FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
  Poza Świątynią

Kto tak naprawdę rządzi w MAC-u...? [made by Velg]
kic - tak bowiem napisano w "Przwodniku po MAC-u"
0%
 0%  [ 0 ]
Altruista - altruistyczny głos niealtruistycznego patriarchy
3%
 3%  [ 1 ]
Costly - potęga w cieniu papierowej góry...
3%
 3%  [ 1 ]
Velg - o czymkolwiek nie pomyślisz, za tym na pewno stoi on
3%
 3%  [ 1 ]
Sauring - różowa eminencja
53%
 53%  [ 15 ]
Karel - członek z junty "Espadona"
7%
 7%  [ 2 ]
Władza - ona zazwyczaj rządzi
3%
 3%  [ 1 ]
Kitkara - bo póki co nikt nie śmie jej powiedzieć, że to nie ona włada Bractwem
7%
 7%  [ 2 ]
MAC - to przecież oczywiste!
10%
 10%  [ 3 ]
Lud - poprzez ankiety
7%
 7%  [ 2 ]
Głosowań: 28
Wszystkich Głosów: 28

Wersja do druku
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 03-06-2009, 23:48   

- Kiepsko powiedział - wchodzący do pokoju Karel - ale może nie wszystko stracone. - na te słowa odpowiedziały mu zdziwione spojrzenia pozostałych.
- Dajcie mi 4 ludzi a wraz z nimi przeniknę do miasta i wyniosę stamtąd najcenniejsze rzeczy. Słyszałem że w muzeum sztuki przechowują różne klejnoty. Byłaby to wielka strata gdyby zrobiły ,,puff". Mogę też przynieść jedną czy dwie butelki ale nic ponadto. I co? Co o tym myślicie? - zapytał kapitan zapalając papierosa.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 04-06-2009, 12:53   

Po słowach Karela w pokoju nastąpiła absolutna cisza. Costly złapał się za głowę, wiedział, co zaraz musi nastąpić. Altruista powoli wstał od stołu. Bladolicy mężczyzna spojrzał hipnotycznie w oczy Karela. Kapitanowi nie spodobało się to spojrzenie Najwyższego Kapłana. Odruchowo chciał się cofnąć, próbował nawet zasłonić oczy ręką, ale nie mógł nic zrobić. Jakaś magiczna siła nie pozwalała mu się w ogóle ruszyć. Altruista uśmiechając się paskudnie ruszył szybkim krokiem w stronę mężczyzny. Chwycił go za dłoń i pociągnął w stronę dużego krzesła. Następnie usiadł na nim, a Karela przełożył sobie przez kolana. Szybkim ruchem palców ściągnął mu spodnie i wymierzył w jego gołe pośladki trzy mocne klapsy, przy czym ostatni klaps był najmocniejszy.

- A masz! To za wchodzenie bez pukanie, a to za palenie w komnacie dla niepalących. A ten najmocniejszy masz za próbę wyniesienia rzeczy z przeklętego miasta. Żeby mi się to więcej nie powtórzyło! - Po tych słowach Altruista zdjął mężczyznę ze swoich kolan i uwolnił go spod swojego uroku.
Następnie Bladolicy wstał i podszedł do fotela na którym rozwalony był Velg.

- Mój drogi Pierwszy Sekretarzu - mówiąc to jednocześnie zaczął gładzić dłonią Velga po policzku - czyżby twoi ludzie zaczęli się szkolić na szabrowników? Zwłaszcza na szabrowników, którzy rabują rzeczy przeklęte? Mam nadzieję, że to tylko małe nieporozumienie. Jednak mój drogi Sekretarzu, Karel to twój podopieczny i bierzesz za niego odpowiedzialność. Dlatego całą dzisiejsza noc będziesz klęczał na ziarnku grochu[/i].

Velg przyjął to dziwną karę ze spokojem, wiedział, że z nawiedzonymi decyzjami Altruisty lepiej czasami nie polemizować.
- Costly. - Najwyższy Kapłan zwrócił się do Moliny - Coś tak zamilkł?
- Mówże coś. Czy wszystko już gotowe? Możemy już wznieść kościół?
Powrót do góry
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 04-06-2009, 15:18   

- Załadunek potrwa jeszcze kilka godzin. - Powiedział automatycznie Costly wyrwany z zadumy.

Łaska Kica musiała dziś spłynąć na Kapitana. Molina był pewny, że za ostatnie słowa Karel zostanie najpierw zabity przez Altruistę, a potem poćwiartowany przez Velga. A i sam Kapłan miał ochotę przydeptać resztki które by po tym zostały.

Gdyby to było takie proste, to moi ludzie zajęliby się tym zanim byś o tym pomyślał. Przeleciało Kapłanowi przez głowę. Wszystkie oczy zwrócone były na Molinę, widać czegoś jego myśli odbiła się na jego twarzy.

- Ekhm...pójdę osobiście dopilnować załadunku. - Powiedział szybko Costly i wyszedł z komnaty.

- Aki. - Wyszeptał cicho Kapłan gdy tylko znalazł się za drzwiami. Jego ponura twarz została nagle rozświetlona szerokim uśmiechem. - Mów, co tam ciekawego widziałaś u Patriarchy.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Velg Płeć:Mężczyzna


Dołączył: 05 Paź 2008
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 04-06-2009, 17:43   

Kiedy tylko Altruista wyszedł z pokoju, Velg skierował wzrok na kapitana Karela. Długo przyglądał mu się w milczeniu, jakby miarkując wysokość kary, aż wreszcie zabrał głos:

- Będziesz klęczał na ziarnku grochu, nim upłyną cała noc. Jeśli Altruista spyta cię, co czynisz - masz mu odpowiedzieć, że jesteś mną, który dla lepszego zrozumienia smaku pokory zdecydował się przybrać postać grzesznika - zgodnie z wyrokiem Świętego Oficjum w dniu sto pięćdziesiąt trzecim piątego roku panowania Patriarchy. I tyle. Oprócz tego, natychmiast po zakończeniu Seahaven, bez żadnych uzupełnień, karnie polecisz na Heretyka... - Velg wymienił nazwę jednego z gwiazdozbiorów, przez który właśnie przechodziła kometa i dlatego astrologowie Bractwa Melior Absque Chrisma obawiali się stamtąd inwazji - ... z zadaniem całego tamtego terytorium... A i miłego klęczenia na ziarnku grochu. - dokończył, po czym przemienił się w istotę podobną do anioła, przynajmniej wedle ludzkich wyobrażeń.

I dobrze. Altruista był fanatykiem, więc powinien uwierzyć, że nieznajomy jest sefirotą kica Wszechmocnego - i przez to klasyfikuje się do zostawienia w spokoju.

A Karel będzie miał okazje do wykazania przewag niszczyciela... W strzelaniu do skał. - powiedział, nagle wpadając w dobry humor. Do Heretyka było... No, daleko. Późniejsi fizycy powiedzieliby, że około 3,64 parseka - niemniej Velgowi wystarczyła świadomości, że jest to dostatecznie duży okres czasu, aby życie w MACu wróciło do normy, a wszyscy - z Najwyższym Kapłanem na czele, przygotowali się na jego powrót.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 06-06-2009, 18:59   

Altruista zmaterializował się nagle przed obliczem Avalli. Miał na sobie idealnie czystą, biała szatę, a w dłoni trzymał bukiet białych tulipanów.

- Droga Siostro, wybacz mi, że cię nachodzę tak niespodziewanie, ale chcę ci podziękować za okazaną pomoc. - Po tych słowach Altruista wręczył kobiecie bukiet kwiatów.

- Jeszcze raz bardzo dziękuje, bo gdyby nie ty, to byłoby po mnie.
- Ależ nie ma za co. - Odpowiedziała uśmiechając się Avalia.
- Każdemu zawsze w ramach swoich możliwości staram się pomóc - Altruista ukłonił się jej nisko. - A teraz wybacz, nie odrywam cię już więcej od twoich obowiązków. - Kapłan zamknął oczy i przeniósł się za pomocą magii do Lustrzanej Komnaty.

Akolici na widok Kapłana oderwali się od pracy i stanęli na baczność w szeregu.

- Jak wygląda sytuacja? - Kapłan zapytał jednego z nich.

Wybrany akolita podszedł do stołu na którym znajdywała się duża mapa. Wskazał palcem na znak, który określał położenie Kościoła.
- W tej chwili, o Najwyższy, zbliżamy się do jeziora Sheronn. Miasto Seaheven osiągniemy za osiem dni. Wojsko prowadzi przygotowania zgodnie z podanym nam wcześniej przez Velga planem. Regimenty się szybko formują.
- Nie napotkaliśmy do tej pory żadnych przeszkód. Akolici Mrocznego Kapłana Costly'iego dostarczyli raporty z których wynika, że cała nasza artyleria jest sprawna, a wszystkie pozostałe elementy są w jak w najlepszym porządku
.

- Doskonale. - Altruista uśmiechnął się paskudnie. Costly dobrze się spisał. Najwyższy Kapłan Uwielbiał sytuacje w których wszystko idzie zgodnie z planem. Za osiem dni będzie mógł ukarać mieszkańców Seaheven za bluźnierstwa. A na razie musi się uzbroić w cierpliwość.

- Możecie powrócić do swoich obowiązków. - Altruista usiadł na swoim fotelu i wbił wzrok w liczne zwierciadła.
- Czekać, czekać, czekać...
Powrót do góry
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 08-06-2009, 20:00   

Tymczasem w Seahaven pojawiła się dziwna persona o średnio długich, rudych włosach. Okryta płaszczem nocy przemykała się ulicami, czytając w myślach tych, których jeszcze nie zmorzył sen. I to właśnie ich umysły musiała przeszukać, gdyż to właśnie Ci mogli wiedzieć, gdzie znajduje się przywódca rebeliantów zwany Lisem. Była to żmudna i ciężka czynność, gdyż po pierwsze właściwie nie znała miasta, a po drugie szukanie cząstkowych informacji wśród tylu świadomości męczyło dziewczynę. Jednak nie poddawała i mimo kilku fałszywych śladów w końcu udało jej się trafić do właściwego miejsca. Był to dość duży i praktyczny budynek, wyróżniający się od reszty prostotą. Cudzoziemka zdziwiła się przepychem miasta i tym bardziej wyczekiwała spotkania z rebeliantami by dowiedzieć się jakie motywy nimi kierowały, gdy przeciwstawiali się kościołowi.

-Proszę oznajmić waszemu przywódcy, że przybyła Fentyna – reprezentantka ludności z okolicznego miasta Oldhell, by porozmawiać w sprawie odrzucenia wiary Wielkiego Kicającego. – zapowiedziała się dziewczyna po czym cierpliwie czekała. Bała się czy ta mistyfikacja jej się uda, nie mogła popełnić najmniejszego błędu, gdyż to oznaczało jej śmierć z ręki heretyków. Kucyki nie mogły jej pomóc, nadal odpoczywały w ukryciu po szaleńczym locie…
Po 30min w końcu została wpuszczona do środka, po uprzednim przeszukaniu w asyście 5 strażników. Zakryto jej oczy przez całą drogę, by odsłonić je w ciemnym pokoju z leniwie świecącą się żarówką. Naprzeciwko niej stał wąsaty mężczyzna o kasztanowych włosach i zielonych oczach. Był średniego wzrostu, nie można też powiedzieć aby był specjalnie zbudowany.
-Mam niby uwierzyć, że nastoletnia, nieuzbrojona dziewczyna, sama z tak odległego miasta przyszła tutaj, by rozmawiać z rebeliantami? I to w sprawie odrzucenia wiary? Przecież Oldhell jest wiernym sługą tego starego pajaca! Skąd wiedziałaś gdzie iść? Kim naprawdę jesteś? – zapytał natarczywie podnosząc głos i zbliżając twarz do jej twarzy, uporczywie się w nią wpatrując.
-Mylisz się myśląc, że mieszkańcy Oldhell są trwali w wierze. – rzekła spokojnym tonem – Mam stały kontakt z moją siostrą Konstantą żyjącą tutaj. Wysyłamy sobie wiadomości, których kościół nie jest w stanie przechwycić, myślę, że wy też już odkryliście jak to robić. – powiedziała dziewczyna, modląc się, by mężczyzna nie zaczął wypytywać o szczegóły i starając się przybrać grymas jakby doskonale wiedziała o czym mówi. Nie czekała, aż jej przerwie – W każdym razie doniosła mi, że żyje teraz w wolnym i sprawiedliwym mieście, gdzie nie ma tych niedorzecznych zabobonów i wierzeń. Mieszkańcy Oldhell także chcą wkroczyć na ścieżkę, którą wy podążacie, ścieżkę rozumu i logiki, gdzie możemy się rozwijać. Pragniemy, abyście poprowadzili nas ku wyzwoleniu i liczymy się z krwawą rewolucją. Aczkolwiek czego nie robi się dla wolności. Wierzymy, że to właśnie wy i tylko wy jesteście w stanie nas wyzwolić. Czy możemy liczyć na waszą pomoc? – zakończyła niewinnie. Nie była pewna, czy rebeliantami targają szlachetne czy też samolubne pobudki. Jeśli to pierwsze to nie powinni odwracać się od uciskających ludzi, a jeśli jednak złe to mogą pokusić się podporządkowanie sobie jeszcze jednego miasta. Musiała zrobić wszystko by choć częściowo jej uwierzył, przynajmniej na razie.

Wąsacz przyglądał jej się długo i bacznie usilnie bijąc się z myślami, nie mogąc podjąć decyzji.
-Tak masz rację, te zabobony już dawno powinny odejść z zapomnienie, a samodoskonalenie się to teraz rzecz ważniejsza od głupich wierzeń. Jednak nie myślisz chyba, że mam w to wszystko, od tak sobie uwierzyć, bo świdrujesz mnie tymi swoimi wielkimi oczętami? – zapytał z powątpiewaniem.
-Ależ nie liczę na to. Dlatego właśnie ja tu przyszłam, gdyż to ja posiadam informacje o słabych stronach MACu i Kica. Nie mogę ci zdradzić skąd, gdyż naraziłabym cię na niebezpieczeństwo. Dla dobra Oldhell narażę się jednak i powiem wszystko to co wiem, a moja wiedza może się wam bardzo przydać. Sami oceńcie czy jest prawdziwa czy nie, ale by nie gadać po próżnicy przyniosłam wam coś co pozwoli na udowodnienie moich tez. Ale nie mogę zrobić tego tutaj. Nie mam broni, a ja taka słabiutka dzieweczka nie zrobię krzywdy rebeliantom czyż nie? – zapytała niewinnie. Inteligentni czy nie, rebelianci to jednak ludzie, którzy nie znają magii ani tajemniczych umiejętności jakimi władają członkowie MACu, nie powinni mieć większych podejrzeń co do mnie. A każda informacja mogąca pomóc im w odparciu gniewu Kica jest dla nich na wagę złota.– pomyślała wyczekując werdyktu wąsacza.

-Dobrze, zbiorę przywódców i ocenimy czy to co mówisz jest przydatne dla naszej misji. Ale to nie znaczy, że Ci wierzę! –ostrzegł.
Zawołał strażników i po kilkunastu minutach, wprowadzono ją do pokoju (nie zapomnieli zasłonić jej oczu w czasie drogi), gdzie w półkolu zasiadało 15 mężczyzn i 5 kobiet włącznie z naszym wąsaczem. Nie widziała za dokładnie ich twarzy, ale to nie było teraz ważne.

-Słyszeliśmy, że masz dla nas informacje, które mogą nam się przydać? I prosisz nas w zamian za to o pomoc w obaleniu kościoła w twoim mieście? – odezwał się jeden z nich zchrypiałym głosem.
-Tak, może zamiast mówić, pokażę wam ten zwój, który powinien wszystko wyjaśnić. – rzekła wyciągając zwój i z pochyloną głową pokazała go w otwartych dłoniach.
Kobieta wzięła od niej papier i zaczęła czytać, a potem podała następnemu, a jej sąsiad następnemu…

Shizuku uśmiechnęła się z satysfakcją. Właśnie o to jej chodziło! Nie potrafiła tak dogłębnie nawiązać więzi z umysłami innych ludzi, a zwłaszcza jej nieznanych. Ale skoro przeczytali dawne pismo (które mozolnie ukryła, tak by wyglądało to jak tajny protokół), stali się podatniejsi na jej moc. Zamknęła oczy i cała dwudziestka jak jeden mąż pogrążyła się w głębokim śnie. Wdrążyła się w ich umysły…

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 02:24   

Seaheaven było miastem innym od reszty. Wiosenne powietrze pachniało słodko rewolucja a Wolność ściągała stanik by zgrabniej wieść ludność przez barykady. Studenci jarali i układali kamasutre z miśków haribo pilnie przygotowując się do sesji. Tak, sesja tez wisiała w powietrzu. Uliczki wypełnione kolorowymi straganami, wszystko pachniało perfumami zmieszanymi z zapachem ryb i zgnitego mięsa… aż ciężko opisać, jaki to cudowny zapach.

W Seaheaven ludzie chcieli wierzyć w to, co uważali za słuszne a jedna z tych Słuszności znajdowała się w świątyni piwa i rock n’ rolla. W pubie gdzie każdy mógł przyjść i oddać cześć bogini zawsze było miejsce, a pachnące fajka wodną piersi Słuszności zawsze gotowe przytulić nowych wiernych.
Bogini sexu drugów i rock n rolla leżała na poduszkach i paliła fajkę wodną. Jakiś przystojny drow w ćwiekowanej kurtce całował jej stopy. Wzdychał przy tym głośno, bo stópka bogini Arii była tak miękka <3 miększa nawet od dłoni samego Patriarchy.
Jakiś inny drow tatuował sobie buzie bogini na klacie by zawsze była blisko jego serca. Ktoś inny wznosił toast za Boginie życząc jej długiego życia.

-Głupiec, jestem nieśmiertelna, czcicie mnie już od 100 lat i o tym nie wiecie? Jeżeli dalej będziecie ignorować moja wspaniałość sprawie, że Elvis naprawdę umrze.
-Ah! Nie! Piękna Bogini!
Aria zaciągnęła się dymem i pomyślała, że używek nigdy nie zakaże, kiedy to do świątyni Pubu wpadł jej wierny i upadłszy na kolana począł całować jej nogi

- Najwspanialsza bogini!

- Tak Manuelo? Masz wieści od mojej Siostry Norie? Bogini Snu i Nirwany? Czy postanowiła wrócić na siostrzane łono i szerzyć feministycznego ducha? Czy UZNAŁA w końcu, że jestem starsza i lepsza od niej? Czy UZNAŁA, że jestem tak totalnie jedwabista i ona mi nigdy nie dorówna?! Czy ZROZUMIAŁA, że tej całej nirwany to ja ją nauczyłam, gdy jej zmieszałam redbulla z absyntem i ziołem najlepszej klasy?! – Aria buchała dymem i rozlewała wódkę ze złości na młodsza i niepoważną siostrę

- Niestety nie, o najwspanialsza, dalej ma osobna wiarę i co gorsza tak samo dużo wiernych jak ty, czyli z pół miasta… -Manuelo wyszeptał słowa w stopy Arii- Najwspanialsza Boginni, twe stopy są miększe od Patriarchowych- westchnął, bo były tak miękkie…

- ARGHHHH!!!!- Aria wyrwała mu swoje stopy i zaczęła rzucać pobliskimi meblami ze wściekłości. Dlaczego ona odeszła?! Czemu mi nie chciała służyć!? Po chwili się uspokoiła i wzróciła do Manuelo.

- ale nie po to przyszedłeś? Czyż nie?

- Tak, Kic i Altruista dowiedzieli się ze Seaheaven ma demokracje i wierzy to, co chce…

- ŁOHOHOHO to w czas, bo to już trwa od ponad wieku

- i wbrew błaganiom niektórych członków Maca chcą zniszczyć to miasto

-czekaj.. Mówisz o tym mcDonaldzie naprzeciwko?

- nie no o stolicy mówię kurna
- Ah O_o – bogini wstała i wdrapała się na lade baru- Wierni! – Wszyscy odwrócili się w jej stronę gotowi spić z jej ust każde słowo- BĘDZIEMY BRONIĆ SEAHEAVEN! Nawet jakby ten ich śmieszy kościół miał nam spaść na głowę =] Wyhodujemy tak silne zioło, które utrzyma niebezpieczeństwo ponad miasto! Siła rocka będzie silniejsza od skał! A szkło z naszych kufli będzie bariera nie do rozbicia! HEJ! – i wypiła duszkiem litr piwa przy ogólnej uciesze wiernych.

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 09-06-2009, 02:25   

-Pełne skarbów....kultury....skarbów....

Uszko drgnęło, namierzając źródło dźwięków. Obróciło się, lokalizując koordynaty międzywymiarowe.
Przebywanie w szczególnym barze pomiędzy robótkami było wygodnym rozwiązaniem. Za miskę mleka i rybie łby, ciepłe miejsce przy kominku i drapanie po brzuszku serwowane przez barmanki po godzinach zyskiwał dach nad głową. I wysiadkę o dowolnej porze.

Struktura Multiwersum zajęczała bezgłośnie i wybuchła oślepiającą czernią. Pewien szczególny sklepik z artykułami róznymi, który umościł się w zaułku Seahaven i był obecny od niepamiętnych czasów (od wtorku) znikł.

Jego miejsce zajęły drzwi. Z nieheblowanych desek. Brudne.

Mówiąc krótko, lokal dostosował się do warunków niczym TARDIS.

Tak.
Drzwi były różowe.
Lecz miasto miało ciekawsze rzeczy do roboty, niż bojkotowanie knajpy dla mniejszości seksualnych. De facto więc maskowanie sprawdziło się.

Czarny kociak przemykał alejkami portowego miasta, uważnie obserwując ludzi. Tu się przymilał, tam czmychał przed miotłą zdenerwowanej gospodyni. W ciągu popołudnia obszedł cały port i wyrobił sobie zdanie o najważniejszych punktach orientacyjnych miasta. I nie chodziło wcale o targ rybny...

Pan Lis? Cai się w grobie przewraca @@"


-Apsik! - Caibre odetkał uszy.
Zatyczki niewiele pomogły na entuzjazm szwagierki, a podła jakość lokalu dla spłukanych studentów nie pomagała na niedospanie.
Z drugiej strony demokracja oznaczała jak zwykle zabawę, a baby znowu namieszają, nie kończąc. I tu się podobno zaczynała rola rudego, który niewiedzieć czemu wciąż był na niewłaściwej liście płac.

Albo wręcz przeciwnie, na tej najwłaściwszej.

- I może jeszcze bicze i skórzane stroje? I zniewolić hierarchów kościelnych, siostro?
Powrót do góry
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-06-2009, 09:25   

- Wszystko gotowe Panie.
- Dobra. - Powiedział jeden z urzędników. - No to do dzieła! - Krzyknął do reszty.
Naglę w świetlę księżyca zaczął palić się stary budynek. Płomienie buchały coraz to wyżej, a ze starej stodoły zaczęli wybiegać, a raczej wywlekać się kolejni, stoczeni pijacy. Już na pierwszy rzut oka widać było, że daleko im to utrzymania się na własnych nogach. Wśród nich byli też wypaprani od stóp do głowy w błocie, którzy krzyczeli "Drowy wam pokażą!". Niewzruszeni strażnicy czekali na resztę pomyleńców. A było ich wiele. Można byłoby powiedzieć, że jest ich więcej niż w nie jednym domu dla niepełno-sprytnych. Niektórzy z nich (w wieku powyżej 50) krzyczeli nawet, że są dumnymi studentami uczelni. Straż jednak łapała każdego po kolei i wrzucając ich do pobliskiej klatki, ignorowali ich majaczenia. Główny inspektor tylko stał i przyglądając się na tą całą maszkaradę, oczekiwał głównego winnego... W końcu się doczekał się.
Na wpół naga ekshibicjonistka wyleciała z niemalże doszczętnie spalonej stodoły, krztusząc się aż litość brała.
- Co za debile to zrobili? - Krzyknęła kaszląc przy każdym ze słów.
- Z rozkazu Barona Kaczki, my tu obecni rewolucjoniści niniejszym ogłaszamy to co następuję: "Od dnia dzisiejszego ty i tobie wierni... ekhm - tutaj inspektor spojrzał z obrzydzeniem na pijaków - akolici zostają aresztowani i oddani pod osąd i karę Najwyższej Trójcy." - Tutaj inspektor przeniósł swój wzrok na leżącą przed nią dziewkę ubraną w umniejszającej godności ciuchach i dodał. - Nadmienię również, że twoje naganne postępowanie i oburzające zachowanie obrzydza innych mieszkańców, co nie jest to również bez powodu.
- Ty gnido! Zostaw naszą boginię! Ona cię zje, zabije! - Krzyczeli oślepieni pijacy z klatki.
- A więc to prawda? Jednak jesteś tym paskudnym bóstwem z którego wszyscy się śmieją dookoła. Świadków już mamy, ale brak nam jeszcze dowodów. - Stwierdził inspektor.
- HAHAHA... - kiedy to "boginka" przestala się krztusić, naglę zaczęła się śmiać - tak jestem boginią i ty również będziesz mi posłuszny!
Inspektor jednym skokiem znalazł się przy gestykulującej kobiecie i uderzył ją otwartą ręką w czoło. Dziewczyna przewróciła się wpadając do pobliskiej kałuży, naglę znieruchomiała i spoglądając na czoło zauważyła papierowy talizman na jej czole.
- Coś ty mi zrobił!? - Wrzeszczała bezsilnie kobieta, a tłum zamkniętych pijaków cierpiał razem z nią.
- Zgodnie z nowym rozporządzeniem Wielkiej Trójce, my tutaj specjalny oddział do niwelowania niechcianych bóstw, zamierzamy wyplewić Seaheaven z brudów religii.
- Takie "coś" to dla mnie nic. - Stwierdziła z ułudą "bogini" i próbując zerwać pieczęć, porażona została elektrycznością, kończąc w pozie martwego karalucha z kończynami wyrzuconymi do góry.
- Nie pierwszym i nie ostatnim jesteś "bóstwem", której tej nocy przyjdzie nam eksterminować. Te talizmany są specjalnie przygotowane na obezwładnianie bóstw. A co myślałaś, że z Patriarchą walczyć będziemy kiściami i łodygami? - Odpowiedział sucho inspektor spoglądając z pogardą na dziewczynę. - No ruchy! A teraz zabrać to paskudztwo z dzielnicy handlowej! Na morze i won z nią z miasta!

Tak też uczyniono i jeszcze tej samej, młodej nocy wypłyną statek z zakonserwowaną "boginią" w beczce. Kiedy jednak wzeszło słońce i nastał poranek, załoga statku wyrzuciła przez burtę kilka beczek, w tym również (po uprzednim zweryfikowaniu) tą zawierającą "boginkę" ze stodoły.

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 11:34   

Urzędnik stał koło kanału i śmiał się w niebogłosy.
-MUHAHAHAHAHA no jestem absolutnie najlepszy, teraz to ja będę bogiem tego miasta!
- zief, a czego chcesz być bogiem- zapytał obok znudzony głos.
- no… byleczego… zresztą -urzędnik odwrócił się i spotkał się z wąskimi tęczówkami mazoku, którego przed chwilą wrzucił do wody. Gdzieś dalej byli studenci magii, którzy jedyne, czym się przejęli to to że zmoczyli sobie skrypty.
- Bóg od byleczego już istnieje
- ale jak… ty… przecież cie poraziłem prądem i w ogóle!
- ah to? – Aria wskazała na kropkę na czole i wycięła ja jak pryszcza w stronę urzędnika- no po prostu nie chciałam żeby ci było przykro że nic nie potrafisz >:J ej no bo kurna co za debil atakuje cos bez ciała prądem - poklepała przyjaźnie urzędasa po ramieniu

- wiem, że Kic chce mi służyć, ale on w ogóle nie czai klimatu rocka, ale niech dalej próbuje =] i proszę zostawić moich wiernych oni maja teraz ciężki okres w życiu studenta te zmoczenie skrybów to był naprawdę cios, wiesz?

_________________
http://niziolek.deviantart.com/


Ostatnio zmieniony przez Aria dnia 09-06-2009, 15:27, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Noire Płeć:Kobieta
Pomniejszy Inżynier


Dołączyła: 14 Maj 2003
Skąd: From down below
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 12:44   

Dokładnie po przeciwnej stronie miasta w odległości wymierzonej co do minimetra mieściła się świątynia Bogini Snu i Nirwany. Oczywiście była ona dokładnie o jeden centymetr wyższa niż ta należąca do Bogini Seksu, Używek i Wyjątkowo Głośnej Muzyki. Wystrój był surowy i utrzymany w jasnych kolorach. Wszędzie po ścianach były namalowane kwiatki i jakieś inne secesyjne pierdzielniki. Aktualnie, ponieważ Bogini słynęła ze swojego niezdecydowania i wystrój zmieniał się zależnie od jej nastróju. Wierni zamiast siedzieć w niewygodnych, drewnianych ławkach leżeli sobie bezrosko na wielkich mięciuchnych poduchach i rozmyślali o niebieskich migdałach wpatrując się w sufit. Na nim zaś było umieszczone wielkie niebo ze ślicznymi latającymi chmurkami (oczywiście wszystko w technologii Full HD i Stereo). Widniał tam także wielki napis ze złotych liter, pierwsze przykazanie "Co masz zrobić dziś, zrób za dwa tygodnie a potem się jeszcze obaczy". Sama Noire znajdowała się na ołtarzu wyłożonym największą poduchą w mieście przy końcu świątyni. Siedziała po turecku przed szklaną kulą i wspierała się jak stara przekupa paląc papierosa na największej lufce jaką tylko znalazła.

- No proszę, widzę że Szanowne Kicostwo zaczęło wciskać tam, gdzie go nikt nie chce - zaciągnęła się obserwując całe zajście jakie miało miejsce w związku z jej siostrą. Uśmiechnęła się ironicznie półgębkiem i skinęła na stojącego obok inkuba aby przyniósł jej kolorowego drinka. Demon posłusznie wykonał czynność a gdy podawał jej napój zapytał bezpośrednio:

- Nad czym się tak rozmyślasz, co?

- Nad tym jaka jestem wyczepista i gdyby tylko siostra przyznała że jestem od niej LEPSZA to bym jej pomogła i cała ta śmieszna farsa z urzędnikiem MACzka nie miałaby miejsca. I nie ty tonem imbecylu, ja jestem na górze więc chociaż udawaj, że mnie szanujesz

- Już, już - demon uspokoił Boginię po czym wyraźnie wywrócił oczami.

- Co to ma być!

- Hę? Co?

- Już ty dobrze wiesz CO!

- Nie wiem, co?

-TO!

-Słucham?

- Nie denerwuj mnie! Bo wyślę Cię wiesz GDZIE!

- Gdzie?

- Już ty dobrze wiesz GDZIE!

Demon starał się nie roześmiać, bo wiedział że przyniesie to kolejną falę wyrzutów, pisków i wrzasków. Skłonił się jedynie przyznając tym samym rację swej pani. Udobruchana Boginka wstała i wygłosiła przemówienie do swojego ludu

- Kochani moi! Wy moje mysie-pysie, robaczki przeurocze! Wygląda na to, że kolejny raz banda yntelygętów z kościoła MAC chce zakłócić nam spokój popołudniowej drzemki! Sytuacja ta wymaga działania i mobilizacji z naszej strony! Nie pozwolimy by demokratyczne rządy Seaheaven zostały zagrożone! Będziemy walczyc o nasze prawo do wypoczynku i słodkiego nicnierobienia! Sami bowiem decydujemy o naszym losie i o tym czy chcemy tyć leżąc w wygodnych poduchach czy nie! Nikt nie będzie kazał nam wstawać przed 12 ani nie będzie mówił, że chodzenie cały dzień w piżamie jest złe! Do boju towarzysze! Ale najpierw sobie odpocznijcie, a jak już wygramy to wszyscy dostaną loda za 50gr.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Noire dnia 09-06-2009, 14:09, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2120255
Aria Płeć:Kobieta
Matka Opiekunka


Dołączyła: 25 Paź 2003
Skąd: piąta cela po lewej ^^
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 13:26   

Aria odwróciła się w stronę płonącej stodoły. – Dziwne- pomyślała-, po co spalili ta stodołę? Stała sobie tu taka… nikomu nie przeszkadzała a i moi wierni czasem w niej spali – wzruszyła ramionami i weszła do swojej świątyni by tam wdrapać się na dach i oglądać przez lornetkę jak jej niepoważna siostra się ma. Wdrapanie się na dach było nie lada problemem, bo świątynia Arii zaczęła przybierać dziwne kształty, od kiedy codziennie była podwyższana o DOKŁADNIE o centymetr więcej niż świątynia przeciwniczki. Świątynia Snu i nirwany miała podobny problem ze swoim wyglądem.

-… NIE! Manuelo spójrz na to! o’_____Ó!- Podała swojemu drowowi lornetkę
- ohohoho! Czy mi się wydaje czy świątynia Noire jest o jeden centymetr wyższa od naszej?
- czy ona nigdy sie nauczy, że jestem lepsza od niej i żadne podwyższanie świątyni jej nie pomoże?! Poproś ludzi z budowlanki by dobudowali te dwa centymetry, ja tymczasem zorganizuje jakiś rockowy koncert ;3

Tymczasem w świątyni Noire:
- HĘ!? Jej świątynia jest wyższa od naszej? Czy ona nigdy się nie nauczy że jestem lepsza od niej i żadne podwyższanie świątyni jej nie pomoże? Natychmiast dobudować tą lukę w moim honorze! Ja tymczasem się prześpię… ;3

_________________
http://niziolek.deviantart.com/
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2496391
Noire Płeć:Kobieta
Pomniejszy Inżynier


Dołączyła: 14 Maj 2003
Skąd: From down below
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2009, 13:49   

Ekipa budowlana majstrowała kolejne dwa centymetry wysokości ku chwale swej Bogini Snu. Tym razem jednak przeszła samą siebie i od tej pory każdy dobudowany fragment miał być posrebrzany (bo złoto jest takie oklepane).

Sama zaś Bogini udała się do najbardziej miękkiego łoża, jakie znalazła w mieście i złożyła swą święta głowę na poduszce. Zawołała skrzeczącym głosem naczelnego czytacza:

- Antonio! O potędzę proszę!

Inkub usiadł na fotelu obok łoża, rozłożył wielką księgę i począł czytać swej pani.

-Dawno dawno temu, żyła sobie najwspanialsza bogini pod Księżycem. Miała ona starszą siostrę, która również była spoko-loko ale już nie tak jak ona. Był jeszcze brat ale jemu nie chciało się nic robić więc pominę go milczeniem. No i tego...Bogini żyła sobie w dostatku i luksusie miażdząc pod sobą wszystkich przeciwników, którzy nie dorastali jej nawet paznokcia u palca dużej stopy. Miała wszysko czego zapragnęła, ludzi ją podziwiali, tata ją kochał najbardziej na świecie i w ogóle super laska z niej była....

Naczelny czytacz kontynuował swą opowieśc aż do momentu gdy Boginka nie zamknęła swych pięknych ocząt.

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
2120255
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 09-06-2009, 15:47   

Tymczasem w powietrzu 14 i pół kilometra od portu Seaheven unosił się niewidzialny ,,Espadon". Na mostku siedział znudzony Karel. Dostał rozkaz by obserwować wszelkie podejrzane rzeczy z tej odległości ale nie interweniować co sprawiło że zadanie było jeszcze bardziej nieciekawie. W tym momencie na mostku rozległ się sygnał oraz zapaliły się żółte lampy na panelu kontrolnym.
- Ingerencja w strukturę rzeczywistości, kod Sigma. lokalizacja: Seaheven, Aleja czternasta, Dzielnica Handlowa.
- Taaa - ziewnął szermierz - czy w bazie danych jest informacja o innych tego typu ingerencjach? - powiedział standardową procedurę. Na monitorze pojawiły się ciągi obliczeń po czym wyświetlił się napis: Mach Found.
- Wyświetl - rozkazał kapitan. Na ekranie pojawił się portret gościa o popielatej skórze i rudych włosach.
- Hmmm? Caibre Greyblade? Wyświetl dane o nim. - na monitorze pojawił się znane informacje które Karel zaczął uważnie studiować. jego oczy zawiesiły się na słowach
,,najprawdopodobniej jest samoukiem szermierczym gdyż nie znaleziono podobieństw w innych szkołach". Interesujące.
- Ferdynandzie. Jesteś w stanie zlokalizować Greyblada?
- Tak.
- Niech co najmniej jedna kamera obserwuje go cały czas. Ja muszę się gdzieś udać.
- Tak jest.
Szermierz wyszedł z mostka. Był bardzo zainteresowany tym gościem. Bardzo. Materiał filmowy na którym było pokazane jak walczy bardzo go zainteresował. Wprawdzie widział parędziesiąt luk ale były ledwo dostrzegalne. Jak na razie jest najlepszym gościem posługującym się mieczem w tym uniwersum. Nie żeby nie spotkał lepszych w poprzednim ale jednak. Gdy Karel wychodził z mostka na jego ustach pałętał się cień uśmiechu. Nie mógł się doczekać kiedy ,,samouk" zostanie przetestowany przez Boga Szermierzy.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Shizuku Płeć:Kobieta
Trochę poza sobą


Dołączyła: 15 Lis 2006
Skąd: Z pogranicza światów
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 09-06-2009, 16:30   

W tym czasie tajemnicza persona zdążyła już przeszukać umysły głównych przywódców rebelii. Jak się okazało nie byli oni jedynymi, którzy stali na straży porządku i ładu demokracji, która dopiero co narodziła się w Seahaven (choć czy na pewno bronili?). To bardzo komplikowało sprawę, ale teraz nie można już było się wycofać. Teraz musiała się skupić na tym co było przed jej nosem.

Informacje, których zasięgnęła dziewczyna były bardzo przydatne. Jednymi z nich były motywy jakimi kierowali się rebelianci. Może i głosili hasła wolności i braterstwa, ale nie zamierzali go wypełniać. Pragnęli przejąć władzę w Seahaven, wykazali się inteligencją i zasięgnęli do tych potrzeb i pragnień, których ludność potrzebowała w tej chwili najbardziej. W związku z rozwijającą się nauką ludzie zaczęli wątpić w tezy głoszone przez Wielkiego Kicającego i męczyły ich te wszystkie religijne obrzędy. Ale oczywiście nikt się do tego nie przyznał. Jednak Pan Lis, Wrona i Kaczka przyspieszyli proces buntu i wraz z 17 osobami zmienili zasady panujące w mieście. Oczywiście były one dla wielu mieszkańców pożyteczne i korzystne, jednak miało się dziać tak tylko przez jakiś czas. W umysłach przywódców już zrodził się pomysł jak powoli, powolutku będą przekształcać dane ustawy na swoją korzyść, a ludzie staną się im kompletnie posłuszni nawet o tym nie wiedząc. I o ironio wprowadzić nową wiarę. „Co mi to przypomina? Ach była taka historia o świniach co podporządkowali sobie wszystkie zwierzęta i żadne z nich nie wiedziało. Działały nawet gorzej niż ich poprzedni tyran –tj. właściciel gospodarstwa. Jak często historia zatacza koło” – pomyślała dziewczyna z satysfakcją. – "Doskonale, teraz będzie o wiele łatwiej wcielić mi się w nową rolę. "

Mówiąc to jej twarz nagle zaczęła się zmieniać, a zaraz potem całe jej ciało. Spojrzała w lustro i uśmiechnęła się triumfalnie. Wyglądała dokładnie jak niejaki pan Wrona, a dzięki przeszukaniu jego umysłu potrafiła doskonale się w niego wcielić nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Obok niej stały jej kucyki, tyle, że w trochę innej formie. Przybrały twarze ludzkie, dokładnie twarze pozostałych rebeliantów.
-Cóż na tą okoliczność trzeba sprawić, byście mówiły w języku zrozumiałym dla tutejszych ludzi. No i oczywiście przekazać wam moją wiedzę o reszcie przywódców. rzekł Wrona po czym położył dłoń na głowie nowego Pana Lisa by spytać:
-Jak tam samopoczucie Panie Lisie?

-Doskonale Panie Wrono! – odrzekł Lis-Kucyk
Uczyniła to samo z resztą kucyków po czym zawołała:
-Czas rozpocząć show!

_________________
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
636349
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 4 z 7 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group