FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 32, 33, 34 ... 40, 41, 42  Następny
  Krwawa Jatka
Wersja do druku
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 27-09-2010, 11:32   

Kilka wydarzeń stało się w dosłownie tej samej chwili. Koranona wypuściła chybotliwy czar, który zygzakowatym ruchem pognał w stronę rycerza. Wampirzyca zmaterializowała się obok wiedźmy, połknęła frytkę i posłała rycerzowi spojrzenie, które wyrażało wszystko, po czym zniknęła. Ysengrinn zamrugał, po czym gwałtownie potrząsnął głową, mógłby bowiem przysiąc, że zobaczył na arenie wampirzycę posyłającą mu namiętne spojrzenie, a to przecież nie miałoby sensu.

W następnej chwili czar uderzył w zdekoncentrowanego rycerza i... pękł. A przynajmniej tak to w pierwszej chwili wyglądało, jakby szklana butelka uderzyła w betonową ścianę (poza mało istotnym szczegółem, że butelki raczej nie latają zygzakami i nie świecą własnym eterycznym światłem). Zanim jednak odłamki zaklęcia spadły na ziemię zmieniły się w białobłękitne jęzory błyskawic, które (nomen omen) błyskawicznie oplotły Ysengrinna, ślizgając się po jego zbroi i krzesząc iskry. Czempion Swaroga zatrząsł się jak trafiony prądem, po czym runął na ziemię, a błyskawice skoncentrowały się w jedną wiązkę, która potężnie walnęła w zdziwioną Koranonę, posyłając ją kilkanaście metrów do tyłu.

Nad areną zapadła cisza. Oboje uczestników leżało na deskach próbując odzyskać zdolność rozumowania i kontrolę nad członkami, nad nimi zaś unosił się zapach ozonu i pieczeni. Dopiero po dłuższej chwili Ysengrinn był w stanie poczuć swój język.

- Cholerny firewall... - warknął gardłowo.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 27-09-2010, 23:05   

Karel wciąż siedząc na dachu obserwował wszystko przez ekran laptopa. Skrzywił się gdy zobaczył Sayę gryzącą Midori. Oczami wyobraźni widział już fanfiki i doujiny.
Westchnął. Krwiopijcy potrafili być bardzo użyteczni ale albo mieli manię na punkcie gryzienia w szyję...albo manię na punkcie czegoś innego - zastępczą. W Ilyji żył jeden wampirzy hrabia który oddawał zielonowłosemu nieocenione usługi ale miał jedną wadę. Nałóg krwi zastąpił permanentnym słowotokiem, podobno paplał nawet przez sen. Całe szczęście ze przynajmniej mądrze i z sensem.
Postanowił przypatrzeć się tej całej Midori.

*****

Daerian otworzył z zaskoczenia drzwi kontrolki. W środku nie było jednak nikogo i niczego podejrzanego....nie licząc stolika nocnego. Drow podniósł leżący na nim liścik.
" Obawiam się ze nie możemy się spotkać bo poganiają mnie sprawy niecierpiące zwłoki. Nie jestem z tego powodu pocieszony ale przeczuwam ze nasze drogi mają wiele wspólnego. Z Pozdrowieniami
Dunkelschwert

PS: Ta wajcha od upływu wody najwyraźniej się złamała, ojejka jejka jej."

Teraz dopiero pół-smok zerknął na to co było pod spodem. A było to: oprócz złamanej dźwigni, autograf Luciana, guma do żucia Ctulthos - The Terrormaker, mapa Finlandii i najnowszy numer Playdrowa.

*****

Wcześniej wydawało mu się że porozumiewanie się i podglądanie na odległość przez Ciemność jest zarezerwowane wyłącznie dla Kitkary. Istotnie, więź z Kitkara była na tyle ścisła że w chwilach emocjonalnych uniesień mógł czuć fizyczny ból, dotyk lub nawet zapach. Teraz po sześciuset latach wiedział że może porozumiewać z innymi osobnikami władającymi szeroko pojętymi czarnymi siłami. Najpierw jednak zdecydował się porozumieć ze swą ukochaną. Wysłał jej zaciekawienie walką a także ledwo wyczuwalne zaniepokojenie....na tyle jednak rozpoznawalne by mgła je odczytać. Doznał ulgi gdy odpowiedzą było mentalne wzruszenie ramion. Wyglądało na to że jej walka znalazła się w impasie. Uspokojony zajął się poszukiwaniem zielonowłosej (kolejna ironia losu). Nie było to trudne, ślad w między-wymiarowych ciemnościach tchnął....świeżością. Tym młodzieńczym entuzjazmem, dziarskością. Uśmiechnął się lekko gdy kilka wspomnień wynurzyło się ze świadomości. Jednak po chwili na jego twarzy pojawił się wyraz zadumy. Czy Saya nie postąpiła lekkomyślnie dopuszczając Midori do linii krwi kainitów? Nie miał tej pewności, a najlepszym sposobem by się tego dowiedzieć będzie test! Wiedział że musi to zrobić sam. Zresztą któż nadawałby się do tego lepiej niż on, również hybryda?. Ren byłaby dla siostry za miękka a poza tym.....
Poza tym naprawdę miał ochotę na walkę.
Sięgnął przez mrok próbując ściągnąć pół-wampirzycę bezpośrednio na Arenę lub chociaż by pobudzić jej śpiącą świadomość.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 28-09-2010, 12:56   

Midori zaczęła się już nudzić codziennymi treningami i wizytami w łaźni, przerywanymi krótkimi naradami Omerty. Życie w rezydencji było zbyt spokojne i monotonne, na razie nikt nie planował wielkich wypraw, tajnych misji. Wszyscy zajmowali się nudnym życiem codziennym. Jedyne miejsce gdzie mogło się dziać coś ciekawego to była arena. Tam zawsze była jakaś walka na którą można było popatrzeć. Może wreszcie będzie miała szanse powalczyć? Przed wyruszeniem na arenę, dziewczyna przywdziała swój cały bojowy strój (który od paru tygodni kurzył się w szafie), miło było dotknąć zimnej stali sztyletów czy noży. Dobrze przygotowana teleportowała się na skraj wymiaru w którym znajdowała się rezydencja Milczących, teraz wystarczyło przejść do wymiaru gdzie znajdowała się arena. Gdy już się tam znalazła usiadła na trybunach.

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 28-09-2010, 22:28   

Nagle, przez dach nad trybunami przebił się łańcuch. Metalowe ogniwa leciały prosto na Midori. Zanim zdążyła zrobić cokolwiek owinęły się jej koło kostki i pociągnęły w górę. Przebiła się przez dach i gdy koziołkowała w powietrzu poczuła ze łańcuch ześlizguje się z jej nogi. Odzyskawszy równowagę wylądowała w pozycji klęczącej na jedno kolano. Zobaczyła jak łańcuch skraca się w dłoni nieznajomego mężczyzny a gdy osiągnął odpowiednią długość ten owinął narzędzie wokół pasa.
- Czekałem na ciebie wampirzyco ale widocznie twa władza nad cieniem nie jest jeszcze na tyle wielka by odbierać jakiekolwiek sygnały.
-Ke? I kim ty do.....
- Jestem Karel Raiyami, król Ilyji. Jestem tu żeby cię przetestować. Głównie dlatego że mam wątpliwości czy Ren podjęła właściwą decyzję.
- Siostra? - upewniała się Midori. Karel wywrócił oczami.
- Nie, Jack Sparrow. Oczywiście że Saya. Zastanawiam się czy wiesz...Midori. Tak się nazywasz prawda? W każdym mac razie zastanawiam się czy wiesz w co się wpakowałaś.
- Twierdzisz że nie potrafię myśleć za siebie? Że niczego nie rozważyłam? - poczuła irytację i złość. Raiyami jednak machnął tylko ręką.
- Co się stało to jest.....nie ma to już znaczenia....podobnie jak słowa. Teraz ciosy będą najlepszymi pytaniami jak i odpowiedziami. Stawaj! - przybrał pozycję wyjściową. Miodori również spięła się w sobie i przywołała srebrzyste ostrze. Brwi szermierza uniosły się lekko.
- Odeślij na razie ten brzeszczot. - demonica-wampirzyca spojrzała na niego pytająco.
- Będziemy na razie walczyć wręcz. Pięść w pięść, stopa w stopę. Tylko głupiec zawierza całkowicie swe życie w broni.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 28-09-2010, 23:02   

Pomysł walki w ręcz nie bardzo podobał się Midori, owszem umiała używać własnych rąk i nóg, uraziło ją to że mężczyzna nazwał ją głupcem, zawsze dbała o swoje bronie i uważała, że jeśli będą w idealnym stanie to zawsze się nimi obroni. No ale cóż jak ten dziwak chce walczyć wręcz to niech ma.
Midori podniosła gardę i czekała na pierwszy ruch przeciwnika, w końcu miał ją testować, a najlepszym testem jest atak.
- Ty pierw... - nie zdążyła dokończyć zdania, Karel zniknął i zaraz pojawił się przed nią uderzając obiema rękoma w odsłonięty brzuch. Midori pod siłą uderzenia przeleciała parę metrów do tyłu, aż w końcu uderzyła z impetem w ścianę. Silny jest i szybki. Pomyślała, nie mogła go już tak o lekceważyć, może nie będzie jej chciał zabić, ale na pewno uszczerbkiem na jej zdrowi nie będzie się przejmował. Dziewczyna wstała szybko i zaczęła biec w stronę przeciwnika, pół metra przed nim teleportowała się zostawiając drugie ja przed Karelem, sama zaś pojawiła się za nim. Klon uderzył mężczyznę od frontu, te widząc atak chciał go zablokować, ale fałszywa Midori złapała go za ręce i mocno zaparła się nogami o ziemię. Prawdziwa Midori tym czasem za jego plecami szybko nałożyła czar ognia na własną nogę i z całej siły kopnęła Karela w plecy, tak że przewrócił się na ziemię, odskoczyła szybko od niego, na bezpieczną jej zdaniem odległość (klon postąpił tak samo, po czym rozmył się w powietrzu).
- Mam nadzieje, że magia nie jest zaliczana według Ciebie do broni? - powiedziała Midori gdy Karel podnosił się z ziemi. Nie odpowiadając jej na pytanie znalazł się znowu tuż przed nią, tym razem dziewczynie udało się sparować cios przeciwnika. Znowu nałożyła ogień tym razem na pięści. Wyprowadziła parę prostych ciosów i tak jak myślała Karel bez problemu je uniknął. Ciężko było walczyć z kimś kto na pewno jest od ciebie dużo lepszy. Wiedziała, że to będzie ciężka walka. Uderzała teraz na przemian pięściami i nogami. Bezskutecznie... Teraz Karel przeszedł do kontrataku, jego ciosy były mocne i bardzo precyzyjne, raz dziewczyna dostała w żebra, gdyby nie umiejętne oddechy, pewnie bolało by jak diabli (nawet jeśli odczuwała mniej ból niż zwykły człowiek).
Taka walka naprawdę ją denerwowała. Odskoczyła znowu od mężczyzny, położyła ręce na ziemi, z której zaczeły wybuchać słupy lawy. Przeciwnik zwinnie je omijał. Po krótkiej gonitwie udało się Midori złapać rękę Karela lawą, która szybko stwardniała tworząc czarny filar, zaskoczony mężczyzna już chciał się wyrwać, ale naglę wystrzelił kolejny słup lawy i uwięził drugą jego rękę. Na koniec Midori osłabiła ziemię pod jego stopami, tak by i one znalazł się w bazaltowym potrzasku.
- Dlaczego chcesz mnie testować? Dlaczego uważasz, że Saya podjęła złą decyzję względem mnie? Masz coś do mojej osoby, nawet Cię nie znam. Odpowiadaj!

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Ren Płeć:Mężczyzna
蓮 <-- To moje imię.


Dołączył: 25 Cze 2010
Skąd: Manticore
Status: offline

Grupy:
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 29-09-2010, 14:23   

Cień który się pojawił na ziemi zainteresował oboje walczących, podnieśli głowy i w blasku słońca ujrzeli dziewczynę z rozpostartymi skrzydłami.
- A więc jest i Saya - głośno pomyślał Karel.

Dziewczyna obleciała miejsce walki i wylądowała nieopodal walczących.
Usiadła na kamieniu i rzekła w stronę Midori.
- Wiedzę siostro, że się z nim bawisz. Wiesz że nie ładnie jest bawić się jedzeniem. -
Obie uśmiechnęły się porozumiewawczo. Saya zmaterializowała swój miecz i przecięła nim swoją dłoń zakrwawiając go po samą rękojeść.

_________________
Yoake umare kuru mono yo,
Keshite miushinawa naide,
You are you shoujyo yo ima koso!
Furi hodoki tachi agare!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1146958
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 29-09-2010, 20:46   

Karel sprawdzał trzymające go więzy. Magmowe kajdany były niezwykle mocne. Spróbował naprężyć mięśnie mięśnie ale lawa zastygła w taki sposób że i tego nie mógł uczynić. Z wyjątkiem lewej ręki, widocznie musiał być tam bąbel powietrza który uczynił bazalt słabszy w tym miejscu. Kamień pękł z trzaskiem posyłając odłamki na wszystkie strony.
- Wygląda na to że to więzienie nie jest takie mocne jak się wydaje. - blefował. Po czym zwrócił się do Sayi.
- Być może twoja "siostra" nie do końca przemyślała to ugryzienie....zmyślności jej jednak nie odmówię. - powiedział na tyle głośno by i Midori mogła to usłyszeć. Potem zwrócił się już bezpośrednio do przeciwniczki.
- Czy nie ciekawe jest podobieństwo miedzy nami? Mówi się że bierze się nas za rodzeństwo - przejechał jedną uwolnioną dłonią po czuprynie - Ale nie tylko to czyni nas podobnymi. Oboje porzuciliśmy człowieczeństwo na rzecz mocy. Oboje mamy za sobą związki małżeńskie....Można cię uznać za rozwódkę czyż nie? Oboje jesteśmy hybrydami. Ba dzielmy nawet demoniczność.
- Śmiem wątpić byśmy mieli na tym polu coś wspólnego. - odpowiedziała cierpko. Nie dość że nie odpowiedział na jej pytanie to jeszcze wpadł w słowotok. Mimo to podobieństwa były zastanawiające. Karel zaśmiał się.
- Istotnie - przyznał gdy skończył - Demony liczne są i różne. Ja zaczynałem swą hybrydowośc jako bóg. Potem dopiero poznałem jedyną słuszna naturę.....choć i boskie atrybuty wiele mają zalet. Ty demoniczną krew miałaś w sobie od początku czy tak?
- Sporo o mnie wiesz - przyznała. Nie podobało jej się to - Z ko....
- Ufufufu....jakim byłbym królem gdybym nie zbierał informacji o szczególnie groźnych indywiduach? Czyż nie istnieje możliwość że mogą tacy osobnicy stać się wrogami mojego królestwa? Istotnie zbierałem informacje i o tobie Midori. Ale nie czuj się wyróżniona bo i o innych posiadam wiedzę.
-........- nie wiedziała czy uznać to za dobrą monetę czy nie.
Szermierz zamknął oczy i uśmiechnął się. A w uśmiechu tym kryła się pewność siebie.
Nagle szybciej niż myśl wyrzucił swe ramię nad głowę a w dłoni błysnął piorun jaśniejszy niż słonce.
- Ghhh - zacisnęła zęby pół-wampirzyca. Błysk był tak jasny że oślepił ją na moment. Usłyszała dźwięk pękającej skały. Zielonowłosy skoczył ale nie na nią tylko daleko z jej lewej strony. Ty razem w jego dłoni uformowała się kulka z czystej elektryczności którą posłał wprost w niebo. W momencie gdy zniknęła z oczu zielonowłosa odzyskała zdolność widzenia.
- To nie było fair - stwierdziła przecierając ślepia. Król wzruszył ramionami.
- Kto powiedział że życie jest fair? Zresztą...gdy zgodziłaś się na ugryzienie to zgodziłaś się i na porzucenie tych wszystkich zasad godnych niebieskiego super-harcerza z gatkami na spodniach. Moralność ludzi - tu splunął - nie jest już dla ciebie przymusem. - zawirował ramionami stając w pozycji wyjściowej. Midori rozpoznała chińskie kenpo. Rzucił się na nią i przez chwilę Saya nie mogła odróżnić poszczególnych uderzeń. Pół-demonica wezwała jednak swoje drugie ja. Cztery ręce i cztery nogi były wystarczającą ilością by zablokować grad ciosów. Karel zatoczył się do tyłu gdy prawa i lewa pięść uderzyły go w splot słoneczny. Chwytając się za pierś próbując odzyskać oddech opuścił głowę. Gdy ją podniósł ledwo zdążył zasłonić się ramieniem przed ognistą kulą. Gdy podmuch eksplozji minął całe pole widzenia zasłaniał czarny dym. Machnął dłonią i podmuch wiatru rozwiał ograniczenie pola widzenia. Szarżująca na niego Midori zrobiła zdziwioną minę. Na ustach Karela wykwitł uśmieszek. Wziął potężny zamach.....i zatoczył się gdy trafił w powietrze.
~ Klon?! - zdziwił się próbując odzyskać równowagę. Usłyszał stukot stóp z boku. Zasadzka! Szermierz strzelił z prawego palca wskazującego przez swe lewe ramię piorunem....i ku jemu zdziwieniu i ten wizerunek przeciwniczki rozpłynął się w nicość.
- Co?! - wyrwało mu się.
- Khhhjaaa! - wrzasnęła spadająca z niebios zielonowłosa rozorywając pazurami prawej dłoni plecy szermierza. Gdy wylądowała skoczyła parę razy do tyłu unikając kontry Karela. Przyjrzała się paznokciom. Krew szermierza była zielona i świeciła! Król sięgnął na swoje plecy a następnie podsunął pod swoje oczy zbrudzoną swą własną posoka dłoń.
- Muehe....hahah...Ahahahah! - zaśmiał się....radośnie.
- Wspaniale! Doskonale! Kto z jajem. Czas na rundę drugą. - odwinął z pasa Łańcuch Tartaru. Midori słusznie odebrała to za przyzwolenie na broń dodatkową i dobyła sztyletów.
Pogoda psuła się zauważalnie.
Saya z ekscytacją chrupała frytki od McJarlaxa.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 29-09-2010, 21:48   

- Te podobieństwa nic dla mnie nie znaczą. - parsknęła Midori - Zaatakowałeś mnie z zaskoczenia na trybunach, więc tylko to się liczy! - rzuciła się w stronę Karela, ominęła szybko lecący w jej stronę łańcuch i znalazła się tuż przy torsie przeciwnika, zamachnęła się sztyletem, chybił. Karel lekko odskoczył do tyłu, Midori przysunęła się znowu w jego kierunku z zamiarem ponownego cięcia w klatkę piersiową, mężczyzna zasłonił się rękoma i w rezultacie Midori udało się tylko drasnąć go w przedramię. Teleportowała się szybko poza zasięg broni zielonowłosego. Wytarła sztylet o naramiennik i oba schowała do pochew. Nałożyła czar ognia na rękę i błyskawicznie wysunęła sześć noży (po trzy na rękę), które zajęły się ogniem. Tak przygotowaną broń cisnęła w stronę Karela. Mężczyzna ominął cztery z nich. Jeden trafił w policzek, robiąc sporą szramę, a drugi przeleciał niedaleko pierwszego obcinając parę kosmyków włosów Karela.
- Dobry jesteś... - powiedziała Midori. - "Miecz". - przywołała ostatnią możliwą broń do użycia. - Jest dłuższy od sztyletów... - przejechała klingą po dłoni jednocześnie zaciskając ją. Srebrny blask miecza został stłumiony przez szkarłat jej krwi, którą się pokryła klinga. Dziewczyna oblizała rozcięcie na dłoni. Karel nie ruszał się, jakby czekał na jej ruch. Koło Midori pojawił się jej klon, jednak nie mógł użyć miecza (niemożliwość kopiowania używanej broni), wyjął sztylety. Obie postacie zaczęły biec znowu na Karela. Nagle Midori zauważyła, że mężczyzna nie trzyma już łańcucha tylko miecz. Skrzyżowała się z nim klingami, klon czekał w gotowości do ataku.
- Szermierka nie jest mi obca Midori. W ten sposób ze mną nie wygrasz. - powiedział do niej zielonowłosy.
- A założymy się? - Midori napierała całą siłą na przeciwnika, ten jednak ani drgnął, więc odskoczyła od niego i próbowała ataku z powietrza, który również sparował.
- Tchnienie Śmierci! - na arenie pojawił się średnich rozmiarów czarny obłok, Midori szybko teleportowała się zdała od niego, by nie nawdychać się oparów. Nagle zobaczyła Karela wyskakującego z chmury, zasłaniał sobie twarz rękawem.
- Jeśli wciągnąłeś choć trochę tej substancji do płuc marny twój żywot.
- Sztuczka się nie udała. - powiedział z uśmiechem Karel.
- No cóż... - Midori rzuciła w jego stronę parę ognistych kul. - Spróbuję wrzucić cię tam z powrotem!

*Nie podoba mi się ten post, ale innego pomysłu też nie mam. Tak tak, doszłam do takiego wniosku dopiero teraz, a nie chce mi się pisać od nowa. xP*

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
Ren Płeć:Mężczyzna
蓮 <-- To moje imię.


Dołączył: 25 Cze 2010
Skąd: Manticore
Status: offline

Grupy:
Omertà
Syndykat
WOM
PostWysłany: 01-10-2010, 00:03   

Cała sytuacja nie podobała się Sayi ale na razie Midori kazała jej się nie wtrącać.
- Swoją drogą naprawdę jestem ciekawa jak smakuje ta zielona krew. - myślała -
- A co mi tam. - dodała na głos.
Podniosła swój miecz wysoko w górę i wypowiedziała zaklęcie.
Niebo pociemniało a z czarnych chmur zaczęły błyskać pioruny.

_________________
Yoake umare kuru mono yo,
Keshite miushinawa naide,
You are you shoujyo yo ima koso!
Furi hodoki tachi agare!
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
1146958
Koranona Płeć:Kobieta
Morning Glory


Dołączyła: 03 Sty 2010
Skąd: Z północy
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 01-10-2010, 22:12   

- Ararararararrrr - wiedźma leżąc na wznak na wydawała z siebie nieokreślone dźwięki - co to jasnej i ciemnej było?!
- Padłaś ofiarą własnej klątwy - odezwał się Filip.
- Super - wstała lecz natychmiastowo upadła, znów na wznak, tym razem twarzą do ziemi.
- To znaczy że wygrałem? - spytał się Ysengrinn wstając.
- Chyba żartujesz - kot stanął przed wojownikiem - sikora, weź no się zajmij tą małą, a ja zajmę się naszym kolegą, póki wiedźma nie wstanie.
- Mam walczyć przeciw kotu? - Ysenowi wyrwał się z ust niekontrolowany chichot.
- Możesz nie przeciw kotu...
Filip natychmiastowo przemienił się w człowieka i równie szybko wyjął rewolwer strzelając wojownikowi w głowę*.


* Jest tylko podany cel kuli, nie jest powiedziane czy trafiła czy nie.

_________________
"I like my men like I like my tea - weak and green."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora Odwiedź blog autora Odwiedź galerię autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
408121
Karel Płeć:Mężczyzna
Latveria Ruler


Dołączył: 16 Kwi 2009
Skąd: Who cares?
Status: offline

Grupy:
Syndykat
WOM
PostWysłany: 03-10-2010, 20:09   

Karel skrzywił się słysząc inkantację Sayi. Chciał by pojedynek był wyrównany, tym bardziej że wywołanie burzy znacznie mu pomagało. Nawet bardziej biorąc pod uwagę wysłaną wcześniej przez niego w górę kuli elektryczności. Miało to wywołać sztorm nie różniący się od przeciętnego. Natomiast z połączenia jego mocy i zaklęcia wampirzycy powstała prawdziwa nawałnica. Huraganowy przeciwny wiatr który opóźnił ich lot. Na tyle mocno by szermierz zdążył je przeciąć bronią. Fireballe były jednak zbyt liczne. Dwa przedarły się przez furię cięć i uderzyły go w pierś eksplodując. Nie dość że teraz został poparzony to teraz uderzony w połowie wznoszenia zaczął tracić wysokość i leciał na powrót w trującą chmurę.
~ Mam cię - pomyślała Midori robiąc dyskretny ruch dłonią na dach pod sobą ale omyliła się w osądzie , skrzydła z absolutnej ciemności "wysunęły" się z pleców szermierza. Po chwili zestaliły się w materialną, pierzastą formę. Raiyami uzyskał siłę nośną tuż przed tym zanim ponownie zagłębił się w gazowy obłok. Midori usłyszała huk po tym jak Karel zrobił w powietrzu wiraż.....a potem straciła go z oczu. usłyszała za to huk gdy przekroczył prędkość dźwięku. Kierowana instynktem odwróciła się z wysoko uniesionym mieczem . I w samą porę. Belderiver Karela uderzył w jej broń ogromna siłą. Pomimo zaparcia się piętami została popchnięta siłą napierającego króla tak mocno że wyrywane dachówki leciały na wszystkie strony. Byli teraz twarzą w twarz.
- Ten kto ma skrzydeł...nie boi się upadków z wysokości.
Gdy to powiedział zielonowłosa poczuła że skończył się jej grunt pod nogami. Spadła z krawędzi ale zdołała się chwycić jedną ręką rynny. Karel zaśmiał się przelatując nad nią. W tym rechocie można było usłyszeć ekscytację z pojedynku.
Podciągnęła się z powrotem w czym nie pomagało jej ściskane w drugiej dłoni ostrze. Raiyami zawisł teraz nad miejscem z którego ciskała ogniste kule.
- Wygląda na to że nie jesteś przygotowana do walki z latającym przeciwnikiem.
- Co miał znaczyć ten śmiech? - zapytała.
- Huh? Nie łapiesz? radość z walki. Ścieranie się ostrza z ostrzem, mocy z mocą, ramienia z ramieniem. Tylko wtedy w pełni czujesz że żyjesz! - nie było to do końca prawdą. Ale nie miał zamiaru jej tego powiedzieć. Wzruszyła ramionami a potem uniosła dłoń...którą zacisnęła.
- ? - zdziwił się Karel...i spojrzał pod siebie. Prosto w jego stronę wyrastała olbrzymia kolumna płomieni. Za szybko by ich uniknąć. Sylwetka króla zniknęła w ferii pomarańczu i czerwieni. Po chwili gdzieś z boku Karel przebił ognistą barierę. Nie leciał jednak ale spadał korkociągiem jak opadający liść. W końcu upadł na "ziemię" jak przypalony papierowy samolocik.
- i to by było na...-zaczęła Midori ale w nieruchomo leżącego Karela zaczęły uderzać pioruny. Jedne po drugim, dziesiątki błyskawic. A potem lunął deszcz. Szermierz podniósł się otoczony elektryczną aurą. Energia burzy zrewitalizowała go i zniwelowała część ran.
- Nie myśl ze to będzie takie proste...jeszcze się nie nacieszyłem pojedynkiem! Lubisz ogień co? Prawdziwe Serce Płomieni co? - postąpił jeden krok rozpryskując wodę. Elektryczność wokół niego syczała w kontakcie z niezliczonymi kroplami. Po metalowym dachu zaczęły przebiegać elektryczne impulsy wijące się niczym robaki.
- Haaaaaahhh! - rzucił się w jej stronę z szaleńczym błyskiem w oku.

_________________
"So come forth, Avenger. It is time to put our lingering dispute... to an end!"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Athi Płeć:Kobieta
Apple Girl


Dołączyła: 21 Kwi 2007
Skąd: Gliwice
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 05-10-2010, 18:11   

Midori patrzyła jak cała arena pobłyskuje od wyładowań, sama musiała skakać bez przerwy by nie mieć zbyt długiej styczności z naładowaną ziemią, oboje wymieniając się atakami skoczyli z powrotem na środek areny. Przy piątym skoku dziewczyna po prostu znikła z pola widzenia Karela. Przez chwilę jej obecność zdradził tylko obłok dymu wywołany teleportacją. Znalawszy bezpieczne miejsce mogła spokojnie atakować przeciwnika. Wiedziała by zadać potężne obrażenia przeciwnikowi potrzebuje więcej czasu i energii. Obydwie te rzeczy było łatwo pozyskać, Karel jej nie widział więc czasu miała dużo, a energię mogła czerpać z tego co miało ją zabić, czyli piorunów (energia cieplna). Gdy jej przeciwnik stał z pozycji obronnej rozglądając się we wszystkie strony gdzie mogła się podziać Midori, ona sama wyciągnęła ręce przed siebie i zaczęła wychwytywać ciepło znajdujące się na arenie, starała się nie zbierać go z otoczenia Karela, bo wtedy on mógłby poczuć zmianę temperatur i kierunek uchodzenia energii.
- Uciekłaś?! - krzyknął Karel - Nie kryj się tchórzliwa myszko! - gdy wykrzyczał te słowa, na około niego rozstąpiła się ziemia, lawa i ogień wystrzeliły w powietrze, na wysokości trzech metrów fala zmieniła kierunek i zaczęła się kierować wprost na Karela, nie miał gdzie uciec, z każdej strony pojawił się ogień i lawa. Wszystko to działo się w przeciągu dwóch sekund, gdy lawa opadła w przepaść pochłaniając mężczyznę ziemia zasklepiła się tworząc szczelną i mocną skorupę. Midori nie była pewna jak ten atak podziała na przeciwnika, ale miała nadzieję na duże obrażenia, w końcu nie na codzień zostaje się pogrzebanym w magmowym grobie. Dziewczyna pojawiła się na trybunach, rozejrzała się na około, nigdzie nie było Karela, czyżby atak podziałał? Ciekawe ile bogowie wytrzymują pod ziemią, bo w końcu jak sam się nie odkopie to trzeba będzie go stamtąd wydostać, dziewczyna nie chciała zabijać swojego przeciwnika.

_________________
I looked at the world through apple eyes
And cut myself a slice of sunshine pie
I danced with the peanut butterflies
Till time went and told me to say hello but wave goodbye

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
3568587
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 09-10-2010, 19:50   

Sora wszedł na piaski Areny. Jego długi pas powiewał na wietrze. Chłopiec podniusł swoją twarz do góry. Spojrzał w błękit nieba.
- Dobra, to kto teraz chce bić się z "młodym pustelnikiem"

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Sasayaki Płeć:Kobieta
Dżabbersmok


Dołączyła: 22 Maj 2009
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
WOM
PostWysłany: 09-10-2010, 21:37   

Miły pan sprzedający orzeszki podszedł do Sory i powiedział:
-Kotek zejdź z areny. Kolejka jest.

_________________
Gdy w czarsmutśleniu cichym stał,
Płomiennooki Dżabbersmok
Zagrzmudnił pośród srożnych skał,
Sapgulcząc poprzez mrok!

Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź blog autora Odwiedź listę obejrzanych anime / przeczytanych mang
 
Numer Gadu-Gadu
9349483
RepliForce Płeć:Mężczyzna
Vongola Boss


Dołączył: 30 Sty 2009
Skąd: Z Pustyni
Status: offline

Grupy:
Omertà
PostWysłany: 09-10-2010, 21:55   

Chłopak zwiędł.
- Ja myślałem, że te światełka, co tu biły, to neony, czy cuś... No nic - powiedział wskakując na trybuny - czekamy. A i dałby pan paczkę orzeszków.

_________________
"Bo to właśnie niebo pozwala fruwać chmurom po swoim bezkresie"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
4841576
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 33 z 42 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 32, 33, 34 ... 40, 41, 42  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group