Ogłoszenie |
Forum archiwalne, nie można zakładać nowych kont.
|
Krwawa Jatka |
Wersja do druku |
Velg
Dołączył: 05 Paź 2008 Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 11:59
|
|
|
Pomiędzy wydarzeniem a jego recepcją przez magię musiał upłynąć pewien krótki interwał. Problem ten znany był wszystkim teoretykom mistycyzmu – i przeszedł do ich gwary jako tzw. lagi. Zazwyczaj, wspominano o nim w kontekście ograniczeń bytów wysokomagicznych... Tym razem jednak, to Woland go wykorzystał – i wykonał facepalma pancerną rękawicą, nim nowoprzybyły wyrwał obie zbroje spod jego kontroli.
- Bolało. – stwierdził, kontemplując fakt, że specjalnie dla tego odczucia utkał nic przekazującą bodźce bolesne z ciała do świadomości – Cholernie bolało. Oznacza to, że wykonałem facepalma. To implikuje, że miałem po co go wykonać. To z kolei sugeruje, że TO dzieje się naprawdę... – dokończył ze zgrozą.
Nagłe przybycie smarkacza wytrąciło go ze stanu względnej równowagi psychicznej. Nie lubił zabijać – acz kiedy miał walczyć, starał się tymczasowo zmodyfikować swoją psychikę tak, aby lepiej przystawała do wymogów pola walki. Tym razem jednak, nawet duża doza osobowości psychopatycznej nie wystarczała – i mag został wpędzony w Dylemat pt. „Czy świat naprawdę jest taki popsuty czy tylko Punyan cierpi na bezsenność i nudy?”. Wreszcie, rozwiązał go.
STUK! – rozległ się odgłos, jaki wydawała gałka laski przy uderzeniu o czerep.
- Jest prawdziwy. – z nutką zaskoczenia powiedział drugi Woland, który nagle pojawił się na arenie. Stał kilka kroków za Sorą i, skupiony, przyglądał się fragmentowi czaszki senina, który przed chwilą zdzielił kosturem. |
_________________
|
|
|
|
|
Tren
Lorelei
Dołączyła: 08 Lis 2009 Skąd: wiesz? Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 12:20
|
|
|
Tren z uśmiechem, który krył całe materialistyczno-kapitalistyczne zło tego świata, zgarnęła wygrane pieniądze. Nie była pewna czy zakłady są tutaj dozwolone, ale jak na razie nikt się jej nie czepiał.
Przybyła tutaj z nudów. Woland wspomniał o tym miejscu, a Tren stwierdziła, że oglądanie masakrujących się ludzi oraz innych istot powinno być odprężające w porównaniu z tym co ostatnio przeszła. I dzięki drobnej pomocy maga, znajdowała się teraz na trybunach. To, że obok niej znalazł się jakiś naiwniak gotów postawić dużą sumę na tego dziwnego młodzieniaszka w sytuacji, gdy Woland postanowił walczyć można było odczytywać tylko jako zrządzenie losu.
-Nie myśl, że to coś znaczy! - zakrzyknął przegrany kibic. - Walka dopiero się zaczyna! Stawiam, że Sora wygra! - stwierdził pewnie wyciągając monety z sakiewki.
-To ja stawiam jeszcze raz na tego czerwonego maga - oznajmiła Tren kładąc taką samą sumę. Zastanawiała się czy nie wkręcić go w podniesienie stawki, ale wolała nie ryzykować. Nie to, że nie wierzyła w zwycięstwo Wolanda (a niech tylko spróbuje przegrać!). Po prostu mógł się znudzić walką i wycofać co było jednoznaczne z przegraną.
Tren spojrzała na walkę ze średni zainteresowaniem. Nie do końca nadążała za wydarzeniami na arenie, ale nie miało to większego znaczenia. Liczy się zwycięstwo, a nie udział. |
_________________ "People ask me for advice all the time, and they ask me to help out. I'm always considerate of others, and I can read situations. Wait, aren't I too perfect?! Aren't I an awesome chick!?"
|
|
|
|
|
Koranona
Morning Glory
Dołączyła: 03 Sty 2010 Skąd: Z północy Status: offline
Grupy: Syndykat WOM
|
Wysłany: 07-03-2010, 14:00
|
|
|
Na jednym z poziomów trybun powietrze zadrżało. Przez chwilę emanowało energie cieplną, po czym w tym miejscu zmaterializowała się niewysoka postać w płaszczu, obok niej kot.
- O kurza twarz szaleńczo w mordę kopana - powiedziała głośno Koranona.
Obok niej dwoje ludzi przesuwało po siedzeniu sporą sumę pieniędzy. Dziewczyna rozejrzała się. Jej uwagę przykuła grupa siedzących niedaleko jegomościów. Wszyscy mieli czerwone czoła. Dopiero po dłuższej chwili spojrzał na arenę, na której oprócz nieznajomych jej postaci znajdowała się jedna, całkiem znajoma.
- Hej, Filip, spójrz! Znasz tego wojownika, prawda? - Koranona wskazała wzrokiem Sorę.
Zniesmaczony wyraz mordy kota stał się jeszcze gorszy. Zwierzę spojrzało wściekle na Sorę i wygięło grzbiet. Filip prychnął i rzucił przekleństwem, tak szkaradnym, że potoczyło się po całej arenie i dźgnęło wszystkich w świadomość, na ułamek sekundy zatrzymując akcję. Koranona usiadła obok uśmiechniętej dziewczyny i sama z przyjemnością zaczęła śledzić tok walki i potok przekleństw rzucanych przez swojego towarzysza. |
_________________ "I like my men like I like my tea - weak and green."
|
|
|
|
|
Loko
Aspect of Insanity
Dołączył: 28 Gru 2008 Status: offline
Grupy: Syndykat WOM
|
Wysłany: 07-03-2010, 14:56
|
|
|
Sora zaczął wydychać parę wodną, cała arena pokryła się szronem. Po chwili nastąpił błysk białego światła i miejsce szronu zastąpił lód, w dodatku zaczął sypać śnieg.
- Coś chyba poszło nie tak...
Chłopak obrócił się na pięcie, nim pośliznął się i wywalił jak długi, zdołał zobaczyć przeraźliwie wysoką, czarno odzianą postać stojącą obok Wolanda.
- Wybacz magu - powiedział Liść - chciałem tylko schłodzić drinka dla tej pani.
Sora spojrzał na widownię, siedziała tam niska różowo-włosa dziewczyna w purpurowej sukience. "Drink" który trzymał ten wysoki z jakichś dziwnych przyczyn nie podobał się chłopakowi.
- Jestem w stanie to zrozumieć - odparł Woland - przecież nie można pozwolić aby drink dla tak pięknej niewiasty nie był odpowiednio schłodzony.
Mag ukłonił się lekko Angelique.
- Ale teraz... czy mógłby pan...
- Oczywiście - odparł Liść i ruszył w stronę siedzeń.
Gdy skrytobójca mijał wciąż leżącego chłopaka, ten nagle rzucił się niego. Loko nawet nie będąc przygotowanym bez problemu uniknął ciosu.
- Spokojnie chłopaczku, to nie ja jestem twoim przeciwnikiem.
- Co to ma do cholery być! - wrzasnął Sora i ponownie rzucił się na Liścia
- Dziecko... bo zamrożę ci gałki oczne...
Chłopak ponownie pośliznął się, ale jakimś cudem udało mu się zachować równowagę. Rzucił się na skrytobójcę zamachując się broniami dzierżonymi w obydwu rękach. Sorę tknęło znajome uczucie, uderzył w coś z impetem tyle, że z pięści... Loko w którego celował stał sobie z obojętnym wyrazem twarzy ze dwa metry od poprzedniego miejsca pobytu. Pierś w którą trafił, należała do Moreau.
- Kiedyś ci coś mówiłem o atakowaniu publiki, nieprawdaż? - miły ton w głosie szkieleta był tak przepełniony fałszem, że Sora aż się skrzywił.
- Dawno się nie widzieliśmy Moreau - rzekł Liść
- Prawda Liściu, nie widziałem cię tutaj. Gdzie siedzisz?
- Jestem z tamtą pięknością.
- O ho ho - szkielet również ukłonił się Angelique - w takim razie nie przeszkadzam...
- Co ty wygadujesz, dawno się nie widzieliśmy. Nalegam byś dołączył.
- Dziękuję, pozwolisz że jeden znajomy zabierze się ze mną?
- Oczywiście.
Sora przez całą tą rozmowę bezowocnie poszukiwał broni. W akcie desperacji włączył i wyłączył po kilka razy swoje różne moce. Jako że zrozpaczony chłopak wyglądał dość komicznie, większa część areny pokładała się ze śmiechu. Nagle Sora znowu poczuł przez ułamek sekundy to dziwne uczucie, śmiech ludzi umilkł. Chłopak zorientował się że trzyma swoje bronie z powrotem w rękach. Gapiła się na niego cała arena, ale najbardziej ciążył na nim wzrok czterech postaci siedzących obok siebie. Obojętne spojrzenia Loka i Garreta Grima były względnie znośne, tak samo jak prawdziwie nienawistne spojrzenie Angelique. Jednak szczerząca się do niego czaszka, nie wyrażająca żadnych uczuć przyprawiała go o dreszcze.
- Ekhem - chrząknął Woland
Sora spojrzał na niego poprzez sypiący śnieg. Cała arena wyglądała teraz jak sam środek bieguna południowego. |
_________________ That is all in your head.
I am and I are all we. |
|
|
|
|
Sm00k -Usunięty-
Gość
|
Wysłany: 07-03-2010, 15:11
|
|
|
Lis wrócił na trybuny niosąc w obu rękach butelki z mlecznym płynem. Błyskawicznie zlustrował krzesełka i zaczął się przeciskać w kierunku szpiczastego kapelusza.
-Coś czuję - warknął pod nosem - że to za mało procentów będzie.. |
|
|
|
|
|
RepliForce
Vongola Boss
Dołączył: 30 Sty 2009 Skąd: Z Pustyni Status: offline
Grupy: Omertà
|
Wysłany: 07-03-2010, 16:10
|
|
|
- Ej lisiu! Łap - krzyknął, rzucając mu butelkę wysokoprocentowego trunku pustynnego- Wypij to jako pierwsze, zanim wóda zacznie ci śmierdzieć. A tak w ogóle, to z kim mam w końcu walczyć? |
_________________ "Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
|
|
|
|
|
Sm00k -Usunięty-
Gość
|
Wysłany: 07-03-2010, 16:21
|
|
|
.....
-Pozwolę sobie zadać głupie pytanie - Caibre ostrożnie odłożył rzuconą butelkę na krzesełko przed sobą - jak banda pustynnych plemion miałaby zrobić wódkę? |
|
|
|
|
|
Koranona
Morning Glory
Dołączyła: 03 Sty 2010 Skąd: Z północy Status: offline
Grupy: Syndykat WOM
|
Wysłany: 07-03-2010, 16:22
|
|
|
- Ze mną, ze mną draniu - mruczał kot pod nosem - do tego, cholera, zimno się zrobiło. Niech szlag trafi całą tą arenę, i zimno, i tego drania Sorę...
Koranona spojrzała z politowaniem na Filipa i oglądała dalej, z ciekawością śledziła dalsze podróże butelki z wódką. |
_________________ "I like my men like I like my tea - weak and green."
|
|
|
|
|
Sm00k -Usunięty-
Gość
|
Wysłany: 07-03-2010, 16:27
|
|
|
-Zimno? - Caibre podkręcił ogrzewanie i zaczął promieniować ciepełkiem niczym piec kaflowy. Po chwili natomiast, w ramach reakcji otoczenia, siedział nie na plastikowym krzesełku, a na ramce od tego- przy mnie nikt nie marznie.
Poczym z rozmachem próbował odrzucić butelkę na arenę ponownie - i osłona Areny aktywowała się w końcu, a butelka wybuchła w kontakcie z bańką energii blokującej ruch w obie strony. |
|
|
|
|
|
Velg
Dołączył: 05 Paź 2008 Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 16:42
|
|
|
STUK. – odgłos uderzenia rozległ się następny raz.
- Nie, nie dźwięczy pustką. – stwierdził czarnoksiężnik swoim oschłym tonem – Wydaje się, że jesteś w dostatecznym władaniu siłami umysłowymi... W takim razie – stawaj na ubitym adamancie, jeśli zostały ci choćby resztki honoru! I upraszałbym o powstrzymanie się od wykroczeń przeciwko pojedynkowemu savoir vivre. – wyrzucił z siebie, stopniowo stając się lodowo uprzejmy. Jego irytacja wchodziła w następną fazę...
Tymczasem, zakuty w (już niekontrolowany) pancerz, drugi Woland obserwował całą scenę. Gdyby unieść przyłbicę, można by zobaczyć na jego twarzy wyraz wielkiej zadumy. Świat, bohaterowie... Wszystko to zmierzało do kryzysu wartości – jak wiadomo od dawna. Jednakże, skoro porządny uczony z tytułem profesora czarnej magii zachowywał się bardziej honorowo od bohaterskiego chłystka, to Multiversum naprawdę przeżywało kryzys wartości. |
_________________
|
|
|
|
|
RepliForce
Vongola Boss
Dołączył: 30 Sty 2009 Skąd: Z Pustyni Status: offline
Grupy: Omertà
|
Wysłany: 07-03-2010, 18:05
|
|
|
Sm00k napisał/a: | jak banda pustynnych plemion miałaby zrobić wódkę?
|
Skąd mam to wiedzieć, może Mendelejew im pomagał
Sora wyciągnął bronie
- Zaczynaj |
_________________ "Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
|
|
|
|
|
Velg
Dołączył: 05 Paź 2008 Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 18:38
|
|
|
- A bynajmniej! Może ty nie pamiętasz starych zwyczajów, ale ja jeszcze nie ich zapomniałem. Tak więc... W moim imieniu walczyć będzie ten oto Daerian! – powiedział, wskazując na jedną z postaci na trybunach. - Jako, że kwestia wyższości mego stanu nad twoim nie ulega wątpliwości, sądzę, że przeszkody formalne mamy za sobą. Tako więc – walczcie! – zakończył, wskakując na trybuny. Usadowił się tuż koło Tren – a drugi Woland zjawił się nieopodal lisa. W rękach trzymał zwędzoną skądś butelkę przedniego trunku i wyraźnie przyświecała mu intencja wspólnego zapicia dziwnych wrażeń pozostawionych przez minione pojedynki...
Tak, graczowi się już nie chce. Oddaję kolejkę Daerianowi. |
_________________
|
|
|
|
|
Daerian
Wędrowiec Astralny
Dołączył: 25 Lut 2004 Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa) Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 18:50
|
|
|
Emmm... ale o co chodzi? - spytał nieco zaskoczony drow - Czemu to ja się mam z tym czymś bić?
Z westchnieniem wstał od butelki, rzucając złe spojrzenie okolicznym zainteresowanym. Jego mina mówiła, ze stanowczo nie będzie zadowolony, jeśli ktoś wypije ten wspaniały rocznik. Ale i tak nie liczył na zachowanie swojego drogocennego trunku... Nie w tym towarzystwie. A tysiącletnie elfie wina nie przychodziły wcale łatwo!
Więc - uśmiechnął się, stając na arenie - nazywam się Daerian Baenre. Tak więc zanim jednak zaczniemy, proponuję ustalić jedną zasadę - każdy z nas walczy sam, bez pomocy jakiś tam specjalnych pomocników - tylko Daerian i Sora, bez żadnych interwencji z zewnątrz... co więc powiesz? Ach, i niech pierwszy ruch należy do Ciebie. Ale najpierw udziel mi odpowiedzi... |
_________________
|
|
|
|
|
RepliForce
Vongola Boss
Dołączył: 30 Sty 2009 Skąd: Z Pustyni Status: offline
Grupy: Omertà
|
Wysłany: 07-03-2010, 19:06
|
|
|
- Cóż, zależy, czy pomoc tyczy się mojego chowańca, i moich summonów, oraz tym podobnych. |
_________________ "Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
|
|
|
|
|
Daerian
Wędrowiec Astralny
Dołączył: 25 Lut 2004 Skąd: Przestrzeń Astralna (Warszawa) Status: offline
Grupy: Tajna Loża Knujów
|
Wysłany: 07-03-2010, 19:18
|
|
|
Pomoc, mój drogi przyjacielu tyczy się każdej mocy, która nie należy do Ciebie. Albo raczej - każdego, kto walczy w twoim imieniu - Daerian uśmiechnął się przyjacielsko - tak jak ja nie skorzystam z możliwości wezwanie mojego Kręgu, oraz przyjaciół i rozerwania Cię na strzępy ich pomocy, tak samo wolałbym, abyś Ty nie wzywał swoich... Oczywiście, nie mam nic przeciwko, byś czerpał od nich moc. Więc godzisz się? Czy też nie? |
_________________
|
|
|
|
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików Możesz ściągać załączniki
|
Dodaj temat do Ulubionych
|
|
|
|