FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  Galeria AvatarówGaleria Avatarów  ZalogujZaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12 ... 14, 15, 16  Następny
  Pan przemian(quest)
Wersja do druku
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 06-06-2004, 14:02   

Tymczasem w innym miejscu w domku rozgrywała się taka scena:
-Co chcesz z nią zrobić?
-A jak myślisz?
-Ehh...wy pająki macie dziwne upodobania kulinarne
Usłyszeli szmer, a potem już tylko odgłos końskich kopyt.
-Co to? Zephon sprawdź to!
-Cholera!! Dziewczyna uciekła!!-zaklekotał wściekle
-Zabieraj go jeszcze się nam przyda i wynośmy się z tąd!
Nadina pędziła przez las. Do licha muszę ich znaleźć! Szybko! Mama...-z jej oczu popłyneły łzy, popędziła konia jeszcze bardziej
-Szybciej!! Muszę ich znaleźć!! MUSZĘ!!

Chimi skończyła opatrywać Xellas
-Mama mumia!!-zawołała uszczęśliwiona Elen
I rzeczewiści Chimi zawiązała bandarze wszędzie gdzie było choć najmniejsze draśnięcie. Efekt? Xellas istotnie wyglądała jak mumia
-^^'''' ej no co? nie znam się dobrze na opatrywaniu^^'''
All:=='''
-Ja się znam!!-Atis skoczył na równe nogi i rzucił sie w stronę Chimi i Xellas, ale nagle coś w postaci peleryny Zegisa zaplątało się mu o nogę i runął jak długi na ziemie.
-Zabierzcie z tąd tego kretyna bo się zabije-powiedział Ysengrinn
-Dużej straty by nie było-powiedział Star, a Kain parsknął śmiechem
Atis spojrzał na nich z nienawiścią. Co on do licha jeszcze tu robił? Jak długo ma jeszcze znosić te obelgi? I dlaczego ten przeklęty shinma wrócił! Było już tak dobrze, bez Zegisa Xellas napewno zwróciłaby na niego uwagę, a tak? shinma znowu wszystko zepsuł!!
-Milcz Kain! bez niego nie poradziłabym sobie z zaklęciem-odezwała się Mirian
Kain i Star zamilkli jakby ich zamurowało.
-To może ja się zajmę opatrunkami-Mirian wstała ze swojego łóżka wyglądała jak nowonarodzona nawet śladu nie było po tym, że chwilę temu ugryzł ją wampir-Chimi może ty mi pomorzesz trochę przy tym podszkolisz umiejętności- uśmiechneła się promiennie do Chimi i zaczeła poprawiać opatrunki.
-...Zegis??...-usłyszeli cichy głos od strony łóżka-..wróciłeś...-Xellas spojrzała na shinmę i uśmiechneła się lekko po czym znów zapadła w sen

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 06-06-2004, 22:44   

Nagle Chimi powiedziała: Ysen, mogę cię o coś prosić?
Y:???
Ch:Czy możesz mi podarować jeden swój włos?
<All prócz Ysena: gleba>
Y:Po co?
Xai:Matko...- -"""
Ch:Odwal się! Xellas szpera po kieszeniach trupów!!!
Y:O co chodzi?
S:Obie mają manię ^^""" Xellas szuka w ubraniach martwych kosztowności, a Chimi...
Ch:Ej, ej, ej!!!-przerwała jej- Powiesz mu jak da mi włos!!!!-podbiegła do niego. Zawsze sama pozwalała sobie na wyrwanie włosa wlaścicielowi. Lecz nie tym razem...
Ch:Kurdę, za wysoki żeby dosięgnąć. ><
Y:Zostawicie moje włosy...- -"
Ch:Ej!No proszę cię!
Xai:Nie dawaj. Dobrze radzę. >]
Ch:Cicho!!!!Pamiętaj, że mam "ciebie" w kieszeni. >]
Y:O co chodzi?-szepnął do Seriki.
S:Ona uwielbia robić laleczki voodo.
Y:Laleczki voodo???????
Ch:Tak. >< Kurdę, wydało się. A potem jak mnie taki Xai wkurzy, to wbijam szpilkę w taką laleczkę...>) Właśnie dlatego potrzebuję włosów.
Y:To może ja skorzystam kiedy indziej.^^"""
Ch:Szybciej niż ci się zdaje.-uśmiechnęła się pod nosem.- A co do opatrywania, to znam tylko podstawowe zaklęcie, bo po co mi inne skoro regeneruję się tak szybko jak Axe? W mgnieniu oka. >]
S:RObi się ciemno, jesteśmy zmęczeni. Spać!- zarządziła.
Y:Pełnia.-powiedział wyglądając za okno. Xai parsknął śmiechem, ale zaraz zamilkł, gdy zobaczył, że Chimi groźnie macha jego szmacianą miniaturką. Po chwili wyciągnęła z kieszeni płaszcza mały kalendarzyk i zaczęła coś obliczać. Gdy skończyła skierowała swe kroki do wyjścia.
Ch:Dobranoc wszystkim!- rzuciła, pomachała ręką i wyszła na dwór.
Y:A ona co? Na dworze śpi?-wydawał się być zdziwiony.
S:W pewnym sensie^^"""
Y:Jak to?- ci ludzie zdawali się być coraz bardziej niezrozumiali.
S:Zauważyłeś, że ona rzadko zdejmuje płaszcz?
Y:Faktycznie...
S:Bo on zasłania jej pół wilczy, pół lisi ogon.^^"""
Y:Ona ma ogon?????????
S:Mhm.^^"Jest w części wilkołakiem. Dziś jest pełnia więc musi wyjść na dwór.
Xai:Nie zdziw się jeśli w nocy obudzi cię wilczy wyk.XD
Ysen był zadziwiony. Im dłużej przebywał z tymi istotami, bo ludźmi nazwać się ich nie dało, tym więcej dziwnych rzeczy się dowiadywał. Tu wampir, tu shinma, smok, mazoku, chimera...
"Mocno pokręcone stado..."-pomyślał.

Tymczasem Chimeria zaszyła się w lesie żeby spokojnie przejść transformację. Po północy miała ochotę wyć. Ech, ta zwierzęca natura... Przez transformację urosła sporo, para wilczych uszu zastąpiła normalne, kły bardzo wydłużyły się, a oczy zwężyły się i zmieniły barwę na żółte. Cała była pokryta srebrną sierścią. Nagle usłyszała, że ktoś biegnie. Zaraz, chyba tętent kopyt. Schowała się w krzaki. Nagle usłyszałą hałas. Jakby coś się przewróciło. Wyjrzała.Jakaś postać chwiejnie wstała i pognała dalej. Zbliżyła się.Wilkołak podkulił nogi. Nagle Chimeria poczuła piekielny ból w ogonie. Wyskoczyła jak oparzona i przeraźliwie zawyła. Osoba, która miała pecha nastąpić na jej ogon wywróciła się w krzaki.
-Aaa!!!
Chimeria-wilkołak skoczyła do niej warcząc i szczerząc kły.
Ch:Co ty sobie wyobrażasz!?!?!?!?!!?-zawyła.
-...-zobaczyła parę przerażonych, kobiecych oczu.
CH:E...stanęłaś na mój...ogon...
-Prze...praszam...-powoli i ostrożnie wstała patrząc z przerażeniem na wilkołaka.
Ch:To na razie...-odwróciła się tak żeby księżyc nie oświetlał jej twarzy.
-Znasz wampirzycę Xellas?!!??!!-krzyknęła szybko.
Ch:Może...a co od niej chcesz?
-Potrzebuję pilnie pomocy. Jej pomocy.
Ch:Znam ją.Ale chwilowo jest nieprzytomna.
-Zaprowadź mnie błagam!!!!!!!!!!- oczy zaiskrzyły się jakby w nadziei.
Ch:To choć...
Otworzyła drzwi do karczmy.
-Nie wejdziesz?
Ch:Ja nie...^^" Idź na górę...
-Ale...-pociągnęła ją i spojrzała w oczy.
Ch:Ech...byle szybko...- -" I żeby nas nikt nie zobaczył!!!
Zaprowadziła ją na górę. Po drodze spotkały Xai'a.
X:O, wróciłaś. >]
Ch:Spadaj...
X:A to kto?
Ch:Jakaś znajoma Xellas. POtrzebuje jej pomocy.
X:Zaraz zawołam wszystkich.
Ch:Ani mi się waż!!!!!><- Ale Xai'a już nie było.
Ch:Pięknie...

Po chwili siedzieli wszyscy przy śpiącej Xellas.Dziewczyna przedstawiła się,a Chimi skróciła całą historię przerywaną wybuchami śmiechu Xai'a i Stara.
Ch:___-___****
S:To może trzeba ją obudzić, co Nadina?
Ch:Ja tego nie wezmę na siebie.^^""""- odrazu rzuciła i szczelniej okryłą się płaszczem.


Ostatnio zmieniony przez Chimeria dnia 07-06-2004, 15:34, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 07-06-2004, 00:35   

A propos Xellas, coś mi świta - nagle wyskoczył Ysengrinn. - A racja! Drasnąłem ją moim mieczem. Ta rana, według tego co mnie uczyli, nie ma prawa się zagoić^^.
- Jak to nie ma prawaT_T?! - spytała załamana Chimeria. - Przecież to tylko drasnięcie!
- Świętym mieczem. Historia nie zna przypadków, by jakiemuś wampirowi zamknęły się rany po jego użyciu. Zresztą może coś wskóram. Pogadam z moim bogiem i się zapytam.
- Będziesz rozmawiał ze swoim bogiem -_-? Niby jak?
- Zwyczajnie. Pomodlę się. Jak będzie chciał to odpowie.

Nie mówiąc nic więcej wbił miecz w podłogę i ukląkł przed nim jak przed ołtarzykiem. Nadina chciała coś powiedzieć ale ją uciszyli by go nie dekoncentrować. Chimeria próbowała skorzystać z okazji, ze włosy były w zasięgu, ale Serika ją zatrzymała. Rycerz zaczął szeptać w nieznanym języku, miecz zapłonął jaśniej, zaczął buzować, jego dźwięki układały się w słowa, słyszalne tylko dla Ysena.

- Pirzyca...zdrowieje...miecz...ampir...iebezbieczny...zniszczysz...

Ysengrinn uśmiechnął się złowieszczo, kuląc głowę by reszta tego
uśmiechu nie widziała. Miał dla nich dwie wiadomości, dobrą i złą. Tyle, że złej wcale im nie miał zamiaru przekazywać. Następnie wyciągnął ręce nad miecz i wymówił już głośniej coś, co brzmiało jak błogosławieństwo. Kolor płomienia się zmienił na białoróżowy. Wyrwał miecz z podłogi i podszedł do Xellas. Nim ktoś zareagował odchylił bandaże w miejscu gdzie ją drasnął i przyłożył ostrze.

- AAARGHH!!!! - wrzasnęła półwampirka jak oparzona. W zasadzie to była oparzona. - Co ty wyprawiasz, chcesz dostać>_<!?! Co ja mućka żeby mnie znakować?!
- Pan wilczek jest niedobry><! - wrzasnęła Elen, wyrywając się Xaiowi i kopiąc Ysena po nogach. - Zlobił mamie krzywdę!
- Nie musisz mi dziękować - rycerz się nic nie przejął groźbami Xellas i kopniakami. - Co prawda zostanie ci ślad na całe życie, ale w przeciwnym wypadku miałabyś jątrzącą się całe życie ranę. A że żyjesz wiecznie to nie chciałbym takiego losu.
- Kiedyś cię zabiję!!!
- Jak skończymy tę robotę to jestem do dyspozycji^^.
- Ten znowu to samoT_T... - westchnęła Chimeria. - Ale przynajmniej obudził ją^^.
- Chimi==.................
- A właśnie^^! - krzyknęła Chimeria i nim ktoś się obejrzał wielka włochata łapa wypadła spod jej płaszcza i wyrwała Ysenowi kosmyk włosów.

- Au! Miał być tylko jeden-_-.
- Te łapy są trochę niezgrabne^^.
- Ech... Radzę ostrożnie. Podobno moi bogowie nie tolerują, gdy ktoś rzuca klątwy na ich sługi.
- To znaczy^^?
- Wiem o tym z drugiej ręki, ale podobno zdarzało się, że klątwa została odbita i dotknęła zaklinającego
- O_O.
- Trafiła kosa na kamień^^ - parsknął Xai.
- Nie prowokuj mnie==...
- Ee... przepraszam, ale... - zaczęła nieśmiało Nadina.
- My juz kończymy - rycerz wyciągnął z kieszenii jakiś pierścień i podał go Chimerii. - Dzięki temu was znajdę. Dobranoc, mam dość na dzisiaj. Jestem tylko człowiekiem, w odróżnieniu do was wszystkich.
- ==...
- Stwierdzam fakty wiec bez obrazy. Ja idę do siebie.
- Niby jak masz nas zamiar...
- Mam konia - to mówiąc zamknął drzwi za sobą.

Wszyscy pozostali mieli mieszane uczucia, ale Nadina natychmiast przypomniała im o sobie. Uderzyła w szloch i zaczęła im chaotycznie tłumaczyć, co się stało. Ze łzami w oczach błagała o pomoc. Oczywiście Atis natychmiast postanowił, że drużyna rusza na pomoc. Serika usadziła go w miejscu.

- Wolnego. Jesteśmy wszyscy zmęczeni po całym dniu, zwłaszcza ja bo miałam mnóstwo roboty z tą "siecią". Poza tym Xellas, Mirian i Zegis ledwie żyją, a nasz nowy przyjaciel uznał, że poradzimy sobie bez niego. Jesteście tacy pewni, że powinniśmy natychmiast ruszać do akcji?

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 08-06-2004, 22:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 07-06-2004, 07:12   

Xellas przyglądała się miejscu gdzie była rana, uśmiechneła się lekko do siebie. Dureń nie będzie blizny, nawet ślad nie zostanie, nie jest jakimś zwykłym wampirem jest jeszcze mazoku! Zregeneruje się szybko i będzie po krzyku. Popatrzyła na Nadine potem na pozostałych Mirian nie wygląda źle, ale naprawdę jest słaba czuje to, Zegis on już się zregenerował...co to za aura? Fuu!!!! Posilił się-przypomniała sobie jak to wygląda i skrzywiła się. Pomyślała jeszcze chwilę po czym zawołała na głos.
-Idziemy!
-Ale...-ktoś zaczął, zmierzyła wzrokiem Stara-...ty jesteś nie wyżyta, nawet jak ledwo żyjesz, daj na luz
-Nawet jeśli dojedziemy na miejsce to już ich nie zastaniemy-odezwał się Zegis-przenocujmy, a o świcie wyruszymy.
-Dobrze, ale z samego rana, chcę obejrzeć tamto miejsce.
Kiedy wszyscy znajdowali sobie jakieś miejsca na spanie Xellas odezwała się, a raczej wrzasneła:
-Star!!!
-No nie już sie zaczyna! Mówiłem żeby jej nie budzić><' Czego chcesz?
-Przyprowadźcie tego napaleńca! Wole mieć go na oku, zanim się znów spotkamy
-Chimi!!! Skoro i tak nie śpisz to idź z nim sam sobie nie poradzi-spojrzała z wyższością na smoka
-Ja nie poradzę?!? JA NIE PORADZĘ?!? Idziemy wilku!!><''
-Tylko nie wilku><***
-Ja jej pokażę!!!! ><***-wyszli
-Nadina połóż się tutaj, jesteś zmęczona
-Ale to twoje łóżko
-Spoko! Ja się położę tam-podeszła i ułożyła się w dużym fotelu obok, którego na drugim spał Zegis.
Star i Chimi szli leśną drogą
-Ja jej pokażę><***
-Spokojnie^^'''
-Jak mam być spokojny?!?-wrzasnął trochę za głośno, poczuł otrze miecza na szyji...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 07-06-2004, 10:25   

-Znowu Ty! - wrzasnął jednocześnie z jakimś mężczyzną.
Człowiek ten miał na sobie żółte odblaskowe szaty i długaśny miecz w ręce. Był wysoki, o ile można tak nazwać człowieka na tyle wysokiego, że nie zmieściłby się w drzwiach gospody... był zdecydowanie bardzo wysoki, Na widok Stara schował miecz...
-Dlaczego zadajesz się z wilkołakami! - zakrzyknął lekko zdziwiony, lecz też trochę zawiedziony.
-Chimi lepiej wycofaj się - szepnął Star, po czym podszedł do mężczyzny. Ubranie na plecach zaczęło "trzaskać", po chwili wyrosły mu srebrne skrzydła. Dodał już głośniej. - Zrezygnuj, nie pozwolę ci na to Turel...
Turel zaśmiał się głośno i znienacka przywalił smokowi tak, że ten obił się o najbliższe drzewo. Wyciągnął miecz i zbliżył się do zdezorientowanej Chimerii. W chwili, gdy unosił miecz ta rzuciła jednak w niego jakimś zaklęciem.
-Hmm... świat staje na głowie - mruknął pod nosem odklejając się od drzewa. - Wilkołaki czarują - mruczał dalej, nakreślając jakieś znaki w powietrzu.
Skończył błyskawicznie, zaś Chimi otoczyły cztery ściany ognia. To był błąd zapomniał o smoku. Star wykorzystał tą chwilę by przybrać bojową formę. Dwu metrowego smoka srebrnego smoka w zbroi stojącego na dwóch łapach, dłoni trzymał oszczep.. Rzucił, zaś mężczyzna krzyknął, oszczep przebił mu ramię osłabiając rzucone przez niego zaklęcie tak, że Chimeria zdołała się wydostać, Turel z niezbyt zadowoloną miną uciekł, przekonał się, że nie wygra... Teraz nie wygra... Pobiegł do kryjówki, co chwila zmieniając kierunek, zawracając by wrócić po własnych śladach... Musiał być pewny, że nikt go nie śledzi, wreszcie wrócił do obozu i wszedł do namiotu by opatrzyć ranę. Gdzieś z jakiegoś drzewa przyglądał mu się jednak ktoś, z kim spotkania nie życzyłby mu nawet Wilkołak... Spuszczając się z drzewa zaklekotał... Noc przeszył kolejny wrzask łowcy Wilkołaków...
-Kto to był? - spytała Chimeria, zdziwiona, wręcz zszokowana zwykły człowiek a tak ją zaskoczył...
-Turel, łowca wilkołaków - rzucił Star, wtedy do jego uszu dotarł przeraźliwy wrzask łowcy. - No tak teraz już były łowca... - powiedział bardziej do siebie niż do Chimi, przybierając dawną postać dziecka. Wilkołak dojrzał kątem oka uśmiech satysfakcji...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 07-06-2004, 16:51   

Ch:Łowca wilkołaków...pewnie pierwszy raz spotkał wilkołaka, który rzuca zaklęciami.^^
S:To szukamy tego, no...jak mu tam było?
Ch:Ysena...- -"""
S:Właśnie. Gdzie on polazł?
Chimi wyciągnęła pierścień z kieszeni i przyjrzała mu się.
Ch:Zastanawiam się tak...skoro on może odnaleźć nas po tym pierścieniu to może i my możemy będziemy w stanie odszukać go...
S:A może łatwiej by było gdybyś wyciągnęła tą swoją kulkę?
Ch:Ja ci dam "kulkę"...- -"""" Hm...tu jest jakiś znaczek. Myślisz, że ma poświęcony pierścień?
S:Ludzie zawsze obkładają się takimi zabaweczkami...-wzruszył ramionami.
Ch:Jak ja...- -" Weź przestań marudzić!Jesteś nieznośny! -spojrzała jeszcze raz i schowała do małej kieszonki u góry płaszcza- Axe nie spodoba się moja nowa "zabaweczka".- zaśmiała się w duchu.
S:Chodźmy tędy.-wskazał na ścieżkę.
Wilkołak wzruszył ramionami i podążył za smokiem.


Tymczasem w sypialni Xellas było już ciemno. Wszyscy miarowo oddychali. Nagle zabłysło maleńkie czerwone światełko. Wyskoczyła zniego mała osóbka i skoczyła na brzuch Xellas.
X:AUU!!!!!-wydarła się wampirzyca i wszystkich pobudziła.
-O cześć. Widziałaś Chimi?- spytała. Był to ten mały demon, który podpalił Chimerii płaszcz.
X:Widziałam. A ty zaraz też zobaczysz, ale gwiazdy...-warknęła i złapała demonkę.
A:Puść mnie.- -" Jesteś za słaba.-wyskoczyłą z uścisku.-To gdzie ją widziałaś?
X:Sama znaleźć nie możesz?-fuknęła i założyła ręce na piersi.
A:Nie mogę odnaleźć aury.
X:Jest pełnia...- -"""
A:No jasne!-uderzyłą łapką w dłoń- To ja lecę!- zniknęła ale zaraz pojawiła się ponownie.-To chyba twoje.
Rzuciła coś do Xellas i zniknęła.
X:Moja torba!!!!! ^_^
M:Kto to był?- spytała uchylając jedno oko.
Z:Stara znajoma...-parsknął śmiechem.


Ch:Mówiłam, żeby nie iść tędy ty jaszczurko!!!><
S:Przecież...
Ch:Milcz! Ja się zaraz z tego uwolnię zanim przyjdzie "właściciel", ale ciebie to chyba tu normalnie zostawię.
Chimi szarpnęła ogromnymi łapami i rozerwała lepką sieć. Star zmienił swoją formę i rónież rozerwał sieć.
Ch:Jakiś niedoświadczony. Żeby tak łatwo zerwać pajęczynę...No, ale zmywajmy się zanim wróci.
S:Może tamtędy?
Chimi popatrzyła na niego z góry (no, właściwie to z dołu^^): Teraz ja prowadzę.
S:To w jeszcze gorsze kłopoty wpadniemy.- -"
Ch:A co może być gorszego od pajęczej sieci wielkiej na kilkanaście metrów? ><- wyjęła z kieszeni błyszczącą, błękitną kulę.- Pokaż mi Ysena.
Barwy w kuli zaczęły się zmieniać na ciemne. Widać było kogoś na koniu, ale zaraz zasłoniła go mgła.
Ch:Czy ktoś mu mówił, że mam magiczną kulę? >< Specjalna zasłona, no żesz!- po chwili uśmiechnęła się pod nosem i wyjęła pierścień.- Na to nie ma zasłony.Pokaż właściciela!
Już wyraźniej pokazał się człowiek.
Ch:No to w drogę!- w kuli pokazała się mała mapka. Star oznaczony był białą kropką, Chimi niebieską, a Ysen zieloną.-Za nim!- ruszyła do przodu.
S:" Pokręcony wilkołak...- -""""
Ch:Zaraz ci ten pokręcony wilkołak coś zrobi.- zawarczała. Kurdę, jak jej te zęby przeszkadzały! Stanowczo za duże jak na małą kobietę.
S:Dobra, chodźmy już...- -"""""""""""""""""
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-06-2004, 13:52   

Maszerowali przez las już dobrą godzinę gdy zauważyli, że zaczął się przerzedzać. W międzyczasie Chimeria zauważyła na mapce, że zielona kropka dotarła do jakichś zabudowań, przypominających w zarysach zamek. Było to dziwne, gdyż nie słyszała by w tej okolicy stał zamek, zwłaszcz tak wielki jak ten na mapie.

- Wygląda na to, że Ysen mieszka z zamku. Ciekawe.
- Ciekawe, czy nas do tego zamku wpuszczą - mruknął pesymistycznie Star.
- Nie kracz ==. Coś wymyślimy.
- Jesteś wilkołakiem. Uważasz, ze zdążysz coś wymyśleć nim dadzą salwę z kusz?

Po następnej godzinie drzewa się skończyły i wszelkie obawy okazały się bezpodstawne. Zamek wyglądał na stuletnią ruinę, był całkowicie niemal zarośnięty mchem i pnączami. Mury były zniszczone, wieże w większości co najmniej do połowy zburzone. Zamek jednak nie był zwykłą ruiną. Jego aura była bardzo silna i bardzo złowroga. Zupełnie jakby siedziało w nim coś strasznie grożnego.

- Eee... idziemy do środka? - spytała niewyraźnie Chimeria.
- Sama tu chciałaś przyjść==...
- No tak ale O_O... tam chyba straszy.
- Chimi!!! - usłeszli za sobą. W ich stronę leciała mała demonka. - Jak mogłaś mnie wysłać do diabła>_<?!
- Zasłużyłaś sobie ==. Idziesz z nami?
- Gdzie? - spytała demonka. Nagle spojrzała na zamek. Oczy ze strachu omal nie wyszły jej z orbit. - Tam?! Oszalałaś?! Przecież to święte miejsce><!!!
- Święte? - spytali jednocześnie Star i Chimi. Po czym Chimi dodała - Jak to może być swięte miejsce z taką paskudną aurą?
- Cóż, nie każdy bóg jest miły i łagodny. ta szóstka, którą czci Ysengrinn jest wyjątkowo paskudna. Zwłaszcza dla demonów.
- Dobra czas ucieka - westchnął Star, spoglądając na zamczysko. - Idziemy czy nie?
- Ja nie idę za dusze świata>_<! - pisnęła Axe.
- Co O_O? - spytał zdezorientowany smok.
-Hehe^^, ona tak często, - tłumaczyła Chimeria, trzymając rękę na karku - nie zwracaj na nią uwagi:P. Trudno, mu musimy iść, ty tu zaczekaj.

Ruszyli w stronę zamku. Gdy tylko przekroczyli bramę kula zgasła zupełnie, zarabiając sobie kilka niecenzuralnych określeń od swej właścicielki. Pozostawało im szukać Ysena samodzielnie. Przebyli dziedziniec i weszli do głównego budynku, już od dawna pozbawionego dachu. Wewnątrz okazało się, że jest również większość kondygnacji się zapadła i zalega w formie gruzu. Nigdzie nie było śladu życia, chyba, ze liczyć rośliny. Ponownie wyszli na dziedziniec i już mieli skierować się do okrągłej kapliczki, z której emanowała wyjątkowo silna aura, gdy nagle usłyszeli rżenie konia, dochodzące spod jednej z wież. Dopiero wtedy go dojrzeli, co zresztą nie było dziwne, bo w końcu kon był cały czarny. Ruszyli w jego stronę. Gdy się zbliżyli koń zaczął wariować, wierzgać i wyrywać się. "Czuje wilka - pomyślała Chimi. Nim zdołali podejść jeszcze bliżej w ich stronę poleciała strzała.

- Kto idzie? - usłyszeli lekko schrypnięty i zaspany głos.
- To my! To my! Nie strzelaj!
- Ach. Wybaczcie, - zauważyli Ysena, który opuścił łuk i chyba przecierał oczy - to miejce zagłusza wszystkie aury, dlatego was nie poznałem. Zieeew! Czego chcecie? Spać mi sie chce.
- Możesz spać w miejscu z taką aurą?
- Mnie ona uspokaja. Chyab się przyzwyczaiłem. No więc o co chodzi.
- Xellas chce, żebyś wrócił z nami do karczmy.
- Boi się, że wymyślisz coś głupiego - dodał Star, nieproszony.
- To miło, że się o mnie martwi - odparł rycerz z przekąsem. - Na razie nie mam zamiaru się nigdzie wybierać. Muszę się wyspać.
- Ale...
- Nie mam zamiaru jeździć w te i we te całą noc. Zresztą zleciałbym z konia. Oyasumi, drogie dzieci.

To mówiąc podszedł do konia i go uspokoił, jednocześnie chrząkając na Chimerię żeby się oddaliła. Ta westchnęła i ruszyła w stronę bramy, za nią ruszył zniesmaczony smok, mrucząc coś o ułomności ludzi. Gdy opuścili zamek postanowili rozpalić ognisko tuż za zasięgiem aury i czekać do rana, trzymając wartę na zmianę.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 08-06-2004, 15:02   

Ch:Łech...-jęknęła tworząc kupkę z drewna. -Podpal...- mruknęła i rozłożyła się na ogromnej gałęzi drzewa zwisającej tuż nad ziemią.
S: - -"""- rzucił maleńką kuleczkę i drewno zapaliło się oświetlając drzewa.
Ch:Możesz iść spać, ja i tak nie zasnę.- powiedziała patrząc w bladą twarz księżyca.
S:Zaraz i tak się zmienimy...
Zapadła cisza, którą po chwili rozdarł okropny wrzask.
S:Co do...- rozejrzał się.
Ch:Axe tu leci...- mruknęła nie ruszając się z miejsca.
S:Czego się tak drze? ><
Ch:Zaraz zobaczysz.- przymknęła oczy.
Po sekundzie z lasu wyleciała demonka i zaczęła drzeć się na Chimi.
A:Idiotka!!!!!&^%$#@$%^&*()(*&^%$!!!!!!- machała rękoma.
Ch:Dobra, dobra...już skończyłaś?
A:Phi!!!- cała nabzdyczona usiadła koło ognia.
Ch:Buehehehe...
S:Ci ludzie...- -""""- mruknął myśląc o Ysenie.
Ch:Taak...dziwne stwory no nie?^^
S:Odezwała się.- -"""
Ch:Cicho siedź!!!>< W sumie to nie powinniśmy wychodzić z tego zamku i pilnować Ysena, żeby nie zwiał!!!
S:Widać po nim było, że jest zmęczony. Nie zajechałby daleko.
Ch:Uważaj bo. Kto go tam wie? Diabeł jeden...-powiedziała złośliwie i spojrzała lekko na Axe.
A:Wrrr....><*****
Ch:W każdym razie trzeba być jeszcze czujnym.
Zapadła ponownie cisza. Trwała dosyć długo, a wiadomo, że długo trwający spokój jest zapowiedzią burzliwych wydarzeń.
Powoli dochodziła szósta nad ranem. Star lekko pochrapywał,a Axe leżała na brzuchu Chimi. Wilkołak nadal patrzył w jaśniejące niebo. Nie mogła spać - jak zwykle. Nagle ciszę przerwałświst i rżenie konia.
Ch:Czyżby pan wilczek się obudził?- cicho zaśmiała się odwróciła wzrok w stronę zamku. Chyba nie. Koń rżał jakby był przerażony. Niespodziewanie niebo przeszyła czerwona smuga. Chimi gwałtownie poruszyła się i Axe zleciała z drzewa.
A:Jak zwykle...*&$#*(*&^%&*()*&^%-zamruczała rozcierając sobie nogę.
Ch:Coś mi tu ...-mruknęła patrząc na znikającą smugę.
W pewnym momencie, koło niej spadło coś i wysadziło teren w obrębie dwóch metrów.
Ch:Kyaa!!!!- odrzuciło ją. Gdy kurz jako tako opadł, wstała odsuwając połamane gałęzie.
Ch:AXE!!!! STAR!!!! Gdzie jesteście do jasnej ciasnej!!!!!!!!????- wrzeszczała.Podbiegła kawałek i nagle poczuła opór przy kostce.Wyłożyła się jak długa szorując łapami ziemię. Wstała i otrzepała się sycząc wściekle.
Ch:No żesz....- spojrzała na upiaszczony płaszcz- Trzeba to uprać.
Spojrzała na przyczynę swojego upadku.
Ch:Star?????0_o
S:Ano.- wstał odrzucając sporą gałąź.
Ch:Myślałam, że gdzieś dalej cię odrzuciło.Widziałeś Axe?
S:Nie. Co to było?
Ch:Nie wiem. Głupi demon. >< A do diabła z nią!
S: - -"""
Znów świst. POderwali głowy i zobaczyli, że wielka bryła leci w kierunku zamku.
Ch:A myślałam, że gwiazdy przestały spadać!!!><
S:Leci do zamku...
S&Ch:Ysengrinn!!!!
Zanim zdążyli się obrócić ziemia zatrzęsła się, a ich powaliła potężna fala uderzeniowa. Bryła spadła w sam środek zamku.
Ch:Lecimy! Bo nam zwieje!
S:O ile żyje jeszcze...
Ch:Żyje, choć!- pociągnęła go za rękaw. Wbiegli do zamku po zburzonych murach.
S:Gdzie on jest?
Ch:Zwiał pewnie!><
S:A ty tylko o ucieczce...- -"
Ch:Szukaj go, a nie gadaj!!!!>< Ja idę tędy, a ty tamtędy!!!!
S:Od kiedy ty tu rzą...- urwał. Wilkołaka już nie było.-Ech...- -"- poszedł drugą trasą.
Chimi weszła do sporej komnaty.
Ch:Gdzie on się podział, bo nor...O!- stanęła i przyjrzała się. Przed nią stało kilka potężnych posągów.- Bogowie?
Nagle poczuła, że z jej kieszeni wymyka się kosmyk włosów zabranych Ysenowi.
Ch:To moje!!!!><- złapała w powietrzu. Jednak "coś" mocno ciągnęło kępkę włosów...razem z Chimi.-Chyba bogowie faktycznie nie lubią jak się rzuca klątwy na ich wyznawców.^^"""" Będę mu musiała jeszcze raz wyrwać jeśli mi to zabierzecie!!!!!

Tymczasem Star doszedł do miejsca gdzie niedawno był przewiązany koń Ysena. Był, bo teraz ani widu, ani słychu.
S:Chyba zdążył się obudzić na czas...-prychnął wyraźnie zawiedziony i ruszył dalej.Po chwili spojrzał w niebo.- O żesz. Następna.- zniknął.
A kolejna bryła walnęła w zamek.

Sufit nad Chimi zatrząsł się.
Ch:Oj, no dobra to ja lecę. ^^- gwałtownie szarpnęła łapami, w których znajdowały się włosy Ysena i pobiegła do drzwi. Z rozmachem otworzyła je i stanęła dęba.
Ch:Za..za..zawalone...>tik nerwowy< No żesz!!!!! ><***
Przebiegła komnatę i zobaczyła jeszcze kilka par drzwi. Dostała się do pierwszych lepszych i wbiegła po wąskich i stromych schodach.Znalazła się w małej wieżyczce. Wyjrzała przez okno.
Ch:Spore straty. ^^"""- nagle zobaczyła jeźdźca siedzącego na czarnym koniu. Wydostał się właśnie z zamku i jechał w stronę lasu.
CH:HEJ!!!!! YSEN!!!!!- krzyknęła głośno.
Jeździec odwrócił się.
Ch:Gdzie zwiewasz?!?!?!?!?!?!? Miałeś do Xellas iść!!!!!!!!><
Ysen uśmiechnął się lekko pod nosem, pomachał wilkołakowi stojącemu w oknie i odjechał.
Ch:Widać wyspał się już! >< Jedną z rzeczy, których nienawidzę najbardziej jest ignorancja!><***-warknęła do siebie. Rzuciła czar i wyskoczyła z okna. Poleciała w ślad za Ysenem, zastanawiając się jednocześnie gdzie jest Star.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Zegis Black Priest Płeć:Mężczyzna
Szary Wędrowiec


Dołączył: 04 Lut 2003
Skąd: z swoich opowiadań...
Status: offline
PostWysłany: 08-06-2004, 15:50   

Smok pojawił się na jednej z wyższych gałęzi jakiegoś drzewa, usłyszał tętent koni, nie daleko przejeżdżał Ysen. Zaczął podążać za nim przeskakując z gałęzi na gałąź.
Chyba nie jest za wesoło? - usłyszał za sobą.
Odwrócił się i zobaczył lewitującego Copy, uśmiechniętego od ucha do ucha. Czyżby znów coś przeskrobał?
Nie miał czasu nad tym myśleć, streścił mu tylko całą historię nadal podążając za jeźdźcem. Kopia uśmiechnęła się szerzej kilkoma dziwnymi gestami rozwiązał Glif rozszczepienia, rozpływając się w mgle. Wtedy smok usłyszał z dołu głos Ysena.
-Ej, wiem że tam jesteś...
Westchnął i znowu zniknął.
Tym razem pojawił się w pokoju w gospodzie w chwili gdy shinma się budził. Zaspany rozejrzał się po pokoju i lekko zbladł. Spał tak mocno że nie zorientował się że Elen buchnęła jego płaszcz, obwiązana nim śmiała się pokazując malutką łapką w niebo z którego spadło jeszcze kilka gwiazd. Shinma mruknął "trzeba było ją zabić"...

_________________
Wróciłem, nie cieszycie się? :]

"Do not fear in the face of your enemies, speak the truth always, even if it leads to your death, save helpless and do no wrong..."
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
 
Numer Gadu-Gadu
3314312
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-06-2004, 16:39   

- Jeszcze w tej formie? - zdziwił się Ysen, szamocząc się z koniem, który najwyraźniej źle znosił obecność wilka w tak bliskiej odległości. - Mogłaby panienka trochę odlecieć, mój koń jest chyba onieśmielony pani urodą bo jakby się szaleju najadł?
- ==... Nie miałeś przypadkiem jechać do Xellas?
- Miałem, ale nastąpiła zmiana planów. Muszę się dowiedzieć, kto rozwalił zamek który miałem pilnować. Moi bogowie nie będą zadowoleni, podobnie jak kapituła zakonu. Zresztą podobno kiedyś już coś takiego miało miejsce.
- Owszem - przyznała Chimeria niemal krzykiem, gdyż wylądował i szła w dość znacznym odstępie. - Około roku temu, ale to powstrzymaliśmy.
- Serio? - popatrzył na nią z niedowierzaniem i lekkim uśmiechem. - Jeśli to prawda to gratuluję. A czy możliwe by była za to odpowiedzialna ta sama osoba.
- Nie, niemożliwe - Chimi nie wdawała się w szczegóły. - Ale możliwe, ze to wina naszego obecnego wroga.

Ysengrinn nagle zatrzymał konia i wyglądało na to, że się zamyślił. Wreszcie zsiadł i wyjął kawałeczek papieru i wieczne pióro, oparł się na siodle i coś napisał. Następnie wymówił zaklęcie, które po chwili przywołał0 sokoła. Ten usiadł na siodle i dał sobie przywiązać do nogi ów skrawek. Chimeria patrzyła w ciszy, wreszcie nie wytrzymała.

- Co robisz?
- Masz rację, prawdopodobnie jest za to odpowiedzialny Infernus, czy jak mu tam. Ja wyślę list do mojego znajomego i również sługi Sześciu, Kazana. On służy co prawda Strzybogowi, ale to niewielka różnica. Przejmie ode mnie sprawę świątyni, a ja mogę teraz jechać z wami. Czyn wilkołaki potrafią szybko biegać?
- Czemu pytasz?
- Bo zamierzam wrócić do Xellas galopem - to mówiąc puścił sokoła , wskoczył na koń i ruszył z kopyta, kierując się w stronę karczmy. Chimeria została sama.

Nie mam weny;P.

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 16-06-2004, 16:28, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 08-06-2004, 17:25   

Ch:Patrzcie go jaki złośliwiec.- zaśmiała się nerwowo pokazując kły- I prowokator. Zaraz cię wilczku dogonię, i wcale nie muszę biec.- uniosła się lekko nad ziemię i poleciała za Ysenem. Pooowoli zaczynała wracać do dawnego wyglądu. Jeszcze z godzinka i będzie prawie normalna. Sierść zaczynała się przerzedzać, kły i łapy maleć."Wreszcie."-mruknęła do siebie mijając drzewa. Przed nią błyszczeła czarna plamka konia Ysena."Wrrr...." Tylko jeszcze ten ogon...
Zrezygnowany Star patrzył jak Chimi doganiała Ysena.
S:Latający wilkołak. Tego jeszcze nie było. XD

Z:Mała...przestań się bawić bo jeszcze kogoś zabijesz.- -*** I oddawaj płaszcz!- wyszarpnął jej ubranie.
E:ŁEEEEE!!!!!!!!!!!!!!- zaniosła się płaczem.
Z:Cicho bądź bo...
X:ZEGIS!!!!!!!!!!- Xellas z trudem usiadła na łóżku.
Z:Słucham?- -"""
X:Co zrobiłeś Elen????><
Z:Ja? Nic. To ona mało nie zabiła...
X:Nie gadaj głupot!>< I oddaj jej płaszcz!!!
Z:0_o CO????
X:Bo nie przestanie płakać!><
Z:Sobie żartujesz.__-__**** -okrył się płaszczem i spojrzał na ryczącego malca.
E:Zly!!!EEeee....-łkała pokazując palcem na shinmę.
Z:Masz,pobaw się tym. >) -rzucił jej małą laleczkę.
E:Hm? Ciocia Aksie?
Z:Ano.-usadził się wygodnie i patrzył jak mała bawi się laleczką.
X:Zegis...Skąd masz laleczkę Chimi? -_-""""
Z:Aa...znalazłem.
X:Już to widzę. A właśnie, gdzie Chimi? I Star? I gdzie do jasnej, ciasnej YSEN!!!!!!!????
Z:Przecież mów...
X:Znajdź ich!!!!!-zarządziła.
Z:Nie ma potrzeby.-uśmiechnął się pod nosem- Zaraz przybędzie tu cała trójka.
X:Hm?- wyjrzała przez okno.
Z:Jeszcze moment...-przymknął oczy.

Chimi dogoniła Ysena blisko od karczmy. Koń jak zwykle zareagował gwałtownie dlatego leciała w pewnej odległości. "Durne zwierzę. Mógłby być z niego smaczny obiad. Jakby tak podlać sosem."-uśmiechnęła się do siebie. Patrzyła z góry na jeźdźca lecąc kilka matrów nad nim. Gdy dojechali do karczmy wylądowała i krytycznie spojrzała na wierzchowca. Ysen zsiadł z konia.
Y:O, jesteś.
Ch:Przecież nie jestem TYLKO wilkołakiem, nie?- -""" Choć do środka. I ani mi się waż więcej czepiać mojego wyglądu!!!!!><**** A
Y:Pff...-zaśmiał się cicho.
Ch:No wchodź!- weszła do karczmy i skierowała się do pokoju Xellas.
Ch:Cześć. Więcej nie jadę po niego!!!!!!! ><****- wskazała na Ysena, który wszedł do pokoju.
X:WIedziałam, że coś z nim nie tak.-założyła ręce na piersi i zmierzyła go wzrokiem.
Chimi skróciła wydarzenia tej nocy. Spadające gwiazdy zainteresowały i shinmę, który uchylił oczy.
Ch:I tak się sprawa ma. >< Wariat.-syknęła. Po chwili jednak dobiegła do małej Elen- Dziecko!!!!!!Co ty masz za zabawkę!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
E:Ciocia Aksie!^_^
Ch:Trzeba było ją zabić. - -"
Z:Ha!- zaśmiał się.- Też tak myślę.
X:><****** Ani mi się ważcie!!!!!><****
Chimi zabrała małej zabawkę. Była nieźle zmaltretowana.
E:ŁEEEE!!!!!!!
Ch:Ciocia ci później da bardzo śliczną zabaweczkę^_^- kątem oka spojrzała na Ysena.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 08-06-2004, 22:28   

Pewne elementy na życzenie Xellas. Wszystkiego najlepszego na sprawdzianie;P!

- Ledwie chwilę mnie nie ma a ty już się stęskniłaś - zadrwił rycerz, zwracając się do Xellas. - Jakże miło z twojej strony.
- Wypchaj się, patafianie><! Nie chce po prostu żebyś schodził mi z oczu, bo znowu coś możesz odstawić. Jesteś niebezpieczny.
- Dobra dobra. To coście ustalili w kwestii tego całego Internala?
- Infernala.
- Nie wysilił się facet na pseudonim artystyczny, trzeba przyznać - zauważył chłodno. - Szkoda, ze panienka Chimi już nie jest wilkołakiem, moglibyśmy zbadać to miejsce zbrodni.
- Poczekajcie chwilę, zaraz wrócę>_<! - to mówiąc Chimi wypadła z pokoju.
- Elen, czuję, że za chwile będziej miała zabawkę^^ - powiedział Ysen, przeczuwając o co chodzi.
- Nie wydajesz się przestraszony tym, że robi twoją lalkę voodoo == - zauważyła cierpko Xellas. - Wygląda wręcz na to, że ją prowokujesz.
- tyle się nasłuchałem o tym, co spotyka czarowników rzucających klątwy na moich współbraci, że chętnie to zobaczę w praniu^^.
- -_-'. Zegis, może idź ją znajdź...
- To nie moja sprawa - odparł shinma. - Star, idź obudzić resztę. Wypadałoby na serio sie tam wybrać.

Xellas z pewnym trudem wstała z łóżka, po czym odwiązała część bandaży. Większość jej ran zdążyła juz się zagoić. Znikła również blizna po mieczu Swaroga. Nagle zaburczało jej w brzuchu. Tak, że ptaki zerwały się z drzew.

- O_O...
- No co chcecie, dawno nic nie jadłam>_<!
- Tia, ja też prawdę mówiąc coś bym zjadł. Idę pogadać z karczmarzem.

Kwadrans później Ysen wrócił i zakomunikował wszystkim, którzy już zdążyli się zebrać, że szynkarz najwyraźniej przestraszył się ich nocnych hałasów, głównie zaś jego krzyków o wysysaniu krwi i tym podobnych i ulotnił się z całą służbą i rodziną. Gdy Xellas ogłosiła, że ktoś musi zrobić śniadanie w ich zastępstwie nagle okazało się, że Serika i Xai gdzieś wyparowali. Mirian nagle poczuła jak bardzo Kain ją wyssał a Nadina uznała, że nie ma czasu na śniadanie i powinni się pośpieszyć. Kain, Zegis, Xellas i Ysen nie posiadali żadnych zdolności kulinarnych, a przynajmniej do żadnych się nie przyznawali. Stara nikt wolał nie pytać. Pozostała Chimeria.

- T_T. Robicie mi to specjalnie!
- Co ty gadasz^^. Tylko się pospiesz, nie możemy się doczekać^^!
- T_T.

Przez następne pół godziny Chimeria harowała jak wół, bo pozostała część ekipy zażyczyła sobie porcje zdolne wyżywić pół wojska Ogrów. W międzyczasie pojawili się Serika i Xai którzy również wyrazili chęć konsumpcji.

- Jak wybieraliśmy kto ma gotować to was nie było>_<!
- Eee, tego^^.. mieliśmy waźną sprawę^^.
- ==...
- Coś ci się przypala^^.
- SZLAG!!!

Gdy wreszcie skończyła i wszyscy zajęli się konsumpcją miała chwilę czasu by zająć się robótkami. Gdy skoczyła zrobiła na główce lalki kilka dziur i pozszywała je, by wyglądały jak blizny. Ysen o mały włos nie udławił się jedzeniem ze śmiechu.

- Zamierzasz jej powiedzieć, czym jej to grozi? - spytał nagle Zegis. Było to dziwne, bo zwykle udawał, że nie zauważa rycerza.
- Przecież mówiłem^^. Robi to na właśną odpowiedzialność.
- Swoją drogą nie zrobiła jeść SOBIE - zauważyła Xellas. - Ysen, może byś jednak sprawdził, czy faktycznie nic nie umiesz.
- Umiem tylko robić kanapki - burknął. - Ale mi to długo schodzi.
- To co==? Leć.
- Ech...

_________________
I can survive in the vacuum of Space


Ostatnio zmieniony przez Ysengrinn dnia 09-06-2004, 14:48, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
xellas Płeć:Kobieta
Kolekcjonerka Wampirzyca


Dołączyła: 09 Lut 2004
Skąd: Gdańsk-tu smoki chodzą koło Fontanny Neptuna
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2004, 07:09   

Po zjedzeniu śniadanka okazało się, że jest już późno, słońce było wysoko na niebie.
-Najadłam się^^
-Ja też^^
-Chimi to było pyszne!!
-Dzięki, zuzyłam cały zapas ze spiżarni^^''
-Czas w drogę!
-Nareszcie!!-odezwała się Nadina
Wyruszyli, Ysengrinn konno, wziął na konia Nadinę.
-A wy?? Wiecie to będzie trochę dziwnie wyglądać jak taka wielka grupa ludzi będzie sobie leciała po niebie^^'''
-Już się nie martw mamy środek transportu^^-zawołała Chimi klepiąc Stara po ramieniu
->_<*** ja ci dam środek transportu!!
-Star nie may czasu, już!-powiedział beznamiętnie Zegis i Star wykonał polecienie przybierając postać smoka.
Zegis usiadł przy głowie, Xellas za nim, potem Chimi, Mirian i Kain.
Xai wziął na ręce Elen, a Serika powiedziała, że zobaczą się na miejscu.
-A co ze mnąT_T-odezwał się Atis gdy Star zaczął się wznosić
-Ty biegniesz za koniem XDDD-odpowiedział Zegis i poczuł "lekkie" ukłucie w boku, łokieć Xellas wbijał mu się pod żebra.
-Uważaj z tym łokciem bo ci temblak się polouzuje>]-Star wyraźnie był szczęśliwy, że Atis nie siedzi na nim
-Chimi!! Star zapomniał o czymś! Przypomnij mu proszę!-odezwała się Xellas z groźnym błyskiem w oczach
-Proszę bardzo>]-powiedziała Chimi wyciągając i nakłuwając laleczkę Stara
-Hej wy tam przestańcie się bawić!!-Ysen wołał do nich z pewnej odległości
-Dobra lecimy!-powiedział Star wzniósł się nad ziemię, a łapą chwycił Atisa za kołnierz
-AAAA!!!!!!!
-Ależ on płochliwy-_-'''-odezwał się Star d Zegisa
Dolecieli na miejsce.
Serika faktycznie już na nich czekała, nie wiadomo skąd dokładnie znała to miejsce. Rozejrzeli się po domu. Wszębdzie był bałagan, porozrzucane sprzęty i ślady krwi, nagle zobaczyli ciało
-Mama!!!!-Nadnina się rozpłakała
Reszta obeszła ciało do okoła nie zwracając na nie więcej uwagi
-W jakim stanie jest Marco??
-Jest ciężko rany, nie wyzdrowiał...
-Nie o to mi chodzi, w jakim stanie przemiany jest?
-Nie wiem nie znam się, jego włosy i skóra się zmieniły, zrobiły się twarde!
Wszyscy popatrzyli po sobie. A więc Infernal zdobył kolejnego sprzymierzeńca. Xellas spojrzała na plamy krwi, a jej oczy błysneły czerwienią, wyszła przed dom. Cholera!! Tak dawno nie piła! A nie ma jeszcze uzupełnionego zapasu w torbie, musi coś znaleźć i to szybko!! Bo nie chce kąsać przyjaciół...

_________________
Wampiry stworzenia nocy, przeklęte przez Boga za grzechy ojca, wyklęte przez ludzi za grzechy własne. Jam jedną z nich, z cienia zrodzona, na rękach mych krew, na ustach śmierć, w spojrzeniu zagłada.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Ysengrinn Płeć:Mężczyzna
Alan Tudyk Droid


Dołączył: 11 Maj 2003
Skąd: дикая охота
Status: offline

Grupy:
AntyWiP
Tajna Loża Knujów
WOM
PostWysłany: 09-06-2004, 13:05   

Spojrzała w lewo, a tam stał koń Ysena z tabliczką mówiącą: "Nie patrz tak na mnie, nie jestem szwedzkim stołem". Żądza krwi przemieniła się w żądzę mordu. Wpadła z powrotem do domku i zamglonym na czerwono wzrokiem spojrzała na dowcipnisia.

- YSEN!!!
- Założyłem ją żebyś nie miała żadnych wątpliwości - odparł nie patrząc na nią, zajęty podziwianiem placu boju, ale najwyraźniej dobrze zorientowany o co może jej chodzić. - On nie jest po to, żebyś mogła zatankować.
- A o co chodzi? - spytali jednocześnie Star i Kain, wypadając z domku nim Xellas zdążyła ich zatrzymać. Obydwaj wybuchli śmiechem.
- ==... Kain, dobrze wiesz, że śmiejesz się tylko dlatego, że jadłeś niedawnoT_T.
- Moja krew ci nie posmakuje, już kilka wampirów jej próbowało i niemal zawsze kończyło się na womitach - Ysen zastanawiał się na głos. - Poza tym ja się moge wam przydać. To samo tyczy się Chimerii, Seriki, Stara i Ze... nie, on chyba nawet nie ma krwi:P. Zostają osoby z małą albo żadną wartością bojową, które w ostatnim czasie nie służyły nikomu za akumulator. Czyli Atis i Nadina^^.
- CO!?! - ryknął przerażony Atisa. Nadina nie ryknęła. Nadina zdążyła zemdleć. - Jak możesz mówić, że koń jest ważniejszy od człowieka?!
- Bardzo prosto. Tego konia znam dłużej niż ciebie^^.
- O_O.
- O bogowie, nie bądź dzieckiem. Przyznaj się, że aż cię skręca, żeby cię ugryzła co^^?
- C-CO?!? - Atis zrobił się czerwieńszy niż oczy Xellas. Zresztą owe oczy na widok całej tej farsy już dawno wróciły do normy. - J-jak możesz c-coś takiego su-suge-sugero...
- Pij więcej magnezu. On podobno pomaga na jąkanie - rycerz utrzymywał beznamiętny wyraz twarzy, ale nie trzeba było wyczuwać jego aury by wiedzieć, że świetnie się bawił. Kain i Star ze śmiechu nie mogli wstać z podłogi. Wreszcie Ysen ponownie zwrócił się do Xellas. - No więc kogo wybierasz? Dziewczynę która zemdlała i nie będzie się bronić, czy wymoczka, który po twoim ugryzieniu się rozpuści i trzeba go będzie zbierać z podłogi?

Atis chciał coś powiedzieć, ale nie mógł wydobyć z siebie głosu, ruszał tylko ustami jak ryba wyjęty z wody, jego oczy były wielkości kropek. Xellas mierzyła Ysena spojrzeniem już nie wściekłym, ale stanowiącym mieszaninę znudzenia i obrzydzenia.

- Jeszcze nigdy nie widziałam takiego paladyna^^ - powiedziała Serika.
- Proszę mnie tak nie nazywać - rycerz skrzywił się na samą myśl. - A nigdy panienka takich nie widziała, bo najwyraźniej nigdy nie miała do czynienia z naszym zakonem. No ale wróćmy do Xellas. Którą bramkę wybierasz^^?
- Straciłam apetyt przez twoją głupią gadaninę ==...
- Ależ nalegam^^. Szybciej wrócisz do zdrowia.
- Szybko zobojętniałeś na gryzienie ludzi.
- Jestem jak szczur, łatwo się przystosowuję do nowego środowiska^^.
- Wybierz Atisa - zaproponował Kain, z trudem tłumiąc śmiech. - Jest większy, więc łatwiej mu będzie się zregenerować.
- A-a-ale j-ja... - Atis nie skończył. Ysen uśpił go niespodziewanym ciosem w kark, nastepnie pchnął go w objęcia półwampirzycy.
- Chodźcie wszyscy - powiedział. - Zostawmy ich samych, żeby panienka się nie krępowała^^.
- Ysen, ty==... - nim Xellas zdążyła coś powiedzieć pomieszczenie było puste. - Super==. Ja go naprawdę kiedyś zabiję-_-'.

_________________
I can survive in the vacuum of Space
Powrót do góry Zobacz profil autora
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź galerię autora
Chimeria Płeć:Kobieta
Wiedźma co nie wygląda


Dołączyła: 12 Lut 2004
Skąd: z grzbietu smoka
Status: offline
PostWysłany: 09-06-2004, 15:59   

I tu jedna rzecz na życzenie:)

Zza ściany dało się słyszeć głos.
Y:Pamiętaj, ze jestem wolny dziś wieczorem
X:SPADAJ!!!!!!- wrzasnęła rzucając Atisa na łóżko.
Y:Nie rzucaj nim tak mocno bo jeszcze...umpf!
X:Ktoś go uciszył. XD Wreszcie.
Ch:Xellas, nie krępuj się!!!!Już możesz!!!!!-drugi głos zza ściany.
X:(*&^$%^& ___-___*****
Tymczasem po drugiej stronie drzwi...
Ch:Ale ty potrafisz być złośliwy. Nie stać cię na odrobinę uprzejmości?- -"- spytała zdejmując z jego głowy worek po kartoflach. Oczywiscie żeby go zarzucić musiała "nieco" wznieść się w powietrze.
Y:Panienka chyba nie wie jaki ja potrafię być nieuprzejmy. >]
Ch:_-_""" I wolimy tego nie sprawdzać...
Y:Szkoda.>)
Ch:...
Y:Najadła się już?
Ch:Jesu...ona przecież nie wypije ich krwi!!!
Y:Ale...
Ch:Nieważne. Ja wcześniej żartowałam.= =""" Jeeeeej....jest tu coś do zjedzenia? Bo wy sobie brzuchy napchaliście, a ja?><
Z:Podobno Ysen miał ci zrobić kanapki.
Y:Za długo by to trwało.>)
Ch:...- -"""...

Coś za oknem zaklekotało.

Ysen rozejrzał się gwałtownie.
Ch:Coś zaklekotało i już się denerwujesz?- -"
Y:Nie...ale mam wrażenie, że.
S:AAA!!!!Zostaw mnie parszywy...-krzyknęła i rozstawiła tarczę. Nie wiadomo czemu, nagle Kain zaatakował.
Y:Chyba nie uleczyliście go do końca!- powiedział i szybko wyjął miecz.
A:FU!!!!-schowała się do kieszeni Chimerii.
Ch:Kain! Odbiło ci!?!?!?!?-krzyknęła.
Spojrzał na nią.
Ch:Gulp...
Oczy zaświeciły mu jaskrawą zielenią. Kły wyjątkowo wydłużyły się, a ciało zaczęło przybierać metaliczną barwę. Serika wykorzystując moment nieuwagi zniknęła. Nie lubiła się mieszać w takie brudne sprawy. Poogląda z boku.
Z:No żesz...ukryta transformacja.- wskazał palcem na Stara i razem zniknęli.
Ch:Gdzie wy lecicie???- spytała zrozpaczona.-XAI!!!!
X:Ja mam małą^^- pyknął i zniknął.
Ch:Ty walcz! Ja idę do Xellas.><- zwróciła się do Ysena.
Y:A dlaczego ja? >< To wasza sprawa!
Ch:A twoja to nie?- -""" A poza tym musisz mnie i Xellas bronić bo jesteśmy słabe. ;P Tylko nie zrób mu krzywdy!!!!- popchnęła Ysena w stronę wariującego Kaina i zniknęła za drzwiami.

X:A ty co tu robisz?
Ch:Mały problem techniczny^^" Zmywamy się.
X:A gdzie Ysen?
Ch:Martwisz się? >]
X:Chimi...od kiedy jesteś złośliwa?
Ch:Nie pytaj!^^""" Kain znów wariuje. Wszyscy się zmyli to wystawiłam Ysena, żeby walczył.
Nagle drzwi zostały wyważone i wpadł przez nie Kain.
Ch:Mówiłam żebyś mu nie robił krzywdy!!!!!!!><
Y:Ale ja mu nic nie zrobiłem.- powiedział nieco zdezorientowany- Rzucił na siebie zaklęcie i ...
Nagle Kain wstał z ziemi i łapczywym wzrokiem spojrzał na Xellas i Chimi.
X:Co mu odbiło? Jadł niedawno...
Ch:Zegis powiedział coś o ukrytej transformacji...
X:I zwiał?!?!?!?!!? ZOstawił mnie samą!?!?!?!?!?!?!?!?!><
Ch:Samą jak samą...- -""""
Y:= ="""
Kain rzucił się w ich stronę.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
5342274
Wyświetl posty z ostatnich:   
Strona 11 z 16 Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 10, 11, 12 ... 14, 15, 16  Następny
Ten temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików
Nie możesz ściągać załączników
Dodaj temat do Ulubionych


Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group