FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 21, 22, 23 ... 40, 41, 42  Następny
  Krwawa Jatka
Wersja do druku
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 16-03-2010, 17:06   

-Zaraz... chyba żle trafiłem...- Strix podrapał się po głowie, wciąż wachlując się skrzydłami, dookoła niego zebrał się mały tłumek chcących się również dzięki temu ochłodzić.- To jest koncert? ... nie... a już wiem to opera!!!

Wymawiając ostatnie słowa stukną pięścią w drugą, otwartą dłoń.

-Niedobrze, w operze ludzie nie tracą kończyn... nawet wtedy nie krwawią.

Ponieważ napatrzył się już na szkieleta, który spostrzegłszy jego natrętne spojrzenie zarumienił się- a przynajmniej zrobiłby to gdyby miał skórę i naczynia krwionośne, więc postanowił ponarzucać się innemu interesującemu widzowi.

Rozejrzał się dookoła, sprawdzając do kogo się przyczepić:
1)Dziewczę z kotem- czarownica, niestety żywa... kończyny wydają się oryginalne.
2)Elegant- człowiek, żywy... choć jego ciało wydawało się niezwykłe. Zerknąć później.
3)Dziewoja zajęta zakładami- również żywa z oryginalnymi kończynami... może poprosi ją i czarownicę o próbki DNA?
4)Mag- coś go czuć boskością, od takich lepiej z daleka... nie wiadomo jakie ma podejście do nekromancji.
5)Głośny facet- kłóci się z dziewoją... nic ciekawego...
6)Rycerze Zakonu Sześciu Bóstw- z zasady lepiej narzucać się pojedynczej osobie...
7)Białowłosy mag- może będzie miał ochotę na wymianę poglądów i spostrzeżeń? Przy odrobinie szczęścia może dostanie trochę mleka...
8)Elf... ej, on znika! Duch-elf!

Znalazłszy nową ofiarę swej irytującej ciekawości Strix przysiadł się do Amrasta.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-03-2010, 17:23   

-Za kogo Ty mnie masz? - Caibre skrzyżował ręce na piersi- za słabą duszę którą możesz omotać piosenką? Jestem Caibre. Jestem panem swojego losu.
Otchłań za Sorą przybrała formę młodej czarnej dziury i zaczęła resztki Areny ściągać ku sobie. Chłopaka chroniła kula w której się znajdował, jego klony przyporządkowane do oryginału trwały nieporuszone. Cai zaś...
- To przeznaczenia należy do mnie -lis opierał się kosmicznego odkurzaczowi siła woli - nie pokonasz mnie ani Ty, ani twoi pomocnicy, ani piosenka. Ani nic innego. To moja walka!
Arena zadrżała gdy rudy przestał karmić osobliwość. Teraz czarna dziura rosła sama z siebie, karmiąc się innymi wymiarami. Więzy, nałożone przez Serikę zaczynały niebezpiecznie trzeszczeć..
-Więc walcz jeśli masz odwagę - wyszeptał Cai - albo przepadnij w labiryncie możliwości.
Powrót do góry
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 16-03-2010, 18:53   

Sora spojrzał z kojącym uśmiechem na oponenta. Caibre próbował go zaatakować, jednakże jego pomocnicy bronili go z każdej strony.
-Caibre-san, za dużo w tobie nienawiści do mnie. To prawda, jestem twoim przeciwnikiem, ale chyba obaj stoimy po dobrej stronie, prawda?
Sora wyciągnął Soulcalibura przed siebie, Miecz pięknie wyglądał w wersji niforej (którą tłumaczyłem milion razy). Mienił się milionami kolorów. Lis uderzał mieczem w Senina, ale nadaremno, chłopak albo sparowywał jego ciosy, albo robiły to za niego jego rozłączenia. W końcu Chłopiec zebrał całą swoją moc w jeden miecz i cisnął nią w stronę, "ciepłej" techniki Lisa, a potem w stronę Cai.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Caladan Płeć:Mężczyzna
Chaos is Behind you


Dołączył: 04 Lut 2007
Skąd: Gdynia Smocza Góra
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 16-03-2010, 18:57   

Caladan( 1 z 4 dusz moich) siedział i siedział na arenie pisząc co nieco w laptopie. Od czasu do czasu spoglądał na walki, wspominając stare pojedynki. Jednak raport nie mógł czekać, więc dalej pisał. Jego pisanie wydawało się żmudną i męczącą pracą. Ogromne ciepło nie przeszkadzało w pracy. Dane spływały do laptopa, aby je kiedyś móc wykorzystać. Widział parę nowych twarzy, a parę starych. Delikatnie, badał ich umysły. Jedynie zaprzestał pisać, gdy zobaczył małą czarną dziurkę. Wtem rzekł do siebie po cichu FASCYNUJĄCE. Jego krótka przerwa trwała sekundy i Caladan dalej pisał od czasu do czasu jedząc ziółka. Powoli kończył swoją pracę i powiadomił Tyriona o przyszłej podróży, informując przy tym pozostałe dusze.

_________________
It gets so lonely being evil

What I'd do to see a smile

Even for a little while

And no one loves you when you're evil

I'm lying through my teeth!

Your tears are all the company I need
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4934952
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-03-2010, 19:18   

Od dwóch stron nie mam w rękach żadnego miecza, szabli, falchiona, ani innej broni tnąco-dźgającej. Od trzech postów na Arenie masz czarną dziurę za plecami. Z przodu natomiast miałeś, jakby to ująć, morze luf wszelkiego kalibru, plujące w czarną dziurę za Twoimi plecami. Powtarzam, żadnego miecza ani pochodnej nie miałem w ręku i nie uderzałem nimi. Nadto, posta wcześniej wyraźnie napisałem iż rudy ręce skrzyżowane trzyma na piersi.
Moja "ciepła" technika to efekt uboczny ostrzału. Wiesz, jakie ilości energii są potrzebne, by wygenerować czarną dziurę? Nie? Cóż, dla Twojej informacji - potrzeba slońca, starego. Tak kilka razy większego od naszego Słońca. A Ty, przypominam, masz takie ustrojstwo, czarną dziurę znaczy, właśnie za swoimi plecami. I naprawdę uważasz iż Soul Calibur, miecz który korumpuje dusze, zrobi coś istocie, która jest wcieleniem chaosu? Niewłaściwy dobór broni do zadania.
---

Dobry? Zły? Jam jest chaos - pompatycznie deklamował lis. Podwójne ostrze miecza dusz wbiło się dokładnie na wysokości serca. Rudemu jednak nie przeszkadzało to zbytnio.
Świadomość miecza wdarła się do duszy Caia....i błyskawicznie wycofując się. Teraz potężny artefakt drżał w ranie, starając się opuścić tą abominację, odsunąć się..

-Widzisz, młodzieńcze - rudy stał nadal w tym samym miejscu, mimo iż Areny jako takiej już nie było. Pozostała czarna otchłań i chroniące widownie zaklęcie<?> Seriki. Wewnątrz rozszalałego morza chaosu wisiał tylko Sora i jego kohorty i Caibre - nie pokonasz mnie w ten sposób.

Rudy powoli wyciągnął Calibura z serca. Miecz rozmywał się na krawędziach, drgania osiągnęły niewyobrażalną częstotliwość. Przerażenie niejedno ma imię..
-Teraz pokaże Ci dlaczego mnie nie pokonasz. To jest Soul Calibur, ostrze dusz, miecz prawa. I tak dalej. A to - Rudy sięgnął w przestrzeń i wyszarpnął z niczego inny miecz. Wielkie ostrze o nieobrobionej formie zdawało się pulsować życiem. Klinga pokryta naroślami, a w miejscu gdzie winien być jelec...oko. Oko, które rozwarło się i wpatrywało ze skupieniem w Sorę. Tego prawdziwego.
- A to jest Soul Edge.

Caibre skrzyżował obie klingi nad głową.
- A to - powtórzył, gdy oba artefakty zwinęły się wokół siebie, tworząc podwójną helisę w dloniach rudego - jest ewentualność której nie brałeś pod uwagę.

Dwie wstęgi zacieśniły się, tworząc stożek. Świder.
-Skoro tak lubisz absolutyzmy - rudy uśmiechnął się radośnie, czując moc. MOC - przywitaj się ze swoim końcem. Giga..
Powrót do góry
Tohunga Płeć:Mężczyzna
siedem


Dołączył: 07 Mar 2010
Skąd: Ghost-town
Status: offline

Grupy:
Syndykat
Tajna Loża Knujów
PostWysłany: 16-03-2010, 19:38   

Twarz Amrasta niesamowicie się rozpromieniła. Jest tu od paru chwil a już znalazł sobie kogoś do rozmowy. Wstał czym prędzej i ukłonił się skrzydlatej postaci, która unosiła się tuż przed nim. Dopiero po chwili patrzenia na niego, zorientował się, że coś jest nie tak. Nic dziwnego, że postać mu nie odpowiedziała - nie widziała go! Pojawiwszy się ponownie, jeszcze raz uczynił gest grzecznościowy i tym razem postanowił bardziej uważać aby nie zniknąć w nieodpowiednim momencie. Po krótkiej wymianie zdań, w końcu się sobie przedstawili. Kiedy ręka Strixa lekko przeniknęła dłoń elfa, szybko ją cofnął. Był to idealny powód do zasypania Amrasta stertą pytań o tym czym jest i co tu w ogóle robi. Na wszystkie pytania odpowiedział tak ogólnikowo i wymijająco, że Strix nie dowiedział się praktycznie nic o swoim nowym towarzyszu. W końcu usiedli oni razem obok siebie i zaczęli się wymieniać komentarzami dotyczącymi walki. W pewnej chwili arena zadrżała i pojawiła się na niej wielka czarna dziura.

-Oj... Zaczyna robić się niebezpiecznie... Z czarnymi dziurami nie ma żartów... Przez taką jedną właśnie się tu znalazłem a nie chciał bym ponowie podróżować w inne miejsce.
-Dobry pomysł, też nie lubię nieplanowanych podróży...

Nie trudząc się zbytnio, Amrast wyrwał siłą woli krzesła na których siedzieli i uniósł je na 100 metrów nad areną.

- No myślę, że tu będziemy w miarę bezpie... Wypowiedziawszy te słowa jego postać zniknęła i po chwili ponownie się pojawiła. -Eh... to się zdarza zbyt często... no ale wracając do tematu to macie tu sporo "ciekawych" ludzi na arenie...
-Owszem, zbierają się tu kibice z całego Multiwersum. Lubią mordobicie, albo zakłady... albo jedno i drugie. O, patrz! Robi się gorąco

Rozsiedli się razem wygodnie w krzesłach i dalej podziwiali walkę, lecz tym razem z znacznie większej odległości.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
4502358
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 16-03-2010, 19:53   

Sm00k napisał/a:
czarną dziurę

Wywnioskowałem, że dziura ni siąpi ni grzeje mojego Sorę.
----------------------------------
Gdy już Souledge miał wysłać coś większego, Sora posłał FEONem "Biały" miecz jedi. Dusze rozpierzchły się po całej arenie. Ostrze było bezużyteczne, a technika była niemożliwa do wytworzenia.
Znów rozległ się ten majestatyczny głos mówiący "Subetewa Nemuri Kara umareru" tym razem nie był to jednak Sora. Przed nim pojawił się starszy mężczyzna, z lekkim zarostem, miał około 30 lat. Cai zaatakował go, jednak ten złapał go za telekinezą. Chaos chciał wyrwać się z jego rąk, jednak nie mógł, ta Aura dobra była zbyt potężna. Nawet Senin czuł tę moc, przy której jego jakby niknęła, była tylko kroplą w morzu potęgi. Sonomera uderzył nim o barierę od której się odbił, po czym kopnął go w ścianę, w której robił przez chwilę za hieroglif.
- Możesz być sobie nawet bogiem Chaosu, leje mnie to. Bo zawsze będziesz ode mnie słabszym ponieważ jam jest Sonomera, Bóg pustyni i światła. To przeze mnie pustynia stała się pustynią, a Mao-sama Asura służy mojemu klanowi.
- Kpisz sobie ze mnie?- krzyknął, wychodząc z muru, gdy pan pustyni cisnął nim w równoległą ściankę. Trochę szacunku, mój drogi tworze chaosu.
Caibre bardzo szybko wydostał się ze ściany, i cisnął swoim mieczem w serce Boga pustyni.
- Dziadku!!!- krzyknął przestraszony chłopiec
- Zamknij się, po kiego się tak drzesz?!!- Powiedział mężczyzna. - Eh, czy ty nie możesz zrozumieć, że jestem nieśmiertelny?!- oznajmił wbijając swoje Ostrze końca wszystkiego w klatkę piersiową. Moc lisa spadła do 0, a można powiedzieć, że nawet niżej.
- Proszę cię poddaj się, nie chce ci już robić krzywdy- powiedział Sonomera.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 16-03-2010, 20:53   

Komentarz do poniższego tekstu znajduje sie pod tym linkiem
---
-Poniżej Zera? O, dobry pomysł.

Caibre mrugnął. Wszelka forma aktywności zamarła wewnątrz sfery Areny. Wszelki ruch na poziomie subatomowym zamarzł gdy temperatura wszystkiego plus lisa spadła do zera absolutnego. Ciepło, energia, moc, wszystko zostało wciągnięte w rudego. Chociaż nie, to niewłaściwe określenie. Caibre, będąc psionikiem od poczęcia, miał dość nieortodoksyjne podejście do mocy umysłu od kiedy ktoś uzmysłowił mu iż świat składa się z maleńkich cząstek zwanych atomami. Idąc tym tokiem rozumowania Cai wykoncypował wyjątkowo wredny atak.
Na Arenie ustały nawet drgania elektronów. Wszystko, wszystko zatrzymało się. Tylko Cai wciąż świadomy wisiał w lodowatej pustce, błyskawicznie wytracając zapas energii. Ta forma walki rozciągała się na wszystkie rzeczywistości, skutecznie blokując jakikolwiek kontratak. Czasowo przynajmniej.
-Na czym to ja stanąłem? A tak. - Caibre na użytek widowni przekazał słowa myślą. W nieruchomym ośrodku dźwięk i tak nie miał jak zaistnieć - Giga....Drill.....

I cały ruch który zebrał Cai skoncentrował się na świdrze w jego rękach..skierowanym prosto na Sorę.
Rudy mrugnął.

Na Arenę wróciła termodynamika. Rozległo się głośnie pyk gdy Caibre z punktu widzenia chłopaka teleportował się tuż obok bańki i...
Świder wgryzł się w osłonę, rozsiewając iskry na wszystkie strony. W osłonie pojawiło się pęknięcie. Było to niemożliwe.... I była to prawda.
Pękła osnowa rzeczywistości.

-Breaker.
Powrót do góry
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 26-03-2010, 23:12   

Sora nie sparował ciosu, przyjął go na siebie. Cai był pewien porażki czerwonowłosego. Lisa zaczął kręcić w nosie pył unoszący się. Opadał on powoli, trwało to chwile. Jednak im bardziej świat stawał się widoczny, Chaos widział jakieś złote światło, ale nie było one tak piękne, jak te pochodzące od Sonomery. Gdy już dymu nie było wszyscy zobaczyli Daisuke, stojącego w powietrzu, z włączonym super Sayanem, zaś na jego rękach były małe kłęby wiatru, wyglądające jak tornada. Jego bronie, jakby nienaruszone, miały Aury podobne od tych z ciemności, jednak nie były to Aury Darkrira. Przy pasie miał karty. Jedna z nich miała narysowane dwa miecze. Oczywiście Miecz Mytrhilowy i Soul Calibura.
- Co do cholery?- Krzyknął oponent
- Sam nie wiem...- odparował Senin.
- Mówiłem, nie lekceważ boga pustyni, bo jego wyobraźnia jest potężniejsza, niż światło, chaos, ciemność, czy nicość.- Na Arenie pojawił się Dziadek Daisuke- To nowe cztery dusze, które wymyślił mój potomek. Są ta Areis Yokushi, Sayanin wychowany na ziemi, Windven, Mag Fairy tail, Wietrzny Zabójca Smoka, Ryu, Operator Forte.exe oraz Ventus, Paladyn łowca Reppelz, w naszym świecie.
Udata zaczęła swą pieśń od nowa. Dodała jednak kilka nowych zwrotek, więc brzmiała ona inaczej. Teraz obok chłopca nie stało już dziesięciu chłopaków, względnie podobnych do niego.
- Jestem sam, na tej Arenie nie ma ani jednej duszy, która by stała po mojej stronie. Podejrzewam, że nawet moja małżonka we mnie nie wierzy. A jednak nie poddam się, bo nie jestem tchórzem. Nie boje się ciebie, nawet jeśli twoje umiejętności są leprze niż moje, to i tak zrobię wszystko, aby cię pokonać.
----------------------------------------------------------
komentarz

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 27-03-2010, 08:12   

- Mi to w pytkę - Caibre podrapał się za uchem. Świder rozwiał się w nicość, gdy spotkał się z czarną dziurą. Rudy przebił się przez osłonę Sory... i na tym poprzestał w działaniach ofensywnych. Teraz stał, trzymając w dłoni kulisty obiekt rozmiaru kuli bilardowej. Piłeczka skoncentrowanej nicości drgała lewitując nad lewą dłonią.
- Walcz, uciekaj, broń się, atakuj - Caibre zaczął urabiać kuleczkę niczym jakąś masę plastyczną, formując czarny pręt- byleby to było interesujące.
Rudy zakręcił czarnym mieczem młynka.
-Więc? - złote runy wypłynęły na powierzchni miecza. Ostrze przestało wibrować, zestaliło się w stałą materię....
I Caibre i Sora poczuli się nagle zwyczajnie. Bardzo.

W wypadku lisa było to dosyć zabawne, gdy nagle wdała się grawitacja i rudzielec padł przywalony własnymi mieczami..
Powrót do góry
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 27-03-2010, 20:01   

I znów po Arenie rozniósł się głos starszego mężczyzny:
"Subetewa Nemuri Kara umareru"
- Wybacz przyjacielu, ale twój miecz nie może zrobić mi krzywdy- Wtem wszystkie zaklęcia powróciły do Sory. - Zapomniałeś, że jedna z moich dusz to posiadacz Keybladea nicości, więc tylko osłabiłeś siebie samego.
Chłopak jednak chcąc aby walka była równa, wyłączył wszystkie efekty wspomagające, jak i summony.
Na jego głowie pojawiły się szpiczaste Blond włosy, zaś od samego senina emanowała aura zapały do walki. Był to tryb Super Sayanina.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 27-03-2010, 20:21   

-Uch - lis wygrzebał się spod tony żelastwa - a przysiągłbym że to oryginał, nie trasowana kopia. No cóż, taki już mój żywot, kolejna walka przegrana...

Rudy powolnym krokiem zaczął się wspinać po krzywiźnie pola otaczającego pustkę areny, smętnie ciągnąć za sobą żelastwo.

Nie.

Rasa wojowników, którą teraz reprezentował Sora, była zaprawdę przerażająca w swych możliwościach. Lecz byli to wciąż śmiertelnicy, podlegający prawom rzeczywistości. Rudy z drugiej strony...

Caibre zawirował w piruecie, odrzucając oba miecze w stronę Sory. Nim te doleciały, czarna klinga łamacza zaklęć podążyła za nimi. Z braku jakiegokolwiek punktu podparcia w ruinie w jaką zamieniła się arena Caibre stracił cenne ułamki sekund na złapanie przyczepności i pokonanie bezwładności własnego ciała.
Pierwsze dwa kroki wystarczyły by rudy przekroczył prędkość dźwięku. Następne pół sekundy były czasem który był potrzebny, by Cai pokonał dzielący go od Sory dystans, nie zwalniając, cały czas przyspieszając...
Psychoaktywna skóra zareagowała na zwiększone ciśnienie i zwiększyła grubość na twarzy i torsie rudego, chroniąc go przed masami powietrza w które uderzał podczas akceleracji. Prawa dłoń została otoczona dodatkową warstwą ochronną..
Rudy wpadł na blond teraz Sorę rozpędzony do prawie sześciu machów.
Lis ważył pół tony.
Lis przyłożył cały moment pędu do Sory w postaci pięści na twarzy chłopaka.





A wiesz - myśl lisa rozjarzyła się zielono w głowie chłopaka, gdy pięść dotknęła podstawy jego nosa - ja mogę być jeszcze szybszy

ps to jest plus minus 160 kilo TNT.
Powrót do góry
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 27-03-2010, 20:55   

Sorą to nie zachwiało, mimo tak potężnego ciosu. Gdy już chciał wyprowadzić kolejny cios, chłopiec złapał go za rękę. Cai Przełknął ślinę, ponieważ mimo pogrubienia skóry, czuł szczypiący ucisk na ręce.
- Puszczaj!- krzyczał rudy
- Nie doceniłeś mocy super Sayanów.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 27-03-2010, 22:03   

SS pierwszego stopnia? Powinno Ciebie zmieść z powierzchni areny, ale okej..
W fincie finta w fincie..
- A ty - Caibre objął umięśnione ramię drugą ręką - nie doceniłeś wredoty.
Psychoaktywny pancerz ściekał na adwesarza rudego, pełznąć po skórze chłopaka, okrywając go chłodnym kokonem. Tam, gdzie pełzająca zgroza dotknęła ciała unosiła się stróżka dymu, a ciało wiotczało i zapadało się w sobie, gdy zapomniany relikt starożytnej technologii (tm) ładował się kosztem Sory. Im bardziej chłopak walczył, tym więcej energii przekazywał do urządzenia.

Caibre poczekał aż szara materia obejmie tors wojownika, poczym uwolnił się bez problemu ze słabnącego uchwytu. Rudy wydawał się teraz...większy. Wypełniał swoją obecnością arenę, pulsując światłem, niemal jak...
-Nie, nie będzie sparkli - Cai uśmiechnął siię w stronę widowni.
-Okej - powiedział, przeciągając się z ramionami nad głową, stając nad Sorą, który załamał się pod własnym ciężarem. Psychoaktywna skóra, pomna komunikatom właściciela przerabiała całą energię jaką wysyłał z siebie Sora , wliczając w to ruch, światło, emisje energetyczne, dźwięk, a więc i mowę... na masę.
Sora ważył już tyle, że pole Areny pod nim wyraźnie się ugięło.
-Nie doceniłem? Doprawdy - Cai założył ręce za głowę i czekał na następny ruch przeciwnika...choć ten już nawet nie miał jak się ruszyć - interesujące spostrzeżenie.
Powrót do góry
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 27-03-2010, 23:25   

Sora nie miał już prawie sił, więc powiedział tylko jedno niewyraźne zdanie:
- Stu...krot..ny... Kaio...ken...
Zaczęło bić od niego czerwone światło, a mięśnie na jego klatce piersiowej rozdarły uniform Seniński, który bądź co bądź, ale był twardszy niż niejeden artefaktyczny pancerz. Chłopak Uderzył "z orienta" nic nie spodziewającego się przeciwnika, po czym uderzył go około 9842 razy, kończąc kopniakiem posyłającym oponenta w "stronę słońca". Zakończył technikę Buster Canonem.
- Zapomniałem ci powiedzieć, Pan Kaio-sama również poświęcił mi czas na trening.
Sora aktywował dusze keybladera, po czym rzucił Grawiage(Grawiaga- magiczna technika pochodząca z serii Kingdom Hearts. Tu potrafi zwiększać grawitacje.) w niewymęczonego przeciwnika. Teraz on czuł te przyciąganie, o natężeniu 10000G. Przygwożdżony do areny próbował wyrwać się, jednak bez skutecznie. Jego ciało zaczęło zgniatać go. Sam czerwonowłosy odwrócił efekt, który stworzyła jego psychoaktywna skóra, w taki sposób, że teraz zamieniała się ona w Ki i Genki. Po chwile namysłu postanowił kolejny ruch. Wyciągnął swe ręce ku niebu, po czym zaczął formować wielką, niebieską kulę, z każdą sekundą była ona coraz potężniejsza i potężniejsza, aż w końcu osiągnęła wielkość całej areny.
- To było nierozważne, mój rudy przyjacielu. Nie pomyślałeś, że dzięki magii, mogę odwrócić twój efekt magiczny, tak, iż mogę zamieniać wszystko, co zrobię w energię. Hmmm... Technika warta zapamiętania, i nauczenia się. Na koniec: Łap moją Genki-dame!
Potomny Sonomery cisnął wielką kulą energii w arenę. Przyciągany przez grawitacje Caibre, nie mógł się obronić.
Wiedząc, że to jeszcze nie koniec, zmienił znów styl. Tym razem jego ręce otaczały małe tornada, jednak nic nie robiły młodemu pustelnikowi.
- Jam jest Wietrzny zabójca smoka.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 22 z 42 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 21, 22, 23 ... 40, 41, 42  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group