FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 14, 15, 16  Następny
  Pan przemian(quest)
Wersja do druku
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 22-05-2004, 18:48   

Shinma rozejżał się, nikogo nie było, z ręki spłynęło mu ostrze rozświetlając pomieszczenie, rozejżał się nic tylko kawałek kajdan spływający z ręki z Reaverem. Legendarny zamek lorda Przemian, pułapka mająca na celu osłabienie woli ofiary. Kajdany były napięte jednak na drugim ich końcu niczego nie było. Shinma szarpnął kajdany, Xellas skulona na ziemi poczuła szarpnięcie jednak zbyt się bała by zareagować.
Usta kapłana wykrzywił śmiech, Reraver przebił jego ciało, jednak zbyt szybko Zegis wyjął ostrze, jego dusza powędrowała do spektralu. Znajdował się teraz w błękitnym pokoju, zamieszkanym przez jakiegoś wampirzego ducha. Kilka ciosów i jego dusza została kolejnym posiłkiem shinmy. Iluzja nękająca Xellas zgasa w chwili gdy Zegis skończył posiłek, tymczasem w innej części Star uporał się z iluzją miliarda ludzi nazywających go jaszczurką i śpieszył z pomocą Kainowi uciekającemu przed iluzją Elen...
Gdzieś w innej części zamku Rycerz rzucił się całym ciałem na swojego stwórcę.
-Demonie co ty mi zrobiłeś?
-Sam jesteś demonem... - zaczął tkać zaklęcie, po chwili Mikołaj uklęknął oddając niemal boską cześć własnemu stwórcy...
Przejdź na dół Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 22-05-2004, 19:09   

Tymczasem Chimi starała się przekonać Axe, zeby ruszyć na pomoc swym przyjaciołom.
Ch:Ale...
A:Mówiłam przecież, że każdy sam musi rozpoznać iluzję!!! Bez tego nie ma wyjścia!!!
Ch:Kłamiesz! Przecież ja sama nie rozpoznałam...T_T I przez to mam spaprany ogon...><
Axe stropiła się. Faktycznie "lekko" naciągała fakty. Ale odkąd była koło tamtego mrocznego lasu zachowywała się dziwnie.
Ch:Czemu nie chcesz im pomóc!!!?
A:Bo troszczę się tylko o własną skórę!><
Ch:Fajnie wiedzieć!!!>< Idziemy czy tego chcesz czy nie! A jak mi nie pomożesz sama pójdę.-odwróciła się i zrobiła krok. Odwróciła się ponownie i złapała Axe za ogon- Albo nie. I tak pójdziesz ze mną!!!
Weszły frontowymi drzwiami, które lekko się otworzyły. Ponownie powiał wiatr, ale na Chimi i Axe, które wiedziały już jak się zachowywać nie zrobił wrażenia.
Ch:XELLAS!!!!ZEGIS!!!! KAIN!!! Gdzie oni się podziali?- wyjęła kulę i spojrzała. Zobaczyła kulącą się Xellas, biegnącego Stara i uciekającego Kaina. Ale shnimy i Elen nie widziała.
Ch:Dziwne...nie ważne, prowadź -Xellas.
W kuli pojawiła się mapka. Chimi poszła prosto korytarzem, skręciła w lewo, weszła schodami na górę, ponownie skręciła w lewo i znalazła się w korytarzu gdzie było mnóstwo drzwi. Odliczyła piśte po prawej i nacisnęła klamkę. Nic. Ze złością kopnęła nieustępliwe drzwi. Te lekko zajęczały i uchyliły się. Zobaczyła klęczącą Xellas.
Ch:Xellas, żyjesz?!?!
Ale Xellas jej nie słyszała, ani nie widziała. Ciągle była poddana iluzji.
A:Tak jej nie obudzisz! Ja musiałam użyć specjalnych mocy żeby do ciebie przemówić.
Ch:To weź ją obudź!!!
A:Ciężkie jest życie demona...
Axe próbowała obudzić Xellas. Powoli do wampirzycy docierały pojedyncze słowa wypowiadane przed demonkę i Chimerię...

Ej, kompanija! Zostawcie dla mnie taką sytuację, że jesteśmy w mrocznym lesie, oki?>)
Nie zdążę dziś o tym napisać, ale jutro!>)
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 22-05-2004, 20:24   

współczuje tym którzy to czytają^^'''

Do Xellas docierały słowa mimo, że iluzja została zdjęta ona nadal byla pod jej wplywem, Chimi i Axe wolały do niej, ich głos byl jakby z oddali. W tym momęcie pojawił się Zegis. Przykląkł obok nie był skuty kajdanami.
Ch:Xellas!!
A:Hej to była tylko iluzja!
Xellas spojrzała na nich błędnym wzrokiem. Zatrzymała wzrok na shinmie, złapała go za peleryne i przyciągneła kurczowo do siebie.
-Nie zostawiaj mnie wiecej...-rozpłakała się-Nie chce być sama...
Zapanowała cisza.
Tymczasem w innej komnacie.
-Panie co mam dla Ciebie zrobić?
-Zabij intruzów
-Tak Panie!
-Albo nie! Przyprowadź ich żywych.
-A jesli się nie da?
-Wtedy zabji
To co wcześniej bylo rycerzem wyszło.
-Co zamierzasz?
-Tacy sprzymierzeńcy...
Obaj demonicznie sie uśmiechneli, pająk zaklekotał...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 23-05-2004, 18:13   

Xellas w końcu spojrzała na wszystkich zebranych przytomnie.
X:To wy...JAK ŚMIELIŚCIE MNIE ZOSTAWIĆ SAMĄ?!?!?!
A:To było złudzenie wampirzyco.
X:Tak?!?! To czemu cię nie widziałam, Zegis?!?!?Jakie to było straaaasznee!!!!!!- złapała Zegisa za szyję.- Buhuu...nie róbcie tak więcej. Chimi rozkuj mnie...
Ch:Jasne^^""""""""- zdięła kajdanki i schowała do kieszeni.
X:Chimi, to moje kajdanki.T_T
Ch:^_^"""" Hehehe... myślisz?
Przez drzwi wpadł Star z Kainem.
S:Spadamy bo "ktoś" nas szuka...
X:Macie Elen?
K:Nie..
X:To na o czekasz?!?!?!!??-ryknęła.
Kain pobiegł do pokoju gdzie uwięziona była Elen. Wpadł do pomieszczenia i zobaczył małą, która płakała.
K:Co jest mała???
E:Wujek!!! Pomocy!!!
K:Co się dzieje?
E:Mama robi się w owsiankę!!!
K:...Buahahaha!!!!! Choć mała.- zabrał ją i dołączył do innych. Patrząc na Xellas cały czas się śmiał.
X:Czego?><
K:Nigdy nie rób małej owsianki!Buahahaha!!!
X:Zaraz zarobisz...= ="""

Pędem wbiegli do ciemnego lasu.
Ch:Jakiś dziwny ten las.Czuć w nie coś...
X:Innego?
Ch:Czujesz?
X:Mhm.Coś mi krwią tu pachnie...
Chimi wzdrygnęła się.
Atis:Może się tu zatrzymamy?
K:Po co?T_T
Atis:Te las będzie się ciągnął jeszcze bardzo długo. A tu jest w miarę jasno i...
K:Ma wymagania...= =""""
Zgodnie z prośbą Atisa zatrzymali się na chwilę. Xellas z Chimi usiadły przy dużym gazie, a Zegis, Kain i Star jak zwykle usiadli na uboczu. Tymczasem Atis odszedł kawałek z nożem w ręku. Podszedł do tęgiego drzewa i wbił ostrze w korę. Zaczął wypisywać :"X + A=..." Z nacięć w drzewie zaczęła wypływać krew. Ludzka krew. Drzewo niespokojnie zaszumiało i objęło gałęzią Atisa, poczym uniosło go do góry.
A:AAA!!!! Pomocy!!! Xellaś!!!
Zwabiona krzykami przybiegła reszta ekipy.
A:Dlaczego od razu wszystcy????- zachlipał.
Ch:Co do...
A:To mnie zaraz zmiażdży!!!!
X:Nie ma czasu Chimi!
Xellas dobyła swoich wachlarzy.
A:Xellas pomóż mi!!!#>_<#
Xellas skoczyła ku Atisowi, który znajdował się teraz dość wysoko. Chimi złapała za swój miecz i podbiegła do pnia.
Star(leżący pod świerkiem):Po co ona tak skaczą zamiast po prostu wysadzić drzewo?
K:Nie zrozumiesz kobiet.- rzekł z miną znawcy.
Z:Bywa...
Xellas skakała po gałęziach szukając dogodnej sytuacji na odcięcie Atisa.
Chimi miała właśnie zamachnąć się na sęk w pniu gdy przeszkodził jej czyjś głos.
-Nie rób tego!!!!
Chimi zatrzymała ostrze i ze zdumieniem spojrzała na właściciela głosu.
Elen(siedząca na kolanach Kaina):Kotek!!!^_^
K:Oj, nie Elen...to nie kotek...^^""""""""
Ch:SKUNKS!!!!!!!- odskoczyła.
Xellas spojrzawszy na skunksa zachwiała się z wrażenia. Zegis, Star i Kain zdumieli się.
Drzewo przestało szumieć.
Ch:Czemu to gada?!?!
Sk:Nie zabijajcie go!!!
X:Niech puści Atisa!!!
Sk:Holdorn!uść tego człowieka!
Drzewo rozluźniło uścisk i Atis z głośno spadł na ziemię. Xellas lekko zeskoczyła i stanęła koło Chimi.
Ch:Rozumiem, że Axe jako zwierzątko może gadać, ale skunks?!?!
A:Ja ci dam zwierzątko!>_<****
Ch:Zamknij się. Lepiej skunksie wyjaśnij, czemu gadasz?
X:I czemu z drzewa laeciała ldzka krew?
Sk:Nie nazywajcie mnie skunksem...proszę...T_T. Nazywam się Mebor i byłem człowiekiem.Ten las...tu było kiedyś miasto. Ale przybyła do nas jakaś dziwna istota i pozamieniał nas w chimery. Ohydztwo!
Ch:Spadaj!><****
X:Wyglądacie jak zwykłe zwierzęta. Żadnych innych zmian.
Z:Las był przykrywką...
Sk:Tu było całe miasto!!!!!Buhu... To..-wskazał na drzewo- To mój przyjaciel Holdorn. A ten głupiec..-wskazuje na Atisa- poranił go!!!!
Kain wybuchł śmiechem.
Ch:= ="" Ten to zawsze swoje...
X:To dlatego cały czas czułam zapach krwi.
Sk:Toż mówię...>< Cały ten las to ludzie pozamieniani w zwierzęta i rośliny!!!
Z ciemnych zakątków zaczęły wyłaniać się zwierzęce głowy.
Ch:Jaki słodki!!!- krzyknęła i podbbiegła do małego, szarego królika.
Sk:To nasz rzeźnik...
Ch:A fe!- rzuciła królikiem za siebie.
Kain:Uważaj gdzie rzucasz rzeźnikami, tfu! królikami, tfu! chimerami!!!!
Ch:Zły nawyk...^^
S:A możeby tak obiad?>)
Królik: Łaa!!! Zostaw mnie!!!- i uciekł z cichym piskiem.
S:Dość tchórzliwy jak na rzeźnika...
Sk:Widzę, ze jesteście magami...
Kain patrząc na Atisa znów buchnął śmiechem.
Sk:Pomóżcie nam wrócić do poprzedniej postaci!!!
Ch:Cały las????0_o
Z:Obawiam się, że takim czasem nie dysponujemy...
Kain ponownie buchnął śmiechem.
X:Co tym razem, ułomny człowieku!?!?!?!?><
K:No..bo.. he he..ona..-wskazał na Chimi- Powinna czuć się tu...jak w domu...buahahaha!!!!!
Ch:Co?
K:To las chimer, nie? Pasujesz tu jak ulał!!!Buahahahaha!!!!XDDDDD
Ch:T_T""" Doprawdy zabawne...Jeszcze jedna tego typu uwaga i bez ogródek dostaniesz w facjatę!!!!Ostrzegam! Ja ni jestem Atis, że można mną pomiatać!
Xellas szeptem:Biedny Atis^^"""""
K:Buahahaha!!!!!
S:Hihihihihihi!!!!
Ch:Wrr...Zegis...T_T..nawet ty rzeciwko mnie?
Shinma obrócił się plecami do zebranych, ale widać było, że powstrzymuje się od śmiechu.
Z kieszeni Chimi wyfrunęła Axe.
A:Bardzo dobrze Kain, badzo dobrze!!!!!!XDDD
Ch:Wielkie dzięki...= ="""""""" Xellas!!!! Nawet ty?!?!?
X:Jja...pf... nie...pff... ^_^
Zrezygnowana chimerka usiadła na kamieniu i wyjęła z kieszeni płaszcza mały, ciemny woreczek/
A:Co robisz paszkwilu?- spytała zaglądając Chimi przez ramię.
Ch:>_<****** "Laleczkę". A ty się nie odzywaj demonie od siedmiu boleści.
Wyjęła igłę i nitkę, którą nigdy się nie rozstawała i oddała się zszywaniu szmatek.
X:A..pf..kto to będzie?
Ch:Jeszcze nie wiem, ale będzie go bolało...>_<*****
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 25-05-2004, 06:11   

X:Jak to się stało, że tak duży obszar został przemieniony? I dlaczego nie widać tu żadnych domów?
M:Nie wiemT_T Ten mag...Infernal robił jakieś eksperymenty, a my głupi nie przeszkadzaliśmy mu w tymT_T
Reszta druzynki nie zwracała uwagi na Chimi, do której teraz podeszła Elen.
E:Ciocia co szyjesz?
Ch:Nic!O_O!-chytry uśmieszek-lalę dla ciebie^^Zobacz jaka ładna^^
E:Super!! Jak wujek Kain!!
Ch:Masz pobaw się nią^^ przytulaj ją z całej siły>)
Z:Nie wiem czy da się pomóc takiej ilości osób
X:Przemienił tyle ludzi w tak krótkim czasie...musiał użyć jakiegoś wzmacniacza...
M:My nic na ten temat nie wiemy musicie sami to sprawdzić
S:My nic nie musimy! Po co wogóle się tu zatrzymaliśmy?
Star dostał po głowie pierwszą rzeczą którą Xellas miała pod ręką- wilką grubą gałęzią.
S:T_T Za co?
X:Za bzdury ktore gadasz! A ile dostaniemy za pomoc?
All:_-_ Xellas!!!!
M:-_-''' Nic nie mamy:( w naszym mieście była tylko biblioteka
X:Świetnie to wezmę sobie te książki które mi się spodobają^^ Umowa stoi^^
All:-_-'''
W tym momęcie usłyszeli kroki, z krzaków wyłonił się cień...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 26-05-2004, 14:46   

Z cienia wyszedł jedynie niedźwiedź.
N:Byłem tu burmistrzem...-chlipnął.
X:E...i jak można wam pomóc???
N:A skąd my mamy to wiedzieć?
<gleba>
X:No...przecież...
S:To wy macie się dowiedzieć.
K:Banał!Buahaha... Wystarczy zabić...
<ŁUP!!!!> <-Axe uderzyła go bojowym wałkiem.
A:Dureń...oszalałeś? Zabicie sprawcy całego tego zamieszania nic nie da. A kto wie czy na zawsze nie utrwali formy tych istot.- powiedziała lekko uderzając wałkiem o swoją dłoń.
Z:Może mieć rację...- mruknął.
K:Au!Au!Au!
Ch:Należało ci się!>) Bardzo dobrze Axe!
S:T_T"""
K:Ale przecież...
Nagle czarna kropla spadła na czoło Kaina.
K:Fu...paskudne ptaszyska!!!!>< - wytarł rękawem ciecz.
Ch:Buahaha!!!!
All: XDDD
Nagle Kain wstał.
A:Chłopiec się zdenerwował!XD -zakpiła demonica.Wtedy Kain, ruchem wręcz niewidzialnym złapał demonkę. Zmieściła mu się w dłoni.
A:Puść mnie matole!!!!
Kain uśmiechnął się szaleńczo i ścisnął dłoń. Nagle poczuł pustkę. Otworzył dłoń- demonki nie było. Pojawiła się za plecami Chimi i zaczęła jej coś szeptać.
Ch:CO?!?!?! Zgrywasz się!
Axe potrząsnęła głową i zaszyła się w kieszeni płaszcza Chimerii.
Chimi spojrzała na Kaina. Już wiedział. Skoczył ku Chimi.
Ch:Ła!- odskoczyła- Xellas!!!!
X:Kain!Uspokój się już!
Kain zwrócił twarz ku Xellas- w oczach było same białko.
X:Kain?
Ch:Xellas!!!! On został opętany!!!!!
Kain wskoczył na drzewo i stanął. I jak stał tak chwilę. Nieruchomo. Gdy zza drzew wyszedł Zephon w towarzystwie Infernala.
X:Wy!!!
I:Jak wam się podoba? W moim lesie?
Ch:Raczej nie wysiliłeś się na specjalną dekorację.><
I:A ludzie-zwierzęta to nie dekoracja?
Ch:No raczej nie.>_<***
X:Coś ty zrobił Kainowi!!!!!
I:Temu? On jest moi pionkiem.-zaśmiał się- Tak jak niedługo wy.
Ch:A on ci po co? To patałach...
Kain zasyczał.
I:Jedynym godnym współpracownikiem jest Zephon...
X:Łgarz!!!
I:Co?
X:ty stworzyłeś Zephona. I ja to wiem...
I:Nie.
X:Tak!
Ch:A nam nie powiedziałaś...= =
X:Miałam powiedzieć, ale jakoś tak nie wyszło#^^#""""""
I:Kain...bierz ich!!!!!!!!


I nie zauważyli jak nad ich głowami przeleciał czarny kruk...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 28-05-2004, 21:22   

No to teraz Chimi niechcący wyrwałaś mi pomysł na następną przygodę...

Kain wyciągnął Reavera* z pochwy na plecach i zaatakował Atisa. Shinma w ostatniej chwili zablokował cios przyjaciela własnym widmowym Reaverem. Chwilę mocowali się po czym odskoczyli, gdy znów zerwali się do ataku, nawzajem złapali rękę w której przeciwnik trzymał miecz. Z widmowego ostrza, spływającego z prawej ręki shinmy przepłynęło kilka błyskawic na lewą rękę przeciwnika. Kain nic nie poczuł, jednak ładunek przeszedł przez jego tors i prawą rękę do czaszki wyrzeźbionej przy rękojeści Reavera. Zegis opadł z sił i zaczął lekko zanikać, zaś oczodoły czaszki z Reavera zaczęły płonąć lazurem. Gdy kapłan już prawie zniknął ktoś przeszył go strzałą. Oczy wszystkich skierowały się w stronę z której wyleciała strzała. Jakiaś kobieta** stała na gałęzi drzewa, naciągała cięciwe przygotowywując się do kolejnego strzału. Strar lewitujący za nią wrzasnął:
-Zabijcie go idioci!!
- Jak ty się do nas odzywasz? - oburzyła się Chimi.
Atisowi jednak nie trzeba było dwa razy powtarzać, odrazu przebił gardło zanikającemu shinmie który zniknął w prawie przeźroczystym małym wybuchu lazuru...
-Czemu kazałeś go zabić? - ton Xellas nie wróźył niczego dobrego.
-To prostę... ten prawdziwy kuty z żelaza Reaver od jakiegoś czasu pragnie jego duszy... - Kain był wyraźnie zadowolony z tymczasowej śmierci Shinmy. - Co powoduje że w walce 1 na 1 raczej ze mną nie wygra...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 29-05-2004, 22:20   

Zapadła cisza. Chimi zaczeła się wycofywać. Ale Kain to zauwarzył i zaatakował. Xellas błyskawicznie wyciagneła wachlarze i zasłoniła ją.
-...Zegis..-Xellas zacisneła powieki-...Chimi uciekaj ja go zatrzymam!
-Ale..
-Bierz Elen i zwiewaj!!!!
Chimi jeszcze raz spojrzała na nią i wtedy zobaczyła o co chodziło. Oczy Xellas juz przybrały barwę krwi, a źrenice zwężyły się jak u kota.
-Uciekaj!! Star zabierz je!!
-Ja to zrobię-kobieta zeskoczyła z drzewa i złapała Chimi za ręke-on niech ci pomoże, ty też chodź!- drugą ręką złapała Atisa i znikneli.
-Dość tego Kain pozbąź się ich!!
Kain zaatakował znowu. Tym razem siła uderzenia odrzuciła Xellas kilka metrów do tyłu.
-"Pozwól mi!!"
-Nie!
-"Tak!! Niech pożałuje tego co zrobił shinmie!!"
-...Zegis-po jej twarzy przebiegł skurcz żalu-..dobrze! BIERZ GO!
-"Słuszna decyzja:)"
Xellas zmieniła się w wampira.
-Nie dasz mu rady!-krzyknął Star, ale Kain zdążył już zaatakować, szybko zranił Xopy, złapała się za ramie, Kain właśnie miał zadać cięcie w serce, kidedy Star udeżył go jakimś zaklęciem. Xopy nie miała z nim szans.
-Przepraszam Cię^^muszę to zrobić, nie dam inaczej rady.
-"Xopy nie!!!!"
-Star zatrzymaj go przez chwilę!
-Łatwo ci mówić!
Xopy staneła w miejscu i zaczeła emanować czerwono fioletowym światłem. Wyrosły jej nieproporcjonalnie duże skrzydła, a chwilę potem nastąpił blask gdy wreszcie mozna było patrzec na miejscu gdzie była Xopy stała smokopodobna bestia.
Infernal: O_O Co to jest?
Zephon: Nie wiem!
-"Star zatkaj uszy"
Bestia otworzyła pysk i wydała dźwięk, infradźwięk.
Infernal, Zphon, Kain i Star padli na ziemię.
All: Aaaaa!!!!!!
Ich głowy rozrywało od środka, dźwięk był nie do wytrzymania.
Nagle Star poczół, że nie słyszy nic, w jego głowie zabrzmiał głos
-"zajmij się Kainem"

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Serika Płeć:Kobieta


Dołączyła: 22 Sie 2002
Skąd: Warszawa
Status: offline

Grupy:
Tajna Loża Knujów
WIP
PostWysłany: 01-06-2004, 23:28   

Ależ ambitnego posta napisałam... _^_ Ale poczułam się kopnięta :P I może kiedyś powinnam wreszcie napisać opis postaci? ^^" Ogólny multiświatowy byłby trochę inny, ten jest trochę bardziej przepakowany - ale trzeba się było dostosować. Za to teraz naprawdę mamy problem :P

Serika w tym czasie zdążyła 10 razy rozejrzeć się po mieście i okolicach, spróbować wszystkich specjałów tutejszej kuchni (z czego jakieś 30% okazało się zdecydowanie niejadalne), odprawić kilka rytuałów mających dać jej odpowiedź na pytanie "co tu się u licha dzieje" i będących niesamowicie więc nieskutecznymi, a po stwierdzeniu tego faktu obalić z miejscowym najwyższym kapłanem 3 butelki miejscowej wódy. W tajemnicy przed Boginią, Małym i wszelkimi innymi siłami wyższymi, oczywiście. Kapłan okazał się zadziwiająco odporny na działanie związków węgla i wodoru z podczepioną grupą -OH. Xai, żeby było śmieszniej, nie - ale żadna zabawa, jeśli może wytrzeźwieć na zawołanie!

O tak, wbrew pozorom brak wieści to NIE SĄ dobre wieści. Zwłaszcza, jeśli rytuały powinny zadziałać. Powinnny oczywiście pod warunkiem, że nikt nie postawił skutecznej bariery rozpraszającej wszelkie regularne układy magii w okolicy. Dokładnie na to wyglądało... Nie dość, że ktoś kombinował z układem mocy, to jeszcze skutecznie to maskował. Niedobrze. Bardzo niedobrze...

Maszerowali leśną ścieżką w kierunku miejsca, o którym krążyło parę legend. Nasłuchali ich się już tyle, że wystarczyłoby na spisanie kolejnej wersji "Baśni tysiąca i jednej nocy" (no, może tej okrojonej, przyzwoitej wersji), ale jak dotąd większość okazywała się wyssanymi z palca bzdurami na poziomie objawienia Bogini na szybie w karczmie (tam to dopiero były tłumy!). Teraz zapowiadała sie miła wycieczka do klasu i z powrotem.

- Nie możesz sobie po prostu darować? - westchnął Xai.
- Nie mogę.
- Sama powtarzasz, że to nie twój rewir. Więc co cię obchodzi!?
- Za blisko mojego.
- To się nazywają wysokie pobudki... ^^"
- A co, myślałeś, że bym się tu tłukła, gdyby to nie była moja sprawa?
- Tego się można było spodziewać.
- Sorry, co za dużo altruizmu, to niezdrowo. Mam wystarczająco dużo własnych spraw na głowie, żeby wtrącać się w cudze - ale bawiąca się gdzieś w sąsiedztwie bestia chaosu, o której nic nie wiem, to wystarczający impuls, żebym ruszyła z domu leniwy tyłek. Choćby po to, żeby dowiedzieć się, która to.
- Czy wy przypadkiem nie powinniście współpracować? ^^"
- Powinniśmy. To jest właściwe słowo. Dzieci chaosu jako organ kontrolny, bestie jako wykonawczy... Czyli niszczący wszystko, co nie pasuje do porządku świata. Nie mam pojęcia, co za kretyn stwarzał wszechświat... - -" Ciekawe, na jakiej podstawie sądził, że istoty, których jedynym celem jest destrukcja, będą grzecznie czekać na pozwolenie...
- Ale niektóre...
- Ale niektóre nie! I w tym problem. Wyeliminowały przypisanych im partnerów i świetnie się bawią... Mogłyby być przynajmniej głupsze, skoro to nie one miały myśleć... Swoją drogą jak już to cholerstwo znajdziemy, będzie niezła zabawa z przekonywaniem go, żeby sobie poszo gdzie indziej...
- W zasadzie na jakiej podstawie sądzisz, że to bestia? A nie na przykład jakiś szurnięty czarnoksiężnik, któremu udało się dogrzebać do magii chaosu?
- Nazwij to kobiecą intuicją... Ał!
Serika wylądowała tyłkiem na ziemi. Kobieta ciągnąca za sobą Chimi i Atisa, która nagle wyłoniła się z njbliższych zarośli, również.
- Uważajcie, jak chodzicie! - krzyknęła. - O... Znowu wy? - wyszczerzyła sie w uśmiechu na widok Chimi. - Co robicie? Przyszliście na grzyby?
- Nie gadaj, tylko uciekaj!
- Ale... Co sie stało? ^^"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź blog autora
 
Numer Gadu-Gadu
1051667
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 03-06-2004, 12:38   

Serika's return! XD
-Nie teraz!!! Później!!! Chodźcie!!!- Chimi złapała Serikę za rękę i pociągnęła za sobą.
-A...ale o co chodzi???
-Zaraz wam powiem!
Biegli jakiś czas. Panującą między nimi ciszę przerywał co chwilę Xai, który uporczywie dręczył Chimi jednym i tym samym pytaniem. Po półgodzinie zwolnili nieco. Dopiero jak minęła pełna godzina zaszli do niewielkiej karczmy. Usiedli przy stoliku.
-Więc?
Chimi w skrócie opowiedziała wydarzenia, które Serika z Xai'em przegapili.
-No i Xellas zaczęła się przemieniać. -jednym tchem dokończyła.-Mam już "małe"doświadczenie i wiem, że w takich momentach lepiej być z daleka. Jakoś sobie poradzi...-powiedziała niepewnie patrząc za okno.
-Co z tą herbatą?-warknęła Serika i zacisnęła dłoń na łyżce.
-Nie zginaj jej bo czym pomieszasz?- powiedział Xai.
-Idź ty...
-Xai, jak dawno zamówiłeś herbatę?- przerwała kłótnię Chimi.
-Ja??? Ty miałaś zamówić!
- = =""" No to wiadomo czemu nie ma herbaty...Xai...T_T
Serika spojrzała morderczym wzrokiem na Xai'a.
-To nie ja miałem zamówić!!! Ona!-wskazał palcem na Chimi.
-Spadaj...T_T* I nie pokazuj palcami.
- __-__"
-To ja pójdę i zamówię...-ciężko wstał Atis i poasadził Elen w fotelu obok.
-Ale po herbatę i spowrotem!- krzyknęła za nim Chimi- Żeby zaraz nie chciał wracać do Xellas i ją ratować, bo tylko by przeszkadzał.- wyjaśniła po chwili.
-Narwany jakiś...-zauważył Xai.
-Nie odzywaj się.-fuknęła Serika.
Po chwili przyniesiono herbatkę po czym zapadła cisza przerywana łyknięciami i siorbaniami.
-Xai, gdzie idziesz?-spytała CHimi gdy demon wstał.
-Nigdzie. Zaraz wracam...
-Herbatka?- z kieszeni Chimi wyfrunęła Axe -Witam nowoprzybyłych.- rzekła i stanęła koło kubka Xai'a. Był jej wielkości więc trochę za duży. WYczarowała sobie dużą słomkę i usiadła na brzegu. Umoczyła koniec słomki w herbacie i pociągnęła tęgi łyk.
-Jakby nie było łatwiej zmienić rozmiar...-mruknęła Chimi.
-Nie lubię być większa!!!- warknęła Axe i znów pociągnęła.
-Bo wtedy musisz sama chodzić, a tak to ja cię noszę...T_T
-Dużo pija jak na taką małą...-stwierdziła Serika zaglądając do kubka.
-Wiesz...to już nałóg^^- powiedziała Chimi.
-Spadaj...-warknęła Axe i zeszła z kubka.
-Jak myślisz?-zaczęła Serika i spojrzała w okno- Co tam oni teraz robią?
-E, Xellas się pewnie dobrze bawi....-mruknęła Chimi i dopiła herbatę.-Zatrzymamy się tu na dłużej, co?
Nie była pewna tego co mówi. Nawet nie wiedziała czemu tak powiedziała. Przecież nie wiedziała co grozi przyjaciółce.Chciała iść do niej, ale ufała, że Xellas wiedziała co robi każąc im odejść. Mimo wszystko obawiała się.
Właściciel rozpalił ogień w kominku. Ani się obejrzeli jak zapadła ciemna noc. Ogień wesoło trzaskał w kominku i wszyscy lekko przysypiali. Axe na kolanach Chimi,która siedziała przy kominku, Serika w fotelu i Xai przy stole. Mała Elen leżała w łóżku.
-Ciekawe co oni...-mruknęła Chimi przez sen i założyła ręce za głowę. Po chwili, widziała we śnie Xellas przemieniającą się w wampira. Widziała Kaina, który atakował ją . Widziała Zephona rzucającego jakiś czar.Dalej obraz był lekko zamazany. Słyszała jedynie krzyk Xellas. Co się tam mogło dziać? Nie zastanawiała się dłużej gdyż zapadła w mocniejszy sen. A jeśli była to wiadomość? Już nad tym nie rozważała. Było jej ciepło i dobrze. Nie miała się czym martwić. Xellas powinna sobie poradzić. Powinna... Ogień doskonale ogrzewał. Głowa opadła głębiej w poduszkę, Axe machnęła ogonkiem, Xai zachrapał...


Nie domyślali się nawet, że na dachu siedział czarny kruk, z oczami jak dwie iskry...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 04-06-2004, 10:28   

Seriś w końcu^^ a już chciałam interweniować:P
Kiedy część drużyny spała słodko przed kominkiem, druga część walczyła.
Dźwięki wydawane przez Xopy były na tyle uciążliwe, że uniemożliwiały jakiekolwiek próby ataku, czy chociażby ruchu, ale jeszcze nie na tyle silne by zabić. Star wstał z ziemi, otrzepał się i wtedy spostrzegł na swojej szyji medalion.
-To dzieki temu nie słysze tego wycia?
-"-_-'' Ja ci dam wycia! Nie gadaj zajmij się Kainem!"
-Phi!! Jaka niecierpilwa-ale posłusznie podszedł do wijącego sie z bólu przyjaciela.
-Co mam zrobić?
W tym samym czasie Zephon krzyknął o Infernala:
-Zabierz nas z tąd! Chrzań wampira!
Infernal odsłonił uszy, krzyknął z bólu i zasłonił znowu.
Xellas widząc ten ruch postanowiła spróbować i zmniejszyła natężenie dźwięku. Kiedy tylko dźwięk trochę ucichł Infernal zrobił ręką skomplikowany ciąg znaków i razem z Zephonem znikneli. Ale nadal trzeba było zabrać Kaina Star szamotał się z nim widać było że ndal jest pod wpływem czaru. Xellas wydała jeden bardzo ostry pisk i Kain stracił przytomność. Wróciła do poprzedniej postaci. Zachwiała się i podeszła do Stara klęczącego nad Kainem.
-Co z nim?
-Zemdlał, teraz czar powinien puścić, ale na wszelki wypadek zaprowadźmy go do Mirian
-Do kogo?
-No tej kobiety co zabrała tamtych
Star wziął na ręce Kaina, Xellas wróciła do normalnej postaci i zamierzali opuścić las. Nie zdawali sobie sprawy, że nie są jedynymi istotami w tym lesie. Nagle zza drzew wyleciała strzała. Xellas zrobiła błyskawiczny unik, ale strzała trafiła ją w ramie, za chwilę nadleciała następna, tym razem trafiła w brzuch równocześnie powalając na ziemie.
-Kyyaa!! Star uciekaj!
-Stać! Nigdzie nie idziecie!
Z cienia drzew wyszła ciemna bardzo wysoka, zakapturzona postać, która trzymała łuk wycelowany w Stara...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 04-06-2004, 12:10   

No nie moja wina, że mnie Xellas nie wtajemniczyła w to przedsięwzięcie. >< Policzymy się na privie!!!!!!><****
Ch:Ach!-Chimi poruszyła się tak gwałtownie, że zrzuciła z kolan Axe.
A:AU!!!! Co ty robisz idiotko!!?- spytała rozcierając głowę.
CH:Chy...chyba, wydawało mi się...
A:Co?><
CH:Że Xellas...
A:A ty swoje...ona sobie poradzi. WIem to.
Ch:Skąd?
A:...
Ch:A ja mam złe przeczucie. -wyjęła z kieszeni szklaną kulę i spojrzała. Zobaczyła wyżej opisany obrazek. Jej uwaga skupiła się na krwiwiącej Xellas.-Wiedziałam!- zeskoczyła z fotela nadeptując ogon demonce.
A:AUUU!!!!!-pisnęła.
Ch:Choć!-złapała jedną ręką płaszcz, a drugą Axe. W drzwiach zatrzymała się i obróciła. Wróciła do pomieszczenia i szturchnęła Serikę.
S:M...?-otworzyła lekko oczy.
Ch:Szybko, dobudzaj się i choć!! Xellas jest ranna.
S:CO?
Ch:A potem powiedz Xai'owi, zeby zaopiekował się Axe!!!- wyleciała jak strzała.
S:???- mimo wszystko wstała i podeszła do Xai'a.
Chimi szybko biegła. Xellas i napastnik byli strasznie daleko stąd. Co chwila wykorzystywała czary żeby tylko szybciej dotrzeć. Szklana kula wskazywała, że już nie daleko. Chimi musiała wybrać-albo drogę gęsto zatrośniętą przez kolczaste krzewy, lub dłuższą, ale czystszą. Wybór był oczywisty. Wybrała pierwszą. Nie mogła lecieć gdyż uderzyłaby o drzewa. Płaszcz poddarł się jej u dołu, a budy zostały przemoczone przez bagno, po którym szła. Teraz zaczęła się zastanawiać czy źle nie wybrała. Nie wiedziała jeszcze co zrobi, najwyżej będzie improwizować. W końcu nie od parady uczęszczała kiedyś do szkoły aktorskiej. ALe czy w tym wypadku taka umiejętność się przyda??? W końcu dotarła do miejsca zdarzenia. Cicho podeszła i zaczaiła się w krzakach.
Ch:Koszmarna sytuacja...-mruknęła do siebie. Przede wszystkim postanowiła nie robić głupstw. Najpierw trzeba zobaczyć co zrobi napastnik. Może dalej się nie posunie.
Axe zaczęła się jej szarpać w kieszeni.
CH:Cicho...błagam bądź cicho...- przytłumiła ją ręką. Najgorsze, że zakapturzony osobnik mógł ją usłyszeć. Nagle poczuła za sobą dziwne klikanie i chrobotanie spojrzała pod nogi. Mało nie krzyknęła. Jak najszybciej i najciszej wspięła się na drzewo i kurczowo się go trzymała.
A:Co jest?-syknęła demonka wystając z kieszeni Chimi.
Ch:Pa-pa-pa...pająki....-zapiszczała dziewczyna.
Nic więcej nie mogłam ;P
No i przy okazji witamy w zespole :)


Ostatnio zmieniony przez Chimeria dnia 04-06-2004, 14:43, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 04-06-2004, 12:28   

Za namową Xellas postanowiłem się przyłączyć. Mam nadzieję, że nikt nie ma nic przeciwko^^. Wielkie dzięki^^! Następnym razem cię uprzedzę;P.

Postać podeszła bliżej, nadal mierząć w Stara, spod kaptura można było zauważyć jej jedno oko, świecące jak u wilka. Ponownie się odezwała:

- Coś takiego. - zaczęła spokojnie. - Pierwszy raz widzę, by smok podróżował z wampirami. Chyba świat się kończy.
- Coś ty za jeden? - warknął smok. - Następnmy sługus Infernala?
- Bynajmniej. Jestem tylko zwykłym wędrowcem, który usłyszał koncert tej oto panienki i chciał zobaczyć co jest grane.
- To już widział co jest grane, więc niech spada. Bo jeszcze może oberwać.
- Smoki zazwyczaj są bardziej uprzejme.
- Nie jeśli ktoś uważa, że może im zrobić krzywdę zwykłą strzałą.

Dało się słyszeć coś jakby ciche parsknięcie, po czym postać puściła strzałę. Star bez trudu ją odbił zaklęciem, ale nim się zorientował przybysz trzymał mu miecz na gardle. Miecz z płomieniem pełzającym po ostrzu. W czasie biegu spadł postaci kaptur, ukazując niespecjalnie piękną, bo poznaczoną bliznami i paskudnie uśmiechniętą, twarz z opaską na lewym oku.

- Pokornie proszę o wybaczenie - zadrwił nieznajomy. - Mam nadzieję, że magiczny miecz nie uraża już smoczej dumy waćpana. A teraz spadaj, brzdącu, bo nie mam w zwyczaju zabijać smoków, chyba, że mnie wkurzysz.
- Czego chcesz? - spytała Xellas, mierząc go niespecjalnie miłym spojrzeniem. - Jeśli nie służysz Infernalowi, to co tu robisz i czego chcesz od nas?
- Od tego małego żeby się oddalił i nie próbował niczego głupiego - odparł przybysz nie zmieniając pozycji. - Od ciebie chciałbym, żebyś się nie ruszała, ale to chyba nie spotka się z twoją zgodą.
- To znaczy?
- To znaczy nie lubię wampirów. Dalszy ciąg możesz sobie dośpiewać. Byle nie tak potwornie fałszując jak przed chwilą.
- Rozumiem - Xellas uśmiechnęła się ponuro. Jej oczy zrobiły się na powrót czerwone a pazury wydłużyły się. - Star, zabierz Kaina. Ja się nim zajmę.
- Niby jak mam go zabrać skoro...!

Nie dostał odpowiedzi, bo Xellas rzuciła się na nieznajomego, ten zrobił unik, ale musiał puścić smoka. Nie pytając już o nic więcej, przyskoczył do Kaina i się odteleportował. Tymczasem Xellas ponowiła atak, ale zyskała tylko kolejną ranę.

- Nie radzę startować do mnie z pazurami - uśmiechnął się nieznajomy wampirofob. - Nie zdołasz sparować ciosu mieczem, za to możesz stracić rękę.
- Dzięki za radę - odparła półwapmirzyca, wyrywając z siebie strzały i wyjmując wachlarze. - Zobaczymy jak z tym sobie poradzisz.
- Zobaczymy. Szkoda, że nie miałem magicznych strzał, byłoby po robocie.
- Twój pech.

Ponownie Xellas zaatakowała, on znowu zrobił unik i ciął z boku. Tym razem sparowała cios wachlarzem i chciała uderzyć drugim, ale przeciwnik okazał się zbyt szybki i szybko uskoczył poza jej zasięg. Następnie sam ruszył do ataku i jego magiczny miecz zapłonął w zderzeniu z wachlarzami. Wtedy on zrobił obrót w bok, a Xellas, tracąc oparcie, runęła do przodu. W jego ręcę nie wiadomo kiedy pojawił się mały sztylet i natychmiast został wbity w bok przeciwniczki, która zawyła z bólu i padła na ziemie.

Nieznajomy popatrzył na Xellas dziwnym, wzrokiem.

- Dobra jesteś - stwierdził. - Nie lubię walczyć ze słabszymi, ale taki już mój los, nie mogę ryzykować. Na pocieszenie wiedz, że nie wiem czy pokonałbym cię, gdybyś była w pełnej formie. Nie, nie radzę tego wyjmować, to magiczny sztylet, tylko ja go mogę wyjąć bezboleśnie.
- Zamierzasz stać i gadać?
- Tak ci spieszno na tamten świat? Wedle woli.
- Hej ty! - ktoś ryknął. - Czekaj!

Ten moment wybrał na swoje wejście smoka pomiot, będący kiedyś Mikołajem. Siedział na gałęzi drzewa i gapił się na nich. Nieznajomy zmierzył go niezbyt miłym spojrzeniem, wreszcie zapytał:

- A ty czego? Jeśli chcesz oberwać to proszę bardzo. Dawno tak sie nie bawiłem.
- Mam rozkaz ją zabić.
- Aha. A jeśli ja ją zabiję to się nie będzie liczyło, racja?
- Racja.
- To choc ją weź - przybysz uśmiechnął się paskudnie - jeśli ją chcesz.
- Świetnie - westchnęła Xellas, siląc się na sarkazm. - Będzie się o mne biło dwóch spoconych samców.
- Świat jest pełen ironii - zauważył przybysz filozoficznie. Nagle jakby coś mu się coiś przypomniało. - Ty jesteś chimerą prawda? Coś słyszałem o tym, że jakieś cyrki się tu dzieją z chimerami. Chwilę - spochmurniał. - Więc ty jesteście wrogami? Czy to znaczy, że muszę się opowiedzieć po którejś ze stron?
- Nie. Masz się zdecydować, czy mi oddasz tą głupią wampirzycę, czy wolisz zginąc.
- Chcesz zabić bezbronną dziewczynę?
- Wampira.
- Ale płci żeńskiej.
- Tak! I co z tego do #$%^#@&*&*!?!
- Jeśli takie są sposoby działania waszej strony, to widać pisane mi było przyłączyć się do tamtych.
- Zachowujesz się jak dziecko - palnęła Xellas z obrzydzeniem.
- Trudno. Nie cierpię trzymać z wampirami, ale widać nie mam wyboru.
- Możesz się nie wtrącać!!! - ryknął eks-Mikołaj.
- Dość gadania, walczysz czy nie? Skoro jesteśmy sojusznikami, to wypadałby pomóc tej oto panience.
- Wypchaj się ze swoją pomocą!!!

EksMikołaj też się zdenerwował i rzucił w niego kulę energii. Ten bez trudu rozbił ją mieczem, nie doznając szwanku. Chimera zaczęła patrzeć na niego z nieco większą dozą szacunku. Magiczny miecz bynajmniej jej się nie podobał.

- Jeszcze się spotkamy - warknął i odleciał.

Nieznajomy parsknął ze wzgardą, po czym schował miecz i podszedł do półwampirzycy. Wyciągnął sztylet tak, że Xellas wcale nie poczuła, po czym zaczął ją krępować.

- Co ty robisz do diabła?!
- Mówiłem już. Póki co jesteśmy sojusznikami. Zabiorę cię...
- Mówiłam ci już, żebyś się wypchał z tym $%^%*^* sojuszem!!!
- Zabiorę cię do pobliskiej karczmy, -dokończył, nie przejmując się jej okrzykami ani trochę. - Może tam ktoś będzie cię umiał wyleczyć. A te magiczne sznury zagwarantują, że po drodze nic mi nie zrobisz.

Zanióśł ją do konia, który jak się okazało czekał za krzakami i przytroczył do czarnego ogiera, jakby była zwykłą sakwą. Następnie ruszył w stronę karczmy, gdzie reszta towarzystwa zdążyła już położyć się spać.

Nagle coś mu się przypomniało.

- A właśnie, zapomniałbym! Nazywam się Ysengrinn z Bad Altheide. A panienka?

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 07-06-2004, 16:32, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 04-06-2004, 15:37   

Tymczasem Yesn był nieświadomy że za jego koniem podążał mroczny wędrowiec, idąc przez płaszczyznę spektralną. Zatrzymał się po czym mruknął: "Chyba się zatrzymali" Usiadł gdzieś na jakimś kamieniu. -Czemu nie wrócisz? - usłyszał w głowie. Po tych słowach shinma użył glifu. Z jego ciała wyszła idealna kopia.
-Po co te pytania? Sam czujesz ile mocy straciłem... - ściągnął płaszcz był półprzeźroczysty i jakby zadymiony w środku.
-Taa... a ty nadal w tym chorym stroju... - wetschnął klon, po czym zmienił swój strój na lazurowe wdzianko z krótkim rękawkiem i nogawkami.
-Copy, nie jęcz tylko leć do nich trochę namieszać...
Copy zniknął z złośliwym uśmiechem, zaś wtedy shinma kożystając z dłuższej przerwy w wyprawie Ysena.

Te wydażenia były jednak tylko początkiem czegoś o wiele gorszego.
W gospodzie w której leżał chłopak, drzwi wyskoczyły z zawiasów pod wpływem zaklęcia. Do gospody wszedł a właściwie wskoczył ktoś kogo kiedyś zwano Mikołajem. Zaraz po nim weszli Infernal i Zephon. Kierowani jakimś dziwnym zewem odrazu ruszyli do pokoju w którym leżał ciągle nieprzytomny chłopak. Jego skóra była bielusieńka jak kreda zaś włosy miały dziwny metaliczny połysk. Stawał się chimerą. Infernal chciał położyć dłoń na jego twarzy, lecz błysnęło ostrze i jego dłoń padła na podłogę. Przy nim stała matka chłopaka dzierżąc miecz w dłoni, jego ostrze było już przy gardle Infernala. Znów błysnęło, tym razem na ziemie padło całe ciało... chyba kobiety, jednak shinma nie rozpoznał już czyje to ciało... wizja rozwiała się, zaś Zegis obudził się... obejżał dokładnie swoje ciało... już nie był przydymiony lecz nadal przeźroczysty... uśmiechnął się gdy wyczuł że Ysen i Xellas już ruszają...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 04-06-2004, 15:56   

CH:No ile mam cię jeszcze prosić???><
A:Sama je rozprosz. Ja nie chcę!><
Ch:Jeszcze się policzymy. Teraz nie ma czasu. To coś zabrało Xellas i diabeł jeden wie co może jej zrobić!
A:Hej...= ="""
Ch:Spadamy!
A:Tylko nie w dosłownym tego słowa znaczeniu!!!
Ch:Hop!- Chimi puściła drzewo, skoczyła na gałąź i odepchnęła się od niej. Spadając rzuciła zaklęcie, które pozwoliło na pozbycie się przynajmniej połowy paskudnych stworzeń.
Ch:No to idziemy.-powiedziała depcząc małe, włochate stworki. Ruszyła za koniem nieznajomego. Szli do karczmy. Czy wiedział, że tam są jej towarzysze??? Szedł tam specjalnie czy przypadkiem? Teraz nawet nie było to istotne.
Gdy doszli do chałupki, Ysen wziął Xellas i zaniusł do środka.
Posadził ją na fotelu.O dziwo, w karczmie nie było nikogo.
Ch: "Serika pewnie popędziła za mną, ale gdzie Xai i mała???"
Chimi skuliła się pod oknem i nasłuchiwała przytłumionych odgłosów rozmowy.
A:Idiotka...-fuknęła.
Ch:Cicho...
Rozmowa ucichła, a Chimi gdyby mogła zamordowałaby demonkę, która natychmiast ulotniła się. Jednak tuż przed zniknięciem rzuciła:Trzymaj się. Nie będzie źle.- mrygnęła okiem. Czyżby wiedziała? Chimi była naprawdę wkurzona.
Nie dość, ze przestali rozmawiać to jeszcze Ysen podszedł do okna. Coś chyba jednak słyszał.
Chimi przykleiła się do ściany. Może nie zobaczy jej? Nagle pojawiła się Axe.
A:Głupiaś!!!!-warknęła.
Ch:Co??? Zabiję cię ty...
Axe nagle rzuciła proszkiem w twarz Chimi.
CH:A...a..co...ty...a...
Demonka zniknęła. Chimi nie mogła powstrzymać swędzącego nosa.
Ch:Yapsiu!!!!!!!!!-kichnęła gwałtownie.
Ysen otworzył okno. Chimi zerwała się na równe nogi i na wszelki wypadek wyciągnęła miecz.
Y:Kolejna chimera??? Też chcesz ją zabić?-wydawał się być rozbawiony sytuacją.-Masz wielu wrogów...
X:= ="
CH:Ja nie. Chyba raczej ty...-zza Ysena wyjrzała związana Xellas i pokręciła głową. Chimi była w kropce.
Ch:"Co się do licha dzieje????"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 9 z 16 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 8, 9, 10 ... 14, 15, 16  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group