FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 30, 31, 32 ... 68, 69, 70  Następny
  Friguoris Cordis
Wersja do druku
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 17-12-2008, 22:13   

- Bracie ty też wiele robisz, tak samo jak Kitkara, jesteście oboje pełni wiary, chociaż ona ma też swoje powody aby tu zostać - powiedziała z uśmiechem Avalia przyglądając się czarnemu kwitowi. Nigdy nie lubiła róż bo były dla niej 'oklepanym' kwiatem ale ta była naprawdę piękna - dziękuje - powiedziała cichutko tak jakby do siebie, i wyglądała przy tym jak niezwykle krucha urocza porcelanowa lalka.
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 17-12-2008, 22:43   

W pokoju Patriarchy, na biurku dostrzec można było stos różnych dokumentów. Tych związanych z przeprowadzanymi renowacjami, jak i te bliższe codziennym sprawom. Część pism stworzona była przez magię, a część z tradycyjnego papieru. A w samym centrum stosu druków, przy biurku, zasiadał kic, przeglądając i analizując część z dokumentów. Od rana, siedział przy nich, podpisując zezwolenia, nakazy, zaproszenia i inne stricte formalne dokumenty. Inną grupą papirusów była poświęcona opisu stanu spichlerza, wody pitnej i innych dóbr niezbędnych do życia, w tym również dóbr duchowych. Wśród wszystkich dokumentów znalazły się również takie, które przedstawiały prośby i modły wiernych. Oczywiście Patriarcha, nie był w stanie zapoznać się ze wszystkimi prośbami wiernych, dlatego też tylko niewielka część modłów, zajmowała miejsce na dość dużym biurku kica. Wśród dokumentów były również raporty wojskowe i wywiadowcze, prezentujące obecną sytuację na froncie.
Dopełnieniem całego zamieszania, były ciągle cyrkulujący kapłani, którzy przynosili nowe sprawy do rozpatrzenia i przyjmowali kolejne polecenia.

Sytuację militarna była korzystna, a więc i czas poświęcony sprawozdaniom, nie był aż tak długi, a wcześniejsze, liczne narady określiły już dobrze przebiegający cel wypraw.

Sprawy kościelne był prostsze do przebrnięcia przez nie, z tą różnicą, że trzeba było wziąć kilka korekt, związanych z nowymi potrzebami kościoła. Dlatego wypełnianie tych dokumentów przedłużyło się, tak jak wszystko dzisiejszego dnia, ale w ogólnym rozrachunku wszystko poszło sprawnie i bezbłędnie.

Dokumenty dotyczące obecnej innowacji strukturalnej kościoła zajęły najwięcej cennego czasu kica. W nich to po za wzorcami i różnymi planami zawarte były imiona architektów i plany przyszłościowego wykorzystania nowej części kościoła. Choć w większości były to sprawozdania z przebiegających prac i rachunki dotyczące zużytych materiałów, czy też profesjonalnego zespołu, to jednak nie były one aż tak uciążliwe do przeglądania. Główną różnicą od poprzednich dokumentów, było to, że większość z nich nie wymagało podpisów, a ich treść w większości była ilustracjami, czy też rysunkami przedstawiającymi koncepcję nowych pomieszczeń.

Po wypełnieniu większości dokumentów administracyjnych, militarnych i budowlanych, kic w końcu mógł odetchnąć. Widząc, że napływ nowych pism skupiał się obecnie głównie na temat remontów w kościele, a liczba krążących kapłanów, zmalała znacząco, kic w końcu mógł oddać się bardziej przyjemnej dla oka tekstom.

Pisma przedstawiające modły i życzenia ludu, również były dość szybką lekturą. Oczywiście wśród licznych życzeń selekcjonowane były te, które przedstawiają wysoką wartość merytoryczną, a i tak z pośród tych wybierane były tylko takie, którymi Patriarcha naprawdę mógł się zająć. I tak wśród listów od ludu, kic dostrzegł jeden szczególnie go intrygujący. Przeczytał go z uwagą, a następnie schował go do swojego magicznego dziennika. – Dlatego nikt nie powinien ignorować ludu. – Pomyślał sobie.
Wśród kilku innych, interesujących listów, znalazł się również jeden, który opisywał dziwne zjawisko mające miejsce sprzed paru dni. Wynikało z niego, że w obrębie kościoła doszło do starcia dwóch dziwnych istot. Jedna z nich ciemna jak sama noc, a druga ruda, że aż strach…

Nagły stuk do okna, wyrwał kica z interpretacji listu. Okazało się, że za oknem znajdowała się zakrzywiona przestrzeń. Jednak dla kica było najoczywistszą, oczywistością, że jest to średniej klasy zaklęcie niewidzialności. Ze sporą dozą spokoju, kic podszedł do okna, otworzył je i sprawnym okiem zdjął list przypięty do łapy magicznego zwierzęcia. Po czym odesłał je z powrotem. Mały liścik emanował czystą energią, połyskując w kolorze błękitu. To było oczywiste, że na najnowszym dokumencie widniało magiczne zabezpieczenie. Zerwał je szybko, (jako że owe zaklęcie, według planu, zawierało magiczny zamek, specjalne przystosowany pod magię iluzji) a następnie informację wypełniły jego umysł. Po błyskawicznym zapoznaniu się z treścią listu, na twarzy kica pojawił się lekki uśmiech. Po czym pozostawiając resztę dokumentów, ruszył w stronę w stronę ogrodu. Wiedział już, że to tam znajdzie Costly’ego i nie tylko…

Będą już na wejściu do ogrodów kościoła, kic spotkał Costly’ego. Spojrzeli sobie przeciągle w oczy, jakby było dla nich wszystko jasne. Następnie Costly, podejmując rozwój wydarzeń, ukłonił się, a Patriarcha odpowiedział mu znanym już każdemu gestem. Po czym ruszyli dalej w swoje strony jakby nigdy nic, gdyby nie iskra mocy przepływająca podczas minięcia się. Na twarzy kica dostrzec można było wtedy chwilowy przebłysk pewności siebie, a Costly przybrał tajemnicze rysy twarzy.

Kic zmęczony wrażeniami dzisiejszego dnia, skierował się w głąb ogrodów. Podczas przechadzki, poprosił jedną z akolitek, aby pomogła wybrać ładne kwiaty na bukiet. Mave, bo takie miała imię owa akolita, postanowiła doradziła mu bukiet składający się z gerbery, lilii i paru róż. Kic po krótszym namyślę przystał na propozycję Mave, zebrał bukiet, a akolita pomogła mu ładnie je udekorować. W taki sposób, kic wyposażony w piękny bukiet kwiatów, ruszył dalej relaksując się widokiem ogrodu. Po krótkiej chwili, z niebywale zaskoczoną miną, kic dostrzegł Avalię, a i po chwili zauważył również kręcącego się w pobliżu Altruistę. Podszedł do nich pełen spokoju. Jednak gdy Altruista dostrzegł kica zbliżającego się z oddali, pokłonił się mu. W ten sposób Avalia również bez problemu dostrzegła zbliżającą się postać.

- Piękny bukiet, dla podkreślenia Twej urody. – Podjął kic, obdarowując Avalię kwiatami. Po czym zwrócił się do Altruisty.
- Brat Costly Cię wzywa… Ma pewną sprawę do omówienia z Tobą.
Altruista zareagował kiwnięciem głowy, a następnie zwrócił się do Avalii.
- Cała przyjemność po mojej stronie. Miło było spotykać Cię tutaj siostro. – Następnie znów odwrócił się do kica i powiedział. – A więc idę do brata… - I niezwłocznie opuścił ogród.
Kic przysiadł się do siedzącej już Avalii. W międzyczasie wydawało mu się, że ktoś coś powiedział do niego. Nie pogrążając się jednak w myślach, podjął rozmowę.
- I jak podobają Ci się ogrody naszego kościoła?

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Sm00k
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 17-12-2008, 23:11   

Lis podrapał się po zadku, wyciągając ze spodni upierdliwą gałązkę.
-Dobra. Masz dwie opcje. Raz, zejdziesz mi z drogi, a ja wyładuje się na tym oto budynku - wskazał Świątynię za Leto - to skończy się zapewnie górą gruzu i kilkoma złamaniami, z przemieszczeniem i otwartych byc może.
-Albo? - zapytał Leto retorycznie.
-Albo mi z drogi nie zejdziesz - dodał z maniakalnie radosnym wyszczerzem Caibre.

Kapłan mrugnął.

Gdy ponownie otworzył oczy, widział tylko dwie smugi wirujące wokół siebie w śmiertelnym tańcu.

Cai był szybszy, zręczniejszy. Leto miast tego miał tysiące lat sumarycznego doświadczenia dawnych mistrzów.
Obaj postrzegali świat tak samo, jako multum możliwości, szans. Gdy któryś wybierał jedną ze ścieżek wiodących do zwycięstwa, drugi robił to samo.
Przeznaczenia skręcały się, jak ich ciała i kończyny. Trawa została poorana przez ich buty, a w paru miejscach tliła się nawet.

Caibre używał pary wielkich szabli, Leto ograniczył się do kruchego krysnoża. Trzy kryształowe klingi, bo i oręż lisa był z podobnego materiału wykonany, wykręcały niemożliwe linie w powietrzu.

Obaj poruszali się z nadludzką prędkością, umykając ludzkiej percepcji kapłana i całkiem sporego tłumku, który wyległ, obserwowac pojedynek.

Caibre delikatnie odwrócił ruch jednego ostrza. Półtonowa szabla zatrzymała się w połowie ruchu, jakby nic nie ważyła i w odwróconym uchwycie niemalże przebiła Leto na wylot.
Niemalże.
Chłopiec w ostatniej chwili uskoczył w bok, korzystając z ułożenia drugiej klingi lisa odbił się, a pierwsza szabla ledwo musnęła jego opancerzone plecy. Leto zawirował od razu w piruecie, wykorzystując pęd, jaki nadało mu prawie trafienie i sam wyprowadził zdradzieckie uderzenie od dołu, w pachwinę. Cai, z szeroko rozłożonymi w tym momencie ramionami, nie miał szans zablokowac ciosu.
...Rzeczywistośc zmieniła się.

Caibre sapnął, gdy sztylet trafił w podkutą podeszwę. Siła uderzenia zmusiła go do wykon ania przewrotu w tył. Na chwilę stracił Leto z oczu...

Chłopiec dojrzał szansę i ruszył po nią, by wbic sztylet w podstawę czaszki rudego..

Rzeczywistośc przesunęła się ponownie na osi czasu i przestrzeni.

Caibre uniósł rękę nad głową.

Subiektywnie.

Klinga wbiła się w trawnik, ryjąc głęboką bruzdę. Lisem szarpnęło, gdy gwałtownie zakończył przewrót i twardo wylądował na nogach.
W ułamku sekundy, którego Leto potrzebował, by ustawic się do nowego pchnięcia, Caibre kopnął szablę.
Ostrze wyskoczyło z ziemi, zmierzając w stronę chłopca...

Leto ujrzał w tej chwili swoją śmierc. Po wielokroc, w tej sekundzie, w następnej, gdy udało mu się uniknąc tego ataku, lecz następne jednak trafiły.
Możliwości było przerażająco dużo. Lecz istniała jedna droga...
Leto wolną ręką złapał szablę przy rękojeści. Na ułamek sekundy, wystarczyło. Piruetem odsunął się z kąta ataku Caia....

I tak to trwało.
Lecz Rudy śmiał się radośnie, uczestnicząc w tym tańcu. Bardzo, bardzo radośnie.
W zasadzie czekał.
I nudził się, gdyż Leto mimo wszystko był troszkę za wolny.
Czas kończyc.
Pomyślawszy to, Caibre wziął się na poważnie za wykończenie boga-imperatora.
A Leto nagle stwierdził, iż fajnie byłoby miec nie tylko dwie sprawne ręce, lecz i cztery nie byłyby takim złym pomysłem....

Po pięciu sekundach kapłan zobaczył jak nagle obie smugi rozdzielają się. Jedna zmieniła się w wyszczerzonego lisa na trawniku stojącego z parą wielkich mieczy.

Druga przybrała postac nieco umorusanego chłopca rozpłaszczonego na ścianie Świątyni.

Fakt. Krysnóż Leto sterczał z uda Caia, lecz na rudym zdawało się to większego wrażenia nie robic.



Notka techniczna:
Spoiler: pokaż / ukryj
rudy w trybie cywilnym jest podatny na iluzje w niewielkim stopniu.
W trybie bojowym iluzja musiałaby obejmowac całą konkretną rzeczywistośc, by go nabrac. A takiego połera to w multiświecie aktualnie nikt nie ma, kochani >P
Fei, krysnóż zatruty standardowo czy coś szczególnego masz na myśli?

PS nawet o tym nie myślcie.

pps wcalę nie chcę tego kościoła zrównac z ziemią.

ppps prawie.
Powrót do góry
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 18-12-2008, 17:00   

Dziewczynie było trochę smutno, że Altruista musiał już odejść bo lubiła z nim rozmawiać. Doceniała też bardzo ten fakt iż łaskawy małżonek znalazł dla niej czas i zdążył jeszcze o kwiatach pomyśleć.
- Dziękuje za kwiaty, są bardzo ładne...a ogrody. Powiem, że nie spodziewałam się znaleźć tu aż tylu kwiatów z mojego rodzinnego ogródka - zwróciła się do kic'a z delikatnym uśmiechem.
- Cieszy mnie to, że ci się podoba - odparł patriarcha, a w tym czasie dziewczyna przywołała pewien kwiat na któremu dość długo się przyglądała. Kiedy chwyciła go w dłoń uśmiechnęła się lekko do siebie - te kwitły u mnie w doniczce na oknie i te same posadziłam na grobie swoich rodziców.
- Twoi rodzice nie żyją? - zapytał trochę niepewnie kic, bo jakby się nie patrzeć nie znał całej historii Avalii.
- Tak, zmarli kiedy byłam mała...mieszkałam z nimi w małym domku na polanie. Niestety podczas jednej z wojen mój ojciec zginął...potem mieszkałam trochę z mamą, ale ona nie umiała dojść do siebie po śmierci taty dlatego przez nie ostrożność zabiły ją zwierzęta w lesie - dziewczyna dalej lekko się uśmiechała patrząc na kwiat, już dziesiątki jak nie setki lat temu pogodziła się z ich śmiercią, a właściwie z odejściem ich cielesnej powłoki bo za dobrze wiedziała, że nigdy jej nie opuścili.
- A jak tam twoi rodzice? - nagle zapytała Avi uśmiechając się do kic'a. Patriarcha musiał przyznać, że małżonka ciągle potrafiła go zadziwić.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 18-12-2008, 17:21   

- Moja przeszłość... Dano sie nad nią nie rozwodziłem. Czasy zamierzchłe i bezpowrotne. - Powiedział pełen spokoju z lekką zadumą. - Rodziców... straciłem dawno temu, za młodu... w ogóle nie pamiętam ich twarzy, a z rodziną nigdy nie znałem. Sięgając pamięcią wstecz, zawsze przebywałem wśród osób umagicznionych. To magia druidzka, to sztuka szamańska, czy też błogosławieństwa kapłanów - Spojrzał na zapatrzoną w bukiet Avalię i kontynuował swoją historię. - Najwidoczniej moje przeznaczenie był żyć wśród magii. - Przeniósł swój wzrok na czyste niebo i spoglądając na niewielką chmurę dodał.
- Obecnie najbliższa jest mi przyszłość. To z nią wiąże swoje nadzieję i to w niej szukam pocieszenia. - Znów zwrócił swój wzrok na Avelii i zapytał ją.
- A Ty, Avi, jaką widzisz przyszłość przed sobą? Co zamierzasz od teraz robić?

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 18-12-2008, 17:42   

- Ja się urodziłam z istot magicznych i też się wychowałam wśród magii, ale wracając do zadanego pytanie nie mam ustalonego celu...żyje tutaj i właściwie o moim losie decyduje materia zwana multiświatem. Nigdzie mi się nie śpieszy, co mi potrzeba to mam, albo udaje, że nie mogę tego zdobyć od tak i bawię się w przygodę... - tu dziewczyna lekko zachichotała, odłożyła duży bukiet na bok i trzymając w dłoni kwiat od Altruisty, podeszła do jednego z krzewów. Padały nań promienie słońca i kiedy dziewczyna tam podeszła jej białe włosy zaczęły się delikatnie mienić.
Scena była bardzo urocza i wszystko było ładnie i pięknie póki coś nie spadło na głowę Avalia.
- Lena! Na miłość boską nie umiesz latać!
- Na miłość boską trzeba było lepiej nauczyć Kiko tworzenia portali! - stwierdziła głośno Lena i starała się nie zwracać uwagi na dziwną minę Avalii - nie błagam tylko ty się z tego nie śmiej - powiedziała wróżka z załamaniem zmieniając fioletowe coś na normalne ubranie - to był projekt Kiko.
- A jak się ona czuje? - zapytała Avi kiedy udało jej się uspokoić i dzięki bogu nie wybuchnąć śmiechem.
- Świetnie...na prawdę...za miesiąc oczekują cię w świątyni, na chrzcie i przyjęciu.
- ehhhh...przyjęcie - wymruczała nie pewnie Avi.
- Tylko się nie migaj, to twój królewski obowiązek - stwierdziła niezwykle pouczająco Lena.
- Ta, jasne - dodała od niechcenia białogłowa i wróciła na ławeczkę, olewając uwagi wróżki.
- No czyli też miałeś ciekawe dzieciństwo - Avi zwróciła się do męża.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ryuzaki Płeć:Mężczyzna
Smok Samurai


Dołączył: 12 Lis 2008
Skąd: nie wiem
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 23-12-2008, 10:40   

Panowała wręcz sielankowa atmosfera. Niektórzy niezaangażowani w prace remontowe wykorzystywali wolny czas na spacerowanie w ogrodzie. Ktoś nieświadom panującej sytuacji mógłby pomyśleć, że panuje głęboki spokój.
Sielankową atmosferę w ogrodzie burzył jednak szybkim krokiem maszerujący Ryuzaki w otoczeniu 4 inżynierów. Głośno dyskutowali o planach remontów, o tym jakich materiałów i w jakich ilościach używać w jakich sekcjach budowli. Kłótnie nie raz okraszane były niewybrednym słownictwem, a jeden z inżynierów nieskory do posłuszeństwa zaliczył nawet niespodziewana kąpiel w jednym ze strumieni.
- Dobra, idźcie już. Musze porozmawiać z naszym Patriarchą - powiedział Ryuzaki odłączając się od swoich towarzyszy. Chwilę później dotarł do miejsca w którym Kic rozmawiał z Avalią.
- Wybaczcie proszę, ze wam przerywam. - powiedział kłaniając się nisko - Muszę jednak porwać naszego wspaniałego Patriarchę. Brat Costly nas potrzebuje... Sprawy Zakonu
- Wybacz najdroższa, ale obowiązki wzywają - powiedział Kic żegnając się ze swoją żoną.

Chwilę później Kic i Ryuzaki szybko pędzili do sali konferencyjnej, gdzie czekał na nich już Costly i nieoczekiwanie również Altruista...

_________________
10 razy upaść, 11 razy wstać...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
7793866
Costly Płeć:Mężczyzna
Maleficus Maximus


Dołączył: 25 Lis 2008
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 23-12-2008, 15:08   

Zebrani przywitali się lekkim skinieniem głowy. Mroczny Kapłan po upewnieniu się, że w pobliżu nikogo nie ma podszedł do jeden z figur zdobiących sale. Użył schowanego za nią przełącznika i w miejscu gdzie przed chwilą była zwykła ściana otworzyły się drzwi prowadzące do ciemnych podziemi. Wszyscy bez słowa udali się za Costlym, który oświetlał drogę prostym zaklęciem. Po krótkiej chwili znaleźli się w niedużej, ale za to dobrze oświetlonej sali.

- Nawet tu widać już efekty prac. - Powiedział z podziwem Ryuzaki. - Możemy zaufać ludziom, którzy tu pracowali? - Spytał Kapłana.

- Martwi nie gadają. - Odpowiedział krótko.

Po środku komnaty znajdował się spory stół otoczony krzesłami, przy którym wszyscy zajęli miejsca. Uczestnicy zostali przywitani oficjalnie przez Patriarchę, a następnie właściwe spotkanie się rozpoczęło.

- Mroczny Kapłanie, jak postępują prace na terenie kościoła? - Spytał Kic.

- Ukończyliśmy priorytetowe dziedziny. - Zaczął mówić Costly - Podziemia zostały przystosowane do nowych warunków. Wszelakie symulacje dają wynik pozytywny, podziemia jak i całość fundamentów gwarantują bezpieczeństwo akcji. Dostosowanie murów przebiega także skutecznie, prace odbywają się już tylko na odcinku chroniącym wschodnią nawę kościoła. Nadal odbywają się prace obarczone mniejszym priorytetem, przede wszystkim system uzbrojenia ulokowany na wieżach, jak i system bombard. Przewidywany termin ukończenia prac nie powinien przekroczyć czterech dni. Dodatkowo w ciągu trzech dni ukończymy zapewne zmiany w wyposażeniu naszej siedziby. - Na to ostatnie stwierdzenie Altruista podniósł lekko brwi.

- Całość szklanej i porcelanowej zastawy, jak i zdobień o porównywalnej kruchości jest w trakcie wymiany.- Zaczął wyjaśniać Molina. - Prawdopodobnie nie wytrzymają pierwszej fazy naszej operacji, przeciążenia w tym momencie będą największe. Zabezpiecza nas to też przed różnymi nieprzewidzianymi sytuacjami, które nastąpić mogą w przyszłości.

Costly odetchnął i odchylił się lekko do tyłu na krześle. - To wszystko na temat przygotowań.

_________________
All in the golden afternoon
Full leisurely we glide...
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 23-12-2008, 16:04   

- A więc. - Odezwał się Altruista. - Rozumiem, że będzie już wszystko gotowe, gdy Kitkara i Norrc wrócą z wyprawy? - Kończąc pytanie Altruista spojrzał w oczy Costlemu, ten spokojnie wytrzymał jego świdrujące spojrzenie i odpowiedział. - Tak jak mówiłem Altruisto, za cztery dni albo może trochę wcześniej wszystkie prace będą ukończone.

Altruista uśmiechnął się zadowolony z odpowiedzi Moliny, po czym dodał: - Moje uznanie, Mroczny Kapłanie. Dzięki tobie nie będzie żadnych opóźnień, a na dodatek nie stracimy cennego czasu na przygotowania. Doskonale się spisałeś.

- Patriarcho. - Altruista zwrócił się do Kica. - Czy te artefakty na pewno będą spoczywały w tej świątyni? Nie to, że kwestionuje twój boski plan, martwię się tylko trochę. Bo te zapiski o tych reliktach przeszłości przestudiował tylko Fei. Dla mnie te stare księgi są niezrozumiałe. A dobrze wiecie, że jeżeli nie pozyskamy tych artefaktów, to cały nasz wysiłek pójdzie na marne.

- Nie trać wiarę Kapłanie. - Odezwał się do tej pory milczący Ryu. - Chyba nie sądzisz, że nasz ukochany Patriarcha - samuraj uśmiechnął się złośliwe po słowie "ukochany" - wysłał niepotrzebnie ludzi na północ? Wszystko dobrze zaplanowaliśmy, krok po kroku realizujemy nasz plan. Prawda Patriarcho? - Zwrócił się do Kica.
Powrót do góry
kic Płeć:Mężczyzna
Nieporozumienie.


Dołączył: 13 Gru 2007
Skąd: Otchłań Nicości
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 24-12-2008, 00:16   

Hipnotyzujące spojrzenie Ryuzakiego, przenikliwe oczy Altruisty i cierpliwy wzrok Costly'ego. Wszystkie spojrzenia zwrócony były na kica oczekujące jakiegoś wyjaśnienia, jakichś informacji. Patriarcha zmierzył wszystkich zebranych jednym, ale długim spojrzeniem, zawieszając wzrok na wysokości oczu każdego z towarzysz. Oczy Ryuzakiego przedstawiały czystą ciekawość, wzrok Altruisty był pełen troski, a spojrzenie Costly'ego jak zawsze przedstawiało niewzruszoną pustkę, jakby sam oczekiwał na swoje dalsze pięć minut. Po skoncentrowaniu całej uwagi na sobie, kic spojrzał na ławę i część dokumentu przedstawiających obecny stan zaawansowania prac remontowych. Był to główny temat tego spotkania, a więc postanowił go podjąć na początek. Zebrał dokumenty, podniósł je i kilka razy uderzył nimi o stół mówiąc.
- Widzę, że sprawy mają się lepiej niż przewidziałem. Czasami aż miło widzieć mniej problemów niż zwykle. - Powiedział z uśmiechem kic, a następnie skierował się bezpośrednio do Costly'ego.
- Dobrze się spisujesz Costly. Remont przeszedł już w dość zaawansowane stadium, co nie miało by miejsce gdyby nie odpowiednie jurysdykcja, jednak przed nami jeszcze kilka dni dużych zmian i przez cały ten czas musimy być gotowi na każdą ewentualność. - Na słowa Patriarchy, Costly zareagował jedynie mało widocznym gestem (niezauważalnym niemalże przez nikogo) w podzięce za pochwale. Kic po chwili jednak podjął dalszą część spotkania poszerzając je o nowy, niezaplanowany przez nikogo punkt zebrania.
- Niedawno doszła do mnie wiadomość o obecnej sytuacji naszej ekspedycji. - Po tych słowach Altruista zareagował żywiołowo. Nie od dziś wiadomo było, że zainteresowany jest sytuacją w Mglistych Górach. - Ciężko jest śledzić poczynania naszych towarzyszy. Wspominałem już nie raz, że obszar do którego się udali jest niezwykle trudno sondować, a zamieszkujące ten teren potwory są bardzo niebezpieczne. Jednak dzisiaj doszedł do mnie raport o który prosiłem jednego z naszych towarzyszy. Nie uważałem jednak za stosowne przedstawianie wam go, ale skoro ten temat wywołuję aż takie poruszenie, to przedstawiłem, przedstawić wam obecną sytuację wyprawy. - Kic zebrał przez chwilę myśli dokładnie przypominając sobie znaną mu już doskonalę treść wiadomości.
- Już na początku wyprawy doszło do niebezpiecznego starcia, w którym nasze siły poniosły poważne straty. Wśród śmiertelnie rannych znalazła się również Kitkara zatruta strzałą. - Na te słowa Altruista wzdrygnął się niemiłosiernie. - Na całe szczęście Norrc zdobył szybko odpowiednie zioła i sporządzono odtrutkę, jednak opóźniło to ich marsz o niecały tydzień. Wznowili go od razu, gdy Kitkara była zdolna dojeżdżać wierzchowca, ale kolejna przeszkoda znów stanęła przed nimi. Ponoć brak prowiantu zmusił ich do zaopatrzenia się w pobliskiej wiosce, jednak ta została doszczętnie spalona, a przyczyną tego miała być epidemia. - Kic spojrzał po dość zniesmaczonych minach towarzyszy i dodał. - List kończy się informacją, że Mozarus wyruszył w głąb lasu poszukując przyszłych niedogodności. - W ciemnym pomieszczeniu zapadła grobowa cisza, a na twarzy Altruisty i Ryuzakiego pojawiły się lekko zmieszane wyrazy twarzy. Kic znów spojrzał po wszystkich, obecnych towarzyszach i próbując dodać im otuchy dodał.
- Mimo komplikacji wyprawa idzie do przodu. Wiedziałem, że będzie to ciężka przeprawa, jednak nasi dzielni wojownicy doskonale dają sobie radę w tych ciężkich warunkach. Przemierzyli już Mgliste Góry i są niemalże u celu. Jeszcze tylko kilka dni i powinni zdobyć artefakty oraz wrócić z powrotem do naszej świątyni... - Był to dobrą nowiną, jednak Altruista mimo wszystko martwił się dalej o losy swoich braci i siostry. Patriarcha spostrzegł to i postanowił podjąć kolejny punkt zebrania.
- Natomiast moc tych artefaktów da nam niezwykłe możliwości... Dlatego tym bardziej wierzyć musimy w powodzenie tej akcji. Wśród drużyny, poza Mozarusem, Kitkarą, czy Norrciem, jest również doświadczony kapłan Denarielu, który przeżył nie jedną potyczkę. Do naszej ekspedycji również dołączył tymczasowo Fei, a jego wsparcie pozwoli im błyskawicznie wrócić do kościoła, w razie kłopotów. Jednak ponowne udanie się tam wymagałoby wtórnej ekspedycji... Plan jest w fazie działania. Musimy być cierpliwi...

_________________
"Zaczynałem jako zwykły zegarmistrz, ale zawsze pragnąłem osiągnąć coś więcej." - Lin Thorvald


Melior Absque Chrisma
Pierwszy Epizod MACu
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora Odwiedź galerię autora
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 25-12-2008, 13:30   

Po wysłuchaniu słów patriarchy Altruista wstał od stołu.
- Wybaczcie bracia i ty Patriarcho, ale chciałbym już powrócić do swoich obowiązków. - Rzekł, po czym ukłonił się Kicowi i wyszedł z komnaty.
- No cóż. - Powiedział Patriarcha. - Będziemy kontynuować bez niego. Ryu, nasz wspaniały samuraju. - Zwrócił się Kic w stronę Ryuzakiego. - Jak ci idzie szkolenie nowych rekrutów? Będziemy mieli z tych ludzi jakiś pożytek?

Altruista przemierzał kręte korytarze kościoła. Był bardzo zamyślony, mijał bez słowa pozdrawiających go akolitów. W końcu dotarłszy do celu zatrzymał się przed niebieskimi wahadłowymi drzwiami. Położył na nich dłonie i pchnął drzwi lekko. Gdy się rozwarły wszedł do niewielkiego pomieszczenie, które było słabo oświetlone. Przez nieduże okno wpadało zaledwie trochę światła. Na środku pomieszczenie znajdował się dwumetrowy kamienny posąg przedstawiający mężczyznę o srogim wyrazie twarzy. Przed posągiem znajdował się nieduży ołtarz. Obok na ścianach znajdywały się półki z jakimiś modlitewnikami. Cale to nieduże pomieszczenie było poświęcone pewnemu neutralnemu bogowi. Był to bóg prawa, mądrości i równowagi. Wyznawcy MAC-u nie wyznawali nikogo poza Kicem i tak już miało na zawsze pozostać. Jednak zawsze chcieli okazać szacunek temu jednemu bezimiennemu bogu, którego w jakiś swój sposób tolerowali. Żeby go upamiętnić wznieśli w kościele nieduża kapliczkę poświęconą jemu.
Altruista podszedł do ołtarza. Wyjął z kieszeni nieduży zielony szmaragd, przyjrzał mu się uważnie - szmaragd był piękny, ale dla niego był bezwartościowy.
Położył go na ołtarzu, po czym spojrzał na srogie oblicze boga i rzekł:

- Proszę cię, miej w opiece Kitkare, niech cała i zdrowa powróci z artefaktami do kościoła. - Po ostatniej kwestii Altruista ponownie sięgnął do kieszeni. Wyjął z niej pękatą sakiewkę i rzucił ją na ołtarz. Tym razem chciał prosić o ochronę dla innej osoby. Wiedział, że to będzie ostatni raz kiedy będzie prosił boga o opiekę nad tą osobą. Obiecał sobie w duchu ze jeszcze tylko ten jeden raz.

Po wszystkim opuścił kapliczkę i ruszył w stronę komnat rekrutów. Chciał osobiście sprawdzić kilka osób.
Powrót do góry
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 25-12-2008, 16:02   

- Co za klasa - stwierdziła ironicznie Lena patrząc na odchodzących mężczyzn - wiesz on nawet Ew-chana bije na głowę.
- Taaaa? - mruknęła znudzona dziewczyna i rzuciła Lenę w portal - na razie mam ją z głowy.

z 10 minut później...

- Atak! - Altruista usłyszał nagle za sobą krzyk jakiejś dziewczyny, ale zanim zdążył zareagować Avalia wsiała mu już na szyi - mogę iść z tobą...nyu? co to za smutna mina? - zanim chłopak zdążył od powiedzieć, dziewczyna przytknęła palec do jego policzka - martwisz się o Kitkare, ne? Jeżeli chcesz mogę tam do niej wpaść...pięć minut i będę z powrotem z dokładnym opisem jej zdrowia- powiedziała z uśmiechem Avi zeskakując z brata.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Altruista
-Usunięty-
Gość
PostWysłany: 25-12-2008, 21:13   

Na bladej twarzy Altruisty pojawiło się coś na kształt uśmiechu.

- Siostro Avalio. - Rzekł. - Zaskoczyłaś mnie. Sądziłem, że nadal wypoczywasz w altance. - Spojrzał jej uważnie w oczy.
- Oczywiście, że możesz pójść ze mną. Chociaż ja udaję się tylko na nudną inspekcje.
- Ależ nic nie szkodzi, nudzi mi się. - Odpowiedziała Avalia. Altruista zmrużył oczy, po czym rzekł.

- Będę bardzo rad z twojego towarzystwa Avalio. - Wziął delikatnie dziewczynę pod ramie, oboje ruszyli dalej korytarzem. Nie śpieszyli się za bardzo idąc, Kapłan po chwili ponownie się odezwał.
- Zapytałaś mnie, czy martwię się o Kitakrę? Tak, martwię się o nią bardzo. Jest oddaną siostrą MAC. Mam nadzieję, że wszystko u niej w porządku. Jeśli masz możliwość skontaktowania się z nią, to poprosił bym cię siostro byś się dowiedziała co u niej. Przekaż jej, że bardzo liczymy na nią i się bardzo o nią martwimy.
Powrót do góry
Avalia Płeć:Kobieta
Love & Roll


Dołączyła: 25 Mar 2007
Skąd: mam wiedzieć?
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
PostWysłany: 26-12-2008, 11:02   

Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie do Altruisty i zatrzymała ich w pół kroku - zwiad razy jeden...zaczekaj tu na mnie - stwierdziła chłodnym cichym głosem, jak to dawno temu miała w zwyczaju mówić i przywołała swoją różdżkę, uśmiechnęła się jeszcze raz do brata i zniknęła w czerwonym dymie.

Pojawiła się on ze 20 metrów nad obozem - no...nawet nieźle sobie radzą - mruknęła patrząc na zorganizowaną pracę swoich byłych barci i siostry.
- Nie mniej jakaś pomoc im się przyda - stwierdziła, wygrzebując z kieszeni małą złota kuleczkę i rzuciła ją na obóz. Nie trafiła na szczęście nikogo w głowę ale spadła dokładnie przed siostrą Kitkarą, przez to Avalia wolała zrobić się niewidzialna aby nie stała się przypadkiem celem jakiś ataków.
Kitkara nie była co prawda w najlepszej kondycji, jak wszyscy zresztą ale podniosła ów kulkę. Kiedy jej dotknęła, poczuła przypływ sił, a gdy się rozejrzała, ujrzała złocistą novę rozchodzącą się po obozie. Niedługo później dostała raport, że u poszkodowanych, wszystkie większe rany zniknęły a ich prowiant się podwoił, no i każdy poczuł też przypływ sił.
- To im powinno na razie wystarczyć - stwierdziła z uśmiechem Avi i wróciła do świątyni, pojawiając się przed swoim bratem.
- Cała i zdrowa, nie masz się o co martwić...reszta w sumie też nie najgorzej się trzyma - powiedziała z uśmiechem do swojego brata - A...wybacz nie rozmawiałam z nią i jakoś jej nie powiedziałem tego co miałam, bynajmiej nie osobiscie.
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Ryuzaki Płeć:Mężczyzna
Smok Samurai


Dołączył: 12 Lis 2008
Skąd: nie wiem
Status: offline

Grupy:
Melior Absque Chrisma
PostWysłany: 26-12-2008, 23:29   

Ryuzaki spokojnie przysłuchiwał się wszystkim raportom. Nie zdążył się zbytnio zżyć z nikim z bractwa, więc wieści oo problemach zdrowotnych Kitkary mało go przejęły. Siedział niemal bez ruchu w swoim fotelu i tylko co jakiś czas przechyl puchar z winem. Gdy Kic zapytał go o szkolenie rekrutów poprawił swoją pozycję w fotelu, wyjął i nabił spokojnie fajkę i dopiero gdy skończył ten rytuał odezwał się:
- Nieudacznicy - rzucił mimochodem i dalej palił
- A mógłbyś nas zaszczycić dokładniejszym wytłumaczeniem?
- Po co? - odpowiedział zdziwiony Ryu - Uważam ich za nieudaczników i tyle. Na pierwszych zajęciach trzem złamałem ręce, jeden postrzelił się w stopę, inny omyłkowo wbił jednemu Akolicie miecz w szyję. Mam tak wymieniać dalej? Czego innego sie spodziewałeś po rekrutach zebranych przy stoisku z darmowym alkoholem na dożynkach w zeszłym tygodniu? Zgłosili sie głównie ci co byli za słabi, lub za tepi żeby samemu sobie ukraść dzbanek gorzały.
- Słuchaj no. - odpowiedział lekko podirytowany Patriarcha - Twoim zadaniem jest szkolenie rekrutów. Mógłbym ci dostarczyć bandę inwalidów z niedorozwojem umysłowym, ale Ty i tak powinieneś zrobić z nich przykładowych wojowników w imieniu Sprawy!
- Zaraz, zaraz! Wasza najwyższa patriarchowość - odpowiedział ironicznie, jednocześnie stając na baczność i salutując - To banda niedołęgów, nieudaczników i prostych wieśniaków... fakt. Tyle tylko, ze ja nie powiedziałem, że sytuacja jest beznadziejna. Nie jedną osobę już wyszkoliłem na mistrza. Faktycznie czasami jednak zdąży się ktoś kto po prostu stworzony do służby wojskowej nie był - w tym momencie rzucił spojrzeniem w stronę Kica, którego w zamierzchłych czasach próbował podszkolić w fechtunku - ale jednak czuję, ze większość z nich przerobię w pierwszej klasy piechurów.
- Ile potrzebujesz czasu?
- Dostałem dzisiaj wiadomość od Waldasa Mocarnego. Neandertalczyk prowadzi szkołę przetrwania w Wilczych Górach. Uznałem, że nie ma sensu męczyć się z tymi wymoczkami samemu. Pierwsza grupa 50 rekrutów wróci od niego nad ranem. Chłopak przez miesiąc torturuje tych biedaków, ale każdy który wróci żywy jest świetnie przygotowany wytrzymałościowo i siłowo. Co miesiąc będę wysyłał mu nowych ludzi a on odsyłał mi poprzednią grupę abym ja zajął się ich przygotowaniem taktycznym i technicznym
- Znaczy się.... on odwala brudną robotę. On odsiewa niedoróbków i tak dalej a Ty dostajesz bandę wyćwiczonych i sprawnych ludzi których po prostu nauczysz nosić zbroję i machać żelazem? - skomentował sytuację Costly
- I? Tak jest szybciej, sprawniej, lepiej i co najważniejsze, ja nie muszę się napracować podwójnie. Moim skromnym zdaniem idealny układ. Teraz wybaczcie mi przyjaciele, ale czekają mnie ważne obowiązki - Ryuzaki ukłonił się i wyszedł.

- "Pogoda była nienaganna, a tytoń w fajce pierwszej jakości.... Kto przy zdrowych zmysłach nie udałby, ze pracuje i nie wymknął się do ogrodu aby sobie posiedzieć.... Tylko jakiegoś towarzystwa brakuje." - pomyślał Ryu paląc fajkę w ogrodzie

_________________
10 razy upaść, 11 razy wstać...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
7793866
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 31 z 70 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 30, 31, 32 ... 68, 69, 70  Następny
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Możesz ściągać załączniki
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group