzi na drzewie zamiast im pomóc?

_________________
"Coś tam, coś tam number one!
Sharingan for everyone~"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Mara Płeć:Kobieta
High


Dołączyła: 05 Maj 2007
Skąd: spod łóżka
Status: offline

Grupy:
House of Joy
Lisia Federacja
PostWysłany: 10-02-2008, 21:29   

- ... i wreszcie żądamy porządnych karmników na zimę! Żeby sarny i jelenie miały gdzie się pożywić w tych gorszych czasach! I pompę na wypadek suszy!
- U was nie ma suszy, las jej nie pamięta nawet!- krzyknęła Marie - a z karmnikami to się do ludności okolicznej zwracajcie, ja tu przejazdem!
- A tak, zapomniałem.
- Mówisz to chyba po raz piąty. O, kotlina!- wyraźnie się ucieszyła, jednak na widok nadal stojącego tam Mephistphelesa mina jej zrzedła. Zaklęła pod nosem, pomyślała momencik i wyciągnęła prawą rękę.
- Postaraj sie przegalopować tuż obok niego z lewej strony, dobrze?
-Ale będą karmniki?
-Mogę ci wytworzyć tyle owsa, że sarenki będą musiały wybudować spichlerz. A teraz proszę cię zrób jak mówię.
Zrobił. Do centaurów trzeba było czasami naprawdę dziwnym językiem mówić, aczkolwiek ten jest całkiem rozumny, pomyślała dopóki demon nie był blisko. Sięgnęła i w odpowiednim momencie złapała go za pelerynę. Poczuła silne szarpnięcie, centaur mało nie zaliczył gleby ale po chwili za Marie siedział już dodatkowy pasażer.
- Jedziesz z nami- powiedziała spokojnie i syknęła cicho. Ręka zaczęła boleć.
Głuchy tętent kopyt, zawroty głowy, ględzenie centaura przechodzące w monotonny dźwięk kołyszący się gdzieś w tle ze wszystkim innym.
Była półprzytomna kiedy dojechali.
Potrząsnęła lekko głową i zsiadła z centaura, po czym zatoczyła się i złapała za głowę. O Mephistophelesie zapomniała zupełnie. Wytrzepała się, potrząsnęła głową i powiedziała do siebie cicho:
- Czas ruszać. Wszyscy są a i może nawet gratis...
Dłonie wylądowały w kieszeniach i Marie podśpiewując cicho poszła wolnym krokiem w stronę kręgu widm, widocznego ze wzgórza na którym pozostawił oboje centaur.
Stanęła, gdy usłyszała i zobaczyła eksplozję. Nie był to zwyczajny wybuch- w górę poszedł ogromny kłąb mlecznobiałego dymu, na dodatek fala uderzeniowa przeszła w kopułę.
- Hm... fala teleportacyjna. Gdzie ich przeniosłaś?
- Nigdzie- powiedziała Avalia i wyciągnęła maleńką fioleczkę, w której tłoczyło się 30 przeróżnych postaci w tym jedna czarno odziana, coś chyba krzyczała. Czarnoksiężnik. Pół wilczyca przebiegła wzrokiem po pozostałych z drużyny i gratisie, tajemniczym jegomościu stojącym obok Yumiko. Kero wyglądał na zawiedzionego, ciekawe czym...
- Kto ty?- spytała kiwając głową w stronę nowego- zresztą, nieważne. Jeśli nie jesteś płatnym mordercą czy Gościem Który Ma Wobec Kogokolwiek z Grupy Nikczemny Plan to nie musisz się nawet przedstawiać. Chyba, że pozostali chcą... Chyba powinniśmy wracać do karczmy?
Marie stała. Z zewnątrz nie było tego aż tak bardzo widać, ale dla niej był to duży osobisty sukces, bo wszystkich widziała razy trzy i nie była pewna czy pytając o nowego nie skinęła bardziej na Yumiko, zresztą, nieważne. Rissa znów powróciła do swojego ulubionego miejsca- medalika dziewczyny, przy okazji marudziła cicho na swoje zmęczenie domniemane i na to, ze ktoś kazał jej się o innych zatroszczyć.
~ Kobieto, ty masz chyba gorączkę~ powiedziała jej driada nagle. Pół wilczyca wzruszyła tylko lekko ramionami i stwierdziła ze spokojem:
~ Przypominam ci, ze mam nieco wyższą naturalną temperaturę ciała. Dramatyzujesz.
~ Ale przecież...
Nie dokończyła. Marie i tak jej już nie słuchała.

_________________
"Shut up and keep up squeezing the monkeys!"
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
5928978
Shinigami-san Płeć:Kobieta
Straszny Pan Morderca


Dołączyła: 03 Maj 2007
Skąd: Poznań/Inowrocław
Status: offline

Grupy:
Lisia Federacja
Omertà
PostWysłany: 10-02-2008, 21:42   

Mephistopheles stał i obserwował grupę Poszukiwaczy. Wyjął spokojnie bron... I w ciągu ułamka sekundy obrócił się i strzelił w nieznajomą postać. Tak jak zamierzył, tak trafił 5 cm od stopy postaci. Nie żeby zabić, poporstu zoabczyć kto to... Zabić można zawsze bardizje brutalnie. W ciemnościach mignęła mu jakaś jasna czupryna, wskoczył na drzewo, tuż obok Yumiko, rpzerzucił ją przez ramię klepiac przy oakzji po t←łku gdy ta próbowała go kopnąć i skoczył w stonę podróżników. Postawił grzecznie dziewczynę na ziemi i zgrabnie uniknął policzka jaki ta mu chciała zafundować po czym wybierzył broń w miejsce znajdowania się "obcego". Uśmiehcnął się po czym odrzekł
- Wiem gdzie jeste, wyłaź, Uwierz to nie jest problem trafić w ciebie młody człowieku. A może chcesz się ze mną podroczyć? - mruknął po czym zgrabnie naciągnął spust i strzelił w stopy owego jegomościa. - A wracając do was... czy mógłbym otrzymać buteleczkę z owymi cieniami? - odrzekł z uśmeichem nie spuszczając oczu z czupryny majaczącej się w ciemności

_________________
"Nie jesteś zły. Jesteś po prostu źle ubrany"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
1097863
Pan B Płeć:Mężczyzna
hmm....


Dołączył: 16 Gru 2007
Skąd: ehhhh...szkoda gadać
Status: offline
PostWysłany: 10-02-2008, 22:12   

Panbe stał z opuszczonymi rękoma zdziwiony jak nigdy. 'Żyjemy....wszystko jest ok' - myślał Panbe. Zaczął się lekko śmiać (raczej chichrać). 'Odpuszczę sobie opowiadać im o tym co mówił czarnoksiężnik. Może uda nam się go jakoś później zmusić do mówienia.'
- Dzięki wszystkim. Ocaliliście moją umęczoną przez los d... .(tylną dolną część ciała)
Po czym zamilkł i oczekiwał rozwoju wypadków. 'Lepiej się nie udzielać a na pytania odpowiadać cząstkowo.' W tym momencie Mefistofeles "przyniósł" Yumiko. Ta omal nie upadła po niecelnym plaszczaku.
- (...) czy mógłbym otrzymać buteleczkę z owymi cieniami?
- Nie ma mowy!!! - szybko udzielił się Panbe - Nie dawaj mu tego Avalio.
- Nie bądź taki. No po co wam one?
- One? A co, może tobie po to aby przynosić kawusię do łózia i podawać do stołu he? One
nie przyjmują nowego rozkazu dopóki nie wypełnią poprzedniego.
- A tak przy okazji. Skąd ty tyle o nich wiesz? - spytał Kemorios.
- Yyyyy....wyczytałem.. tak! Wyczytałem jak jeszcze byłem na studiach.
Wystrzał. 'Zbawczy wystrzał' pomyślał Panbe. Wszyscy skupili się dymie unoszącym się z lufy broni Mefista.
- Co robisz?! - Spytała Marie która była wcześniej jakby gdzie indziej.
- Ruszył się. - odpowiedział Mefisto.

_________________
Życie to takie czary-mary. Rzadziej czary częściej mary.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
11631847
radgers Płeć:Mężczyzna
Merill J. Fernando


Dołączył: 08 Sie 2007
Skąd: Leszno/Sfery
Status: offline
PostWysłany: 10-02-2008, 23:57   

Wyczytał? O widmach pożogi? Nekromanta szczerze wątpił żeby na uczelniach studenci mieli dostęp do ksiąg zawierających taką wiedzę jak De Vermis Mysteris czy osławiony już Necronomicon. Tak czy siak, był zaskoczony wiedza młodego maga. Już miał zripostować gdy Mephistopheles wystrzelił w ciemności. Chyba odłożę tą rozmowę na później, pomyślał Kemorios.
- Ruszył się. - powiedział demon.
- A ruszył się ruszył i to dosyć szybko. Tak szybko żeś go nie trafił. - odrzekł mu nekromanta.
- Ale ja nie chciałem go trafić. Jeszcze. - demon wyraźnie się zirytował. - Oddajcie mi tą butelkę po dobroci a nikomu nic się nie stanie.
- Avalio, nie rób tego. - znowu Panbe.
- On ma rację moja droga o czym sama pewnie wiesz. To demon, pewnie chciałby je związać. Na pewno ma w Otchłani paru znajomych którzy mogli by tego dokonać. Jeśli te duchy wcześniej by ich nie ukatrupiły.
- Nie chcecie po dobroci? A więc. Mephistopheles odwrócił się i uniósł miecz trzymając go w jednej ręce. W tym momencie nieznajomy za jego plecami poruszył się i chciał zbliżyć się znów do Yumiko ale czujny demon zareagował błyskawicznie. Wycelował i wystrzelił jednak tamten znowu uniknął. Mephistopheles syknął zirytowany. - Szybko przebierasz nogami, chłopcze. Bardzo szybko.
- Temu komuś chodzi chyba tylko o Yumiko. Może się ulotnimy i zabierzemy ją stąd w czasie gdy oni będą tak się bawić w strzelnicę co?

_________________
Duk said (czy coś takiego) - spróbuj i Ty xD
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
8123446
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 6 z 11 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 5, 6, 7 ... 9, 10, 11  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group